scandia
14.02.07, 15:14
No więc drogie Panie, od momentu kiedy zostalem porzucony przez moją
ksiezniczke... staralem sie znaleźć powody, co robilem źle, i oto moje
spostrzezenia:
Jak dla mnie absurd kiedys, teraz rozumiem troszke... ale:
1. Byłem za dobry
2. Była dla mnie całym swiatem
3. Potrafilem zrezygnowac ze wszyskiego dla niej
4. Dawałem jej do zrozumienia, ze jestem zawsze (tzw. na pstrykniecie palcem)
5. Pokazywałem, ze bardzo mi na niej zalezy
6. Potrafiłem zrobic wszystko o co mnie poprosi
(Nie mam tutaj na celu chwalenia sie, z natury jestem skromny, są to tylko
dowody mojej glupoty)
Tymczasem okazuje sie, ze taki koles, raczej nie ma szans na dluzsza mete u
dziewczyny, bo ona:
1. Nie ma o co walczyc, skoro wszystko ma
2. Moze ją to nudzi?
3. Nie umie docenic tego
No i morał z tego taki, ze facet powinien czasem olewac kobiete, zeby np.
mogla sie wyzalic na FK jakim on to jest chamem i prostakiem, ze jak mogl sie
tak zachowac. Z tego wynika, ze kobiety takich wlasnie wolą i tacy mają duzo
wieksze szanse niz 'misiowaci'. Dzisiaj uswiadomila mi to kolezanka, dzisiaj,
w dzien zakochanych, zrozumialem czemu przestalem byc kochany :) co za
paradoks ;) haha
Teraz pozostaje mi tylko sie przestawic, zmienic swoj poglad na milosc, ze nie
mozna robic wsystkiego dla osoby, która sie kocha, bo mozna przez to ją
stracic, ze czasem trzeba WYJSC Z KOLESIAMI NA PIWO, niż isc z nia do kina.
Mysle, ze dziala to w dwie strony, jak kobieta jest za dobra, to facet tez
tego nie docenia, przyzwyczaja sie do wygody posiadania kogos na zawolanie itp.