Dodaj do ulubionych

Inny problem

06.03.03, 13:33
Witajcie,
Może mi coś poradzicie, bo ja sam już nie wiem co zrobić.
Sytuacja jest taka:
Jesteśmy 4 lata po ślubie, mamy dziecko, mieszkamy kątem u rodziców żony na
wsi. Oboje pracujemy – w mieście, codziennie dojeżdżamy. Od dłuższego czasu
usiłuję przekonać żonę, że ta prowizorka z zamieszkiwaniem u teściów nie może
trwać dłużej, ja już nie wytrzymuję tego układu, momentami nerwy mi już
puszczają. Żona jest chorobliwie i wręcz patologicznie uzależniona od
rodziców, a szczególnie od matki, wobec której czuje że ma jakieś tam
zobowiązania, no bo niby matka „gotuje żarcie”, czy „opiekuje się” dzieckiem
gdy opiekunka nie może. No ale w zamian teściowa oczekuje określonych
świadczeń, które niby ma realizować moja żona, która przecież ma pracę
zawodową, i przede wszystkim własną rodzinę!!! Żona panicznie boi się
obowiązków wynikających z życia „na swoim”, no bo do tej pory miała ten
komfort, że mamusia wszystko zrobiła, ugotowała, wyprała, itd. Teraz moja
kobieta po prostu boi się samodzielności, i uważam, że jej matka wyrządziła
mojej żonie krzywdę, bo nie przygotowała jej do samodzielnego życia. To fakt,
moja kobieta nie jest „laleczką” z dwoma lewymi rękami, choć wielu
potrzebnych rzeczy nie umie, to jednak odwleka konieczność nauczenia się
przynajmniej podstawowych umiejętności. Ja wielokrotnie zapewniałem moją
żonę, że przecież obowiązki rodzinne będziemy wypełniać wspólnie, po to
przecież założyliśmy rodzinę. Żona nie ma więc powodów do obaw, bo ja jestem
dużo lepiej przygotowany do życia „na swoim”, byle tylko nikt nie wtrącał się
w sprawy naszej rodziny. Teściowie mają jakieś tam nieduże gospodarstwo, w
którym marnują tylko czas i pieniądze oraz zdrowie, a żonie wydaje się, że
babcia dziecka znajdzie jeszcze czas aby zajmować się dzieckiem, gdy mućka i
cielacek domagają się opieki!!! Nie chcę dopuścić, aby moje dziecko było
wychowywane na wsi, to już nie chodzi o to, że może nieodwracalnie zburaczeć
i schamieć, ale dzieci na wsi zawsze były tylko chowane jako tania siła
robocza, a nie wychowywane – i niewiele się jak dotąd zmieniło. Co ciekawe,
moje kategoryczne propozycje wynajmu lub zakupu mieszkania spotykają się z
oporem ze strony mojej żony!!! wydawało mi się, że każda normalna, rozsądna
kobieta będzie dążyć do zamieszkania osobno, i zerwania z uzależnieniem od
rodziców. Bo to jest układ patologiczny, i nieraz zwracałem uwagę mojej
żonie, że to może zaszkodzić integralności naszej rodziny i małżeństwa –
niejedno małżeństwo rozpadło się z takiego powodu!!! Jeszcze jeden dowód na
toksyczność związków z teściami – jak to mówią: z rodziną najlepiej wychodzi
się na zdjęciu i to przy dobrej pogodzie!!! Jak próbuję nawiązać dialog z
żoną, to kończy się albo „cichymi dniami”, albo zarzutami że ją „szantażuję”,
że chcę postawić na swoim, że ją dręczę itd. A ja to chcę po prostu przerwać,
przeciąć tę patologiczną pępowinę!!! Ten układ mi po prostu nie odpowiada, i
robię wszystko, żeby to zmienić.
Jak myślicie, czy to co robię jest słuszne? Głęboko wierzę, że to co robię -
robię dla dobra dziecka i rodziny...
Obserwuj wątek
    • pajdeczka A w łóżku jaka jest? 06.03.03, 13:50
      Jeśli też kiepska to sobie ją odpuść, a jeśli Ci pasuje to daj jej święty
      spokój. Nie można być we wszystkim dobrym. Zanim się z nią ożeniłeś testowałeś
      ją również w kuchni? Nie. No to co się jej teraz czepiasz?
    • tralalumpek Re: Inny problem 06.03.03, 14:13
      wprawdzie nie mam dużo czasu bo za godzinę mam sympozjum i muszę zdążyć ale
      sprowokowałeś mnie i postaram sie przynajmniej w części skomentować twój list




      miastowy.facet napisał:

      > Witajcie,
      > Może mi coś poradzicie, bo ja sam już nie wiem co zrobić.
      > Sytuacja jest taka:
      > Jesteśmy 4 lata po ślubie, mamy dziecko, mieszkamy kątem u rodziców żony na
      > wsi. Oboje pracujemy – w mieście, codziennie dojeżdżamy. Od dłuższego cza
      > su usiłuję przekonać żonę, że ta prowizorka z zamieszkiwaniem u teściów nie
      może trwać dłużej, ja już nie wytrzymuję tego układu, momentami nerwy mi już
      > puszczają. Żona jest chorobliwie i wręcz patologicznie uzależniona od
      > rodziców, a szczególnie od matki, wobec której czuje że ma jakieś tam
      > zobowiązania, no bo niby matka „gotuje żarcie”, czy „opiekuje
      > się” dzieckiem gdy opiekunka nie może. No ale w zamian teściowa oczekuje
      określonych świadczeń, które niby ma realizować moja żona, która przecież ma
      pracę zawodową, i przede wszystkim własną rodzinę!!! Żona panicznie boi się
      > obowiązków wynikających z życia „na swoim”, no bo do tej pory miała
      > ten komfort, że mamusia wszystko zrobiła, ugotowała, wyprała, itd. Teraz
      moja kobieta po prostu boi się samodzielności, i uważam, że jej matka
      wyrządziła mojej żonie krzywdę, bo nie przygotowała jej do samodzielnego
      życia. To fakt, moja kobieta nie jest „laleczką” z dwoma lewymi rękami, choć
      wielu potrzebnych rzeczy nie umie, to jednak odwleka konieczność nauczenia się
      > przynajmniej podstawowych umiejętności. Ja wielokrotnie zapewniałem moją
      > żonę, że przecież obowiązki rodzinne będziemy wypełniać wspólnie, po to
      > przecież założyliśmy rodzinę. Żona nie ma więc powodów do obaw, bo ja jestem
      > dużo lepiej przygotowany do życia „na swoim”, byle tylko nikt nie w
      > trącał się w sprawy naszej rodziny.



      ************** widziały gały co brały!!!!! Znałeś ją przed ślubem? znałeś jej
      rodzinę przed ślubem? to co to za farmazony wypisujesz teraz!!!!!



      Teściowie mają jakieś tam nieduże gospodarstwo, w
      > którym marnują tylko czas i pieniądze oraz zdrowie, a żonie wydaje się, że
      > babcia dziecka znajdzie jeszcze czas aby zajmować się dzieckiem, gdy mućka i
      > cielacek domagają się opieki!!! Nie chcę dopuścić, aby moje dziecko było
      > wychowywane na wsi, to już nie chodzi o to, że może nieodwracalnie zburaczeć
      > i schamieć, ale dzieci na wsi zawsze były tylko chowane jako tania siła
      > robocza, a nie wychowywane – i niewiele się jak dotąd zmieniło.


      ******** ty się zacznij leczyć, jak mówią chińczycy na nogi bo na głowę za
      późno. Wychowałam się na wsi i jestem z tego dumna. Nie byłam "chowana" na
      tanią siłę roboczą, byłam wychowywana. Piszesz że na wsi można zburaczeć, nie
      burak zawsze będzie burakiem bez względu na to gdzie się wychował. Jak to sie
      stało że ty taki PON z miasta zniżyłeś się do wiejskich progów , które Ci tak
      w rzeczywistości przeszkadzają. Jestes biednym stworkiem dla mnie, sorry ale
      mi cie żal




      Co ciekawe, moje kategoryczne propozycje wynajmu lub zakupu mieszkania
      spotykają się z oporem ze strony mojej żony!!! wydawało mi się, że każda
      normalna, rozsądna kobieta będzie dążyć do zamieszkania osobno, i zerwania z
      uzależnieniem od rodziców. Bo to jest układ patologiczny, i nieraz zwracałem
      uwagę mojej żonie, że to może zaszkodzić integralności naszej rodziny i
      małżeństwa – niejedno małżeństwo rozpadło się z takiego powodu!!! Jeszcze
      jeden dowód na toksyczność związków z teściami – jak to mówią: z rodziną
      najlepiej wychodzi się na zdjęciu i to przy dobrej pogodzie!!! Jak próbuję
      nawiązać dialog z żoną, to kończy się albo „cichymi dniami”, albo zarzutami że
      ją  222;szantażuję”, że chcę postawić na swoim, że ją dręczę itd. A ja to
      chcę po prostu przerwać, przeciąć tę patologiczną pępowinę!!! Ten układ mi po
      prostu nie odpowiada, i
      > robię wszystko, żeby to zmienić.
      > Jak myślicie, czy to co robię jest słuszne? Głęboko wierzę, że to co robię -
      > robię dla dobra dziecka i rodziny...


      *************słuszne jest to że walczysz o to żeby zbudowac własny dom (nie
      budynek) tu ciebie popieram ale to co napisałes wyżej jest żalosne
    • ciotka_dobra_rada Re: Inny problem 06.03.03, 15:39
      rozwiedz sie
      • pajdeczka Re: Inny problem 06.03.03, 15:57
        ciotka_dobra_rada napisał(a):

        > rozwiedz sie

        Ło, i miło intelygentnego posłuchać!
    • anahella Re: Inny problem 06.03.03, 18:23
      miastowy.facet napisał:

      > chcę dopuścić, aby moje dziecko było
      > wychowywane na wsi, to już nie chodzi o to, że może nieodwracalnie zburaczeć
      > i schamieć, ale dzieci na wsi zawsze były tylko chowane jako tania siła
      > robocza, a nie wychowywane – i niewiele się jak dotąd zmieniło.

      o tym czy dziecko bedzie chamem czy sila robocza to zalezy tylko od ciebie i
      zony. wyrazenie "buraczec" odbieram jako inwektywe w stosunku do ludzi ze wsi.
      troche nieladnie. w koncu to baba ze wsi gotuje ci obiadki, prawda?
      • Gość: lukrecya Re: Inny problem IP: 213.17.246.* 06.03.03, 19:03
        anahella napisała:

        > miastowy.facet napisał:
        >
        > > chcę dopuścić, aby moje dziecko było
        > > wychowywane na wsi, to już nie chodzi o to, że może nieodwracalnie zburacz
        > eć
        > > i schamieć, ale dzieci na wsi zawsze były tylko chowane jako tania siła
        > > robocza, a nie wychowywane – i niewiele się jak dotąd zmieniło.
        >
        > o tym czy dziecko bedzie chamem czy sila robocza to zalezy tylko od ciebie i
        > zony. wyrazenie "buraczec" odbieram jako inwektywe w stosunku do ludzi ze
        wsi.
        > troche nieladnie. w koncu to baba ze wsi gotuje ci obiadki, prawda?
        >

        Prawda, prawda, święta prawda droga Anahello!

        Jednak uważam, że facet ma wiele racji i dobrze sobie w głowie kombinuje.
        Małżeństwo powinno mieć miejsce dla siebie. Muszą mieć swoje terytorium, swój
        azyl i facet ma rację, że nie powinni mieszkać z dziadkami.

        Nie jestem yntelygentna - niestety - dlatego nie rozumiem sugestii, by się Ci
        ludzie rozwiedli, ale to już faktycznie zupełnie inny problem, mój problem.
    • Gość: seledynowa WALCZ!!! IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.03.03, 19:29
      Żal mi Ciebie, bo niebawem albo odfruniesz samotnie, albo zaczniesz szantażować
      brutalnie żonę, albo dostosujesz się do chorej sytuacji i pogodzisz się z takim
      (wierzę, że beznadziejnym) życiem.
      Moim zdaniem dopóki masz siły, wiarę i koncepcje wspólnego życia - WALCZ
      (otwarcie, podstępem, czułością, gniewem - na wszelkie sposoby). Tak długo az
      Twoja zona zacznie miec dosyć tej atmosfery i ...zapragnie zmiany.
      Tylko rób to tak, aby ...nie przestała Cię kochać.
      Ona cierpi na syndrom "nieodciętej pępowiny" i jeśli sie nie "rozwiedzie" z
      matuchną to całe zycie będzie miała prześwadczenie, że jest coś jej winna, a
      mamusia będzie ją umacniać w tym, że bez niej zginie w gąszczu codziennych
      spraw.
      Nie używaj argumentów typu "zburaczałe dziecko" - bo to nie jest ok. Walcz o
      Wasz związek, o samodzielność, niezalezność i dorosłość.
      PS. Masz duże szanse, bo jeśli Twoja żona tak łatwo podporządkowała się matce,
      to znaczy, że Tobie tez powinna ulec, ale jesli nie będziesz używał argumentów,
      które ją złoszczą lub obrażają.
      Powodzenia
      ...nawet ptaszki gdy dorosną, to są "wyrzucane" z gniazda rodziców, żeby
      szybciej nauczyły się latać na swoim. Jedynie człowiek tworzy jakies takie
      nienormalności typu kilka dorosłych samic i samców pod jednym dachem ;-)
    • Gość: Lena Re: Inny problem IP: 80.48.96.* 06.03.03, 19:32
      Mieszasz, mieszasz i czasem masz a czasem nie masz racji.
      Z pewnością nie masz racji zarzucając żonie że niepotrzebnie czuje sie
      zobowiązana wobec swojej matki za to,że ona gotuje lub zaopiekuje się
      dzieckiem. Odwróc sytuację: mieszkacie u twojej matki i Twoja matka gotuje i
      czasem zaopiekuje się dzieckiem. Czy np. nie odwózłbyś jej do znajomej bo np.
      masz samochód a matka zmęczona? nie pojechałbyś na zakupy bo matce cos
      potrzebne? choć pracujesz i masz rodzinę to dla swojej matki zrobiłbyś to, bo
      czułbyś sie zobowiązany. Nie lekceważ swojej teściowej tylko dlatego,że jest
      prostą wiejską kobietą. A Ty zachowujesz się tak jakby oczywiste było,że ona
      Wam gotuje, Jeśli jesteś taki przygotowany do życia, to zaproponuj i ugotuj coś
      sam dla całej rodziny w rewanżu. Może Twoja żona patrząc na swoich rodziców i
      Ciebie w pretensjach obawia się,że skończy tak jak jej matka - obsługująca
      wszystkich i niedoceniana.
      Masz rację, że chcesz mieszkać oddzielnie. Małżeństwo powinno -moim zdaniem -
      mieszkać oddzielnie i radzić sobie samym, samodzielnie rozwiązywać swoje
      problemy.
      Wolałabym pominąć Twoje inwektywy pod adresem ludzi wiejskich - świadczą źle o
      Tobie. Znam inteligentnych kulturalnych ludzi ze wsi i miejskie buractwo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka