Gość: renia
IP: proxy / *.pir2.nas.panafonet.gr
30.10.02, 11:00
Praca. Od szesciu lat wykonuje swoj zawod. Do wszystkiego dochodze sama, ucze
sie na wlasnych bledach i poswiecam duzo czasu na rozwoj. Materialy do swojej
pracy zbieram od lat, "produkuje " sama i poszukuje coraz nowszych rzeczy.
szukam najlepszych metod i wiem, ze doswiadczenie jest , jak w kazdym
zawodzie , najcenniejsze i niezastapione. Spedzilam setki godzin w
ksiegarniach i przy kompie pracujac nad roznymi , nazwijmy to, pomocami. No i
co teraz? Otoz jedna z moich dobrych kolezanek, postanowila zmienic prace i
zajac sie dokladnie tym samym co ja. Wszystko byloby ok gdyby nie jeden
drobny wyprowadzajacy mnie z rownowegi szczegol. Otoz ta kolezanka uznala, ze
ja bede jej mecenasem chyba. Przychodzi do mnie, dzwoni non stop, przejeta
nowa praca i ciagle pyta. O wszystko, prosi o pozyczanie materialow, za ktore
ja przeciez placilam , na ktore poswiecilam mase czasu piszac je sama. Teraz
ona mowi - pozycz mi, ja sobie to skseruje. Pyta o wszystko, chce, zebm
udzielala jej szczegolowych rad i wskazowek. Mowie - sama dojdziesz do
wszystkiego, musisz sama wyczuc wiele rzeczy, wyczaic co i jak. No ale
momentami stawia mnie ona w tak klopotliwej sytuacji, ze nie wiem co mam
zrobic. Nie chce wyjsc na gbura i nieuzytego sknere, ale przeciez ona jest
jakby nie patrzec dla mnie potencjalna konkurencja, nie zycze jej zle, ale
nie mam tez zadnej ochoty uczyc jej wszystkiego i otwierac przed nia
wszystkeigo co wiem, pozyczac jej materialow i poswiecac jej swojego
prywatnego czasu na doskonalenie jej w wykonywaniu tego fajnego , trudnego i
odpowiedzialnego wbrew pozorom zawodu. Wkurzona jestem. Albo ona jest
bezgranicznie bezczelna, albo tepa. Nie wiem jak mam wybrnac z tej sytuacji,
zeby sie z nia nie poklocic, a zeby ona jednak dala juz spokoj. Nie mam
problemu jej to czy tamto doradzic, ale ostatecznie uwazam, ze nie powinna
mnie traktowac jak dojna krowe , ktora z usmiechcem na ustach ustapi jej
miejsca na rynku. No nie wiem co mam zrobic, za miekka jestem.