Dodaj do ulubionych

żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien...

01.10.06, 10:36
2 lata temu ją poznałem... na początku to miała byc tylko zabawa: maile, gg, może jakiś driink.. nic więcej... ale zaczęlo się kręcić- jedno spotkanie, drgie trzecie.. spodobało mi się strasznie więc nie spasowałem w odpowiednim momnencie. Ona - Magda - 27 lat, piękna szczupła Blondi, z niesamowitymi emocjami, swoją "mądrością", i jakimś takim zagubieniem w życiu... młodsza o rok zaledwie od żony, ale zupełnie inna - jakby przeniesiona z innego świata.
Żona - poukładana, wtedy 28 letnia, kobieta z któa naprawdę było mi dobrze, ale... acha.. i ja wtedy 24 lata, myślący że zawiojuję cały świat... Chociaż akurat to ostatnie mi zostało...
więc zaczęło się krecić.. jedno spotkanie, ddrugie trzecie.. coś co miało być tylko zabawą zaczeło przybierać niebezpiecznie rozmiary, zaczynałem zbyt dżo myśleć, zbyt dużo sobie obiecywać. niechcący budować sobie coś poważnego na boku... trwało to kilka ładnych miesięcy - od początku wiosny do późnej jesieni.. Magda nigdy sie nie zorientowała że jest tą drugą.. sporo pracuję, a wtedy dość poważnie poluzowałwem z tym, więc mogłem zachować to w jakoś sensownie wyważonych proporcjach... Żona też nic nie wyczuła.. i chociaż nie wiem jak to zrobiłem, ile w tym było mojego diabelskiego szczęścia - nie wiem - ale się udało... i poźną jesienią stanąłem przed wyborem - to wszystko posunęło się zbyt daleko żeby ciągnąć to "ot tak" - spotykając się raz na jakiś czas, impreza, tańce, potem .. musiałem zdecydować.. z żoną wytewdy juz zbudowałem wiele, poukładałem sobie prawie życie.. stchórzyłem. nie zdecydowałem się do niej odejść... potem cholernie żałowałem... przez cały okrągły rok...

ale rok temu znowu ją spotkałem. nie wytrzymałem i odezwałem się do niej.. kilka maili.. spotkanie w knajpce... chciałem powiedzieć jej prawdę, co.. jak.. dlaczego... i to.. że żałuję.. że.. chyba wciąż ją kocham... ale znowu stchórzyłem... zresztą rozmawiając nie potrafiliśmy rozmawiać szczerze, sensownie.. coś było.. jakaś bariera... nie wiem... po imprezie rozstaliśmy się i poszliśmy do domu.. ja z przekonaniem, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki.. i że z ego nic nie będzie... wykasowałem jej nrtr. telefonu.. chciałem zapomnieć

heh.. ale to co się wydarzło teraz...
minął kolejny rok...

stosunki z żoną nie są już takie jak kiedyś wdarła się codzienność, w coraz większej kwestii nie potraimy się porozumieć. Coś co kiedyś było, wciąż jest, ale tli się jakby mniej.. zresztą jest tak od dwóch lat.. od momentu kiedy poznałem Magdę...

...oczywiście nie potrafiłem zapomnieć, ale straciłem nadzieję, że może stać sie colowiek... i wtedy...
wychodziłem z Centrum Handlowego, spieszyłem się przechodziłem przez przejscie podziemne w kierunku miasta.. rozmawiałem przez telefon z kolegą, któremu własnie niosłem projekt.. i idąc wśród ludzi mignęła mi Ona... zorientowałem się w ostatniej sekundzie, odwróciłem się.. ona też.. idąc rozpędzony, jak w transie stawiałem kolejne kroki, ale zamarłem.. kolega z którym cały czas rozmawiałem przez komórkę cały czas cos mówił, ale dla mnie to był wtedy bełkot.. nie słyszałem co mówi.. widziałem tylko jej twarz, która z niedowierzaniem odwróciła się w moim kierunku.. trwało to ułamki sekund, ale dla mnie trwało to znacznie dłużej... patrzyłęm na jej oczy, usta.. twarz... jej oczy wyrałażał coś niesamowitego - niezwyjkłe niedowierzanie.. ... ale nie odwróciłem się.. nie poszedłem za nią.. zrobiłem parę kroków dalej i zacząłem mówić do kolegi.. "to ona.. minałem ja! to ona..." kolega nie wiedział oczywiście o co mi chodzi... wychodząc z przejscia podziemnego odwróciłem się... widziałem, że ona też...

oj nie mogłem dojśc do siebie.. wróciłem do domu i zacząłem do niej pisać maila.. nawet nie wiedząc czy wciąż używa swojej skrzynki mailowej...
..wciąż jej używa.. niemal kilka minut poźniej odpisała mi...
czekała na tego maila...
zaczeliśmy do siebie pisać.. jeden mail drugi trzecie...
napisałem jej że z kimś jestem.. ale jeszcze nie to że wtedy też nie byłem sam...
ona napisała mi że rozumie, że wie... ale..
napisała mi że czuje...

ale że powinniśmy się spotkać, porozmawiać... że..

milczałem przez tydzień...
ona odpisała mi pare dni temu że niemoża czekać w bezsilności... że widzi że podjąłem decyzję...

ja byłem dzień po wizycie w Warszawie.. po spotkaniu ze znajomymi.. po głębokiej rozmowie z kolegą który przeżywa podobą sytuację..

czułem że napisała do mnie w nocy w sobotę.. po prostu czułem.. maila odebrałem we wtorek. Bo chyba bałem się otwierac skrzynkę mailowa...

"widzę że podjąłeś decyzję"... przeczytałem to i... zaczałem do niej pisać.. mail po mailu.. w końcu wyznałem prawdę.. całą prawdę..... myślałemm, że to koniec.. ze znienawidzi mnie.. pisałem, bez ładu i składu i\tak jak teraz tu - na forum - to co miałem w głowie.. bez ukladania, przemyslenia...

po 6 mailuu chyba odpisala mi ze czyta.. ze wie ze nie zasnie...

dwa dni temy po kolejnych mailach zaproponowała mi spotkanie..
to stanie się dzisiaj.. niemal dokładnie rok po naszym ostatnim spotrkaniu... jest 10:30 rano a ja już nie mogę wytrzymać z emocji...
nie wiem jak to się skończy.. ale wiem, że to będzie spotkanie jakie zapamiętam na całe życie...


..wygadałem się...


dlaczego życie jest takie pop......?

Obserwuj wątek
    • karus100 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 10:58
      Dla mnie to ty jesteś zwykłym ch..jem.

      Małżeństwo to nie zabawa w piaskownicy, że jak coś ci nie pasuje, to zabierasz
      zabawki i idziesz bawić się gdzie indziej. W małżeństwie trzeba się starać, iść
      na kompromisy... Zresztą powinieneś to wiedzieć.

      Gardzę tobą.
    • karus100 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:01
      Na wypadek gdyby moderator wyrzucił moją wcześniejszą wypowiedz, powtórzę
      ostatnie zdanie:

      GARDZę TOBą.
      • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:26
        Jasne, jak latwo jest oceniac siedzac sobie gdzies w Polsce w domu przed kompem
        i nie majac nigdy takiego problemu. Jak latwo jest napisac gardze toba albo
        naublizac ot tak sobie.
        Kto bedac w stalym zwiazku nie przezyl fascynacji trzecia osoba w ogole nie
        powinien zabierac glosu w takiej sprawie. Myslicie ze tego sie szuka? Ze tego
        wlasnie sie chce? Myslicie ze nie ma sie wyrzutow sumienia i poczucia potwornej
        niemocy nie mogac poradzic sobie z wlasnymi emocjami?? Oczywiscie nie
        kwestionuje tego ze jest ta jedna osoba najbardziej pokrzywdzona - a mianowicie
        osoba zdradzana. Jak moznaby to kwestionowac... wszystim przekonanym ze im by
        sie to nie przydarzylo zycze takiej wlasnie sytuacji. Nigdy nie mow nigdy. Ja
        tez kiedys bylam taka madra jak wy...
        • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:28
          A ja, wyobraź sobie, była w sytuacji, kiedy zaczęła mnie BARDZO interesować
          inna osoba, kiedy byłam w związku. I wiesz co? Można powiedzieć sobie "nie
          wolno mi". Po to ma się wolę, uczucia i moralność.
          • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:28
            A przede wszystkim szacunek do tej drugiej osoby.
          • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:03
            Alez masz racje - mozna sobie powiedziec. I mozna sobie odpowiedziec nie.
            Moje pytanie brzmi - czy jest to naprawde tak latwe jak wielu tutaj sie wydaje?
            I czy osobe ktora ma takie rozterki (zakladam ze taki ktos mysli a nie dziala
            pod wplywem impulsu) naprawde powinno sie z taka nienawiscia krytykowac.
            • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:06
              > Alez masz racje - mozna sobie powiedziec. I mozna sobie odpowiedziec nie.
              > Moje pytanie brzmi - czy jest to naprawde tak latwe jak wielu tutaj sie
              wydaje?

              Nie jest to trudne. Wystarczy nie utrzymywać kontaktów i nie pozwolić sobie na
              jakiekolwiek rozwinięcie tej relacji.
            • ania.downar Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:12
              Jesli myslisz, ze innym nie zdarzyla sie nigdy fascynacja druga osoba do
              szlenstwa i dlatego nie moga zrozumiec czegos takiego, to sie myslisz.
              Niektorzy sa po prostu silniejsi i potrafia sobie odmowic pojscia za
              tym "kretynizmem". A boli tak samo, nie mysl sobie...
              • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:18
                wiecie... wiele za was piszcze że idę za chucią, że chodzi mi o sex na boku...
                tylko..

                tylko że... ja się z nią 2 lata temu przespałem tylko 3 razy przez te kilka miesięcy, przy końcu tej pierwszej częsci tego wszystkiego..

                tu wbrew waszym myślom zdecydowanie nie chodzi o sex...
                • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:21
                  Tylko trzy razy. Czyli wszystko w porządku, tak?
                  Jestem naprawdę cholernie ciekawa, czy zostawisz żonę. Bo powinieneś w takiej
                  sytuacji. Ale coś mi mówi, że tego nie zrobisz.
                  • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:25
                    nie... Oczywiście że nie "w porządku".. tylko, że wiele z was nie przeczytało dokładnie tego co pisałem... i pojawiły się tektsty że od dwóch lat sypiam z obiema... a to bzdura...

                    • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:28
                      pojawiły się tektsty że od dwóch lat sypiam z ob
                      > iema... a to bzdura...

                      Ciekawa jestem, jaką zrobiłbyś minę, gdybyś się dowiedział, że twoja żona się z
                      kimś przespała "tylko trzy razy".
                • ania.downar Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:44
                  Nie pisze o chuci. Pisze o ogolnej fascynacji drugim czlowiekiem.
                  To chyba Toba sie wydaje, ze przezywasz cos niesamowitego, unikalnego... a tak
                  naprawde to innym tez sie zdarzalo. Wyobraz sobie, ze czytasz swojego posta
                  jako posta obcej osoby. Pewnie wyda Ci sie plytki i taki typowy. I slusznie, bo
                  taka jest wlasnie Twoja historia.
                  • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:48
                    masz rację.. ale chyba każdemu zakochanemu wydaje się, że przeżywa właśnie coś unikalnego.. że to jest tylko jego udziałem.. i może tej drugiej osoby..
                    masz racje, że innym się to zdarzało...

                    ja tylko chciałem się wygadać, bo z poddenerwowania siedzę jak na szpilkach..
                    • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:51
                      > ja tylko chciałem się wygadać, bo z poddenerwowania siedzę jak na szpilkach..

                      A nie sądzisz, że to już najwyższa pora, żeby powiedzieć żonie? Znowu się
                      asekurujesz? Bo jak z Magdą nie wyjdzie, to dalej będziesz kochanym mężusiem?
                      Aż do spotkania kolejnej laski? Obrzydliwość.
                      • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:52
                        skąd w Tobie tyle nienawiści...?
                        • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:56
                          > skąd w Tobie tyle nienawiści...?

                          Bo znam sprawę z drugiej strony.
                          Kiedy powiesz żonie? Skoro kochasz Magdę, to chyba powinieneś, nie sądzisz?
                          W ogóle co za scena - ty jesteś zdenerwowany przed randką, siedzisz jak na
                          szpilkach, a gdzie żona? Krząta się w kuchni? Robi ci obiad? BŁEEEEEEEE!!!!! Co
                          jej dzisiaj powiesz, że wychodzisz na spacer? DNO!
              • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:33
                Owszem rozumiem, bo ja tez nie dopuscilam do zdrady, ale wiem ile mnie to
                kosztuje energii i jak silnej woli to wymaga.
                Czasem tylko sie zastanawiam czy odejscie nei wymaga rownie wielkiej sily -
                zwlaszcza jak sie tkwi w dlugoletnim zwiazku.
                • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:35
                  sęk w tym że odjeście wymaga potwornej siły.. i ja jej szukam... i chce ją znaleźć... i mam nadzieję, że znajdę bo czuję że Magdę po prostu.. kocham...
                  • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:43
                    > sęk w tym że odjeście wymaga potwornej siły.. i ja jej szukam... i chce ją
                    zna
                    > leźć... i mam nadzieję, że znajdę bo czuję że Magdę po prostu.. kocham...

                    Kochasz i okłamywałeś ją tyle czasu?
        • karus100 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:30
          Wiesz co, nie wymądrzaj się. byłam żoną, właśnie tą, którą mąż zdradzał, więc
          wiem, jak to wygląda od tej drugiej strony.

          Nie życzę ci, żebyś musiała przechodzić przez to, co ja. Chociaż może powinno
          cię to spotkać, może dałoby ci to do myślenia.
          • karus100 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:37
            To co napisałm powyżej napisałam do Vinci (czy jak jej tam).
            I jeszcze jedno: jesteśmy ludzmi, nie zwierzętami, więc nie musimy zachowywać
            się jak koty w czasie rui, że bezmyślnie będziemy lecieli za każdą osobą, która
            nas aktualnie zafascynuje.
            • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:06
              Hmmm moze tego nie jestes w stanie sobie wyobrazic ale ludzie zdradzaja nie
              tylko kierowani chucią. Zdrada to nie tylko pojscie z innym do lozka. Wlasnie
              dlatego ze jestesmy ludzmi te motywy moga byc inne. Lozko to czasem tylko efekt
              uboczny, a czasem moze w ogole go nie byc.
              • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:10
                > Hmmm moze tego nie jestes w stanie sobie wyobrazic ale ludzie zdradzaja nie
                > tylko kierowani chucią. Zdrada to nie tylko pojscie z innym do lozka. Wlasnie
                > dlatego ze jestesmy ludzmi te motywy moga byc inne. Lozko to czasem tylko
                efekt
                >
                > uboczny, a czasem moze w ogole go nie byc.

                Tak czy owak chyba ludzie mają kontrolę nad rozwojem sytuacji? Widzą, kiedy
                ktoś ich interesuje ZA BARDZO? To tak jak z piciem alkoholu. Chyba wiesz, kiedy
                przestać?
                • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:26
                  Heh, teoretycznie tak. Czasem problem polega na tym ze czlowiek sam siebie
                  zaczyna oszukiwac ze "to wcale nie jest tak". Ja np. jestem bardzo dobra w
                  naginaniu prawdy na wlasne potrzeby. I co gorsza potrafie uwierzyc w to co
                  sobie wymysle. Mysle ze nie ja jedna tak mam. Ludzie to naprawde pokrecone
                  istoty.
                  • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:30
                    > Heh, teoretycznie tak. Czasem problem polega na tym ze czlowiek sam siebie
                    > zaczyna oszukiwac ze "to wcale nie jest tak". Ja np. jestem bardzo dobra w
                    > naginaniu prawdy na wlasne potrzeby. I co gorsza potrafie uwierzyc w to co
                    > sobie wymysle. Mysle ze nie ja jedna tak mam. Ludzie to naprawde pokrecone
                    > istoty.

                    No to w takim razie masz problem :) Ja zawsze wiem, kiedy ktoś zaczyna mnie
                    pociągać. Poza tym jak się jest w związku, to już szczególnie powinno się być
                    na to wyczulonym.
                    • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:37
                      Wiem, że mam problem. Czuje ze cos jest nie tak bo mam wyrzuty sumienia mimo ze
                      jak juz wspomnialam do zdrady nie dopuscilam. Jak dotąd. Prze wiele lat po
                      prostu nie mialam takiego problemu bo nikt inny sie dla mnie nie liczyl. A
                      teraz się liczy. I konia z rzedem temu kto by mi powiedzial jaka decyzja bylaby
                      najlepsza.
                      • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:42
                        Moim zdaniem jesteś na najlepszej drodze do zdrady. Zrób coś, zanim będzie za
                        późno.
                        • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:45
                          i chcę zrobić... i po to jest to dzisiejsze spotkanie.. im będę na nim bardziej szczery, im więcej się wyjaśni tym łatwiej mi będzie odejść od Żony...

                          jeśli tylko Magda wciąż czuje coś do mnie...
                        • vinca Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:48
                          qw994 napisał:

                          > Moim zdaniem jesteś na najlepszej drodze do zdrady. Zrób coś, zanim będzie za
                          > późno.

                          Wiem. Na szczescie tamten czlowiek jest madrzejszy ode mnie. I silniejszy. Albo
                          tak mi sie wydaje...
                          • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 12:49
                            > Wiem. Na szczescie tamten czlowiek jest madrzejszy ode mnie. I silniejszy.
                            Albo
                            > tak mi sie wydaje...

                            Raczej ci się wydaje. Zwykle faceci korzystają z okazji, które im się
                            nadarzają. Nie liczyłabym na to na twoim miejscu. Radzę ci dobrze - zerwij z
                            nim wszelkie kontakty.
        • ziuta111 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 11.10.06, 19:43
          W stały związek wchodzisz właśnie dlatego, że odczuwasz fascynację tą osobą,
          prawda? Ta fascynacja nie mija jak pora roku, ona trwa tak długo, jak długo ta
          osoba żyje a może i dłużej. O czym ty więc mówisz? Jaka trzecia osoba? W
          szczęśliwym i dobrze dobranym związku nie ma żadnych trzecich osób!
          A jeśli ktoś sobie nie radzi z emocjami to niech się uda do psychiatry a nie na
          forum internetowe.
          Ten świat po prostu oszalał!
          • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 16.10.06, 12:54
            jest mi coraz lepiej...
            wszystko zaczyna się układać, na przekór wszystkim źle życzącym mi paniom...

            a przy okazji.. znalazłem taki wątek na tym forum..

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=50340228
            ja za swój czyn zostałem zmieszany z błotem, ciekawe że Wy kobiety nie
            jesteście tak samo radykalne w stosunku do innych kobiet..

            Solidarność jajników?
    • alpepe jesteś sku..synem 01.10.06, 11:04
      i ch.., niech mnie nawet za to zabanują.
      • alpepe Re: jesteś sku..synem 01.10.06, 11:05
        jeszcze raz: jesteś zwykłym S/k/ur/w-y/s/y-n/e/m
        Żal mi obu tych kobiet.
    • megg35 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:15
      podejmij w końcu jakąs decyzje...czas najwyzszy
      • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:19
        w sumie spodziewalem sie ze koiety mnie zwyzywaja od roznych...

        ale drogie panie, postawcie sie w mojej sytuacji- wy jestescie na moim miejscu. i jest maz i jakis trzeci facet. na tej samej zasadzie. co wtedy?

        a decyzje pewnie podejme. czuje ze to nie przypadek a cos wiecej skoro spotkalem ją 3 raz...
        • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:23
          > ale drogie panie, postawcie sie w mojej sytuacji- wy jestescie na moim
          miejscu.
          > i jest maz i jakis trzeci facet. na tej samej zasadzie. co wtedy?

          Nic. Ponieważ nie jestem bydlakiem.
        • megg35 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:41
          ja cie nie oceniam to twoje zycie ale męczysz sie sam i dwie kobiety na tym
          cierpia dlatego czas najwyzszy zaryzykowac tak nie mozna zyc
        • az_rr Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 15:34
          A ja Ci pudelku szczerze współczuje. Sama tkwie w podobnym związku i podziwiam
          osoby, ktore dla miłośc i szczesia w życiu sa w stanie zrobić dużo. Wierzę, że
          podejmiesz wlasciwa dezycje. Napisz jak wrocisz ze spotkania. Trzymam kciku :-)
    • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:16
      Jesteś szmatą. Szkoda, że te kobiety trafiły na takiego śmiecia.
    • kotbehemot6 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:22
      moi drodzy, czemu tak surowo oceniacie, cztżby nikt z Was nie poełnił nigdy
      pomyłki. Facet jest młody, może trafił na swoją drugą połwkę, moze małżeństwo
      było pomyłką.Moze niech się przekona i rozstanie z żoną, da i sobie i jej szansę
      na szczęście. Chyba jest to lepszym rozwiązaniem niż tkwienie w związku bez
      miłości-myślicie ,ze zona będzie szcęśliwa gdy będzie wiedziała ,ze mąż jej nie
      kocha? Trochę zrzoumienia, chyba ,że wszyscy jesteście tacy nieomylni w
      wyborach życiowych
      • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:26
        Omylny to może być każdy. Ale przynajmniej ma się jakieś refleksje. I nie
        okłamuje się cynicznie dwóch kobiet, z własnej wygody i egoizmu. Bo po co
        uprawiać seks z jedną, jak można z dwiema. I ton tego długiego posta - "ach,
        jakiż to los mnie spotkał". Na wymioty się zbiera.
        • alpepe Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:28
          j.w.
        • kotbehemot6 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:30
          może facet jest trochę egzaltowany, ale licze na to ,że wybierze tę jedną
          jedyną....nie lubie wydawać tak jednoznacznych wyroków jak cham itd.... życie
          jest życiem i pełne niespodzianek, a zdwojga złego lepiej rozstać sie w
          stosunkowo młodym wieku nie mając rodzinnych zobowiązań( dzieci) niż bez sensu
          tkwić- bo tak wypada. Inna sprawa czy facet za rok znowu się nie zakocha, ale
          pana nie znam i zakładam,że popełnił bład życiowy z szansą na naprawienie
          • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:34
            Szkoda tylko, że tę drugą też okłamywał od samego początku. Od razu widać, kto
            w jego życiu jest tak naprawdę najważniejszy. On sam. Nie mam litości dla
            takich typów.
          • alpepe Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 11:37
            jak wybierze, skoro walił żonę w rogi przez rok???
            Mogła się ta męska dziwka zdecydować już na początku, że popełnił błąd i woli
            być sam niż z kobietą-pomyłką, poza tym on świadomie wchodził w romans i teraz
            mu tylko d. na boku brakuje, a najchętniej, to by się z żoną nie rozstawał,
            tylko ciagnął trójkąt.
            • karus100 Do qw9994 i alpepe 01.10.06, 11:41
              Myślę dokładnie to samo co wy!
    • vandikia troche abstrahując od wypowiedzi autora 01.10.06, 11:35
      i jego historii, to

      uważam, ze lepiej sie rozstac - jesli malzenstwo okazalo sie nieudane, jesli
      ludzie sie pomylili, niz cale zycie sie meczyc.
      nie wszyscy mogą sobie na komfort rozstania pozwolic - z roznych przyczyn:
      religijnych, materialnych, ze wzgledu na dobro dzieci itd.

      a opluć kogos zawsze najłatwiej. i tyle.


      • alpepe Re: troche abstrahując od wypowiedzi autora 01.10.06, 11:40
        Pięknie vandikia, tylko, że faktycznie piszesz nie na temat.
        Co innego, gdy małżeństwo jest pomyłką, ale wtedy się po prostu człowiek uczciwy
        przyznaje do tej pomyłki i zostaje sam a nie jak autor wątku szuka pukanka na
        boku, mimo, że dopiero co zawarł związek małżeński.
        • vandikia Re: troche abstrahując od wypowiedzi autora 01.10.06, 11:44
          dlatego użyłam słowa "abstrahując"
          co do autora - nie znam go, po kilku zdaniach jakie napisal nie bede go jakos
          mieszac z błotem, bo nie mam dzis na to ochoty. jednak jesli juz mialabym
          ocenic - na podstawie tych kilku jego zdan - to raczej nie szuka pukanka,
          raczej staral sie zakonczyc romans, ale sytuacje losowe sprzyjaly rozwijaniu
          znajomosci. Poza tym Alpepe, w ciagu tygodnia czy miesiaca nie jest sie chyba w
          stanie stwierdzic, ze malzenstwo bylo bledem? Z obserwacji wynika, ze do tego
          dochodzi sie raczej latami, a bledy są wpisane w zycie.
          Naprawde nie chce mi sie nic wiecej pisac, bo moj stosunek do autora tego watku
          jest zupelnie obojetny, zdarzaja sie ludzie, ktorzy pisza tak, ze mozna im
          odrazu "wirtualnie dac w morde", a ja tu nie czuje takiej potrzeby :)
    • ofelia1982 Idz za glosem serca - banalne 01.10.06, 11:50
      Boze..ale WY jestescie kobitki. Mi tez oczywiscie zal zdradzanych, ale przeciez
      to jest jego zycie.ma byc szczesliwy. Jasne - szkoda zony, ale to chyba wlasnie
      nie TA. czy to jego wina, ze spotkal swoja druga polowe jak juz byl w
      malzenstwie? Na moim miejscu powinien odejsc od zony i ulozyc sobie zycie z ta
      nowa, jesli to jest ta wlasciwa i jesli ja kocha. Zona pocierpi, ale sobie
      kogos znajdzie i bedzie z nim szczesliwa..Nie skazujcie go na wegetacje! Do
      autora watku - wyobraz sobie taka sytuacje..zostales z zona. macie po 60
      lat.dzieci odchowane.mieszkacie sami.siedzicie w sobotni wieczor razem przy
      kominku.i Ty myslisz o tym, czy dobrze zrobiles nie idac 40 lat temu za glosem
      serca, bo teraz moze bys siedzial przy tym kominku z Magda..Nie skazujcie go na
      to dziewczyny
      • qw994 Re: Idz za glosem serca - banalne 01.10.06, 11:57
        Ale kto go skazuje na wegetację? Nam chodzi o elementarną uczciwość. Poza tym
        należy pamiętać o tym, że jak człowiek jest w związku, to nie raz, i nie dwa, a
        nawet nie dziesięć pozna kogoś, kto go będzie fascynował. I co wtedy? Od razu
        się umawiaćna drinka? Chyba to oczywiste, czym takie igranie z ogniem się
        skończy. A wtedy co? Okłamuje się dwie osoby, tak? Bo tak jest wygodniej?
        Ofelio, Magda to nie jest żadna druga połówka. Bo gdyby tak było, to po prostu
        zostawiłby żonę. I nawet skłonna byłabym to zrozumieć. Ale on woli bzykać dwie
        kobiety, i w tym cały problem.
      • karus100 Re: Idz za glosem serca - banalne 01.10.06, 11:58
        Oczywiście, Ofelio. Najważniejsze w życiu to troszczyć się o własną dupę. Żyć
        tylko dla siebie, nie oglądać się na innych, co nas inni obchodzą. Skoro masz
        takie poglądy, to współczuję osobie, która się z tobą zwiąże. Bo w każdej chwili
        mędziesz mogła go zostawić z byle powodu, bo przecież musisz być szczęśliwa za
        wszelką cenę.
        • ofelia1982 Re: Idz za glosem serca - banalne 01.10.06, 12:07
          Dziewczyny, zejdzcie ze mnie i na pewno darujcie sobie osobiste przytyki
          ("wspolczuje osobie z ktora sie zwiazesz"). Ja rozumiem uczciwosc, sama mam
          partnera od prawie 2 lat i choc w tym czasie mialam kilka pokus, kilku
          adoratorow i nie powiem - czasem byli to naprawde ciekawi ludzie - to
          wiedzialam, ze to jest chwilka, ze teraz sie dobrze bawie, oni sa mili, ale to
          moj facet jest najcudowniejszy na swiecie..nigdy nei zdradzilam.
          Nie wiem, autor watku opisuje mityczna Magde jako TA wielka milosc, o ktorej
          nie potrafi zapomniec - spotyka ja po roku i cos sie w nim budzi. Jesli tak
          jest - to logiczne jest dla mnie, zeby odszedl od zony dla niej. Bo widocznie
          zony nie kocha i to nie jest TA.
          Jesli jednak - tak jak Wy to interpretujecie - bzyka obie i Magda to dla niego
          tylko oderwanie sie od rutyny - to owszem, jest smieciem.
          Ja obstaje za pierwsza wersja bo tak zinterpretowalam jego post.
        • ofelia1982 Re: Idz za glosem serca - banalne 01.10.06, 12:07
          Dziewczyny, zejdzcie ze mnie i na pewno darujcie sobie osobiste przytyki
          ("wspolczuje osobie z ktora sie zwiazesz"). Ja rozumiem uczciwosc, sama mam
          partnera od prawie 2 lat i choc w tym czasie mialam kilka pokus, kilku
          adoratorow i nie powiem - czasem byli to naprawde ciekawi ludzie - to
          wiedzialam, ze to jest chwilka, ze teraz sie dobrze bawie, oni sa mili, ale to
          moj facet jest najcudowniejszy na swiecie..nigdy nei zdradzilam.
          Nie wiem, autor watku opisuje mityczna Magde jako TA wielka milosc, o ktorej
          nie potrafi zapomniec - spotyka ja po roku i cos sie w nim budzi. Jesli tak
          jest - to logiczne jest dla mnie, zeby odszedl od zony dla niej. Bo widocznie
          zony nie kocha i to nie jest TA.
          Jesli jednak - tak jak Wy to interpretujecie - bzyka obie i Magda to dla niego
          tylko oderwanie sie od rutyny - to owszem, jest smieciem.
          Ja obstaje za pierwsza wersja bo tak zinterpretowalam jego post.
    • microtune Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 13:17
      facet jestes na maksa niedojrzaly, nie wiesz czego chcesz, wcale sie nie
      zdziwie jak wielka namietnosc z Magda skonczy sie po 2 miesiacach wspolnego
      sprzatania, prania i gotowania w jednej kuchni
      facet, szukasz rzeczy ulotnych, niestety milosc nie jest tym co sie oglada na
      filmach i czyta w ksiazkach
      milosc to trwanie przy drugiej osobie z proba dialogu jak jest cos nie tak
      (czasem sie nie uda, trudno ale trzeba probowac), milosc to szczerosc i
      szacunek dla drugiej osoby a nie zycie w zaklamaniu, milosc to odpowiedzialnosc
      za losy drugiej osoby i za to, kim ona sie staje bedac ze mna w zwiazku a nie
      przelotne spotkanie wzroku w centrum handlowym
      a co na to wszystko magda?
      nie boi sie ze zostawisz ja dla nastepnej, ktora sie zauroczysz po dwoch
      miesiacach
      w zyciu nie zwiazalabym sie z facetem, ktory zostawil mnie dla innej

      tyle!
    • iberia30 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 14:22
      sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale masz to poniekad na wlasne zyczenie.
      Zastanawia mnie jedno:czemu nie potrafisz odejsc od zony skoro jest ktos inny?
      Skoro zafascynowala Cie inna kobieta to chyba do zony zbyt wiele nie czujesz, a
      nawet jesli to znaczy, ze Wasz zwiazek jest....marny.Poza tym latwo jest skakac
      z kwiatka na kwiatek, a sztuka jest odejsc i byc samemu.....
      Jakby na to nie patrzec skrzywdziles przynajmniej 2 osoby....zastanow sie nad
      soba, pomysl co zrobic by juz nigdy nikogo tak nie zranic i nie oklamac.
      • cala_w_kwiatkach Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 14:35
        nie rozumiem niedojrzalego postepowania dojrzalych osob
        zdecydowales sie na zone, malzenstwo, rodzine to siedz na dupie albo zakoncz
        wszytsko a nie ciagniesz na 2 fronty
        zastanow sie czego chcesz i nie oszukuj innych, nie traktuj innych tak jakbys
        sam nie chcial byc potraktowany!
        chyba nalezy sie Twojej zonie szczerosc; postepujesz strasznie egistycznie,
        robisz wszytsko tak jak Tobie wygodnie, jak chcesz to jestes z zona, jak
        zatesknisz za inna kobieta - to idziesz do niej
        ale pomysl, ze NIE TYLKO TY jestes w tym chorym ukladzie
        kilka spotkan z inna kobieta i tracisz glowe, albo w lewo albo w prawo, nie
        mozna miec wszystkiego na zawolanie, mam nadzieje ze sie o tym przekonasz na
        wlasnej skorze

    • aquira Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 15:13
      Przykro mi autorze tego tematu, ale ja także nie rozumiem twojego postępowania.
      Po pierwsze: Wydaje mi się, że idealizujesz tą całą Magdę. To nie jest miłość,
      tylko fascynacja... Po drugie: Skoro nie układa Ci się z żoną, to czemu się z
      nią nie rozstałeś do tego czasu? Nie traktujesz jej jak człowieka, tylko jak
      zabezpieczenie - jeśli z Magdą się nie uda, to zostaniesz z nią, bo samemu to
      jakoś tak niefajnie?? Jesteś chyba za młody na poważny związek - czemu brałeś z
      nią ślub, skoro jej nie kochasz? Czemu nie odszedłeś od niej wcześniej - przez
      te 2 lata mogłaby znaleźć sobie partnera, który darzyłby ją miłością, szacunkiem
      i który byłby jej wierny!!! Jesteś EGOISTĄ! Ja wiem, że nie powinno się trwać w
      nieudanym związku... Więc po co go przedłużasz? Oszukujesz tą biedną kobietę,
      niszczysz jej życie, chociaż nie masz do tego najmniejszego prawa!!!!! Pomyśl
      choć przez chwilę o innych, bo jak na razie to myślisz tylko o sobie... Jesteś
      cholernie niedojrzały!
    • michunia Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 15:18
      nikt nam pudelku nie obiecywal, ze bedzie latwo, ale jaja sie ma albo nie, i
      tyczy sie to plci obojga
    • maretina to nie zycie jest pop.... 01.10.06, 17:51
      lecz ty,. przykro mi.
    • nutopia Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 17:58
      cokolwiek by się stało na tym spotkaniu to musisz opisać nam to wszystko jak
      wrócisz
      • olalia Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 19:20
        egoistyczny dupek myślący tylko o sobie !
    • squirrel9 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 20:18
      Nie wierzę,że pisze to facet. Mężczyzna nigdy nie nazwayłby się puszystm
      pudelkiem :)))
    • piekielnica1 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 21:15
      Niektórzy nigdy nie dorastają.
      Rozkapryszoni egoiści.
      • sky1980 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 22:07
        no to teraz przetywaszy to wszystko ciekawam jestem co nam ten puszystypudelek
        napisze....jak spotkanie?co zdecydowales?i w ogoleopowiedz o wszystkim.

        a osobiscie twierdze ze tak czy siak rozpatrując problem na wiele stron i
        rozkladając go na wiele czynników uczciwy to ty kolego nie jestes.zwlaszcza
        wobec zony.bo zony czesto swoje emocje hamują,nie pozwalaja sobie na wybuchy
        fascynacji i zostają przy mężach bo IM SLUBOWALY! za facet zawsze znajdzie
        wygodne wytlumaczenie.Magda też nie ma lekko w tej sytuacji...choć powinna sie
        byla wycofac gdy dowiedziala sie prawdy Tobie i Twoim
        małzenstwie.niestety...dla niektórych nawet slowa przysiegi małżeńskiej zbyt
        mało znaczą...
        ale pora na Ciebie bohaterze-wypowiedz sie,jaka jest ta męska decyzja?kogo tym
        razem zranisz?-w imię DOBRA WYZSZEGO naturalnie!
        • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:02
          rozczaruje was wszystkie złorzeczące na mnie panie...
          myślałem o tym caly dzień.. wreszcie spotkałem się z Magdą... jest dobrze.. jest coraz lepiej..


          podjąlem decyzję... jakies półtorej godziny temu powiedziałem żonie że od niej odchodzę.. że mam dość... że zrobił się z tego bezsensowny show.. nie mający nic wspólnego z miłośćią...

          nie wiem czy zrobiłem źle czy dobrze... siedzę z butelką whiskacza i staram sie nie myśleć nad tym co zrobiłem..

          jutro po po pracy znów widzę się z Magdą i to jest, jak na razie, najbardziej pozytywny akcent tego wszystkiego...
          • az_rr Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:04
            A co Magda na to? Wie, ze chcesz z nią być?
            • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:15
              wie...:) rozmawialiśmy naprawdę dłudo.. naprawdę dłuuuugo....
          • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:12
            jakies półtorej godziny temu powiedziałem żonie że od niej
            > odchodzę.. że mam dość... że zrobił się z tego bezsensowny show.. nie mający
            n
            > ic wspólnego z miłośćią...

            A czegoś się spodziewał? Że żona powie "kochanie, nie ma problemu"? Nie zwalaj
            na nią odpowiedzialności, to ty sobie znalazłeś świeży towar, a nie ona.
            Żałosne to wszystko.
            • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:16
              a do pani qw994.... wie pani.. jestem nawalony jak świnia więc mogę sobie pozwolić... jest pani żałosna...
              • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:18
                Ale nie jestem kanalią. A ty - owszem.
                • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:21
                  dobrze.. więc jestem kanalią.. ale mam szansę być szczęsliwy... czego i Pani życzę...
                  • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:21
                    > dobrze.. więc jestem kanalią.. ale mam szansę być szczęsliwy... czego i Pani
                    ży
                    > czę...

                    Szczęście kosztem innych. Gratuluję.
                    • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:29
                      wiec w/g Pani CO miałem zrobić..? jakie było to "salomonowe wyjście"?
                      • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:32
                        Nie umawiać się z tą drugą. Nigdy.
                        • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:35
                          ręcę opadają na te Pani rady.. ide spać, bo Jasia osuszyłem do dna...

                          a pani rada.. to tak jakby ktoś powiedział jakiś czas temu "Trzeba było głosować na... ********************* - nie było by afer z taśmami" - bez sensu zupełnie..


                          dobranoc
                          • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:44
                            Jesteś nieodpowiedzialnym, egoistycznym typem, który nie potrafi wziąć
                            odpowiedzialności za własne czyny. Ręce opadają, jak się to czyta. Żona
                            zrobiła "bezsensowny show". Zero jakiejkolwiek empatii. Przynajmniej skuliłbyś
                            trochę uszy po sobie. To TY rozwaliłeś to małżeństwo, a więc bądź tak łaskaw i
                            wykaż chociaż odrobinę współczucia dla kogoś, kto ma przez ciebie wyjęty kawał
                            życiorysu. Po trzykroć - dno.
                            • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 08:32
                              proszę czytać dokładniej. Ze zrozumieniem. Nie "żona zrobiła show" tylko "zrobił
                              się show" - z naszego małżeństwa...

                              nie wiem czy interpretuje pani wszystko tak, żeby było po Pani myśli, czy po
                              prostu ma pani problemy ze zrozumieniem słowa pisanego... ale przekręca Pani
                              zdania...

                              a co do mojego rozstania... dzisiaj czuję się naprawde dobrze.. i czuje że
                              zrobiłem dobrze (chociaż kac po jasiu jest... ;) ) .
                              cieszę się że przerwałem ten show i że w końcu wyrwałem się z tego zakłamania.
                              Nie wiem czy wyjdzie z Magdą.. ale nawet jeśli nie, to chyba wolę być sam niż
                              tkwić w marnym związku...
                              • megann75 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 20:13
                                wiesz co PUSZYSTY PUDELKU? po roku,no może po dwóch obudzisz się... przyjdzie
                                życie; ta druga okaże sie bez życia i nudna.zycze ci jak najlepiej ale
                                zazwyczaj takie wyskoki zle sie koncza
            • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:19
              i jeszcze do pani qw994 - więc mam rozumiec, ze wolałaby pani usłyszec w wieku 70... 80. lat.. "całe życie kochałem kogo innego niż ty... ale zostałem z tobą dla przyzwoitości.. zasad..." ?
              • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:20
                Ja raczej od dziś zacznę się modlić, żebym nie trafiła na kogoś takiego, jak ty.
              • az_rr Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:41
                A ja gratuluje Ci odwagi i zycze Ci szczescia pudelku! Moze Ci, ktorzy tak
                krytykuje Twoje zachowanie nie wiedza co to milosc:-)
                • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:45
                  Ja wiem, co to miłość. I rozróżniam to od zwykłego zauroczenia.
                  • az_rr Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:48
                    Czy zauroczenie moze trwac kilka lat?
                    • nefertum Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:57
                      az_rr napisała:
                      > Czy zauroczenie moze trwac kilka lat?

                      To jak określisz kogoś, kto pozostaje w związku małżeńskim przez te kilka lat,
                      mimo że kocha inną osobę? Każdy ma prawo zbłądzić, ale świadomie krzywdzić
                      własną żonę?!
                    • aniiatka Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 01.10.06, 23:57
                      cczy to milosc to ty sie chlopie dopiero przekonasz.
                    • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 00:01
                      > Czy zauroczenie moze trwac kilka lat?

                      A co, ty też zostawiłaś męża dla kochanka? No to się nie dziwię tych gestów
                      solidarności z Pudelkiem.
                      • qw994 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 00:09
                        Ach, nie... Od półtora roku masz męża i kochanka. Brawo!
                        • iberia30 do qw 994 02.10.06, 10:53
                          nie zawsze wszystko jest biale i czarne, nie zawsze mamy w 100% wplyw na nasze
                          zycie, na to co sie dzieje wokol nas.Wyluzuj troszke, i zebys mnei dobrze
                          zrozumiala:nie bronie pudelka-skrzywdzil 2 osoby , ale musial podjac decyzje,
                          jakakolwiek by podjal i tak byloby dla kogos zle.Takie zycie.
              • ewab2507 czytam i czytam i... 03.10.06, 19:19
                puszystypudelek napisał:
                "jeszcze do pani qw994 - więc mam rozumiec, ze wolałaby pani usłyszec w wieku
                70... 80. lat.. "całe życie kochałem kogo innego niż ty... ale zostałem z tobą
                dla przyzwoitości.. zasad..."?

                masz rację ona jest żałosna... nie wiem Puszysty, czy się Tobie poukłada z
                Magdą, ale chciałabym, żeby tak było. Zdarza się w życiu dokonać niewłaściwego
                wyboru. Mnie również się to zdarzyło. Dziękuję Bogu (czy Opatrzności, czy temu
                co ktokolwiek sobie życzy), że udało mi się to w porę zakończyć i nie trwać w
                czymś bezsensownym z powodu tzw. zasad, czy dlatego, że tak wypada.

                "życie przecież po to jest, żeby pożyć" a w dodatku mamy je tylko raz :)
    • enith Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 00:36
      Nie wiem jakim jesteś człowiekiem, nie znam Cię, więc nie chcę oceniać Ciebie,
      ale Twoje zachowanie zasłużyło sobie na dosadny komentarz. Odszedłeś od żony, bo
      spotkanie z kochanką poszło po Twojej myśli. Rozumiem więc, że jeśli nie
      poszłoby, zostałbyś z nie mającą o niczym pojęcia małżonką? Która, być może, aż
      do dzisiaj była święcie przekonana, że ma wspaniałego męża i udane życie? Łatwo
      zarzucasz ludziom, że wypowiadają się w temacie, o którym nie mają pojęcia, że
      nie przeżyli tego, co przeżywasz w tej chwili Ty. A ja Ci powiem, nie zdajesz
      sobie sprawy z tego, jak typowa jest Twoja historia i Twoje zachowanie. I nie
      wiesz zarazem, jak wiele osób doznaje lub doznawało tego typu wahnięć
      uczuciowych. Nie odezwałabym się, gdyby nie to, że ponad 4 lata temu przeżywałam
      dokładnie to samo. Byłam wtedy w Twoim wieku i od 4,5 roku w poważnym związku.
      Przez internet poznałam kogoś, kto bardzo mnie zafascynował, zaczęliśmy
      korespondować, potem także dzwonić (nigdy nie spotkaliśmy się jednak twarzą w
      twarz, bo dzielił nas ocean). Zanim doszło do pierwszego osobistego spotkania,
      rozstałam się z moim dotychczasowym partnerem, choć Bóg mi świadkiem, jeszcze
      nic z życiu nie kosztowało mnie tyle bólu, jak to rozstanie. W przeciwieństwie
      więc do Ciebie, miałam cywilną odwagę skończyć jeden związek, zanim pozwoliłam
      sobie na rozwinięcie kolejnego, który oczywiście mógł okazać się totalnym
      fiaskiem. Nie wyobrażam sobie zaczekać, jak Ty, do spotkania z potencjalnym
      przyszłym partnerem, zanim zerwę z dotychczasowym. Ty okłamywałeś żonę przez
      długi długi czas, zamiast skończyć to nie mające przyszłości małżeństwo. Nie
      macie dzieci, jesteście oboje młodzi, być może błędem było zalegalizowanie
      związku. Od tego są rozwody, by takie błędy naprostować. Ty wybrałeś opcję
      najgorszą z możliwych. Od dwóch lat marzysz o innej kobiecie śpiąc ze swoją
      żoną. Jakiś czas temu żonę zdradziłeś, kilkukrotnie... Dziwię Ci się, doprawdy,
      że potrafisz spokojnie spać. Nie chcę Cię tu wyzywać, bo nie o to przecież w
      dyskusji chodzi, zresztą inni już to zrobili, ale chcę Ci powiedzieć, że swoim
      zachowaniem zasłużyłeś sobie na pogardę. Nie za to, że odszedłeś od żony, nie za
      to, że zakochałeś się w innej kobiecie, bo ja naprawdę wierzę w stare
      porzekadło, że serce nie sługa... nie. Na pogardę zasłużyłeś sobie tym, że
      zdając sobie sprawę, że Twoje małżeństwo to fikcja nie poszedłeś do żony z
      otwartą przyłbicą i nie powiedziałeś jej prosto w twarz: przykro mi, ale nic z
      tego nie będzie. Nie tłumaczy Cię kompletnie NIC. Zawiodłeś żonę, cholera,
      zawiodłeś kochankę, której nie potrafiłeś się przyznać, że jesteś żonaty, i
      będziesz musiał żyć z tą świadomością do końca życia. Nie odmawiam Ci prawa do
      szczęścia, bo każdy na nie zasługuje, ale Ty swoje, jakkolwiek dupowato i błaho
      to nie zabrzmi, właśnie budujesz na gruzach szczęścia Twojej żony. Życzę Wam
      wszystkim, całej trójce, byście wyszli z tego kryzysu obronną ręką, niezależnie
      od tego, jak cała historia się skończy. Pozdrawiam.
      • flame2 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 09:43
        Nie jestes odosobniony w swojej hstorii. Zapewne kazda osoba przeszla
        fascynacje. Ja tez,generalnie podobna historia.
        Coz Ci moge powiedziec...
        Moje malzenstwo jak wiele malzenstw zakonczylo etap fascynacji soba,weszlismy
        na inny poziom,poziom umiejetnosci zycia ze soba.Wkradla sie rutyna,zwykla
        szara codziennosc, juz nie bylo jak dawniej.Nie poradzilismy sobie z tym, nie
        umielismy podtrzymac tego ognia.Coz,tak bywa.Brak wiedzy, doswiadczen.itd.
        Podobnie jak Tobie z zona,bylo dobrze.Nie narzekalam, ale brakowalo mi
        czegos...tej namietnosci, adrenaliny,wznioslosci chwil.Maz moj, madrzejszy
        zdecydowanie ode mnie!!!!,taki etap uwazal za cos normalnego. Tlumaczyl,ze
        zycie ze soba nie polega na gruchaniu do bialego rana,ciaglym biciu serca tylko
        na spokojnym zyciu we dwoje, budowaniu wspolnej przyszlosci,szacunku wobec
        siebie, bliskosci.Milosc tak naprawde to spokoj, harmonia, rownowaga i
        umiejetnosc zycia we dwoje. itd. No tak.. mi jednak czegos brakowalo.
        Poznalam Jego, pomijam wyglad zewnetrzny, to kwestia gustu. Mial w sobie duze
        poklady energii,stanu wolnego, fascynowalo mnie,ze jest taki zaradny, czuly ,
        adorowal mnie na kazdym kroku. Przeciwienstwo na ten czas mojego meza-ten
        kochal mnie spokojnie, tamten szalenie. Mialam znow to czego mi brakowalo
        zainteresowanie swoja osoba, pover do zycia.
        Taki stan trwal prawie 2 lata, z przerwami.Podobnie jak u Ciebie, nie moglam
        sie zdecydowac. Oklamywalam meza, wiem,ze zle zrobilam i mozecie mnie za to
        zlinczowac. Zasluguje na to, wlasciwie to juz sie sama sie zlinczowalam.
        Przyszedl dzien,ze trzeba bylo wybrac. Wybralam Tamtego, maz czul, a mowi
        sie,ze tylko kobiety czuja obecnosc innej kobiety. Odszedl zapewniajac ,ze mnie
        kocha. Odszedl z honorem.
        Zamieszkalam za Tamtym, poczatkowo bylo pieknie, jak to na poczatku. Z czasem
        ten zwiazek zaczal sie przeradzac w rutyne. Emocje opadly, uczucia sie
        ustabilizowaly. I znow wkroczyla codziennosc. Klapki z oczu opadly i zobaczylam
        go takim jakim jest, pelnym wad.Rozczarowana bylam tym stanem, nie tak to sobie
        wyobrazalam!!!!. Nie tak moj zwiazek mial wygladac, pragnelam czegos innego.Ale
        wlasciwie czego? Z Nim zwiazek sie skonczyl, bylo mi zle. Po roku czasu
        spotkalam meza , uczucia ozyly, spojrzalam na niego i wtedy zrozumialam. To
        jest ten czlowiek, z ktorym chcialabym spedzic reszte zycia, i wiem,ze juz nie
        bedzie miedzy nami takiej fascynacji jak na poczatku, wiem,ze bycie we dwoje
        nie opiera sie tylko na "patrzeniu sobie" w oczka do bialego rana. Wiem,ze
        zycie jest w zasadzie szare i nudne, ale to od nas zalezy co z tym stanem
        zrobily. Co zrobimy dla siebie. Wyciagnal do mnie reke...wrocilismy do siebie.
        Jest nam dobrze,nie wracamy do tego. Mamy dwojke dzieci. Kazdy popelnia
        bledy,rzecz w tym co z tymi bledami zrobimy, czy bedziemy umieli wyciagnac
        wnioski, czy ta wiedza bedzie motorem napedowym do dalszego dzialania.
        Wiem,ze problem nie byl z mezem, wiem,ze moje pzred poznaniem
        Tamtego,malzenstwo bylo normalne.Wiem,ze to ze mna byl problem.
        Nie dojrzalam, sama nie wiedzialam czego chce, zylam wyobrazeniami.
        Idealizowalam Tamtego,zapominajac,ze z mezem kiedys tez przez ten etap
        przechodzilam.
        Coz ... Ty kiedys tez sie obudzisz, zrozumiesz,ze to nie tak..,ze Ona nie jest
        doskonala, zrozumiesz,ze skomplikowales sobie zycie na wlasne zyczenie. A Twoje
        zycie z Nia niewiele bedzie sie roznilo od zycia z zona. Przejdziesz poraz
        drugi etap fascynacji, o tyle bedziesz bogatszy w doswiadczenia.
        Teraz sie kontroluje, juz nie mam takich potrzeb i oczekiwan jak kiedys, czuje
        sie dobrze sama ze soba, z moja rodzina. Nauczylam sie kochac siebie....
    • kalina.tt Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 09:17
      Nie potępiam niektórych zdrad, czasem tak życie się układa, że się miesza. Ale
      Ty jesteś zwykłym dupkiem. Oszukujesz żonę, oszukujesz tę drugą, sam nie wiesz
      czego chcesz....cóż jaja ogolić, wiaderko, łopatka w łapkę i jeszcze do
      piaskownicy, bo nie dojrzałeś do dorosłego życia.
      • baba67 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 09:45
        Niewykluczone, ze po pewnym czasie prozy zycia zwiazek z Magda tez okaze sie
        nie taki...ilez latwiej zamiast rozwiazywac problemy znalezc kogos nowego
        swiezego i sie zafascynowac...
        A ta Magda to rzeczywoiscie nie z tego swiata, jesli sie niczego nie domyslla...
        Tym lepiej, latwiej bedzie znalezc sobie kolejna odskocznie do szarego zycia.
        Puszysty du...przepraszam ..pudelek.
        • puszystypudelek Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 10:49
          > baba67 napisał:

          > Niewykluczone, ze po pewnym czasie prozy zycia zwiazek z Magda tez okaze sie
          > nie taki...ilez latwiej zamiast rozwiazywac problemy znalezc kogos nowego
          > swiezego i sie zafascynowac...

          miałem już nie komentować...
          ale drogie panie wiele z was NIE CZYTA tego co jest napisane...

          zacytuję więc sam siebie:
          ""Nie wiem czy wyjdzie z Magdą.. ale nawet jeśli nie, to chyba wolę być sam niż
          tkwić w marnym związku...""

          zaczynam żałować ze wogóle chciałem się tu na forum wygadać...
      • anka766 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 09:50
        Dupek to mało, niedojrzaly to w twoim przypadku komplement. Wiesz co mam
        nadzieję ze kiedyś na forum zobaczę wątek podpisany puszystypudelek " Magda -
        zostałem rogaczem" i życzę ci zebyś zobaczył uśmiechniętą szczęśliwą żonę z
        błyskiem w oczach u boku innego młodszego przystojniaka.
    • before_the_sunset Co z Wami drogie panie? 02.10.06, 16:39
      Czytam ten wątek od wczoraj i nie mogę znaleźć uzasadnienia dla zajadłości z
      jaką niektóre panie krytykują autora wątku. Czy miłe panie nie znają oczywistej
      prawdy, że w dobrych związkach nie ma zdrady, a wina z reguły leży pośrodku?

      Krytykować można postawy, forum jest po to żeby dyskutować. Tyle, że wiele pań
      myli prostackie przytyki względem autora wątku z dyskusją na temat. Na
      usprawiedliwienie tego rodzaju zachowań można przyjąć jedynie, że te panie nie
      czytają dokładnie (lub nie rozumieją) tego co napisał autor i osoby
      wypowiadające się w tym wątku.
      • megasia Re: Co z Wami drogie panie? 02.10.06, 16:51
        ojej, może dla Ciebie pewne rzeczy są tak "oczywiste" bo jeszcze jesteś before
        the sunset?

        poczekaj aż słoneczko zajdzie, wzejdzie i tak jeszcze parę razy.życie uczy. i
        czyni dojrzalszym...dojrzałość to zdolność podejmowania decyzji.między innymi.

        oceniane są tu postępki, opisane przez samego sprawcę. Nie to, że coś poczuł,
        ale jak rozegrał sprawę, jakich dokonał wyborów.

        • animetka Re: Co z Wami drogie panie? 02.10.06, 21:19
          Okropny facet z tego pudelka. Na pocieszenie:NIKT JESZCZE NIE ZBUDOWAŁ SZCZĘŚCIA
          NA CZYIMŚ NIESZCZĘŚCIU. To jest baaaaardzo prawdziwe zdanie!!!!!!!!
      • anka766 Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 10:25
        Czytam ten wątek od wczoraj i nie mogę znaleźć uzasadnienia dla zajadłości z
        > jaką niektóre panie krytykują autora wątku.

        Może za mało przeżyłaś........ wydaje mi się ze dla Ciebie to dobrze i obyś
        wiedziona doświadczeniem nie zmieniła zdania - tego Ci zyczę
        • anastazja_k Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 12:09
          zastanawia mnie tak naprawdę kto atakuje pudelka, czy są to panie w wieku
          młodym, czy raczej panie w wieku dojrzałym i z racji swojego wieku naturalnie
          bojące się o to że ich mąż może znaleźć sobie młodszą. Oczywiscie jestem ciekawa
          czy dbają o mężów, czy pokazują im że są ważni itp. Czy ich związki są dobre i
          szczęśliwe? bo jeśli żyją z docenianym mężem w szczęśliwych związkach to nie
          mają się czego bać i ta zajadłość w atakowaniu pudelka jest pozbawiona sensu.
          Chyba że na siłę starają sie zatrzymać męża nie dając mu nic w zamian. A ten,
          znudzony obowiazkami domowymi, brakiem szacunku, uczcuć szuka sobie młodszej,
          ładniejszej, takiej która mu coś da...


          • anastazja_k Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 12:23
            moim zdaiem pudelek postąpił dobrze.
            bo w tej historii każde wyjście było złe: albo żona i magda pokrzywdzone, albo
            (jesli zostałby z żoną) żona, Magda i on sam...
          • megasia Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 12:31
            "jeśli żyją z docenianym mężem w szczęśliwych związkach to nie
            mają się czego bać i ta zajadłość w atakowaniu pudelka jest pozbawiona sensu. "

            po pierwsze - można krytykować, nawet jeżeli nie patrzy się przez pryzmat
            własnej sytuacji czy doświadczeń. Bo jest coś takiego jak zasady - i nieważna
            płeć, wiek itepe.

            Po drugie - powyższy cytat...oj to nie jest takie proste...człowiek jest tak
            skonstruowany, że czasem szuka "czegoś" poza związkiem, w którym jest
            dopieszczany, szanowany i - nawet - szczęsliwy. Bo z człowieka bydlę wychodzi,
            albo inaczej - piramidalna Maslow'oska zależność - jak ma wszystko, to go
            zaczyna samotranscendencja nosić (slasz egzystencjalne niepokoje) .

            Nie można przerzucać winy za zdradę na osoby zdradzane. Bo zdrada nie ma
            usprawiedliwienia. Niestety - jako taka, jest złem.
          • ania.downar Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 14:20
            Anastazja, musisz zrozumiec, ze obowiazki domowe z natury sa nudne i to nie
            jest wina zon, ze trzeba je wykonywac wiec niby jakim prawem mialyby je
            urozmaicac? Zrozum tez, ze zycie z natury swojej jest nudne. Nawet, jesli
            bedziesz starala sie je urozmaicac, to to urozmaicenie tez sie znudzi.

            Zrozum tez, ze moze sie to zdarzyc rowniez Tobie, ze maz d Ciebie odejdzie.
            Mimo, ze bedziesz dbala o niego i go szanowala. Pamietaj, ze zawsze moze
            znalezc sie ladniejsza, madrzejsza, bogatsza, mlodsza.

            Musisz byc albo mloda, albo naiwna jesli wychodzisz z zalozenia, ze jesli
            bedziesz fajna to bedziesz miec fajne zycie. A teraz sprawa najwazniejsza:
            zycie nie jest nieustajacym ciagiem sprawiania sobie przyjemnosci, to niestety
            glownie obowiazki, choc nalezy starac sie wyciagnac z niego jak najwiecej
            przyjemnosci.

            Nie jestem zona ani matka.
          • qw994 Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 20:30
            > zastanawia mnie tak naprawdę kto atakuje pudelka, czy są to panie w wieku
            > młodym, czy raczej panie w wieku dojrzałym i z racji swojego wieku naturalnie
            > bojące się o to że ich mąż może znaleźć sobie młodszą.

            Rozumiem, że między innymi chodzi ci o mnie. Nie mam męża, mam 30 lat. Nie
            jestem też obecnie w związku. Natomiast zdarzyło mi się być oszukaną, na
            szczęście przez duży krótszy czas, niż autor wątku oszukiwał żonę i kochankę.
            Dlatego doskonale znam to uczucie. I dlatego tak emocjonalnie do tego
            podchodzę. Ale nie to mnie najbardziej ruszyło - sam fakt zdrady i bycia
            nieuczciwym. Wzburzył mnie brak jakichkolwiek refleksji, jakiegokolwiek
            poczucia winy, jakiegokolwiek poczucia odpowiedzialności, szacunku do żony,
            jakiegokolwiek współczucia w stosunku do osoby, którą tak bardzo krzywdzi. W
            całym wątku nie ma o tym ani słowa. Jest tylko "ja, ja, ja". Ohyda.
            • ania.downar Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 20:59
              Anastazja najwyrazniej nalezy do kobiet, ktorym sie wydaje ze bedzie pierwsza
              kobieta na swiecie, ktora nigdy nie zacznie sie starzec lub gdy ona zacznie sie
              starzec, z kuli ziemskiej znikna kobiety mlodsze i bardziej interesujace.

              Moze byc tez tak, ze trafila na odpowiedzialnego mezczyzne, dlatego nie rozumie
              ze ma szczescie. Lub byla na tyle madra, ze wybrala takiego. Ale do tego trzeba
              miec szczescie :-)
              • qw994 Re: Co z Wami drogie panie? 03.10.06, 21:04
                Niestety nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Vide: Pudelek.
        • foty.foty czy na pewno ZRObiles dobrze?...czy to milosc? 03.10.06, 18:12
          eh nie wiem twoja decyzja..ale piszesz ze nuda, smety itd...z zona..a z tamta
          czy byles z nia gdzies dluzej , czy tylko to byly spotkania i tyle..czy wiesz
          jaka jest naprawde?
          czy to moze tylko to ze byla zawsze daleka, nieosiagalna, idealna dla ciebie....
          ale czy prawdziwa??czy to nie bylo dlatego ze wlansie nie byla TWOJA....
          a w malzenswto zawsze wkrada sie po jakims czasie nuda, ale wtedy trzeba to
          ratowac..a ty nie zrobiles tego bo znalazles inny obiekt uczuc na ktory
          przelales swoja milosc...a zone odstawiles jak kogos dla ktorego nie ma innej
          szansy...nie pozwolies jej znow sie odmienic,naprawic , chyba powinna miec
          szanse prawda!!! wkoncu ja chyba dobrze znasz wiesz czego sie spodziewac...a ta
          dziewczyna to ktos idelalny jak narazie...
          powiem ci jedno twoje zycie -rob jak chcesz..ale znam 3 takie pary gdzie facet
          zrobil podobnie i...
          w jednym nowa milosc okazala sie pomylka...ale kiedy sie zorientowal zona go juz
          nie chciala..zostal sam...i juz tak pare lat.. w drugim przypadku to nowa
          milosc zostawila go dla niby osoby ktora napawrde pokochala...a w trzecim sa sie
          zorientowal ze popelnil bald i zona mu wybaczyla
          wiec zastanow sie jeszcze dokaldnie.....zycze ci wszystkiego najlepszego ale...
          bo to nie zabawa , mozesz zranic tylko inne osoby....bo ta dziewczyna jestes
          zafascynowany i to nie musi byc milosc.......
    • luna67 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 02.10.06, 21:31
      Wygadales sie, to dobrze, pomoglo to twoim akumulowanym emocjom. Ciezko mi sie
      tu wypowiadac nie wiedzac ile lat zyjesz juz z zona, napisales tylko o kochance
      (2 lata), a to mowi samo za siebie, ze juz wybrales, postanowiles.

      Dzieki Bogu, ze w gre nie wchodza dzieci.

      Dam ci rade; zyj i daj zyc innym (mam na mysli twoja jeszcze zone), gdyz ona
      zasluzyla na wiecej (niz ciebie), i zycze jej naprawde wszystkiego naj...,
      najlepszego tzn. zycia bez ciebie.
    • aserath Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 03.10.06, 14:05
      ja piernicze, jakby mi mąż zrobił coś takiego, to przysięgam, chyba by tego nie
      przeżył. Jak moża 2 lata oszukiwać żonę? kochać kogoś potajemnie? nic nie mówić?
      udawać ze jest ok, a potem nazwywać to jakimśtam show? Jak sie poprzerdzielio w
      związku to jest wina 2 osób, a nie tylko żony. I jeszcze coś - tym różnią sie
      kobiety od mężczyzn - jak sie pierd... w małżeństwie to kobieta odchodzi gdy ma
      dość sytuacji. mężcyzzna - gdy ma pewność ze odchodzi do innej kobiety,
      To jest wlasnie pieprzone męskie wygodnictwo,
      Oczywiście pudelku zyczę ci szcześcia na nowej drodze, ale mam nadzieje ze
      wyciągniesz z tej histroii wnioski. I ze mimo wszystko z szacunkiem odejdziesz
      od zony, robiąc jej jak najmniej dodatkowej krzywdy :(
      • souls_hunter Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 03.10.06, 17:49
        aserath napisała:
        I jeszcze coś - tym różnią sie
        > kobiety od mężczyzn - jak sie pierd... w małżeństwie to kobieta odchodzi gdy ma
        > dość sytuacji. mężcyzzna - gdy ma pewność ze odchodzi do innej kobiety,
        > To jest wlasnie pieprzone męskie wygodnictwo,

        Aserath, ciekawe na jakiej podstawie wymodzilas taka teorie, w ktorym czasopismie kolorowym to wydrukowali? Widzisz, w moim malzenstwie, to zona znalazla sobie "przyjaciela", ze mna byla bo bylo jej tak wygodnie i to ja odchodze i zapewniam Cie ze nie do innej kobiety.
        Jak to nazwiemy damskie co... bo nic sensownego mi nie przychodzi do glowy oprocz syndromu malpy.
        • aserath Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 09.10.06, 13:02
          nie wymodzilam teorii, to są statystyki i obserwacje zycia. To ze uciebie bylo
          inaczej, nie znaczy ze na podstawie wlasnego dośwaidczenia masz budowac
          wizerunek tego świata. przykro mi ze tak ciebie spotkało, tak samo jak są chamy
          faceci, tak są suki-kobiety i nic na to nie poradzisz. Ale kobiety częściej
          decydują się na życie singla niz faceci to jest fakt. Zresztą wystarczy nawet
          spojrzeć na statystyki długości zycia kobiety - gdy umrze jej mąż, i mężczyzny -
          gdy umrze żona (mówie tutaj o ludziach w wieku 60 lat i wyżej, nie o mlodych,
          których spotkało nieszczęście). Facet bez zony potrafi żyć srednio ok, 1,5 roku
          do 2 lat. KObiety - nawet 10 lat.
    • bejks Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 03.10.06, 17:16
      jestes stukniety i ona chyba tez. ja bylam ta druga do wczoraj. mieszkamy ze
      soba dwa lata a od szesciu sie spotykalismy. myslalam ze to jest wlasnie to
      czego pragne. spokojny facet, dawal mi to czego nie mialam w domu. cos nie
      wyszlo.za duzo wiem o nim, o jego poprzednim zwiazku.mase czasu spedza w swoim
      swiecie tzn, intetrnrt,potrafi zapomniec o moich urodzinach imieninach a o niej
      pamietal, czy nadal do niej dzwoni?? nie wiem i nie chce wiedziec. wczoraj
      zlapalam go na klamstwie. faceta ktory twierdzil ze nigdy nie klamie,dzisiaj nie
      zalezy mi juz na niczym, mieszkamy razem/jeszcze/ w innym panstwie, nie mamy
      kontaktu z nikim ze starych znajomych o mimo to zyjemy obok siebie, wiesz ze
      nigdy nie powiedzxial mi ze cos dla niego znacze?? jest ze mna bo tak mu jest
      wygodnie. szesc lat temu bylam "boczna uliczka" a teraz stalam sie czyms do
      czego trzeba sie przyzwyczaic. kolejna rzecz w domu, czasem urzyteczna? jak
      bedzie z Wami?? pomysl!!
    • lady284 Re: żona.. ta druga... dzisiaj jest wazny dzien 04.10.06, 09:13
      Moim zdaniem powinieneś z Magdą porozmawiać tak żebyś wiedział na co możesz
      liczyć z jej strony.. (MAŁŻEŃSTWO). Wiele z nas jest w stanie zafascynować się
      facetem..i dążyć do tego by ta chwila trwała i trwała...Teraz pomyśl o sobie ,
      ona jest zauroczona tak samo jak Ty..ale czy jest w stanie wyjść za Ciebie? Czy
      nie będzie jej to przeszkadzać? Nigdy nie ma 100% pewności. Nawet jeśli ona
      teraz mówi: TAK. Inna sprawa jeśli przyjmie pierścionek ale do tego momentu
      trochę bym się tego obawiała, dużą cenę byś zapłacił gdyby ona powiedziała za
      np. rok NIE. Myśl o swoim szczęściu długoterminowo.
    • martynika80 jesteś tchórzem, oszustem... nie mężczyną 04.10.06, 09:42
      o takich facetach jak ty mówi się, że nie mają jaj... i ty ich nie masz. Jak
      postąpisz...twoja sprawa. Ale nie zasługujesz na żadną kobietę. Widzę, że żona
      przestała cię interesować bo poczułeś świeże mięsko... A ty jak sęp, jak hiena
      za nim lecisz...żałosne!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka