Dodaj do ulubionych

Granice swobody obyczajowej

22.04.01, 01:24
Interesuje mnie, na ile pewne tabu pokutują w nas wciąż jeszcze, wbrew temu, że
próbuje się nam wmówić, iż we współczesnym świecie nie ma już tematów tabu (big
brother, rozmowy w toku etc). Udajemy, że jesteśmy otwarci, gotowi rozmawiać o
wszystkim, ale pod warunkiem, że jeden udaje, że pyta do bólu, inny udaje, że
odpowiada (patrz: wieczór z wampirem np). Jeśli ktoś próbuje pewne dyskusje bez
sekretów potraktować bardziej serio, otrzymuje reakcje bardzo agresywne.
Ragujemy agresją, kiedy nie umiemy sobie z czymś poradzić. Z jednej strony nie
chcemy powiedzieć: "Coś ty, wstydzę się o tym gadać", bo udajemy ludzi
nowoczesnych, bezpruderyjnych. Z drugiej zaś strony żyjemy bardzo
powierzchownie, jesteśmy zakompleksieni i zamknięci (daleko nam do rubaszności
np. mistrza Jana z Czarnolasu). Zadziwiające i chyba niezbyt jednak radosne
jest to, że powyższe reakcje bardzo "otwartych" ludzi występują przy
równoczesnym uznaniu praw homoseksualistów, otwartości w krzyczeniu o prawie do
aborcji itp. Dla mnie osobiście wynaturzeniem jest np. sprowadzanie aborcji do
zabiegu kosmetycznego, żądanie dopuszczenia aborcji bez ograniczeń, związki
małżeńskie dwojga ludzi tej samej płci. Reakcję wymiotną wywołuje we mnie
zdanie typu: "Nie jestem za wprowadzaniem cenzury, ale..." Obrzydliwe niestety.
Takie okadzenie komuną, że aż włos się jeży na głowie. Naprawdę z całym
szacunkiem, nie obraźcie się Państwo, proszę.
Ludzie! Podczas gdy w publicznych mediach pokazuje się chama, który do
Księdza Prymasa mówi "pan prymas", czerwona szmata obraża publicznie (nie
łamiąc przy tym obowiązującego prawa) uczciwych ludzi, obraża ich uczucia
religijne, tak zwani "wykształceni fachowcy" pokazują w szkołach, jak założyć
prezerwatywę na banana - jednocześnie ktoś nazywa mnie zbokiem, bo miałem
czelność zadać niewygodne dla jego równowagi psychicznej pytanie!!! Paranoja!
Obserwuj wątek
    • Gość: Ped Re: Granice swobody obyczajowej IP: 212.191.70.* 22.04.01, 14:59
      Podzielam twoje zdanie . Podobaja mi sie twoje
      uprzednie wypowiedzi i pytania. Tak trzymac. Dyskusja
      powinna byc szczera i otwarta i nie ma tematow tabu.
      Tylko taka droga mozna dojsc do porozumienia pomiedzy
      ludzmi niezaleznie od rasy, plci , pozycji spolecznej
      czy wyznawanej religii. To te dwie panie M. z D . i S.
      tak zdominowaly to Forum , ze zamienilo sie w pyskowke.
      Niech tu rowniez pytaja dziewczyny , nie tylko o slynny
      podklad matujacy. Weszlismy na to Forum bo plec zenska
      nie chce sie wypowiadac na Forum Mezczyzna . Moze sie
      wstydza ?. Kobiety amerykanskie narzekaja , ze ich
      mezczyzni sa ostatnio za malo "agresywni". Chyba chodzi
      im o inicjatywe w seksie a nie o agresje w sensie bicia
      po pysku , mam nadzieje ? Bo to slowo ostatnio w Polsce
      jakby zmienilo swoje znaczenie. Ktos musi tu podjac
      inicjatywe. Dlatego brawo muma !Kontynuuj. .
      Pozdrawiam.
      • Gość: Michal Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.246.82.195.NewYork1.Level3.net 22.04.01, 23:06
        Kurcze , ale sie ciesze,ze sa jeszcze fantastyczni normalni ludzie.
        Siedze w tym zakichanym nowym jorku (z malej litery przez pogarde do
        tego "zoo"), i widze ,ze Polacy nie chca przyjac tej ,"rozowej papki".
        W was nadzieja, swoja droga to wracam do kraju po 8 latach, chce byc u siebie.
        Pozdrawiam, Ped jestes wartosciowym gosciem ,milo ,ze zagosciles na forum.
        Muma "kontroluj" sprawe i trzymaj reke na pulsie.
      • Gość: Ola Do: Ped IP: 157.25.122.* 23.04.01, 13:14
        Mam dosyć tradycyjne poglądy i z ciekawością czytam opinie osób o innych
        zapatrywaniach niż ja - ludzie muszą się czymś od siebie różnić. Ale nie mogę
        wprost czytać jak ciągle się pastwisz nad tymi dwiema paniami - Sarą i Mary z
        Danii. Muszą czuć się niemal zaszczute bo nie opuszczasz żadnej okazji, żeby im
        dołożyć. Człowieku - opanuj się!!!! Ta pyskówa wynikła także przez ciebie bo do
        dyskusji potrzeba conajmniej dwóch stron. Ped - wyluzuj się i odpuść!
        • Gość: ped Re Do Oli IP: 212.191.70.* 25.04.01, 13:57
          Przepraszam ,ponioslo mnie. Mnie tez ciagle ktos
          atakuje , ostatnio niejaki goahead, ale wiecej osob
          mnie chwali. Co robic , psy szczekaja , karawana jedzie
          dalej.
      • Gość: daria Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.pwn.com.pl 25.04.01, 14:15
        Przed chwila pisalam na forum "mezczyzna". I chcialam zauwazyc, ze to nie
        kobiety sie wstydza tam wejsc, tylko nie ma tam sensownych facetow (dominuje
        dyskusja czy niejaki ciekawy jest prawiczkiem czy nie). Tu jest po prostu duzo
        wiecej ciekawych watkow. Jesli chcecie panowie przyciagnac kobiety
        na "mezczyzne" to sami zacznijcie tam pisac, tylko z sensem. A podkladow
        matujacych panowie tez moga uzywac.
        • Gość: meg Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.template.template.tpnet.pl 29.04.01, 23:56
          Gość portalu: daria napisał(a):

          > Przed chwila pisalam na forum "mezczyzna". I chcialam zauwazyc, ze to nie
          > kobiety sie wstydza tam wejsc, tylko nie ma tam sensownych facetow (dominuje
          > dyskusja czy niejaki ciekawy jest prawiczkiem czy nie). Tu jest po prostu duzo
          > wiecej ciekawych watkow. Jesli chcecie panowie przyciagnac kobiety
          > na "mezczyzne" to sami zacznijcie tam pisac, tylko z sensem. A podkladow
          > matujacych panowie tez moga uzywac.

          "Artur" próbował, jak sam mówił rozruszać forum "mężczyzna" - zaczął sporo nowych
          wątków - kilka interesujących, ale nie było praktycznie żadnego odzewu, panowie
          zdecydowanie wolą to forum, tylko niech się potem nie czepiają tematów typowo
          babskich

      • Gość: Maurycy Re: Granice swobody obyczajowej IP: 213.25.229.* 07.05.01, 20:15
        Czy pana Żona jeszcze Pana bije?
    • Gość: aniq Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.04.01, 23:56
      Jestem na forum od niedawna i muszę przyznać, że jedyne szczere i prawdziwe
      wypowiedzi to te napisane przez mężczyzn...może to przypadek (ale nie zamierzam
      przeglądać wszystkich wypowiedzi)... trochę mi wstyd za moją płeć.
      • muma Re: Granice swobody obyczajowej 23.04.01, 00:08
        Bardzo Ci dziękuję za szczery komentarz (!). Okazuje się, że kobiety jednak są
        bardziej zakompleksione. Niestety, wciąż jeszcze pokutują takie głupie
        stereotypy, że jak mężczyzna uprawia seks, doznaje rozkoszy, to OK, a kobieta
        lubiąca np. kochać się z innym partnerem niż mąż, to zaraz k... To jest własnie
        przykład braku równouprawnienia, Panowie i Panie!!! To! Nie jakieś tam bzdury,
        że całowanie w rękę uwłacza godności kobiecej! Chodzi o to, że jeśli ja obejrzę
        się za ładną koleżanką i pomyślę, że chętnie bym się z nią kochał, to nie
        uważam tego za coś nie w porządku. Kobieta również ma prawo pomarzyć o tym, że
        kocha się z innym mężczyzną na przykład. Zauważcie, że nie ma w tej kwestii
        równouprawnienia, oj nie ma.
        Oczywiście co innego, gdy np. oboje małżonkowie nie dopuszczają takiej swobody
        we wzajemnych układach. W porządku. Wtedy jednak to też powinno dotyczyć obojga.
        • muma :-) 29.04.01, 22:57
          .
      • Gość: meg Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.template.template.tpnet.pl 29.04.01, 23:59
        Gość portalu: aniq napisał(a):

        > Jestem na forum od niedawna i muszę przyznać, że jedyne szczere i prawdziwe
        > wypowiedzi to te napisane przez mężczyzn...może to przypadek (ale nie zamierzam
        >
        > przeglądać wszystkich wypowiedzi)... trochę mi wstyd za moją płeć.

        również większość / nie wszystkie/ wypowiedzi chamskich to niestety te napisane
        przez mężczyzn... nie wstydź się za innych

        • Gość: kot Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.sympatico.ca 30.04.01, 00:21
          Granica swobody obyczajowej moim zdaniem nie powinna
          miec granic. Granice tworzymy my sami poprzez
          swoj brak tolerancji do innych, co niejednokrotnie
          odbija sie tez w nasza strone wlasnie tym samym -
          brakiem tolerancji nas przez innych. Podstawa( tworcza)
          w rozmowie jest zas wzajemny szacunek do siebie.
          Wszystko niby proste, chociaz..............
    • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 30.04.01, 20:26
      Granice swobody obyczajowej, czyli - troche obszerniej - granice tolerancji. Chciałbym
      poszerzyć: czy istnieje (gdzie?), czy powinna istnieć (gdzie?) granica tolerancji? Czy
      tolerancja wszystkiego i wszędzie? Bo masz rację, to troche paranoja, że ostatnio często
      gęsto można się spotkać ze sformuowaniami pochwalającymi bezgraniczną tolerancję.
      Staje się ona wielce nadrzędną wartością, nawet ponad miłość, szacunek itp. Czy to
      dobry kierunek? Pogadajmy, bez złośliwości, na poziomie!
      Pozdrawiam - gepe
      • Gość: kot Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.sympatico.ca 30.04.01, 21:26
        gepe napisał(a):

        > Granice swobody obyczajowej, czyli - troche obszerniej - granice tolerancji. Ch
        > ciałbym
        > poszerzyć: czy istnieje (gdzie?), czy powinna istnieć (gdzie?) granica toleranc
        > ji? Czy
        > tolerancja wszystkiego i wszędzie? Bo masz rację, to troche paranoja, że ostatn
        > io często
        > gęsto można się spotkać ze sformuowaniami pochwalającymi bezgraniczną tolerancj
        > ę.
        > Staje się ona wielce nadrzędną wartością, nawet ponad miłość, szacunek itp. Czy
        > to
        > dobry kierunek? Pogadajmy, bez złośliwości, na poziomie!
        > Pozdrawiam - gepe

        Oczywiscie bezgraniczna tolerancja jest mozliwa, realna i
        chyba sluszna tylko wtedy gdy kodeksu moralnego,
        obyczajowego i prawa bozego nikt nie narusza. Te
        sprawy sa indywidualnie chronione w czlowieku jak
        rowniez i uzewnetrzniane. Jestesmy( jako jednostka) jednak
        komorka spoleczenstwa, tworzac wszyscy razem jego calosc.
        Wydawalo by sie ze czlowiek tworzy spoleczenstwo
        gdyz jest jego nieodzowna integracja. Z drugiej
        strony zas smie twierdzic, ze to wlasnie
        spoleczenstwo tworzy czlowieka bowiem prosty, przecietny
        zjadacz chleba zupelnie jest poddany jego (
        spoleczenstwa) wplywowi. Wzorujemy sie dosc czesto na
        innych ludziach. Czyniac to korzystamy oczywiscie z
        prawa wyboru, ale czy zawsze jestesmy zadowoleni od
        wtorowania komus? Niestety nie zawsze, co jest sluszne
        i zrozumiale. Zrozumiale poprzez fakt wartosci czlowieka
        jako jednostki. Wszyscy mamy swoje indywidualne,
        osobiste mozliwosci tworzenia i rozbudowywania swoich
        mysli i umyslu. Majac swobode dzialania niby nic nie
        powinno stac nam na przeszkodzie( pomijam sprawy zdrowia,
        klimatu itp.). Jest jak wiemy inaczej, czasami tragicznie -
        wojny. Moim zdaniem czlowiek zatracil w raju edemskim
        sedno tego o czym dzisiaj rozmawiamy- poznanie dobra
        i zla, co prowadzi do poznania prawdy. Ona jest
        tylko jedna! Dopoki dwie przeciwne sily beda sie
        w nas miescic, bedziemy korzystac z jednej i
        drugiej, co zreszta robimy. Sluszne sa slowa mowiace
        o prawdzie, ktora jest droga ku naszemu oswobodzeniu.
        Jezeli ja poznamy nie trzeba bedzie szukac tolerancji
        wsrod siebie, gdyz tolerancja bedzie nam tylko
        znana, bedzie ona naturalna jak powietrze do oddechu.
        Wiekszosc tego co napisalem jest niestety utopia. Sami
        od siebie chyba jej celu nie osiagniemy. Potrzebujemy
        pomocy!?.
      • Gość: meg Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.template.template.tpnet.pl 30.04.01, 21:30
        "Żyj - i daj żyć innym": hasło chwytliwe, ale masz rację, że
        tolerowanie "wszystkiego" musi budzić sprzeciw. Przy czym chodzi tu raczej o
        brak zgody na pewne postawy i zachowania, przy uznawaniu /tolerowaniu/
        odmienności innych ludzi, np można nie potępiać homoseksualizmu, ale
        jednocześnie nie godzić się na adoptowanie przez pary "homo" dzieci /pozostając
        przy przykładzie z innego wątku/
        • Gość: barabasz Re: Granice swobody obyczajowej IP: 212.224.50.* 30.04.01, 22:05
          meg ma racje. przyklad z homoseksualistami dobrze odzwierciedla problem.
          kot, czy jestes ksiedzem ?
          wszedlem na to forum w zasadzie przypadkowo i dwie rzeczy zadziwily mnie nieco:
          brak (jak na razie ?) chamstwa, wlasciwego chocby niektorym uczestnikom "polacy
          za granica" oraz fakt, ze na temat granic tolerancji dyskutuje sie akurat na
          forum "kobieta".
          Poddaje pod rozwage: moja wolnosc konczy sie tam, gdzie zaczynam naruszac
          wolnosc drugiego czlowieka. Niemniej pozstaje kwestia, kto czy co okresla
          zakres wolnosci jednostki.
          pozdrawiam

          - b.
          • Gość: kot Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.sympatico.ca 30.04.01, 22:13
            Gość portalu: barabasz napisał(a):

            > meg ma racje. przyklad z homoseksualistami dobrze odzwierciedla problem.
            > kot, czy jestes ksiedzem ?
            > wszedlem na to forum w zasadzie przypadkowo i dwie rzeczy zadziwily mnie nieco:
            > brak (jak na razie ?) chamstwa, wlasciwego chocby niektorym uczestnikom "polacy
            >
            > za granica" oraz fakt, ze na temat granic tolerancji dyskutuje sie akurat na
            > forum "kobieta".
            > Poddaje pod rozwage: moja wolnosc konczy sie tam, gdzie zaczynam naruszac
            > wolnosc drugiego czlowieka. Niemniej pozstaje kwestia, kto czy co okresla
            > zakres wolnosci jednostki.
            > pozdrawiam
            >
            > - b.
            Nie, tylko czlowiekiem wierzacym.
        • Gość: kot Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.sympatico.ca 30.04.01, 22:10
          Gość portalu: meg napisał(a):

          > "Żyj - i daj żyć innym": hasło chwytliwe, ale masz rację, że
          > tolerowanie "wszystkiego" musi budzić sprzeciw. Przy czym chodzi tu raczej o
          > brak zgody na pewne postawy i zachowania, przy uznawaniu /tolerowaniu/
          > odmienności innych ludzi, np można nie potępiać homoseksualizmu, ale
          > jednocześnie nie godzić się na adoptowanie przez pary "homo" dzieci /pozostając
          > przy przykładzie z innego wątku/

          "Zyj i daj zyc innym". Nie ja daje zycie, nie ja
          tez go zabieram, nie ja jestem wladca zycia. Nie
          sa mi jednak obojetne aspekty zycia. Jak juz
          pisalem wczesniej zyje w spoleczenstwie ktore w swoj
          sposob oddzialywuje na mnie. Zalezy mi zawsze na tym
          by spoleczenstwo bylo zdrowe, gdyz w tym widze
          swoja zdrowotnosc jak tez i moich( naszych) dzieci. Co
          do homoseksualizmu nie chce sie tutaj wypowiadac, gdyz
          jest to inny temat. Napewno zaden homoseksualista
          nie powinien sie tym szczycic( jak to robia na
          szerokich ulicach amerykanskich ( gay pride parade). Widze
          jednak roznice i to znaczna pomiedzy homoseksualizmem
          a homoseksualista. Ten ostatni jest faktem dokonanym,
          czescia spoleczenstwa, dlatego tez mam tolerancje jak
          do kazdego czlowieka. Homoseksualizm zas wymaga innego
          rozpatrzenia (ogolnego stwierdzenia- jest dobry lub zly dla
          spoleczenstwa i jego zdrowego rozwoju). Prawda i
          odpowiedz powinna byc tylko jedna. Tylko kto ja zna?
          Ja znam swoja, co wcale nie oznacza ze mam racje.
          Odpowiedzi na homoseksualizm tez trzeba szukac gdzie
          indziej. Wierzymy w Boga a On wyraznie nam na ten
          temat mowi.
          • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 30.04.01, 23:36
            > Prawda i
            > odpowiedz powinna byc tylko jedna. Tylko kto ja zna?
            > Ja znam swoja, co wcale nie oznacza ze mam racje.

            A czy mogłbyś ujawnic tę "swoja" odpowiedź?
            Pozdrawiam - gepe
            • Gość: kot Re: Granice swobody obyczajowej / do gepe IP: 206.172.95.* 01.05.01, 00:55
              gepe napisał(a):

              > > Prawda i
              > > odpowiedz powinna byc tylko jedna. Tylko kto ja z
              > na?
              > > Ja znam swoja, co wcale nie oznacza ze mam ra
              > cje.
              >
              > A czy mogłbyś ujawnic tę "swoja" odpowiedź?
              > Pozdrawiam - gepe

              Jezeli bym znal prawde ( ta jedna, doskonala), wtedy
              napewno bym nie watpil w swoja odpowiedz. Tak
              naprawde piszac wczesniej ja nic nie probowalem nikomu
              odpowiadac ( jedynie chcialem wyrazic swoja opinie na
              postawiony temat). Nie wiem tez jakiej dokladnie kwestii
              ma sie tyczyc ta " moja odpowiedz". Chyba sie zgadzasz
              ze jezeli jest jedna prawda, powinna tez istniec jedna
              odpowiedz ( jezeli jest wypowiadana w tej wlasnie prawdzie
              prawdziwej). Uzywamy roznych slow w wypowiadaniu sie i
              roznych metod. Prawda prawdziwa zamyka sie ogolnie w
              "tak" lub "nie", "zle" lub " dobrze"......... Jezeli nie
              mozemy dojsc do tych stwierdzen, ( jednego lub drugiego)
              oznacza to ze nie jestesmy pewni, ze szukamy prawdy.
              Pozdrawiam
              • gepe Re: Granice swobody obyczajowej / do gepe 01.05.01, 00:58
                Napisałeś:
                > > Ja znam swoja [odpowiedź], co wcale nie oznacza ze mam racje.

                Dlatego zapytałem - tylko z ciekawości. Pozdrawiam - gepe
        • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 30.04.01, 22:56
          Gość portalu: meg napisał(a):

          > można nie potępiać homoseksualizmu, ale jednocześnie nie godzić się na adoptowanie
          przez pary "homo" dzieci;

          Nie wypowiadam sie jeszcze ani "za" ani "przeciw", ale stawiam pytanie: Nie uważasz, że to
          trochę tak, jakby godzić się na jabłonkę, ale już nie na jabłka (albo z drugiej strony: na
          jałowiec, ale nie na kolce)?

          • muma Gepe... 30.04.01, 23:03
            Mądre.
            Odpowiedź dla mnie nie jest oczywista. Być może to jest tak, że chęć adopcji
            (posiadania) dzieci nie jest (nie będzie) naturalną konsekwencją legalizacji
            par homoseksualnych. Z tym, że ja akurat legalizacji w sensie prawnym (tzn.
            ślub itd) nie popieram. Uważam to za trochę uwłaczające normalnym związkom.
            • gepe muma... Re: Gepe... 30.04.01, 23:31
              muma napisał(a):

              > Być może to jest tak, że chęć adopcji
              > (posiadania) dzieci nie jest (nie będzie) naturalną konsekwencją legalizacji
              > par homoseksualnych.

              Może i nie... ale jak dotąd rzeczywistość wokół nas jest kształtowana metodą stopniowego
              obalania kolejnego "tabu" (często w imię wolności i - właśnie - tolerancji). Cierpliwie i
              konsekwentnie się nas "urabia", a ja właściwie nie mam wielkich wątpliwości: taka
              konsekwencja zaistnieje, bo będzie kolejnym "tabu" do obalenia. Zresztą przykład niektórych
              krajów zachodnich na pewno da "ośmielający impuls", może na razie tylko do dyskusji. Czy da
              się oddzielić przyczynę i skutek?

              > Z tym, że ja akurat legalizacji w sensie prawnym (tzn.
              > ślub itd) nie popieram. Uważam to za trochę uwłaczające normalnym związkom.

              A ja nie popieram w żadnym sensie. Legalizacja prawna jest tylko konsekwencją "legalizacji"
              moralno - etycznej (przynajmniej dla aktualnej większości parlamentarnej). Czy wystarczy nie
              zgadzać się tylko na skutki poprzednich "zgód" (czyli gasimy z wrzaskiem pożar, kiedy
              wcześniej nie mieliśmy śmiałości wytrącić podpalaczowi papierosa - tolerancja)? Czy
              może jednak próbować nie zgadzać się na nic? Stawka jest - myślę - ogromna.
              Pozdrawiam - gepe
              • muma muma... Re: Gepe... 30.04.01, 23:43
                Rozumiem doskonale Twój punkt widzenia. Jest mi on bardzo bliski. Ale widzisz:
                sprawa np. homoseksualizmu jest, czy nam się to podoba czy nie. Uważam, że
                musimy uznać ich istnienie tzn. moim zdaniem musimy zgodzić się, że człowiek ma
                prawo być homo (jest dorosły itd). Tak samo jak ma prawo popełnić samobójstwo,
                jeśli tego naprawdę chce.
                Owszem, biję się też tego, o czym piszesz, tzn. że w następne zgody zostaniemy
                wmanewrowani pod hasłem konsekwencji naturalnej tych poprzednich zgód. Myślę,
                że trzeba po prostu jasno określić pryncypia i zasady. To i to jeszcze się
                mieści w ramach tolerancji, a to i to nie. I to z góry, uprzedzając te następne
                małe kroczki.
                A tak na marginesie, to widzisz, ja wcale nie jestem pewien, czy pary homo
                naprawdę chcą wychowywać dzieci... Watpię w to, prawdę mówiąc. Oni mogą tak
                nawet deklarować wstępnie, ale... czy ja wiem...
                • gepe muma... 01.05.01, 00:22
                  muma napisał(a):

                  > sprawa np. homoseksualizmu jest, czy nam się to podoba czy nie. Uważam, że
                  > musimy uznać ich istnienie tzn. moim zdaniem musimy zgodzić się, że człowiek ma
                  > prawo być homo (jest dorosły itd). Tak samo jak ma prawo popełnić samobójstwo,
                  > jeśli tego naprawdę chce.

                  Zjawisko istnieje i jest to rzecz niepodważalna. Ale istnieje również zjawisko np. terroryzmu.
                  Uznać istnienie czegoś, to nie to samo, co dać moralne "prawo do bycia". Człowiek nie ma
                  prawa byc terrorystą, nawet jeśli jest dorosły (a może przede wszystkim). To zaczyna
                  być pytanie "Na ile ktoś odmienny jest dla mnie bezpieczny (nie tylko fizycznie)".
                  Pomijam tu oczywiście niepodważalną konieczność szacunku i miłości dla każdego bez
                  wyjątku. Nawiasem mówiąc człowiek nie ma prawa popełnic samobójstwa, bo prawo do życia
                  jest z gatunku niezbywalnych, tzn. nie mogę go "zbyć" na niczyją "korzyść".

                  > A tak na marginesie, to widzisz, ja wcale nie jestem pewien, czy pary homo
                  > naprawdę chcą wychowywać dzieci... Watpię w to, prawdę mówiąc. Oni mogą tak
                  > nawet deklarować wstępnie, ale... czy ja wiem...

                  Ja także nie jestem przekonany, czy pary homoseksualne naprawdę są świadome tych
                  decyzji, ale głosy o prawo do adopcji są faktem.
                  • muma Re: muma... 01.05.01, 00:29
                    Owszem, prawo do życia jest niezbywalne na korzyść innych. To prawda. Jednak
                    każdy ma prawo decydowac o swoim własnym życiu, czyz nie? Ja w każdym bądź
                    razie tak uważam. Nie to, żebym popierał samobójstwo jako zjawisko w jakimś
                    nawet kontekście tylko. O nie! Jednak uważam, że człowiek ma prawo popełnić
                    samobójstwo (jeśli nie zostawia żony, dzieci itd, tzn. nie krzywdzi w ten
                    sposób innych).
                    Oczywiście terrorystą nie ma się prawa być, to jasne i bezdyskusyjne.
                    Pozdrawiam.
                    • gepe Re: muma... 01.05.01, 00:37
                      muma napisał(a):

                      > Owszem, prawo do życia jest niezbywalne na korzyść innych. To prawda. Jednak
                      > każdy ma prawo decydowac o swoim własnym życiu, czyz nie?

                      Tak muma, ale nie dotyczy to tego jednego przypadku: człowiek nie ma prawa pozbywać
                      kogokolwiek życia, nawet samego siebie (byc może gdzieś tu należy szukać oparcia w
                      sprawie eutanazji), bo życie jest wartością samą w sobie, ktora została nam dana. Gdybym ja
                      sam sobie dał życie, mógłbym je sam sobie odebrać, ale jest inaczej.

                      > Oczywiście terrorystą nie ma się prawa być, to jasne i bezdyskusyjne.

                      Tak, ale to była tylko analogia :-)

                      gepe
                      • Gość: barabasz Re: gepe IP: *.ibc.de.easynet.net 01.05.01, 09:53
                        nie masz racji gepe. nikt nie ma prawa skazywac mnie na cierpienia, ktore moga
                        oderbrac mi moja, chocby subiektywnie pojmowana, godnosc, nawet jesli mialby to
                        byc, obojetnie jak rozumiany, Bog. nikt nie moze miec prawa odebrac mi
                        mozliwosci decydowania o tym, ile chce, lub lepiej: jestem gotow zniesc.
                        pozdrawiam
                        - b.
                        • Gość: gepe Re: gepe IP: *.wbk.com.pl 02.05.01, 21:39
                          Gość portalu: barabasz napisał(a):

                          > nie masz racji gepe. nikt nie ma prawa skazywac mnie na cierpienia, ktore moga
                          > oderbrac mi moja, chocby subiektywnie pojmowana, godnosc, nawet jesli mialby to
                          >
                          > byc, obojetnie jak rozumiany, Bog. nikt nie moze miec prawa odebrac mi
                          > mozliwosci decydowania o tym, ile chce, lub lepiej: jestem gotow zniesc.
                          > pozdrawiam
                          > - b.

                          Prawie zgoda :-).
                          Nikt nie ma prawa skazywać kogokolwiek na życie pełne cierpienia. Nawet ja sam.
                          Nikt nie ma prawa skazywać kogokolwiek na życie wolne od cierpienia. Nawet ja sam.
                          Nikt nie ma prawa powoływać kogokolwiek do życia. Tylko Bóg, jakkolwiek go pojmujemy.
                          Nikt nie ma prawa odwoływać kogokolwiek z tego świata. Tylko Bóg, jakkolwiek go
                          pojmujemy.
                          Przy wierze w Boga przyjmuję się pewne "założenia". Jedno z nich brzmi: Bóg jest
                          uosobieniem miłości (w skrócie: jest miłością). Zatem mnie kocha. Zatem chce mojego
                          dobra. Zatem, jeśli pozwala, by dotknęło mnie cierpienie (w jakiejkolwiek formie,
                          niekoniecznie fizycznej), to jest w tym cel, którego byc może nie będzie mi dane nigdy poznać
                          swoim małym rozumkiem. Kto wie, może tzw. czyściec jest na ziemi? Wiara polega między
                          innymi na tym, że wierzy się także Bogu, nie tylko w Boga. Na drabince wartości najwyżej jest
                          miłość, godność jest jednak poniżej.
                          W każdym razie tak mi się wydaje.
                          Pozdrawiam - gepe
                          • Gość: barabasz Re: do gepe IP: 212.224.50.* 02.05.01, 22:19
                            nie masz racji, gepe.
                            to godnosc, mozna tez powiedziec: swiadomosc
                            przemijania, czyni z Ciebie osobe ludzka i odroznia
                            Cie od innych stworzen.
                            dopiero na bazie godnosci, na ktora zasluguje kazda
                            istota ludzka, mozliwa jest milosc. Inaczej: bez
                            godnosci nie ma milosci. godnosc bez milosci jest
                            mozliwa, chocby osamotniona ,wiec tragiczna.
                            jak sam mowisz: nikt nie ma prawa skazywac mnie na
                            nadmiar cierpienia.
                            na marginesie interesowalo by mnie, czy Twoja wiara
                            jest wiara w Boga, czy tez troche w kosciol ?
                            pozdrawiam
                            -b.
            • Gość: meg Re: Gepe... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.01, 16:46
              masz rację, dwie osoby kochające się - mają na pewno prawo być ze sobą nawet
              jeśli są jednej płci, ale ten związek nie jest taką rodziną, która może
              przekazać dziecku prawidłowe wzorce dorosłego życia. Wprawdzie na innym wątku
              ktoś zadał pytanie czy nie lepszych jest dwóch kochających się "wujków" niż
              rodzice żrący się ze sobą i naprawdę trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć,
              ale mimo to wszystko we mnie buntuje się przeciw takim "rodzinom"
              Z drugiej strony pary "homo" powinny mieć możliwość uregulowania spraw
              majątkowych itp - ale czy to zaraz ma udawać małżeństwo?
              • muma Re: Gepe... 01.05.01, 22:14
                Właśnie! Moga przecież iśc do notariusza i regulować sprawy majątkowe jak chcą,
                nie? A ślub to przecież zupełnie co innego. Ślub to uznanie ich nienormalności
                za normalność. Trochę uwłaczające małżeństwom...
              • Gość: gepe Re: Gepe... IP: *.wbk.com.pl 02.05.01, 21:51
                Meg, pytanie:
                Co to znaczy "byc ze sobą"? Brat i siostra także się kochają. Ale czy mogą (świadomie)
                zawrzeć małżeństwo, mieć SWOJE (nawet adoptowane) dziecko? Pomijam oczywiście
                godny pochwały przypadek, gdy wychowują np. dziecko osierocone, itp. Czym różni się jedno
                od drugiego? Czy to są "normalnosci" czy "nienormalności"?
                Druga kwestia oczywiście ma dużo na rzeczy. Wydaje mi się jednak, że rozumowanie idzie
                trochę nie w tym kierunku. Jeśli rodzice są dla dziecka źli, to trzeba coś z TYM zrobić, a nie
                oddawać dziecka na wychowanie dla miłych "wujków". Z deszczy pod rynnę, albo odwrotnie,
                ale cały czas mokro. Cały czas źle.

                Pozdrawiam - gepe
                • muma Granice swobody obyczajowej 03.05.01, 23:53
                  No tak, ale wróćmy do tematu... Zgadzacie się ze mną, że choć jesteśmy
                  niesamowicie otwarci i swobodni, to jednak równie pruderyjni jak 100 lat temu?
                  Czy sądzicie, że pewne tematy muszą pozostać tabu? Dlaczego?
    • Gość: Smik Re: Granice swobody obyczajowej IP: 10.1.12.* / 193.41.231.* 04.05.01, 10:06
      Jest dla mnie nieco dziwne, iż mówicie tu o tolerancji i otwartości, jednocześnie
      miejscami propagując jedyne właściwe granice. Nie każdy jest wierzący i nie dla każdego pewne
      wartości mają znaczenie (to nie znaczy, że ma nie szanować innych).
      • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 04.05.01, 16:43
        Ponieważ rozmawiamy właśnie o tych granicach. Nie wszyscy z nas je propagują.
        Zapraszamy w takim razie do szerszych wypowiedzi.

        Pozdrawiam - gepe
      • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 04.05.01, 16:43
        Ponieważ rozmawiamy właśnie o tych granicach. Nie wszyscy z nas je propagują.
        Zapraszamy w takim razie do szerszych wypowiedzi.

        Pozdrawiam - gepe
        • Gość: mesco Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.01, 18:41
          tematem watka bylo "granice swobody obyczajowej"
          co sie tu dowiedzialem
          - o adopcji dla homoseksulaistów
          - homoseksualisci maja prawo zyc (dzieki za to wam)
          itd. itp.
          co to ma ze swoboda obyczajowa wspólnego?
          a co do pierwszej wypowiedzi w zalozeniu tego watka:
          krytykujesz ze pokazuje sie w szkole czy w telewizji jak sie zaklada
          prezerwatywe na banana.
          A jak ma sie mlodziez nauczyc?
          Lepsze sa noworodki na smietniku?

          mesco





          • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 04.05.01, 18:59
            Mesco, młodzież ma się nauczyć kochać (mam ma mysli miłość a nie seks, co nie znaczy,
            że tego ostatniego nie powinna umieć). Tylko tyle (i aż tyle). Może jestem niepoprawnym
            idealistą, ale trzeba mieć ideały. Bo potem są "noworodki na śmietniku". A jeśli będa umiały
            kochać, to żadne "banany" nie będą potrzebne. Wiem, że uogólniam, ale moim zdaniem jest
            jakąś tragedią społeczeństwa, że nacisk kładzie się na próby (trzeba dodać: nieudolne)
            opanowania skutków braku miłości (niech to przedstawia ten nieszczęsny banan), zarazem
            olewając zupełnie naukę miłości. Bo wbrew pozorom tego też trzeba się uczyć.

            pozdrawiam - gepe
            • muma Re: Granice swobody obyczajowej 05.05.01, 00:42
              Zakładanie prezerwatywy na banana, to karykatura uświadomienia młodzieży, unik,
              właśnie udawanie otwartości i braku pruderii, sprowadzanie delikatnych i bardzo
              wstydliwych problemów, zagadnień, do fizjologii. To szerzenie nihilizmu,
              propagowanie modelu życia bez wartości.
              Jeśli wartością jest dla nas nawet samo doznanie seksualne, to też psychika
              jest tu niezbędna. Od samego pocierania żołędzia o ścianki pochwy zbyt wiele
              przyjemności się nie przeżyje (nawet jeśli uda sie doprowadzić do wytrysku
              nasienia).
              Dlatego zakładanie prezerwatywy na banana w ramach wychowania młodzieży uważam
              za ze wszech miar szkodliwe.
              • muma Re: Granice swobody obyczajowej 07.05.01, 22:41
                :-)
                • Gość: Smik Re: Granice swobody obyczajowej IP: 10.1.12.* / 193.41.231.* 08.05.01, 09:08
                  A ja uważam, iż obawa przed wychowaniem seksualnym to po prostu zakłamanie. Utrzymywanie
                  ciemnoty, by utrzymać włądzę. Miłość to jedno, a pewne podstawowe praktyczne informacje to drugie.
                  Jeśli dziewczyna dowiaduje się skąd się biorą dzieci, gdy jest w zaawansowanej ciąży - to czy ktoś nie
                  powinien jej wcześniej o tym powiedzieć. Większość rodziców niestety o tym otwarcie nie rozmawia.
                  • Gość: mesco Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.dip.t-dialin.net 08.05.01, 12:27
                    jazeli zakladanie prezerwatywy na banana to karykatura, to powinno sie chlopcom
                    rozdzielic prezerwatywy do trenowania w domu.
                    A jak by trenowaly dziewczyny?
                  • Gość: mesco Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.dip.t-dialin.net 08.05.01, 12:30
                    jazeli zakladanie prezerwatywy na banana to karykatura, to powinno sie chlopcom
                    rozdzielic prezerwatywy do trenowania w domu.
                    A jak by trenowaly dziewczyny?
                    • muma Re: Granice swobody obyczajowej 08.05.01, 15:53
                      Ja wcale nie uważam, że uświadomienie seksualne jest niepotrzebne. Jednak
                      spędzanie młodzieży do sali gimnastycznej i robienie pogadanki zaczynającej się
                      od tego, że koniecznie, ale to koniecznie trzeba używać prezerwatywy, by się
                      nie zarazić hivem etc, to absolutnie obca mi filozofia. Może po prostu
                      powiedzieć o tym, że należałoby się trochę zastanowić, czy seks z przygodnie
                      spotkaną na dyskotece osobą ma jakikolwiek sens?
                      Własnbie sprowadzanie problemu uświadomienia do fizjologii jest błędem! Między
                      innimi to prowadzi do trudności w stworzeniu normalnej rodziny, wzrostu (sic!)
                      liczby zakażonych hivem itd. Spójrzcie na Stany Zjednoczone - tam każda 15-
                      letnia dziewczynka wie już o konieczności korzystania z prezerwatywy; inicjacja
                      na tylnym siedzeniu auta stała się już jednym z symboli Ameryki. Jednak problem
                      AIDS jest, niechcianych ciąż - też. Nie o to chodzi, moi drodzy.
                      Chodzi natomiast o to, żeby Uświadamiać, tłumaczyć, opowiadać, odpowiadać na
                      pytania, nie robić tabu ze spraw seksu. Słowem - nauczyć myśleć!!!
                      Zakładanie prezerwatywy na banana sprowadza tylko bardzo istotne sprawy do
                      absurdu i w dodatku jest obrzydliwe w formie.
                      • Gość: mesco Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.dip.t-dialin.net 08.05.01, 16:15
                        nie sadze ze zakladanie prezerwatywy na banana jest obrzydliwe. Ta forma jest
                        praktykowana w Niemczech i uczniowie ze smiechem jedza potem te banany.
                        zachwalasz za to utrate dziewictwa w samochodzie, ach jakiez to romantyczne.
                        Spedzanie uczniów do sali gimnastycznej tak jak to bylo praktykowane za moich
                        czasów kiedy byl pokazywany film z lat 50 w których uswiadamiano ze seks przed
                        wojskiem jest szkodliwy (bylo to w latach 70), tez nie jest dobra metoda.
                        w koncu co zostaje rodzice. Uswiadamiaja polscy rodzice swoje dzieci? jak. jak
                        sami nie maja pojecia.



                        • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 08.05.01, 17:41
                          Oj, mesco. Albo zupełnie nie kapujesz o co mumie chodzi albo świadomie prowokujesz.
                          Istota nie w tym, żeby uczyć młodzież techniki spółkowania i techniki zapobiegania (choć nie
                          zaszkodzi) tylko by je uświadomić, że tak naprawdę to najpierw koniecznie trzeba się
                          nauczyć kochać (dobrze, powiem jasno: "miłować"). Tylko, że to trudne, o wiele trudniejsze
                          niż nauczyć wciągać gumę na banana, choć to drugie na pewno jest bardziej atrakcyjne do
                          nauki.

                          Pozdrawiam - gepe
                      • Gość: kobieta Re: Granice swobody obyczajowej IP: 212.75.107.* 08.05.01, 18:05
                        Nie twierdzę żeby zakładanie prezerwatywy na banana było najszczęśliwszym
                        sposobem edukacjii ale lepsze coś niż nic. W pewnym (młodym) wieku
                        większością\przynajmniej częścią nastolatków rządzi popęd płciowy, chęć
                        poeksperymentowania, poznanie przyjemności płynącej z seksu itp bez żadnych
                        wyższych uczuć. Nie chce mi się wieżyć, że można nie znać podstawowych metod
                        antykoncepcji, ale jeżeli tak jest, to niechciana ciąża dwojga b.młodych ludzi
                        może zrujnować życie i im i dziecku (o ile potajemnie ciąża nie zostanie
                        usunięta). Oczywiście należy również rozmawiać i tłumaczyć itp.
                        • Gość: gepe Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.wbk.com.pl 08.05.01, 19:36
                          Gość portalu: kobieta napisał(a):

                          > Nie twierdzę żeby zakładanie prezerwatywy na banana było najszczęśliwszym
                          > sposobem edukacjii ale lepsze coś niż nic. W pewnym (młodym) wieku
                          > większością\przynajmniej częścią nastolatków rządzi popęd płciowy, chęć
                          > poeksperymentowania, poznanie przyjemności płynącej z seksu itp bez żadnych
                          > wyższych uczuć. Nie chce mi się wieżyć, że można nie znać podstawowych metod
                          > antykoncepcji, ale jeżeli tak jest, to niechciana ciąża dwojga b.młodych ludzi
                          > może zrujnować życie i im i dziecku (o ile potajemnie ciąża nie zostanie
                          > usunięta). Oczywiście należy również rozmawiać i tłumaczyć itp.

                          Kobieto, uważam, że masz racje. Tylko niech ktos wytłumaczy mi dlaczego tak duży nacisk
                          kładzie sie na te "banany", a tylko chyłkiem wspomina się o "rozmawianiu, tłumaczeniu", a już
                          wogóle nie mówi się, że w takim wieku lepiej wypić szklankę wody? Nie warto byłoby
                          odwrócić akcenty? Jak wyglada zdanie typu: "Uczmy się kochać drugiego człowieka, uczmy
                          się przyjaźni, nabierajmy szacunku do siebie i ludzi, uczmy się panować nad swoimi
                          emocjami, w tym nad popędem, szlifujmy swoje charaktery. Oczywiście można też pokazać
                          tego "banana", będzie trochę śmiechu."
                          Co jest w życiu - tak naprawdę - ważniejsze?
                          Pozdrawiam - gepe
          • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 14.05.01, 18:41
            > krytykujesz ze pokazuje sie w szkole czy w telewizji jak sie zaklada
            > prezerwatywe na banana.
            > A jak ma sie mlodziez nauczyc?

            Przeczytałem sobie ostatnio coś takiego:
            "Gdy pewien guru miał lekcję z grupąmłodych uczniów, zaczęli go błagać, żeby im wyjawił
            świętą Mantrę, przez którą zmarli są przywracani do życia.
            -Cóż byście zrobili z tak niebezpieczną rzeczą? - zapytał guru.
            -Nic, służyłaby tylko do umocnienia naszej wiary - odparli.
            -Przedwczesna wiedza jest niebezpieczną rzeczą, moje dzieci - powiedział starzec.
            -Kiedy wiedza jest przedwczesna? - zapytali.
            -Kiedy daje władzę komuś, kto nie posiada jeszcze mądrości, która musi towarzyszyć jej
            użyciu.
            Jednakże uczniowie nalegali tak, że święty człowiek, wbrew sobie, wyszeptał im do uszu
            świętą Mantrę, zaklinając ich wielokrotnie, aby korzystali z niej z największą rozwagą.
            Niedługo potem młodzieńcy szli wzdłuż miejsca pustynnego, gdzie zobaczyli stertę wyblakłych
            kości. Kierowani bezmyślną wesołością, która towarzyszy tłumowi, postanowili sprawdzić
            Mantrę, która powinna zostać użyta dopiero po dłuższej medytacji.
            Skoro tylko wypowiedzieli magiczne słowa, kości oblekły sie w ciało i zostały przemienione w
            wygłodniałe wilki, które rzuciły się za nimi w pogoń i rozdarły ich na strzępy."
            (Anthony de Mello)

            Do pomyślunku.
            Pozdrawiam - gepe
    • Gość: hetero Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.dialup.supermedia.pl 08.05.01, 18:18
      Granice swobody obyczajowej czyli (jak już ktoś napisał) granice tolerancji
      powinny się kończyć tam, gdzie zaczyna się działanie wbrew drugiemu człowiekowi
      lub czyniące mu krzywdę.
      Związek homoseksualistów ma prawo zalegalizować swój związek równiesz poprzez
      ślub. Jeśli chodzi o adopcję przez parę homoseksualistów jestem za. Prawie. I
      nie mają na to wpływu upodobania seksualne. Uważam, że dwoje kochających sie
      ludzi jest doskonałym modelem rodziny, bez względu na płeć. O preferencjach
      seksualnych nie decydują wzorce, ani otoczenie tylko coś w człowieku, może
      geny. Tak wiele jest dzieci samotnych, niekochanych itd. Jedynym zastrzeżeniem
      jest nietolerancja heteroseksualnych do homoseksualistów. Dziecko przykładowo
      dwóch gejów, miałoby obecnie w szkole "przerąbane" o ile nie zdecydowaliby się
      oni by udawać np. dwóch bratów zajmujących się siostrzeńcem.
      Żywię głęboką nadzieję, że przynajmniej w przyszłym stuleciu ludzie będą
      tolerancyjni.
      • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 08.05.01, 20:30
        Dobrze, ale mam pytania.
        Jeśli jesteś osoba wierzącą, to jak rozumiesz słowa " (...) i połączy się <mężczyzna> z zoną
        swoją (...)" (czyli z kobietą, nie z innym mężczyzną, nie z narzeczoną, nie z cudzą żoną, ale
        właśnie ze swoją żoną), "(...) mnóżcie się i zaludniajcie ziemię (...) - przepraszam,
        niedokładnie pamiętam ten fragment.
        Jeśli nie wierzysz, jak rozumiesz działanie natury, które tak wykształciło narządy rodne kobiety i
        męzczyzny, że tylko taka konfiguracja umożliwia w naturalny ("ekologiczny") sposób
        zapewnienie potomstwa? Dlaczego zwiazki homo sa uważane "w naturalny sposób" od
        dawna za "inne", pozbawione godności małżeńskiej, w pewien sposób wyklęte? Jakie są
        przyczyny nietolerowania tej "anomalii"?
        Czy masz pewność, że adopcja dziecka o "tradycyjnym" zapisie genowym przez pary homo
        nie spowoduje wychowania go w takim wzorcu seksualności, jaki prezentują "rodzice"? Czy to
        nie będzie dla niego krzywda?

        Pozdrawiam - gepe
        • Gość: mesco Re: Granice swobody obyczajowej IP: *.dip.t-dialin.net 09.05.01, 15:32
          jestem homo, nie mam dzieci.
          Z opowiadan ojców homoseksualistów wiem sporo o takich rodzinach.
          Jeden z nich mial trzech synów, wiek od 15-20 lat. Wszyscy trzej synowie byli
          zwariowani za tym ojcem, nie mogli by sobie zycia wyobrazic bez tego ojca ,
          jego przyjaciela, ale i bez matki i jej nowego meza. Dwaj starsi byli hetero, u
          najmlodszego bylo podejrzenie ze bedzie homo.
          Inny przypadek zona opuszcza meza, zostawia go z synem. Rozwód nastopil min. z
          powodu homoseksualizmu meza. Matka nie widziala syna od 6-8 lat, nie pamietam
          dokladnie. Ojciec wychowuje syna z swoimi kumplami.
          trzeci przypadek matka lesbijka nie daje sobie rady z dojrzewajacym chlopcem.
          Oddaje go do zaprzyjaznionej pary gejów, chlopiec (15 lat) majacy juz stracha
          przed sila fizyczna dwóch mezczyn, sam stal sie mezczyzna. Jak zaobaczyl ze
          niema ciuchów zaczal prac, jak nie bylo nic ugotowanego zaczal gotowac itd.
          itd. Chlopiec jest hetero.
          Rozwódka, lesbijka, dwoje dzieci. córka hetero studentka, syn homo student.
          Wszystkie dzieci bardzo uczuciowe, wychowane w milosci i tolerancji.
          Przyklady sa z jednej z metropolii w Niemczech.








          • gepe Re: Granice swobody obyczajowej 10.05.01, 17:25
            Ale to jest odpowiedź tylko na ostatnią część pytania.
            Poza tym trzeba by w zasadzie zbadać jakąś próbę społeczeństwa nadającą się do
            statystycznej analizy, bo pojedyńczymi przykładami można udokumentować nawet to, że
            dziecko wychowane przez szatana stanie się aniołem.
            Ale nawet... I tak pozostają pytania natury filozoficzno - etycznej, typu: Po co to
            wszystko?, Bo my tak chcemy, nie umiejąc sobie poradzić ze sobą?, Czy dziecko nie staje
            się w tym przypadku przedmiotem, zabawką, bo jakaś para homo chce?, itd., itp... W
            połączeniu z poprzednimi pytaniami to wcale nie jest takie oczywiste.

            Pozdrawiam - gepe
    • Gość: Msych Re: Granice swobody obyczajowej IP: 192.168.3.* / *.uznam.net.pl 12.05.01, 16:59
      Brawo Muma, dobrze ze jeszcze ktos mysli tak jak ja. I przede wszystkim precz z
      cenzura, w innych rzeczach powinny byc nieprzekraczalne granice.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka