Dodaj do ulubionych

STRAZACY-STRAZ POZARNA.-AMOR LATINO-GDZIE JESTES?

17.01.03, 15:43
Przed chwila zadzwonil do mnie jeden z moich austriackich przyjaciol i
przekazal tragiczna i wstrzasajaca wiadomosc o smierci jednego ze strazakow z
jednostki strazy pozarnej w malenkiej wsi w Niederostereich.Tak sie sklada,ze
od dziecka kocham strazakow bez pamieci a majac ich kiedys za sasiadow
(mieszkalam w tej wsi kilka lat)zaprzyjaznilam sie z nimi i sa to przyjaznie
bardzo dla mnie wazne i trwale.
Mlody,zaledwie dwudziestodziewiecioletni chlopak zginal w plomieniach podczas
akcji ratunkowej.Poniewaz pozar byl w stacji paliw odnaleziono jedynie jego
mizerne szczatki.Smierc ta wstrzasnela okolica tym bardziej,ze przed
zawaleniem sie konstrukcji dachu zdazyl wyprowadzic z plonacego pawilonu
kilka osob.Sam wrocil po ostatnia ofiare i wtedy nastapila eksplozja.
Niewiele jest zawodow tak niebespiecznych i godnych najwyzszego szacunku.
Jesli znacie jakies historie o strazakach ,opowiedzcie je tutaj.Sama znam
kilka i tez opowiem.Nie musza to byc opowiadania smutne.Znam mnostwo wesolych
histori wlasnie o strazakach z Austrii i chetnie sie nimi podziele.Pozdrowka
i buziaki dla wszystkich chlopakow w wielkich czerwonych samochodach.-)a
zwlaszcza Dla AMORA LATINO:-)))))))ON WIE,DLACZEGO ICH KOCHAM I WIE
ROWNIEZ,ZE SLUSZNIE:-)))))))
Obserwuj wątek
    • vika411 OPOWIADANIE PIERWSZE:-) 17.01.03, 16:18
      Poniewaz mieszkalam wowczas w w wielkim domu z ogrodem czesc pokoi wraz ze
      stajnia wynajelam na lato pewnej przyglupiastej damulce z
      Wiednia.damulka,imieniem Doris,przywiozla ze soba dwa konie,okolo dwodziestu
      papug roznej masci i gatunku oraz koze-Meeeeeeeeegi.cale to towarzystwo
      zostawila na pastwie losu i nie martwiac sie o nic pojechala na tydzien do
      Wiednia.
      Nastepnego juz dnia zdecydowalam,ze skrzeku,kwikow i beczenia z glodu dluzej
      nie zniose.Wobec tego pomaszerowalam do strazakow i oswiadczylam im,ze poniewaz
      sa ze wsi i maja gospodarstwa to nic mnie nie obchodzi ale maja zalatwic dla
      tego zoologu karme i slome.Chopaki uwineli sie z zadaniem w godzine.Mimo to
      jeden z koni ,narowistego charakteru,koniecznie sie uparl,ze nie bedzie
      durnowato sterczal w stajni i wierzgal dotad az pozrucal klatki z papugami ze
      sciany,rozwalil dwi do stajni i uciekl w pole w towarzystwie papug,ktroe
      beztrosko rowniez wybraly wolnosc i rozsiadly sie na drzewach.
      Kochani strazacy konia zlapali dosc szybko.wieksza zabawe mieli z
      papugani.Latali po calej wsi z drabinami,wozy strazackie jezdzily na syrenie po
      wszystkich zakamarkach wsi i probowali wspinac sie na drzewa zeby polapac to
      wsciekle ptactwo.udalo im sie zlapac dwie.reszta zwiala.po kilku dniach
      przyszedl do mnie wsiowy lupmp,zloduiejaszek i pijak-Edi.przyszedl na obiad
      jakzwykle.We wsi panowal zwyczaj,ze kazdy mieszkaniec (codziennie inny)go
      dokarmiali mu pomagal przezyc.Mimo ,ze Edi jest bradziaga i wloczykij,jest
      ogolnie lubiany bo pracowity i nikomu jeszcze nie odmowil pomocy w
      gospodarstwie.
      Tym razem Edi przedstawial obraz tragiczny.Trzasl sie jak galareta,szczekal
      zebami i trudno bylo z niego ludzkie slowo wydusic.
      W koncu jednak przemowil:
      -Ja musze sie leczyc.Ja ide do czubkow na odwykowke.Ja juz wiecej pil nie bede
      bo mam delirium...
      Zatkalo mnie tym bardziej,ze Edi zlapal szklanke wody i wypil ja duszkiem a
      zawsze twierdzil,ze woda dla niego jest smiertelnie trujaca i dziala mu zle na
      zoladek i skure w razie zabiegow higienicznych....
      Tymczasem Edi kontynuowal:
      -Sprzatalem stacje kolejowa i popijalem winko a tu patrze...na orzechu siedzi
      wielka czerwona papuga i skrzeczy:-EDI JEST GUPEK!EDI JEST GLUPEK!JAK SIE MASZ?
      Strzelilo mi do glowyy,zeby rzeczywiscie wykorzystac zdarenie i poslac go do
      szpitala.Edi z determinacja sie na to zgadzal.
      Robote resocjalizacyjna zepsuli mi strazacy,ktorzy przyjechali z parada na
      sygnale i przywiezli to ptaszysko.Oslabione z glodu i osowiale.Ptaszysko jednak
      kiedy ujrzalo Ediego,odzyskalo sily witalne i wrzasnelo to swoje"Edi jest
      glupek".A wtedy Edi z miejsca wyciagnal ze swojego plecaka flache winka
      pociagnal spory lyk i stwierdzil:
      -Noo!Cale szczescie,jeszcze z Edim nie jest tak zle!-I poslal strazakow po wino
      do winiarza.
      Musialam calemu towarzystwu dac cos na zakaske bo z uciechy rozsiedli sie w
      ogrodzie,mieli mordercze zamiary i duzy apetyt na smazone papugi z grilla i
      koledowali do rana:-))))))))))
    • rzulw :( 17.01.03, 19:39
      Jak bylem maly, jak kazdy chyba chlopiec, chcialem zostac strazakiem...
      • vika411 Re: :((((((((((((((((( 17.01.03, 22:26
        rzulw napisał:

        > Jak bylem maly, jak kazdy chyba chlopiec, chcialem zostac strazakiem...
        Ja teeeeeeeeeeeezzzzzz.-(I nie udalo mi sie zostac ani jednym ani drugim!
        Buuuuuuuuu!!!!!!!!!:-((((((((((
    • Gość: marucha Re: STRAZACY-STRAZ POZARNA.-AMOR LATINO-GDZIE JES IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 19:53
      A czemu kochasz srazakow? Czyzby ze wzgledu na dlugie weze i sikawki??
      • aankaa łe, nie znasz się 17.01.03, 22:54
        to nie węże ani sikawki
        to te wielkie czerwone ...
        • Gość: marucha Re: łe, nie znasz się IP: *.dip.t-dialin.net 18.01.03, 06:52
          Z sikawkami czy bez to fajne chlopaki sa.
          • vika411 opowiadanie II:dlaczego kocham strazakow?:-) 18.01.03, 07:44
            Kiedy bylam mala dziadek pozwolil mi wybrac sobie w wielkim sklepie z zabawkami
            pezent imieninowy.Moim marzeniem bylo wielkie auto strazackie z
            prawdziwa ,ruchoma drabina,ikawka na pomke z woda i syrena alarmowa,ktora
            dzialala na bateryjke i mogla wyc przerazliwie kiedy auto jechalo.po obu
            stronach tego drewnianego, czerwonego cuda siedzieli strazacy i siekierkami za
            pasem i w srebrnych chelmach.Auto mialo te wspaniala wlasciwosc,ze moglo
            jezdzic wszedzie ze mna bo bylo na sznurku.
            oczywiscie mi nie kupili.Argument:dziewczynkom nie wypada bawic sie
            autkami !!!!!!!
            kupili mi za to brzydliwa malpe:lalke -krakowianke,cala spiaca,w falbankach z
            peruka i jakimis wstazeczkami,cekinami,kutasikami i Bog wie jakimi jeszcze
            glupstwami.Natychmiast rozprawilam sie z tym potworkiem,niewatpliwie do
            straszenia ciezkich mordercow w kryminalach sluzaca,w taki sposob,ze nie bylo
            co z niej zbierac.przy okazji urzadzilam taki ryk i zgrzytanie zebow jakby mi
            tezeby wydzierali obcegami kowalskimi.Musieli ustapic bo powzielam ambitne
            postanowienie,ze wyc nie przestane poki auta nie bedzie.Juz nastepnego dnia
            bylo i na kilka lat stalo sie moja nieodlaczna zabawka.
            W wieku lat siedmiu ucieklam z domu,poniewaz popadlam w powazny konflikt z
            rodzina,gdyz uparla sie ,ze mm chodzic do szkoly jak wszystkie dzieci a ja
            mialam diametralnie rozne zanie na ten temat.Wobec tego,postanowilam zoatac
            strazakiem i ucieklam na nieslychane antypody czyli o jedna ulice dalej do
            remizy strazackiej.Dyzurnemu strazakowi wytlumaczylam o co chodz a ten
            zaprowadzil mnie do komendanta.Rozmowy kwalifikacyjne odbywaly sie w asyscie
            moich przyszlych kolegow po fachu,ktorzy nie kryli swojej radosci na moj widok
            (mala dziewczynka,ze scerbatymi zebami,w podartych na kolanie rajtuzach z z
            cienkimi kucykami ale za to z wielkim strazackim,juz nieco sfatygowanym autem
            na sznurku).Hihotali wesolo a komendant,za ten czas,nie posiadal sie z
            radosci ,ze bedzie mial u siebie tak cenny narybek kadrowy,przekonywal mmnie,ze
            kazdy strazak powinien miec jakie-takie wyksztalcenie...i jednym slowem do
            szkoly chodzic musi.Zgodzilam sie po dlugich pertraktacjach ale pod
            warunkiem,ze mnie z honorami i na syrenie odwioza prawdziwym,strazackim
            samochodem z drabina do domu i to tak,zeby wszystkie dzieci z podworka
            widzialy.Z tej okazji nawet wlozono mi na glowe piekny strazacki chelm i
            pojechalismy.Wszyscy sie zlecieli z okazji mojego powrotu na rodzinne lono i do
            szkolnej moralnosci.A jak mi zazdroscili!!!!!!No bo od tamtej pory wolno mi
            bylo sie szwedac bezkarnie po remizie kiedy chcialam a innym dzieciom nie:-)))))
            Strazakiem jednak nie zostalam.Pozostalo mi za to wielkie,niegasnace uczucie do
            strazakow.I juz na to pewnie nic sie nie da poradzic:-))))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka