Dodaj do ulubionych

Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarket

28.02.03, 22:55
Wiem wiem pewnie znajdzie się zaraz kilku mądrych co mi powiedzą że np.
więzienie czy kostnica ale posłuchajcie
W supermarketach jest zazwyczaj tłum osób obojętnych na współkupującego lub
wręcz wrogo nastawionych.
Panuje straszny gwar, ekspedienci nawołują się przez mikrofony głosem
zawiadowczyni stacji kolejowej w Koluszkach, starsze dzieci biegają samopas
wpadając na osoby starsze bez żenady, młodsze ryczą z bliżej nieokreślonego
mi powodu. Wszędzie panoszy się porozrzucany towar i niczego nie można
znalżć. Zagadnięta obsługa gdzie mogę znaleźć płatki owsiane odpowiada iż nie
jest z tego działu. Obraz nędzy i rozpaczy. Nie wspomnę już o kolejkach do
kasy i o fakcie że spódniczka z ceną 30 złotych, przy kasie kosztuje dwa
razy tyle.
Obserwuj wątek
    • aankaa Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 28.02.03, 23:13
      lyche1 napisała:

      > Zagadnięta obsługa gdzie mogę znaleźć płatki owsiane odpowiada iż nie
      > jest z tego działu.

      to już standard, w knajpie usłyszysz - "kolega"

      > Nie wspomnę już o fakcie że spódniczka z ceną 30 złotych, przy kasie
      kosztuje dwa razy tyle.

      ale może marchewka była tańsza ;)
    • Gość: Pndzelek Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 23:14
      lyche1 napisała:
      > W supermarketach jest zazwyczaj tłum osób obojętnych na współkupującego lub
      > wręcz wrogo nastawionych.

      No i co z tego? Interesują cię inne osoby? Mnie nie...

      > starsze dzieci biegają samopas
      > wpadając na osoby starsze bez żenady, młodsze ryczą z bliżej nieokreślonego
      > mi powodu.

      Na takie ryczące bachory jest dobry sposób, najedź na nie "niechcący" wózkiem,
      zamykają ryja na dłuższą chwilę... ze zdziwienia...

      > Wszędzie panoszy się porozrzucany towar i niczego nie można
      > znalżć.

      Napisz, że ty nie potrafisz znaleźć, ja nie mam problemów.

      > Nie wspomnę już o kolejkach do
      > kasy i o fakcie że spódniczka z ceną 30 złotych, przy kasie kosztuje dwa
      > razy tyle.

      Nie wiem, dawno sobie nie kupowałem spódniczek...
      • aankaa Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 28.02.03, 23:20
        Gość portalu: Pndzelek napisał(a):

        > Nie wiem, dawno sobie nie kupowałem spódniczek...

        a żałuj, to piękne zajęcie...
        • Gość: Pndzelek Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 23:24
          Rozmiar mi trudno dobrać...
          • aankaa Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 28.02.03, 23:27
            tak szybko w talii się zmienia ??
            • Gość: Pndzelek Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 23:30
              Mam bogate wnętrze... i obszerne...
              • aankaa Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 28.02.03, 23:37
                ale zdarza się i to węższe ?
                kup od razu dwie spódniczki - na oba "okresy"
    • Gość: kaska Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.tele2.pl 28.02.03, 23:24
      ja mieszkam przy targu. hodze na zakupy, znaja mnie, wolaja z daleka,
      rozmawiaja ze mna (sprzedawcy), mowia, co maja dzis dobrego, gadaja o pogodzie
      itd. To samo maly sklepik na rogu. Natomiast hiopermarket jest odzclowieczony,
      w zasadzie przy kasach moglyby siedziec roboty, na jedno wychodzi. Jade tam
      niekeidy bo lubie sery a tam jest spory wybor zerow - chociazby. Ale nie
      traktuj hipermakrketu jak miejsca ci przyjaznego! Po co? To tylko i wylacznie
      hala z produkltami.
      • Gość: Pndzelek Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.03, 23:26
        Przepraszam, w jakim języku ty piszesz? Nie znam tego narzecza i dlatego
        pytam...
        • Gość: kaska Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.tele2.pl 28.02.03, 23:32
          Gość portalu: Pndzelek napisał(a):

          > Przepraszam, w jakim języku ty piszesz? Nie znam tego narzecza i dlatego
          > pytam...


          w swoim. Jak nie znasz to trudno. :-)
      • Gość: kaska Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.tele2.pl 28.02.03, 23:28
        chodze, oczywiscie;-) Niestety, szybko pisze i robie literowki. Natomiast duzo
        lepiej czuje sie lazac po targu, to wiadome niz po hali. Ale w koncu nie
        jedziesz tam by zawierac znajomosci, tylko jak najszybciej zrobic zakupy i pa!
        Pomijam rodziny, ktore maja jakeis obsesje i spedzaja tam pol niedzieli bo
        lubia.
      • lyche1 Re: Ja też wolę pójść na targ albo do sklepu 01.03.03, 06:33
        Sprzedawcy na targu zachwalają swój towar. Dobrym przykładem jest kupowanie
        jabłek usłyszy się wtedy że np. jonatany w tym roku to mają gorzką skórkę a to
        wina deszczowego lipca :)))) Towar jest dużo ładniejszy niż w supermarketach
        albo posegregowany na 1 gat. i 2 gat.
        Nie jeżdże do supermarketów chyba że muszę. Człowiek naogląda się tam braku
        kultury u osób, od których mógłby się spodziewać troszeczkę więcej.
    • Gość: t Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.bydgoska.krakow.pl 28.02.03, 23:29
      wszystko jest jeszcze słodko, jeśli tylko nie patrzę w górę, na te plątaninę
      rur, wentylacji, elementów konstrukcyjnych. Jak z "Metropolis". Seryjka: góra-
      dół-góra-dół- i deprecha :P
      najgorzej było w ikea, mogli by dla przyzwoitości jakiś sufit podwiesić, branża
      chyba do czegoś zobowiązuje:(
      • aankaa Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 28.02.03, 23:36
        Gość portalu: t napisał(a):

        >> najgorzej było w ikea, mogli by dla przyzwoitości jakiś sufit podwiesić,
        branża chyba do czegoś zobowiązuje:(

        kpisz, czy o drogę pytasz ??
        IKEA to branża ? Chłam jakich mało, tyle, że pod szwedzką flagą
        • Gość: t Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.bydgoska.krakow.pl 28.02.03, 23:43
          aankaa napisała:

          > Gość portalu: t napisał(a):
          >
          > >> najgorzej było w ikea, mogli by dla przyzwoitości jakiś sufit podwiesi
          > ć,
          > branża chyba do czegoś zobowiązuje:(
          >
          > kpisz, czy o drogę pytasz ??
          > IKEA to branża ? Chłam jakich mało, tyle, że pod szwedzką flagą

          chłam chłamem, ale kogoś tam od wystroju wnętrz chyba mają????
          branża wnętrzarska, chciałam powiedzieć...
          głupio, żeby klienci chodzili jak ten osioł shreka,tylko z odwrotnym wektorem:(
          • aankaa Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 28.02.03, 23:49
            Gość portalu: t napisał(a):

            > chłam chłamem, ale kogoś tam od wystroju wnętrz chyba mają????

            mają, i do poziomu wzroku "wystrój wnętrza" jest ok
            a reszta ?



            reszta jest milczeniem (jak i jakość wyrobów)

    • niedzwiedziczka Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 01.03.03, 08:20
      Do "hipa" chodzę gora raz na miesiąc po różne cięższe
      rzeczy: proszki, 5l płyn do naczyń itd. Muszę przyznać
      jedno, Pampersy zdecydowanie taniej tam wychodz. Ala na
      szczęście już nie używamy. A sposób na dziecko jest
      dwojaki: zostawić w bawialni na godzinę (musi mieć 3
      lata) albo włożyć do środka wózka i pozwolić się bawić
      zakupami (dopóki nie zaczyna otwierać). W Ikei bywam, bo
      mają fajny basen z piłkami i mała jest wniebowzięta.
      Reszta to rzeczywiście chłam. No, może niektóre zabawki.
      Gdzie ja znajdę emaliowane garnki albo porcelanowy
      serwis, wszędzie różowe plastiki. No i wreszcie znalazłam
      tekturowy domek dla lalek, bo różowej wersji dla Barbi
      bym nie zniosła w domu... No i Barbi też w życiu dziecku
      nie kupię!
      • Gość: renia Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 10:00
        niedzwiedziczka napisała:

        >.. No i Barbi też w życiu dziecku
        > nie kupię!



        Nie zarzekaj sie Niedzwiedziczko, nie zarzekaj, juz niejeden sie zarzekal i w
        koncu uległ, ale obys Ty dała rade nigdy w zyciu nie kupic dziecku Barbie. Poza
        tym co zrobisz jak na urodziny w wieku 5 powiedzmy lat dostaenie 7(sloenie -
        siedem) barbie? No? Takie czasy, panie, takie czasy ;))))
        • niedzwiedziczka Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 01.03.03, 14:38
          Uswiadamiam rodzine, ze nie lubie Barbie. A mala jak na
          razie nie przejawia checi zabawy lalkami. Ma dwie i leza
          w kacie. Zdecydowanie bardziej woli maskotki i samochody.
          Mam nadzieje, ze jej w zyciu ochota na Barbie nie
          przyjdzie! Mnie obrzydzenie bierze zwlaszcza na rozowe
          mebelki, dodatki itp. Jak na razie ma duze drewniane
          lozeczko dla lalek, w ktorym spia wszystkie miski,
          kroliki, koniki i inne stworzenia boze.
    • Gość: Lena Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: 80.48.96.* 01.03.03, 10:19
      Robię zakupy w supermarketach wyłącznie dlatego, że zwykle w takich duzych
      sklepach jest wszystko czego potrzebuję. Gdybym chciała robić zakupy w małych
      sklepikach "po drodze" to musiałabym wstąpić do spożywczego, warzywniaka,
      alkoholowego, z chemią gospodarczą. Pomijam to,że w super czy hipermarkecie
      jest taniej. Próbowałam korzystać ze sklepiku osiedlowego ale często tam nie ma
      kalafiorów i brokułów, pieczarek, proszków do zmywarki, wina w ogóle a jedynie
      piwo. W marketach po prostu jest duży wybór. Robię zakupy raz na tydzień, dwa i
      najchętniej tuż po otwarciu lub przed zamknięciem bo najmniej ludzi.
      Smutne jest to,że w takich marketach w sobotę i niedzielę jest ogrom ludzi z
      dziećmi. Tak, jakby rodzice uważali to za świetną rozrywkę dla swoich pociech.
      Jako dziecko nie lubiłam zakupów z rodzicami i nie przepadam za zakupami do
      dziś /często robię listę zakupów dla męża i on to załatwia/. Z dzieckiem
      wolałabym spędzić dzień na spacerze, lodowisku, w kinie, teatrzyku czy na
      cztyaniu książeczek. Gwar supermarketu męczy a nie relaksuje.
    • tralalumpek fenomen polskich supermarketow 01.03.03, 10:42
      moze sa to smutne miejsca te supermarkety ale przy okazji tego tematu mam
      czasem inne przemyslenia dotyczace polskich sepermarketow.
      Moze ktos pomoze mi w zrozumieniu fenomenu sily nabywczej polskiego narodu.
      Wezmy np taki Krakow pod mlotek...nawet miliona mieszkancow nie ma a ile jest
      supermarketow? Naliczylam 23 !!!!!!!!!
      Powiedzcie mi jak to jest, narzeka sie na bezrobocie, na to ze ludzie malo
      zarabiaja a jednak sa w stanie utrzymac tyle sklepow.
      • lyche1 Re: fenomen polskich supermarketow 01.03.03, 11:15
        No właśnie. Ja rozumiem że w supermarkecie jest taniej ale czy tak do końca?
        Gdy wracam z pracy wstępuję do przydomowego sklepu i kupuję chleb, mleko i
        jeszcze coś tam. I to mi starcza. Tymczasem gdy kupowałam w supermarkecie
        kupowałam znacznie więcej i w efekcie gro produktów się psuło i "lądowało w
        koszu" ( ja akurat należę do osób które jedzenia nie wyrzucają, jest to dla
        mnie najcięższy grzech - wywożę raz w tygodniu na wieś dla psów i kur) Albo
        miałam 3 szampony "w okazyjnie niskiej cenie" Po co mi trzy szampony? Ja
        rozumiem że będzie wojna z Irakiem ale bez przesady. Na pewno powiecie że po
        prostu nie umiałam robić zakupów. I przyznam Wam rację. Teraz odwiedzam
        supermarkety tylko jak mi się skończy proszek do prania i inna chemia bo nawet
        podpaski w przydomowym sklepiku są o 30 gr droższe niż w supermarkecie.
        • Gość: renia ja bardzo przepraszam, ale IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 11:20
          W ogole to przesada ubolewac nad smutna atmosfera w supermarketach. Miejsce jak
          miejsce - czy na poczcie albo w banku jest wesolo? Idzie sie tam zalatwic
          jakies sprawy, nie bede przeciez zawierala przyjazni czy cwiczyla empatii z
          okazji ze poszlam na zakupy. Sorry, ale uwazam, ze szukacie dziury w calym.
          Gdzies trzeba sie zaopatrywac w rozne produkty, a supermarket jest jak
          najbardziej do tego przeznaczony.
          • Gość: renia ponadto jeszcze o nizszosci przydomowego sklepiku IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 11:30
            Mam przydomowy sklepik- chleb, papierosy, mydlo i powidlo. PRowadzi go Arab,
            niby ze taki bardzo sympatyczny. Kazde wyjscie (doslownie na druga strone
            ulicy, mozna by podawac sobie rzeczy z balkonu przy odrobinnie dobrej woli)
            trwa minimum 15 minut. Bo tak - ide po fajki, no to co tam slychac, jak tam
            praca jak tam dzieci, gadu gadu, o niczym, nie mam czasu ani ochoty na takie
            codziennie pogawedki za kazdym razem o tym samym, a ponadto wkurza mnie to, ze
            z jednej strony taki bardzo mily sympatyczny, ze az boli, a z drugiej jak za
            kazdym razem sprawdza po dwa razy kazdy banknot ktory mu daje, czy nie
            falszywy, to mnie szlag trafia, dobrze, ja wiem, ze on to nie ze zlej woli, ale
            kurka znamy sie tyle lat, a czuje sie jak jakis producent falszywek - nie wiem
            dlaczego. Juz mu pare razy mowilam, ze moglby to sprawdzac jakos dyskretniej,
            ale gdzie tam, tlumacz Arabowi. Ponadto, czasem sprzedaje mi cos na kreske.
            Zawsze oddaje przy najblizszej okazji wszelkie dlugi, ale nawet nie dal mi
            szansy pokazac mu, ze jestem wporzadku i nie zapominam - za kazdym azem gdy mu
            wisze jakies pieniadze, to przy samym wejsciu do sklepu , zaglada
            ostentacyjnie do swojego kajetu i od drzwi wita mnie slowami - co my tutaj
            mamy w kartotece....


            Fakt, ze ma wszystko w tej kanciapce, wiec doslownie czegokolwiek mi zabraknie
            w domu - mam to po drugiej stronie ulicy tym bardziej ze czynne od switu do
            poznej poznej nocy, ale jest sporo drozej niz w markecie, no i ta falszywa
            atmosferka sympatii, kochajmy sie jak bacia liczmy sie jak zydzi, naprawde jest
            czasem nieprzyjemna. Supermarket nie oferuje takich dodatkowych atrakcji.
            • tralalumpek do reni 01.03.03, 11:36
              reniu widze ze az dwa razy!! po mojej wypowiedzi zabralas glos ale pominelas
              temat o ktorym ja mowie , powiedz pominelas problem uwazasz ze nie jest godny
              twojego komentarza czy po prostu nie zalapalas o co mi chodzi?
              • Gość: renia Re: do reni IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 11:43
                Przepraszam Cie Tralalumpku, wyszlo tak jakbym odpowiadala na Twoj post,
                faktycznie. Generalnie moja wypowiedz (w dwoch czesciach) byla raczej ogolnie w
                temacie wątku. Co do Twojej uwagi o ilosci supermarketow przypadajacych na
                jednego mieszkanca wielkiego miasta w Polsce, to naprawde nie wiem jak to jest.
                Ja w ogole z jednej strony slysze w Posce (wlasnie z Pl wrocilam po
                czterodniowej wizycie)ze bieda, ze drogo, ze nie ma pracy, a z drugiej astrony
                nie widze tej biedy w ogole. Wszyscy sprawiaja wrazenie dobrze sytuowanych,
                jezdza drogimi samochodami i maja czesto takie warunki zycia i takie domy, ze
                ja moge im tylko zazdroscic. Wiec nie wiem jak to jest, ale w Polsce nie jest
                chyba tak biednie. Wiec i supermarkety maja racje bytu - skoro sa i nie
                plajtuja.


                JEszcze raz sorry jesli Cie urazilam nieumiejetnym zabraniem glosu ;)

                A tak przy okazji - moze zechcesz ustosunkowac sie z kolei do tego co ja
                napisalam w swoich poprzednich dwoch postach?
                • tralalumpek Re: do reni 01.03.03, 12:14
                  reniu ja tez w poprzedni weekend bylam w polsce ale na szczescie nie mialam
                  czasu na chodzenie po sklepach. Jedyny ktore odwiedzialam to byla kwaiaciarnia
                  i zdziwialam sie bo roze byly drozsze niz tu gdzie mieszkam a na pytanie czy
                  ludzi na to stac zeby placic tyle ile na Zachodzie zarabiajac mniej niz na
                  Zachodzie pani sprzedajaca powiedziala mi ze kiedys polkie roze sprzedawala w
                  ilosci 1500-2000 sutuk na tydzien, teraz sprzedaje 200 !!! sztuk na tydzien
                  ale sa za to holenderskie!
                  Problem poruszony przeze mnie jest jednak inny. Ja mieszkam w prawie 2
                  milionowym miescie ale jest jedno duze centrum handlowe i 2 malutkie, dwie
                  ulice handlowe i wiele roznych pojedynczych sieci handlowych ale nie na taka
                  skale jak polskie hipermarkety. Jakos nie narzekam zeby to bylo za malo.
                  Bezrobocie jest w granicach 5,5 % i jest najwyzsze od wielu lat czyli
                  katastrofa na rynku pracy. Nie wyobrazam sobie jednak zeby miasto bylo w
                  stanie utrzymac takie hity, Carrefour-y, reale czy inne. tak po za tym panstwo
                  zadbalo zeby nie weszlo zbyt duzo obcego kapitalu na rynek w przeciwienstwie
                  do Polski.
          • lyche1 Re: ja bardzo przepraszam, ale 01.03.03, 11:44
            Gość portalu: renia napisał(a):

            > W ogole to przesada ubolewac nad smutna atmosfera w supermarketach. Miejsce
            jak
            >
            > miejsce - czy na poczcie albo w banku jest wesolo? Idzie sie tam zalatwic
            > jakies sprawy, nie bede przeciez zawierala przyjazni czy cwiczyla empatii z
            > okazji ze poszlam na zakupy

            Akurat ja należę do osób, które są rozpoznawane w bankach, na poczcie. I akurat
            do mnie panie obsługujące zawsze się uśmiechają, zawsze sobie pożartujemy i
            wtedy nawet jak się ustoję w kolejce jest znacznie milej.
            Ale skoro Ty uważasz że należy robić to anonimowo no cóż - Twoje zdanie
            • Gość: renia Re: ja bardzo przepraszam, ale IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 11:50
              No coz, ja rzeczywiscie nie przejmuje sie wspoltowarzyszami niedoli ani w
              bankach, ani w zadnym innym urzedzie, ani w supermarkecie tez. Ide tam zalatwic
              swoje sprawy, czsem w kolejce nawiaze sie jakas pogawedka, to normalne, ale
              nie, zebym sie przejmowala dola cz niedola wszystkich klientow i traktowala
              kazdeog indywidualnie - przyznaje. I nie oczekuje tego tez od nikogo, bo wydaje
              mi sie to po prostu nirealne. Mieszkam w kilkumilionowym miescie - moze to
              dlateog. poza tym ja lubie anonimowosc tego typu.
              • lyche1 Re: ja bardzo przepraszam, ale 01.03.03, 11:55
                Ja też może za dużo wymagam od supermarketów, Tym bardziej że w bankach od 10
                lat jestem codziennie, na poczcie przynajmniej raz w tygodniu w innych urzędach
                też dość często. I ludzie mnie już dawno rozpoznają :)
    • srootootoo Re: Tramwaj 01.03.03, 11:58
      Najsmutniej jest w tramwaju nr 41 jadącym z Łodzi do Pabianic...jak się zepsuje
      zimą to dopiero jest wesoło!
    • Gość: melmire Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.abo.wanadoo.fr 01.03.03, 14:43
      A ja bede orginalna, i przyznam sie bez bicia ze lubie supermakety :D Robiene w
      nich zakupow mnie odpreza. Czemu sie tak dziwnie patrzycie? :D :D :D
    • anahella pracownicy supermarketow nie lubia swojej pracy 01.03.03, 16:19
      w wiekszosci ludzi w supermakecie, w ktorym bywa tak to wyglada. troche im sie
      nie dziwie, bo zarabiaja malo, ich praca jest odhumanizowana a kontakt z ludzmi
      jest tylko pozorny. a do tego na plecach maja napis: "nasz zawod sluzyc
      panstwu". ciekawa jestem ilu z nich chcialo by ten napis zdjac z zawodowego
      mundurka?

      ja lubie robic zakupy w sklepikach i na targu. mozna porozmawiac o towarach ze
      sprzedawca, czasem jakis klient wtraca swoje 3 grosze. to takie troche plotki w
      maglu, ale jest to przyjemne. pan z warzywniaka wie ze jestem wege i sam mi
      podsuwa warzywa i przepisy na fajne potrawy dla nich. domyslam sie ze na co
      dzien woli schaboszczaka, ale zaglada do gazet gdzie sa wegetarianskie
      przepisy, zeby takie klientki jak ja chetniej doniego przychodzily. wiec
      wykonuje jakis wysilek. a to jest fajne.

      supermarktety mnie przygnebiaja. dym z piekarni gryzie w oczy, a jak kupuje
      proszek to zmasowanie zapachow powoduje swedzenie twarzy. w sklepikach z chemia
      gospodarcza tego nie mam.

      teraz do reni o dewizie "kochajmy sie jak bracia liczmy sie jak zydzi".
      nie pochwalam zagladania do ksiazki kredytow na widok zaduzonego klienta,
      zwlaszcza gdy ten klient splaca zawsze swoje dlugi. w polsce zakupy na kreche
      nie sa popularne. ale czasem jak kupuje chleb i mleko w pobliskim sklepiku i na
      cos nie mam pieniedzy to dostaje to na kreche. to sa sumy rzedu 3-5 zl. mowie
      sprzedawcy: "nie wezme tego bo nie chce mi sie leciec do bankomatu" - w tym
      sklepie nie akceptuja kart ani czekow. sprzedawca wtedy mowi zebym wziela, bo
      on wie ze pojutrze przyjde po pudelko mleka i wtedy mu oddam. oczywiscie
      oddaje. wiec tu metoda "kochajmy sie jak..." sie sprawdza. on zapewne wie ze
      nie dla jego pieknych oczu tam przychodze, a mleko jest u niego takie samo jak
      w sklepie pare metrow dalej. ja tam chodze bo to sklep w prostej linii miedzy
      przystankiem tramwajowym a moim domem. i on chce ze zebym tam bywala nawet gdy
      bede korzystac z innego przystanku. pozdro
    • Gość: anE Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke IP: *.acn.waw.pl 01.03.03, 17:28
      dla mnie sa o wiele smutniejsze (i bardziej wq..jace) miejsca niz supermarkety
      to np. poczta, gdzie juz dluzej interesantow nie da sie obslugiwac (panie
      miedzy soba plotkuja, kometntuja i maja wszystkich w d.)

      w supermarketach ludzie, ktorzy tam pracuja MUSZA byc mili i kompetentni. dla
      mnie wystarczy, ze bada kompetentni, bo mam wokol siebie ludzi, ktorzy sie do
      mnie usmiechna.

      lubie chodzic tylko do tych supermarketow, w ktorych juz bylam kilka x i wiem,
      gdzie co jest. wtedy zakupy znacznie szybciej przebiegaja. chodze tam z moim
      Ukochanym i jakos nie zwracamy szczegolnie uwagi na dzieci i in. nieprzyjemne
      elementym. mam jednak swoj ulubiony supermarket - Carrefour na Bemowie, na
      gorze jest Chinczyk - WOK, maja tam taki kolorowy ryz - z curry i wazywami (do
      wyboru kilka sosow), z reedsem po prostu pycha! uwielbiam tam chodzic, siedziec
      i patrzec na przechodzacych ludzi. oczywiscie do czasu, kiedy bedziemy juz
      malzenstwem, to moze sama ugotuje cos lepszego, na dn. dzisiejszy nie mam
      czasu. mam tez in. sposoby na rozrywke niz patrzenie na przechodzacych ludzi,
      ale jak juz tam jestem, uwielbiam isc cos zjesc do WOKu.

      nie lubie bazarow, bo zadko sie zdarza, zeby na kazdym rodzaju warzyw i owocow
      byly ceny, a dla mnie chodzenie na bazar = kupowanie tanio i mozliwie o
      najwyzszej jakosci, wiec jezeli mam sie pytac o cene kazdego produktu
      wystawionego w skrzynkach (nie zawsze sa ceny), to mnie szlag trafia i wole isc
      do supermarketu, gdzie wszystko moge dotknac i sobie wybrac, bo kiedy na
      bazarze nie pozwalaja mi samej wybierac, to sie odwracam na piecie i nie
      kupuje. nikt laski nie robi.
      w supermarkecie podoba mi sie anonimowosc, ze nikt nie zagaduje i nie wypytuje
      jak moj sasiad z bloku, co jak go widze, wole poczekac na nastepna winde)

      wiec podzielam zdanie reni.
      pozdr.
      • Gość: renia AnE IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 17:35
        Ach, wzruszylam sie, rok temu bylam w tym Carrefourze na Bemowie z dwoma
        przyjaciółmi z netu, to bylo nasze pierwsze spotkanie, jedlismy ten ryz o
        ktorym wspominasz, kupilam tam swietne bluzy z polara dla dziecka i faceta, w
        ogole naprawde milo spedzilam tam czas, pozdrawiam :))
        • Gość: anE Reniu, super! IP: *.acn.waw.pl 01.03.03, 20:50
          :-)))))
          niesamowite! mi sie jeszcze podoba w tym WOKu obsluga
          tak wiec, forumpowicze, polecamy Wam goraco supermarket na Bemowie.. (mimo, ze
          dla zmotoryzowanych parking na zewnatrz jest beznadziejnie zaprojektowany)
      • anahella Re: Nie znam smutniejszego miejsca niż supermarke 01.03.03, 18:54
        Gość portalu: anE napisał(a):

        > w supermarkecie podoba mi sie anonimowosc, ze nikt nie zagaduje i nie
        wypytuje
        > jak moj sasiad z bloku, co jak go widze, wole poczekac na nastepna winde)

        czyli mamy wniosek: ludzie lubiacy anonimowosc lubia supermarkety a ci jej nie
        lubiacy wola male sklepiki. Mi to sie uklada w glowie w calosc.
    • zalotnica supermarket ---tralalumpek 01.03.03, 17:51

      tralalumpek napisała:


      >> Problem poruszony przeze mnie jest jednak inny. Ja mieszkam w prawie 2
      > milionowym miescie ale jest jedno duze centrum handlowe i 2 malutkie, dwie
      > ulice handlowe i wiele roznych pojedynczych sieci handlowych ale nie na taka
      > skale jak polskie hipermarkety. Jakos nie narzekam zeby to bylo za malo.
      > Bezrobocie jest w granicach 5,5 % i jest najwyzsze od wielu lat czyli
      > katastrofa na rynku pracy. Nie wyobrazam sobie jednak zeby miasto bylo w
      > stanie utrzymac takie hity, Carrefour-y, reale czy inne. tak po za tym
      panstwo
      > zadbalo zeby nie weszlo zbyt duzo obcego kapitalu na rynek w przeciwienstwie
      > do Polski.

      *** Tak, poruszylas ciekawy temat nad ktorym tez sie zastanawiam.
      Nie mieszkam w Polsce juz -nascie lat, na urlop tez raczej
      wole w inne strony, ale slysze to i owo o zagranicznych
      inwestycjach w Polsce. Najbardziej dziwi mnie fakt, ze Polacy
      nie umieli nawet sobie sami wybudowac sieci "sklepow".
      To nie fabryki, zaklady, gdzie nalazaloby wpowadzic nowoczesna
      technologie, ale zwykle "polki" na ktorych sie ustawia
      i sprzedaje produkty.....i robi sie olbrzymi biznes , a co
      najwazniejsze, nikt nie dyktuje wtedy warunkow. A tak, to
      kapital jest wywozony z kraju, bezrobocie olbrzymie, a
      wszyscy sie ciesza jak to dobrze maja juz w Polsce...
      tez juz maja "zachod", nie rozumiem... i po co AZ TYLE
      roznych "sieci "...Jedna na wzor...a reszta polskie...
      Podczas mojego ostatniego pobytu odwiedzilam co prawda
      taki "maly " super...i...sie rozczarowalam...
      Ja zawsze robie zakupy w "super" i jestem zadowolona, nie mam
      czasu uganiac sie po kilku "drobnych", a cale lato po owoce
      jezdze do sadu, sama zrywam , np. przepyszne, olbrzymie
      brzoskwinie ktore dojrzewaja na drzewie...
      Zupelnie nie rozumiem narzekan polskich Pan (nie wszystkich)
      na zakupy w marketach, przeciez mamy XXI wiek i we wszystkich
      rozwinietych krajach tylko juz tak robi sie zakupy...szybko,
      oszczednie...i przyjemnie...nie wspomne juz o duzym wyborze i
      o "gotowych" produktach zaoszczedzajacych potem czasu w
      kuchni w przygotowywaniu posilkow...a moze i do tego nalezy
      dorosnac...?
      ...odwiedzilam tez sklep elektroniczny...i zlapalam sie za glowe,
      ceny z ksiezyca, wszystko 2 razy drozsze niz u nas...Oczywiscie
      nic nie kupilam , bo mnie nie bylo " stac ", a sklepy jednak
      prosperuja dobrze...Niech mi wiec ktos wytlumaczy jak to z ta
      "polska bieda" jest...? Mamy sie dobrze...ale lubimy sobie
      ponarzekac...?

      • Gość: renia tralalumpek, zalotnica IP: *.athens.access.acn.gr 01.03.03, 17:56
        Jesli to nie tajemnica, w jakich krajach mieszkacie?
        • Gość: melmire Re: tralalumpek, zalotnica IP: *.abo.wanadoo.fr 01.03.03, 19:44
          Pytanie nie do mnie, ale i tak odpowiem :) We Francji .
      • Gość: Pndzelek zalotnica-prostackie pojęcie o supermarketach IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.03, 19:58
        zalotnica napisała:
        > Najbardziej dziwi mnie fakt, ze Polacy
        > nie umieli nawet sobie sami wybudowac sieci "sklepow".
        > To nie fabryki, zaklady, gdzie nalazaloby wpowadzic nowoczesna
        > technologie, ale zwykle "polki" na ktorych sie ustawia
        > i sprzedaje produkty.....i robi sie olbrzymi biznes , a co
        > najwazniejsze, nikt nie dyktuje wtedy warunkow.

        Twoje pojęcie o supermarketach jest zaiste na poziomie parobka ze wsi
        białostockiej. Supermarket to NIE PÓŁKI! Te odgrywają tu najmniejszą rolę.
        Supermarket to SYSTEM, przede wszystkim system budowy sieci pozyskiwania
        towaru, system organizacji pracy tak by pracownicy byli maksymalnie efektywni
        przez cały czas (co w Polsce przy nienaturalnie wysokich kosztach pracy ma duże
        znaczenie), wreszcie to także system sprzedaży określonych towarów w
        określonych miejscach po określonych cenach itd. itp.

        Jeśli wchodząc do marketu widzisz tylko półki to pewnie jesteś zwykłą
        sprzątaczką gdzieś w dalekim kraju albo żyjesz z tzw. ukrytej prostytucji
        (bogato wyszłaś za mąż)...
        • lyche1 Re: zalotnica-prostackie pojęcie o supermarketach 01.03.03, 20:38
          Gość portalu: Pndzelek napisał(a):

          > Twoje pojęcie o supermarketach jest zaiste na poziomie parobka ze wsi
          > białostockiej. Supermarket to NIE PÓŁKI! Te odgrywają tu najmniejszą rolę.
          > Supermarket to SYSTEM, przede wszystkim system budowy sieci pozyskiwania
          > towaru, system organizacji pracy tak by pracownicy byli maksymalnie
          efektywni przez cały czas (co w Polsce przy nienaturalnie wysokich kosztach
          pracy ma duże znaczenie), wreszcie to także system sprzedaży określonych
          towarów w określonych miejscach po określonych cenach itd. itp.
          > Jeśli wchodząc do marketu widzisz tylko półki to pewnie jesteś zwykłą
          > sprzątaczką gdzieś w dalekim kraju albo żyjesz z tzw. ukrytej prostytucji
          > (bogato wyszłaś za mąż)...
          Prostacko to Ty się zachowujesz a wielu znajomych "wieśniaków" nie napisałoby
          takich słów.
          W dodatku wypisujesz kompletne bzdury - Zalotnica ma rację. Zagraniczne
          supermarkety mają w Polsce wiele zwolnień z podatków ( nie będę tu szczegułowo
          wymieniała) i nie dość że nie odprowadzają podatków do naszego polskiego
          bużetu to jeszcze naginają prawo. Czystym przykładem jest sieć
          supermarketów "Billa" które po pięcioletnim okresie zwolnień od podatków
          przemianowały się na Elea i dalej korzystają z tych zwolnień
          • Gość: anE Re: zalotnica-prostackie pojęcie o supermarketach IP: *.acn.waw.pl 01.03.03, 20:56
            podobnie Hit, zlikwidowany po okresie sprzyjajacym..
            • lyche1 Re: Słyszałam natomiast:)) 01.03.03, 21:23
              Ze bardzo "nękane" są przez wszelakie organy służby państwowej jak PIH PIP
              służby BHP. Wiem od znajomej kasjerki w jednym z supermarketów iż zdażało się
              że siedziała 10 godz w kasie a na pytanie - jak mi się zachce do toalety -
              kazali im założyć pampersy Może to śmiesznie brzmi ale to niestety prawda :(
              • Gość: anE Re: Słyszałam natomiast:)) IP: *.acn.waw.pl 01.03.03, 21:26
                rany! ja bym nie mogla tak pracowac, bo mam taki pecherz, ze co 1/2h do toalety
                latam na siku.. mam taka jeszcze jedna kolezanke w firmie i kiedys biegla do
                toalety i mi mowi: "nie smiej sie ze mnie, ale naprawde nie moge juz wytrzymac,
                a pol godz. temu bylam" a ja: "wlasnie wrocilam, ;-)"

                mysle, ze kontrole swoja droga, druga sprawa to przepisy dot. inwestycji
                zagranicznych, w momencie, kiedy prawo nie sprzyja, zwijaja sie..
                • lyche1 Re: Słyszałam natomiast:)) 02.03.03, 07:42
                  Gość portalu: anE napisał(a):

                  >> mysle, ze kontrole swoja droga, druga sprawa to przepisy dot. inwestycji
                  > zagranicznych, w momencie, kiedy prawo nie sprzyja, zwijaja sie..

                  Tak ale te kontrole straszne grzywny im solą. Przynajmniej w ten sposób część
                  pieniędzy się odzyskuje :))
                  • anahella Re: Słyszałam natomiast:)) 02.03.03, 08:18
                    lyche1 napisała:

                    > Tak ale te kontrole straszne grzywny im solą. Przynajmniej w ten sposób część
                    > pieniędzy się odzyskuje :))

                    Ale jak widac nie uczy ich to szacunku dla ludzi:(
        • anahella drogi Pendzelku 02.03.03, 08:16
          Gość portalu: Pndzelek napisał(a):
          > Jeśli wchodząc do marketu widzisz tylko półki to pewnie jesteś zwykłą
          > sprzątaczką gdzieś w dalekim kraju albo żyjesz z tzw. ukrytej prostytucji
          > (bogato wyszłaś za mąż)...

          co prawda nie do mnie byly te slowa, ale wypraszam sobie takie argumenty na tym
          forum. prosze cie, zebys darowal sobie takie insynuacje.
      • tralalumpek Re: do zalotnicy 01.03.03, 23:22
        widze ze widzimy ta nasza stara ojczyzne w podobny sposob. Zgadzam sie z Toba
        w kazdym slowie. Nawet co do sklepow, w zeszlym roku podgladnelam zmywarki w
        Polsce i porownalam ceny urzadzen gospodarstwa domowego. Jako przyklad, ja za
        moja zmywarke do naczyn zaplacilam 1200€ a w jednym z centrow handlowych w
        Krakowie 1500€ model starszy i gorszy (mniej opcji). W tej chwili paliwo jest
        drozsze niz u mnie, kawa w kawiarni kosztuje tyle samo.
        Mimo tych przykladow temat , ktory mi rzeczywiscie nie daje spokoju to temat
        powazniejszy. Boje sie ze ktoregos dnia te giganty po prostu padna na pysk. Bo
        momo ze siedze w finansach i moja logika nie ogarnia tej konstrukcji polskiej.
      • anahella Re: supermarket ---tralalumpek 02.03.03, 08:13
        zalotnica napisała:
        > Niech mi wiec ktos wytlumaczy jak to z ta
        > "polska bieda" jest...? Mamy sie dobrze...ale lubimy sobie
        > ponarzekac...?


        Nie mamy dobrze, skoro mniej zarabiamy a wiecej placimy. Tak samo jak z
        elektronika jest z internetem, kablowkami, rozmowami telefonicznymi itp. Pewne
        rzeczy sa niezbedne w dzisiejszych czasach, a kompleks "ubogich krewnych"
        uzupelnia sie drogimi zakupami. Jak ktos zna sile swojego pieniadza to nie topi
        kasy w pozornie luksusowych przedmiotach tylko inwestuje. Ale tak w Polsce beda
        myslec kolejne pokolenia, bo ci, co pamietaja komunizm jeszcze nie.
    • Gość: miregal ja ich tez nie znosze IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 01.03.03, 23:26
      jakos dziwnie psychicznie rozwalona sie czuje, chyba przez ten brak normalnego
      swiatla i jarzeniowki i glupia, tandetna muzyke wszedzie. i rozmiary
      pomieszczen. yyyyyyyyy.
      • Gość: anE muzyka do bani IP: *.acn.waw.pl 02.03.03, 02:47
        a to fakt (lepiej jakby muzyki nie bylo..) ale ta muzyka musi przemawiac do
        gustu wiekszosci, ktorej upodobania nie sa zbyt wyrafinowane
    • Gość: Kika do autorki IP: *.chello.pl 01.03.03, 23:32
      Wyyyyyyyyluuuuuzuuuuj!
      • Gość: Mrufka Re: do autorki IP: *.abo.wanadoo.fr 02.03.03, 21:25
        Jak juz jestesmy przy supermarketach to Wam powiem jaka gafe popelnilismy z
        mezem dwa lata temu w "Continent'cie".

        Bylo lato i stalismy sobie z mezem przy kasie czekajac na swoja kolej(kolejka
        byla dluuuga) Nagle za nami stanela kobieta ciezarna, a poniewaz miala w
        koszyku raptem tylko dwie rzeczy,a my wiecej to zaproponowalismy jej, zeby
        stanela przed nami. Kobieta podziekowala jednak grzecznie i powiedziala, ze to
        nic, ze moze postac. No i usmiechnela sie. No i wtedy zaproponowalismy jej
        powtornie, bo stania bylo jeszcze od cholery, upal, tlok, chalas, a ona
        wygladala na zmeczona. Natychmiast dolaczyly sie do nas jeszcze chyba ze trzy
        panie i jakis dziadek i wtedy ta ciezarna zrobila sie czerwona jak burak i
        powiedziala: Ale ja nie jestem w ciazy.



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka