zyrafa2006
14.09.06, 13:39
Hej kobitki, chcialam sie wyzalic na moja mame, a dodatkowo moze ktos mi cos
pocieszajacego napisze.
Mam z nia ogromny problem, poniewaz jest to osoba bardzo materialistycznie
nastawiona do zycia. Zawsze taka byla, ale im starsza, tym gorsza. Jej temat
glowny i jedyny to pieniadze, a wlasciwie ich brak, ciagle gada o tym, ze nie
ma kasy, a emeryture ma niezla (powyzej tysiaca) i dodatkowo jeszcze
odnajmuje pokoj studentce, wiec malo dla siebie jednej nie ma. Ale caly czas
leci na debecie, nieustannie cos kupuje, remontuje mieszkanie, zmienia sobie,
upieksza, ciuchy kupuje i ciagle placze, ze nie ma pieniedzy.
OK, powiecie, jej kasa - jej sprawa. Niby tak, ALE:
z mezem i dziecmi mieszkamy i pracujemy zagranica. Moj TZ ma alergie na jej
punkcie, po prostu jej nie trawi (nie dziwie sie mu zreszta). I jak ona tak
gada mi tym przez telefon, jak jej zle, ze inne dzieci to samotnym rodzicom
pomagaja itd., to cos mnie trafia. Nie cierpie, jak ktos chce wzbudzic u mnie
na sile wyrzuty sumienia. My nic jej nie pomagamy, bo uwazamy, ze w
rzeczywistosci ta kasa i tak by poszla na pierdoly.
Jestem zawsze miedzy mlotem a kowadlem - ona oczekuje rzeczy, na ktore z
kolei ani ja ani TZ nie mamy ochoty (np. ze bedziemy ja zapraszac, goscic
itd. - TZ powiedzial, ze jak ona przyjedzie to on wyjedzie, bo pod jednym
dachem jej nie zniesie).
Jest poza tym osoba b. zakochana w sobie, uwaza siebie za niewiadomo kogo,
ciagle sie o byle co obraza i robi mi wies przy ludziach.
Staram sie jakos zawsze lawirowac miedzy TZ a nia (zapraszam ja jak jego nie
ma itd.), ale tylko ja wiem, ile mnie to stresu kosztuje i mam przy tym zero
radosci.
A jej rozrzutnosc i ta ciagla gadka o tym, ze nie ma pieniedzy sa tak
dobijajace, ze nawet mi sie nie chce do niej dzwonic.
Dodam tez, ze przez to rozpadlo sie dawno temu malzenstwo moich rodzicow, bo
prawie wykonczyla mojego ojca tym (i gadaniem).
Wiem, ze nie ma wyjscia z tej sytuacji, ale moze ktos mi napisze cos
pocieszajacego przynajmniej.