nosek123
09.04.06, 18:44
Czuje sie nieciekawie. Otoz przez 6 miesiecy spotykalam sie z pewnym
mezczyzna, bylo nam wspaniale, jeszcze nigdy nie czulam sie tak dobrze,
bezpiecznie a przede wszystkim chciana. Byl jeden problem - on ma zone,
ktorej nigdy nie zostawi (bardzo lacza ich sprawy losowe z przeszlosci, ona
nie pozbierala by sie gdyby ja zostawil). Nawet sie na to godzilam, gdyz
mieszkamy daleko od siebie i poniewaz spotkanie byly rzadkie, to w pewnym
sensie byly one zawsze ukoronowaniem naszego uczucia. I stalo sie: mala,
malutenka klotnia, poprostu obrazil mnie, zdenerwowalam sie i odlozylam
sluchawke.... Przepadl jak kamien w wode. Nie odzywa sie do mnie od kilku
dni, nawet nie ma odwagi powiedziec mi, ze to koniec mimo iz napisalam mu
dlugiego smsa o tym jak bardzo mnie zranil i rani nadal. Kocham go ale czuje,
ze uczucie to przeradza sie w nienawisc. Obiecalam mu kiedys, ze nawet jesli
do czegos takiego dojdzie - nie powiem o nas jego zonie (chcialam zachowac
klase itd) ale wyglada na to, ze to wlasnie on tej KLASY nie ma. Za grosz.
Jak myslicie? Powiedziec jej? W sumie nie chodzi o zemste na niej, ale to
dobra dziewczyna i szkoda mi jej. To nie pierwszy i nie ostatni jego romans,
wiec uwazam ze zasluguje na koos lepszego. Strasznie mnie korci.