charlize
01.01.03, 20:54
Jestem taka wlasnie kobieta. Nie jestem gruba, ale nie jestem tez szczupla,
nad czym niejednokrotnie boleje. Mam nadwage, z ktora walcze, czasem bardziej
skutecznie, a czasem mniej. Dzis bylam w pracy. Kolega stwierdzil, ze jestem
jak wino. I ponoc zyskuje przy blizszym poznaniu. Rwal sie do calowania przy
noworocznych zyczeniach. Kiedys z kolei rozmawialam z pewnym mezczyzna.
Prosilam o przysluge. Odpowiedzial z usmiechem, ze jesli otrzyma w zamian
kolacje ze sniadaniem, to sie zgadza. Usmiechnelam sie, obylo sie bez
kolacji ;-) Ale o co mi tak wlasciwie chodzi. Bywam komplementowana przez
mezczyzn, czasem czuje, ze sie podobam (zwlaszcza moj dekolt, co mnie czasem
bawi, a czasem irytuje), ale nie ufam tym meskim spojrzeniom czy slowowm, bo
nie jestem szczupla, bo nie czuje sie pewnie w swoim ciele. Moja sylwetka
jest dla mnie zrodlem kompleksow. Natomiast wczoraj ogladalam relacje z
pewnego zagranicznego sylwestra. Impreze w studio prowadzila pani dobrze juz
po 40-ce (jestem 30-latka), o sylwetce rownie pelnej jak moja. Miala na sobie
piekna czarna suknie, eksponujaca ladny dekolt z ponetnymi piersiami. Miala
poldlugie blond wlosy swobodnie opadajace na pelne ramiona. Szczuplutkie
tancerki wygldaly przy niej bardzo skromnie. Przypominam sobie tez, ze kiedys
widzialam we wloskiej tv wywiad z Ornella Muti. Byla nieco szczuplejsza niz
ta kobieta, ktora widzialam wczoraj w tv, ale na pewno duzo pelniejsza niz w
czasach mlodosci. Ale taka zaokraglona bardzo mi sie podobala. Wtedy tez
zwrocilam uwage na piekne ramiona i biust, takze swietnie wyeksponowany. I
doszlam do wniosku, ze bardzo wiele zalezy niekoniecznie od tego, jaka mamy
sylwetke, lecz bardziej od tego, jak sie czujemy we wlasnym ciele i jak
je "nosimy". Tylko ze ja sie nie najlepiej czuje w moim ciele.