muma
22.04.01, 01:24
Interesuje mnie, na ile pewne tabu pokutują w nas wciąż jeszcze, wbrew temu, że
próbuje się nam wmówić, iż we współczesnym świecie nie ma już tematów tabu (big
brother, rozmowy w toku etc). Udajemy, że jesteśmy otwarci, gotowi rozmawiać o
wszystkim, ale pod warunkiem, że jeden udaje, że pyta do bólu, inny udaje, że
odpowiada (patrz: wieczór z wampirem np). Jeśli ktoś próbuje pewne dyskusje bez
sekretów potraktować bardziej serio, otrzymuje reakcje bardzo agresywne.
Ragujemy agresją, kiedy nie umiemy sobie z czymś poradzić. Z jednej strony nie
chcemy powiedzieć: "Coś ty, wstydzę się o tym gadać", bo udajemy ludzi
nowoczesnych, bezpruderyjnych. Z drugiej zaś strony żyjemy bardzo
powierzchownie, jesteśmy zakompleksieni i zamknięci (daleko nam do rubaszności
np. mistrza Jana z Czarnolasu). Zadziwiające i chyba niezbyt jednak radosne
jest to, że powyższe reakcje bardzo "otwartych" ludzi występują przy
równoczesnym uznaniu praw homoseksualistów, otwartości w krzyczeniu o prawie do
aborcji itp. Dla mnie osobiście wynaturzeniem jest np. sprowadzanie aborcji do
zabiegu kosmetycznego, żądanie dopuszczenia aborcji bez ograniczeń, związki
małżeńskie dwojga ludzi tej samej płci. Reakcję wymiotną wywołuje we mnie
zdanie typu: "Nie jestem za wprowadzaniem cenzury, ale..." Obrzydliwe niestety.
Takie okadzenie komuną, że aż włos się jeży na głowie. Naprawdę z całym
szacunkiem, nie obraźcie się Państwo, proszę.
Ludzie! Podczas gdy w publicznych mediach pokazuje się chama, który do
Księdza Prymasa mówi "pan prymas", czerwona szmata obraża publicznie (nie
łamiąc przy tym obowiązującego prawa) uczciwych ludzi, obraża ich uczucia
religijne, tak zwani "wykształceni fachowcy" pokazują w szkołach, jak założyć
prezerwatywę na banana - jednocześnie ktoś nazywa mnie zbokiem, bo miałem
czelność zadać niewygodne dla jego równowagi psychicznej pytanie!!! Paranoja!