nick_na_jeden_watek
18.10.06, 16:03
Mam rodzinę - małża i syna, dobrą pracę, ale czuję niedosyt. W pracy jest dużo
facetów, traktują mnie bardzo symaptycznie, niektórzy wyrażają swoją sympatię
miłymi prezentami (jakieś polne kwiaty, bo mają niedaleko, jakieś warzywko z
pobliskiego ogródka itp;) To chyba powoduje, że czuję się wyróżniana na tle
innych koleżanek, ale coraz bardziej mi to nie wystarcza. Chcę być podziwiana
i zdobywana, bo to niesie ze sobą specyficzny dreszcz emocji. Nie unikam
kontaktu z facetami do tego stopnia, że wręcz zaczynam go szukać. Zaczynam
myśleć który z nich jest na tyle atrakcyjny, że chciałabym się z nim umówić,
może wręcz poromansować.
Chyba jestem nienormalna - wydaje mi się, że tego bym chciała, ale
jednocześnie gdy mam okazję, gdy ktoś robi mi konkretne propozycje wiem, że
nic złego nie zrobię, nie zdobędę się na żadną zdradę i zaczynam się
zastanawiać po co ja to robię? Po co prowokuję niektore sytuacje, które mogą
bz bezsprzecznie odebrane przez facetów jako otwartość na jakieś romansidło,
podczas gdy potem sama się zastanawiam po co to robię, bo w zasadzie niczego
mi nie brakuje!
Powiedzcie mi, czy to normalne i czy Wy też tak czasem macie? Bo potem ja mam
deprechę, że albo coś mi nie wyszło z "kochankiem" tak jak chciałam, albo że
on liczy na więcej niż ja mam ochotę. Pojechany problem.