Dodaj do ulubionych

Zmory dziecinstwa.

07.12.02, 15:12
Okres dziecinstwa zwykle wspomina sie milo i przyjemnie. Zeby nie bylo zbyt
idealnie, dorosli zadbali, by nam uprzykrzac ten okres na rozne sposoby.
Przypominam sobie moje zmory, glownie kulinarne, ktorymi byl sok swiezo
wycisniety z marchewki, szpinak i mozdzek cielecy.
Mojego meza straszono psami. Zaden pies go dotad nie ugryzl, ale tak sie ich
boi, ze drazni tym wszystkie psy, nawet najspokojniejszy
i najbardziej flegmatyczny kundel go obszczeka.
Pamietacie jakies wasze zmory lub zmorki? ;-)
Obserwuj wątek
    • Gość: Lena Re: Zmory dziecinstwa. IP: 213.216.82.* 07.12.02, 15:18
      Niespecjalnie. Dzieciństwo miałam fajne. No może tylko moja babcia męczyła nas
      codziennie łyżką tranu.
      Dopóki nie spotkałam mojej teściowej nie wiedziałam co to zmory.
    • Gość: Magdalenka Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 07.12.02, 16:30
      Hej Melinku!
      A wlasnie teraz mi sie przypomniala pewna nauczycielka ze szkoly podstawowej...
      Pawdziwa wiedzma..biegala po korytarzch z linijka i wymierzala "sprawiedliwosc!"
      Na apelach czesto walila dzienikiem w leb wszystkich, ktorym na minutke buzia
      sie tylko otworzyla. Prawdziwy Zandarm w szkole ...A jak przyjemnie bylo
      patrzec jak sie kiedys pslizgnela na ogryzku od jablka, od tamtej pory
      przestalam sie jej bac.)

      A wiec niech zyja ogryzki!!
      Pozdrawiam
      M
    • Gość: renia Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.athens.access.acn.gr 07.12.02, 18:54
      Najpierw wybijała godzina zero, czyli 22.z minutami. Slychac bylo otwieranie, a
      nastepnie zamykanie bramy wejsciowej do domu. Po chwili w moim pokoju odbywal
      sie nastepujacy dialog:

      Tata: Renatka cwiczyłaś dzisiaj?
      Renatka: Tak ,ćwiczyłam
      Tata: No to pokaz mi co sie dzis nauczyłaś
      Renatka: Tatus, zmeczona jestem, jutro ci pokaze
      Tata: Codziennie trzeba grac, inaczej wyjdziesz z wprawy
      Renatka: No to przeciez mowie, ze grałam
      Tata, No to siadaj i mi zagraj, co sie dzisiaj nauczyłaś


      Po czym nastepowaly dwie godziny walenia w klawisze zabytkowego rodzinnego
      pianina wykonanego wlasnorecznie przez mojego pradziadka stolarza. Do
      dwunastej, pierwszej w nocy. Tata przysypial na krzesle obok mnie, ja na swoim,
      nienawidzilam pianina, muzyki, pradziadka - za te noce. Nadzieje mojego Ojca
      spełzły na niczym. nie zostalam slynna pianistka, od siodmej klasy podstawowki
      do połowy liceum nie dotknelam pianina, potem bardzo zalowalam, do dzisiaj
      sobie grywam, ale talent zaprzepascilam, niestety - to byla zmora mojego
      dziecinstwa, od pierwszej do szostej klasy, brrr. Wg mnie niestety Tata
      zawinił.
    • Gość: trzy i pół Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.12.02, 06:48
      przedszkolne żarcie i "leżakowanie"!

      szybko uporałam się z problemem - warunek: przedszkole? owszem! ale...
      bez "leżakowania" i tamtejszych obiadów :) [Udało się!]
    • jotembi Re: Zmory dziecinstwa. 08.12.02, 10:15
      też głównie kulinarne
      mielone kotlety...
      no i szpinak oczywiście też
      ale miałam rozsądną acz pracującą mamę, jak się połapała, że ja tego
      nienawidzę, to zakazała gosposi zmuszać mnie do jedzenia
      gosposia podejmowała pewne próby za plecami mamy, ale nie było najgorzej
    • Gość: Mars Re: Zmory dziecinstwa. IP: 195.94.213.* 08.12.02, 11:17
      W przedszkolu poznalem kalafior i zielona fasolke.Na sama tylko mysl o nich
      dostaje drgawki!
    • bayda Re: Zmory dziecinstwa. 08.12.02, 14:11
      paskudne gryzące zajstopy, które krok miały zawsze w okolicy kolan i krupnik,
      koszmar!!
    • goga.74 Re: Zmory dziecinstwa. 08.12.02, 16:47
      zupa mleczna w przedszolu (zawsze z kozuchem), najgorszy byl grysik
      drzemka poobiednia, rowniez w przedszkolu
      jedzenie - prawie wszystko, bylam strasznym niejadkiem ktory czesto
      wysluchiwal "Nie wstaniesz od stolu zanim nie zjesz"
      potem nauczylam sie chomikowac w serwetce, ktora wkladalam do kieszeni a
      nastepnie spuszczalam w toalecie
      najmniejszy klopot byl z drugim sniadaniem do szkoly - wyrzucalam wracajac do
      domu
      teraz za to bardzoooo lubie jesc ;-)
      • Gość: siciliana Re: Zmory dziecinstwa. IP: 212.106.6.* 09.12.02, 16:47
        boszeeee goga to tak jak ja. Ja tez wymyslałam patenty z jedzeniem,
        zakopywanie mięsa pod ziemniakami, wrzucanie mięsa do kubeczka, potem
        nakładałam na niego drugi kubek (były takie fenomenalne kubki, które wkladalo
        sie jeden w drugi :)) a potem grzecznie oddawałam talerzyk i kubeczki :)
        Nienawidzilam pory jedzenia, bo zawsze bylo tak ze wszyscy skonczyli a ja
        siedziałam biedna sama i się modliłam nad talerzem :) Ale teraz za to
        uwielbiaaaam jesc, a kiedys niena3widzilam bylam takim chudzielcem :(((
    • Gość: zyzio Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.zachem.com.pl 08.12.02, 16:56
      no moze mój przyklad nie bedzie z dziecinstwa ale czasow nieco pozniejszych.
      Obecnie mam 29 latek i w koszmarnych snach sni mi sie kobieta od j. polskiego z
      LO a zwlaszcza motyw jak wywoluje mnie do pytania. Normalnie koszmar. na
      szczescie śni mi sie to dosć rzadko (tak z 2 x w roku), ale zawsze budze się
      zlany potem i nie wyspany
    • winniepooh zupa mleczna 08.12.02, 17:49
      w weekendy, kiedy tata nie szedł do pracy robił dla wszystkich śniadanie,
      nieodłącznym składnikiem była zupa mleczna z kożuchem oczywiście brrrrrrr do
      dziś robi mi się słabo na sama myśl ;-(

      poza tym nie lubiłam niczego oprócz, landrynek i gum do żucia, które połykałam,
      wszelkie normalne jedzenie było katorgą, nic nie mogło się jednak równać z zupą
      mleczną
      • sagan2 Re: zupa mleczna 09.12.02, 11:14
        zupy mleczne byly fuj, ale NAJGORSZE byly lane kluski na
        mleku :(((( do tej pory mnie trzsie na mysl, bleeee :(
    • Gość: Dzidka Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.12.02, 20:35
      Niezadowolenie mojej mamy z popełnionych przeze mnie czynów. Dziś wiem, ze to
      były totalne głupstwa (stłuczone jajko, wylane mleko). Niestety reakcja mamy
      sprawiała, ze czułam się niereformowalną zbrodniarką. No i szkoła - i ten
      straszny ciężar na sumieniu, gdy przynosiłam coś gorzsego niż 4 (mogło być 4-
      ). Moze i mama nie chciała źle. J się czułam jak ostatnie, tragiczne dno.
      Rodzice - zastanówcie się jak Wasze zachowanie odbierają dzieci.
    • aankaa Re: Zmory dziecinstwa. 08.12.02, 20:46
      smażona ryba podawana na piątkowe obiadki w przedszkolu
      zawsze "lądowała" w pościeli, mama dostawała tę pościel do prania
      przez całe lata nikt (?) nie wpadł na to, że można mi tę rybę podarować (pranie
      byłoby rzadsze :o))
      do dziś (a minęło sporo lat) mam odruch wymiotny na widok takiego dania
      • Gość: Mrufka Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.abo.wanadoo.fr 08.12.02, 21:09
        Zdecydowanie chrzastki z kurczaka, do ktorych zjedzenia zmuszala mnie babcia-
        sadystka ;)
        Na drugim miejscu widok dzieci jedzacych kozuchy z mleka.
        Na trzecim miejscu Tomaszek -taki chlopiec z przedszkola, ktory przez cztery
        pory roku mial katar i zielone gluty wisialy mu przy nosie. Czasem mu te gluty
        zasychaly i je zdrapywal, a potem mial zielen pod paznokciami. Beurk!
        Na czwartym miejscu zolty, potwornie drapiacy golf, jak go zalozylam to w 5
        min. mialam cala szyje czerwona. A jak ganialam na przerwie w szkole i sie
        spocilam to juz tak mnie drapal, ze darlam skore pazurami do krwi. Uratowal
        mnie przypadek : kolezanka opsikala mnie w szkole niechcacy tuszem ze swojego
        piora i sweter byl do wyrzucenia :))

        Mrufka.
    • capa_negra Re: Zmory dziecinstwa. 09.12.02, 09:15
      Pierwsza zmora to jedzenie.
      Byłam niejadkiem i alergikiem
      najwcześniejsze wpomnienie to ciocia- babcia stojąca nademną z łyżką
      i .. "łykaj , łykaj..." brrr
      Obrzydzenie do mleka i ryb . Piewsze udało sie omijać już w przedszkolu ze
      wzgledu na skaze białkową, ryb w domu we mnie nie wmuszano natomiast na
      koloniach... brrr . Jak troche podrosłam to rozwiązałam ten problem przez
      wpisywanie ryb w odpowiedną rubryke karty kolonijnej :-)) co oznaczałao "tym
      nie karmić" Potem poszłam dalej i wpisywałam wszystko czego nie lubiałam.
      Czekolada..... to była tragedia nie wolno mi było jej jeść - koszmar.
      Następny koszmar to pani od rysunku w 4 klasie - co ciekawe lubiłam rysowac,
      ale ze wzgledu na panią ciagle miałam jakieś tyły - pamietam jakie strachy się
      wtedy kotłowały w mojej głowie z perspektywa nie zdania do nastepnej klasy
      włacznie :-)))
    • stoprocentkobiety Re: Zmory dziecinstwa. 09.12.02, 10:33
      melinek napisał:

      > Pamietacie jakies wasze zmory lub zmorki? ;-)

      była jedna.
      Pan W Białych Butach; moi dziadkowie mieszkali "koło buzuków", tak określano
      lokalne slumsy, dzisiaj wydaje mi się (nie pamiętam dokładnie) że to od
      nazwiska Buzuk. niezłe się działy rzeczy, czasem mężczyzna gonił kobietę i
      rzucał w nią trzymanymi w rękach butami,tęgo popijali, itd.,
      w tych slumsach mieszkał też człowiek, chodzący w białych kaloszach. a ja sie
      go panicznie bałam. kiedy szedł ulicą uciekałam do domu, a rodzina miała na
      mnie wypróbowaną broń: "jak będziesz niegrzeczna, to przyjdzie ten w białych
      butach i cie zabierze".
      szybko z tego wyrosłam.
      W Białych Butach już nie żyje; przed śmiercią amputowali mu nogi.

      100%kobiety
    • Gość: toms Re: Zmory dziecinstwa. IP: 217.153.60.* 09.12.02, 15:33
      lezakowanie w przedszkolu
      nie wiem kto to wymyslil ale dla mnie obowiazek lezenia w ciagu dnia nieruchomo
      to byla prawdziwa mordega
      nigdy ale to przenigdy nei mialem ochoty spac w czasie lezakowania wiec
      poprostu wychodzilem z siebie ...
    • pajdeczka Re: Zmory dziecinstwa. 09.12.02, 15:39

      Codziennie łycha tranu (do tej pory mnie wstrząsa na samą myśl)dla smaku ze
      szczyptą soli i co jakiś czas wizyty u dentysty (urządzonko do borowania na
      pedał).
    • Gość: baccar Re: Zmory dziecinstwa. IP: 213.231.15.* 09.12.02, 16:04
      leżakowanie, budyń, kisiel, korzuchy w mleku, a ponadto;
      moja gra w piłke nozna od najmłodszych lat była dla moich rodziców jakimś
      wrzodem na dupie czy też moja chorobą i niekiedy musiałem to ukrywać, żeby sie
      nie dowiedzieli, no i oczywiście nawalony tatuś i najgorszy dzień w roku czyli
      imieniny tatusia. ja mu to wybaczyłem, ale zapomnieć nie potrafię.
    • Gość: Maruda Re: Zmory dziecinstwa. IP: *.nyc.rr.com 09.12.02, 20:30
      Zupa mleczna bleeeeeee.
      No i przymusowe karmienie na sile. Jako ze bylam strasznym niejadkiem, kazdego
      ranka mama brala mnie na kolano , zatykala nos i pakowala mi w gardlo wstretne
      mleczne zupsko.
      Moja mlodsza siostra przynajmniej miala swoj sposob na obrone przed tym
      codziennym rytualem - kiedy mama zbyt intensywnie wciskala jej zupe, siostra
      zwracala ja z nadmiarem :-))))
      • liloom Re: Zmory dziecinstwa. 09.12.02, 21:39
        Jedzenie wogole!:))))
        Raz moj ojciec wymyslil ze nie wstane od stolu dopoki nie zjem. Ustawil stol
        tylem do pokoju "zeby mnie nie nic nie rozpraszalo". Chyba byla watrobka.
        I chyba sprzatal przez ten czas. Na takie cos to moglby mi zrobic co by chcial
        a i tak bym nie zjadla. No i nie zjadlam, nie pamietam jak sie skonczylo, ale
        nie zjadlam. Wygralam.

        A druga zmora to strach przed "kims" za firanka. Chyba mnie straszyli jak bylam
        mala. Dorosli maja hopla, no nie? :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka