madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 13:37 hehe kurcze tez sobie zadawalam to pytanie...milion razy:):):) moj chlopak to kawal niezlego bydlaka...wiem to a mino tego worcilam do niego. Choc mysle ze ta swiadomosc pomaga mi powoli sie od niego uwolnic i wkoncu kopne go w dupe tak jak on niedawno kopnal mnie;) Widzisz Mariusz tacy ludzie juz sa...wyrachowani i egoistyczni...nie wiem skad to sie biezre...a najsmiejszniejsze jest to ze jestesmy z ludzmi ktorzy na poczatku wcale sie tacy nie wydaja jacy po czasie sie okazuja;) takie typowe perypetie;) moj chlopak potrafi zjechac mnie niezle rzucic telefonem pzreklnac i nie miec wyrzutow sumienia...czeka az ja si epierwsza odezwe...a ze jestem slaba i jesczze nie nauczylam sie wystarczajaca unosic duma to ulegam:( widze to jak on mnie traktuje....czekam na odpowiedni moment i jesli juz naprawde pzrejdzie sam siebie to zostawie go. Wiesz jak sie rostalismy to bylo miedzy nami wiele niejasnosci....wiele niedokonczonych rozmow...... raz chcial worcic do mnie...pisal dzownil...bylo blisko powrotu i nagle bach pzrestyal sie odzywac...pisalam dzownilam..prislam o wyjansienia...a on nic. Wyobrazasz sobie tak sie zachowac???? ja nie....w zyciu nie umialabym zostawic kogos bez wyjasnien...nigdy bym nikogo nie olala...i chocbym miala wyslac ostatniego smsa do swojego wroga to bym to zorbila....... Dla mnie takie zachowanie jest niedopuszczalne....sumienie by mnie zrzalo po paru minutach....nie mowiac o jakims wiekszym okresie czasu.Tak wiec juz wiem ze sa ludzi i sa ludziska:) najwiekszy trik to od razu poznac dana osobe z dwoch stron...... Wiem ze moj zowzek pomalu sie wypala....czuje to..... i jednoczesnie boje sie tego co ebdzie...jak tu komus zaufac, jak powierzyc serce, cialo...no jak??? cholernie sie boje ze znowu poznam cudownego ksiecia ktory i tak okaze sie ostatnim gnojem i palantem...To jest sztuka...poznac kogos zanim sie go "pozna"..........pozdraiwam:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 13:46 do Akknes: od poczatku sledze Twoj wątek..... wiesz szczerze Ci wspolczuje ze spotkalas takie bydlaka ktory bawi sie twoimi uczuciami i nie potrafi si ejednoznacznie okreslic..... zobacz ile czasu juz minelo!!!! gdyby cie zostawil i nie mialabys z nim kontaktu to gwarantuje ze juz bys stanela na nogi do tego czasu. ja przezylam rozstanie w tmy samym czasie co ty...u mnie skonczylo sie to tak ze worcilismy do siebie.......... wiesz moj chlopak nie ma tak spieprzonego charakteru i zaniku osobowosci mowiac o jakis bezsensownych "szaorsciach" no kuzwa poeta z niego ze hej!!!! a tak nie ironizujac to powiem ci szczreze ze nic dobrego powroty ze soba nie niosa.....wcale nie jest lepiej teraz, moge poweidziec z reka na sercu ze jest gorzej...:( niestety. Wiesz teraz zrozumialam ze ja nie kochalam jego....tylkokochalam te chwile ktore z nim pzrezylam....te dobre wyobrazenie o nim. teraz widze jakie to jest egoistyczne bydle.....i wiem doskonale ze tamte chwile nie worca bo ten czlowiek nie jest tym samym czlowiekiem..... Juz nie ma tej slodyczy tych staran z jego strobny.... Akknes zahcowywalam sie tak jak ty...resztkami sil blagalam zeby worcil...ponizalam sie.... i co teraz z tego mam??? on mnie traktuje jak scierwo.... wie ze ma mnie na pstrykniecie i nie robi nic zeby sie starac......nie robi nic zeby bylo dorbze...Im dlzuej trwamy w tej farsie tym bardziej jestem pewna ze go niedlugo zosatwie. Bo ja nie oczekuje jakiejs adoracji.....tylko milosci... a juz zapomnialam co to znaczy czuc sie naprawde kochana. Jak sobie przypomne te wspaniale czasy to az sakrastyczny smiech mnie dopada z niedowierzania ze siedze teraz w czyms takim..... Zyje wspomnieniami i to jest mnajgorsze... Na szczescie oprzytomnialam...wiem ze on sie nie zmieni ze ebdzie chamem gnojem i egoista..... Kocham go ..ale nie jestem szczesliwa. On sie o mnie nie stara, na dzien kobiet nie doastalam nawet kwiatka.....nie przyjezdza.... nie psize nie dzowni.....nie mam co po nim oczekiwac odbrego. Poprostu zaczal mnie zlewac i traktowac jak babeczke do lozka ktora zawsze da tylka. I tu si echlopak myli bo ja mam resztki godnosci ktre nie pozwola mi siebie traktowac jak szmaty................. to taka pzrestroga dla Ciebie akknes zebys wiedziala co cie czeka jesli worcicie do siebie...nei mowie ze napewno tak bedzie....ale w 90% czeka cie cos podobnego. Mam tylko nadzieje ze wtedy oprzytomniejesz i nie dasz sie tak soba pomiatac;) To tyle;) caluj ei usciskam mocnniutko:*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
angoisse dlaczego wy babki drogie wymagacie żeby facet 30.03.07, 13:51 Was szanował jeśli same się nie szanujecie. To jest proste pytanie. I prosta na nie odpowiedź. Najłatwiej powiedzieć "On jest bydlakiem!czemu mi to robi!drań!" A najtrudniej zauważyć , że SAME TO SOBIE ROBICIE. nO, czekam na kolejną setkę wypowiedzi w wątku :) Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: dlaczego wy babki drogie wymagacie żeby facet 30.03.07, 14:12 ps. podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisała angoisse;P a kolejnej setki wypowiedzi chyba możemy się spodziewać na pewno... Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 14:07 dokładnie to samo jej mówiłam, Madziuuniu;) cytat? "akknes, myślę, że stan, kiedy byłaś z nim, kiedy miałaś poczucie, że jest osoba na tym świecie, dla której jesteś najważniejsza - to było tak fenomenalnie cudowne, że nie potrafisz tego oddać bez walki, pogodzić się z tym, że to straciłaś. nie chodzi o osobę, tylko o stan rzeczy. (...) ale nawet jakby jakimś cudem do ciebie wrócił, to już nigdy nie będzie tak cudownie jak kiedyś (...) jeśli facet teraz traktuje cię w ten sposób, to pokazuje ci swoją - wcześniej nieznaną ci - złą stroną, a ty także, robiąc teraz to, co robisz, próbując "na chama" go zdobyć, poniżając się, pokazujesz mu kogoś, kogo z pewnością przedtem nie widział i nie chciałby widzieć w swojej dziewczynie nigdy." a co do ciebie, Madziuuniu, to nie sądzisz, że lepiej byłoby zakończyć swój związek? bo z tego co piszesz, to nie jest najbardziej udany, a wydaję mi się, że jesteś dość rozsądną osobą, żeby umieć uświadomić sobie, co jest bez sensu, a co nie... i po swoich poprzednich przeżyciach, na 100% lepiej poradziłabys sobie z rozstaniem niż np. akknes... lepiej być samotną i szanującą się osobą, czy mieć faceta i czuć się z tym jak, za przeproszeniem, szmata? <- Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 15:00 hehe pewnie ze zakoncze ten zwiazek;):):) Ja sie zgadzam z tym co napsialas... Na siwecie jest mase porzadnych facetow i takich bede szukala. I jestem osoba razcej szanaujaca siebie dlatego doszlam do wniosku ze dalej nie dam sie pozniac. No co ...dalam mu szanse..... myslalam ze cos sie zmieni, ze si eulozy, ale niestety tak sie nie stalo. To mi tylko otworzylo oczy:) Napewno nie ebde zalowac ze go zostawie bo tutaj juz nie ma czego zalowac.....Boze piekne chwile...co mi z tego?? bede miala fajne wspomnienia i tyle:) a wiem ze spotkaja mnie jeszcze piekniejsze chwile wiec nie mam zamiaru sie zalamywac;) Jeszcze cos tam czuje do niego ale to powolutku slabnie i to mnie cieszy:) Nie mam zamiaru sie meczyc po kims takim:) nie zasluzyl na to oj nie;) Akknes ja wierze ze Ty tez wkoncu dojdziesz do tego samego wniosku co ja;) Wiadomo mam chwile slabosci...lez ...zalu ale sa one coraz slabsze i coraz zadsze;) Czas leczy rany;) Szkoda tylko ze tracilam ten czas na odnawianie zwiazku z takim palantem:) hehe smieszne to wszystko i glupie jednoczesnie;) Nie chce mi sie juz w to bawic:0 zajme sie soba swoim zyciem i planami:) pzrede mna jeszcze tyle rzeczy:):):) bedzie super;) Ja w to wierze;):):) Mam swietna przyjacioke;) mame;) wkolo innych znajomych:) Poproawie swoja maturke i lece w swiat:):) a pozniej mam nadzieje ze zaczne moja medycyne i bede zyla :):):) POZDRAWIAM SERDECZNIE;) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 15:02 akkknes NIE MECZ SIE!!!!!!! wyjedz gdzies....odpocznij.....daj sobie odetchnac... On o ciebie nie walczy i nie zawalczy juz.. wie ze jestes na jego zawolanie i na pstrykniecie.....Nie bedzie Cie szanowal jelsi wkoncu JASNY PAN LORD zdecyduje sie powrocic....... to ebdzi ezalosne , bedziesz sie czula podle mowie ci to;) Zycze ci jak najlepiej:) wiem ze to sie tylko tak dorbze mowi i zorbic tak jest ciezko wrecz niemozliwe...ale przjedzie taki momnet ze to sama zorzumieszi bedzies zpotrrafila wprowadzic w zycie;) Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:08 tak, myślę że zrobiliśmy już wzystko żeby cię przekonać, akknes;) madziuunia ma świętą rację. i ja się naprawdę cieszę, że przestałam walczyć o mojego eks, bo dobrze wiem, że właśnie tak by to wyglądało. raz utraconego szacunku i zaufania nie da się odzyskać! ani w pełni, ani nawet w połowie! a tak przynajmniej zostało mi jeszcze choć trochę miłych wspomnień... on nie zawalczy. nie pokocha. on ma już inne życie i w nim nie ma miejsca na płaczące, zdesperowane, ślepo zakochane (wybacz, ale to prawda) byłe dziewczyny. teraz pozostaje tylko pytanie k i e d y to do ciebie 'dotrze';) (madziuunia - uff, już myślałam, że masz równie szalone podejście co akknes;) ty na szczęście już zrozumiałaś że dłuższe trwanie w czymś-takim, to nie jest związek...) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:38 Ale tez zajebiscie dzis boli!!!! Caly dzien skrecam sie z bolu i tesknoty do niej-teraz w przerwie na lunch zamiast jesc siedze w necie i czytam co u Was-a taka sprawa jak glod jest mi zupelnie obca... Telefon i maila to juz sprawdzilem z milion razy i glucha cisza-znam ja-jest zbyt dumna pania(jak w przypadku Mariusza)zeby zadzwonic czy napisac-resztkami sil tez sie kontroluje zeby samemu nie napisac i nie dzwonic-albo co najgorsze pojechac do niej... I mimo bolu, staram sie panowac-czego i Ci Akkknes zycze. Tym razem mam tez mala rade do Madziuuni-ja w walce ze swoja druga miloscia spakowalem sie i wyjechalem-wiec Twoj pomysl jak najbardziej popieram, bo z moich doswiadczen sercowych wynika, ze milosc jest wszedzie-oby Ciebie nie doswiadczyla ta kolejna milosc jak mnie!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:45 aha Akkknes-to nie prawda, ze tylko Ty przezywasz swoj serial a my tylko sledzimy Twoje losy-kazdy z nas przezywa swoj wlasny...i pewnie rownie bolesny:/// Ale coz zrobic-taki los:/// Ciekawe czy nasz watek bedzie najdluzszym w historii forum "Kobieta"? Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:52 To prawda.......bolesne to jak jasna dupa......:( Wlasnie mam slaby moment...yhhh tak bardzo bym chciala bys kochana:/:/:/ moglabym z siebie dac wszystko durgiej osobie...grunt zeby tylko ktos to docenil. Hehe prawda jest taka ze kazdy serial powstaje w oparciu o zycie:) oj tam trzeba to przebolec..... przyjda tez lepsze czasy:) tak to juz jest:):):) wysylam wszysktich rozweselajace usmiechy:) zeby tak razniej bylo:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:00 To wlasnie mnie zadziwnia, ze tak jak jestem w tym momencie, co i z reszta wiekszosc forumowiczow-to sie wydaje, ze juz nigdy nic dobrego sie nie stanie...a potem znow przychodzi ona-ta wileka milosc-i uderza z taka sila, ze ta poprzednia wydaje sie tylko marna namiastka milosci:) i tej kurczowo sie trzymam -ze znow za jakis czas mnie uderzy!!!!-mam tylko nadzieje, ze tym razem nie bede musial czekac 1,5roku jak zawsze:) Dzxieki za pozytywnego posta Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:04 przeczytalam wasze odpowiedzi - dzieki wielkie jeszcze to forum daje mi jakas ochote zeby kompa w ogole wlaczyc... tak to pewnie lezalabym na kanapie i gapila sie ciagle w tv... co innego robic w taki wiosenny piatek samemu :( widzicie ten moj to jest tez taki dumny ze pierwszy reki nie wyciagnie, nie bedzie tez prosil - znam go. pewnie ze zostaja wspomnienia, oczywiscie ze wiekszosc z tych dwoch lat wspominam raczej dobrze niz zle... i to jest chyba najgorsze - zaraz po tej bezsilnosci. byc moze ze tesknie nie za nim a za chwilami, nie wiem... nie wiem co bedzie czas wszystko rozwiaze. jutro to luzik ale niedzieli to sie boje - chociaz im blizej niedzieli tym bardziej nerwowo reaguje na telefony bo nie daj boze on zadzwoni ze cos :( ja wiem ze to dlugo juz tak trwac nie bedzie ze to sie teraz jakos rozwiaze - nie wiem czy w ciagu tygodnia czy miesiaca ale wiem ze tak bedzie. zle mi z tym wszystkim - mam 22 lata i jestem bez faceta zaraz koncze studia i zamiast myslec o dzieciach to ja o czym innnym mysle... chyba mi cos w zyciu nie wyszlo a to co wyszlo to przecieklo przez palce :( z drugiej strony moja naiwnosc polega na tym ze jest mi jakby wygodnie mi z tym ze ciagle tak jestesmy-niejestesmy... ze nic nie ma - a moze cos byc... takie zludzenia Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:09 ps wcale mi nie zalezy zeby to byl najdluzszy watek na forum tak naprawde to wolalabym zeby wszystko bylo tak zeby ten watek nie powstal... to nie jest fajne prac brudy gdziekolwiek nawet na forum gdzie nikt mnie nie zna ale naprawde nie jest milo czytac ze jest sie debilem boze gdybym mogla pstryknac palcami i juz nawet nie to ze cofnac czas a odkochac sie wzglednie zapomniec to naprawde tylko jeden jedyny raz tak bym pstryknela i juz mnie by tu nie bylo :( Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:16 Masz 22 lata-to mam nadzieje, ze uda mi sie pocieszyc... Pierwsze co to moje kochane formumowiczki-prosze zmiencie swoje myslenie typu: Mam 22, 27, 33 czy 40lat i jestem stara-powinnam dzieci wychowywac i takie tam... Wyobrazcie sobie, ze pracowale w firmie(jeszcvze w Polsce) gdzie polowa moich "kolezanek" byla po 40 i umawialy sie z gosciami-byly po rozwodach-albo i nie mialy to gdzies ile maja lat... Ja sam obecnie mam 26 a moja ex 24...czy myslisz ze ktoremus z nas przeszlo przez mysl"jestesmy starzy"-nie wydaje mi sie... Chialabys juz rodzic dzieci a potem utknac na stale w domu-a on by robil to co robi teraz???? Jestes w idealnym wieku na to co sie teraz dzieje w Twoim zyciu- bo za kilka lat pomyslisz-kurcze jak mialam 22 to myslelalm ze to juz duzo i ze zawsze bede samotna-a teraz po wyleczeniusie z eksa mam cudowne zycie, znajomych i ciebie Mietku czy Ziutku:) Glowa do gory Akknes-wiem, ze boli ale na milosc nigdy nie jest za pozno i tutaj akurat uzasadnianie czegos wiekiem nie dziala w ogole!!!!! Chyba juz musze przestac z wami pisac i wziac sie do roboty-ale jestem w takim samym nastroju jak Ty Akkknes i Madziuuunia i taki ten dzien do bani Pozdrawiam!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:19 To znow ja i juz uciekam- ZAPOMNIJ TEZ ZE JESTES DEBILKA-A JESLI MIERZYSZ SIEBIE TAKA MIARA TZN WSZYSTCY CO SA W TAKIM STANIE JAK TY TO DEBILE czyli miedzy innymi ja Madziuuuuia, Mariusz i wiele wiele osob tutaj-nie wydaje mi sie!!!!! Trzymaj sie Akkknes-a co do tego ze jest piatek-zmus sie i gdzies wyjdz-ja dryndnalem do znajomych i mimo iz nie mam wcale ochoty idziemy na impreze, bo inaczej to bym zwariowal kontrolujac telefon!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:21 no ale sluchaj ja chcialabym miec dziecko i zeby mnie brali za jego mame a nie babcie... no i chcialabym zeby moje dzieci pamietaly np dziadkow :/ lata leca niestety :( moj dzien zaczal sie zle ale mam nadzieje ze wanna + 'odwroceni' na tvn pozwola skonczyc mi go dobrze :) lece do wanny ps jakos drugi czy trzeci dzien z kolei jak NIC nie robie nie mysle nie dzwonie nie sprzedaje swoich mysli byle gdzie tylko sie lenie to tak dziwnie BIALO mi sie robi... kurde zeby to nie bylo chwilowe :( Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:54 witam Wsa wszystkich! Ta informacja jest przede wszystkim do akkknes i ilumsa. Słuchajcie to jest SZOK!!!!!!!!!!!!! Moja była pani, wielka gwiazda, kobieta z głową w kosmosie wydzwania do mnie od wczoraj! Nagle sobie przypomniała!!!! Oczywiście zlewam te telefony i nie odbieram. Wysłała mi nawet smsa dlaczego taki jestem???? Czujecie??? Kobieta z głową w kosmosie chyba zrozumiała, że koleś, któego kopała po dupie przez 8 miesięcy nie żartuje i naprawde tym razem on ma ją w dupie! Dzięki mamab26, annna84 i wszyscy którzy tu pisali żeby olewać. To jest genialna broń! Ilums, olewaj ją. U mnie zadziałało po 1.5 miesiąca. Ja nie zamierzam do niej wracać, ale mam tą zajebistą satysfakcję, że ona teraz siedzi i myśli, że jednak źle zrobiła, że mnie tak traktowała. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:15 mariusz znasz moje stanowisko w tej sprawie, wiesz co bym zrobila na twoim miejscu wiec moze generalnie dzis juz nie bede sie odzywac bo jednak jakos mniej bialo mi jest i w ogole ble ble ble zle poza tym pomylily mi sie godziny i nie obejrzalam polowy 'odwroconych' i teraz ide do wanny mam nadzieje ze sie nie utopie z rozpaczy :P a i gadalam chwile z moim eh wcale nie moim no ale to nie ja dzwonilam chociaz to malo istotne, istotne jest to ze niby ciagle sam pamieta o niedzielnym dvd. jezu zaczyna sie stres i myslenie 'jak byc twarda w miekkiej chwili' koszmar dobra ide bo sama sie nakrecam Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:30 Kochani! No własnie! Mariusz, moje gratulacje, nauczyłeś kobietę rozumu:) Dzięki Tobie oboje macie szansę na szczęśliwe życie (ona może coś zrozumiała, Ty nie będziesz się z nią męczył). Akkknes, jak następny raz zadzwoni to nie odbieraj, albo powiedz, że własnie wychodzisz! Zapamiętaj:)Wykonaj:) Musisz być jutro twarda i zimna jak głaz:) Najlepiej, jakbyś sobie posłuchała jakiejś muzyki, która daje siłę:) Szczególnie polecam Comę "Tonację" (uwielbiam tekst "dla sk.rwysynów nie mamy litości";]), żadnych smętów, poza tym weź sobie jutro ten nervosol. Mówię serio. Przed każdą poważną rozmową z moim facetem korzystam, dzięki temu zamiast płakać/histeryzować/wrzeszczeć (taki mam charakter...) mogę z nim na spokojnie porozmawiać (z doświadczenia wiem już, że jak jestem zimna to łatwiej mu jest pojąć niektóre sprawy). OLEJ GO, tyle osób Ci to mówi, wszystkie opinie takie same... przypomnij sobie wszystkie przykrości, jakich od niego doznałaś i się zastanów, czy rzeczywiście było tak różowo... zwłaszcza, że on Cię okłamywał, był z Tobą, a podjął decyzję o rozstaniu, nie chciał naprawy, tylko rozkładu! ZROZUM. Ech... powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums do Mariusza 30.03.07, 22:58 No jestes poprostu gosc-przeczytalem twoj post ze 3 razy i znow mam energie dzisiejszy wieczor!!!! Dzieki Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:33 madziunia, lepiej odejść niż się męczyć... będziesz kochana na pewno, jest na świecie MNÓSTWO innych facetów, na 100% znajdzie się ktoś, kto Cię pokocha tak, jak na to zaśługujesz, a nie będzie się Toba bawił... ilums, trzeba być twardym:) Wszytsko zmierza w dobrym kierunku, ale jeszcze trochę dziewczyna musi się pomęczyć, zrozumieć... jak Ci zaproponuje powrót, to nie wpadaj jej w ramiona tylko powiedz coś w stylu "pomyślę":) i daj odpowiedź za np.tydzień. Taką, jaką uznasz za słuszną:) Życzę szczęścia. Jak nie ta, to inna:) Oby i Akkknes to zrozumiała... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:55 wanna nie pomaga na to co w srodku wiecie? drugi dzien z kolei po paru minutach juz mi sie nie chce siedziec w wannie :/ sciagam sobie wlasnie tonacje zaraz poslucham. jutrem to jak mowilam nie martwie sie bo nie bedziemy sami wiec oboje bedziemy ladnie tanczyc... gorzej z ta niedziele - nerwosol kupuje sie tak bez recepty w aptece? i jak sie go bierze zeby sie nie zamulic a zeby dalo spokoj? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 22:51 Czesc kochani-znow zamiast pracowac mnie tu przygnalo...ale juz tylko 1,5h do weekendu i atmosfera jest rozluzniona. Ciesze sie ze tu wszedlem-bo to co sie dzieje u Mario to niesamowita sprawa- stary jestes moim krolem i guru-przemeczylem sie juz 4 tygodnie z nie odzywaniem to poczekam jeszcze kilka...a na zajeciach bede gral ze wszytsko jest w jak najlepszym pozadku!!!! A teraz to autorki naszego serialu-tak jakos chcialem Cie przeprosic bo faktycznie to czasami tak jaky za bardzo Ci jedziemy-a domyslam sie co przechodzisz w srodku i wiem, z moich obecnych i poprzednich doswaidczen jak trudno sie z tego wyrwac!!!! Bardzo podoba mi sie rada jaka Ci dala kaktusica-sluchaj jakiejs muzyki przed spotkaniem, ktora nastawi Cie bardziej bojowo anizeli placzliwie-mowiac bojowo nie mam na mysli, ze bedziesz z nim walczyc, klocic sie czy robic jakies tam awantury...chodzi mi o to zebys byla raczej chlodna...zeby czul, ze gdzies mu umykasz w konwaersacji i tak nie do konca jestes w niego zapatrzona...Postraj sie przejac pierwsze skrzypce w tej rozmowie i byc niejako nad nim. Ja zawsze slucham przed zajeciami jakiejs klubowej muzyki z duza iloscia basow-mi pomaga, albo jakies czarnej-tam tez sobie lubia powrzucac:) A co do telefonow-to tez popieram kaktusice i Mariusza-pozlewaj go troszku- powiedz, a jeli juz musisz odebrac zeby go uslyszec to rzuc mu ze nie masz czasu gadac bo wlasnie wychodzisz, albo wlacz glosno muzyke i powiedz ze siedzisz w pubie i oddzwoniosz pozniej-oczywiscie juz nie oddzwaniaj-jak sie bedzie wkurzal ze nie oddzwonilas-to rzuc mu ze zapomnialas.... A tak troche jeszcze do Mariusza-tez musze poprzec kaktusice, czyli-teraz to moze byc z was niezla para, bo domyslam sie ze gdzies tam na dnie, w srodku ciagle ja jeszcze kochasz-tylko nie przecholujcie z tym przeciaganiem liny-ale jeszcze troche jeszcze jej sie przyda:)))) I ostania mysl-widzisz Akkknes jak Mariusz nam udowodnil, ze mozna-zrob to dla nas i tez udowodnij... i mam nadzieje, ze za miesiac nie bede musial Ci prac glowy wrzucajac, ze trzeba bylo to juz dawno skonczyc bo moja eks poszla w slady Mariusza eks-czego jednak po cichu sobie zycze:)tzn nie zycze sobie wrzycania Ci ale zeby moja eks poszla w slady innych "zapomnianych" eks:)i zeby ja zzarlo z tesknoty!!!!Zobaczymy?!?!?!?! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 23:37 bez recepty chyba, w aptece, na ulotce masz wszystko opisane:)a jak Ci nie będą chcieli dać tego to weź deprim (nie znam dawkowania) lub kalms(ze 3 tabl. najlepiej, mi na cały dzień pomagają dwie, ale Ty będziesz mieć większy stres):) Mi jeszcze mocnego kopa daje "a man", "right through you", "not the doctor" A. Morissette:) A jak już się z nim pożegnasz to polecam muzykę energiczną optymistyczną (noa "child of man"). Mnie jakiś czas temu muzyka własnie wyleczyła z tzw. niespełnione miłości...:) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 23:39 jesteśmy wszyscy z Tobą, razem nawzajem też możemy być i się wspólnie wspierać:) Uda Ci się:) Prędzej czy później:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 31.03.07, 03:48 Opisz nam wszystko co i jak bylo na spotkaniu-i czy w ogole do niego doszlo... Wiem,ze sobie poradzisz z nim bo bagatela znalazelm Twoj wpis jak udzielas komus rady na temat zlamanego serca na innym forum i byly to madre slowa. Ladnie tez udowodnilas ze patrzac z boku, rzeczy wygladaja calkiem inaczej niz jak sie jest w epicentrum jakiegos zdarzenia-to samo moge powiedziec o sobie, bo latwo mi tobie radzic a sam czuje sie taki bezradny:(((( Dla przykladu znajomym cos powypadalo i siedze w domu-ale postanowilem, ze musze gdzies wyjsc bo mysli mnie zabijaja-mam tylko nadzieje, ze nie strzeli mi palma i nie zrobie rundki w kolo jej domu. Trzymam za Ciebie kciuki!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:00 Kurcze nie mam sie gdzie wyzalic....chyba tylko tutaj jest na to miejsce:( Wczoraj caly wieczor pzreplakany....co za strata czasu:( Dlaczego tak lubimy sie zadreczac...smucic i plakac;(? no po co to...:( to ejsttak cholernie trudne to wszystko.... Potzrebowalam cieplego slowa....poczuc sie potrzebna kochana, no niestety nie ma nikogo kto by mi to chociaz w zcesci zapewnil. Moj niby chlopak ma mnie gleboko w tylku i nie zainteresowal sie ...ehh ale co sie dziwic jest prawdziwym gnojem wiec takim sie wybacza..i tak z nim juz prawie nie jestem wiec;)!!! al ebylo ciezko..i dzisiaj tez jest ciezko:( boje sie...ze juz nikt, nigdy:( ze nie pokocha mnie:(:(:(na tym mi w zyciu najbardziej zalezalo i zalezy....wsyzstko inne moze zniknac... taka tawrdzielka bylam wczoraj jak wam to pisalam wszystko..a dzisiaj?? zlamalam sie;( niecierpie siebie....za to wszystko niecierpie sie;(:(:( az mi sie zyc nie chce;( samotnosc......gorsza niz wszystko inne;( niektorzy potrafia z nia zyc, ja nie... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:14 Madziu, tu zawsze możesz się wyżalić... jakoś wczorajszy wieczór był dla nas wszystkich przykry, ja równiez przeżywam kryzys w związku, przestaję widzieć sens... dobrze, że mam takiego jednego przyjaciela, który mi wczoraj bardzo pomógł... Samotność wcale nie jest gorasza. Lepiej być samotnym iż być z kimś, kto Cię rani! Nie płacz za nim, nie jest tego wart. Na pewno ktoś Cię jeszcze pokocha, gwarantuję Ci, że jeszcze nie jeden:) Z tego, co piszesz wynika, że jesteś wartościową dziewczyną, więc zbierz się w sobie i uwolnij od kogoś, kto Cię rani... Czasem trzeba popłakać, pozadręczać się, to taka nasza natura kobieca:) A po burzy zawsze przychodzi słońce, pamiętajmy o tym wszyscy:) jak to mi kolega powiedział wczoraj: jak na giełdzie - trzeba przeczekać spokojnie i się nie denerwować spadkami :) Akknes, napisz nam:) jak tam nervosol podziałał:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:01 jestem zalosna wiem...... ale na uczucia nie ma rady:( najwaznijesze etaz to chyba zaprzec sie w sobie i zakonczyc ten zwiazek ktory obecnie najwiecej cierpien ze soba niesie..... byc z nim czy nie byc to juz nie ma znaczenia bo tak samo boli:( pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:10 heheh nawet nie powiedzialam wam dokladnie o co chodzi:) No wiec cala zabawa polega na tym ze przez ten rok siedze wdomu i pilnie sie ucze...nie hcodze do pracy ani do skzoly....przygotowuje sie na studia medyczne;( Na pozcatku dawalam rade, a etraz jest coraz gorzej. Kazdy dzien wyglada tak samo...kazdy dzien spedzam w samotnosci.... Nie mam gdzi ewyjsc ani z kim bo wszyscy znajomi studiuja... nie mam nawet gdzie pojechac bo oni nie maja czasu lub mieszkaja za daleko:(.... Przez ten czas mialam "jego" byl przy mnie..wspieral....ale on sie zmienil i zostalam sama..... To mnie zabija ..dusi...ciagle siedze sama i patrze w sciany albo wmonitor;( to zabijajace uczucie:( i wczoraj byl taki momnet ze peklam :(... nie dosc ze sama to jeszcze ten kretyn robi mi takie swinstwa...traktuje jak "zero"... Pańcio twierdzi ze mnie kocha.... hehe a podzcie mi czy mozna nazwac miloscia cos takiego ze on wogole sie nie interesuje co u mnie, nie stara naprawic zwiazku, nie stara sie kompletnie o nic.... Nie dba o to zebym czula si ekochana doceniana..potrzebna. Jest egoista myslacym wylacznie o swoim tylku. Nie pisze nie dzwoni..na gg nie hcce gadac bo go te rozmowy denerwuja.... Nie probuje mnie niczym ocazrowac ani pokazac ze jest wart wiecej niz sadze...... ja wiem ze to wynik az tego ze on mysli ze jestem na pstrykniecie i nie musi sie starac...wiem to i dlatego odejde bo w tym zwiakzu jestem coraz bardziej nieszczesliwa:( trace czas tylko.... a tak poswiecilabym ten czas na "efektywne zapominanie" na wygaszenie uczuc......Jestem taka mloda a zachowuje si ejak staruszka...emerytka. Mam 20 lat i od 2 lat nie bylam na zadnej dyskotece...na zadnej imprezie..moje zycie to byl tylko "on" tylko....Jeszcze troche i kipne w tym domu..zgnije i nikt nawet tego nie zauwazy.... Jak tak ma wygladac moje zycie to wiecie co ja chyba nie chce zyc juz;(:(:(:( na chwile obecna nie chce mi sie... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:19 Nie no tragedii nie ma:) Jeszcze tylko 2mce do matury (jeśli do niej się uczysz) i będziesz miała z głowy wszystko. Poznasz nowych ludzi, zaczniesz się bawić, zakochasz się i będziesz bogatsza i mądrzejsza o swoje przejścia... Zostaw go, serio, to nie ma sensu. Tylko się męczysz i zamykasz na nowe znajomości... Trzymaj się mocno, uda Ci się dostać na sudia i wszystko się zmieni, gwarantuję:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:54 hej, kupilam sobie ten nerwosol ale zaaplikuje go chyba juz zaraz bo mnie nosi... przeczytalam wasze odpowiedzi, dzis w pracy tez troche myslalam... i oprocz tego ze wiem ze musze sie postawic sie samej sobie i porozmawiac z nim ostatecznie i definitywnie i ze musze sie wtedy trzymac mocno mocno bardzo mocno... to stwierdzilam ze jestem wygodnicka - kurde przeciez jakbym chciala to bym sie juz dawno postawila a tak jutro zaczyna sie prawie 4ty miesiac tego cyrku! no i z tego plynie nastepny wniosek - ze boje sie byc bez niego, na razie jak mam chociaz w psychice taka swiadomosc ze moze jednak cos to jakos pewniej sie czuje... bez tej mysli moja niepewnosc bezradnosc i strach przed zwyklym codziennym zyciem mnie dobija:( przez to ze sie boje zycia bez niego (wiem zaraz bedziecie krzyczec ze i tak juz jestesmy osobno ale wiecie o co chodzi) caly czas tkwie w martwym punkcie... poza tym co by nie bylo i jakbym nie myslala i sie nie nastawiala ciagle tesknie kurde tak tesknie... nastroj mi sie psuje i nawet jak wychodze gdzies z przyjaciomi to zaraz mi wszystko przestaje pasowac bo brakuje mi jego... pewnie ze jutro wam wszystko opisze - mam nadzieje ze nerwosolek zadziala i nie wiem w sumie to chcialabym zeby ta rozmowa byla na plus a nie na minus w koncu zaraz wielkanoc i co swieta bez niego? juz slysze jak babcia sie bedzie pytac gdzie on jest... i co znad pasztetu i jajka krzykne jej o babciu zapomnialam ci powiedziec my od tego roku to w sumie nie jestesmy razem? dobra ide zajac sie sprzataniem bo zaraz sie poplacze :( ps kazda piosenka kojarzy mi sie z nim ze mna albo z nami wiec ja nie wiem czego mam sluchac... slucham jakis tam poprawiaczy nastroju ale staram sie nie wsluchiwac sie w teksty bo cholera sa tak zyciowe ze az zal... trzymajcie kciuki zeby on mi jutro nie zrobil zartu prima-aprilisowego :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 17:09 Jak Ci zrobi, to daj mi jego adres. Osobiście do niego pojadę i mu powiem, co o tym myślę;] To zrozumiałe, że tęsknisz... ale ja mam wrażenie, że nie za nim, lecz za byciem z kimś, za przytulaniem, związkiem. Naprawdę chcesz być z kimś, kto Cię nie szanuje? Rozmów się z nim dziś, niech da Ci odpowiedź. Tak, albo nie... każdą odpowiedź poza wyraźnym TAK traktujesz jako NIE, zrozumiano? 4mce straciłaś... wiesz? może teraz byłabyś w objęciach kogoś, kto by Ciebie pokochał... a tak? Zastanów się, czy warto tracić kolejne miesiące. Badź dzielna:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 31.03.07, 17:18 tak tak, kazda szarosc bede odbierac jako czern - chociaz wiem ze serce bedzie pekac :( no zobaczymy czy jutro zrobi mi zart czy przyjedzie a jesli przyjedzie to jak bedzie spiewal... boze ta niepewnosc jest straszna. dzieki kaktusica za ewentualna pomoc ;)) nie wiem czy bylabym w objeciach kogos innego ale kurde ciagle pamietam ostatnia wielkanoc i poprzednia tez i to tak boli... ide lyknac nerwosolek bo taki ladny dzien a ja zaczynam swirowac :/ a potem wyszoruje lazienke i sie wyladuje :))) sa takie chwile - jak np ta teraz wlasnie - ze chcialabym wam tu jutro napisac ze sluchajcie moze i robilam z siebie debilke, wasze rady byly ratunkiem nie tylko dla mnie, ale ha wcale tak nie jest, scenariusz jest inny, wszystko jest cacy i zeby tak juz bylo. ze naprawde wystarczyly 3 sekundy i jest super :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 19:54 Słuchaj... 3 sekundy... a po miesiącu od nowa męka... to wcale nie tak, że 3 sekundy i wszystko cudownie, na pewno nie w takiej formie, o jakiej myślisz. Nawet jesli się zejdziecie będzie czekała was wielka praca nad szczęściem. I obawiam się, że jak Twój facet nie podołał raz, to drugi raz też ucieknie...;/ i znowu będziesz cierpieć... pewnie byś była:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 31.03.07, 21:33 nie wiem co po miesiacu nie wiem co po tygodniu nie znam tez wagi tych 3ech sekund... wiem ze jeszcze mam w sobie poklady ewentualnej ochoty na eksperymenty. ale wiem tez ze tak jak jakis czas temu odpuscilam prawdziwa walke o ten zwiazek tak teraz powoli bedzie z ta ochota. nie wiem tez co zrobic ze swietami - bo swieta to sie raczej spedza z tymi co sie kocha, nie wiem co zrobic z jego urodzinami - sa troche po swietach... (nie wiem jak sie zachowac znaczy) na razie mam w glowie wielka pustke dotyczaca jutrzejszego dnia - nie wiem jak to wszystko sie potoczy, nie wiem nawet czy zdaze wlaczyc dvd czy nie bedzie sensu po jakiejkolwiek rozmowie. chcialabym byc twarda. nie wiem co bedzie 'za troche' jak juz uda mi sie zaczac zyc wlasnym zyciem (bo wiem ze tak bedzie) czy moja wielka niespelniona milosc zachowa sie ksiazkowa czy odpusci (bo on albo bierze to co chce albo olewa) czy cos jeszcze nowego mi wymysli. glupie to uczucie taka wielka niewadoma, jakis bezczas. ten tydzien zlecial mi nie wiem kiedy - i tak zreszta jeszcze troche na pewno bedzie - od telefonu do telefonu, od spotkania do spotkania, itd itd... nie wiem zbyt wielu rzeczy - wiem tylko jedno: z pustego to i salomon nie naleje. jutro wieczorem zdam wam relacje co i jak tu u mnie. (jakbym pisala wczesniej to pewnie znaczy ze mnie olal i wlasnie sie wam zale i potrzebuje wsparcia...) wiecie co - jednak jak mozecie i chcecie to mozecie trzymac kciuki o moja sile i jakby tego nie nazwac 'madrosc' a jego... eh... wiecie o co mi chodzi bo za dobrze wiecie czego chce i jak postepuje... :( ewentualnie - nie dziekuje zeby nie zapeszyc. Odpowiedz Link Zgłoś
borzenka1 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 23:43 akkknes, jestes wielka poetka. Czytam cie od kilku dni i to porusza. Nas wszystkich to porusza, ktorzy kochalismy. Niesiesz w sobie te milosc, te wiare,dla mnie niesiesz w sobie czlowieczenstwo. taki z ciebie czysty czlowiek w tym swiecie pozerow, twardzielcow. Nie zaciskasz zebow, nie ma w tobie msciwosci czy checi manipulacji. Daja Ci tu rady zranieni, ktorzy juz nie chca "dac sie nabrac". Niech sobie robia co chca. A ty jestes soba i za to cie cenie. Cokolwiek zrobisz, jestes wielka. To nie on ciebie stworzyl taka, jak jestes. On cie nie rozpoznal aniele. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes do borzenki1 01.04.07, 13:07 nie jestem poetka, to naprawde tak jest u mnie - to nie jest zadna telenowela ani zaden film - tylko cholera moja codziennosc! nie chce nic robic na zlosc czy go oszukiwac bo to nie jest taki czlowiek, poza tym kurde naprawde chce z nim byc. podejrzewam ze jeszcze troche wody w wisle uplynie zanim mi sie pozmienia zycie.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do borzenki1 01.04.07, 13:13 kurde borzenka twoj wpis jest bardzo mily - fajnie uslyszec ze nie jest sie kretynka i ze ktos to docenia i widzi ze to co robisz nie jest takie beznadziejne. zeby jeszcze on mi tak powiedzial... :( Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 01.04.07, 04:32 Witam Akkknes Cos co mi sie nasunelo po tym co napisalas: "ma zaraz po swietach urodziny" dla mnie perfekcyjna sytuacja-na jutrzejszej rozmowie w ogole nie dopusc do ogladania filmow-od razu powiedz: "Czesc, wszystko przemyslalam i jestes wolny- zegnaj". Nawet mu do domu nie daj wejsc, a potem z okazji urodzin nie rob poprostu nic-faceta zezre... a jesli sie jutro nie pojawi a potem bedzie wydzwanial to odbierz i powiedz: Nie przyszedles czyli bylo to dla mnie jednoznaczne z koncem, pa. No i oczywiscie zlej jego urodziny!!!! Do Madziuuulki: Odpusc sobie!!! Mam wrazenie, ze on w jakis sposob Cie kocha ale nauczyl sie ze jestes na kazde jego palcem skinienie-a teraz musi dostac pozadnego kopa, zeby w sobie znow odkryc milosc do Ciebie.... Jesli uda Ci sie go rzucic, to nie pzwol mu wrocic przynajmniej ze 2-4 miesiace-musi poczuc, ze nie zartujesz..no i przez te 2-4 miesiace kontakt minimalny a najlepiej wcale!!! A teraz WAs obie podlamie-latwo napisac cos takiego-ale wykonac to juz prawdziwy majstersztyk-wiem po sobie:) ale jakos wykonuje swoj plan-albo sie staram, ale kazdego dnia boje sie ze pekne:((( A co do bozenki-chyba nie do konca bym sie zgodzil-ja sie troche w swoim zyciu przejechalem i moze teraz probuje jakos to wszystko analizowac i starac nie popelniac bledow-i staram sie kozystac z rad formumowiczow-jak np katusicy czy Mariusza.Jesli odebralas to za osobista docinke to od razu przepraszam, bo jest tu masa forow, gdzie ludzie skupiaja nie sie na problemie autorki a na wzajemnym wrzucaniu sobie-a ja nie mam ochoty toczyc jakiejs walki, bo i po co. Pozdrawiam wszystkich-Akkknes napisz jak bylo!!! Madziuuunia-napisz jak sie trzymasz. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 01.04.07, 11:46 Zostałam wczoraj nazwana dziwką. Mój ukochany zapytał, komu dałam dupy. A wszystko przez to, że wieczorem poszłam na spacer z przyjaciółką i wypiłam jedno piwo, którym się trochę podchmieliłam i napisałam kilka smsów o treści, że wiem, że mu na mnie od dawna nie zależy.Po 3 latach bym się takiej reakcji po nim nigdy nie spodziewała. I nie wiem co mam zrobić... obraził się, mówi, że stracił do mnie całkowicie zaufanie. A ja nie pozwoję obrzucać się błotem. Chyba zaczynam dojrzewać do pewnej decyzji. Niedługo będziemy wszyscy się nawzajem pocieszać:) Ilums, jak Ci idzie? Akknes, napisz jaką decyzję podjęłaś. Madziu, co u Ciebie? Lepsze samopoczucie? Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 12:23 Witam wszystkich..... wiecie ten moj mnie dzsiaj uprzedzil....zadzwonilam do niego a on byl jakis nieprzyjemny...czulam ze cos jest nie tak..po sknczonej rozmowie zpayatlam co sie dzieje..to napsial ze mi pozniej napisze. .... no i napisal .. Napisal ze znow ma takie same watpliwosci jak kiedys..ze watpi w to czy miedzy nami bedzie dorbze...i watpi w swoje uczucia do mnie.... Nie msuze wam mowic jak sie czuje bo to oczywiste...zlamane serce po raz drugi przez tego samego faceta;(:(:( Napisalam mu ze rozumiem ze zrywa ze mna...napisal ze nie hcce jeszcze podejmowac decyzji ze musi sie zastanowic.... Napialam mu ze ma czas do czwartku do naszego spotkania jelsi postanowi skonczyc ten zwiazek to musi wiedziec ze juz nigdy nei worce do niego i nie bede chciala miec z nim kontaktu zadnego.... No wiec nie odpisal ale mysle ze w czwartek to sie juz zupelnie zakonczy. Jestem w rozpaczy...czuje sie strasznie zraniona.... Juz dawno czulam sie niekochana przez niego teraz to sie tylko potwierdzilo.... Szaleje tu... znowu dalam sie wpuscic w maliny.. i tak jak akknes robilam nadzieje na lepsze jutro a tak naprawde tracilam czas z\na zludzenia zamiast o nim zapomniec definitywnie.....Zycie jest podle...a najgorsze jest to ze jest ono podle nie dla tych osob dla ktorych powinno:(:(:(:( Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 12:28 leze w lozku i wyje w poduszke....ja piernicze jak to boli:( Nie mam sily sie ruzac.... Chyba pelne z żalu za chwile;( Nie wierze ze mnie to znow spotyka..poprostu nei wierze.......zyc sie odechciewa na maxa;( Odpowiedz Link Zgłoś
30_letni Re: wracanie do siebie 01.04.07, 12:31 Nie dam rady przeczytac wszystkiego. Facet mowi, ze Cie kocha, ale nie jest pewien czy chce z Toba byc? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes do 30_letni 01.04.07, 13:05 jesli chodzi o mnie to niestety on mi otwarcie nie powiedzial ze kocha... a z tym ze nie jest pewien czy chce ze mna byc to tak to dobrze zrozumiales - on nie wie co bedzie jutro musi pozalatwaic pare swoich spraw zawodowych i wtedy bedzie mial ewentualnie zapewnie czas dla mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
30_letni Re: do 30_letni 01.04.07, 13:12 Akkknes, mezczyzni nie roznia sie od kobiet az tak bardzo. Pomysl sama w jakiej sytuacji powidzialabys facetowi, ze nie jestes pewna, potrzebujesz czasu itp. Zakladam, ze nie zrobilas mu nic zlego /np. zdrada/, wiec nie idzie tu o jego nadwyrezone zaufanie. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do 30_letni 01.04.07, 13:18 nie, no on mi sie zaklina ze zdrady nie bylo... 30letni sluchaj jak on chce miec nagle kolezanki (przez 2 lata raz jedyny raz poszedl spotkac sie z kolezanka z podsawowki na kawe!) to niech je ma, ale niech potrafi odroznic kolezanke od dziewczyny i miec swiadomosc pewnych prawidlowosci jakie rzadza sie w zwiazkach... ja mu nie zabraniam nie zabranialam i nie mam zamiaru komukolwiek zabraniac - ok, spoko, kazdy ma swoje towarzystwo i jest dobrze. do czasu - wiesz przez 3 dni do mnie nawet nie napisal smsa, moje telefony odrzucal a po tych 3ech dniach mowi mi ze poszedl z marysia kupic majtki albo na wodke... no sorry w tym ten jeden facet rozni sie strasznie od kobiet, ja mu w zyciu takiego numeru nie odwalilam. ale jesli mam byc szczera to nie rozumiem co chcesz powiedziec: 'Pomysl sama w jakiej sytuacji powidzialabys facetowi, ze nie jestes pewna, potrzebujesz czasu itp.' <- Odpowiedz Link Zgłoś
30_letni Re: do 30_letni 01.04.07, 13:27 Nie zrozumialas. Jesli sie facet zastanawia, to cos jest nie tak. Chyba, ze lubi duzo myslec dla samego myslenia :) Powody tego niezdecydowania sa zwykle takie same jak u kobiet. Albo go porzadnie zranilas, zawiodlas jego zaufanie, albo nie chce sie wiazac, albo chodzi o inna, albo zwyczajnie nie czuje bluesa przy Tobie. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes news 2 01.04.07, 13:10 ze tak to ujme - zapowiedzial sie ze bedzie niedlugo. nie powiem mu ze dobra przemyslalam i jest wolny, zadnego dvd nie bedzie itd bo tego po prostu nie dam rady zrobic :( na razie staram sie trzymac ale kurrrrrde we wtorek bedzie 2lata od naszej pierwszej randki... zal mi tylek sciska tylko tyle powiem jak juz bedzie PO to wam zdam relacje - trzymajcie kciuki... Odpowiedz Link Zgłoś
30_letni Re: news 2 01.04.07, 13:16 Moja rada: nie mow wiele, tylko sluchaj. Zaloz sobie na poczatku rozmowy, ze to co Ty chcesz mu powiedziec, powiesz nastepnym razem. Przyda Ci sie troche dystansu i wiedzy. Przygotuj sobie pare zdan podtrzymujacych rozmowe, ale nie rob krokow ostatecznych. Bede trzymal kciuki i zagladal na Twoj watek. Powodzenia :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: news 2 01.04.07, 13:18 nie wiem czy jeszcze kiedys bedzie nastepny raz... Odpowiedz Link Zgłoś
30_letni Re: news 2 01.04.07, 13:31 Od Ciebie zalezy czy bedzie. Daj mu sie wygadac. Kobiety zwykle maja z tym problem i lubia konczyc za nas rozpoczete zdanie. Chca nas tym popchnac dalej najlepiej w kierunku ostatecznego rozwiazania :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: news 2 01.04.07, 13:57 jezu zeby on chcial sie wygadac... ale on nie on wyznaje zasade ze lepiej niektore sprawy jest przemyslec i dlatego np jakbym nie pytala czemu polazl z maryska po gacie albo czemu przy niej odrzuca moje telefony to bysmy byli razem... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: news 2 01.04.07, 13:59 w tej sytuacji o ktorej tu pisze niestety zbyt wiele NIE zalezy ode mnie - ej przeciez mowie ze wystarczy ze on powie ze ok chce to ja sie zgadzam itd wiec to nie jest tak ze duzo ode mnie zalezy. gdyby duzo ode mnie zalezalo to teraz pewnie jechalabym z nim na dzialke grilla rozpalac... :( Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: news 2 01.04.07, 21:30 "Każdego dnia rodzą się nowe kłamstwa. Najgorsze to te, które powtarzamy sobie przed snem, szepczemy je w ciemności powtarzając, że jesteśmy szczęśliwi, że on jest szczęśliwy, że możemy się zmienić, albo że on zmieni zdanie. Wmawiamy sobie, że możemy żyć z własnymi grzechami, że możemy żyć jeszcze z nim. Każdej nocy przed snem okłamujemy się w rozpaczliwej nadziei, że rano to wszystko okaże się prawdą." Marry Allice Young ("Gotowe na wszystko" ;P ) nie okłamuj się już dłużej akknes, udowodnij sobie, że tak naprwdę potrafisz być silna... nie mów, że nie będziesz umiała, że 'jesteś za miękka' - człowiek jest zdolny do wszystkiego! bo jeśli naprawdę się zmobilizujesz, to wierzę, że uda ci się przełamać, wyrwać z tego chorego uczucia i.. go raz na zawsze go spławić. wybacz szczerość, ale myślę, że... tak naprawdę wszystko od ciebie zależy, ale wmawiasz sobie, że tak nie jest, żeby uniknąć odpowiedzialności, żeby powiedzieć potem "wcale nie chciałam do niego wracać, nie panowałam nad tym, to nie zależało ode mnie". chyba musisz w końcu przestać tak robić, uwierzyć w siebie - i wszystkim tutaj, że ten związek nie ma sensu. trzymam za ciebie kciuki. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 17:20 akkknes koniecznie mow co i jak ..gdy juz bedzie po wszystkim!!!! Jestem bardzo ciekawa;) u mnie humorek torche sie poprawill...tak sam z siebei...ale to chyab dlatego ze z natury jestem bardzo wesola osoba i ciezko mnie zasmucic;):):) Dobra powiedzcie co robic bo ja si eciiagle zastanawiam..ten moj ma jutro urodziny mam zlozyc mu te zyczenia???? postanowilam ze ni ebede sie odzywac puki on sam tego nie zorbi ale chyba te zyczenia trzeba zlorzyc prawda???? Wiecie jak zerwal ze mna za piewszym razem to zachowywalam sie jak histeryczka...plakalam blagalam zeby worcil...łkalam do telefonu zeby worcil do mnie...robilam z siebie tandetna idotke...upokorzylam sie niezle.....mialam tego siwadomosc ze robie z siebie desperacka wariatke juz.... No ale bylam w ropaczy...hehe teraz juz tak nie robie...nie jest wart takich upokorzen to raz:) a dwa poprostu zmadrzalam:0 bede milczec...nie bed eokazywac bolu i cierpien..bede obojetna na cala sytuacje..nawet jesli pierwszy zerwie ze mna to udam ze mnie to nie obchodzi az tak bardzo zeby sie pzrejac..Myslice ze dorbze zorbie??????? Jak byscie postapili - ale tak szczerze subiektywnie jak bysic ebyli na moim miejscu - a wiadomoz etakei decyzje latwe nie sa gdy sami musimy decydowac:) Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 01.04.07, 17:31 ja nie wiem jakbym zrobił, dlatego, że podjąłem już decyzję o zachowaniu. Postanowiłem olewać, kompletnie, totalnie. Nie składałem życzeń na dzień kobiet, nie zamierzam składać życzeń na święta itp. Za dużo we mnie żalu i złości żebym odzywał się do niej. Tak jak pisałem dzwoniła do mnie i wysyłała smsy. Zauważyłem, że po prostu nie jestem przygotowany na jakąkolwiek rozmowę z tą kobietą. Zupełnie nie jestem przygotowany. Wolę się zupełnie odciąć bo tak mi jest łatwiej niż gdybym z nią w tym momencie zaczął jakąkolwiek konwersację. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 17:38 wiesz tylko ze jestesmy w dwoch roznych sytuacjach....ja jeszcze jestem z tym swoim chlopakiem teoretycznie....dlatego chyba wypada te zyczenia zlorzyc.....czekam na jego reakcje bo pierwsza nie odezwe sie. To bardzo trudne ale nie mam wyjscia...milczeni e jest jak zloto musi dac mu do zorzumienia ze ja tak latwo nie przychodze...... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 01.04.07, 20:37 A jemu wypada Ciebie tak traktować, zwodzić? Akkknes, po tym, co napisałaś o swoim ex... nie warto z nim być. On Ciebie po prostu nie kocha... takich rzeczy nie robi się ukochanej osobie! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 01.04.07, 20:38 Madzia, nie składaj mu życzeń. Ani mi się waż:] Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 01.04.07, 22:20 Ale sie wszystkim sypie....Nie dowierzalem jak czytalem co sie u Was powyrabialo-bo u mnie jest tak samo:(((( Nie pisz do niego Madziu... Pewnie on potem bedzie udawal obrazonego i ten stan moze potrwac nawet kilka miesiecy-ale prosze wez sie w garsc i przestan robic cokolwiek-wiem, ze Cie boli i bedzie jescze dlugo bolec:( To samo bym radzil kaktusicy-zlej tego goscia-a przynajmnie udaj ze zlalas i jak taki fifaraszka jest to niech sobie teraz pocierpi bez Ciebie-chyba po tym co Ci powiedzial zasluzyl na pozadny zimny prysznic-a nawet jestem zdania ze napewno na niego zasluzyl A teraz odpowiadam co u mnie-ano do dupy. Dzis o 8 jest show "Amazing race" ktorego epizod rozgrywa sie w Polsce. Wszyscy znajomi dzwonia zeby poinformowac zebym ogladal-a ona...Ano otoz ona-wielka ksiezna-milczy jak grob... ale ja tez nie zamierzam sie odzywac-wytrwalem miesiac to i jeszcze troche wytrwam. A tak na serio to oddalbym wszystko, zeby moc obejrzec ten program przytulony do niej!!!! Trzymajcie sie wszyscy!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes jak bylo 02.04.07, 09:43 nie bylo happy endu na poczatku szlo wszystko ok potem jak zaczelismy rozmawiac to nawet nervosol mi nie pomogl on darl sie tak i rzucal takim miesem ze moja mama juz chciala wchodzic do mnie na pietro bo tak glosno bylo nie bede pisac o wszystkim bo to zbyt ponizajace i przykre po prostu cos we mnie peklo on mi nagle mowi ze wie ze albo marysia albo ja - i ze ktoras musialby skasowac on dalej nie ma pewnosci ze to maryska przysyla mi te smsy (a ja ja mam) poza tym jak zobaczylam u niego na tapecie w telefonie jej zdjecie to ja juz w sumie stracilam ochote na rozmowe i mam w dupie tlumaczenia ze po prostu zdjecie jest ladne nie chce sluchac ze ona jest ladna i ze powinna byc modelka - bo jesli on mowi to mi to jej tez wiec ona wie na czym stoi oczywiscie mam przestac o niej mowic dziewczynka - a jak o pol japonce z klasy maturalnej moge mowic? przeciez nie 'przyjaciolka'!!!! co z tego ze on mi kaja sie ze zadna juz go tak szybko nie pokocha co z tego ze on mi mowi ze jak przestane dzwonic prosic blagac plakac zebrac itd to bedzie super co z tego ze marysia jako kolezanka mowi mu ze ma grzybice pochwy i sie nia zarazila na basenie (hhahahhhahaa czyli ze polowa polski ma grzybice?) kiedy w momencie jak ja mowie ze ide zrobic bo jednak jej sie ta grzybica nie zrobila z dnia na dzien to on mnie popycha i mowi 'spier...' i ucieka z przystanku? wiecie co ja juz nie bede olewac, nie bede ignorowac, nie bede czekac. wczoraj cos we mnie peklo, cos sie wypalilo... hm z pustego to i salomon nie naleje hmmm wystarcza 3 sekundy moja wielka milosc pierwsza prawdziwa milosc skonczyla sie wczoraj i to nie jest zart boli jak nie wiem co, wczoraj ostro sie zryczalam, dostalam gigantyczne kazanie od rodzicow... i nie robi to na mnie wrazenia ze on potem jak juz sie uspokoi i w ogole potrafi zadzwonic do mnie w srodku nocy i tak ladnie opowiadac o mnie i o nim nie w perspektywie smsa z ktorego wniosek jest taki ze przestal myslec glowka na rzecz glowy - i generalnie jak przestal to zaczal mnie zlewac i nie ma znaczenia ze nie nie nie nas laczyly inne sprawy problemy radosci itd i dopiero lozko dziewczyny to juz koniec tej historii to nie byla bajka to nie jes film to jest moje zycie moje zycie ktore musze zaczac budowac na nowo nie wiem moze pozniej bede w stanie wam opowiedziec wiecej na razie chce wypelnic sobie kazda minute zeby nie myslec o tym co nie potrzeba czas piec mazurki i trzymac sie w wielkanoc gdy jego miejsce przy stole bedzie puste... Odpowiedz Link Zgłoś
nutopia akkknes 02.04.07, 09:50 nie wiem o co chodzi bo nie śledzę tego wątku, ale trzymaj się:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes 02.04.07, 11:04 dzieki nutopia :) na razie idzie zgodnie z twoim zyczeniem - najgorzej bedzie jutro kiedy bedzie dwuletnia rocznica pierwszej randki - nie wiem czy kiedykolwiek uda mi sie zapomniec ta date, a jeszcze jutro bede przechodzila dokladnie tam gdzie byla ta pierwsza wspolna kawa :( Odpowiedz Link Zgłoś
borzenka1 Re: akkknes 02.04.07, 11:42 Akkknes, trzymaj sie. jestesmy z toba. Chlopaka poniosly nerwy, ale fakt, ze pieprzyl glupoty i ty mialas prawo sie zdenerwowac. On chyba najpierw robi, a potem mysli. czas wszystko pokaze, moim zdaniem rozne rzeczy moga sie jeszcze zdarzyc. meczylam sie z podobnym facetem 1,5 roku. W koncu mi sie odechcialo i powiedzialam, zeby robil co chce. I taki niesmak mi pozostal, ale chyba nie przestalam go jeszcze kochac.Ale pewnie kiedys mi przejdzie. Najwazniejsze, ze twoja rodzina i przyjaciele sa z Toba. Wypelniaj sobie czas, by o tym nie myslec. Na tym polega zycie, ze sa wzloty i upadki. To ciezkie doswiadczenie Cie czegos nauczylo. Bedziesz madrzejsza na przyszlosc..., albo nie... Ale swoje teraz wycierpisz, niestety. I w koncu to przejdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes 02.04.07, 12:09 wiesz najgorsze jest to ze caly czas a juz po tym wczorajszym nie potrafie go znienawidziec!! tak bym chciala zeby jakas zlosc czy cos we mnie chociaz zakielkowaly a tu nic... w swietle tego co wczoraj powiedzial i zrobil stracilam wiare i sens w ludzkie odruchy w to ze wszystko mozna zmienic. cos we mnie peklo, nie poznaje sama siebie - to boli, cholernie boli, to nie jest bol fizyczny ze wezme tabletke i przejdzie. ale z kazda godzina wiem ze podjelam sluszna decyzje - sluszna dla mnie. jesli ten czlowiek czuje cos do mnie, jesli mu choc troche zalezy to wiem (i w to to nawet wierze) ze cos z tym zrobi. i on i ja wiemy ze ja nie pstrykne palcami i sie nie odkocham w sekunde wiec troche czasu jeszcze ma. moje uczucia sie nie zmienia z kierunkiem wiatru, reszta zalezy od niego. a to ze on mi mowi ze teraz to wie ze nikt go tak szybko i tak mocno nie pokocha - no to juz nie moj problem. czas zaczac podchodzic do pewnych spraw na zimno - ja tez mam swoje zycie. wiem ze to dziwnie brzmi ale na razie po prostu jeszcze nie do konca zdaje sobie sprawe z tego co jest - nie wszystko do mnie doszlo :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: akkknes 02.04.07, 15:02 Akkknes... wybacz mi, że Ci to powiem, ale NARESZCIE. Nareszcie o nim zapomnisz, zaczniesz żyć, będziesz szczęśliwa, znajdziesz sobie kogoś, kto Cię będzie szanował i prawdziwie kochał. Jego zachowanie świadczy tylko o jednym - jest palantem i nie ma sensu tracić na niego ani chwili! Nie był Ciebie wart. I to jest prawdziwy happy end, wiesz? Przez niego tylko byś cierpiała... ktoś, kto tak traktuje drugą osobę zasługuje tylko i wyłącznie na pogardę. Po co Ci złość? Niech będzie Ci obojętny. Nie odbieraj tylko teraz telefonów, nie odpisuj, nie gadaj, zakończ już to. Wystarczająco duzo się wycierpiałaś. Trzymaj się, jesteśmy wszyscy z Tobą:* Ilums... to wcale nie jest takie łatwe... nie wiem co mam robić. Odzywam sie do niego normalnie, dopóki nie wróci do miasta (wyjechał na kilka dni...). Jak wróci - szykuje nam się poważna rozmowa, bo wszystko, totalnie wszystko się sypie. W tamten sobotni wieczór nie wyrobiłam, coś we mnie pękło, alkohol (nawet ta odrobina) mnie ośmielił i powiedziałam mu, że to strasznie boli, jak mnie zlewa... byłam rozżalona, zapłakana i trochę pijana, plątały mi sie literki, bo prawie nie widziałam, co pisze... no i on pomyślał, że się strasznie schlałam... po chwili zadzwoniłam i usłyszałam to, co usłyszałam... byłam wtedy w takim stanie, że zaczęłam go przepraszać i prosić o drugą szansę... rano się obudziłam i co? i "matko, co ja zrobiłam! to on powinien prosić o przebaczenie!". Na razie udaję, że jest wszystko OK. Jutro/pojutrze sobie pogadamy... tylko wciąż za bardzo nie wiem, co zrobić, bo to mu się zdarza pierwszy raz, a jesteśmy ze sobą 3 lata. Odpowiedz Link Zgłoś
borzenka1 Re: akkknes 02.04.07, 15:05 No i dobrze, dlaczego mialabys go znienawidziec, wydaje mi sie, ze to nie w Twoim stylu. Tak jak mowisz, jesli on cos czuje, to cos z tym zrobi. Ciezko mi bylo uznac, ze czasami trzeba poczekac. I nawet jak sie w srodku przewalaja lawiny i rozne inne kleski zywiolowe uczuc, to co mozna samemu z tym zrobic? najwyzej poplakac sobie. Ta druga osoba musi to czuc, bo inaczej nie ma "nas". Gdzies slyszalam, ze kochac, to dawac wolnosc. Cos w tym jest, ale to trudne do wykonania. Ogladalas film "Frida"?. Albo "Blizej"- ten mi pomogl w trudnych chwilach. Akkknes, jestes dzielna dziewczyna! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes 02.04.07, 15:11 gowno prawda nie jestem dzielna jestem do niczego siedze i rycze bo zdaje sobie sprawe z tego co sie stalo boze po co mi to bylo?????????????????? Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: akkknes 02.04.07, 15:29 Co Ci po co było? Miłość? Żeby zaznać trochę szczęścia. Rozstanie, żeby docenić szczęście i zdobyć doświadczenie. Twoje o niego zabiegi po to, żebyś zrozumiała, że nie prowadzi takie zachowanie do niczego... Jesteś bardzo dzielna! I pamiętaj, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło:) Teraz czekam, aż za jakiś czas wpadniesz tu i napiszesz "ludzie! Zakochałam się!":) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes 02.04.07, 16:34 nie wiem, moze po co mi bylo to o jedno zdanie za duzo? moze gdybym zacisnela zeby kolejny raz, moze gdybym nie chciala zeby on poczul choc namiastke tego co ja czuje, moze gdyby mi tak nie zalezo, moze gdybym nie podchodzila do tego tak powaznie, moze gdybym olala to wszystko trzy miesiace temu... boze dopiero teraz mam watpliwosci... moze gdybym wczoraj sie zacisnela sama w sobie to dzis byloby calkiem inaczej, moze to wszystko ulozyloby sie inaczej? moze bysmy sie w koncu zeszli? moze naprawde by nam sie udalo? moze bysmy byli pierwszymi ktorzy dokonali niemozliwego? moze wszystko potoczyloby sie inaczej i teraz bylo juz na zawsze inaczej? milion pytan i zadnych odpowiedzi... jeszcze ta perspektywa jutrzejszej daty pierwszej randki, przejscia obok miejsca w ktorym wszystko sie zaczelo to mnie tak dobija. nie ma juz tej kawiarni, nie ma tam juz tej paskudnej kawy ktora wtedy pilismy, jest za to takie same slonce, taka sama pogoda, 'powietrze pachnie takim samym nonsensem jak wtedy kiedy poznalam ciebie'... z jednej strony jestem z siebie poniekad dumna ze w koncu cos z tym zrobilam, co z tego ze to raczej wyszlo mimochodem, grunt ze w koncu cos ruszylo... a z drugiej strony mam do cholery taka nadzieje, ze on teraz cos z tym zrobi!! bije sie sama z myslami, jedna zla mysl przeganiam dwiema jeszcze gorszymi. niby wiem ze teraz bedzie juz tylko lepiej ale wiem ze to wcale nie jest latwiejsze... Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: akkknes 02.04.07, 16:39 Taka sobie dziwna sprawa, bo zaden z nas nie jest slepy i widzi co sie dzieje- ale nie w swoich zwiazkach. Potrafimy sobie doradzac: nie rob tego, czy tamtego a zrob to-a jesli chodzi o nas samych i naszze zwiazki to tacy bezradni jestesmy:/ Trzymaj sie Akkknes-nie pociesze Cie niestety tym razem(zreszta chyba zadko moje rady byly dla Ciebie pocieszajace-wiec bede soba)ale sprobuje tez i nie zalalmac. Bedzie Ci teraz okropnie ciezko-w moim przypadku np. najgorsze sa pierwsze 3 miesiace: Zawsze mimo iz powinienem sie uwalniac od bylych to je glorifikowalem, po jakis 6-8miesiacach nie wadomo skad przychodzila nienawisc- ale taka sztuczna bo w glebi duszy to ciagle je kochalem. A po niecalym poltora roku wszystko odpuszczalo i przestawalem kochac-taki glupi schemat mam. A teraz jestem na samym poczatku bo minal dopiero miesiac-no i oczywiscie jestem w fazie myslenia-ona jest cudowna, niesamowita, inteligentna, sliczna-i moglbym tak w nieskonczonosc, bo prawda jest ze ona taka jest!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes 02.04.07, 16:47 nie, no ja nie mowie ze ten moj jest idealny. dalej widze to co wczesniej, sa pewne rzeczy ktorych nie da sie u niego zmienic i trudno bo takiego go pokochalam. przeszadzaly mi czasami te sprawy no ale ja tez nie jestem idealna. tu juz nie chodzi o pocieszenie, kurde ja wiem ze to jest teraz moj czas i ze to tylko ode mnie zalezy jak ten czas wykorzystam. wiem jednak ze jesli tego wczorajszego nazwijmy go incydentu nie bylo to dalej bym czekala nie wiem na co... wiec z tej jednej strony wiem ze to co sie stalo jest wzglenie ok - bo tak jak mowilam cos ruszylo... ale z tej drugiej strony - mam do siebie taki zal ktorego nie da sie opisac. przesrane mam i tyle - bo i tak zle i tak niedobrze... musze po prostu uwierzyc ze teraz bedzie mi latwiej lzej wygodniej lepiej... tylko najpierw musze to sobie wmowic. do swiat to jakos zleci wiesz latanie kolo swiat nie bedzie zbytnio kiedy pomyslec. wiem ze fatalnie bedzie w swieta - bo spojrze na to 'jego' miejsce i mi wszystko sie przypomni, i to z nadwiazka. ehhh popaprane to moje zycie. a tez dowiedzialam sie dopiero teraz jak niektore dorosle czyli powazne decyzje bola... bo bola strasznie. wiesz juz nie powinno byc we mnie bezsilnosci i nadziei - a ja ciagle czekam az on cos zrobi. cos w sensie wiesz jakim :( Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: akkknes 02.04.07, 16:47 tez zawsze mam milony pytan i zadreczam sie w nieskonczonosc-ale w koncu to ustaje!!! Mowisz ze moze gdybys przestala sie odzywac 3 miesiace temu to by bylo inaczej-wiesz jak on Cie kocha to mozei nie jest za pozno jak sie przestaniesz odzywac teraz i za jakis czas on odnajdzie ta milosc-tak jak bylo w przypadku Mariusza-on walczyl dluzej od Ciebie bo 8 miesiecy i po 1,5misiacu milczenia jego ex zaczela walczyc. Wiec skorzystaj z jego przykladu i moze on za kilka miesiacy zawalczy,ale przestan PROSZE robic w koncu cokolwiek. Wiem, ze jest ciezko nic nie robic bo ja sam wlasnie to robie-ale ludze sie zarazem ze jak w przypadku Mariusza ona w koncu sie przelamie i znow bedzioemy razem!!!! Trzymaj sie Akkknes A tak a propos to chetnie bym sie dowiedzial co u Ciebie Mariusz, Madzia i katusica????? Trzymajcie sie!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: akkknes 02.04.07, 16:53 Co u mnie? Dno. Odstawiłam kalms i wyje od rana. Żyć nie umierać. Przeczytaj to, co tam kilka postów wcześniej napisałam... Jestem w kropce, a w głowie żal... A u Ciebie co tam? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: akkknes 02.04.07, 16:59 Przeczytalem-i widze ze nie ciekawie:((( U mnie tez do dupy-sam juz nie wiem co o tym wszystkim myslec, bo nie oparlem sie i weekend w nocy przejzdzalem kolo jej chaty i wiem ze spedzila caly weekend w domu sama co jest prawie nie mozliwe w jej wykonaniu-i nie wiem co myslec o tym: czy ona mysli, czy teskni, czy poprostu dala sobie weekend na przlezenie w lozku i ogladanie filmow.Nie cce na sile sie ludzic, ze siedzi tam wpatrzona w moje zdjecia bo moge sobie tylko narobic glupiej nadzieji i moze jezcze bardziej bolec://// Czyli jesli strescic wszystko w jednej frazie to jest do dupy!!!!!!!!! Boli strasznie!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: akkknes 02.04.07, 16:56 na razie naprawde nic nie robie. i to wyzwala we mnie moje male paranoje... ze moze on znowu czeka az ja cos zrobie pierwsza... z drugiej strony wiem ze ma asa w rekawie w postaci marysi wiec wcale nie musi sie teraz nudzic. naprawde jak ktos porownuje ciebie i druga dziewczyne to tak jakbys dostal w twarz. co z tego ze on mi powie ze ja tez ladna jestem, ze jestem madra, ze cos tam, ze oh bo ja go pokochalam... ale to nie moje zdjecie ma na telefonie, nie o mnie mowi ze powinnam zostac modelka... podejrzewam ze takich rzeczy jest jeszcze milion. takie przyrownywanie naprawde boli. gdybym jeszcze byla jakas wybrakowana czy cos... a tamta ma ohydne paznokcie, lyka ksanaks, na iprezach zlewa sie do upadlego, no i jeszcze ta grzybica... oprocz tego przysyla mi smsy z netu... boze to jest podle... ja dla niego zawsze jak z gazetki bylam... i nie pamietam kiedy powiedzial ze ladnie wygladam. jej daje zolty czerwony zielony i fioletowy a mi szary. co z tego ze mi powiedzial wczoraj ze chce mi dawac pomaranczowy... jak wie ze albo jedna albo druga... no to jak dla mnie wg jego obliczen ja jestem gorsza... ch.....wo uslyszec od kogos kogo sie kocha z kim sie bylo w smutku i radosci przez dwa lata takie cos :((( Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: akkknes 02.04.07, 17:06 poboli jeszcze troche akkknes ale musisz przestac sie odzywac-to on sam w koncu musi zauwazyc ze ta druga to wcale nie taki super product i powolutku musi sie przekonac co stracil-a Ty musisz dbac o siebie i nadal ladnie wygladac. Pamietasz reklame mastercard gdzie bylo: Manicure-50zl, nowe uczeanie 120zl, salon spa 70zl.... potem laska idzie na impreze i jest tam jej byly i na dole ekranu byl podpis: blysk pozadania w oku bylego-bezcenne... Zrob to dla niego i dla siebie i byc fajna laska i niech zobaczy co stracil osiol jeden!!!!!a wtedy moze go ku..ca w koncu strzeli i zauwazy.... no i daj sobie czas bo tego zrobic sie nie da w ciagu dni-wg mnie potrzeba miesecy Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: akkknes 02.04.07, 17:37 u mnie bez zmian. Nie wpisuję się za bardzo na forum ponieważ u mnie nic się nie dzieje. Do ilumsa: moja była nie zawalczyła o mnie. Po prostu wysłała kilka smsów i zadzwoniła parę razy. Ja to olałem, ponieważ nie jestem przygotowany na rozmowę z nią i nie mam na razie zamiaru się z nią kontaktować. W tym momencie ona już do mnie nie pisze i nie dzwoni. Nie mam o to absolutnie do niej żadnych pretensji. Ja poszedłem na całość po prostu tzn. chce o niej zapomnieć poprzez całkowite odcięcie się od niej. No i to wszystko w temacie. Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: akkknes 02.04.07, 17:55 to jest chyba najbardziej podłe zachowanie faceta - jak cię porównuje do innej. wiem, bo mój eks, jak jeszcze było niedługo po naszym rozstaniu - ja oczywiście starałam się być zupełnie obojętna, pozwalałam żeby opowiadał mi o swoim życiu towarzyskim, żeby myślał, że mnie to wogóle nie rusza - to mi opowiadał o swojej dawnej miłości. gadał coś w stylu "ona jest po prostu idealna/doskonała/cudowna i ja muszę o nią zawalczyć...muszę jeszcze raz spróbować... ple ple ple..." myślałam że mnie ku*wica trafi z zazdrości, trzęsłam się przed tym monitorem, choć oczywiście udawałam, że "dobrze ci życzę", że "przynajmniej ty sobie życie fajnie ułożysz", itp. tak mi spadła po tym samoocena, że głowa boli. dziewczyna jest płaska, ma krzywy nos i koszmarną twarz, w dodatku jest sporo wyższa od niego, co śmiesznie wygląda, ale to ona zostaje obsypana toną komplementów. ale podobno dla niego ma idealny charakter, jest taka dobra, grzeczna i delikatna... przy okazji jest pie*rzoną, strasznie konserwatywną katoliczką, a ja 'tylko' ateistką (bez obrazy dla wyznawców wszelakich religii) więc naprawdę akknes, nie przejmuj się, oni chyba najwyraźniej zawsze tak robią... niby mówił mi jakieśtam komplemenciki (mądra, ładna - dokładnie) ale tak naprawdę to w życiu nie usłyszałam, że jestem 'doskonała', czy coś... może już twarzą w twarz nie mają odwagi tak kłamać, tej 'doskonałej' pewnie w życiu też tak nie powie. (ale przy mnie to sobie może pomarzyć/powymyślać;P) już ja mu pokaże 'gorszą', jak mnie zobaczy na ulicy silną, pełną życia, wyleczoną z tego związku, zadbaną i... nie zwracającą na niego uwagi;) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes aniek 02.04.07, 18:01 zazdroszcze ci takiego sposobu myslenia... ja nie mowie ze maryska jest brzydka- dla mnie po prostu jest beznadziejne robic sobie samemu zdjecia... cale sesje... chwalic sie grzybica pochwy... i w ogole twierdzic ze to ze na sluchawce jest L to znaczy ze to jest rozmiar sluchawki... no bo o rozmiarze R nie slyszalam... on mi tez nie mowi ze ona jest idealna - tylko ze mu sie 'po prostu podoba' ale mam takie same uczucia jak ty jak mi to mowi Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 17:41 Witajcie.... akknes mialam wczoraj w sercu nadzieje ze Ci si epowiedzie...ale jak widac my wszyscy jestesmy jacys naznaczeni bo nikomu sie nie udaje..... bach i nie ma. Wiesz ja mysle ze etraz zaczniesz postepowac jak nalezy... zawezmiesz si eza siebie i zadecydujesz mocno w sobie " nie chce go kochac!!! chce o nim zapomniec" ... " nie myslec nie myslec nie mylsec" Musisz to zorbic dla siebie!!!! a moge ci zagwarantowac jedna rzecz...jak on zauwazy ze ty go lewasz...ze Ty juz zrezygnowalas to sam przyleci...ebdzie chcial worcic do ciebie....a wteyd odmow raz...jak bedzi esie staral to wiesz;) wtedy juz zrobisz jak zehccesz;) Jestem pewna ze jak go zignorujesz i pokazesz ze jestes wiecej warta niz on...ze mozesz miec kazdego i on nie jest calym swiatem to sobie pomysli " kurcze jaka ja fajna babke stracilem" Pomysl o tym.................... a co do mnie.... no to zlozylam zyzcenia temu mojemu i odpisal " dziekuje" super cvo?? nie ma co jest niezly w swojej powsciagliwosci...... Czuje sie dobitnie kurde... czekam do czwartku a do tego czasu wiecie ile mam mysli?? ze np. pewnie nie przyjedzie...ze nawet mnie nei powiadomi o rozstaniu...ze sie sam nie odezwei....ze mnie rzuci i nawet nie poinformuje o tym...ze to koniec bedzie... strasznie sie boje;( nie chce tego...umre w srodku tam jak mnie znow zostawi:(:(:( dorba jestem, niedawno pisalam tu ze to ja go zosatwei a teraz meczarnie pzrechodze bo nie chce sie rozstawac. jednego mozeci ebyc pewnie...bo to jzu sobie obiecalam ze jelsi mnie rzuci to zanic wswieci ejuz sie nie odezwe i nei worce do niego.......... Napisalam mu o tym ze jesli zadecyduje odejsc to musi si eliczyc z tym ze odchdozi beze mnie...na zawsze. Ze nie worce chodzby nie wiem jak bolalo... mysle ze dotarlo do niego. tak wiec moje Slonca co robimy????? byleby nie myslec o tym wsyzsktim.......... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 17:51 Wybaczcie mi... nie potrafię nic napisać poza tym, że mi przykro, ze wam też, kochani, się nie układa... jutro może skrobnę coś więcej, dziś... dowiedziałam się właśnie, że obrzucam go obelgami (bo napisałam, że musi wyrosnąć z wyzywania i ranienia tak bliskiej osoby)... nie wiem, co robić, nagle tyle się tego żalu nazbierało;( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:02 oj kochana wiem co to znaczy jak szala wagi leci w dol... jak sie nagle tak nazbiera... naprawde cie rozumiem - tego sie nie da opisac, nie? Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:19 nie da... jakbym chciała... piszę teraz list do niego. Bo powiedzieć niektórych rzeczy nie dam rady. Poprosiłam go o to samo... szkoda, że do tego doszło, kiedyś umieliśmy rozmawiać... niech już będą wakacje, zaczniemy spędzać ze sobą więcej czasu, może wtedy się ułoży... było dobrze, może nie cudownie, ale dobrze... miesiąc temu się zaczęło. Wiadomość, że uważa się za kogoś bardziej inteligentnego i zdolnego, że on coś osiągnął, a ja nic... skończyły się komplementy i czułe słówka, rozmowy do rana... i tyle przykrości się nazbierało. Za bardzo dusiłam to w sobie, za bardzo. Dziękuję Wam, że jesteście... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:07 Slonce spokojnie!!!! opanuj swoje emocje i zal.... Wiem doskonale co tam etraz sobie czujesz:( biedactwo... wiedz ze to nie Ty jestes winna.....to on ma problem z soba. teraz to sie obraz!!! i czekaj az on zacznei cie przepraszac. twedy w sobote to ty go blagalas o wybaczenie wiesz jak on urosl w takim momnecie/? poczul si ejak Pan i wladca....teraz zamiana rol!!!!! badz silna i nie daj sie omotoc mu!!!! ja wiem to cholernie ciezkie nie pzrejmowac si ebo sama wczoraj caly dzien lezalam w lozku i wylam jak glupia......... ale zawezmij sie w sobie...idz gdzies...zrob cos... Kurde gdybym tam byla z Toba to bym cie napewno pocieszyla;) bo ja taka fajna babka jestem:0 mowie Ci:):):) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:23 Kochana jesteś babeczka:* Dzięki:* Nie obrażę się. Jutro/pojutrze rozmowa. A po niej... zobaczymy. Albo się wszystko zmieni, zaczniemy się starać, albo żegnam pana. I choć będzie mnie błagał o powrót (już raz go zostawiłam, jak mnie szarpał w kłótni...) to nie ma przebacz. Nie będę więcej cierpieć... ;( Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:28 Oj tak!!!! durga szansa mu sie nie nalezy!!! Jelsi ten moj w czwartek mnie zosatwi to tez juz na zawsze....nie worce do niego na bank. Bede miala to w tylku i tyle..przynajmniej postaram sie miec;) Trzymaj si emocniutko!! ebdzie odrbze. Damy rade;) drugi raz bledu juz nie popelnimy i tyle;) jak mnie zostawi to ok jego strata bo ja jestem extra i tyle a on nie jest:) On sobie mylsi ze jest Panem wszechmogacym..ze wszystko od niego zalezy..ze to on jest boski i najlepszy pdo kazdym wzgledem. Mniemanko ma osobie jak jakis krol.....tak wiec zdziwi sie gdy zobaczy ze ja juz go nei bede chciala......oj bardzo sie zdziwi...buziaczki Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:42 Oj zdziwi się... powodzenia kochana, trzymam kciuki za Ciebie! I za nas wszystkich, za Akkknes, Mariusza, Ilumsa:) W kupie raźniej, wiecie? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:59 kaktusica6 napisała: > Oj zdziwi się... powodzenia kochana, trzymam kciuki za Ciebie! I za nas > wszystkich, za Akkknes, Mariusza, Ilumsa:) W kupie raźniej, wiecie? WIEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:34 wiesz, tylko też nie zawsze ma sens robienie sobie nadzieii typu "ignoruj go, to będzie cierpiał i zobaczy jak to jest". ja jak mojego zaczęłam ignorować - to była dla mnie katastrofa - bo on kompltnie to olał! jak normalnie codziennie ze sobą pisaliśmy, nawet już po odejściu, (wiecie, pierwszy facet, to zachowuje się kontakt, naiwnie wierzy się, że można się potem jeszcze 'przyjaźnić', phi..) to nagle postanowiłam nie pisać, wiecie, żeby zwrócić na siebie uwagę... nie pisałam dzień. dwa dni. tydzień. dwa tygodnie, a on nawet się nie kapnął chyba, że to dlatego, że mam do niego żal! on po prostu zupełni to zlał! załamałam się! ja myślałam że jak do niego nie napiszę, to on się odezwie, a tu nic! zupełnie jakby chciał powiedzieć "nie piszesz? no trudno." no i w ten sposób ja też zaczęłam go zlewać. tak mnie to wkurzyło, ta kompletna ignorancja, ten kompletny brak szacunku, zainteresowania, niczego w stylu "hej, co się stało, dlaczego nie chcesz rozmawiać?"... że postanowiłam już wyleczyć się z chorobliwego sprawdzania komórki co trzy minuty. . . . to mi dało do zrozumienia, że choćbym nie wiem jak go ignorowała, i zbywała, czy przeciwnie - choćbym nie wiem jak go błagała i płakała - to on już podjął decyzję i najwyraźniej ja mu 'wiszę':/ niezbyt miła świadomość, że ktoś, kto jeszcze niedawno z tobą był, teraz nawet nie ma ochoty odrobinę zawalczyć, choćby spytać "co się stało". ale cóż, uświadomił mi przynajmniej (choć w niezbyt miły sposób), że najwyraźniej cały świat nie kręci się wokół mojej osoby;P Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 02.04.07, 19:00 boze aniek ile ty masz w sobie optymizmu... tez taka kiedys bylam :( ale juz nie smieje sie jak kiedys... Odpowiedz Link Zgłoś
aniek666 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 19:16 hej akknes, nie myśl sobie, że mi było tak łatwo jak się wydaje;) to, że teraz potrafię swobodnie o tym rozmawiać wynika tylko i wyłącznie z tego, że ten okres, który ty aktualnie przechodzisz, ja mam od niedawna ZA sobą. zawsze łatwiej mówić o czymś takim, jak już się uwolnisz i będziesz w stanie spojrzeć na sprawę z dystansu. myślisz, że ja nie przechodziłam przez taką męczarnie, jak ty? jasne, że przechodziłam, jak WSZYSCY;) przecież to zupełnie nierealne, żebyś teraz, nagle, z dnia na dzień odzyskała dawny wigor i optymizm! jesteś świeżo po rozstaniu, dopiero co skończyłaś etep w życiu, który był dla ciebie ważny, trudno oczekiwać cudów... zawsze jest czas na żal i ból. ...ważne tylko, żeby udało ci się ten czas możliwie skrócić - co wcale nie jest łatwe, ale jednak osiągalne. zobaczysz, gdy minie dostatecznie dużo czasu znowu będziesz się śmiała jak kiedyś, wierzę w to... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes ad tematu 02.04.07, 17:58 no nie wiem czy tak wroci jak sie odetne, on jest z tych 'innych' 'nieksiazkowych' na razie caly dzien nie napisalam nawet smsa... zobaczymy... wieczorem ide zapalic swiatelko symbolicznie jp2 wiec pewnie wieczorem tez bedzie cisza... byc moze zobaczy cos, ide z kolegami o ktorych jest strasznie zazdrosny, a ze kolega jest fotografem i na bank bedzie strzelal zdjecia... to zaloze w swojej proznosci sodniczke i plaszczyk a nie dzinsy i trampki... przy nim nigdy nie nosilam kiecek... postaram sie nawet wysilic i usmiechnac do zdjecia... wiem mariusz ze to nie bedzie kwestia dni... byc moze z kazdym dniem kiedy bede cos robila juz z mysla o sobie a nie o nim to samo mi przejdzie... na razie ciagle staram sie zapelniac sobie kazda chwile bo nawet jak obieralam ziemniaki i sie zapomnialam i zaczelam myslec to wylam nad tym zlewem jak glupia... naprawde jest mi glupio ze moja rodzina musi byc bohaterem tej tragikomedii... szkoda ze i mnie ktos zaangazowal bez castingu i mojej checi do tej roli!!! :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: ad tematu 02.04.07, 19:25 Nie pisz mu nic, zupełnie nic, nigdy już... jednak łyknęłam te tabletki. Zaczynają działać powoli. Rozmowa wyznaczona na czwartek... trzymajcie kciuki za pomyślne rozwiązanie... na razie nie wiem, które z rozwiązań będzie pomyslne, czy bycie, czy niebycie razem...;( Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 22:37 Hej wszyscy!!! gdzie jestescie?? czyzbyscie zatracili sie w zalu??? chodzcie tu do mnie bo mi samej zle;(:(:( jak wasze sprayw dzisiaj? jak sie trzymacie?? ja zorbilam rundke rowerem i sie zgrzalam:0 za to endorfiny chyba we mnie si eodezwlay bo stan deprywacji tak jakby maleje;):):) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 03.04.07, 05:07 Witam chlopcy i dziewczeta:) A ja mam dzis jakis dziwny humor:) Chyba dobrze:) Hej katusica-dzieki za pozdrowienia-pewnie ze w kupie razniej!!!! Tylko ze Wy nigdy nie chcecie pisac o tej poze co ja-tylko sie wlozkach wylegujecie:) Choc dzis w przerwie trafilem na akkknes... Jestes dzielna dzewczynka akkknes i masz sie do niego nie odzywac-a kiecka i fotki to super pomysl!!! Wspominalem ,ze dzis mam dziwny humor wiec dziwny zart pozwole sobie zastosowac- Madziu zaz droszcze Ci-ludzilem sie, ze to ja bede na Twoim miejscu, ale niestety to Ty jestesta szczesciara i napisalas 400 wpis:)))) A tak poztym to zrobielm dzis rzecz niemozliwa-az wyjsc z podziwu niemoge ajkie sobie zajecia wymyslam, zeby o niej zapomniec-mianowicie jestem totalny imbecyl jesli chodzi o naprawe samochodow-pewnie mialbym porblem ze zmiana kola-a dzis, doszedlem co jest nie tak, ze szyba mi sie nie opuszcza-pokupilem czesci i wszystko wymienilem bez jakiejkolwiek pomocy-dla mnie to nielada wyczyn i pzwolilo mi to zapomniec na jakies kilka godzin!!!! Czyli wychodzi z tego ze jakossie trzymam-czego i Wam kochani zycze!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 11:40 ojjjj hehe wybacz mi ten niecny czyn:) nawet nie zwrocilam uwagi ze mialam 400 wpis;) ale zobacz ty tez jestes w niezlej pozycji:) zaczales kolejna liste;):):) hehe czyz to nie super???:) u mnie bez zmian..siedze sobie i mysle i pzrejmuje si ejak zawsze...a ten ktos nie interesuje si ekontaktem ze mna i nie psize i nie dzowni.... Powoli zaczynam akceptowac ta sytuacje...czekam tylko do srody wieczor zeby sie dowiedziec juz osttaecznie wszystkiego.... wiem ze mnie zostawi..no coz..tylko po co to tak pzredluza/?? tego nei rozumiem.... Ale musze byc silna i ze stoickim spokojem to przyjac...:( pozdrawiam was mocno mocno:) trzymajcie sie;) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 16:25 Akkknes co u ciebie??? jak sobie dajesz rade??? cos si ezmienilo?? mam nadzieje ze nie pisalas do niego ani nie dzwonilas....mam tez nadzieje ze jesli on to zorbil to zlalas to przynajmniej z dwa razy....... wytrwalosci zycze i usmiechu!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 03.04.07, 19:08 Madziu, mi też jest źle... chyba nam wszystkim;/ Ale cóż, co ma być, to będzie, nie ma co się zadręczać... i na pewno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc podnieśmy wszyscy głowy do góry;] Kto wie, może czeka na was (nas?) ta druga połówka, która wkrótce się pojawi? Mi się pojawił nowy problem... a raczej dwa... przez to wszystko, te kłótnie z moim facetem (którego kocham, on mnie też) zbliżyłam się z takim moim jednym kolegą... zbliżyłam w sensie jak najbardziej psychicznym;] Tzn. strasznie go lubie, udowodnił mi, że jest wspaniałym człowiekiem i wspaniałym przyjacielem (któremu zalezy na szczęściu przyjaciółki - moim:))... no i zaczęłam się zastanawiać, czy ja przypadkiem się nie zauroczyłam... tylko, że facet mnie totalnie nie pociąga fizycznie, tylko czuje jakieś takie pokrewieństwo dusz, czy coś... nie wiem. Poza tym spotkałam się dziś z moim ukochanym, wyszłam po niego na dworzec... posiedzieliśmy trochę, pogadaliśmy (on zdał mi relację z wyjazdu) no i wróciliśmy do domu... jutro mam do niego jechać i odbędziemy tą rozmowę... boje się, ale po dzisiejszym dniu (było naprawdę miło) staram się myśleć pozytywnie... może uda nam się naprawić to, co się zepsuło ostatnio... oby. Akknes, Ilums, Mariusz jak się trzymacie? Madziu? Lepszy humorek?:) Najwyraźniej jutro obie przezyjemy swój sądny dzień:) Życzmy sobie happy endu:) w sensie, że cokolwiek się stanie, żeby to było dobre rozwiązanie:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes wtorkowo 03.04.07, 20:02 no wiec tak... wczoraj sobie poszlam - i po 22ej dzwoni mi komorka - myslalam ze to mama sie martwi gdzie sie szlajam... a to moja milosc 'czec gdzie jestes' no to mu powiedzialam ze nie moge teraz gadac. wrocilam do domu, wszystko robilam najwolniej jak sie dalo w koncu do niego oddzwonlam - i jak przez dwa miesiace ten moj mial zepsuta wibracje i dzownek w komorce tak nagle po drugim sygnale odebral (a wczesniej dodzwonic sie do niego bylo duzym problemem). i on mowi po dwoch minutach poczekaj to ja do ciebie oddzownie a ja mu powiedzialam ze o nie, jestem padnieta i zmarznieta i ide spac. a jak mu jeszcze dodalam ze chyba na majowke do krakowa pojade z tymi kolegami moimi o ktorych jest zazdrosny to powiedzial tylko chlodno ze jak jestem zmeczona i ide spac to on tez. powiedzialam mu dobranoc i sie rozlaczylam. modlilam sie zeby usnac jak najszybciej zeby sie nie poryczec bo serce pekalo, wcale nie bylam z siebie dumna. dzis oczywiscie przechodzilam obok tej slynnej kawiarni w ktorej dwa lata temu pilismy kawe... i dopiero po czasie uswiadomilam sobie ze ja minelam... teraz dopiero wlaczylam kompa, patrze na gadu wiadomosc od niego sprzed paru godzin czy jestem - bo on ciagle nie moze rozkminic ze co drugi wtorek jestem na uczelni - wiec oddzwaniam, rowniez na ten telefon gdzie i dzwiek i wibracja nie dziala - a on mi mowi ze pogadamy pozniej bo teraz czeka na MOJEGO tate bo moj tata odstawil mi niezly numer i pojechal po moje rzeczy do niego. jestem w szoku, bo on zapytal czy ja spakowalam jego rzeczy ale do cholery ja nie wiedzialam ze moj tata tam pojedzie :( bozeeee caly dzien wmawiam sobie ze jesli cos ma z tego byc to bedzie. ze jesli on cos do mnie czuje to za jakis czas sam cos zrobi. ze to byly dwa lata wazne tez dla niego. tylko jak mowil ze czeka na mojego tate to slyszalam tam jakis glos, damski glos... maria?? czyzby mojemu tacie bylo pisane ja poznac?? tak jak caly dzien jakos sie trzymalam - a chodzilam wsciekla caly dzien, ciagle ktos albo cos mnie wkurza - ale teraz widze moj demon przeszlosci odezwal sie. dzis 'magda m' - przynajmniej bede mogla sobie poplakac w spokoju... tak sobie tylko mysle ostatnio - od kiedy przefarbowalam wlosy i schudlam wszyscy mowia ze wygladam jak 'magda m'... i czy do cholery mi tez sie uda? bo ja wiem ze magda kocha piotra i ze oni beda razem. ze tyle sie stalo ale wroca do siebie... eh zle mi sie zrobilo taka smutniawka jakas... trzymaj sie dziewczyno, trzymaj, badz twarda i silna, badz, bo dasz rade... przeciez co cie nie zabije to cie wzmocni... prawda??? Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:06 Kaktusico.....Boze ja umieram z bolu:( Wlasnie mi powiedzial ze ma metlik w glowie....i to duzy..ze ma metlik co do mnie i co do swoich uczuc..... rozmawial tlyko chwil ebo poweidzial ze si ez kims umowil na spacer........ nie wiecie jak etraz placze....jak umieram... nie widze tej przyszlosci juz swietlano...chyba sie zalamie.....:( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:08 madzia wydaje mi sie ze wiem co czujesz popatrz pisze tu ciagle - nie zalamalam sie, nie lykam prozaku, nie leze u czubkow... troche zgaslam, troche placze, troche smutno, ..., ale jestem!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:11 akkknes tylko ze to juz bedzie naprawde koniec...2 lata pieknej milosci...... wsyzskto pojdzie gdzies, bo jemu si eodechcialo.... Tak bardzo go kocham i nie moge tego pzrezyc wiesz???? poprostu nie moge.....A wiesz co jest najgorsze??? ze chce go blagac o to zeby zostal ze mna..ale nie rozbie tego...oj nie.....jesli nie umre to znaczy ze kiedys bedzi edorbze w naprawde mnie to wzmocni...... jelsi nie umre:( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:27 madzia, naprawde wydaje mi sie ze wiem co czujesz - ja tez mam za soba dwa lata i tez to nie mnie sie odechcialo... tez kocham i tez czasami mysle ze nie moge tego przezyc. z tym ze ja blagalam. i wiesz co mi to dalo... :((( Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:33 alez ja tez blagalam.......tez blagalam.....i po czasie worcill a etra znzow odchodzi:(:(:( drugi raz nie bede go prosic....ale ten bol jest nie do zniesienia....Teraz przezywam to wszystko drugi raz...wyobrazasz to sobie??? drugi raz jestem w tym samym miejscu.....az nie wierze ze dalam sie w to wszystko wciagnac..... Wies zteraz on mnie juz tylko zlewa...nawet nie odpisuje, nie chce niczego wyjasniac....juz po wszysktim z jego strony.....wyobrazasz sobie jak sie czuje??? ja piernicze czuje sie olana zlekcewazona.... zraniona ..wszystko to po raz drugi........ szczerze to nei wiem co poczne..przede mna caaly miesiac samotnosci w domu ( ucze si edo matury) od rana do pozna jestem sama w domu...calkiem sama.... rozpacz rozpacz i rozpacz....jestem bliska zrobienia sobie krzywdy.....bardzo bliska, bo starcilam sens swojego zycia...stracilam wszystko. Wiare i nadzieje w milosc....nie wierze ze spotka mnie cos pieknego...porpsotu nie wierze...a teraz najchetniej to bym zasnela i nigdy sie nie obudzila.....to tak boli....tak starsznie boli.....Nie moge sobie z tmy poradzic....porpstu nie moge. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:02 madzia, ja tez przed matura mialam zawod milosny - w porownaniu z tym co teraz przechodze to byl pikus tak na marginesie. tez nie wyobrazalam sobie doroslego zycia bez niego. jak to ja mam pojsc na studia i to bez niego? poszlam na studia i po pierwszej sesji jak mnie amor rabnal... to za jakis czas pewnie zaczne go przeklinac za to co mi wtedy zrobil. caly swiat zamienia sie w pyl, co? Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:46 w tym momnecie zastanaiwam ssie jak ja sobie poradze z samotnoscia??? no jak..... boje sie ze jestem za stara na poznawanie kogos nowego...ze to juz nie wydjzie.....:( tak sie boje starsznie przyszlosci...:( nie potrafie zyc w samotnosci....poprostu nie dam rady tak zyc;( Nie poznam pewnie zadnego wartosciowego mezczyzny i bede stara panna cale zycie..... Nie wierze w to wszystko co si estalo dzisiaj...poprostu nie iwerze ze durgi raz to samo mnie spotkalo......:( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:04 kochana, ja jestem 3lata po maturze!! ja zaraz studia koncze i to ja powinnam plakac... na razie jestem wsciekla na tate... sama bym sobie poradzila. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:27 wiesz ja durgi raz pisze mature bo poproawiam wynik zeby dostac sie na medyczna....postanowilam to zorbic dzieki niemu....namowil mnie zebym probowala....i co?? zostalam sama jak palec teraz...daleko od wszysktich. kazdy dzien spedzam w domu.... samiutenka..msuze szukac motywacji do nauki a on jeszcze mnie dobija tym......umrzec mi sie chce...nie chce mi sie juz tej medycyny tej matury..niczego... Wiesz ja juz kilka razy w zyciu mialam zawod milosny..i to nie maly al eten jest niesamowity....oddalam mu cala siebie... calutka..... tak bardzo mnie zauroczyl ze myslaam ze to wlansie ten..oddalam mu si ecialem i duchem, sadzilam ze juz zostaniemy razem...bylam tego wrecz pewna.. i co??? i bum skonczylo sie...bol niesamowity..cuepienie ogromne..ale ponoc zycei toczy si edalej???? ehhhh nie wierze juz w nic...zadna piekna romnatyczna milosc...w nic nie wierze;( Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:40 Boże dziewczyny!!! Przestańcie się wspólnie nakręcać bo naprawdę zaraz jakieś samobójstwa będą!! Przestańcie się nakręcać!!! Co do pytania co u mnie to bez zmian. U mnie już się nic nie dzieje ponieważ ja żadnego kontaktu z byłą nie mam i nie wiemn co mam Wam pisać. Tylko proszę, nie nakręcajcie się bo to się źle skończy. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:42 > na razie jestem wsciekla na tate... sama bym sobie poradzila. Chyba powinnaś raczej mu podziękować, że w końcu wziął sprawy w swoje ręce. Ty od 3 miesięcy sobie nie radzisz. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 03.04.07, 22:06 Popieram Mariusza! Skończcie z tym wzajemnym nakręcaniem i dołowaniem! Nikt jeszcze z miłości nie umarł, najwyżej z zadręczania samego siebie... Te rozstania tylko was wzmocnia, stworzą z was prawdziwe, silne kobiety, które wiedzą, czego chcą. Na drugi raz też nie popełnicie tych samych błędów i wszelkie oznaki niechęci ze strony Waszych facetów będziecie zwalczać w zarodku. Będziecie teraz silniejsze i mądrzejsze o te właśnie doświadczenia. Głowa do góry:) Wszystkie jesteśmy młode, jak nie ten to inny:) Tego kwiatu jest pół światu:) A jak nie, to zamieszkamy jako 3 stare panny i też będziemy szczęśliwe;] Akkknes, nie dzwoń do niego i nie odbieraj jego telefonów. NIGDY WIĘCEJ no niego nie dzwoń. Dobra? Madziu, nie przejmuj się... to i tak by się stało... on musi odejść, dla Ciebie nie ma z nim przyszłości, własnie Ci to pokazał! Nie wart jest Twojej miłości i tyle. Olej i ciesz się życiem... przeciez po każdej burzy przychodzi słońce, prawda? To teraz też, za miesiąc, dwa przyjdzie:) Cham jest tylko, ze robi Ci coś takiego przed maturą... Skup się na niej i dostań się na medycynę, pokaż mu na co Cie stać! 3mam kciuki!:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 22:36 No dobra juz spokoj :):):) koniec nakrecania;) musialam sie wypisac porzadnie:) jest mi lepiej..... zdalam sobie sprawe ze to koniec..i tzreba zapomniec o nim jak najszybciej.....po prostu.....pozdraiwam was Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 01:06 Przepraszam was kochani ale u mnie jest troche pozniej jak u was, wiec ja mam ciagle dzien i ja tez musze sie wypisac bo dzis dostaje sam ze soba szalu-a potem postaram sie juz negtywnie nie nakrecac. Jaki numer dzis odwalilem to nie bedziecie ze mnie dumni-a w zasadzie to chcialbym, zebyscie mi skopali dupe-a zwlaszcza akkknes ktorej sam nieraz kopalem. Ale do rzeczy-bylem dzis na zajeciach-gdzie oczywiscie byla tez ksiezna latino... ten biczes dokladnie wie jak mnie rozgrywac i jak mna sterowac tak jak malym samochodziciem z radiem... byla taka mila-tak sie usmiechala, a na koniec dodala, ze nie moze byc na nastepnych zajeciach-to mnie tak uklulo ze jej tydzien nie zobacze, ze cale moje racjonalne myslenie schowalem w kieszen. Oczywiscie po zajeciach zadzwonielm do niej chcac wypytac czemu jej nie bedzie-i moze nawet zaproponowac podwozke(bo tak nieraz robilismy przedtem)ale nie odebrala-i teraz boli jak sto kutasow-ku.. zyc mi sie nie chce-w robocie latalem do kibla udajac ze cos mam z oczami i mi lzawia, a tak naprawde to rycze jak maly dzieciak. A zabawne dla mnie jest to, ze jak ona sie spoznia to nawet jakby sie nie pijawila to bym przezyl-ale ten komunikat ze jej nie bedzie caly weekend podala w takiej formie ze mnie rozlozylo:(((( a teraz chwila szczerosci: Wiecie co- zawsze to moje zycie milosne to do pizdy bylo!!!!!!!!!!!!! Zeby przechodzic przez to samo bagno trzeci raz-to glupiemu by sie znudzilo, a ja w nie slepo brne.... Nie mam tez zielonego pojecia co robic dalej-mialbym ochote zadzwonic albo napisac ale mam tez juz dosyc ponizania sie-ja wrecz tarzam w blocie przed nia i nic to nie daje:///////////// I siedze zamkniety w czterech scianach i rycze i rycze i rycze i jakos ukojenie nie chce przyjsc-taka sobie ch..owke dzis mam Przepraszam kochani za wulgaryzmy-ale inaczej juz nie moglem-za duzo bolu zeby go dusic w sobie...Brakuje mi prawdziwych Polskich przyjaciol, zeby pogadac!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 04:37 Mojego niezbyt madrego postepowania ciag dalszy... Po poprzednim napisaniu stwierdzilem, ze nie moge sie zamykac w chacie bo zwariuje-no i poszedlem pojezdzic samochodem-gdzie oczywiscie wyladowalem-pod jej domem-ktos mi powinien za to palnac w leb...no ale stalo sie. Zaparkowalem samochod ulice dalej i poszedlem pieszo sie upewnic czy wzrok mie nie myli ze ona w domu siedzie po raz kolejny-oj tak kochani-jezdze tam srednio co drugi dzien sprawdzac czy jest-no i zawsze siedzi sama w domu-nie wiem co o tym sadzic???? Ale nie ludze sie juz ze o mnie mysli-to juz akurat do mnie dotarlo, ze NIE. Kontynujac moaj historie z przejazdzka-gdy wsiadlem do samochodu, moja ksiezniczka nie chciala odpalic(tak jakos kobiety ostanio nie chca ze mna wspolpracowac)...Meczylem sie z lachonem jednym z pietnascie minut i przelecialo mi przez mysl-skoro jestem rzut beretem od "mojej milosci" to moze poprosic o przejazdzke do domu???? No i zgadnijcie co zrobilem??? No i sie mylicie:)-jakims cudem sie powstrzymalem i nie zadzwonile-choc mnie tam nosilo...a po jakis 3 minutach jak podjalem, mam nadzieje, trafna decyzje, moja ksiezniczna nr2 odpalila:) Mimo iz strazsnie boli to ciesze sie ze sie nie kajalem po raz drugi dnia dzisiejszego i ze do niej nie zadzonilem-jak ja znam to by nawet nie odebrala i znow byloby gorzej... Sorry "kochani/niekochani" za drugiego okropnie dlugiego posta!!!! Trzymajcie sie-wpadne jutro Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 04.04.07, 08:09 Ilums a gdzie Ty przebywasz jeśli można wiedzieć? Opisz (jeśli oczywiście masz ochotę) co tam porabiasz. Co do dziewczyny to oczywiście setny raz nie będę Ci pisał, że musisz być silny. Ja to olałem jeśli chodzi o moją byłą. Po co mam z nią rozmawiać i ryzykować, że wkur.... się po tej rozmowie. Lepiej nie gadać i ewentualnego ryzyka unikać. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:10 W stanach-na florydzie, w Jacksonville. Piekne i troche nudne miasto-ale samo w sobie przysporzylo mi tyle bolu, ze czasami mam juz dosc!!!Najgorsze to jest ze Polakow to tu poiczyc na palcach jednej reki mozna i nie ma nawet z kim po naszemu pogadac-a latynosow to masa-i to mi wiecznie o niej przypomina:/ Dalem dupy z tym wczorajszym telefonem-ale coz zrobic. Od wczoraj zaczalem od nowa liczyc czas kiedy sie nie odzywam-czyli na koncie mam juz jedna dobe-ale sukces Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:25 Aha! Pytales jeszcze co tu pporabiam-nigdy nie lubilem gadac o kasie i nigdy nie polubie chyba-wiec odpowiem na to pytanie tylko raz i nie chce wracac do tego tematu. Przylecialem do stanow jak wiecie uciekajac od poprzedniej milosci...a najlatwiej bylo mi dostac wize jako au pair(opiekunka do dzieciakow) i nadal nim jestem-ale zarazem jestem tego typu czlowiekiem, ze w milosci to nigdy nie moge odnalezsc szczescia, ale w zarabianiu kasy to nigdy problemu nie mam. Okazalo sie, ze mam dwie pasje na ktorych mozna to robic fajne siano-mianowicie projektowanie ogrodow i fotografia wiec znajduje sobie ludzi ktrym projekuje i wykonuje ogrody, a od czasu do czasu trafi misie fuha- strzelanie fotek na roznych imprezach-moja pasja nr 2 wciagnela mnie bardziej i zapisalem sie tutaj na mase kursow, zeby obyc sie ze slownitwem fotograficznym bo od wrzesnia 2008 chce isc tu na studia-ale najpierw daje sobie jeszcze rok na odlozenie kasy. To tak tyle co tu robie-czyli prawie non stop zajety jestem:) ale oni maja tu taki styl zycia i poprostu sie dososowalem. Trzymajcie sie Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:28 hahahahhaha, czyli już jedną dobę wytrzymałeś. Ja wytrzymałem już prawie 50 dni. Mi zawsze po pijaku włącza się chęć zadzwonienia. Znalazłem na to sposób w postaci nie zabierania ze sobą telefonu. Nie mam telefonu - nie ma wydzwaniania. Rano zawsze na kacu chwalę siebie, że tego telefonu nie wziąłem. Śmieszne to jest, ale skuteczne. Co do miejsca gdie mieszkasz to chyba latynosi są lepsi niż stada murzynów. Nie jestem rasistą, ale murzyni w dużych grupach wydają się groźni. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:38 tylko tacy sie wydaja(chodzi mi o murzynow) a tak naprawde to tez spoko ludzie sa. Mam tu jedna czarna koleznke i wiesz tego nawet sie niezauwaza ze ona ma inny kolor skory-a do tego jest zabawna i w ogole... Ja mam to szczscie wygladac jak typowy amerykanin, do tego jeszcze udalo mi sie pozbyc naszego akcentu w rozmawianiu-ale czasami jak mnie ktos wku.. na imprezie lub w pubie to lubie sobie wlaczyc nasze "r" bo brzmi to im jakbym byl rosjaninem a oni sie ruskow boja-a teraz sobie wyobraz ze nieprzyjemnych sytuacji mialem tu juz kilka-i wszystkie z bialasami... ale jak juz mowilem, talent do zarabiania pieniadzy i do bycia cwaniakiem to zawsze mialem-ale do kobiet-to nie bardzo- takie zycie!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 04.04.07, 15:27 no nie można umieć wszystkiego. Każdy facet chciałby umieć zarabiać kasę, być trochę cwaniakiem i żeby kobiety leciały na niego. to by było za piekne. Na stałe wyjechałeś do stanów? nie obraź się, że tak wypytuję, ale zawsze to fajnie poczytać jak ktoś żyje w innym miejscu świata. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 15:42 Czy na stale-tego niestey nie wiem!!! jak tu przylecialem to bylem pewnein ze po roku stad spadam-wszystko mnie tu denerwowalo-Ci ludzie na nim sie nie znaja i mozna im taki kit cisnac ze az milo...Wiec bylem zdecydowany, ze po roku wracam i zaczynam walke o moja ex od nowa. Ale po jakis 5 miesiacach obudzilem sie z mysla, ze to fajny kraj jest-wszystko jest takie latwe-no a po co sobie cale zycie utrudniac. Wiec poki co mam w glowie, ze za rok chce isc tu na studia-a potem pstrykac fotki do playboya:)))Na szczescie tez odkochalem sie w mojej ex nr2 wiec poza przyjaciolmi, tymi najprawdziwszymi na swiecie, to juz mnie nic do polski nie ciagnie. No moze nasze sliczne, inteligentne kobiety;) Wiem tez, ze za jakis czas moge sie obudzic i powiedziec sobie-hej, juz nie kocham latynoskiej ksiezniczki i wtedy moze sie okazac, ze to bardziej ona mnie tu trzymala niz cos innego???? Wiec jak widzisz-nic nie jest pewne. Mozesz tez smialo pytac- chetnie podziele sie swoimimi doswiadczeniami. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 18:33 zosatwil mnie.....sama.... nawet nie chcial o tym mnie pinformowac.. no ale nacisnelam go i poweidzial ze nie przyjedzie..... napsialam mu zegnaj i tyle.... mam zal...mam ogromny zal. Wiceice ze byl tutaj niedawno i mi powiedzial ze nie zostawi mnie juz?? ze wynagrodzi mi wszysktie cieprienia jakei pzreszalm??? super .... teraz to widze....dzieki niemu znow musze pzrezywac najwiekszy w zyciu bol;(.... przynajmniej jestem juz konsekwenta i powiedzialam ze nie ma mozliwosci powrotu...przynajmniej tyle nie?? teraz wiem ze musze o nim zapomniec...musze zaczac zyc innym zyciem ..inaczej..bez niego;( To boli jak przypomne sobi ewszystkie chwile...dociera do mnie to ze nigdy juz tego nie pzrezyje..nie z nim:( serce mi sie rozpada wlasnie.... wiecie jakie to uczucie..bardzo dorbze wicie.Cholera ze tez ja dalam sie drugi raz wpakowac w to:( tak mnie skrzywidzil...Boze.... wiecie co mu napsialam>??? napsialam mu ze dorbze poznac si ena kims tak jak ja teraz na nim... ze jego zachowanie posiwadczylo ile jest wart....napewno nie mnie!!! napsialam zegnaj, milego zycia...i koniec:( teraz dajcie mi sile zebym przezyla ten okres.... bo umieram... Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 18:47 Dobrze wiem Madziu co czujesz:/// i nie zazdroscimy-takich chwil, tych takich paskudnych, bolacych bedzie w Twoim zyciu jeszcze masa, sama pewnie widzials moje wczorajsze wpisy-jak juz jest cos w miare dobrze to potem bol potrafi wracac ze zdwojona sila:(((( Ale na szczescie im dalej jestesmy w czasie odkrytycznego zdarzenia to bol powraca z mniejsza czestotliwoscia-jak powiedzial bodajze Stachura "dajcie czasowi czasi zeby mogl plynac" a co za tym idzie pracowac na nasz korzysc. Podoba mi sie to, ze mialas odwage do niego napisac i sama to zerwac, bo w przyszlosci moze to poskutkowac tym, ze on znow bedzie nad toba latal bo sie ocknie co stracil-a wtedy Ty bedziesz na wygeranej pozycji. Ale teraz niestey musisz sie zamknac w sobie i przebolec. Nie pisac, nie dzwonic i nie robic nic co zwiazane z nim... bo kazdy odchyl , jak moj wczorajszy tel do ex moze spowodowac powrot bolu-a tego Ci nie zycze!!!! Wiem, ze latwo mowic-ale skoncentruj sie na tym zeby dobrze zdac mature i idz przez zycie dalej-bron boze mi sie teraz zatrzymac. Marzysz o medycynie to powalcz o to-a za jakis czas on bedzie wiedzial ze stracil inteligentna dziewczyne!!! No i nie zapominaj o dbaniu o siebie-moze to pusto brzmi, ale juz raz sie odwolywalem do reklamy mastercard i to dziala "blysk w oku bylego- bezcenne" Trzymaj sie Madziu!!!! Widzialem ze swoj wlasny watek zalozylas-zaraz wejde i sprawdze co tam sie wyrabia:) i najwyzej ustawie tych ludzi do pionu jak Ci zle radza:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:01 Ilmus dziekuje ci za wsparcie;) pewnie ze juz nie odezwe sie do niego...nie potrzeba mi wiecej bolu !! bede silna babka ... juz wszystko wyrzucialm i skasowalam jego gg i nume rtelefonu. od razu elpiej. nawet nie zamizrem pzrestac dbac o siebie:) bede dbala i bede sie uczyla..zajme si etylko soba...a on niech zaluej ze mnie stracil bo jestem bardzo wartosciowa osoba i on nie zalsuzyl na to wszystko co dla niego zorbilam i dalam..... Wiesz szkoda tylko ze to 6 raz jestem wykolowana..mialam nadzieje ze ta 6 milosc bedzie szczesliwa. Wczesnijesze trway po 3 - 8 misiecy to fakt ale bolalo to jak sie konczyly...ta trwala 2 lata ..bylo pieknie..ale znow si eskonczylo. teraz musze byc tylko silna i wierzyc w dobry los. Ilmus zobaczysz ze kiedys to si enam wynagrodzi...Obiecuje ci ze bedzie dobrze!!! Bedziemy jeszcze szczesliwi... Prosze ci epostaraj sie nie robic tego wszysktiego co robisz... widze ze walczysz sam z soba zeby je nie zaczepic... ale daj sobie spokoj. Dobrz eby bylo zebyscie sie nie widywali ale to chyba niemozliwe cio??? zycze ci jaknajlepiej.... ide na serial sie odstresowac;) pozdraiwam:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:24 Zuch dziewczynka jestes-i takiej wlasnie odpowiedzi po Tobie oczekiwalem!!!!!!!! Troche mnie wmurowalo jak napisalas ze to juz szosty frajer Cie wystawil-a ja tu rozplakuje sie ze przechodze przez moje bagno trzeci raz-szczerze to mnie troche wystraszylas:) ale jest OK...a co do tego, ze los nam wszystko wynagrodzi to jakos mam dziwna tego pewnosc, ze jak zrealizujemy nasze marzenia- ty pani doktor, a ja pan wileki fotograf:) to ze te wszystkie osoby ktore na las polozyly lahe to sie zaczna w jakis niedwuznaczny sposob odzywac-a wtedy my bedziemy na gorze!!!! A co do tego,zeby sie z nia nie widywac to masz racje- narazie jest to niemozliwe-nie zuce szkoly z jej powodu-i wiem, ze ona tez nie bo ma niezly ubaw sterujac mnac i mnie meczac-widze to po niej!!!!! Na zajeciach maska wesolutkiej slodkiej dziewczynki a po-wyrahowna i wredna w kazdym calu-jakby ktos jej nie znal to bylby pewnein, ze rozmawia na zmiany z dwiem roznymi osobami. Szkola konczy sie 22maja wiec jeszcze troche sie mna pobawi:/// Teraz tylko musze zapanowac nad jezdzeniem pod jej dom-a to bedzie podwojnie trudne bo mieszka w slicznej okolicy do ktorej docieralem nieraz zanim jeszcze sie znalismy.... Nie raz to sie nawet usmiechnalem do siebie bo: okolica w ktorej mieszka jest jedna z moich ulubionych w tym miescie i bylem pod jej domem nieraz przed poznaniem jej-do tego jeszcze poplynalem sobie do meksyku zanim ja poznalem...i wiele takich roznych zeczy...a jak ja poznalem to tak jakby byla ostanimm elementem ukaldanki laczacym wszytstkie moje wczesniejsze doswiadczenia zwiazane z nia i stanami-takie jakioes dziwne fatum????? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:28 jedno mnie jesszcze zastanawia-co sie dzieje z akkknes????????? Bo aktorzy drugoplanowi(czyli my) przejeli jej serial i teraz to my tu gramy glowne skrzypce:) Odezwij sie co tam u Ciebie akkknes-to Ty nas stworzylas:) A co tam jeszcze u kaktusicy bym sie chetnie dowiedzial!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:58 Ilums... rozumiem te chwile słabości... jak się kocha... to jest strasznie ciężkie;/ Dlatego podziwiam Was wszystkich, że się tak dzielnie trzymacie:) W szczególności Madzię, która jest chyba najodważniejsza z nas!:) Zaraz przyjdzie do mnie koleżanka na piwo i need for speeda;], więc się streszczam, dłużej napiszę jutro:) Cóż, była dziś ta rozmowa... poszła całkiem spoko, wyjaśniliśmy sobie wiele, obiecaliśmy poprawę... ja mam panować nad sobą i nie nakręcać się niepotrzebnie, nie obrażać się, on ma być bardziej czuły i ma walczyć ze swoją chytrością (szlag mnie z tym trafia, że np. nie kupi mi głupiego batona, jak jestem głodna i nie mam kasy...) i zaczać panować nad swoimi słowami:) Mam nadzieję że się uda:) Z czarnej rozpaczy mam teraz rózowe okulary na nosie:) A Wam, kochani powiem to, co powiedziała moja koleżanka swojemu facetowi, jak ją zostawił, myslę, że w waszych przypadkach to ma również zastosowanie:) "nigdy nie pociągniesz mnie na dno, bo dno jest dla takich, jak ty":) to chyba z jakiejś tandetnej piosenki, ale co tam;] Akkknes? Jak tam zyjesz? Stworzyliśmy tu sobie takie kółko terapeutyczne:D A, Madziu, słuchaj jeszcze... dorzucę coś od siebie:) "Dla sku..synów nie mamy litości";] Możesz mu to napisać, jak się odezwie:* Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 20:05 "nigdy nie pociagniesz mnie na dno, bo dno jest dla takich jak Ty" -ale super tekst!!!! Czasami to sie zastanawiam skad ludzie biora takie teksty??? Trzymaj sie tez kaktusica i milego seansu zycze!!! A akkknes sie obrazila na nas ze jej watek rozwlalmy:) -zartuje sobie...mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko ok!!! Ja musze juz spadac ale pewnie wejde jeszcze zobaczyc co uWas jak juz bedziecie spali-skontrolowac wasze sny:) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 04.04.07, 20:13 Moje sny są dziwne, więc się nie przestrasz:) Powodzenia! Mi też się podobał:) Niby taki prosty, a niezły...:) No, tylko mi tam nie jeździj do niej znowu! Może ona widzi Cię w tym samochodzie i dla tego się tak bawi? Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 20:23 Dobra robie sobie terapie z 8 letnia kuzynka;):) hehe nawet bede z nia spala i ja przytuala mocno mocno..... kurcze ciezko mi jak jasna dupa no ale co tam..trzeba byc silnym;):)":) hehe nei wiem za co wy mnie tak podziwiacie??:) to byla wlasciwie jego decyzja...wiedzial ze jesli nie przyjedzie to bedzi eto juz koniec koncow...tak wiec to on zadecydowal o tym ze si eskonczylo... a ja musialam slowa dotrzymac i dotrzymam. napewno juz sie nie obejrze za nim...zreszta on jest 500 km ode mnie;) nikle prawdopodobienstwo spotkania:) Moze jak sie wylecze z tego bolu to bede w stanie sie z nim spotkac...ale napewno nie teraz;) Ilmus Ty mi tam nie swruj i nigdzie nie jedz....jak chcesz to pogadaj ze mna;) ja i tak nie mam co robic;):):) kaktusica ja wierzylam ze Tobie sie uda;0 trzymam kciuki zeby slowa chlopak dotrzymal:) ale wszystko jeszcze si eokaze rpawda??? a akkknes cos zamilka i nie wiem dlaczego...moze tyle sie u niej dzieje ze nie ma zcasu powiedziec co i jak....Kurzce jak ja bym chciala wymazac wspomnienia i te uczcucia z siebie wyrzucic... grrrrrr a ten twoj cytat kaktusiaca to chyba sobie na opis dam hehe;0 zabojczy:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 21:49 Czesc spiochy!!! Siedze w bibliotece i tak jakos nie moge sie skupic na lekturach wiec postanowilem sprawdzic wasze sny:) Hej tez tak macie dziewczyny i Mariusz, ze osoby na ktorych Wam kompletnie nie zalezy zwracaja na was uwage-a ten jeden jedyny osobnik za ktorego zycie byscie oddali kladzie na Was lache????? Bo ja tak niestety mam-do tego jeszcze dziwi mnie jedno-zachowuje sie jak typowy cham i chyba nim jestem, do tego tak jak britney ogolila glowe na lyso po kevinie tak ja po mojej latino ksiezniczce i wygladam jak kawal scierwa-a laski...ano laski-jak sie woze samochodem, albo spaceruje z aparatem po plazy to same podchodza i zagaduja-czyy paparazzi jestem albo jakis profesjonalny fotograf, albo widze jak na mnie patrza jak siedze w samochodzie-nic juz ku.. z tego nie rozumiem... Ostanio nawet jak zawiozlem chlopakow na trening soccer'a to laska podchodzi i mi streszcza swoje zycie, ze sie z mezem rozwiodla i ze teraz ona lesba jest i wypytuje co wieczorami robie-no boze drogi...wieczorami to ja rycze w poduszke wiec sie wszystkie ode mnie odpieprzyc prosze!!!!!Bo ja nawet przystojny nie jestem!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 21:52 a z tym, zeby do niej pod dom nie jezdzic to macie racje!!! Jakos musze sie w sobie przemoc i zaprzestac tego procederu:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:02 Ilmus zabardzo nie zobaczysz jakie sny mamy bo ich nie ma;P:P:P jeszcze..... dopiero jest 22;):):) hehe..Ej nie badz chamem dla innych bo to Ci sie moze jeszcze zwrocic... wiesz o tmy ze tak jest. Sluchaj ja tez mam adortaorow.... jeden to mi zyc nie daje..ale co z tego jak ja kocham kogos innego....wiadomo ze tak jest...i to bardzo czesto:) Ty no ciesz sie ze masz tyle adoratorek;0 przynajmniej ciekawie jest i nie masz czasu myslec i ryczec tyle. ja wlasnie natknelam sie na nasze zdjecia..i az mi sie w glowie zakrecilo.... poplakalam sie niezle...cisnie mnie tam w srodku i boli mocno... Ide sie kopnac moze;) Ilmus wez sie za siebei!! skoncz z ta baba..ona nei jest warta..jakas kretynka z niej bo robi ci niezla jazde..pokaz ze masz ja gleboko w tylku..zobaczysz ze efekt bedzie murowany..panna od razu zmieni swoje zachowanie..sam sie przekonasz. Tylko pokaz ze ci nie zalezy....zacznij z innymi laskami gadac a nie z nia...naweet na nia nie patrz!!!!! zobaczysz ze to wiele da. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:16 Dzieki Madziuuu A z tymi fotkami-to ja nawet nie otwieram folderow gdzie sa jej fotografie, bo wiem co za meksyk sie stanie...wiec wole juz nie ryzykowac!!!! A co do bycia cwaniakiem-nie lubie jak mnie ludzie za takiego odbieraja-wiec jestem w fazie zapuszczania wlosow(nawet kupilem z piec czapek zeby lysine przykryc:))-nigdy tez nie lubilem jak ludzie postrzegaja kogos przez pryzmat samochodu, czy innych fajnych bajerow jakie tten czlowiek posiada-dlatego zawsze tez zakochuje sie w kobietach ktore wydaja mi sie inteligentne i nie dbaja o to!!!! No a potem cierpie!!!!Tez mi sie juz marzy kapiel bo goraco mamy jak jasny gwint-teraz siedze w klimatyzowanym pomieszczeniu, ale zaraz bedzie trzeba isc przez miasto gdzie jest 27stopni celsjusza:) Ale staram sie nie narzekac bo slonce pomaga mi tez utrzymywac jakotaka rownowage psychiczna:) A wiesz co mnie w Tobie zadziwia-wiele osob na roznych forach sie wypowiada-o 20 lat to szczeniara jest-a Ty swooimiwypowiedziami i radami wdowadniasz ze tak wcale nie jest i ze majac 20 mozna byc dosiwaczonym bardziej jak niejeden 40latek... Trzymaj sie Madziu!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:23 ...no i coagle mam zaplakane polprzymkniete oczy co w polaczeniu z moja supre obecnie fryzura daje wtglad jakbym byl wiecznie na cos zly!!!! Nic na to nie poradze-musze zaczekac ze 3 tygodnie!!!! Jeszcze raz dzieki Madziu-ja musze uciekac!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:44 to chyba trafiales na jakies niedojrzale gowniary skoro mowisz ze 20 lat to szczeniary bez doswiadczen:0 zdziwil bys sie jakbys poznal mnie tak naprawde i wiele innych moich kolezanek ktore maja jeszcze lepsz epodjscie do zycia niz ja... Wiesz co mi ciezko jest zorzumiec o czym ty mowisz z tymi samochodami...jak mozna leciec na cos takeigo??? mnie sie to w glowie wogole nie miesci ...no ale ok:) wiesz ja zawsze stronilam od takich chlopakow co maja "fure i komore" bo powiem ssczerze ze boje sie takich gosci to raz a dwa jak dla mnie to pustaki ktorzy podniecaja sie tym co tam maja...oczywisce nie obraz i nie pomysl ze mam takie zdanie o Tobie hihi;) hehe ciesze sie milo sie rozczarowales co do szalonych 20:P:P:P a ile Ty masz latek jelsi mozna wiedziec..Musze sie jakos wyleczyc z tego bolu i chyba troche przystopowac z dawaniem milosci ..... zawsze chcialam poznac kogos na kogo przeleje wszystkie uczucia, uszczesliwie i wogole marzyla mi sie ogromna milosc....Kurw.... jaka jestem wsciekla ze mi znowu nie wyszlo....dalam mu wszystko...cala siebie, posiwecilam wszystko....on byl zawsze na pierwszym miejscu...zawsze dla niego wszystko.... kurcze i co?? zerojakies wdziecznosci..zero szacunku...kompletnie nic.... mam nadzieje ze mje lzy i bol kieyds do niego wroca....Ilmus ja tobie zycze jak najlepiej.... i trzymaj sie mocno .... Kurcze i nie placz juz bo nie warto..... przetrzymaj to i nie placz. zajmij sie swoja pasja i nie daj sie tej lasce. Zobaczysz ze spotkasz jeszcze jakas wartosciowa kobiete ktora da ci to na co zaslugujesz i czego potrzebujesz.... Cierpliwosci troszke i napewno bedzie dorbze;) ja sai epostaram zapomniec o tej mojej milosci.... bede sie starac.... zaczne si epowaznie uczyc i dostane sie na medycyne....pokaze mu na co mnie stac... niech zal mu tylek sciska ze stracil taka babeczke jak ja;):) pozdraiwam mocniutko!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 23:11 wiesz a jelsi chodzi o cwaniakowanie to wazne jest zebys sam o sobi enie myslal ze jestes cwaniaczkiem i tyle. Co cie obchodza inni...wazne jest czy tak sie czujesz i czy tak postepujesz. Ja nie znam zadnych cwaniaczkow..no bo z zadnymi nawet nie zaczynalam znajomosci, wiem ze nie warto. Zteszta co tu duzo pisac;) cwaniak to ktos dla kogo na pierwszym mijescu jest kasa i rzcezy materialne...nic poza tym. A pzreciez patzrac na to co przezywasz widac ze licza sie uczucia..liczy sie serce i milosc. Nie jestes zandym cwaniakiem;) masz pasje i dusze wiec nie pzrejmuj sie tym ze ktos cie zle postzrega widocznie temu komus brakuje obiektywnosci skoro nie widzi takich rzeczy:) kurcze nie rozumiem lasek ktore leca n akase...nie rozumiem...no gdybym teraz miala kase na wszystko, gdybym mogla robic co zechce i wydawac ile hcce...to bylabym bardzo nieszczelsiwa....jejuuu patzrac na to co stracilam pieniadze nie maja zadnej wartosci....zadnej. dobzre ze wybralam medycyne bo przynajmniej nie bede pracowac po to zeby zarabiac tlyko zeby byc szczesliwa i spelniona... Inaczej sobie tego nie wyobrazam. Patrzac na moje szczescie w milosci to jakbym chocdzia do nundej pracy w biurze i chodzila tylko po to zeby zarabiac to bym si echyba pochlastala .... przynajmniej jeden dobry wybor....pozdraiwam mocno mocno mocno:) glowa do gory!!! nie placz tam i nie zadreczaj sie, ona nie jest warta!!!! nie jest!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 05:26 Do Madzi- DZIEKI DZIEKI DZIEKI -juz dawno nikt mi tak nastroju nie poprawil jak Ty-ja tez nienawidze ludzi, ktorzy patrza tylko przez pryzmat portfela-ale niestety swiat jest zapchany takimi ludzmi-ciekawe czy oni potrafiliby sie zakochac w kims bez kasy-chyba nie:/// Smutne, bo tylu wartosciowych ludzi im umyka a zadaja sie nieraz z takimi chamami, ze az strach... widzialem nie raz jak taki fifaraszka traktuje kobiete i jak zarazem ona sama mu pozwala, zeby nie zatracic swojego materialengo szczescia-szkoda gadac!!! A co do wieku to mam 26 i dobrze mi z tym-choc czasami mnie deneruje ze pierwsze wlosy na klacie zaczynaja mi rosnac:))))))))))))ale da sie przezyc:)))))) Jak zauwazylas mam swietny humor-chyba jest spowodowany tym, ze po raz pierszy pojechalem w drugi koniec miasta, zeby mi nie odwalilo i nie pojechac pod jej dom-no i sie w koncu udalo-choc mialem kilka chwil slabosci:( Boje sie tylko, zeby jutro jakiegos glupiego numeru nie odwalil i zeby znow bol nie wrocil-ale postaram sie kontrolowac i postepowac zgodnie z Twoimi radami!!! A teraz, po uprzednim skontrolowaniu waszych snow umykam spac!!!! Trzymajcie sie kochani/niekochani Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 05.04.07, 12:22 A ja wariatka siedze i tłumaczę z ang na pol medyczny protokół do badań dla mamuśki:D Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć co może chociaż w przybliżeniu znaczyć "Oral Isotretinoin"? A tak odwołując się do tematu...:) Widzę, że sobie nieźle radzicie:) Cieszę się bardzo:) Madziu, Ilums... wiecie, płacz naprawdę pomaga, trzeba uwalniać te emocje, nie można dusić tego w sobie... Ilums, a nie myślałeś, żeby zamiast jeździć samemu w samochodzie po mieście pójść do ludzi, do jakiekoś baru, poznać może kogoś nowego? Spróbować żyć nadzieją, że znajdziesz kogoś lepszego, kto będzie Ciebie wart? Bo ta dziewczyna nie jest na pewno! Lubi się Tobą bawić, a to jest po prostu podłe i obrzydliwe... Tym, co ludzie mówią, to się nie przejmuj, bo nie warto... Jakbym miała się przejmować, to bym już w wariatkowie wylądowała. Trzeba żyć, dla siebie:] Jak już wszyscy mówimy o swoim wieku, to ja mam 19:) I maturka w tym roku... Takie życie. Wiecie... jak się nie daje znaleźć pomocy i wsparcia wśród bliskich, to trzeba go szukać wśród nieznajomych... Fajnie, że je znaleźliśmy:) Akkknes, co u ciebie? Zaczynam się niepokoić... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 14:38 eh, ja sie rozchorowalam po tej akcji ze spodnica!! :) kolejny dzien probuje zatamowac gile :( a nie bylo mnie tez dlatego, ze staram sie zajmowac sobie cale dnie, kazda godzine i minute! wczoraj nawet kompa nie wlaczalam. a co u mnie? moja milosc dzwonila do mnie wczoraj, nawet powiedzial zebym wracala MU do zdrowka - szok, co? poza tym dzwonil tez do mnie dzien wczesniej umowic sie na ogladanie filmow - ale zgodnie z prawda (bo zlosliwosci ciagle nie moge sie nauczyc!) powiedzialam ze teraz nie mam czasu. nie powiem ze jest mi latwo, staram sie jednak nie myslec za duzo... wracam do lozka. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:02 Witam i chcialem was przeprosic-a chodzi mi mianowicie o jena rzecz ktora wczoraj powiedzialem. Jednak najpierw musze Wam cos wyjasnic: Jak studiowalem w Polsce to na jednych zajeciach babka z psychologi nam wytluaczyla, ze czasami trzeba popchnac czlowieka, zeby powiedzial cos glupiego, cos co jest nawet sprzeczne z jego pogladami-a on potem broniac swojego "ja" bedzie w to branal i udowadnial, ze to co powiedzial jest prawda mimo iz sam w to nie wierzy... Otoz ja nigdy nie bylem cwaniakiem i nigdy nim nie bede-wczoraj palnalem cos takiego i jako ksiazkowy przyklad brnalem w to coraz bardziej-mam natomiast ta umiejetnosc, ktora kiedys moj przyjaciel nazwal "umiejetnosc traktowania cwaniaka po cwaniacku" ale sam z siebie nigdy taki niebywam. Na szczescie mialem te zajecia z psychologii kiedys i wiem, ze bylo to podyktoqane jakimis zewnetrznymi czynnikami, ze powiedzialem taka glupote-az mi glupio teraz:) wiec przepraszam!!!! Fajsko, ze akkknes sie odezwala-i fajnie tez, ze go zwodzisz-tak jakby... bedzie dobrze-zobaczysz!!!! U mnie dzis tez jest jest znacznie lepiej-nawet noc przespalem bez problemow- tylko ze se obudzilem pol godziny przed alarmem i mysli wrocily-ale beda wracac jeszcze dlugo:(((( Tez sie ciesze ze Was tu na tym forum odnalazle-bo poza mailami od znajomych to najchetnie wcodze tu zobaczyc co tam u Was!!!! Dzieki kaktusico za rade-amierzam wlasnie tak postapic jak mowilas. Trzymajcie sie-dzis "szczesliwy" dzien-zajecia bez latino ksiezniczki:/ Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:10 sprawdzilem te slowa i nie mam zielonego pojecia???? "oral" to cos z ustami bedzie-pewnie ustnie, do ustnie albo cos w ustach-ale to dugie slowo to scisle medycznie jest://// Szkoda ze nie pomoglem-hej a moze sprawdzic w jakims slowniku lacinskim bo to drugie slowo tak wlasnie po kacinie mi pobrzmiewa???? Zobacze czy cos znajde Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:28 Niestety nic mi sie nie rzucilo w oczy co moglo by przypominac ten zwrot:((( Mam nzdieje, ze jakos obejdzie ten problem!!!! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:35 Mam pytanie-jak chcecie to odpowedzcie, a jak nie to sie zmuscie i tez odpowiedzcie:)))))) Wyjasnilo sie po ile mamy lat-no nie wiemy ile ma Mariusz? ale jeszcze jedno mnie ciekawi-co oznaczaja i skad sie wziely wasze nick'i- niektorych sie domyslam: jak "mariusz.bednarczyk"... to chyba Twoje imie i nazwisko???z Madzia tez nie widze problemow, ale nie mam zielonego skad pochodzi, lub co oznacza "akkknes", "kaktusica6" a juz rozwala mnie "ilums"-kto mogl wymyslic cos tak durnego i co to znaczy-upss to ja:))))) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:03 Ja bo lubię kaktusy, tak wyszło:) Po prostu mój nick, którego używam zawsze i wszędzie był tu chyba zajęty, więc na szybko coś wymyśliłam:) A na imię mam Magda:) A Twój skąd? Trudno co do tego wyrażenia, po prostu to jest jeden z punktów, no i za nic w świecie nie udało mi się go nigdzie znaleźć... ale to nie szkodzi, to ma być tak mniej więcej, żeby mama zrozumiała o co chodzi w jej badaniach. Dziś będzie fajny dzień. Trzymajmy się wszyscy mocno:) Akkknes, dobrze,że napisałaś. Zlewaj go tak, w ogóle nie podnoś telefonu jak widzisz, że to on! I nie spotykaj się z nim, niech spada. A najlepiej to wyślij mu smsa w stylu "odczep się ode mnie", może zrozumie:) No i zdrowiej koniecznie, zdrowiej NAM:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:14 oj kaktusica, nie umiem go zlac, nie odbierac jak wiem ze to on - ja tesknie za jego glosem, i nawet jak dzwoni tylko po to, zeby zapytac jak sie czuje i nasza rozmowa trwa 15sekund to czuje ze od razu jest mi lepiej. pewnie ze nie spiewam mu piesni dziekczynnych za to ze dzwoni czy pisze, rozmawiam z nim normalnie. pewnie ze mam w ciagu dnia momenty ze chce mu napisac cos w stylu k... kocham cie i nie umiem bez ciebie normalnie zyc, ale to akurat jestem w stanie powstrzymac. jeszcze. kazdego dnia przekonuje sie tez, ze to czego mnie nauczyl - ze wszystko moze sie zdarzyc w najmniej spodziewanym momencie. nie wiem co bedzie za godzine, co bedzie jutro a co za tydzien. wiem zaraz sa swieta, wiem ilu bedzie gosci i co trzeba przygotowac, wiem co mam ogarnac do szkoly, co musze zrobic w pracy, itd - takie przyziemne rzeczy pojmuje, ale tego co bedzie ze mna w kontekscie jego - nie wie chyba on sam. byc moze jeszcze nie raz gorzko zaplacze, nie raz zatesknie, nie raz pewnie tez sie usmiechne - oczywiscie chcialabym sie tylko smiac i tylko do niego. ale to jest zycie, nie bajka. sa tez sprawy ktorych nie przeskocze. nauczylam sie przez ostatnie dni patrzec na swiat realnie, zdjelam te moje rozowe okularki. troche smutniej sie zrobilo i nawet chlodniej na swiecie, ale swiat nie nalezy do mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:53 A właśnie, że nie masz racji. Świat nalezy do Ciebie. Twój świat jest tylko i wyłącznie Twój i możesz sobie z nim zrobić, co tylko zechcesz, rozumiesz? Nikogo nie możesz zmusić do niczego, możesz jedynie posterować sobą tak, żeby wyszło na Twoje. Niestety Twój były pokazał Ci już, że nie jest wart Ciebie, ani Twojej miłości. Zrozum jedno. Lepiej pocierpieć ten miesiąc, dwa, trzy i miec spokój, zapomnieć, niż cierpieć przez rok, czy może całe życie codziennie słysząc jego głos, który będzie to wszystko odświerzał... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 18:12 wiesz co, jakis miesiac albo i dluzej temu ktos mi powiedzial ze nie bede ta pierwsza jedyna na swiecie co mi sie uda drugi raz wejsc do tej samej rzeki i spokojnie nia plynac... bo ja bylam przekonana ze mi sie uda... wczoraj mi sie to przypomnialo. dlatego dzis tez wiem, ze swiat nie jest moj, ja moge nim niby rzeczywiscie robic co chce, ale to tylko takie niby... widzisz ja nie umiem tak naprawde tak naprawde posterowac swiatem tak, zeby zachowac siebie i byc soba... nie w tej sytuacji... a ze ta sytuacja jest dla mnie naprawde szalenia wazna to juz inna sprawa... pewnie ze kiedys latwiej mi bedzie ze cierpialam ile tam czasu ale nie lat... ale kiedy ja to zrozumiem? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:59 hej hej hej-dziewczeta nie kloccie sie, bo zrobi nam sie watek jak jeden z wielu gdzie ludzie sobie tylko wrzucaja... Szanuje Twoja decyzje akkknes, ze chcesz tu byc anonimowa-no i szczerze mowiac to faktycznie mam ten Twoj watek uciekl troche od tematu-ale z drugiej strony-ja tez przezywam teraz pieklo-za pol godziny jade na zajecia i dalbym wszystko, zby moc na nia popatrzec-a jej nie bedzie!!!!!!! a jak sobie zaczynamy pisac o tak zwanej dupie marynii to tak jakby zaczyna sie myslec o innych rzeczach-ale rozumiem Twoj punt widzenia...i szczerze to czekalem kilka dni kiedy Ty w koncu mi dokopiesz bo ja Ci wiele razy dokopywalem-ale chcialem dobrze. A co do watku to znam go calego-a wlaczylem sie w dyskusje gdzy juz nie wytzrymywalem ze soba!!! I nawet pomaga!!!! A do kaktusicy: dzieki Magda, ze sie za mna wstawilas!!!!:) A teraz wyjasnienie nick'u: I- I L- love U- "U" czyli "you" M- imie mojej eks od ktorej ucieklem do stanow S- nazwisko mojej eks, Jak zeralismy to postanowilem nie zmieniac nick'u bo ja mam takie same inicjaly jak ona i postanowilem, ze bede kochal siebie:) A co najzabawniejsze-ksiezna latino, tez da sie wpasowac w te inicjaly:)Chyba dawno temu sobie proroczy nick wymyslilem:) A na imie mam Michal Jeszcze raz dzieki kaktusica!!!! Aha! moze zle ujolem to co Ci napisalem akkknes-czasami mi glupoty wychodza-ale nie chcialem, zle. Wiem, ze Cie strasznie boli i oddalabys wszystko za chwile z nim-mam dokladnietak samo!!!!!!!!! Lece na zajecia Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 18:15 ilums, ja nie chcialam ci dokopac bo to nie jest w moim stylu... sluchaj, na codzien w zyciu pewnie zdarza mi sie i swiadomie i podswiadomie robic cos na zlosc, byc zlosliwa itp ale nie tutaj - tu, gdzie poniekad jestem zalezna od ludzi ktorzy mi odpisuja... powtarzam ze napisalam tu, zeby z zewnatrz moc zbudowac sobie oslonke ze jestem twarda silna i nikt mnie juz nie zlamie. tutaj moge sobie poryczec, powiedziec co mnie boli, jak jest... dlatego nie chce zeby ktos wiedzial o mnie za duzo. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes do ilums 05.04.07, 17:08 hej, posluchaj - ja nikogo nawet 'jakby' nie zwodze - mowie ze jest mi ciezko, ze staram sie zapelniac sobie kazda chwile, nie myslec, itd - to znaczy ze tak jest, nie jestem taka ze pstrykne palcami i sie odkocham, nie. pokochalam go ponad dwa lata temu i kocham nadal, widac tak musialo mi sie ulozyc w zyciu, bo wiem ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. kocham go i jestem tego pewna, nie kocham tego jak np mnie przytulal, kocham to, ze to on to robil. dzis po pewnym czasie moge sobie szczerze odpowiedziec ze kocham nie jakies tam momenty, a czlowieka - razem z tym co mi sie w nim podobalo, co w nim uwielbialam, jak i z tym, czego nie lubilam. wiec prosze nie pisz, ze go 'zwodze' nawet w kontekscie 'jakby' a po drugie - prczytaj ten watek od poczatku do konca, bo moze tego nie czytales - pisze tutaj od pewnego czasu nie po to, zeby poszerzyc kregi swoich znajomosci. pisze tutaj, bo tu jest mi latwiej napisac o tym co sie dzieje niz mowiac to moim bliskim, przyjaciolom, czasami latwiej jest napisac komus calkiem obcemu niz najblizszemu przyajcielowi. i dlatego tutaj sie otwieram , nie placze w rekaw rodzicom czy jakos tak. sluchaj, to jest temat 'wracanie do siebie' gdzie chcialam i chce nadal ulzyc troche sobie i jesli moge pomoc komus, a nie poznawac nowych ludzi. zaczynajac tu watek nie pisalam ani skad jestem, ani kim jestem, itd i nie pytalam tez o to ludzi, ktorzy mi pomagali. nie interesuje mnie ani ile ktos ma lat, ani co robi w zyciu, ani jaka religie wyznaje. jesli ktos mi tu odpisywal to wiem ze robil to bo mial jakis pomysl do tej sytuacji a nie dlatego ze tez ma niebieskie oczy. mam nadzieje ze to uszanujesz - bo wchodzac w ten watek chce przeczytac co ktos mysli calkiem z zewnatrz o tym co robie, jak ten ktos to widzi, a nie to zeby przeczytac ile ktos ma lat - bo wiek plec zawod bla bla bla itd nie ma tu najmniejszego znaczenia. sadze, ze ci ludzie, ktorzy tu pisza chca mi jakos pomoc a nie dowiedziec sie ile mam wzrostu... dzieki. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: do ilums 05.04.07, 17:13 Akkknes... niepotrzebnie go atakujesz, naprawdę... Myslę, że nie miał nic złego na myśli. Ale no cóż, jesli Cię to drażni... przepraszam bardzo, jesli rozwalam Ci wątek pisząc też o sobie. Więcej nie będę. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do ilums 05.04.07, 17:16 nie, nie o to chodzi. kaktusica - mnie nie obchodzi ile masz np lat - dla mnie wazne jest to co piszesz, bez wzgledu na to co robisz, ile masz doswiadczenia itd, rozumiesz? dla mnie tu na forum nie licza sie pewne kwestie, liczy sie to, co mi piszecie - bo przeciez bez tych wpisow popelnilabym jeszcze wiecej glupot. ale fajniej wejsc i poczytac w temacie... to jest forum, nie klub gdzie moge podejsc do kogos, kto odpowiada mi fryzura czy butami. tylko o to mi chodzilo. nie mialam zamiaru nikogo atakowac, po prostu poki udalo mi sie gila zatamowac i mam dwie rece wolne od chusteczek pisze to co chce napisac - poki mam mozliwosc :) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: do ilums 05.04.07, 17:26 No tak, Ciebie to nie obchodzi, rozumiem. Ale zrozum też, że np. Ilumsa może to obchodzić. I nie po to, żeby potem gadać, że o tak to ma mało doświadczenia to jest be i mówi głupoty. Dopóki nie zmieni to podejścia, na przez pryzmat wieku/płci/zawodu itp. to co w tym złego, że będziemy wiedziec o sobie troche więcej? Tego własnie nie rozumiem... Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: do ilums 05.04.07, 18:05 Lece na zajecia Trzymajcie sie dziewczeta...wieczorem wpadne sprawdzic w jakich humorach zakonczylismy dzien-ja wczoraj mialem paskudny wiec dzis moze byc kolej kogos innego:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do ilums 05.04.07, 18:20 kaktusica6 napisała: > No tak, Ciebie to nie obchodzi, rozumiem. Ale zrozum też, że np. Ilumsa może to > obchodzić. I nie po to, żeby potem gadać, że o tak to ma mało doświadczenia to > jest be i mówi głupoty. Dopóki nie zmieni to podejścia, na przez pryzmat > wieku/płci/zawodu itp. to co w tym złego, że będziemy wiedziec o sobie troche > więcej? Tego własnie nie rozumiem... no wlasnie chodzi o to, ze 'zeby potem gadac...' - kaktusica, odpisujac mi pierwszy raz na moj watek pomyslalas, ze bedziemy tu pisac miesiac? ja myslalam ze moze tydzien to maks, potem kazdy to oleje... a ze to jest forum, tu kazdy moze sobie zarowno i zbudowac swoj swiat jak i pisac cos bardzo szczerego to ja nie chce zeby ktos wiedzial. wiem ze moja milosc ma ochote sprawdzic co tu pisze i dla niego nie bedzie duzym problemem zorientowac sie juz po samym nicku ze ja to ja. poza tym latwiej jest czasami pisac o rzeczach waznych 'obcym' - obcym, ktorzy patrza na to z boku, ktorym mozna napisac wszystko jak jest i nie musiec znosic potem ich spojrzenia na codzien, przed ktorymi mozna sie otworzyc tak szeroko jak przed nikim... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: do ilums 05.04.07, 20:50 akkknes jesli moge Ci cos poradzic to oderwij sie od tego faceta...zakoncz wszystko - to radzi obiektywna osoba...a teraz tak calkiem szczerze to wiesz co ja bym zorbil ana Twoim mijescu????? czujac to co ty czujesz....ja bym jeszcze troche go pomeczyla udawala ze mi nie zalezy a gdy bym widziala ze on zabiega o mnie to pewnie brnelabym w to i pozwolila worcic do siebie....napewno bym tak zorbila bo ....kocham. Rob to co czujesz ok??? czasami to ejst lepsze wyjscie z sytuacji niz robienie czegos zgodnie z rozumem co jest na sile. Powiem Ci Akkknes ze ja po pierwszym roztsaniu robilam tak jak Ty - wiesz o tym...ale gdy worcilismy do siebie gdy zobaczylam jak to teraz wyglada...gdy poczulam sie lekcewazona, niekochana i niepotrzebna i gdy zobaczylam ze wiele nie starcilam w momnecie kolejnego tozstania to latwiej to przechodzi. Zobaczysz ze jelsi worcicie do siebie to bedziesz miala pelny obraz tego jak naprawde wyglada to wszystko. moz ebyc super a moze byc tak jak u mnie.....wtedy mysle ze oczka Ci sie otworza i bedzie ci latwiej. Ja musiaalm worcic do bylego zeby pzrekonac sie ze naprawde jego slwoa zapewnienia i on sam sa niewiele warte. Wez to do serca!!! pozdraiwam mocniutko Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: do ilums 05.04.07, 21:42 hm madziunia... madrze piszesz... ale ja nie chce wchodzic w nic, co chocby z nazwy laczylo sie z jakas proba, zabawa, jakims manipulowaniem itd. robie teraz to co czuje - a czuje, ze jesli mamy byc razem to chocby swiat sie walil, bedziemy. wiem tez, ze on nie potrzebuje mojego blagania plakania starania itd calych tych trzech miesiecy - bo on i bez tego byl tego w stu procentach pewien. byl mnie w calosci pewny. wiec wiem ze jesli ma z tego cos wyjsc, to on mi jeszcze pokaze co potrafi. nie chce go bronic, ale wiem ze jak mu sie pouklada, jak sie przyzwyczai juz do tej nowej pracy to bedzie inaczej. on jest porywczy, niespokojny, mowi i dopiero potem mysli, przy tym jest strasznie pewny siebie, i wierzy ze duza kasa zalatwia wszystko... wiem ze to dziecinne, on od zawsze ma problem z rodzicami, ja np jak cos jest nie tak to moge ze wszystkim uderzyc do rodzicow, on tego poczucia pomocy od rodzicow nie ma. sam tez na to zapracowal, ale... go nie chce meczyc, nie chce tez mu nazwijmy to ulatwiac - bo raz juz mi przeszla przez glowe taka mysl - ze czemu ja mam znikac z jego zycia, odchodzic, ustepowac drogi? nie chce go popychac, namawiac, ani nic z tych rzeczy bo wczesniej czy pozniej to obrociloby sie przeciwko mnie. widze ze ostatnie dni troche go zmienily - kiedy nie ma tego poczucia ze siedze w domu i czekam... to jest tak jak pisaliscie, wiem. ale to nie jest tak, ze on od razu rzuca wszystko i jest tylko dla mnie, nie... on po prostu potrafi tak powiedziec zeby nie powiedziec - cos przemilczy, czegos niedopowie i niby ok. nie wiem teraz jestem pewna ze jakby chcial to ja oczywiscie zgodze sie i bede najszczesliwsza na swiecie. ale nie wiem co by byly gdyby on naprawde chcial wrocic. mysle ze wszystko bym wybaczyla i zapomniala, ale zycie lubi platac figle... z drugiej strony wiem ze jesli byloby tak jak on mowi - ze gdyby sie troche postarac to z tego byloby cos naprawde fajnego - wiem ze tak by bylo. wiem, jestem pewna, ze gdybym ja przystopowala z pewnymi sprawami a on zrobilby pare innych rzeczy to naprawde byloby jak w bajce. tego akurat jestem najpewniejsza. ale co z tego, skoro to, ze on teraz na dniach jest taki jak jest - nie wiem co bedzie jutro. on sam nie wie. nie chce dac mu poczucia ze znikam, ze mu uciekam. bo to nie byloby szczere. ja mu nie uciekam, ja naprawde robie wszystko zeby on pomyslal. nie chce byc czyims przeciwienstwem, jakims krysztalem - bo to tez obrociloby sie przeciwko mnie. fajnie jest jak ktos wazny dla ciebie dzwoni i pyta jak sie czujesz bo wie ze chorujesz - a jak bylam ostatnio chora jakis miesiac temu, bralam takie antybiotyki ze nie wiedzialam co sie dzieje nawet nie zapytal jak sie czuje. wiec to ze dzis i wczoraj w ogole pamietal ze jestem chora jest dla mnie wielkim plusem - a najgorsze jest w tym to, ze wiem, ze nie moge tej jednej rzeczy odebrac jako dobrej monety, bo narobie sobie niepotrzebnie bog wie jakich nadziei... :( i to jest przygnebiajace. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: do ilums 05.04.07, 22:47 Po pierwsze - nie miałam zamiaru się z nikim kłócić:) Obie z Akkknes to wiemy, nie?:) Po drugie... cóż... ciężkie to życie... Musisz być dzielna i jednak spróbować poudawać trochę niedostępną, wiesz? Rozumie, że chcesz być fair, ale też, z drugiej strony... on po prostu będzie czuł, że jesteś na tacy, a to już mniej pociąga, jak tzw. zakazany owoc, prawda? Popieram to, co napisała Madzia... Rób to, co Ci serce mówi... ale nie to serce porzucowe, które podpowiada, żebyś go prosiła itp. I mysle, że jeslibyś dała mu taki sygnał, że uciekasz, to mogłoby go to po prostu zmobilizować do określenia samego siebie... bo to wygląda tak, że jemu jest teraz tak wygodnie. No i możliwe, że testuje własnie tą Marysię, czy jak jej tam... zastanów się... i nie uciekaj od zmian. widzę u Ciebie podobny syndrom, który i w mojej głowie się pojawia:) Czyli po prostu wmawiasz sobie, że nie jesteś w stanie, że nie możesz, szukasz potwierdzenia i argumentów za tym, żeby czegoś po prostu nie zrobić, bo się tego boisz, bo to byłoby bardzo trudne... Spróbuj jednak. Może znajdziesz w sobie tą siłę:) Jesteś naprawdę dzielna, wiesz? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: do ilums 06.04.07, 02:31 Witaj akkknes-przy calym szacunku do Twojej osoby, mam dziwne uczucie, ze sama sie oklamujesz:((((( i zgadzam sie w 100% z obiema Magdami!!!!! Wyobraz sobie, ze jak zaczynalismy z ksiezna latino to tez nie bylem pewien czy to jest to-raz nawet jak zadzwonila to jeden z dzieciakow podsluchiwal i potem sie spytal czemu plakala(oczywiscie sie wsieklem, ze podsluchiwal)...a plakala bo mialem jej dac wieczorem odpowiedz czy bedziemy razem czy nie! Kochalem, ja od poczatku, ale na poczatku staralem sie myslec rozsadkiem a nie sercem i sie wahalem czy to ma sens-oboje z innych krancow swiata i z innych kultur. a teraz za taki telefon oddalbym wszystko-a ona poprostu wie, ze ma sobie czekac bo ja szaleje za nia.... Sprobuj wiec sobie odczekac a on sie wscieknie za Toba-mi np juz nic nie przeszkadza ze inne kultury czy inne takie bajery!!!! Odrzuc zdrowo rosadkowe myslenie ktore nakazuje Ci nie okalmywac go bo taka jest Twoja natura- zrob to dla Twojegop serca i przetrzymaj go troche-a on bedzie sie co jakis czas odzywal i wkoncu bedziez wiedziec ze to ta milosc!!!!! A to, ze sie tak wymadrzam na Twoim formu to wcale nie znaczy, ze sam nie popelniam bledow-dzis nie bylo jej na zajeciachm-i mimo iz wszystko i wszyscy mi mowili nie jedz do niej-to ja jak zwykle bylem madrzejszy... zawiozlem jej notatki,wlozylem do skrzynki na listy i napisalem sms: Czesc(tu jej imie). Podrzucilem Ci notatki, z dzisiejszych zajec-sa w skrzynce na listy. Wesolych swiat wielkanocnych:) Jak to skomentujesz-dokladna odwrotnosc tego co sam Ci radze... Nic oczywiscie nie odpisala i czuje sie tak cholernie pusty w srodku:///// i znow trzeba zaczac liczyc czas nie odzywania sie od poczatku! Dobrej nocy Wam zycze!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: do ilums 06.04.07, 02:51 A jeszcze jedno mi sie przypomnialo...Wiesz-o czym sobie nie pomysle, zeby jej pomoglo mnie nie zapomniec czyli zeby jej mnie przypominalo to spelnia sie odwrotnie. Dzis jak bylem zawiesc jej notatki to sobie pomyslalem-o 2 ulice dalej stoja 2 takie samochody jak ja mam i bedzie jej to mnie przypominac. Wjezdzam na swoja ulice i ktos wolno sie toczy takim samochodem jak ona ma-az mi serce przystanelo,ze to moze ona-ale sie mylilem:/// Wniosek z tego taki-jak Cie kocha to nawet drobne pierdulki nie pozwola mu o Tobie zapomniec-a nie ma co na sile mu serwowac jakis innych rzeczy, ktore beda mialy na celu przypominanie o sobie. Wiem, wiem, wiem....wymadrzam sie jakbym byl lepszy:) To tak na tyle na dobranoc kochani/niekochani:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 11:22 Ilums bardzo madry post:) hehe wyciagnelam z niego pare rad dla siebie....no ale widze ze slaby jestes starsznie. Po co to robisz?? gluptasie sam dorbze wiesz ze to ci nie pomoze a wrecz odwrotnie!!!! Mowiles ze tzreba zlewac wiec zlewaj...wiecej zyskasz zlewajac niz robiac takie numery. Dobrze o tym wiesz wiec sie powstrzymaj!!!! idz na plaze...idz gdzies ze znajomymi...zajmij sobie ten swoj czas i nie jezdzij tym cholernym samochodem???? czy to az taka przyjamnosc jezdzic i jezdzic ...w samotnosci na dodatek??? zajmij sie wkoncu soba i na jakis czas zapomnij o niej.Wiesz jesli ona jest z innej kuiltury to kurcze nasze rady moga tez nie skutkowac bo u nich jakos inaczej moze byc w tych sprawach....zreszta nei wiem, nie znam sie. Wracajac do mnie to czuje sie prawie dorbze;) jak wiecie rano mam zawsze rozsypke i wyje w poduszke..a dzisiaj dalam sobie rade!! nawet wstalam z usmiechem. Wiadomo ze czuje pustk ei bezsnes swojego wstawania i zycia... no ale zorbilam to pzremoglam sie...zorbilam osbi emaseczke .. nalozylam maske na wlosy.... wtarlam balsam ujedrniajacy i jakos mi sie humorek poprawil tez:):):) A biorac twoja rade Ilums... to mysle ze jesli ten moj cos czuje to ebdzie tak jak mopwisz..kazda mala rzecz bedzi emu mnie przypominac i wtedy moze zacznie sie zglaszac do mnie. Ale podswiadomosc mowi mi ze tak nie ebdzie:) a nawet jelsi bedzie to.... ja worcic nei moge juz...niestety. na chwile obecna to chcialabym,.....bardzo bym chaial ale chyba z uplywem czasu ta chec we mnie zgasnie co?? bylo by superancko. teraz odeczekam miesiac dwa.....on poczuje czym jest samotnosc... nie ebdzi emial kochajacej cieplej madzi.... zobaczymy co bedzi erobil.... pozdraiwam was mocniutko Kochani!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 15:52 Madziu, to super, trzymaj tak dalej!:) Bo widzę, że dobrze Ci idzie:) Po tym, jak Cię traktował chcesz dalej znim być? Poprzypominaj sobie czasem co złego robił, jak do siebie nie pasowaliście itp. i wbij sobie do głowy, że bez niego będziesz szczęśliwsza,że znajdziesz sobie kogoś 100razy lepszego i będzie cudownie:) I to samo chyba bym radziła Ilumsowi... żebyś spróbował zapomnieć o nie, odciąć się, nie jeździć pod jej dom! Ani nam się waż tam pojechać jeszcze raz;] Wesołych świąt:) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia wracanie do siebie 06.04.07, 19:03 witajcie, to ja chyba wezmę udział w kolejnym odcinku. Napiszę w skrócie - po 6 latach i kilku latach mój mężczyzna zaczął mieć wątpliwości. Mamy po 28 lat. Planowaliśmy zakup mieszkania i wspólne zamieszkanie. Wszystko zaczeło się pod koniec lutego. Zauwazyłam u niego zmiane zachowania już wczesniej, ale myślałam że to przez pracę, stres. A on po prostu zaczął się odsuwać. No i aczęły sie jazdy. prosiłam, błagałam, ryczałam.... czego ja nie robiłam - sprzeczalismy się coraz częściej. On sie zaciął, mówi że nie wie co czuje, że sie wypaczył. wtedy zajrzałam, do tego wątku. Dałam mu czas do końca marca - na wyciszenie emocji, przemyslenie spraw - nie widzielsmy się ponad 2 tygodnie, nawet sie do siebie nie odzywaliśmy. myślałam, że to pomoże, ale jak ię okazało nie pomogło. 19 marca wysłalam mu smsa, że ja już podjęłam decyzję co do naszego zwiazku, ze mam własne życie i ze musi sobie uświadomić, ze dalsze życie bedzie wymagało zmian. Jak się okzasało tego smsa zinterpretował opacznie, ja tylko chciałam mu dać czas na zastanowienie się. 30 marca puściałam mu strzałę, przypominając o terminie. no i wysłał smsa, ze nasze drogi rozchodza sie bezpowrotnie (myslał że ja już w swoim smsie postanowiłam odejsć). Wkurzyłam się trochę, bo chociaż powinniśmy porozmawiać i powinien mi to powiedzieć w 4 oczy - tm bardziej ze przez cały związek wszystko sobie mówiliśmy i bylismy zawsze szczerzy. Chyba wymusiłam na nim rozmowę w zeszły wtorek, wreszcie twarza w twarz. Chciałam , zeby było miło - stwierdziłam, że próbuje zawalczyć. Zrobiłam koszyk piknikowy, chciałam wyciągnąc go do łazienek. Bał sie cokolwiek ode mnie wziąć. Powiedziałam mu wszsytsko on też, co mu przeszkadzało. Ale niestety nie powiedział wprost czy to koniec, czy nie - nie wiem czy bał się mnie zranić. Powiedziałam mu że jeśli się boi to ja rozumiem. ale niech mnie nie zwodzi. Powiem wam że nie wiem w co wierzyc, czy rzeczywiscie, że nie wie, czy ze się boi. Pozostały nam sprawy mieszkania które mieliśmy zakupić - napisał mi raz że może jak uda sie tą umowę zerwać to coś sie zmieni, ale niczego nie obiecuje. W srodę się widzieliśmy byliśmy w agencji nieruchomosci. Zaprosiłam go do mieszkania, choć widzę że nie chciał. i zaczełam go kokietować, skradłam parę buziaków przytuliłam się - we mnie nadzieja urosła, ale jak mu to powiedziałam. To on na to, że żałuje ze przez te 6 lat nie byłam taka wesolutka jak teraz :( i ze właściwie to jest bez uczuc, więc to na nim wrażenia nie robi. Ze docenia ze sie tak staram i ze chciałby tą skorupę skruszyć co ma w sobie - bezuczuciową. Ale teraz nic nie czuje. sprawe z mieszkaniem ruszyliśmy w niego nadzieja, ze sie ciezaru pozbędzie wskoczyła - czuje sie winnny wobec mnie moich rodziców. Spotkaliśmy sie jeszcze w czwartek na chwilę przyjechał jeszcze krótko gadaliśmy o nas. jak zwykle nie wie, nie czuje. Ja odchodze od zmysłow, ryczę, wydzwaniałam do niego co 5 minut, zawsze był mi najbliższy, był mi przyjacielem najwiekszym, miłością. Różnuliśmy się nieco poglądami, on chciał szybciutko rodzinę, ja chcałam troszkę poczekać - kończyłam studia, chciałam popracować - ustabilizowac sobie sytuację finansową i mieszkaniową. Mieszkaliśmy oddzielnie przez te 6 lat. w czwartek złożył mi życzenia swiąteczne, ścisnęłam go za rękę i znów wróciłow szytsko tęsknota. Wczoraj przeczytała artykuł o rozstaniach polecany gdzie w którychmś watku. Postanowiłam i sobie dac czas. Chyba wolę żeby nadzieja we mnie umarła. Od wczorajszego spotkania nie dzwonię do niego, pewnie będziemy sie widywać tylkow sprawie mieszkania. Mam nadzieję, ze sie zreflektuje, ale z drugiejn strony nie chcę miec nadziei jeśli wszystko pójdzie ku gorszemu. Żyję w niebycie, walczę o każda chwilę. Walczę z pokusą zadzwonienia do niego i wyżalenia się. Nie wiem czy robię słusznie.... jest mi bardzo ciężko. Ale wiem że tak muszę - moze kiedys jeszcze zaświeci dla mnie słońce. Modle sie o to... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 20:39 Walcz dalej z tymi pokusami, może facet zrozumie cos... A jak nie, to przecież jesteś jeszcze młoda, znajdziesz kogoś innego:) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:02 no i stało się. cały dzień byłam silna, a własnie znalazłam wspólne zdjecie - rozbeczłam się... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 20:27 Boze.....ludzie....ja zaraz umre z zalzu i rozpaczy....wiecie co sie stalo?? dowiedzialam sie calej prawdy....jest inna....inna dziewczyna.... Wl;asnei sie dowiedzialam ze on mnie zdradzal. Gadalam z nia i doiwedizalam ze sie spotykali, jej na nim bardzo zalezy...i nei hcce go starcic i on tak samo........ Boze jak to boli:(:(:( jestemw rozsypce...zalacme....placz nic nie daje...czuje sie potwornie...tak jakby juz nic w zyciu na mnie nie czekalo:(:(:( Jest mi starsznie zle i smutno....starsznie starsznie starsznie..... Powiedzial mi ze juz danwo chcial ze mna zerwac bo juz danwo mnie nie kochal....a nei hccial tego robic bo nie hccial mnie miec na sumieniu...nie chcial zebym sobie czegos nie zorbila. Z tamta dziecwzyna wiele go laczy .... aja z nia rozmaiwalam i zyczylam im wszysktiego dobrego bo oto wspaniala osoba.....i Gdzi etu sprawiedliwosc/?????? on bedzie szczesliwy..a ja nie:(.... jemu szczescie juz sie usmiechnelo a mi nie....:( nie ma sprawiedliwosci...jest tylko bol i lzy:(:(:( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 20:38 Nie, nie nie i jeszcze raz NIE. Jest sprawiedliwość na tym świecie. I do Ciebie szczęście się uśmiechnie, NA PEWNO będziesz szczęśliwa z kimś, kto będzie Ciebie kochał, kto będzie Cię szanował i kto będzie Ci wierny. Madziu... strasznie mi przykro,że tak wyszło... wyobrażam sobie, co musisz czuć... ale takie jest już życie. Po prostu to nie był TEN, on ma inne przeznaczenie, Ty inne. Teraz masz już pewność, że nie wróci. I bardzo dobrze! Skoro facet zdradza, to nie ma dla niego żadnej litości, żadnego zrozumienia. Ktoś, kto zdradza nie zasługuje na jakikolwiek szacunek, rozumiesz? To, że on tak postąpił oznacza, że jest byle kim. I tamta dziewczyna nie ma pewności (i nigdy jej mieć nie będzie), że on jej też nie zacznie zdradzać z inną, jak się mu znudzi. Najwyraźniej trafiłaś na niehonorowego typa, niewartego ani jednej Twojej łzy. Trzymaj się kochana mocno, wiem, że to wszystko dla Ciebie trudne... Ale pamiętaj, że szczescie czeka na Ciebie tuż za rogiem:) Jeszcze znajdziesz właściwego faceta dla Ciebie:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:11 wyplakalam juz oczy...nie mam juz czym plakac wiec nie bede....najbardziej boli mnie to ze on bedzie szczesliwy teraz...bo ta dziecwzyna jest naprawde fajniutka;( i wiem ze da mu szczescie..a ja??? a ja nie dosc ze bede sama to jeszcze bede cierpiec i bolec za nim.....powiedzal ze juz danwo chcial zerwac...ze juz dawno mnie nie kochal....a nie chccial mnie miec na sumieniu....czul sie juz wolny wiec ldatego zaczal z Ta druga krecic:( bol jest ogromny....nie do pzrezycia....kaktusico nie wiem co orbic....nie wiem co mam z soba robic......:( czuje sie okropnie bezznadziejnie...bez szans na pzrezycie chocby dnia...:( cos starsznego:( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:34 Madziu! Fajniutka się może wydawać, ale nie wiesz, co siedzi w niej w środku (sadystka, pedofilka, nekrofilka, morderczyni)! Poza tym, nawet jesli da mu szczeście... Pamiętaj o tym, że Ty też mu dałaś. A on się zachował jak ostatni DUPEK. Nie bolej za nim, bo za takim dupkiem nie ma co boleć, rozumiesz? Tak, jak on postąpił, to się nie postępuje. Jak się z kimś jest, to się jest. Jak się nie kocha, to się odchodzi, a nie udaje, robi nadzieje i kręci za plecami. Tak postępują najwięksi tchórze i gó..arze... Pamiętaj o tym, o najwazniejszym! Ty jesteś mądrą, wspaniąłą, dojrzałą dziewczyną! Mówi to osoba całkowicie obiektywna, na podstawie Twoich wypowiedzi:) Bedziesz sama tyle czasu, na ile sobie pozwolisz:) Zajmij się czymś, zacznij się uczyć, wpadnij w wir pracy, idź do koleżanki się wypłakać, nie siedź sama, albo zacznij grać na komputerze w jakąś super wciągającą gre, która pomoże Ci rozładować emocje (jakies wyscigi samochodowe np.). Idź do klubu, potańcz, może kogoś poznasz:) Nie załamuj się, nie rozmyślaj... Staraj się zapomnieć i nie żałuj jego, bo nie był Ciebie wart! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 22:34 z tzw perspektywy czasu to cos ci poradze... albo przynajmniej sie postaram. pocieszanie, dobre rady, przytulanie itd nie wiele tak naprawde pomagaja - nie zaleznie jak to bedzie szczere i prawdziwe a jednoczesnie potrzebne. kazdy musi to sam w sobie przetrawic. dopiero jak zrozumiesz wszystko na chlodno zacznie sie meksyk... ja w sumie od stycznia wiem o marysi a od jakiegos 1,5 miesiaca zyje przez jej pryzmat. na poczatku bylo mi z tym strasznie: no bo jak to jakas gowniarka lepsza ode mnie? moze mu z nia byc lepiej? najpierw mialam w glowie milony pytan na ktore za wszelka cene chcialam znac odpowiedz. i jak mi wszyscy radzili zebym nie pytala to ja nie, upieralam sie i chcialam wszystko wiedziec. myslalam ze jak tak do bolu poznam prawde to poboli mocno ale krotko. dzis dalej nie znam tych odpowiedzi ale te pytania powoli zapominam. najpierw tesknilam i czulam ze bez niego uschne. e lepiej - czulam ze usycham. potem byly jakies tam krotkie chwile poprawy, lapalam wiatr w plecy, potrafilam nawet dwa trzy dni nie plakac, moglam z powrotem sie malowac (bo wczesniej mialam tak zapuchniete oczy ze nie dawalo rady), potrafilam sie nawet usmiechnac albo cos zjesc. a potem nagle, z nienacka, dowiadywalam sie czegos - zreszta calkiem przypadkiem, od niego - co mnie z dwukrotna sila dobijalo. o niczym innym nie myslalam, o nikim innym nie myslalam. bylam pewna ze mi jako jedynej na swiecie uda sie zrobic cos co nigdy nikomu sie tak naprawde nie udalo. wierzylam, ze to moje ponizanie przyniesie efekt, wtedy nawet nie wiedzialam ze tak sie szmace, ze dla niego moje placze, moje rzucanie wszystkiego i jechanie godzine do niego bo akurat wlaczyl komorke wiec jest w domu, moje prosby itd sa niczym. on to po prostu zlewal, lecial na kolejna bibe albo spotkanie z maryska. kublem lodowatej wody byla tapeta w jego komorce. nie wiem co wtedy we mnie peklo, co sie stalo, czy po prostu za duzo juz przeszlam, za wiele wycierpialam, czy najzwyczajniej w swiecie dotarla do mnie prawda. prawda, najprawdziwsza. nie ma nas. jestem ja i gdzies tam on. dobrze ze powoli, naprawde malutkimi kroczkami przez ten caly czas zmienialam moje zycie, moje przyzwyczajenia. kiedys 300ta abonamentowych minut wyczerpywalam w tydzien, co dzien pisalam sto smsow, nie usnelam bez rozmowy z nim i to takiej przynajmniej pol godziny. dzis pierwszy raz od dwoch lat zostaly mi jakies minuty z abonamentu. ide spac o ktorej chce i nie biore ze soba do lozka telefonu. nagle potrafie zadzwonic do znajomych i pierwsza zapytac czy idzie ktos na browarka! to jeszcze tydzien temu bylo nie do pomyslenia. juz potrafie nie rzucac wszystkiego na 1szy sygnal dzwonka i odebrac bo to moze on dzwonic. co z tego ze wczoraj wieczorem dzownil i gadalismy ponad godzine i tym razem wzielam telefon do lozka? co z tego ze dzis gadalam z nim juz z 5razy? co z tego ze potrafi zapamietac ze jestem chora? co z tego, ze nagle potrafi odebrac telefon ktory nie ma dziwieku i wibracji? ze potrafi oddzwonic jak widzi nieodebrane polaczenie? to jest najgorsze wiecie...? bo co ja z tego mam? tak metafizycznie albo namacalnie? nie mam z tego nic. mam jedno - jedno co wiem, czego jestem pewna, w co wierze: ze jesli nasze drogi maja sie kiedys zejsc, to tylko dlatego ze on sie 'wysili'. jesli mimo i pomimo wszystko mamy byc razem to on musi sam cos zrobic. latwo mi jest to teraz pisac, tak na chlodno i bez emocji, co? zupelnie jak nie ja, nie? a tak naprawde az boje sie pomyslec co bedzie w niedziele jak usiade do sniadania. i modle sie zeby jutro przy skladaniu mu zyczen nie poprosic go zeby przyjechal w poniedzialek. w poniedzialek chyba chcial zebysmy sie znowu umowili na dvd - ja o tym pamietam, mam to ciagle w glowie, ale twardo nic nie przypominam. pewnie pekne za pare dni... a on tez na pewno pamieta tylko mnie sprawdza :( a bo ja mialam cos tu radzic... chyba mi nie wyszlo. to jest moj przyklad, ja wiem ze kazdy jest inny nie mozna tu nic wrzucac do kupy i jednego worka, ale moze komus to pomoze. tu i tak pewnie brakuje opisania pewnych kwestii, czegos dokladniej wytlumaczonego... mi naprawde pomogolo to forum. nie jakies pamietniki, plakanie w rekaw tacie czy mamie albo przyjaciolkom a forum - tu moglam sobie wszystko napisac, a oprocz tego ktos jeszcze to czytal i mi odpisywal - pomoglo. ja nie mowie ze dzien dwa czy tydzien. jest kwiecien a schody zaczely sie w styczniu. boli do dzis, boli jak usypiam i jak wstaje, jak siedze w wannie i ogladam tv, jak sie maluje i jestem na zakupach - boli ciagle. bogu dzieki jest wiosna, jest troche slonca, sa swieta wiec jest troche zamieszania. jutro wieczorem usiade, pomaluje paznokcie i bede miala czas dla siebie - wszystko co mam zrobic bedzie przygotowane. i wiem ze tak naprawde chwile smutku dopadna mnie jutro. ja ciagle zyje tym, ze on chce poogladac te dvd, ciagle czekam, kazdego dnia sobie o tym przypominam i to mnie trzyma, pogania, daje przetrwac kolejny dzien. w poniedzialek wszystko zwiazane ze swietami sie skonczy, znowu zacznie sie zwykle zycie, on nie bedzie mial pewnie troche czasu, w weekend praca... i minie kolejny tydzien jak sie z nim nie bede widziala. poplacze pewnie jeszcze troche, poczekam chocbym sobie wmawiala ze mam to gleboko gdzies. wesolych swiat. aaaha, najwazniejsze - wczoraj podal mi numer swojej sluzbowej komorki! ja wiem, dla kogos to bez znaczenia, ale wiem ile dla niego znaczy ta praca, wiem jak sie zaklinal ze nie poda jej nikomu ze znajomych zeby nie bylo ze w czasie spotkania z klientem bedzie mu dzwonic... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:01 ah, tak jeszcze finalizujac moje wywody - wlasnie skonczylismy gadac... fajna gadka, niby o zupie slupie, troche sie posmialismy a wiecie co zabolalo? jedno zdanie 'uu kotek bateria mi pada' najgorsze jest to ze powiedzial to bez ironii, zlosliwosci, cynizmu ani nic z tych rzeczy - igielka w moje serducho. potrafil tez od razu oddzwonic z drugiego telefonu ze mu bateria calkowicie jednak padla no i badz tu madry czlowieku :( Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:09 Jezu... A możesz mi powiedzieć, po co ty z nim w ogóle rozmawiasz? Szczęśliwsza przez to jesteś? Jak ze mną facet zerwał dla innej, to pierwsze, co mu powiedziałam, to to, żeby nie ważył się ze mną kontaktować. Pod żadnym pozorem. I wyszło mi to na zdrowie. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:12 i co bylas tak twarda nie ssalo cie od srodka i w ogole nie wazne jak bardzo zajmowalas sobie czas to nie odbieralas jak dzwonil i sama tez nigdy nie zadzwonilas? ps on z nia nie jest Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:18 Nigdy do niego zadzwoniłam, ani on do mnie. I całe szczęście. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:20 nie wiem, nie rozumiem jak mozna sobie jednego dnia powiedziec ze sie rozstajemy i po jakims tam czasie wspolengo bycia ani razu nie zadzwonic do siebie juz nigdy nigdy... nie zalowalas? Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:25 > nie wiem, nie rozumiem jak mozna sobie jednego dnia powiedziec ze sie > rozstajemy i po jakims tam czasie wspolengo bycia ani razu nie zadzwonic do > siebie juz nigdy nigdy... Można, bo tak się tylko przedłuża męczenie się. Co mi po tym, ze mną porozmawia? Jaki w tym cel? > nie zalowalas? Czego? :) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:28 no tego ze sie skonczylo, nie myslalas o tym, czemu sie skonczyly i ze jakby to wszystko inaczej sie potoczylo to teraz tez byloby inaczej? Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:31 Teraz absolutnie nie żałuję, że się skończyło, w ogóle o tamtym facecie nie myślę. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:33 Tak samo. Gwarantuję. Pod warunkiem, że wreszcie przestaniesz się z nim kontaktować. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:35 Akkknes, popieram qw, wiesz o tym... naprawdę powinnaś się odciąć od niego, mniej byś cierpiała... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:36 powiem wam szczerze, czerwieniac sie i bijac sie w piers: boli, boli strasznie, boli cholernie, boli kur.... ale mimo wszystko jest mi dobrze ze go mam. wiem wiem wiem jest mi tak do momentu zwatpienia albo do czasu jak ulozymy czytaj on sobie zycie na nowo Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:41 Rzeczywiście, jest ci tak dobrze, że założyłaś wątek, w którym ciągle wylewasz żale :) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:46 ten watek jest potzrebny nam wszystkim...... nie tylko akkknes wylewa zale swoje..my takze... Ciekawi mnie tylko kieyd zacznei sie ten momnet ze ja bede pisalal mniej i mniej i mnije...az wkoncu zapomne pisac o mojej sytuacji i zaczne pisac o jakiejs nowej:( Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:47 aha akkknes jelsi moge ci powtorowac to kure....sko boli!!!!!!! do cholery jak cholera cholernie mnie to cholera boli!!!!!!!!!! szkoda ze placz nie pomaga.....wogole to czuej sie jak w kolku rozancowym...hehe:) taki zarcik Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:52 dobra ... na dzisiaj jestem tak zdruzgotana i zaplakana ..ze nie mam sily pisac madrych rzeczy..ide sie pzrespac...jak wstane to wam napsize jak si eczuej i co u mnie. Jakby nie bylo to wesolych swiat dziewczynki:) Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:54 Wesołych! :) Nie bardzo wiem, co mam właściwie ci powiedziec, bo i tak nie pocieszę. Ale to minie, zobaczysz. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:44 tak akkknes zakoncz to...... ja dzisiaj jestem wsumie nie do myslenia....czuje sie gorzej niz wszystko na swiecie;( napsial mi smsa z pzreprosinami napsial ze nigdy nie zalowal i nie bedzie zalowal ani jednej sekusny spedzonej ze mna, bylo mu ze mna cudownie i byl ssczesliwy...przeprasza mnie za wszystko co zle powiedzial bo nie powinien byl niektorych slow wypowiedziec....napisal tez ze etraz chce juz ulozyc sobie zycie na nowo i byc szczesliwy z kims innym. Nigdy mnie nie zdradzil gdy myslal o mnie..a ta dziewczyne poznal na interneci ei spotkal sie znia no i...zaiskrzylo miedzy nimi:( zabolalo to co napsial.......:( Napsial tez ze zyczy mi poznania kogos przy kim siegne nieba:( Boze dziecwzyny wiecie ze umieram??? ta dziecwzyna jeszcze mi napisala ze juz go nikomu nie odda.....takie bzdety...przykre slowa same..nie bede znia gadax bo sie zaplacze;(:(:( ani z nim. Poprosil zebysmy si erozstali w dobrych stisunkach..czyli co sumienie sobie oczyscil i jest wg niego ok...a ja pzrezywam meczarnie pzrez niego;( Powiedzial ze uczucie w nim wygaslo juz poprostu....pzrestal kochac...ta odelglosc zniszczyla wszystko..... wiecie momnetami mysle ze to ja zawwinilam:( zle zlrbilam...to moja wina....:( Jeju dziecwzyny jak to boli....nie wyobrazam sobie zyci ateraz w samotnosci...:( minie czas...zapomne o nim...i co potem?? pustka...ja i samotnosc;( boje sie tego..boje sie starsznie...... nie chce byc sama..tak abrdzo nei chce. Nie potrafie zyc bez kogos... Nie wiem jak ja sie tego naucze. te dwa lata byly dla mnie czyms naprawde wyjatkowym i nagle bach rozmylo sie....zakonczenie brutalne i bolesne....:(:(:(:( nei wiem jak zyc...no nei wiem. Bylo juz dorbze ale ta wiadomosc zwlail amnie z nog dzisiaj...to wszystko ...zniszczylo mnie;( dzis chcialabym zasnac i sie juz nie obudzic........ Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 00:10 Madziu, biedactwo... nawet nie mysl o tym, żeby się nie budzić, my tutaj będziemy czekać na wiadomość od Ciebie...:) Masz dopiero 20 lat... czyli jeszcze co najmniej 40 na poznanie kogoś wyjątkowego:) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 00:11 Zakończ to, akkknes... nie masz jego, tu jest problem... Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 06:17 I znow same zle wiesci-tym razem od Was dziewczeta:(((( Ja jakos sie trzymam i za Wasza rada w koncu odpuscilem-jakies glupie jezdzenie pod jej dom-to nic a nic nie dawalo i nie da!!!! a tylko powodowalo, ze czulem sie paskudnie...do tego mialem fatalna ostrania noc bo budzilem sie ze sto razy i sprawdzalem czy nie lezy przy mnie:(((( Taka lekka ch..owka:/// Ale nie o sobie chcialem to napisac wiec przechodze do rzeczy: Madziuuuu-wiem co czujesz-moja pierwsza wielka milosc, jak sie okazalo poznala kogos na necie i zadecydowala, ze to juz nie to-a w zasadzie to ja jej powiedzialem, zeby zrobic sobie przerwe, bo widzialem, ze sie oddalamy. Ludzlem sie, ze jak zateskni to bedzie znow jak wczesniej-a ona wolnosc wykorzystala w calkiem inny sposob-a mianowicie, zeby juz bez skrepowania byc z netowa miloscia:(((((Amialem wtedy 20lat-taka mala analogia do Twojej sytuacji://// Oj odbolalem to mocno-ale po 1,5roku przeszlo-a po nastepnym pol roku moglem z nia gadac jak z normalnym kumplem i nawet sie zastanawialem-co ja w niej widzialem????? Przeciez tylko pupe ma ladna:))))) Wiec Madziuuu, jedyne co teraz moge Ci poradzic-to zmuszaj sie do jedzenia-bo ja schudlem okolo 10 kg i wygladalem jak smierc-w ogole moj organizm nie przyjmowal zadnych posilkow-a co do bolu, jak juz wspominalem pana Stachure "dajmy czasowi czas, zeby mogl plynac. Musi uplynac duzo czasu zanim bol zelzeje-ale masz moje slowo, ze w koncu on ustapi!!!!! Trzymaj sie Madziuuu!!!!!!!!!! Dzieki kaktusica za kopa!!!!!!!!!!! Poskutkowalo:) tzn moze nie do konca, bo nie moge powiedziec ze sie jakos swietnie czuje-ale juz nie jezdze:) i mam nadzieje, ze wytrwam w tym-a na zajeciach postaram sie byc funny i moze z czasem i we mnie bol zelzeje????????? Aha... i jeszcze gratuluje 500 wpisu:) A akkkknes w kolo o tym meksyku i zapomniec mi nie daje:)))) Tak sobie zartuje, ale za razem jest w tym watku wiele tematow, ktore sa splotem mojej przeszlosci- ta cala sytuacja z Madzia o ktorej pisalem przed chwila, albo to, ze twoj ex ma jakas kolezanke Marysie-chcesz zgadnac jakie bylo imie moje drugiej ex-chyba juz wiesz!!!! A tak w ogole to chcialbym Cie pochwalic: pamietam Twoje pierwsze wpisy, zamin sie jeszcze wlaczylem do pisania z Wami to sledzilem wszystko!!!! Bylas tak uparta na spotykanie sie z nim i pisanie, ze czasami to mnie az cholera brala na Ciebie-nie wazne kto by Ci co mowil to Ty swoje-a odkilku dni Twoje wpisy sa bardziej stanowcze i takie jakby nie Ty-Pogratulowac.... a zarazem widac tu ladnie jak na dloni jak czas zmieniaTwoje podejscie do wszystkiego-daj sobie jeszcze z miesiac, dwa, a zupelnie spojrzysz na wszystko inaczej!!!! A teraz nie pozostalo mi nic innego kochani/niekochani jak zlozyc Wam zyczenia z okazji swiat wielkiej nocy... A bede Wam zyczyl tego co i sobie-czyli dobrze. Zycze Wam, zebyscie w koncu odnalezli swoje milosci i to niezaleznie czy beda te o ktore wspolnie walczymy teraz czy moze calkiem nowe-ale najwazniesze, zeb to byly milosci z wzajemnoscia, oddaniem i wszystkimi tymi kochanymi rzeczami!!!! Trzymajcie sie!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 10:12 witajcie wszyscy....nie spalam calutka noc:( nie moglam:( ....wiecie tego sie nei da opisac wjakim ja jestem stanie....mysl eo wszystkim..przypominam sobie kazde jego cieple slowo i slysze jak mowi to do niej....:( Boze jakie to trudne...lezalam tam wczoraj i nie moglam z siebei nic wydobyc... nie moglam sie ruszyc... tak sciskalo mnie w gradle mocno i bylo tak niedorbze ze ....ze cos starsznego;( Nie mam sily plakac...jestem nie do zycia. Do tego ten debil wlamaml sie na moje gg i pozmienial hasla...nie mam gg dzieki niemu;( cukierkowo... Ilums jak ja bym chciala zeby bylo tak jak mowisz..zeby to minelo. Ale kurcze jaki zbieg okolicznosci ze pzrechodzilisym to samo w wieku 20 lat.....On rowniez poznal kogos na necie...i zaczal sie spotykac z nia. mnie powiedzial ze nie czuje juz do mnie nic i tyle...i papap ja teraz bede z Asia:(:(:( myslicie ze na cudzym nieszczesciu mozna zbudowac szczescie????? zawsze myslalam ze nie a tu widze..ze chyba sie myslilam:(:(:( Nie wiem jak przezyje kolejny dzien...nei wiem.... Nie wiem jak ebdzi eetraz wygladalo moje zycie... czuej sie taka ciezka w srodku, ciagle widze ich razem..ciagle widze jak mnie tulil i mowil do mnie "moja zonka, moja slicznotka..moja pysia..moja malutka, tak mi z Toba dorbze, jestem szczesliwy" a etraz wiem ze powie to do niej.....cos...okropnego:(:(:( wylewam tutaj te zale i pewnei macie juz dosyc....przepraszam was ale czuje sie tak cholernie starsznie zle ze nie wiem co zorbic ze soba..wstalam rano z taka bezsilnoscia i bolem w sercu ze az zaczelam sie zastanwiac czy ja kiedykolwiek wyjde z tego...czy nie popadne w depresje i nie bede musiala byc leczona....to boli starsznie boli... Odpowiedz Link Zgłoś
lady284 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 10:33 czytam sobie tak wasz wątek i pozwolę coś wtrącić... madziuunia ja to znam z innej perspektywy, facet który zakochał się we mnie chciał odejść od dziewczyny z którą był 2 lata (tak mniemam) nie mieliśmy okazji właściwie poznać się bo przy każdym spotkaniu przypadkowym bądź nie była taka chemia że nie byliśmy w stanie prowadzic normalnych rozmów, jestem zapewne starsza od was ale akurat w tych sprawach wszyscy zachowujemy się tak samo:) Ona się dowiedziała przypadkiem, on musiał podjąć decyzję i tu mój błąd - chciał do mnie przyjechać a ja powiedziałam że sama przyjadę za parę dni, w ciągu tych paru dni oni się zeszli... Podejrzewam, że wyjechali za granicę, uciekł byle dalej stąd:) A ja?, mi pozostał ból, który od 2 m-cy wcale nie zelżał jak mi się na początku wydawało, staram się zapomnieć, umawiać z innymi ale, widocznie trudno spotkać kogoś kto idealnie wpasuje się w Twoje wyobrażenia:) może nie bolało by tak gdyby nie było tej chemii...Jaki wniosek? Nauczyłam się jednego, żeby nie oddalać od siebie szczęścia i pilnować tego co jest. Wystarczyło żebym powiedziała: "przyjeżdżaj" a nie dawała czasu na zastanowienie dla niego czego naprawdę chce..teraz z perspektywy wiem, że to była głupota z mojej strony .... Teraz wiem, że trzeba kuć żelazo póki gorące. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 10:39 jestes jak ta dziewczyna do ktorej on odszedl.....tylko ze ona ma to szczescie i beda razem....do mnie nei worci. On mieszka tam gdzie ona a ja ...500 km od nich..tak wiec dla mnie to juz prawdziwy koniec:(..... to co jest teraz we mnie...tego sie opisac nie da, ten zal smutek i potworny bol na sercu i w gardle p...to mnie policzkuje co chwile i sprowadza na ziemie....ach jak cudownie jest zyc.....:(:(:( dostalam chyba najgorsza wersje jakiej moglam sie spodziewac...nie dosc ze odszedl, pzrestal kochac to ..jeszcze zakochal sie w innej i bedzie szczelsiwy...a ja jak taka siertoa bede plakac za nim cierpiec i pewnie nic dobego mnie jzu nie spotka w zyciu....:( tak to teraz widze;( Odpowiedz Link Zgłoś
lady284 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 11:06 Przeważyła odległość i bliskość tej drugiej osoby,zarówno w Twoim jak i moim przypadku, faceci już tacy są, że trudno im wytrzymać bez głaskania po główce, teraz zajmij się sobą, na razie u twojego ex i tej nowej to chemia, coś nowego... może być cudownie albo z czasem gorzej niż było między wami, takie życie, w mojej opowieści "oni" muszą się borykać z tym że jednak ona nie była dla niego najważniejsza i to jest zadra na ich związku.może przetrwają a może nie, może będą ze sobą dla wygody tak jak dotychczas bo ja tak to widzę. Gdyby on ja kochał to by o mnie nie myślał. A my madziuunia nie powinnyśmy się tym zajmować tylko tym co jest przed nami:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 11:15 wiem Lady.... ale ja mam taki starch w sobie ze nic dobrego mnie juz nie spokta. Oni buduja szczescie na mouim cierpieniu....i to jest im wybaczone;( nie zycze nikomu zle...ale sama tez chcialabym zaznac szzcescia...o ten zwiazek walczylam pol roku.....:( wszystko leglo w gruzach, nie smialam myslec ze on mnie zostawi dla innej.... teraz ich do siebie ciagnie ale mam nadzieje ze ta dziewczyna bedzie bardziej stanowcza niz ja i zorbi z nim porzadek gdy tylko zacznie pokazywac rogi. Mnie teraz boli to ze to sa ich pozcatki i wiem jaki on potrafi byc kochany i wspanialy. Boli mnie swiadomosc tego co jej mowi...Pokazuje sie z najlepszej strony..a ona si ezauroczy i bedzie tak jak ze mna ze nie potrafilam odejsc wtedy gdy powinnam. ja wiem ze sa dobre strony tego wszysktiego bo on potrafil mnei bardzo zle potraktowac....nie jestem osoba pamietliwa i nie pamietam juz tego ale mam swiadomosc ze duzo tego bylo....mam nadzieje ze ona nie poleci na jego piekne oczy i buzie tak jak ja..... bo jest uroczy....to fakt:( strasznie mi przykro..a etraz dom pelen gosci a ja??... a ja chodze po katach i wycieram lzy zeby nikt nie widzial:( porazka mojego zycia...ogromna porazka....dalabym wszystko zeby to zmienic i miec w sobie optymizm... a Tobei lady powiem ze czuje ze spotk acie szczescie..facet cie wystawil, widocznie tak mialo byc bo nie byl ciebie wart wiesz??? nie mow ze tzreba kuc zelazo puki gorace....nie mow tak bo gdyby mu na tobie zalezalo to by zostal nie oszukujmy sie.... poprostu nie jest wart..... I predzej czy pozniej to pewnie ich zwiazek i tak sie rozleci bo to jzu tak jest.... Odpowiedz Link Zgłoś
lady284 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 13:32 jasne, masz rację, a teraz zacznij myśleć o tym co możesz zrobić dla siebie, nie wiem, zrób plany, jakiś wyjazd np. ...na kurs językowy, coś co sprawi Ci przyjemność i przyniesie profity w przyszłości...ja pewnie bym tak zrobiła ( jestem trochę szalona i zdarzały mi się fajne escapady) ale mam dobrą pracę i szkoda by było:).. coś co pozwoli Ci otrząsnąć się z tego i mieć inne priorytety niż rozmyślanie i rozstrząsanie tego co się stało....i pamiętaj dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi - tak na wszelki wypadek:) a teraz wracaj myślami do Świąt:) wszystkiego dobrego:) pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 07.04.07, 14:59 hm, ok kaktusica i qw musze wam przyznac racje - nie jest mi dobrze, rzeczywiscie, macie racje. nie mam go. mam namiastke, najgorsze co moze dostac ktos kto kocha. mam pare rozmow, pare smsow, jakies krotkie i rzadkie spotkania... ale mnie dalej ciagnie do niego, lece do niego jak cma do swiatla, i nie wiem jak to ubrac w slowa i zobrazowac - w momencie gdy mam to troche zainteresowania od niego, to mimo ze staram sie to ukryc i nie wiem czy mi wychodzi - to czuje jakby mi ktos skrzydla dorobil! ilums - ja dalej czekam na te spotkania, na te obiecane dvd... i wiem ze nie powinnam, ze po co mi to, ze moge wam tu pisac ze sa mi one obojetne - ale wcale nie sa mi obojetne, chce ich i czekam na nie z niecierpliwoscia... dzis ciagle staram sie zajac czyms, byle przeciagnac chwile kiedy zadzwonie do niego z zyczeniami. chcialabym mu zyczyc dobrze, bo zycze mu tego, chcialabym sie wtedy nie poplakac... chcialabym mu powiedziec bez emocji, z taka jakby uwaga na przyszlosc ze zycze mu, zeby nikt nigdy za niego nie podjal decyzji. pewnie stchorze i bede mu zyczyc wesolych swiat, sciemnie cos z zajaczkiami i barankami i radosna atmosfera... a potem sie rozrycze i powiem ze w drugi dzien swiat nie mam konkretnych planow i ze czekam... chcialabym zeby bylo juz rano, kiedy bedzie zamieszanie i trzeba bedzie wszystko robic jak robocik, zeby ze wszystkim zdazyc. teraz mam czas wolny, nie mam juz nic w sumie do roboty, powinnam sie zajac jakimis pie..mi. a zeby nie myslec i zeby czas szybciej plynal, wezme ksiazke i poczytam cos do referatu na uczelnie :( super swieta nie? byle do jutra... Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 15:12 Nie przejmuj sie akkknes tym co czasami pisze-bo ja tez ciagle czekam, ciagle sprawdzam telefon milion razy i ciagle ja kocham najbardziej na swiecie!!!!!!!!!!!!!!! Ale w koncu powolutku, pomalutku zaczynam nad soba panowac-nad swoimi odruchami, bo wiem, ze "my" to juz nie "my" i pewnie juz nigdy nie bedzie mi dana tak nas nazwac:(((((((((( To prawda-takie nijakie te swieta-ale co mamy poradzic.... Ktoregos dnia nawet mi mysl przleciala przez glowe, ze chcialbym miec juz 87 lat cale zycie za soba i polozyc sie ten ostani raz do lozka i sie nie obudzic, ale tak sie nie da-musze przezyc cale zycie w normalnym tempie i wszysko przecierpiec po raz kolejny jak juz dwukrotnie mi sie udalo... Madziuuu-trzymaj sie, naprawde sie trzymaj, bo niestety nic innego Tobie i nam wszystkim nie pozostalo-wiesz co mi strasznie pomaga-to ze moge sobie wpasc na to forum i sprawdzic co tam u Was i napisac do Was-bo macie ten sam problem i mozecie mnie zrozumiec, wysluchac a czasami tez doradzic. Dzieki akkknes za zalozenie tak trafnego watku!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 15:15 jeszcze jedno do Madzi-wyjdz do ludzi, to z czasem zacznie pomagac-na poczatku beda Cie draznic jak cholera ale potem powolutku pomalutku bedzie ciut lepiej...Zapisz sie na jakies kursy, albo cos w tym stylu-ja wlasnie siedze na zajeciach z fotografii i staram sie skupic na mojej drugiej milosci:) ale szczerze-i tak o niej mysle, ale jakby jest lepiej!!!!!bo to jedne z zajec gdzie jej nie ma Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 07.04.07, 15:18 uwierz mi, wcale nie chcialam zakladac tu watku... wylam po prostu z rozpaczy, rodzice wkroczyli do akcji, przyjaciele wiedzieli co u mnie, bylo picie, na sile wychodzenie, zajmowanie czasu, myslenie i wszystko inne co mialoby mi pomoc. i w koncu napisalam tu, siedzac na forum i czekajac na telefon. od niego. ale jesli komus pomaga, to ja sie ciesze. mi tez jest latwiej, kiedy juz cos najpierw tu napisze i potem moge o tym spokojnie porozmawiac z przyjaciolka, bo juz to nie dosc ze komus napisalam, to jeszcze ubralam w slowa wiec zawsze to latwiej. chociaz swoja droga, ciagle chcialabym, zeby ten watek tu nigdy nie powstal, a przynajmniej zeby nie byla jego autorka :( kocham go i juz. Odpowiedz Link Zgłoś
borzenka1 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 16:16 Akkknes, trzymaj sie. Nie przejmuj sie, czy inni mysla, ze to jest dobre czy zle, rob jak Ci serce kaze. Bo to tylko Ty sama z tym wszystkim pozostaniesz, z poczuciem ze zrobilas tak, jak sama potrzebowalas albo nie. Nie wiem, raz udalo mi sie tak odciac zupelnie, zerwac kontakt i potem kilka lat co i rusz mialam watpliwosci, czy dobrze zrobilam. A ostatnio nie moge sie odciac i brne dalej, mimo, ze przyjacoilki mi mowia, zeby go olac. I nie wiem co jest lepsze. I to i to to moje wlasne zycie, ja tylko ponosze tego konsekwencje. A co do zawracanie glowy znajomym to przeciez tez pozwalam sobie glowe zawracac - od tego sa przyjaciele, nie? Na te Swieta zycze Ci, aby na Ciebie zstapil pokoj. Pogodz sie ze soba, ze kochasz. To jest piekne i rzadkie. Pa Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes borzenka 07.04.07, 18:07 borzenka, ty mnie jeszcze tylko przy zyciu trzymasz. wszyscy mi mowia osraj, i ja wiem ze mowia to szczerze, bo pewnie rzeczywiscie najlatwiej byloby mi zapomniec. dostalam wlasnie swiateczny prezent od przyjeciela, i tak mi sie jakos nostalgicznie zrobilo, takie wzruszenie mnie ogarnelo... zadzwonilam do mojego kochanego i mu mowie o tym prezencie, bo ten prezent to od artysty wiec nie kazdy go zrozumie, on ze mna akurat widzial jego sztuke. boze dusilam w sobie zeby mu nie powiedziec sluchaj przyjedz, w swieta bliscy musza byc razem, kocham cie i chce te swieta spedzic z toba, a od swiat liczac wszystkie pozostale dni mojego zycia tez... bedzie dzwonil do mnie pozniej, zloze mu zyczenia, ale nie czuje zeby bylo mi dane powtorzyc mu je osobiscie, przytulic i pocalowac. serce mi kaze czekac rozum nie i to jest najgorsze - bo wiem, ze jak poczekam to moge miec wszystko, ale wiem tez, ze moge nie miec nic i tak naprawde tylko stracic moj czas, moje marzenia plany i nadzieje. borzenka, tak bym chciala byc spokojna ale moj spokoj byl wtedy gdy bylam z nim - moze to tracic banalem, ale naprawde, kiedy go mialam obok, czulam sie taka pewna siebie, odwazna i w ogole :( a teraz wszystko sie skonczylo. pogodzilam sie z tym ze go kocham jakis czas temu, jakis czas temu gdy mu powiedzialam ze bede czekac mimo ze on mi wcale nie kaze. co z tego ze to ze kocham jest piekne i rzadkie, skoro nie moge tego doswiadczac, nie moge tego czuc? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: do Was 07.04.07, 19:12 To teraz z lekko innej beczki-bedzie tez o milosci-ale do przyjaciol, ojczyzny i rodziny... Jestem w miejscu gdzie polakow prawie nie ma, jutro bedzie pierwszy dzien od miesiaca kiedy odezwe gebe po naszemu,bo zadzonie do rodzicow z zyczeniami i do przyjaciol, ktorzy jak wiem z autopsji beda sie swietnie bawic... a tutaj, nawet sie nie swietuje wielkanocy. Nie czuc wcale atmosfery, nikt sie do niczego nie przygotowwuje, nie piecze, nie gotuje czy specjalnie nie sprzata. No i te swieta tutaj sa tylko jutro, a poniedzialek to kolejny normalny dzien...ale oni tu maja tak ze wszystkimi swietami-no moze swieto dziekczynienia jakos bardziej sie odczuwa-a reszta przechodzi niezauwazona!!! A ja jednak pamietam, ze mamy wielkanoc:) i ze u nas pod tym wzgledem duzo lepiej!!!:) Trzymajcie mi sie wszyscy -kochani/niekochani Aha!!! A wiecie co???? Akkknes to mnie nie lubi:)))) Tak sobie zartuje-chyba lubie Ci tak lekko dokuczac-ale nie bierz tego do siebie!!!! :) Trzymaj sie akkknes-rozumiem Cie w 100% mimo iz czasami na to nie wyglada Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: 07.04.07, 19:23 Słuchajcie, chciałabym Wam życzyć spokojnych świąt, tego, żebyście je dobrze spędzili, żeby te kilka dni Was umocniło duchowo i chociaż trochę ukoiło ból. I życzę Wam szczęścia. To na całe życie. Akkknes... oszukujesz sama siebie, cały czas. Widzisz przecież, że Twoje obecne zachowanie nie przynosi żadnego skutku... Pora chyba spróbować innej taktyki, nie? Udowodniłaś już nam, że jesteś silna, więc spróbuj wykrzesać z siebie jeszcze trochę... To nie chodzi o to, ze najłatwiej jest zapomnieć, bo właśnie zapomnieć jest najtrudniej! Walczysz już tyle miesięcy... I żadnych skutków. Poza bólem w sercu i cierpieniem... Czy Ty naprawdę chcesz przezyć tak swoje życie? Na nadziejach, krótkich telefonach, kiedy Twój ex próbuje jak to by było z Maryśką? A jak mu nie wyjdzie z nią, albo się mu znudzi, to może i wróci do Ciebie... a potem spotka inną i tak przez nastepne ile lat? 10? 20? 30? Chcesz tego? Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: 07.04.07, 19:31 Madziu, trzymaj się... po prostu się trzymaj i staraj się być z ludźmi. Nie mysl o tym, co on jej mówi, sama się przekonałaś, że to tylko puste słowa. Odsuwaj od siebie takie myśli. Wszystko Ci się jeszcze ułoży:) Ilums, jak tam Twoje zmagania? Szkoda, że za oceanem nie możesz czuć tych świąt... u mnie jutro cała rodzinka (poza moją znienawidzoną babciąi jej córką z mężem i dzieciakami:P), dziś dużo pieczenia, mięska, ciasta, a ja zakuwam do matury;] co za rozkosz;] Więc święta chyba spędzamy podobnie - nieświątecznie:) Aha, wczoraj znów musiałam przysięgać, że go nie zdradziłam... obiecałam sobie, że to ostatni raz, więcej przysięgac nie bedę, on sam musi mi zaufać... No i jestem bezbożna, bo nie poszłam do kościoła (to rewelacja z dziś). Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 19:48 Witajcie ludziska, ja tak sobie samotnie, świątecznie dzisiaj piszę. Dzień o dziwo minął mi nawet spokojnie, pojechałam z rodzicami do babci w plener - spacerowałam po lesie. I o dziwo dzis nie chce mi się beczeć. Niestety wracając do Warszawy gula w gardle narasta. Teraz czeka mnie samotna nocka na dyżurze w pracy. ale mam film na dvd moze jakos przezyję. Ściskam wszystkich świątecznie i na pewno jeszcze będziemy szczęśliwi w życiu. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 20:34 Akkknes sluchaj kaktusicy...bez urazy ale Bozenka daje Ci tylko zludne nadzieje- popieram kaktusice i Madzie i zawszer bede w ich obzie bo sam to juz przezylem kilka krotnie i wiem,ze najlepiej jest w koncu odpuscic...Owszem, jak czytam wpisy bozenki to czje sie usprawiedliwony w mim glupim walczeniu o nia-ale zaraze wiem, jaka ona potrafi byc uparta i jaka jest ksiezniczka i moja cala walka daje dokladnie odwrotne efekty!!!! Pytasz kaktusico co tam u mnie???? Jakos leci-nie bede oszukiwal,ze nie chcialbym jakiegos znaku zycia od mojej ex-bo chcialbym i to bardzo!!!!!!! ale zarazem w kncu sie chyba przelamalem i juz postanwlielm nie jezdzic i jakos to przetrzymac ... w ogole nie robic nic!!! A czy mi sie uda zobaczymy za jakis miesiac, moze dwa-ale chcailbym napisac, ze sie udalo i ze bol zaczyna ustepowac...tzn chcialbym napisac cos innego-i wy dokladnie wiecie co-ale powoli pzestaje sie ludzic, ze jeszcze cos da sie z tego wszystkiego wykrzesac: (((( Kaktusiatko-trzymaj sie zeby cie rodzinka z rownowagi nie wyprowadzila:))) A co tam Twojego ugryzlo z ta zdrada???? Niiech lepiej zacznieCi ufac!!!! Timbunia-trzymaj sie i nie ogladaj mi czasem romantycznych komedii!!!! Ide spac, bo wieczorem chce wyjsc gdzies-codzi mi z do klubu, pubu, a jestem padniety po zajeciach Wpadne jeszcze potem!!!! Aha! Madzia masz nam regularnie znaki zycia dawac!!!!!!!!!!!!!!- zrozumiano!!!!!!!!! no bo kto z nami bedzie akkknesowe forum rozwalal:)))) PS. chcialbym ktoregos dnia zapomniec tu wejsc i napisac-bo bolu juz nie bedzie!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
borzenka1 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 21:55 hej, Ilums. Ja nie wiem, czy Ty walczysz o nia czy z soba samym w tej chwili. Moze spytaj sie jakiegos meksykanskiego kumpla, jak to w ich kulturze wyglada walka o kobiete? Moze macie rozne oczekiwania, ty sie zachowujesz jak wobec Polki, ona jak wobec swojego ziomka. Moze przez to cale nieporozumienie. Wiesz jaki jest ich ideal mezczyzny? ale jesli sie kocha, cierpi sie niezaleznie od kultury pochodzenia. Ja nikogo tu nie mamie. Czasami czas przynosi niespodzianki, przezylam niejedna (taa, mam jakies sto lat, hehe). Tylko nie wiem po co sobie wmawiac, ze uda sie zapomniec? jak sie ma zapomniec, to samo przyjdzie. Wisly kijem nie zawrocisz;) A tak jeszcze chcialam Ci napisac, ze niejedne swieta przezylam daleko od bliskich i wiem jakie to do d.py. Jutro o Tobie pomysle przy dzieleniu sie jajkiem, badz pewny! Trzymaj sie sloneczko nasze! Akkknes, co ma byc to bedzie, ale kto to powiedzial, ze bedzie zle? Nikt nic nie wie. Wiec masz prawo do nadziei tak samo, jak inni do czarnowidztwa. Amen. Mokrego dyngusa! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 23:53 Ilums... nie wiem, coś sobie wymyślił... chodzi cały czas o to, że poszłam na spacer z koleżanką, jak on wyjechał i wymyslił sobie, że się schlałam i go zdradziłam. I teraz stracił niby zaufanie do mnie. Zwariuję... a dziś kolejna akcja, tego dla mnie już po prostu za wiele! Wiecie co dziś zrobił? Wyzwał mnie od bezbożnych i oszukańczych i stwierdził, ze się coraz bardziej kompromituę w jego oczach i że mocno go skrzywdziłam. A czemu? Bo nie poszłam na żadną z mszy Triduum Paschalnego. Podobno jest mu wstyd. A moim zdaniem to jest moja prywatna sprawa, czy pójdę do kościoła, czy nie. On mi na to, że to no będzie sobie decydował czy i kiedy pójdzie do pracy i że nie bedę mu mogła mówic, że jest nieodpowiedzialny. I że on stwierdza fakty! Moja odpowiedź? Napij się zimnej wody i przemyśl, co robisz. Wyłączony telefon. Oto doskonały, skuteczny przepis na wyleczenie dziewczyny z miłości do siebie. Szlag mnie zaraz trafi, ale do wtorku się nie odezwę. Nawet może i telefonu nie włączę. Domowego nie odbiorę, rodzice są uprzedzeni - dla niego mnie nie ma. dość tego. To się wyżaliłam... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 00:32 Co do tej zdrady... wiesz co ilums? to mnie strasznie dziwi... bo ja nawet z nim nie chcę narazie uprawiać seksu... i on mi taki tekst, że dałam dupy... no zadziwia mnie facet. Rozumiesz to? Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 01:12 Chyba wiem co mu na watrobie lezy-on chce Cie takimi gadkami przymusic do seksu...ale zastrzegam sobie, ze to sa tylko moje domysly i moge byc dalkeko od prawdy... Przepraszam, tez za taka bezposredniosc. A tak poza tym to wydaje mi sie, ze dobrze zrobilas, ze chcesz go przetrzymac kilka dni-jak juz wiesz ja mysle podobnie jak TY i jestem zwolennikiem troche nie poodzywania sie!!!! Dzieki Bozenka za trafne rady-mimo iz masz sto lat to ciagle wiesz jak to wszytsko dziala:) Wiesz-nawet na to nie wpadlem, ze ona moze byc z innej kultury i tam sie moze inaczej kobiety zdobywac-niestety zarazem nie mam zadnego latrynoskiego kumpla zeby sie zapytac-wiec bede to musial robic po naszemu... Chcialem kiedys porozmawiac z jej siostra, ale byla uprzedzona o nie odzywaniu sie do mnie bo ignorowala smsy i telefony:((( wiec odpuscilem. Jeszcze raz zycze nam wszystkim milosci z okazji tych swiat!!!! Jak Madziuuunia sie nie odezwie przez nastepnych kilka dni to przestane ja lubic!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mamab26 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:13 I kolejne setki wpisów ,a efekty marne... Za wyjątkiem Mariusza oczywiście :) Proponuję wbić sobie do główek hasło : CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!! I proszę mi się tu nie dołować ,tylko na łowy wyruszyć! Może gdzieś tam czeka na Was ktoś fajny ,a wy tu lamenty urządzacie :P Bo jeśli ex nie jest tym/tą właściwą ,to możecie zaprzepaścić okazję na poznanie swojej drugiej ,prawdziwej połówki... No rozumiem popłakać troszkę ,ale żeby aż tyle czasu? :DDD Przesyłam pozytywne świąteczne fluidy i smacznego jajka życzę! pzdr.wesoło i świątecznie Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:20 Dzieki mamab26!!!:) Tez zycze wesolych swiat!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:27 Aha!!! Mamab-my sie wcale nie uzalamy-my poprostu chcemy pobic rekord w najdluzszym watku i w czasie jaki mozna go stworzyc... Elimodeli i calej ekipie aktorskiej napisanie 555 wpisow zajelo przeszlo poltora roku-a my chcemy to zrobic w 1,5miesiaca i udowodnic ze jestesmy debesciaki:))) No a oczms przeciez musimy pisac!!!:) Taki zart sobie pozwolilem zastosowac:) Pozdrawiam kochani/niekochani!!! Odpowiedz Link Zgłoś
mamab26 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:50 ilums napisał: > Aha!!! Mamab-my sie wcale nie uzalamy-my poprostu chcemy pobic rekord w > najdluzszym watku i w czasie jaki mozna go stworzyc... Elimodeli i calej ekipie > > aktorskiej napisanie 555 wpisow zajelo przeszlo poltora roku-a my chcemy to > zrobic w 1,5miesiaca i udowodnic ze jestesmy debesciaki:))) No a oczms przeciez > > musimy pisac!!!:) > Taki zart sobie pozwolilem zastosowac:) > Pozdrawiam kochani/niekochani!!! A coż ja innego robię ,jak nie pomagam w pobiciu rekordu :DDD Ja też kiedyś ,dawno temu byłam w takiej sytuacji i teraz już jestem bogatsza przynajmniej o to jedno doświadczenie... Wiem jedno -kocha to wróci.Ale MUSI mieć czas ,żeby zatęsknić.I to szybciej może nastąpić ,niż Wam się wydaje... A jak ma zatęsknić ktoś ,komu ciągle przypomina się o swojej osobie? Jednakże ten czas do namysłu dany drugiej osobie nie musi oznaczać wcale dla Was jakiejś ascezy życiowej.A może okaże się ,że zapomnicie za czym/kim tęsknicie ,bo ktoś inny zamieszka w waszym serduszku... W każdym bądź razie spokoju ducha życzę A reszta sama się ułoży Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 06:47 > Ja też kiedyś ,dawno temu byłam w takiej sytuacji i teraz już jestem bogatsza > przynajmniej o to jedno doświadczenie... > Wiem jedno -kocha to wróci.Ale MUSI mieć czas ,żeby zatęsknić.I to szybciej > może nastąpić ,niż Wam się wydaje... > A jak ma zatęsknić ktoś ,komu ciągle przypomina się o swojej osobie? > > Jednakże ten czas do namysłu dany drugiej osobie nie musi oznaczać wcale dla > Was jakiejś ascezy życiowej.A może okaże się ,że zapomnicie za czym/kim > tęsknicie ,bo ktoś inny zamieszka w waszym serduszku... Szczerze-po tym co napisala mamab ma co do jej osoby mieszane uczucia, a dlaczego???? bo sa to najmadrzejsze slowa jakie tu padly od poczatku tego watku...a moje mieszane uczucia co do Coiebie to dlatego, ze... po co nas trzymalas tak dlugo:)))) Zarty sobie znow stroje-a tak na serio to powtorze jeszcze raz-SUPER MADRA MYSL!!!! I ja dzis zamierzalem ja zastosowac-tzn wyszedlem do ludzi, wyszedlem w miejsce gdzie nigdy nie bylismy razem i bylem pewnien, ze spedze jakos ten wieczor bez niej... wychodzac z lokalu, zobaczylem ja na parkingu... ale idac za Twoja rada i rada, ktora padala tu juz nie raz-zacialem sie w sobie i poszedlem w inna strone... Jestem pewnien ze mnie nie zauwazyla, bo byla w swietnym humorze, na szczescie dla mnie byla tylko z siostra a nie z zadnym gosciem, bo pewnie swieta bym przeryczal-boze jaka tez ona sliczna jest!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A teraz znow lekko mi bije palma, bo mam ochote napisac, zadzwonic, albo pojechac do niej-ale dam jej czas na zatesknienie... jakies 15 sekund jeszcze:))) Znow glupi zart... Poprostu bede czekal!!!a moze przy okazji poznam kogos innego-ale nie chce, bo ten schemat przerobilem po moich poprzednich ex i skrzywdzilem tylko 2 niewinne dziewczyny, ktore potem plakaly.... Dzieki mamab za pomoc w probie bicia rekordu:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 06:53 No kochani/niekochani... jeszcze 30 wpisow i wygralismy:))))) Krew teraz w akkknes sie pewnei gotuje bo ja z jej watku sobie olimpiade robie-ale akkknes, czasmi w naszym bolu musimy sie tez rozerwac:) Ja spadam spac-nawet w dobrym humorze bo mojego aniolka widzialem i wiem, ze sie nie wozi z jakimis gosciami...ale sie nie ludze,bo moze kogos ma-ale suma sumarum i tak mam humor lepszy... Nie przezrec mi sie tylko:) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 07:59 mamab - jesteś wielka!:) Ilums, myslisz, że jak on mówi, że jestem bezbożna, bo do kościoła nie poszłam to chce seksu? Czy o tych zdradach? Nie wiem, może.... Ale ja się i tak nie dam;] Dziś też się nie odezwę. A co. Ciężko, ale dam radę:) Wesołych Świąt! Madziu, pissz!!! Akkknes, Ty też! Ja już jestem przeżarta;P Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 11:03 Witajcie!!!!! nie sadzilam ze ktos tu za mna sie stesknil:) u mnie sie az tyle dzialo z tym kretynem ze nie bylam w stanie sie ruszyc lduzie.....chodzilam do kosciola zeby odetchnac a pozniej przyejchala moja przyjaciolka i pyszne winko skonsumowalysmy..... no i kaca teraz lecze od rana...w kosciele myslalam ze bombe zorbie ale wytrzymalam:):) hehe a etraz do zrcezy...no wiec moj piekny ex tak starsznie mnie upokorzyl i zjechal ze nie moglam wytrzymac... zaczelo sie od tago ze jego "nowa" naskoczyla na mni ze jestem klamczucha i woogle okropna bo daje opis zeby Kubusia wkurzyc..... nie wiedzialam o co jej chodzi ale zablokowala mnier wiec nie zdazylam sie dowiedziec. ta swinia jej bajki naoopowiadala i przedtawila wszystko inaczej niz bylo...NO TOOOOOOOO tak sie wkurzylam ze zjechalam go z gory na dol.... napsialam wszystko co o nim mysle....wiecie co mi odpisal??? zaczal ze mnie syzdzic i nabijac sie i psial ze nie jestem niczego warta...ze sama ejstem sobie winna bo gdybym sie nie zmienila TO ON BY MNIE JESZCZE KOCHAL...... napisal mi ze zlauje kazdej minuty ktroa pzrez te 2 lata starcil na mnie....napsial ze jestem typowa kwoka z bazaru ktora tylko gdacze i mowi niepzremyslne bzdury.... tylko maly problem bo ja juz danwo doszlam do pewnych wnioskow co do niego wiec wiedzialam co pisze.... na kazde moje slowa znaigrywal sie.... obrazil moja mame...powiedzial ze jestesmy siebie warte ,..takei same. Powiedzial ze ejstem dla niego zerem,gownem...ze bede sama bo nie zalsuzylam..a On jest pewien ze ebdzie szczesliwy.....:( Tak mnie to ruszylo ze ....ze nic mu nie napsialam juz:(... zorbil ze mnie idiotke ..kretynke....wariatke... obrazil i zniewazyl starsznie. ja mu powiedzialam prawde o nim...ktora padala nie tylko z moich ust ale tez z ust wszystkich ktorzy go znaja....Bezczelny typ...egoista...Powiedzial mi ze on mnie nie zdradzil....i nei zorbil zadnej krzywdy i to moja chora wyobraznia... JA SOBI EWYMYSLILAM ZDRADE......wg niego on juz byl wtedy wolny...tylko kurde zapomnial mnie o tym powiadomic ze jest WOLNY.... zgnoil mnie ladnie...najgorsze jest teraz to:( ze:( ja:( naprawde czuje sie winna teraz;( czuje ze sama sobie to zgotowalam....bo powiem wam szczerze ze pzrechodze ciezki okres..... poprawiam mature i od sierpnia siedze dzien w dzien sama w domu...mozna dostac juz kota ... naprawde nie radzilam sobi z tym..jescze on mi dokopywal wiec jak ja moglam sie nei zmienic>??? no ale to mu wsytarczylo zebym mieala problemy i zeby pzrestac kochac...kopnal mnie w najtrudniejszym dla mnie okresie.....i jeszcze powiedzial ze sama jestem sobie winna...... GDYBYM SIE NEI ZMIENILA TO BY MNIE DALEJ KOCHAL...... oh Boze;( myslalam ze poznalam innego czlowieka.... on wogole nie poczuwa si edo winy..sadzi ze jest ok i wlasnie on bedzie szczesliwy....a ja nie..... wciaz powtarzal ze moje slowa to bezmyslny niepzremyslany belkot...na wszystko tak odpowiadal..... Ludzie etraz juz wiem jaki on jest.....Boze;( teraz widze z jakim niedojrzalym typem bylam... On nei rozumie czym jest milosc, nie rozumie ze kochac to nie tylko dobre strony ale tez zle.... tzreba kochac czlowkeia w kazdej chwili...a gdybym zachorowala/? na raka/? albo noge mi ucieli?? teraz jestem pewna ze by mnie zostawil bo pzreciez zmienilam sie prawda????? nie wolno tak robic.... kochac to znaczy byc z kims na dobre i na zle...a nie kochac tylko za dobre cechy i za dobre wspolne pzrezycia...on tego nie rozumie i teraz sie o tym pzrekonalam. zawsze myslalam ze jest inaczej..... ciezko mi..ale dam sobie rade...boze juz schudlam 5 kg... w pare dni...nawet nie zauwalylam..dzisiaj sie ubralam i wssyscy zaczeli patzrec na mnie ze wszystko wisi....porazka..to chyba pzrez te nerwy i lzy bo staralam sie jesc normalnie.... katastrofa z tym facetem. teraz moj cel to zpaomniec o tym gnojku i wogole sie nie kontaktowac ani z nim ani z jego NOWA mioloscia......boli mnie to ale msuze miec wiare i sile. Mam nadzieje na lepsze jutro.... kiedys spotkam kogos kto zasluzyl na mnie..no moje oddanie i milosc. On tego nie docenil wiec niech teraz spada... Oby ta dziecwzyna nauczyla go zycia, zeby kiedys gorzko pozalowal co zorbil...oby... Odpowiedz Link Zgłoś
mamab26 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 15:27 Wiesz Madziu ,z reguły daleka jestem od osądzania innych ,szczególnie jeśli danej osoby nie znam. Ale jeśli choć 10 procent jest prawdy w tym ,co piszesz ,to sama sobie odpowiedz na pytanie : -czy on jest tego wart? Bo przyznam Ci się ,że takiego gada to nie miałam "przyjemności" spotkać na swojej drodze... >.... obrazil moja mame...powiedzial ze jestesmy > siebie warte ,..takei same. Powiedzial ze ejstem dla niego zerem,gownem...ze > bede sama bo nie zalsuzylam.. Czy po takich słowach możesz mieć jeszcze jakieś ciepłe uczucia dla niego? Bo ja bym gościa znienawidziła w jednej sekundzie...Co za (sorry ale muszę ) debil!Jak śmie się czepiać Twojej mamy.Co to jest jego koleżanka? Zawsze powtarzam ,że warto dać drugą szansę.Że są sytuacje w życiu ,kiedy człowiek się pogubi i sam nie wie czego chce.Że człowiek jest tylko człowiekiem i nie zawsze jest różowo. Ale nigdy nie pozwólcie sobą pomiatać.Nikt nie zasługuje na to ,żeby usłyszeć to ,co Ty usłyszałaś.Można się przecież rozstać kulturalnie ,bez wyzwisk i innych takich... A to ,co reprezentuje sobą ten koleś ...No żałosny jest poprostu i chyba bardzo zakompleksiony ,że aż tak rozpaczliwie próbuje się dowartościować Twoim kosztem... Szkoda życia marnować dla takiej kanalii ,bo na świecie jest naprawdę sporo fajnych ludzi.Na poziomie ,a nie takich prostaczków ,którzy nawet odejść z honorem nie potrafią. Piszesz: >...... napisal mi ze zlauje kazdej minuty > ktroa pzrez te 2 lata starcil na mnie Mogłaś mu odpowiedzieć ,że bardzo Ci przykro z tego powodu i że jest skończonym idiotą ,skoro tyle czasu się męczył w tak nieudanym związku. Powiedz mu ,że żal Ci go ,bo nie zdaje sobie sprawy z własnej głupoty... A zresztą szkoda marnować czas ,bo do tego pokroju ludzi ,to z reguły nie udaje się trafić. Mam tylko nadzieję ,że jesteś "wyleczona" z tej miłości Ja w każdym razie bardzo Ci tego życzę Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 17:20 Witam wszystkich... Kaktusico-nie mam zielonego pojecia co i jak jest z tym Twoim gosciem-nie znam go i nie moge tak do konca powiedziec o co mu chodzi???? Sama go znasz najlepiej i pewnie domyslasz sie co on ma na mysli mowiac te wszystkie rzeczy o zdradzie, o kosciele i inne takie tam-a swoja droga to jeszcze nie spotkalem goscia, ktory tak na sile by do kosciola ciagnal.... Hej Madziuuu-widze, ze typek ostro pojechal... Ale po kiego grzyba ta jego jeszcze wypisuje do Ciebie-nie widze w tym zdnego celu-ale widze jedno-sa strasznie niedojrzali i sami nie wiedza czego chca... Ty juz nam udowodnilas, ze masz swoje priorytety zyciowe, ktore sa calkiem madre i ich sie trzymaj...a poki co musi teraz odbolec. Troche glupi numer tez Ci wycial, ze zakonczyl to przed maturami bo teraz bedzie Ci jeszcze ciezej-ale tez nie oszukujmy sie-czy jest dobry okres na zerwanie-chyba nie??? Ja dwa poprzednie razy zostalem porzucony jesienia-a jesien w Polsce jest taka depresyjna-do tego jeszcze zblizaly sie swieta, sylwester i wiele takich imprez, ktore musialem odbebnic w zalu sam, udajac ze sie super bawie...ale bylo minelo:) A co tam u akkknes-jak Ci sie kontakt z bylym uklada-bo zakladam, ze takowy jest!!! Trzymajcie sie wszyscy!!!!!kochani/niekochani P.S. Zeby nie bylo, ze narzekalem na jesien w Polsce-to nic nie znaczy...Nadal kocham Polske i zawsze bede ja nosil w moim sercu!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 18:36 nie wiem czyejstem wyleczona... chyba nie. Boli mie to co sie tsalo i ciazy na sercu...najgosze jest ze zaczynam sie poczuwac do winy..ze chybanaprawde musialam byc az tak zla ze jemu to przeszkadzalo i pzrestal kochac...Snuje sie meidzy ludzmi ze swoimi myslami, ciezko mi....najgorsze dla mnie jest to ze wiem iz czeka mnie okres samotnosci...ciezko mi to ebdzi ezniesc, bo nie cieprie tego. Nie znasze patzrec z zalem na inne pary..nie cierpie czuc pustke i bezsens w sobie.... co to za zycie jak nie ma sie kogo kochac...Moze to glupie to moje myslenie, ale takjest:( On juz sobie uklada zycie z nia... i pewnie bedzie szczesliwy a ja?/ ja bede takjak mi powiedzial ...sama... Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 18:40 Przestań się przejmować słowami jakiegoś niedorozwiniętego szczeniaka. Krzyżyk mu na drogę i ch... w dupę. Wielkie zero. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 18:42 Madziuuu-pod zadnym pozorem nie probuj obwiniac siebie, bo tylkos sie wpedzisz w jakies badziestwo.... A tak poza tym to zyc mi sie nie chce-od pol godziny rycze i przestac nie moge: ((((((((( Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:13 swieta swieta a wy tu siedzicie?? :))))))) no wiec tak - po pierwsze, co mi od razu zepsulo dzisiejszy dzien - sluchaj ilums jak chcesz sobie bic rekord we wpisach to spadaj nie tylko spac!!! sluchaj chlopie, nie wiem co ty robisz i jak bardzo ci sie nudzi, ale zrozum w koncu do cholery ze nie zalozylam sobie watku na forum zeby bic jakies debilne rekordy! guzik mnie obchodzi ile komus zajelo zdobycie wg ciebie najwiekszej ilosci wpisow!! raz ci to juz mowilam, powtorze jeszcze jeden ale juz ostatni - odwal sie ze swoim biciem rekordu z czyms, co dla mnie jest wazne, jest dla mnie czyms na ksztalt miejsca gdzie moge ulzyc swojej psychice, uciec od problemow i zajac czyms mysli!! rozumiesz, to nie jest brazylijska telenowela, to jest MOJE ZYCIE i nie zycze sobie po prostu zebys w jakikolwiek sposob mial z niego frajde!! chcesz bic jakies swoje dziecinne rekordy to ok, bij, ale zaloz sobie swoj watek, jezdzij po SWOIM zyciu, SWOICH problemach, SWOICH sprawach!! a od moich - jak najdalej!! a przede wszystkim to sie zdecyduj czego chcesz bo raz tu piszesz jak to placzesz i jezdzisz pod dom swojej bylej, a zaraz piszesz ze w sumie to rzeczywiscie czas to olac... jesli ja kochasz to ja kochaj a nie jak choragiewka zmieniaj zdanie. sluchaj uczucia to nie klocki lego, ze mozesz wybudowac zamek i go potem zburzyc. kontynuujac - z moja miloscia gadalam wczoraj, jest zakatarzony gorzej ode mnie, ale chcialby sie ze mna spotkac w swieta. i jesli jutro mu bedzie lepiej ma podjechac. no poniewaz nie wiem jak mu bedzie czy pil ciepla herbatke i zamknal okno na noc - wiec nie wiem jak mu bedzie, z jednej strony to twardy facet a z drugiej jak kazdy facet jak kichnie to juz lecialby po antybiotyk :)) chcialabym zeby przyjechal, ale nie wiem jak bedzie - nie wiem tez jak zareaguja na to rodzice... u mnie swiatecznie, od rana goscie dopiero teraz wyszli, ja jestem padnieta, spalam zdecydowanie za krotko, a polecialam rano do koscila i caly dzien modlilam sie zeby nie walnac glowa w stoł w jajka z majonezem :) marze tylko o wannie i lece spac. oczywiscie ze mam watpliwosci - czy np teraz spi czy ozdrowial i pojechal do niej, oczywiscie ze mi rosnie cisnienie, bo mam nadzieje, ze wieczorem jakos sie odezwie, i ze powie ze tak tak bedzie jutro... oj chcialabym zeby przyjechal naprawde!! wszystkim majacym dola polecam dzis 'nigdy w zyciu' na tvnie - znam ten film na pamiec, ogladalam go milion razy, ale stenka w nim tak przekonujaco pokazuje ze kazdemu komu cos nie wyszlo moze sie udac... eh wyje zawsze na tym filmie jak glupia, ale warto ;) z nadzieja na jutrzejszy lany poniedzialek w wykonaniu mojego kochanego i ze ilums w koncu zrozumie po co pisze sobie tutaj na tym forum ide do wanny :) pozdrawiam swiatecznie Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:24 > chcialabym zeby przyjechal, ale nie wiem jak bedzie - nie wiem tez jak > zareaguja na to rodzice... Na miejscu twoich rodziców to bym go psami poszczuła. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:27 na szczescie nie mamy psa ;) wiem jakie zdanie na ten temat maja moi rodzice, wiem tez ze oni wiedza (maslo maslane...) ze jesli sprawi mi to radosc to nie skomentuja tego... po prostu przemilcza :( Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:32 Wielka szkoda, ja chyba nie milczałabym na ich miejscu, tylko pogoniłabym delikwenta. Raz a dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:42 moi rodzice wiedza ze on nie jest moja fanaberia, wiedza ile przeszlam i przez co przeszlam, i nie popieraja moich dzialan, mojego myslenia i w ogole... ale wiedza ze nie powiem sobie stop i nie przestane nagle go kochac, tesknic za nim, chciec z nim byc. wiedza ze jestem z tych tzw honorowych i ze jak cos to potrafie sie wkurzyc i ujac duma, ale sami widza, ze jestem zdeterminowana. wiem ze jest im przykro ze to ja, ze pierwsza corka, ktora zawsze byla godna przykladu tak zagmatwala sobie zycie. Odpowiedz Link Zgłoś
ewas151 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:55 Hej. Czytam Twój wątek od samego początku i zawsze ciekawie zaglądam co sie wydarzyło od ostatniego wpisu. Rozumiem Cię bardzo i nawet nie wiesz jak bardzo jestem w podobnej sytuacji, ale nie o sobie chce tu pisać. Wiem z doświadczenia, że takie spotykanie sie i pisanie, rozmowy nawet po 1,5 godz, i wszystko związane z tym byłym najukochańszym to jest świetna sprawa. Uskrzydla i świat wydaje sie piękniejszy, i nawet to całe rozstanie nie jest az takie złe w tym momencie. Ale pamietaj, tylko w tym momencie. Na drugi dzień, po paru godzinach przychodzi ten cały smutek, dlaczego?, jeśli jest tak fajnie, tak dobrze nam sie rozmawia i on jest taki miły, dlaczego? nie możemy być razem. I z własnego doświadczenia mówie Ci, że jeśli przetrwasz tylko pare dni bez tych smsów, bez rozmów, bedzie lepiej i każdego dnia lepiej. Jeśli wyjdziesz już na prosta, każdy jego telefon, każde spotkanie zburzy ten Twój spokój. Naprawde, wiem że to bardzo ciężkie, ale spróbuj sie naprawde z nim nie kontaktować, nawet ten jutrzejszy dzień odpuść sobie. Na pewno bedzie fajnie, ale pamiętaj że tylko na chwile. Postaraj sie, bo za pare miesiecy zostanie z Ciebie tylko wrak człowieka. I jeszcze jedno. Czy uważasz,że człowiek, który tak prawde mówiąc sam nie wie czego chce, sam nie potrafi sie określić, czego chce od Ciebie, od życia, w przyszłości bedzie potrafił stworzyć prawdziwą rodzine? Pisząc prawdziwa rodzina mam na myśli, człowieka, który w pewnym momencie życia, np 2 lata po ślubie, kiedy będą już dzieci nie powie nagle, z dnia na dzień "żegnaj gienia świat sie zmienia", bo nie będzie potrafił sam stwierdzic czego chce. Wydaje mi sie że takie jego zachowanie właśnie świadczy o takim problemie. Naprawde, lepiej teraz niz potem. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:01 ewas, ja wiem, ja to wszystko wiem!! ja to wszystko naprawde mam juz przedyskutowane, przemyslane, przeplakane... kazdy z tych 'gorszych' scenariuszy... ja wiem, ze to nie rokuje na przyszlosc, wiem ze to wyglada beznadziejnie... ze to pare godzin, ze potem jest codzienne zycie. ale mnie te pare godzin, te spotkania, te rozmowy, te smsy i w ogole tak ciesza, tak napedzaja... przed chwila sobie uswiadomilam ze tak naprawde to niedlugo wszystko sie rozwiaze - jemu konczy sie umowa na darmowe minuty do mnie i nie dostanie juz takiego abonamentu, wiec pewnie go nie przedluzy. domowki brak, a na komorke nie da sie gadac po dwie trzy godziny dziennie. jesli cos ma z tego byc - bedzie. wierze w to strasznie, upieram sie przy tym i wiem ze tak bedzie - jesli cos ma z tego byc, to juz bedzie inaczej. jesli nic z tego nie bedzie to koniec umowy na komorke wyjasni wszystko... Odpowiedz Link Zgłoś
ewas151 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:10 To dobrze, to bardzo dobrze że chociaż tyle wiesz. I bardzo Ci życze żebyś doszła do takiego stanu, w jakim ja już jestem. Bardzo dużo mnie to kosztowało cierpienia i wmawiania sobie, ale już jest lepiej. Teraz już wiem, że każdy sms i rozmowa i spotkanie to jest burzenie tego, co budowałam sama np przez tydzień. Pozdrawiam i życze powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:14 no wiesz, po takim czasie w koncu musialam do jakiegos wniosku dojsc ;) a tak naprawde to dalej chcialabym dojsc do takiego stanu: ze wszystkim ktorzy mi mowili ze nie ma sensu moge pokazac jezyk i powiedziec ze dzis juz tyle spraw jest niewaznych... teraz jest ok, bo jestem w swiatecznym nastroju i w ogole czekam az on mi powie ze podjedzie i zje te moje ciasta ktore pieklam (ale tym razem zadne z nich nie jest jego ulubionym! postep!) - gorzej bedzie jak wyjde z wanny a on ciagle nie oddzwoni :( Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:16 to ja po ciuchutku sobie też coś napiszę. Ciężko mi ogromnie, przynajmniej świadomość, że gdzieś są osoby które wiedzą jaki to ból - pozwala jakoś żyć. wczoraj na dyzurze rozmawiałam z koleżanką generalnie miło było, ale opowiedziałam mi jedną historię. rozmawiała z kolegą, kolega w długim związku, mówi, że już właściwie nic nie czuje, ale jest z dziewczyną bo to jej zalezy. Bo ona się stara, a jemu to wisi... Powiem wam że nie rozumiem, czemu osoby które cos szczególnego kiedys dzieliło, tak się krzywdzą. Nie rozumiem mojego J. czemu nie potrafi powiedzieć mi wprost ceo jest grane. Czy sie boi czy naprawdę nie wiem. Czy to ja muszę być tak cholernie rozsądna, wyrozumiała... bo mam nadzieję, albo chcę kulturalnie załatwić sprawę??? Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:38 laski to maja przesrane, nie? bo to my z reguly sie staramy ;P nie no facet tez jak chce to potrafi... dobra, moja milosc ma jutro podjechac, uhhhh az boje sie powiedziec o tym rodzicom... :( 3majcie kciuki zeby nie powiedzieli zebym go przyjela przed klatka :/ Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 01:23 Ja będę trzymać kciuki, żeby ci właśnie to powiedzieli. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:59 Dzieki za slowa otuchy akkknes W piekny sposob pokazalas mi na ile znasz sie na ludziach-to ze staram sie czasami byc wesolym i ciagle nie uzalac nad soba to w jakis sposob mi pomaga-bo juz nie wytrzymuje z moimi myslami i ta samotnoscia.... IO wcale nie zmieniam mysli jak choragiewka-ciagle ja kocham i jeszcze dlugo bede kochal i nawet zielonego pojecia nie masz przez jaki bol przechodze i jakie wojny mam w glowie- co robic dalej i w ogole czy coskolwiek robic.... i tak w kolo-myslelm, ze na Twoim forum zostane zrozumiany-tak sie nie stalo:( Ale mimo wszystko zycze Wam wszystkim dobrze kochani/niekochani A zwlaszcza kaktusicy, Madziuni i Mariuszowi... i Tobie akkknes tez-bo wiem jak to boli Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 21:38 akkkbes prosze cie...odpusc juz sobie.. po co ta klotnia i ublizanie Ilumsowi???Pzreciez on zartuje z tym rekordem...i zauwaz nie tylko o twoim zyciu tu psizemy...Ty zalozylas watek..ale historie tworzymy my wszyscy....nie tylko na Twoich wpisach nam zlaezy ale na ogole.... a z drugiej strony jelsi jego cieszy fakt ze bijemy rekordy to dlaczego zabierac mu ta ucieche/? ja wiem ze to ejst smutny watke...ale chcac nie chcac dotyczy nas...no i wiadomo ze ebdziemy na nim pisac puki nam si enie znudzi...bijac lub nie rekordy...daj juz spokoj. I nie pisz o nim ze jest jak choragiewka bo Ty tez jestes jelsi juz... najpeirw plakalas ..pozniej niby bylas twarda i chcialas byc obojetna...teraz znow....niby cie poszarpal i poklocil sie z Toba i mial to byc koniec..a jednak nie... widzisz sama wyciagnij wnioski.. ja juz nie ebde Ci mowic co masz orbic...bo i tak zorbisz po swojemu..ja bym go kopnela w tylek za jedna traka akcje z poszarpaniem....narazie chlopcze i tyle....jak chce niech sie stara...ale musialby sie dlugo postarac o mnie.... (gdybym byla na Twoim miejscu) a jelsi chodzi o mnie..to walcze z bolem nadal...staram sie bcy dzielna...no ale coz nie potrafie.... chce plakac ale tzrymam lzy na wodzy...staram sie smiac i ogladac same smieszne bajki..to pomaga.... Co jakis czas kluje mnie to ze o oni teraz pisza do siebie...ze on jej czule slowa mowi..a niedlugo bedzie cos wiecej..kluje to starsznie ale msuze to przezwyciezyc....mam nadzieje ze jeszcze spotkam kogos wartym mojej milosci...chyba tak glupi sie ludze nie??...... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 22:47 madziunia, klotni i ublizania to ty jeszcze chyba nie widzialas. ani razu nie napisalam, ze mojego kochanego przestalam kochac, ze zmienily sie moje uczucia wzgledem niego; to, ze jestem twarda sie nie zmienilo - a chyba ludzkie i normalne jest, ze chce byc w swieta z osoba ktora kocham i fajnie ze on tez chce byc wtedy ze mna? a ilums jest jak choragiewka, bo raz pisze jaki jest niby twardy i co robi na zajeciach a zaraz pisze jak to lzy za nia wylewa - tak robi facet? i jeszcze odpisuje mi ze wlasnie pokazalam ze sie nie znam na ludziach - a gdzie ja do cholery napisalam ze sie znam?? jakbym sie znala, to w zyciu nie przyszloby mi nawet do glowy wchodzic na forum i pytac co mam robic? wiem ze najlatwiej jest radzic kopnij w tylek - tylko rady radami, zycie zyciem, nie? czytalam twoje inne watki... wiem ze prawda w oczy kole, ale NIGDY nie powiedzialam ze zaczynam zlewac moja milosc; pisalam ze chcialabym byc twarda i to co sobie przemyslalam chcialabym wcielic w zycie, ale nie umiem. aha i on nigdy mnie nie poszarpal - ani ja do niego ani on do mnie z przemoca nie wyskakiwalismy. a koniec bedzie wtedy jak sie poddam - a nie napisalam ze sie poddaje, oddaje walke, wypinam tylek i ukladam sobie zycie na nowo. sluchaj watek jest wszystkich, spoko, ale ja mam zamiar tu pisac póki jest o czym i póki mi pomaga a nie dlatego zeby bic rekordy! z tego co wiem to trolle nie sa ulubiencami forum... powtorze jeszcze raz zeby bylo wiadomo: watek zalozylam zeby moc sie wyzalic, poradzic, dostac po glowie za to co ewidentnie robie zle, a pochwale za to co dobrze, zeby sobie ulzyc pisaniem. nie po to zeby wyprawiac nie wiadomo jakie cuda-wianki... Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 23:49 Przeciez kazdy doskonale wie po co zakladalas ten watek, niestety dotyka on nas wszysktich....i jesli Ty juz nie ebdzies zmiala z zcego si ezalic to inni beda to robic....tu jest grupka osob ktora nawazjem sie wspiera....te rekordy to tylko zasrty pzreciez.... to mile ze nasz watke sie rozwija i mozemy si ewpsierac i mile jest to ze to tak wyglada. Mnie tez cieszy fakt ze jest go coraz wiecej ..tak jak Ilmusa.... nie widze nic zlego w tmy ze on sie cieszy tmy ze watek robi sie coraz lduzzszy... a tym bardziej nie widze podstaw zebys mowila o nim jako o trollu.... wyzalic sie zawsze tutaj mozesz...ale po co naksakiwac na innych. Tobie jest zle..nam tez....my nie mamy swoich polowek na siweta..nie mamy niczego, tez chcemy zeby oni byli..ale oni nie beda... i tylko pozosatje nam cieszyc sie z Toba tym co masz...ta wspaniala swiadomosc ze jutro go zobaczysz....a nastepnego dnia lub i nawet tego samego on moze pojsc do M..... piekne co??? wg mnie Akkknes to ty si ejuz meczysz na sile. Rozumiem ze chcesz byc dobra, kochajaca i ciepla...ale pamietaj ze to jest facet...ktory zrnail twoje uczucia, manipulowal... Mysel ze puki co nie zorbisz z tym nic do czasu az wyleje sie na ciebie kubel zimnej wody. Tak jak ja tego potzrebowalam zeby wkoncu zrezygnowac tak pewnie i Ty.... To smieszne zjego strony ze tak zwodzi cie i nic konkretnego nie ustala..... No nie macie czasu zeby za soba zatesknic..on nie ma... bo ciagle maci ekonakt ze soba.... zastanow sie czy mu z czasem to nie obrzydnei... ja bym go przetrzymala, pamietaj ze jak kocha to worci ...to si esprawdza- wtedy bylabys pewna...a tak...wyobrazasz sobie ten ziwazek????? wiesz gdy bylam na Twoim miejscu i gdy walczylam o to zeby worcil nie sadzilam ze ebde pzrezywac cos tak srarsznego jak niepewnosc i lek....balam sie ze on znow mnie zostawi..ze znow bedzi emial watpliwosci...balam sie i sluszne bo znow to zorbil..... no ale..kazdy musi to sam pzrezyc zeby zorzumiec pewne sprawy. Zycze ci jaknajlepiej...obys nie ciepriala wiecej Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 23:53 tak naprawde wcale mnie nie cieszy ze jest tu coraz wiecej ludzi ktorzy nie wiedza czy wracac czy nie... bo to jest po prostu smutne, po tym co przeszlam nie zycze tego nikomu. wiem ze moj kochany nie pojedzie do maryski, wiem po co przyjezdza do mnie - sa swieta. powiedzial mi to, a obecnie z moim podejsciem do sprawy jest to normalne. ja nie chce zeby on zatesknil - bo tak naprawde co przy nastepnym zlym momencie bede miala czekac az znowu zateskni i tak rozwiazywac nasze problemy?? jesli mamy byc razem to bedziemy, reszta bedzie nie wazna i w to naprawde wierze od jakiegos czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
mamab26 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 01:13 Miałam się tu już nie odzywać ,bo klimat jakis nie teges się zrobił... Ale dobra-napiszę. Przeszłam dokładnie to samo co Ty. No może z jedna ,ale bardzo ważną różnicą. Mój M. przez 4 lata bycia razem NIGDY mnie nie zranił, nie skrzywdził ,nie sprawił świadomie przykrości. Był świetnym chłopakiem i nie było nawet JEDNEJ rzeczy ,do której mogłabym się przyczepić i która mogłaby źle wróżyć na przyszłość. Mówię tu o sprawach ważnych ,bo wiadomo ,że kłótnie się zdarzały.Ale o pierdoły. ZAWSZE mogłam na niego liczyć i NIGDY mnie nie zawiódł. Pewnego dnia powiedział mi o swoich wątpliwościach .Że sam nie wie ,czego chce ,że nie wie czy mnie kocha , że ma wątpliwości co do naszej wspólnej przyszłości... "Nie kocham cię " ,nie powiedział mi nigdy. W pierwszej chwili pomyślałam ,że to żart.Ale on nie żartował... A potem był najgorszy miesiąc w moim życiu. Czas ,kiedy gotowa byłam wszystko mu obiecać ,byle tylko był ze mną. Bo wiedziałam ,że on jest tego wart. Dzwoniłam ,płakałam i błagałam o spotkanie. I cały czas miałam w pamięci te cudowne 4 lata. Nawet nie miałam jednej rzeczy ,za którą mogłabym go znienawidzić... A potem nagle ,w ciągu kilku godzin ,cała miłość jakby ze mnie wywietrzała. Poczułam ,że nie zniosę tego dłużej. Że jeśli nie odetnę się od niego ,to zwariuję. Przyjażń mnie nie interesowała.Dla mnie życie jest czarno-białe. Albo kocham ,albo nie. Albo on mnie kocha i chce ze mną być ,albo niech spada na drzewo ,a znajomość koleżeńską wsadzi sobie głęboko w d..ę :P Zadzwoniłam. Ostatni raz. Żeby sie pożegnać i poprosić ,aby nigdy więcej do mnie nie dzwonił. Żeby zapomniał o moim istnieniu ,bo na przyjaźń z mojej strony liczyć nie może Wiesz ,minęło już 7 lat od tamtych dni ,a ja nadal pamiętam tą przeraźliwą pustkę. Ten milczący telefon i to uczucie,że już nigdy się do niego nie przytulę. Że to już nie jest mój kochany M. Że nic już nie będzie tak,jak dawniej... Pamiętam to wszystko ,jakby się działo wczoraj. Ale dziś ,patrząc na to wszystko z perspektywy lat ,wiem ,że ta "izolacja" to najlepsze ,co mogłam wtedy zrobić. Bo skoro jesteśmy teraz razem ,to dlatego ,że on przekonał się ,co tak naprawdę do mnie czuje. I zrobił to sam ,a nie pod moją presją. Nie został ze mną z litości ,czy dlatego ,że mnie tak bardzo na tym zależało. Jestem jego żoną ,bo SAM tego chciał. Posyłając go w diabły ,paradoksalnie przyciągnęłam go do siebie. Dając mu spokój ,dałam mu szansę ,żeby zatęsknił. Chociaż w tamtym czasie byłam przekonana ,że to koniec. Nawet przez myśl mi nie przeszło ,że on będzie chciał znów być ze mną. Ale warto było ,bo dziś jestem pewna jego uczuć. Że ożenił się ze mną bo naprawdę tego chciał . I nie chodzi o to : > ja nie chce zeby on zatesknil - bo tak naprawde co przy nastepnym > zlym momencie bede miala czekac az znowu zateskni i tak rozwiazywac nasze > problemy?? tylko ,że jaką masz pewność ,że on za rok ,za dwa znowu nie będzie miał tych wątpliwości? Ja też gwarancji nie mam ,ale wiem jedno -ja sobie dam radę psychicznie bez niego.Bo już raz mi się udało A Ty? Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 11:56 Bardzo mnie wzruszyłaś tym co napisałaś. JA własnie to przeżywam, po 6 latach pozornie szczęśliwego związku, nadeszły wątpliwości z jego strony. Odcięłam się po miesiącu walki, błagania... Wiem, że muszę na powrót nauczyć się żyć sama, nie liczę na cud, że do mnie wróci - może to nie jest mężczyzna dla mnie. Nie wiem co mi przyniesie przyszłość, ale już się ze sobą pogodziłam. Nadal boli, choć to dopiero czwarty dzień bez kontaktu z nim. Ale z dnia nadziej jest inaczej, może nie lżej, ale wewnętrzy spokój i optymizm powraca wraz z rozwijającą się wiosną. Będzie jak będzie - ja sobie poradzę i tylko to się liczy. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:04 nooo dziewczyny ja tez od tygodnia, nawet jak nie mam z nim kontaktu przez ktorys dzien to i tak nagle z powrotem umiem usnac!! za to mozecie mnie chwalic. boze, czemu tak jest, ze niektorzy nie maja takich problemow? po co tak cierpiec? czy naprawde lepiej by bylo gdybym byla pozbawiona uczuc, zimna jak lod?? :( Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:06 Inni nie mają takich problemów, bo umieją powiedzieć sobie "stop". Ty tego nie potrafisz. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:22 naucze sie ale nie obiecuje ze dzis :P Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:05 Mnie rowniez ta hisotria wzruszyla i uzekla..... piekne zakonczenie. i teraz iwdze swoj blad...bylam zbyt nachalna zbyt zdesperowana...zaluje tego co wyprawailam..ale z durgiej strony gdybym tego nie zorbuila to bym sie nie przekonala ze moj facet to dran.... poprostu.... 6 lat to starsznie duzo...a ja tu placze nad 2... heh chyba tutaj to trzeba tylko czasu...on jest wybawca, leczy rany i bol... tylko on zaden inny srodek...no i to forum pomaga.. ja tak gleboko gdzies chcialabym worcic do niego pomimo tego ze oklamal ze opuscil....ale to minie..wkocnu uczucia wygasna a ja zorzumiem ze to byla swinia podla...bo zorbil mi chamstwo jakich wiele na tym swiecie.... ja chcialam byc uczciwa i bylam a on ...no coz... zdrada to zdrada... moze nie tak od razu bo to tylko "zaczynanie znajomosci" z jego strony ale zawsze to zdrada duchowa.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:22 madziunia, na pewno bedzie ci lzej jak bedziesz sobie pisac ze on jest draniem? bo mi to nawet nie chcialo przez usta przejsc... nie latwiej przetrawic to w sobie i tak jak ja po prostu zrozumiec ze no nie wyszlo...? przezciez przez te dwa lata nie byl takim draniem, nie?? ja tez strasznie chcialabym wrocic, zeby znowu byc z nim, i ze nie musiec juz przez to przechodzic... ale nie chce myslec o czlowieku ktorego kocham z ktorym tyle mnie laczylo i w ogole ze jest draniem... chcialam tak o nim pomyslec, powiedziec, napisac bo myslalam ze to mi pomoze - a to wcale nie tak. nie wiem dopiero pare dni normalnie dzialam i moze sie myle, ale ani raz przez ten caly czas nie chcialam nawet tak o nim myslec :/ Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:25 znaczy chcialam ale nie wychodzilo Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:51 akkknes ale on jest draniem....zdradzil mnie....nie powiedzial ze zrywa tylko sbie zdradzal. Nie poczuwa sie do winy, twierdzi ze on sie czul juz wolny...tylko ze zapomnial mnie o tmy poinformowac...tak wiec nie jest draniem?? jest draniem i to bardzo podlym bo zorbil mi wielkei chamstwo, zaigral z moich uczuc..wysmial moje lzy i cieprienia.... smieje sie razem z nia ze ja taka cieprietnica wielce ejstem.... naigrywa sie ze mnie rozumiesz/?? bawi go to ze ja cierpei , onnie rozumie co to znaczy bo tego jeszcze nie poczul, nie wie co to znaczy cierpiec z bolu nieszczesliwej milosci. Jets egoista ktory mysli tylko o swoim dobru...no kurcze zdradzac, nic nie czuc..... i nawet nie powiedziec ze to koniec/?? trzymal mnie w niepewnosci jak jakas kretynke....sadzil...ze ja sie domysle sama ze to koneic i on tego mowic nie musi.Wiesz moglabym go jeszcze gorzej wyzwac ale nei chce.... pzrez 2 lata roznie bylo, nie zawsze bylo pieknie.... i ejstem tego swiadoma.. Ni ebyl dla mnie zly ale innych traktowal po chamsku, drwil i nieszanowal innych ludzi...myslalam ze mnie to nie spotka z jego strony ale mylilam sie....spotkalo. ja sie ciesze ze z nim juz nei ejstem i to bardzo si eciesze... zrujnowal by mi zycie...akkknes.... to bylaby udreka. on by plywal , co port to inna... klalaml by mnie cale zycie, wykorzystywal by moja milosc i slabosc...nie raz pewnie podniosl by na mnie glos i wyzwal. NIe sznauje rodzicow, do mamy odzywa si ejak do smiecia - sama slyszlama, ale nie zwracalam na to zbytniej uwagi wtedy... do czasu az mnie etz zaczal tak traktowac...jak sluzaca ktroa jest tylko zeby byc. Nie dabl o mnie nie troszczyl sie...wsciekal sie jak bylam chora albo jak cos sobie zorbilam...na wsyzstko lał z gory...tak wiec sama zobacz chyba dorbze si estalo ze mnie zostawil??? na sam konic jeszcze udowodnil jaki jest zdradzajac mnie...czy ktos taki jest wart mojej milosci??? nie.... on ma tylko wyglad...nic poza tym. I teraz to wiem. tamta dziewczyne zabajeruje ale zczasem mysel ze ona sie pzrekona tak jak ja... ze on za wiele wart nie jest....i moge z czystym sumieniem powiedziec ze jest raniem . jasne ze mi przykro i ze ciezko mi wogole sie przystosowac do tego....no ale co mam robic/? plakac za nim?? za kims kto nie zalsuzyl na moje lzy?? kto mnie wysmiewa ze plazce?? wybacz ale nie..nie chce byc znim, nie chce go znac juz...Kiedys moze porozmaiwamy....i wtedy bede miala ta satysfakcje ze juz nie msuze sie znim meczyc.... teraz jestem sama i fakt ten boli mmnnie okropnie.Boje sie ze dlugo bede sama i nie dam rady. No ale skads sile brac tzreba .... u ciebie jest inazcej i szzcerze to rozumiem....jestes miekka i kochasz..tak wiec nie dziwie ci sie. On jest mily wiec brakuje ci stanowczosci. Odetniesz si edopiero wtedy gdy zafunduje ci jakies swinstwo.... a tak to ebdzie cie ciagnac do niego dlugo.... ale wiesz spokojnie..jakis pzrelom niedlugo zajdzie...albo to sie skonczy albo zacznie.... oby sie zaczelo na nowo....i w dobrym kierunku rozwijalo, tego ci zycze akknes.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:02 mamab26, dla mnie tez jest albo czarne albo biale - albo jestesmy ze soba i pewne sprawy sie nie licza, albo nie jestesmy ze soba w ogole... ale kurna, sa swieta, jakby nie chcial to bez wysilania powiedzialby ze jedzie do rodziny i ja nie mialabym zadnych podstaw sie przyczepiac. a on chce przyjechac do mnie. nie do kolegow, nie do maryski, a do mnie - ja wiem ze to nie jest zaden sukces, ale to jest wazne, co? wczoraj napisalam, ze jesli cos ma z tego byc to to, ze konczy mu sie zaraz umowa na komorke nic nie zmieni. chociaz z drugiej strony wlasnie mi wpadlo do glowy, ze to wlasnie bedzie moment, kiedy on cos zauwazy jak nie bedzie dlugasnych rozmow ze mna? ja mowie - podchodze do tego moze nie na zimno, ale nie obiecuje sobie po dzisiejszym spotkaniu nic. bo wiem ze nagle jedne swieta nie zmienia wszystkiego. ciesze sie jak dzieciak, pewnie :) ale ciesze sie tez dlatego ze przyjezdza bo po ostatnim spotkaniu rozstalismy sie w beznadziejnej sytuacji. dzis nie bedzie nerwosolku, bo nie mam zamiaru pytac go nawet czy przemyslal i chce do mnie wrocic. jak bedzie chcial, to sam mi to powie, nie? mamab26 marze niezmiennie o tym, zeby i u mnie wszystko skonczylo sie tak jak u ciebie... chcialabym tego. dobrze ze mi to jednak napisalas, bo to wazne. moj kochany uwaza ze nigdy nigoko nie kochal, wiec to tez zmienia postac rzeczy - on mowi a nawet mowil od poczatku jak sie poznalismy i nie bylismy razem, ze mozna sie przywiazac ale nie kochac, i on mi ciagle powtarza ze jest do mnie bardzo przywiazany... :( wiem nie jest to optymistyczne. wiem tez ze niedlugo, naprawde szybko zrobie to co ty. odetne sie - i na razie troche sie ciesze, ze pewnie spowoduje to koniec umowy jego komorki, ze to nie na mnie bedzie ten ciezar. tylko ze ja juz nie licze happy end - jesli on bedzie, to strasznie sie uciesze, zaskoczy mnie to. zazdroszcze ci. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:54 Nie wiem czy ten post sie wyslala wiec powtarzam : akkknes ale on jest draniem....zdradzil mnie....nie powiedzial ze zrywa tylko sbie zdradzal. Nie poczuwa sie do winy, twierdzi ze on sie czul juz wolny...tylko ze zapomnial mnie o tmy poinformowac...tak wiec nie jest draniem?? jest draniem i to bardzo podlym bo zorbil mi wielkei chamstwo, zaigral z moich uczuc..wysmial moje lzy i cieprienia.... smieje sie razem z nia ze ja taka cieprietnica wielce ejstem.... naigrywa sie ze mnie rozumiesz/?? bawi go to ze ja cierpei , onnie rozumie co to znaczy bo tego jeszcze nie poczul, nie wie co to znaczy cierpiec z bolu nieszczesliwej milosci. Jets egoista ktory mysli tylko o swoim dobru...no kurcze zdradzac, nic nie czuc..... i nawet nie powiedziec ze to koniec/?? trzymal mnie w niepewnosci jak jakas kretynke....sadzil...ze ja sie domysle sama ze to koneic i on tego mowic nie musi.Wiesz moglabym go jeszcze gorzej wyzwac ale nei chce.... pzrez 2 lata roznie bylo, nie zawsze bylo pieknie.... i ejstem tego swiadoma.. Ni ebyl dla mnie zly ale innych traktowal po chamsku, drwil i nieszanowal innych ludzi...myslalam ze mnie to nie spotka z jego strony ale mylilam sie....spotkalo. ja sie ciesze ze z nim juz nei ejstem i to bardzo si eciesze... zrujnowal by mi zycie...akkknes.... to bylaby udreka. on by plywal , co port to inna... klalaml by mnie cale zycie, wykorzystywal by moja milosc i slabosc...nie raz pewnie podniosl by na mnie glos i wyzwal. NIe sznauje rodzicow, do mamy odzywa si ejak do smiecia - sama slyszlama, ale nie zwracalam na to zbytniej uwagi wtedy... do czasu az mnie etz zaczal tak traktowac...jak sluzaca ktroa jest tylko zeby byc. Nie dabl o mnie nie troszczyl sie...wsciekal sie jak bylam chora albo jak cos sobie zorbilam...na wsyzstko lał z gory...tak wiec sama zobacz chyba dorbze si estalo ze mnie zostawil??? na sam konic jeszcze udowodnil jaki jest zdradzajac mnie...czy ktos taki jest wart mojej milosci??? nie.... on ma tylko wyglad...nic poza tym. I teraz to wiem. tamta dziewczyne zabajeruje ale zczasem mysel ze ona sie pzrekona tak jak ja... ze on za wiele wart nie jest....i moge z czystym sumieniem powiedziec ze jest raniem . jasne ze mi przykro i ze ciezko mi wogole sie przystosowac do tego....no ale co mam robic/? plakac za nim?? za kims kto nie zalsuzyl na moje lzy?? kto mnie wysmiewa ze plazce?? wybacz ale nie..nie chce byc znim, nie chce go znac juz...Kiedys moze porozmaiwamy....i wtedy bede miala ta satysfakcje ze juz nie msuze sie znim meczyc.... teraz jestem sama i fakt ten boli mmnnie okropnie.Boje sie ze dlugo bede sama i nie dam rady. No ale skads sile brac tzreba .... u ciebie jest inazcej i szzcerze to rozumiem....jestes miekka i kochasz..tak wiec nie dziwie ci sie. On jest mily wiec brakuje ci stanowczosci. Odetniesz si edopiero wtedy gdy zafunduje ci jakies swinstwo.... a tak to ebdzie cie ciagnac do niego dlugo.... ale wiesz spokojnie..jakis pzrelom niedlugo zajdzie...albo to sie skonczy albo zacznie.... oby sie zaczelo na nowo....i w dobrym kierunku rozwijalo, tego ci zycze akknes.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 14:31 madzia, nie chce teraz cie pocieszac bo wiem ze tak naprawde nic nie pocieszy... wiesz co mnie rodzice nauczyli bardzo waznej rzeczy - dopoki za reke nie zlapalas nie masz dowodow. nie zlapalas za reke jak bzykal na boku, nie wiem jaki jest twoj facet, ale z paroma mialam juz doczynienia, mam paru baaardzo dobrych przyjaciol - faceci czasami lubia powiedziec tak zeby zabolalo. facet nie pozwala sobie na plakanie tygodniami i wspominanie - chociaz wyjatki sie zdarzaja. to jest dla nich takie dojeb..e na koniec, a zeby miala. nie mowie teraz tu o moim przypadku, mowie ogolnie. nie chce bronic tego twojego, nie chce bronic tej lalki z ktora on teraz jest. ale pomysl - po pierwsze laska ma nie po kolei w glowie, skoro pisze do ciebie - przeciez to absurd, bo za jakis czas bedziesz po prostu smiala sie z jej glupoty, zobaczysz! po drugie najwazniejsze - nie da sie, po prostu nie da sie zbudowac szczescia na nieszczesciu!! nie zycze nigdy nikomu w takich przypadkach zle, ale i tak bedzie zle. zamki z piasku, ktore zmyje morze, zobaczysz. to boli, naprawde boli, jestem w koncu w podobnej sytuacji wiec jestem w stanie to zrozumiec wiesz. musisz ale to wcale nie musi byc juz dzis ogarnac sie. zobaczyc pozytywy tej sytuacji i zrozumiec ze na jednej porazce nie konczy sie zycie, a taka porazka moze byc w konsekwencji tylko sukcesem. jesli macie byc razem, bedziecie, i to bez znaczenia czy taka laska pojawi sie w jego zyciu czy jakis facet w twoim. rozumiesz? jesli gdzies jest ulozone tak, to tak bedzie, trzeba tylko pocierpiec i sie naczekac... taki fajny pezent - niespodzianka, nie wiesz co jest w srodku. zyskasz cos albo cos czego sie nie spodizewasz. mozesz zyskac faceta ktorego juz znasz albo takie doswiadczenie zyciowe ze hohoho... nie bede pisala zebys przestala plakac, myslec itd bo wiem ze tak sie nie da. ale trzeba sie kiedys ogarnac. ja sie ogarnialam dlugo, ale dalej czuje co czulam, dalej wiem co chce. ale jednoczesnie mam swoje zycie, swoje plany. wczoraj sie nie poryczalam, ale jego nie bylo ze mna przy stole przeciez. i tylko jeden raz dziadek zapytal mnie na ucho czemu jestem taka smutna. i nie zaczelam mu plakac w rekaw ze tak bardzo tesknie i w ogole tylko powiedzialam ze tak wyszlo ale ze sie wylize. i gleboko w to wierze... mimo ze dalej kocham i nie wiem na czym stoje... :( Odpowiedz Link Zgłoś
doroslajuz Re: wracanie do siebie 09.04.07, 15:29 Zastanawialam sie dlugo, czy opisac swoja historie. Coz, moze pomoze.... Bylam z nim 5 lat, "cos sie stalo" i sie odstalo.. Sielanka,swawole,milosc taka na zawsze. Cud, jedyni na swiecie. Zaczelo sie walic, klopoty,finansowe rowniez,czemu nie, to w koncu zycie. Caly okres"bycia" mieszkalismy razem, caly. On byl moja rodzina. Ja pierwsza podjelam decyzje o rozstaniu. Zrobilam to...bo bylam odwazniejsza, slabsza... nie wiem, ktos musial to zrobic. Bycie bez niego bylo pieklem, koszmarem, bylo tragedia. Nie radzilam sobie kompletnie, palilam,pilam,sluchalam muzy destruktywnej(a jakze), przeszlam kazdy etap "odwyku" Praca,zycie,obowiazki byly koszmarem.Dzis,gdy o tym mysle...to nie chce myslec! I teraz: nie zaniechalam kontaktu, przyjaciele mowili musisz, a ja nie, szukalam tego jak tlenu. Bez niego nie moglam nawet oddychac. On oddychal, a jakze,calym soba.... innymi pannami rowniez.. Mialam tego swiadomosc, mimo to bylam na kazde skiniecie,bylam "lekarstwem na cale zlo tego swiata" Wysluchiwalam-sama nie bedac, pomagalam-samej nawet nie proszac,dbalam-bedac zaniedbywana, kochalam sie z nim-bedac pieprzona (przepraszam za) I tak 2LATA!! Pol roku temu,cos "stalo mi sie w glowe" otworzylam te swoje otepione oczeta, i wiedzialam,ze nie dam rady powiedziec, nie znajde sily twarza w twarz, napisalam e-mail'a Ogolnie, aby poszedl do diabla.Ze mam dosc, ze nie zaluje ze powiedzialam, ze kocham, ale nie chce go wiecej widziec. Nigdy! Niech wyparuje z mojego zycia,teraz! Niech nie dzwoni,nie pisze,nie oddycha w moim kierunku! Minelo okolo 6 miesiecy od tego listu, razem 2.5 roku jak nie jestesmy razem. 2 tyg temu mialam telefon, ze kocha, ze zrozumial,ze tylko ja,ze sie zabije, ze swiat nie ma sensu beze mnie,ze wie jak mnie skrzywdzil i jak mnie krzywdzil przez ten czas. Ze chce miec dom ze mna, ze chce miec dzieci, i psa i kota. Ze ja jestem Ta Kobieta.On juz wie,zrozumial. Powiedzial,ze sam nie wie czego szukal majac To przy wlasnym boku.Ze Kocha!!I wiele wiele innych. Pol roku,po zerwaniu,po totalnym braku kontaktu! b Teraz ja. Uczciwie. Euforia!Szczescie,Radosc. Gdybym mogla,kupilabym bilet w tej sekundzie i poleciala do niego, co ja gadam, ja prawie samolotu nie potrzebowalam!! Dzien dwa-myslenie Dzien kolejny i nastepne-wiecej myslenia Tydzien minal. Nie! Zrozumialam,ze pomylilam wspomnienie o uczuciu z uczuciem,ktore powinno byc w sercu aby wrocic. To fakt, nadal kocham, ale juz nie na tyle aby wybaczyc. Bez zadnej filozofi, bez chorej satysfakcji, poprostu juz nie. Nie moge znalezc w sobie sily na zapomnienie koszmaru przez jaki przeszlam, nie wybacze. Zadzwonilam,i zyczylam mu wszystkiego co najlepsze i mimo,ze mam 36 lat, jestem sama,on mnie kocha? ja jego,mysle ze tez....ale juz nie, poprostu nie. Nie umiem, nie wiem jak... Doszlam do wniosku, ze pierwszy raz od dawna wpomoge sie mozgiem,serce w odstawke. Mialam to szczescie "wyjsc"z domu w ktorym Rodzice sie kochali i kochaja. Dostalam smsa od Ojca nie tak dawno: "Jak ja kocham Ta Kobiete!(Mame),bardziej z kazdym dniem" Sa to ludzie grubo po 60tce! i tak mysle, czy ja rozumy pogubilam!? Mam dobre wzorce, co ja wyrabiam!? I sms Ojca:"dziecko,zrobisz co chcesz, ale ja powiem co chce, nie chce widziec, tak bardzo nie chce, jak usychasz" Ja tez juz nie chce. Powiedzialam czlowiekowi, ktorego kochalam, ze kazdy ma prawo zrozumiec, Odpowiedz Link Zgłoś
at0mic Re: wracanie do siebie 09.04.07, 15:48 Smutna historia, ale chyba z happy-endem... Podziwiam za madrosc i odwage :) Chcialbym ich miec chociaz maly skrawek tego ile ma Osoba powyzej :) Odpowiedz Link Zgłoś
doroslajuz Re: wracanie do siebie 09.04.07, 15:42 Zastanawialam sie dlugo, czy opisac swoja historie. Coz, moze pomoze.... Bylam z nim 5 lat, "cos sie stalo" i sie odstalo.. Sielanka,swawole,milosc taka na zawsze. Cud, jedyni na swiecie. Zaczelo sie walic, klopoty,finansowe rowniez,czemu nie, to w koncu zycie. Caly okres"bycia" mieszkalismy razem, caly. On byl moja rodzina. Ja pierwsza podjelam decyzje o rozstaniu. Zrobilam to...bo bylam odwazniejsza, slabsza... nie wiem, ktos musial to zrobic. Bycie bez niego bylo pieklem, koszmarem, bylo tragedia. Nie radzilam sobie kompletnie, palilam,pilam,sluchalam muzy destruktywnej(a jakze), przeszlam kazdy etap "odwyku" Praca,zycie,obowiazki byly koszmarem.Dzis,gdy o tym mysle...to nie chce myslec! I teraz: nie zaniechalam kontaktu, przyjaciele mowili musisz, a ja nie, szukalam tego jak tlenu. Bez niego nie moglam nawet oddychac. On oddychal, a jakze,calym soba.... innymi pannami rowniez.. Mialam tego swiadomosc, mimo to bylam na kazde skiniecie,bylam "lekarstwem na cale zlo tego swiata" Wysluchiwalam-sama nie bedac, pomagalam-samej nawet nie proszac,dbalam-bedac zaniedbywana, kochalam sie z nim-bedac pieprzona (przepraszam za) I tak 2LATA!! Pol roku temu,cos "stalo mi sie w glowe" otworzylam te swoje otepione oczeta, i wiedzialam,ze nie dam rady powiedziec, nie znajde sily twarza w twarz, napisalam e-mail'a Ogolnie, aby poszedl do diabla.Ze mam dosc, ze nie zaluje ze powiedzialam, ze kocham, ale nie chce go wiecej widziec. Nigdy! Niech wyparuje z mojego zycia,teraz! Niech nie dzwoni,nie pisze,nie oddycha w moim kierunku! Minelo okolo 6 miesiecy od tego listu, razem 2.5 roku jak nie jestesmy razem. 2 tyg temu mialam telefon, ze kocha, ze zrozumial,ze tylko ja,ze sie zabije, ze swiat nie ma sensu beze mnie,ze wie jak mnie skrzywdzil i jak mnie krzywdzil przez ten czas. Ze chce miec dom ze mna, ze chce miec dzieci, i psa i kota. Ze ja jestem Ta Kobieta.On juz wie,zrozumial. Powiedzial,ze sam nie wie czego szukal majac To przy wlasnym boku.Ze Kocha!!I wiele wiele innych. Pol roku,po zerwaniu,po totalnym braku kontaktu! Teraz ja. Uczciwie. Euforia!Szczescie,Radosc. Gdybym mogla,kupilabym bilet w tej sekundzie i poleciala do niego, co ja gadam, ja prawie samolotu nie potrzebowalam!! Dzien dwa-myslenie Dzien kolejny i nastepne-wiecej myslenia Tydzien minal. Nie! Zrozumialam,ze pomylilam wspomnienie o uczuciu z uczuciem,ktore powinno byc w sercu aby wrocic. To fakt, nadal kocham, ale juz nie na tyle aby wybaczyc. Bez zadnej filozofi, bez chorej satysfakcji, poprostu juz nie. Nie moge znalezc w sobie sily na zapomnienie koszmaru przez jaki przeszlam, nie wybacze. Zadzwonilam,i zyczylam mu wszystkiego co najlepsze i mimo,ze mam 36 lat, jestem sama,on mnie kocha? ja jego,mysle ze tez....ale juz nie, poprostu nie. Nie umiem, nie wiem jak... Doszlam do wniosku, ze pierwszy raz od dawna wpomoge sie mozgiem,serce w odstawke. Mialam to szczescie "wyjsc"z domu w ktorym Rodzice sie kochali i kochaja. Dostalam smsa od Ojca nie tak dawno: "Jak ja kocham Ta Kobiete!(Mame),bardziej z kazdym dniem" Sa to ludzie grubo po 60tce! i tak mysle, czy ja rozumy pogubilam!? Mam dobre wzorce, co ja wyrabiam!? I sms Ojca:"dziecko,zrobisz co chcesz, ale ja powiem co chce, nie chce widziec, tak bardzo nie chce, jak usychasz" Ja tez juz nie chce. Powiedzialam czlowiekowi, ktorego kochalam, ze kazdy ma prawo zrozumiec,ja zrozumialam, ze juz nie. I pytanie,byc moze powinno brzmiec nie "czy wracaja" bo wracaja, tylko"czy przyjmujemy?" Wiecie, latwiej jest wrocic, trudniej jest przyjac. Tak sobie mysle. Tyle ze mnie, nigdy nie umialam pisac, poza tym gdzies"po drodze" kliknelam enter w polowie tych wypocin, wybaczcie. Teraz wlacze sobie muzyke, przy ktorej "znieczulalam" sie wczesniej, dzis jest znowu pieknym kawalkiem do posluchania, bez bolu, bez alku, ale z papieroskiem i kawka. Dacie rade, wczesniej czy pozniej, dacie rady. I dziewczyny i chlopaki. Odpowiedz Link Zgłoś
mamab26 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 17:48 Parę rzeczy mi się nasunęło po przeczytaniu Twojego posta. Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie ,jak wyglądał związek PRZED zerwaniem. Jeśli już wtedy coś było nie tak ,coś szwankowało ,to nie rokuje dobrze na przyszłość. Trzeba bardzo krytycznie i z dystansem ocenić ,czy w ogóle warto ,czy z tego może coś dobrego wyniknąć. To trudne ,ale nie niemożliwe. Bo całkiem możliwe ,że w momencie porzucenia zaczynamy idealizować partnera i jesteśmy gotowi wybaczyć mu największe głupoty.Byleby tylko być razem... Ale to na dłuższą metę się nie sprawdza. doroslajuz- w Twoim przypadku myślę ,żę wszystko mogło się potoczyć inaczej. Gdybyś to ,co zrobiłaś pół roku temu ,zrobiła zaraz po zerwaniu. Tak mi się przynajmniej wydaje... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 18:53 oczywiscie ze sobie idealizuje, buduje swoja utopie - jak np z tym, ze oddalabym wszystko byle znowu byc razem, ze zapomne o tym co bylo, ze nigdy nie wroce do pewnych tematow... bleeee pewnie ze tak tak tak byle znowu byc razem! a przeciez tak naprawde nigdy nie bylam w takiej sytuacji wiec nie wiem co bym zrobila - i czy naprawde byloby tak kolorowo. ale mimo wszystko chcialabym, bardzo bym chciala chociaz sprobowac... Odpowiedz Link Zgłoś
doroslajuz Re: wracanie do siebie 09.04.07, 19:39 doroslajuz- w Twoim przypadku myślę ,żę wszystko mogło się potoczyć inaczej. > Gdybyś to ,co zrobiłaś pół roku temu ,zrobiła zaraz po zerwaniu. > Tak mi się przynajmniej wydaje... mamab26, oczywiscie,ze tak. moja opowiescia potwierdzam tych,ktorzy proponuja zerwanie kontaktow,jest to zrobienie miejsca na przemyslenia.... a tak,sami doprowadzamy do"zmeczenia materialu", i po tych szarpaniach,to juz nawet niejednokrotnie nie ma do czego wracac. Ale autorka calego watku musi sama dojsc do wnioskow, my mozemy tylko poopowiadac o swoich doswiadczeniach. Wiem,ze gdybym od razu zakonczyla tak, jak bylo w pierwotnym stanie-zero kontaktu, dzis bylibysmy razem. Tak jak i teraz moglibysmy byc... ale ja juz nie chce, nie umiem. On juz nie moj, ani ja jego. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 20:48 hmm... bardzo ciekawa historia, choc pewnie bolesna... w chwili obecnej wybaczylabym wszystko .... tak poprostu...wybaczylabym, ale wiem ze on nawet nie hcce mnie znac juz.... traktuje mnie jak smiecia wiec co tu si eludzic duzo. jest mi przykro...:( przykro mi ze tak nieprzyjemnie to sie zakobczylo. Psulo si eod stycznia i zakonczylo sie teraz... takim endem....:( bol pzreszywa moje serce, staram sie radzic ze soba ale jestem coraz slabsza...coraz wiecej mam smutnych chwil.. spotkanie z przyjaciolka tylko mnie rozczula bo mowie o tym i to coraz bardziej boli. takie uswiadamianie sobie tych krzywd nie pomaga zapomniec tylko rani coraz mocniej. Przynajmniej zauwazam tyle ze nie jest wart moich zmartwien. On nigdy nei pzrezyl takich cieprien i takiego bolu wiec ...smieje sie i naigrywa etraz ze mnie...dla niego to smieszne..bo nie koch ai nie cierpi. Nie mam zlau do niego...tylko zadre w sercu ze tak mi zorbil;( fakt ze zorbil mi pieklo nie pomaga w zapominaniu o nim tylko podsyca moje cieprienia:( akkknes jestes jeszcze w dobrej stytuacji...bo masz nadzieje i cos z tego moze byc...a ja?? coz ..mam tylko siwadomosc ze musze zapomniec o tym czloweiku. Nie chce go wyzywac juz, nie chce sie wyrazac jakos niesttosownie o nim...nie mam sily o nim juz myslec. Czuje ze on bedzie szczesliwy mimo tego co mi zorbil.... i zbuduje szczesice z nia.... na moich lzach i cieprieniu zbuduja szczescie. W sercu mam nadzieje ze codziennosc ich pzrerosnie....ze jego oblicze szybko sie otworzy i on pokaze jej ze nie jest taki promyczek jak jej si ewydaje. Tak mi przykro....wyobrazam sobie co tam robia..co on jej mowi...:(:(:( boli bardzo. Chce nie myslec chce...ale nie moge. Powtarzam sobie ze msuze byc dzielna i silna ale nie moge. Wiecie powiem wam ze gdy nie wiedzialam o tym ze jest z NIĄ to bylo mi milion razy latwiej, nie myslalam o nim...efektywnie zapominalam o nim...a ta sytuacja zwalila mnie z nog....nie chce sie poddac...chce byc silna...ale brakuje mi sil. Nie bede rozpamietywac tych chwil.... nie chce. dzisiaj znalazlam jego pizame..plakalam w nia jak dziecko...tulilam i plakalam...bolalo , szkoda ze nie ulzylo.... wciaz cos mi pzrypomina go....bol wraca i serce ledwo stuka...:( zazdroszcze tym ktorzy czuja juz spokoj ducha i sa uwolnieni z tego piekla.... boje sie ze nie dam rady..ze to si enie skonczy...boje sie ze on bedzie chcial kiedys worcic a ja wtedy sie nie opre;(:(:( boje sie...to jak ta niespodzianka o ktorej mowisz akknes... tylko ze ja wiem iz powort nie ma sensu, boje sie ze uczucia wezma gore wtedy. No ale zawsze jest to 90% szans ze on tego nie zorbi;):):) trzeba zapomniec.....postaram sie.....trzymajcie sie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 21:53 Akkknes. Wybacz, ale aż mnie szlag trafia, jak czytam to, co piszesz. To przeciez nie ma sensu! Tyle osób przytacza Ci historie, historie ich życia... i co? Czy Ty masz dalej klapki na oczach? Po prostu aż mną telepie, wiesz? Tyle osób, tyle historii, tyle niezbitych faktów, że ta metoda jest najlepszą metodą dla Ciebie na przetrwanie tego rozstania... a Ty dalej swoje, jak mała rozkapryszona dziewczynka, która myśli, że ona wie najlepiej... Przepraszam za te słowa, ale nie mogę już wytrzymać. Wcoraj miałam kolejny przykład na to, że tzw. odcięcie się jest najlepszym sposobem. Na wszystko. Mój facet nie wytrzymał dnia, dzwonił do mnie kilka razy prosząc o rozmowę. Zrobiłam bład, że od razu zgodziłam się rozmawiać. Obrzucił mnie błotem. Usłyszałam, że tylko jemu na mnie zależy, że nikt mnie nigdy nie pokocha, że jak go zostawię, będę sama zawsze. Znów usłyszałam, że jestem źródłem jego nieszcześć i że życzę mu źle. Powiedziałam tylko,że mnie wyleczył z miłości i że powinien iść do psychologa. I na tym koniec z rozmową. Do wieczora przepraszał mnie i błagał o wybaczenie. Mówił, że zrozumiał, że postąpił okropnie, że to nieprawda, co mówił, że jestem jedyna itp. Na razie jesteśmy pogodzeni, choć mnie to wszystko wciąż boli. Z decyzją o rozstaniu czekam do połowy lipca, jak już skonczą się stresy ze studiami. I łudzę się, że coś się zmieni, a jak nie to wiem co zrobię... jestem młoda, całe życie przede mną. Chciałabym, żebyś i Ty, akkknes, doszła do takiego wniosku. I jeśli myślisz, że on jest powietrzem, a Ty bez powietrza żyć nie możesz - znajdź sobie inne źródło, trochę innego powietrza. I odetnij się od niego, bo tak to do końca życia będziesz sama, będziesz cierpiała! Bo jemu jest tak wygodnie, ma Cie na każde zawołanie, wie, że jesteś, że kochasz, że wybaczysz. Zrozum wreszcie... Znowu niepotrzebnie wjeżdżasz na ilumsa, on przecież tylko żartował... nie musisz się na ludziach wyżywać, naprawdę... Madziu, popieram Cię, Twój były jest draniem i to takim z najgorszego rodzaju. W ten sposób nie traktuje się żadnego człowieka, tym bardziej kogoś, kogo się kiedyś kochało. Dlatego uważam, że mój też jest draniem... Pamiętaj, że nie da się zbudować szczęścia na cierpieniu innego człowieka. To się zawsze w koncu zemści. W pewnym momencie ta dziewczyna, kiedy przejdzie jej zaślepienie, zacznie się zastanawiac, jak on mógł tak z Toba postąpić, obgadywać Ciebie, zgnoić... i zacznie się zastanawiać, czy jej też kiedyś czegoś takiego nie zrobi. Gwarantuję Ci to. Poza tym nikt nie jest w stanie udawać całe życie, a kiedy pierwsze zauroczenie minie, dziewczyna zobaczy z kim jest... on nigdy nie będzie szczęśliwy, jeśli nie dorośnie. Ale to przecież nie o to chodzi... Nie myśl Madziu o nim, tylko o sobie... Że Ty napewno będziesz szczesliwa, znajdziesz swoją drugą połówkę i będziesz żyć pełną parą:) Wkrótce Ty też uwolnisz się od tych uczuć i myśli. I nigdy, przenigdy nie wracaj do takiego człowieka. Ilums, co u Ciebie?:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 22:09 kaktusiaca:):):) dzieki za cieple slowa;) jelsi chodzi o Ilmusa to mysle ze on nie chce si etu udzielac bo pisal na moim wtaku "pocieszcie mnie" a tutaj nie...wiec chyba sie zrazil ..... a wracajac do twojej sprawy kaktusico..to ja mysle ze chyba czas zakonczyc ten zwiqzek..nie uwazasz???? on sie nie zmieni, ...moze byc tylko gorzej wiesz o tym. teraz prz najblizzszym jakism zdazreniu albo zerwij albo tak zamilknij na jakis zcas zeby go szlag trafil i zeby poczul ze moze cie starcic.....masz siwetne podjescie do sprawy wiec wierze ze zorbisz dobzre;0 Mi bardzo pomagaja wasze slow ai w tmy momenci epraiw enie mysle o swojej sytuacji.... wiem ze ten KTOS nie jest wart mojej milosci, on nie dojrzal do niej...popostu nie dojrzal, nie rozumie ze ludzi kocha si etakze za zle cechy nie tlyko za dobre. On mnie kochal tylko za to ze jesy ok, ze j ajestem taka i siaka..a jak zaczelam miec porblemy ze soba to on nagle pzrestal kochac, bo przeciez si emzienilam.... wnioski mam z tego zwiakzu bardzo mocne...i wiele mni eucza. Nie worce do niego bo tylko sie unieszczesliwie. Wiem ze teraz bedzi emi lepiej, bez niego..... przyjedzie czas ze bedzi emi latac to czy on istnieje, nie ebdzi emnie obchdozilo to ze on m akogos...i nie bedzi emnie obchodizlo to czy los sie na nim zemscil....teraz zycze mu zeby zalowal ale za jakis czas bede miala to gdzies. Jest mi ciezko ale dzieki wam pzrezywam mile chwile ktore daj ami sile zmagac sie z bolem;) wytrzymam zorbie to dla siebie. Z nim nigdy sie nie skontaktuje i nie odezwe. Nie potrzebuje znajomosci z kim stakim jak on. Nie bedzie mna pomiatal nigdy , teraz niech sobi epomiata nia;) ide sie odprezyc:):) dorbanoc;* Ilmus mow jak tam sie czujesz!!!!! byleby lepiej.... a akkknes powinna wyciagnac wnioski z tego co napsiala kaktusica, ja sie pod tym podpisuje..po czesci, bo tak naprawde niewiadomo co u niej si edzieje... Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 23:24 Wiesz, problem polega na tym, że ja też nie jestem wodec niego w porządku... Naprawdę nie jestem, wiele razy go raniłam, czasem nieświadomie, ale jednak... Należę do osób z bardzo silnym chrakterem, jestem egoistką, choć dla niego zrobiłabym wszystko (dotychczas...), to czesto zdarzało mi się myśleć i postępować w zaborczy, samolubny i złośliwy sposób... Zawsze są dwie strony medalu... Prawie zawsze:) Muszę soę po prostu nad tym wszystkim zastanowić, zaczać też pracować nad sobą... Gdybym wiedziała, że na 100% się nie zmieni to juz dawno by go przy mnie nie było... Tu się własnie mój egoizm pojawia;] Nie będę na byle kogo sobie życia marnować...;] Ale tutaj widzę, ze od czasu, kiedy zaczynaliśmy... on się bardzo zmienił na korzyść, dużo nad sobą pracuje... więc mam dylemat... pożyjemy, zobaczymy:) Ty się kochana trzymaj cieplutko i nie myśl o nim i o tym, co Ci zrobił, bo on nie jest wart ani jednej Twojej myśli, ani jednej Twojej łzy. Wiecie co? Uwielbiam Was i to forum... nikt mi tak nie pomaga:) Odpowiedz Link Zgłoś
prisilla Re: wracanie do siebie 09.04.07, 22:16 podobno recepta na zapomnienie jest kolejny facet... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 22:44 Nie to nie jest lekarstwo. Można wtedy pochopnie porównywać byłego do terażniejszego, a to może źle rzutowac na związek. Podziwiam was wszystkim za siłę, choć wiem że bolesna jest. Niestety wiem, ze roztsać się jest ciężko. Ja przez święta nie odzwywałam sie do swojego J. ale nie wiem co to będzie po świętach - niestety do póki sprawy mieszkania nie załatwię odciąć sie nie mogę od niegi kompletnie. Tak sobie myślę o moim związku i choc nie mam praktycznie rzadnych ale, to jednak przypominam sobie, że on lubił jak jest wszystko ok, ja usmiechnięta i wesoła - a jak juz było źle, miewałam dołki to już się źle robiło. I to mi nawet wypomniał ostanio, przez ten dramatyczny miesiąc, ze wiecznie smutna i ze on tak nie mógł - bo on wesoło musi mieć. Dziwne mi minął, ale popadłam w apatię, nie potrafie się cieszyć - usta się śmieją, ale w środku kompletna pustka. czuję sie taka bezuczuciowa-moze to reakcja obronna organizmu - ale dziwnie mi z tym. Na koniec powiem - trudne związki trzeba skończyć, nie wolno dać się zwodzić partnerowi za nos. Odcięcie się to własciwie jedyna dobra droga. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 10.04.07, 01:33 Witam po krotkiej przerwie Wiesz akkknes-powinnas zaryzykowac i sie odciac, bo co jak za miesiac on Ci przyjdzie i powie, ze wybiera Marysie...zlamie Ci serce i to okropnie-a tak za miesiac bedziez juz o te 30 dni silniejsza i blizej do wyleczenia!!! A moze wlasnie dzieki temu, ze odetniesz sie to on za miesiac zamiast oswiecic Cie ze chce Marysie to samotnosc da mu wiele do myslenia i wybierze znow Ciebie-czego Ci szczerze zycze bo wiem co przechodzisz. A najlepszym przykladem na to ze chwila odpoczynku jest kazdemu porzebna jestem ja-szlag mnie trafil jak zle odszyfrowalas moej wpisy o tym ze niby jakis rekord mamy bic-postanowilem sie troche wyciszyc i przemyslec, bo napewno bylo i w tym troche mojej winy, bo powinienem wazyc slowa...ale suma sumarum lubie Twoj watek, bo wszystcy sie juz tu troche znamy i jest taka prywatnosc, bo jak ktos spoglada na iklosc wpisow to go odstrasza i nie czyta calosci i tylko raz kiedys pojawia sie ktos nowy i latwiej to wszystko ogarnac-wie sie co komu radzic, bo sie go w jakis sposob zna... Takze akkknes, blagam Cie odetnij sie od niego-ja do mojej ex przestalem dawac znaki zycia w czwartek i jakos ciagne, mimo iz jest ciezko.... Trzymaj sie-tego Ci zyczy czlowiek pol mezczyzna, ktory sobie teraz dumnie powiewa na wietrze jak choragiewka:)))))) Witam Madziuuuuuu i kaktusico-przenioslem sie do Madziiii watku-nie mamy co prawda okolo 600 wpisow, ale jakos powoli sie rozkrecamy:)))) Pozdrawiam wszystkich kochanych/niekochanych Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 10.04.07, 07:51 Nastał nowy poranek, tak jak wczoraj było ok. Dzis znowu mam ochotę ryczeć, ból wrócił - dwa razy gorszy. Nie wiem jak wytrzymam i kiedy to przejdzie. Czuję się głupia i beznadziejna. czemu miłość tak boli. Odpowiedz Link Zgłoś
doroslajuz Re: wracanie do siebie 10.04.07, 09:18 "czemu miłość tak boli" Czy jestes pewna,ze to milosc boli cie teraz? Ja, gdy zrozumialam,czym tak naprawde byl ten bol, z czego wynikal,co go napedzalo,zobaczylam jak "pieknie" bylam uzalezniona od mezczyzny, jak wielki i absolutny byl jego wplyw na moje zycie, wszelkie dzialania byly zalezne od jego obecnosci przy mnie, byly tak naprawde zalezne ode mnie(powinny przynajmniej), ale jego obecnosc sprawiala, ze "dzialalam". Chore. Kiedy przemyslalam, okazalo sie, ze to nie milosc boli,tylko zal,rozczarowanie,zlosc,duzo wolnego czasu tez zaczelo bolec. Tak bylo w moim przypadku. Bo milosc nie boli, tylko wyobrazenia bledne na jej temat. Czesto,gdy dochodzi do konfrontacji prawdy i uludy, maja miejsce starcia, w przypadku nas przeklada/lo sie to wlasnie na placz,zal i beznadzieje. Tak sobie mysle, ze tak wyglada kazdy proces myslowy, w ktorym zaczynamy "cos" rozumiec, w ktorym "wszystko" zaczyna sie ukladac w calosc-fakt,jeszcze nie logiczna,ale powoli,powoli... Czesto dobre i piekne rodzi sie w bolach,o ile nie zawsze.... Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 10.04.07, 13:21 ok, czas na mnie - powiem najbardziej spokojnie jak potrafie: k...a, no a jak sie odetne i ch..j z tego bede miala? przeciez wtedy dopiero ja i moja psychika padniemy od pytania pt co by bylo gdybym sie nie odciela?? doroslajuz, ilums, madzia, kaktusica - no co ja wtedy zrobie??? co zaloze sobie nowy watek 'potrzebuje leczenia zamknietego?' kur... nie tylko milosc boli, boli zycie ogolenie... :((((((((((((((( Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 10.04.07, 14:11 To teraz ja: Po czesci sie powtorze!!!! A co jak on Cie oswieci: Hej akknes-jestes super kolezanka-ale jakos zakochalem sie w Marysi-wtedy przejdziesz obok tego bez zalu i wszytko bedzie ok???????? Nie wydaje mi sie bo widze w jakim stanie jestes teraz!!!!!!!!! A uwierz mi- jesli teraz obawiasz sie zakladu zamknieteo to postaraj sobie tylko wyobrazic co sie stanie jak on Ci powie, bylo milo ale sie skonczylo-ide do Marynii!!! Wtedy to nawet zaklad zamkniety Ci nie pomoze!!!! Spytaj Madziiii co ona teraz przechodzi, a ja sam mialem podobnie gdy sie dowiedzialem, ze moja wielka milosc ma sobie kogos na boku-zreszta teraz tez nie jest latwiej bo domyslam sie ze sie rozstalismy bo ona ciagle eksa kocha.... Wiec zostan ta taka eks, ktora on bedzie zawsze kochal i wez sie w koncu odetnij!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 10.04.07, 14:18 ale ja nie chce byc eks ktora byla i juz jej nie ma... ja chce byc eks ktora jednak jest kims wiecej niz eks... nie wiem co bedzie jak on mi ktoregos dnia powie dobra spadaj, nie wyobrazam sobie takiej chwili po prostu!! nie mysle o tym choc wiem ze tak moze byc. kur........aaaaaaa ja chce zeby on wrocil Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 10.04.07, 15:04 Ok akkknes-to odpowiedz mi jeszcze na jedno pytanie-do ktorej eks bedzie mu latwiej wrocic-do tej do ktorej odkryl, ze ja kocha i teskni za nia jak szalony, czy do tej ktora mu sie zbrzybla swoim milusinskim zachowaniem i ma jej po dziurki w nosie??? Wszystkie Twoje reakcje i wpisy moglbym przypisacidentycznie do mnie po 2 wilekiej milosci-tez bylem taki uparty a recepte jak ja zdobyc mialem pod nosem- ale walczylem z uporem maniaka i nic to nie dalo... A wiesz jak zostalismy para??? Poznalismy sie, zostalismy przyjaciolmi, potem ja sie zakochalem i jej o tym powiedzialem... odsunela sie na chwile ale dalej udawawalismy przyjaciol az w koncu po jednej z rozmow napisalem jej-ze ja juz tak dluzej nie potrafie, bo sie mecze-ja ja kochalem a ona sie tylko dobrze bawila!!! Po niecalym tygodniu odkryla, ze mnie tez kocha i przyleciala z placzem, ze chce byc ze mna itd... I masz kolejny dowod na to ze przerwa dziala!!! Akkknes ja wiem, ze Ty glupia nie jestes-Ty tylko jestes slepo zakochana!!! I cokolwiek wybierzesz to tylko Ty sama bedziesz musiala ponosic tego konsekwencje!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie 10.04.07, 15:15 piierwszy raz w zyciu cos takiego mi sie zdarza i co mam zapomniec?? ku...a przeciez tak sie nie da!! a co bedzie jak ja nawet odpuszcze a on nie przybiegnie?? bo stwierdzi ze jak ja olalam i ulozylam sobie moje zycie na nowo to on powie ze nie bedzie sie wpychal???????????? no powiedz mi to do cholery bo ja zrobie wszystko byle byc znowu z nim. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:12 hmmm caly dzien mysleeeee sluchajcie a jakby tak spotkala sie z nim teraz na dniach na gruncie jak najbardziej nautralnym nie u mnie czy u niego i powiedziala jak najbardziej stanowczo i bez nerwow - sluchaj kotku kocham cie i byc moze przez ten caly czas zle robilam zle podchodzilam zle myslalam i w ogole zle ale biorac pod uwage ze kazdy popelnia bledy... chce byc z toba i robilam wszystko zebys znowu byl ze mna, chcialam i chce... ale powiedz mi po polsku wyraznie i powoli czy ty do cholery jasnej chcesz byc ze mna? po co byly te wszystkie kwiatki, te telefony, te spotkania i te dvd?? jestem wobec ciebie szczera i nie opowiadalam ci bajek jak mi bylo bez ciebie dobrze... powiedz mi po prostu po co bylo to wszystko? czy to ma jakis sens? ukryty sens ktory ma byc niespodzianka czy ciosem w serce?? bo jesli ty sie ciagle wahasz i chcialbys i nie, to sie zdecyduj i mi powiedz - bo ja moge czekac w nieskonczonosc jesli tylko mi zagwarantujesz ze mam na co czekac... jesli robiles to wszystko bo tak wypadalo, bo nie mialas nic innego do roboty, bo sie przyzwyczailes to mi to powiedz, powiedz, powiedz niech boli ale ja chce wiedziec co sie dzieje. ja mam dosyc zmieniania planow bo a moze zadzwonisz a moze przyjedziesz a moze wcale nie. powiedz mi to. niech on mi to powie do cholery!!!!!!! co z tego ze caly poprzedni tydzien sie trzymalam, ze bylam twarda jak dzis mi wszystko sie sypie z rak, jest czwarta a ja nie wiem kiedy mi zlecial caly dzien?? siedze i sie martwie czy wzial leki, czy przygotowal sobie wszystko do pracy... jak on z takim katarem pojdzie w ogole jutro do pracy... oczywiscie robie wszystko by siedziec w zasiegu telefonu zeby na wszelki wypadek nie wyjsc z domu... boze mam taki dolek psychiczny, znowu piec milionow pytan bez odpowiedzi... siedem razy powtorzylam sobie wszystko co mi radza wszyscy na okolo, osiem razy odpowiedzialam na to swoim upartym tokiem myslenia... no i teraz jeszcze to - cholera, a jak on mi powie spadaj na drzewo? to co bedzie? co nie bedzie juz spotkan, telefonow, smsow, dvd i w ogole?? obronie sie i jemu o tym nie powiem? pojde do pracy i co? jesli on nie wroci jak nawet odsune sie na bok? ja wiem ze sa ludzie ktorzy wracaja do siebie po pol roku milczenia, wiem.... ale przeciez ja nie wytrzymam takiego pol roku... albo moze chociaz umowic sie z nim, powiedziec to co tu napisalam i dac mu max tydzien na zastanowienie sie? i przez ten tydzien zniknac, udawac ze mnie nie ma i dopiero po tygodniu uslyszec to co on ma do powiedzenia?? co??????????? Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:21 Ja powiem tak, bo w podobnej sytuacji jestem. Nie ma sprawiedliwości..!!!! Porzucani są na przegranej pozycji, nie mają praw, nic im sie nie nalezy. i albo się z tym godzisz albo nie. Myślisz ze ja bym nie chciała od swojego J. usłyszeć konkretnej deklaracji???? może lepiej by mi było sie naprawdę oderwać. ale błagałam, prosiłam - nie jest w stanie sie z deklarować, mimo że przez 6 lat byliśmy szczerzy i zawsze mu powtarzałam, ze niezaleznie od sytuacji wolę wiedzieć, ze jest źle - a teraz co guzik. Szczerość i uczciwość poszły sobie jedna stroną. A ja wychodzę na idiotke, błagajac o spotkanie o zlitowanie, zeby powiedział czy mam szansę. Nie wiem dlaczego to robi, ale wiem, ze nie zniosę takiego traktowania. Trudno będę skrzywdzona, z poczuciem żalu - ale rpzynajmniej zrobię coś żeby zachowac resztki honoru odetnę się... Co z tego ze kocham tez cąłym sercem, i wszystko bym oddała by otrzeźwiał. Ale nic nie mogę- tylko się odciąć. Tylko tak sobie moge pomóc. i tobie tez to radzę Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:24 no cholera nie umiem no!! ;((((( Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:55 Oceniam Twoj pomysl na dwa z minusem!!!!!!! Wiem-wredny jestem, znam cala sytuacje i caly watek bardzo dobrze i wiesz co on Ci odpowie: "Nie wiem. No i wiesz szare jest jakies takie rozowe, a rozowe zolte-a w ogole kolory teczy takie jakies nieteczowe sa". Akkknes na milosc boska wez sie w koncu otrzasnij i przeczytaj czasami swoje posty-one juz sensu nie maja...co ty gadasz, ze chcesz mu dac tydzien na przemyslenia...i ten tydzien Cie zabije. Wyznaczanie jakie durnych granic nic nie daje!!!!!!!!!!! Wiem jak Ci ciezko bo sam mam to samo-organizm mam tak oslabiony, ze co chwila mi leci krew z nosa, nie jem,nie spie a najlepiej wyhodzi mi plakanie i myslenie o niej-ale ku.. ja juz sie poddalem i od czwartu sie nie odzywam, bo to nie mialo sensu zadnego!!!!!!!!!!!!!! Zaluje tylko,ze dzis znow ja bede widzial, bo bol znow wroci z takim nasileniem, ze az sie boje co to bedzie po zajeciach://// ale bede musial jakos przetrwac-to ona juz zadecydowala o nas i ja tu juz nic nie mam do gadania-i daj tez temu swojemu zadecydowac-nie pchaj go do zadnych decyzji, bo nawet jak go popchniesz do powrotu to on znow moze Cie kopnac-to MUSI byc scisle jego decyzja!!!!!!!!!!!!!! Ocknij sie prosze!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 19:10 a ja własnie dziś palnęłam kolejną głupotę. zadzwoniłam do niego. i wygarnęłam wszystko i wyciągnęłam wyznanie - że mnie nie kocha. na początku mówił że nic nie czuje, ale ja pytam czy mnie nie kocha - a on na to czy to nie to samo. Kurcze NIE. dlatego już chyba po raz ostani się popłakałam, kocham, ale męczyć się nie będę... DOSC JUŻ!!!! Nie będę się do niego odzywać na ile sił mi starczy. I Akkknes mówię ci pozbądź sie złudzeń. Nic nie zdziałasz choćbyś nie wiem jak chciała - a przeciągasz nie uniknione. Ja dzięki forum uniknełam większych błędów, choć ciągle głupstwa robię - jak ten telefon dziś. Dostałam kopa w d.... boli, ale przynajmniej wytrzeżwiałam. Jaśli kiedykolwiek będzie chciał cos uzyskać - to będzie musiał pewne rzeczy zrozumieć. JEsli nie to jego strata, całe serce byłam w stanie mu ofiarować. Powiedział że Jjutro zadzwoni, juz to widzę - tylko w sumie po co jak nie zadzwoni z przeprosinami. Dziś sobie uswiadomiłam, że on cały czas widzi moją winę, że to ja się przyczyniłam. A jego wina taka, że mógł mieć inne przekonania - ale chyba na tym to polega ze ludzie różni są i się na wzajem akceptują. Jeśli on nie widzi swoich błędów, jak ja widzę swoje to nic nie poradzę. Będzie mnie bolało, jeszcze długo....................trudno Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 19:22 ilums i co z dnia na dzien od czawrtku liczac odkochales sie?? bo ja nie rozumiem... nie wiem czy on mi powie ze nie wie... nie wiem, ale moze gdybym tak sprobowala stanowczo i bez emocji?? nieee rzeczywiscie, masz racje... to bez sensu... tu nie chodzi o to, ze ja mam oslabiony organizm - bo ja wbrew pozorom jestem silna, ja wam tu nie pisalam, ale ja czekam na operacje... ja w maju ide pod noz i beda mnie ciac... ja wam tu juz nie pisalam ze jak ostatnio bylam w szpitalu to bylo w walentynki, wrocilam jakos kolo obiadu i dzownie do niego, zeby przyjechal bo juz jestem - a jeszcze dzien wczesniej obiecywal ze tak tak bedzie... a on mi powiedzial ze nie ze nie przyjedzie bo to nie jest nasz swieto... a ja juz w sumie nie chcialam swietowac walentynek tylko to ze jestem juz w domu... tak naprawde daje sobie rade i wiem ze co mnie nie zabije to mnie wzmocni, ja naprawde duzo juz przeszlam w tym tylko roku choc mamy dopiero kwiecien... pomijam juz to ze moj organizm od tych lekow ktore teraz przyjmuje jest totalnie osabiony, wiec ja nie biore juz pod uwage tego, ze mam spadek formy, ze boli glowa, ze cos nie tak sie cuzje, bo ja juz zle sie czuje juz pare miesiecy ale teraz profesor powiedzial ze nic mi juz nie zaszkodzi i ewentualnie moze tylko byc cud wiec lykam te prochy choc po nich leze i zdecham. ja nie pamietam tak naprawde kiedy ostatnio dobrze sie czulam :( ale staram sie jak moge ciagnac to co zaczelam, nie odpuszczam ani w szkole ani w pracy. a jak on mi jeszcze powiedzial ze czasami robie z siebie ofiare to juz w ogole wzielam to sobie do serca i chocby mi flaki mialy popekac to i tak pokazuje ale juz sama sobie jaka jestem twarda. ilums ja naprawde nie chce juz sie uzalac sama nad soba, ja bym chciala tak naprawde zaczac zyc na nowo... od poczatku! ja bym chciala miec znowu spokojne zycie, jego przy sobie, i kurna czuc ta pieprzona pewnosc ze coby sie nie dzialo to mam jego i ze moze mi nie pojsc w szkole czy w pracy to on bedzie i przytuli. a co z tego ze caly poprzedni tydzien trzymalam sie twardo i ostro wmawialam sama sobie ze jest ok, jak dzis jeden dzien jak on jest chory i pewnie lezy w lozku i naprawde spi - to ja mam przeczucie ze obok niego jest 'najlepsza pielegniareczka swiata' w postaci marysi? i chocby tak nie bylo i pewnie nie jest (bo go za dobrze znam) to jednak to glupie uczucie, ze spi tam sam, ze nie dzwoni i nie pyta ile gripeksow moze jeszcze lyknac, ze ma wyciszony telefon i ja moge sobie dzwonic w nieskonczonosc... co z tego ze zadzwonil rano, pogadal nawet cos milego, jak teraz spi i ma mnie w dupie a ja siedze i znosze jajko ze zlosci, bezsilnosci, smutno i niepewnosci? boze, ja naprawde nie jestem ulomna, koncze ostatni semestr w szkole, dostaje stypendium naukowe, w weekendy pracuje czesto i cala dobe, nie jestem jakas brzydka, dbam o siebie, w tajemnicy przed lekarzem co jakis czas ide poskakac na aerobiku, mam tyle znajomych i jakos nikt nie mowi ze jestem glupia, umiem sie zachowac, no ja nie wiem co jest ze mna nie tak... boze gdyby nie ta maryska - nie dosc ze z grzybica pochwy (sic!) to jeszcze ma powygryzane pazury, nie wiadomo czy ja dopuszcza do matury, tata co prawda siedzi ciagle za granica ale jak jest tutaj to ja leje, brat bez skrepowania wali konia przy gosciach bez zamykania drzwi, ona nie odroznia nawet lewejs sluchawki mp3!! no powiedzcie mi w czym ja z nia tak przegrywam? bo ona to do wszystkiego podchodzi na luzie i co ma byc to bedzie. k...wa nie umiem podchodzic do egzaminu bez gadania pol dnia ze na bank obleje, albo udawac ze mnie nie wkurza jak on nie odbiera pol dnia telefonu a wlasnie tym telefonem mielismy sie umowic na weekend na przyklad. to nie ja zawsze bylam zmeczona, ale on zawsze wolal sie przytulic i w domu poogladac dvd, a nagle mu imprez zabraklo i tylko ona byla pod reka, mi nie mogl juz powiedziec sluchaj chodz do klubu, nie?? ja juz nie czytam moich postow, bo jest mi po prostu czasami wstyd przed sama soba - przeciez kazdy normalny czlowiek stracilby juz ochote na wszystko na moim miejscu, poslalby w diably takiego czlowieka... dlatego tak sie wkurzam o to co kto robi, jak wyglada albo ze jakies chore rekordy tu sie bije. bo ja nie mowie juz moim rodzicom co sie dzieje, przyjaciolkom czy przyjaciolom tez nie - bo zaraz mnie pocieszaja ze to nie ma sensu i jedyne co to sie odciac. a ja nie chce tego. chyba na wlasne zyczenie buduje sobie moj wlasny wyimaginowany swiat marzen - i w tym swiecie szukam iskierek, ktore ogrzewaja mnie... wiecie co mnie najbardziej dobija? ze jest dzis wtorek, jest 19ta a ja bede wszystko robila tak, zeby zrobic to co musze jak najwolniej - bo oprocz tego ze dzis bez wyrzutow sumienia bede mogla poryczec na magdzie m., to ciagle daje mu szanse zeby sie obudzil i oddzwonil. jutro bedzie to samo. za dwa dni to znajomi nie wytrzymaja i sami po mnie podjada, w piatek to samo, a w weekend do pracy. a ja wszedzie i tak bede co chwila, nerwowo sprawdzac telefon. wmowilam sobie, ze o dopoki on ma te darmowe minuty do mnie to bedzie ok a dopiero potem jak to umrze smiercia wymuszonego bezkontatku to i mi bedzie latwiej... taaa... ladnie sobie kombinuje, co? boze sama sie juz motam w tych moich myslach, dobrze ze jutro juz szkola, i trzeba bedzie ostro myslec to przynajmniej na wykladach bede myslec o czyms innym... ilmus tak na marginesie to to dwa z minusem to w jakiej skali? bo wiem na studiach to to juz nie zdaje, ale w liceum pamietam ze niektorzy modlili sie jeszcze o to dwa na szynach.... :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 20:08 O matko. Akkknes... to jest pomysł do d.! Albo i gorszy. Nigdy, przenigdy nic takiego nie rób! Wybij to sobie z głowy, a jak nie to ja Ci mogę to wybić! Nie próbuj. Ty wiesz, czego powinnaś spróbować. Powinnaś się odciąć. Tak, Ty tego nie chcesz. Wmawiasz sobie, że tak jest najłatwiej, że chcesz być fair... ale doskonale wiesz, że to nieprawda! Wszyscy to wiemy. Ty się po prostu boisz tego wyjścia. Boisz się, że nie dasz rady, że okaże się, że jesteś za słaba. Boisz się, że on to totalnie zleje i sam się nie odezwie. Ale jesli tak zrobi to ch.j z nim! Otwórz oczy. Kogo chcesz na siłę uszczęśliwić? Jego? On jest cały happy, maryska pielęgnuje, imprezuje, Ty nadskakujesz, jakas inna koleżanka czułe słówka szepcze, zyć nie umierać. Odpowiedz sobie na pytanie, czy chcesz tak żyć? Z tą świadomością, że jakaś gó..ara głaszcze Twojego ukochanego? I że od ma Cię gdzieś? Że on ma gdzieś Twój stan, Twoje uczucia, Twoje szczęście? Jemu na tym nie zależy! Gdyby było inaczej, zachowywałby się inaczej. Albo jeszcze o tym nie wie. I dzięki Tobie i Twojemu uporowi oczywiście nigdy się nie dowie, że jestes wyjątkowa, bo będzie Ciebie miał zawsze pod ręką, na każde zawołanie. Wiesz... kiedyś, jak miałam te 13 lat kupowałam sobie Twista. I pamiętam taką historię z tych głupich listów... dziewczyna pisze, że miała takiego kolegę. Zawsze był przy niej, zapraszal do kina, na imprezy, nosił torby, pomagał itp. Trwało to prze rok czy ileśtam. I pewnego razu koleś przestał. Zniknął z jej życia. I jaki problem ma dziewczyna? Właśnie się zorientowała, że go kocha, że zrobiłaby dla niego wszystko. I jak ona ma go odzyskać? Ja Ci kochana tego nie zmyślam. Naprawdę coś takiego było, własnie mi się przypomniało. I myślę, że Twój ex będzie miał to samo... Kiedy Ty postawisz go przed aktem dokonanym... Myślę, że tak właśnie będzie. Z ręką na sercu. Rozumiem, że to dla Ciebie jst trudne. Ale czy nie trudniejsze będzie życie jako czyjś podnóżek? Bo to z siebie własnie robisz niestety... A nie mogłabyś tak jak jedna z kobiet, które tu wcześniej pisały - wysłać mu maila? żeby dał Ci spokój, że masz dość, że kochasz, ale tego znosić dłużej nie będziesz? Niech Ci to nawet koleżanka napisze i wyśle, jeśli Ty nie potrafisz... To jest najlepsze wyjście, natrudniejsze dla Ciebie, ale najlepsze. Bo pozwoli Ci być szcześliwą. Czasem też myślę sobie, że Ty jego wcale nie kochasz, wiesz? Takie mam wrażenie... Bo gdybyś kochała, zrobiłabyś wszystko, żeby go odzyskać... A odcięcie się od niego jest jedynym wyjściem. Zresztą sama chyba widzisz, że Twoje obecne metody nie skutkują wcale. Dam Ci dobrą radę na telefon. Jak wychodzisz, zostawiaj go w domu. Kup sobie kartę, zeby on nie miał numeru, a żebys miała jakiś kontakt ze światem. Pozwoli to Ci się wyluzować:) Powiem Ci tak... zaufaj rodzicom i przyjaciołom. I tym tutaj obcym osobom. No spójrz na to obiektywnie. Tyle osób radzi Ci (dobrze!!!) to samo, tyle osób daje Ci TYLE przykładów, że to skutkuje... a Ty dalej swoje... Chyba on rzeczywiście musi odejść do maryśki albo innej kaśki, zośki, żebyś zrozumiała.... tylko, że wtedy naprawdę możesz się załamac i wylądować w zakładzie;/ Obyś zmądrzała zawczasu i sie od niego odcięła... Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją odwagę:) Odpowiedz Link Zgłoś
kalamazoo1 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 22:08 tak to czytam wszystko od paru dni i w koncu pomyslalem, ze pare slow napisze w koncu. wiekszosc z tych historii jest taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaka sama. ja juz tez to przerabialem i wydaje mi sie, ze troche to juz zrozumialem. zrozumialem, ze tu nic do rozumienia nie ma. odrzuceni szukaja w tym calym syfie jakies logiki, ze jest tak bo tak. nic z tego. to tylko oni probuja tlumaczyc sytuacje i znajdowac argumenty, ktorych potem sie trzymaja jak tonacy brzytwy. z drugiej strony- odrzucajacych - zadnych podtekstow i logicznych przemyslen nie ma. w wiekszosci przypadkow oni kreca sie juz kolo kogos innego, sa zauroczeni i to jest dla nich najwazniejsze. nie ma nic poza tym. a juz napewno nie ma dotychczasowego partnera. on juz sie nie liczy. napisalem zauroczeni, nie zakochani, bo ta pierwsza faza to wlasnie zauroczenie, wysoka chemia, stany odurzenia emocjonalnego. po jakims czasie to sie utrwali i przeksztalci w milosc cokolwiek to jest lub - co zdarza sie czesto - rozpadnie sie przy pierwszych zyciowych dylematach i problemach. ale to juz was, odrzuconych, interesowac nie powinno. wtedy zwykle zdarzaja sie powroty, bo sie okazalo ze to kurcze takie fajne nie bylo jak mialo byc. moja byla juz zona tez tak miala. byli stworzeni dla siebie, bzdury w stylu dwie polowki jablka czy jakies takie dyrdymaly. bylo fajnie az gach dostal to co chcial. jak juz bylo po sprawie, moja ex uslyszala od niego ze jest najgorszym czlowiekiem jakiego spotkal w zyciu. ironia zycia. ale nie o tym mialo byc. milosc to podobno chemia. jestem biochemikiem i troche w to wierze. pod wplywem przyjemnych odczuc nasze organizm wytwarza zwiazki chemiczne (cos jak hormony), ktore dzialaja na nas w ten sposob ze odczuwamy przyjemnosc. milosc to taka przyjemnosc bycia z tym i tym gosciem/babka. przez lata bycia razem nasz organizm przyzwyczaja sie do obecnosci we krwi tych hormonow przyjemnosci. one troche dzialaja jak narkotyki. uzalezniamy sie od nich i w okresie rozstania odczuwamy ich glod. u naszych partnerow ich wydzielanie juz od jakiegos czasu wygaslo, u nas ciagle trwa. do czego zmierzam. leczenie z odrzucenia to troche jak walka z uzaleznieniem alkoholowym czy narkotycznym. albo kompletnie odetniesz zrodlo bodzcow (tu kontakty z bylym/byla) albo bedziesz trwac w stanie uzaleznienia. tak czy siak zrobisz bedzie bolez, ale przy zerwaniu kontaktow masz szanse, ze po jakims czasie bedzie lepiej. nie oszukujmy sie, nie po dniu, tygodniu, miesiacu. moze nawet pare lat. oczywiscie bol bedzie malal, ale kiedys przejdzie. juz na zawsze pewne rzeczy pozostana w naszej glowie, ale po jakims czasie bedzie mozna ocenic czy ten zwiazek mial cokolwiek ze szczesciem wspolnego. ja sie postanowilem odciac od samego poczatku. trudne bo pracujemy w jednym budynku. poza tym jak cokolwiek sie zlego u ex to walila do mnie. wiedziala, ze zawsze moze na mnie liczyc. byla na tyle beszczelna, ze starala sie leczyc z kopniaka od gacha wlasnie u mnie. bylo ciezko, ale podnosze sie po dlugich dwoch latach. nie ma zludzen. choc ciagle boli, nie ma mowy o zadnym powrocie, nawet gdyby lezala u progu. nie ze zlosliwosci, nie z checi odegrania sie, po prostu jest to juz dla mnie inna osoba. odejscia/rozstania wszystko jest dla ludzi. ale trzeba miec odwage i przyzwoitosc zeby po sobie posprzatac. niestety wiekszosc opisanych tu historii ma te same cechy, odchodzacy sa tu strasznymi egoistami. mysla tylko o sobie. nie czekajcie na zadne decyzje, przemyslenia. trzeba zaczac isc do przodu choc na poczatku bedzie wiecej krokow w tyl. oni zadnych decyzji nie podejma. nie sa zdolni. trzymaja was na uwiezi z premedytacja bo wiedza ze macie dla nich tyle uczuc. wykorzystuja wasza slabosc. widze tu trzy powody, wszystkie paskudne: 1. nie sa pewni czy to nowe zadziala i warto miec drzwi otwarte, 2. drecza ich wyrzuty spaprania komus zycia i chca wygladzic stosunki by ich samopoczucie bylo lepsze, 3. czegos im w tym nowym brakuje, jeszcze nie wszystko dostaja to co mialy z wami. wasz los jest juz tylko w waszych rekach. kazdy jest troche slaby. ale wasz honor i samoopoczucie odnosnie siebie zalezy od ruchow ktore podejmiecie dzisiaj. wazne zeby mozna spojrzec w lustro bez czerwienienia. chcecie uslyszec od nich to co chcecie uslyszec. a oni tego juz nie powiedza. powodzenia i do przodu. Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 22:26 Bardzo mądre słowa... osobiście dziękuję z całego serca za nie:) Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 22:39 ok, od poludnia on sie do mnie nie odezwal, ja kolo 16ej dzwonilam ale nie odbieral - nie doszukuje sie w tym maryski ale tego ze ma ten swoj telefon zepsuty, telefon sluzobowy wylaczony ma od dwoch dni. przesiedzialam swoje w wannie, obejrzalam magde m., przemyslalam - ok, nie dzwonie, nie pytam jak sie czuje, zreszta jutro pewnie pojdzie juz do pracy i wlaczy telefon co dla mojego swietego spokoju bedzie znaczylo ze nie umarl od tego kataru :) jak bedzie chcial cos ode mnie to ma namiar, ja od rana do nocy jestem w szkole, po szkole ide spac i byle przezyc kolejny dzien... jak cos ma z tego byc to bedzie, jak to juz mowilam caly zeszly tydzien... mam nadzieje, ze jak bede tu cos wam pisac to tylko wiadomosci zmierzajace ku lepszemu ogolnie pojetemu... jakby mnie nie bylo jakis czas to znaczy ze po prostu jestem zajeta, posprzedawalam mysli byle gdzie, zeby nie myslec... trzymajcie kciuki za kazdy kolejny moj dzien sorry za dzisiejszy spadek formy Odpowiedz Link Zgłoś
mp_781 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 23:02 Witam jako nowa na forum dołożę inne zapytanie: jesteśmy razem 11 lat, zaczęło się psuć 2 miesiące temu poznał koleżankę, a w zasadzie siostrę swojego kolegi zaczął odwozić ją do domu wieczorami, bo ma daleko a jej faceta nie było w kraju, po 2 miesiącach wyszedł zdenerwowany z pracy, a dodam żę prowadzimy wspólnie firmę i wieczorem oświadczył mi że coś do siebie poczuli z koleżanką, ale oboje zdecydowali się wrócić do swoich partnerów. W związku z tym odbyli jeszcze całonocną rozmowę i on wrócił do domu po czym oświadczył że bardzo mnie kocha, żałuje że do tego doszło i będzie się starał. Tamtej znajomości nie zerwał, twierdzi że są kolegami, ale między nami zaczęło się psuć na całego, on twierdzi że nie może wybaczyć sobie tego co mi zrobił, i że jak ja mogę z nim nadal być? Teraz eż pojechał do niej do pracy (jest barmanką) a ja siedzę w domu ogłupiała i nie wiem co dalej, wyjścia ze znajomymi to kiepski pomysł, bo wszystkich mamy wspólnych, mieszkam w małym miasteczku więc na imprezy sama też nie mam jak wyskoczyć i nie mam pojęcia jak z tego wybrnąć?? Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: nowy pomysl ocencie 11.04.07, 10:38 Cóż... chyba musisz postawić mu ultimatum, wiesz? Albo przestaniesz się totalnie z nią kontaktować, albo się rozstajemy... Wiem, że to musi być ciężkie dla Ciebie, ale przecież nie chcesz żyć tak, jak teraz, ze świadomością, że Twój facet spedza czas z inną. Niech wybierze, albo ona, albo Ty. Jak wybierze Ciebie - zakaz jakichkolwiek kontaktów z tamtą. Nawet jak ma daleko - niech poprosi brata! I musisz być twarda, zimna i nieprzystępna, nie odpowiadać na żadne czułości... niech rzeczywiście poczuje wyrzuty sumienia, zrób mu piekło, żeby nigdy, przenigdy już nie wpadł na taki pomysł. Ty cierpiałaś, to niech on teraz cierpi. Wiesz, czemu on tak mówi? Żebyś zaprzeczała, mówiła, że nie, że go kochasz itp. Odsuń go od siebie, niech powalczy o wasz związek. Powodzenia życzę:) Odpowiedz Link Zgłoś
kalamazoo1 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 23:26 wiesz akn szkoda mi ciebie bo wiem przez co przechodzisz. niewiele ci mozna pomoc bo pewne rzeczy musisz zrozumiec sama. wiem jak bolesne jest uswiadomienie sobie jestem sama/sam. ale to jest fakt. jego juz nie ma. dotrze to do ciebie pewnego pieknego dnia, kiedy przeciagniesz sie we wlasnym lozku i powiesz do siebie ze zdziwieniem, wlasciwie to czego jak chce, jest mi dobrze. musisz sobie tylko pomoc. ja do swojej nie dzwonilem, nigdy, ale moj blad polegal na tym, ze odbieralem od niej telefony. z czasem coraz rzadziej, z czasem przestalem odpisywac na maile. ja tez popelnialem bledy, widze je z perspektywy czasu. ale wiem, ze zrobilem w ramach przyzwoitosci wszystko co moglem by to ocalic. ale moge z satysfakcja powiedziec, bez wmawiania sobie mozesz byc z siebie dumny. tak jak napisalem, wsztystkie te historyjki obrazkowe sa podobne. ile ja juz to razy slyszalem od roznych ludzi w podobnej sytuacji do twojej, zostanmy przyjaciolmi. tu jest caly klucz, odchodzacy czuje sie zle, nawet najgorszy palant ma troche wyrzutow. nie czyni go to szlachetnym, bo to sa wyrzuty, ktore jemu/jej w zyciu przeszkadzaja. czysty wyrachowany egoizm nawet w tym. to im przeszkadza, IM, ciebie tam nie ma. to przeszkadza im pojsc na piwo i sie dobrze bawic. troche im przeszkadza, nie duzo, ale zawsze lepiej zeby tego troche wogole nie bylo. przeszkadza IM to nawet wtedy jak leza z nowa panna w lozku, bo przez ten ulamek sekundy maja zmacony spokoj jak przypomna sobie twoja zaplakana twarz. to jest troche tak jak ze spoleczenstwem amerykanskim. jak przyjechalem do stanow na poczatku uprzedzono mnie, ze podczas dyskusji, spotkan nie nalezy poruszac drazliwych tematow, ktore wprowadzaja dyskomfort u rozmowcy. tak samo z twoim BYLYM. on chce miec spokoj w glowie, pozbyc sie tej malej muchy ktora sie kreci wsrod calego egoistycznego smiecia w jego mozgu. do pelni szczescia potrzebuje tylko uslyszec od ciebie ze jest w porzadku tak jak jest. ale to jest znowu tylko dla niego. to kolejny objaw egoizmu, megaegoizmu. to on chce ci zabrac, dla siebie, znowu cos dla siebie. pisze ci to bo wszystkie symptomy mi na to wskazuja. staraj sie wziasc w garsc, nie dzwon dzien, drugi, trzeci, pozniej bedzie lepiej. kazda kolejna rozmowa/spotkanie bedzie cie uziemiac na pare nastepnych dni. i znowu zacznie byc lepiej. i wtedy kolejny blad, telefon, mail i znowu rozbicie na pare dni. wiem jak trudno nie odebrac telefonu od ukochanej osoby. buduj pancerz dziewczyno. bedziesz miala jeszcze paredziesiat gorszych lub tragicznych dni. ale zacznie byc wiecej tych dobrych. ja tez pare miesiecy spedzilem na krawezniku palac papieros za papierosem. teraz juz tam nie przesiaduje i pale dla czystej przyjemnosci. poza tym zalozylas ten temat. badz odpowiedzialna i chociaz przeczytaj co ci tu ludzie pisza. a jak juz tego czytac nie chcesz, oswiadcz to oficjalnie to nie bedziemy sie produkowac. nie wiem czy masz jakies zainteresowania. jak nie to sobie cos znajdz. wiem, ze latwo powiedziec, ale ja mam prawo, bo przez to pieklo przeszedlem. moje megahobbi to fotografia i podroze z fototematem. gdy przechodzilem przez to wszystko, nagle przestalo mnie cokolwiek interesowac, zawislem na jednym temacie, nic poza tym nie bylo wazne. teraz jest lepiej powoli powoli wracam do mojego aktywnego zycia. duzo podrozuje (sam - to duza sztuka), fotografuje. mieszkam na pustyni w stanie Utah i moja wielak pasja to przyroda zachodniej czesci ameryki. odbudowuje sie i jestem madrzejszy o pare obserwacji z zycia. staraj sie wziasc w garsc. ale uciekaj od myslenia o nim all this time. setka osob ci dobrze radzi. jego szacunek, ktory jest warunkiem jakichkolwiek uczuc do ciebie, mozesz zdobyc tylko szanujac siebie. zrobisz jak chcesz, ale uwazaj zebys za rok nie obudzila sie dokladnie w tym samym miejscu. pozdrowienia wojtek Odpowiedz Link Zgłoś
ilums cos we mnie peklo!!!!!!!! 11.04.07, 02:49 Po tym co dzis odwalila to cos we mnie peklo..Kocham ja jak szalony i jeszcze dlugo bede ale juz mam dosc ponizania sie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bylismy na zajeciach-jak zwyle sie spoznila... no i jak juz usiadla to wykladowczyni spytala czy ma materialy-potwierdzila, po czym odwrocila sie do mnie i chlodno rzucila: Aha dzieki. Ku.. rychlo w czas-zawiozlem jej te materialy w czwartek, a ona z obrazeniem ze je miala i mogla sie przygotowac mi rzuca w twarz... Potem bylo roznie,raz lepiej raz gorzej. Ale co znow odwalila... w domu zatsnawialem sie czy jej troche nie podniesc cisnienia i czy nie poopowidac, ze w weeekend wielkanocny, ktory spedzilem glownie na ryczeniu, to ze mialem super ubaw z przyjaciolmi-ale stwierdzilem, ze nie ma sensu-nie mam ochoty cos klamac czy byc msciwy i grac na jej uczuciach-a co ona zrobila??? Dokladnie to o czym ja myslalem-rozplywala sie jaki to miala cudowny weekend w gronie super przyajciol. nie mam zielonego pojecia czy zrobila to zeby mnie wku..c i zagrac sobie moimi uczuciami czy go z kims spedzila i nie klamala, ze sie dobrze bawila-I JUZ SZCZERZE, GOWNO MNIE TO OBCHODZI!!!!!!!!! Potem przed cala grupa grala mila i nawet gadala ze mna i sie usmiechala kokieteryjnie, jak to ona potrafi-zachecony tym narysowalem jej mapke nowego meksykanskiego lokalu jaki znalazlem i postanowilem dac po zajeciach....Zagadnalem ja juz na korytarzu,jak wychodzilismy z zajec, a ona z chlodem w glosie rzucila: Czego!!!! No to mi sie wszystkiego odechcialo-ale dalem jej ta mapke, spytala o nazwe-odpowiedzialem i powiedzialem, ze moze zabrac tam znajomych, po czym powiedzialem czesc. Wiecie kochani/niekochani-juz mam dosc-nie zamierzam tam wiecej jezdzic i robic juz nic-a w szczegoolnosci z siebie idoty. Mam do ku.. dooooooosc-nic takiego nie zrobilem, zeby tak po mnie jechala!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Ja sie wykanczam a ona czerpie satysfakcje. Nie bede klamal, ze jej nie kocham, bo kocham-ale zarazem nienawidze ksieznej jednej!!!!!!!!!!!!!! MAM TO JUZ WSZYTSKO KU.. GDZIES!!!!!!!!!!! No troche mi lepiej jak sie wypisalem:) A tak swoja droga to timbunia miala dzis podbna akcje:) Jak juz wspominalem kilka razy-to forum jest jakby synteza moich wczesniejszych zyciowych doswidczen..i tu znow odwoluje sie do akkknes: ja po mojej pierwszej wielkiej milosci tez bylem w szpitalu i mialem operacje-myslisz, ze mnie jakos wsparla- NIE-a operacje mialem jakis tydzien po zerwaniu. W sumie tych wszystkich operacji w moim zyciu to mialem chyba ze 14 i one mi jakos nie pomogly w odzyskaniu-ale pomimo bolu zwiazanego z zerwaniem i przechodzeniem przez wzystko samemu to sobie poradzilem-i teraz tez sobie poradze!!!!!!!! Znow mam jakas sile!!!!!!! Oby ja tylko utrzymac w sobie!!!!!!!! Witam kalamazoo-masz swietne hobby-takie jak ja:) Do tago jestesmy na tym samym kontynencie-a i widze, ze doswiaczenia z kobietami mamy podobne:) No i nieskromnie napisze, ze piszesz tez madrze ta jak ja:))))))))))))))) No i osoba za ktora tessknilem-czesc Kaktusica6!!!! Milo Cie znow zobaczyc!!!! Co tam u Ciebie sie wyrabia???? Napisz male conieco!!!! Jeszcze mi tu tylko Madziuni brakuje-nie wiesz co tam u niej???? Lece stprawdzic na jej watek!!! Trzym sie akkknes Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia 1 dzień ..... 11.04.07, 09:06 No własnie pierwszy dzień jest dzisiaj, jeszcze nie wiem czego. Wiem, że wczoraj to była już gehenna. Po telefonie, jeszcze smsowałam z już nie moim J. Chyba cały czas mam nadzieję. Wysłalam mu smsa po raz ostani, że dziękuje mu za wspólne chwile, i że na zawsze będę jego, ale że pozwalam mu z miłości odejść. Kolejna głupota, bo on napisał, ze zawsze wiem, jak go wzruszyć, że będzie miał mnie w pamięci. a ja szczerze mówiąc chciałam usłyszeć, nadal chcę usłyszeć coś innego. Całą noc przeryczałam, usnęła utulona żałością. A niesttey przyśnił mi się on w sytuacji jak gdyby nigdy nic. Obudziłam się zdezorientowana. Ledwno wstałam do pracy. Kocham i jeszcze długo będę. po wczorajszym dniu wiem że tak nie mogę... rozdrapywać na nowo wciąż ran, to gorsze niż jesli pogodzę się ze stratą. Nie uzyskam nigdy odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, co źle zrobilismy - nawet jesli bym znała odpowiedzi to przecież nic to nie zmieni czasu nie cofnę. Współczuję wszystkim którzy muszą to przezywać, ja patrzyłam raptem kilka miesięcy temu jak mojej kolezance z pracy rozwala się z powodu faceta małżeńtwo po 10 latach. Została sama z dwójką dzieci. To jest dopiero koszmar. pozostanę z moim bólem, żalem, miłoscią - nic mi od zycia sie nie nalezy - może kiedyś obudze się i będe szczęśliwa na powrót. Pisanie na forum mi pomaga, czytanie też - coś nas łączy na swój sposób. chyba zaczne pisać sobie codziennie, aż któregoś dnia spojrze z dystansem. Ściskam wszystkie zbolałe serduszka bardzo mocno. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 09:58 mp 781!!!!!: jesli moge Ci cos poradzic... to powiem tak. Wiem ze 11 lat to kawal czasu,zdaje sobie sprawe ze za nic w swiecie nie chcec tego starcic, alee.... badz teraz konsekwentna.Nie tracac go mozesz mu pokazac ze moze cie starcic , jak?? odseparuj sie od niego, powiedz mu zegnaj!!!nie odbieraj teleofnow ani nie pisz, nie konaktuj sie pzrez jakis czas. Wez to na rozum, jelsi facet cie kocha to zorbi wszystko zebys worcila. Potzreba wam czasu, takiej przerwy w ktorej on przemysli , zateskni, zorzumie il ejestes warta. Cos takiego jest bardzo ciezkie do zorbienia ale na Twoim miejscu bedac i majac takie dosiwadczenie jakie mam to powiedzialabym mu ze mam dosc, ze nie chce go nrazie widziec. Zranil Cie, nadszarpnal twoje zaufanie i to mocno. Ok zorzumial ze tak nie moze, ale to go nie zwalnia do tego ze etraz musi sie baaardzo stasrac o ciebie. Proponuje ci teoretycznie uwolnic si eod niego i czekac na skutek, gwarantuje ze jesli jestes dla niego wazna,sznauje cie i kocha to zorbi wszystko zebys wybaczyla. Ale musisz dac mu sie wykazac. W obecnej chwili on wie ze jestes, ma pewnosc ze pomimo tego co zorbil bedziesz jego wiec mysli sobie" co mi tam...kurcze ona i tak ebdzie ze mna wiec nie bede sie staral niczego naprawiac" Nie pzrekreslaj tych 11 lat ale pozwol mu si ewystraszyc, niech poczuje ze moze cie starcic na zawsze....i badz konsekwenta NIE ODZYWAJ SIE TAK Z MIESIAC a pozniej gdy on juz udowodni swoja milos cpowoli worccie do siebie. Mezczyzna nigdy nie moze byc pewien kobiety. hehe teraz to ja madra ejstem bo swoje pzresalm... no ale chce wam dorbze radzic;) akkknes!!!! : Ty puki nie przezyjesz prawdziwego rozczarowania (takiego jak Ilmus) to bedziesz si etrzymac tego goscia...po czesci ci si enie widziw ebo rozumiem twoje uczucia a po czesci nie rozumiem dlaczego pozwalasz zeby to tyle czasu trwalo. Wiesz akkknes wkoncu nastapi pzrelom, zapewne bedzie tak ze on do tej maryski pojdzie...badz gotowa na to. A czy dasz rade??? DASZ!!!!! ja jestem taka kochanica jak ty, wrazliwa i starsznie przezywajaca nawet jak mysz lezy niezywa...tak wiec jestem orzykladem ze mozna to zniesc , a nwet mozna odnalezc szczescie w zyciu. Kochana mi minelo pare dni od tej traumy i jakos daje rade, wiadomo ze nie ma dnia od chwilowych smutkow i lez...ale staram sie bcy tak silna jak tylko potraife, nie dam gnojowi satysfakcji ze mnie niszczy i bede silna. dam rade, spelnie swoje marzenia a po drodze odnjade szczescie. Cierpienie z milosci to naprawde cos okropnego, cos tragicznego ale takie cieprienie uszlachetnia czlowieka zmienia go.... Akkknes nie boj sie tego...tym bardziej ze to minie. Kochana wiesz zcego Ty si eboisz??? boisz sie 1 fazy ktora jest po roztsaniu a wiesz ile ona trwa tak naprawde?? 2 tyg do 2 miesiecy - jest to "oderwanie" wtedy czujemy sie zagubieni i samotni,duzo placzemyczujemy ze nie ma dla nas nadzieji,w sercu ciagly bol,brak apetytu, bolesne wspomnienia i tesknota. Trudno nam wyobrazic sobie sczesliw PRZYSZLOSC. oDCZUWAMY POKUSE ZEBY WORCIC DO PARTNERA- U ciebei to trwa juz 3 miesiace a wiesz czemu?? bo sama na to pozwalasz...moje rady na przretrwanie tej fazy sa takie - Nalezy plakac i smucic sie tak czesto jak przychodzi na to ochota.Jaesli stlumimy w sobie zal,wiecej czasu bedzie musilao uplynac,nim wreszcie minie.......Nalezy byc zajetym i spedzac czas z przyjaciolmi....nalezy zadbac o cialo. Im qwiecej bedziemy odpoczywac,dorbze sie odrzywiac i cwiczyc tym lepiej bedziemy czuc si e fizycznie a to pomoze zachowac nam psychiczna stabilizacje.Unikaj alkoholu i duzych dawek cukru poniewac to poglebia tylko wrazliwosc i depresje. i najwazniejsze... NIE PSEDZAC CZASU NA ROZMOWACH I SPOTKANIACH Z BYLYM!!! Kiedy bedizemy czuc si esamotni lub przerazeni ogarnie nas pokusa by skontaktowac sie z bylym ...tak jak u ciebie.Ni erob tego!Dajcie sobie wzajemnie pzrestrzen by dokladnie zorzumiec z kim sie rozstaliscie.Im czesciej bedziesz si ekontkatowac tmy dlzuej potrwa ten pierwszy etap.Jelsi ebdziesz chcial apozan ckolejne etapy wychodzenia z tego to daj znac, z checia napsize....pzrestarzegaj tych zasad a dasz sobie rade!!!! timbunia!!!! pzreczytaj co napsdialam o pierwszej fazie...jesli bedziesz chciala poczytac o nastepnych daj znac to ci je opiszze. Ja czuje ze u mnie po 7 dniach mij at apeirwsza faza....kurcze jestem tak zawzieta ze nei dam sie...bedzie dorbze Sloneczko, wiem jak starsznie ejstes rozzalona i okryta bolem...starsznie ci wpsolczuje i rozumiem to- sama pzrechodzilam to wczoraj pzred wczoraj....sen nie pomagal.Budzilam sie ze lzami w ocach i bulemw sercu takim ze umeiralam...coinnego jak on powiedzial skonczmy to bo chce byc sam...a co innego jak dowiedzialam sie iz klamal mnie bo tak naprawde poznal inna...Moj bol wtedy mnie az pzrerazil...to okropne uczucie tak si ezaiwesc...nie chce go kochac nie chce go znac..nie chce miec nigdy wiecej do czynienia z tmy klamca..to pewne...Gwarantuje ci ze mienie czas i staniesz na nogi..ja od dzisiaj walcze o swoej szczescie. Od dzisiaj nie uzalam sie!!!! juz naet nie gadam o tym jak to boli....poprostu to analizuje i widze jego bledy, sam ewady i bledy....ciesze sie ze to sie skonczylo, ze uwolnilam sie. Bol byl i jest potworny ale coraz lepiej potrafie go zniesc... nawet usnmiecham sie i szukam sensu zycia;) Moge ci polecic czytanie jakis ciekawych ksiazek,ogladanie tv i ...pisanie tutaj..forum jest jak terapia mnei pomogla rewelacyjnie;) Ilmus!!!: jestes wrazliwym i dobrym chlopakiem, masz dobre serce jak mniemam zauwazyc;) pomysl czy nie zalsugujesz na szczescie?? zalsugujesz i z pewnosci aje spotkasz;):):) ja w to wierze :) Potzrebowales takiego pzrelomu..wktorym ona odslonila twarz, to tak jak ja i moj byly...zorbil mi kaszane i otowrzylam oczy zdalam sobie spawe ze z kims takim nie bede. A teraz pomysl czy ona naprawde jest taka idealna i wpsaniala/?? nie iwerze...ktos wpsanialy i idealny nie traktuje innych jak gowna..jak smieci...heh jest chyba tylko ladna a reszta to typowe babskie i chamskei zachowanie. Ona mysli ze jest naj.... to si epomyslila. Sa piekne kobiety ktore moja tez serce i dobro w nim. Ona jest pusta dziewucha ktora mysli tylko o sobie a nie ma kultury bo Ciebie potrafi tak potraktowac. pomysl chcesz byc z taka dziewczyna?? ktora innych ma za nic??? ktora jest dwulicowa?? gra przy innych a tak naprawde jest bezczelna baba bez krzty wdziecznosci za cokolwiek?? ONA MYSLI ZE JEJ SIE TO NALZEZY CO ROBISZ... rozzczaruj ja;) Ilmus zaslugujesz na super babke i tak aznajdziesz. postanow ze chcesz zapomnieco tej wariatce, ona jeszcze po dupi edostanie za takie mszczenie sie. Nie wolno tak robic, ni wolno byc takim ordynarnym i wrednym dla drugiego czlowieka...dla niewinnego czlowieka. Nie mysl juz o niej nie pzrejmuj sie nai bo nie zalsuguje na twoje serce i twoje mysli...Nie jest nic warta....jak dl amnie to zepsuta dziewucha ktora mysli ze kazdy powinien lezec u jej stop....tera zkolej na Ciebie, nie gadaj z nia..a jak na zajeciach sie do ciebie odezwie to tez warknij "CZEGOO????" niech jej mina zrzednie.... rozejrzyj sie Ilmus jaki swiat jets piekney ile jest ludzi godnych poznania....nie ma sensu rozmyslac nad ta baba... ona nie jest tego wrta!!! do ciebie niedlugo szczescie sie usmiechnie a bol w sercu mienie. Zobaczysz ze mienie..zostanie blizna ktora ktos ci tak rozmasuje ze juz jej nawet widac nie ebdzie;) obiecuje;) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 10:57 Madziu, dobrze napisane:) Akkknes, weź sobie to do serca... naprawdę, dobrze Ci radzę, nie czekaj na takie rozczarowanie, jakie przeżyła Timbunia i Ilums, szkoda Ciebie, Twojego życia i szczęścia. Madzi już się udało, jestem z niej dumna;] Timbunia... co zrobić, takie życie, grunt, że nie masz z nim dzieci... staraj się szukać plusów w tej całej sytuacji i wyjdź do ludzi... Ilums... chyba własnie tego potrzebowałeś, żeby się od niej uwolnić! Przykro mi, że trafiłeś na taką jędzę, która wie, jak skutecznie odstraszyć od siebie tak uczuciowego faceta jak Ty. Musisz leczyć się z tej miłości, co zrobić innego... Ona Ciebie nigdy nie kochała, leczyła się Tobą z miłości do tamtego... grunt, że tego zaprzestała, tu ma plusa... ale reszta to wielki minus i pamiętaj o tym! Uwolniłeś się od jędzy i tyle. Teraz będziesz szcześliwy:) Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 11:01 kaktusica a co u ciebie??? jak sie czuejsz??? mam nadzieje ze jestes twarda!!! nie daj sie dziewczyno manipulowac uczuciowo. On etraz chce pokazac jaki jest super chlopak, nie zwracaj uwagi na to. Niech si etroche pomeczy i postara o ciebie. Jelsi mu az tak zalezy to wkoncu sie zmieni a jelsi nie....no to trudno,sam sobie iwienien bedzie. Takiej dziecwzyny juz nie znajdzie;) wytrwalowsci i sily zycze;) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 11:11 On też wie, że takiej dziewczyny już nie znajdzie, zwłaszcza, że dwie poprzednie też go w duupę kopnęły:P Obie po miesiącu, ja wytrzymałam 2,5 roku i nie wiem, czy nie mam dość, choć go kocham... ale czuję, że coraz mniej... Stara się, produkuje, aż śmiać mi się chce z tych jego zapewnień, że kocha, że uwielbia, że jestem jedyna, że nie mam się czego bać, że zrobi wszystki itp. Dziwne tylko, ze jakoś nie wierzę... Ale życie jest piękne:) Trzymam się, zaraz siadam do nauki, mnie też w końcu maturka czeka... ech, będzie dobrze:) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 11:56 ciężko mi dobrze, że jestem w pracy i mam ludzi w około. niestety boli widzę pary na ulicach, boli jak własnie się dowiedziałam że kolega z pracy bierze ślub, koleżanka inna także. mam cały czas nadzieję, że mój J. sie opamięta. tym bardziej, ze wyznanie o nie kochaniu z niego wydusiłam. Chyba wciąż sie łudzę, że to tylko wątpliwości - skoro ma do mnie sentyment to moze to miłość. ale nie wiem, tez bym chciała, zeby skońćzyło sie wszystko happy endem, żeby po czasie milczenia wrócił i powiedział, że życ beze mnie moze. Ale nie wiem czy warto taką nadzieją życ. nie wiem czy na to siły mam... Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 17:58 Ja własnie wróciłam do domu, w pracy mam roześmiane towarzystwo - więc miło mi dzień upłynął, jednak przebywanie wśród ludzi ma swoje działanie - przynajmniej chwilowe. Dlatego pewnie póki co zadomowię się na forum. jest mi jakos lepiej gdy napiszę co czuję i myślę - nawet jeśli nikt tego nie przeczyta. przez cały dzień starałam się być stanowacza nie dzwonić, niestety miałam mały kryzys, ale na szczeście miałam komu o tym powiedzieć. Nestety rana sie nieco otworzyłam, gdyż J. przysłał mi smsa z zapytaniem ja mi minał dzionek? Nie wiem po co to zrobił, mnie przez chwilę słabo się zrobiło - wystarczy ze z drgnienie, serca reaguję na każde drgnienie telefonu - pewnie jeszcze długo będę. troszkę mi tym smem popsuł szyki - odpisałam jak najbardziej neutralnie potrafiłam. a potem głupia wysłalam innego smsa z zapytaniem jak on spędza dzień, następnym razem niech mi ręka uschnie. wiem że jedyna droga do "wyzdrowienia" to brak kontaktu. On się pewnie nie zmieni, nie będę sobie nadziei robić. Choć czuję, że teraz mogłabym mu wszystko wybaczyć, gdyby tylko zechciał. Ale obrałam już rogę nie będę z niej schodzić. Będzie mi cieżko, ale przynajmniej wiem że robię słusznie. Dziękuję Wam wszystkim - w kupie zawsze raźniej. Uśmiechnełam sie dziś pierwszy raz od wielu dni stojąc na peronie - do słonecznka :) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 16:01 dziekuje!!!! Teraz doczytalem dalej i tak jak w przypadku Madziii zastanawia mnie skad Wy kobietki taka sile w sobie bierzecie???? Ale jestescie super kochane!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 15:58 Dziekuje Madziuuu:) A swoja droga to skad Ty bierzesz tyle sily i madrosci zyciowej???????????? Tez mialem fatalna noc-budzilem sie co jakies pol godziny i potrem nie moglem zasnac-a co mi sie snilo to lepiej nie gadac-wszystkie eks, ktore kochalem- jedna po drugiej... Moj organizm chyba chcialmi pokazac ze jesli umialem zamknac drzwi po tamtych to i po tej tez dam rade, wiec juz sie zawziolem i pojade zgodnie z Twoja rada-juz mam dosc kajania sie!!!!! Bo pza tym, ze ja kochalem jak szalony to nic zlego nie zrobilem!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
jackblack24 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 11:05 Witam, wszystkich :) Od pewnego czasu śledzę ten wątek bo właśnie przeżywam to co wy :( Postanowiłem napisać bo już momentami sobie z tym wszystkim nie radzę :( Byliśmy ze sobą 7 lat, wiadomo jak to w życiu raz gorzej raz lepiej, ale od stycznia tego roku zaczęło się wszystko sypać :( Zerwała ze mną bo zauroczyła się w koledze z pracy, chodziłem, prosiłem i wróciliśmy do siebie na początku marca. Dokładnie od 6ego marca byliśmy razem, starałem się jak mogłem, ona zerwała kontakt z kolegą :/ fakt faktem przez marzec usłyszałem parę razy że nie wie czy dobrze robi że jesteśmy razem, raz mówiła że kocham a czasem że nie wie co czuje ale było naprawdę ok, miałem już jakieś nadzieje. A tu ciach w poniedziałek świąteczny wyskoczyła z tekstem że naprawdę nie wie co jest między nami. To jej powiedziałem że jak dotrze do niej co jest między nami to niech się skontaktuje bo stwierdziłem że dość dziwne aby po tylu latach nie wiedzieć co się czuje bo ja mimo tego wszystkiego, tego całego łażenia cały styczeń i luty za nią i proszenia, kocham Ją tak mocno ;( Także 2 miesiące miałem łażenia i proszenia się (oj nie raz czułem sie poniżany przez nią), później miesiąc względnego spokoju i bycia razem a teraz znowu się zaczyna. Przez to wszystko schudłem 5 kilo, spać po nocach nie mogę i męczy mnie to :( Wczoraj się spotkaliśmy bo chodzimy na tańce, zacząłem z nią rozmawiać o tym wszystkim czy to nic dla niej już nie znaczy no to zaczęła się awanturować że przez tyle lat jej nie doceniałem, a tak naprawdę serce bym jej oddał, już nie chciała iść na tańce ale jakoś na spokojnie zacząłem z nią rozmawiać i poszliśmy. Na zajęciach już widziałem że coś jej nie pasuje, że próbuje mnie sprowokować do kłótni ale się nie dałem. Na pożegnanie pocałowałem ją to zaraz było że nie powinienem jej całować to ją na odchodne lekko klepnąłem w tyłeczek i się tylko uśmiechnąłem. Ja już nie wiem co mam o tym sądzić, tuż przed świętami a dokładnie w czwartek pojechałem do domu a ona przyszła do mojego mieszkania zabrać kilka swoich rzeczy i sobie pstryknęła 2 fotki aparatem. Wczoraj jej powiedziałem że ładne fotki to stwierdziła że specjalnie dla mnie już nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony zgadzam się z wami że chyba jednak powinienem się odciąć aby zobaczyła jak to jest jak nie ma mnie na każdą swą prośbę ale z drugiej strony obawiam się że stracę z nią kontakt a ona naprawdę wiele dla mnie znaczy. Wczoraj strasznie mnie męczyło udawanie tylko kolegi :( Ciągle chodzi mi po głowie, myślałem że po wczorajszym będzie mi dziś łatwiej ale nie jest, boli mnie to wszystko okrutnie. Ciągle płakać mi się chce :( Postanowiłem że do soboty się z nią nie skontaktuję ale czy wytrzymam. W sobotę się mamy spotkać bo miała mi pomóc przygotować prezentację, zobaczymy co to będzie. Tak cholernie mnie boli to jak wracam do domu i jestem sama bo tak zazwyczaj z nią wracałem, tak mnie boli nawet spanie samemu bez niej, bez jej zapachu, dotyku, bliskości :( Gdzieś w głębi serca nadal liczę na nas mimo tego wszystkiego, mimo że jestem na przegranej pozycji jak każdy porzucony. Po tylu latach boję się że nie będę potrafił zaufać innej bo ją widzę jako tą z którą chciałem spędzić resztę życia, ona też się tak deklarowała. Jeszcze w grudniu rozmawialiśmy o ślubie w 2008 roku, a teraz jest tylko ta cholerna pustka :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 11:28 Wiesz... jak to się mówi... co ma wisieć nie utonie, prawda? Rozumiem, że jest Ci ciężko, ale jednak spróbuj tego odcięcia i udawaj, że wszystko jest u Ciebie OK. Zastanów się, jak to było przez te 7 lat, jak ją traktowałeś na początku, jak ją traktowałeś później... cóż, niestety prawda jest taka, że większość facetów nie potrafi okazywać swojej miłości w taki sposó, w jaki kobieta tego pragnie i potrzebuje... wiem to z doświadczenia:) Na razie powiedz jej, że ją kochasz nad życie, ale niech ona się zdeklaruje i zdecyduje, Ty masz dość płaszczenia się i nie chcesz mieć z nią kontaktu. Niech sie określi... jeśli sama o Ciebie nie zawalczy, to co zrobić... i tak by odeszła, taka jest prawda, szukałąby tylko zaczepki do kłótni i zostawienia Ciebie... takie są kobiety, niestety. Nie daj jej się poniżać, nie pozwól, żeby to ona panowała nad Tobą, bo jak juz zazna tej władzy, to nie odpuści;/ Jeśli nie będzie chciała z Tobą być, jesli już nigdy sięnie odezwie - szukaj innej... Wierzę szczerze, że na każdego czeka ta druga połówka i jesli ta akurat nie pasuje, to trzeba znaleźć inną:) A jeśli wróci, to porozmawiaj z nią szczerze, czego ona oczekuje od Ciebie, poczytaj też w wątku "pocieszcie mnie" Madziuni, jak to się ilums zachowywał - większość kobiet uznałaby go za ideał:) Romantyzmu mu nie brak, to fakt, pogadaj z nim, może udzieli Ci jakichś cennych wskazówek:) Z punktu widzenia kobiety powiem Ci, ze kobieta potrzebuje komplementów (byle szczerych i nie w nadmiarze, tak jeden na 2 dni;]), chce czuć, że tej drugiej połówce zalezy i chce to też słyszeć!:) Poza tym od czasu do czasu jakaś niespodzianka, kwiaty, zaproszenie w jakieś ciekawe miejsce zrób jej sesję zdjęciową, jesli lubi swoje fotki itp. Po prostu dziewczyna chyba poczuła taką rutynę, stąd ten nowy kolega z pracy... odpoczynek od siebie, potem powiew świerzości i będziecie szczęśliwi, tak myślę:) A jeśli tym wzgardzi to znaczy, ze nie jest tego warta... Spróbuj też troszkę wzbudziś w niej zazdrość, ale nie w formie, że to niby ją zdradzasz, tylko coś delikatniejszego, ale tak,zeby poczuła:) Powodzenia:) Odpowiedz Link Zgłoś
jackblack24 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:13 dziękuje kaktusica6 za słowa lekkie otuchy :) Zdaję sobie sprawę z tego że przez 7 lat nie zawsze zachowywałem się jakby sobie ona życzyła, ale od momentu powrotu w marcu zacząłem się starać zmieniać i widziałem że jej się to podoba tylko też słyszałem że pewnie długo to nie potrwa i że znowu będę się tak zachowywał jak dawniej :( Faktycznie muszę jej pokazać że się nie będę uginał bo już wczoraj widziałem że jak się nie dałem sprowokować to nie wiedziała co począć :) Nie mam tylko pomysłu jak mógłbym wzbudzić w niej zazdrość :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 13:28 Nie masz jakiejś siostry/kuzynki, której ona nie zna? Tak, żeby Ciebie z nią zobaczyła w kobiecym towarzystwie, ale żeby to był ktoś z rodziny, żeby potem nie było cyrku, że ją zdradzasz, a żeby na pierwszy rzut oka ukłuło:) No własnie... ten strach przed tym, że on znowu zacznie się zachowywać jak kiedyś jest we wszystkich kobietach... sama właśnie jestem w takiej sytuacji... Staraj się i pokaż, że to juz na zawsze... nie uginaj się, na zaczekpi odpowiadaj w stylu "i tak Cię kocham i masz rację zawsze kochanie, daj mi buzi":D w końcu jej się znudzi... byle tylko takie słowa nie padały tylko wtedy, kiedy ona się będzie złościć:) Odpowiedz Link Zgłoś
jackblack24 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 14:02 siostry nie mam i a kuzynki zna ale coś się pomyśli ;) no nic muszę się czymś konstruktywnym zająć bo to myślenie mnie wykończy :( Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 18:09 Hm... A masz jakiegoś kolegę z długimi włosami?:) To żarty, wybacz:) Ewentualnie jakiś znajomy może Ci wysłać smsa o miłosnej treści (jeśli ona czyta Twoje smsy czasami), potem mógłbyś powiedzieć, że to kolega się pomylił, czy coś:) Rozmowa z koleżanką z pracy też jest wskazana. Rozmowa o pracy, bez podtekstów, najlepiej na oczach ukochanej... Każda kobieta jest zazdrosna jak jej facet chociażby rozmawia z inną, gwarantuję:) Jak masz jakieś hobby to zajmij się tym hobby:) Albo wyjdź na imprezę/do baru/pubu gdziekolwiek... A jeśli każda z tych opcji odpada - kup sobie puzzle 10 000 elementów i układaj, gwarantuję, ze tak się skupisz, że nie będziesz myślał o niczym innym:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 11.04.07, 23:45 kaktusica-mega pomysl-puzzle 10 000 elementow-o malo nie peklem ze smiechu... Skad Ty bierzesz takie teksty!?!?!?!?!?! Ja sobie raz kupilem 3 tys i nie przebranalem przez las, ktory mial okolo tysiaca-wszystko bylo w jednym kolorze to tak jak sprobowac ulozyc puzzzle tysiac elementowe do gory nogami... poddalem sie od tamtej pory i juz puzzli nie ukladam-a tak to lubilem:) MEGA POMYSL!!!!!!:))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
jackblack24 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 00:34 no do puzzli to ja cierpliwości nie mam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
kaktusica6 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 17:24 Ilums, biorę takie pomysły z tąd, że jak mój mnie wkurzył to zawsze ukladałam:) I to tak skupia, że hoho!:D Jack, spróbuj:) No, nawet 2000, też są niezłe:) Szukaj takich, co będą miały dużo różnych budunków, kwiatków, wyróżniających się fragmentów, a jak najmniej nieba:) Najlepsze rą ravensburgera:) Jak się trzymasz?:) Odpowiedz Link Zgłoś
ilums Re: wracanie do siebie 12.04.07, 17:59 popieram-najlepsze sa ravensburgera!!!!!!!!!:) Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:05 ja mam identyczne odczucia co do swojego zwiazku. boję sie odciać, bo boję się straty. ale jak nie spróbuję to się nie dowiem. niestety ryzykujesz, ze ją stracisz tak czy siak - albo narzucaniem sie jej, albo gdy zamilkniesz i ona po prostu będzie miała swoje życie. Ale taki już los porzucanych - sprawiedliwości nie ma. Ja też kocham, życie bym oddała za niego i teraz i wczesniej w trakcie związku. ale jak sie okazuje nie traktowałam go odpowiednio przez cały ten czas, nie czuł się męzczyzną przy mnie - choc zawsze byłam szczera i na szczerosc liczyłam. i myślałam ze wszystko zawsze sobie wyjasnialiśmy, nie wiem czyja wina. niestety spotykając się z byłymi jątrzymy ranę. nigdy nie zaznamy spokoju - to wiem, choć serce mnie nie słucha. tylko głowa jako tako pracuje. nie wiem czy czas pomoże, w tej chwili wydaje mi sie to nie możliwe. ale próbować trzeba żyć dalej. a siłą nic nie zdziałaś - z resztą widzisz na przykładzie akknes.. Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:06 dodatm tylko ze mnie też to spotkało po prawie 7 latach i wspólnych planach na życie - w realizacji był zakup mieszkania. Odpowiedz Link Zgłoś
madziuuunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:54 timbunia ... otrzasnij sie!!! jestes zdesperowana teraz, ale zmus sie do tego aby jakos zajc sobie czas. Daj mu teraz sporo czasu na pzremyslenia. Jelsi Cie kocha to zobaczysz ze zorzumi ei worci. Byl tutaj juz opisywany przyklad kiedy jedna Pani byla chyb a w 6 tenim zwiakzu i tez stalo si ecos takiego.... prosila go miesiac..blagala plakala..az wkoncu dala spokoj, zadzwonila i powiedziala ze nie chce wiecej sie znim kontaktoac...minal czas...a on zorzumial ze ja kocha..od tego wydarzenia minelo chyba 7 lat a oni sa malzenstwem. To przyklad na to ze chyba takei oddalenie si ebardziej poplaca niz nachalnosc i nadmiern amilosc z waszej strony. Naprawde wiem co mowie jelsi chodz o kwestie oddalenia sie. Taka nadmiern amilosc...zabija prawdziwa milosc. Daj sobie spokoj narazie. Jelsi macie worcic do siebei to worcicie, Ale nie mozesz byc ta co czeka tylko teraz zacznij swoje nowe zycie. Nie oczekujac powrotu moze zdarzyc sie niespodzianka;0 On nagle poworci...moze to byc za pol roku..a moze za miesiac. Tylko dajcie sobie czas!!!!!! Jak ta druga polowka ma zatesknic jak wy ciagle o sobie przypominaci ei chcecie wbudzic na nowo uczucia??? nie da si etak. Jelsi jestescie ludzmi rozsadbymi a naprawde kochacie to wytrzyamcie!!! mowicie ze dla milosci mozecie zorbic wszystko ...to kurcze dlaczego tak ciezko wam dac spokoj tej durgiej polowie???? jelsi kochacie ...pozwolcie odejsc a to wam zaowocuje!!!!!!!! Nie ma lepszego ywjscia jak tylko sie odizolowac i pokazac ze jest sie stanowczym. Pokazcie ze bez "niego" daci erade. Oni etraz sa pewni waszej milosci i tego ze na pstryknieci ejestescie....po co wam to??? SZACUNEK!!!!!! opamietajcie sie i dzialajcie - nie nie robiac wlasnie. Zbierzci esily i wierzcie ze ebdzie dobrze. jestem z wami i zorbie wszystko zeby was pzrekonac. Nie okazujcie slabosci tylko pokazcie ze jestescie warci wiecej niz danej osoby. A ten ktos sobi ewkoncu dojdzi edo tego czy chce powrotu czy nie. Jelsi nie worci to sprawa jasna - i tak to by si eskonczylo. narzucajac sie nic nie zdzialacie atylko odepchniecie ta druga osobe.... tak to juz jest niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
ostatnia2 Re: wracanie do siebie do wszystkich 11.04.07, 16:36 Witam Przeczytalam wszystkie Wasze wpisy. Boli, wiem, przeżyłam i przezywam jeszcze. Wszystko o czym piszecie to prawda, bo prawdziwy jest bol, prawdziwe jest cierpienie, tesknota, wszystko co przezywacie jest prawdziwe. Ale w tym wszystkim nie jest najwazniejsze czy on/ona wroci. Nie. Na poczatku tak, ja tez gotowa bylam oddac wszystko, zrobic wszystko, bo brakowalo mi go jak powietrza, co wiecej bylam pewna ze to on jest moim powietrzem i jak go nei bedzie to przestane oddychac. Najwazniejsze jestescie Wy same dla siebie, zawsze. Mozna blagac, prosic, plakac, ale zastanowcie sie czy gdyby takim sposobem udalo sie wam odzyskac "ich" to czy Wam samym byloby z tym dobrze, z poczuciem ze wrocil nie dla Was a z powodu Waszych łez? Pomyslcie, czy blaganiem, wydzwanianiem nie doprowadzicie sie same do tego, ze przestaniecie siebie szanowac, ze same stracicie poczucie wlasnej wartosci, ze doprowadzicie sie do stanu, ze ktos nie bedzie z Wami, dla samych Was, ale z litosci, wyrzutow sumienia? To chyba jeszcze gorsze. Wiele z Was zostało oszukanych, okłamanych, zdradzonych. Czy z takimi ludzmi chcecie byc? Czy gdy minelaby euforia powrotu nie frustrowaloby Was wieczne zastanawianie sie czy to sie nie powtorzy? A w wiekszosci tak by bylo, miesiac miodowy a potem rok ch... (przepraszam za wulgaryzmy). Moze wiele z Was powie, ze lawto mi mowic, ale w cale nie latwo, ogromnie trudno. Mi zajelo wiele czasu zeby wrocic do "swiata zywych", doslownie i w przenosni. Ja tez zostalam z pytaniami bez odpowiedzi, tez probowalam walczyc, tez zalamal mi sie swiat, a raczej ktos mi go zniszczyl. I to bylo najgorsze, uswiadomienie sobe, ze to jest chore, ze tworze swoj swiat na kims,a nie z kims, a potem ten ktos odchodzi wiec nie ma swiata. Wiekszosc z opisanych tu sytuacji to takie "toksyczne" milosci i nie bede sie wypowiadac na temat toksycznych "polowek", bo to co robia jest ich problemem, ale Wy zawsze macie wybor, pchac sie w to dalej czy nie. Bolec bedzie w obu przypadkach, ale w drugim bedzie bolec krocej. Wiem, ze najtrudniejsze to sie odciac, ale wazne, aby sobie to postanowic, nie raz sie nie uda, nie raz napiszecie smsa, zadzwonicie i co? Czy nie gorszym bolem jest to, ze nie odbierze,nie odpisze? Trune, ale probujcie, wyjdzcie do sklepu i zostawcie telefon, na poczatku na dwie godziny i badzcie dumne z siebie, jezeli Wam sie uda. Placzcie ile sie da, najlepiej komus w rekaw. Piszecie o znajomych, przyjaciolach, nie odsuwajcie ich, bo oni Was nie zostawili. I nie przekreslam tu zadnych powrotow, nie mowie ze to przegrana sprawa, ale jestem przekonana, ze nikt z Was nie bylby teraz na taki powrot gotowy. To tak jak z nowym zwiazkiem, potrzebna jest chwila samotnosci, wyciagniecia wnioskow z tego co bylo, przezycia i zamkniecia tego co sie stalo, by moc zaczac cos od nowa. Uwierzcie, ze najgorsze co mozna zrobic to "klin klinem". Nieopatrznie mozecie kogos bardzo skrzywdzic, kogos, kto moze cierpiec potem tak jak Wy teraz. Na to wszystko trzeba jednak czasu, czasami bardzo duzo czasu, ale niech to bedzie Wasz czas, czas dla Was, na dotarcie do siebie, a nie do "nich". Niezdrowa milość jest jak choroba, z której tzreba sie wyleczyć. Co do rad "olej go/ja" sa trudne do wykonania, ale dzialaja, nawet jak nie na "nich" to na Was. Dadza poczucie, ze sie da, ze umiecie same oddychac, isc, zrobic, a z czasem i sie usmiechac i najwazniejsze - ze jestescie silne, a taka swiadomosc jest potrzebna kazdemu. Zycze Wam i sobie tez sily, zeby wszystkie dobre rady wcielac w zycie i nie lamac sie, jak cos sie nie uda. Odpowiedz Link Zgłoś
ilums o dwoch takich... 11.04.07, 17:04 Czesto tu pisalem do akkknes, do Mariusza czy do innych osob-ale tym razem postanowilem napisac o pewnych dwoch osobach... Mamy tu na tym watku dwie osoby, ktorych wpisy jak czytam to nie dowierzam!!!! Sa tak dojrzale w swoich opisach, ze wiekiem wskazywalyby na osoby okolo 50, do tego jeszcze sa tak kochane, ze czasami to sie zatsanawiam jak takie dwie dziewczyny moga miec problemy z facetami-jedna facet zostawil w paskudny sposob, a druga nadal nie do konca wie co jest grane????? Ale obie sie nie poddaja i ida doprzodu!!! A do tego jeszcze za wszelka cene chca pomoc nam. Jak mi nie wierzycie to otworzcie pierwszy lepszy z rzedu wpis kaktusicy czy Madziuniiii a sie przekonacie!!!!!! Dzieki dziewczyny, ze jestescie-mi juz pomoglyscie niesamowicie duzo!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
timbunia Re: o dwoch takich... 11.04.07, 17:50 i dzięki takim osobom łatwiej się wygrzebać. Odpowiedz Link Zgłoś
akkknes Re: wracanie do siebie do wszystkich 12.04.07, 22:21 dzieki dopiero jak dzis jeszcze raz przeczytalam zrozumialam sens madre slowa musisz byc madra laska... nie tak jak ja... Odpowiedz Link Zgłoś