Dodaj do ulubionych

do czego potrzebny jest wam ten slub?

    • asienka95 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 21:41
      Puzzing 11
      Nic dodać, nic ująć.
      Świetnie to napisałaś!
      Smaczny post - mniam. :-)


    • michailgorbaczov re: po co slub 03.01.07, 21:47
      do zalegalizowania prawnego związku dwojga ludzi ( u nas kobiety i mężczyzny),

      Gdyby zbadać mężatki czy jeszcze raz mając możliwość wyboru wyszły by za mąż to
      mieli byśmy prawdziwy obraz.

      Również i facetów trzeba spytać.

      Wyniki będą oczywiste.

      Ostatnio przyszedł do mnie kumpel który sie okajtał, wchodzi po schodach i pytam
      go jak tam po drugiej stronie, mowie " stary nie żeń się (2 m-ce po ślubie)" ale
      gdy wszedł do pokoju zobaczyl moja partnerke a ona sie go pyta :

      Jak tam stary jest po tej 2 stronie i co odpowiedział ?

      Wspanieale wręcz rewelacyjnie ! bo i co miał jej powiedzieć

      • framp Re: re: po co slub 03.01.07, 22:21
        wiesz co gorbaczov? myślę że straszny szczeniak z ciebie sądząc po twoich
        postach a ich ilość i zaangażowanie w temat świadczą chyba, że chyba twoja
        partnerka ciągnie cię do ślubu a ty ją po prostu olewasz! tak naprawdę niewiele
        wiesz o ludziach i związkach, wątpię czy w którymś byłeś dłużej niż parę
        miesięcy, bo inaczej byś wiedział, że ludzie będąc ze sobą obojętnie w jaki
        sposób mogą mieć kryzysy, może nawet w małżeństwach jest ich wiecej, ale to nie
        przekreśla ich wartości. może jeszcze nie spotkałeś nikogo (przypuszczam że
        przez młody wiek) kogo byś autentycznie szanował i chciałbyś rzeczywiście
        poślubić, więc pleciesz jak ślepy o kolorach. jak spotkasz, to będziesz
        wiedział, że dlaczego warto mimo ryzyka rozwodu, mimo opinii kolegów - idiotów,
        którzy wygłaszają o swoich związkach podobne opinie, co samo w sobie jest
        żenujące i jest powielaniem utartych opinii, tak naprawdę kolega pewnie jest
        szczęśliwy, tylko trzyma jakiś głupi fason niepojęty dla normalnych ludzi.
      • lonza Re: re: po co slub 03.01.07, 22:28
        A ja właśnie dzisiaj skonstatowałam, że za rok minie 20 lat, jak jestem z moim mężczyzną. Mamy dwójkę
        malutkich dzieci (2 lata, 3 miesiące) i jeśli kiedyś myśleliśmy o ślubie to tylko jak się dzieci rodziły, aby
        wszystko uregulować dla ich dobra. Na razie jednak nie było na to czasu :-) Nigdy nie zakładaliśmy opcji,
        że bez ślubu będzie łatwiej się rozstać. Po prostu zdecydowaliśmy, że będziemy razem i tak jest. Nasz
        związek przetrwał już kilkanaście małżeństw różnych naszych znajomych (niektórzy w tym czasie nie raz
        się pobierali). Jestem przekonana, że najważniejsze jest być wiernym sobie i wiedzieć ile znaczy raz dane
        słowo i podjęta decyzja. Pozdrawiam.
        • sara.24 Re: re: po co slub 03.01.07, 22:38
          Jestem przekonana, że najważniejsze jest być wiernym sobie i wi
          > edzieć ile znaczy raz dane
          > słowo i podjęta decyzja. Pozdrawiam.
          Dokładnie tak. Jeśli ludzie będa sie tego trzymać ich związek może trwać
          szczęśliwie, nieważne czy jako małżeństwo czy bez ślubu. Wszystko zależy od
          ludzi, ich uczuć i zasad, a nie formalności, publicznych przysiąg czy papierów.
          Pozdrawiam
        • edna_p Re: re: po co slub 04.01.07, 11:12
          Przez wiele lat twierdziłam, ze nie ma nic lepszego niz wolne związki! i co?
          Odmieniło mi się! Od 2 lat żyję w szczęśliwym małżeństwie, decyzja o ślubie
          pojawiła się po miesiącu bycia razem. Oświadczyny nie byly dla mnie
          zaskoczeniem, po prostu wiedziałam, ze facet chce byc ze mną po to, zebym byla
          jego żoną.
          Do ślubu dążył on, ja mogłabym jeszcze poczekac.Jednak mąż twierdził, ze on nie
          chce tak na "pół gwizdka", że chce żebysmy poczuli sie jak rodzina. Obydwoje
          byliśmy wcześniej w innych związkach,a jednak żadne z nas nie rozważało
          małzeństwa w przeszlości.
          Dlatego twierdzę, że po prostu dorasta się emocjonalnie do takiej decyzji, a i
          sprawa odpowiedniego partnera jest ważna.
          A słowa przysiegi ślubnej to nie zaklecia magiczne, same w sobie nic nie
          zmieniają, nie tworzą innej rzeczywistości!
          Dla mnie są wyrazem WZAJEMNEGO zobowiązania się, ze i w przyszłości bedę
          TROSZCZYĆ sie i STARAĆ, aby ten związek byl jak najlepszy. I z takim podejsciem
          brałam ślub!
          • bonasforza ja też 04.01.07, 12:37
            Ja też tak mam - zawsze myslalam, ze slub mi niepotrzebny, nie marzyłam nigdy w
            kąciku o białej sukience ;]. Było kilka związków, jeden bardzo poważny - a
            jakos mnie nigdy nie ciagneło do oltarza.
            Az spotkalam pana S... Błysnął niebieskim okiem, zajrzał mi w serce- i odtad
            sie nie rozstaliśmy... Porwał mnie na wakacje do Wenecji...Mowa o slubie byla
            po miesiacu, zareczyny, slub [mialam 29 lat]. Wesela nie robilismy, bo nie
            chciellismy zapraszac upoconych wujków, zeby mogli sie wódy napic - tylko male
            przyjecie dla rodziny, w wieczorem - w podróż po Toskanii, Rzymie, Kalabrii i
            Sycylii [3 cudne tygodnie]. Oczywiscie, zostalam przy panienskim nazwisku, bo
            je lubie, oczywiscie rozdzielnosc majatkowa, bo on zarabia wielokrotnie wiecej
            niz ja, a nie chce miec nic wspolnego z jego pieniedzmi; mamy wspolne
            mieszkanie, a poza tym kazde z nas ma wlasne mieszkanie. Jako prawnik, widze
            same zalety rozdzielnosci. Jest tak dobrze i słodko... i po pracy chce na
            skrzydlach leciec do naszego domku, bo tam jest on- moj cudowny mążyk...
            Oczywiscie, jest bardzo samodzielnym misiem, do głowy by nam nie przyszło,
            zebym miala mu koszule prasowac.. Sprzatamy razem, on gotuje [a ja siedze na
            kanapie, bo zwykle dluzej pracuje niz on], mis podaje obiad... Ja duzo
            wyjezdzam, tez turystycznie, czesto sama i smieszy mnie, jak ktos pyta, czy mi
            maz pozwala. NIe wyszlabym za takiego, co mysli, ze moze mi na cos pozwalac.
            Czasem rzadko sie widzimy, bo wyjazdy, ja do BArcelony, on do Egiptu nurować,
            czasem jakies delegacje- wiec jak sie widzimy, to chodzimy na randki. Kino,
            kolacja, łóżko, perfumy i piekna bielizna w prezencie [ja jemu kupuje cygara i
            inne takie].
            Jak czasem przychodze z pracy, kąpie sie i zalegam na kanapie, mązyk podaje mi
            obiad, a ja sie martwie, ze on wiecej w domu robi.. A on mowi, ze ja jestem do
            kochania ;]]]
            No to go kocham.
            A slub byl po to, zeby wiedzial, ze nie chce nikogo innego.
            Życzę miłosci wszystkim, ktorych nie spotkała taka miłosc, ze sie ciagle boja
            zdrady, wykorzystania, ze nie maja tej pewnosci, ze spotkali milosc swojego
            zycia...

            **
            Moi rodzice sa malzenstwem od 35 lat. Czasem jak ich odwiedzam, widze, ze oni
            nie moga sie ze soba nagdac... Sa dla siebie bardzo czuli i dobrzy, i zawsze
            dbaja o siebie nawzajem. Bardzo ich kocham, stworzyli mi i rodzenstwu cudny
            dom, czuły, pełen miłosci...
            **

            One of these mornings you’re gonna rise up singing
            Then you’ll spread your wings
            And you’ll take to the sky...

            • edna_p Re: ja też 04.01.07, 14:10
              Sądząc po Twojej wypowiedzi i innych pozytywnych, uważam , ze pokutuje u nas w
              kraju, nie wiadomo czemu, negatywny obraz małżeństwa. A w małżeństwie może byc
              po prostu fajnie :)
              Ja tez wracam do domu jak na skrzydłach,bo wiem, ze mąż czeka, gdy wyjeżdzam
              służbowo na prawde tęsknię, co nie znaczy,ze nie doceniam chwil spędzonych
              samej w ciekawym miejscu.
              Lubię gotować, więc mąz może liczyć na obiadki po pracy, w weekendy jego
              przyuczam do zawodu kuchcika - obiera warzywa, kroi sałatki, miesza ciasto.
              I jakoś się to wszystko kręci!
              Oczywiście, momentami brakuje mi mojej "złotej wolności", gdy w ciągu 10min
              pakowałam walizkę i jechałam gdzieś, gdzie coś ciekawego akurat sie dzialo.
              Teraz konieczne są pewne ustalenia, konsultacje:)
              Pewnie gdy zdecydujemy sie na potomstwo, jeszcze trudniej bedzie poszaleć pod
              wpływem impulsu! Ale nie tylko tym zyje człowiek.

              **********************************

              A moze jednak przykład dobrego małzenstwa wyniesiony z domu tez duzo znaczy?
              Moi rodzice są ponad 30 lat po ślubie, nadal wiekszośc czasu spedzają razem,
              wyjezdzaja w gory, chodzą na ( dla mnie nudne :)) spacery po raz setny w te
              same zakątki. I ich to cieszy!
              I tak samo, mieli i swoje wlasne życie, czasem oddzielnych znajomych, czasem
              tylko jedno z nich wyjeżdzalo z dziećmi, a drugie mogło odpocząc!

              • bonasforza Re: ja też 05.01.07, 10:51
                Pozdrawiam i zycze wszystkiego cudownego ;]
    • mahadeva Gdy ktos nie ma satysfakcji z zycia, to sie zeni:) 03.01.07, 21:55

      • asienka95 Re: Gdy ktos nie ma satysfakcji z zycia, to sie z 03.01.07, 22:10
        A co ma piernik do wiatraka?
    • ewa.stoklosa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:18
      A ja chciałabym, żeby oświadczył mi się mój chłopak, tak z własnej inicjatywy z
      miłości. Potrzebuje z jego strony zapewnienia, że chce być ze mną do końca
      życia. Dałoby mi to wewnętrzny spokój. Szkoda, że na razie jest to tylko marzenie.
      • kulka100 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:20
        do konca zycia??? hahahahaha obiecywac to mozna do konca zycia i dalej ale
        tylko obiecywac pamietaj.
        • ewa.stoklosa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:24
          wiem, ze obiecywać można wiele i niekoniecznie tych zobowiazań dotrzymywać ale
          dla mnie ślub jest swego rodzaju motywacją do walki o związek. Kiedy nie ma tego
          papierka łatwiej jest wystawić walizki partnera/ki za drzwi, przecież w koncu
          nic takiego nas nie łaczy ..., prawda ?
          • kulka100 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:27
            a jezeli facet cie zdradzi tez bedziesz walczyc. oh matko ilu facetow jest
            ktorzy zdradzaja a ile lasek. wiec oczywsice jest latwiej wystawic walizki bez
            slubu bo niby po co walczyc o gnide? w tych czasach malenzsta rozpdaja sie
            przez zdrade lub kase wiec....
            • ewa.stoklosa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:43
              Jesli okazałoby sie ze to gnida o która faktycznie nie warto walczyc to olałabym
              gościa. Po co marnowac zycie. Jednak nie można zakładac z góry że trafimy na
              potwora... kto wie może jednak osoba obok jest tą druga połówką pomarańczy :)
      • mahadeva Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:23
        Dlaczego mu sie sama nie oswiadczysz?
        • kulka100 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:25
          podobno kobieta oswidczajaca sie facetowi to jest tez ujma wedlug moherowych
          • ewa.stoklosa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:44
            ja olewam mohery :P i te ich przestarzałe teorie
        • ewa.stoklosa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:25
          staromodna jestem, niestety....
      • sara.24 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:25
        > A ja chciałabym, żeby oświadczył mi się mój chłopak, tak z własnej inicjatywy
        z
        > miłości.Potrzebuje z jego strony zapewnienia, że chce być ze mną do końca
        > życia. Dałoby mi to wewnętrzny spokój. Szkoda, że na razie jest to tylko
        marzen
        > ie.
        Skoro tego potrzebujesz, to życzę żeby Twoje marzenie się spełniło. Nie
        zapominaj tylko, że spokój który osiągniesz może być tylko pozorny, a ślub nie
        da żadnej gwarancji.
        • ewa.stoklosa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:27
          święta prawda... ja jednak naiwnie ufam ze jesli juz kiedyś zdecyduje sie na
          oświadczyny bedzie pewien ze to słuszna decyzja
          • ate120 pytanie 03.01.07, 22:48
            Do par żyjących ze sobą bez ślubu:
            Mam takie pytanie...a jak przedstawiacie się przy różnych okazjach?
            Kiedy mówicie o partnerze mówicie że to jest konkubent/konkubina, mąż/żona czy
            np. przyjaciel/przyjaciółka
            Znam takie pary i przedstawiają się jako małżeństwo. Trochę to dziwne. Jeżeli
            nie widzą nic niewłaściwego w byciu ze sobą bez ślubu,to czemu mówią o sobie
            mąż/żona a nie konkubina/konkubent.
            W końcu nie są oni małżeństwem. Przyjaciel przecież nie nazywamy każdego
            człowieka , bo nie każdy nim jest. Są ludzie obcy, znajomi, koledzy/koleżanki,
            rodzina, przyjaciele i nazywamy ich zgodnie z tym kim są.
            • ewa.stoklosa Re: pytanie 03.01.07, 22:53
              my poprostu mówimy: to jest mój chłopak, dziewczyna. Bez wstawiania zbędnej
              ściemy. Narzeczeństwem tez nie jesteśmy... a konkubent/ konkubina... brrrr
              okropne słowa ...
            • sanjose jak sie przedstawiamy 04.01.07, 11:10
              "Do par żyjących ze sobą bez ślubu:
              Mam takie pytanie...a jak przedstawiacie się przy różnych okazjach?"

              kiedys mowilam "moj chlopak", ale poniewaz lata leca ;) zaczelam mowic "moj
              partner", zauwazylam, ze wzbudzam w ten sposob mniejsze zdziwienie u ginekologa
              czy w urzedzie ;)

              z rodzina nie ma problemu, bo wszyscy z obu stron nas juz znaja dobrze i nawet
              moherowe ciocie znad morza ;) bez mrugniecia okiem nam przygotowuja wspolny
              pokoj do spania ;), a rozmawiajac np. z moimi rodzicami mowia po prostu "a M. i
              P. tez przyjada?" (a nie: " a M. z mezem tez przyjedzie?")

              przyznaje, ze jest jedna sprawa, ktora mi doskwiera, mianowicie kwestia
              mowienia "mamo" i "tato", ale to chyba temat na nowe forum

              M.
    • trzeci_kot1 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:45
      SLUB NIE JEST POTRZEBNY KOBIETOM.Z zalozenia slub ( tak bylo z moim mezem i
      mna) ma byc potrzebny obojgu ludziom chcacym przezyc reszte zycia razem.Jest
      decyzją, ktora powoduje, że cokolwiek w tej reszcie zycia sie wydarzy, ma
      zostac przezyte wspolnie.I to, ze to piszę, nie znaczy,że ślepo powtarzam i
      bezgranicznie wierzę we wszystkie madrosci Kosciola. Zycie na kocia lape z
      zalozenia zaklada "jak cos mi sie nie spodoba to moge zabrac swoje zabawki i
      wrocic do swojej piaskownicy, przeciez nie ogranicza mnie zadna przysiega,
      podpisany papier czy inna rzecz. Po slubie Trzeba sie pomeczyc zeby bylo milo;)
      I nastarac. I na kopmromisy isc.I szanowac druga strone.I jej pomagac.Nie
      twierdze rowniez ze w zwiazkach "bez" tego brakuje - Wieksza wolnosc, jak to
      niektorym sie wydaje, w zyciu bez slubu, jest pozorna.
      a propos "Jak ktoś ma odejść to i tak odejdzie" - jasne, tylko ze wlasnie o to
      chodzi, zeby ciagle sie starac i podnosic poprzeczke SOBIE,zeby te druga strone
      czyms zaskoczyc i nie pozwolic jej odejsc:)
      POzdrawiam.
      A.
    • mentice Re: Slub to wspolnota majatkowa. 03.01.07, 22:49
      Przede wszystkim.
      A sprawy przyrzekania milosci i wiernosci to sprawa drugorzedna.
      Wiec slub sie bierze, zeby pieknego dnia nie zostac golym i nagim, czy tez gola
      i naga, bo byly partner moze zaprzeczyc co jest czyje. A w razie nieszczescia,
      czyli smierci, to rodzina partnera zaopiekuje sie majatkiem.
      Nawet w krajach skandynawskich, gdzie wspolne mieszkanie bez slubu jest
      powszechne, radzone jest napiasanie testamentu, ze dziedziczy partner (dzieci
      dziedzicza zawsze pewna czesc). Bo w przeciwnym razie caly majatek zabiera rodzinka.
      • sara.24 Re: Slub to wspolnota majatkowa. 03.01.07, 22:59
        > Przede wszystkim.
        > A sprawy przyrzekania milosci i wiernosci to sprawa drugorzedna.
        > Wiec slub sie bierze, zeby pieknego dnia nie zostac golym i nagim, czy tez
        gola
        > i naga, bo byly partner moze zaprzeczyc co jest czyje. A w razie nieszczescia,
        > czyli smierci, to rodzina partnera zaopiekuje sie majatkiem.
        > Nawet w krajach skandynawskich, gdzie wspolne mieszkanie bez slubu jest
        > powszechne, radzone jest napiasanie testamentu, ze dziedziczy partner (dzieci
        > dziedzicza zawsze pewna czesc). Bo w przeciwnym razie caly majatek zabiera
        rodz
        > inka.
        Jak ktoś ma głowę na karku i choć trochę zna realia, to ze ślubem czy bez
        zabezpieczy się przed "oskubaniem". Tym, którzy bujają w obłokach żadne śluby
        nie pomogą w zabepieczeniu własnych interesów. Tak samo na lodzie może zostać
        niepracująca żona w małżeństwie w którym mąż "odpowiednio" dla siebie prowadził
        finanse jak i osoba z wolnego związku, która nie pomyślała żeby zadbać o swoje
        sprawy.
        • mentice Re: Slub to wspolnota majatkowa. 04.01.07, 00:01
          Oczywiscie, ze sie mozna zabezpieczyc,
          ale w przypadku smierci to jednak zona cos dziedziczy,
          a w przypadku luznego zwiazku nie dziedziczy nic.
          • sara.24 Re: Slub to wspolnota majatkowa. 04.01.07, 08:35
            > Oczywiscie, ze sie mozna zabezpieczyc,
            > ale w przypadku smierci to jednak zona cos dziedziczy,
            > a w przypadku luznego zwiazku nie dziedziczy nic.
            Tak jak napisałaś wcześniej, sprawę dziedziczenia najlepiej rozwiązać spisując
            testament.
    • arkadius_k Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 22:55
      ślub potrzebny jest kobiecie, aby mieć jelenia który będzie na nia pracował.
      • yagiennka Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 03.01.07, 23:10
        A to niby kobiety pracujące i na siebie zarabiające nie wychodza za mąż???? Aleś
        palnął :D
        • arkadius_k Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 09:29
          nie twierdzę że robią tak wszystkie kobiety, ale upolowanie dobrego jelenia
          jest traktowane przez część płci pięknej jako zyciowy sukces, i nie ma to nic
          wspólnego z męskim szowinizmem
      • fasolaola Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 13:45
        A czy uważasz, że jezeli kobieta wychowuje dzieci i pracuje w domu to nie
        należy jej sie "wypłata" w postaci utrzymania przez męża?
        Zaznaczam, że nie jestem zwolenniczka tego typu rodziny - tylko staram się je
        zrozumieć, ale jeżeli jakaś kobieta chce poświęcić się rodzinie (za zgodą i
        apobatą męża/partnera) i nie wpływaja jej za to co miesiąc na konto pieniądze,
        to czyż nie jest naturalnym, że pozostaje na utrzymaniu męża?
        Poza tym nie uważam, żeby mój partner był jeleniem - on sam też tak nie uważa,
        chodź zarabia więcej ode mnie i częściowo mnie utrzymuje (ma więcej pieniędzy,
        więc płaci za większą część naszych rzeczy). Nie wzięliśmy ślubu (jeszcze) a ja
        już mam przysłowiowego jelenia, o którym piszesz, więc gdzie jest sedno całej
        sprawy?:)
      • ona115 Nie chodzi o pieniądze :) 04.01.07, 16:33
        Ślub niczego nie gwarantuje, ale daje podstawy do bycia pewnym dnia następnego.
        Kiedy miedzy partnerami dochodzi do konfliktu, a narastające kłopoty wprowadzają
        mętlik i napięcia często najłatwiej podkulić ogon i zwinąć żagle - nie mówię tu
        tylko o mężczyznach - kobiety równie często uciekają..Związek małżeński sprawia,
        że przed rozstaniem porównuje się wszystkie za i przeciw.Gdyby wszystko było
        takie łatwe, proste i przyjemne najprawdopodobniej w ogóle nie szukalibyśmy tej
        drugiej połówki, bo po co.Problem w tym, że nasze zachowania przypominałyby
        zachowania zwierząt - łączyłaby nas jedynie chęć podtrzymania gatunku - na
        moment. Ale życie nie na tym polega...nie zawsze robimy to na co mamy ochotę.
        Szukanie kompromisów uczy współżycia z ludźmi (nie tylko z partnerem). Ślub
        faktycznie nie gwarantuje wierności i miłości po grób, ale więzy sprawiają, że
        wspólne rozwiązywanie problemów przyczynia się to tego, że związek staje się
        trwalszy - jeśli w porę je rozwiązujemy. Życie na kocią łapę jest złudnie
        łatwiejsze, bo można odejść kiedy się chce, ale czy na pewno chcielibyście za
        każdym razem zaczynać od nowa...? Każdy ma wady i nie jest doskonały...i to
        normalne, że po np.3 latach ktoś nam się bardziej lub mniej "nudzi", ale właśnie
        dalsza "walka" o bycie razem daje podstawy do szczęścia - jeśli w końcu się je
        osiągnie. Taką gwarancję może dać tylko ślub, gwarancję stałości i wolę walki, a
        nie ucieczki. Pozdrawiam wszystkie pary - te które są ze sobą i te które się
        rozstały - jak ja wczoraj :-( Nie było u nas żadnej trzeciej strony, przez którą
        stało się tak, a nie inaczej - nadal się kochamy - przynajmniej ja kocham i
        mimo, że to była moja decyzja liczę na powrót, bo ten facet to miłość mojego
        życia. Wiem tylko jedno, że gdybyśmy byli małżeństwem nie doszłoby do rozłąki, a
        tak niestety się stało i nie jest to niczyja wina. Podkreślam, że byliśmy
        zaręczeni i właśnie różnica między pierścionkiem zaręczynowym, a obrączką jest
        taka, że ten pierwszy daje możliwość refleksji (a zawsze są) i wtedy wątpliwości
        i lęki mogą wziąć górę. Kocham Cię Piotrusiu - mam nadzieję, że nam się ułoży -
        może razem, może osobno, ale zawsze będziesz moją miłością :) Pozdrawiam
        wszystkiech zakochanych i życzę Wam szczęścia w tym 2007 roku :). A jeśli chodzi
        o Ciebie Arku to uwierz mi, że kobiety w XXI wieku nie potrzebują faceta do
        utrzymywania - nie te czasy i nie te możliwości. Ja pracuje na siebie i nie
        pozwoliłabym się tak ubezwłasnowolnić finansowo swojemu mężczyźnie - nie zawsze
        chodzi o pieniądze...
    • yagiennka Mi osobiście do niczego, ale.. 03.01.07, 23:08
      wiesz, rodzina, tradycja itp. A tak w ogóle to co to za podejście "jak sie sobą
      znudzicie"??? Jak mam sie znudzić to po co wchodzić w taki związek. Z
      nudziarzami sie nie zadaję :) Jeszcze nigdy mi sie facet nie znudził ani ja
      jemu, raczej się zawsze rozstajemy z hukiem lub bardziej pokojowo :) Nuuda, bleee.
      • naprawdetrzezwy A nieosobiście do czego potrzebujesz? 04.01.07, 13:44
        Jestem ciekaw do czego Ci potrzebny ślub per procura?
    • gryzli więcej konkubinatów niz małżeństw się rozpada 04.01.07, 00:06
      w życiu bym nie wziął za żonę kobiety która z kims już zyła, mieszkała, jak
      normalne małżeństwo a potem sie rozeszli, bo to świadczy o niedojrzałości
      zwiążku. Jesli raz się nie udało to drugi raz skąd pewnośc że będzie inaczej??
      Ślub bierze się z przyczyn religijnych a nie żadnych innych. Jezeli ktoś ma
      wpadkę i bierze ślub z praktycznie nieznana osoba to niech nie narzeka ze mu
      sie nie udaje.
      • bateria_sloneczna Re: więcej konkubinatów niz małżeństw się rozpada 04.01.07, 00:09
        nie no pewnie, lepiej żeby nadal żyli razem choć tego wcale nie chcą i się ze sobą męczyli

        haha
      • arkadius_k Re: więcej konkubinatów niz małżeństw się rozpada 04.01.07, 09:45
        czyżbyś szukał dziewicy, normalna kobieta po 20- tce przeważnie ma za sobą
        jakiś związek, wolny związek ( tkz. konkubinat )to nie piętnio grzechu tylko
        postęp i możliwość sprawdzenia się w związku ( nie zawsze się udaje). sprobuj
        poznać kogoś kogoś chodząc za rączkę do kina. wiązać się na całe życie z komś
        kogo się widuje 3x w tygodniu przez 2 gos\dziny to jest patologia
        • sara.24 Re: więcej konkubinatów niz małżeństw się rozpada 04.01.07, 09:53
          sprobuj
          > poznać kogoś kogoś chodząc za rączkę do kina. wiązać się na całe życie z komś
          > kogo się widuje 3x w tygodniu przez 2 gos\dziny to jest patologia
          Mądrale gorszący się jak to czasem ładnie nazywają- "używanymi" dziewczynami,
          czasem później gorzko płaczą i są bardzo zdziwieni, nie rozumiejąc czemu ta
          wspaniała dziewica po jakimś czasie puszcza się z innym. A odpowiedź jest
          prosta- bo w odpowiednim czasie nie poznała trochę życia, tylko wzięła ślub z
          pierwszym który się oświadczył, licząc że chodzenie za rączkę jest dobrą
          podstawą trwałego związku.
        • gryzli jakoś zawsze trafiam na dziewice...nawet na czacie 04.01.07, 12:34
          ale ja nie szukalem nigdy nikogo na imprezach...Wartościowe osoby, szanujące
          siebie i swoją seksualność znajduje sie w innych miejscach...nie napisze jakich
          bo łowcy dziewic zaraz rozpoczna inawzje w te miejsca...
          • franczeska07 Re: jakoś zawsze trafiam na dziewice...nawet na c 04.01.07, 12:38
            i co w związku z tym???
    • polonif Przede wszystkim slub daje poczucie pewnosci!!!!!! 04.01.07, 00:45
      Dla mnie chodzenie czy narzeczenstwo jest po to aby sie rozpoznac i wtedy
      zawsze mozna zmienic decyzje ale slub dla mnie to juz swietosc. Oczywiscie chce
      kiedys ten slub ale...jak juz bede pewny czy to wlasciwa ta osoba. Wezme slub i
      bedzie posprztane w pozytywnym tego slowa znaczeniu:) Wtedy mam nadzieje,ze w
      ogole nikomu z nas mi czy mojej przyszlej zonie nie przyjdzie do glowy mysl o
      rozstaniu i bedziemy mogli w pelni zyc dla przyszlych dzieci i budowac swoja
      przyszlosc:) Pozdrawiam was....i jesli chodzi o mnie to jestem jak najbardziej
      za slubem bo on daje pewnosc i stabilizacje!
      • sara.24 Re: Przede wszystkim slub daje poczucie pewnosci! 04.01.07, 08:44
        i jesli chodzi o mnie to jestem jak najbardziej
        > za slubem bo on daje pewnosc i stabilizacje!
        Pewność daje, ale tylko złudną i pozorną. Trwałość związku zależy tylko od
        ludzi któzy go tworzą i ich chęci, a nie od tego czy był ślub czy nie. Jedni
        bez ślubu pokonają problemy i będą pracować nad udanym związkiem, a inni odejdą
        i zostawią rodzinę mimo że byli po ślubie. Ślub nie jest żadną gwarancją.
        Oczywiście jeśli ktoś czuje potrzebę zawarcia go, to jego wola.
    • framp do paru rzeczy jednak jest potrzebny 04.01.07, 01:05
      Nie jestem kobietą a uważam że ślub jest potrzebny, są to, pomijając szeroko tu
      omówione kwestie prawne i majątkowe, kwestie emocjonalne. Zgadzam się że kobiety
      silniej je odczuwają, więc pewnie częściej nalegają na ślub. ale czy facetom nie
      są potrzebne takie rzeczy jak stabilizacja i pewność drugiej strony? może nie w
      wieku 25 lat, jak większość piszących tutaj posty, ale już w wieku 35 - 40 lat
      to i owszem. Jeżeli masz partnerkę, o której wiesz, że może odejść z dnia na
      dzień, czy powierzyłbyś jej jakieś swoje ważne sprawy, np. swojej firmy? bo ja
      nie. nawet pinu do karty bym nie dał osobie, która dziś jest a jutro znajduje
      lepszego i do widzenia. wiec jak żyć pod jednym dachem z osobą, zwłaszcza dłużej
      niż kilka miesięcy, do której masz ograniczone zaufanie? nie rozumiem też
      przekonania, że rozstanie bez rozwodu jest mniej bolesne i problematyczne, bo
      moim zdaniem bardziej. rozwód przynajmniej reguluje prawo, tymczasem rozpad
      konkubinatu to czysta wolna amerykanka, każdy szarpie co jego i ktoś jest zawsze
      pokrzywdzony finansowo, pewnie zazwyczaj kobieta. i chyba oto chodzi większości
      piszących facetów - życie i dorabianie się we dwoje, a potem się wynoś, wszystko
      moje - rzeczywiście świetna propozycja dla ukochanych przez was kobiet!
      konkubinat to brak gwarancji, zarówno prawnych, materialnych jak też zwyczajnego
      poczucia bezpieczeństwa a przecież jeżeli ktoś kogoś kocha powinien takie
      poczucie bezpieczeństwa dawać, czyż nie? reasumując, wypowiadający się tutaj
      faceci unikający ślubu należą do tego gorszego gatunku mężczyzn, którym brak
      poczucia odpowiedzialności i życiowej solidności, co jest świetnie przez kobiety
      wyczuwane, myślę, że żądanie ślubu jest dla nich swego rodzaju testem. niestety,
      już kopernik twierdził, że lichy pieniądz wypiera wartościowy, więc ten
      podlejszy gatunek facetów wypiera szlachetniejszy ...
    • xtrin Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 01:06
      * bo w pewnym wieku potrzeba stabilizacji,
      * bo dziewczyną to mozna być mając lat 20, a nie 30, kochanka i partnerka
      kojarzą się tylko z seksem, a konkubina brzmi fatalnie,
      * bo dzieci,
      * bo gdy to Ten Właściwy to rozstanie jest czystą abstrakcją,
      * bo to ułatwia formalności,
      * bo jest symbolem tego, że jest się Tą Jedyną,
      * bo to mobilizuje,
      * bo czemu nie.
    • pawelcio23 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 01:19
      Z własnego doświadczenia, znajomości i obserwacji zauważam, że ogromną role w
      postrzeganiu ślubu i podejściu do niego jest środowisko w jakim się obracasz i w
      jakim żyjesz.
      I tak - jeśli wśród twojej rodziny, znajomych zdecydowana większość małżeństw
      jest szczęśliwych i udanych, to i najprawdopodobniej twoje takie będzie.
      Dlaczego? Bo miałeś i masz od kogo się nauczyć jak takie małżeństwo zbudować,
      jak o nie dbać, jak radzić sobie z problemami, masz wreszcie zrozumienie CZYM
      tak naprawdę jest małżeństwo.
      A jeśli wśród twojego otoczenia przeważają małżeństwa skonfliktowane, rozbite -
      to na jakich wzorach miałbyś zbudować własne?

      Oczywiście nie oznacza to, że od tej reguły nie ma wyjątków - oczywiście są.
      Ale reguła ta obowiązuje i dyskusja na tym forum tylko to potwierdza (np.
      przeciwnicy małżeństwa przytaczają liczby i przykłady ze swego otoczenia a
      zwolennicy ze swojego)
      • gryzli ja w całej rodzinie mam tylko 2 rozwodników 04.01.07, 01:55
        i 2 pary w konkubinacie, które albo sie wciaż kłócą i schodzą albo maja jakies
        problemy z brakiem zaufania do siebie. Wśród moich znajomych w ostatnim czasie
        (1-3 lata) było 6 małżenstw i tylko jedno jest skonfliktowane, bo żyli przed
        slubem razem a teraz ich małżenstwo wyglada gorzej, bo slub u nich niczego nie
        zmienił- wciaz mieszkaja, spią razem i robia kariery.
        • kosciotrupek małżeństwo forever! 04.01.07, 02:18
          Też uważam, że ślub jest gwarancją stabilności i wierności. Zdaję sobie sprawę z
          tego, jak to naiwnie brzmi, a jednak... No i zależy oczywiście od ludzi, którzy
          sobie składają przysięgę małżeńską, na ile poważnie traktują dane drugiej osobie
          słowo. Dla mnie i mojego męża jest to bardzo ważne, zresztą generalnie mamy
          zwyczaj dotrzymywać danego innym słowa, więc nie widzimy powodu, żeby tutaj
          miało być inaczej.
          Zastanawia mnie zresztą fakt, że nikt jakoś nie zadaje pytania o sensowność
          składania podpisu pod umową kredytową na przykład. Dlaczego nikt nie da nam
          kredytu na gębę? Można by było się tak tylko ustnie umówić z bankiem,
          ostatecznie jesteśmy ludźmi poważnymi i nikt z byle powodu nie przestanie go
          spłacać. No, a jak naprawdę nas sytuacja przyciśnie, to przecież w tym banku
          zrozumieją, że się staraliśmy i zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby ją
          (sytuację) ratować, ale się nie udało i dlatego przestajemy go spłacać. No i co?
          Podobne argumenty? Dlaczego więc nie dostajemy kredytu na słowo honoru? A to
          przecież tylko kwestia paru (tysięcy) złotych... A nie czyjegoś zaufania,
          przyjaźni, miłości, którą mnie obdarzył, planów, które zrobił, wszystkich jego
          starań w tym związku, dzieci, które się w związku pojawiły (i ich całego
          dalszego życia)... Czyżby to były o tyle mniej ważne sprawy, że tak sobie
          swobodnie nimi szafujemy: "najwyżej się nie uda..."?
          • silic Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 13:38
            Gwarancją stabilności i wierności ? :) Wolne żarty.
            Dlaczego nikt nie porównuje ślubu z umową kredytową ? Bo bank ci nie wierzy i to
            ty masz sprawę do banku a nie bank do ciebie. Jeśli obie strony sobie wierzą to
            nie ma potrzeby podpisywania niczego. Ty, rozumiem nie wierzyłaś mężowi i
            dlatego wybrałaś zabezpieczenie za pomocą ślubu.
            Zresztą, zestwienie ślubu i kredydu jest całkiem na miejscu - jedno i drugie to
            umowy finansowe z dodatkiem innych spraw. Kto nie potrzebuje kredytu nie bierze
            go, kto nie potrzebuje gwarancji finansowych nie bierze ślubu. Przysiąc można
            sobie w 4 oczy i ta przysiega jest wiążąca. Tym bardziej , że w przysiedze w USC
            nie ma zdaje się nic o wierności :).
            Ślubu wyznaniowe to już inna para kaloszy i są tylko dla wyznawców danej
            religii, nie muszą wiązać się ze skutkami finansowymi.
            • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 14:10
              silic napisał:


              > Dlaczego nikt nie porównuje ślubu z umową kredytową ? Bo bank ci nie wierzy

              wiesz co, współczuję Ci.
              Równie dobrze Twoja partnerka mogłaby postawić sprawę inaczej:
              "Chcesz seksu ze mną to sie ze mną ożeń. Co - nie ufasz mi, że będzie pięknie i
              fascynująco?
              W końcu to Ty masz sprawę do mnie - ja mogę z seksem jeszcze poczekać,
              najchętniej do ślubu."

              To samo a propos mieszkania razem.

              Związek to nie biznes, takie porównania są absurdalne.
              Zdaje się, ze wcześniej oburzałeś się co do materializmu małżonków?
              To czemu teraz zestawiasz małżeństwo z kredytem?
              To obrzydliwe!

              Od razu zaznaczam, że nie jestem zwolenniczką powyższych rozwiązań, są dla mnie
              tak samo absurdalne i obrzydliwe jak porównanie sanjose...


              >
              > Jeśli obie strony sobie wierzą to
              > nie ma potrzeby podpisywania niczego.

              Nieprawda. Ileż to już konkubin zostało z gołym tyłkiem bo się partnerzy co do
              nich rozmyślili, a one spłacały kredyty za konkubenta mieszkanie? Poświęcały
              dla niego kareiry zawodowe itp?
              A potem pluły sobie w brodę. Kobiety są w większym stopniu naiwne niż
              mężczycni, zwłaszcza zakochane....


              > Zresztą, zestwienie ślubu i kredydu jest całkiem na miejscu - jedno i drugie
              to
              > umowy finansowe z dodatkiem innych spraw.


              Nieprawda. Małżeństwo jest związkiem dwojga ludzi, nie umową finansową.
              Chyba ktoś Cię musiał mocno skrzywdzić....
              Życzę Ci, żebyś się z tego wydobył...


              > go, kto nie potrzebuje gwarancji finansowych nie bierze ślubu. Przysiąc można
              > sobie w 4 oczy i ta przysiega jest wiążąca.

              Skoro możesz przysiąc jej to czemu nie możesz powiedzieć innym - "tak, kocham
              tę kobietę, będę z nią zawsze" ?
              W czym problem?

              > Tym bardziej , że w przysiedze w USC
              > nie ma zdaje się nic o wierności :).

              jest
              • sara.24 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 14:20
                > Nieprawda. Ileż to już konkubin zostało z gołym tyłkiem bo się partnerzy co
                do
                > nich rozmyślili, a one spłacały kredyty za konkubenta mieszkanie? Poświęcały
                > dla niego kareiry zawodowe itp?
                > A potem pluły sobie w brodę. Kobiety są w większym stopniu naiwne niż
                > mężczycni, zwłaszcza zakochane....
                Tu sytuacja nie zależy od tego czy jest ślub czy go nie ma, ale od tego czy
                ktoś jest rozsądny i potrafi zadbać o własne interesy. Każda kobieta- czy żona
                czy konkubina, godząc się na bycie na utrzymaniu męża, nie pracując, ponosi
                spore ryzyko i jeśli facet się rozmyśli to może zostać z niczym. Kiedy ktoś nie
                polega całkowicie na drugiej osobie, ma własne finanse, pracuje, potrafi
                odpowiednio ułożyć kwestie materialne, nie grozi mu pozostanie z gołym tyłkiem.

                > > Tym bardziej , że w przysiedze w USC
                > > nie ma zdaje się nic o wierności :).
                >
                > jest
                W którym miejscu??
                • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 14:45
                  sara.24 napisała:


                  > Tu sytuacja nie zależy od tego czy jest ślub czy go nie ma, ale od tego czy
                  > ktoś jest rozsądny i potrafi zadbać o własne interesy.


                  To też. Ale rozwodząca się żóna ma prawo żądać w takiej sytuacji części majątku
                  i alimentów na SIEBIE i dzieci.
                  Była konkubina - tylko na dzieci, do majątku nie ma żadnych praw.


                  > Każda kobieta- czy żona
                  > czy konkubina, godząc się na bycie na utrzymaniu męża, nie pracując, ponosi
                  > spore ryzyko i jeśli facet się rozmyśli to może zostać z niczym.

                  Może, jeśli mają rozdzielność. Jeśli nie - ma spore szanse na to, żeby nie
                  zostać z niczym
                  • sara.24 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 17:15
                    > To też. Ale rozwodząca się żóna ma prawo żądać w takiej sytuacji części
                    majątku
                    > i alimentów na SIEBIE i dzieci.
                    > Była konkubina - tylko na dzieci, do majątku nie ma żadnych praw.
                    Była żona może żądać alimentów dla siebie tylko w wyjątkowych sytaucjach, kiedy
                    znajduje się w niedostatku, nie może podjąć pracy z powodu choroby, braku
                    wykształcenia. W praktyce mogą na nie liczyć starsze kobiety które długie kata
                    zajmowały się tylko domem, a nie np. zdrowa 30-latka która może sama podjąć
                    pracę. Inna sprawa to, że alimenty w Polsce mają najczęściej taką wysokość, że
                    nie da się za nie utrzymać.

                    > Jeśli nie - ma spore szanse na to, żeby nie
                    > zostać z niczym
                    Oczywiście, że byłej żonie należy się część majątku, ale nierzadko musi się
                    długo szarpać przed sądem żeby to uzyskać. W lepszej sytuacji może być kobieta
                    po wolnym związku, która odpowiednio zadbała o swoje sprawy i nie potrzebuje
                    sądu żeby przynał jej to co się należy.
                    Różnie w życiu bywa, nie zawsze jest tak jak się wcześniej spodziewało. Powinno
                    się w odpowiednim czasie zadbać o przyziemne sprawy, nie opierać się całkowicie
                    na drugiej osobie, żeby później nie zostać z niczym.
                  • silic Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 18:59
                    Ewik_75, i kto tu pisze o finansach ? :) A gdzie wzniosłoś i wiara w drugą osobę ?
                    Czy jednak obrzydliwy materializm nie pozwala o sobie zapomnieć ? ...
                    • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 22:05
                      silic napisał:

                      > Ewik_75, i kto tu pisze o finansach ? :) A gdzie wzniosłoś i wiara w drugą osob
                      > ę ?

                      ;)))) U mnie jest! Ja podpisałam intercyzę ;)))
                      A powyższy post napisałam, zeby wyprostować to, co napisała sara.24 i tylko tyle ;)

                      > Czy jednak obrzydliwy materializm nie pozwala o sobie zapomnieć ? ...

                      Jego czy jej? W opisanej sytuacji, czyli:
                      1/ razem mieszkaja
                      2/ maja dzieci
                      3/ ona rezygnuje z pracy bo umowili sie, ze ona poswieci sie dzieciom, domowi i
                      rodzinie
                      4/ on ja utrzymuje, to:

                      w sytuacji, jesli byliby małżeństwem Ona miałaby prawo do czesci majatku
                      w sytuacji, gdy jest konkubina nie nalezy jej sie nic - ot, dorosla jest,
                      pracowac jej sie nie chce i tyle.

                      Piszesz, ze jesli ona domaga sie malzenstwa, to jest materialistka.
                      A On - odmawiajac, niby nie jest ??? W razie czgeo puszcza ja w skarpetkach i
                      bez grosza przy duszy, i to jest ok?
                      Jak to jest z tym materializmem ????
              • silic Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 18:33
                > Równie dobrze Twoja partnerka mogłaby postawić sprawę inaczej:
                > "Chcesz seksu ze mną to sie ze mną ożeń. Co - nie ufasz mi, że będzie pięknie i
                >
                > fascynująco?
                Nie ma potrzeby współczucia.
                Oczywiście że mogłaby tak powiedzieć, ale wtedy nie byłaby moją partnerką.
                Seks jest elementem (dla mnie) poznania 2 osoby. W ciemno nie wiązałbym się z
                nikim. Jeśli nie chciałaby mieszkać ze mną przed ślubem to po ślubie też bym nie
                nalegał. Zresztą - jakim ślubie :)

                Właśnie zestawienie małżeństwa z kredytem jest konsekwencją moich przekoniań
                odnośnie materializmu tej instytucji. Uważam że motywy materialne są głównym
                powodem wzięcia ślubu. Zresztą, przyznaje to większość kobiet, jeśli przyprze
                się je do muru pytaniami.
                Małżeństwo jest umową finansową. Ciekawe ile osób brałoby ślub gdyby nie szły za
                tym jakiekolwiek konsekwencje finansowe ? Chyba bardzo byś się zdziwiła.
                > Skoro możesz przysiąc jej to czemu nie możesz powiedzieć innym - "tak, kocham
                > tę kobietę, będę z nią zawsze" ?
                > W czym problem?
                Ja mogę to powiedzieć innym, nie mam z tym problemów. Tylko czemu akurat mam to
                mówić urzędnikowi w USC ? Pani w mięsnym też mam to powiedzieć ? Mogę to obiecać
                jej przed obliczem rodziny, znajomych. Urzędnik USC to już jest ta część umowy
                finansowej, to jest materialistyczna twarz uczucia.

                A dla ciebie specjalnie teks przysięgi z USC:
                "Świadoma(y) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny
                Uroczyście oświadczam, że wstepuje w związek
                małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było
                zgodne, szczęśliwe i trwałe."

                Wierności nie uświadczysz... :)
                • rybi80 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 18:36
                  Przysięga kościelna jest pod tym względem lepsza:-)
                  • silic Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 18:56
                    Choć jestem niewierzący to doceniam istotę ślubu wyznaniowego. Jest tam
                    przysięga dla drugiej osoby i tylko to. Nia ma nic o pieniądzach, majątku,
                    prawach itd. Tym zajmuje się ślub cywilny, który daje małżonkom pewne prawa i
                    ułatwienia narzucając także obowiązki. Dlatego dla mnie domaganie się ślubu jest
                    tylko pogonią za finansami. Nie wykluczam wzięcia ślubu z tych właśnie powodów (
                    jeśli będę tych przywilejów potrzebował). Śmieszy mnie zwyczajnie przypisywanie
                    ślubowi cywilnemu otoczki wzniosłości, następnego etapu, lepszego życia,
                    gwaranta zwiazku itd.
                    • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 21:58
                      silic napisał:

                      > Nie wykluczam wzięcia ślubu z tych właśnie powodów
                      > (
                      > jeśli będę tych przywilejów potrzebował).

                      Kurcze, siic, napisz mi prosze, jakiez to przywileje mi przysluguja??? Bom
                      mezatka i moze mi cos umyka, kurcze? ;)
                      Oprocz, oczywiscie, mozliwosci odwiedzania w szpitalu i odbierania poczty....
                      • silic Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 23:07
                        Większość jest zwiazna z dziećmi. Dziecko w zwiazku jest automatycznie moje,
                        mogę zgłosić jego urodzenie, współdecydowanie o rodzinie, władza rodzicielska (
                        jesteś kobietą więc masz lepiej :)), wspólne rozliczenia, możliwość decydowania
                        o partnerze w wypadku jego niedyspozycji, sąsiadki dają żyć mojej partnerce ;),
                        odwiedzanie w szpitalu.
                        • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 09:44
                          silic napisał:

                          > Większość jest zwiazna z dziećmi.

                          Zaraz, zaraz... ja pytałam o kobiece przywileje, na które tak się chętnie
                          powołujesz, nie o dzieci!!! nie wycofuj się rakiem!

                          > Dziecko w zwiazku jest automatycznie moje,
                          > mogę zgłosić jego urodzenie, współdecydowanie o rodzinie, władza rodzicielska

                          No dobra, ale gdzie te kobiece przywileje? Piszesz teraz o mężczyźnie!


                          > jesteś kobietą więc masz lepiej :)),

                          dlaczego??? Jak lepiej? Z czego to wynika? lepiej w stosunku do czego/kogo?
                          proszę o szczegóły!


                          > wspólne rozliczenia,


                          Możesz - nie musisz... No i pytam raz jeszcze - gdzie ten przywilej
                          kobiecy ?????


                          możliwość decydowania
                          > o partnerze w wypadku jego niedyspozycji,

                          To chyba dobrze? Ale to jest korzysc dla obu stron, nie tylko dla kobiety!

                          sąsiadki dają żyć mojej partnerce ;),

                          Hehehe ;)))) I to ma być "przywilej finansowy" ????

                          > odwiedzanie w szpitalu.

                          Jak wyżej - korzyść obu stron.

                          Oj, silic, silic...
                          Tyle napisałeś o "umowie finansowej", "ochronie kobiety przez prawo", "prawo
                          daje przywileje kobiecie, nie mężczyźnie", "materialnej stronie" itp...
                          A jakprzychodzi co do czgeo to piszesz o szpitalu i sąsiadkach....
                          Czyżby argument "finansowy" z palca był wyssany.... ?
                          Hmmmm.....
                          Gubisz się, silic, oj gubisz.....
                          • silic Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 11:23
                            Kobiece przywileje? A gdzie ja to napisałem? Ślub daje praktycznie symetryczne
                            prawa jemu i jej , tylko kobietom dużo bardziej na nich zależy (wnioskuje na
                            podstawie zasłyszanych i przeczytanych opini).
                            > No dobra, ale gdzie te kobiece przywileje? Piszesz teraz o mężczyźnie!
                            A jak mam pisać ? Przecież to miały być powody dla których JA wziąłbym ślub.

                            > dlaczego??? Jak lepiej? Z czego to wynika? lepiej w stosunku do czego/kogo?
                            > proszę o szczegóły!
                            Dlaczego ? Tak jest zapisane w kodeksie rodzinnym. W sytuacji bez ślubu
                            uzyskanie (jeśli tego chcę ) praw do dziecka, władzy rodzicielskiej wiąże się
                            (do uznania dziecka potrzebna jest zgoda matki) trzeba pochodzić po sądach,
                            ojcostwu można zaprzeczać ( czegoś takiego jak zaprzeczenie matczyństwa nie
                            znalazłem ;)). Po ślubie mężczyzna dostaje to dużo łatwiej, jest mniej zależny
                            od kobiety. O takie różnice mi chodziło.
                            Cały czas piszę o przywilejach małżeńskich, nie jakiś specjalnych tylko dla
                            kobiety. To jednak kobietom jakoś bardziej zależy (nie piszę o tobie, masz
                            intercyzę, choć ona tyczy się tylko majątku wspólnego), to one częściej
                            wspominają o "zostawianiu na lodzie, poszkodowanej kobiecie" itd.

                            > Tyle napisałeś o "umowie finansowej", "ochronie kobiety przez prawo", "prawo
                            > daje przywileje kobiecie, nie mężczyźnie", "materialnej stronie" itp...
                            Ewik_75 pokaż mi, gdzie napisałem "prawo daje przywileje kobiecie,nie
                            mężczyźnie". Jeśli coś takiego spłodziłem, odszczekam wiele z moich wypowiedzi.
                            Ale nie wydaje mi się bym to popełnił. Cały czas piszę o prawach małżonków, raz
                            napisałem chyba "na co ci te przywileje " ale to w sensie - tobie, jako
                            małżonkowi, części zwiazku.
                            Jeszcze raz napiszę - prawa (i obowiązki) są obustronne, tylko z jakiegoś powodu
                            kobietom bardzo na nich zależy...
                            Wspólnota majątkowa jest często tu wymieniana , mały odsetek pań zgodzi się na
                            intercyzę.
                            • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 14:30
                              silic napisał:

                              > Kobiece przywileje? A gdzie ja to napisałem?


                              Napisałeś, że "jej to daje przywileje"...

                              > Ślub daje praktycznie symetryczne
                              > prawa jemu i jej , tylko kobietom dużo bardziej na nich zależy (wnioskuje na
                              > podstawie zasłyszanych i przeczytanych opini).


                              Skoro Tobie nie zalezy, ale tez je masz, to o co Ci chodzi?


                              > > No dobra, ale gdzie te kobiece przywileje? Piszesz teraz o mężczyźnie!
                              > A jak mam pisać ? Przecież to miały być powody dla których JA wziąłbym ślub.

                              Nie, to miały być, te wielokrotnie przez Ciebie wspominane jej korzyści...




                              > Dlaczego ? Tak jest zapisane w kodeksie rodzinnym. W sytuacji bez ślubu
                              > uzyskanie (jeśli tego chcę ) praw do dziecka, władzy rodzicielskiej wiąże się
                              > (do uznania dziecka potrzebna jest zgoda matki) trzeba pochodzić po sądach,
                              > ojcostwu można zaprzeczać ( czegoś takiego jak zaprzeczenie matczyństwa nie
                              > znalazłem ;)).


                              No i tego tak się boisz? I to jest ten przywilej?


                              > Po ślubie mężczyzna dostaje to dużo łatwiej, jest mniej zależny
                              > od kobiety. O takie różnice mi chodziło.


                              No - to chyba Twój przywilej, nie jej?


                              > Cały czas piszę o przywilejach małżeńskich, nie jakiś specjalnych tylko dla
                              > kobiety.


                              No, to zmieniłeś front ;)


                              To jednak kobietom jakoś bardziej zależy (nie piszę o tobie, masz
                              > intercyzę, choć ona tyczy się tylko majątku wspólnego), to one częściej
                              > wspominają o "zostawianiu na lodzie, poszkodowanej kobiecie" itd.

                              Zaszłości... Tak bywało, gdy kobiety poświęcały się dla domu..


                              >
                              > > Tyle napisałeś o "umowie finansowej", "ochronie kobiety przez prawo", "pr
                              > awo
                              > > daje przywileje kobiecie, nie mężczyźnie", "materialnej stronie" itp...

                              > Ewik_75 pokaż mi, gdzie napisałem "prawo daje przywileje kobiecie,nie


                              Dobra, poszukam..


                              > Jeszcze raz napiszę - prawa (i obowiązki) są obustronne, tylko z jakiegoś
                              powod
                              > u
                              > kobietom bardzo na nich zależy...

                              No ok. - a co z tą umową finansową i aspektem finansowo- materialnym, na kóry
                              tak ciągle się powoływałeś.

                              > Wspólnota majątkowa jest często tu wymieniana , mały odsetek pań zgodzi się na
                              > intercyzę.


                              To inny temat. Ale to i tak tylko w przypadku rozwodu, który przecież trudno
                              zakładać przez dwoje zakochanych ludzi, prawda?
                              I czy to nie jest dopiero materialne? "Wiesz, kocham Cię, ale od mojej kasy
                              wara".
                              Chociaż my mamy akurat rozdzielność, to i tak korzystamy ze wszystkiego równo i
                              nikt nikomu niczego nie wydziela, a chozi raczej o majątek jego rodziców, który
                              kiedyś pewnie odziedziczy, a nie jego...
                              No i jest jeszcze jedno - we wspólnocie np.. Łatwiej o kredyt, są korzyści
                              podatkowe dla obojga... Może czasem warto skorzystać, choć obowiązku nie ma...
                              • silic Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 15:01
                                > Napisałeś, że "jej to daje przywileje"...
                                Pewnie tak napisałem, ale to cały czas są przywileje małżeńskie - ja nigdzie
                                (chyba) ich nie rozgraniczałem na kobiece i męskie.

                                > Skoro Tobie nie zalezy, ale tez je masz, to o co Ci chodzi?
                                Ja cały czas piszę o formaliźmie i materialiźmie ślubu jako takiego, a nie o tym
                                czy dostaję mniej, więcej czy tyle samo. Nigdzie się nie skarżyłem na to.

                                > Nie, to miały być, te wielokrotnie przez Ciebie wspominane jej korzyści...
                                Właśnie, korzyści jakie się dostaje biorąc ślub. Napisałem "Nie wykluczam
                                wzięcia ślubu z tych właśnie powodów (jeśli będę tych przywilejów potrzebował)."
                                Z powodów praw jakie daje małżeństwo. Nigdzie nie pisałem o korzyściach
                                przysługujacych tylko jej, sprawdź.

                                > No, to zmieniłeś front ;)
                                Nie, cały czas piszę o tym samym. Sprawdź. Chyba pomyliłaś moje wypowiedzi z
                                innymi osobami.

                                > Zaszłości... Tak bywało, gdy kobiety poświęcały się dla domu..
                                Ja też uważam to za zaszłość, ale wiele kobiet czuje się przymuszona do tego.

                                > No ok. - a co z tą umową finansową i aspektem finansowo- materialnym, na kóry
                                > tak ciągle się powoływałeś.
                                Ustawowa wspólnota majątkowa, prawa do alimentów, prawa spadkowe, prawa
                                wychowawcze to nie są aspekty finansowe ? To jest istota ślubu w USC. To właśnie
                                oznacza złożenie podpisu. Nigdzie nie pisałem, że jest to tylko dla kobiet, ale
                                to kobietom na tym najbardziej zależy. Mężczyźni z braku ślubu nie myślą o
                                rozstaniu, bardzo sporadycznie nalegają na ślub.

                                >a chozi raczej o majątek jego rodziców, który
                                > kiedyś pewnie odziedziczy, a nie jego...
                                Majątek dziedziczony nie podlega zdaje się wpólnocie ustawowej, art.33 "Do
                                majątku osobistego każdego z małżonków należą: ...2) przedmioty majątkowe
                                nabyte przez dziedziczenie, zapis lub darowiznę, chyba że spadkodawca lub
                                darczyńca inaczej postanowił, ", więc intercyza nie była potrzebna :)

                                > No i jest jeszcze jedno - we wspólnocie np.. Łatwiej o kredyt, są korzyści
                                > podatkowe dla obojga... Może czasem warto skorzystać, choć obowiązku nie ma...
                                I to jest istota. Akt ślubu oznacza różne prawa, może czasem warto skorzystać (
                                i dla tego bym się w określonym wypadku nad ślubem zastanowił) ,obowiązku nie ma.

                                Ślub w USC to jest taka umowa cywilno-prawna regulująca między małżonkami
                                wzajemne relacje finansowe i te związane z wychowaniem dzieci. Koniec. Niczego
                                wiecej tam nie ma. Stąd mój opór przed ślubem bo to tylko to.
                                Wyobraź sobie, ktoś , dla kogo jesteś bliska przynosi ci prezent, a ty :
                                "spiszmy może umowę, bo wiesz, niby ci wierzę że to ze szczerego serca ale
                                jakbyś się rozmyślił to ja chcę mieć papier". To podważa całe moje zangażowanie,
                                całe moje uczucie.
                                Nie chodzi mi o pieniądze przy rozwodzie, co jest czyje tylko to , że bez tego
                                papierka mi nie wierzy.
                                Ale jak pisałem jestem romantyczny.
                • rybi80 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 18:38
                  W temacie pieniędzy:komuś trzeba w życiu ufac...i jeśli nie mężowi/żonie to
                  komu?
                • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 21:50
                  silic napisał:


                  > Seks jest elementem (dla mnie) poznania 2 osoby. W ciemno nie wiązałbym się z
                  > nikim. Jeśli nie chciałaby mieszkać ze mną przed ślubem to po ślubie też bym ni

                  AAA- no widzisz! Czyli Ty stawiasz wymogi - mieszkanie razem, seks itp (zreszta
                  doskonale to rozumiem, tez takie stawialam;) )) ale jej nie pozwalasz na wlasne
                  oczekiwania - takie np jak slub... Ha! Nieladnie... To Ty podchodzisz
                  materialnie - masz wszystko - a dajesz tyle, ile sam zechcesz... Jak przestanie
                  Ci sie podobac, to zwiniesz manele i pa-pa....
                  A Twoja partnerka bedzie plakac jak dzis dziewczyna marwetta..


                  > Właśnie zestawienie małżeństwa z kredytem jest konsekwencją moich przekoniań


                  chorych - jak dla mnie.

                  > odnośnie materializmu tej instytucji. Uważam że motywy materialne są głównym
                  > powodem wzięcia ślubu.


                  Nawet, jeśli razem z intercyzą?

                  Zresztą, przyznaje to większość kobiet, jeśli przyprze
                  > się je do muru pytaniami.

                  Nawet jesli - to co w tym takiego oburzajacego, jelsi kochasz swoja partnerke,
                  ufasz jej i ani myslisz sie rozstawac?????? No to o co chodzi????

                  > Małżeństwo jest umową finansową.

                  Boze, co za bzdura...
                  Wiesz, przejrzalam nasz akt slubu - cholera, tam nic zadnych pieniadzach nie
                  ma.... Finanse - tak, owszem, troche wydalismy na wesele, slub i podroz poslubna
                  i bynajmniej nie zalujemy ;)

                  Ciekawe ile osób brałoby ślub gdyby nie szły z
                  > a
                  > tym jakiekolwiek konsekwencje finansowe ? Chyba bardzo byś się zdziwiła.

                  Moze ja, moze TY. Masz jakieś benchmarki?

                  > Ja mogę to powiedzieć innym, nie mam z tym problemów. Tylko czemu akurat mam to
                  > mówić urzędnikowi w USC ?

                  A czemu nie? Skoro mozesz kazdemu, to czemu nie urzendikowi w USC?


                  >Pani w mięsnym też mam to powiedzieć ?

                  Jeśli by Cię o to prosila i miałoby to ją uszczęśliwić, to czemu nie ???? Ja bym
                  mogła wykrzyczeć to przez megafon, albo oświadczyć na głos w autobusie MZK, i
                  mój mąż także.

                  Mogę to obieca
                  > ć
                  > jej przed obliczem rodziny, znajomych.

                  No to w czym problem? Zbierzcie sie wszyscy w jednym miejscu o jednym czasie i
                  oswiadczcie to oboje.

                  > Urzędnik USC to już jest ta część umowy
                  > finansowej, to jest materialistyczna twarz uczucia.

                  Po pierwsze - skoro tak Ci to przeszkadza - podpisz intercyze.
                  Po drugie - znacznie bardziej materialistyczne jest pozostawanie w wolnym
                  zwiazku, ktory z tego punktu widzenia moze zakonczyc sie (jesli w ogole, of
                  korz) w znacznie bardziej krzywdzacy sposob dla jednej ze stron. To jest dopiero
                  materialistyczne!
                  Osoba, ktora kocha szczerze nie przejmuje się forsą, nie martwi rozwodem, bo po co?


                  > A dla ciebie specjalnie teks przysięgi z USC:
                  (..)
                  >
                  > Wierności nie uświadczysz... :)

                  No, to rzeczywiscie argument, zbey sie nie hajtac ;)))
                  • silic Re: małżeństwo forever! 04.01.07, 22:41
                    Ewik_75, ja szanuję twoje poglady ale mnie nie rozumiesz.
                    Nie stawiam wymogów, po prostu na czymś muszę oprzeć swój wybór tej a nie innej
                    osoby. Czy to , że chciałbym z nią rozmawiać, dowiadywać się co myśli to jakiś
                    wymóg ? Zresztą przykład mieszkania jest trochę chybiony - nie mam takiego
                    wymogu, jeśli chce mieszkać osobno to niech mieszka. Będziemy się widywać 1 w
                    tygodniu. Ciekawe czy jej wystarczy :).
                    Nie podchodzę materialnie. Piszesz tak, jakby ona do mieszkania ,seksu czy
                    czegoś tam jeszcze miała się zmuszać a to chyba także jest w jej interesie.
                    Seksić sie nie musimy, przytulać, rozmawiać, robić coś razem, znać się też nie
                    musimy. To tylko dla chcących.
                    Ona też może się zwinąć jak bedzie chciała. Ślub jej nie zatrzyma. Ja jej też
                    nie zatrzymam-z niewolnikiem nie ma życia.
                    Jak ja będę miał oczekiwania np. seksu z 4 innymi kobietami to powinna się
                    zgodzić ? Co jej szkodzi w końcu, ona tego nie bierze w tym udziału, to tylko
                    dla mnie...
                    Stawiasz ślub w roli jakiegoś "wynagrodzenia" jej za to , że jest ze mną. To
                    chyba nie tędy droga.
                    Teraz sprawa materializmu. Nie chodzi mi o intercyzę, choć ona zdejmuje wiele.
                    W akcie ślubu nie masz wypisanego wszystkiego, masz tylko słowo "ślub" a ono
                    załatwia cały materializm. Ono daje za pomocą osobnych przepisów prawa
                    dziedziczenia, prawa do majątku, dzieci, kwestie ew. alimentów dla
                    współmałżonka, kodeks rodzinny "stoi" na mężu i żonie itd. Stając się mężem i
                    żoną dostje się szereg praw (majątkowych i innych) oraz obowiazków (a bardziej
                    zabezpieczeń dla dzieci i wpółmałżonka). Zresztą, "Małżeństwo.
                    Jest to trwały, ale nie nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, powstający w
                    sposób dokładnie uregulowany postanowieniami obowiązującego prawa i rodzący
                    również dokładnie uregulowane prawem skutki oraz oparty na zasadzie
                    równouprawnienia małżonków" i te dokładnie uregulowane prawem skutki to jest
                    materializm ślubu. To o nie chodzi w ślubie a nie o potwierdzenie uczucia.
                    Przysięgać możesz lubemu wszędzie i w dowolny sposób i dla mnie jest to
                    najważniejsz przysięga. Nie potrzebuję świadków, publiczności, oprawy -
                    wystarczy mi , że ona powie, że chce spędzić ze mną życie i już. Czyniąc to
                    przed urzędnikiem USC robi się to dla tych gwarantowanych praw, bo przysięga
                    wasza nie staje się bardziej ważna.
                    > Osoba, ktora kocha szczerze nie przejmuje się forsą, nie martwi rozwodem, bo
                    >po co?
                    To po co ci te wszstkie prawa, z których wiele jest na wypadek rozejścia ?
                    Trzeba było z kochanym zwołać rodzinę do ogrodu i powiedzieć że od teraz
                    jesteście razem na wieki i chcecie to ogłosic światu. Po co dokument urzędowy,
                    po co prawne ustalenia ?
                    Moje podejście jest bardziej romantyczne - kocham cię i jestem z tobą. Liczy się
                    twoje słowo i moje, tylko one są ważne, nie chcę żadnej opieki prawa, nie chcę
                    jakiś rozwiazań "na wszelki wypadek", chcę kochać cię całe życie, nie chcę
                    brudzić tego podpisami, aktami. Najważniejsza dla mnie jest chęć w twoich
                    oczach. Jestem z tobą i boli mnie, że bez podpisu mi nie ufasz, ten podpis
                    podważa moją miłość.
                    • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 12:13


                      >Ewik_75, ja szanuję twoje poglady ale mnie nie rozumiesz.

                      Zgadza się. W dodatku mi nie pomagasz... ;)


                      > Nie stawiam wymogów, po prostu na czymś muszę oprzeć swój wybór

                      A więc stawiasz!


                      >osoby. Czy to , że chciałbym z nią rozmawiać, dowiadywać się co myśli to jakiś
                      >wymóg ?

                      Oczywiście.

                      >Zresztą przykład mieszkania jest trochę chybiony - nie mam takiego
                      >wymogu, jeśli chce mieszkać osobno to niech mieszka. Będziemy się widywać 1 w
                      >tygodniu. Ciekawe czy jej wystarczy :).

                      A widzisz... jednak masz.


                      >Nie podchodzę materialnie. Piszesz tak, jakby ona do mieszkania ,seksu czy
                      >czegoś tam jeszcze miała się zmuszać a to chyba także jest w jej interesie.


                      Pewnie, przynajmniej do pewnego momentu.

                      >Ślub jej nie zatrzyma.

                      Mylisz się. Często deklaracja, oświadczyny, zatrzymują kobietę. Czuje się
                      kochana, najważniejsza.
                      Ma tego ewidentne potwierdzenie. I odwrotnie - po kilku latach zycia razem i
                      bez takiej deklaracji albo przy zdecydowanym "nie" - kobiety odchodzą.


                      >Stawiasz ślub w roli jakiegoś "wynagrodzenia" jej za to , że jest ze mną. To
                      >chyba nie tędy droga.

                      Nie "wynagrodzenia", tylko spełnienia marzeń. Spełnienia potrzeby. Często
                      potrzeby irracjonalnej - ale palącej i bardzo ważnej.


                      >Teraz sprawa materializmu. Nie chodzi mi o intercyzę, choć ona zdejmuje wiele.

                      To o co chodzi? Skoro możesz dać jej szczęscie i nie mieć zobowiązań
                      finansowych, których tak się boisz, to jest to chyba niezły kompromis, co?

                      >W akcie ślubu nie masz wypisanego wszystkiego, masz tylko słowo "ślub" a ono
                      >załatwia cały materializm. Ono daje za pomocą osobnych przepisów prawa
                      >dziedziczenia,

                      Czy to oznacza, że odmawiasz swojej wieloleniej partnerce prawa do
                      dziedziczenia?
                      To kto tu przejawia materializm - Ty, czy ona?

                      >prawa do majątku,

                      mówisz o podziale w przypadku rozwodu? To załatwia intercyza.

                      >dzieci,

                      tzn?

                      >kwestie ew. alimentów dla współmałżonka,

                      i to tak Cie boli? To tez tylko w ptrzypadku rozwodu, wiec czemu sie tym
                      martwisz?

                      >Stając się mężem i
                      >żoną dostje się szereg praw (majątkowych i innych)


                      Jakich? Napisz prosze, konkretnie.. Pytam juz o to kolejny raz, a Ty ciagle
                      unikasz odpowiedzi... moze jej nia ma?

                      >oraz obowiazków (a bardziej
                      >zabezpieczeń dla dzieci i wpółmałżonka).

                      No i co w tym złego? nie chciałbyś zabezpieczyć swoich dzieci?


                      >Zresztą, "Małżeństwo.
                      >Jest to trwały, ale nie nierozerwalny związek mężczyzny i kobiety, powstający w
                      >sposób dokładnie uregulowany postanowieniami obowiązującego prawa i rodzący
                      >również dokładnie uregulowane prawem skutki (...) i te dokładnie uregulowane
                      >prawem skutki to jest materializm ślubu.


                      Jaki materializm??? Jakie finanse??? Jakież to skutki, które rodzą zobowiązania
                      finansowe? niechże się wreszcie dowiem!
                      Bo dużo mówisz na ten temat, ale bardzo malo konkretnie.. Jakiego rzędu te
                      finanse?


                      >To o nie chodzi w ślubie a nie o potwierdzenie uczucia.

                      jak wyżej. Poprosze so szczegóły. I jeszcze jedno - jeśli obydwoje podpisują
                      intercyzę - to o co chodzi wtedy?


                      >Przysięgać możesz lubemu wszędzie i w dowolny sposób i dla mnie jest to
                      >najważniejsz przysięga. Nie potrzebuję świadków, publiczności, oprawy -


                      A co, jeśli na potrzebuje? To juz nieważne, to się nie liczy?


                      >Czyniąc to
                      >przed urzędnikiem USC robi się to dla tych gwarantowanych praw, bo przysięga
                      >wasza nie staje się bardziej ważna.


                      To znaczy - do prawa odwiedzania w szpitalu i odbioru poczty, tak (bo w
                      zasadfzie tylko te wymieniłeś w jednym z poprzednich swoich postów)? To czemuż
                      tak bronisz swojej ukochanej tych praw?


                      >Osoba, ktora kocha szczerze nie przejmuje się forsą, nie martwi rozwodem, bo
                      >po co?

                      >To po co ci te wszstkie prawa, z których wiele jest na wypadek rozejścia ?

                      Po nico. Zupelnie mi na nich nie zależy. Nawet nie wiem, jakie one są - wiem
                      tylko bardzo ogólnie.
                      A w ogóle to mamy rozdzielność majątkową ! ;)


                      >Trzeba było z kochanym zwołać rodzinę do ogrodu i powiedzieć że od teraz
                      >jesteście razem na wieki i chcecie to ogłosic światu. Po co dokument urzędowy,
                      >po co prawne ustalenia ?

                      Jakie ustalenia?
                      Kochamy się, chcemy się pobrać! I już. On - w przeciwieństwie do Ciebie - sam
                      mi się oświadczył i nie bał się powiedzieć głośno, że mnie kocha i ze mną
                      będzie po wsze czasy.


                      >Moje podejście jest bardziej romantyczne - kocham cię i jestem z tobą.


                      Niech Ci bedzie ;)
                      uważam inaczej ;)

                      >Liczy się
                      >twoje słowo i moje, tylko one są ważne, nie chcę żadnej opieki prawa, nie chcę
                      >jakiś rozwiazań "na wszelki wypadek", chcę kochać cię całe życie, nie chcę
                      >brudzić tego podpisami,


                      Brudzić? Wiele kobiet uważa dokładnie odwrotnie.....


                      >Najważniejsza dla mnie jest chęć w twoich
                      >oczach. Jestem z tobą i boli mnie, że bez podpisu mi nie ufasz, ten podpis
                      >podważa moją miłość.

                      Widzisz - a z tej typowej strony kobiecej boli to, że nie chcesz tego
                      powiedzieć głośno, podjąć wyzwania, jakim jest małżeństwo, masz obawy i
                      najchętniej ograniczyłbyś się do wyznań w ogródku w cztery oczy.
                      "Kocham, ale....".
                      To wiele z nas boli...
                      Kto kocha, ten nie liczy jakichś tam ewentualnych alimentów - dziadowskich
                      zresztą - nie bredzi o rozwodach i podziale majątku....
                      • silic Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 13:30
                        Ewik_75, związek na czymś musi się opierać. Bez rozmów, spotkań, bliskości tego
                        zwiazku nie ma. Więc nazywanie tego wymaganiami jest przesadą.

                        > A widzisz... jednak masz.
                        A nie mam. Nie wiem czemu tak sadzisz.

                        > Pewnie, przynajmniej do pewnego momentu.
                        No i co w tym pewnym momencie się dzieje, że nagle zaczyna jej coś przeszkadzać
                        ? Co takiego się dzieje , że trzeba ślubu? Jaką to potrzebę realizuje ślub, ślub
                        po przez podpisanie dokumentu w USC ?

                        > Nie "wynagrodzenia", tylko spełnienia marzeń. Spełnienia potrzeby.
                        Spełnienia marzeń o czym ? O posiadaniu papierka czy o założeniu sukienki ?

                        > To o co chodzi? Skoro możesz dać jej szczęscie i nie mieć zobowiązań
                        > finansowych, których tak się boisz, to jest to chyba niezły kompromis, co?
                        Nie boję się. Brzydzę się tym, że ona nie wierzy w moje uczucia, brzydzę się
                        tym, że o szczerości moich intencji ma przesądzać podpisnie umowy.

                        > Czy to oznacza, że odmawiasz swojej wieloleniej partnerce prawa do
                        > dziedziczenia?
                        > To kto tu przejawia materializm - Ty, czy ona?
                        Sobie też odmawiam tego, jest po równo, chyba się zgodzisz ? Zresztą , to nie
                        jest odmawianie, to brak potrzeby. Ślub ( ten w USC) to podpisanie aktu
                        prawnego, skutkujacego na różnych płaszczyznach, głównie materialnych. Ja tego
                        nie potrzebuję, ona tak. Kto jest materialistą ?

                        > i to tak Cie boli? To tez tylko w ptrzypadku rozwodu, wiec czemu sie tym
                        > martwisz?
                        Mnie to nie boli. Ja tego nie chcę. Brzydzę się taką umową.

                        > Jakie ustalenia?
                        Te , które pojawiają się z zawarciem ślubu (prawo spadkowe, kodeks rodzinny i
                        opiekuńczy, itd. ).

                        > Widzisz - a z tej typowej strony kobiecej boli to, że nie chcesz tego
                        > powiedzieć głośno, podjąć wyzwania, jakim jest małżeństwo, masz obawy i
                        > najchętniej ograniczyłbyś się do wyznań w ogródku w cztery oczy.

                        Jakiego wyzwania? Co zmienia się po ślubie, że teraz jest to wyzwanie ?
                        Para żyjąca bez ślubu ma lepiej czy gorzej ? Jeśli tak, to w czym.
                        Ja mogę to powiedzieć głośno. Czy moje powiedzenie głośno, przed rodziną,
                        przyjaciółmi jest mniej ważne jeśli nie podpiszę papierka ? Dla ciebie zdaje się
                        tak jest. Co jest w tym papierku , którego tak pożadają kobiety, na którym tak
                        ci zależało ?
                        Nie wiem czemu robisz mi zarzut z mojego oświadczenia w 4 oczy. Ono jest dla
                        mnie najważniejsze, wiążące i szczere. Dla ciebie jest wiążący papier. Szkoda...
                        Gdyby Twój luby wiedział, że nie chcesz ślubu to pewnie by się nie oświadczył.

                        > "Kocham, ale....".
                        Ja tego nie powiedziałem. To podejście kobiet. Kocham, ale podpisz.
                        Współczuję.

                        • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 15:36
                          silic napisał:


                          > > A widzisz... jednak masz.
                          > A nie mam. Nie wiem czemu tak sadzisz.

                          Bo piszesz, że chcesz,żeby była bliskosć, rozmowy i tp. Masz oczekiwania wobec
                          związku i jej, czyli "wymogi"


                          > > Pewnie, przynajmniej do pewnego momentu.
                          > No i co w tym pewnym momencie się dzieje, że nagle zaczyna jej coś
                          przeszkadzać
                          > ? Co takiego się dzieje , że trzeba ślubu? Jaką to potrzebę realizuje ślub,
                          ślu
                          > b
                          > po przez podpisanie dokumentu w USC ?

                          Już Ci pisałam niżej - często jest top trzeba emocjonalna, irracjonalna.
                          Usłyszeć go, jak to mówi, przeżyć, wiedziec, że teraz wiąże was coś jeszcze..
                          Poczytaj sobie forum "Slub i wesele". Kobiety piszą o tym "mój najwspanialszy
                          dzień w życiu"



                          > Spełnienia marzeń o czym ? O posiadaniu papierka czy o założeniu sukienki ?

                          O slubie!


                          > Nie boję się. Brzydzę się tym, że ona nie wierzy w moje uczucia, brzydzę się
                          > tym, że o szczerości moich intencji ma przesądzać podpisnie umowy.

                          Cóż... Ona może brzydzić się tym, że myślisz tylko o sobie, że chociaż mówisz,
                          że to nic nie zmienia, to najwyraźniej jednak zmienia, skoro wijesz się i
                          móisz "obrzydliwe, umowa", "finansowe zobowiązania", "materializm", "mnie to
                          nie obchodzi", "a po co ci to", i robisz wszystko anty... Niby kochasz - ale
                          nie do końca... Może jak lupus masz cele stricte prokreacyjne? Przestajesz być
                          wiarygodny w związku...


                          > > Czy to oznacza, że odmawiasz swojej wieloleniej partnerce prawa do
                          > > dziedziczenia?
                          > > To kto tu przejawia materializm - Ty, czy ona?
                          > Sobie też odmawiam tego, jest po równo, chyba się zgodzisz ? Zresztą , to nie
                          > jest odmawianie, to brak potrzeby.


                          Twojej, Ona taką ma.
                          "po równo" byloby, gdybyście byli małżeństwem, a jedno z was odeszło.
                          A tak - to będzie zero. Jako konkubenci nie macie żadnych praw.


                          > Ślub ( ten w USC) to podpisanie aktu
                          > prawnego, skutkujacego na różnych płaszczyznach, głównie materialnych. Ja tego
                          > nie potrzebuję, ona tak. Kto jest materialistą ?

                          Ślub to zabezpieczenie praw do majątku - gromadzonego wspólnie - na wypadek
                          śmierci jednego z Was.
                          Ona chce, żebyś po niej dziedziczył - Ty nie. Kto jest materialistą ?


                          > Mnie to nie boli. Ja tego nie chcę. Brzydzę się taką umową.

                          Czemu?


                          >
                          > > Jakie ustalenia?
                          > Te , które pojawiają się z zawarciem ślubu (prawo spadkowe, kodeks rodzinny i
                          > opiekuńczy, itd. ).

                          Czyli?
                          Skoro nawet są - to OK. Łatwiej - i ptzjemniej - jest tak, niż z każdą taką
                          sprawą (testament, przyjęcie ojcostwa itp.) ciągać się po urzędach.



                          > Jakiego wyzwania? Co zmienia się po ślubie, że teraz jest to wyzwanie ?


                          Skoro nic się nie zmienia, to dlaczego uważasz że to obrzydliwe? Nic się nie
                          zmienia!

                          > Para żyjąca bez ślubu ma lepiej czy gorzej ? Jeśli tak, to w czym.


                          Ty mi powiedz. Jeśli tak samo - nie powinno mieć to dla Ciebie znaczenia.
                          Jeśli coś nie ma znaczenia, to nie bronisz się przed tym ze wszystkcih sił,
                          czyż nie?


                          > Co jest w tym papierku , którego tak pożadają kobiety, na którym tak
                          > ci zależało ?

                          Nic. ślub to nie papierek, to niesamowite przeżycie, ostateczny akt okazania
                          miłości drugiej osobie. Papierek jest tylko na marginesie... A ślub - to było
                          piękne... Życzę takich emocji każdemu.


                          > Nie wiem czemu robisz mi zarzut z mojego oświadczenia w 4 oczy. Ono jest dla
                          > mnie najważniejsze, wiążące i szczere.

                          Ale dla niej - może niewsyatrczające.
                          Ciągle piszesz "Dla MNIE" ,"MOIM zdaniem", "MNIE tego nie potrzeba", "wg MNIE
                          to obrzydliwe", a co z nia?
                          Gdzie ONA jest w tym wszystkim?




                          > > "Kocham, ale....".
                          > Ja tego nie powiedziałem. To podejście kobiet. Kocham, ale podpisz.

                          A to podejście mężczyzn: "Kocham, ale ponieważ to mi do niczego niepotrzebne, a
                          Twoja potrzeba nie jest wg mnie racjonalna, to choćby nie wiem jak była u
                          Ciebie silna, to i tak nie podpiszę i już".


                          > Współczuję.

                          Tudzież ;)
                          • silic Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 16:09
                            Wciągnąłem się w rozmowę z Tobą.

                            > O slubie!
                            A, czyli papierek nie jest potrzebny! Więc czym różni się przysięga miłości, z
                            całą oprawą, rodziną, przyjaciółmi od takiej samej przysięgi zakończonej
                            podpisaniem papierka ?
                            Czy gdyby państwo nie dawało ślubu cywilnego ( czyli brak jakichkolwiek praw i
                            obowiązków) też chciałabyś te ceremoni ? Jeśli tak, to po co nalegać na papier ?
                            Ślub kościelny nie daje żadnych praw, tylko poświadcza zgodnie z wyznaniem o
                            związku. Ślub cywilny daje prawa. Jeśli jest się niewyznaniową osobom ślub w USC
                            jest tylko dla tych praw. Dla poświadczenia swoich zamiarów wystarczy przysiega
                            w 4 oczy.

                            > "po równo" byloby, gdybyście byli małżeństwem, a jedno z was odeszło.
                            > A tak - to będzie zero. Jako konkubenci nie macie żadnych praw.
                            Po zero to jest "po równo".

                            > Skoro nic się nie zmienia, to dlaczego uważasz że to obrzydliwe? Nic się nie
                            > zmienia!
                            To ty napisałaś o "wyzwaniu", o podejmowaniu go w małżeństwie ( w
                            przeciwieństwie do życia bez ślubu ). Jakie to wyzwanie ? W czym małżeństwo jest
                            lepsze/gorsze ?

                            > Ona chce, żebyś po niej dziedziczył - Ty nie. Kto jest materialistą ?
                            Nie ja. Jeśli jej braknie to nie interesuje mnie majątek, pewnie pójdę się zabić.

                            > Nic. ślub to nie papierek, to niesamowite przeżycie, ostateczny akt okazania
                            > miłości drugiej osobie. Papierek jest tylko na marginesie... A ślub - to było
                            > piękne... Życzę takich emocji każdemu.
                            Brawo! Ślub to nie papierek, nareszcie. Należy brać śluby bez papierka, ślub to
                            przysiega a jej nie ma na papierku. Po co kobietom papierek skoro chcą ślubu ?
                            Ślub to przysiega o byciu razem, wypowiedziana w obliczu świadków, rodziny.
                            Ślub w USC to instytucja państwowa, taka mała spółka. Urzędnik w USC nie
                            poświadcza że się kochacie, poświadcza że zawarliście spółkę małżeńską.
                            Ja jestem za ślubem , za spółką nie. A ty ?

                            > Ale dla niej - może niewsyatrczające.
                            > Ciągle piszesz "Dla MNIE" ,"MOIM zdaniem", "MNIE tego nie potrzeba", "wg MNIE
                            > to obrzydliwe", a co z nia?
                            > Gdzie ONA jest w tym wszystkim?
                            Jeśli dla niej moje słowo nie jest wystarczające to nie mamy co ze sobą robić.
                            Nie widzę sensu. Czy deklarację o tym , że zrobię śnidanie też mam składać na
                            piśmie ? Jeśli ona mi nie wierzy, to lepiej niech już idzie. Wolę żyć sam niż z
                            kimś kto mi nie ufa.
                            Piszę ciągle mnie, moim itd. bo wypowiadam się za siebie, o moich przekonaniach.
                            Trudno mówić mi za kogoś.

                            > Ty mi powiedz. Jeśli tak samo - nie powinno mieć to dla Ciebie znaczenia.
                            > Jeśli coś nie ma znaczenia, to nie bronisz się przed tym ze wszystkcih sił,
                            > czyż nie?
                            Za obrzydliwe uważam zawarcie ślubu przez podpisanie papierka. Zmienia się o
                            tyle, że kobieta nagle nie może żyć bez umowy cywilno-prawnej. Ja mogę. Ja ją
                            kocham a ona chce umowy. Tylko i aż tyle.
                            • ewik_75 Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 17:17
                              silic napisał:

                              > Wciągnąłem się w rozmowę z Tobą.

                              Ja chyba też...


                              > A, czyli papierek nie jest potrzebny!

                              Bywa potrzebny, ale nie najwazniejszy.
                              Daje to, o czym wpsomniałeś, ze dla nich byłbyś ewentualnie skłonny się ozenić,
                              czyli to odwiedzanie w szpitalu etc...
                              Drobne udogodnienia w codziennym życiu, ale na pewno nie jest kluczowy.
                              Poza tym - najważniejsze jest co innego, zwłaszcza w ślubie kościelnym.


                              > Więc czym różni się przysięga miłości, z
                              > całą oprawą, rodziną, przyjaciółmi od takiej samej przysięgi zakończonej
                              > podpisaniem papierka ?

                              Tym, że jest postrzegana - przez nią i przez innych, co bywa dla kobiet bardzo
                              ważne - jako pełnoprawny związek.
                              Taki "ślub zamiast" to namiastka.
                              Ty też widzisz różnicę - nie broniłbyś się tak przecież, prawda?


                              > Czy gdyby państwo nie dawało ślubu cywilnego ( czyli brak jakichkolwiek praw i
                              > obowiązków) też chciałabyś te ceremoni ?


                              Na pewno nie na siłę.
                              Ale to było naprawdę piękne.


                              > Jeśli tak, to po co nalegać na papier
                              > ?


                              Widzisz, tak jak już pisałam wcześniej - to nie o papier chodzi.
                              Wiele kobiet nawet nie zdaje sobie sprawy z wielu prawnych aspektów ślubu.
                              One chca tego, konkretnego faceta za MĘŻA. To jest potrzeba w dużym stopniu
                              irracjonalna.


                              > Ślub cywilny daje prawa. Jeśli jest się niewyznaniową osobom ślub w USC
                              > jest tylko dla tych praw.


                              I udogodnień. I super! Będzie nam łatwiej obojgu. OBOJGU - bo jak sam pisałeś,
                              obowiązki i prawa rozłożone są po równo.
                              Ale ślub cywilny również jest piękny, jest chwilą niezapomnianą i celebrowaną w
                              równym stopniu, co kościelny czy konkordatowy,
                              przez co zaspokaja tę irracjonalną potrzebę kobiecą.


                              > Dla poświadczenia swoich zamiarów wystarczy przysiega
                              > w 4 oczy.

                              To nie to samo.


                              > > "po równo" byloby, gdybyście byli małżeństwem, a jedno z was odeszło.
                              > > A tak - to będzie zero. Jako konkubenci nie macie żadnych praw.
                              > Po zero to jest "po równo".

                              Pod warunkiem, że majątek jest równy zero.
                              Jeśli jest inaczej - a rzadko nie bywa - to strona silniejsza psychicznie a
                              bywa, że i fizycznie zawłaszcza dużą częśc.
                              A strona słabsza - zostaje z niczym. No i kto tu jest materialistą?


                              > To ty napisałaś o "wyzwaniu", o podejmowaniu go w małżeństwie ( w
                              > przeciwieństwie do życia bez ślubu ). Jakie to wyzwanie ? W czym małżeństwo
                              jes
                              > t
                              > lepsze/gorsze ?


                              Jest inne. Przejrzyj wątek, użytkownicy pisali o tym niemal w każdym poście.
                              Nie chce się powtarzać...

                              >
                              > > Ona chce, żebyś po niej dziedziczył - Ty nie. Kto jest materialistą ?
                              > Nie ja. Jeśli jej braknie to nie interesuje mnie majątek, pewnie pójdę się
                              zabi
                              > ć.

                              A jeśli Ciebie braknie? Twoja rodzina przyjdzie i odziedziczy. Bo ma prawo, a
                              ona nie ma.


                              > Brawo! Ślub to nie papierek, nareszcie.


                              To ty uparcie twierdzisz, ze to tylko umowa cywilno-prawna, tudziez finansowa.


                              > Należy brać śluby bez papierka, ślub to
                              > przysiega a jej nie ma na papierku.


                              Co to znaczy "należy"? Pozwól ludziom żyć, jak chcą.
                              Papierek często pomaga, np. w kwestii kredytów czy innych.


                              > Po co kobietom papierek skoro chcą ślubu ?

                              Jak wyżej.
                              Mają ślub + udogodnienia dla obojga małżonków w pakiecie. Pakiet "premium" -
                              dla obojga.

                              > Ślub to przysiega o byciu razem, wypowiedziana w obliczu świadków, rodziny.

                              Tudzież księdza, tudzież urzędnika, wiązaca - np.. do "uczciwości małżeńskiej",
                              a awesji kościelnej "wierności" i "nie opuszcze Cię az do śmierci"...


                              > Ślub w USC to instytucja państwowa, taka mała spółka.

                              To Ty to tak odbierasz. To tez, ale nie tylko. I nie to jest najwazniejsze.


                              > Urzędnik w USC nie
                              > poświadcza że się kochacie, poświadcza że zawarliście spółkę małżeńską.


                              I Ok., super. Zrobimy z tym, co będziemy chcieli.


                              > Ja jestem za ślubem , za spółką nie. A ty ?


                              A ja za. Czemu nie?
                              Sam pisałeś, że ta "spółka" to takie drobne udogodnienia + domyślne ojcostwo
                              faceta + dziedziczenie + reszta tylko w przypadku rozwodów, a więc nieważna, bo
                              co to was obchodzi...
                              Więc czemu tak się przed tym bronisz?


                              > Jeśli dla niej moje słowo nie jest wystarczające to nie mamy co ze sobą robić.


                              Aha - czyli TWOJE słowo jest najważniejsze, jeśli ona w TWOJE słowa nie wierzy,
                              to niech spada ????
                              To się nazywa egocentryzm...



                              > Nie widzę sensu. Czy deklarację o tym , że zrobię śnidanie też mam składać na
                              > piśmie ?


                              To troche inna ranga, nie powinno się tego porównywać.
                              Ale ja na przykład nie miałabym z tym najmniejszego problemu.



                              > Piszę ciągle mnie, moim itd. bo wypowiadam się za siebie, o moich
                              przekonaniach
                              > Trudno mówić mi za kogoś.


                              Ale nie zostawiasz tam miejsca na swoją połówkę...


                              > Za obrzydliwe uważam zawarcie ślubu przez podpisanie papierka.


                              Dlaczego? Bo macie trochę udogodnień?
                              A może bboisz się łatki stateczności, tego, że inne kobiety nie będą już tak
                              łatwo nawiązaywały z Tobą kontaktów?


                              > Zmienia się o tyle, że kobieta nagle nie może żyć bez umowy cywilno-prawnej.


                              Jeśli tylko o tyle, to co ci szkodzi?
                              Podpisz ją i już.


                              > Ja mogę.


                              A widzisz - ona nie może, ale TY możesz, więc jak ona Ci nie wierzy, to niech
                              spada?
                              Podejście.... smutne. Związek polega na kompromisach, dogadywaniu się. Ty to
                              niedawno deklarowałeś, a teraz tak łatwo jesteś skłonny powiedzieć "spadaj".
                              Pisałeś o obietnicach i miłości na całe życie - i widzisz, ile one są warte?
                              Nic. "ja ci obiecuje, ze Ci ebede kochał i był z Tobą, ale jak chcesz ślubu, to
                              spadaj". I jak Ci tu wierzyć? Miała być miłość i oddanie na całe życie, a tu
                              nagle jeden papierek wszystko przekreśla? Nieistotny, jak pisałeś, nic nie
                              zmieniający..... ?



                              Ja ją
                              > kocham a ona chce umowy. Tylko i aż tyle.


                              Kochasz? To płytka ta Twoja "miłość". Jak wyżej.



                              • silic Re: małżeństwo forever! 05.01.07, 18:17
                                > Tym, że jest postrzegana - przez nią i przez innych, co bywa dla kobiet bardzo
                                > ważne - jako pełnoprawny związek.
                                > Taki "ślub zamiast" to namiastka.
                                > Ty też widzisz różnicę - nie broniłbyś się tak przecież, prawda?

                                Jeśli taki ślub bez papierka to tylko namiastka, to jednak ten papierek jest
                                cholernie ważny. Oczywiście, że widzę różnicę - bez papierka jest to czyste
                                uczucie, z papierkiem - interesowność. A ja nie chcę mieć z interesownością
                                niczego wpólnego, nie chcę robić czegoś bo coś jest postrzegane przez innych
                                jakoś tam. Dlatego nie lubię ślubu. Bo ślub w USC nie ma nic wspólnego z
                                miłością, a jeśli tak to ja tego nie chcę.

                                > Na pewno nie na siłę.
                                > Ale to było naprawdę piękne.
                                A czemu nie na siłę ? Brak tych praw i obowiązków coś dla ciebie zmienia ? Dla
                                mnie nie zmienia, ja dalej chcę obiecać to jej w 4 oczy.

                                > Widzisz, tak jak już pisałam wcześniej - to nie o papier chodzi.
                                A jednak o papier. W końcu > Taki "ślub zamiast" to namiastka.<.
                                I przeciw temu się buntuję, bo nie chcę papieru, bo on nie jest dla mnie
                                wartością, bo on moje wartości niszczy.

                                > One chca tego, konkretnego faceta za MĘŻA. To jest potrzeba w dużym stopniu
                                > irracjonalna.
                                Irracjonalna potrzeba , która podważa moje uczucia, moje wartości.

                                > Jeśli jest inaczej - a rzadko nie bywa - to strona silniejsza psychicznie a
                                > bywa, że i fizycznie zawłaszcza dużą częśc.
                                > A strona słabsza - zostaje z niczym. No i kto tu jest materialistą?
                                Zawłaszcza ? Niby jak? W końcu się kochają, nikt nie będzie krzywdził rozmyślnie
                                drugiej strony.
                                Chyba, że się nie kochają. Wtedy umowa z USC jest im potrzebna.

                                > A jeśli Ciebie braknie? Twoja rodzina przyjdzie i odziedziczy. Bo ma prawo, a
                                > ona nie ma.
                                Bez ślubu ona ma to co miała wcześniej, nic się nie zmieniło. To zawsze mogę
                                zapisać w testamencie.

                                > > Dla poświadczenia swoich zamiarów wystarczy przysiega
                                > > w 4 oczy.
                                >
                                > To nie to samo.
                                Znowu papier. A niby nie jest ważny, niby to marginalna sprawa.

                                > To ty uparcie twierdzisz, ze to tylko umowa cywilno-prawna, tudziez finansowa.
                                Tak twierdzę. Ślub w USC to tylko umowa cywilno-prawna. Ślub to przysiega dla
                                drugiej osoby. Papier z USC nie jest potrzebny do tego , by ŚLUBOWAĆ ( bo to od
                                tego nazwa ) drugiej osobie swoje oddanie.

                                > Co to znaczy "należy"? Pozwól ludziom żyć, jak chcą.
                                > Papierek często pomaga, np. w kwestii kredytów czy innych.
                                Nie powinno się wiązać ślubu z umową z USC. Jeśli komuś będzie potrzebna to
                                sobie ją zawrze. Jeśli jednak dana osoba nie chce ślubu bez dodatku umowy z USC
                                to znaczy że chce umowy, a nie ślubu. Takiej osobie mówię dowidzenia. Mnie
                                interesuje przysięga, nie umowa. Nie mam takich płytkich pobudek.

                                > A ja za. Czemu nie?
                                > Sam pisałeś, że ta "spółka" to takie drobne udogodnienia + domyślne ojcostwo
                                > faceta + dziedziczenie + reszta tylko w przypadku rozwodów, a więc nieważna, bo
                                > co to was obchodzi...
                                > Więc czemu tak się przed tym bronisz?
                                Bo ja tego nie POTRZEBUJĘ!. Tak samo będę bronił się przez robieniem mi fryzury
                                w warkoczyki, przed wstawieniem krat w okna, przed daniem mi do utrzymania krowy
                                i przed wszystkim innym czym ktoś mnie chce uszczęśliwić na "siłę".

                                > > Jeśli dla niej moje słowo nie jest wystarczające to nie mamy co ze sobą r
                                > obić.
                                > Aha - czyli TWOJE słowo jest najważniejsze, jeśli ona w TWOJE słowa nie wierzy,
                                > to niech spada ????
                                > To się nazywa egocentryzm...
                                Nie , to nie egocentryzm. To kwestia zasad.Jeśli ona nie wierz w moje słowa to
                                co robi ze mną ? Hipokryzja ? Wyrachowanie ? Tak jak ja wierzę w to , gdy mówi
                                kocham , tak mam nadzieję , że wierzy ona. Jeśli nie, to nie ma przed nami niczego.

                                > Dlaczego? Bo macie trochę udogodnień?
                                > A może bboisz się łatki stateczności, tego, że inne kobiety nie będą już tak
                                > łatwo nawiązaywały z Tobą kontaktów?
                                Nie obchodzi mnie łatka. Jeśli ja przysięgam drugiej osobie coś - to tego
                                dotrzymuję. Jeśli ta osoba chce jeszcze papierka podważa całą istotę mojej
                                przysięgi. Jak żyć z kimś, kto podważa najważniejszą przysięgę ?

                                > Jeśli tylko o tyle, to co ci szkodzi?
                                > Podpisz ją i już.
                                A co jej szkodzi niepodpisywać? Będzie dobrze bez tego. Tylko jakoś dziwnie
                                kobiety kręcą nosem na brak papierka.

                                > Podejście.... smutne. Związek polega na kompromisach, dogadywaniu się. Ty to
                                > niedawno deklarowałeś, a teraz tak łatwo jesteś skłonny powiedzieć "spadaj".
                                > Pisałeś o obietnicach i miłości na całe życie - i widzisz, ile one są warte?
                                > Nic. "ja ci obiecuje, ze Ci ebede kochał i był z Tobą, ale jak chcesz ślubu, to
                                >
                                > spadaj". I jak Ci tu wierzyć? Miała być miłość i oddanie na całe życie, a tu
                                > nagle jeden papierek wszystko przekreśla? Nieistotny, jak pisałeś, nic nie
                                > zmieniający..... ?
                                Łatwo powiedzieć "spadaj" ???? Jakie łatwo ? To jest FUNDAMENTALNA dla związku
                                sprawa, wiara w słowa drugiej osoby. Bez tego nie ma miłości, bez tego nie ma
                                przyszłości. Właśnie moje słowa są warte, ale to nie ja im zaprzeczam, to ona
                                chce papierka. A niby papierek "> Bywa potrzebny, ale nie najwazniejszy."
                                Tu nie ma miejsca na kompromis, na dogadywanie się - albo wierzy w moje słowa,
                                albo nie. Nie ma miejsca na "ale".
                                To nie jest tak, że "ja ci obiecuje, ze Ci ebede kochał i był z Tobą, ale jak
                                chcesz ślubu, to spadaj". To jest "Kocham cie i chcę być z tobą, ale ty nie
                                wierzysz w moje słowa, jeśli one cie nie przekonają, jeśli mi nie ufasz to jak
                                możemy być razem ? "

                                > Kochasz? To płytka ta Twoja "miłość". Jak wyżej.
                                Płytkie to jest oczekiwanie potwierdzenia w postaci papierka.

                                Pożyczam pieniądze przyjaciołom, polegamy na sobie. Bez papierka, na słowo. Nikt
                                nie dopuszcza myśli, że druga strona nawali. To się nazywa wiara i zaufanie.
                                Papier przy ślubie to całkowite zaprzeczenie wierze i zaufaniu. Dlatego jestem
                                mu przeciwny.
      • xtrin Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 02:05
        > Dlaczego? Bo miałeś i masz od kogo się nauczyć jak takie małżeństwo zbudować,
        > jak o nie dbać, jak radzić sobie z problemami, masz wreszcie zrozumienie CZYM
        > tak naprawdę jest małżeństwo.

        To jest podstawa, by rozumieć, że o małżeństwo trzeba dbać. Nic nie jest dane
        raz na zawsze. Zaurocznie, wielka miłość - to kiedyś minie. Bo musi. Małżeństwo
        jest symbolem, że zrobimy wszystko, by ten związek utrzymać. Można bez niego -
        oczywiście. Ale dlaczego nie z nim?
        • kosciotrupek Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 02:28
          Bingo xtrin! W tym właśnie rzecz, że żeby się nie męczyć ze sobą - jak parę
          postów wyżej napisał/-a bateria słoneczna - trzeba o związek dbać. Ostatecznie
          rzadko kto męczy się od samego początku (nie widziały gały co brały?), zwykle
          jednak początki są piękne i słodkie, a potem dzieje się COŚ takiego, że
          zaczynamy się ze sobą męczyć. Może właśnie zbyt łatwo odpuszczamy sobie dbanie o
          małżeństwo "bo jest nam tak ze sobą dobrze, więc po co"?
          Mam nadzieję, że ta wielka miłość jednak nie musi przejść (zauroczenie tak) - to
          zależy właśnie od starań włożonych w jej podsycanie.
          A Tobie - baterio słoneczna - odpowiem tylko jedno, nawiązując do tego, co
          napisałam wyżej - spłaty kredytu też męczą (jeszcze jak czasami!), a mimo to
          mało komu przychodzi do głowy kwestionować ich zasadność na tej podstawie
          ("przestańmy spłacać, bo mamy już tego dosyć, po co się z tym męczyć"). Nie mam
          racji? Dlaczego lepiej traktuje się byle bank niż drugiego człowieka?
    • kapitan_stopczyk Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentów.... 04.01.07, 07:38
      Np. w wypadku.
      Na drugi dzień w mieszkaniu, które należało do zmarłego pojawia się jego
      rodzina i WYRZUCA NA BRUK tą drugą osobę.
      Tak jak stoi.
      Takich przypadków już były tysiące.

      Nie ma zmiłuj się w takich wypadkach.


      I to jest chyba najważniejszy powód dla którego warto mieć jakoś te sprawy
      uregulowane prawnie.



      -------------------------------------------------------
      - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
      demokratycznej Rzeczypospolitej?
      - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
      • sochato Re: Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentó 04.01.07, 08:13
        Wystarczy zwykła umwa cywilno prawna. Nie trzeba się pakować w małżeński kanał.
        • sara.24 Re: Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentó 04.01.07, 08:39
          > Wystarczy zwykła umwa cywilno prawna. Nie trzeba się pakować w małżeński
          kanał.
          Dokładnie. Mieszkanie można mieć wspólne bez ślubu i wtedy rodzina może sobie
          pomarzyć o jego przejęciu. Nie potrzeba małżeństwa jeśli chce się uregulować
          pewne kwestie mieszkaniowe czy finansowe.
          • kapitan_stopczyk Znajomy ozenił się 3 dni przed śmiercią 04.01.07, 09:17
            Wiedział, że umiera, bo mial raka.
            Właśnie chodziło mu o mieszkanie dla swojej wieloletniej przyjaciółki.

            Ale i tak natychmiast po śmierci zgłosiła się jego była żona (nie mieli dzieci)
            z roszczeniami finansowymi.
            I teraz wdowa biega po sądach - mimo wszystko.

            Więc cóż znaczy taka "umowa cywilno-prawna" - skoro można zanegować zdolności
            spadkobiercze wdowy?


            -------------------------------------------------------
            - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
            demokratycznej Rzeczypospolitej?
            - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
            • sara.24 Re: Znajomy ozenił się 3 dni przed śmiercią 04.01.07, 09:25
              > Więc cóż znaczy taka "umowa cywilno-prawna" - skoro można zanegować zdolności
              > spadkobiercze wdowy?
              Mozna próbować zanegować wiele spraw i szarpać się po sądach w wielu tematach.
              Jednak takie wyjątki nie oznaczają, że pewne rozwiązania prawne nie dają
              zabezpieczenia w większości przypadków.
              W opisanym przypadku, gdyby mieszkanie było wcześniej na nich dwoje, na nią
              albo sprawy nie były załatwiane na ostanią chwilę, była żona nie mogłaby wiele
              zdziałać.
            • ewik_75 Re: Znajomy ozenił się 3 dni przed śmiercią 04.01.07, 12:27
              kapitan_stopczyk napisał:


              > Więc cóż znaczy taka "umowa cywilno-prawna" - skoro można zanegować zdolności
              > spadkobiercze wdowy?

              znaczy tyle, że daje jej szanse ubiegania się o to mieszkanie.
              Gdyby była tylko konkubina, nie miałaby żadnych szans i nie miałaby z czym
              biegać. Ani po co.
        • ewik_75 Re: Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentó 04.01.07, 12:30
          sochato napisał:

          > Wystarczy zwykła umwa cywilno prawna. Nie trzeba się pakować w małżeński
          kanał.

          Pewnie, że wystarczy.
          Tak samo z testamentem.
          Itp itd.
          Ale w małżeństwie kwestie prawne i finansowe sa poboczne, nie główne.
          Rozpatrywanie takiej decyzji z punktu widzenia korzyści prawnych i finansowych
          to materializm, nie miłość.

          i dlaczgeo piszesz o małżeństwie "kanał"?
          Możesz mi to wyjaśnić?


      • aimart Re: Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentó 04.01.07, 09:39
        Ja z moim partneterm mamy mieszkanie wspolne, oboje jestesmy jego
        wspolwlascicielami i nie ma problemu. Mamy rowniez ubezpieczenie na zycie na
        nazwisko partnera. Kredyt na mieszkanie tez dostalismy bez slubu.
        • ewik_75 Re: Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentó 04.01.07, 10:36
          aimart napisała:

          > Ja z moim partneterm mamy mieszkanie wspolne,


          Wiekszosc konkubinatow nie ma.
          Mieszkają w mieszkaniu wziętym na kredyt przez jedno z pary, ktoe jest
          własnością tej jednej osoby. Spłacają oboje.
          Oboje inwestują w wykończenie - no, bo przeciez razem będą korzystać i używac,
          prawda? A poza tym mają do siebie zaufanie i się kochają.
          Razem płacą - a potem właściciel umiera albo zmienia zdanie i prosi o
          opuszczenie drugą stonę. Bo chce się rozstać
          I co?
          O ile nie spisali umowy cywilnoprawnej to ta strona, któa nie jest właścicielem
          mieszkania nie ma do niego żadnych praw.
          I w takich kwestiach małżeństwo bardzo sprawę ułatwia, a nie utrudnia.... Tej
          stronie poszkodowanej, rzecz jasna...


          oboje jestesmy jego
          > wspolwlascicielami i nie ma problemu. Mamy rowniez ubezpieczenie na zycie na
          > nazwisko partnera. Kredyt na mieszkanie tez dostalismy bez slubu.
          • silic Re: Wyoraźcie sobie, że umiera jeden z konkubentó 04.01.07, 13:40
            Mieszkanie, otrzymane przez jednego z małżonków w spadku jest jego. Jeśli
            mieszkają w nim, bez wpisu do ksiegi wieczystej to drugi małżonek nie ma do tego
            praw ( o ile mam dobre informacje). Można współmałżonka "wyślizgać" bez problemu.
      • yagiennka Można mieć uregulowane bez ślubu 04.01.07, 11:56
        Wystarczy spisac testament kto dziedziczy. Mozna w nim wpisać dowolna osobę.
        Tak na marginesie - dzieci dziedziczą zawsze, nawet nieślubne. Podobnie rodzice
        dziedziczą po dzieciach, nawet jeśli nie byli nigdy małżeństwem.
    • kiciiaa Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 08:04
      po co mi jest potrzebny ślub? nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałam i
      raczej głosiłam teorię o wyższości wolnych związków nad małżeństwami. teraz
      zmieniłam zdanie i uważam, że do tego po prostu trzeba dorosnąć. do chęci
      podjęcia odpowiedzialności za drugiego człowieka, do siły, żeby z mężem/żoną być
      nie tylko kiedy jest dobrze, ale i wtedy, kiedy jest źle. do świadomości, że
      związek nie polaga na tym, że kiedy się znudzisz, to odchodzisz, ale na dawaniu
      siebie i braniu własnie po to, żeby się sobą nie znudzić po 3 latach.
      moi dziadkowie są szczęsliwym małżeństwem od 51 lat, moi rodzice za rok będą
      obchodzili 30-lecie slubu. Mój 25-letni brat jest o 7 lat żonaty i za swoją żoną
      świata nie widzę. a ja? po 2 latach związku z moim męzczyzną tez zaczynamy do
      tego dojrzewać. bo jednak nam czegoś brakuje.
      i chyba niedlugo jednak ten ślub będzie...:)
      a wam życzę, żeby wam się układało, czy w małżeństwie, czy bez
    • lucynda7 Ślub jest dla kobiety pewnym zabezpieczeniem 04.01.07, 08:06
      Tak naprawdę ślub jest dla wielu kobiet pewnym rodzajem zabezpieczenia ich
      interesów, choć w miłości nie powinno się o tak przyziemnych sprawach mówić.
      Niemniej powiem jak ja to widzę. Mój obecny mąż był w związku z jedną
      dziewczyną przez ponad 4 lata i się rozeszli. Sam mi kiedyś powiedział-
      "Gdybyśmy byli po ślubie tobym walczył o tę miłość, tobym się starał znaleźć
      jakieś rozwiązanie". I to jest niestety smutna prawda. Łatwiej jest odejść od
      kogoś z kim nie mamy związku "formalnego".
      W naszej kulturze, szczególnie jeśli małżonkowie zostają szybko rodzicami,
      utarło się, że ślub to koniec aktywnego i ciekawego życia, ludzie się alienują,
      żyją często obok siebie. Może dlatego wielu facetów boi się odpowiedzialności
      za drugą osobę. Dla mnie ślub jest swoistym wyrazem szacunku do mnie samej,
      pokazaniem, że nasza miłość jest wyjątkowa, jest uświęcona, jest "na zawsze"-
      dlatego jestem za ślubem.
      • sochato Re: Ślub jest dla kobiety pewnym zabezpieczeniem 04.01.07, 08:20
        lucynda7 napisała:

        Dla mnie ślub jest swoistym wyrazem szacunku do mnie samej,
        pokazaniem, że nasza miłość jest wyjątkowa, jest uświęcona, jest "na zawsze"-

        Jeżeli wasza miość jest wyjątkowa, uświęcona i na zawsze, to ślub był ostatnią
        rzeczą, jaka była wam potrzebna.


    • james-borat malzenstwo=kontrakt 04.01.07, 09:28
      Nie ma nic madrzejszego niz zaczac przedsiewziecie od jasnego spisania i
      potwierdzenia zalozen, checi, intenci i prawa.

      A jakie to romantyczne, odwazne i wziosle, zeby sie zobowiazac na rzecz kochanej
      osoby wobec Boga no i ludzi. Na sama mysl mam erekcje!

      Cialo.
      • paola_23 Re: malzenstwo=kontrakt 04.01.07, 12:29
        A ja jak czytam to co napisałeś to mam mdłości...
        Współczuję Tobie takiego podejścia.
        Brak słów...
    • evonka niby łatwe, ale jednak trudne.. 04.01.07, 10:16
      bo, jeśli mieszka sie razem, żyje jak małżeństwo, to ślub nic nie zmienia,
      oprócz formalności.. i dla mnie taki ślub jest niewiele wart.
      ślub, na który się czeka, do ktorego sie przygotowuje, bo jest początkiem
      czegoś nowego, nabiera znaczenia. jeśli obie strony takie znaczenie temu
      nadają, to ślub i małżeństwo jest czymś cennym i czymś o co sie dba. nie będzie
      przeszkodą, a raczej spoiwem. oczywiście, patrzę realnie i widzę, ze różnie
      bywa i, że wcale nie jest łatwo czasami. jednak "kulturalne rozejscie się" czy
      rozwód z powodu nudy jest ogromną porażką obojga..
    • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 10:29
      Może i przeczytałeś, ale raczej mało dokładnie, skoro zadajesz te same
      pytania....

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=54751189&wv.x=2&a=54832316
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=54751189&wv.x=2&a=54838867
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=54751189&wv.x=2&a=54839317
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=54751189&wv.x=2&a=54841259
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=54751189&wv.x=2&a=54842790
    • franczeska07 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 11:19
      Jestem mężatką od 4 lat, nasz ślub nie odbył się z powodu ani wpadki, ani
      nacisków, ani wieku. Przed ślubem ponad 5 lat mieszkaliśmy razem i przez cały
      ten czas byłam prekonana, że ślub nie jest nam potrzebny. Wszystko zmieniło się
      gdy mój mąż oświadczył mi się - całe moje nastawienie zmieniło się o 180
      stopni. Poczułam, że ON wybrał mnie i chce żebym ja wybrała JEGO. Zrozumieją to
      ci którzy też to przeżyli. Teoretycznie po ślubie nic się nie zmieniło, ale
      tylko teoretycznie... Jest jakaś magia w przysiędze i ona ogromnie dużo
      zmienia.
      Oczywiście małżeństwo ma i zwolenników i przeciwników. I dobrze. Nie oceniam
      tych którzy nie chcą formalizować związku, niech oni nie oceniają mnie. To jest
      moja sprawa i mój wybór.
      Życzę wszystkim dużo miłości w nowym roku.
      • paola_23 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 11:52
        Zgadzam się z Tobą w 100%! Dla mnie ślub to była najpiękniejsza chwila w życiu i
        bardzo ważna. Jesteśmy z mężem po ślubie dopiero pół roku, ale szczerze bardziej
        szczęśliwa nie byłam od ponad 7 lat jak znam mojego ukochanego. Wszystko się dla
        nas zmieniło, bo przedtem nie mieszkaliśmy razem a teraz każdą noc spędzamy we
        dwoje. Mimo, iż dopiero się dorabiamy wszystkiego i brak nam wielu rzeczy
        materialnych, to czuję się najszczęśliwsza na świecie i nie zwracam uwagi na
        jakieś tam problemy. Teraz już nie jestem sama i mogę zawsze liczyć na mojego męża!
        Jakby kiedyś ktoś ogłosił konkurs na naj naj człowieka na świecie to mój mąż
        miałby baaardzo duże szanse, a dla mnie i tak nie ma nikogo lepszego! To jest
        najbardziej miły, troskliwy, czuły, męski, przystojny, rodzinny, opiekuńczy,
        kochający, seksowny, inteligentny i odpowiedzialny mężczyzna! (kolejność
        przypadkowa).Jego miłości jestem pewna !
    • wierucha Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 11:33
      Nie rozumiem rozpoczętego wątku? Jak mamy tak myśleć to poco wogole się z kimś
      spotykać, być razem kiedy z góry i tak się roztaniemy! Bez sensu?
      Jeżlei jedna osoba kocha drugą i chce spędzić razem całe życie to nie myśli o
      roztaniu tylko byci z sobą a dowode tego jest ślub! Bycie z kimś to nie jak
      zakup samochodu pojezdże z 5 lat sprzedam i kupie nowy! To jest miłość uczucie
      a nie jakas tam rzecz do zamiany!
      • paola_23 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 11:56
        Zgadzam się Tobą. Jeżeli ślub i wiara w miłość drugiej osoby jest bez sensu to
        po co wogóle zaczynać bycie z kimś?! Po co komuś i sobie marnować życie,
        zabierając kilka lat?!
    • naprawdetrzezwy A co? Wszystkie chcą ślubu z Tobą? 04.01.07, 12:10
      paratel12 napisał:

      > a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzimy,
      > bez sądów, bez rozwodów, bez podziału majątku itd...?

      Właśnie niektóre mogą chcieć podziału wspólnie wytworzonego majątku.
      Pewnie Cie wqrwia, gdy kobieta chce udziału w czymś, co stworzyła/współtworzyła?

      > właszcza w sytuacji gdy nie ma dzieci?


      A jeśli zwłaszcza są dzieci?

      >Co to daje,

      podział majątku, alimenty, dziedziczenie.
      Zdumiony?

      >później tylko
      > niepotrzebne nerwy!

      Tak, jeśłi nie było ślubu, to wtedy są nerwy - niepotrzebne.

      >Jak ktoś ma odejść to i tak odejdzie!
      A Tobie się wydaje, że ślub się bierze po to, by kogoś zatrzymać?
      Ile masz lat?
      17?
    • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 12:19
      paratel12 napisał:

      > Do czego potrzebny jest ślub? Nie lepiej żyć sobie
      > normalnie, a jak się sobą nawzajem znudzimy to się kulturalnie rozchodzimy,

      Paratel,
      Powiedz swojej dziewczynie, ze zamierzasz odejsz jak tylko się soba znudzicie i
      zmienic ja na nowy model.
      Na pewno się ucieszy!
      Gdyby mi facet cos takiego na poczatku znajomosci powiedzial poczulabym się jak
      nowy model samochodu, który z zalozenia wymienia się po 3 latach (albo i
      szybciej), a nie jego potencjalna, powaznie traktowana partnerka/dziewczyna.
      Rzuciłabym gościa w try-miga. I zapewniam Cie, nie jestem w tym sama.
      Bo co to za zakładanie, że "będziemy razem, jak będzie fajnie, a potem, jakby
      co, poradzimy sobie sami".
      A jak się jedno z was rozchoruje, to co?
      To drugie sobie pojdzie, zwiaze się z kims, kim nie trzeba się opiekowac!


      > bez sądów, bez rozwodów, bez podziału majątku itd...? Czy to nie jest lepsze

      Nie. Wystarczy, ze mieszkacie razem i np.. Placicie wspolnie czynsz, lub - nie
      daj Boze - spłacacie kredyt na mieszkanie, które jest wlasnoscia jednego z Was.
      Łatwo jest jedynie wtedy, gdy się arzem nie mieszka lub mieszka w lokalu
      wynajmowanym, a na wszystkie zakupy ma faktury z nazwiskiem kupującego. Znasz
      tak idealną sytuację? Wystarczy, ze kupili na spółe telewizor, komputer, DVD. I
      jak się teraz mają tym podzielić? Zastanawiałeś się nad tym? I to ma
      być "spokojne" i "bezproblemowe"?

      >Jak ktoś ma odejść to i tak odejdzie!

      I bardzo dobrze! Dzięki temu małżeństwo to nie więzienie....
      • lupus76 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 12:54
        ewik_75 napisała:

        >
        > Paratel,
        > Powiedz swojej dziewczynie, ze zamierzasz odejsz jak tylko się soba znudzicie
        i
        >
        > zmienic ja na nowy model.
        > Na pewno się ucieszy!
        Powiedziałem. Może nie tak obcesowo, ale na pierwszej randce usłyszała, że
        małżeństwo nie wchodzi z mojego punktu widzenia w grę. Dzieci też nie. Już
        ponad rok jesteśmy razem.
        > > Bo co to za zakładanie, że "będziemy razem, jak będzie fajnie, a potem,
        jakby
        > co, poradzimy sobie sami".
        > A jak się jedno z was rozchoruje, to co?
        Nie chciałbym, żeby ktoś się mną opiekował z poczucia obowiązku. Od tego jest
        raczej pomoc społeczna i służba zdrowia.
        > > bez sądów, bez rozwodów, bez podziału majątku itd...? Czy to nie jest lep
        > sze
        >
        > Nie. Wystarczy, ze mieszkacie razem i np.. Placicie wspolnie czynsz, lub -
        nie
        > daj Boze - spłacacie kredyt na mieszkanie, które jest wlasnoscia jednego z
        Was.
        > Łatwo jest jedynie wtedy, gdy się arzem nie mieszka lub mieszka w lokalu
        > wynajmowanym, a na wszystkie zakupy ma faktury z nazwiskiem kupującego. Znasz
        > tak idealną sytuację? Wystarczy, ze kupili na spółe telewizor, komputer, DVD.
        I
        >
        > jak się teraz mają tym podzielić? Zastanawiałeś się nad tym? I to ma
        > być "spokojne" i "bezproblemowe"?
        Oczywiście, że nie jest bezproblemowe, ale znacznie łatwiejsze niż dzielenie
        własności małżeńskiej.
        > >Jak ktoś ma odejść to i tak odejdzie!
        >
        > I bardzo dobrze! Dzięki temu małżeństwo to nie więzienie....
        Owszem więzienie. Z bardzo żmudną procedurą ułaskawiania i wysoką kaucją.
        Małżeństwo jest po prostu o wiele korzystniejsze dla kobiet, niż mężczyzn i
        dlatego wśród obrońców tej instytucji będzie więcej pań, wśród negatorów -
        więcej panów. A tak na marginesie, to żałuję, że w czasie poprzedniej kadencji
        parlamentu przepadł projekt ustawy o związkach partnerskich, według mnie
        skuteczniej godzący interesy kobiet i mężczyzn, niż małżeństwo...
        • paola_23 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 13:01
          Nie zgadzam się z Tobą i współczuję Twojej dziewczynie, bo ja mimo, iż sama nie
          spieszyłam się na początku związku do zakładania rodziny, to gdyby mój partner
          tak mi powiedział, to posłałabym go do diabła...
          Obecnie jesteśmy pół roku po ślubie i jest fantastycznie, milion razy lepiej niż
          przed, po prostu bez porównania. Wzięliśmy ślub po 7 latach bycia razem i nie
          żałuję niczego, no może tego że czekałam na koniec studiów ze ślubem. Teraz
          oboje chcemy i pracujemy nad powiększeniem rodzinki, bo chcielibyśmy by
          nastąpiło to jak najszybciej! Dla nas, w przeciwieństwie do Ciebie, dzieci to
          najważniejszy cel w życiu każdej kochającej się pary!
        • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 13:58
          lupus76 napisał:


          > Powiedziałem. Może nie tak obcesowo, ale na pierwszej randce usłyszała, że
          > małżeństwo nie wchodzi z mojego punktu widzenia w grę. Dzieci też nie. Już
          > ponad rok jesteśmy razem.

          A co to jest rok? To po pierwsze.
          A po drugie - dziewczyna marweta77 - autora równoległego wątku - żyła tak przez
          8 lat.
          I teraz sobie najwyraźniej pluje w brodę.
          Dla Ciebie to powinien byc impuls do przemysleń, nie sądzisz?
          Co bedzie, jeżeli Twojej dziewczynie odmieni się za lat kilka to stanowisko?
          Będzie chciała rodziny, dzieci.
          Posurfuj trochę po forum - znajdziesz sporo takich wątków.


          > > A jak się jedno z was rozchoruje, to co?

          > Nie chciałbym, żeby ktoś się mną opiekował z poczucia obowiązku. Od tego jest
          > raczej pomoc społeczna i służba zdrowia.

          O, święta naiwności!
          Służba zdrowia ;))
          Tam Cie zoperują i polecą dochodzenie do siebie w domu.
          Możesz miec kogoś, kto Cię będzie kochał i się Tobą opiekował,
          albo opłacisz sobie cąłodobową opiekę...
          Pomoc społeczna przysługuje tylko osobom w bardzo kiepskiej sytuacji
          materialnej... Więc nie zycze Ci, zebys sie mial zalapac...

          > > jak się teraz mają tym podzielić? Zastanawiałeś się nad tym? I to ma
          > > być "spokojne" i "bezproblemowe"?

          > Oczywiście, że nie jest bezproblemowe, ale znacznie łatwiejsze niż dzielenie
          > własności małżeńskiej.

          skąd to założenie?
          Łatwiejsze dla jednej storny - dla drugiej - opisanej przeze mnie - niby też,
          tylko zostaje jak "golec", kompletnie oszukana i ogołocona...
          Pewnie - tak łatwiej, ale czy uczciwie?


          > > I bardzo dobrze! Dzięki temu małżeństwo to nie więzienie....

          > Owszem więzienie. Z bardzo żmudną procedurą ułaskawiania i wysoką kaucją.

          Jaką kaucją? Jak wysoką? O czym mówisz?
          Procedura owszem, żmudna - i co z tego?
          I to jest powód, żeby nie ożenić się z ukochaną kobieta?
          Chyba tylko w wypadku, kiedy jesteś przekonany, że będziecie się rozstawać.
          Przy szczerych intencjach o głębokim uczuciu w ogóle Cię to nie powinno
          obchodzić...
          Jako nie dotyczące Ciebie i Twojego małżeństwa.


          > Małżeństwo jest po prostu o wiele korzystniejsze dla kobiet, niż mężczyzn i

          Może napisz, w czym ona tak bardzo preferuje płeć żeńska,
          bardzo mnie to interesuje... Bo wiesz, jestem mężatką, ale jakoś nie widzę,
          żeby mi małżeństwo dało jakieś przywileje...
          Chętnie się dowiem!

          • kulka100 pleciecie glupoty kobietki.... 04.01.07, 14:43
            ...o tych wszystkich milosciach z prawdziwego zdarzenia. sluby ktore ja znam:

            1.kuzynka 16 letnia w ciazy (sama chciala i zaplanowala)
            2.kolezanka 10 lat temu bo byla w ciazy
            3.kolezanka ktora zlapala goscia bo wszystkie kolezanki wychodzily za maz.
            problem sie zaczal jak wszystkie kolezanki zaczely rodzic dzieci a ona nie bo
            maz nie moze.
            4.znjoma ktora jest pasztetem ktora zlapala troche niedorozwinietego faceta i
            po 3 miesiacach sie ochajtala bo juz 30 minela.

            Nie wiem czy zauwazylyscie ale ladnym, wyksztalconym i zaradnym dziewczynom
            jakos sie nie spieszy do slubowania.
            • ewik_75 Re: pleciecie glupoty kobietki.... 04.01.07, 14:58
              kulka100 napisała:

              > Nie wiem czy zauwazylyscie ale ladnym, wyksztalconym i zaradnym dziewczynom
              > jakos sie nie spieszy do slubowania.

              no pewnie, ze się nie spieszy!
              Ja ohajtałam się po 30-tce ;)

              swoją drogą obracasz się w ciekawym środowisku......
            • yagiennka A może ty pleciesz?:) 04.01.07, 15:03
              Hehe, wiesz, twoje otoczenie nie jest żadnym wyznacznikiem średniej :)))
              Zabawne. Bo w moim otoczeniu nie ma żadnego związku który trwałby więcej niż 5
              lat bez slubu. Bratanica - po 4 latach związku byłam na weselu latem. Siostra -
              2 lata razem, ślub w tym roku latem planowany. Koleżanka, no po 13 latach
              małżeństwa rozwód, ale ślub wzięli po roku znajomości. Jednak trochę przetrwał,
              dzieci odchowali. Kolega, szczęśliwy małżonek od ok 8 lat, dziecko sztuk jedna 6
              lat. Reszta to rozwodnicy i rozwódki lub panny po 30stce - wśród nich nie ma
              nikogo, kto by nie chciał brac ślubu z założenia. Jest jedna dziewczyna która
              nie chce mieć dzieci, i to wszystko. Nikt nikogo nie złapał, wszystkie śluby
              były planowane.
              Nie ma na świecie żadnej kultury, która nie uznawałaby lub nie znała instytucji
              małżeństwa, to jest stare jak świat i przetrwało, widocznie społeczeństwom służy.
              • pawelcio23 Re: A może ty pleciesz?:) 04.01.07, 17:00
                Nie ma co się licytować ile to w otoczeniu jest małżeństw udanych a ile
                rozbitych. Tak jak napisałem wcześniej, jeśli dookoła ciebie jest większość
                małżeństw rozbitych, nieszczęśliwych, skonfliktowanych - to masz zdecydowanie
                negatywne podejście do małżeństwa; i odwrotnie - jeśli dookoła są małżeństwa
                udane i szczęśliwe, to masz pozytywne podejście do małżeństwa.

                Co więcej - jeśli w twoim otoczeniu, rodzinie, znajomych przeważają małżeństwa
                nieudane, to i twoje najprawdopodobniej takie będzie - bo niby sąd masz czerpać
                wzorce jak o takie małżeństwo zbudować, jak o nie dbać, jak rozwiązywać problemy?
          • lupus76 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 05.01.07, 12:57
            ewik_75 napisała:

            > lupus76 napisał:
            >
            >
            > > Powiedziałem. Może nie tak obcesowo, ale na pierwszej randce usłyszała, ż
            > e
            > > małżeństwo nie wchodzi z mojego punktu widzenia w grę. Dzieci też nie. Ju
            > ż
            > > ponad rok jesteśmy razem.
            >
            > A co to jest rok? To po pierwsze.
            > A po drugie - dziewczyna marweta77 - autora równoległego wątku - żyła tak
            przez
            >
            > 8 lat.
            > I teraz sobie najwyraźniej pluje w brodę.
            > Dla Ciebie to powinien byc impuls do przemysleń, nie sądzisz?
            > Co bedzie, jeżeli Twojej dziewczynie odmieni się za lat kilka to stanowisko?
            > Będzie chciała rodziny, dzieci.
            > Posurfuj trochę po forum - znajdziesz sporo takich wątków.
            > To dziewczyna sobie pluła w brodę, nie facet, prawda? Znaczy, że małżeństwo
            (przynajmniej to funkcjonujące w kulturze judeo - chrześcijańskiej)jest jednak
            korzystniejsze dla kobiet. Facetów którzy żałują, że nie zawarli małżeństwa
            jest znacznie mniej, prawda?
            >
            > > > A jak się jedno z was rozchoruje, to co?
            >
            > > Nie chciałbym, żeby ktoś się mną opiekował z poczucia obowiązku. Od tego
            > jest
            > > raczej pomoc społeczna i służba zdrowia.
            >
            > O, święta naiwności!
            > Służba zdrowia ;))
            > Tam Cie zoperują i polecą dochodzenie do siebie w domu.
            > Możesz miec kogoś, kto Cię będzie kochał i się Tobą opiekował,
            > albo opłacisz sobie cąłodobową opiekę...
            > Pomoc społeczna przysługuje tylko osobom w bardzo kiepskiej sytuacji
            > materialnej... Więc nie zycze Ci, zebys sie mial zalapac...


            Wolępłacić przez rok, niż przez całe życie :)
            W sytuacji beznadziejnej jestem zwolennikiem eutanazji, więc z punktu widzenia
            mojego światopoglądu nie widzę tu problemu.
            >
            > > > jak się teraz mają tym podzielić? Zastanawiałeś się nad tym? I to m
            > a
            > > > być "spokojne" i "bezproblemowe"?
            >
            > > Oczywiście, że nie jest bezproblemowe, ale znacznie łatwiejsze niż dziele
            > nie
            > > własności małżeńskiej.
            >
            > skąd to założenie?
            > Łatwiejsze dla jednej storny - dla drugiej - opisanej przeze mnie - niby też,
            > tylko zostaje jak "golec", kompletnie oszukana i ogołocona...
            > Pewnie - tak łatwiej, ale czy uczciwie?
            >
            > Każdy dostaje to, co wypracował. Cóż w tym niesprawiedliwego???
            > > > I bardzo dobrze! Dzięki temu małżeństwo to nie więzienie....
            >
            > > Owszem więzienie. Z bardzo żmudną procedurą ułaskawiania i wysoką kaucją.
            >
            > Jaką kaucją? Jak wysoką? O czym mówisz?
            > Procedura owszem, żmudna - i co z tego?
            > I to jest powód, żeby nie ożenić się z ukochaną kobieta?
            > Chyba tylko w wypadku, kiedy jesteś przekonany, że będziecie się rozstawać.
            > Przy szczerych intencjach o głębokim uczuciu w ogóle Cię to nie powinno
            > obchodzić...
            > Jako nie dotyczące Ciebie i Twojego małżeństwa.
            >
            > Ale dlaczego mam z góry zakładać, że uczucie będzie dozgonne ? Dlaczego nie
            może być tak, że szczerze kocham kobietę, ale nie przez całe życie? Czy miłość
            nie ma prawa wygasnąć. Zresztą na marginesie dodać można że w świetle teorii
            darwinowskiej (nie jestem kreacjonistą, więc zakładam, że dziadek Darwin nam
            nic nie nakłamał) właśnie dla kobiet jest korzystniejsza owa dozgonna miłość. W
            szak biologicznym (podkreślam słowo biologicznym, nie chodzi mi o życiowy)
            determinantem istnienia kobiety jest wydanie na świat i wychowanie potomstwa. W
            przypadku mężczyzny owym biologicznym determinantem (tu przepraszam za dosłowne
            określenie) jest zapłodnienie jak największej liczby kobiet, żeby jego
            potomstwo było najliczniejsze. Upraszczając - kobiety z racji swojego cyklu
            prokreacyjnego stawiają na jakość - starannie dobierają reproduktora i starają
            się go (lub kogoś, kto zapewni większe bezpieczeństwo) przy sobie utrzymać.
            Reasumując dla kobiety korzystna jest (jeszcze raz podkreślam - patrząc z
            punktu widzenia biologii) wielodzietna rodzina ze stałym partnerem u boku (przy
            czym niekoniecznie dzieci muszą pochodzić od tego partnera - dywersyfikacja
            genów się kłania, hehe), dla mężczyzn zaś jeśli małżeństwo, to tylko
            poligamiczne i wychowywanie tylko dzieci swych partnerek
            >


            > Małżeństwo jest po prostu o wiele korzystniejsze dla kobiet, niż mężczyzn
            > i
            >
            > Może napisz, w czym ona tak bardzo preferuje płeć żeńska,
            > bardzo mnie to interesuje... Bo wiesz, jestem mężatką, ale jakoś nie widzę,
            > żeby mi małżeństwo dało jakieś przywileje...
            > Chętnie się dowiem!
            >
            W świetle powyzszych wywodów sam fakt zawarcia związku monogamicznego jest dla
            mężczyzny niekorzystny, ale dorzućmy pierwszy z brzegu zapis prawny - o ile
            dobrze pamiętam jest to art 63 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego - rozdział
            II "Pokrewieństwo": jeśli poczęcie nastąpiło 300 dni przed ustaniem małżeństwa -
            przyjmuje się, że dziecko pochodzi od ojca. Czyli, jeśli mąż zakłada, że ma
            wierna żonę i nie zakwestionuje z marszu, że płód nie jest jego - będzie
            wychowywał, lub alimentował nie swoje dziecko. Czy słyszałaś o jakimś przypadku
            działającym w drugą stronę? Nie? No to chyba jednak małżeństwo premiuje
            kobiety, prawda?
            • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 05.01.07, 15:11
              lupus76 napisał:


              > To dziewczyna sobie pluła w brodę, nie facet, prawda? Znaczy, że małżeństwo
              > (przynajmniej to funkcjonujące w kulturze judeo - chrześcijańskiej)jest
              jednak
              > korzystniejsze dla kobiet. Facetów którzy żałują, że nie zawarli małżeństwa
              > jest znacznie mniej, prawda?


              Aaaaaaaaaaaaa - no, to rzeczywiście musisz ją baaardzo kochać, skoro
              przyjmujesz postawę "niech sama się martwi, to nie mój problem".
              A poza tym - to jakieś to jeszcze stricte damskie korzyści widzisz w
              małżeństwie ?


              > Wolę płacić przez rok, niż przez całe życie :)

              No cóż, zakładasz, że jak się ożenisz, to zaraz się rozchorujesz?
              I jakieś to kwoty płaciłbyś jak małżonek przez całe życie?
              Na co? Jest taki ustęp o akcie zawarcia związku małżeńskiego?
              Nie znam żądnego małżeństwa, które by sobie płaciło nawzajem za cokolwiek....
              Koniecznie mi naisz, bo może mnie jakaś fortuna omija ? ;)))


              > W sytuacji beznadziejnej jestem zwolennikiem eutanazji, więc z punktu
              widzenia
              > mojego światopoglądu nie widzę tu problemu.


              Czemu od razu beznadziejnej?
              Wystarczy mniej beznadziejna, ale uciążliwa..


              > > Każdy dostaje to, co wypracował. Cóż w tym niesprawiedliwego???

              A kto decyduje o tym, że to DVD wypracowała ona, a nie TY? Albo odwrotnie?
              A co, jeśli ona spłacała raty kreydtu za jego mieszkanie przez 5 lat?


              > > Ale dlaczego mam z góry zakładać, że uczucie będzie dozgonne ? Dlaczego n
              > ie
              > może być tak, że szczerze kocham kobietę, ale nie przez całe życie?


              Może. Powiedz jej to tylko "wiesz, kochanie, kocham Cię, ale nie dozgonnie,
              milość kiedyś wygasnie, i wtedy się rozstaniemy, ok.? I wtedy ja pokocham inną,
              ty innego i znowu będziemy szczęśliwi"
              Jeśli tak zakładasz to małżeństwo nie ma sensu. Tylko ją o tym wprost
              poinformuj, tak będzie uczciwie...
              Bo wiesz, ludzie generalnie nieczęsto dążą do życia od związku do związku i
              zmieniania partnerów co parą lat.. Raczej odwrotnie..


              > Zresztą na marginesie dodać można że w świetle teorii
              > darwinowskiej (...)
              > dla kobiety korzystna jest (jeszcze raz podkreślam - patrząc z
              > punktu widzenia biologii) wielodzietna rodzina (..) dla mężczyzn zaś jeśli
              małżeństwo, to tylko
              > poligamiczne i wychowywanie tylko dzieci swych partnerek


              Masz rację. Tak byśmy żyli jako zwierzątka.
              Ale jesteśmy istotami cywilizowanymi i mamy mózgi, i te mózgi pracują w
              określony sposób.
              Oczywiście, możesz dążyć do życia wg celu maksymalnej dystrybucji swoich genów -
              masz do tego pełne prawo.
              Uprzedź jednak o tym swoją Partnerkę, ona może mieć inną życiową wizję i jest
              to całkiem prawdopodobne.
              Jeśli jej tego nie powiesz - możesz ją bardzo skrzywdzić.
              A powyższe genetyczne apsekty generują raczej model chroniący bardziej dzieci
              ze związków niż kobiety. Dzięki temu dzieci maja matkę i ojca, nie tylko ojca.
              Chyba, że Ty chciałbyś tak całe życie - zapłodnić, pójść sobie, nie ponosić
              żadnej odpowiedzialności, i następna...

              W naszej kulturze miłość jest postrzegana jako oddanie jednej kobiety jednemu
              mężczyźnie i jednego mężczyzny jednej kobiecie.
              Nie pozwól swojej Partnerce się łudzić. Każdy ma prawo życ po swojemu - ona też.


              > jeśli poczęcie nastąpiło 300 dni przed ustaniem małżeństwa
              > przyjmuje się, że dziecko pochodzi od ojca. Czyli, jeśli mąż zakłada, że ma
              > wierna żonę i nie zakwestionuje z marszu, że płód nie jest jego - będzie
              > wychowywał, lub alimentował nie swoje dziecko.

              Istnieje coś takiego jak zaprezczenie ojcostwa. Obecnie - w dobie testów DNA -
              nie jest to specjalnie trudne.
              I JESZCZE JEDNA dobra dla ciebie wiadomość - alimenty w Polsce są bardzo
              niskie... ;)
              Ale widzę, ze rzeczywiście to dla Ciebie cel życia - jak najwięcej spłodzić,
              jak najmniej mieć zobowiązań..
              No, jeśli tak, to rzeczywiście slub nie ma sensu.. Dla Ciebie. A dla kobiet -
              zawracanie sobie Tobą głowy.


              > Czy słyszałaś o jakimś przypadku
              > działającym w drugą stronę? Nie? No to chyba jednak małżeństwo premiuje
              > kobiety, prawda?

              Nie da się zaprzeczyć macierzyństwa, nie sądzisz?
              A ojcostwo się da. No - to gdzie ta premia?

              P.S. Mam nadzieję, że nie myślisz tego powaznie...
    • caido Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 14:51
      Bez podzialu majatku? Czyli kto bierze wszystko? A moze kto pierwszy ten lepszy? Wlasnie po to jest slub by uniknac pozniej szarpania sie co jest czyje, zwlaszcza jesli zwiazek konczy sie jakims konfliktem. Jesli ludzie sie nie moga dogadac, decyduje sad. Takze po to, ze jesli jeden z partnerow umrze drugi nie zostanie na lodzie, bo jako obca osoba nic nie dziedziczy w przypadku braku testamentu.
      • kulka100 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 14:56
        Jezeli jest udowodnione ze dwie osoby zyly w zwiazku to sie dziedziczy, pozatym
        takie osoby raczej wczesniej mysla o testamencie a nie pozniej.

        Najsmieszniejsze jest to jak jest malzenstwo a testament na kochanke jak w
        reklamie red bulla:)

        -----------------------------------
        caido napisał:

        > Bez podzialu majatku? Czyli kto bierze wszystko? A moze kto pierwszy ten
        lepszy
        > ? Wlasnie po to jest slub by uniknac pozniej szarpania sie co jest czyje,
        zwlas
        > zcza jesli zwiazek konczy sie jakims konfliktem. Jesli ludzie sie nie moga
        doga
        > dac, decyduje sad. Takze po to, ze jesli jeden z partnerow umrze drugi nie
        zost
        > anie na lodzie, bo jako obca osoba nic nie dziedziczy w przypadku braku
        testame
        > ntu.
        • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 15:00
          kulka100 napisała:

          > Jezeli jest udowodnione ze dwie osoby zyly w zwiazku to sie dziedziczy,

          Tiaaaaaa....
          Dowodzą tego liczne procesy sądowe...
          Rodzina typu mamusia i tatus tudziez siostra, brat są w takich wypadkach
          uprzywilejowani


          > takie osoby raczej wczesniej mysla o testamencie a nie pozniej.

          Raczej???
          Hmmm..
          raczej robi różnicę, zwłaszczam jeśli przyczyną śmierci jest np wypadek lub
          nastapiła ona w inny nieoczekiwany sposób.

          >
          > Najsmieszniejsze jest to jak jest malzenstwo a testament na kochanke jak w
          > reklamie red bulla:)

          No wiesz, tego nigdy nie mozna wykluczyć....
          • kulka100 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 15:04
            jezeli tego nie mozna wykluczyc to jest tak samo jak z tym raczej. moze ja znam
            ciakwaych ludzi ale znam przypadek i to mi bardzo bliski gdzie facet powiedzial
            zonie ze ma podpisac papiery ze dom jest jego i sie nie ma zamiaru nim z nikim
            dzielic. i to bylo juz po slubie.
            • ewik_75 Re: do czego potrzebny jest wam ten slub? 04.01.07, 15:20
              > jezeli tego nie mozna wykluczyc to jest tak samo jak z tym raczej.

              Raczej nie. To, co piszesz, to wciaz wyjatek od reguły, a nie reguła.

              > moze ja znam ciakwaych ludzi ale znam przypadek i to mi bardzo bliski gdzie
              facet powiedzial
              > zonie ze ma podpisac papiery ze dom jest jego i sie nie ma zamiaru nim z
              nikim
              > dzielic. i to bylo juz po slubie.

              No dobrze, to samo można z intercyzą. I co z tego wynika?
    • jarek.jam do czego potrzebny jest Wam ten brak slubu? 04.01.07, 14:58
      • qui_pro_quo Re: do czego potrzebny jest Wam ten brak slubu? 04.01.07, 16:23
        Społeczeństwo bez stabilnej rodziny to społeczeństwo osłabione i na wymarciu.
        Cierpia przede wszystkim dzieci - gdzie nie ma trwałej więzi między rodzicami,
        żona nie może liczyć na męża, gdzie małżeństwa są rozbite, gdzie zamiast taty
        jest konkubent, tam tez więcej osamotnienia, zaniedbania dzieci nawet
        mimowolnego, a co za tym idzie więcej patologii. Dziecko z niepełnej rodziny
        będzie miało trudności ze stworzeniem własnej i tak się to rozchodzi jak kręgi
        na wodzie, ku uciesze pewnych środowisk, które chciałyby wyniszczenia naszego
        narodu. Bo brak prawdziwej rodziny do tego prowadzi. A te historie że każdej
        kobiecie roi sie biała suknia bo to takie romantyczne, to są brednie. Większość
        z nas wierzących chciałaby być w porządku przed Bogiem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka