Dodaj do ulubionych

Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie olał:(

08.10.06, 22:21
Tydzień temu dostałam okropnych bóli, dowlokłam do lekarza, dał mi
skierowanie do szpitala, w szpitalu dopiero robili mi badania.
Zadzwonilam do swojego faceta (staż: 2 lata). Powiedziałam, że jestem w
szpitalu, że mnie boli, że będą mnie zaraz badać, że nie dzwoniłam do
rodziców, żeby ich nie martwić (ojciec kłopoty z sercem, matka też nerwowa,
chciałam im póki co oszczędzić, przynajmniej póki nie będę wiedziała co mi
jest), ale nie chcę być sama, bo się po prostu boję.

Nie przyjechał. Powiedział, że w tej chwili maluje babci pokój i nie może, że
to nic poważnego na pewno. Błyskawicznie skończyłam rozmowę, poryczałam się,
no i nie odbierałam potem jego telefonów wieczorem, już po badaniach, kiedy
to okazało się, że to wyrostek i następnego dnia będą mnie kroić.

Następnego dnia chciał przyjechać, ale powiedziałam mu jak się czułam
poprzedniego dnia, kiedy mnie zostawił w tak trudnej dla mnie chwili, kiedy
naprawdę nie chciałam być sama i żeby w takim razie dalej zajmował się
malowaniem, skoro to takie ważne. On się za to obraził i czuje się urażony.
Uważa, że przecież nic takiego się nie stało, bo chyba potrafię przeżyć bez
niego jedno popołudnie...:/

Dziewczyny... tęsknię za nim ogromnie, płaczę, ale przecież skoro zostawił
mnie w takiej chwili, to kiedyś w przyszłości może mnie zostawić w jeszcze
gorszej, mam rację? Czy rzeczywiście przesadzam?:( To chyba koniec tej
zabawy, bo skoro malowanie było ważniejsze niż fakt, iż jestem w szpitalu,
to... :((( Ale i tak mi źle:((
Obserwuj wątek
    • cala_w_kwiatkach Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 22:26
      tego samego oczekiwalabym od swojego partnera, to oczywiste, ze w potrzebie
      rzuca sie wszystko i jedzie do drugiej osoby; przeciez nie wymyslilas sobie
      bolu glowy siedzac przed tv ale wyladowalas w szpitalu

      na Twoim miejscu nie odzywalabym sie do niego, niech sam zrozumie, to wtedy
      przyjdzie
      • maretina Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 08:46
        cala_w_kwiatkach napisała:

        >> na Twoim miejscu nie odzywalabym sie do niego, niech sam zrozumie, to wtedy
        > przyjdzie

        a po cholere takie zero ma przychodzic? tego jej zyczysz, niech pojdzie w
        3,14zdu, dziewczyna pocierpi a potem bedzie szczesliwa, ze nie jest z byle kim.
    • speedymika Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 22:27
      moj wspanialy malzonek - kiedy poszlam do szpitala na planowa operacje - nic
      powaznego ale wiesz, balam sie itp. - spytal mnie czy nie bedzie mi
      przeszkadzac ze pojedzie w tym czasie na mecz do szzcecina z kolegami....
      powinnam sie cieszyc ze sie spytal - mogl oznajmic ze jedzie....

      musisz przywyknac - albo zostac les ;)
      powaznie to oni juz tacy sa.
      • maretina Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 08:47
        > musisz przywyknac - albo zostac les ;)
        > powaznie to oni juz tacy sa.
        bzdura. przywyknie tylko ta, ktora siebie nie szanuje. oni tez wcale tacy nie
        sa. moj maz jest normalny.
        • walutka Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:44
          Popieram,że to bzdura. Mój chłopak jest jeszcze bardziej pomocny ode mnie.
        • speedymika Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 15:18
          ... a wiec mam pecha po prostu, jak autorka watku.
          a juz myslalam ze ja taka przewrazliwiona jestem i robilam "sztuczny problem"
          jak on to nazywa ("przeciez nie powiedzialem ze pojade tylko pytam ciebie co ty
          na to").bardzo mi wtedy bylo przykro i smutno.
        • ofelia1982 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 22:13
          dokladnie.
          mamy to, na co sobie pozwalamy.
    • ofelia1982 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 22:28
      Wspolczuje Ci i rozumiem Twoje rozgoryczenie..ja tez pewnie zrobilabym to samo
      co Ty - nie odbierala telefonu.pytanie co z tym fantem dalej.nie chce jjakichs
      super rad tu udzielac, bo nie wiem czy sie kochacie i jak jest, ale takie
      olanie w takiej chwili, to jednak przesada..no a juz jego obrazenie sie
      swiadczy o jakims zadufaniu w sobie..
    • cala_w_kwiatkach Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 22:30
      z kolei moj facet (jak jeszcze nie mieszkalismy razem), wrecz 'wpraszal' sie do
      mnie gdy tylko bylam chora i lezalam, chcial przychodzic kilka razy dziennie,
      przynosil witaminy i jedzenie az stawalo sie to uciazliwe;) bo jak jestem chora
      to zazwyczaj wkurzona na caly swiat i nie mam za bardzo ochoty nikogo widywac
      tylko spac w spokoju

      ale rozumiem, ze szpital to inna sytuacja. ale tymbardziej nie powinien Cie
      olewac
    • qw994 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 22:32
      Matko. Po prostu brak słów. Przyjaciół poznaje się w biedzie, przynajmniej już
      wiesz, na co możesz liczyć z jego strony :(
    • widokzmarsa Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 22:42
      hehe, a myślałem że tylko laski tak robią... Współczuje, rzuć kutasa, ja miałem
      podobny przypadek z larwą i zmarnowałem tylko z nią czas. Lepiej wcześniej niż
      za późno
      • 83kimi Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 08.10.06, 23:33
        To znaczy, ze nie zalezy mu na Tobie. Gdy ja bylam na wakacjach chora, moj
        chlopak pojechal ze mna 2h pksem do szpitala w najgorszy upal (mogl isc na
        plaze), na izbie przyjec przepchal sie przez wszystkich i weszlismy pierwsi, a
        potem podawal mi leki, zakraplal krople... a mogl powiedziec, ze jest na
        wakacjach i ze swoja choroba jestem nudna. A jednak tego nie zrobil. Gdy bylam
        na pobieraniu krwi i zrobilo mi sie slabo (w sumie nic takiego - pol godziny i
        jest ok) jechal do mnie godzine autobusem przez cale miasto, zebym sama nie
        wracala do domu.
        Poczekaj - jezeli sie odezwie porozmawiajacie, ale obserwuj go uwaznie, bo z
        czasem moze wykazywac coraz mniej zainteresowania... niestety... :-/
        • widokzmarsa Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 00:04
          ale ci oczu nie wyleczył. kup sobie linijkę .)
        • panisiusia Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 09:14
          WoW! To doprawdy rycerz, skoro "przepchał się przez wszystkich", bo przecież Ty
          byłaś najbardziej cierpiąca! Jeśli dbając o CIebie nie liczy się z innymi, to
          jednak nie masz się czym chwalić...A jak znajdzie się ktoś dla niego ważniejszy,
          niż Ty, to nie martw się, pomagając mu/jej oleje i Ciebie.
          • 83kimi Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 09:39
            Wiesz, mysle, ze jakbys plakala z bolu, to tez bys uwazala, ze jestes bardziej
            cierpiaca od osob, ktore w kolejce do gabinetu rozmawiaja ze soba... Poza tym
            moje zdanie bylo w pewnym sesnie przenosne - nikogo nie popychal itp, tylko po
            prostu poprosil wszystkich, abysmy mogli wejsc pierwsi, gdybym byla tam sama -
            zapewne nie znalazlabym nawet gabinetu.
            • panisiusia Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 10:57
              Między "przepchnął" a "poprosił" jest pewna, nie w sensie przenośnym, różnica.
              A gdybym płakała z bólu, to bym jechała na pogotowie
            • ania.downar Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:54
              Ale jednak nie masz sie czym chwalic. W bardzo bolesnych przypadkach wzywa sie
              pogotowie. Wszystko inne co jest w stanie dowlec sie do przychodni, jest tez w
              stanie poczekac na swoja kolej. Przychodnie lub izby przyjec maja to do siebie,
              ze zdrowi tam nie czekaja.
              Chamskie zachowanie chlopaka, glupia laska ktora jest z tego dumna.
              Takich zawsze cofam na koniec kolejki.
              • 83kimi Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 20:37
                Wiesz, wolalam pojechac osobiscie do szpitala niz wzywac pogotowie na pole
                namiotowe. S moj chlopak nie zrobil nic chamskiego, po prostu nalezycie sie mna
                zajal.
                • ania.downar Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 00:42
                  Nie widze nic zdroznego we wzywaniu pogotowia na pole namiotowe, jesli istnieje
                  taka potrzeba.
                  Co do chlopaka, jednak uwazam inaczej. Jakis czas temu pognalam takiego zucha,
                  ktory myslal ze zwolnienie dla jego zony ze skrecona noga jest pilniejsze niz
                  moja grypa zoladkowa, hehehe. Dowiedzial sie, ze mimo ze na to nie wygladam, to
                  zaraz moge na niego puscic spektakularnego niekontrolowanego pawia. Oczywiscie,
                  ze wzgledu na obecnosc staruszkow w poczekalni ujelam to nieco delikatniej.
                  Gostek poczekal grzecznie pol godzinki, ja sie nie zrzygalam, a jego zona tez
                  raczej zyje.
                  • 83kimi Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 11:07
                    Ocyzwiscie, ze istnieja rozne sytuacje. My aukart wolelismy od razu pojechac na
                    laryngologie (okazalo sie, ze to bardzo ostre zapalenie uszu, najgorszy bol w
                    moim zyciu, myslalam sobie wtedy, ze wolalabym rodzic, przynajmniej
                    wiedzialaby,, ze moj z kazda chwila jest blizej konca) niz wzywac pogotowie,
                    ludzie w kolejce jak mnie zobaczyli, to nie protestowali, zebym weszla
                    pierwsza, ale nie chodzi o to - zadnej z Was nie bylo ze mna, wiec nie mozecie
                    odeniac, czy rzeczywiscie bylam cierpiaca i czy naprawde nalezala mi sie pomoc.
                    Moj chlopak postapil tak jak tego oczekiwala, wszystkim sie zajal, wykonal
                    kilka telefonow, poszedl gdzie trzeba, zalatwil co trzeba - pomogl mi oraz
                    zapewnil wspracie psychiczne. I to jest chyba najwazniejsze. Bo kwestie
                    techniczne (czy wezwalismy pogotowie czy nie) tak naprawde sie nie licza,
                    najwazniejsze, aby w trudnej chwili byc z drugim czlowiekiem. dlatego rozumiem,
                    ze autorka watku ma zal do swojego chlopaka. Oczywiscie trzeba tez pomyslec o
                    nim - mzoe jego bacia jest schorowana i spedzenie nocy w rozgrzebanym
                    mieszkaniu byloby dla mniej bardzo uciazliwe, moze chlopak tez sie kiepsko
                    czul... Jest wiele mozliwosci, ale uwazam, ze najlepiej poznac sie mozna w
                    trudnych sytuacjach. Wtedy, gdy jest wszystko fajnie - zawsze jest dobrze, gdy
                    cos sie zaczyna dziac - mozna sie przekonac jak bardzo jestesmy wazni dla
                    innych.
                    • ania.downar Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 12:29
                      No i w tym rzecz.
        • croyance Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 23:00
          Moj facet bez mrugniecia okiem polecial ze mna z Grecji do Londynu przez
          Gdansk, bo histeryzowalam, ze jestem chora i musi zobaczyc mnie lekarz z AM.

          Powiedzial, ze rozumie, ze jestem hipochondryczka i siedzial ze mna w
          poczekalniach, trzymajac mnie za reke. Jesli ma mnie to uspokoic i jesli mam
          sie poczuc spokojniej, powiedzial, to dla niego to jest najwazniejsze.

          Jest cudowny. Nie wyobrazam sobie, zeby nie przyszedl do mnie do szpitala. Ale
          to wyjatkowy, wspanialy facet. Nie wiem, jak reszta.
          • qw994 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 23:03
            > Moj facet bez mrugniecia okiem polecial ze mna z Grecji do Londynu przez
            > Gdansk, bo histeryzowalam, ze jestem chora i musi zobaczyc mnie lekarz z AM.

            Jezuuuu... Parę takich numerów i facet może stracić cierpliwość. Może miej to
            na uwadze? :)
    • kryzolia Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 07:58
      masz dwa wyjścia: albo go wychować albo zmienić
    • souls_hunter Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 10:06
      wictoriaa napisała:

      > Nie przyjechał. Powiedział, że w tej chwili maluje babci pokój i nie może, że
      > to nic poważnego na pewno. Błyskawicznie skończyłam rozmowę, poryczałam się,
      > no i nie odbierałam potem jego telefonów wieczorem, już po badaniach, kiedy
      > to okazało się, że to wyrostek i następnego dnia będą mnie kroić.
      >
      > Następnego dnia chciał przyjechać, ale powiedziałam mu jak się czułam
      > poprzedniego dnia, kiedy mnie zostawił w tak trudnej dla mnie chwili,

      A ja uwazam ze koles jest w porzadku i wybral wlasciwe priorytety. Fakt ze mieszkanie i malowanie jako takie mogly poczekac. Tylko czy ktoras z was zastanowila sie jak uciazliwe jest dla starszej osoby mieszkanie w rozpapranym mieszkaniu przez malowanie? Nie, skadze. Babcia mogla se mieszkac w syfie bo jasnie krolewna musi tutaj, teraz natychmiast byc pociesznana i trzymana za raczke bo inaczej umrze. Ona jest najwazniejsza i koniec. A jak nie to sie rozplacze i wszyscy sa zli i niech spadaja na drzewo. Moze czas sobie uswiadomic ze nie jestes pepkiem swiata hmmm?
      A co do pobytow w szpitalu. 2 lata temu mialem powazny wypadek samochodowy,gdzie 0.5 cm zadecydowalo o tym ze nie stracilem oka. Jakos nie mialem do nikogo pretensji o to, ze nikt sie u mnie w szpitalu nie zjawil tego samego dnia tylko kilka pozniej. Widac nie mogli a ja dalej zyje i nie mam zalu do nikogo.
      • kadfael Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 10:34
        Wiesz co? Biedna jesteś! Bo rozumiem, że jak komus bliskiemu coś by sie
        przydarzyło to spokojnie kończyłabyś np. sprzatanie garazu a nie jechała do
        niego do szpitala? Zero empatii, smutne to.
        A babcia mysle, że by sie nie obraziła gdyby i to z takiego powodu remont sie o
        pare godzin opóźnił.
        • ewik_75 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 10:50
          souls_hunter jest facetem i to wiele tłumaczy.
          Wyrazy współczucia dla towarzyszki życia.
      • tygrysek27 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 10:49
        to nie jej wina że wyrostek wybrał sobie chwile kiedy on malował babci
        mieszkanie
        normalny facet powiedziałby: słuchaj, nie denerwuj się, ja tu jak najszybciej
        skończę i zaraz u ciebie jestem

        zachował się jak dupek moim zdaniem, a to że ty nie potrzebujesz odwiedzin w
        szpitalu to twoja sprawa, każda kobieta byłaby zdenerwowana w takiej sytuacji i
        normalną rzecza jest to że chciałaby mieć przy sobie kogoś bliskiego
        • mozambique Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 11:41
          no własnie, jakos mało osób moze sobei wyobarzic co to znaczy atak wyrostka
          robaczkowego ( jesli sami nie pzrezyli )
          to ból taki ze wbijasz zeby w ścianę i błagasz zeby ktos ci dał kijem w łeb ,
          zwijasz sie z bólu na podłodze i rzygasz jak kot . w dodatku to dosyc
          niebezpieczne bo grozi pęknieciem , rozlaniem wyrostka i zakazeniem otrzewnej.
          Jesli chłopak nie zareagowal na telefon zwijającej sie z bólu dziewczyny to
          znaczy z niego fajfus i tyle.

          Inna rzecz , ze z atakiem wyrostka o własnych silach nie ma szans nigdzie dojśc
          czy sie dowlec,jest sie na ogól noszonym , wiec jezeli dziewcze do szpital
          dotarło samodzielnie to znaczy ze nie było aż tak źle.
      • ania.downar souls_hunter 09.10.06, 11:56
        Jakos w Twoim przypadku mnie nie dziwi, ze nikt nie przyjechal do Ciebie.
        Nie wiem jedynie czy Twoje nastawienie do zycia starego zgreda jest tego
        przyczyna czy skutkiem.

        Ale to dobrze, ze nie straciles oka.
    • khaki3 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 10:45
      a czy moglabys poczekac na to,az skonczy robic to co zaczal i przyjechalby
      odrobine pozniej?czy to takie straszne? ja rozumiem, lezy6sz w szpitalu,chcesz
      zeby byl blisko ciebie.ale moze warto poczekc odrobine czasu na to,az skonczy
      swoje zajecia i przyjedzie do ciebie. mial zostawic ta swoja babcie z
      niedomalowana sciana i biec bo czujesz,ze chce ci sie plakac i jestes samotna.
      czasami trzeba pomyslec o innych,ze maja swoje zajecia i nie moga odrazu
      przybiec na kazde zawolanie.
      • panisiusia Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:00
        Każdy, kto samodzielnie malował choćby pół ściany, wie, jak łatwo szybko rzucić
        robotę, umyć się, przebrać i popędzić do szpitala....;)
      • martalek Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 09:41
        babcia wazniejsza od dziewczyny. Teraz wiesz, ze z rodzina nie wygrasz!:)
    • martini.martini współczuje...ale wiesz czasem znasz faceta tyle 09.10.06, 11:02
      lat a on i tak potrafi raz wyskoczyć i rozczarować....niedziwię ze sie bałas,
      niedość ze miałas stres o siebie to i on ci dokładał...niewyobrazam sobie,ja
      jak kiedys rano sie obudziłam z zamglonymi oczami i mega napuchniętymi pozłam z
      tata do szpitala a jak on sie dowiedział to chciał sie z pracy urwac i
      przyjechac...a jak byłam sama w domu i w nocy dostałam biegunki i niemiałam nic
      na to i zadzwoniłam do niego o 3 w nocy to wsiadł w samochód, pojechał do
      apteki i został u mnie do rana...jest wspaniały ale...tez ma wyskoki...ech
      kiedy wynalezione zostanie lekarstwo na ucywilizowanie facetów by nigdy
      niezawodzili swoich kobiet:)
    • magnusg Gdyby polecial natychmiast do ciebie, to 09.10.06, 11:03
      czytalibysmy tutaj nastepujacy post.
      "Totalna zalamka:((Ja w pelni remontu, a moj wnuczek nagle sie zmyl, bo jakas
      jego kochanka zadzwonila, ze ja brzuch boli.Tyle sie nim opiekowalam jak byl
      maly,tyle wyrzeczen-a on teraz tylko patrzy jak sie wymigac od pomocy.Straszny
      jest ten swiat:((Czy podtrzymywanie kontaktu z nim ma jeszcze jakis sens?:(("

      Rozumiesz przeslanie???
      Facet powinien oczywiscie jak najszybciej jak to mozliwe pojawic sie u
      ciebie,ale w sytuycji, gdzie ty bylas pod dobra opieka i nie bylo jakiegos
      strasznego zagrozenia nie musial koniecznie rzucac wszystkiego i byc u ciebie
      za 10 minut.Jakby przyszedl za 2 godziny tez by chyba bylo okay????
      • martini.martini ale jak widzisz on niechciał przyjsc za 2 godz 09.10.06, 11:13
        tylko zbagatelizował sprawe co dla mnie jest niedopomyślenia!!! gdyby ją głowa
        bolała lub paluszek i by siedziała wdomku to rozumiem mógłby zaproponować ze
        pod wieczór wpadnie ale gdy ukochana osoba, jedyne serduszko na świecie
        znajduje sie w szpitalu to jak niewyobraam sobie by to olac...a gdyby miała
        np.cos powaznego?gdyby tam dowiedziała by sie czegoś gorszego niz wyrostek?
        została by z tym sama...bo on woli ściany?
        • magnusg Re: ale jak widzisz on niechciał przyjsc za 2 god 09.10.06, 11:18
          No nie tak do zbagatelizowal, bo w koncu dzwonil do niej i chcial przyjechac.
          Trudna sprawa:(Oboje maja troche racji.
          • martini.martini chciał przyjechać ale...nastepnego dnia...a noc 09.10.06, 11:24
            przed zabiegiem w nerwówce to nic przyjemnego,borowanie zeba moze byc przyczyna
            nerwów a co dopiero krojenie...i on na to wszytsko jej dowalił.ja jestem w
            takim związku ze jeśli mi czy jemu cos jest i nie "ból paluszka" to zaraz
            jesteśmy obok siebie , bo sama obecność działa kojąco i uspokajająco i w
            związku nie jest sie przy sobie gdy tylko jest miło ale takze gdy sa problemy i
            trudności...wtedy najbardziej potrzebna jest ta druga połówka...
        • khaki3 Re: ale jak widzisz on niechciał przyjsc za 2 god 09.10.06, 11:23
          Dlaczego odrazu zbagatelizowal?przeczytaj jeszcze raz pos wyzej, moze zrozumiesz
          "przeslanie" facet ma swoje obowiazki, a ona histerycznie sie zachowala. ma
          rzucac wszystko dookola bo ona jest
          -pod fachowa opieka
          -nic sie jej nie stanie bo (patrz punk pierwszy)
          -rozhisteryzowana kobita
          ma jechac do niej do szpilata i siedziec nad nia? byc z kims to nie znaczy,ze
          byc dla tej osoby w 100% procentach.Mial powiedziec babci"sluchaj babciu ja
          rzucam to wszystko w cholere, niech ta sciana sie suszy, ja jade bo moja
          ukochana lezy w szpitalu i ja brzuszek boli" no bez przesady!

          a po drugie dzwonil do niej wieczorem, ona nie odbierala, on pewnie chcial sie
          dowiedziec co sie dzieje, troszczyl sie o nia a ona odrzucila jego pomoc. i
          kolejne pytanie : mial zostawic zapewne starsza juz osobe, zapewne chorowita
          osobe, ktora jest jego babcia, i jechac do kobiety,ktora jest mu praktycznie
          obca osoba? zostawilabys swoja babcie gdybys cos jej wczesniej obiecala i
          pojechala do szpitala ot tak odrazu? gdyby przyjechal pozniej to nic by jej sie
          nie stalo! ale mam wrazenie,ze to rozpieszczona ksiezniczka,krotej korona z
          glowy spadla bo jej ukochany podnozek i giermek nie przybyl na czas.
          • martini.martini daj spokuj! hehe jeśli sie jest razem to 09.10.06, 11:31
            tymbardziej trzeba byc przy drugiej osobie w trudnej sytuacji ,szczególnie gyd
            ona tego potrezbuje a z wyrostkiem nie siedzisie w szpitalu co 3 dni wiec to
            była sytuacja ekstremalna...w taki razie na jakim poziomie zagrozenia powinein
            pojawic sie w szpitalu?gdyby miała wypadek samochodowy to powienien przyjechac
            czy nie?gdyby spadła ze schodów to tak czy nie?a np gsyby miała uraz nogi i
            ręki i urazy wewnętrzne to tez miałby prawo nieprzyjechac bo w sumie niema
            zagrożenia?a gdyby miała uraz głowy? a moze mógłby w sumie zajzeć gdyby była
            juz na internsywnej terapii? dla mnie głupio sie zachował, bo raczej co tydzien
            ona w nerwach nieląduje w szpitalu. a ona niechciała by z nią siedział cały
            czas tylko by zajrzał i uspokoił a to różnica i tak naprawde jego obowiązek.

            pozatym jak brzuszek boli to wypija sie herbatke i przestaje a wyrostek to
            raczej nie "bół brzuszka"

            po drugie babcia jako osoba strasza i schorowana napewno sama by sie
            przestraszyła ze jego ukochana jest w szpitalu bynajmniej u mnie jest taka
            sytuacja ze jak cos złego sie dzieje w jego rodzienie to go wspieram choc to
            niemoja rodzina. po drugie malowanie ściany moze poczekac nawet te 24 godziny
            do nastepnego ranka,albo mógł zamknąc farbe ,zajrzec do dziewczyny na te 2 godz
            i wrócic do malowania, ściana moze poczekac,a ona mogła miec cos powaznego np
            wylwe wewnętrzny...tez na początku boli....a kończy sie często smutno...
            • khaki3 Re: daj spokuj! hehe jeśli sie jest razem to 09.10.06, 11:34
              owszem po czesco masz racje. ale mnie razi taki brak samokrytycyzmu! pelna
              histeria i obraza majestatu! dziewczyna zamiast pomyslec, ok jest u babci moge
              poczekac troszke, i tak sie nigdzie nie wybieram,przeciez mnie kocha i przyjdzie
              to odrazu focha strzela,i koniec rozmowy! i on winny i ona winna. tylko,ze u
              siebie tej winy nie widzi.
              • martini.martini ja myśle ze na odwrót byłoby to samo gdyby on 09.10.06, 11:40
                trafił z jakiegos powodu do szpitala a ona byałaby na manicurze to tez on
                byłby zły ze niezrezygnowała i niebyła przy nim gdy było mu źle i
                cieżko.kobieta jest inna od faceta i gdyby nawet on tego nieoczekiwał to koieta
                jest delikatna istotka która tez powinien sie opiekowac bynjamnije w tak
                EKSTREMALNEJ sytuacji! zrozum my nemowimy o tym "aaa poszła do denstysty jak
                co tydzien a on jej niewspierał" bo wtedy on oczywisnie miałby racje.on gdy
                usłyszła o bólu brzucha mógłby nawet to zbagatelizowąc ale gdy trafiła do
                szpitala!!! to niepowienien -tam niechodzi sie dla przyjemności.ja gdybym sie o
                czyms takim dowiedziałą to za nic niemogłam by złapać bo by mnie nerwy tak
                zrzerały co jest ukochanej osobie i jak moge jej ulżyć i pomóc...przepraszam
                ale na moje głupio postąpił i zdania niezmenie bo śniana przez 2 godz przerwy
                by sie niezawaliły..
          • ewik_75 Re: ale jak widzisz on niechciał przyjsc za 2 god 09.10.06, 11:49
            khaki3 napisała:


            > "przeslanie" facet ma swoje obowiazki, a ona histerycznie sie zachowala.

            Wcale nie histerycznie, tylko normalnie!
            Obowiazki? On moze przełożyć to malowanie, a jej nie wiadomo co jest!
            Ile było takich historii -wiozą człowieka do szpitala, niby tylko brzuch boli,
            a potem ten ktoś już stamtąd nie wychodzi... Ja bym rzuciła wszystko w takiej
            sytuacji, mój M też.

            ma
            > rzucac wszystko dookola bo ona jest

            Tak! wszystko!

            > -pod fachowa opieka
            > -nic sie jej nie stanie bo (patrz punk pierwszy)

            Punkt pierwszy nie gwarantuje punktu drugiego. Gdyby tak było, ludzie nie
            umieraliby w spzitalach i nie chorowaliby przewlekle. Przypadłość była nie
            zdiagnozowana. A nawet jeśłi to tylko duży ból brzucha - to ONA CZUJE BÓL I
            TRZEBA JEJ POMÓC, choćby trzymając za rękę. Na tym między innymi miłość polega.
            Na wzajemnym wspieraniu się w trudnych chwilach.


            > ma jechac do niej do szpilata i siedziec nad nia?

            TAK! Z jedna korekta - nie nad nia, tylko przy niej.

            byc z kims to nie znaczy,ze
            > byc dla tej osoby w 100% procentach.

            W jakich 100%? Mowimy o kilku godzinach w szpitalu.

            Mial powiedziec babci"sluchaj babciu ja
            > rzucam to wszystko w cholere, niech ta sciana sie suszy, ja jade bo moja
            > ukochana lezy w szpitalu i ja brzuszek boli" no bez przesady!


            TAK! Dokładnie tak. Ukochana chyba wazniejsza niż babcia? Dla Ciebie nie? A dla
            twojego ukochanego? Babcia ważniejsza, czy Twoje sprawy?


            > a po drugie dzwonil do niej wieczorem, ona nie odbierala, on pewnie chcial sie
            > dowiedziec co sie dzieje, troszczyl sie o nia

            Niezła troska "zadzwonię raz i bedzie z głowy, jakby co"

            > a ona odrzucila jego pomoc.

            Jaką pomoc? Mowa o tym telefonie? Kilkuminutowej rozmowie?


            > kolejne pytanie : mial zostawic zapewne starsza juz osobe, zapewne chorowita
            > osobe, ktora jest jego babcia, i jechac do kobiety,ktora jest mu praktycznie
            > obca osoba?


            Obca? w 2-letnim związku?
            Babcię mógł zabrać ze sobą, skoro tak się troszczy, ale autorka nie wspominała
            nic o opiece nad babcią tylko o malowaniu jej ścian, a to znaczna różnica. Bez
            przekłamań,proszę

            zostawilabys swoja babcie gdybys cos jej wczesniej obiecala i
            > pojechala do szpitala ot tak odrazu?

            TAK!

            > gdyby przyjechal pozniej to nic by jej sie
            > nie stalo!

            Ale się stało! I wcale sięnei dziwię..

            > ale mam wrazenie,ze to rozpieszczona ksiezniczka,krotej korona z
            > glowy spadla bo jej ukochany podnozek i giermek nie przybyl na czas.

            A ja mam wrazenie, że jesteś bacią lub przynajmniej teściową i masz niezdrowe
            relacje z kobietą syna/wnuka....
            • khaki3 Re: ale jak widzisz on niechciał przyjsc za 2 god 09.10.06, 11:57
              zle masz wrazenia.Bo ani tesciowa ani babcia nie jestem. nawet matka nie jestem
              wiec moze przemysl to jeszcze raz? histeryczka zadzwonila,facet nie zrobil z
              siebie jej giermka i nie przylecial odrazu i juz wielka afera. dzwonil, wyrazil
              chec bycia z nia w tej chwili,ale to nie znaczy,ze ma rzucac wszystko i biec bo
              jego baba nie potrafi skupic sie na tym,ze w danej chwili nie moze!TO FACET nie
              kobieta!facet wielu rzeczy nie rozumie, 2 lata to nie cale zycie! nawet w tak
              prostej sprawie ona oczekuje od niego rzucenia w cholere rodziny(babci) i
              pojechania do ksiezniczki bo ja brzuszek boli! on winny bo nie zareagowal jak
              powinien,ona winna bo histerycznie nadasana postanowila utrzec mu nosa i olac
              to,ze facet po jakims czasie zalapal o co chodzi jego rozhisteryzowaj
              ksiezniczce! dziekuje Bogu,ze ja taka nie jestem i potrafie logicznie
              pomyslec,ze sa sprawy wazne,wazniejsze i bardzo wazne ale facet nie zawsze
              zalapie co jest wazniejsze i malo wazne. jak to nie wiadomo co jej
              jest?wyrostek.sama to napisala. gdziestam... ewik to,ze ty i reszta bab byscie
              chcialy,zeby rzucac wszystko i biec do was bo lezycie na pryczy szpitalnej nie
              znaczy,ze wszyscy tak chca i tak bedzie. RODZINA jest wazna, partner jest wazny
              ale ZDROWY rozsadek wazniejszy! a ona to rozhisteryzowana,rozpieszczona,wredna,
              i okropna baba! jesli taka ma sie trafic mojemu ewentualnemu synowi to bedzie
              istna tragedia!
              • martini.martini tak jak niemozna tłumaczyc sie alkoholem tak 09.10.06, 12:02
                niemozna tłumaczyc sie "jestem tylko mężczyzna" bo tu dziecinne, jak mowiłam
                małe dziecko wie ze odwiedziny w szpitalu to największy prezent i przyjemnośc
                dla chorej osoby.a tragedia to bedzie jak to twojemu ewewntualnemu malutkiemu
                synkowi cos sie stanie a ty niebedziesz mogła przyjechac bo trzeba naczynia
                cioci umyć...kobieta zycia jest tak samo wazna jak reszta. napewno gdyby facet
                miał tyko babcia i byłby na romantycznej kolacji z dziewczyna to zerwałby sie
                na rózne nogi gdyby dostał tel ze babcia w szpitalu i w zdrowym związku i ta
                dziewczyna by go jeszcze popędzała! wiec zastanów sie co mówisz-sa rzeczy z
                których sie rezygnuje na rzecz poważniejszych,bo jej mogło cos sie stac, coś
                nieodwracalnego a śniana ogłaby tylko nierówno wyschnąć co da sie poprawić...
                • khaki3 Re: tak jak niemozna tłumaczyc sie alkoholem tak 09.10.06, 12:08
                  ile razy pisano an tym forum,ze facet to maminsyek, a kobieta to rozpieszczona
                  ksiezniczka? ile razy ja czytalam posty gdzie kobieta jojczy,ze maz czy jej
                  partner jest taki smaki czy owaki. kobieto ja mam swoje zdanie na ten temat ty
                  swoje! i nie zmienie go bo jakas histeryczka nie potrafi zrozumiec,ze powinna
                  JASNO sie wyrazic!jest mi zle, boli mnie! a facet powinien zareagowac!
                  zareagowal, dzwonil. a moze on po prostu nie czuje do niej tego co ona do niego?
                  a moze nie mial checi z nia byc? a moze on nie pojal sytuacji? a moze sa inne
                  powody dlaczego nie przyjechal odrazu? z checia bym sie dowiedziala co on an ten
                  temat sadzi! bo ocenianie,ze nie jest 100% facete, czy,ze jest niepowazny to
                  lekka przesada!dla mnie dziewczyna zachowala sie jak histeryczka. relacji ze
                  zdarzenia faceta nie znamy i pewnie nie poznamy! wiec ja oceniam WYLACZNIE
                  dziewczyne bo jej relacje znam! chyba,ze Ty znasz zdanie na ten etamt jej faceta
                  i mozesz swobodnie wydac swoja opinie na jego temat. wtedy to inna sprawa.
              • ania.downar Re: ale jak widzisz on niechciał przyjsc za 2 god 09.10.06, 12:10
                Khaki, wyrostek boli jak cholera, wierz mi.
                Facet dal d* na calej linii...
                • magnusg Klasyka-facet podszedl do sprawy racjonalnie,a ona 09.10.06, 15:08
                  emocjonalnie.I nieporozumienie gotowe.My z Marsa-wy z Wenus:)
      • ewik_75 Re: Gdyby polecial natychmiast do ciebie, to 09.10.06, 11:56
        magnusg napisał:

        > czytalibysmy tutaj nastepujacy post.
        > "Totalna zalamka:((Ja w pelni remontu, a moj wnuczek nagle sie zmyl (...)Czy
        > podtrzymywanie kontaktu z nim ma jeszcze jakis sens?:(("
        >

        I byłby to post toksycznej babci, która się nudzi lub która chce zapanować nad
        życiem wnuka.
        Wcale nierzadkie zjawisko.
        • jowita771 Re: Gdyby polecial natychmiast do ciebie, to 09.10.06, 12:33
          rozpieszczona księżniczka, która wymaga, żeby być tylko dla niej w stu
          procentach i na każde skinienie to równie częste zjawisko. i też jest toksyczna
          • ewik_75 Re: Gdyby polecial natychmiast do ciebie, to 10.10.06, 10:48
            mogłabyś ją nazwać rozpieszczoną księżniczką, gdyby była nie w szpitalu, tylko
            np. w pubie z koleżankami i uwidziałoby się jej, że chce do domu wrócić
            komfortowo, a nie zwijała się z bólu na spzitalnym łóżku.

            Tu bym się zgodziła. Ale tak nie było, więc mówienie o dziewczynie, że jest
            rozpuszczona księżniczką jest w tym przypadku zwyczajnym nadużyciem.

            A babcia, która mówi "moje ściany wazniejsze, niż bol brzucha kochanki" jest
            zwyczajnie zaborcza i nie w porządku.
      • wictoriaa Re: Gdyby polecial natychmiast do ciebie, to 09.10.06, 17:17
        Ja rozumiem, gdyby poweidział, że przyjedzie trochę później. Rozumiem, ze miał
        malowanie, ale jakoś do tej pory zwijał się od babci wieczorem i o 19tej był
        już w domu. Wted powiedział, że w ogóle się nie pojawi, bo będzie zbyt
        zmęczony, żeby jeszcze prowadzić taki kawał
    • rapsodiagitana Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:15
      a ja chyba nigdy nie zrozumiem, jak mozna mieć do kogoś o coś pretensje - i
      przestac się odzywać, a potem na forum zastanawiac się, co zrobić dalej.
      Przecież wystarczyłaby spokojna rozmowa o podstawach związku, uczuciach i
      oczekiwaniach. Spokojna - bo w atmosferze pretensji, wielkiej obrazy i złości to
      nikt się nigdy z nikim nie dogada. dlatego w ogóle nie czaję "rozwiązywania
      problemów" przez obrażenie się i nieodzywanie. Kurde, każdy człowiek jest inny,
      ma inny system wartości, inaczej odbiera różne wydarzenia, najwieksza duperela
      może powodować nieporozumienia. Nie łatwiej pogadać? Życie jest za krótkie na
      fochy.
      Może jak do niego dzwoniłaś, to on odebrał Twoja sytuację inaczej? Może nie
      myslał, że jest Ci aż tak źle? Może ma doświadczenia z osobami, które traktują
      wizyte w szpitalu podobnie jak niektóre wypowiadające się tutaj (i wola być
      same) - i nie przyszło mu do głowy, że można inaczej? Może faktycznie
      zostawienie tego mieszkania w trakcie malowania spowodowałoby jakieś duże
      problemy? Moim zdaniem to jest nieporozumienie do wyjaśnienia, a nie koniec
      świata i powód do dramatycznych decyzji. Ale jak chcesz sobie udramatyczniać
      zycie, to ok :)
    • ewik_75 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:38
      moj mnie pyta jak się czuję, jak mam kiepski głos w telefonie...
      Kiedyś zemdlałam w pracy - nic poważnego, ale natychmiats przyjechał.
      Natychmiast....

      Twój "facet" to bardziej - z tego wynika - kolega do bzykania niż facet..
      Masz słuszne przeczucia...
      • martini.martini z nicku wnioskuje ze jstes 10 lat strasza odemnie 09.10.06, 11:42
        ale sądziłam ze ja jako "młoda niedoświadczona" za duzo wymagam by sie nią
        zajął natychmiast ,ale widze ze podzielasz moje zdanie:)i własnie tak prawdziwy
        facet robi-mussi dbać o swoją ksieżniczke zawwsze!a mój chciał przyjechać
        natychmiast samochodem gdy tylko mi sie słabo robiło...nic powaznego a
        jednak...powiedział ze niewybaczyłby sobie gdyby cokolwiek mi sie stało ajego
        by niebyło...
    • walutka Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:42
      Ja go na podstawie tego jednego zdarzenia nie oceniałabym,zdarza się,że nawet
      najlepszy przyjaciel zawodzi ale jak w większości przypadków jest on bliski to
      nadal nazywałabym go przyjacielem a dlatego,że naprawdę mógł myśleć,że to nic
      takiego, mógł nie mieć styczności z chorującą osobą i jakiejś nauki,że takim
      osobpom pomaga się,sam tego nie czuł no cóż każdy czasem bagatelizuje poważne
      sprawy sam swoje także jeśli pomagał Ci w innycgh trudnych sprawach to nie
      powinnaś go tak ostro oceniać i możesz go jeszcze w innych sytaucjach
      sprawdzić, poza tym chciał Cię odwiedzić na drugi dzień także to mnie jeszcze
      bardziej przekonuje,że nie zdawał sobie sprawy jak bardzo jego obecność akurat
      w tym momencie była dkla Ciebie ważna. Kwestia dotarcia a 2 lata to nie jest
      tak dużo,żeby zrozumieć potzreby drugiwego człowieka.
      • martini.martini ale nie 2 lata związku a wiek powienien mówić 09.10.06, 11:44
        o dojrzałości,już 10 letnie dziecko wie ze jak odwiedzi koleżanke w szpitalu to
        bedzie jej miło i przyjemnie.
        • walutka Re: ale nie 2 lata związku a wiek powienien mówić 09.10.06, 11:48
          Ale on chciał ją odwiedzić tylko nie w tym momencie. Chodzi bardziej o to,że
          nie rozumiał jak ona się czuje i potzrebuje w tej chwili jego obecności.
          Co do wieku liczonego w latach kalendarzowych to nie uważam,że na tej podstawie
          tak trafnie można ocenić ludzi.
          • martini.martini no ale wiesz będąc dorosłym człowiekiem i 09.10.06, 11:51
            zdrowym na umyśle to sie wie ze obcej osobie która upadła trzeba pomóc,
            podnieść,zapytać jak sie czuje.nietrzeba głebokich filozofii bo to naturalny
            odruch i tu powinnno być tak samo..
          • ewik_75 Re: ale nie 2 lata związku a wiek powienien mówić 09.10.06, 11:54
            walutka napisała:

            > Ale on chciał ją odwiedzić tylko nie w tym momencie.

            No właśnie - ona zwija się z bólu, nie wiadomo, co jej jest, boi się jak
            cholera, potrzebuje bliskości kogoś kochanego, a ten któs mówi "za 2-3
            godzinki, jak ściana wyschnie" ????

            czegoś tu nie rozumiem.
            To nie jest sytuacja typu żółtaczka, leczona, za 2 tygodnie wychodzi Pan/Pani
            ze szpitala, będzie dobrze. Tutaj nie wiadomo, co się dzieje i czym sie to
            skończy ani kiedy. I dlatego ten moment jest bardzo ważny.

            TEN, a nie za 2-3 godziny.
            • walutka Re: ale nie 2 lata związku a wiek powienien mówić 09.10.06, 11:58
              No dobra już perawie się zgadzam ale mi nie jest tak łatwo ocenić na podstawie
              jednego zdarzenia i potwierdzić,że to skończony egoista.Przecież w innych w
              innych sytuacjach zawsze był blisko jej a tego nie rozumiał,może jemu nikt
              nigdy nie pomagał w takich sytuacjach isam tego nie oczekiwał.
              • walutka Re: ale nie 2 lata związku a wiek powienien mówić 09.10.06, 12:00
                Chciaam napisać ,że winnych trudnych sytuacjach ten koleś mógł być zawsze
                blisko niej no i co-już tak łatwo nie będzie wam go ocenić? Albo może wcale nie
                malował tych ścian i coś ważnego bardzo mu wypadło czego nie chciał wjawić
                przed nią.
    • aiwlys25 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 11:45
      Nie mówię, że powinien od razu rzucić wszystko i lecieć, ale powiedzieć typu,
      kochanie nie przejmuj się, ja szybko skończę ten kawałek, albo przebiorę się i
      przyjadę a potem dokończę babci to malowanie, znam z własnego doświadczenia,
      mój poprzedni facet, jak leżałam w szpitalu, byłam na zabiegu, bo poroniłam, a
      on z kumplami w barze, fajnie co, dobrze że się obudziłam za wczasu, obecnie
      mój mąż jak byłam po wypadku, a także na małym zabiegu, to przejmował się
      bardziej ode mnie, przyjeżdżał w każdej wolnej chwili, spał zaledwie po 4-5
      godzin, aż troszkę byłam zła na niego, bo przecież pracował i musiał spać, a on
      tylko praca, troszkę snu, i u mnie całe dnie w szpitalu przesiedział, zwłaszcza
      wtedy po wypadku w którym cudem uszłam życiu, wiem może to troszkę inny
      problem, bo to nie wyrostek, ale jak byłam na zabiegu to też mnie zawoził do
      szpitala, autobusem, padało, mógł spokojnie posiedzieć w domku, zwłaszcza, że
      tego dnia jeszcze szedł do pracy, a najlepsze jest to, że to ja go uspokajałam
      typu będzie dobrze, on bardzo się o mnie bał... fakt podtrzymywał mnie na duchu
      i to bardzo, za to właśnie bardzo go kocham...
      Zastanów się dziewczyno, mówię to z własnego doświadczenia, jak chciał
      dokończyć malowanie, to chociaż mógł powiedzieć, że tylko skończę, i zaraz u
      ciebie jestem, potrwa to jakieś 2-3 godzinki itd...
      • martini.martini gratuluje mężą-prawdziwy facet:) mój chłopak 09.10.06, 11:49
        tak samo by postapił choc wiadomo nie wszytscy s aidelani czasami zawodzi ale
        nie w takich sprawach:)
    • seraph Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 12:34
      Nie no, histeria z powodu wyrostka i najwiecej oberwało się chłopu. A za co? Bo
      nie przyleciał z wywieszonym ozorem do niej, bo ona umierająca :/
      Dla niewtajemniczonyc - wyrostek nie 'roz;any' to mały pikuś, diagnoza tegoż że
      zajmuje może z piętnaście minut, operacja, to co prawda ingerencja w organizm,
      ale nie aż tak poważna jak dajmy na to wycinanie torbieli badź kawałka
      otrzewnej. A ta panna histeryzuje gorzej, niż niektóre dzieci z tym samym
      problemem.
      • absurdello Powinieneś psychologiem zostać ... 10.10.06, 05:50
        w prosektorium ...

      • mozambique Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 11:55
        bzdura !!!! atak wyrostka ( ostry) to powazna sparwa, brak interwencji gorzi
        śmiercią
    • taka_jedna_malina Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 12:45
      Droga Wiktorio
      Po pierwsze i najważniejsze-Nie rozpraczaj!To tylko facet! Po drugie-skoro
      jesteście już ze sobą dwa lata to ten staż o czymś swiadczy.Z treści listu
      wnioskuję ,że chyba nigdy Twój mężczyzna w podobny sposób Cię nie zawiódl bo
      wydajesz sie być kompletnie zaskoczona zaistnialą sytuacją.Jakie jest moje
      zdanie?Trochę bezwzględne.Być może się mylę ale wydajesz się być typem
      histeryczki robiącej wielkie "halo" z każdej sprawy.Może dlatego Twój mężczyzna
      zbagatelizowal tą sytuację bo juz po prostu do tego...przywykl.Być może się
      mylę ale to wydaje mi się najrozsądniejsze.
    • olusia19 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 14:02
      Na marginesie: nie lekceważcie Kochane wyrostka, bo byłam na 3 pogrzebach w
      życiu, "tylko" z powodu - a to się ktoś nie poznał, a to "się rozlało", a to
      pogotowie zlekceważyło i było już za późno. Ostatni pogrzeb w zeszłym roku -
      wiek XXI, a wyrostki podobne.

      A dalej to powiem tak: My samosie usiłujemy nawet operacje sobie zrobić
      najlepiej po cichu, żeby od facia nic nie wymagać, oprócz tego żeby był, a jak
      lepiej się zachowuje niż świnia, to już myślimy, że szczęścieśmy za nogi
      złapały.
      Jak ktoś kocha i się przejmuje, to fachowcy - fachowcami, ale choroba, dołek,
      zagrożenie - jest to pora, by nie nazywać choroby histerią.
      Leżałam kiedyś w szpitalą z kobietą, której mąż nie przejął się jej cesarką,
      nawet dzieciaka nie był ciekaw, bo był to już 3 z kolei chłopak i pewnie
      podobny do poprzednich... Miała komplikacje. Obraził się, że znowu chłopak.
      Płakała, ale myślę, że gdzieś na początku dawał jej znaki, już przy pierwszym
      dziecku powinna wiedzieć, że liczyć może głównie na siebie, więc po co jej było
      tyle dzieci z takim drewnem?
      Drewno zawsze zostanie drewnem, nie można się odruchów i pewnych zachowań
      nauczyć, wytłumaczyć, bo życie wg planu nie wypali. Ten zamiast przeprosić,
      przyjechać, nadrobić, czuje się obrażony.
      Zastanowić się musisz, czy zamierzasz być całe życie ze stali? Byle z nim?
      Belka musi Ci na głowę zlecieć, żebyś załapała no co możesz liczyć?
    • agaciha Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 15:12
      Swinia z Niego i tyle....
    • aquira Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 09.10.06, 20:18
      Niby nic się nie stało, ale na miejscu autorki tematu też nie byłabym
      zadowolona. Postawcie się w jej sytuacji - siedzicie w szpitalu z okropnym bólem
      brzucha, nie wiecie o co chodzi, czy to coś poważnego. Ogarnia was strach...
      Dzwonicie do swojej ukochanej osoby, macie prawie łzy w oczach i spotykacie się
      z takim zachowaniem... "Nic poważnego" - tak na pewno nie można nazwać wyrostka.
      Bądź co bądź nieprzyjemna operacja czeka i nigdy nie wiadomo co stanie się na
      stole operacyjnym! Ja na miejscu wictorii pewnie zachowałabym się podobnie -
      rozpłakałabym się z powodu ogarniającego mnie smutku, samotności i bólu. A
      wiedząc, że następnego dnia będą mnie ciachać z pewnością nie odbierałabym
      telefonu - jeśli naprawdę by się troszczył, to by przyjechał bez gadania -
      choćby po tych dwóch godzinach (mógł zrobić niespodziankę!). Nie miałabym ochoty
      w takim momencie gadać przez komórkę, jak się martwi to jego sprawa, mógł
      podejść poważniej do sprawy wcześniej! A to, że się obraził uważam za głupie,
      sama poczułabym się urażona... Trochę empatii!
      • absurdello Jesteś dobrze wychowana - "byłabym niezadowolona" 10.10.06, 06:03
        facet jest doopek i tyle ... pędzel dla niego ważniejszy od podobno bliskiej mu
        osoby to niech z pędzlem żyje, pędzel nie wymaga empatii ani uczucia !

        Ja też myślałem, że coś dla kogoś znaczę, komu latałem z pomocą na każde
        zawołanie, interesowałem się, pocieszałem ... a jak raz sobię jęknąłem, że nikt
        nawet nie zadzwonił jak byłem chory (nie chodziło o ciężkość choroby tylko o
        zainteresowanie w drugą stronę) to usłyszałem powiedziane radosnym
        głosem: "Pomyślałam, że nie masz już pięciu lat to co będę dzwonić" ...
        Piękna wizja starości "Pomyślałam, że nie masz już pięciu lat więc co ci będę
        herbatę robić (leki podawać, ziółka parzyć, lekarza wzywać, itd ***)
        ZROBIŁO MI SIĘ K... CHOLERNIE PRZYKRO I NIEPRZYJEMNIE, ZUPEŁNIE NIE WIEM
        DLACZEGO, PRZECIEŻ NIE MAM JUŻ PIĘCIU LAT ...

        *** - niepotrzebne skreślić
    • niya Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 07:05
      a ja uważam,że autorka wątku troche przesadza, wkońcu nie była umierająca mogła
      TE 2-3 GODZINY POCZEKAC NA NIEGO A NIE OCZEKIWAC OD NIEGO,żE WSZYSTKO RZUCI
      PRAWDA? w końcu co za róznica czy przytuliłby ją wcześniej czy później? i tak
      oboje by sie martwili. Głupio zrobiła nie odbierając telefonu w końcu widac
      chciał się dowiedzieć co słychać i jak sie czuje a może i przyjechać. My kobiety
      po prostu tak mamy,że jak nam źle to facet musi wszystko rzucić i się nami
      zajmować. Wyrostek to nie zawał serca, codziennie wycina sie ich kilkadziesiąt i
      jakos nic sie nie dzieje i nie widać pod szpitalem dziesiątek zrozpaczonych
      mężczyzn bo ich kobietom wyrostek wycinają. I do autorki wątku, wyluluj trochę
      ja naparwde rozumiem,że byłas pzrerażona i zmartwiona ale zrozum tez jego chciał
      skończyć to co zaczął, nawet gdyby rzucił od razu malowanie i przyjechałby do
      Ciebie to pewnie zatrzymałabys go aż do operacji i potem a jego babcia by w
      zafajdanym mieszkaniu sie męczyła. Poza tym nawet nie dałas mu szansy tego
      wytłumaczyc czy zapytac o Twoje zdrowie to jest dopiero chamskie,żeby najpierw
      nahisteryzowac a potem nie odbierac telefonu żeby sie martwił .....
      • triskell Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 07:37
        niya napisała:
        > TE 2-3 GODZINY POCZEKAC NA NIEGO A NIE OCZEKIWAC OD NIEGO,żE WSZYSTKO RZUCI
        > PRAWDA? w końcu co za róznica czy przytuliłby ją wcześniej czy później?

        Chyba nie bardzo przeczytałaś powyższe wypowiedzi autorki wątku. Przecież on
        wcale nie miał zamiaru przyjeżdżać za 2-3 godziny. Wręcz powiedział jej, że tego
        nie zrobi, bo po skończeniu malowania będzie zbyt zmęczony, żeby prowadzić samochód.
        • niya Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 07:38
          w koncu by dotarł prawda?
      • monika_04 Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 07:51
        Kiedy facet wyraźnie powiedział, że nie przyjedzie bo maluje babci ścianę, a
        potem będzie zbyt zmęczony aby prowadzić. O żadnych dwóch godzinach nie było mowy.
        Zareagowałaś prawidłowo. Choćbyś przesadzała i na końcu okazało się, że to tylko
        z przejedzenia twój facet powinien rzucić ścianę, babcię i pojechać do ciebie
        choćby po to by upewnić się czy ci nic nie jest. Od kiedy to ściany są
        ważniejsze od ludzi?
        A wszystkim paniom krytkującym szczerze zyczę aby dostały nagłych bóli i by ich
        mąż/narzeczony/chłopak powiedział, że jest zajęty i nie może przyjechać.
    • kowianeczka Re: Totalna załamka...;( Ja w szpitalu, on mnie o 10.10.06, 09:18
      Jeli sytuacja miala miejsce w realu to obawiam sie A, ze ta znajomosc jest
      niewiele warta. Jesli w necie to oznacza , ze mowa wylacznie o sumie elektronow
      przekazywanych przy pomocy kompa. Wiazka magnetyczna niezaleznie w jaka ubrana
      tresc nie choruje.
      k.
      • kly Totalna histeria. 10.10.06, 09:55
        Nie zalamka. Histeryzujesz. Byl zajety i nie mogl przyjechac.
        Co innego gdyby byl lekarzem i mial ciebie operowac a zabralby
        sie za sprzatanie w domu. Nic nie mogl tobie pomoc.
        Histeryzujesz i tyle!
        • kotkaaaa Re: Totalna histeria. 10.10.06, 10:51
          Kly, powiedz to swojej matce jak wyladuje w szpitalu i poprosi zebys przyjechal
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka