Dodaj do ulubionych

Rozczarowałam się...

10.02.06, 20:26
Do tej pory myślałam, że mam naprawde cudownego faceta, że dba o mnie i o
nasza przyszłość. Mieszkamy razem i postanowiliśmy postarać sie o dzidziusia.
Ja usilnie szukałam pracy a on miał zacząć chodzić w soboty do pracy...
Mieliśmy odkładać. Ja prace znalazłam. Pracuje fizycznie i nie jest mi lekko.
Moj ukochany poszedł w dwie soboty i na tym koniec. Już sama nie wiem. Boli
mnie to, ze ja sie staram a on to olał. Kolejna nie dotrzymana obietnica:(
Obserwuj wątek
    • mama_dominika Re: Rozczarowałam się... 10.02.06, 22:58
      To, że nie dotrzymał słowa to rzeczywiście świństwo, ale czy to znaczy, że gdyby
      nie chęć posiadania dziecka, ty nie musiałabyś szukać pracy? Pozostawałabyś na
      jego utrzymaniu? Jak długo byś tak wytrzymała?
    • hyacinth.bucket Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 04:17
      Na utrzymaniu lesera to chyba nie ?
      Zrozumialam , ze on pracuje tylko w soboty ale jesli sie myle to
      serdecznie przepraszam bo jesli to tylko taki dodatek
      to wybacz mu . Jezeli pracuje caly tydzien to nalezy mu sie wypoczynek .
      • hyacinth.bucket Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 04:21
        Przecztalam jeszcze raz twoj post i wynika z niego ,ze ty pracujesz
        w tygodniu a on tylko w sobote albo i nie .
        Jesli tak to zostaw takiego lesera bo przyszlosci nie bedzie .
        Dziecko mozesz miec z innym i odpowiedzialnym czlowiekiem
        a takich nie brakuje .
        • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 14:41
          on "pracuje" cały tydzien. Chodzi głównie o to, że on cvały czas ma pretensje
          że mało zarabia i jest wściekły na kierownika bo odmawia mu podwyżki. Ale wiem
          na sto procent (sam sie chwali a słyszałam też od jego brata który z nim
          pracuje), że on cały czas sie tam obija i cały dzien nie robi praktycvznie nic.
          Powiedział, że zacznie pracować, jak dostanie podwyżke bo za marne grosdze nie
          bedzie tyrał. Tłumaczyłam mu, że najpierw to on musi sie wykazać za darmo nikt
          nic jeszcze nie dostał.
          A ja pracuje 6 dni w tygodniu i naprawde mam ciezką prace.
          • diegosia Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:03
            Grrrrrrrrrrr... wlosy deba staja...
            Watpie, zeby on dostal te podwyzke. Bo niby za co? za obijanie sie w pracy?
            Z Twojego postu wynika, ze powaznie myslisz o tym mezczyznie, ale ja bym sie mocno zastanowila,
            czy dobrym pomyslem jest wiazac sie z nim na zawsze i tworzyc rodzine.
            Moze sie myle (oby!), ale juz sobie wyobrazam Wasze zycie za pare lat: Ty z dzieckiem, zapracowana od
            pon do soboty, on w domu, nic nie robi (bo przeciez za malo mu placa, to po co), cala
            odpowiedzialnosc na Twojej glowie i jeszcze jego zle humory (bo taki niedowartosciowany i zle
            potraktowany przez los).
            • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:08
              mam wrażenie że naprawdę zrozumiałaś to co napisałam. Ja dostaje białej
              gorączki jak słyszę jego słowa "zacznę zarabiać więcej to zaczne pracować i sie
              starać" Ja robie odwrotnie i naprawde sie staram, dlatego jego słowa powoduja u
              mnie wściekłość a później czuje sie oszukana i bezradna. Siadam i zastanawiam
              sie czy taki facet bedzie umiał sie mna zaopiekować w przyszłości (nie chodzi
              tylko o sprawy związane z finansami)
              • diegosia Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:17
                No wlasnie.
                mysle, ze jego podejscie do pracy powinno byc dla Ciebie wskazowka.
                zamiast pokazac szefowi, ze jest dobry, najlepszy, przylozyc sie do pracy i przez to osiagnac cel, czyli
                np. podwyzke, siedzi, dlubie w nosie i uwaza, ze mu sie nalezy.
                Obawiam sie, ze takze w innych sferach zycia bedzie podobnie.
                Wiem, ze takie rozwazanie jest dosc suche, bo przeciez nie mowimy o przedmiocie, tylko o
                mezczyznie, z ktorym wiazesz uczucia i mysli o wspolnej przyszlosci, ale przyjzyj mu sie uwaznie
                zanim podejmiesz ostateczna decyzje.
                Warto, w sumie chodzi o Twoje zycie!
                • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:21
                  Tak wiem, ze chodzi o moje życie. Ale kocham go tak naprawde i najmocniej na
                  świecie. I najgorsze (moze jednak najlepsze??) jest to, ze prtzy tym uczuciu
                  wszystko inne blednie
                  • diegosia Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:31
                    Sama widzisz, ze to nie jest proste :-)
                    My doradzamy i patrzymy na Twoja sytuacje z dystansu. Latwo wiec powiedziec: rzuc faceta, nic z
                    niego nie bedzie, ale wiadomo, ze nie jest to takie proste...

                    Wg mnie czlowiek, nie tylko mezczyzna, musi wziac swoje zycie we wlasnie rece i sam jest za nie
                    odpowiedzialny. Z tego co piszesz, Ty tak wlasnie postepujesz: podejmujesz decyzje i ponosisz
                    konsekwencje, a on idzie, jak mawial moj tata, po najmniejszej lini oporu, nie widze w nim zadnego
                    zawziecia, inicjatywy, checi dzialania....
                    To nie bylby mezczyzna dla mnie.... czy jest dla Ciebie? coz, to juz Ty musisz wiedziec.
                    • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:32
                      też nie tak do końca. W domu zrobi wszystko. Potrafi posprzatać ugotować itp.
                      Ja koncze prace przychodzi po mnie na stole kolacja jakieś winko itp ale w
                      pracy... totalny leń.
                      • diegosia Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:38
                        Hmmm...
                        To moze powinnas z nim porozmawiac na temat tej pracy. Moze nie czuje sie w niej dobrze i czuje sie
                        tam niespelniony? moze musi sposzukac innej i wyrwac sie z tego letargu.
    • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:13
      Obawiam się, że z takim podejściem on nigdy nie znajdzie pracy, która by go
      satysfakcjonowała. Ogólnie ta cała sytuacja z tobą bardzo źle o nim świadczy,
      moim zdaniem. Obawiam się, że w przyszłości może się okazać, że będziesz zdana
      tylko na siebie.
      • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:16
        eh.. czyli waszym zdaniem nie mam co liczyc na oparcie w nim..
        • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:21
          Poza tym napisałaś "KOLEJNA niedotrzymana obietnica".
          • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:22
            tak kolejna... obiecywał juz nie raz ze weźmie sie do pracy na poważnie
            • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:26
              Zastanów się poważnie nad tym dzieckiem. Wy nie jesteście małżeństwem, prawda?
              Gdzie mieszkacie?
              • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:30
                Nie małżeństwem nie mieszkamy. Wynajmowaliśmy mieszkanie ale jego rodzice
                namówili nas abyśmy przeprowadzili sie i zamieszkali z nimi
                • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:33
                  I jak ci się z nimi mieszka?
                  Może to zabrzmi strasznie cynicznie, ale zdajesz sobie sprawę, że w każdej
                  chwili możesz mieć walizki wystawione za drzwi? Razem z ewentualnym dzieckiem?
                  • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:36
                    hm... czy ja wiem. nie potrafie sobie tego wyobrazić. Myslę że to nierealne.
                    Tym bardziej gdyby było dziecko. Nawet gdyby przestał mnie kochać, nie
                    zostawiłby dziecka
                    • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:41
                      > hm... czy ja wiem. nie potrafie sobie tego wyobrazić. Myslę że to nierealne.

                      Różne sytuacje się w życiu zdarzają :)




                      > Tym bardziej gdyby było dziecko. Nawet gdyby przestał mnie kochać, nie
                      > zostawiłby dziecka

                      Ale ty musiałabyś się wyprowadzić. Więc prawdopodobnie wzięłabyś dziecko. Gdzie
                      byś wtedy zamieszkała? Wróciłabyś do rodziców?

                      Ile masz lat?
                      • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:42
                        lat mam 20. dziecko napewno bym wzieła. do rodziców bym nie wróciła.
                        Zamieszkałabym z babcią napewno bym pracowała
                        • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:43
                          A nie uważasz, że jesteś jeszcze trochę za młoda na dziecko? Z całym
                          szacunkiem, oczywiście.
                          • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:45
                            Pewnie i jestem za młoda. Ja nie planuje tego dziecka na juz ale za jakiś
                            roczek chciałabym zajść w ciążę. Kocham strasznie dzieci i chciałabym miec
                            swoje maleństwo
                            • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:49
                              Posłuchaj - ja mam 29 lat. Właściwie prawie 30. Jak miałam 20, to wydawało mi
                              się, że jestem absolutnie dojrzała. Teraz jak patrzę na to z perspektywy czasu,
                              to widzę, że między moim obecnym wiekiem, a 20 lat, jest po prostu przepaść.
                              Ciesz się młodością i nie sprawiaj sobie jeszcze dziecka. Zwłaszcza z tym
                              facetem. Mówię poważnie.
                        • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:46
                          Gdzie ci się spieszy? Masz dopiero 20 lat. Spokojnie możesz jeszcze parę lat z
                          tym poczekać. Za jakiś czas może się okazać, że facet, z którym teraz jesteś,
                          to nie jest facet twojego życia i co wtedy? Trudniej ci będzie znaleźć kogoś
                          innego, jeśli już będzie dziecko. Poza tym dziecko NA ZAWSZE wiąże cię z jego
                          ojcem. Nawet jak nie będziesz chciała go widzieć na oczy, będziesz musiała go
                          widywać.
                          A on? Ile ma lat?
                          • hugolinka Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 15:53
                            on ma 22 lata. I to jest praktycznie mój pierwszy facet. I pierwszy który jest
                            tylko dwa lata starszy. zawsze miałam minimum 6 lat starczych chłopaków
                            • qw994 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 16:35
                              22-letni facet jest ABSOLUTNIE niedojrzały do ojcostwa. Zapomnij o tym. Bo jemu
                              i sobie skomplikujesz życie.
    • iberia30 Re: Rozczarowałam się... 11.02.06, 16:31
      to moze lepiej na ojca swojego dziecka wybierz kogos innego...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka