Dodaj do ulubionych

Randkowe wpadki

15.01.06, 23:56
Zainspirowana watkiem Aishy chcialam zapytac jakie kto mial wpadki na randce??

Ja na poczatku randek z moim Ukochanym bylam taka zaaferowana nim,ze
dosiadlam sie do innego stolika,zaczelam costam gadac,plesc trzy po trzy.A
moj Ukochany patrzyl na mnie i smial sie pod nosem:)A jeszcze innym razem jak
bylismy na basenie wsiadalam do auta czytajac smsa od jego siostry.Wsiadlam z
przodu,zapinam pasy,czytam tego smsa,smieje sie,jakies glupie podtexty
robie,seksualne oczywiscie.Patrze a to nie to auto,nie ten facet,i co
najciekawsze wepchenalm sie do fotekila dzieciecego takiego siedziska dla
starszakow:)Wtedy myslalam,ze moj Ukochany zostawi taka ciamajde i sierote
jak ja:)Ale zostal i cierpliwie znosi moje roztargnienie.Ooo i mi sie
przypomnialo kiedys w panice ze sie spoznie zalozylam dwa rozne buty:)
Obserwuj wątek
    • tracja4 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 00:07
      Umowilam sie z facetem poznanym przypadkiem na ulicy:) Nie wiedzialam ile ma
      lat, byl wyzszy, wygladal na conajmniej moj (tamtejszy) wiek - ja mialam 18,
      jak sie okazalo na randce on mial... 14!!! Nigdy bym nie pomyslala! Jak to
      uslyszalam, to przez cale spotkanie zastanawialam sie, kiedy zacznie gadac o
      harrym poterze. W koncu zaczął:)))
    • onlyju Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 00:19
      Znajomy umówil się z dziewczyną, która stwierdzila, że zapomniala o wizycie u
      lekarza, więc poszli, myslal, ze to potrwa chwilę, poszli do jakiegoś
      obsukrnego ZOZu, usiedli w kolejce na twardych krzeslach i siedzieli prawie
      dwie godziny o suchym pysku, bo dziewczę - by pokazac dobre serce i nie
      przerywac rozmowy - przepuscilo 5 babć i matkę z dzieckiem. Facet po tej randce
      zachorowal na grypę, olal ją, bo po wyjściu z ZOZu zaproponowala lazenie po
      sklepach, akurat musiala sobie kupić nowe jeansy. Na jego propozycje: obiadu,
      kawy, coli nie reagowala, nie dalo jej się niczego wyperswadować, bo uslyszala
      od kogoś, ze facet lubi konkretne kobiety z inicjatywą... No to wzięla sprawy w
      swoje ręce...
      • megagostek Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:03
        Umówilem sie kiedys z fajna a na dodatek ladna dziewczyna, rzadko mi sie to
        zdarza i na dodatek obyty w knajpkach nie bylem. Siadamy w knajpce pytam czego
        się laska napije - ona ,że Martini z pianką i cytryną , wiec mówie barmance że
        chcę martini z pianką i cytryna - barmanka zrobila wielkie oczy i powtarzam
        jescze raz martini z pianka i cytryna, ona na to ze nie ma czegos takiego, ale
        spojrzalem za nią na półkę na ktorej stoi Martini Bianco, w tej o to chwili
        dopiero zakumałem że moja randkowiczka nie chciala niczego z pianką tylko
        bianko, a moj sluch w gwarze knajpki nieco zawiódł.
    • agata206 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 09:29
      coz mam powiedziec dziewczyny, uczymy sie na bledach;)) ale watek z 14 latkiem
      to napewno na dlugo zostanie w pamieci;) a co do mnie to hmm przyznaje mialam
      pare spotkan internetowych(po dluzszej rozmowie) ale raz spotkalam sie od razu i
      to byl moj blad;) Facet okazal sie hmm...delikatnie mowiac niewypalem;) mowil
      tylko o sobie i o komputerach. ja nie moglam nic powiedziec (bo sie na komp nie
      znam to raz a dwa nawet jak bym cos tam wiedziala nie bylo mozliwosci wlaczenia
      sie do rozmowy) mowil o tym ze gra na organach;) po 30 min ucieklam;) kandydat
      bardzo ale to bardzo odbiegal od mojej wizji faceta a uwierzcie duzych wymagan
      to ja nie mam, ale ten facet bil wszystkich na glowy;)
    • emae Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 10:13
      To było gdzieś półtora roku temu. Poznałam fajnego chłopaka, on oczywiście
      "kocha do szaleństwa" po pierwszej randce, ja ostrożna, ale zauroczona. Już po
      jakims miesiącu znajomości, umówiliśmy się na czternastą. Pech chciał, że
      spóźniłam się 20 minut, niestety mam dużą skłonność do spóźnialstwa. Jego nie
      było, no to poszłam do domu, cokolwiek przygnębiona. Następnego dnia telefon, on
      wściekły: "Czy mogłabyś mi to jakoś wyjaśnić?!". Ja mu na to, że byłam. On pyta,
      o której, to się przyznałam do spóźnienia. To on: "Ja byłem o wpół do, nie
      mogłaś chwilę poczekać?"
      Oczywiscie następnej randki nie było... :)
      • dirgone Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 11:26
        Byłam wtedy w ostatniej klasie liceum. Umówiłam się z chłopakiem, którego
        poznałam na imprezie. Zaprosił mnie na piwo. Był grudzień, mnóstwo śniegu,
        straszny mróz. Przyszedł w czapce św. Mikołaja (nie cierpię takich czapek).
        Zamiast do jakiejś knajpki zaszliśmy do sklepu i on kupił dwa zimne piwa w
        butelkach. No cóż, to on mnie zaprosił, więc randka była na jego warunkach.
        Usiedliśmy na huśtawkach na przedszkolnym placu zabaw. Gdy powoli zamarzałam,
        on ciągnął monolog, jaki to z niego super facet, jakie ma możliwości rozwoju w
        firmie, w której pracuje (okazało sie, że juz skończył szkołę, ale bez matury i
        pracuje w firmie ochroniarskiej), jak często ma kontakt z olbrzymimi sumami
        pięniedzy, bo zdarza mu się coś konwojować. Rozłożył mnie tekstem, że
        przeczytał w życiu tylko jedną książkę - był to jakiś Harlekin w szpitalu.
        Oczywiście mówił to z olbrzymią dumą. Po dwóch godzinach, kiedy nie miałam już
        siły nawet otworzyć zamarzniętych ust, randka się skończyła. Nie odprowadził
        mnie do domu, bo uznał, że mu za zimno. Kiedy zaprosił mnie telefonicznie na
        następną randkę (bo fajnie się ze mną gada), a ja odmówiłam, przestał mi
        mówić "cześć" na ulicy.
        • starawyjadaczka Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 11:38
          skads to znam. moj maz mial takiego kolege ze studiow. nie widzieli sie kilka
          lat, az w koncu postanowili sie spotkac, my i on z dziewczyna. poszlismy do
          pubu ale kolega po przejrzeniu menu stwierdził, ze nie zaplaci tyle za piwo,
          bo w sklepie taniej. nas zatkalo, chociaz bardziej mnie, bo moj maz opowiadal
          mi , jaki z kolegi sknera. wiec poszlismy sie przejsc. Mialam juz dosc
          spotkania, kiedy kolega wszedl do sklepu, kupil piwo, najtansze chrupki flipsy
          dla siebie i dziewczyny i zaproponowal nam lawke w parku. Spotkalismy sie
          pozniej jeszcze tylko raz, u niego w domu. Wyjal wtedy wino musujace i
          opowiadal, jak tanio udalo mu sie je kupic.
        • neder Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 23:14
          > Rozłożył mnie tekstem, że
          > przeczytał w życiu tylko jedną książkę - był to jakiś Harlekin w szpitalu.


          chyba spotykałyśmy się z tym samym facetem ;P
      • dirgone Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 11:34
        I jeszcze jedna randka.
        To było już na studiach. Umówiłam się z facetem poznanym w klubie. Znów była
        zima. Zaprosił mnie na grzane wino do bardzo fajnej knajpki. Myślę, że tylko
        dzięki dużej ilości tego wina nie uciekłam z krzykiem. Facet przez bite kilka
        godzin opowiadał o swojej byłej dziewczynie, jak to go rzuciła i jak on
        strasznie cierpi. Powiedział, że leczy się po tym psychiatrycznie i nie może
        pić alkoholu (nie pił), bo jest na silnych lekach (ostra depresja i skłonności
        samobójcze). Jednocześnie utwierdzał mnie, że jestem idealna kandydatką na jego
        następna dziewczynę. Randka wypadła przed samymi świętami Bożego Narodzenia,
        więc zaraz po niej wyjechałam do rodziców). Dzwonił do mnie po kilka razy
        dziennie, a ja nie miałam siły tego skończyć, bo bałam sie, że będę go miała na
        sumieniu (na koniec randki powiedział, że "rozmowa" ze mną bardzo mu pomogła).
        Ostatni raz rozmawiałam z nim przed samym Sylwestrem - potem już nigdy się nie
        odezwał. Nie mam szans się dowiedzieć, co się z nim stało.
      • paulus48 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:06
        Moja historia jest bardzo podobna. Druga randka, byliśmy umówieni na 14:30. Nie
        ma jej przez 25 minut, to wróiciłem do akademika, czując się wystawiony.
        Niestety wiedziałem tylko jak ma na imie, wprawdzie na pierwszej zagadnełem o
        telefon ("-Masz telefon?" "-Mam" :) ). Na szczęście dałem jej swój e-mail.
        Okazało się, że ona myślała, że jesteśmy umówieni na 15:00. Po dwudziestu
        minutach poszła do domu, również czując się jak wystawiona osoba. Na szczęście
        następnego dnia skorzystała z maila i wysłała mi swój numer telefonu, a ja
        zadzwoniłem. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i dziś jeteśmy małżeńśtwem.
        Nieporozumienia nadal się nam zdarzają:)
    • starawyjadaczka Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 11:31
      pierwsza randka z moim obecnym mezem to byly jaja. cos takiego mi sie jeszcze
      nie zdarzylo. najpierw zostawiłam pod stołem w pubie w ktorym wypilismy drinka -
      nowo zakupiona bluzke. Bieglismy pozniej po nia az spod dworca PKP. jak juz ja
      odnalezlismy pod tym stolikiem i z powrotem pobieglismy na dworzec- pociag juz
      mial wjezdzac na peron, a mi urwał sie obcas od buta :DD Wiec moj mąż (wtedy
      jeszcze chlopak) polecial po KROPELKE. Obcas przyklejalismy na peronie, kiedy
      pociag juz wjezdzal, a dociskałam go (obcas oczywiscie, nie meza )na stopniu
      pociągu :)
    • lilarose Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 11:47
      Początki zwiazku, totalna fascynacja, poznawanie sie, odkrywanie się coraz
      bardziej...tego dnia poszlismy na obiad do eleganckiej restauracji na Starówce.
      A ja chyba wcześniej zjadłam cos nieświeżego, bo dostałam silnej niedyspozycji
      żółądkowej! Zamiast romantycznego siedzenia i patrzenia sobie czule w oczy,
      bylo moje nieustanne bieganie do restauracyjnej łazienku i czułe obejmowanie
      muszli klozetowej...Na nieszczęscie scianki łazienki były cieniutkie i
      wszystkie odgłosy było doskonale słychać w całej restauracji...słyszał je mój
      chłopak i inni goście, którzy patrzyli z obrzydzeniem...ale kicha! Na szczęscie
      on zachował się fantastycznie, zamówił mi mocna herbate, troskliwie się mna
      zaopiekował i odstawił do domu. Od tamtej pory jeszcze bardziej się w nim
      zakochałam.
      • biljana Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 11:51
        moja najgorsza randka: umowilam sie z facetem w pubie. on mi zamowil duze piwo,
        nie pytajac nawet czy mam ochote na piwo i czy napewno na duze;)) potem gadal o
        swoej pracy. opowiedzial mi ile zarabia i zapytal mnie o to samo!!! a pozniej
        zadzwonil jego telefon wiec on bez skrempowania rozmawial. jakies 10 minut!!!!
        poszlam sobie;))) byl bardzo zdziwiony:)
      • emmapeel Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:12
        Ja pamiętam pierwszą randkę z moim chłopakiem. Był poczatek lutego, zimno,
        mnóstwo śniegu... Umówiliśmy się na spacer po warszawskim zoo. Pomyślałam, że
        kupię dla nas pączki, bo pewnie będziemy chwilek parę chodzić... a oboje
        lubiliśmy pączki, więc pomyślałam, że tak będzie sympatycznie. On bronił się
        jak mógł przed konsumpcją, ale skapitulował. Zjadł pączka. Po zoo, trafiliśmy
        na starówkę, a potem do niego na wolę...spacerowaliśmy dobre 4 godzinki.
        Półtora roku później dowiedziałam się, że tamtego lutowego poranka po zjedzeniu
        jajecznicy miał pewne sensacje żołądkowe, i do dziś mam wyrzuty sumienia, że
        wmusiłam w niego tego pączka. Od tamtego czasu minęły prawie trzy latka, na
        szczęście nadal lubimy pączki, ale za to mój chłopak od tamtego dnia nie je
        jajecznicy:)
    • lilith_18 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 12:18
      Taa ja się spotkałam przez internet z takim jednym. Wydawał się miły.
      Najpierw już na dzień dobry zaczął mnie zanudzać swoim życiem osobistym,
      poszliśmy na spacer a upał był koszmarny. Ciągle gapił się na moje cycki (a nie
      są wcale duże) i opowiadał totalnie nieśmieszne dowcipy po czym sam się z nich
      śmiał (ja wtórowałam słabiutkim hehe). Potem się nagle odwrócił i zaczął mnie
      całować wsadzając język do gardła. Niestety z asertywnością u mnie kiepsko więc
      tylko się lekko odsunęłam, a trzeba było dać mu w pysk od razu. Potem poszliśmy
      do kina na całkowicie nieśmieszną komedię. Już na trailerach zaczął mówić "o na
      to pójdziemy, o na to też, musimy koniecznie na to pójść" A ja sobie wtedy
      myślałam.. jakie MY?? Na każdym nudnym gagu w filmie, on kładł mi się na
      ramieniu i płakał ze smiechu, łapiąc mnie za rękę. Tragedia.
      Po wyjściu chciałam mu dać delikatnie do zrozumienia żeby się odczepił, ale on
      koniecznie musiał odprowadzić mnie na przystanek autobusowy. Próbował mnie
      pocałować, ale tym razem byłam czujna i się odsunęłam.
      Po powrocie do domu definitywnie zerwałam tą znajomość poprzez maila. Odpisał że
      mu przykro, bo myslał że zaiskrzyło (sic!).
      Koszmar
    • wolverinex Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 12:23
      www.atenavarsovia.sympatia.pl/
      Przyslala mi smsa o 4:37 (sic!) z zapytaniem, co tam z nasza randka. Nie
      zrugalem s...ki, bo nie jestem msciwy. Umowilem sie na spotkanie. Zadzwonilem,
      ale okazalo sie, ze terminy nam sie nie pokrywaja. Na stwierdzenie, ze w srodku
      dnia pracuje oswiadczyla, ze "mam w pie... Kolejnego dnia, jak juz
      ustalilismy termin, zadzwonilem z rana potwierdzic (zawsze tak robie), to nie
      wiedziala, kto dzwoni...
      Umowilismy sie na 19:00 (CET - czasu sr.europ.). Stawilem sie na miejsce 5 minut
      wczesniej i dzwonie, zeby powiedziec, ze jestem. A ta ci...a mowi, ze calkiem o
      mnie zapomniala (sic!!!!). Kazala czekac w knajpie i zebym dal jej kilka minut.
      Wiedziony instynktem pytam - ile to jest kilka minut? - Pol godziny... Pol
      godziny to kilkadziesiat minut. 30 dokladnie. Czekalem 45... w sumie nie
      powinienem, ale mam dosc klasy, zeby wyslac smsa, ze mi cos wypadlo i nie moglem
      dluzej.
      Jak to ktos juz stwierdzil, 28 lat a mentalnosc trzylatki.
      Powodzenia panowie, takie przezycia tez sie przydaja.
      • voker Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 12:39
        Czy moglo byc tak, ze zdala sobie sprawe, ze zrobila idiotke z siebie, a potem "mscila sie" sie na Tobie? One mysla, ze spoznienia dodaja im uroku... %-)
        • dorota751 pierwsza randka z moim mężem... 16.01.06, 12:46
          ... wyglądała podobnie jak jednej z poprzedniczek. Pojechaliśmy na jakąś
          imprezę w plenerze. Na dzień dobry kupił ogromną Coca colę, potem chodził i
          niebardzo wiedział co z nią zrobić bo pić już nie miał siły. Ja natomiast
          połaszczyłam się na gofra. Niby smaczny, ale prosto z imprezy pojechaliśmy do
          lasu... i wcale nie na małe co nieco, ale poprostu musiałam... no wiecie. Nie
          było muszli klozetowej z którą mogłam się "poprzytulać" a jedynie brzoza. Do
          tej pory mi przypomina, że już na pierwszej randce wyciągnęłam go do lasu.
        • badjuk Kosiarka do trawy 16.01.06, 13:04
          Kiedyś to było pod koniec szkoły średniej umów3iłem się z koleżanką z tejże
          szkoły, wydawała się miła, rozgarnięta i niebrzydka. Owao spotkanie wyglądało
          tak że ona skrzeczała jak kosiarka do trawy niedopuszczając mnie do słowa,
          miałem jedynie możliwość kiwania głową i bąkania czegoś w stylu: "acha", "no
          tak", "mmh"-Katastrofa!
          • wolverinex Re: Kosiarka do trawy 16.01.06, 13:29
            To akurat nie problem. Caly bajer polega na tym, zeby zmusic kobitke do gadania.
            To lepsze, niz meczaca cisza. Oczywiscie trzeba miec stosowne nastawienie albo
            duzo zaparcia, zeby np. w przyszlosci miec z tego jakis bonus. Kazdy uwielbia
            opowiadac o sobie. ciagle tylko ja, ja, ja, ja... tak to jest w psychologii. ale
            za to ona pewnie miala czule wspomnienia. Poza tym kobiety nawiazuja relacje
            poprzez mowienie. faceci - poprzez ustalenie hierarchii. wiec sie nie dziw...
        • zresetowany_berbec Re: Randkowe wpadki 12.04.06, 14:06
          ale skoro panna umieszcza w necie swoje zdjecie na którym pozuje niczym
          wytrawna prostytutka, pisze ze szuka zarówno mezczyzn jak i kobiet i cos tam
          wspomina o glaskaniu koteczka to wyglada na taka, która nie ma nic do ukrycia,
          a wrecz przeciwnie- niezła z niej ekshibicjonistka. Umieszczajac swoje zdjecia
          w necie musi przeciez liczyc sie z tym, ze powedruja dalej.
        • nutopia Re: Randkowe wpadki 19.07.06, 17:21
          christopher_frank napisał:

          > Sorry, wolverinex, ale dodając link do jej profilu nie wykazałeś wcale
          większej
          >
          > klasy.
          ------------------
          inaczej,
          cóż z niego za facet jesli miał ochotę umówić się z taką.... przecież ona
          wygląda jak pigolaka;/
    • amalkaa Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 12:43
      Pierwsza randka, zabrał mnie na basen choc wiedział że nie umiem pływac i wogóle
      mam ogromny lęk przed wodą, nawet nie weszłam do budynku, nikt nie zdołał by
      mnie tam nawet siłą zaciągnąc, niespeszony zupełnie stwierdził że trzeba mnie
      będzie oduczyc tego strachu bo jak będe z nim na kajakch pływać , jakich
      kajakach pomyślałam zwariował chyba, a potem zabrała mnie do jakiejś obskurnej
      knajpy zamówił co prawda dla mnie to co chciałam czyli sok, sam wypił mocne
      drinki choc był kierowcą, a potem przez godzine opowiadał mi o swojej
      "wspaniałej" pracy i życiu, wróciłam do domu taksówką, był bardzo zdziwiony że
      nie chcę żeby mnie odwiózł, wypił 4 mocne drinki, roześmiałam mu sie tylko w
      twarz że z pijanymi nie jeżdzę, chyba sie obraził nigdy więcej nie zadzwonił.
    • vicvic2 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 12:52
      W trakcie randki on powiedział do mnie "powiedz O", no to ja powiedziałam "O", a on na to "super, mój rozmiar". To miało być śmieszne, ale nie było :(, a co gorsza to nie był jego rozmiar - ten był o kilka rzędów wielkości mniejszy.
            • vicvic2 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 14:28
              a kto powiedział, że mnie tylko o to chodziło. wprost przeciwnie: mnie by wystarczyło, jak by było fajnie i miło. sex to tylko dodatek (choć również przyjemny).
              • ceght Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 14:29
                tak, tak, tez o tym slyszalem:-)
                tylko nie widze konsekwencji w dzialaniach a jako przedstawiciel plci brzydszej
                lakne kazdego slowa zeby Was zrozumiec, to ponoc ulatwia kontakty:D a mi tylko
                ten sex wychodzi:D
                • vicvic2 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 14:43
                  Dlaczego od razu głupia. Po prostu minimalizowałam straty - nie mogę zrealizować 100% założonych celów, to realizuję chociaż 30%. W tym przypadku takie moje zachowanie było racjonalne także z tego powodu, że on co prawda był idiotą, ale jednocześnie był przystojny i dobrze zbudowany (choć nie do końca jak się post factum okazało).
                  • jimmyjazz Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 14:48
                    vicvic2 napisał:

                    > Po prostu minimalizowałam straty - nie mogę zrealizować 100% założonych
                    > celów, to realizuję chociaż 30%.

                    Ciekawa strategia inwestycyjna.
                    Zawsze tak minimalizujesz straty :)

                    Żartowałem :)
                    ale pomysł niezły
                  • albert_xxx Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 14:53
                    Narzekasz na kolesia, ale pozwolilas mu osiagnac jego cel. Z jego punktu
                    widzenia bylo super. Wiec na nastepnych randkach bedzie znow wyskakiwal z czyms
                    podobnym do "O". A z Ciebie sie smieje. I slusznie. Przykre dla jego innych
                    przyslych dziewczyn. Kretyn, ale jednak skuteczny. Dowartosciowalas palanta.
                    • vicvic2 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:08
                      Z jego punktu widzenia to jak się zachowam nie miało żadnego znaczenia; bez względu na to co bym zrobiła, on i tak by to sobie odpowiednio zracjonalizował, tak by jego obraz samego siebie nie ucierpiał. Co do skuteczności, to się zgadzam że był bardziej skuteczny ode mnie: on osiągnął 100% celów, a ja tylko 30%. Ale ja go przecież też wykorzystałam, tylko że on sobie nawet tego nie potrafił uświadomić. To po prostu był skuteczny i jednocześnie użyteczny idiota.
                      • voker Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:22
                        vicvic2 napisał:

                        > Z jego punktu widzenia to jak się zachowam nie miało żadnego znaczenia; bez >względu na to co bym zrobiła, on i tak by to sobie odpowiednio zracjonalizował, >tak by jego obraz samego siebie nie ucierpiał.

                        :-D
                      • diego00 Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 17:44
                        "Ale ja go przecież też wykorzystałam" tak to sobie tłumacz:-) w kazdym razie
                        jesli nie jestes brzydka to ja i koledzy chetnie damy ci sie wykorzystac, i
                        zrealizowac chociaz te 30%.powaznie...
                        wiesz, nie rozumiem jednego - czy poczułas sie urazona/obrazona tym jego
                        tekstem?bo tu go wyraznie potepiasz.ale chyba nie, bo inaczej bys z nim nie
                        poszła, prawda? czyli dobrze cie ocenił. chyba ze znow zadziałała tu jakas
                        kobieca logika.
                      • aryn1 Re: Randkowe wpadki 19.01.06, 10:53
                        rzeczywiscie, ukamieniujcie ja, bo stwierdzila,ze palanta sobie wykozrysta.
                        gdyby to facet napisal,ze z glupia panna wyladowal w lozku,to OK. zabawil sie.
                        ale kobieta???? nie przystoi,prawda? i bardzo dobrze ,ze zminimalizowalas
                        straty:) to nie on ciebie,ale ty jego wykorzystalas i przynajmniej sie teraz z
                        niego smiejesz. A TEJ BANDZIE SZOWINISTOW NA FORUM, po prostu powoli pokaz
                        wysuniety srodkowy palec. Bos dzi.ka i prostaczka:) zartuje,rzecz jasna
                  • elza78 Re: Randkowe wpadki 19.01.06, 17:17
                    > jednocześnie był przystojny i dobrze zbudowany (choć nie do końca jak się
                    post
                    > factum okazało).

                    pewnie jestes kolejna fanka sterydow, jak to mowia "duza szafa z malenkim
                    kluczykiem" :)
              • e-ryna Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:25
                mialam podobna sytuacje, ale szybko ja zripostowalam "Z takim robakiem to
                proponuje na rybki sie udac" zrobil wieksze 'O' niz ja kiedy mnie tak dowcipnie
                spytal :)
    • cronik Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 12:56
      Czasem jak sobie poczytam o tych róznych "mezczyznach", to az wyc sie chce.
      Przeciez poziom ich inteligencji jest nizszy niz temperatura ciala.
      Zapewniam Was wszystkie, ze normalni, fajni i nieglupi tez istnieja. Szukajcie.
      • nuvi Szukajcie a znajdziecie 16.01.06, 14:19
        I tu znowu pomyłka. Rzeczą naturalną jest, że to nie my mamy szukać, a wy. Tak
        to już Pan Bóg ustalił, a z pomieszania ról mamy dziś wiele kłopotów.
          • nuvi Re: Szukajcie a znajdziecie 16.01.06, 15:05
            Naturalną rzeczą jest jeżeli inicjatywa wychodzi od mężczyzny. Bo jeżeli
            kobieta nosi od początku spodnie to potem co się dziwić, że przejmuje
            prowadzenie w każdej dziedzinie. Dziś przeciętny facet jak mu dać szanse
            wyboru, to nie wie nawet gdzie kobietę zaprosić, bo liczy, że ona przejmie
            inicjatywę. Także po części z naszej winy Panowie drodzy straciliście trochę
            (ba) swojej naturalnej męskości.
            • cronik Re: Szukajcie a znajdziecie 16.01.06, 15:14
              No to czasami (?) facet wykazuje inicjatywe (?) i zamawia piwo i flaki (brrrr -
              ohyda). Ale jezeli gosciowi zalezy, to od piekniejszej polowy randkowiczow
              zalezy, czy ulatwi mu to zadanie i cos zasugeruje, czy tez sprawdza czy facet
              na pewno zaprosi ja na wystawe Transalpinum do Narodowej. A przeciez ona od
              poczatku na to liczyla.
              Nie wolno mieszac glupoty i prymitywu z brakiem, chocby minimalnym, wskazowek.
              Jak zabiore panne do Zachety, a ona ma ochote potanczyc, to powie, ze jestem
              nudziarz, a jak odwrotnie, to ze brak kultury.
              W dodatku jezeli takich nudnych piwoszy i pseudointeligentow panny podtrzymuja
              w ich wysokim mniemaniu - to co sie dziwic.


              nuvi napisała:

              > Naturalną rzeczą jest jeżeli inicjatywa wychodzi od mężczyzny. Bo jeżeli
              > kobieta nosi od początku spodnie to potem co się dziwić, że przejmuje
              > prowadzenie w każdej dziedzinie. Dziś przeciętny facet jak mu dać szanse
              > wyboru, to nie wie nawet gdzie kobietę zaprosić, bo liczy, że ona przejmie
              > inicjatywę. Także po części z naszej winy Panowie drodzy straciliście trochę
              > (ba) swojej naturalnej męskości.
      • prof_s_jonalizm Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:03
        cronik napisał:

        > Czasem jak sobie poczytam o tych róznych "mezczyznach", to az wyc sie chce.
        > Przeciez poziom ich inteligencji jest nizszy niz temperatura ciala.
        > Zapewniam Was wszystkie, ze normalni, fajni i nieglupi tez istnieja. Szukajcie.


        jasne, najlepiej nasr.. na strychu i na kota zwalić.

        przecież ta pani co się "vicvic2" podpisuje ma tyle iq co tik-tak kalorii...
        więc nie zwalaj wszystkiego na facetów bo wśród kobiet też przygłupów nie
        brakuje. tylko lepiej się chowają.
        • cronik Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 15:16
          Zaczynamy chyba dawac tym paniom argumenty.
          Lepiej niech poszukaja. Jezeli wszyscy interesujacy faceci sa juz zonaci, to
          znaczy, ze Wy sie spoznilyscie.
      • efir Re: Randkowe wpadki 19.01.06, 02:07
        jaaasne, wszyscy faceci są fajni, normalni i nie głupi, a nawet w tym stanie
        wytrzymują więcej niż dwa dni...
        a idealni aż do ślubu, a absolutne wyjątki do pierwszego nocnego zmieniania
        pieluch dziecku-dłużej to już żaden....
    • j_cage Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 13:02
      Ja może nie tak widowiskowo jak koleżanki i koledzy, ale...
      Umówiliśmy się w barze, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, nadszedł czas płacenia, a
      tu ZONK - zapomniałem portfela :) Myślałem, że się zapadnę pod ziemię, ale Ona
      okazała się być przygotowana i na takie niespodzianki :) Potem już nie
      wiedziałem co ze sobą zrobić, bo cały czas mi chodziło to po głowie (że Ona
      płaciła, a ja zaprosiłem) :)
      Po latach się okazało, że Ona zupełnie tego nie pamięta, a zapamiętała zupełnie
      inne rzeczy - np. to, że miałem ze sobą jakieś zdjęcia, które Jej pokazywałem
      (czego ja nie do końca pamiętam) :)
      • ishtarr Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 13:23
        Umowilam sie kiedys z gosciem do kina, przedtem widzielismy sie raz i duzo
        gadalismy na necie.
        Poszlismy do kina a facet mowi, ze glodny i ze zaraz wroci (siedzielismy juz na
        sali). Kino bylo male, Zadne tam Cinema czy Multikino. Wrocil z kielbasa w
        jeden rece i bananem w drugiej. Nie bylo mi wcale glupio, gdy zasnelam w ciagu
        pierwszych minut filmu... Oczywiscie nie bylo powtorki z rozrywki.
      • badjuk Chora ambicja 16.01.06, 13:23
        Natomiast gdy ja się zbierałem żeby zapłacić za ciasteczka i kawę w kawiarni
        moja współtowarzyszka uniosła się i powiedziała że ona zapłaci, bo nikt nie
        będzie jej nc fundował, gdy powiedziałem że to ja zaprosiłem zaoponowała
        stwierdzeniem że nie musiałem, i tak nasza randka skończyła się awanturą w
        kawiarni.
        • yogibaboo1 Re: Chora ambicja 17.01.06, 01:29
          Ech te wyemancypowane babeczki. Też często zdarza mi sie ta akcja z płaceniem
          za siebie, ale mam na to jeden jakże prosty i skuteczny tekst (który mówię z
          wrodzonym sobie czarem i urokiem osobistym ;-)):

          "Zrób mi tę przyjemność i pozwól mi zapłacić"

          Jeszcze się nie zdarzyło, żeby nie zadziałał ;-)

          Pozdro

          Yogi
          • yaponka Re: Chora ambicja 17.01.06, 10:14
            Ja już nauczyłam się nie kłócic o płacenie. Frajera to dowartościuje jeśli
            zapłaci za dziewczynę, poczuje się taaaki męski. Więc niech zapłaci. Jeśli to
            mu poprawi samoocenę.
            Zanim zacznie się, że to on zaprosił i powinien zapłacić - czy jak dziewczyna
            zaprasza to płaci za Was? No właśnie.

            Najgorszą randkę (co prawda tylko godzinną) miałam właśnie z takim, który
            strasznie upierał sie, że to on powinien zapłacić. Ja wiedziałam, że nic z tego
            nie będzie (fan techno w stylu umpa-umpa, ciągle gadał o swoim samochodzie,
            mówił na kobiety maniurki, miał 'ambicje' zacząć studia w wieku 24 lat - no
            masakra, umówiłam się z nim tylko dlatego żeby dał spokój mojej koleżance którą
            męczył o mój numer telefonu) i nie chciałam MIMO WSZYSTKO go naciągać, tylko
            zapłacić i sobie pójść. Burak upierał się, że on zapłaci, więc podszedł do baru
            a ja wyszłam, wsiadłam do taksówki, wróciłam do domu i tyle mnie widział.
            • badjuk Re: Chora ambicja 17.01.06, 10:26
              Dobra, dobra, pół biedy jeśli ona chce zapłacić, ale zdarzają się przecież
              tzw. "naciągaczki", które się umawiają tylko po to żeby skorzystać z
              dobrodziejstw portfeli filantropów.
              • aaaga79 Re: Chora ambicja 17.01.06, 15:43
                Nie wiem jak można kogoś w ogóle nazwac burakiem, kązdy z nas jest inny jeden
                słucha techno drugi rocka ale wszystkich powinniśmy szanować. Jaki ten świat
                jest dziwny paniusia się umawia a potem kolesia porównuje do buraka ciekawe
                jakby sie czuła gdyby tak o niej ktos powiedział, myśle ze nie dorosła by
                chodzić na randki
                • yaponka Re: Chora ambicja 17.01.06, 20:02
                  Dziewczyno, nie znasz sytuacji a wiesz wszystko na ten temat?
                  Rozumiem, że ty wiesz wszystko o danej osobie na pierwszy rzut oka? To z techno
                  było tylko delikatnym przykładem. Weź na wstrzymanie.
                  A kogoś kto jest źle wychowany, mówi niepoprawna polszczyzną, co drugie (no
                  dobra, co trzecie) słowo wtrąca k... i ja p...., i parę innych kwiatków
                  (wytrzymalam z nim aż godzinę bo chyba byłam zbyt zszokowana żeby wyjść) będę
                  nazywała burakiem.
            • yogibaboo1 Re: Chora ambicja 17.01.06, 11:10
              > Ja już nauczyłam się nie kłócic o płacenie.

              Gratuluję postępów!!! Imponujące!!!

              > Frajera to dowartościuje jeśli
              > zapłaci za dziewczynę, poczuje się taaaki męski. Więc niech zapłaci. Jeśli to
              > mu poprawi samoocenę.

              Możesz rozwinąć temat, bo nie nadążam niestety? Dla mnie to kwestia zasad i
              kultury osobistej.

              > Burak upierał się, że on zapłaci, więc podszedł do baru
              > a ja wyszłam, wsiadłam do taksówki, wróciłam do domu i tyle mnie widział.

              Przekaż rodzicom gratulacje ode mnie za wpojenie kindersztuby.

              Pozdro

              Yogi
              • yaponka Re: Chora ambicja 17.01.06, 13:53
                > Możesz rozwinąć temat, bo nie nadążam niestety? Dla mnie to kwestia zasad i
                > kultury osobistej.

                Napisałam bardzo klarownie. Jedni zrozumieją, drudzy nie. Poza tym to Twoje
                zasady, kobieta może mieć inne i nalezy to uszanować. Chyba, że koniecznie
                musisz zapłacić z powodów już opisanych przeze mnie.:)

                > Przekaż rodzicom gratulacje ode mnie za wpojenie kindersztuby.

                Pogratuluje im za nauczenie mnie, że buraków trzeba traktowć jak buraków, a na
                chamstwo odpowiadać chamstwem, a nie kuleniem ogona. Ale cóż, te okropne
                wyemancypowane kobiety już tak mają.;)
                • yogibaboo1 Re: Chora ambicja 17.01.06, 15:58
                  yaponka napisała:

                  > > Możesz rozwinąć temat, bo nie nadążam niestety? Dla mnie to kwestia zasad
                  > i
                  > > kultury osobistej.
                  >
                  > Napisałam bardzo klarownie. Jedni zrozumieją, drudzy nie. Poza tym to Twoje
                  > zasady, kobieta może mieć inne i nalezy to uszanować. Chyba, że koniecznie
                  > musisz zapłacić z powodów już opisanych przeze mnie.:)

                  Ok. Zgadzam się, zasady kobiety trzeba uszanować, ale może by spróbować
                  uszanować też zasady faceta? Czy to, że chce zapłacić, to jest wystarczający
                  powód, żeby nazywać go frajerem i posądzać o niską samoocenę. A jeśli chodzi o
                  ostatnie zdanie to się nie zgodzę. Uwierz mi, że ani ja ani większość facetów
                  nie robimy tego by sobie poprawić samopoczucie, nie musimy. Jak wspomniałem, to
                  kwestia kindersztuby, która również pozwala nam czasem zgodzić się na to by
                  zapłaciła kobieta, jesli ona bardzo tego pragnie. Chcemy po prostu być
                  szarmanccy i Was adorować i to jest jeden z elementów. Niektóre z Was to
                  podobno lubią :-)
                  >
                  > > Przekaż rodzicom gratulacje ode mnie za wpojenie kindersztuby.
                  >
                  > Pogratuluje im za nauczenie mnie, że buraków trzeba traktowć jak buraków, a
                  na
                  > chamstwo odpowiadać chamstwem, a nie kuleniem ogona. Ale cóż, te okropne
                  > wyemancypowane kobiety już tak mają.;)

                  I czym ten biedaczyna zasłużył sobie na to, żeby nazywać go burakiem i posądzać
                  o chamstwo? Tym, że mu się podobałaś i bardzo chciał Cię poznać? Tym, że chciał
                  zapłacić? A że był nudziarzem? Bywa, nie spotykamy w życiu samych Bradów Pittów
                  z członkostwem w Mensie. Nie wyobrazasz sobie ile ja spotkałem babeczek z
                  miałką osobowością, ale nie usprawiedliwiłoby mnie to przed taką ucieczką ze
                  spotkania. Jak dla mnie to jest objaw chamstwa i braku kultury a nie
                  emancypacji. Jeśli facet nie był psychopatą i przebywanie z nim nie zagrażało
                  Twojemu życiu, to moim zdaniem mogłaś wytrzymać jeszcze te 2 minuty (skoro
                  zdzierżyłaś cały wieczór), wyjść razem z nim, powiedzieć "Cześć" i pójść w
                  swoją stronę.

                  Powodzenia życzę

                  Yogi
                  • yaponka Re: Chora ambicja 17.01.06, 19:57
                    > Ok. Zgadzam się, zasady kobiety trzeba uszanować, ale może by spróbować
                    > uszanować też zasady faceta? Czy to, że chce zapłacić, to jest wystarczający
                    > powód, żeby nazywać go frajerem i posądzać o niską samoocenę.

                    Dobra. Ale jeśli sytuacja wygląda tak: facet chce za mnie zapłacić, ale ja wolę
                    zapłacić sama za siebie. Nieważne dlaczego - czy robie tak zawsze, czy mam
                    akurat taki humor, czy uznaję zasadę, że płacę w dni nieparzyste a facet
                    parzyste, czy taką, że za jedzenie które mi smakuje płacę sama, czy że jak mam
                    na sobie niebieską sukienkę to płaci facet, a gdy czerwoną to płacę ja.
                    Nieważne! Mówię facetowi grzecznie acz stanowczo, że sama za siebie zapłacę.
                    On, że nie. Mówię drugi raz. To samo. Trzeci raz. To samo. Dziesiąty. To samo.
                    To co ja mogę o kimś takim pomyśleć? Że za punkt honoru uznał, że powinien
                    zapłacić za kobietę, niezależnie od sytuacji i od tego czy ona tego chce.

                    > I czym ten biedaczyna zasłużył sobie na to, żeby nazywać go burakiem i
                    posądzać
                    > o chamstwo? Tym, że mu się podobałaś i bardzo chciał Cię poznać? Tym, że
                    chciał
                    > zapłacić? A że był nudziarzem? Bywa, nie spotykamy w życiu samych Bradów
                    Pittów
                    > z członkostwem w Mensie. Nie wyobrazasz sobie ile ja spotkałem babeczek z
                    > miałką osobowością, ale nie usprawiedliwiłoby mnie to przed taką ucieczką ze
                    > spotkania. Jak dla mnie to jest objaw chamstwa i braku kultury a nie
                    > emancypacji. Jeśli facet nie był psychopatą i przebywanie z nim nie zagrażało
                    > Twojemu życiu, to moim zdaniem mogłaś wytrzymać jeszcze te 2 minuty (skoro
                    > zdzierżyłaś cały wieczór), wyjść razem z nim, powiedzieć "Cześć" i pójść w
                    > swoją stronę.

                    Niebycie Bradem Pittem nie musi oznaczać bycia burakiem.:) A koleś - uwierz mi
                    lub nie - burakiem był. I nie zdzierżyłam całego wieczoru tylko godzinę. Nie
                    będę opisywała całej randki bo nie czuje takiej potrzeby, ale to że facetowi
                    zależało na spotkaniu ze mną nie znaczy, ze mam być automatycznie nim
                    zachwycona, niezależnie od tego jak się zachowuje.

                    Pozdrawiam
                    • yogibaboo1 Re: Chora ambicja 17.01.06, 20:46
                      yaponka napisała:
                      > Dobra. Ale jeśli sytuacja wygląda tak: facet chce za mnie zapłacić, ale ja
                      wolę
                      >
                      > zapłacić sama za siebie. Nieważne dlaczego - czy robie tak zawsze, czy mam
                      > akurat taki humor, czy uznaję zasadę, że płacę w dni nieparzyste a facet
                      > parzyste, czy taką, że za jedzenie które mi smakuje płacę sama, czy że jak
                      mam
                      > na sobie niebieską sukienkę to płaci facet, a gdy czerwoną to płacę ja.
                      > Nieważne! Mówię facetowi grzecznie acz stanowczo, że sama za siebie zapłacę.
                      > On, że nie. Mówię drugi raz. To samo. Trzeci raz. To samo. Dziesiąty. To
                      samo.

                      OK. Jeśli było tak jak piszesz, to koleś rzeczywiście miał problemy z
                      osobowością ;-)

                      > Niebycie Bradem Pittem nie musi oznaczać bycia burakiem.:) A koleś - uwierz
                      mi
                      > lub nie - burakiem był. I nie zdzierżyłam całego wieczoru tylko godzinę. Nie
                      > będę opisywała całej randki bo nie czuje takiej potrzeby, ale to że facetowi
                      > zależało na spotkaniu ze mną nie znaczy, ze mam być automatycznie nim
                      > zachwycona, niezależnie od tego jak się zachowuje.

                      Święta racja!!! ;-)

                      Więcej szczęścia i mniej buractwa w przyszłości życzę ;-)

                      Yogi
          • ola2511 Re: Chora ambicja 17.01.06, 14:10
            hmm jestem z tych kobiet co to mówią że to one zapłacą. Alee spodobał mi się
            twój tekst i wiem ze na 100% bym sie poddała jak bym coś takiego usłyszała.
            Jeśli mówimy o tym dlaczego kobiety nie dają za siebie płacić - POWÓD!!!- w
            moim przypadku "doświadczenie"- miałam koleżankę która pasożytowała na facetach
            i powiedziałam sobie że w życiu bym nie chciała taż żałośnie postępować
            POZDRAWIAM FAJNYCH FACETÓW
      • vilanelle Re: Randkowe wpadki 16.01.06, 13:29
        A ja sie kiedys, w poczatkach liceum jeszcze umowilam ze starszym kolega, juz
        absolwentem mojej szkoly. Poszlismy do filharmonmii gdzie skrytykowal moja
        nowiutka sukienke, po czym jak wracalismy to sie dopytywal czy moi rodzice nie
        maja nic przeciwko temu ze ja tak pozno wychodze. Na koniec powiedzial
        calkowicie powaznym glosem, ze chcialby mnie o cos spytac. Ja przerazona sie
        zastanawiam jak tu odeprzec ewentualne propozycje malzenskie, a on na to "czy
        jestem podobny do myszki miki?"...myslalam ze umre ze smiechu, ale dzielnie sie
        powstrzymalam...o ile pamietam to byla nasza ostatnia randka.
        A z innym gosciem przerobilam schemat kino(nie zaplacil za mnie)-park-
        zaproszenie do domu (nie skorzystalam). Koles byl potwornie nudny, opowiadal o
        jakichs strasznie bzdurnych filmach strasznie przy tym bluzgajac i o tym jak w
        wolnych chwilach "rzezbi cialo" (co ciekawe jakos nie bylo tego widac).
        Najlepsze jest to, ze potem (za moim laskawym zezwoleniem;) umowila sie z nim
        moja przyjaciolka - randka wygladala dokladnie tak samo, chyba tylko film sie
        zmienil...
        brrrr
    • nuvi KRESKÓWKI 16.01.06, 13:24
      Pierwsza randka poszła w miarę gładko, odwiózł mnie do domu, na pożegnanie
      chwilę rozmawialiśmy w samochodzie. Pyta czy lubię "Księgę dżungli" na co
      ja: "Kipling", on: nie, Disneya. W dziewięć miesięcy potem za niego wyszłam, w
      a za 9 lat się rozwiodłam.
      • nuvi Cola i kino 16.01.06, 13:27
        Umówiłam się kiedyś z kolesiem do kina. Ponieważ byłam przed nim, kupiłam sobie
        colę. Kiedy przyszedł, bez pardonu siorbną z mojej słomki, stwierdzając, że tak
        będzie taniej. To była nasza ostatnia randka.
      • nuvi kinoman 16.01.06, 13:29
        Kiedyś zabrał mnie na randkę wielbiciel zarówno mnie jak i kina. Niestety
        twierdził, że prawdziwą wartość fimu można docenić tylko z pierwszego rzędu. To
        także była nasza jedyna randka.
        • yourij Re: kinoman 16.01.06, 13:45
          Latem umowilem sie ze swoja dziewczyna w kinie... a bylo to jakis rok po tym,
          jak dostalem dobrze platna prace, perspektywy, niebieskie kolnierzyki i inne
          bzdury... kiedys, gdy bylismy tylko znajomymi, to ona miala ten luksus czyli
          dobra prace a ja bylem prawie nikim. W czasie naszej randki jej praca i warunki
          w domu nie dawaly zbyt wiele kasy na drobne zachcianki i rozrywki. I wiecie
          co... powiedzialem jej wtedy, ze moglaby czasem sie lepiej ubrac, jak to
          okreslilem "podrywac mnie strojem" czy jakos tak... do tej pory jak to wspomne,
          mam ochote zapasc sie pod ziemie... plakala... rozstalismy sie niedawno :( i
          nie wiem, czy ja odzyskam
      • nuvi Randkowe gafy 16.01.06, 13:35
        Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię jak faceci:
        - mówią mi "dziękuję" kiedy ustąpię im w drzwiach
        - próbują wyjadać mi z talerza lub pić z tej samej szklanki
        - oglądają się za innymi dziewczynami
        - gadają o swojej byłej
        - oświadczają, że mnie kochają i chcą mieć ze mną dzieci, bo jestem osobą, na
        którą czekali całe życie (I randka)
        - próbują chwalić się swoją pozycją w pracy, samochodem lub innym gadżetem
        • badjuk Re: Randkowe gafy 16.01.06, 13:54
          Dobra dobra, jedna taka delikwentka była mną zafascynowana, ale jak
          powiedziałem jej że mam fiata126p z 1984r. nagle zmieniła obiekt
          zainteresowania. Dodam że miałem wtedy 19 lat (nie każdy się rodzi z Mercedesem
          u swojego boku).
          • nuvi Re: Randkowe gafy 16.01.06, 13:59
            no tak, szczerze przyznam, że 126 na wstępie może zniechęcić (materializm mamy
            tak głęboko zakorzeniony), ale przy drugiej randce już nie zdyskwalifikuje.
            Wolę fajnego gościa w 126 p niż buraka z mercem.
        • kjkk Re: Randkowe gafy 16.01.06, 13:56
          1/ przy opowiesciach o minionych wakacjach mówię, że byłam w Bułgarii a on na
          to: aa, nad balatonem.

          2/ inny on zaproponował kino, zadeklarował chec zakupienia biletów, pozostawił
          mnie wybór filmu, zeby nie byc taka straszna ;) wymieniłam 3 tytuły, a nich
          sobie chłopak spośród nich juz wybierze. Jestem sobie z koleżanka w sklepie a
          on dzwoni z kina pytajac czy przypadkiem nie chciałabym isc na jakistam film
          XYZ [spoza mojej "listy" ] bo pan w kasie mu wlasnie mowi, ze drugi bilet jest
          gratis!!
          padłam.

          3/ ten sam on (uscisle, ze pracujacy, zarabiajacy, mieszkajacy jeszcze z
          rodzicami, wiec bez znaczacych ze tak powiem wydatków) zaproponowal wycieczke
          do odległej o ok 30-35 km miejscowosci, po czym rozwazał, czy bierzemy
          pasazerów, czy w sumie mozemy sobie odpuscic, bo "to nie jest az tak daleko,
          wiec nawet na 2 osoby to nam nie wyjdzie tak drogo paliwo"
          padłam po raz drugi, wycieczka nie doszła do dkutku.

          4/i po raz trzeci: desperado juz totalny po tym jak "podziekowałam" mu kilka
          razy uprosił spotkanie pod pretekstem rozmowy o powaznych problemach ze swoja
          mama, w kt mogłabym ewentualnie z racji kwestii zawodowych cos doradzic. Po
          czym wyjał kartke i zaczał isc punk po punkcie wg swoich notatek- o mamie ani
          słowa- ze ma mi baaardzo duzo do zaoferowania, ze nie chcac sie chwalic, ale
          zna baaardzo duzo osob, ze ludzie uwielbiaja z nim spedzac czas, ze znajomych
          to ma tyleee, ze szok, ze moze mi pomoc rozwinac sie zawodowo, bo ma kilka
          cennych pomyslow, ze widzi, ze moglibysmy sobie tyle na wzajem zaoferowac, a ja
          w ogole w 1/100 nie poznalam , jaki on jest naprawde, bo nie dalam mu szansy, a
          naprawde potenmcjał to on ma ogromny i doskonale sobie zdaje z tego sprawe,
          wiec zebym sie lepiej zastanowiła i dalej w tych klimatach ;D
            • kjkk ha! 19.01.06, 20:00
              moze nie było to dla mnie trudne, ale dosc długo trwało. a jeszcze dłuzej chyba
              w jego pojeciu hehe :) Po tym ostatecznym spotkaniu, przed którym juz unikałam
              kontaktów, odbierania telefonów i nie raz pisałam, ze dziekuje, ale nie jestem
              zainteresowana i sorry, ale nie sadze, aby był sens, bo nic z tego nie bedzie,
              dowiedziałam sie od wspolnej kolezanki, ze on zamecza ja telefonami z pytaniami
              co ma robic, bo ja w swoim okrucienstwie trzymam go ciagle w niepewnosci[?!?!]
              i kaze mu w nieskonczonosc czekac na swoja decyzje [?!?!] a on sie tak meczy ,
              bo jestm absolutnie wyjatkowa i on jest pewien , ze byloby nam razem wspaniale.
              Wiec wyjasnilam jej, ze naprawde, bardzo wyraznie, zachowaniem i slowami
              poinformowalam go, ze NIE , DZIEKUJE i ze nie mam pojecia, czemu biedak uroil
              sobie, ze na cos czeka. Okazalo sie, ze musze to napisac noch einmal. Biedna
              kolezanka miala serie telefonów: ze ona naprade nie rozumieee, co sie stalo, ze
              nie dalam mu sie rozwinac. Potem sie pogodził z sytuacja. A potem.. tj jakies
              1,5 miesiaca pozniej dostalam maila zatytuowanego: "Warto przeczytać przed
              skasowaniem :)" z "propozycja nie do odrzucenia" - weekend majowy razem z nim
              i jego znajomymi nad morzem, mail konczyl sie:"Przypuszczam, że masz ochotę
              jechać" . Byłam ponaglana do odpowiedzi smsami. nie odpowiedziałam NIC,
              uznalam, ze choremu nie należy podtrzymywac jego urojen :))))
              • edziunia Re: ha! 16.02.06, 00:55
                Dziekuje:-)
                Matko, że tacy ludzie chodzą po swiecie hihihi
                To zdanie- przypuszczam, że chcesz pojechać po prostu szczyt:-)
                Ja spotkałam paru dziwnych gości ale ten...
        • voker Re: Randkowe gafy 16.01.06, 14:00
          nuvi napisała:

          > Nie wiem jak Wy, ale ja nie cierpię jak faceci:
          > - mówią mi "dziękuję" kiedy ustąpię im w drzwiach
          Reszte rozumiem, ale to? :-)
              • nuvi Re: Randkowe gafy 16.01.06, 14:11
                kto komu powinien otwierać drzwi? Jeżeli kobieta otwiera facetowi drzwi i
                puszcza w przejściu, gentelmen wiedziałby co zrobić, burak powie dziękuję,
                superburak przejdzie i nic nie powie.
                • voker Re: Randkowe gafy 16.01.06, 14:17
                  To po co ich przepuszczasz? :-)
                  Za dawnych dobrych czasow tak bylo, ale ta emancypacja... :-)P Niektore obrazaja sie, gdy przepuszcza sie je przodem.
                  • nuvi Re: Randkowe gafy 16.01.06, 14:21
                    jeden ze sposobów na testowanie facetów. Od razu widać jakie ma maniery i
                    podejście do życia. Jak mam wszystko sama zrobić, to zrobię bez dodatkowych
                    ciężarów w postaci prania nadprogramowych gaci i gotowania obiadków.
                    • paaaaat Re: Randkowe gafy 16.01.06, 18:13
                      taki test może być mylący - w życiu bym nie przeszedł przed kobietą ale takie
                      zachowanie mogło by mnie tak zbić z pantałyku że mógł bym zaniemówić i w
                      osłupieniu to zrobić
                      • nuvi nauka dobrych manier 17.01.06, 10:00
                        wszystko kwestia manier i nawyków, powiedz, kto wpaja dziś siedmiolatkom, że
                        mamę jak i inne panie, a także siostrzyczkę trzeba przepuścić w drzwiach?
                        Zbieramy owoce. Bo to nie powinno być kwestią do zastonowienia (zastanawiać się
                        możesz którym widelcem wydłubać ślimaka z muszli, żeby było elegancko) tylko
                        zakorzenionym nawykiem.