Dodaj do ulubionych

Jestem szczęśliwa, ALE... :(

28.11.06, 12:23
Jestem niezwykle szczęśliwą osobą. Czasem aż do tego stopnia że idę ulicą i
usmiecham się sama do siebie z radości że wszystko jest tak jak jest.

Jest tylko jeden problem, czarna chmura, prześladuje mnie i zamienia się
powoli w obsesję: myśl o śmierci.
Ja nie chcę umierac!!
Jest tak fajnie! Dlaczego trzeba umrzeć? Co jest potem? Skończę się? Już mnie
nie będzie? Dlaczego to tak niedlugo? W najlepszym wypadku pozostaje mi
jakieś 70 lat życia. To bardzo malo. Je chcę wiedzieć co będzie potem, jestem
ciekawa świata!
Boje się śmierci.
Nie samego momentu, tylko tego "niebytu". Nie chcę "nie być". :(

Dobra, wygadalam się.
PS. Nie szukam rad, chcialam tylko się wygadać.
Obserwuj wątek
    • max.quid Dlaczego się umiera? 28.11.06, 12:27
      Bo niektórzy mają życie do dupy i śmierć to najlepsza rzecz jaka spotka ich w
      życiu :)
    • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:29
      Dlatego podoba mi się wiara w reinkarnację i wcielenia.
      Poza tym według wszystkich wszelkich nauk przyrodniczych i ścisłych energia,
      materia nie popada w niebyt. Nie znikamy z tego świata:)

      Nie martw się. Też mnie czasem dopadają takie transcendentalne przemyślenia:)
      • trypel Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:35
        Iza jeden pościk przed wyjsciem OK :)

        Własnie dlatego ze życie trwa tak krótko i po nim nie ma nic ( w każdym razie ja
        w to wierzę) trzeba je przeżyć tak jakby każdy dzień miał być ostatnim. Żeby nie
        mieć bagażu świństw które w tej ostatniej godzinie zepsują nam humor. Żyj tak
        zeby nie szkodzić innym i tak żeby Tobie było jak najprzyjemniej. Żadnego
        umartwiania i niepotrzebnych cierpień.
        I nie łudźcie się że "tam" coś jest... Niebyt i tyle
        • maialina1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:39
          trypel napisał:

          > Iza jeden pościk przed wyjsciem OK :)
          >
          > Własnie dlatego ze życie trwa tak krótko i po nim nie ma nic ( w każdym razie
          j
          > a
          > w to wierzę) trzeba je przeżyć tak jakby każdy dzień miał być ostatnim. Żeby
          ni
          > e
          > mieć bagażu świństw które w tej ostatniej godzinie zepsują nam humor. Żyj tak
          > zeby nie szkodzić innym i tak żeby Tobie było jak najprzyjemniej. Żadnego
          > umartwiania i niepotrzebnych cierpień.



          No ale jak tu się nie umartwiac skoro wiadomo że ta radość się skończy w
          okrutny sposob? :( Czyli smiercią. :(
        • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:58
          Jest:)
          Tego jestem prawie pewna. Jak mnie poznasz lepiej to Ci powiem;)

          Może życie trwa krótko i rzeczywiście należy z niego korzystać, oddychać pełną
          piersią tym życiem i nie szkodzić innym (definicja wolności).
          Ale kiedyś przekonasz się, że ma Niebytu:)
        • mahadeva Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 22:26

          masz racje, nie dziwne, ze cos mnie pcha, aby miec milosc jak najszybciej :P

          www.di.fm
      • maialina1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:37
        izabellaz1 napisała:

        > Dlatego podoba mi się wiara w reinkarnację i wcielenia.
        > Poza tym według wszystkich wszelkich nauk przyrodniczych i ścisłych energia,
        > materia nie popada w niebyt. Nie znikamy z tego świata:)
        >
        > Nie martw się. Też mnie czasem dopadają takie transcendentalne przemyślenia:)
        >


        O jak dobrze! Nie jestem sama! :)
        Anyway, przemiana w "materię" albo w chomika, tez mnie nie zadowala :(
        Może jednak poczytam cos o reinkarnacji, bo przy odrobinie szczęście będę znow
        czlowiekiem.
        Moze ta lektura podniesie mnie na duchu :)
        • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:54
          JEśli chodzi o przemiany w chomika to noł łej:)
          W reinkarnacji chodzi o to, że nie można się "cofnąć" w rozwoju. Reinkarnacja to
          dochodzenie do doskonałości przez życie. Tak jakby Czyściec był na ziemi. I nie
          mogłabyś dochodząc do formy człowieka cofnąć się "za karę" do chomika:)

          No jak będziesz zołza w tym wcieleniu to następnym razem będziesz brzydsza i
          mniej zdolna;)))))))))
          • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 13:05
            Chciałam jeszcze dodać, że nie jestem buddystką. Wierzę tylko w to, że na całym
            świecie ludzie wierzą w tego samego Boga a różnice jakie powstały i z których
            narodziły się różne religie są przyczyną innego położenia geograficznego, innej
            kultury, mentalności ludzi i czasu w jakim powstały.
            • pantarejka Do izabellaz1 28.11.06, 14:57
              Mam podobny światopogląd. Jednocześnie jestem katoliczką, bo w takiej religii
              mnie wychowano i ona najlepiej do mnie przemawia, najłatwiej mi znaleźć w niej
              siłę. Co do reinkarnacji, to myślę, że przychodzimy na świat z określonym
              zbiorem cech osobowościowych i umysłowych. Żyjemy, doświadczamy różnych
              sytuacji, uczymy się - wszystko to dla naszego dobra, byśmy stali się bardziej
              świadomi. Jeśli nie zdążymy wszystkiego się nauczyć w jednym życiu,
              przychodzimy ponownie - z innym zestawem cech - najlepszym by opanować dane
              umiejętności. W tym właśnie sensie każdy z nas ma jedno zycie. Ponownie narodzi
              się bowiem ktoś inny, nie ja, jako "ja". Zamknięte koło narodzin i śmierci
              można prerwać - dążąc do świętości, pracując nad własnym ego. Kiedy wszystkiego
              się nauczymy, kiedy będziemy gotowi wyrzęc się siebie po to, by przyjąć Stwórcę
              i pozwolić mu kierować sobą, osiągniemy tzw. niebo. W katolickiej literaturze
              mistycznej często czyta się o trzech stadiach rozwoju: oczyszczenie -
              oświecenie - zjednoczenie.
            • trypel Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:19
              Iza - nie umiem! Poważnie. Próbowałem wielokrotnie odszukać w sobie choć
              odrobinę wiary w cokolwiek poza nami i nie da rady... Jestem pewny że jestem
              takim samym kawałkiem życia jak wspomniany chomik i po śmierci mnie nie będzie.
              A raczej jedyne miejsce gdzie mogę być to mysli tych którzy mnie kochali...
              Życie płynie - jedni odchodzą..... inni przychodzą..... Chociaż wolałbym odejść
              szybko i nagle...
              • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:32
                trypel napisał:

                > Próbowałem wielokrotnie odszukać w sobie choć
                > odrobinę wiary w cokolwiek poza nami i nie da rady...

                Nie możesz szukać czegoś na siłę. To trzeba poczuć. Wierzę w słowa "nic nie
                dzieje się z przypadku, wszystko jest częścią logicznego ciągu zdarzeń, który
                dziejąc się w Tobie tworzy Ciebie wciąż na nowo". Już wiele razy spotkałam się z
                tym, że po przemyśleniach wszytko co czuje, kogo spotykam, co robię ma jakiś
                sens i po pewnym czasie okazuje się, że to był dla mojego dobra choć w danym
                momencie postrzegałam to jako przeszkodę, problem.

                Nie jestem tu na forum w stanie powiedzieć o wszystkim co sprawiło, że "wierzę"
                ale możesz mi uwierzyć, że nie mówię o czymś czego nie doświadczam.

                Nie mów, że chciałbyś odejść szybko i nagle. Wiesz jest taki niemiecki nurt w
                pedagogice nazwany pedagogiką śmierci. Specjaliści zajmują się osobami
                umierającymi itd. Wiesz kiedyś był na naszej uczelni niemiecki profesor, który
                opowiedział o swojej 7-letniej podopiecznej. Dziewczynka była śmiertelnie chora
                i cierpiała. Lekarz zapytał jej czy chce taki zastrzyk żeby zasnąć (to już były
                ostatnie chwile tego dziecka i chodziło o to żeby nie bolało). Dziewczynka
                odpowiedziała: "nie. Śmierć jest zbyt ważnym wydarzeniem żeby ją przespać".
                • trypel Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:38
                  Widzisz Iza parę lat temu pomagałem (jako firma) w warszawskim hospicjum dla
                  dzieci z nowotworem Wtedy napatrzyłem się wystarczajaco i na cierpienie i na
                  śmierć. Od tamtej pory wierzę że każdy dzień przeżyty w zdrowiu to jedyna
                  bezcenna rzecz jaką posiadamy... i wiem że nie chciałbym tak cierpieć jak te
                  dziaciaki tylko odejść szybko. I od tamtej pory wiem że jesteśmy sami jak palec
                  na tym świecie...
                  • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:45
                    Ja również pomagałam na oddziale onkologii dziecięcej w IMiD. Współorganizowałam
                    też Wigilię na tym oddziale. Właśnie siła, optymizm, wiara i dojrzałość tych
                    dzieci była tak budująca. Dzieci nie da się oszukać. Wierzę, że gdyby czuły, że
                    nic nie ma po śmierci (wiedząc, że umierają) to nie byłyby tak spokojne. Nie
                    umiem tego wytłumaczyć ale myślę, że one czuły się "bezpiecznie". Na pewno nie
                    wszyscy tak to czują ale...
                    • trypel Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:50
                      Dzieci są ufne. Wierzą w to co im się mówi. A w takiej sytuacji łatwiej
                      uwierzyć... inaczej skazały by się na starcie na nicość. Wiec wierzą i umierają
                      faktycznie nieraz z uśmiechem przez łzy.
                      Powiedziałabyś dziewczynce 11 letniej której przez ostatnie 6 lat obcinają po
                      kolei nogę, drugą nogę, rękę... i znów przerzuty że to koniec i już jej nie
                      będzie? Nie. Mówi się jej że w drugim życiu będzie miała nogi i ręce i bedzie
                      zdrowa i szczęśliwa. Bo to dziecko.
                      • izabellaz1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 16:01
                        Są też dzieci, które umierają nie rozumiejąc słów. One również zachowują się
                        inaczej.
                        Tu nie chodzi o licytację czyje zdanie jest prawdziwe. Myślę, że kiedyś zmienisz
                        zdanie a jeśli nawet nie to najważniejsze żeby być po prostu dobrym człowiekiem
                        a przekonasz się, że nie jesteś sam "po drugiej stronie życia".

                        Nie jesteś sam. Jakkolwiek to rozumiesz:)
                        • trypel Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 16:10
                          licytacja jest faktycznie nie na miejscu.
                          Nie jest faktycznie tak naprawdę ważne w co się wierzy. Albo nie wierzy. Ważne
                          jest żeby nie żałować niczego co się w życiu zrobiło. Wtedy na 100% będzie
                          łąwteij odejść a gdzie to już mniej ważne. W sumie najbardziej pasowałby mi ten
                          raj przedstawiany w islamie... stada nagich hurys przez całą wieczność :)

                          Albo idąc za Bułhakowem można powiedzieć że każdy dostanie to w co wierzy -
                          jeden nicość a inny wieczne życie :)

                          Ale na pewno nie warto sobie z tego powodu psuć życia :)
                          • limka18 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 16:13
                            no włąsnie nikt nie wie co go czeka po smierci. Moze istenieje zycie pozagrobowe
                            a moze po prostu nagle przestaniesz istniec. MOzna sobie tak gdybac ale do
                            niczego to nie prowadzi bo i tak nigdy nikt nie wygra. Zgadzam sie z przedmowca
                            ze nalezy byc dobrym człowiekiem i zyc według włąsnego sumienia.
              • karmapa5 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 29.11.06, 00:39
                trypel napisał:

                >> wolałbym odejść szybko i nagle...

                Najlepiej we śnie, jak mój dziadek, a nie krzycząc jak jego pasażerowie.
    • lewania nie jestem sama!!! 28.11.06, 12:36
      Normalnie jakbym czytala wlasny post. Czuje sie zupelnie tak samo i jestem
      przerazona wizja niebytu.
      Wierze w Boga i moja wiara przewiduje zycie po smierci, ale czasami nachodza
      mnie straszne wizje... Boje sie...
    • kalmia Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:36
      Ja również mam na tym punkcie obsesję. Strasznie boje się śmierci i tego co
      potem..ale jeszcze bardziej obawiam się smierci kogos bliskiego niż swojej
      własnej.
    • twitti Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 12:47
      wiesz, ja mam tak samo! tylko mysle tez o tym ze moi najblizsi tez nie beda zyc
      wiecznie i ze kiedys to nadejdzie!i to mnie przeraza!tez czuje ze wszystko jest
      super i boje sie ze swiat jest tak ulozony ze nie moze byc zawsze super
      niestety. RAz jest dobrze raz zle - rownowaga przyrody..
    • bez.wyksztalcenia Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 13:57
      Nie wiem, czy moge powiedziec tak, jak Ty, ze moje zycie jest takie cudowne,
      ale jest ok - i tez nie chce smierci. Swiadomosc smierci to jest cos, czego bym
      sie pozbyla. To moje zyczenie juz od dawna.
      • mahadeva Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 22:20
        na pewno jest cudowne skoro obrazasz innych na forum
      • mahadeva Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 22:20
        na pewno jest cudowne skoro obrazasz innych na forum
    • limka18 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:24
      Jak byłam mała to myslalam o takich rzeczach. Teraz o tym nie mysle. Bardziej
      martwiłabym sie smiercia moich bliskich(odpukac) nic swoja własna. Przeciez
      jesli umre, to nie bede o tym wiedziała bo mnie "nie bedzie". Trudno jest sobie
      wyobrazic swoje "niebycie", własciwie nie da sie tego wyobrazic. Wiec nie
      zawracaj sobie tym głowy
    • baler_inca Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 15:41
      A ja dostaję mdłości na samą myśl, że moja mama i TŻ mogliby umrzeć. Nie wiem,
      jak (i czy w ogóle) bym sobie z tym poradziła.
    • merda Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 16:06
      Mnie paralizuje mysl o smierci moich najblizszych bardziej niz wlasna smierc.
      Rodzice,brat,chlopak,babcia-to caly moj swiat i nie wyobrazam sobie zycia bez
      nich.
      Niestety zdarzylo mi sie juz spotkac oko w oko ze smiercia i pamietam,ze w
      tamtym momencie myslalam o wszystkim i o niczym,bylam przerazona.Preferowalabym
      smierc we snie,nie chce byc swiadoma tego,ze umieram,za bardzo boli i przeraza.
      • kaory Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 28.11.06, 22:13
        Ja ze śmiercią spotkałam się po raz pierwszy dwa i pół roku temu. Zmarła bardzo
        bliska mi osoba, pogrzebu prawie nie pamiętam, nie chciałam jej widzieć w
        trumnie, choć wszyscy mówili, że tak trzeba. Dziś już nie płaczę na samą myśl o
        tym, że tej osoby już nie ma na tym świecie, ale wiem i czuję jej opiekę.
        Odeszła, ale jest ze mną w inny sposób. Często mi się śni, ale taka jaką ją
        pamiętam z najlepszych, najszczęśliwszych dni. W naszej kulturze nie ma miejsca
        da śmierci, zepchnięta została do tematów tabu. Ważne jest żeby być pięknym,
        szczęśliwym, modnie ubranym itd., itp. Kiedyś ludzie umierali w domu we własnym
        łóżku, otoczeni miłością i szacunkiem. Często zastanawiam się jak oswoić swoje
        dzieci z myślą, że wszystko przemija i my kiedyś też przeminiemy. Ale jak mam to
        zrobić skoro sama boję się śmierci, nie swojej, ale mich najbliższych. A teraz
        to chyba jeszcze bardziej, bo wiem jak to boli i nigdy boleć nie przestaje.
    • rozowakotka Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 29.11.06, 00:35
      A mnie sie przypomnialy slowa, ktore powiedziala ponoc Hanka Bielicka, gdy
      lezala bardzo chora w szpitalu, na kilka tygodni przed smiercia: ze chcialaby
      juz umrzec, bo jest tak bardzo zmeczona zyciem. Boicie sie smierci, bo jestescie
      jeszcze mlodzi i w pelni sprawni, sami mozecie wokol siebie wszystko zrobic.
      Jednak gdy bedziecie mieli te 80 powiedzmy lat, juz tej sprawnosci, tego zdrowia
      pewnie nie bedzie. Mozliwe, ze inni beda musieli sie wami zajmowac, bo sami nie
      dacie rady sie nawet ubrac - kto wie? Na starosc czesto wszystko boli itp. Czy w
      takiej sytuacji smierc nie wydaje sie wybawieniem? Ja chcialabym zyc dopoki sama
      dam rade przy sobie wszystko zrobic. Nie chcialabym aby inni musieli sie mna na
      starosc zajmowac przy robieniu codziennych czynnosci.
      • maialina1 Re: Jestem szczęśliwa, ALE... :( 29.11.06, 08:53
        To prawda. Madre slowa.
        Problem tylko w tym ze niektorzy umieraja mlodo. I to jest dopiero okrutne! Np.
        kobiety w wieku 30 lat rozkladaja sie zywcem na raka, male dzieciaki sa
        zabijane przez samochody na ulicy...
        Pewnie gdyby udalo mi sie dozyc tej osiemdziesiatki, to inaczeh bym mowila. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka