krab1123
31.10.06, 13:52
Może jest tu ktoś kto doradzi mi co mam zrobić,a może spowoduje,że spojrzę z
boku na swój problem, z większym obiektywizmem.Mam 33 lata.Mam synka 6
letniego z poprzedniego nieudanego związku(mały go nie pamięta).Od ponad 2
lat jestem z mężczyzną,którego wydaje mi się że kocham.Jednak moj mężczyzna
przez 2 lata nie nawiązał żadnego kontaktu z dzieckiem.Nie rozmawia z nim,nie
bawi się z nim.Nawet nie zwraca na niego uwagi.Rozmawialiśmy o tym,chciałam
byśmy się rozstali,bo taki związek wydawał mi się krzywdą dla dziecka,ale moj
facet mowił,że mu na mnie zależy,że mnie kocha,że wszystko się ułoży,że
potrzebuje więcej czasu,że to sytuacja dla niego nowa no i nie jest to
sytuacja normalna.Miesiąc tamu zamieszkaliśmy razem.Myślałam,że będzie
dobrze.Jest coraz gorzej.Słyszę,że mały jest niewychowany,że robi ze mną co
chce,że go rozpuściłam itd.Mały słyszy tylko nakazy i zakazy,nic
miłego,ciepłego.Bo mój facet postanowił wziąć sprawy wychowania w swoje
ręce.Jednak od paru dni słyszę,że wprowadziłam się za wcześnie(bo to jego
mieszkanie),że to wszystko go przytłacza,że chodzi poddenerwowany,że nie umie
nawiązać kontaktu z małym i on nie wie dlaczego.W swojej pracy ma kontakt
czasem z dziećmi.Są takie z którymi dobrze mu się rozmawia a są takie z
którymi nie potrafi.Moje należy chyba do tej drugiej grupy.Chcę się
wyprowadzić,bo nie znajduję wyjścia.Jednak serce mi pęka.Dobrze mi z
nim.Przeżyliśmy wspaniałe chwile.Pragniemy się..On też cierpi,bo wie,że nie
może zmusić się by zaakceptować nie swoje dziecko.Może lepiej będzie jak się
rozstaniemy.?On liczy na to,że jak się wyprowadzę i będziemy mieszkać
osobno,to znów będziemy się spotykać i będzie jak dawniej.Ale ja chciałabym
mieć rodzinę. Czuję się zraniona,odtrącona.Czuję się żle..