Dodaj do ulubionych

Chyba jednak koniec...

08.10.06, 20:07
Dopelnila sie cyklicznosc naszej bardzo milej znajomosci. Osiagnelismy
wspolny pulap pewnej nieszczesliwosci. Z zupelnie innych powodow. Ja
chcialbym aby wspaniala, czarujaca i satysfakcjonujaca mnie znajomosc
trwala na poziomie obecnym, ona, aby dla podobnych powodow znajomosc
zakonczyla sie slubem. Impas calkowity. I utrwalajacy sie.

To moje trzecie kolejne podobne doswiadczenie wiec juz prawie wiem jak
sie to potoczy. Powtarzajacy sie cykl trwa okolo dwoch lat. Jest cudownie.
Satysfakcjonujaco. Psychicznie i fizycznie. Ja chcialbym aby to ciagle
trwalo, kobiety zaczynaja nalegac na zalegalizowania zwiazku. Rozumiem je
ale perspektywa slubu nie robi mnie szczesliwym. I to jest moje nieszczescie.

Wczoraj po wspanialym sobotnim wieczorze i czesci nocy doszlo do niechetnie
przeze mnie oczekiwanej i nieuniknionej rozmowy na temat: "Jest cudownie i co
dalej?" Pojawily sie akcenty nieszczesliwosci w brazowych cudownych oczach
mojej dziewczyny. Nie moge na nie patrzec ale podobne beda widoczne dla niej
w moich oczach gdy zdecyduje sie ja uszczesliwic. Dalsze jej szczescie
niekoniecznie musi byc moim. Chcialbyma aby trwalo to nasze szczescie obecne.
Ale pewne oznaki wskazuja na nadchodzace nieuchronnie zmiany... Cholerna
szkoda!

Cyklicznosc nastepnej znajomosci powtorzy sie pewnie znowu. Nie mam
zadnych klopotow z kontaktami z kobietami. W ich oczach mam duzo zalet.
Z wyjatkiem tej jednej zasadniczej i niewidocznej od poczatku wady -
niecheci do ozenienia sie. Cykl bedzie trwal okolo dwoch lat. Przy odrobinie
szczescia moze troche dluzej... Przy mojej niskiej trzydziestce uwazam, ze
mam jeszcze czas. Moja opinia, niestety, nie bedzie podzielana przez kolejne
wspaniale dziewczyny. Oczywiscie, rozumiem je. Ale ja tez chce byc
szczesliwym :). A uszczesliwia mnie "staus quo". Mowienie im o tym na poczatku
nie dziala. Dla roznych powodow. Czesc kobiet w to nie wierzy, czesc bierze
to za swoista kokieterie i wyzwanie a czesc kobiet uwaza, ze zmienia moje
nastawienie. Oczywiscie, swiat bez kobiet to nie swiat tylko smetna
egzystencja. I kolo sie zamyka...

W czwartek moja obecna wspaniala, czarujaca, inteligentna dziewczyna
zaprosila mnie na kolacje. Jej wczorajsze oczy sugeruja bardzo powazna
rozmowe. DZisiaj juz byla wyciszona. Pewnie podjela decyzje. Z doswiadczenia
wiem jak sie rozmowa potoczy. Niestety...

Nie szukam porad poniewaz znam przyczyny cyklicznosci i wysyp ewentualnych
porad co powinienem zrobic jest dla mnie prawie do odgadniecia. Mam juz
swoja zdecydowana opinie co powoduje nasza nieszczesliwosc po uplywie
pewnego czasu. Mam zrozumienie dla obu stron. Jej-kobiecej i mojej-meskiej.
Niestety, nie da sie tego zrozumienia pogodzic. Co za cholerna szkoda...
Wasze-kobiece ewentualne uwagi lub opinie bede mnie interesowaly. Bez tych
oczywistych i jednostronnych porad prosze :).

Z olbrzymia nieciecia (nie)czekajac na czwartek pozdrawiam serdecznie
wszystkie Czytelniczki,
revolvo.



Obserwuj wątek
    • angellooo :) 08.10.06, 20:16
      wspolczuje Ci troche, kolego,ale musisz pojąć, że celem życia większosci kobiet
      jest ślub, dom i gromada pisklaków do wykarmienia...
      przygnębiające.
      coż daje formalność? to zamknięcie drzwi do wolności.

      niestety, ja zazwyczaj znajduję facetów(sic!) ktorzy na siłę dążą do formalnych
      schadzeknaj-najlepiej ciepłej zupy wyplywającej z kontaktów,konfitur w piwnicy i
      skarpet schnących obok sterty pieluch.

      ale może to kwestia dojrzałości ?


      pozdrawiam:))
      • dr.verte Re: :) 08.10.06, 20:33

        to może powinniście spróbować razem,to łut szczęścia że sie zetknęliście na
        necie,nie wolno marnowac takich okazji
    • qw994 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:31
      A dlaczego właściwie nie chcesz się ożenić? Jeśli kochasz dziewczynę, to chyba
      nie powinno stanowić aż takiego problemu, zwłaszcza, że wiek masz odpowiedni?
      • ariettka Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:35
        Nie ma czegoś takiego jak "odpowiedni wiek". Niektórzy czują potrzebę
        zalegalizowania związku w wieku 25 lat, inni w wieku 40 a jeszcze inni w ogóle.
        Moim zdaniem nie można tu przypiąć metki autorowi postu - masz wiek odpowiedni.
        • qw994 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:47
          Chodziło mi o jakieś statystyczne wyznaczniki, jesli chodzi o wiek zawierania
          małżeństw. Autor wątku przecież smarkaczem nie jest.
          • maretina Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:20
            qw994 napisał:

            > Chodziło mi o jakieś statystyczne wyznaczniki, jesli chodzi o wiek zawierania
            > małżeństw. Autor wątku przecież smarkaczem nie jest.
            statystyka to rodzaj klamstwa.
            nie ma sensu przykladac szablonu do czlowieka. to, ze jeden sie ozeni majac 30
            lat nie znaczy, ze drugi powinien czynic to samo.
    • mahadeva Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:36
      mow od razu jasno poznanej kobiecie, jak to widzisz i bedzie ok
      zadnych wyznan milosci i takich tam
      a tak w ogole to chyba duzo Cie omija, z tego co piszesz to nawet nie
      mieszkacie razem...
      • qw994 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:49
        No właśnie też o tym pomyślałam, czy Revolvo nie boi się, że może utracić
        prawdziwą miłość przez swoją niechęć do małżeństwa. Że coś go ominie bokiem, a
        potem już będzie za późno.
    • eleni80 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:56
      Zawsze mnie to fascynowało, dlaczego mężczyźni boją się ślubu..
      A może Ty po prostu musisz co jakiś czas mieć nową partnerkę...?
      • pinup Re: Chyba jednak koniec... 17.10.06, 15:29
        o to to! status quo ale tylko do czasu, po ktorym papier znacznie utrudni
        rozstanie.
        a swoja droga autor watku niezle sobie wszystko obmyslil. zamiast porzucac
        sprawia ze panny same odchodza.
    • wdeszczurosne Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 20:58
      To sie nazywa Monogamia Seryjna.
      Ten typ tak ma :p
    • trish_zarzecki Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:02
      Myślę, że biedaku nie masz jeszcze pojęcia, co to jest prawdziwa miłość. Kiedy
      wreszcie się dowiesz, ślub będzie tylko oczywistym punktem wprowadzającym w
      kolejny etap w twoim związku. Czego ci życzę.
    • maretina Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:19
      moze szukaj panien, ktore lubia zwiazki zmierzajace "nigdzie?"
    • sm2006 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:25
      revolvo - brawo za niezly styl, naprawde milo sie czyta ;)

      coz mozna dodac - masz swaidomosc racji tej drugiej strony, uprzedziles
      lojalnie na poczatku...
      widzisz my baby juz tak mamy - uparte stworzenia z nas i nie sluchamy co sie do
      nas mowi ;)

      powaznie to zycze zebys znalazl taka kobiete przy ktorej zapomnisz o
      cyklicznosciach itp...ktora bedzie chciala byc z toba takim jakim jestes, bez
      zmuszania cie do czegos co napawa cie nechecia...

      a dzieci chcesz miec? tak z ciekawosci pytam

      pozdrawiam
    • hadriana_siloe Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:36
      z postów genralnie wynika, że mężczyzna który nie chce się ożenić, lecz chce z
      kobietą być, do końca życia - jest pewną gwarancją ucieczki, tchórzostwa, i
      niedojrzałości. Czy jest choć jedna osoba, która przerwie ten dominujący
      pogląd???
      • qw994 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:39
        > z postów genralnie wynika, że mężczyzna który nie chce się ożenić, lecz chce
        z
        > kobietą być, do końca życia

        Skoro i tak chce być z kobietą do końca życia, to jakie są racjonalne
        przesłanki do tego, żeby się nie żenić?
      • eleni80 Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:45
        hadriana_siloe napisała:

        > z postów genralnie wynika, że mężczyzna który nie chce się ożenić, lecz chce z
        > kobietą być, do końca życia - jest pewną gwarancją ucieczki, tchórzostwa, i
        > niedojrzałości.
        A tak nie jest? Podaj jeden racjonalny dowód na to.
        • mahadeva Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 21:52
          to skad wiadomo, ze chce z nia byc do konca zycia?
          • revolvo "Chwilo trwaj, jestes piekna!". 08.10.06, 22:52
            To Goethe, oczywiscie. Na pewno wiedzial o czym pisal :).
            Dziekuje za wypowiedzi, opinie i postawione diagnozy :).
            Ta z "monogamia seryjna" zainteresuje sie blizej.

            Argumenty, ze trace cos czego nie znam nie przemawiaja do mojej wyobrazni.
            Moglbym temu przeciwstawic - Czego oczy nie widza... itd :). Nie moge polegac
            na czyim opisie cudownej milosci. Musze takie uczucie doswiadczyc empirycznie
            sam. Dopuszczam istnienie takiego "wyzszego" uczucia ale nie znajac go nie
            tesknie do niego. Szczesliwym bylem (cyklicznie) jeszcze w piatek. Chcialbym
            aby ta przedluzona piekna chwila naszej znajomosci trwala. Nieskonczenie...

            Oczywiscie na poczatku nowych i pieknych znajomosci mowie zapytany o moje
            cechy o niecheci do malzenstwa. Ale nie akcentuje tego i nie uwypuklam tematu.
            Dziewczyny przyjmuja to do wiadomosci albo i nie. Znajomosc pieknie sie
            rozwija, szczesliwi jestesmy oboje :). Az do czasu... Do czasu cyklicznosci.
            Z moich empirycznych doswiadczen trwa to circa dwa lata. Dwa lata szczesliwosci
            to i tak duzo :). Trzykrotnie mi sie te okresy przydarzyly. Doceniam to bardzo.
            Cyklicznosc mi przeszkadza :).

            Mieszkamy osobno. Tak jakos wypadlo naturalnie. Mam wygodne mieszkanie
            i czesto ona spi u mnie. Prawie zawsze na weekend. Mam szczescie (do czasu:)
            do inteligentnych kobiet z wyobraznia. Na poczatku bacznie sie mi przypatruja
            nie proponujac przedwczesnego zamieszkania razem. Intensywnosc dwoch/trzech dni
            w tygodniu plus weekendy plus wspolne wakacje (dwa razy w roku) dotychczas nam
            calkowicie odpowiadaly. Dotychczas...

            Rozmawialem przed pol h z nia. Wszystko super. Ja jednak czuje cisze przed
            czwartkiem. I chyba czwartku nie bede lubil. Ide spac niechetnie poniewaz
            obudze sie w poniedzialek a po nim bedzie wtorek i sroda. I ten cholerny
            czwartek.

            Dobranoc,
            revolvo.
            • qw994 Re: "Chwilo trwaj, jestes piekna!". 08.10.06, 22:54
              Ty kochasz tę dziewczynę, czy nie?
            • ariettka Re: "Chwilo trwaj, jestes piekna!". 08.10.06, 23:22
              nic dodać, nic ująć...revolvo jest po prostu bardzo wygodny...jak każdy
              samiec ;)
    • felietonista Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 22:56
      Problem revolvo prawdopodobnie polega na tym, że woli chcieć być z dziewczyną niż musieć - a legalizacja związku odcina pewną wolność - samo chcenie i powoduje, że oprócz chcenia będzie trzeba jeszcze musieć. I chociaż być może chętniespędziłby z tą dziewczyną resztę życia, to boi się, że podpisanie takiego papieru i wypowiedzenie tych słów zabije całą wolność, jaką daje mu wolny związek i pozostanie wtedy tylko, że teraz to już musi z nią być, jest zdany na nią i nie ma już odwrotu. Boi się ograniczeń. Nie jest to nic złego, ale sczęścia mu w życiu jak widać nie przysparza.

      A dziewczyny - dla nich ważne jest niestety poczucie bezpieczeństwa i pewnej gwarancji, że taka wolność jak dotychczas nie doprowadzi do rozpadu w momencie, kiedy ona będzie miała tzw. "swoje lata" albo dzieci. Niby żyjemy już w nowej epoce, gdy życie na kocią łapę nie jest już czymś gorszącym, niemniej są kobiety, dla których niezbędne jest to poczucie bezpieczeństwa, że nie zostaną same w prosty sposób i bez żadnych konsekwencji dla drugiej strony.
      • widokzmarsa Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 23:28
        no jeszcze jest biała suknia, podróż poślubna etc. Ja też się bałem ceremonii,
        tyle obcych ludzi a większość i tak ma mnie w d...
        • 83kimi Re: Chyba jednak koniec... 08.10.06, 23:36
          Kochasz ja???
          • kicienka Re: Chyba jednak koniec... 09.10.06, 17:25
            Po czwartku chetnie wypelnie luke. Na dwa lata :).
            A pozniej zobaczymy :).
            • larria Re: Chyba jednak koniec... 09.10.06, 21:10
              No prosze:) zanim sie obejrzysz bedziesz mial nowa dziewczyne, a Twoja byla
              spotka mezczyzne, ktory szybko zalozy jej na reke obraczke. I wszyscy bedziecie
              zyli dlugo i szczesliwie:)
              • revolvo A moze jednak nie... :) 09.10.06, 21:44
                Do czasu trwania zwiazku (jakkolwiek to nazywamy) jestem lojalny. Nie
                rozgladam sie aktywnie za innymi dziewczynami. Widze je oczywiscie ale
                dotykam je tylko przelotnie wzrokiem. Bez dluzszego zatrzymywania sie :).
                Jestem pod urokiem obecnej i ona o tym wie :). Czesto jej o tym mowie.
                Potwierdzila dzisiaj zaproszenie na kolacje w czwartek. Powiedziala, ze
                ma ochote porozmawiac. Oczywiscie, ze jestem zaniepokojony :).
                Czy moje obawy sa uzasadnione, zobacze w czwartek...
                • ofelia1982 Re: A moze jednak nie... :) 09.10.06, 22:12
                  zaniepokojony..
                  brak mi słów.
                  nie wiem co sie dzieje z facetami teraz
                  badz facetem, wez odpowiedzialnosc za kobiete ktora podobno kochasz..
                  ja tez mam takiego jednego.
                  coz, zycie singla nie jest takie złe,
                  kupie sobie labradora:)
                • larria Re: A moze jednak nie... :) 09.10.06, 22:31
                  Daj znac w piatek jak poszlo:)
    • qw994 Re: Chyba jednak koniec... 09.10.06, 22:55
      Mam wrażenie, że jesteś zupełnie niezaangażowany uczuciowo w ten związek.
      Piszesz o tym wszystkim, jak osoba postronna. Gdybyś ją kochał, to perspektywa
      zerwania z nią łączyłaby się z silnymi emocjami. A tutaj nic. Chłód.
      • kicienka A moze jednak :). 10.10.06, 01:08
        Spoko.Rozumiem.Ja poczekam.Mloda jeszcze jestem.
        Moze bedziesz potrzebowal pocieszenia? Daj znac :).
        • ivona6 Re: A moze jednak :). 10.10.06, 09:34
          :))).
          • kotkaaaa Re: A moze jednak :). 10.10.06, 10:26
            a Ty Revolvo wlasciwie czego oczekujesz od nas kobiet w necie? mamy Ci napisac,
            ze malo dajac z siebie malo dostajesz? sam to wiesz najlepiej
            • revolvo Kocie pytanie :))). 10.10.06, 16:11
              Nie oczekuje niczego. Pisalem zreszta o tym. Liczylem na pare opinii.
              I te dostalem. Dziekuje. Na wieksza czesc swoich zastanowien znam
              odpowiedz. Z wyjatkiem czwartku. Pisanie czegokolwiek i gdziekolwiek
              uspokaja mnie troche. Towarzystwo kobiet tez dziala na mnie kojaco.
              To forum wybralem do lekkiego samouspokojenia sie :))). Troche pomoglo.

              Pozdrowienia,
              revolvo.
    • miauka Re: Chyba jednak koniec... 10.10.06, 16:54
      Wydaje mi się, że przyciągasz takie kobiety, które chcą koniecznie za Ciebie
      wyjść. Sądząc po Twoim poście, jesteś fajnym facetem i pewnie spotykasz młode
      kobiety, przed trzydziestką, które chcą założyć rodzinę. Trudno się im dziwić.
      Niemniej jednak opinie typu, że każda kobieta tego chce to nieuzasadnione i
      nieuprawnione generalizowanie. Ja jestem kobietą, co prawda trochę po
      trzydziestce, ale nigdy nie miałam ochoty wychodzić za mąż, ani teraz, ani
      wcześniej, choć raz byłam mężatką, ale do ślubu zostałam namówiona przez
      ex-męża, więc nie za bardzo rozumiem problem tych kobiet, które prą do małżeństwa.

      Ale rozumiem Twój smutek, ja też obserwuję podobny w moich związkach, choć z
      innych powodów - mnie wydaje się, że mężczyźni są cudowni, kiedy się zakochają,
      stają na rzęsach, żeby dogodzić wybrance etc. Po paru latach kobietom zostaje: z
      ognistego seksu - dwa razy w miesiącu, żadnych spędzanych wspólnie chwil, bo nie
      ma czasu, bo praca, bo komputer całymi dniami, zapominanie o imieninach, brak
      chęci budowania związku, rozmawiania, okazywania emocji. Ja teraz takie coś
      przeżywam. Kolejny raz. I też jest mi smutno... cykliczność mojej miłej
      znajomości tez się dopełnia...

      Pozdrawiam
      • revolvo Cudowne poczatki konca :). 10.10.06, 17:54
        Zgadzam sie z Toba. Wydaje mi sie, ze nie generalizowalem. Unikam tego.
        Zdaje sobie sprawe z istnienia kobiet niekoniecznie chcacych wyjsc za maz.
        Ocieram sie o takie. Mialem nawet przypadek kobiecy podobny do Twojego.
        Niestety, trafilem na jej okres wyjscia juz z traumatycznego doswiadczenia
        malzenskiego i pojawila sie chec powtorzenia doswiadczenia malzenskiego.
        Szkoda, byla to bardzo ciekawa znajomosc.

        Ja omawiam szczegolny, moj obecny, uroczy kobiecy przypadek. Paradoksem
        jest, ze toczy sie to blednym kolem. Traktowanie jej bardzo dobrze,
        obsypywanie pieszczotami i prezentami jest katalizatorem mysli o malzenstwie.
        Byc moze gdybym ja od czasu do czasu zdradzil lub niegrzecznie popchnal
        opozniloby to mysl o malzenstwie :). Niestety, nie umiem inaczej. Kobiety
        sa niezbedne do mojego szczesliwego funkcjonowania. Chcialbym aby byly ze
        mna rowniez szczesliwe.

        Obserwujac i rozmawiajac z moimi zonatymi kolegami zauwazam, ze malzenstwo
        splaszcza duzo spraw. Seks przede wszystkim. I wzajemna dbalosc i czulosc
        o siebie. Nadchodzacy weekend powoduje, ze "trzesa mi sie nogi" i sztywnieje
        prawie caly :) a oni mowia, ze u nich jest tak niekonieczne.

        Obecna dziewczyna ma same zalety. Inteligentna. Z duza wyobraznia. W tym
        rowniez seksualna. Subtelna i czula. Nie chcialbym jej stracic ale doskonale
        rozumiem jej potrzeby. Obecny status quo to poglebiajacy sie impas :(. Nie
        jestem pewien czy bede lubil czwartki tak jak dotychczas...

        Milego wieczoru,
        revolvo.
        • kotkaaaa Re: Cudowne poczatki konca :). 10.10.06, 18:24
          bez urazy, nie jestes glupi, masz niezly styl pisania, ale ...
          jestes zimny, nieczuly i protekcjonalny, w Twoim swiecie facet jest nagroda za
          dobre sprawowanie kobiet? nie kazdy mezczyzna ma awersje do stalego zwiazku,
          posiadania dzieci i zycze Twojej dziewczynie zeby szybko takiego znalazla
          widze tez Ciebie za 20 lat, bedziesz znudzonym gosciem po 50, ktorego glowna
          rozrywka bedzie internet, a jedyna partnerka zyciowa na codzien klawiatura i
          monitor komputerowy
          chciales opinie, prosze
          i bez urazy jak powiedzialam
          • revolvo Re: Cudowne poczatki konca :). 10.10.06, 18:40
            Mowy nie ma o urazie :). Za opinie dziekuje. Cenie ja. Glupi rzeczywiscie
            nie jestem :). Przykro mi, ze wyczulas protekcjonalizm. Moim zamierzeniem
            jest w miare obiektywna i chlodna analiza przypadku.

            Z Twoja przepowiednia mojej przyszlosci uprzejmie sie nie zgodze :).
            Za dwadziescia lat tez bede w towarzystwie kobiety. Moze tej samej :).
            Kobiety mnie nigdy nie nudza. Komputer i pisanie, owszem.
            A w dalekiej przyszlosci bedzie towarzyszyla mi pewnie pielegniarka :).

            Raz jeszcze dziekuje za opinie
            i pozdrawiam,
            revolvo.
            • zdzichu-nr1 Re: Cudowne poczatki konca :). 10.10.06, 19:43
              A myślałeś o posiadaniu dzieci? Nawet jeśli dotąd nie, to jak Ci stuknie 35+
              zaczniesz sie zastanawiać. Uciekasz przed czymś, przed czym nie uciekniesz.

              To miło brać z życia tylko szampanskoje i kawior, ale na tej diecie na dłuższą
              metę można dorobić się miażdżycy. Trochę razowego chleba też jest czasem
              potrzebne.

              Im dłużej będziesz zwlekał z poważnymi decyzjami tym będzie gorzej. W Twoich
              kolejnych związkach będzie coraz mniej uczuć, a coraz więcej zimna i
              wyrachowania. Choćbyś nie wiem jak był przystojny, czarujący, elokwentny i
              wspaniały, Panie stopniowo zaczną na Ciebie patrzeć przez pryzmat kasy, którą
              już masz, a której będziesz miał jeszcze więcej. Pamiętaj też o stale
              rozszerzających się widełkach wiekowych - Ty cały czas będziesz chciał mieć
              Panie z przedziału 20-30, a czas płynie i Ty sam się młodszy nie robisz... W
              pewnym momencie przestaniesz dla nich być partnerem, a staniesz się totemem w
              postaci wypatroszonego byka nadziewanego pieniędzmi. A z czasem byk może
              zamienić się w prosiaka.

              Rodzina z rozwrzeszczanymi bachorami i szanowną małżonką też daje pewne
              zadowolenie, choć z pozycji tzw. "Pana" konsumującego na weekendowe śniadanie
              najlepszą laskę w mieście może się to wydać niewiarygodne.

              No, ale Ty dopiero przekroczyłeś trzydziestkę, więc jeszcze tego nie czujesz. I
              nie poczujesz pod wpływem jakiegoś postu czy czyjejś słownej uwagi. Po prostu w
              pewnym momencie samo to do Ciebie przyjdzie. A jeśli nie... no to będziesz
              lubieżnym starym satyrem z wyższej półki... bywają tacy. Dopóki nie wylinieją i
              do końca nie zdziadzieją mogą cieszyć się życiem. A na koniec, jak słusznie
              przypuszczasz, będzie pielęgniarka - niestety płatna i to drogo. Musisz już
              zbierać, bo te usługi po 2030 roku będą wściekle drogie - prawa demografii są
              nieubłagane.
              • revolvo Re: Cudowne poczatki konca :). 10.10.06, 20:41
                Na pewno masz swoje racje :). Ale ja nie uciekam przed trudnymi
                decyzjami. Ta trudna wlasnie podjelem. Przez najblizsze pare lat
                wykluczam malzenstwo. Jak bedzie dalej - nie wiem. Nikt nie wie...

                Prawa wolnego rynku sa mi doskonale znane. Wlasnie taki rynek robi
                mnie zamoznym. Byc moze bedzie mnie stac na dwie pielegniarki :).
                Jest duzo slusznych uwag w tym o czym piszesz. Widelek sie nie boje
                poniewaz bede ewentualnie dobieral kobiety odpowiednio do swojego wieku.
                No, prawie :). Nie chce czuc sie smiesznym. A poza tym obecnosc kobiet
                ciagle sie bedzie liczyla. I kobiet szukajacych towarzystwa mezczyzn
                (obojetne z jakiego powodu) nigdy nie zabraknie.

                Nalezy utrzymac rownowage w naszych argumentach i nie straszyc mnie
                samotnoscia i pieklem. Gdyby tak bylo, nie byloby watkow: brak seksu
                w malzenstwie, wystepowanie nudy i zdarzajace sie zdrady. Tez je
                pewnie czytasz :). Nie szukam kucharki, praczki, sprzataczki.
                Sprzatam po sobie (nie zawsze od razu :), gotowac potrafie (gotuje
                czasami mojej sympatii obiad/kolacje, pralke tez potrafie uruchomic.
                Pralnie chemiczna znam. Pralka to cudowny wynalazek mozna wlozyc meskie
                szorty i biustonosze i razem lezac czekac na skonczenie cyklu :).

                Zauwaz, ze niektore kobiety boja sie przyjac, ze sa mezczyzni tacy jak
                ja. Nie znaja mnie a juz nie lubia. O czyms to swiadczy. Osobiscie mam
                szacunek i sympatie do kobiet chcacych wyjsc za maz i tych co chwilowo
                lub w ogole nie.

                Jezeli dozyje poznej starosci to zamierzam byc pogodnym i usmiechnietym
                staruszkiem majacym cudowne wspomnienia (jezeli pamiec dopisze :).
                Bede siedzial na lawce pod jablonia owiniety troskliwie pledem przez dwie
                prywatne pielegniarki szanujace pracodawce i uwaznie sluchal o ich klopotach
                z mezczyznami :). Chyba, ze...
                • zdzichu-nr1 Re: Cudowne poczatki konca :). 10.10.06, 21:18
                  Masz do czynienia z kimś, kto latami kroczył Twoją drogą. Więc wiem, co mówię ,
                  a nie tylko mówię co wiem;) Straszenie nie ma sensu, bo dopóki sam nie
                  poczujesz, ze chcesz, to nikt Cię nawet końmi nie przymusi.

                  Widełki to poważna sprawa! Jest takie powiedzenie, że starość u faceta objawia
                  się dwiema rzeczami - podobają mu się coraz starsze przeboje i coraz młodsze
                  kobiety. I wielka jest to prawda. Ja stanąłem na Paniach młodszych o 15-17 lat,
                  bo z czasem -teraz posłuchaj uważnie, bo to jest kolejny etap- doszedłem do
                  wniosku, że dwudziestki są i ekonomiczniejsze w utrzymaniu, i świeższe, i
                  bezpieczniejsze, bo nie trują Ci wcale o ślubie oraz raczej nie wrabiają w
                  dzieciaka (przynajmniej te na poziomie, różowe blondynki z dyskoteki pomińmy
                  milczeniem). A śmieszny przy nich nie jesteś - wręcz przeciwnie, w dzisiejszych
                  czasach to prawdziwa nobilitacja dla takiej dziewczyny pokazywać się z
                  przystojnym dojrzałym mężczyzną o grubym portfelu.

                  Jak masz odpowiedni status materialny i do tego jeszcze dobry wygląd, to kobiet
                  nigdy nie zabraknie, to prawda.

                  Co do braku seksu w małżeństwie, zdrad, nudy itp. to trzeba po prostu poczuć,
                  że to jest TA KOBIETA. Oczywiście, ZAWSZE można się pomylić, ale w pewnym wieku
                  i po pewnym przerobie, raczej wiadomo, co jest pomyłką, a co nie. Z tym, że
                  zalecam choć chwilę normalnie pomieszkać z kobietą; tzw. pomieszkiwanie oraz
                  egzotyczne wyjazdy do pięciogwiazdkowców przynoszą niewiele prawdy o drugim
                  człowieku.

                  Atrakcyjna kobieta nie będzie Twoją kucharką, praczką i sprzątaczką. Zresztą
                  kobiety też znają wartość pralki, zmywarki, chytrych płynów z połyskiem do
                  czyszczenia itp. Związek z kobietą na poziomie nie odbywa się na poziomie
                  codziennego obrządku świni w chlewiku

                  Obawiam się, że Twoja wizja starości jest nazbyt optymistyczna. Ale nie czas tu
                  i miejsce na dywagacje dlaczego. I tak za dużo napisałem. Pzdr.
                  • revolvo Re: Cudowne poczatki konca :). 11.10.06, 07:28
                    Przeczytalem uwaznie Twoja wypowiedz. Nie widze w niej punktow spornych.
                    Zgadzamy sie, ze aby sie ozenic trzeba tego bardzo chciec. Ja nie czuje
                    obecnie wewnetrznie takiej potrzeby. Uwazam, ze malzenstwo jest sprawa
                    bardzo powazna i dac sie namowic do malzenstwa nie bedac o tym przekonanym
                    jest bledem. Sa ludzie ktorzy chca sie ozenic i sa tacy ktorzy nie chca.
                    Najwidoczniej naleze do tych drugich. W gre rowniez wchodzi uczciwosc
                    i szacunek do drugiej osoby.

                    Mam latwosc kontaktow z kobietami. Darze je sympatia i meskim zrozumieniem.
                    One to czuja i w przewazajacej wiekszosci nie ma iskrzen na stykach.
                    Az do czasu gdy zaczynamy rozmawiac o malzenstwie. W preliminariach naszych
                    znajomosci nie ukrywam swojej opinii na temat malzenstwa. Zapytany rowniez
                    okreslam jasno i wyraznie swoje stanowisko. Kobiety wiec od poczatku dokonuja
                    wyboru. O nastepujacej niefortunnej cyklicznosci znajomosci juz pisalem.

                    Sprawe praczek, kucharek i sprzataczek poruszylem przelotnie poniewaz
                    czyta sie posty rozgoryczonych kobiet wypominajacych mezczyznom te
                    uslugi. Osobiscie nie znam zadnego mezczyzny ktory by sie dla tych uslug
                    ozenil. Uwazam, ze czesc kobiet przecenia nasze zamilowanie do wygody.
                    Nie sadze aby ludzie dla wygody sie zenili. Podejrzewam, ze sa jakies
                    inne powody :).

                    Sadze, ze powodem do malzenstwa powinny byc odlosy wszystkich trabek
                    polowych i werbli grajacych/walacych unisono w nas calych. I powinnismy
                    widziec powiewajace na wietrze kolorowe proporce lekkiej (co najmniej)
                    kawalerii. Jezeli tego nie slyszymy/widzimy to... nie warto :).

                    Na temat swojej ewentualnej starosci nie bede juz dywagowal. Sadze,
                    ze jeszcze za wczesnie. Byc moze bede mial szczescie i jej nie dozyje :).
                    Podobno "quem di diligunt, adolescens moritur". Byc moze tak wlasnie
                    bedzie :).

                    Milego dnia zycze,
                    revolvo.
                    • ajkro Miej świadomość,że wiele kobiet i te które poznałe 31.10.06, 21:15
                      ś myślą, że mężczyzna zmieni się i chętnie poczekają na ten moment.
                      Same oszukują się, ale to ich spraw. Sama znam takie, które naprawdę długo
                      czekały. Za długo, bo szkoda ich młodości.
                      Fakt, że niektórym udaje się. Ale, myślę, że nie z tymi, którzy tak jasno i
                      kategorycznie określają swoje stanowisko odnośnie małżeństwa.
                      Ty masz pewność, że znajdziesz inną kobietę. Ale, czy następna będzie taka
                      wspaniała jak ta? Nie masz pewności. Chyba, że traktujesz je przedmiotowo, jako
                      tylko kogoś dla twojej przyjemności i satysfakcji seksualnej.
                      Egoistycznie.
                      W końcu zestarzejesz się i nawet pieniądze nie pomogą ci. Bo, te inteligentne i
                      wartościowe kobiety nie spojrza na ciebie. One nie będą szukać pieniędzy. Tylko
                      czegoś więcej.
                      Patrzę na takich mężczyzn i słyszę, jak za ich plecami śmieją się z nich. Nawet
                      inni mężczyźni.
                      Ja np. nie czekałabym i to ja tak określam swoje stanowisko. Wtedy to właśnie
                      mężczyźni zmieniają się dla mnie:)
                      Niektórzy nadaremnie.
                      W tym ich wyścigu tylko jeden ma szansę:)Mój ukochany. Jemu nawet wybaczę pewne
                      błędy i to, że nie był przygotowany w pewnym momencie na miłość. Ale, po stracie
                      miłości zrozumiał, że to jest to, czego chce najbardziej. Miłość przychodzi
                      nieoczekiwanie dla dwojga.
                      Mężczyźni lubią gonić za kimś i rywalizować między sobą.
                      Ja to osiągam tym, że nie czekam, a to on musi za mną nadążyć:)
                      I mam nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy ślub ze mną.
                      Jestem jakby mężczyzna w skórze kobiety. Cenię swoją wolność, ale nie
                      wykorzystuję nikogo. Będąc tylko z moim ukochanym mężczyznom, a nie z
                      higienicznego przymusu zwyczajnego mężczyznom, liczę się z tym, że może on w
                      pewnym momencie chcieć czegoś więcej. Pewnie po to, aby mieć pewność, że żaden
                      inny mężczyzna nie będzie mnie mieć:))
                      Zabawne, że młodsze kobiety często wiedzą lepiej, jak usidlić mężczyznę:))))
                      Tak mi kiedyś radziła przyjaciółka i wciąż to działa. Ale, moje życie samo to
                      dyktuje. Przypadek.
                      Ja uciekam, a on musi mnie gonić:)))
                      Ale, tylko dlatego, że kocha mnie.

                      Niektórym niestety nie jest dane poznać prawdziwy smak miłości. Inaczej nie
                      pisałbyś tego tak chłodno, bez emocji.
                      Dobrze dla tych kobiet, że są mądre i nie czekają zbyt długo.
                      Ja jestem mądrzejsza w tym od nich, bo nie czekałabym dnia na ciebie, gdybym
                      chciała czegoś innego niż ty. I wiem, że dobrze zrobiłabym, bo szkoda marnować
                      życia.
                      Mężczyzna sam nie zmieni się.

                      Tobie jest fajnie, bo już z założenia wchodzisz w związek, że w razie czego
                      weźmiesz nogi za pas. Czerpiesz tylko przyjemności i tak naprawdę niewiele
                      dajesz z siebie.
                      Wspólne weekendy i wakacje to jest twoja przyjemność. A, tak naprawdę nie
                      liczysz się z uczuciami drugiej osoby.
                      Będąc z kimś trzeba liczyć się, że nie tylko przyjemności są w życiu.
                      Myślę, że te kobiety oszukują ciebie licząc na małżeństwo, a ty tkwisz w błogiej
                      świadomości, że jest cały czas sielanka.

                      Umiesz ładnie pisać, ale mądrości związanej z dojrzałością w tym nie ma.

                      Pamiętaj. Naprawdę mądra kobieta nie zgodzi się na czekanie, aż dojrzejesz.
                      Nie stać cię na mądrą kobietę.





                  • miauka Re: Cudowne poczatki konca :). 11.10.06, 09:37
                    zdzichu-nr1 napisał:

                    > dwudziestki są i ekonomiczniejsze w utrzymaniu, i świeższe, i
                    > bezpieczniejsze, bo nie trują Ci wcale o ślubie oraz raczej nie wrabiają w
                    > dzieciaka (przynajmniej te na poziomie, różowe blondynki z dyskoteki pomińmy
                    > milczeniem). A śmieszny przy nich nie jesteś - wręcz przeciwnie, w
                    dzisiejszych czasach to prawdziwa nobilitacja dla takiej dziewczyny pokazywać
                    się z przystojnym dojrzałym mężczyzną o grubym portfelu.
                    >
                    > Jak masz odpowiedni status materialny i do tego jeszcze dobry wygląd, to
                    kobiet nigdy nie zabraknie, to prawda.

                    Rany, co za przedmiotowe traktowanie drugiego człowieka! I Ty Zdzichu masz
                    czelność komuś doradzać?
    • aliset Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 10:26
      Nie kochasz jej jak znajdzie się ktoś kogo będziesz kochał nie będzie takiego
      problemu:-)Też tak miałam wydawało mi się po co wychodzić za mąż itd itp. Do
      czasu aż nie zakochałam się naprawdę.Człowiek nie jest stworzony do tego by być
      sam dlatego często "miewa" wokoło siebie osoby z którymi jest miło, ciepło
      kolorowo, ale jak naprawdę pokocha to łatwiej jest podjąc decyzję o
      małżeństwie:)
      • scandynavia Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 13:38
        Chciałam napisać jak to wygląda z punktu widzenia drugiej strony, ale autor sam
        sobie odpowiedział. Racje mają obie strony. Jedna nie chcąc małżeństwa, dzieci
        i druga chcąc. Nie ma trzeciego wyjścia. Albo ja ustąpię i będę nieszczęśliwa,
        albo on i również nie będzie szczęśliwy. Drugim rozwiązaniem jest rozstanie.
        Właśnie rozpadłam się na kawałki i zbieram w całość po konfrontacji i nabraniu
        pewności, że mamy inne oczekiwania.

        Nie chcę tłumaczyć Mu, że kiedy oglądam Jego zdjęcia z dzieciństwa mięknę i
        myślę jak wyglądałoby nasze dziecko. Nie powiem Mu, że chcę śnić te same sny na
        wspólnej poduszce w naszym domu i naszym łóżku. Jak niewidomemu można
        opisać/przybliżyć czerwony kolor?
        • tygrysek27 no dobrze 11.10.06, 14:20
          ale czy Ty ja kochasz?
          jak się będziesz czuł kiedy się rozstaniecie? chyba umiesz odpowiedziec na to
          pytanie skoro jest to kolejny przypadek, powtarzający się scenariusz

          ja jako osoba beznadziejnie zakochana nie potrafię sobie wyobrazic sytuacji że
          pozwalam drugiej stronie odejść bo nie może ona się dostosować do moich
          oczekiwań

          nie możecie znależć punktu "stycznego"? sorry, ale mi to zakrawa na skrajny
          egoizm :-/ może się mylę.....



          • revolvo Skrajny ohydny meski egoizm :). 11.10.06, 15:55
            tygrysek27 napisała:

            "... to zakrawa na skrajny egoizm :-/ może się mylę..."

            Mylisz sie na pewno :). Kobiety robia ten banalny i wytarty zarzut w
            takiej sytuacji. Do egoisty dodaja jeszcze przymiotnik skrajny podkreslajac,
            ze "srodkowi" egoisci sa jeszcze ok. Pod warunkiem, ze chca sie ozenic.
            Nie chce sie ozenic - egoista i be. Ozeni sie - altruista, dojrzaly i
            odpowiedzialny mezczyzna. Rzadko kobieta przyjmuje niechec mezczyzny do
            malzenstwa ze zrozumieniem. Niechetnym ale zrozumieniem. Prawie zawsze
            dodaje do opisu takiego mezczyzny pejoratywne okreslenie. Mezczyzn dzieli
            na tych cudownych nie-egoistow i odpowiedzialnych dojrzalych zonatych i tych
            paskudnych egoistycznych drani pozostalych. I tak powinien wygladac swiat
            wedlug wiekszosci przekonanych o swojej jedynej slusznosci kobiet. Pojecie
            demokracji jest obce tym kobietom. Albo dotyczy tylko ich.

            Jak sie bede czul gdy odejdzie? Fatalnie. Zle. Bede przygnebiony. Oczywiscie
            nie chce tego. Ale czulbym sie jeszcze gorzej gdybym zdecydowal sie na cos o
            czym nie jestem przekonany i czego nie czuje. Bylbym wowczas nieuczciwym nie-
            soba.

            Czy ja kocham? Tak sadze. Niechec do malzenstwa nie jest skierowana
            przeciwko niej tylko przeciwko instytucji malzenstwa. Podobno jednym
            z wyznacznikow milosci mezczyzny do kobiety jest jego samochod.
            Samochod mezczyzna podobno kocha nie mniej niz kobiete :). Ja kocham swoj
            samochod zdecydowanie mniej niz ja. Samochod swoj lubie a ja darze uczuciem
            wielokrotnie cieplejszym. Chyba nawet goracym. Z samochodem rozstalbym sie
            latwiej. Podobno samochod dla mezczyzny to przedluzenie jego penisa. Moj
            samochod nic nie robi z moim. Mysl jednak o niej zdecydowanie mnie wydluza :).

            Ehhh, cholerny czwartek...
            • miauka Re: Skrajny ohydny meski egoizm :). 11.10.06, 16:04
              > tygrysek27 napisała:

              > nie potrafię sobie wyobrazic sytuacji że pozwalam drugiej stronie odejść bo
              nie > może ona się dostosować do moich oczekiwań

              To dopiero skrajny egoizm :-)

              Trzymam kciuki za Twój czwartek revolvo, życzę kompromisu :-)
              • revolvo Re: Skrajny ohydny meski egoizm :). 11.10.06, 16:19
                Z nadzieja na kompromis - dziekuje :).
              • tygrysek27 nie moja droga 12.10.06, 10:38
                zle to zrozumiałaś

                egoizmem jest dla mnie oczekiwanie ze ktos dostosuje sie w 100% do naszych
                oczekiwań
                ktoś komu zależy bedzie się starał spotkac w pół drogi

                ja sobie nie wyobrażam sytuacji że kocham ale odchodze lub daję odejść z tego
                powodu że "nie popuszczę" i nie rusze się ani o krok z pozycji swoich przekonań
                i wymagań, egozim to sytuacja: niech on/ona się zmienia

                o to mi chodziło, czytaj troszkę uwazniej

                • miauka Re: nie moja droga 12.10.06, 14:31
                  Bardzo dobrze Cię zrozumiałam. Jeżeli revolvo zgodziłby się na małżeństwo to
                  właśnie byłoby 100% spełnienie oczekiwań jego kobiety, oczywistym jest, że nie
                  ma to nic wspólnego z kompromisem. A zawarcie małżeństwa lub jego nie zawieranie
                  to kwestia wyboru i światopoglądu - dlaczego mielibyśmy się go pozbawiać, bo
                  ktoś tak chce?

                  Ja jestem przeciwniczką małżeństwa, nie rozumiem, co ludzie w tym widzą. Można
                  być ze sobą w pięknym związku bez ślubu (ja preferuję i czuję się z tym
                  szczęśliwa), a z drugiej strony żaden ślub nikomu nie zagwaranuje dozgonnego
                  szczęścia i bycia razem, choc rozumiem, że daje taką iluzję, zwłaszcza kobietom,
                  które potrzebuja bezpieczeństwa, żeby wychować dziecko (to też iluzja, jak
                  pokazuje życie). Ja też - tak jak revolvo - czułabym się nieszczęśliwa, gdyby
                  mój facet oświadczył, że chce ślubu i starałabym się go przekonać, że nie jest
                  nam to potrzebne. Gdyby jednak to był dla niego warunek niezbędny do bycia ze
                  mną, to odeszłabym.

                  Na szczęście na początku powiedzieliśmy sobie, że nie jest nam coś takiego do
                  szczęścia potrzebne :-)
                • tygrysek27 Re: nie moja droga 12.10.06, 14:59
                  no właśnie
                  dlatego ze jesteś przeciwniczką dlatego rozumiesz to po swojemu

                  ja nie jestem ani za, ani przeciw - kwestia potrzeb i ustaleń

                  przeraża mnie tylko jego sztywność poglądów - ona chce, ja nie zatem się
                  rozstajemy
                  i tyle
                  • miauka Re: nie moja droga 12.10.06, 16:33
                    No tak, z tym że, o ile pamiętam, revolvo wspominał, że nie ukrywa swej niechęci
                    do ślubu przed swoimi wybrankami na początku znajomości.

                    tygrysek27 napisała:

                    > no właśnie
                    > dlatego ze jesteś przeciwniczką dlatego rozumiesz to po swojemu

                    Nie, nie rozumiem tego po swojemu, bo jestem przeciwniczką, ja rozumuję
                    analitycznie i logicznie, tak mnie już rodzice zrobili. Nie mam nic przeciwko
                    małżeństwu jako rytuałowi, jeśli to komuś do czegoś potrzebne, natomiast żadne
                    racjonalne argumenty na jego "korzyść" do mnie nie przemawiają i nie ma w tym
                    żadnych emocji, czysta logika.

                    Kompromis nie może polegać na tym, że "ożeń się ze mną, bo ja cię tak kocham, a
                    jak ty nie chcesz, to znaczy, że nie kochasz" - to żaden kompromis, a do tego
                    szantaż emocjonalny. I sztywność poglądów nie ma tu nic do rzeczy. Chyba nie
                    czytasz ze zrozumieniem.
                    • tygrysek27 Re: nie moja droga 13.10.06, 08:58
                      w tym wypadku sztywność poglądów wyklucza kompromis, stad revolvo z góry
                      zakłada rozstanie

                      możemy się przerzucac kąśliwymi uwagami kto czyta ze zrozumieniem a kto nie
                      ale chyba mi się nie chce
                      pozdrawiam
    • bibita Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 16:25
      mam fajna kolezankę:
      blondyneczka, ale ładne wyraziste rysy Twarzy, zielone oczy, , troche niska
      (159) ale urocza (to wyglad)
      inteligentna, rezolutna, ma swietne poczucie humoru, jest troche szalona troche
      odpowiedzialna, i konsekwentna w zyciu, faceci za nia szaleja
      ma 33 lata

      idealna dla Ciebie-nasze rozmowy wygladaja dokladnie tak: "jest fajnie to po co
      on chce sie zenic" Laska po prostu nie chce i koniec-nie dlatego ze jest jej zle
      albo ze jej na nich nie zalezy-po porstu nie chce slubu i tego wszytskiego, nie
      wierzy ze mozna byc z kims całe zycie , moze mozna ale po co zkaładac sobie
      smycz nawzajem??
      to jej przekonania, pasowalibyscie do siebie:))
      • revolvo Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 17:03
        Oj, kusisz ta kolezanka :). Opis apetyczny. "Troche szalonosci" tylko
        dodaje kobiecie uroku. Przekonania ma zachecajace i niekrepujace.
        Poczucie humoru tez cenie bardzo u kobiet. Faceci wiedza co robia szalejac
        za nia :).

        Musze jednak wyjasnic swoja kobieca sprawe. Do piatku bylem szczesliwy i
        chcialbym do tego szczescia powrocic. Moze uda sie nam wypracowac jakis
        wspolny kompromis jutro. Nie chcialbym teraz rozwazac innej konstelacji
        aby nie zapeszyc. Moze wiec wrocimy do tematu a moze szczesliwie nie :).

        Za propozycje jednak serdecznie dziekuje. Ja uwazam, ze na kobiety mozna
        liczyc. Nie porzuca mezczyzny w nieszczesciu :). Dlatego tak sie do nich
        garne :). Sa cudowne.

        • 83kimi Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 17:17
          Jeżeli kochasz swoją kobietę, to chyba powinieneś zrobić wszystko, żeby jej nie
          stracić! Jeżeli jednak Ci na tym nie zależy aż tak bardzo - to znaczy, że jej
          tak naprawdę nie kochasz, że jesteś z nią dla wygody, ale nie miłości.
          Nie ejsteś gotowy na małzeństwo - powiedz jej o tym, ale niech nie przekreśla
          to wszystkiego co razem zbudowaliście. No chyba poza seksem niewiele Was
          łaczy...
          • revolvo Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 17:31
            I zrobie dla niej prawie wszystko. I zalezy mi na niej.
            I wszystko jej powiem (jeszcze raz). Nigdy nie bylem z
            zadna kobieta dla wygody. Kobieta to nie fotel :). Fotele
            bywaja wygodne. Byly super dwa lata. Wspaniala kombinacja
            kobiecego uroku, inteligencji, rozmow i oczywiscie seksu,
            seksu, seksu... Musze odsunac sie od klawiatury :).
            • aliset Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 19:30
              a co zrobisz jak ta poważna rozmowa będzie wyglądała tak: Kochanie.... jestem w
              ciąży;)
        • bibita Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 17:28
          uwazam, ze dobrze planujesz-chcesz szukac kompromisu miedzy Tym, co Ty myslisz a
          Tym co ona-pytanie, czy uda sie pogodzic tak strajne wizje zycia

          zycze Ci szczescia-kto wie, moze ktoregos dnia zmiesz zdanie:))
          • revolvo Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 17:35
            Czwartek nie bedzie latwym dniem :). Bede sie staral przepasc
            w pogladach troche splycic. Albo moze przerzucic kladke :))).
            • kicienka Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 17:59
              Gdyby cos nie tak to o mnie pamietaj :D.
              Powodzenia i trzymam kciuki. Naprawde :D.
            • aliset Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 19:34
              Ale i tak najlepsze jest to, że jeszcze jesteście razem jeszcze nic niewadomo,
              a ty już oferty nowe otrzymujesz na następny cykl;) Pozostaje tylko
              gratulować " umiejętności" pisania :)
        • qw994 Re: Kuszenie kobiece :). 11.10.06, 19:33
          Moze uda sie nam wypracowac jakis
          > wspolny kompromis jutro.

          Niby jaki? Jeśli ty kategorycznie nie chcesz się żenić, a ona kategorycznie
          chce, to nie może być mowy o kompromisie. Ile ona ma lat?
    • d.o.s.i.a Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 19:52
      Revolvo.
      Ja Cie doskonale rozumiem. Doswiadczam takiej samej cyklicznosci, z ta roznica,
      ze ja jestem kobieta i to mnie kilku partnerow staralo sie doprowadzic do
      oltarza. Jestem mogonamistka cykliczna - moje zwiazki trwaja dlugo, ostatni
      nawet 4 lata. I im dalej w las, tym bardziej mnie to przeraza, tym mniej
      potrafie zaangazowac sie emocjonalnie. Proby sfinalizowania zwiazku odbieram
      jako zagrozenie wolnosci, zatrzaskujaca sie pulapke, z ktorej nie ma wyjscia -
      czuje jak jakas petla zaciska mi sie na szyi i coraz bardziej dusi. Czuje
      rosnaca potrzebe ucieczki. Tak rozpadl sie moj ostatni, idealny zwiazek. Nie
      jestem w stanie wskazac ani jednej wady w moim bylym partnerze. Ale odeszlam.
      Teraz zaczynam nowy zwiazek i jest jeszcze trudniej. Nawet nie jestem w stanie
      przezywac chwili bo wiem, ze ona nie przetrwa. To bardzo smutne juz na poczatku
      wiedziec jak to sie skonczy.
      Chcialabym przezyc totalne uniesienie, namietna milosc, chce stracic glowe,
      chce zeby byl szybki slub i lzy szczescia. Totalne wariactwo. Nie umiem. I
      chyba juz sie nie naucze.
      Mam trzydziestke, strach przed zaangazowaniem, coraz mniejsze szanse na budowe
      szczesliwego zwiazku. A chce miec rodzine. Naprawde. Nie marze o slubie jako
      takim - chce miec po prostu rodzine, bliskich ludzi wokol siebie, chce miec na
      kogo przelewac milosc.
      I ciagle mam nadzieje, ze to sie kiedys zisci.
    • ofelia1982 Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 20:11
      Revolvo, moze masz ladny styl pisania, jak to ktos zauwazyl i moze jestes
      czarujacym facetem. Ale klamiesz.
      Piszesz, ze zrobilbys dla NIEJ wszystko. Podpowiem Ci czego ona chce, co mozesz
      zrobic. Uwaga! Ona chce byc z Toba na powaznie! Jestes skrajnym konformista.
      Niestety rozumiem Twoja kobiete,bo jestem dokladnie w takiej sytuacji jak ona.
      I cos czuje, ze wlasnie powoli staje sie singlem. Ja chce wiedziec, ze facet
      jest ze mna bo chce, bo kocha, a nie dlatego, ze mu wygodnie. Chce z nim cos
      budowac, isc przez zycie, a nie bawic sie w dom mieszkajac z nim (moj duuuuzy
      błąd)..i BOLI MNIE TO cholernie, bo Go Kocham, a pewnie bede musiala
      odejsc..Wydusilam wreszcie z niego dzis, ze "nie dorósł". Jasne. Nie wierze w
      to. Moja kolezanka (kttora vice versa hajtnela sie 2 tyg temu - wiec jest
      wiarygodna w osądach) powiedziala, ze musi trafic kosa na kamien i tyle. Facet,
      ktory NAPRAWDE kocha -odrzuca lęk, odrzuca wahanie i mowi swojej kobiecie, ze
      to walsnie z nia chce byc...dlatego nie wierze w "nie dorosłem", "potrzebuje
      czasu" etc..BOLI MNIE to, ze ten zwiazek moglby byc czyms pięknym. CHCĘ isc z
      Nim przez zycie, Kocham Go...ale odejde niedlugo..bo dosc mam sluchania, ze on
      kupuje "swoje mieszkanie", ze podwyzszyli MU oprocentowanie kredytu itede...
      I obiecuje sobie, ze nastepnym razem bede zimna suka. Faceci takich sie
      trzymają. Zadnego mieszkania na kocia lape..
      • d.o.s.i.a Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 20:24
        Ofelio. Trudno miec pretensje do kogos o to, ze ma inny poglad na bycie razem,
        ze nie chce byc razem az tak bardzo jak Ty tego chcesz, ze moze nie kocha az
        tak bardzo, ze moze boi sie takiego zaangazowania.
        Nie zmusisz nikogo, aby podzielal ten sam system wartosci, aby czul to co Ty.
        Po prostu.
        Bycie razem to uklad, w ktorym kazda ze stron ma prawo do swojego zdania.
        Mozna sie rozejsc, probowac budowac wymarzony model zwiazku z osoba, ktora
        mysli podobnie, ale nie mozna wytykac komus winy, obarczac go
        odpowiedzialnscia, czy tez zmuszac go do zmiany "w imie milosci - bo ja tak
        chce".
        • revolvo Hipotetyczna ciaza :). 11.10.06, 21:05
          O ciazy nie ma mowy. Do moich przemilych obowiazkow nalezy przylepianie
          plasterka. Alternatywnie co miesiac na innym uroczym posladku. I sprawdzenie
          pocalunkiem czy nie odstaje :).

          Dosiu, ten daleki mgielny smutek tez unosi sie dotychczas nad moim
          dwuletnim horyzontem.

          Rozgoryczonej kobiecie rzucajacymi nieuzasadnionymi inwektywami bardzo
          uprzejmie sugeruje uwazniejsze czytanie zanim zacznie ladowac dzialo.
          Z cala pewnoscia uzylem okreslenia "PRAWIE wszystko". Byc moze ta
          nieprzyjemna pochopnosc w ocenie sytuacjj nie poparta uzasadnieniem
          jest powodem obecnych klopotow? Zupelnie mozliwe...
          • login.kochanie Re: Hipotetyczna ciaza :). 11.10.06, 21:15
            Revolvo, Kochanie !!!
            Pozwolę sobie wyrazić opinię o Twoich postach : mdła grafomania.
            Może Twoje partnerki wiedzą, że od Twojej "uroczej", "czarującej" i mdłej osoby
            można uwolnić się tylko namawiając do ślubu ?
            • larria Re: Hipotetyczna ciaza :). 11.10.06, 21:40
              login.kochanie pisz do rzeczy i o rzeczy, albo wcale

              revolvo, pozwole sobie wytknac Ci jedna niescislosc. jak chcesz pogodzic swoje
              jeszcze nie teraz, za pare lat z jej wiekiem? jestescie po 30 stce, Twoje
              ewentualne chce, jestem gotowy nie bedzie jej kiedys dotyczylo sila rzeczy, bo
              ona wtedy juz nie bedzie mogla miec dzieci. decydujac sie na bycie z Toba
              pozbawi sie macierzynstwa. chcesz wziac na siebie az taka odpowiedzialnosc?
              • login.kochanie Re: Hipotetyczna ciaza :). 12.10.06, 15:57
                Larrio, Kochanie !!!
                Wbrew pozorom mój post jest bardzo na temat. Dodam jeszcze, że autor uprawia
                autoreklamę, jest bardzo pewny swoich walorów, które niekoniecznie są warte
                uwagi :)
                • larria Re: Hipotetyczna ciaza :). 12.10.06, 16:08
                  Kochanie, tematem watku jest sytuacja autora i czekajacy go czwartek, a nie
                  jego watpliwy lub nie talent literacki.
                  oj, kochanie, kochanie...
    • salsa.loca Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 21:45
      a czy jak zaczynasz sie sptykac z nowa jkobieta to stawiasz sparwe jasno:
      nigdy zadengo slubu?
      bo wiesz, moze nie czekałyby tych dwoch lat, zeby to usłyszec....
      • hard-candy Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 22:03
        Dość dobrze się czyta te Twoje wypowiedzi, autorze wątku, ale jak dla mnie
        wynika z nich jedno. Jesteś taka trochę marzycielska fafuła, męskości nie
        posiadasz za grosz. Przypominasz mi trochę tego aktorzynę Pieczyńskiego, który
        przesiaduje w krakowskich knajpach i smędzi jak to poszukuje przez całe życie
        miłości, lecz coś ona znaleźć go nie może tym, którzy chcą to kupić (dwutygodnik
        Viva!). Trochę nie chce mi się wierzyć, że baby przypuszczają na Ciebie takie
        ataki, ale co ja tam wiem. Pozujesz na strasznego cwaniaka i cynika, ale Twoja
        ckliwa natura wyłazi z postów i mnie trochę śmieszy.
        • revolvo Hipotetyczna meskosc :). 11.10.06, 22:22
          Tylko ja mam ponad trzydziestke. Ona ma 26 lat, jeden miesiac
          i jedenascie dni. Nad liczeniem godzin i minut teraz pracuje.

          Na pierwszych spotkaniach temat ewentualnego zapatrywania sie
          na malzenstwo wyplywa. Nie uzywam slow: "nigdy", "zaden" i podobnych.

          Tough_cookie, milo mi, ze zainteresowalas sie moja meskoscia. Dziekuje.
          Ma sie doskonale. Pozostaje Tobie w to uwierzyc lub nie :). Temat ten
          nie jest glownym tematem tego watku. Prezentowanie swojej meskosci na
          forum pozostawie innym mezczyznom. Na pewno sobie poradza :).
          Forumowa meskosc ma prawo budzic watpliwosci. I slusznie :).
          • larria Re: Hipotetyczna meskosc :). 11.10.06, 22:38
            26 lat? i juz chce miec koniecznie dzieci? gdyby miala 36 to rozumiem.
            strasznie przedsiebiorcze teraz sie dziewczyny porobily:) pewnie wszystkie
            kolezanki wyszly juz za maz, albo zaraz wyjda. troche to zmienia postac rzeczy,
            mysle, ze ja przekonasz jutro. tylko po co? za kilka lat bedziecie przerabiali
            to samo
            • asiulka81 Re: Hipotetyczna meskosc :). 11.10.06, 22:43
              larria napisała:

              > 26 lat? i juz chce miec koniecznie dzieci? gdyby miala 36 to rozumiem.
              > strasznie przedsiebiorcze teraz sie dziewczyny porobily:) pewnie wszystkie
              > kolezanki wyszly juz za maz, albo zaraz wyjda.

              mnie sie ostatnio 23-latka zalila, ze prawie wszystkie kolezanki juz za maz
              powychodzily a ona taka samotna, wiec z tego punktu widzenia 26-latka to stara
              dupa jak najbardziej nadajaca sie do zamazpojscia :)
              • hard-candy Re: Hipotetyczna meskosc :). 11.10.06, 22:52
                Bidulka musi mieć dość wąskie horyzonty, jak sens życia widzi w złapaniu chłopa
                w sidła. A potem taki revolvo ma o czym pisać ;)


                asiulka81 napisała:

                > mnie sie ostatnio 23-latka zalila, ze prawie wszystkie kolezanki juz za maz
                > powychodzily a ona taka samotna, wiec z tego punktu widzenia 26-latka to stara
                > dupa jak najbardziej nadajaca sie do zamazpojscia :)
          • hard-candy Re: Hipotetyczna meskosc :). 11.10.06, 22:44
            Tylko pozornie nie na temat, hehe.

            Ok, jeśli mam się trzymać tematu, to nie kumam, czemu ściemniasz, że kochasz tę
            swoją kobitę ? Nie kochasz ani trochę. Pewnie jest ładna, dobra w łóżku,
            "inteligentna" jak to się mówi (tylko nie wiadomo czasem, jak to określenie
            rozumieć), miło Ci się z nią pokazywać, pasuje Ci po prostu do Twojego
            wyobrażenia o Twojej własnej dziewczynie. Niestety chemii, tfu !, miłości to
            chyba tu nie ma z Twojej strony. Ot i cała przyczyna Twojej niechęci do
            zalegalizowania związku i myślę, że dokładnie ta sama przyczyna przyświeca
            WSZYSTKIM ludziom, którzy mają niechęć do zawarcia małżeństwa z daną osobą.
            Absolutnie nie potępiam, bo akurat sama jestem na takim etapie, że małżeństwo i
            nawet trwały związek stają mi kołkiem w gardle. Niemniej jednak szkoda tych
            Twoich biednych kokoszek, które już mają przed oczami sukienki w kolorze ecru i
            zapisują w pamięci, że trzeba się rozglądnąć za szpitalem położniczym godnym
            zaufania.
            • revolvo Re: Hipotetyczna meskosc :). 11.10.06, 23:13
              Wracasz jak bumerang to klasyfikacji mezczyzn: "chcacysieozenic"
              - 100% meskosc i "niechcacy" - meskosc watpliwa i nieustalona :).
              Napisalem, ze sadze, ze ja kocham. Wedlug mojego sadzenia. Zreszta
              co ja tam wiem o milosci :). Na szczescie wyladowalem na odpowiednim
              forum i zostane pouczony :). W kraju zaraz po lekarzach mamy najwiecej
              znawcow milosci :). Ekonomistow tez mamy duzo.

              Patrze na nia jako calosc. I ta calosc mi sie podoba. Zgodze sie tez z
              rozbiciem tej calosci na czynniki pierwsze wymienione przez Ciebie wyzej.
              Jest inteligentniejsza ode mnie i to tez mi sie podoba. Moge sie czegos
              od niej nauczyc. Inteligentne kobiety mnie "kreca".

              O dzieciach jeszcze nie rozmawialismy. Na razie mamy roznice zdan co do
              malzenstwa. Bez malzenstwa sprawa dzieci sie rozmyje. Chemia, fizjologia
              i fizyka (tarcie i cieplo) wystepuje zdecydowanie. Kolor sukienki bede znal
              jutro :). Zaryzykowalbym czarny kolor. Ale z kobietami nigdy nie wiadomo :).

              Meczy mnie to jutro. Dobrze, ze chociaz polska druzyna wygrala.
              • kicienka Dobranoc Revolvo :D. 11.10.06, 23:45
                Kolorowych snow :D.
    • heart_of_ice Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 23:50
      daaawno temu moj owczesny facet chcial sie do mnie wprowadzic; ja nie chcialam,
      argumentujac roznie, na przyklad tym, ze potrzebuje czasem samotnosci, ze nie
      jestesmy jeszcze na "tym" etapie, ze nie dojrzalam do mieszkania z kims i rozne
      takie...
      jasne, ze wspolne mieszkanie i slub to raczej nie jest to samo, ale wtedy dla
      mnie bylby to rownie wazny krok:)

      i dopiero jak sie z nim rozstalam to uswiadomilam sobie, dlaczego nie chcialam,
      zeby sie wprowadzil- bo chociaz bylo nam razem baaaardzo dobrze (a kolezanki
      zazdroscily mi super faceta;))), to po prostu nie byl TEN i juz:)

      wniosek (taki jak juz kilkakrotnie sie pojawil wczesniej): trzeba trafic na
      wlasciwa osobe
      tylko tyle...
      wtedy nawet moze sie okazac, ze nie przeszkadza ci, ze jej posladki sa nieco
      mniej piekne niz tej obecnej;)

      Pauli
      --
      Mężczyźni są z Marsa, a kobiety ze... Snickersa;)
    • kaktusik0 Re: Chyba jednak koniec... 11.10.06, 23:54
      tak się tylko zastanawiam czego właściwie oczekujesz. Żyjesz te swoje 30 z
      kawałeczkiem latek i nie załapałeś jeszcze że kobiety w przytłaczająco
      przeważającej większości pragną właśnie wspólnego gniazdka, piskląt i
      jako-takiej pewności że ten stan to nie jest tylko chwilowe widzimisię
      mężczyzny. Że jest czymś więcej, czymś stabilniejszym, bardziej "przyklepanym".
      Ten mały kawałek złota na palcu daje kobietom poczucie bezpieczeństwa, może
      złudnego, ale mimo wszystko potrzebnego. Dochodzi do tego jeszcze krzywe
      spojrzenie rodziców, ciotek, babek i podszyte nutką ironii pytania "dobrych"
      koleżanek pytających się z zadziwiającą regularnością "a jak tam Ty i Revolvo?,
      kiedy planujecie ślub?".
      Wrócę do pytania: czego właściwie oczekujesz? że ktoś Ci powie "znajdź sobie
      kobietę która ucieszy się na wieść że ślubu nie będzie?", albo "to masz
      szczęście że nie trafiłeś na taką która postanowiła "przypadkową" ciążą
      zaciągnąć Cię do ołtarza".
      ??
      • tygrysek27 bez przesady 12.10.06, 10:44
        na siłę to żadna faceta nie zaciągnie (no chyba że ona 100kg żywej wagi a on
        50)

        poza tym gdzie jest zapisane że dziecko obliguje do ślubu?

        mnie dziwi tylko fakt że on ani trochę nie popuszcza ze swego stanowiska, to
        ona ma się podporządkować i tyle
        jesli rzeczywiście kocha to mógłby przeciez powiedzieć: słuchaj, jest tak i
        tak, czuję i myślę tak i tak ale wiem że to dla Ciebie ważne zatem może na
        razie zaręczymy się a z czasem zobaczymy czy coś się zmieni w naszych
        oczekiwaniach - i pac pierścionek żeby babeczka czuła się pewniej że ona i
        tylko ona

        może to by pomogło?
        • kaktusik0 Re: bez przesady 12.10.06, 15:52
          nigdzie nie napisałam że ciąża = ślub i że taki manewr okazałby się skuteczny,
          ale sposób myślenia i dedukowania niektórych ludzi bywa porażający.

          A co do dalszej części Twojego postu... gdybym trafiła na faceta który nie chce
          się żenić to wolałabym nie urządzać cyrku pt. "zaręczyny".
          > może to by pomogło?
          Pomogłoby na następny rok-półtora.

          Tego typu ustępstwo ze strony autora byłoby czymś naprawdę podłym. Na zasadzie
          "masz tu pierścionek i się odczep, a ja i tak się z Tobą nie ożenię". Postępując
          konsekwentnie zachowuje się fair wobec swoich partnerek.
          • tygrysek27 Re: bez przesady 13.10.06, 08:46
            nikt nie jest w stanie okreslić co by się stało za rok, półtora
            może jakaś straszliwa trauma zmieniłaby nastwienie do małżeństwa i revolvo
            padłszy na kolana błagał swa nimfę o rękę? ;-p

            żart żartem ale wszystko może się zmienić
    • eleni80 Jest czwartek 12.10.06, 14:39
      ... no i co dalej?
    • petra77 Re: Chyba jednak koniec... 12.10.06, 15:11
      Znam ja jednego takiego przystojnego
      trzydziestoparolatka "czarującego", "inteligentnego", "wybrednego", "z pozycją"
      i "miną, że może mieć każdą, ale żadna nie jest w stanie go zainteresować na
      dluzej". Ożenił się w końcu i ... można pęc ze śmiechu. Kobieta, którą wybrał
      to osoba niska, ok.90 kg żywej wagi, z czego większość kilogramow rozłożyło jej
      się w pupie, jej cała postawa świadczy o tym, że ani wygląd ani sprawy
      intelektu nie są u niej na pierwszym miejscu. Ale ma dwie zalety: jest bogata i
      wpatrzona w męża jak w obrazek (czyt. żyje tylko jego życiem, niczego od niego
      wymaga i cieszy się jakby zlapala Pana Boga za nogi). Wyglądają śmiesznie.
      Podobnie jak pan Kammel i jego kobieta...
      A chcę przez to powiedzieć, że może autor wątku niepotrzebnie rozgląda się za
      atrakcyjnymi kobietami...
      • tk_s Sienieodstanie 13.10.06, 17:19
        Bardzo ciekawy wątek...
        Myślę, że jest milion interpretacji zachowań autora, ale dwie wydają mi się
        najbardziej prawdopodobne:
        1. Jeszcze nie spotkał TEJ z którą ON chciałby spedzić resztę życia
        jesli tak jest, to BARDZO DOBRZE, że nie chce się z tymi dziewczynami żenić
        2. Ma konstrukcję psychiczną, która powoduje, że nie chce wchodzić w stały
        związek (historie rodzinne, wychowanie, światopogląd itp.)
        jeśli tak jest, to i tak będzie dobrze mu, żyjąc w cykliczności. i nie ma co
        liczyć, że nie będzie chętnych kobiet do związków z nim, bo taki facet to
        WYZWANIE;)no, może z biegiem lat jakość pań będzie spadać, ale też
        niekoniecznie.
        Jest też opcja numer 3. Kolega odpuści sobie babkę mysląc, że ma jak w pkt.2 a
        potem się zorientuje, że to była kobieta jego życia. I może się okazać, że
        sprawa jest nie do odkręcenia. Znam jeden taki przypadek... i nie życzę go
        autorowi.


        --------------------------------------------------------
        Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
        Carter)
        --------------------------------------------------------
    • triskell No i???? 13.10.06, 08:21
      Chyba wszystkie już tu paznokcie pozjadałyśmy, czekając na relację.
      • tygrysek27 hihi, revolvo zlituj się nad nami ;-p 13.10.06, 08:59
        jw
        • loltka Re: hihi, revolvo zlituj się nad nami ;-p 13.10.06, 09:13
          ej, dajcie sie chłopakowi wyspac;)
          • tygrysek27 Re: hihi, revolvo zlituj się nad nami ;-p 13.10.06, 09:40
            a moze stoi w kolejce w urzedzie stanu cywlinego? ;-p
            • monia816 Re: revolvo i tak nie odpisze, bo znalazł nowe ... 13.10.06, 09:51
              forum, ach ta cykliczność :-)
              • tygrysek27 hehe - dobre ! 13.10.06, 09:56
                jw.
                • eleni80 Re: hehe - dobre ! 13.10.06, 17:26
                  hahahaa :))))
                  bo raczej się chłopak nie zdołował, pewnie od samego początku odliczał dni...
                  kiedy to wreszcie miną te dwa lata ;)
                  • revolvo Weekend w niebie :). 16.10.06, 07:00
                    W czwartek wygladala oszalamiajaco. W nieznanej mi wczesniej
                    sukience w groszki i we wszystkim. Jezeli mniej bywa wiecej
                    to miala na sobie nieduzo. Nie moglem oderwac od niej wzroku.
                    Lekko przelykalem sline. Czesciowo z glodu a w wiekszosci z
                    podenerwowania.

                    Kelner przyniosl menu. Do butelki czerwonego wina zamowilem
                    rowniez podwojny koktajl aby stepic zmysly. Udalo sie czesciowo.
                    Jedne zmysly lekko stepialy ale inne znacznie wyostrzyly sie :).

                    Zamowilem lekko. Pamietalem rade zaprzyjaznionego chirurga, ze rany
                    brzucha tylko lekko wypelnionego goja sie latwiej. Przy pelnym zoladku
                    mozna ran brzucha nie przezyc :).

                    Rozmowe zaczela przy deserze. Podsumowala nasza znajomosc. Potakiwalem.
                    Powiedziala o swoich planach i oczekiwaniach. Milczalem. Zapytala o moje
                    plany i zamierzenia. Ubogo opisalem. Zauwazyla ponownie znaczna rozbieznosc
                    w naszych oczekiwaniach. Powtornie potaknalem. Powiedziala, ze po namysle
                    zdecydowala przesunac ostateczna decycje w rozniacej nas sprawie do lata.
                    Odetchnalem z ulga. Zaczalem trawic. Z radoscia zauwazylem, ze nasza znajomosc
                    minela slupek dwuletni i zanurzyla sie w rok trzeci. Potwierdzila ta
                    oczywistosc.

                    Zaplacila rachunek i w pospiechu wracalismy do domu. Winda jechala
                    stanowczo za wolno. Pociagnalem za drzwi i zatrzymalismy sie miedzy
                    pietrami. Zaczelo byc goraco, zmyslowo i niewygodnie. Dopchnalem drzwi
                    i ruszylismy ponownie wyzej. Zaraz po zamknieciu drzwi mieszkania
                    przewrocilismy sie w przedpokoju na dywan. Szczesliwie tydzien temu
                    odkurzalem.

                    W piatek rano zadzwonilismy do swoich prac, ze nie mozemy przyjsc.
                    Powiedzialem, ze jestem chory. Nie klamalem. Mialem dziwna goraczke
                    i bylem chory z pozadania. W dwie godziny pozniej jechalismy na weekend
                    za miasto. Na pogode nie zwrocilem wiekszej uwagi ale pamietam, ze niebo
                    otwieralo sie wielokrotnie. Wrocilismy do miasta bez pospiechu wieczorem
                    w niedziele.

                    Obudzilem sie dzisiaj ze slodko-gorzka refleksja. Ciesze sie oczywiscie,
                    ze znajomosc trwa ale zaczalem sie zastanawiac nad wspomniana przez kogos
                    wyzej swoja konstrukcja psychiczna. Zastanawialem sie nad nasza wzajemna
                    rozbieznoscia pogladow. W wiekszosci dobrze sie czuje ze swoimi pogladami.
                    Czasami sie jednak zastanawiam... Sugestie, ze moge cos przeoczyc tez mnie
                    lekko niepokoja :).

                    Umowieni jestesmy na srode. Nie moge sie juz doczekac :).

                    Pozdrowienia,
                    revolvo.
                    • tygrysek27 Re: Weekend w niebie :). 16.10.06, 08:39
                      baaardzo mądra
                      bardzo wyrozumiała
                      bardzo bystra babeczka

                      a Ty jesteś gupek po prostu :-)

                      P.S. zeby nie było ze się mądrzę: a nie mówiłam że najlepsze rozwiąznie to
                      odłożenie pewnych decyzji na potem? ;-p
                    • mala_mee Re: Weekend w niebie :). 16.10.06, 08:59
                      Kobieta nie chce Cię tracić. Jej również jest dobrze z Tobą. Może liczy ze za
                      jakiś czas zmieni zdanie. Rezygnuje z częsci siebie dla Ciebie. bardzo waznej
                      części. Dobrze Ci z tym???
                      • tygrysek27 ale nie zadawaj 16.10.06, 09:07
                        kochanie takich pytań. Łatwo przewidzieć co odpowie.

                        Tylko - jak sam autor zauważył - żeby mu coś w zyciu nie umknęło.
                        • mala_mee Re: ale nie zadawaj 16.10.06, 09:09
                          Znowu rzuci rozwiniętą odpowiedz, ubraną w bardzo ładne słowa.
                          :))))
                          • tygrysek27 Re: ale nie zadawaj 16.10.06, 10:15
                            też to zauważyłaś? :-)
                            szczególnie ten post o czwartkowej rozmowie, kobieta życia, problem, niby stres
                            co i jak...... a dostalismy do przeczytania peany na temat namiętnego seksu :-D

                            płycizną trąci kurcze ;-p
                            • mala_mee Re: ale nie zadawaj 16.10.06, 11:13
                              Ale jak ładnie oparwioną płycizną.
                              Fajnie, że namiętny seks, wszystko super. Ale...
                              No właśnie, na temat tego ale zostało napisane już tysiące słów, nie będę się
                              powtarzać. Ale pozostaje ALE...
                              • larria Re: ale nie zadawaj 16.10.06, 12:33
                                oj kobiety, to jest forum i tak sie facet wystarczajaco obszernie zwierzyl, nie
                                wymagajcie zeby mezczyzna mial kobiece przymioty i wspolnie z Wami plakal:)

                                revolvo, za pol roku czeka Cie powtorzenie sytuacji, nie chcialabym byc na
                                Waszym miejscu, nieciekawe bedzie te pol roku. na razie jest ulga, ze jednak
                                dalej razem, ale rysa juz powstala...
                                • tygrysek27 Re: ale nie zadawaj 16.10.06, 12:41
                                  może i się zwierzył choć czytając kwieciste i egzaltowane opisy mam wrażenie że
                                  wiele zmyslił......
                    • ariettka Re: Weekend w niebie :). 17.10.06, 14:46
                      Coś mi podpowiada, ze historia ta zakonczy sie happy endem ;)
                      Moze kiedys przypomnisz sobie te moje slowa........
                      Zycze powodzenia
                      Ariettka
                      • larria Re: Weekend w niebie :). 17.10.06, 14:54
                        happy end czyli beda zyli w luznym zwiazku tak jak chce revolvo?
                        sa dwa szczesliwe zakonczenia, inne dla nich dwojga ;)
                        • larria ciekawe, jak............. 17.10.06, 15:03
                          ten watek rozwijalby sie na meskim forum? ;)

                          revolvo, a co mowia Twoi najblizsi? rodzina, przyjaciele? moze to oni Cie
                          popychaja i przez to czujesz niechec do malzenstwa?
                        • ariettka Re: Weekend w niebie :). 18.10.06, 14:10
                          >happy end czyli beda zyli w luznym zwiazku tak jak chce revolvo?

                          tego nie napisałam. Myślę, że wypracują kompromis. Może za pół roku revolvo tak
                          pokocha tą dziewczynę, że nie będzie już taki anty małżeństwu. A moze
                          dziewczyna stwierdzi, że ten kawałek papieru nie jest jej do szcześcia
                          potrzebny. Czas pokaże.
                          Ja odnoszę wrażenie, że tu w ogóle nie chodziło o małżeństwo, lecz o to, że
                          revolvo niewystarczająco kochał te dziewczyny...skoro tak łatwo było mu
                          zrezygnować z kontynuacji tych znajomości? Może w tym przypadku będzie inaczej.
                          Czego mu szczerze życze
    • karnacja Moze wiec nie koniec :). 16.10.06, 20:19
      Gratuluje!
      • zolta.chryzantema Re: Moze wiec nie koniec :). 17.10.06, 14:02
        no i co w koncu? zyli dlugo i szczesliwie, czy nie?
        ;)
    • pinup Re: Chyba jednak koniec... 17.10.06, 16:00
      niezla fantazja. trenujeszna forum przed napisaniem powiesci?:)
      • tk_s Re: Chyba jednak koniec... 18.10.06, 15:54
        O ile przed postem "o czwartku" miałem wątpliwości, to teraz jestem prawie
        pewien, że kolega fantazjuje/ćwiczy pióro. Może to sam Leon Wiśniewski???;)
        --------------------------------------------------------
        Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
        Carter)
        --------------------------------------------------------
        • megasia trafne spostrzeżenie... 20.10.06, 16:36
          tia...co prawda "samotności" nie zmogłam - to ona zmogła mnie po 80
          stronach...ale też miałam takie skojarzenie w temacie płytko-wzniosłej
          narracji :)
          • tk_s Re: trafne spostrzeżenie... 23.10.06, 22:53
            ja zmogłem, ale knot to jest straszny:))
            --------------------------------------------------------
            Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
            Carter)
            --------------------------------------------------------
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka