narsen
23.02.06, 23:50
Zacznę od tego, że mój mąż mnie nie bije, nie wyzywa, nie krzywdzi, nie
poniża. Wychował się w nieciekawej sytuacji - matka typ biernej, szarej,
podporządkowanej myszki (chociaż jednocześnie kobieta wykształcona,
inteligentna, czuła) - po rozstaniu z biologicznym ojcem męża związała się z
innym. Ojczym także z początku był całkiem dobrym "ojcem" dla mojego męża
(wtedy małego dziecka). Jednak po kilku latach ojczym zachorował na chorobę
nowotworową. Zmieniła ona jego charakter - stał się niemal katem dla
swojego "syna"; być może z poczucia niemocy, krzywdy - stosował wyrafinowane
kary cielesne i psychiczne. W wieku nastu lat mąż uciekł z domu i rozpoczął
własne życie. W tej chwili jest człowiekiem niezwykle czułym, kochającym,
opiekuńczym i odpowiedzialnym. Jednak pozostał ślad - mąż jest nadmiernie
nerwowy. Na błahe problemy reaguje bardzo emocjonalnie - nie trzeba wiele by
się zdenerwował, wściekł. Nie przekłada się to na żadną formę przemocy - jak
pisałam nie obraża mnie, nie bije, nie wyzywa, nie obwinia za nic. A jednak
widzę po nim, że gotuje się w środku, że bije się sam ze sobą. Ufam mu w
pełni a jednak problem istnieje. Staram się go uczyć cierpliwości i spokoju -
daje to mieszane rezultaty. Potrafi się sam uspokoić - zazwyczaj. Zawsze
przyznaje, że jest winny - on i jego nerwy, ale nie umie się pochamować. Jego
złość kipi w nim - jest jak wulkan. Jednak nigdy nie wybucha. Sugerowałam
psychologa - uważa, że sam sobie da radę z uczuciami. Myślę, że boi się
etykietki "świra" (we własnych oczach chce uchodzić za kogoś diametralnie
różnego od ojczyma, który także korzystał z pomocy psychiatry)- oczywiście
niesłusznie. Kocham go. Nie krzwydzi mnie, wierzę, że nigdy się to nie
zmieni, ale... Czasami czuję, że on bywa na skraju eksplozji. Bardzo chcę mu
pomóc. Nie jest i nigdy nie był złym człowiekiem. Został skrzywdzony - to na
nim ciąży. Wypaczono mu charakter a jednak on zawsze pozostał sobą. Bardzo
chcę mu pomóc. Zrobić co się da, aby nigdy nie musiał niczego żałować. Żeby
nie zamienił się w kopię człowieka, którego się tak panicznie boi i brzydzi.
Ma ktoś dla mnie jakąś radę?