Dodaj do ulubionych

prosze o pomoc....

11.11.06, 04:12
wczoraj wieczorem, moj Mezczyzna MOjego Zycia (tak mi sie wydawalo), zerwal ze
mna po niemalze 2,5 roku wspanialaego, szczesliwego zwiazku. w polowie
wrzesnia odkryałm ze flirtuje z kolezanka z pracy (bardzo namientne maile,
moze cos wiecej - zarzekał sie, ze nie..), dla mnie byla to jednak zdrada,
bardzo mocno to przezyłam. wydawało mi sie ze nie mozna upasc nizej niz ja,
zwlaszcza, ze przed ta zdrada bylo nam genialnie, myslelismy o zareczynach,
spedzialismy wspaniale wakacje, wszytsko sie nam zaczeło układac. kochalismy
sie, tak myslalam, dalam mu wiec druga szanse, bo wierzyłam, ze moze nams ie
udac, sama pragnelam do niego wrocic, on zreszta takze, twierdzil,z e poruszy
niebo i ziemie by mnie odzyskac. bardzo załował, ze mnie skrzywdzil.
wrocilismy do siebie, przez tydzien bylo cudownie, kochalismy sie, uprawialsmy
seks - to brzmi absurdalnie, jakbym nie miala wlasnego honoru, prawda?
chcialam mu pokazac jak mocno go kocham, widzialam, ze to c mi zrobil,
wpedziło go w depresje..chcialam mu pomoc, pokazac, ze go kocham, ze chce z
nim dalej byc, choc samej bylo mi trudno. spedzilysmy w sumie 2 fajne tygodnie
razem. kolejny tydzien od poczatku listopada, byl beznadziejny, on byl
zapracowany, dziwny, mialam do niego pretensje ze jestnieczuly, zimny, czułam
ze cos jest nie tak. bałam sie, ale zwałalam to na moja zaborczosc,
przewrazliwienie. spotkalismy sie na specerze, na ktorym uslyszlalam, typowe
formuki, takie jakie słyszy sie z serialach czy kiepskich filmach
milpsnych...ze on sie wypalił,z e nie ma siły kolejny raz probowac, ze cos sie
w nim wykruszyło i ze nie daje nam teraz szans (moze w pzryszlosci?), nie chce
mnie oszukiwac,z e jest wszytsko ok i ze kocha mnie tak jak
dawniej...płakal..ale twardo powiedzial nie, postanowil ze nie chce abysmy
byli z esoba, utzrymywali kontakt...nie chce zmienic zdania, choc twierdzi ze
nie przestal mnie kochac...ale czas to uleczy..ze moze lepiej abym go
znienawidzila..,z e znajde kogos lepszego...ze w sumie tomamy inne oczewkiania
i nie pasujemy do siebie, ze to nie ma szans teraz sie udac...ze probowal mnie
odzyskac, chcial z eby nam wyszlo,a le jednak nie moze (k...a, ale przecec t
on mnie zdradzil i mial odzyskiwac?! to ja chyba mam prawo do watpliwosci, nie
on! ja byłam w stanie dac nam szanse...)
wiem, brzmi to banalnie...wiem, powinnam odejsc z honorem, odtracił mnie, nie
chce mnie kchac, nie kocha...teraz ja musze sie z tego wyleczyc...

wiem tez, on de facto ma do tego prawo - przestac kogos kochac - wusmie
normalnie, 99 % ziwakzow rozstaje sie z tego powodu..takie jest zycie, prawda?

pisze to, bo msuze sie wygadac, nie wiem jak wstane jutro rano, nie wyobrazam
sobie zycia bez niego...potwornie boli mnie to,z eon mnie nie cce, nie chce
wiedziec co u mnie, nie cce ze man miec zadnego kontaktu...sam mi
powiedzial,ze tak bedzie nam lepiej...nby prawda, tylko czemu do mnei to
niedotarlo...czuje sie jak najgorsz szmata, nei wiem,co mam o tym sadzic,
zainwestowalam w ten zwiazek wszytsko, co mialam, kocham go nad zycie...czy on
jest po porstu złym czlowiekiem? czy to po prostu meska swinia? znudzialm mu
sie? za co to wszytsko?

potwornie boli mnie to ze on ze mnie zrezygnowal, z menie odtracl, choc wie,
jak mocno go kocham..nie chce mnie, nie kocha mnie, aprzynajmniej nie tak
jakkiedys (wie po co to ciagnac?), to takie proste,a jednoczsenie tak
tragicznie smutne i krzywdzace...

on chce zaczac zycie beze mnie, od nowa...mnie tez do tego zmusił...

prosze o pomoc...bardzo...
Obserwuj wątek
    • kotkaaaa Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 05:07
      jak ci mozna pomoc?
      z boku widac wyrazniej, to prawda, ale nie mam budujacych przemyslen na twoj
      temat
      chcesz pogadac?
      • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 08:46
        tak, chetnie. nie wiem co sama mam o tym myslec? czy to on wyswiadczyl mi
        przysługe, konczac to inie narazajac mnie na kolejne zdrady? nie wiem, jak mam
        ocenic jego zachowanie? czy do konca byl ze mna szczery? czy nadal jestem dl
        aniego wazna, czy jest mu mnie zal? czy mna pogardza? wydaje mi sie ze
        osmieszylam sie woczra, mowiac mu ze przeciez go kocham, nad zycie i ze
        zrobilabym wsyztsko by mu pomoc, ze moze ty tylko kryzys...ale on nigdy nie byl
        taki bezwzgledny...spokojnie nalegal abym poszla do domu, zeby skonczyc to
        spotkanie... czy moze jest po porstu s....synem, ktoremu tak naprawde nie
        zalezalo na mnie? ktoremu przestalo byc wygodnie, stalo sie zbyt ciaasno...:((((
        moglam tego wsyztskiego uniknac nie pozwalajac mu wrocic, nie słuchac jego
        prosb, abym mu wybaczyla...gdybym tego nie zrobila bylaby miesiac do przodu..
        • kotkaaaa Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 09:26
          jest ci ciezko i jeszcze dlugo bedzie
          zostaw sprawy tak jak sa, nie draz, nie probuj zrozumiec jego motywow,
          powiedzial, ze nie chce byc z toba i wez to po prostu, co ci da oprocz
          cierpienia poznanie kulisow rozstania?

          prawdopodobnie kogos ma, ale uznal, ze bedzie ci latwiej kiedy ci o tym nie
          powie, przykre wyznania zwykle ubieramy w miare lagodne slowa 'ciagle cie
          kocham, odpocznijmy, rutyna'
          • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:17
            spytalam go o to czy kogos ma, powiedzial ze nie, ze nie ma mnie co
            oszukiwac...:((( ze nie chce miec teraz na razie zadnej innej kobiety...ale
            wiecie jak to jest, pojdzie za tydzien gdzies do pubu, wyrwie jakas chetna i
            pzreleci, dla faceta to drobiazg, "wsad" jedynie..zeby o mnie szybciej
            zapomniec...:((( koszmarne jest takie poczucie odtracenia...nie jestem mu juz w
            niczym potrzebna, spuściła mnie w kubli, bo sam uzanł,z e tak bedzie dal nas
            lepiej...wczoraj jak szłam na spotkanie z nim myslalam o tym co dla niego
            zrobic, jak np sie wydepilowac,z eby mus ie podobac...w czwartek jeszcze prosil
            mnie abym odebarala w jego miszekaniu paczke - sam w tym czasie byl w
            pracy...wszytsko mialo byc ok, pozmywalam munawet,z eby mu zrobic przejemnosc
            jak wroci z roboty..:((
            • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:22
              spuściła mnie w kubli, bo sam uzanł,z e tak bedzie dal nas
              > lepiej...

              Dla niego lepiej.
              • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:25
                mam teraz uznac, ze po prostu trafilam na podlego egoiste, ktoremu sie znudzila,
                jego ukochana agusia? bo tak starsznie przezywalam jego flircik? bo jestem
                wierząca, bo moi rodzice byli na niego zli, za to co mi zrobil...bo musialby sie
                za bardzo starac :(
                • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:29
                  Nie o to chodzi, żebyś robiła z niego podłego egoistę, ale lepiej by było,
                  gdybyś nie poszła w drugą stronę i nie idealizowała go.
                • kamyk-zielony Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:56
                  > wierząca, bo moi rodzice byli na niego zli, za to co mi zrobil...bo musialby
                  si
                  > e
                  > za bardzo starac :(

                  Rodzice?! Wciągnęłaś w wasze sprawy mamusię i tatusia??? Nie ma jak osaczyć
                  faceta z każdej strony... A potem potworne zdziwienie, że koleś dał nogę:)
                  Pozdrawiam
                  • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:59
                    > Rodzice?! Wciągnęłaś w wasze sprawy mamusię i tatusia??? Nie ma jak osaczyć
                    > faceta z każdej strony... A potem potworne zdziwienie, że koleś dał nogę:)

                    A gdzie ty widzisz to "wciągnięcie rodziców" i osaczenie? To chyba normalne, że
                    rodzice są źli, jak widzą, że ich dziecko cierpi.
                    • kamyk-zielony Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:05
                      Dorośli ludzie rozwiązują swoje problemy sami bez pomocy mamusi i tatusia;) Na
                      pewno nie opowiadałabym w domu o biurowych flirtach chłopaka. Skutki są jakie
                      są:)
                      • emmanuella Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:08
                        A gdzie jest powiedziane, ze opowiadała o jego flirtach ?:) Skoro byli ze soba
                        ponad 2 lata, to rodzice zauwazyli przeciez, ze nagle przestali sie spotykac, a
                        corka jest przybita. Wiec logiczne jest, ze pytali co sie dzieje, a ona miala
                        klamac? :)
                        • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:10
                          A poza tym dlaczego miałaby to ukrywać przed najbliższymi osobami?
                          • emmanuella Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:11
                            Dokładnie :)
                            • kamyk-zielony Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:18
                              Ani ja ani wy nie wiecie jak było. Co i ile opowiadała rodzicom. Z autopsji
                              wiem, że kiedy oni zaczynają interweniować, sprawa się mocno rozjątrza. A z jej
                              postu wynika, że musieli dać chłopakowi jakoś do zrozumienia, że ich wkurza,
                              skoro rzekomo miał się ich przestraszyć, oraz jej religijności, co mnie akurat
                              bawi, bo religijne dziewczyny nie uprawiają sexu przedmałżeńskiego ani tym
                              bardziej o tym nie mówią czy piszą. Tyle:) Dalej spierajcie się same;)
                              • emmanuella Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:21
                                Dla mnie logiczne jest, ze chciała się wyżalić, a rodzice nie klaskali mu z
                                radości :) Spierać się nie mam zamiaru :)
                                • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:24
                                  Mam to samo zdanie.
                                  I nigdzie nie jest napisane, że rodzice interweniowali.
                              • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:26
                                Kamyk, a ty nie chciałabyś wiedzieć, że dziewczyna twojego syna go zdradziła?
                                Nie chciałabyś, żeby ci powiedział?
                                • kamyk-zielony Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:37
                                  Ja mam swój związek i moim obowiązkiem jest o niego dbać. Mój syn kiedyś (póki
                                  co ma 2,5 roku) będzie miał zapewne swój i jego obowiązkiem będzie o niego dbać
                                  i nic mi do tego. Ludzie się schodzą i rozchodzą z różnych przyczyn. Autorka
                                  wątku jest zapewne jeszcze bardzo młoda i nie raz jeszcze z kimś
                                  będzie,wciąganie rodziców w kłopoty (a takie zawsze się kiedyś pojawiają) jej
                                  kolejnych relacji z mężczyznami to mocno nierozsądne wyjście. Samo chlipanie w
                                  poduszkę nie wywołuje w nich chęci walki o szczęście dziecka. Ja zawsze
                                  mówiłam "pokłóciliśmy się" i mama mówiła, "łiiii tam jeszcze nie raz się
                                  popsztykacie". Gdybym opowiadała co mi dokładnie mówił, zrobił i w ogóle...
                                  koleś miałby podbite oko:)))) A tak kłóciliśmy się i godziliśmy sami. A rodzice
                                  wciąż bardzo go lubią i jego obecną żonę również:)
                                  • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:39
                                    Ale co innego zwykła kłótnia, a co innego zakończenie związku z powodu zdrady.
                                    Takie rzeczy trudno ukryć.
    • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:04
      Przed tobą miesiąc wyrwany z życiorysu, potem co najmniej parę trudnych
      miesięcy.

      Ale potem wszystko ci przejdzie, odkryjesz, że da się żyć bez niego, spojrzysz
      inaczej na świat (i na facetów :).

      W każdym razie - BĘDZIE DOBRZE!

      Teraz zajmij się sobą, idź do fryzjera, zadbaj o siebie jak jeszcze nigdy w
      życiu :), zapisz się na coś. Odwiedzaj przyjaciół. I nie kontaktuj się z nim.
      • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:22
        to samo moge powiedziec o nim: zrobi wszytsko by o mnie zapomniec...to byl moj
        pierwszy facet, pierwsza prawdziwa milosc, masa planow i marzen...sam zrestz
        amnie w nich utwierdzial..w czasie kiedy bylam na niego potwornie zła i
        rozżalona o te zdrade - mowil mi, blagal zebym wrocila..opowiedala,z e starsznie
        chcialby abym byla w ciazy, ze wtedy to bym na pewno z nim byla - to bylo
        miesiac temu!!! przemogłam sie, dalam mu szanse..po to tylko zebyznowu dostac
        kopa, zeby znowu mi dowalił...teraz chodze po domu i mysle o tym co moglam w
        sobie poprawic,z eby mnie kochal bardziej...a on w tym czasie juz planowal, ze
        ze mna zerwie..:(((

        tak naprawde to ja zawsze bede dla niego jedna z wielu, moze nawet jakas jedna z
        lepszych, milym wspomnieniem, tyle. a on zawsze bedzie w moim sercu, pierwszej
        milsoci nigdy sie nie zapomina...przeraza mnie perspektywa nauki zycia na nowo,
        bez niego..ile to tygodni smutku,zalu, placzu, złosci?
        • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:31
          a on zawsze bedzie w moim sercu, pierwszej
          > milsoci nigdy sie nie zapomina...

          Nieprawda :)


          przeraza mnie perspektywa nauki zycia na nowo,
          > bez niego..ile to tygodni smutku,zalu, placzu, złosci?

          Trochę będzie. Ale minie w końcu. On też będzie dla ciebie wspomnieniem.
        • kaktusik0 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 12:22
          > ze starsznie
          > chcialby abym byla w ciazy, ze wtedy to bym na pewno z nim byla - to bylo
          > miesiac temu!!!

          jak słyszę taki tekst to mnie mrozi. Wiem że łatwo się mówi jak nie ma się
          takiego problemu, ale dla mnie taki text przekreśla faceta. To jest strasznie
          przedmiotowe traktowanie kobiety! Nie obchodzi go czy Ty chcesz z nim być, czy
          jesteś z nim szczęśliwa, tylko to że on chce mieć Ciebie, reszta jest mało
          ważna. A dziecko jest świetną 'smyczą' dla kobiety, bo mało która się odważy
          zostać samotną matką. :/

          Mam koleżankę. Rzucił ją chłopak. Ona bardzo to przeżyła, że jak, że przecież
          było im razem dobrze, że się kochają, że plany, że... itp. Ja go nawet za dobrze
          nie znałam, ale od dawna wiedziałam że tak to się skończy. Ona go idealizowała i
          nie zauważała oczywistych symptomów, że on aż tak bardzo jej nie kochał. To jest
          częste jak się kocha...
          Nie było też tak że to ona tylko się starała w związku, czasem po kłótniach on
          też bardzo przepraszał i prosił o szansę. po tym rozstaniu ona długo płakała i
          szukała winy w sobie. A jej główną winą było to że kochała za bardzo, zbyt ślepo
          i niewłaściwego człowieka.

          Moja rada - nie idealizuj go. Zamknij ten rozdział i tyle. Wiem, że łatwo się
          mówi... Czas leczy rany. Z każdym dniem będzie lepiej. Nie szukaj w sobie winy,
          nie myśl o nim. Żyj dalej. Spotkasz kogoś kto będzie Cię bardziej kochał.
          Powodzenia i pozdrawiam
          kaktus
      • alexles Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:23
        Wstretny, okropny drań. Wycierpisz teraz się bardzo, ale za jakiś czas
        spojrzysz na sytuację i powiesz, że całe szczęście, że wtedy odszedł. Nie dawaj
        mu satysfakcji w takiej postaci, że Ty cierpisz, a on ma Cię w dupie. Olej
        gościa, choć do tego to akurat potrzeba dużo siły. Nikt nas nie skrzywdzi póki
        sami na to nie pozwolimy. Nie pozwól więc!! Zainwestuj w siebie, tak, żeby jak
        Cię spotka pożałował do końca życia, że jest takim skończonym dupkiem!! Trzymam
        kciuki. Powodzenia.
        • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:27
          on tez to przezywal, plakal wczoraj...mowil,ze nie wyobraza sobie najblizszych
          dni..a co ja mam sobie wyobrazac, po tym co uslyszalam od najwaznijeszej,
          najblizeszj osoby wmoim zyciu, z ktora dzieliam ajintymniejsze sprawy moejgo
          zycia, kto wie o mmie niemal wszytsko iw ie jak bardzo go kocham...
    • maialina1 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:26
      vea170586 napisała:

      > wczoraj wieczorem, moj Mezczyzna MOjego Zycia (tak mi sie wydawalo), zerwal ze
      > mna po niemalze 2,5 roku wspanialaego, szczesliwego zwiazku. w polowie
      > wrzesnia odkryałm ze flirtuje z kolezanka z pracy (bardzo namientne maile,
      > moze cos wiecej - zarzekał sie, ze nie..), dla mnie byla to jednak zdrada,
      > bardzo mocno to przezyłam. wydawało mi sie ze nie mozna upasc nizej niz ja,


      Jak to "nizej niz ty"?
      Nizej niz ON raczej!!
      • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:36
        chodzilo mi o to,ze wczoraj jeszcze w tym amoku, rozpaczy, prosilam go aby sie
        zastanowil, dal nams zanse, nie przekreslach naszych staran o odbudowanie
        tego..trzymala go za reke, chcialam pocalowac, o on unikal mnie jak mgł, nie
        chcial ze mna dłuzej rozmawiac..ponizylam sie najzwyczajniej...

        pomijam fakt, ze on mysli, ze postapil wobec mnie uczciwie ("przeciez nie chce
        mnie dłuzej oszukiwac!"), bo przeciez mogl mi wyslac smsa albo maila i tam to
        wszytsko wytłumaczyc - to wlasnie woczraj uslyszalam. on nie wie jak to sie
        stalo, ze przestał mnie kochac (tzn mowi, ze mnie kocha, ale nie tak jak na to
        zasługuje, z enie widzi ze mna przyszłosci - tak jak widzial kiedys)...

        wychodzi na to ze ja dalam z siebie wszystko, przełknełam zal i bół, dajac mu
        szanse a on...coz, zbyt duzo trudnosci bylo przed nim i za malo uczucia do
        mnie...ktore wygasalo juz wtedy gdy romansowal z kolezanka... smutne, z ełudział
        siebie i mnie...
        • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:38
          tzn smutne ze łudził siebie i mnie...ze da sie to naprawic.wspolnym silami i
          miloscia i wsyztskim...
        • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:40
          Oj, nie wyrzucaj sobie tak tego "poniżenia". Pod wpływem emocji robi się
          rzeczy, których by się nie zrobiło na chłodno. Zdarza się.
        • maialina1 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:42
          vea170586 napisała:

          >
          > pomijam fakt, ze on mysli, ze postapil wobec mnie uczciwie ("przeciez nie chce
          > mnie dłuzej oszukiwac!"), bo przeciez mogl mi wyslac smsa albo maila i tam to
          > wszytsko wytłumaczyc - to wlasnie woczraj uslyszalam. on nie wie jak to sie
          > stalo, ze przestał mnie kochac (tzn mowi, ze mnie kocha, ale nie tak jak na to
          > zasługuje,



          Chyba jestes jeszcz bardzo mloda, skoro nie znasz tej STAREJ JAK SWIAT
          SPIEWKI! "kocham cie ale na ciebie nie zasluguję" albo "zaslugujesz na cos
          lepszego".
          Hihihiihi, sorry ze sie smieje, ale w takie gadanie to juz nawet 16-latki nie
          wierza.
          Typowa spiewka facetow ktorzy nie kochają, ale litują sie nad placzącą
          dziewczyna.
          • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 10:52
            ....jeszcze gorzej mi sie zrobilo przez to...ale moze dzieki temu otrzezwieje.
            mam 20 lat a on 22.

            czyli co, uznac, ze w sumie to mialam szczescie, bo narezcie uwolnilam sie od
            podłego sk.....syna i omineły mnie ewentualne gorsze rzeczy w jego wykonaniu?...

            nie wyobrazam sobie nadal, co musi sie stac,ze nagle w ciagu kilku dni
            pzrestajesz kochac osobe, z ktora łaziłes po jubilerach ogladajac pierscionki
            zareczonowe..
            • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:00
              Widocznie bardzo chciał siebie przekonać, że cię kocha, ale nagle dotarło do
              niego, że to nie ma sensu.
              Albo spotyka się z tamtą dziewczyną, a ciebie okłamuje.
              • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:05
                pewnie nigdy sie nie dowiem..bylsimy naprawde szczesliwi ze soba, nasz zwiazek
                dodawal nam obojgu skrzydel...
          • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:03
            jeszcze mi mowil, ze nie jest pewien czy dobrze robi, ze moze bedzie tego
            zalowal..ale zebym sie nie nastawiala, ze znow bedziemy razem..wiem,z e to jest
            nanalnie okrutne, ale jak to sie słyszy od TEJ ukochanej osoby...coz, te słowa
            długo dzwiecza w uszach..

            nie chce byc tylko jedna z wielu dla niego..panienka, ktora znudzila sie po 2,5
            roku..(wiem,w iem, moglam sie przeciez znudzic po 20 latac i wteyd bym dopiero
            miala) złauje,z enie zerwlalam znim, jak odkyrlam zdrade, mialam czarn na
            bialym to kim dla niego jestem..juz wtedy powinnam powiedziec: zegnam.

            głupia jestem i naiwna,z e uwierzyłam ze mozemy byc razem, gdy prosil mnie o
            optymizn i wiare w nasza milosc...

            smutno mi, z ekiedys bylam KIMS a teraz jestem dla niego NIKIM, panienka, z
            ktora po posrtu spedzil wiecej czasu.
            • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:07
              Dlaczego od razu "panienką"? Nie określaj się tak.
              • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:15
                kochal mnie szalenczo przez 2 lata z hakiem -tak wczoraj mowil, ale nie wie co
                sie stalo,ze mu przeszlo, takie jest zycie podle, po prostu...

                smutne jest, to z enidgy nie dam juz mu odczuc swojej wartosci, niegdy nie
                pokaze mu jak bardzo go kocham i ile jeszcze szczescia, radosci, rozkoszy moglby
                ode mnie miec. nie chce mnie juz. mysle, z ejuz teraz jest mu lzej, ze wreszcie
                to z siebie wyrzucil, ze ma mnie z głowy i teraz sie na spokojnie bedzie
                odkochiwal, zapominal, lub romasowal z tamta dziewczyna (swoja droga starsza o 3
                lata od niego - widocznie nie bylam wystarczajoca niezalezna i doswiadczona..),
                nie bedzie zalowal, ze starcil i skrzywdzil wiele razy dziewczyne, ktora
                naprawde go kochala i miala jakas wartosc - to nawet jego matka mnie pocieszala
                jak mnie zdradzil, bardzo mnie lubila i zawsze bronila.
                • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:18
                  jeszcze ma pewnie satysfakcje, z eto on powiedzial, do widzenia, ze to on
                  wyszedlz tej sytuacji wygrany...:((( i ze to ja go prosilam o powrot...
                • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:19
                  Musisz przejść przez tę swoją żałobę, bo to jest żałoba. Ale czas leczy rany.
    • emmanuella Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:18
      Pamiętaj czas leczy rany, teraz boli, nawet bardzo, ale co nas nie zabije to
      nas wzmocni. Jestes wartosciowa dziewczyna, widocznie ten nie byl Ci pisany. A
      moze los juz szykuje dla Ciebie jakas niespodzianke? :)
      • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:22
        teraz jestem na psychicznym dnie, zagrzebana po pachy w mule...musze sie kiedys
        odbic...chciałabym aby szybko poazałował tego ze mnie stracil..a ja bylabym
        wtedy z innym, cudownym, jedynynm i tysiac razy lepszym.. wiem, ze przemawia
        przez mnie złosc,a le w tej chwili zycze mu, aby poczul to, co ja teraz, zeby
        ktos go tez tak upokorzyl. skrzywdzil mnie kilka razy, podobno wyrządzone komus
        zło, powraca ze zdwojana siła...:(((
        • emmanuella Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:24
          Zobaczysz, jeszcze mu kiedys podziekujesz, ze tak postapil :) Wiem, to brzmi
          dziwnie, ale spotkasz kogos wartosciowego, kto bedzie Ciebie wart w 100%, a
          gdybys nadal z nim byla to moglo by do tego nie dojsc. Ja sama podziekowalam
          mojemu bylemu, ze zdradzal mnie przez kilka miesiecy i otworzył mi w koncu
          oczy. Teraz jestem szczesliwie zakochana i zareczona. Masz dopiero 20 lat, cale
          zycie przed Toba.
          • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:32
            a ile sie "leczyłas" psychicznie po tamtym nieudanym zwiazku? ile czas zabrałao
            Ci dojscie do siebie i znalezienie nowego , lepszego uczucia?

            on tak samo mysli teraz o mnie, ze teraz mu jest pewnie przykro,ze mi to
            zrobil,ale za jakis czas bedzie wesoły brykał w łozku z nowa kobieta. to jest
            facet, on szybciej zapomni i znajdzie nowa milosc...opza tym ma wiecej
            doswiadczenia, jest mlodym, pracowitym, swietnie zarabiajacym prawue panem
            inzynierem z wlasnym mieszkanie...wiele dziewczyn na to poleci, a on wie jaki
            jest atrakcyjny...

            a ja z kolei jestem teraz wgnieciona w ziemie..to starsznie niszczy samoocene i
            poczucie wlasnej wartosci, przynajmniej na jakis czas...
            • emmanuella Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:36
              Nie pamiętam dokładnie, dawno to bylo, chyba ze 2 miesiace mnie trzymało. Ale
              po 4 miesiacach od zerwania poznałam mojego obecnego narzeczonego, który
              pokazał mi, że miłość naprawde istenieje. Ja tez bylam załamana, płakałam i na
              kazdym kroku widziałam tamtego. Ale zainwestowałam w siebie, zmieniłam fryzure
              i styl ubierania się (brzmi dziwnie, ale pomaga :)). Teraz mam prace, o ktorej
              marzylam, ktora uwielbiam, i wiem, ze gdybym byla z tamtym nie osiagnelabym
              tego.
            • qw994 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:42
              Wyjdziesz z tego. To normalne, że twoja samoocena spadła na łeb na szyję,
              przejdzie ci.

              Ja dochodziłam do siebie przez rok po związku.
        • vea170586 Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:28
          to jest okropne to co pisze, wiem...nie powinnam tak deprecjonowac osoby, ktora
          kocham, nawet jesli wyrzadzila mi krzywde. tylko, ze to co mnie od niego
          spotkalo sprawia,ze sama szukam w sobie winy, mysle co moglam zrobic lepiej,a z
          drugiej strony wyzwala najgorsze emocje, od ksarjnej rozpaczy, po milosci,
          naiwna nadzieje, az po nienawisc i zyczenie mu wsyztskieog najgorzszego..

          zal mi samej siebie, ze potrafil we mnie to wszystko wzbudzic...
    • tumoi Re: prosze o pomoc.... 11.11.06, 11:59
      Obydwoje macie zaledwie po "ścia" lat i choć zabrzmi to może nienajlepiej to
      statystycznie biorąc tworzyliście i tak długi związek. W tym wieku poszukuje
      się nadal swojego miejsca w życiu, w tym także tej jedynej, jedynego. Po 2
      latach rozejrzal się wokół i zobaczył, że na świecie żyje wiele innych
      dziewczyn, z którymi może być inaczej. Jestem pewna, że Ciebie bardzo kochał, w
      swych wyznaniach i planach był szczery, ale stałość uczuć (a raczej ich
      opbiekt) w tym wieku nie jest cechą charakterystyczną. W jego oczach na pewno
      jesteś nadal atrakcyjną dziewczyną, ale gdzieś odkrył kogoś kto ma inne cechy
      charakteru, inny wygląd, który mu w tej chwili bardziej odpowiada.
      Przeżyj swoją żałobę i...żyj dalej. I pewnego dnia poznasz kogoś z innymi
      cechami charakteru, z innym wyglądem i zrozumiesz dzisiejsze rozstanie.
      Powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka