Dodaj do ulubionych

gospodymi (kura?) domowa

IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 11:50
Co myślicie o kobietach jak to się mówi: niepracujących (choć czasem praca w
domu jest cięższa niż w niejednym zakładzie)? Będących w domu z wyboru (bo i
mozliwość pracy jest, wykształcenie też mają), wychowujących dzieci. Czy
pogardzacie nimi, że nie są kobietami biznesu i sukcesu?
Obserwuj wątek
    • Gość: małgosia Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 12:16
      ojej, ojej, szkoda, że nie macie zdania
      • melmire Re: gospodymi (kura?) domowa 17.02.03, 12:26
        Co tu taka speedy jestes? :D
        Ja osobiscie mam uczucia mieszane co do kobiet 100% "udomowionych". Tzn.
        jezeli wszyscy sa w takim ukladzie szczesliwi to ok, ale z obserwacji wiem ze
        nieczesto tak bywa, niestety.
        • Gość: małgosia Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 12:28
          Prawdopodobnie zależy to od długości czasu trwaniatakiego stanu. Ja znalazłam
          się w tej sytuacji po 7 latach pracy i jestem jak na razie zachwycona.
          • Gość: melmire Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.abo.wanadoo.fr 17.02.03, 14:37
            Ja raczej myslalam o tym ze moze partner takiej osoby byc niezbyt szczesliwy.
            Miac na barkach utrzymanie kilku osob (bo zakladam istnienie dzieci) , ciagly
            stres ze za malo, ze co bedzie jak zachoruje, jak cos sie przydarzy itp. Nie
            wyobrazam sobie takiego zycia na dluzsza miare. Natomiast jakies kilka
            miesiecy , na przyklad po stracie pracy a przed znalezieniem nowej -czemu nie.
      • agatanani Re: gospodymi (kura?) domowa 17.02.03, 12:34
        ja pracuję, wiele osób uważa moją pracę za ciekawą ale moim marzeniem jest
        być "kura domowa" - gdyby tylko udało nam się wyżyc z jednej pensji natychmiast
        bym rzucila pracę; uważam, ze wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem to
        piękne zajęcie dla kobiety (nawet jeśli często rzeczywiście niedoceniane...)
        • Gość: julka Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 12:44
          Jeśli kobiecie odpowiada taki układ i czuje, że się spełnia- to wszystko jest
          OK, i czyjaś gadanina, że coś jest "nie tak" jest głupia. Wychowywanie dzieci
          to bardzo godne zajęcie i jeśli ktoś decyduje się poświęcić temu "do końca"- to
          zasługuje na szacunek.
          Problem zaczyna byc złożony, jeśli kobieta czuje sie zmuszona poprzez jakieś
          okoliczności życiowe do takiego posunięcia.
        • Gość: sabna Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.x-net.gliwice.pl 17.02.03, 14:30
          O to mozemy sobie ręce podać bo ja też bym była w pełni szczęśliwa w takim
          układzie. Problem w tym, że moja druga połowa prawdopodobież też by tak
          chciała.Ile miałabym planów do zrealizowania, odnowienie szafek, ozdabianie
          domu, gotowania pyszności :)). Może okresy próbne zrobimy.
          A ak zupełnie serio to problemem jest tylko postrzeganie przez społeczeństwo
          pracy w domu, przy dzieciach itp. właściwie jako nie pracy a braku zajęcia. I
          uprzedzajac ataki na feministki: Feministi apelują o szacunek dla tych kobiet i
          uznanie ich ciężkiej pracy nie traktowanie ich jako kur domowych, a nie o to by
          każda kobieta robiła zawrotną zawodową karierę. Po prostu uszanowanie wyboru i
          pracy drugiego człowieka
    • Gość: małgosia Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 17.02.03, 12:53
      Koleżanka wróciła niedawno ze spotkania pt. 15 lat po ukończeniu podstawówki.
      Kolezanka jest bezdzietną panną, pracuje na dwóch etatach, wiele podróżuje.
      opowiadała mi o tym spotkaniu i z wielką pogardą mówiła o tych dziewczynach,
      które z dumą jako swoje osiągnięcia wskazywały na wychowanie dzieci. Wróciła
      bardzo zdegustowana.
      • julla Re: gospodymi (kura?) domowa 17.02.03, 13:04
        Twoja koleżanka jest po prostu nietolerancyjna- ot, co!
        Dlaczego niby ma ją degustować czyjś odmienny sposób na życie? Ludzie mają
        różne potrzeby, różne hierarchie wartości...
      • agatanani Re: gospodymi (kura?) domowa 17.02.03, 13:14
        biedna kobieta...
    • melinek Kura domowa i kura firmowa. ;)) 17.02.03, 15:36
      Znam taka odmiane kur domowych,
      co lacza wychowanie dziecka
      z praca zawodowa, z ta roznica,
      ze ich praca zawodowa nie polega
      na wychodzeniu do zakladu ino na
      prowadzeniu interesow swej firmy
      w domu.
    • alfalfa Re: szanowne panie 17.02.03, 17:46
      Moja kochana żona nie pracuje, ma wyższe wykształcenie tak jak ja ale jej się
      nie chce pracować. I mi tez "się nie chce" żeby ona pracowała. Prowadzę firmę,
      zarabiam nieźle i coraz więcej więc po co ona ma się jeszcze męczyć? Wystarczy
      że ja to robię, jej tak źle nie życzę, niech sobie moje kochanie nie zawraca
      tym głowy. Ile by zarobiła? Przez miesiąc tyle co ja w trzy dni, to ja się
      bardziej postaram i zarobię jeszce więcej. Ona nie musi. Jakby chciała to co
      innego - proszę bardzo, może jakiś biznesik zacznie, nawet czasem cos wspomina
      ale szybko dochodzi do tego że "jej się nie chce":)))
      Wracam do domu przed Wiadomościami, wstaję skoro świt a dom to ważne miejsce i
      też trzeba o niego dbać, jest co robić. Dzieci jeszcze nie mamy ale już
      jesteśmy po ośmiu latach małżeństwa i mamy nadzieję je niedługo mieć. Wtedy
      będzie miała więcej obowiązków, teraz ma tylko dom a ja się tymi sprawami nie
      zajmuję bo nie mam na to czasu. Prosty układ? Nam pasuje.
      • doroszka Re: szanowne panie 19.02.03, 13:18
        alfalfa napisał:

        > Moja kochana żona nie pracuje, ma wyższe wykształcenie tak jak ja ale jej się
        > nie chce pracować. I mi tez "się nie chce" żeby ona pracowała. Prowadzę
        firmę,
        > zarabiam nieźle i coraz więcej więc po co ona ma się jeszcze męczyć?
        Wystarczy
        > że ja to robię, jej tak źle nie życzę, niech sobie moje kochanie nie zawraca
        > tym głowy. Ile by zarobiła? Przez miesiąc tyle co ja w trzy dni, to ja się
        > bardziej postaram i zarobię jeszce więcej. Ona nie musi. Jakby chciała to co
        > innego - proszę bardzo, może jakiś biznesik zacznie, nawet czasem cos
        wspomina
        > ale szybko dochodzi do tego że "jej się nie chce":)))
        > Wracam do domu przed Wiadomościami, wstaję skoro świt a dom to ważne miejsce
        i
        > też trzeba o niego dbać, jest co robić. Dzieci jeszcze nie mamy ale już
        > jesteśmy po ośmiu latach małżeństwa i mamy nadzieję je niedługo mieć. Wtedy
        > będzie miała więcej obowiązków, teraz ma tylko dom a ja się tymi sprawami nie
        > zajmuję bo nie mam na to czasu. Prosty układ? Nam pasuje.

        a jaką ona będzie miała emeryturkę?
        • alfalfa Re: szanowne panie 19.02.03, 23:06
          Taką jak jej wypłaci ubezpieczyciel (nie mylić z ZUS) z jej (i ewentualnie
          mojej, przypadki chodzą po ludziach...) polisy na życie.
          • doroszka Re: szanowne panie 19.02.03, 23:51
            alfalfa napisał:

            > Taką jak jej wypłaci ubezpieczyciel (nie mylić z ZUS) z jej (i ewentualnie
            > mojej, przypadki chodzą po ludziach...) polisy na życie.


            To jest dobry układ, stać was na to. Ja patrzę z troską na te kobiety, które
            nie pracują, a mężowie nie zarabiają tak dobrze, żeby - przepraszam za
            wyrażenie - olać ZUS. Już od lat socjologowie mówią o tzw. feminizacji biedy w
            Polsce. A społeczeństwo się będzie starzeć. A starsi ludzie utrzymują się
            najczęściej tylko z emerytury.
            Ja tu do nikogo nie piję, obserwuję tylko zjawiska społeczne i wyciągam
            wnioski. A kto z nich korzysta? Ja na pewno. :)
            Pozdrawiam serdecznie :)
            • alfalfa Re: szanowna pani 20.02.03, 11:07
              Uderzę się w pierś - odszedłem do sprawy dość egoistycznie. Faktycznie, racja,
              to co działa w jednostkowej (naszej) sytuacji niekoniecznie da się przenieść na
              ogół. Kobiety nie mają łatwo i dla ich własnego dobra jest zdobyć jakiś zawód,
              praktykę, niezależność. Panowie w Polsce (i nie tylko) nie reprezentują
              najwyższej klasy, niestety. Żona moja sama wie, że nie może (czy ja mogę? nie!)
              wydawać ile chce i na co chce, bez przesady, pieniądze z nieba nie lecą. Ma
              swoje karty kredytowe i na jej kartach jest zawsze znacznie mniej do zapłacenia
              niż na moich. To tak naprawdę kwestia zaufania, przecież to fundament
              małżeństwa (tak sądzę). Intercyza, osobne konta, "własne pieniądze"? To po co
              małżeństwo?
              Wychowałem się w zfeminizowanej :) rodzinie (trzy siostry i wspaniała matka) i
              jakoś od małego miałem taki schemat - pamiętam jak mnie wysmiano w podstawówce,
              a było to, hoho - kikadziesiąt lat temu, gdy powiedziałem naiwnie, że moja żona
              nie będzie pracować bo wystarczy, że ja będę, to sie w czasach komuny
              ("wszystkie kobiety na traktory") nie mieściło w głowie.
              Żona mojego wspólnika pracuje, zarabia kilkakrotnie mniej niz on i czasem mnie
              to drażni gdy on nie może poświęcić się dla firmy i posiedzieć dłużej, pojechac
              na spotkanie, bo musi jechać "odebrać synka". Nie mogę się wtedy nadziwić po co
              one pracuje?? Ale z tego co rozmawialiśmy, ona to traktuje tez w ten sposób,
              jako niezależność (równość??). Cóż, inne priorytety, tradycja, wychowanie, no i
              nie mam
              dzieci i nie znam tego...

              pozdrawiam serdecznie również:)
              • doroszka Re: szanowna pani 20.02.03, 11:40

                > Żona mojego wspólnika pracuje, zarabia kilkakrotnie mniej niz on i czasem
                mnie
                > to drażni gdy on nie może poświęcić się dla firmy i posiedzieć dłużej,
                pojechac
                >
                > na spotkanie, bo musi jechać "odebrać synka". Nie mogę się wtedy nadziwić po
                co
                >
                > one pracuje??

                Myślę, że sposób ich myślenia jest mi bardzo bliski - w domu zanudziłabym się
                na śmierć, potrzebuję kontaktu z innym, w tym wypadku zawodowym światem,
                sprawdzania się w rzeczywistości "pozadomowej". Jakoś tak jest, jak sądzę,
                emocjonalnie zdrowiej, jeśli kobieta i mężczyzna mają swoją przestrzeń własną
                oprócz wspólnej.
                W sytuacji "mąż dużo zarabia, ja kilka razy mniej" nie zrezygnowałabym z pracy,
                któa dawałaby mi satysfakcję, bo to nie byłaby jedynie "rezygnacja z pracy",
                ale też z mojej "niezależnej przestrzeni publicznej", w której się sprawdzam.
                Prosze pomysleć w ten sposób i zrozumiec wspólnika :)
                Poza tym dziecko :)
                Nie mam dzieci, ale jestem przekonana, że w przyszłości opieką nad nim podzielę
                się z mężem - tak zdrowiej i dla dziecka i dla kobiety, ktora w końcu rzadko
                jest aniołem ;) i może mieć już dość zajmowania się ciągle własnym potomstwem.
                • alfalfa Re: szanowna pani 20.02.03, 12:01
                  Nie, no nie ma do niego pretemsji, bez przesady. Nie mam zamiaru nic narzucać.
                  Utrzymywać "kontakt społeczny" można przecież też niepracując, to nie wydaje mi
                  się niemożliwe, zresztą tak jest w przypadku mojej połowicy i ona się nie
                  skarży. Ma czas na odwiedziny, spotkania, udzielanie się i inne. Potrafi sobie
                  to poukładać. Gorzej, że ja nie mam czasu i jej znajomi raczej w małym stopniu
                  są moimi.
                  • doroszka Re: szanowna pani 20.02.03, 12:17
                    alfalfa napisał:

                    > Nie, no nie ma do niego pretemsji, bez przesady. Nie mam zamiaru nic
                    narzucać.
                    > Utrzymywać "kontakt społeczny" można przecież też niepracując, to nie wydaje
                    mi
                    >
                    > się niemożliwe, zresztą tak jest w przypadku mojej połowicy i ona się nie
                    > skarży. Ma czas na odwiedziny, spotkania, udzielanie się i inne. Potrafi
                    sobie
                    > to poukładać. Gorzej, że ja nie mam czasu i jej znajomi raczej w małym
                    stopniu
                    > są moimi.


                    No właśnie nie chodzi mi o "udzielanie się" towarzyskie, a raczej takie, które
                    ma mimo wszystko coś wspólnego z wpływem na kształt świata, który nas otacza, z
                    władzą w pewnym sensie. Jesli pracuję w reklamie i zobaczę własny spot
                    reklamowy, jeśli maluje obrazy i zrobie własna wystawę, to istnieję w świecie
                    (który jest przeciez w równym sptopniu moim światem) bardziej, niż umawiając
                    się w koleżanką na kawę.
                    Kobiety, które nie musza zarabiać, czasami właśnie dlatego zajmują się
                    działalnością charytatywną i ja to rozumiem, ale nie pozbawiłabym się
                    satysfakcji z zarabiania własnych pieniędzy :))
                    • alfalfa Re: szanowna pani 20.02.03, 14:25
                      Tylko, że ta "słodycz pracy" i z niej satysfakcja dość gorzko na codzień
                      smakuje, niepraważ? Sądzę, że to się nie bilansuje:) Gdybym trafił szóstkę w
                      totka i zgarnął 15 melonów to raczej ciężko byłoby mnie zagonić to takiej pracy
                      jak teraz, no może cos dla zabicia czasu i rozrywki bym porobił. Tak dla
                      częściowego pokrycia kosztów. Pracoholikiem nie jestem.

                      Po zastanownienu wychodzi mi na to, że moja żona trafiła szóstkę, hehe, muszę
                      jej o tym powiedzieć. Pośmiejemy się:))
                      • doroszka Re: szanowna pani 20.02.03, 14:41


                        > Tylko, że ta "słodycz pracy" i z niej satysfakcja dość gorzko na codzień
                        > smakuje, niepraważ?

                        Lepszy jakikolwiek smak niż żaden :) Że gorzko? Raczej zmiennie - raz słodko,
                        raz gorzko.
                        Jak się ciężko pracuje to się marzy o odpoczynku, a jak się ma mnóstwo wolnego
                        czasu to sie zazdrości zapracowanym i wiecznie w coś zaangazowanym. Bo tu nie
                        chodzi o pracę, tylko własnie o zaangażowanie w coś, prawda? W ogóle jak się
                        odpoczywa to się tez w zasadzie coś robi - chodzi o to, żeby się idealnie
                        wstrzelić i robic zawodowo to, co się lubi. Inaczej faktycznie może być
                        bardziej gorzko niż słodko.
                        I wolę zaangażowanie w sprawe zawodową, społeczną niż w obiadową, zegarmistrzem
                        też nie mogłabym być, bo sam siedzi i coś dłubie - zwariowałabym.

                        Pozdrowienia dla żony :)

                        • alfalfa Re: szanowna pani 20.02.03, 16:09
                          Cóż, pozostaje mi się tylko zgodzić. Satysfakcji i zadowolenia z pracy życzę:)
                          Dzięki za pozdrowienia dla żony, przekażę z pewnością.

                          Miło się rozmawiało.
                          pozdrowienia dla Ciebie i męża:)
                          • doroszka Re: szanowna pani 20.02.03, 16:44
                            alfalfa napisał:

                            > Cóż, pozostaje mi się tylko zgodzić. Satysfakcji i zadowolenia z pracy
                            życzę:)
                            > Dzięki za pozdrowienia dla żony, przekażę z pewnością.
                            >
                            > Miło się rozmawiało.
                            > pozdrowienia dla Ciebie i męża:)


                            Koleżanka się mi śmieje za plecami, że to pierwszy przypadek, że
                            tradycjonalista z feministką rozmawiali i się nie zjedli ;)
                            Widocznie można :) Byle z wzajemnym zrozumieniem...

                            PS Koleżanka wpadła po przepis na bigos, ehhh... od kuchni się nie ucieknie :)
                            Byle w niej nie utknąć na wieki i przypadkiem nie uwierzyć, że to życiowe
                            powołanie ;)

    • Gość: Lena Re: gospodymi (kura?) domowa IP: 80.48.96.* 17.02.03, 18:57
      Pracuję dużo na odpowiedzialnym stanowisku, mam męża, dziecko, prowadzę dom,
      mam sporo zainteresowań, dużo czytam i jakoś to wszystko dopinam. Przyznam, że
      przy sporym udziale męża. Nie wyobrażam sobie pracy tylko w domu ale taki mam
      charakter. Lepiej funkcjonuję przy dużym obciążeniu, przy nadmiernych
      obowiązkach niż wtedy gdy mam luz. Do tego miałam niepracującą mamę i ojca,
      który wyraźnie uważał się za kogoś od mamy lepszego z racji tej,że on pracuje i
      zarabia. Gdy mama zaczęła pracować ojcu z trudem przyszło liczyć się z jej
      zdaniem i pieniędzmi. Niezbyt dobry przykład na całe życie. Ja gdybym od faceta
      usłyszała,że wydaję jego pieniądze to pewnie mógłby sobie je wydawać już sam.
      Ale rozumiem,że można chcieć "tylko" prowadzić dom, opiekować się dziećmi i
      tworzyć w tym domu atmosferę. Nam taką atmosferę tworzyła mama. Taki dom jest
      naprawdę super jeśli obydwoje dorosłych ludzi taki chce sobie tworzyć.
      Mężczyzna powinien doceniać jak bardzo kobieta mu ufa, że chce być dla niego
      Westalką. Powodzenia.
    • lyche1 Re: gospodymi (kura?) domowa -nie 17.02.03, 19:25
      Mam koleżankę 50-ciolatkę moje "koło ratunkowe" Przez 10 lat siedziała w domu
      na wychowawczym ( 3 wspaniałych synów ) Idealny dom idealnie wychowani synowie
      a ona teraz wspaniały fachowiec w swojej branży.
      To że kobieta siedzi w domu i wychowywuje dzieci nie znaczy od razu że do
      niczego innego się nie nadaje.
      I jak już napisałam jest wspaniałym fachowcem, dom zawsze jest u niej na
      pierwszym planie
    • czarna33 Re: gospodymi (kura?) domowa 17.02.03, 19:36
      Uwazam,ze nalezy robic to co daje powody do zadowolenia i szczescia.Jezeli
      kobieta ktora prowadzi dom ,wychowuje dzieci jest z tego zadowolona i widzi
      zadowolenie swojej rodziny to jest to najlepsza rzecz jaka moze sie jej
      przytrafic.Co innego,kiedy siedzi wcisnieta w dom biegajaca od sklepu do
      piaskownicy i marzy o tym aby sie z tego wyrwac-jest rzecza zrozumiala,ze jesli
      robi cos na sile,cos co jej nie zadawala to bedzie nieszczesliwa,jak to
      zazwyczaj ze wszystkim bywa.
    • Gość: małgosia Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 18.02.03, 11:57
      no to Wam dołożę.
      Synek koleżanki (właśnie takiej gospodyni domowej) musiał przylać kolegom, bo
      się z niego śmiali, ze jego mama takie zero, ze nie pracuje
      • Gość: renia pytanie do Malgosi IP: *.athens.access.acn.gr 18.02.03, 12:06
        Droga Małgosiu. Komu, Twoim zdaniem dolozylas? I co chcialas pokazac,
        udowodnic, czym sie chcialas wykazac piszac swojego posta? Bede wdzieczna za
        odpowiedz.

        P.S. Doszlo do strasznych czasow. PRzez wieki kobiety wychowywaly swoje dzieci
        i troszczyly sie o dom, teraz taki profil jest godny POGARDY. czy w ogole
        wiecie co to jest pogarda?
        • Gość: małgosia Re: pytanie do Malgosi IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 18.02.03, 12:17
          chciałam napisać, że dołożę negatywnych informacji. Jak napisałam wcześniej -
          sama tymczasowo jestem gospodynią domową i często spotykam się z ironią i
          niezbyt miłymi pytaniami na temat pracy, bo ileż można nie pracować!!! Czytam
          więc wasze posty i cieszy mnie, ze nawet w dzisiejszym świecie ceni się jeszcze
          takie wartości jak wychowywanie dzieci w zaciszu domowego ogniska...
          Przepraszam za niekomunikatywność
    • anahella Re: gospodymi (kura?) domowa 18.02.03, 15:59
      Gość portalu: małgosia napisał(a):

      > Co myślicie o kobietach jak to się mówi: niepracujących (choć czasem praca w
      > domu jest cięższa niż w niejednym zakładzie)? Będących w domu z wyboru (bo i
      > mozliwość pracy jest, wykształcenie też mają), wychowujących dzieci. Czy
      > pogardzacie nimi, że nie są kobietami biznesu i sukcesu?

      Ja pogardzam tylko:
      Zlodziejami, pasozytami i innym tego typu elementem.
      Gospodynie domowe to bardzo wartosciowa czesc spoleczenstwa. Jezeli kobieta
      dobrze sie z tym czuje (chodzi mi o uklad z mezem) to super. A gadkami innych
      pracujacych bab nie powinna sie przejmowac.

      pozdrawiam
      cale zycie ciezko pracujaca (chwilowo bezrobotna) corka gospodyni domowej.

      ps. wyrazenia "kura domowa" najczesciej naduzywaja drapiezne biznes-babsztyle,
      ktore nie radza sobie w domu. kobiety rozsadne mowia "gospodyni domowa"
      albo "pani domu". A to ostatnie to juz brzmi dumnie i pieknie.
      • Gość: małgosia Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 19.02.03, 12:17
        Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi, ale mam wrażenie, ze właśnie
        wspomniane "drapieżne biznes women" siedziały cicho...
        • doroszka Re: gospodymi (kura?) domowa 19.02.03, 13:17
          Gość portalu: małgosia napisał(a):

          > Bardzo dziękuję za wszystkie wypowiedzi, ale mam wrażenie, ze właśnie
          > wspomniane "drapieżne biznes women" siedziały cicho...

          Małgosiu, co masz na myśli, pisząc do drapieżnych biznes woman? Znam niejedna
          drapieżną biznes woman, w pracy jak lwy, zostaja po godzinach, ale potrafią
          docenić wybory innych kobiet (np. zostanie gospodynią domową). Jeśli babeczka
          siedząca w domu jest z tego zadowolona, to widać to po niej - tak jak biznes
          woman jest pewna siebie, życie sprawia jej satysfakcję. Inna sprawa, że po
          większości gospodń domowych w Polsce tego nie widać - tu trzeba byłoby się
          zastanowić, czy one na pewno robią to, co chcą, czy raczej muszą. To temat na
          inny wątek.

          Ja tymczasem nie mam absolutnie nic przeciwko takiemu wyborowi - jak babka
          chce, to niech zostanie w domu, jak facet chce, to tez niech nie pracuje i
          niech się zajmuje domem. Jest tylko jeden problem - jest to zajęcie
          nieopłacalne i nieopłacane. Czyli społecznie postrzegane jako niewartościowe.
          Biorąc pod uwagę to, że w Polsce większość ludzi nie mysli logicznie, tylko
          jedzie stereotypami, które na czyms się w końcu muszą budować,, to przekłada
          się tak:
          bizneswoman = kasa, podróże, społeczne uznanie, tylko kiedy ona te dzieci
          urodzi, bidulka
          biznesman = jeszcze większa (!) kasa, wielkie uznanie, władza, żona w domu
          wychowyje dzieci, bo nie musi pracować
          kobieta domowa = kasa od męża (często jak zechce dać), uznanie prawie żadne,
          chyba że np. piecze ciasta i je sprzedaje (! czyli kasa!), zero władzy (władza
          domowa to nie władza), zerowe składki emerytalne!

          Tak to niestety jest - choćbym nie wiadomo jak lubiła zajmować sie domem, piec
          te ciastka, gotować obiady, to nie wybiorę takiego modelu dla siebie, bo
          stracę: pensję (czyli tzw. WŁASNE pieniądze), częsciowo na pewno kontakt z tym,
          co się dzieje w świecie (w TV to nie kontakt, umówmy się), możliwość
          sprawdzania się w różnorodnych sytuacjach społecznych (ile ludzi może przewinąć
          się przez dom? ile różnych sytuacji społecznych można zbudować w sytuacji
          domowej?).

          Znam kobiety, które zdecydowały sie na zajmowanie się domem ŚWIADOMIE, czyli z
          wcześniejszą znajomością wszystkich mechanizmów i rzeczy, które wymieniłam.
          Przeważnie zdecydowały się zostać w domu ze względu na wychowywanie dzieci i
          naprawde to lubią i się w tym realizują.
          Nie znam żadnej kobiety, któa chciałaby tak żyć zawsze - Dlaczego? trzebaby je
          zapytać. Ja tylko, jako socjolog, moge się domyślać, że z powodów, które
          pokrótce wyjasniłam siedzenie w domu nie jest dla nich na dłuzszą metę
          atrakcyjne, ani rozwojowe.

          Taki już mamy świat, że życie (inaczej niż kiedyś, kiedy domy były wielkimi,
          wielorodzinnymi, zróżnicowanymi społecznie gospodarstwami) toczy sie w swiecie
          zewnętrznym, a nie w blokowych mieszkaniach i domkach jednorodzinnych, gdzie po
          wyjściu męża do pracy zostaje matka z małym dzieckiem i ew. tesciowa do pomocy.

          Dlatego akceptuję to, że niektóre babeczki chcą się zajmować domem (to w końcu
          ich wybór), ale trudno mi przy tym wydać z siebie pełne zaciekawienia i
          podziwu: "Ooo!".
          "Wydam z siebie" za to, gdy np. koleżanka pojedzie w delegację do Tokio.
          • alfalfa Re: gospodymi (kura?) domowa 19.02.03, 23:11
            Pani chyba przecenia możliwości ubespiecznia pt. Zus. Jak się sobie nie zapewni
            kasy na starość samemu (lub dodatkowymi ubezpieczeniami) to raczej nie ma co
            liczyć na spokojną. Ciekawi mnie też to pojęcie WŁASNEJ kasy - ja mam z żoną
            jedno konto i nie mamy "własnych" ale "wspólne" pieniądze. Jesteśmy w końcu
            małżeństwem - nie mam "własnego" samochodu, "własnego" mieszkania. To chyba
            normalne? Pani mężata?
            • Gość: melmire Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.abo.wanadoo.fr 19.02.03, 23:42
              Nie wszystkie pary maja wspolne konto :D A "wlasne" pieniadze to cos super -
              nie trzeba partnera prosic o dodatkawe pieniadze zeby mu prezent na gwiazdke
              kupic :D
              • alfalfa Re: gospodymi (kura?) domowa 20.02.03, 11:22
                Gość portalu: melmire napisał(a):

                > Nie wszystkie pary maja wspolne konto :D

                I tego nie rozumiem. Po co mieć oddzielne? Dla zapłacenia rachunków (wspólnych
                przecież) osobne konto i na nie przelewy po połowie?

                A "wlasne" pieniadze to cos super -
                > nie trzeba partnera prosic o dodatkawe pieniadze zeby mu prezent na gwiazdke
                > kupic :D
                Hehe, moja ukochana potrafi "zaoszczędzić" - wypłaca kasę na zapłacenie
                rachunków (przecież nie sprawdzam ile te rachunki wynoszą, po co?)
                i "zaokrągla" odpowiednio żebym się nie zorientował a potem robi mi
                niespodziankę. Potrafi sporo "zaoszczedzić", pamięta o wszystkich rodzinnych
                rocznicach i jest przewidująca (z wielomiesięcznym wyprzedzeniem) :)))
                • Gość: melmire Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.abo.wanadoo.fr 20.02.03, 12:31
                  A ja bede orginalna i nie bede "oszukiwac" na rachunkach :D
                  Nie mamy wspolnego konta , sprawe zalatwiamy nastepujaco : czynsz idzie z jego
                  konta, ja mu wplacam przelewem polowe, elektrycznosc z jego konta, internet z
                  mojego (sumy sa identyczne). Za jedzenie place ja, i rozliczamy sie pod koniec
                  miesiaca. Wszystkie wieksze wydatki ponosimy wspolnie (wyjazdy, zakup czesci
                  komputerowych ect). Naprawde, wole miec wlasne konto, i wlasne pieniadze :D
                  Aha, kiedys planujemy konto wspolne, ale oszczednosciowe nie na biezace
                  wydatki :D
                  • alfalfa Re: gospodymi (kura?) domowa 20.02.03, 14:32
                    Podziwiam. Tyle zachodu żeby mieć "własne" pieniądze. Czy przewidziano
                    możliwość bankructwa jednej ze stron (przez nieostrożne obchodzenie się
                    z "własnymi", kradzież karty itp.)? Co wtedy? Nie je?:)))))
                    • Gość: melmire Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.abo.wanadoo.fr 20.02.03, 16:48
                      Owszem przewidziano :D Ostatnio luby byl na debecie, i to ja bylam "zywicielka"
                      rodziny :D W przyszlym miesiacy zacznie mi zwracac , bede bogata i zapisze sie
                      na silownie :)
                      Zreszta gorzej by bylo zgubi karte od wspolnego konta, nie uwazasz?
                      • alfalfa Re: gospodymi (kura?) domowa 20.02.03, 22:10
                        Gość portalu: melmire napisał(a):

                        > Zreszta gorzej by bylo zgubi karte od wspolnego konta, nie uwazasz?

                        To na pewno, na szczęście mam ubezpieczoną, poza ty zawsze są dwie i jak się
                        jedną zablokuje... e tam co ja piszę, przecież można z tej z innego banku.

                        Tylko się nie przepakuj:) Są podobno mężczyźni lubiący silne kobiety (ale
                        pewnie udają:) Moja żonka na basen chodzi i mnie wyciąga, narazie jakoś się
                        wymówilem, że wielorybów pewnie nie wpuszzczają:))
                        pzdr.
                        • Gość: melmire Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.abo.wanadoo.fr 20.02.03, 23:18
                          Len, len :) Umowmy sie, ja pojde na silownie (tez mi sie nie chce) a ty na
                          basen, i bedziemy piekni i wysportowani dla naszych polowek :D
                          • alfalfa Re: gospodymi (kura?) domowa 20.02.03, 23:31
                            :)) ale uczciwy...

                            Na początek odstawię papierochy i zmniejszę dzienną dawkę chmielu, potem pójdę
                            na spacer (moze nawet się przebiegnę, kto wie?). Ale do zimnego basenu nie dam
                            się zaciągnąć -jeszcze się zaziębię albo grypę złapię? Na taki luksus mnie nie
                            stać:) Bardziej pasują mi sporty zespołowe (jak się umówisz to trudniej się
                            wymigać:) a od wielu lat nie mam jak skrzyknąć ekipy. Więc uprawiam "sport
                            telewizyjny". Beznadzieja, nie? Moja największa aktywność to odśnieżanie przed
                            domem:) I prosze się nie śmiać - to rozruch dla wszystkich mięśni;)
                            • Gość: melmire Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.abo.wanadoo.fr 20.02.03, 23:36
                              Odsniezanie prosze bardzo, ale to sport sezonowy li i jedynie :D A baseny nie
                              od dzis podgrzewane :D Ale ja cie rozumiem, na basen tez mnie nie ciagnie ,
                              mokro tam jakos tak, brrrrrr. Sporty zespolowe tez raczej odpadaja , wole
                              takie w grupie ale samotnie-------------->silownia :D Dam ci znac jaj sie
                              zapisze, moze i ty sie zmotywujesz :D
                              • alfalfa Re: gospodymi (kura?) domowa 21.02.03, 12:12
                                OK. Czekam:)
                                Miło było.
                                pozdrawiam serdecznie
                                A.
            • doroszka Re: gospodymi (kura?) domowa 19.02.03, 23:43
              alfalfa napisał:

              > Pani chyba przecenia możliwości ubespiecznia pt. Zus. Jak się sobie nie
              zapewni
              >
              > kasy na starość samemu (lub dodatkowymi ubezpieczeniami) to raczej nie ma co
              > liczyć na spokojną.

              ZUS czy nie ZUS, chodzi o jakiekolwiek pieniądze na starość - z ust mi to
              wyjąłeś (Pan wyjął? ;)) Gotowaniem obiadów w domu się na to nie zarobi. Mąż
              może to zapewnić, ale nie dałabym gwarancji połowie kobiet w takiej sytuacji -
              ststystyki rozwodowe mówią swoje.

              Ciekawi mnie też to pojęcie WŁASNEJ kasy - ja mam z żoną
              > jedno konto i nie mamy "własnych" ale "wspólne" pieniądze. Jesteśmy w końcu
              > małżeństwem - nie mam "własnego" samochodu, "własnego" mieszkania. To chyba
              > normalne? Pani mężata?

              Mężata, mężata... szczęśliwie w dodatku. :) Również mamy wszyskie dobra
              wspólne, ale mi chodzi o pewną wolność w wydawaniu własnych (tak, tak)
              pieniędzy. Niby wspólne, ale wiele kobiet słyszy często "a po co ci taki drogi
              krem? dlaczego chcesz wymienić komórkę na lepszą?" . Nie bede tego szczegółowo
              tłumaczyć, ale bardzo mało jest takich małżeństw, gdzie obie osoby mają
              jednakowy komfort (zewnętrzny i wewnętrzny) w dysponowaniu zarobioną przez
              jedną z tych osób gotówką.
              Prosze nie sądzić po własnej sytuacji (tak jak ja nie sądzę po swojej - dla
              mnie problem póki co nie istnieje) - twoje małżeństwo byc może należy do tych
              idealnych - tylko rozejrzeć się w społeczeństwie. Stereotyp kobiety
              wyciągającej swojemu mężowi pieniądze na "zachcianki" ;) nie wziął się z nieba
              tylko z męskiego spojrzenia na wydawanie ICH pieniędzy przez kobiety.
          • anahella Re: gospodymi (kura?) domowa 20.02.03, 01:12
            doroszka napisała:


            > Biorąc pod uwagę to, że w Polsce większość ludzi nie mysli logicznie, tylko
            > jedzie stereotypami

            Bardzo to ladnie ujelas. Ja ze swoimi pogladami jestem przez takich ludzi
            postrzegana jako wywrotowiec:)
          • Gość: małgosia Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 12:24
            to było nawiazanie do postu anahelli
            • doroszka Re: gospodymi (kura?) domowa 20.02.03, 12:31
              Gość portalu: małgosia napisał(a):

              > to było nawiazanie do postu anahelli

              machnęło mi się - do ciebie miało być :) juz nie odkleję ;)
              • Gość: Agnieszka Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 23:06
                Nie czytałam innych listów, napisze to, co myslę. Sama przez ponad 7 lat byłam
                taką kurką. Generalnie - szanuje takie wybory, myslę jednak, że poza
                indywidualnymi przypadkami kobiet, które spełniaja sie jako "kobiety domowe",
                pozostałe ciągnie do świata. wiele zależy od faceta i tego, czy docenia,
                szanuje itp. Mój szanował, ale ja sama chciałam czegoś więcej. Dzieki
                przypadkowi trafiłam do redakcji mkiesięcznika i zaczęłam pisać. Dwa lata i...
                zaproponowali mi etat. Teraz juz nie jestem domowa. Ale - to były dobre czasy.
                Cały figiel polega na tym, aby nauczyć się cieszyć chwilą. Masz czas dla domu,
                dzieci i siebie (nie oszukujmy się, mimo mnóstwa zajęć w domu, czasu jest
                więcej niż wtedy, gdy pracujesz od 9 do 17). Dbaj o siebie, staraj się czytać,
                rozwijać, nie stać w miejscu. To moźe byc dobry czas, ale... chyba lepiej gdy
                trwa tylko chwilę. Ja lepiej się czuje teraz - mam swoje pieniądze, zarabiam,
                mam nowe znajomości. I studia na cos sie przydały... Choc może to dzieki nim
                mój syna zaczął czytać w wieku 4 lat?
                Ale powolutku.
                Bo plus jest taki, że odchowałam synka. To ja widziałam jego pierwsze kroki,
                słyszałam pierwsze słowa. To bardzo ważne. A wracając do pytania. To wybór
                kobiety i ewentualnie faceta. Nie ma w tym nic złego. Pod warunkiem, że
                kobieta domowa nie zapomni o sobie samej. To ważne. Egoizm jest zdrowy,
                naprawdę.
                Pozdrawiam!
                A.
          • anahella drapiezne biznes-babsztyle 21.02.03, 06:26
            Ja uzylam tego sformulowania, i jezeli kogos obrazilam to bardzo przepraszam.
            Uzylam go pod adresem kobiet, takich, jak kolezanka Malgosi zdegustowana
            brakiem kariery zawodowej u znajomych.
            Tak sie glupio sklada ze jezeli praca jest substytutem rodziny, to nie zawsze
            rozumie sie ze ktos inny dokonal innego wyboru (a moze nie mial wyboru?). Poza
            tym dom to nie klasztor - zawsze mozna z niego wyjsc. Uzylam takiego
            pejoratywnego okreslenia bo wydaje mi sie ze postawy typu "kura domowa jest be"
            biora sie z niespelnienia i/lub zazdrosci. Bo trudniej jest zbudowac dom niz
            znalezc prace.
            • Gość: melmire Re: drapiezne biznes-babsztyle IP: *.abo.wanadoo.fr 21.02.03, 09:20
              Zwroc uwage ze wiekszosc pracujacych kobiet nie robi wyboru praca/dom, tylko
              ma i jedno i drugie :D Jestem zreszta jak najdalej od pogardzania kimkolwiek z
              tak blahego powodu, i jak juz powiedzialam , jezeli wszyscy sa w tym ukladzie
              szczesliwi, to czemu nie. Mam jednak wrazenie ze z praca jest troche jak z
              dzieckiem, jesli zdecydujesz sie za pozno, to moga byc z tego nici.........
              • Gość: małgosia Re: drapiezne biznes-babsztyle IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 22.02.03, 11:37
                Właśnie się obawiam czy jest możliwe (w moim pzrypadku, zaznaczam!!!) mieć i
                jedno i drugie. Jakoś potrafię się oddać bez reszty tylko jednej z tych spraw,
                a nie lubię półśrodków. Kiepska ze mnie nowoczesna kobieta
                • Gość: Melmire Re: drapiezne biznes-babsztyle IP: *.net81-67-137.noos.fr 23.02.03, 10:30
                  Jest jeszcze opcja urodzic wczesnie trojaczki, i jedno przyuczyc do gotowanie,
                  drugie do zmywania a trzecie do sprzatania :D A ty zajmiesz sie atmosfera :D
                  Zartuje oczywiscie. Czasem tez mam odwalki ze sie nie uda (zwlaszcza jak
                  czytam ksiazki gdzie samotne kobiety z dwojka dzieci realizuja sie super
                  zawodowo i jeszcze gotuje cuda niewidy dizciom na kolacjez:)
            • Gość: małgosia Re: drapiezne biznes-babsztyle IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 12:43
              Pracowałam - jak już wspomniałam - 6 lat. Teraz jestem w domku. Dlatego moim
              zdaniem mogę porównać. Każdy z tych stanów ma swoje wady i zalety, ale muszę
              się zgodzić z Toba, ze trudniej jest zbudować dobry dom i dobrą rodzinę (w
              sensie przenośnym), niz dobrze funkcjonować w pracy zawodowej.
              • anahella Re: drapiezne biznes-babsztyle 21.02.03, 19:49
                Gość portalu: małgosia napisał(a):

                > Pale muszę
                > się zgodzić z Toba, ze trudniej jest zbudować dobry dom i dobrą rodzinę (w
                > sensie przenośnym), niz dobrze funkcjonować w pracy zawodowej.

                Wiec badz dumna z tego ze budujesz wlasnie najwieksza rzecz na swiecie! Twoj
                dom. Nawet nie wiesz jak ja tez tak bym chciala:) Pozdro


          • Gość: anE obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2etatu? IP: *.chello.pl 21.02.03, 09:24
            wczoraj w pracy nie mialam czasu czytac wszystkich postow, wiec sobie
            wydrukowalam i przeczytalam w tramwaju, :=)

            zgadzam sie z tym, co doroszka pisze.. (ja jeszcze niedoszly socjolog, :-)

            kiedy mialam I chlopaka (on traktowal mnie jak material na zone), zapieralam
            sie, ze w zyciu nie bede KURA DOMOWA, bo to strasznie ponizajace,
            niesprawiedliwe, zle itd.. rozstalismy sie, m.in. chyba dlatego, ze on by nie
            mogl byc z kims tak 'wyzwolonym' (mama nawet mu paznokcie u nog obcinala,
            bleeee, nie mowiac o obiadkach, sprzataniu, etc)

            po kilku latach pracy czasem zastanawiam sie, czy nie lepiej by bylo posiedziec
            w domu, zajac sie soba, dziecmi, posprzatac, ugotowac, zyc troche wolniej, ale
            rowniez z satysfakcja. wydaje mi sie, ze boje sie jednak takiego "siedzenia
            (zajmowania sie) w domu (domem)", bo jestem osoba otwarta, energiczna, lubie
            przebywac wsrod ludzi i chyba takiej samotnosci (maz by pracowal), chyba bym
            nie zniosla, wyjsc do sklepu, moze na jakies dodatkowe zajecia, pozalatwiac
            sprawy, ale co to sa za sytuacje kontaktu z ludzmi? to co innego niz spotkac
            sie ze znajomymi (ktorzy w wiekszosci wlasnie pracuja).. i dopiero po pracy z
            mezem i wysluchiwac, co takiego wspanialego w pracy zrobil.. a ja: pranie mi
            sie udalo?!
            i to, co napisala doroszka o sytuacjach spolecznych - ujelas to wlasnie tak,
            jak ja o tym mysle!
            uwielbiam miec satysfakcje z dobrze wykonanej pracy (zawodowej), trudno mi
            myslec, ze moglabym nie pracowac, ale coraz czesciej mysle o tym jako cos
            realnego, wiec kto wie?!

            co do pieniedzy, to tez chcialabym miec swoje zarobione przez siebie i ew. miec
            wspolne konto z mezem na wydatki


            a czy ktos z Was zna jakas kobiete, ktora pracuje np na 1/2 etatu? ma dzieci,
            meza, dom i wszystko godzi?
            • Gość: małgosia Re: obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2e IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 12:47
              A wiesz, że ja też się zapierałam, że nigdy, przenigdy nie będę siedzieć w
              domu? Że praca to jest to, najważniejsze, itp. Urodzę dziecko i po 3 miesiącach
              do pracki.
              Jak to punkt siedzenia zmienia często punkt widzenia.
              • Gość: anE Re: obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2e IP: *.chello.pl 21.02.03, 13:17
                no ja jeszcze nie zmienilam puntku odniesienia, ale zaczynam sie zastanawiac na
                powaznie, zastanawiam sie tez, czy jest sens pracowac na pol etatu, bo wtedy
                jest i kontakt z ludzmi i dom i dziecko, zajmowanie sie mezem, czas na
                gotowanie..
                a jak by bylo po urodzeniu dziecka tez nie wiem, znam kolezanki, ktore 3lata
                odchowywaly swoje malenstwa i sa zadowolone z podjetej decyzji, zobaczymy..
                • Gość: małgosia Re: obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2e IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 13:19
                  Myślę, że jest sens pracowac na pół etatu, bo jednak ma się więcej czasu dla
                  domu. Trzeba jednak pamiętać, że pół etatu to też pół pieniędzy:)))
                  • doroszka Re: obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2e 21.02.03, 17:36
                    Gość portalu: małgosia napisał(a):

                    > Myślę, że jest sens pracowac na pół etatu, bo jednak ma się więcej czasu dla
                    > domu. Trzeba jednak pamiętać, że pół etatu to też pół pieniędzy:)))


                    Z punktu widzenia firm jednak w Polsce nie opłaca się zatrudniać na pół etatu.
                    Marne szanse...
                  • Gość: anE Re: obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2e IP: *.acn.waw.pl 22.02.03, 20:47
                    no, ale te "pół" wystarczy na własne potrzeby.. zreszta zalezy, jakie
                    stanowisko.. chyba nie jakies powazne.. mysle, ze jakby trafila mi sie taka
                    szansa, to bym skorzystala, pozdr
            • anahella Re: obiema rekoma sie podpisuje, alternatywa 1/2e 21.02.03, 19:54
              Gość portalu: anE napisał(a):

              > a czy ktos z Was zna jakas kobiete, ktora pracuje np na 1/2 etatu? ma dzieci,
              > meza, dom i wszystko godzi?

              Znalam jedna, ktora tak pracowala. Jednak firma sie rozwinela i miala wybor:
              albo bierzesz caly etat albo szukamy na twojego miejsca kogos nowego. Chcac nie
              chcac wziela caly etat i potem z rozmarzeniem wspominala tamte czasy. Pol
              etatu, to byly 3 wieczory w pracy (praca w korekcie). Teraz nie wiem co robi,
              bo dawno jej nie widzialam a tej gazety juz nie ma.

              Mysle ze dla matki malucha to moze byc fajna rzecz.
              Moja inna kolezanka tez z branzy wydawniczej radzi sobie tak: pracuje w
              dzienniku, bierze trzy 12-godzinne dyzury w tygodniu. Jest z tego ukladu
              zadowolona, ale ma do pomocy babcie. pozdro


    • Gość: fi Re: gospodymi (kura?) domowa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 23:37
      Ja pogardzam ludźmi głupimi, wrednymi, złośliwymi, fauszywymi, oszustami,
      chamami, "zakutymi łbami", którzy uważają się za najmądrzejszych na świecie -
      nie zaleznie od tego czy są kobietą czy mężczyzną
      • reniatoja Re: gospodymi (kura?) domowa 21.02.03, 23:45
        Wciąż się zastanawiam, czy wszyscy wiedzą co znaczy POGARDA. JAk dla mnie
        pogarda to najgorsza odmiana pychy. Wspolczuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka