Gość: CM_
IP: 62.233.204.*
27.01.03, 18:24
Sporo się tu mówi ostatnio o kochankach. Przeważa opinia: niech się
rozwiedzie, to pogadacie. Też tak zawsze myślałam. Do czasu. Dorzucę swoją
historię.
Od roku jestem kochanką. On nigdy mnie nie oszukiwał - od początku
wiedziałam, jaka jest sytuacja. Nasz związek rozwinął się z przyjaźni
(połączyła nas wspólna pasja), wiedziałam o nim prawie wszystko zanim
zdecydowałam sie na ten krok.
Wiem, że nie kocha swojej żony, a ona jego. Wiem to na pewno - znam ją. Nie
nosi obrączki (on też nie), spotyka się z innym. Grają idealną parę przy
córce. Mała ma 9 lat i to ona jest powodem, dla którego są razem. Mieszkają
osobno ("tatuś tylko tam dostał pracę").
Jak dotąd typowo. Jeszcze parę szczegółów. On ma 43 lata, ja 24. On jest
chory, zostało mu parę lat. Wiem, że mógłby się rozwieść, gdybym tego
zażądała. Moglibyśmy wziąć ślub. Co by to spowodowało? Przede wszystkim -
zawalenie sie w posadach świata małej Oli. Nie chcę tego. Chyba nie mam prawa
niszczyć jej życia. Ja za parę lat zostałabym wdową przed trzydziestką, bez
rodziny, dzieci.
Wczoraj płakał w moich ramionach. Nie chce niszczyć mi życia. Oboje czujemy,
że jesteśmy pierwszy raz w życiu naprawdę zakochani. Nie wiem, co dalej.