Dodaj do ulubionych

Czy leci z nami żona?

26.11.02, 14:04
Mam romans. Od niedawna, bo od tygodnia jeno. Intensywny za to, niemal
nieprzerwany (antrakty krótkie).

Fakt - chodzi o seks. Ale i otoczka jest bujna i bardzo przyjemna. Kochanek
mój jest taxi driverem, ja zaś do tej profesji od zawsze miałam wielką
słabość i sam fakt, że zaprosił mnie na randkę taksówkarz, stał się dla mnie
powodem do niemałej euforii. Otoczka romansu wygląda tak, że kochanek mój na
wycieczki mnie wozi romantyczne i wzruszające, ja mu dla odmiany kolacyjki
jakieś oferuję albo zmuszam czasem do włączenia licznika... Ponadto dość
mocno między nami iskrzy, jakbyśmy znali się od wieków, wszystko jest takie
swobodne, roześmiane, perliste i czułe. Czułość, to jest to słowo, bardzo jej
dużo w całej zabawie. Nie, nie traktuję tego wszystkiego "poważnie". Po
prostu mi dobrze. Jemu też, to pewne.

Tylko mnie jeden drobny fakt zastanowił. Czyli pies.

Bo jest tam pies. "Tam", czyli w jego domu, którego to domu nie widziałam ani
od zewnątrz, ani od środka. Na hasło "pies" udało mi się dociec, że mój amant
nie mieszka sam, albowiem pies wyprowadzany jest czasem przez inne osoby
(nasze randki ciągnęły się czasem o wiele godzin dłużej niż jest w stanie
wytrzymać pęcherz przeciętnego psa, stąd moje zastanowienie). Wczoraj
natomiast skończyliśmy randkę wcześniej niż o świcie z powodu "psa" właśnie.
Konkretnie taki się odbył dialog:
Amant: Będę cię musiał dziś opuścić wcześniej niż zwykle...
Kochanka (czyli ja): Dlaczegóż to? [tu wypalam z grubej rury] Co cię ściga?
Żona?
Amant: Nie, gorzej... żona to by nie był problem...
Kochanka: Teściowa?!
Amant: Nie, gorzej...
Kochanka: No to już nie wiem. Armia?!
Amant [ze śmiechem]: Nieee... muszę psa wyprowadzić, bo nikogo dziś w nocy w
domu nie będzie najprawdopodobniej...

No i teraz zagadka.

Czy taxi driver ma żonę?
I jak się tego dowiedzieć w niewymuszony sposób?

Interesuje mnie to dlatego, że bardzo chciałabym wierzyć w to, że z romansu z
żonatym próbowałabym się jakoś wycofać... bo w gruncie rzeczy nie chcę
przecież nikomu niczego psuć, no, rozumiecie... Z drugiej strony nie ukrywam,
że wizja żony wzbudza we mnie jakąś perwersyjną, wzmocnioną żądzę... ten
facet mnie tak adoruje, traktuje z takim uwielbieniem, niemal na rękach nosi,
że odzywa się we mnie jakaś babska pycha na myśl o tym, że gdzieś tam jakaś
inna kobieta jest ode mnie o tyle szczebelków niżej stawiana... że to ja
jestem obiektem pożądania, że to mnie opowiada godzinami o wszystkim, co mu
na sercu i żołądku leży...

No, ale ze swoimi paskudnymi dylematami będę się borykać później. Na razie
muszę się jakoś dowiedzieć, czy ta żona tam jest...

Pomożecie? Macie jakieś pomysły na wydobycie tej informacji?

Zapytanie wprost odpada. Bo po pierwsze - może skłamać, i będę w punkcie
wyjścia. Po drugie - nie chcę, żeby pomyślał, że zależy mi na nim bardziej
niż zależy... jest to romans i tylko romans, z mojego punktu widzenia... A po
trzecie to zwyczajnie nie pasuje... Wiecie, jaka atmosfera panuje między
dwojgiem ludzi, którzy się tak niedawno znaleźli i zaiskrzyło, i jest im
bosko ze sobą - wszystko jest takie uśmiechnięte, wszystko z przymrużeniem
oka, wszystko jakby parę metrów nad ziemią się rozgrywa, i po prostu nie da
się ni z tego, ni z owego wypalić "masz żonę??"

Na pomysły Wasze liczę, moralizowania nadmiernego proszę sobie w miarę
możliwości oszczędzić... Pozdrawiam wszystkich.
Obserwuj wątek
    • pajdeczka Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:15
      Ja podstępam zaglądałam do dowodów osobistych. Ale to było dawno, kiedy były
      normalne dowody. Teraz wydają takie, że nie wiadomo kim facet jest. Jednego
      takiego wyczaiłam i puściłam w bamboszach do domu.
      Teraz to nawet by mi nie przeszkadzało....Chyba....
      • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:18
        Tego nie potrafię. Nie jestem w stanie zajrzeć do jego portfela. Dlatego, że on
        ten portfel kładzie na środku mojego stołu i idzie się kąpać. On mi ufa, że ja
        tam nie zajrzę. A ja tam nie zajrzę...

        Aczkolwiek dzięki za radę... :-) Może coś mniej przewrotnego?... (bez urazy)
        • pajdeczka Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:20
          eurydyka2001 napisała:

          > Tego nie potrafię. Nie jestem w stanie zajrzeć do jego portfela. Dlatego, że
          on
          >
          > ten portfel kładzie na środku mojego stołu i idzie się kąpać. On mi ufa, że
          ja
          > tam nie zajrzę. A ja tam nie zajrzę...
          >
          > Aczkolwiek dzięki za radę... :-) Może coś mniej przewrotnego?... (bez urazy)


          Kochanie, to nie jest zaufanie tylko naiwność.
          Rób jak chcesz.
          • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:23
            Zwał, jak zwał... naiwność też nie hańba od czasu do czasu...

            Cóż, gdybyś jednak wpadła na jakąś inną metodę, czekam :-)
    • bukowski27 a tak wogole 26.11.02, 14:18
      to po co ci wiedziec czy ma zone czy nie?
      • pajdeczka Re: a tak wogole 26.11.02, 14:21
        bukowski27 napisał:

        > to po co ci wiedziec czy ma zone czy nie?
        >
        >
        >

        Bo ona nie chce, żeby było, że on zdradza żonę. To chyba oczywiste?
      • eurydyka2001 tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:22
        to po nic...

        Nieco bełkotliwe powody mojej ciekawości podałam w pierwszym poście. No bo
        teoretycznie to żonatemu "dałabym spokój"... Teoretycznie, bo chciałabym tak o
        sobie myśleć...

        A precyzyjnie nie jestem w stanie Ci odpowiedzieć. Chciałabym wiedzieć, niech
        będzie, że powoduje mną zwykła kobieca wścibskość... :-)
        • pajdeczka Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:26
          eurydyka2001 napisała:

          > to po nic...
          >
          > Nieco bełkotliwe powody mojej ciekawości podałam w pierwszym poście. No bo
          > teoretycznie to żonatemu "dałabym spokój"... Teoretycznie, bo chciałabym tak
          o
          > sobie myśleć...
          >
          > A precyzyjnie nie jestem w stanie Ci odpowiedzieć. Chciałabym wiedzieć, niech
          > będzie, że powoduje mną zwykła kobieca wścibskość... :-)

          A może Ty nie chcesz tak naprawdę się dowiedzieć tej okrutnej prawdy? Bo jeżeli
          masz wątpliwości czy dalej utrzymywałabyś z nim znajomość, gdyby się okazało ,
          że ma żonę ( ja nie miałam teych wątpliwości, jak już pewnie zdążyłaś
          przeczytać) to po co rzeczywiście Ci ta wiedza?
          Wiesz co, ja mam też męża.....
          • eurydyka2001 Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:28
            Bo wolę wiedzieć i mieć wątpliwości, niż nieświadomie okazać się świnią...
            • pajdeczka Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:34
              eurydyka2001 napisała:

              > Bo wolę wiedzieć i mieć wątpliwości, niż nieświadomie okazać się świnią...


              Czy możesz jaśniej? Chciałabym wprost usłyszeć, że gdyby się okazało , że to ja
              jestem tą żoną na przykład, czy dalej byś się z nim spotykała? Nie mówię
              kochała, bo przecież nie po to się z nim spotykasz.
              • eurydyka2001 Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:37
                Tego Ci nie potrafię powiedzieć teraz. Na tyle się znamy, na ile nas sprawdzono.

                Mam nadzieję, że tak, że wycofałabym się z zabawy. Ale nie zadeklaruję tego na
                sto procent. Nie jestem aż tak pewna swojej "uczciwości".
                • pajdeczka Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:44
                  eurydyka2001 napisała:

                  > Tego Ci nie potrafię powiedzieć teraz. Na tyle się znamy, na ile nas
                  sprawdzono
                  > .
                  >
                  > Mam nadzieję, że tak, że wycofałabym się z zabawy. Ale nie zadeklaruję tego
                  na
                  > sto procent. Nie jestem aż tak pewna swojej "uczciwości".

                  Powiem Ci tak. Pewne zasady wynosi się z domu. Jeśli jest się wierzącym to
                  rownież stosuje się w życiu przykazania. Jedno z nich brzmi: nie pożdądaj żony
                  (męża) bliźniego swego. Myślę, że masz własną filozofię, na własny użytek.
                  No i jest coś takiego, jak sumienie.
                  Powtarzam: ja od razu zerwałam, a byłam bardziej zaangażowana od Ciebie, bo
                  rodzicie byli już poproszeni o moją rękę. Nie miałam żadnych moralnych
                  dylematów.
                  Bez urazy, ale może Ty cała jesteś dla siebie moralnym dylematem?
                  • eurydyka2001 Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:48
                    A ja mam nadzieję, że postąpię tak, jak mojemu "sumieniu" wydaje się słusznie.
                    Ale nie potrafię tego przewidzieć.

                    "ostrzegam cię przed tobą
                    nie miej do siebie zaufania
                    możesz sobie strzelić w tył głowy
                    nawet nie wiedząc kiedy
                    (...)"

                    Nie przesadzałabym z nazywaniem tego "moralnym dylematem" w znaczeniu totalnym.
                    Po prostu zastanawiam się nad swoimi uczynkami. Chciałabym, żeby wychodziło
                    dobrze.
                    • pajdeczka Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:51
                      eurydyka2001 napisała:

                      > A ja mam nadzieję, że postąpię tak, jak mojemu "sumieniu" wydaje się
                      słusznie.
                      > Ale nie potrafię tego przewidzieć.
                      >
                      > "ostrzegam cię przed tobą
                      > nie miej do siebie zaufania
                      > możesz sobie strzelić w tył głowy
                      > nawet nie wiedząc kiedy
                      > (...)"
                      >
                      > Nie przesadzałabym z nazywaniem tego "moralnym dylematem" w znaczeniu
                      totalnym.
                      >
                      > Po prostu zastanawiam się nad swoimi uczynkami. Chciałabym, żeby wychodziło
                      > dobrze.

                      A to "chcenie" to chyba od Ciebie jedynie zależy, prawda?
                      Ty też kiedyś będziesz żoną. Przemyśl to.
                      • eurydyka2001 Re: tak w ogóle, a nawet w szczególe... 26.11.02, 14:56
                        No toć właśnie przemyśliwam...

                        I chyba lepiej, że się przy okazji nie sadzę na Wcielenie Moralności, bo byłoby
                        to nieszczere...

                        No i nie muszę sobie do tego wyobrażać siebie w roli żony. I bez tego trochę
                        mam empatii i jestem w stanie unikać krzywdzenia kogoś, nie przekładając całej
                        sytuacji na siebie. Taką mam nadzieję. Próbować będę.

                        Ale może problemu wcale nie ma, i nie ma po co skóry na niedźwiedziu / żonie
                        dzielić...
        • bukowski27 zaraz zaraz... 26.11.02, 14:31
          najpierw powiedzials ze bys dala sobie spokoj, ale potem ze by to zaspokoilo
          twoja perwersje... no rozne sa perwersje... nie mi oceniac... ale zeby do
          meritum... ja nie mam pojecia co ci poradzic... moze jak cie kreca takie
          rzeczy, to zacznij go sledzic... bo ja wiem... a moze nie ma zony, tylko druga
          kochanke... albo moze mieszka ciagle z mama i sie wstydzi... a mam wtedy
          wyjechala do ciechocinka i naprawde musial wyprowadzic psa... a moze zaczyna
          sie wycofywac z tego seksu z toba... wiesz, to ze tobi ejest fantastycznie i ci
          sie podoba wcale nie nzcayz ze jemu musi... a to jest podstwaowy blad
          dziewczyn.. takie zalozenie znaczy sie... ja tam nie wiem... nie mam
          doswiadczenia z taksowkarzami.... ale zycze ci ewielu upojnych nocy... czy
          czego tam...;)
          • eurydyka2001 Re: zaraz zaraz... 26.11.02, 14:42
            No to prościej. W punktach powiem :-)
            1. Pies jest. Wierzymy w psa.
            2. Ktoś poza psem też tam mieszka. Może być żoną, którąś z wymienionych przez
            Ciebie wersji lub dowolnym innym osobnikiem rasy homo sapiens. Bo wyprowadza
            psa.
            3. Wczoraj tego kogoś nie było. W to też wierzymy. Wierzymy, że taksówkarz
            pojechał do psa.
            4. Zakładamy, że taksówkarzowi zależy nadal i coraz bardziej (nie jesteśmy
            naiwnym ani zakochanym dziewczęciem i potrafimy to ocenić). Kolejna randka jest
            dziś. Z psem wychodzi "tamten ktoś".
            5. Interesuje nas, kim jest tamten ktoś.
            6. Bo jeśli jest żoną, to mamy problem.
            7. Problem jest złożony i niejednoznaczny. I nie wiemy, jak go rozstrzygniemy,
            jeśli go mamy.
            8. Help. Żona czy nie??? :-)
            • bukowski27 zaraz zaraz, zaraz... 26.11.02, 15:00
              eurydyka2001 napisała:

              > No to prościej. W punktach powiem :-)
              > 1. Pies jest. Wierzymy w psa.
              > 2. Ktoś poza psem też tam mieszka. Może być żoną, którąś z wymienionych przez
              > Ciebie wersji lub dowolnym innym osobnikiem rasy homo sapiens. Bo wyprowadza
              > psa.
              > 3. Wczoraj tego kogoś nie było. W to też wierzymy. Wierzymy, że taksówkarz
              > pojechał do psa.
              > 4. Zakładamy, że taksówkarzowi zależy nadal i coraz bardziej (nie jesteśmy
              > naiwnym ani zakochanym dziewczęciem i potrafimy to ocenić). Kolejna randka
              jest
              >
              > dziś. Z psem wychodzi "tamten ktoś".
              > 5. Interesuje nas, kim jest tamten ktoś.
              > 6. Bo jeśli jest żoną, to mamy problem.
              > 7. Problem jest złożony i niejednoznaczny. I nie wiemy, jak go
              rozstrzygniemy,
              > jeśli go mamy.
              > 8. Help. Żona czy nie??? :-)


              no chyba nie oczekujesz ze ja ci powiem czy ona ma zone czy nie... ja nei
              jestem rutkowski... ale natomiast skad taka pewnosc ze jest pies??? czy
              widzielismy go? (zdjecie sie nie liczy). ja mysle, ze mieszka w kawalerce z
              mama i tata (i psem) i wstydzi sie zaprosic kobiete... (badz co badz zakladam
              ze jestes ok. 40ki) dojrzala... ja mysle, ze:

              1 albo go sledzmy (wtedy bedzi eto moralnie jednoznaczne i nie bedziesz mogla
              robic mu awantury z powodow morlanyhc)

              2. zaptytajmy go czy ma zone - jezeli odpowie przeczacoi skłamie to co z tego
              ze sklamał??? w przslosci bedziemy mieli prawo moralne robic mu awantury a na
              terazniejszosc przyjmijmy ze mowi prawde... no bo tak tylko miedzy nami... czy
              ma powody zeby klamac?
              • eurydyka2001 Bukowski, Rutkowski... 26.11.02, 15:11
                ... nawet się rymuje, to i przez chwilę miałam płonną nadzieję... :-)

                W psa wierzymy, gdyż opowieść o psie powstała w kontekście zupełnie neutralnym
                i nie istnieją żadne przesłanki, by ją zanegować. To raczej pies stał się
                przesłanką do domniemania istnienia żony. Co stało się właśnie dlatego, że
                wyprowadzany nie był przez właściciela. To, że wczoraj wyprowadzony przezeń
                został, sprawę nam tylko komplikuje.

                Mama i tata bądź inni krewni i znajomi królika wcale nie są wykluczeni.
                Zwłaszcza, że amant jest trzydziestoletni, a kochanka zdrowo przed
                czterdziestką, bo dopiero 26 zaposiada. Domniemanie żony wcale nie jest bardzo
                mocne. I tym bardziej kłopotliwe wydaje się kochance wystąpienie z zapytaniem.
                Bo jeśli to nie żadna żona, to w dodatku wyjdę na idiotkę. Zadurzoną zresztą.

                Śledzić nie będę, bo nie mam czasu ani ochoty. Pytać nie będę z powodów dawno
                już wymienionych....

                More suggestions?... :-)
                • bukowski27 sluchaj eurydyko wiem... 26.11.02, 15:30
                  kup sobie psa!!!!!!! i powiedz temu taxi driverowi ze uwielbiasz psy... i ze
                  moze spedzilibyscie kiedys na weekend za miasto... ze niby psy, laki,
                  wolnosc... takie tam... co prawda nie mam pojecia czego moj pomysl ma dowiesc,
                  ale uwazam go za swietny... a wogole to zobacz sobie taksowkarza... z de
                  niro... zeby potem nie bylo ze nikt cie nie ostrzegał...
                  • eurydyka2001 Re: sluchaj eurydyko wiem... 26.11.02, 15:37
                    Nie mogę kupić sobie psa, bo mam kota, który nie lubi psów.

                    Aczkolwiek Twój pomysł jest wtórny, mój amant bowiem już zaproponował, że
                    weekend spędzimy w towarzystwie obu zwierzątek. Zastanawiam się wyłącznie nad
                    zbroją dla kota w tym kontekście. A z Tobą zgadzam się w całej rozciągłości, iż
                    nie wiadomo, czego to miałoby dowodzić.

                    Zaś "Taksówkarza" z de Niro oczywiście widziałam. Mój jest nawet podobny :-)
                    Ale ponieważ nie jestem dziewczyną upadłą, masakry się nie obawiam w swym
                    otoczeniu w najbliższym czasie :-)))
                    • bukowski27 jestes ni mniej nie wiecej 26.11.02, 15:42
                      tylko niesprawiedliwa... jak to moj pomysl jest wtorny? ja nie wiedzialem ze
                      taksowkarz ma taki sam pomysl... no ale dobra... ja ju znic nie mowie... niech
                      wam laka zielona bedzie... niech psy nie zagryzaja kotów... napisz kiedys czy
                      mial zone czy nie...

                      czolem;)
                      • eurydyka2001 Re: jestes ni mniej nie wiecej 26.11.02, 15:52
                        Gdybym przewidziała, że Cię wtórność urazi, tobym się ze trzy razy w język...
                        eee, w palce ugryzła! Sam widzisz - moje umiejętności prorocze są ujemne, i
                        cóż ja mam teraz, biedna, ze swoją zagadką począć...

                        Życzenie łąk zielonych i upojności wszelakiej odwzajemniam zatem, zakładając
                        (znów błędnie?!), żeś mnie życzył, co i Tobie byłoby miłe. A rozwiązanie
                        zagadki przedstawię po uzyskaniu. (Co obstawiasz?)

                        Pozdrawiam :-)
                        • bukowski27 obstawiam: 26.11.02, 16:01
                          kolejnosc nieprzypadkowa - im bardziej na dol tym mniej sie zgadzam ze swoimi
                          pogladami:

                          1. mieszka z dziewczyna

                          2. mieszka z kumplem (byc moze jest studentem zaocznym/wieczorowym i wspolnie
                          ze znajomym wynajmuje mieszkanie.

                          3. mieszka z rodzicami.

                          4. mieszka z rodzicami w malym mieszkanku.

                          5. miszka z rodzicami i rodzenstwem w malym mieszkanku

                          6. mieszka z rodzicami, rodzenstwem, zona, trojka dzieci i psem. wilekosc
                          mieszkania nie ma znaczenia.

                          7. jest agentem al kaidy i przygotowuje zamach.

                          ja tam lubie zielone laki, bo sa zielone.
                          • eurydyka2001 Nagrody 26.11.02, 16:12
                            Skoro już tak się zmobilizowałeś w naszej loterii fantowej, proponuję
                            następujące nagrody w przypadku potwierdzenia się którejkolwiek z Twych wersji:

                            1. Nagroda główna - żona, mieszkanie i pies (bo zgadłeś); żona garbata i
                            tępawa, mieszkanie z grzybem, pies mały i hałaśliwy (bo mi się ta wersja wcale
                            nie podoba).

                            2. Nagroda pocieszenia - żona (powabna i błyskotliwa), mieszkanie (willa na
                            Cote d'Azur) i pies (jeśli nie lubisz, może być wypchany) - bo wersja mi
                            odpowiada.

                            3, 4 lub 5. Paczka noworoczna i deputat węglowy (bo wersje są najbardziej
                            zbieżne z moimi typami) plus nagroda pocieszenia (bo wersje w sumie mogą być,
                            jest ich dużo, a Ty jesteś sympatyczny).

                            6. Wycieczka do Londynu. W biurze podróży dowiesz się, że jest Lądek.

                            7. Jeśli zamach mu wyjdzie, to i tak mogę sobie swoje nagrody wsadzić.

                            Zieloności!
                            :-)
    • Gość: Doświadczona Re: Czy leci z nami żona? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.11.02, 14:22
      Zatrudnij prywatnego detektywa. Zadanie zrealizuje w jeden dzień.
      • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:26
        Detektyw jest dobrym pomysłem, tylko że ja zosia-samosia jestem i najbardziej
        byłabym kontenta, gdyby mi się udało do tego własnymi siłami dojść... no, ze
        wsparciem "grona doradców"... :-)
    • fe_male Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:44
      Spotykałam się kiedyś z takim jednym co miał psa.
      A ten pies był wyprowadzany przez różne osoby, które nawet jak pana przez
      dłuższy czas nie bylo w domu z psem pomieszkiwały.
      Pan nie był żonaty.
      Pech chciał, że większość psowych opiekunów było płci żeńskiej. Pan też swojej
      słabości do kobitek nie ukrywał. Jak szybko się moja znajomość z panem zaczęła
      tak szybko się skończyła.

      fe_pa
      • pajdeczka Female 26.11.02, 14:48
        Czy Ty moja koleżanko sugerujesz jakieś straszne skłonności tegoż pana? Aż mnie
        ciarki przeszły.



        fe_male napisała:

        > Spotykałam się kiedyś z takim jednym co miał psa.
        > A ten pies był wyprowadzany przez różne osoby, które nawet jak pana przez
        > dłuższy czas nie bylo w domu z psem pomieszkiwały.
        > Pan nie był żonaty.
        > Pech chciał, że większość psowych opiekunów było płci żeńskiej. Pan też
        swojej
        > słabości do kobitek nie ukrywał. Jak szybko się moja znajomość z panem
        zaczęła
        > tak szybko się skończyła.
        >
        > fe_pa
        • fe_male oj pajdka, pajdka... 26.11.02, 15:01
          Nie, skądże..:))))))
          Po prostu pan był pożądaną towarzysko osobą, zwłaszcza przez panie znajome. One
          to, czuły się wyróżnione przez to, że pozwalał im pilnować psa, bo miały
          nadzieję, na ciąg dalszy. Bywało tak, że my za miastem, a w tym czasie u niego
          w domu jakaś dziewczyna z psem pomieszkiwała. Jakoś nie miałam zaufania do
          gościa i inne rozbieżności charakteru jeszcze wyszły, że problem psa a
          zwłaszcza jego pana przestał po pewnym czasie mnie dotyczyć.

          Pajdka, a swoją drogą czemuż to ciarki Cię przeszły, napisz coś więcej, podziel
          się przyjemnością...;)

          fe_Pa
          • pajdeczka Re: oj pajdka, pajdka... 26.11.02, 15:13
            fe_male napisała:

            > Nie, skądże..:))))))
            > Po prostu pan był pożądaną towarzysko osobą, zwłaszcza przez panie znajome.
            One
            >
            > to, czuły się wyróżnione przez to, że pozwalał im pilnować psa, bo miały
            > nadzieję, na ciąg dalszy. Bywało tak, że my za miastem, a w tym czasie u
            niego
            > w domu jakaś dziewczyna z psem pomieszkiwała. Jakoś nie miałam zaufania do
            > gościa i inne rozbieżności charakteru jeszcze wyszły, że problem psa a
            > zwłaszcza jego pana przestał po pewnym czasie mnie dotyczyć.
            >
            > Pajdka, a swoją drogą czemuż to ciarki Cię przeszły, napisz coś więcej,
            podziel
            >
            > się przyjemnością...;)
            >
            > fe_Pa
            >


            Nic z tego, żadnej perwersji nie będzie:)))))))
            Ale, jeżeli baby mogą z psami to i chłopy z sukami, nie? (sorry za formę).
      • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:52
        W sumie to taki by się nadawał w moim przypadku...
        Wolałabym wprawdzie być unikalną gwiazdą na firmamencie, ale jak mam wybierać,
        to już wolę kobieciarza bez zobowiązań niż sukinkota zdradzającego żonę... :-)
        • pajdeczka Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:55
          eurydyka2001 napisała:

          > W sumie to taki by się nadawał w moim przypadku...
          > Wolałabym wprawdzie być unikalną gwiazdą na firmamencie, ale jak mam
          wybierać,
          > to już wolę kobieciarza bez zobowiązań niż sukinkota zdradzającego żonę... :-)


          Pobawi się Tobą i wróci do żony.
          Załóż za parę tygodni wątek o porzuceniu to znowu pogadamy.
          • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 14:58
            Nikt się nikim nie pobawi... Bawimy się wspólnie, a jak się nam znudzi, to
            przestaniemy... :-)

            Już mnie tak nie strasz. Akurat ja się nie mam czego obawiać specjalnie :-)
            • pajdeczka Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 15:11
              eurydyka2001 napisała:

              > Nikt się nikim nie pobawi... Bawimy się wspólnie, a jak się nam znudzi, to
              > przestaniemy... :-)
              >
              > Już mnie tak nie strasz. Akurat ja się nie mam czego obawiać specjalnie :-)

              No to się baw dobrze i nie pytaj o szczegóły.
              Po co w ogóle pytasz o żonę? Zaczynasz być irytująca.
              • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 15:16
                Po co pytam - rzekłam już wielokrotnie.
                Odpowiedzi nie są obowiązkowe. Jeśli Cię irytuję, przepraszam uniżenie i
                informuję, że możesz mnie przecież zignorować. Tak czy inaczej pozdrawiam.
    • lalka74 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 15:05
      wygląda na to, że psa nie wyprowadza żona - bo chyba przeciętna żona
      zainteresowała by się przez tydzień miejscem pobytu męża w godzinach sikania
      psa. Jeśli więc taksówkarz nie odbiera telefonów pełnych wyrzutów i pytań to
      raczej żona to nie jest
      • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 15:14
        No ale tu właśnie wkracza istotność profesji. Taki taksówkarz to ma wysoce
        nienormowany czas pracy, więc żona wcale nie musiała nabrać podejrzeń...
        • vika411 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 15:43
          eurydyka2001 napisała:

          > No ale tu właśnie wkracza istotność profesji. Taki taksówkarz to ma wysoce
          > nienormowany czas pracy, więc żona wcale nie musiała nabrać podejrzeń...
          ...finansowych...bo wozac Ciebie mniej zarabia automatycznie.Finanse go
          zdemaskuja.Nie pozwol aby mial wlaczony kiedykolwiek taksometr:-)
          • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 15:56
            Cholera, niewykonalne...

            Bo wożąc mnie to właśnie więcej zarabia... najwyraźniej... dwa razy go zmusiłam
            do włączenia taksometru... ale że pojechalim przez pół Polski... no, tak czy
            siak, mam ostatnimi czasy sporo pieniędzy i nie bardzo wiem, co z nimi robić,
            więc nie miałabym serca biednego taksówkarza jeszcze żyłować... tym bardziej,
            jeśli nie ma żadnej żony... :-)
            • lalka74 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 16:23
              a może spróbuj go jakoś podpuścić, coś tak od niechcenia powiedzieć o żonie,
              jak wtedy z tym wyprowadzaniem psa - może się uda. :)
              • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 16:25
                Ofkorz będę próbować... :-)
                Ale bestia jest bystra i się wymyka... może dlatego, że ma coś do ukrycia, a
                może się po prostu ze mną droczy... bo ma przy tym dość łotrzykowaty wyraz
                twarzy... :-)
                • Gość: Hrum Re: Czy leci z nami żona? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.11.02, 18:04
                  Ha ,niezła z Niego szelma!!On sie bardziej bawi Toba niż Ty nim.Ale nic to.Na
                  pewno jest tego wart.Tylko ta żona... Ile on ma lat? Jak ma pow.30-tu to na
                  pewno żonaty.No bo czy widziałaś normalnego faceta przed 30-ką ,który nie miał
                  by żony??Ale z drugiej strony..,jak żonaty to mu sie już nic od kobiet nie
                  należy????:)
                  • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 18:08
                    Lat ma 30.
                    Czyli - skoro "normalny" - to żonę mieć powinien, ale tak na dobrą sprawę to
                    już może należeć do kategorii "pierwsza partia rozwodników"... :-)

                    A kto się bardziej bawi, to chyba nie aż tak bardzo istotne, dopóki obie strony
                    są przeświadczone, że bawią się wystarczająco dobrze :-)
    • Gość: A28 Re: Czy leci z nami żona? IP: *.proxy.aol.com 26.11.02, 18:14
      Sluchaj, zabawa jest naprawde przednia!! I jak tylko pomysle, ze moglby to byc
      maz pajdeczki, lub jej podobnej, to mi sie robi ejszcze lepiej. Ale powaznie:
      jesli juz tak koniecznie chcesz wiedziec, to zadzwon pod jego domowy numer w
      czasie, kiedy wiesz, ze pana na pewno nie ma w domu. Wymysl cos intrygujacego,
      czy ja wiem? jakies okazjonalnie tanie ubezpieczenie ( dla psa, bo roznie moze
      byc?) ale do tego potrzebni sa oboje panstwo, wlasciciele psa. Albo powiedz, ze
      ten numer zostal telefonu zostal napisany na kuponie na ktory padla glowna
      nagroda: kompletne odnowienie twarzy, albo operacja plastyczna piersi, lub
      rownie cos durnego,ale tylko przydatnego kobiecie. Mozesz dodac np, ze
      symboliczna oplate ( tu wymien jaka skwote znosna dla meza) musi wniesc maz.
      Poprowadz tak sprytnie rozmowe, ze dowiesz sie wszystkiego. Wygadana jestes
      dosc. I nie miej wyrzutow sumienia. bawisz sie dobrze i o to chodzi. Romasn
      uprzyjemnia zycie. I pomysl, moze to jednak jest maz Pajdy....
      Pozdrawiam cie, dolaczajac serdeczny usmiech.
      A
      • eurydyka2001 Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 18:21
        No i to jest pomysł z kategorii znakomitych!

        A szkopuł? Szkopuł jest taki, że nie znam domowego numeru telefonu i nie bardzo
        mam pomysł na pretekst, dzięki któremu mogłabym takowy uzyskać...

        Poza tym zabawa zabawą, ale ja doprawdy nie chcę, żeby on był czyimkolwiek
        mężem! Nawet Pajdeczki! (jeszcze więcej żółci miałoby się z niej wylewać?
        nieee! nie do przejścia...)

        Dzięki wielkie za radę. Pokombinuję w tym kierunku.
        Pozdrawiam :-)
      • lalka74 A28 Gratuluję 26.11.02, 18:59
        ...super pomysł :)
    • Gość: A28 Re: Czy leci z nami żona? IP: *.proxy.aol.com 26.11.02, 19:30
      hej, ja ci nie zycze, zeby on byl czyimkolwiek mezem a Pajdy za rywalke, nie
      zyczylabym zadnej kochance.To ty chcesz wiedziec: tak, czy nie. A nie znasz
      adresu? Gdzie twoja babska intuicja? Pogadaj na temat np mozliwosci do spacerow
      z psem w okolicy i od niechcenia spytaj zdziwiona pieknem opisywanej
      okolicy: "to gdzie ty tak pieknie mieszkasz?" A wiesz jak twoj Romeo ma na imie
      i nazwisko? Normalnie w taksowce sa dane kierowcy na widocznym miejscu. Rusz
      sprytem!! jak sie bawic, to sie bawic. I ja sobie z ciebie nie kpie. Widze, ze
      ci dobrze, ze jestes szczesliwa, wiec ci podsuwam pomysly. A z drugiej strony,
      musisz to koniecznie na tym etapie wiedziec? jego zona, jego problem. To do
      jego obowiazkow nalezaloby cie poinformowac. A skoro tego nie robi, to widac mu
      nie zalezy. Na razie w kazdym wypadku. A po co masz sie zatruwac? fajnie jest,
      ciesz sie tym i pomysl sobie, ze psa wyprowadza dorabiajacy sobie uczen szkoly
      sredniej. I bedzie ci lepiej. I ciesz sie zyciem.
      Ucalowania.
      • murzynka Re: Czy leci z nami żona? 26.11.02, 23:28
        Dlaczego jak tu Ci cos podpowiadaja to zaraz mowisz nie? To podejrzane. Tak
        jakbys nie chciala sie dowiedziec tylko bawila sie nami.
        Mieszka z rodzicami ofkorz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka