wictoriaa
08.10.06, 22:21
Tydzień temu dostałam okropnych bóli, dowlokłam do lekarza, dał mi
skierowanie do szpitala, w szpitalu dopiero robili mi badania.
Zadzwonilam do swojego faceta (staż: 2 lata). Powiedziałam, że jestem w
szpitalu, że mnie boli, że będą mnie zaraz badać, że nie dzwoniłam do
rodziców, żeby ich nie martwić (ojciec kłopoty z sercem, matka też nerwowa,
chciałam im póki co oszczędzić, przynajmniej póki nie będę wiedziała co mi
jest), ale nie chcę być sama, bo się po prostu boję.
Nie przyjechał. Powiedział, że w tej chwili maluje babci pokój i nie może, że
to nic poważnego na pewno. Błyskawicznie skończyłam rozmowę, poryczałam się,
no i nie odbierałam potem jego telefonów wieczorem, już po badaniach, kiedy
to okazało się, że to wyrostek i następnego dnia będą mnie kroić.
Następnego dnia chciał przyjechać, ale powiedziałam mu jak się czułam
poprzedniego dnia, kiedy mnie zostawił w tak trudnej dla mnie chwili, kiedy
naprawdę nie chciałam być sama i żeby w takim razie dalej zajmował się
malowaniem, skoro to takie ważne. On się za to obraził i czuje się urażony.
Uważa, że przecież nic takiego się nie stało, bo chyba potrafię przeżyć bez
niego jedno popołudnie...:/
Dziewczyny... tęsknię za nim ogromnie, płaczę, ale przecież skoro zostawił
mnie w takiej chwili, to kiedyś w przyszłości może mnie zostawić w jeszcze
gorszej, mam rację? Czy rzeczywiście przesadzam?:( To chyba koniec tej
zabawy, bo skoro malowanie było ważniejsze niż fakt, iż jestem w szpitalu,
to... :((( Ale i tak mi źle:((