Dodaj do ulubionych

Musze się wyżalic...mogę tutaJ???

13.10.06, 21:01
Obserwuj wątek
    • malenkajalenka Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 21:05
      pewnie:)
    • blueska3 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 21:12
      Możesz!
    • niemamszczescia Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 21:34
      Byłam z kimś dwa lata, zaszłam w ciąże, kiedy mały miał miesiąc jego ojciec
      poszedł siedziec, zostałam sama. Dopiero wtedy przejrzałam na oczy, on był
      alkocholikiem, złodziejem i tak naprawde nigdy nie byłam szczęśliwa. Kiedy mały
      miał 9 miesięcy poznałam M. Myslałam, ze złapałam Pana Boga za nogi. On był
      taki inny od porzedzniego, taki wspaniały, dbał o mnie, mówił, że pokochał
      mojego synka, było pięknie, zaręczyliśmy się , później ślub. 3 miesiące po
      ślubie postanowiliśmy miec wspólne dziecko. Bywały między nami złe chwile,
      kłociliśmy się czasem, ale ogólnie było ok. Dopiero pokazał swoja prawdziwą
      twarz pół roku temu. Co chwile są awantury o głupoty, o to, że nie kupiam kawy,
      że nie pozwywałam blatów, że mały wylał sok. Mam tego po prostu dosyc, tego
      ciągłego stresu, czy wszystko zrobiłam dobrze, czy o niczym nie zapomniałam,
      staram się naprawde, codziennie czeka na niego ciepły dwudaniowy obiad, jest
      względnie posprzątane. Wszystkie sprawy załatwiam ja, robie zakupy,
      odeprowadzam dziecko do przedszkola, pracuje. A on przychodzi z pracy, śpi,
      kąpie dzieci i znowu śpi.
      Obiecałam sobie, że nigy już nie dam sobą pomiatac, robię duzo dla niego, i
      jest super przez dwa tygodnie, pomoże mi we wszystkim, mówi, że kocha,
      przytula, a później przychodzi taki dzień, że dostaje świra, wyzywa mnie,
      krzyczy na dzieci i gada takie głupoty, że szok, ja nie pozostaje mu dłużna,
      czy to ma sens. Chyba się rozwiode, ale się boje, wstyd mi.... Każdy pomyśli,
      ona jest beznadziejna, żadnego faceta nie potrafi przy sobie utrzymac.... Ale
      nie mogę pozwolic aby moje dzieci wychowywały się w takiej atmosferze, bo tak
      bardzo ich kocham. Mam już dośc, nie chce mi się wog.óle życ, ciągle tylko
      płacze, prawie nic nie jem, wyglądam już jak cień. Ale po prostu zżera mnie to
      wszystko, dzieciństwo tez miałam nieszczęsliwe, ojciec alkocholik, matka mało
      się mną interesowała, zawsze byłam sama ze swoimi smutkami.

      Naprawde nie chce mi się już życ, robie to tylko dla swoich dzieci, które są
      dla mnie najważniejsze, nie pozwole na nich krzyczec NIKOMU.
      Nie wiem czy ktoś dotrwał do końca tego postu, ale to nic. I tak mi nie ulżyło,
      rozmawiałam już dziś z teściową, babcią, koleżanki i dalej mi k...a nie ulżyło.
      Do dupy jest to wszystko!!!!
      • wodnik53 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 22:02
        Doskonale Cię rozumię.Miałam podobną sytuację małżeństwo bez miłośći,myślę,że
        powinnaś się rozwieść,Twój mąż na lepsze się nie zmieni raczej na
        gorsze,chyba ,że zaatakuje go choroba i będzie potrzebował Twojej pomocy .Ja
        się nie rozwiodłam ze względów ekonomicznych ,ale to nie była dobra
        decyzja ,moja nienawiść do męża jest ogromna ,wszystko to w sobie kamufluje ico
        to za życie?Mężatka mimo wszystko.
      • bejbe_bejbe20 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 22:23
        powiedz mu to wszystko, co nam tu napisałaś... dosłownie!! zobaczysz jaka będzie
        reakcja. jeżeli coś do niego trafi, to znaczy, że ma jakieś tam uczucia, jeżeli
        nie- to poprostu facet nie wie co traci (z tego co opisujesz jesteś wzorową
        matką i żoną)
        z drugiej strony... może on ma jakieś problemy np w pracy i odgrywa się na was.
        szczera rozmowa dużo wyjaśni.
        • kinga2110 Re: Bejbe_bejbe20 14.10.06, 06:43
          Dzięki za taki opis, ale naprawde nie jestem wzorową matką i żoną, ja też wiele
          rzeczy robię źle. On wie bardzo dobrze co by stracił, bo po ostatniej kłótni
          byłam 5 dni u swojej babci i dzwonił i prosił żebym wróciła do domu, nie
          chciałam, ale mnie przekonał. I wydaje mi się, że on myśli, że ja zawsze
          wróce...
      • caprissa Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 14.10.06, 13:32
        Kiedy mały
        miał 9 miesięcy poznałam M. Myslałam, ze złapałam Pana Boga za nogi. On był
        taki inny od porzedzniego, taki wspaniały, dbał o mnie,
        -----------

        Kiedy kobiety naucza sie zyc same, a nie desperacko suzkac opiekuna i takiego,
        co bedzie robił na nie, i za nie zył, beda szczesliwsze. a tak desperacja
        powoduje, ze jak zobacza faceta to od rauz krzyk o matko on zapewni mi
        szczescie i dawaj na niego. I potem lament. najpierw trzeba dorosnac drogie
        panie. W 90% jestescie dziecinne i nieodpowiedzielne
        • sweetsusana Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 14.10.06, 13:49
          caprissa napisała:

          > Kiedy mały
          > miał 9 miesięcy poznałam M. Myslałam, ze złapałam Pana Boga za nogi. On był
          > taki inny od porzedzniego, taki wspaniały, dbał o mnie,
          > -----------
          >
          > Kiedy kobiety naucza sie zyc same, a nie desperacko suzkac opiekuna i takiego,
          > co bedzie robił na nie, i za nie zył, beda szczesliwsze. a tak desperacja
          > powoduje, ze jak zobacza faceta to od rauz krzyk o matko on zapewni mi
          > szczescie i dawaj na niego. I potem lament. najpierw trzeba dorosnac drogie
          > panie. W 90% jestescie dziecinne i nieodpowiedzielne

          ZA UCZYCUIA SIE NIE ODPOWIADA, za czyny tak ale nie za uczucia.
          Jak sie kogos kocha to sie nie widzi zlego w tej 2 osobie.

          pozdrawiam
          • kinga2110 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 14.10.06, 14:34
            Myślę, że Caprissa ma trochę racji. Dlatego napisałam- kiedy w końcu zmądrzeje?
            Chociaż M nie był pierwszym, który zwrócił na mnie uwage i któremu nie
            przeszkadzało dziecko. Ale jednak wszystko potoczyło się troche za szybko, ale
            cóż, nie żałuje tego wszystkiego nawet teraz kiedy nie jest między nami za
            dobrze. Wprawdzie już dziś się pogodziliśmy, ale zobaczymy na jak długo. Już
            nie liczę na cuda, ale mam nadzieje, że w końcu dotrzemy się do końca i tych
            złych chwil będzie coraz mniej.

            Dzięki sweetsusana:)
      • cioccolato_bianco Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 14.10.06, 18:10
        niemamszczescia napisała:

        > Wszystkie sprawy załatwiam ja, robie zakupy,
        > odeprowadzam dziecko do przedszkola, pracuje. A on przychodzi z pracy, śpi,
        > kąpie dzieci i znowu śpi.

        oprocz zajmowania sie domem pracujesz? jesli nie, to podzial obowiazkow jest
        raczej sprawiedliwy, moim zdaniem.

        odnosnie awantur - mysle, ze przyczyna jest zupelnie inna niz przyslowiowa
        slona zupa. zastanow sie gdzie moze tkwic problem tak naprawde. moze facet jest
        zestresowany z powodu np problemow w pracy i dlatego tak reaguje?
        • kinga2110 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 15.10.06, 11:29
          Pracuję 3 razy w tygodniu po pięc godzin popołudniami wtedy mąż zajmuje się
          dziecmi.
          Wczoraj długo rozmawialiśmy, wyniaśniliśmy sobie dużo rzeczy. Obiecaliśmy
          sobie, że następnym razem jak będzie zbliżała się burza- wychodzimy do osobnych
          pokoi na pół godziny aby pomyślec i odegnac złe emocje. Nie wiem czy to się
          sprawdzi, czas pokaże.
          A jeśli chodzi o przyczyne kłótni, to myśle, że jesteśmy oboje za bardzo uparci
          i każde chce miec racje i nie ustąpi.
    • niemamszczescia Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 21:41
      Mam 22 lata, kiedy w końcu zmądrzeje, kiedy już nie będe tak głupia i naiwna???
      • carinaa1 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 21:57
        Powiem Ci jedno-w małżeństwie róznie bywa,czytam to i widze że u mnie jest
        podobnie,są dni kiedy jest ok,a pózniej nie wiadomo kiedy juz nie jest tak
        fajnie.Jesteś jeszcze młoda a tyle już przeżyłaś-myśl o sobie i o dzieciach-
        jeżeli on taki jest ,to pomyśl że może być jeszcze gorszy-uwierz mi nie zmieni
        sie,nawet jeżeli już to na tydzień -dwa,a jak znowu mu coś odbije to znowu sie
        zacznie to samo.Każdy ma prawo aby sie wygadać,podzielić sie swoim losem-często
        podobnym do innych tu-ja trzymam kciuki za Ciebie,porozmawiaj z bliskimi,co oni
        myślą o tym wszystkim.
        • kinga2110 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 22:09
          Teściowa jest za mną zawsze. Ojciec mojego M był taki sam, a nawet gorszy, dużo
          gorszy, rozstała się z nim kiedy miał dwa latka, a jego brat trzy tygodnie. Ona
          teraz ona mówi, że to jest wszysko wpływ dziadków- rodziców ojca, przyjeżdżają
          co miesiąc do nas, olewają mojego syna, liczy się tylko M i jego dziecko.
          Właściwie wcześniej tego nie widziałam, dopiero po ostatniej wizycie babci, po
          jej wyjściu M poszedł kupic zabawke, które dostał od babci na swoje urodziny i
          urodziny swojego syna. Chyba zauważył to jak babcia go potraktowała, jak piąte
          koło u wozu i było mu go żal. Wczoraj przy kłótni powiedział, że dzidkowie go
          nienawidzą - mojego pierwszego synka. teściowa tez zawsze była przez babcie
          szmacona, nie raz dostał w twarz i zawze to ona była ta zła, moż eto
          rzeczywiście prawda, ze to ich wpływ tak zmienił mojego męża, wcześniej ja nie
          miałam z nimi żadnych kontaktów, dopiero jak zamieszkaliśmy sami rok temu i
          wtedy poznali mojego synka.
          Moja rodzina mówi: wszystko będzie dobrze, on nie jest zły, nie odchodź od
          niego, pamiętaj co miałaś z pierwszym
          • kinga2110 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 13.10.06, 22:12
            Miałam to napisac pod innym nickiem, nie chciałam żeby ktoś wiedział, ze ja to
            pisze, ale teraz już za późno:(((
            • olamka1 Nie przejmuj się... 13.10.06, 22:39
              ... że przypadkowo napisałaś pod innym nickiem. Przynajmniej zobaczyłam jak
              ślicznych masz chłopców :)
              ... może i dobrze sie stało... teraz PROBLEM tu zaistniał między nami i sama
              przed sobą nie możesz udawać, że go nie ma...
              Kinga... sprawa jest cholernie trudna. Jedno tylko mogę Ci doradzić. Staraj sie
              jak najwięcej rozmwiać z mężem w tych DOBRYCH jego okresach. Ale NIE truć mu i
              gadać jak nagrana płyta w kółko go zamęczjąc. Nie! To facetów odstrasza. Gdy
              jest DOBRZE między Wami - powiedz mu KRÓTKO i KONKRETNIE jak ZABOLAŁO cię jakieś
              jego zachowanie... i NIE drąż... znowu minie dzień, dwa - ZNOWU powróć do
              tematu... . Ja uważam, że rozmowy coś dają. A co do babci... . Spróbuj nie być
              bierną... gdy widzisz jak ta zołza ROBI RÓŻNICE - wkrocz!!! Nie chmasko, ale
              STANOWCZO: typu: Niech Babcia tego nie mówi... (imię dziecka) jest przykro...
              Babciu - tak nie wolno robić, .... jest mu przykro, że jemu nic nie
              przyniosłaś... itp. Najgorsza jest BIERNOŚĆ... bo rozzuchwala drugą stronę!!! Z
              mężem TEŻ pogadaj o tym! Wyznacz sobie jakiś okres czasu "walki" o męża... np.
              ROK. Zapisz w kalendarzu od kiedy do kiedy. I notuj, notuj ZŁE i dobre chwile!!!
              Gdy minie ten czas zrób UCZCIWE podsumowanie. Jeśli wyszło, że ZŁYCH dni gdy
              jesteś nieszczęśliwa jest więcej - odejdź od niego!!! Będziesz mieć 24 lata i
              młodszy synek będzie rok starszy. NIE WARTO, żeby na zawsze mieli NIESZCZĘSLIWĄ
              MAMĘ!!!
              • kinga2110 Re: Nie przejmuj się... 14.10.06, 06:38
                Wielkie dzięki za rady i ciepłe słowa. Jedna z forumiczek pisała o małżeństwie
                bez miłości, ja myśle, że w moim ta miłośc jest, M okazuje mi ją, oczywiście
                wtedy kiedy jest między nami dobrze. Nie chodzi z kolegami pic, robi pranie, co
                tydzień lub dwa robi gruntowne porządki, myje okna, zabiera dzieci na spacer,
                żadko sam, ale zdarza się, wiem, że kocha mnie i dzieci. Ale przychodzi właśnie
                czasem taki okres, że nic tylko śpi, ja się wkurzam, on się przestaje odzywac i
                wystarczy malutki pretekst, żeby skończyło się wielką kłótnią.
                Pokłótniach zawsze rozmawiamy, ja wtedy rzeczywiście za bardzo truje, co chwile
                mu o tym przypominam, on obiecuje, ze już będzie dobrze, że nie będzie się
                obrażał o głupoty, a za chwile jest to samo. Mówi: wiesz, że to co ja mówie
                podczas kłótni to wszystko nieprawda, mówie tak, zeby cię wkurzyc.
                Chyba rzeczywiście zaczne notowac te dobre i złe chwile i zobaczymy:)
                • sweetsusana Re: Nie przejmuj się... 14.10.06, 13:27
                  Kinga jestem z Toba.
                  Jesli go kochasz to rozmawiaj rozmawiaj rozmawiaj.

                  Serdecznie pozdrawiam
    • kryzysowa_narzeczona75 Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 14.10.06, 10:09
      A ja poradze z troche innej beczki. Prosze cie, idz na spotkanie DOroslych
      Dzieci Alkoholikow. ONi pomaga najpierw poradzic tobie z sama soba, a im mocniej
      staniesz na nogi, tym wiecej bedziesz mogla zrobic dla siebie i twoich dzieci.
      A ze temat jest dlugi, w razie pytan pisz na maila.
      • sweetsusana Re: Musze się wyżalic...mogę tutaJ??? 14.10.06, 13:28
        Dorosłe dzieci alkoholikow.

        A co to daje?
    • sweetsusana Do Kinga2110 14.10.06, 14:32
      na jakim forum najczesciej jestes?
      • kinga2110 Re: Do Kinga2110 14.10.06, 14:38
        Na październikowych dzieciaczkach - zobacz w wizytówce, ale włściwie to żadko
        kiedy pisze, więcej czytam skacząc po różnych forach.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka