eurydyka2001
26.11.02, 14:04
Mam romans. Od niedawna, bo od tygodnia jeno. Intensywny za to, niemal
nieprzerwany (antrakty krótkie).
Fakt - chodzi o seks. Ale i otoczka jest bujna i bardzo przyjemna. Kochanek
mój jest taxi driverem, ja zaś do tej profesji od zawsze miałam wielką
słabość i sam fakt, że zaprosił mnie na randkę taksówkarz, stał się dla mnie
powodem do niemałej euforii. Otoczka romansu wygląda tak, że kochanek mój na
wycieczki mnie wozi romantyczne i wzruszające, ja mu dla odmiany kolacyjki
jakieś oferuję albo zmuszam czasem do włączenia licznika... Ponadto dość
mocno między nami iskrzy, jakbyśmy znali się od wieków, wszystko jest takie
swobodne, roześmiane, perliste i czułe. Czułość, to jest to słowo, bardzo jej
dużo w całej zabawie. Nie, nie traktuję tego wszystkiego "poważnie". Po
prostu mi dobrze. Jemu też, to pewne.
Tylko mnie jeden drobny fakt zastanowił. Czyli pies.
Bo jest tam pies. "Tam", czyli w jego domu, którego to domu nie widziałam ani
od zewnątrz, ani od środka. Na hasło "pies" udało mi się dociec, że mój amant
nie mieszka sam, albowiem pies wyprowadzany jest czasem przez inne osoby
(nasze randki ciągnęły się czasem o wiele godzin dłużej niż jest w stanie
wytrzymać pęcherz przeciętnego psa, stąd moje zastanowienie). Wczoraj
natomiast skończyliśmy randkę wcześniej niż o świcie z powodu "psa" właśnie.
Konkretnie taki się odbył dialog:
Amant: Będę cię musiał dziś opuścić wcześniej niż zwykle...
Kochanka (czyli ja): Dlaczegóż to? [tu wypalam z grubej rury] Co cię ściga?
Żona?
Amant: Nie, gorzej... żona to by nie był problem...
Kochanka: Teściowa?!
Amant: Nie, gorzej...
Kochanka: No to już nie wiem. Armia?!
Amant [ze śmiechem]: Nieee... muszę psa wyprowadzić, bo nikogo dziś w nocy w
domu nie będzie najprawdopodobniej...
No i teraz zagadka.
Czy taxi driver ma żonę?
I jak się tego dowiedzieć w niewymuszony sposób?
Interesuje mnie to dlatego, że bardzo chciałabym wierzyć w to, że z romansu z
żonatym próbowałabym się jakoś wycofać... bo w gruncie rzeczy nie chcę
przecież nikomu niczego psuć, no, rozumiecie... Z drugiej strony nie ukrywam,
że wizja żony wzbudza we mnie jakąś perwersyjną, wzmocnioną żądzę... ten
facet mnie tak adoruje, traktuje z takim uwielbieniem, niemal na rękach nosi,
że odzywa się we mnie jakaś babska pycha na myśl o tym, że gdzieś tam jakaś
inna kobieta jest ode mnie o tyle szczebelków niżej stawiana... że to ja
jestem obiektem pożądania, że to mnie opowiada godzinami o wszystkim, co mu
na sercu i żołądku leży...
No, ale ze swoimi paskudnymi dylematami będę się borykać później. Na razie
muszę się jakoś dowiedzieć, czy ta żona tam jest...
Pomożecie? Macie jakieś pomysły na wydobycie tej informacji?
Zapytanie wprost odpada. Bo po pierwsze - może skłamać, i będę w punkcie
wyjścia. Po drugie - nie chcę, żeby pomyślał, że zależy mi na nim bardziej
niż zależy... jest to romans i tylko romans, z mojego punktu widzenia... A po
trzecie to zwyczajnie nie pasuje... Wiecie, jaka atmosfera panuje między
dwojgiem ludzi, którzy się tak niedawno znaleźli i zaiskrzyło, i jest im
bosko ze sobą - wszystko jest takie uśmiechnięte, wszystko z przymrużeniem
oka, wszystko jakby parę metrów nad ziemią się rozgrywa, i po prostu nie da
się ni z tego, ni z owego wypalić "masz żonę??"
Na pomysły Wasze liczę, moralizowania nadmiernego proszę sobie w miarę
możliwości oszczędzić... Pozdrawiam wszystkich.