nessia
24.11.02, 22:39
a właściwe trzech. Ten trzeci to mój syn.
Ten pierwszy to ten związany od kilkunastu lat obrączką leżącą w szufladzie
toaletki.
Ten drugi ( albo pierwszy) to ten , z którym każdy dzień od półtora roku jest
inny. To nie znaczy , że każdy jest dobry...
Ten trzeci nie akceptuje myśli o tym drugim.
A ja się duszę.
Chciałam być uczciwa i byłam, względem męża i syna. Syn jest dużym
nastolatkiem, ma swoje życie. Ale chce zostać z Ojcem. Inaczej: z tym, które
ZOSTAJE w Jego domu..
Nie umiem zostać, nie umiem odejść.
Piekło. Nie wiem, dla kogo gorsze.
Nie wybielam się. Jestem zła, bo ja zepsułam dobre małżeństwo. Wiem, że to ja
powinnam wiedzieć czego chcę. Może nie wiem. Wiem, że jeśli zostanę, nie będę
miała takich popołudni, takich wieczorów i takich nocy. Jeśli odejdę, nie
będę miała spokoju.