puszystypudelek
01.10.06, 10:36
2 lata temu ją poznałem... na początku to miała byc tylko zabawa: maile, gg, może jakiś driink.. nic więcej... ale zaczęlo się kręcić- jedno spotkanie, drgie trzecie.. spodobało mi się strasznie więc nie spasowałem w odpowiednim momnencie. Ona - Magda - 27 lat, piękna szczupła Blondi, z niesamowitymi emocjami, swoją "mądrością", i jakimś takim zagubieniem w życiu... młodsza o rok zaledwie od żony, ale zupełnie inna - jakby przeniesiona z innego świata.
Żona - poukładana, wtedy 28 letnia, kobieta z któa naprawdę było mi dobrze, ale... acha.. i ja wtedy 24 lata, myślący że zawiojuję cały świat... Chociaż akurat to ostatnie mi zostało...
więc zaczęło się krecić.. jedno spotkanie, ddrugie trzecie.. coś co miało być tylko zabawą zaczeło przybierać niebezpiecznie rozmiary, zaczynałem zbyt dżo myśleć, zbyt dużo sobie obiecywać. niechcący budować sobie coś poważnego na boku... trwało to kilka ładnych miesięcy - od początku wiosny do późnej jesieni.. Magda nigdy sie nie zorientowała że jest tą drugą.. sporo pracuję, a wtedy dość poważnie poluzowałwem z tym, więc mogłem zachować to w jakoś sensownie wyważonych proporcjach... Żona też nic nie wyczuła.. i chociaż nie wiem jak to zrobiłem, ile w tym było mojego diabelskiego szczęścia - nie wiem - ale się udało... i poźną jesienią stanąłem przed wyborem - to wszystko posunęło się zbyt daleko żeby ciągnąć to "ot tak" - spotykając się raz na jakiś czas, impreza, tańce, potem .. musiałem zdecydować.. z żoną wytewdy juz zbudowałem wiele, poukładałem sobie prawie życie.. stchórzyłem. nie zdecydowałem się do niej odejść... potem cholernie żałowałem... przez cały okrągły rok...
ale rok temu znowu ją spotkałem. nie wytrzymałem i odezwałem się do niej.. kilka maili.. spotkanie w knajpce... chciałem powiedzieć jej prawdę, co.. jak.. dlaczego... i to.. że żałuję.. że.. chyba wciąż ją kocham... ale znowu stchórzyłem... zresztą rozmawiając nie potrafiliśmy rozmawiać szczerze, sensownie.. coś było.. jakaś bariera... nie wiem... po imprezie rozstaliśmy się i poszliśmy do domu.. ja z przekonaniem, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki.. i że z ego nic nie będzie... wykasowałem jej nrtr. telefonu.. chciałem zapomnieć
heh.. ale to co się wydarzło teraz...
minął kolejny rok...
stosunki z żoną nie są już takie jak kiedyś wdarła się codzienność, w coraz większej kwestii nie potraimy się porozumieć. Coś co kiedyś było, wciąż jest, ale tli się jakby mniej.. zresztą jest tak od dwóch lat.. od momentu kiedy poznałem Magdę...
...oczywiście nie potrafiłem zapomnieć, ale straciłem nadzieję, że może stać sie colowiek... i wtedy...
wychodziłem z Centrum Handlowego, spieszyłem się przechodziłem przez przejscie podziemne w kierunku miasta.. rozmawiałem przez telefon z kolegą, któremu własnie niosłem projekt.. i idąc wśród ludzi mignęła mi Ona... zorientowałem się w ostatniej sekundzie, odwróciłem się.. ona też.. idąc rozpędzony, jak w transie stawiałem kolejne kroki, ale zamarłem.. kolega z którym cały czas rozmawiałem przez komórkę cały czas cos mówił, ale dla mnie to był wtedy bełkot.. nie słyszałem co mówi.. widziałem tylko jej twarz, która z niedowierzaniem odwróciła się w moim kierunku.. trwało to ułamki sekund, ale dla mnie trwało to znacznie dłużej... patrzyłęm na jej oczy, usta.. twarz... jej oczy wyrałażał coś niesamowitego - niezwyjkłe niedowierzanie.. ... ale nie odwróciłem się.. nie poszedłem za nią.. zrobiłem parę kroków dalej i zacząłem mówić do kolegi.. "to ona.. minałem ja! to ona..." kolega nie wiedział oczywiście o co mi chodzi... wychodząc z przejscia podziemnego odwróciłem się... widziałem, że ona też...
oj nie mogłem dojśc do siebie.. wróciłem do domu i zacząłem do niej pisać maila.. nawet nie wiedząc czy wciąż używa swojej skrzynki mailowej...
..wciąż jej używa.. niemal kilka minut poźniej odpisała mi...
czekała na tego maila...
zaczeliśmy do siebie pisać.. jeden mail drugi trzecie...
napisałem jej że z kimś jestem.. ale jeszcze nie to że wtedy też nie byłem sam...
ona napisała mi że rozumie, że wie... ale..
napisała mi że czuje...
ale że powinniśmy się spotkać, porozmawiać... że..
milczałem przez tydzień...
ona odpisała mi pare dni temu że niemoża czekać w bezsilności... że widzi że podjąłem decyzję...
ja byłem dzień po wizycie w Warszawie.. po spotkaniu ze znajomymi.. po głębokiej rozmowie z kolegą który przeżywa podobą sytuację..
czułem że napisała do mnie w nocy w sobotę.. po prostu czułem.. maila odebrałem we wtorek. Bo chyba bałem się otwierac skrzynkę mailowa...
"widzę że podjąłeś decyzję"... przeczytałem to i... zaczałem do niej pisać.. mail po mailu.. w końcu wyznałem prawdę.. całą prawdę..... myślałemm, że to koniec.. ze znienawidzi mnie.. pisałem, bez ładu i składu i\tak jak teraz tu - na forum - to co miałem w głowie.. bez ukladania, przemyslenia...
po 6 mailuu chyba odpisala mi ze czyta.. ze wie ze nie zasnie...
dwa dni temy po kolejnych mailach zaproponowała mi spotkanie..
to stanie się dzisiaj.. niemal dokładnie rok po naszym ostatnim spotrkaniu... jest 10:30 rano a ja już nie mogę wytrzymać z emocji...
nie wiem jak to się skończy.. ale wiem, że to będzie spotkanie jakie zapamiętam na całe życie...
..wygadałem się...
dlaczego życie jest takie pop......?