Dodaj do ulubionych

Dlaczego cierpie?

17.01.06, 19:29
Witam wszystkich.
Chciałabym, aby ktoś w podobnej sytuacji napisał mi, co myśli i czuje.
Jestem w związku z mężczyzna,który ma dziecko z inna kobietą.
Poznaliśmy się 2 lata temu, od razu wiedziałam, że mój partner nie dawno się
rozstał ze swoja dziewczyna, która była w 5 miesiącu ciąży. Wiedziałam, więc
w co się pakuję.Po 4 miesiąca naszego związku urodziła się mu córka. Było mi
ciężko, bo parę lat temu miałam przedwczesny poród i moja córeczka
zmarła.Wspierałam swojego partnera, kiedy jeździł do swojej córeczki, chodź
było mi bardzo ciężko. Po kilku miesiącach pojawiły się problemy miedzy moim
partnerem a matka jego dziecka,zabroniła mu kontaktu z dzieckiem,spór trwał
bardzo długo,dopiero nie dawno doszli do porozumienia.Dziś mój partner
pojechał na spotkanie ze swoim dzieckiem,strasznie jest mi źle.Tyle razy
namawiałam go, aby odnowił kontakt z córeczka próbowałam być odpowiedzialna i
obiektywna,wiem, że postępowałam dobrze namawiając ojca do spotkań z
dzieckiem.Tylko, dlaczego jest mi źle,czuje żal i gorycz,jestem wściekła na
siebie i bez silna.
Proszę, jeśli ktoś może to niech mi napisze jak sobie radzi z tak bardzo
różnymi uczuciami,które się wzajemnie wykluczają
Obserwuj wątek
    • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 17.01.06, 19:51
      Jka wida to ona jets głupia i niedojrzała:P
      poza tym jak dziecko dorasta to spotkania moga byc u was, z Toba, czy np w zoo,
      itd. Na spacerku. Niekoniecznie u niej w domu. Wazne sa reacje dziecka znim. A
      jak widac ona takie wyskoki i naburmuszenia bedzie miec nie raz nie dwa.
      Jezdzij znim do córeczki, jesli oczywiscie on tez tego chce i malutka Cie lubi.
      Potem niech przywozi ją do Was. Do Niego. Chyba że nie bedzie chciała, ale
      wątpie. Znam dzieci:)

      Znałam 2 facetow co jezdzili do dzieci. I sami mowili, ze wola byc sami z
      dzieciatkiem.chpoidzło włąsnie o te głupie zagrywki tych kobiet. Nie chcieli
      miec znimi nic wspolnego, ani aptrzec na nie a tym bardziej mowic znimi, czy
      słuchac docinek, zali, biadolen. Jeden bral dziecko z przedszkola, szli gdzie
      chcieli potem je tam oddawał. I malutka wracala juz normalnie po przedszkolu do
      matki.
      • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 17.01.06, 20:22
        To było ich pierwsze sptkanie,po tak długim czasie.Mała go nie pamieta,jej
        matka związała się z kimś innym,ona do dziś tak naprawdę nic nie wiedziała o
        tatusiu.Mojemu partnerowi długo zajmie odbudowywanie więzi z córka(ma niecałe 2
        latka).
        Matka dziecka zaczęła zabraniać mojemu partnerowi kontakty z dzieckiem w tedy,
        gdy dowiedziała się o mnie.Ona na pewno nie zgodziłaby się abym ja była przy
        ich spotkaniach.
        Zresztą nie wiem czy ja bym dała rade wytrzymać to psychicznie.Wydaje mi się,
        że przez długi czas ona będzie chciała być przy tych kontaktach, a to wyklucza
        moja obecność.Długo już namawiam swojego partnera abyś my się postarali o taka
        małą cudowna istotke.On nie chce.Przez cały nasz związek pokutuje za winy jego
        byłej(to ona odeszła od niego jak była ciąży)teraz on boji się, że ja zrobię to
        samo.
        • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 17.01.06, 22:12
          > To było ich pierwsze sptkanie,po tak długim czasie.Mała go nie pamieta,jej
          > matka związała się z kimś innym,ona do dziś tak naprawdę nic nie wiedziała o
          > tatusiu.Mojemu partnerowi długo zajmie odbudowywanie więzi z córka(ma niecałe
          2
          >
          > latka).

          Nic starconego, własnie w tym wieku i pozniej buduja sie relacje. Dziecko wiele
          rozumie, pamieta:)

          > Matka dziecka zaczęła zabraniać mojemu partnerowi kontakty z dzieckiem w
          tedy,
          > gdy dowiedziała się o mnie.
          Jako psycholog powiem, ze to taka postawa wynikajaca z tego, ze ma ona Cos
          czyli dziecko czym moze manipulowac, szantzowac. A to ze zabroniła wynikało z
          tego, ze nadal miała jakies nadzieje wobec Niego. takie postepowanie swiaczy o
          jej wielkiej niedojrzałosci. I takiej złosliwosci, co jest niepozytywna cecha.
          Wciaganiem w sprawy dorosłych dzieci. musi dorosnac, aby byc matka i dawac
          wychowanie. Dziecko z niej jeszcze.

          >Ona na pewno nie zgodziłaby się abym ja była przy
          > ich spotkaniach.
          A to czemu? Jak ona bedzie miała kogos to dziecko tez bedzie mialo kontakt i to
          głebszy niz Ty z malutka i co tez twoj maz powinien zabronic mu kontaktow z
          mała. ta kobieta jets bardzo dziecinna. Moze umow sie na postaknie z nia i
          porozmawiaj, moze dorosnie, dzieki twoim słowom. Krzywdzi dziecko. I jakos sama
          mało rozumie.

          > Zresztą nie wiem czy ja bym dała rade wytrzymać to psychicznie.

          Mysle, ze to ona nie wytrzymałaby psychicznie. Woli sie łudzic dalej.
          Ty byłas "nieistniejaca" i ona robiala sobie wieksza nadzieje. Sama sie
          krzywdziła.

          >Wydaje mi się,
          > że przez długi czas ona będzie chciała być przy tych kontaktach, a to
          wyklucza
          > moja obecność.

          Jesli tak stawia sprawe, to ona nie powinna kontaktowac ja z jej kochankami:)
          Jak sprawiedliwie to sprawiedliwie:) zartem pisałam, ale cos w tym jest.
          Ta kobieta jest strasznie niedojrzała i wyrachowana:) ....

          Wydaje mi sie ze powinnas poznac dziewczynke, jest malutka ale pamieta,
          zapewniam Cie:) Jak bedzie duza, a Cie polubi moze miec zal, ze nie poznała Cie
          jak była malutka. Był juz taki zyciowy przypadek.
          no ale nic na siłe:)

          >Długo już namawiam swojego partnera abyś my się postarali o taka
          > małą cudowna istotke.On nie chce.

          Nic na siłe:)
          Mysle, ze z mała dzidzia chodziłby do duzej dzidzi:) i na odwrót:)
          ona wzbudza w nim poczucie winy, własnie swoja postawa, szantazem. Bardzo
          toksyczna kobieta. Niedojrzała na matke. rozchwiana emocjonalnie, bo w takim
          wypadku liczy sie dobro dziecka. I powinno miec dobre relacje i z toba i z Nim.
          Nie pomyslała, ze jak ona umze nie daj Boze, to maluka bedzie z tata, a zatem i
          z Toba?
          Boze jakie niedojrzałe kobiety! Batem je:P prosba nie pomaga, to batem:P zartem
          mowiac:)))
          Przez cały nasz związek pokutuje za winy jego
          > byłej(to ona odeszła od niego jak była ciąży)teraz on boji się, że ja zrobię
          to
          >
          > samo.

          Ja sie nie dziwie. Obawa bedzie w nim az nie poczuje, ze Ty to przystan tak
          trała jak skała: Na wieki:) Musicie rozmawiacnie tylko słowem,ale i gestem.
          Wiem, ze tam gdzie miłosc, dojrzałosc, zrozumienie tam szybko mija i leczy sie
          to, co było, rany, poranienia własnie z preszłosci:)))))


          • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 09:57
            No i już wiem jak wyglądało ich pierwsze spotkanie po tak długim czasie.Mój
            partner przyjechał po 11 godzinach.Był ze swoja była i dzieckiem u mojego
            przyszłego teścia.
            Przyjechał uśmiechnięty,szczęśliwy,jego oczy były tak radosne,a ja czułam ból
            niesamowity ból,żal,złość.Nie umiem sama zrozumieć, czemu pojawiły się takie
            uczucia.Kiedy on nie widywał się z córeczką,namawiałam go, aby starał się o
            spotkania,tłumaczyłam, że powinien być ojcem,odpowiedzialnym ojcem.Kiedy o tym
            rozmawialiśmy wszystko było takie proste,oczywiste.Wydawało mi się, że dam rade
            udźwignąć ten problem,w sumie uważałam, że to nie jest problem.Ale wczoraj,
            kiedy wrócił i zaczął opowiadać jak jego córeczka mówiła do niego tato coś we
            mnie pękło.Zdałam sobie sprawe z tego, że to wcale nie jest dla mnie łatwe.Nie
            wiem jak sobie z tym poradzić.Nie chce żeby on zrezygnował prze zemnie z
            widywania się z dzieckiem,ale jeśli ja mam przeżywać, co dwa tygodnie to samo,
            co wczoraj,to już teraz wiem, że nie dam rady.Nigdy w sumie nie byłam o niego
            zazdrosna i chyba dalej nie jestem,ale ta świadomość, że on będzie widywał się
            ze swoja byłą i będą przeżywać tak piękne rzeczy związane z córeczką,to szlak
            mnie trafia.Nie umiem się cieszyć razem z nim.Jestem potworem,sama siebie nie
            rozumiem…
            • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 11:50
              To fajnie, że ma kontakt:)
              Ja bym sie cieszyła, bo dziecko nie jets winne, pamietaj.
              On do bylej nic nie czuje, ociepla kontakty z dzieckiem.
              Dziecko bedzie rosnac i beda sie spotykac sami, ona i on. Mam nadzieje, ze ta
              niedojrzała kobieta dojrzeje i obedzie sie bez dasów.
          • liwia_85 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:56
            I powinno miec dobre relacje i z toba i z Nim.

            dlaczego dziecko ma miec jakiekolwiek relacje z przyjaciolka
            ojca??????????????????????????????????????????????????????????????
            przeciez on moze takich przyjaciolek miec klika zanim dziecko dorosnie , po
            jakiego diabla te relacje?? ojciec wiadomo , ale obca baba???to nawe nie
            macocha , ani nic takiego
            • ishtarr Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 13:18
              Dziewczyno, skad ty sie urwalas, i co z tego ze nie macocha? W kocnu machoc tez
              moze byc kilka nim dziecko dorosnie.
              A skoro matka dziecka ma przyjaciela, ktory pewnie ma jakis kontakt z mala, to
              nie widze powodu, by przyjacoilka ojca, glisss, miala stac na straconej pozycji.
              • liwia_85 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 14:33
                troszke nie na temat ta Twoja odpowiedz , przyjaciolka ojca musi uszanowac , ze
                ma dziecko i nie ingerowac w stosunki miedzy nimi.
                odpowiedz na pytanie jaki jest cel relacji dziecka z dziewczyna ojca???
                a na straconej pozycji bedzie zawsze o ile facet jest na tyle madry , ze na
                pierwszym miejscu bedzie stalo zawsze jego dziecka , a nie przyjacioleczka.
                moj znajomy zerwal kontakty z przyjaciolka , ktora razily kontakty z jego
                corka . dla niego sprawa jest jasna , najwazniejsza jest corka ania . i to w
                facecie cenie , corke ma jedna , a panienki moze zmianiac.szczegolnie w
                sytuacji gdy sobie uzurpuja jakies prawa do ustawiania relacji ojciec-
                dziecko.to moje zdanie i go nie zmienie:))))
                • harriet_makepeace Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 14:45
                  ale to przecież autorka wątku namawiała swojego partnera do odnowienia a raczej
                  nawiązania kontaktów z córką. też uważasz że nie powinna się mieszać?
                  • liwia_85 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 14:52
                    czytaj ze zrozumieniem , poczytaj co czuje aurka watku w momencie spotkania
                    faceta z coreczka- zlosc , gorycz , itd itp , to nie jest normalne i dobrze nie
                    rokuje na przyszlosc , zaznaczam ze to pierwsze spotkanie od dluzszego czasu ,
                    to co bedzie dalej?
                    • harriet_makepeace Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:36
                      szczerze mówiąc wydaje mi się, że z nas dwóch to raczej ty powinnaś jeszcze raz
                      prześledzić wypowiedzi autorki i trochę odpuścić z tym moralizowaniem i
                      ferowaniem wyroków w rodzaju "to nie jest normalne".
                      moim zdaniem ta sytuacja jest trudna. i mnie osobiście wcale nie dziwi, że
                      autorka czuje się zagubiona i nie radzi sobie z własnymi uczuciami i
                      odczuciami.
                      i uważam, że to bardzo dobrze świadczy o autorce wątku, że próbuje tę sytuację
                      rozwiązać i że analizuje swoje zachowanie a nie chowa się przed problemem.
                • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:03
                  Chwileczkę ja nie napisałam, że to jest jej wina, napisałam, że to ona odeszła.
                  Nie znasz całej sytuacji tylko szczątkowo. Ale zgadzam się z Tobą, że oboje są
                  winni,że tak się stało a nie inaczej. Jeśli uważasz, że wspólne mieszkanie
                  przez dwa lata to stosunkowo krotko, to nie wiem jak długo będziemy musieli
                  mieszkać ze sobą, aby to było dla Ciebie długo.
                  Nie zgadzam się z Tobą, że stosunki mojego partnera z córką to jego sprawa.To,
                  co tyczy mojego partnera,jest moja sprawą, nadym polega związek, dwojga ludzi,
                  że tworzą całość.
                  Pokutuje za winy jego byłej,ponieważ on boi się, że jeśli zdecydujemy się na
                  dziecko, to ja mogę zrobić to samo, co jego była, że mogę odejść, porównuje
                  mnie z nią, a ja jestem całkiem inna osoba.
                  Jeśli uważasz, że ja nie powinnam brać udziału w spotkaniach mojego partnera z
                  jego córką, bo nie jestem potrzebna im,to w takim bądź razie przyjaciel matki
                  dziecka tez nie powinien mieszkać z nią i córką mojego partnera, bo nie jest
                  tam potrzebny. Ja ewentualnie bym się spotkała z małą 2 razy w miesiącu a
                  przyjaciel matki ma czynny wkład w jej wychowanie. Co w takim razie ma zrobić
                  mój partner zabronić matce swego dziecka układać sobie życie i zabronić
                  mieszkania z jej przyjacielem?
                  • bellima Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:11
                    hmmm...
                    czyli mamy zbitek dwóch lęków: jego lęki ze go porzucisz jeśli będziesz w ciąży
                    (robi ci swinstwo tymi porównaniami z ex) i Twoje lęki i poczucie braku po
                    utracie twojej córki...
                    nie wiem czy bez pomocy psychologa (dla Was obojga) sobie poradzicie..
                  • bellima Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:36
                    glisss1 napisała:

                    > Pokutuje za winy jego byłej,ponieważ on boi się, że jeśli zdecydujemy się na
                    > dziecko, to ja mogę zrobić to samo, co jego była, że mogę odejść, porównuje
                    > mnie z nią, a ja jestem całkiem inna osoba.


                    ale to dalej nie do konca tak...!
                    taka projekcja - >jego była jest winna >że Ty teraz cierpisz z nim będac...

                    jego mama jest winna że ...np.nie jest dla ciebie dobry
                    jego ojciec jest winny, ze ....coś tam
                    jego zona jest winna, że ją np zdradza na prawo i lewo...
                    synowa jest winna, ze syn nie opiekuje się starymi rodzicami...
                    itd..

                    wiedziałaś z kim się wiążesz. i jest to dorosły człowiek i ty jesteś dorosłą
                    osobą świadoma skutków swoich decyzji..
                    jeśli nie był to do końca przemyslany związek to pora go przemyslec raz jeszcze.


        • liwia_85 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:48
          Przez cały nasz związek pokutuje za winy jego
          > byłej(to ona odeszła od niego jak była ciąży)

          Sorki , nie jestem co prawda psychologiem , ale to jest chore .Po pierwsze
          kobieta w ciazy nie odchodzi od partnera jesli wszystko jest ok , skoro sie na
          to zdecydowala to powod musial byc , nie wierze jedynie w jej wine , tak sie w
          zyciu nie zdarza.Po drugie jak Ona moze byc winna za to , ze Twoj partner nie
          chce kolejnych dzieci . To juz przesada .Jak raz sie sparze wrzatkiem to do
          konca zycia nie bede pic herbaty . Byc moze Twoj facet nie chce jeszcze dziecka
          z Toba , w koncu wasz zwiazek jest stosunkowo krotki.
          A co do stosunkow ojca z corka to nie powinnas sie do tego mieszac . Maja prawo
          przebywac razem , we dwoje .raczej ty nie jestes potrzebna. No ja bym sobie np
          nie zyczyla twojej obecnosci na spotkaniach gdybym byla matka tego dziecka.
          • maialina1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 13:00
            Musze zgodzic sie z Liwia. Nie ma jednostronnej winy. W relacjach mezczyzna
            kobieta winne sa zawsze OBYDWIE strony. Potem mozna sie jeszcze zastanawiac kto
            bardziej a kto mniej, ale winni sa zawsze oboje.
          • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:37
            Chwileczkę ja nie napisałam, że to jest jej wina, napisałam, że to ona odeszła.
            Nie znasz całej sytuacji tylko szczątkowo. Ale zgadzam się z Tobą, że oboje są
            winni,że tak się stało a nie inaczej. Jeśli uważasz, że wspólne mieszkanie
            przez dwa lata to stosunkowo krotko, to nie wiem jak długo będziemy musieli
            mieszkać ze sobą, aby to było dla Ciebie długo.
            Nie zgadzam się z Tobą, że stosunki mojego partnera z córką to jego sprawa.To,
            co tyczy mojego partnera,jest moja sprawą, na tym polega związek, dwojga ludzi,
            że tworzą całość.
            Pokutuje za winy jego byłej,ponieważ on boi się, że jeśli zdecydujemy się na
            dziecko, to ja mogę zrobić to samo, co jego była, że mogę odejść, porównuje
            mnie z nią, a ja jestem całkiem inna osoba.
            Jeśli jego była jest wrzątkiem, to ja jestem lodem. Nie można porównywać dwóch
            całkiem różnych osób. Mój partner nigdy nie powiedział, że nie chce mieć ze mną
            dziecka, wręcz przeciwnie, ale boi się, że ja mogę postąpić tak samo jak ona.
            Niestety on też porównuje osoby, nie umiem go przekonać do tego, że tak nie
            wolno robić. Kiedy jego była wyprowadziła się od niego będąc w ciąży
            stwierdziła, że "ma to, co chciała i on już nie jest jej potrzebny" Dopiero po
            narodzinach córki zrozumiała, że dziecko też powinno mieć ojca i przez 3
            miesiące mój partner jeździł na spotkania z córeczką. Nasz związek trwał już w
            tedy 8 miesięcy. Było mi w tedy ciężko jak się spotykał z córeczka i jego
            matką. Może trochę się obawiałam, że wspólne spędzanie czasu może ich zbliżyć.
            Może z innych powodów, sama nie wiem do końca. Matka dziecka dowiedziała się o
            moim istnieniu i w tedy. Zabroniła mu kontaktów z dzieckiem. Dopiero teraz nie
            dawno udało się mojemu partnerowi dogadzać z matka dziecka i ustalić spotkanie
            Jeśli uważasz, że ja nie powinnam brać udziału w spotkaniach mojego partnera z
            jego córką, bo nie jestem potrzebna im, to w takim bądź razie przyjaciel matki
            dziecka tez nie powinien mieszkać z nią i córką mojego partnera, bo nie jest
            tam potrzebny. Ja ewentualnie bym się spotkała z małą 2 razy w miesiącu a
            przyjaciel matki ma czynny wkład w jej wychowanie. Co w takim razie ma zrobić
            mój partner zabronić matce swego dziecka układać sobie życie i zabronić
            mieszkania z jej przyjacielem?
            • bellima Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:55
              Czy ty przypadkiem nie boisz się, że on Cie nie kocha i możesz jego uczucia
              stracić dla ex/dla córki/..?
              Z rachunku wynika, że Wy zwiazaliście się szybko po tym jak go porzuciła była
              dziewczyna. Czy boisz się, ze jesteś dla niego tylko "lekiem na porzucenie przez
              tamtą" ? Czy na pewno czujesz się kochana przez niego? Czy on wie jak Ci ciężko?
    • maialina1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 10:53
      A co my ci tu mamy mowic?
      Sama jestes sobie winna, od poczatku do konca, od A do Z ulozylas to sobie tak
      jak chcialas, pracowalas na to mozolnie, to teraz sie ciesz ze tak masz.

      Nie chce byc niedelikatna, ale ja po takim nieszczesciu jak twoje to nawet na
      obce baby w ciazy na ulicy nie moglaym patrzyc, a ty SIE WIAZESZ z kims kto ma
      dziecko w drodze, i to do tego NIE TWOJE!
      Sama tego chcialas.
      • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 11:08
        Wiesz masz racje, że jestem sobie winna, sama sobie zgotowałam taki związek i
        zdaje sobie sprawę. Moja córeczka zmarła 5 lat temu. Cierpiałam niesamowicie,
        przeszłam depresje. Ojciec mojego dziecka odszedł w czasie mojej depresji.
        Naprawdę dużo czasu minęło zanim dałam rade się pozbierać z tragedii. Minęło 3
        lata zanim związałam się ze swoim obecnym partnerem. Kocham go i chce być z
        nim. Nic nie poradzę, że on ma dziecko z inna, to nie zmniejsza mojej miłości
        do niego.
        • cantaloupe Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 11:31
          nie zmniejsza milosci,ale wprowadza cos nieprzyjemnego i nie do zniesienia w
          wasz zwiazek.a co najgorsze to cos pozostanie,bo dziecko bedzie rosnac,relacje
          beda ciagle zywe,a ty ciagle bedziesz nieszczesliwa z powodu zazdrosci,bo to
          jest wlasnie zazdrosc i nawet nie o twojego faceta,tylko o to dziecko,ktorego
          nie macie wspolnie,tylko ON ma z TAMTA kobieta. i jeszcze ta nieszczesna twoja
          coreczka.alez misz masz.moim zdaniem ten tzwiazek to toksyna dla twojej
          glowy,jezeli jeszcze to znosisz,dobrze,zebys sie zastanowila,czy w ogole ma sens
          katowanie sie tym. wpedzisz sie w chorobe psychiczna:|
          • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 11:48
            Tak relacje ojca z córką, nie z była!
          • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 11:58
            Czy to znaczy, że tyle kobiet,(bo ich jest pełno na świecie,)które wiążą się z
            facetami, którzy maja dzieci z innymi kobietami są skazane na chorobę
            psychiczna?
            Przecież nie jestem jedyna,one sobie jakoś radzą.
            Tylko jak?
            • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:03
              Normalnie:)
              Ojciec zawiązuje relacje z dzieckiem. Jak ono rosnie ta relacja sie zaciesnia,
              nie z była. Juz nie bedzie spotkan znia, tylko on i dziecko. Nie bedzie on pod
              presja tej kobiety, nie bedzie nim rozkazywała - teraz tu, teraz tak. Jakby
              swego rozumu nie miał. Czasem mezczyzni sa bardziej dojrzali od kobiet, ale
              zbyt taktowni aby im w ocyz prawde powiedziec. A szkoda. Niejednej mamusice
              przydałoby sie. I skonczyły by sie manipulacje, wciagnie do tych relacji dzieci.
              jak dziecko ma opiekunke to ona sie nim zajmuje bez matki, jak jets w
              przedszkolu to samo I jakos matka nie jest poryz tym. Zatem dziwi mnie fakt, ze
              z taka checia oddaje dziecko obcym, a ojcu nie nawet na taki samotny spacer.
              Jak widac prawda jets, ze suzka kontaktu znim, ale jak ona kocha Ciebie, to
              Ciebie. To ona z siebie idiotke robi. Juz zrozbiła.
              Ciebie boli bo straciłas własn edziecko, to inna sytuacja.
              • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:18

                Wydaje mi się(staram się być obiektywna,)że rozumiem jej reakcje, że nie chce
                dać samej małej ojcu na spotkanie.Mała go nie znała,on ja widywał do jej
                trzeciego miesiąca życia. Teraz mała na prawie 2 latka,wiec upłynęło sporo
                czasu.Nie dziwie się, że matka dziecka chce kontrolować spotkania,może za jakiś
                czas będzie inaczej.
                • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:20
                  No mam nadzieję:)

                  I pojedziesz z nimi na spacerek:)odciążycie ja troche, chociaz pewnie i tak nic
                  takiego pryz nim nie robi, robia to inni:)
                  Nie bedzie miała powodu aby narzekac jaka to ona zaganiana, jaka sama, jak nikt
                  sie nie interesuje. Mozna przewidziec co powie i co zrobi:)
            • maialina1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:14
              glisss1 napisała:

              > Czy to znaczy, że tyle kobiet,(bo ich jest pełno na świecie,)które wiążą się
              z
              > facetami, którzy maja dzieci z innymi kobietami są skazane na chorobę
              > psychiczna?
              > Przecież nie jestem jedyna,one sobie jakoś radzą.
              > Tylko jak?

              Tak, ale te inne niekoniecznie sa zazdrosne o dziecko partnera, bo na przyklad
              maja juz swoje, albo, co wiecej, maja swoje z tym partnerem.
              Przyznaj, sama przed soba, ze zzera cie zazdrosc za tamta ma dziecko a ty nie.
              Tu nie o nia chodzi, tylko wlasnie o to dziecko.
              To jest okrutne. Katujesz sama siebie.
              • maialina1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:19
                Niestety, jak wiadomo (jak wiadomo kazdej kobiecie ktora kiedys nieszczesliwie
                kochala) serce nie sluga.
                Nie ma co tu radzic. Pozostaje tylko wspolczuc.
              • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:22
                Nie zgodze sie, bo ja narzie nie chce dzieci:)
                Wole sie zajac czyimis, tak pociuciac:) Np jego, mojej psiapsiolki:)

                Ja znim łaczy miłosc, tamtej nie kochał wcale. To piekne:)Nie dziwie sie jets
                dziecinna i niedojrzala:P
                A dziecko to inna istotka i nie powinno sie jej łaczyc w histroie.
                • maialina1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:25
                  Zaraz, to o isabelle tu piszemy czy o gliss? bo sie pogubilam.
                  • isabelle7 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 12:36
                    O glisss:)
                    Isabelle nie zazdrosci, cieszy sie:)Lubi ciuciac:) ma psiasiołke spod
                    strzelca:) Z moim znakiem to super relacja
                    Ale swoje zdanie o niedojrzałej kretynce ma:P
              • second_time Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:03
                > Tak, ale te inne niekoniecznie sa zazdrosne o dziecko partnera, bo na
                przyklad
                > maja juz swoje, albo, co wiecej, maja swoje z tym partnerem.

                tez mi sie tak wydaje
                inaczej do tych spraw podejdzie kobieta ktora juz ma dziecko a inaczej taka co
                go jeszcze nie ma
                jak glisss1 tez urodzi sobie malenstwo to istnienie tamtego dziecka przestanie
                byc dla niej problemem
                • bellima Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 15:22
                  Bardzo mozliwe. Znam parę (oboje porzucili dotychczasowych małżonków żeby być
                  razem), on ma dziecko z poprzedniego związku. Układało im się ok, ona bardzo
                  lubiła jego dziecko. Potem okazało się ze ma powazne problemy z zajsciem w ciązę
                  i posiadaniem własnego dziecka, teraz ona po prostu dostaje świra jak on
                  wychodzi się spotkac z tamtym dzieckiem, albo jak ex go wzywa bo dziecko ma
                  katar.. Ona popada w depresję i generalnie mają w domu piekiełko...Ale czy
                  problemy by się rozwiązała gdyby mieli wspólne dziecko? Może, lecz na pewno nie
                  wszystkie!
                  • caprissa Re: Dlaczego cierpie? 20.01.06, 22:25
                    problemy rozwiązuja dporsli ludzie, a nie dieci. Jak narazie problemy robi
                    niedojrzała matka dziecka. Takie foszki odstawia.
    • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 18.01.06, 17:39
      Pytacie się czy czuje się kochana przez swojego partnera, odpowiedz brzmi TAK.
      Dziś troszeczkę mi jest ciężko pisać o tym, co czuje odnośnie tej sytuacji,
      wczoraj to było łatwiejsze. Wszystko przeżywałam na bieżąco. Dziś jestem pełna
      zrozumienia dla uczuć mojego partnera, jego ślicznej córeczki i matki jego
      dziecka. Wczoraj mój partner powiedział, że jeśli jest mi źle z całą tą
      sytuacja to on dla mnie może zrezygnować z kontaktów z córeczką, bo nie
      wyobraża sobie życia bez mnie i nie chce mnie świadomie ranić. Nigdy bym się na
      to nie zgodziła, wolałabym odejść od niego, tylko dla tego żeby mała miała
      ojca. Tak długo go namawiałam żeby dogadał się z matką swojego dziecka(prawie
      rok)i nie chciałabym, aby mój wysiłek poszedł na marne. Uświadomiłam sobie, że
      to jest żal o to, że on będzie teraz przeżywał wszystkie te cudowne rzeczy
      odnośnie wychowania dziecka i na dodatek z inną kobietą. Ja się wiązałam ze
      swoim partnerem wydawało mi się to takie oczywiste, proste, że on będzie
      odwiedzał córeczkę, co tydzień, później jak ona podrośnie będzie ją zabierał do
      nas do domu itd. Tylko w moim cudownym wyobrażeniu, jakie ułożyłam w swojej
      głowie zapomniałam umieścić swoje uczucia, jako kobiety, partnerki, kochanki.
      Chyba nawet jak bym je tam umieściła to one nie były by prawdziwe, bo kto może
      przewidzieć jak się zachowa w danej sytuacji. Nie, których swoich uczuć nie
      rozumiem, ani tego, czemu się pojawiają i w jakim czasie. Staram się je
      zrozumieć i nauczyć nad nimi panować. Dlatego umieściłam ten wątek. Chciałam
      poznać kobiety, które przeszły coś podobnego. Poczytać jakieś rady. Dziękuje
      wszystkim za wypowiedzi, każda dała mi dużo do myślenia. Jeśli ktoś jeszcze
      chce coś napisać to piszcie, z miłą chęcią przeczytam i odpowiem.
      • liwia_85 opamietaj sie dziewczyno!!! 19.01.06, 16:18
        Wczoraj mój partner powiedział, że jeśli jest mi źle z całą tą
        > sytuacja to on dla mnie może zrezygnować z kontaktów z córeczką, bo nie
        > wyobraża sobie życia bez mnie i nie chce mnie świadomie ranić.

        no kochaniutka , akurat to nie jest dla Ciebie ZADNYM pocieszeniem . dla mnie
        ten facet jest zerem . jezeli dzis tak latwo moglby zerwac kontakty z corka to
        za kilka lat rownie latwo moze porzucic Twoje dziecko dla innej .i nie mow , ze
        to niemozliwe , dzis owszem , ale za kilka lat?? sorki ogromne , ze mowie tak
        wprost , ale dla mnie Twoj wspanialym facet jest kompletnym dnem . az mi sie
        wierzyc nie chce , ze to wszystko jest prawda:(((((((
        • glisss1 Re: opamietaj sie dziewczyno!!! 20.01.06, 12:25
          Wszystko, co tu pisze jest prawdą, możesz w to wierzyć lub nie, Twoja sprawa.
          Nie chce wystawiać sadów na temat mojego partnera, bo nie mam takiego prawa,
          zresztą moim zdaniem nikt nie ma prawa osądzać drugiego człowieka. Ja napisałam
          wcześniej, że nigdy bym mu na to nie pozwoliła i nie pozwolę. Widząc Twoje
          komentarze domyślam się, że się ucieszysz z tego, co teraz napiszę.Rozstałam
          się z moim partnerem. Cała ta sytuacja niestety(lub stety)nas przerosła.
          Myliłam się myśląc, że miłość przezwycięż wszystko.
          • caprissa Re: opamietaj sie dziewczyno!!! 20.01.06, 22:28
            > Myliłam się myśląc, że miłość przezwycięż wszystko
            oczywiscie, ze tak, nawet fochy i niedojrzałosc matki dziecka.

            Liczysz sie Ty, coreczka, On, ewentulanie wasze dzieci.
            odchodiz sie od partnera nigdy od dzieci.
            Ale dzieci nie sa rzecza do załatwiania spraw pomiedzy ludzmi jak to czyni
            matka dziecka, zabraniajac mu wizyt.
    • natka110 Re: Dlaczego cierpie? 20.01.06, 17:19
      Sledze ten watek, i widze ze rozstalas sie z partnerem po 2 latach w ciagu 3
      dni???????!!!!!!!!!!!!!
      Chyba za szybko, albo ten zwiazek taki slaby...
      • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 20.01.06, 22:14
        To nie do końca tak, w środę, czyli dzień po spotkaniu mojego partnera ze swoja
        córeczką i jej matką, mój partner usiadł do komputera i zaczął rozmawiać ze
        swoja była. Wcześniej ustaliśmy, że na początek będzie się widywał z córką raz
        na 2 tygodnie, abyśmy mieli oboje czas na oswojenie się ze sytuacją, ale mój
        partner w tym dniu zaczął się umawiać na tą niedziele. Mój partner(teraz już
        były)pracuje przeważnie po 11 godzin dziennie, wiec mało czasu spędzamy razem,
        a na spotkanie z córeczką wziął specjalnie dzień wolny(dodam, że ja zaocznie
        studiuje i nawet soboty i niedziele spędzamy osobno,)Więc kiedy zobaczyłam jak
        ze sobą rozmawiają, do niedawna ta kobieta była dla niego wrogiem a podczas tej
        rozmowy zachowywał się i zwracał do niej jak do najlepszej przyjaciółki,
        zorientowałam się, że od tego momentu już zawsze będzie tak, a ja sobie z tym
        nie poradzę, aż na tyle nie jestem w stanie być silna, poprosiłam mojego
        partnera, aby się wyprowadził. On w tedy zaproponował mi abyśmy zrobili sobie
        dziecko. ZROBILI SOBIE DZIECKO. Poczułam się jak by ktoś zaproponował mi
        czekoladę w sklepie, a ja bym była małą dziewczynką, która wpadła w szał, bo mi
        jej nie chciał wcześniej dać, a teraz dla świętego spokoju oferuje mi tak
        nieznaczący przedmiot, ale poprosiłam go o kilka dni na przemyślenie tego
        wszystkiego. Następnego dnia wróciłam do domu wieczorem i zorientowałam się, że
        mój partner się wyprowadził. Dziś nie odezwał się do mnie, no zapomniałam, że
        napisał mi sms-a, że to ja kazałam mu się wynosić.Możesz Natko110uważać, że to
        szybko lub, że ja jestem słaba. Ja teraz cierpię,niesamowicie cierpię, ale
        chyba nie jestem w stanie zrobić nic od nośnie tego, co czuje
        • caprissa Re: Dlaczego cierpie? 20.01.06, 22:19
          to, ze wział wolne dla niuni to super, ale jak ta była dla niego wrogiem to i
          za jakis czas znowu wyskozy z czyms nowym. Zatem nie powinien dawac soba
          pomiatac. Ma sie zajac corunia:))), nie ta oną. Po co robic sztuczne relacje.
          fałszywa kobieta zawsze bedzie taka i zawsze z jakas gra znowu wyskoczy,
          powinien byc lakoniczny wobec niej.
          jej fochy to zabranianie wizyt jemu, on ma swoje lata, ona nie jest jego matka
          aby mu cokolwiek zabraniac. Powinien złoic jej skore, bo zachowała sie jak
          5letnia dziewoja:P a nie kobieta.


          • glisss1 Re: Dlaczego cierpie? 20.01.06, 22:35
            Dzięki, szkoda tylko, że on tego nie przeczyta i nie stara się mnie zrozumieć.
            Mówiłam mu, że wrzuciłam taki watek na forum, on tylko stwierdził, że go nie
            obchodzi babskie spojrzenie na tą sytuacje-nie zauważył, że ja też jestem
            kobietą i tak ja większość z was podobnie czuje. On chyba liczy się tylko ze
            swoimi uczuciami, a w stosunku do mnie jest zmienny jak chorągiewka na wietrze.
            Pozdrawiam
            glisss1
            • caprissa Re: Dlaczego cierpie? 20.01.06, 22:40
              To więcej rozmów prowadzicie, wiecej czasu ze sobą.
              nie z dali a bardzo blisko:)
              to wtedy wizja jest taka juz ze wszytskich stron i z tej dali i z bliska i z
              całosci:)

              Człowiek wrazliwy czuje wiecej, rozumie wiecej, wrazliwosc czyli empatia,
              porozumienie, takie duchowe, czasem ktos powie irracjonane.
            • angoisse Re: Dlaczego cierpie? 21.01.06, 17:23
              mam wrazenie, że cierpisz dlatego, bo pod skóra czujesz, że ten facet nie jest
              w porządku- ani wobec Ciebie, ani wobec swojego dziecka z byłą,... co foatalnie
              rokuje na porzyszłośc.
              kochasz go, i chciałabys z nim być, ale intuicja Ci mówi, że coś jest nie tak i
              chciałabyś, żeby cył innym człowiekiem i inaczej postępował.
              a to bardzo dziwne jak dla mnie rozstanie potwierdza, że wasz związek ma dość
              kruche podsatawy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka