Dodaj do ulubionych

wracanie do siebie

    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 13:37
      hehe kurcze tez sobie zadawalam to pytanie...milion razy:):):) moj chlopak to
      kawal niezlego bydlaka...wiem to a mino tego worcilam do niego. Choc mysle ze ta
      swiadomosc pomaga mi powoli sie od niego uwolnic i wkoncu kopne go w dupe tak
      jak on niedawno kopnal mnie;) Widzisz Mariusz tacy ludzie juz sa...wyrachowani i
      egoistyczni...nie wiem skad to sie biezre...a najsmiejszniejsze jest to ze
      jestesmy z ludzmi ktorzy na poczatku wcale sie tacy nie wydaja jacy po czasie
      sie okazuja;) takie typowe perypetie;) moj chlopak potrafi zjechac mnie niezle
      rzucic telefonem pzreklnac i nie miec wyrzutow sumienia...czeka az ja si
      epierwsza odezwe...a ze jestem slaba i jesczze nie nauczylam sie wystarczajaca
      unosic duma to ulegam:( widze to jak on mnie traktuje....czekam na odpowiedni
      moment i jesli juz naprawde pzrejdzie sam siebie to zostawie go. Wiesz jak sie
      rostalismy to bylo miedzy nami wiele niejasnosci....wiele niedokonczonych
      rozmow...... raz chcial worcic do mnie...pisal dzownil...bylo blisko powrotu i
      nagle bach pzrestyal sie odzywac...pisalam dzownilam..prislam o wyjansienia...a
      on nic. Wyobrazasz sobie tak sie zachowac???? ja nie....w zyciu nie umialabym
      zostawic kogos bez wyjasnien...nigdy bym nikogo nie olala...i chocbym miala
      wyslac ostatniego smsa do swojego wroga to bym to zorbila....... Dla mnie takie
      zachowanie jest niedopuszczalne....sumienie by mnie zrzalo po paru
      minutach....nie mowiac o jakims wiekszym okresie czasu.Tak wiec juz wiem ze sa
      ludzi i sa ludziska:) najwiekszy trik to od razu poznac dana osobe z dwoch
      stron...... Wiem ze moj zowzek pomalu sie wypala....czuje to..... i jednoczesnie
      boje sie tego co ebdzie...jak tu komus zaufac, jak powierzyc serce, cialo...no
      jak??? cholernie sie boje ze znowu poznam cudownego ksiecia ktory i tak okaze
      sie ostatnim gnojem i palantem...To jest sztuka...poznac kogos zanim sie go
      "pozna"..........pozdraiwam:)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 13:46
      do Akknes: od poczatku sledze Twoj wątek..... wiesz szczerze Ci wspolczuje ze
      spotkalas takie bydlaka ktory bawi sie twoimi uczuciami i nie potrafi si
      ejednoznacznie okreslic..... zobacz ile czasu juz minelo!!!! gdyby cie zostawil
      i nie mialabys z nim kontaktu to gwarantuje ze juz bys stanela na nogi do tego
      czasu. ja przezylam rozstanie w tmy samym czasie co ty...u mnie skonczylo sie to
      tak ze worcilismy do siebie.......... wiesz moj chlopak nie ma tak spieprzonego
      charakteru i zaniku osobowosci mowiac o jakis bezsensownych "szaorsciach" no
      kuzwa poeta z niego ze hej!!!! a tak nie ironizujac to powiem ci szczreze ze nic
      dobrego powroty ze soba nie niosa.....wcale nie jest lepiej teraz, moge
      poweidziec z reka na sercu ze jest gorzej...:( niestety. Wiesz teraz zrozumialam
      ze ja nie kochalam jego....tylkokochalam te chwile ktore z nim pzrezylam....te
      dobre wyobrazenie o nim. teraz widze jakie to jest egoistyczne bydle.....i wiem
      doskonale ze tamte chwile nie worca bo ten czlowiek nie jest tym samym
      czlowiekiem..... Juz nie ma tej slodyczy tych staran z jego strobny.... Akknes
      zahcowywalam sie tak jak ty...resztkami sil blagalam zeby worcil...ponizalam
      sie.... i co teraz z tego mam??? on mnie traktuje jak scierwo.... wie ze ma mnie
      na pstrykniecie i nie robi nic zeby sie starac......nie robi nic zeby bylo
      dorbze...Im dlzuej trwamy w tej farsie tym bardziej jestem pewna ze go niedlugo
      zosatwie. Bo ja nie oczekuje jakiejs adoracji.....tylko milosci... a juz
      zapomnialam co to znaczy czuc sie naprawde kochana. Jak sobie przypomne te
      wspaniale czasy to az sakrastyczny smiech mnie dopada z niedowierzania ze siedze
      teraz w czyms takim..... Zyje wspomnieniami i to jest mnajgorsze... Na szczescie
      oprzytomnialam...wiem ze on sie nie zmieni ze ebdzie chamem gnojem i
      egoista..... Kocham go ..ale nie jestem szczesliwa. On sie o mnie nie stara, na
      dzien kobiet nie doastalam nawet kwiatka.....nie przyjezdza.... nie psize nie
      dzowni.....nie mam co po nim oczekiwac odbrego. Poprostu zaczal mnie zlewac i
      traktowac jak babeczke do lozka ktora zawsze da tylka. I tu si echlopak myli bo
      ja mam resztki godnosci ktre nie pozwola mi siebie traktowac jak
      szmaty................. to taka pzrestroga dla Ciebie akknes zebys wiedziala co
      cie czeka jesli worcicie do siebie...nei mowie ze napewno tak bedzie....ale w
      90% czeka cie cos podobnego. Mam tylko nadzieje ze wtedy oprzytomniejesz i nie
      dasz sie tak soba pomiatac;) To tyle;) caluj ei usciskam mocnniutko:*:*:*
      • angoisse dlaczego wy babki drogie wymagacie żeby facet 30.03.07, 13:51
        Was szanował
        jeśli same się nie szanujecie.

        To jest proste pytanie.
        I prosta na nie odpowiedź.

        Najłatwiej powiedzieć "On jest bydlakiem!czemu mi to robi!drań!"
        A najtrudniej zauważyć , że SAME TO SOBIE ROBICIE.


        nO, czekam na kolejną setkę wypowiedzi w wątku :)


        • aniek666 Re: dlaczego wy babki drogie wymagacie żeby facet 30.03.07, 14:12
          ps. podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisała angoisse;P a kolejnej
          setki wypowiedzi chyba możemy się spodziewać na pewno...
      • aniek666 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 14:07


        dokładnie to samo jej mówiłam, Madziuuniu;) cytat?

        "akknes, myślę, że stan, kiedy byłaś z nim, kiedy miałaś poczucie, że jest
        osoba na tym świecie, dla której jesteś najważniejsza - to było tak fenomenalnie
        cudowne, że nie potrafisz tego oddać bez walki, pogodzić się z tym, że to
        straciłaś. nie chodzi o osobę, tylko o stan rzeczy. (...) ale nawet jakby jakimś
        cudem do ciebie wrócił, to już nigdy nie będzie tak cudownie jak kiedyś (...)
        jeśli facet teraz traktuje cię w ten sposób, to pokazuje ci swoją - wcześniej
        nieznaną ci - złą stroną, a ty także, robiąc teraz to, co robisz, próbując "na
        chama" go zdobyć, poniżając się, pokazujesz mu kogoś, kogo z pewnością przedtem
        nie widział i nie chciałby widzieć w swojej dziewczynie nigdy."

        a co do ciebie, Madziuuniu, to nie sądzisz, że lepiej byłoby zakończyć swój
        związek? bo z tego co piszesz, to nie jest najbardziej udany, a wydaję mi się,
        że jesteś dość rozsądną osobą, żeby umieć uświadomić sobie, co jest bez sensu, a
        co nie... i po swoich poprzednich przeżyciach, na 100% lepiej poradziłabys sobie
        z rozstaniem niż np. akknes...

        lepiej być samotną i szanującą się osobą, czy mieć faceta i czuć się z tym jak,
        za przeproszeniem, szmata? <-
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 15:00
      hehe pewnie ze zakoncze ten zwiazek;):):) Ja sie zgadzam z tym co napsialas...
      Na siwecie jest mase porzadnych facetow i takich bede szukala. I jestem osoba
      razcej szanaujaca siebie dlatego doszlam do wniosku ze dalej nie dam sie
      pozniac. No co ...dalam mu szanse..... myslalam ze cos sie zmieni, ze si eulozy,
      ale niestety tak sie nie stalo. To mi tylko otworzylo oczy:) Napewno nie ebde
      zalowac ze go zostawie bo tutaj juz nie ma czego zalowac.....Boze piekne
      chwile...co mi z tego?? bede miala fajne wspomnienia i tyle:) a wiem ze
      spotkaja mnie jeszcze piekniejsze chwile wiec nie mam zamiaru sie zalamywac;)
      Jeszcze cos tam czuje do niego ale to powolutku slabnie i to mnie cieszy:) Nie
      mam zamiaru sie meczyc po kims takim:) nie zasluzyl na to oj nie;) Akknes ja
      wierze ze Ty tez wkoncu dojdziesz do tego samego wniosku co ja;) Wiadomo mam
      chwile slabosci...lez ...zalu ale sa one coraz slabsze i coraz zadsze;) Czas
      leczy rany;) Szkoda tylko ze tracilam ten czas na odnawianie zwiazku z takim
      palantem:) hehe smieszne to wszystko i glupie jednoczesnie;) Nie chce mi sie juz
      w to bawic:0 zajme sie soba swoim zyciem i planami:) pzrede mna jeszcze tyle
      rzeczy:):):) bedzie super;) Ja w to wierze;):):) Mam swietna przyjacioke;)
      mame;) wkolo innych znajomych:) Poproawie swoja maturke i lece w swiat:):) a
      pozniej mam nadzieje ze zaczne moja medycyne i bede zyla :):):) POZDRAWIAM
      SERDECZNIE;)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 15:02
      akkknes NIE MECZ SIE!!!!!!! wyjedz gdzies....odpocznij.....daj sobie
      odetchnac... On o ciebie nie walczy i nie zawalczy juz.. wie ze jestes na jego
      zawolanie i na pstrykniecie.....Nie bedzie Cie szanowal jelsi wkoncu JASNY PAN
      LORD zdecyduje sie powrocic....... to ebdzi ezalosne , bedziesz sie czula podle
      mowie ci to;) Zycze ci jak najlepiej:) wiem ze to sie tylko tak dorbze mowi i
      zorbic tak jest ciezko wrecz niemozliwe...ale przjedzie taki momnet ze to sama
      zorzumieszi bedzies zpotrrafila wprowadzic w zycie;)
      • aniek666 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:08
        tak, myślę że zrobiliśmy już wzystko żeby cię przekonać, akknes;) madziuunia ma
        świętą rację.

        i ja się naprawdę cieszę, że przestałam walczyć o mojego eks, bo dobrze wiem, że
        właśnie tak by to wyglądało. raz utraconego szacunku i zaufania nie da się
        odzyskać! ani w pełni, ani nawet w połowie! a tak przynajmniej zostało mi
        jeszcze choć trochę miłych wspomnień...

        on nie zawalczy. nie pokocha. on ma już inne życie i w nim nie ma miejsca na
        płaczące, zdesperowane, ślepo zakochane (wybacz, ale to prawda) byłe dziewczyny.
        teraz pozostaje tylko pytanie k i e d y to do ciebie 'dotrze';)

        (madziuunia - uff, już myślałam, że masz równie szalone podejście co akknes;) ty
        na szczęście już zrozumiałaś że dłuższe trwanie w czymś-takim, to nie jest
        związek...)
        • ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:38
          Ale tez zajebiscie dzis boli!!!! Caly dzien skrecam sie z bolu i tesknoty do
          niej-teraz w przerwie na lunch zamiast jesc siedze w necie i czytam co u Was-a
          taka sprawa jak glod jest mi zupelnie obca... Telefon i maila to juz
          sprawdzilem z milion razy i glucha cisza-znam ja-jest zbyt dumna pania(jak w
          przypadku Mariusza)zeby zadzwonic czy napisac-resztkami sil tez sie kontroluje
          zeby samemu nie napisac i nie dzwonic-albo co najgorsze pojechac do niej... I
          mimo bolu, staram sie panowac-czego i Ci Akkknes zycze.
          Tym razem mam tez mala rade do Madziuuni-ja w walce ze swoja druga miloscia
          spakowalem sie i wyjechalem-wiec Twoj pomysl jak najbardziej popieram, bo z
          moich doswiadczen sercowych wynika, ze milosc jest wszedzie-oby Ciebie nie
          doswiadczyla ta kolejna milosc jak mnie!!!!!
          • ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:45
            aha Akkknes-to nie prawda, ze tylko Ty przezywasz swoj serial a my tylko
            sledzimy Twoje losy-kazdy z nas przezywa swoj wlasny...i pewnie rownie
            bolesny:/// Ale coz zrobic-taki los:///

            Ciekawe czy nasz watek bedzie najdluzszym w historii forum "Kobieta"?
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 30.03.07, 19:52
      To prawda.......bolesne to jak jasna dupa......:( Wlasnie mam slaby
      moment...yhhh tak bardzo bym chciala bys kochana:/:/:/ moglabym z siebie dac
      wszystko durgiej osobie...grunt zeby tylko ktos to docenil. Hehe prawda jest
      taka ze kazdy serial powstaje w oparciu o zycie:) oj tam trzeba to
      przebolec..... przyjda tez lepsze czasy:) tak to juz jest:):):) wysylam
      wszysktich rozweselajace usmiechy:) zeby tak razniej bylo:)
      • ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:00
        To wlasnie mnie zadziwnia, ze tak jak jestem w tym momencie, co i z reszta
        wiekszosc forumowiczow-to sie wydaje, ze juz nigdy nic dobrego sie nie
        stanie...a potem znow przychodzi ona-ta wileka milosc-i uderza z taka sila, ze
        ta poprzednia wydaje sie tylko marna namiastka milosci:) i tej kurczowo sie
        trzymam -ze znow za jakis czas mnie uderzy!!!!-mam tylko nadzieje, ze tym razem
        nie bede musial czekac 1,5roku jak zawsze:) Dzxieki za pozytywnego posta
      • akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:04
        przeczytalam wasze odpowiedzi - dzieki wielkie jeszcze to forum daje mi jakas
        ochote zeby kompa w ogole wlaczyc... tak to pewnie lezalabym na kanapie i
        gapila sie ciagle w tv... co innego robic w taki wiosenny piatek samemu :(
        widzicie ten moj to jest tez taki dumny ze pierwszy reki nie wyciagnie, nie
        bedzie tez prosil - znam go.
        pewnie ze zostaja wspomnienia, oczywiscie ze wiekszosc z tych dwoch lat
        wspominam raczej dobrze niz zle... i to jest chyba najgorsze - zaraz po tej
        bezsilnosci.
        byc moze ze tesknie nie za nim a za chwilami, nie wiem...
        nie wiem co bedzie czas wszystko rozwiaze.
        jutro to luzik ale niedzieli to sie boje - chociaz im blizej niedzieli tym
        bardziej nerwowo reaguje na telefony bo nie daj boze on zadzwoni ze cos :(
        ja wiem ze to dlugo juz tak trwac nie bedzie ze to sie teraz jakos rozwiaze -
        nie wiem czy w ciagu tygodnia czy miesiaca ale wiem ze tak bedzie.
        zle mi z tym wszystkim - mam 22 lata i jestem bez faceta zaraz koncze studia i
        zamiast myslec o dzieciach to ja o czym innnym mysle... chyba mi cos w zyciu
        nie wyszlo a to co wyszlo to przecieklo przez palce :(
        z drugiej strony moja naiwnosc polega na tym ze jest mi jakby wygodnie mi z tym
        ze ciagle tak jestesmy-niejestesmy... ze nic nie ma - a moze cos byc...
        takie zludzenia
        • akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:09
          ps wcale mi nie zalezy zeby to byl najdluzszy watek na forum tak naprawde to
          wolalabym zeby wszystko bylo tak zeby ten watek nie powstal... to nie jest
          fajne prac brudy gdziekolwiek nawet na forum gdzie nikt mnie nie zna ale
          naprawde nie jest milo czytac ze jest sie debilem
          boze gdybym mogla pstryknac palcami i juz nawet nie to ze cofnac czas a
          odkochac sie wzglednie zapomniec to naprawde tylko jeden jedyny raz tak bym
          pstryknela i juz mnie by tu nie bylo :(
        • ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:16
          Masz 22 lata-to mam nadzieje, ze uda mi sie pocieszyc... Pierwsze co to moje
          kochane formumowiczki-prosze zmiencie swoje myslenie typu: Mam 22, 27, 33 czy
          40lat i jestem stara-powinnam dzieci wychowywac i takie tam... Wyobrazcie
          sobie, ze pracowale w firmie(jeszcvze w Polsce) gdzie polowa moich "kolezanek"
          byla po 40 i umawialy sie z gosciami-byly po rozwodach-albo i nie mialy to
          gdzies ile maja lat... Ja sam obecnie mam 26 a moja ex 24...czy myslisz ze
          ktoremus z nas przeszlo przez mysl"jestesmy starzy"-nie wydaje mi sie...
          Chialabys juz rodzic dzieci a potem utknac na stale w domu-a on by robil to co
          robi teraz???? Jestes w idealnym wieku na to co sie teraz dzieje w Twoim zyciu-
          bo za kilka lat pomyslisz-kurcze jak mialam 22 to myslelalm ze to juz duzo i ze
          zawsze bede samotna-a teraz po wyleczeniusie z eksa mam cudowne zycie,
          znajomych i ciebie Mietku czy Ziutku:) Glowa do gory Akknes-wiem, ze boli ale
          na milosc nigdy nie jest za pozno i tutaj akurat uzasadnianie czegos wiekiem
          nie dziala w ogole!!!!!
          Chyba juz musze przestac z wami pisac i wziac sie do roboty-ale jestem w takim
          samym nastroju jak Ty Akkknes i Madziuuunia i taki ten dzien do bani
          Pozdrawiam!!!
          • ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:19
            To znow ja i juz uciekam- ZAPOMNIJ TEZ ZE JESTES DEBILKA-A JESLI MIERZYSZ
            SIEBIE TAKA MIARA TZN WSZYSTCY CO SA W TAKIM STANIE JAK TY TO DEBILE czyli
            miedzy innymi ja Madziuuuuia, Mariusz i wiele wiele osob tutaj-nie wydaje mi
            sie!!!!!
            Trzymaj sie Akkknes-a co do tego ze jest piatek-zmus sie i gdzies wyjdz-ja
            dryndnalem do znajomych i mimo iz nie mam wcale ochoty idziemy na impreze, bo
            inaczej to bym zwariowal kontrolujac telefon!!!!!!!!!!!!!!!
          • akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:21
            no ale sluchaj ja chcialabym miec dziecko i zeby mnie brali za jego mame a nie
            babcie... no i chcialabym zeby moje dzieci pamietaly np dziadkow :/ lata leca
            niestety :(
            moj dzien zaczal sie zle ale mam nadzieje ze wanna + 'odwroceni' na tvn pozwola
            skonczyc mi go dobrze :)
            lece do wanny

            ps jakos drugi czy trzeci dzien z kolei jak NIC nie robie nie mysle nie dzwonie
            nie sprzedaje swoich mysli byle gdzie tylko sie lenie to tak dziwnie BIALO mi
            sie robi... kurde zeby to nie bylo chwilowe :(
            • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 30.03.07, 20:54
              witam Wsa wszystkich! Ta informacja jest przede wszystkim do akkknes i ilumsa.
              Słuchajcie to jest SZOK!!!!!!!!!!!!! Moja była pani, wielka gwiazda, kobieta z
              głową w kosmosie wydzwania do mnie od wczoraj! Nagle sobie przypomniała!!!!
              Oczywiście zlewam te telefony i nie odbieram. Wysłała mi nawet smsa dlaczego
              taki jestem???? Czujecie??? Kobieta z głową w kosmosie chyba zrozumiała, że
              koleś, któego kopała po dupie przez 8 miesięcy nie żartuje i naprawde tym razem
              on ma ją w dupie! Dzięki mamab26, annna84 i wszyscy którzy tu pisali żeby
              olewać. To jest genialna broń! Ilums, olewaj ją. U mnie zadziałało po 1.5
              miesiąca. Ja nie zamierzam do niej wracać, ale mam tą zajebistą satysfakcję, że
              ona teraz siedzi i myśli, że jednak źle zrobiła, że mnie tak traktowała.
              • akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:15
                mariusz znasz moje stanowisko w tej sprawie, wiesz co bym zrobila na twoim
                miejscu wiec moze generalnie dzis juz nie bede sie odzywac bo jednak jakos
                mniej bialo mi jest i w ogole ble ble ble zle
                poza tym pomylily mi sie godziny i nie obejrzalam polowy 'odwroconych' i teraz
                ide do wanny mam nadzieje ze sie nie utopie z rozpaczy :P
                a i gadalam chwile z moim eh wcale nie moim no ale to nie ja dzwonilam chociaz
                to malo istotne, istotne jest to ze niby ciagle sam pamieta o niedzielnym dvd.
                jezu zaczyna sie stres i myslenie 'jak byc twarda w miekkiej chwili' koszmar
                dobra ide bo sama sie nakrecam
                • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:30
                  Kochani! No własnie!
                  Mariusz, moje gratulacje, nauczyłeś kobietę rozumu:) Dzięki Tobie oboje macie
                  szansę na szczęśliwe życie (ona może coś zrozumiała, Ty nie będziesz się z nią
                  męczył).
                  Akkknes, jak następny raz zadzwoni to nie odbieraj, albo powiedz, że własnie
                  wychodzisz! Zapamiętaj:)Wykonaj:)
                  Musisz być jutro twarda i zimna jak głaz:) Najlepiej, jakbyś sobie posłuchała
                  jakiejś muzyki, która daje siłę:) Szczególnie polecam Comę "Tonację" (uwielbiam
                  tekst "dla sk.rwysynów nie mamy litości";]), żadnych smętów, poza tym weź sobie
                  jutro ten nervosol. Mówię serio. Przed każdą poważną rozmową z moim facetem
                  korzystam, dzięki temu zamiast płakać/histeryzować/wrzeszczeć (taki mam
                  charakter...) mogę z nim na spokojnie porozmawiać (z doświadczenia wiem już, że
                  jak jestem zimna to łatwiej mu jest pojąć niektóre sprawy).
                  OLEJ GO, tyle osób Ci to mówi, wszystkie opinie takie same... przypomnij sobie
                  wszystkie przykrości, jakich od niego doznałaś i się zastanów, czy rzeczywiście
                  było tak różowo... zwłaszcza, że on Cię okłamywał, był z Tobą, a podjął decyzję
                  o rozstaniu, nie chciał naprawy, tylko rozkładu! ZROZUM.
                  Ech... powodzenia.
              • ilums do Mariusza 30.03.07, 22:58
                No jestes poprostu gosc-przeczytalem twoj post ze 3 razy i znow mam energie
                dzisiejszy wieczor!!!! Dzieki
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:33
        madziunia, lepiej odejść niż się męczyć... będziesz kochana na pewno, jest na
        świecie MNÓSTWO innych facetów, na 100% znajdzie się ktoś, kto Cię pokocha tak,
        jak na to zaśługujesz, a nie będzie się Toba bawił...
        ilums, trzeba być twardym:) Wszytsko zmierza w dobrym kierunku, ale jeszcze
        trochę dziewczyna musi się pomęczyć, zrozumieć... jak Ci zaproponuje powrót, to
        nie wpadaj jej w ramiona tylko powiedz coś w stylu "pomyślę":) i daj odpowiedź
        za np.tydzień. Taką, jaką uznasz za słuszną:)
        Życzę szczęścia. Jak nie ta, to inna:)
        Oby i Akkknes to zrozumiała...
        • akkknes Re: wracanie do siebie 30.03.07, 21:55
          wanna nie pomaga na to co w srodku wiecie? drugi dzien z kolei po paru minutach
          juz mi sie nie chce siedziec w wannie :/ sciagam sobie wlasnie tonacje zaraz
          poslucham. jutrem to jak mowilam nie martwie sie bo nie bedziemy sami wiec
          oboje bedziemy ladnie tanczyc... gorzej z ta niedziele - nerwosol kupuje sie
          tak bez recepty w aptece? i jak sie go bierze zeby sie nie zamulic a zeby dalo
          spokoj?
          • ilums Re: wracanie do siebie 30.03.07, 22:51
            Czesc kochani-znow zamiast pracowac mnie tu przygnalo...ale juz tylko 1,5h do
            weekendu i atmosfera jest rozluzniona.
            Ciesze sie ze tu wszedlem-bo to co sie dzieje u Mario to niesamowita sprawa-
            stary jestes moim krolem i guru-przemeczylem sie juz 4 tygodnie z nie
            odzywaniem to poczekam jeszcze kilka...a na zajeciach bede gral ze wszytsko
            jest w jak najlepszym pozadku!!!!
            A teraz to autorki naszego serialu-tak jakos chcialem Cie przeprosic bo
            faktycznie to czasami tak jaky za bardzo Ci jedziemy-a domyslam sie co
            przechodzisz w srodku i wiem, z moich obecnych i poprzednich doswaidczen jak
            trudno sie z tego wyrwac!!!!
            Bardzo podoba mi sie rada jaka Ci dala kaktusica-sluchaj jakiejs muzyki przed
            spotkaniem, ktora nastawi Cie bardziej bojowo anizeli placzliwie-mowiac bojowo
            nie mam na mysli, ze bedziesz z nim walczyc, klocic sie czy robic jakies tam
            awantury...chodzi mi o to zebys byla raczej chlodna...zeby czul, ze gdzies mu
            umykasz w konwaersacji i tak nie do konca jestes w niego zapatrzona...Postraj
            sie przejac pierwsze skrzypce w tej rozmowie i byc niejako nad nim. Ja zawsze
            slucham przed zajeciami jakiejs klubowej muzyki z duza iloscia basow-mi pomaga,
            albo jakies czarnej-tam tez sobie lubia powrzucac:)
            A co do telefonow-to tez popieram kaktusice i Mariusza-pozlewaj go troszku-
            powiedz, a jeli juz musisz odebrac zeby go uslyszec to rzuc mu ze nie masz
            czasu gadac bo wlasnie wychodzisz, albo wlacz glosno muzyke i powiedz ze
            siedzisz w pubie i oddzwoniosz pozniej-oczywiscie juz nie oddzwaniaj-jak sie
            bedzie wkurzal ze nie oddzwonilas-to rzuc mu ze zapomnialas....
            A tak troche jeszcze do Mariusza-tez musze poprzec kaktusice, czyli-teraz to
            moze byc z was niezla para, bo domyslam sie ze gdzies tam na dnie, w srodku
            ciagle ja jeszcze kochasz-tylko nie przecholujcie z tym przeciaganiem liny-ale
            jeszcze troche jeszcze jej sie przyda:))))
            I ostania mysl-widzisz Akkknes jak Mariusz nam udowodnil, ze mozna-zrob to dla
            nas i tez udowodnij... i mam nadzieje, ze za miesiac nie bede musial Ci prac
            glowy wrzucajac, ze trzeba bylo to juz dawno skonczyc bo moja eks poszla w
            slady Mariusza eks-czego jednak po cichu sobie zycze:)tzn nie zycze sobie
            wrzycania Ci ale zeby moja eks poszla w slady innych "zapomnianych" eks:)i zeby
            ja zzarlo z tesknoty!!!!Zobaczymy?!?!?!?!
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 23:37
            bez recepty chyba, w aptece, na ulotce masz wszystko opisane:)a jak Ci nie będą
            chcieli dać tego to weź deprim (nie znam dawkowania) lub kalms(ze 3 tabl.
            najlepiej, mi na cały dzień pomagają dwie, ale Ty będziesz mieć większy stres):)
            Mi jeszcze mocnego kopa daje "a man", "right through you", "not the doctor" A.
            Morissette:)
            A jak już się z nim pożegnasz to polecam muzykę energiczną optymistyczną (noa
            "child of man"). Mnie jakiś czas temu muzyka własnie wyleczyła z tzw.
            niespełnione miłości...:)
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 30.03.07, 23:39
            jesteśmy wszyscy z Tobą, razem nawzajem też możemy być i się wspólnie wspierać:)
            Uda Ci się:) Prędzej czy później:)
            • ilums Re: wracanie do siebie 31.03.07, 03:48
              Opisz nam wszystko co i jak bylo na spotkaniu-i czy w ogole do niego doszlo...
              Wiem,ze sobie poradzisz z nim bo bagatela znalazelm Twoj wpis jak udzielas
              komus rady na temat zlamanego serca na innym forum i byly to madre slowa.
              Ladnie tez udowodnilas ze patrzac z boku, rzeczy wygladaja calkiem inaczej niz
              jak sie jest w epicentrum jakiegos zdarzenia-to samo moge powiedziec o sobie,
              bo latwo mi tobie radzic a sam czuje sie taki bezradny:(((( Dla przykladu
              znajomym cos powypadalo i siedze w domu-ale postanowilem, ze musze gdzies wyjsc
              bo mysli mnie zabijaja-mam tylko nadzieje, ze nie strzeli mi palma i nie zrobie
              rundki w kolo jej domu.
              Trzymam za Ciebie kciuki!!!!
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:00
      Kurcze nie mam sie gdzie wyzalic....chyba tylko tutaj jest na to miejsce:(
      Wczoraj caly wieczor pzreplakany....co za strata czasu:( Dlaczego tak lubimy sie
      zadreczac...smucic i plakac;(? no po co to...:( to ejsttak cholernie trudne to
      wszystko.... Potzrebowalam cieplego slowa....poczuc sie potrzebna kochana, no
      niestety nie ma nikogo kto by mi to chociaz w zcesci zapewnil. Moj niby chlopak
      ma mnie gleboko w tylku i nie zainteresowal sie ...ehh ale co sie dziwic jest
      prawdziwym gnojem wiec takim sie wybacza..i tak z nim juz prawie nie jestem
      wiec;)!!! al ebylo ciezko..i dzisiaj tez jest ciezko:( boje sie...ze juz nikt,
      nigdy:( ze nie pokocha mnie:(:(:(na tym mi w zyciu najbardziej zalezalo i
      zalezy....wsyzstko inne moze zniknac... taka tawrdzielka bylam wczoraj jak wam
      to pisalam wszystko..a dzisiaj?? zlamalam sie;( niecierpie siebie....za to
      wszystko niecierpie sie;(:(:( az mi sie zyc nie chce;( samotnosc......gorsza niz
      wszystko inne;( niektorzy potrafia z nia zyc, ja nie...
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:14
        Madziu, tu zawsze możesz się wyżalić... jakoś wczorajszy wieczór był dla nas
        wszystkich przykry, ja równiez przeżywam kryzys w związku, przestaję widzieć
        sens... dobrze, że mam takiego jednego przyjaciela, który mi wczoraj bardzo
        pomógł...
        Samotność wcale nie jest gorasza. Lepiej być samotnym iż być z kimś, kto Cię
        rani! Nie płacz za nim, nie jest tego wart.
        Na pewno ktoś Cię jeszcze pokocha, gwarantuję Ci, że jeszcze nie jeden:) Z tego,
        co piszesz wynika, że jesteś wartościową dziewczyną, więc zbierz się w sobie i
        uwolnij od kogoś, kto Cię rani...
        Czasem trzeba popłakać, pozadręczać się, to taka nasza natura kobieca:) A po
        burzy zawsze przychodzi słońce, pamiętajmy o tym wszyscy:) jak to mi kolega
        powiedział wczoraj: jak na giełdzie - trzeba przeczekać spokojnie i się nie
        denerwować spadkami :)
        Akknes, napisz nam:) jak tam nervosol podziałał:)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:01
      jestem zalosna wiem...... ale na uczucia nie ma rady:( najwaznijesze etaz to
      chyba zaprzec sie w sobie i zakonczyc ten zwiazek ktory obecnie najwiecej
      cierpien ze soba niesie..... byc z nim czy nie byc to juz nie ma znaczenia bo
      tak samo boli:( pozdrawiam serdecznie
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:10
      heheh nawet nie powiedzialam wam dokladnie o co chodzi:) No wiec cala zabawa
      polega na tym ze przez ten rok siedze wdomu i pilnie sie ucze...nie hcodze do
      pracy ani do skzoly....przygotowuje sie na studia medyczne;( Na pozcatku dawalam
      rade, a etraz jest coraz gorzej. Kazdy dzien wyglada tak samo...kazdy dzien
      spedzam w samotnosci.... Nie mam gdzi ewyjsc ani z kim bo wszyscy znajomi
      studiuja... nie mam nawet gdzie pojechac bo oni nie maja czasu lub mieszkaja za
      daleko:(.... Przez ten czas mialam "jego" byl przy mnie..wspieral....ale on sie
      zmienil i zostalam sama..... To mnie zabija ..dusi...ciagle siedze sama i patrze
      w sciany albo wmonitor;( to zabijajace uczucie:( i wczoraj byl taki momnet ze
      peklam :(... nie dosc ze sama to jeszcze ten kretyn robi mi takie
      swinstwa...traktuje jak "zero"... Pańcio twierdzi ze mnie kocha.... hehe a
      podzcie mi czy mozna nazwac miloscia cos takiego ze on wogole sie nie interesuje
      co u mnie, nie stara naprawic zwiazku, nie stara sie kompletnie o nic.... Nie
      dba o to zebym czula si ekochana doceniana..potrzebna. Jest egoista myslacym
      wylacznie o swoim tylku. Nie pisze nie dzwoni..na gg nie hcce gadac bo go te
      rozmowy denerwuja.... Nie probuje mnie niczym ocazrowac ani pokazac ze jest wart
      wiecej niz sadze...... ja wiem ze to wynik az tego ze on mysli ze jestem na
      pstrykniecie i nie musi sie starac...wiem to i dlatego odejde bo w tym zwiakzu
      jestem coraz bardziej nieszczesliwa:( trace czas tylko.... a tak poswiecilabym
      ten czas na "efektywne zapominanie" na wygaszenie uczuc......Jestem taka mloda a
      zachowuje si ejak staruszka...emerytka. Mam 20 lat i od 2 lat nie bylam na
      zadnej dyskotece...na zadnej imprezie..moje zycie to byl tylko "on"
      tylko....Jeszcze troche i kipne w tym domu..zgnije i nikt nawet tego nie
      zauwazy.... Jak tak ma wygladac moje zycie to wiecie co ja chyba nie chce zyc
      juz;(:(:(:( na chwile obecna nie chce mi sie...
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:19
        Nie no tragedii nie ma:) Jeszcze tylko 2mce do matury (jeśli do niej się uczysz)
        i będziesz miała z głowy wszystko. Poznasz nowych ludzi, zaczniesz się bawić,
        zakochasz się i będziesz bogatsza i mądrzejsza o swoje przejścia... Zostaw go,
        serio, to nie ma sensu. Tylko się męczysz i zamykasz na nowe znajomości...
        Trzymaj się mocno, uda Ci się dostać na sudia i wszystko się zmieni, gwarantuję:)
        • akkknes Re: wracanie do siebie 31.03.07, 16:54
          hej,
          kupilam sobie ten nerwosol ale zaaplikuje go chyba juz zaraz bo mnie nosi...
          przeczytalam wasze odpowiedzi, dzis w pracy tez troche myslalam...
          i oprocz tego ze wiem ze musze sie postawic sie samej sobie i porozmawiac z nim
          ostatecznie i definitywnie i ze musze sie wtedy trzymac mocno mocno bardzo
          mocno... to stwierdzilam ze jestem wygodnicka - kurde przeciez jakbym chciala
          to bym sie juz dawno postawila a tak jutro zaczyna sie prawie 4ty miesiac tego
          cyrku!
          no i z tego plynie nastepny wniosek - ze boje sie byc bez niego, na razie jak
          mam chociaz w psychice taka swiadomosc ze moze jednak cos to jakos pewniej sie
          czuje... bez tej mysli moja niepewnosc bezradnosc i strach przed zwyklym
          codziennym zyciem mnie dobija:(
          przez to ze sie boje zycia bez niego (wiem zaraz bedziecie krzyczec ze i tak
          juz jestesmy osobno ale wiecie o co chodzi) caly czas tkwie w martwym
          punkcie...
          poza tym co by nie bylo i jakbym nie myslala i sie nie nastawiala ciagle
          tesknie kurde tak tesknie... nastroj mi sie psuje i nawet jak wychodze gdzies z
          przyjaciomi to zaraz mi wszystko przestaje pasowac bo brakuje mi jego...
          pewnie ze jutro wam wszystko opisze - mam nadzieje ze nerwosolek zadziala i nie
          wiem w sumie to chcialabym zeby ta rozmowa byla na plus a nie na minus w koncu
          zaraz wielkanoc i co swieta bez niego? juz slysze jak babcia sie bedzie pytac
          gdzie on jest... i co znad pasztetu i jajka krzykne jej o babciu zapomnialam ci
          powiedziec my od tego roku to w sumie nie jestesmy razem?
          dobra ide zajac sie sprzataniem bo zaraz sie poplacze :(

          ps kazda piosenka kojarzy mi sie z nim ze mna albo z nami wiec ja nie wiem
          czego mam sluchac... slucham jakis tam poprawiaczy nastroju ale staram sie nie
          wsluchiwac sie w teksty bo cholera sa tak zyciowe ze az zal...
          trzymajcie kciuki zeby on mi jutro nie zrobil zartu prima-aprilisowego :(
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 17:09
            Jak Ci zrobi, to daj mi jego adres. Osobiście do niego pojadę i mu powiem, co o
            tym myślę;]
            To zrozumiałe, że tęsknisz... ale ja mam wrażenie, że nie za nim, lecz za byciem
            z kimś, za przytulaniem, związkiem.
            Naprawdę chcesz być z kimś, kto Cię nie szanuje? Rozmów się z nim dziś, niech da
            Ci odpowiedź. Tak, albo nie... każdą odpowiedź poza wyraźnym TAK traktujesz jako
            NIE, zrozumiano?
            4mce straciłaś... wiesz? może teraz byłabyś w objęciach kogoś, kto by Ciebie
            pokochał... a tak? Zastanów się, czy warto tracić kolejne miesiące.
            Badź dzielna:)
            • akkknes Re: wracanie do siebie 31.03.07, 17:18
              tak tak, kazda szarosc bede odbierac jako czern - chociaz wiem ze serce bedzie
              pekac :(
              no zobaczymy czy jutro zrobi mi zart czy przyjedzie a jesli przyjedzie to jak
              bedzie spiewal... boze ta niepewnosc jest straszna.
              dzieki kaktusica za ewentualna pomoc ;))
              nie wiem czy bylabym w objeciach kogos innego ale kurde ciagle pamietam
              ostatnia wielkanoc i poprzednia tez i to tak boli... ide lyknac nerwosolek bo
              taki ladny dzien a ja zaczynam swirowac :/ a potem wyszoruje lazienke i sie
              wyladuje :)))


              sa takie chwile - jak np ta teraz wlasnie - ze chcialabym wam tu jutro napisac
              ze sluchajcie moze i robilam z siebie debilke, wasze rady byly ratunkiem nie
              tylko dla mnie, ale ha wcale tak nie jest, scenariusz jest inny, wszystko jest
              cacy i zeby tak juz bylo.
              ze naprawde wystarczyly 3 sekundy i jest super :(
              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 19:54
                Słuchaj... 3 sekundy... a po miesiącu od nowa męka... to wcale nie tak, że 3
                sekundy i wszystko cudownie, na pewno nie w takiej formie, o jakiej myślisz.
                Nawet jesli się zejdziecie będzie czekała was wielka praca nad szczęściem. I
                obawiam się, że jak Twój facet nie podołał raz, to drugi raz też ucieknie...;/ i
                znowu będziesz cierpieć...
                pewnie byś była:)
                • akkknes Re: wracanie do siebie 31.03.07, 21:33
                  nie wiem co po miesiacu nie wiem co po tygodniu nie znam tez wagi tych 3ech
                  sekund... wiem ze jeszcze mam w sobie poklady ewentualnej ochoty na
                  eksperymenty. ale wiem tez ze tak jak jakis czas temu odpuscilam prawdziwa
                  walke o ten zwiazek tak teraz powoli bedzie z ta ochota. nie wiem tez co zrobic
                  ze swietami - bo swieta to sie raczej spedza z tymi co sie kocha, nie wiem co
                  zrobic z jego urodzinami - sa troche po swietach... (nie wiem jak sie zachowac
                  znaczy)
                  na razie mam w glowie wielka pustke dotyczaca jutrzejszego dnia - nie wiem jak
                  to wszystko sie potoczy, nie wiem nawet czy zdaze wlaczyc dvd czy nie bedzie
                  sensu po jakiejkolwiek rozmowie. chcialabym byc twarda.
                  nie wiem co bedzie 'za troche' jak juz uda mi sie zaczac zyc wlasnym zyciem (bo
                  wiem ze tak bedzie) czy moja wielka niespelniona milosc zachowa sie ksiazkowa
                  czy odpusci (bo on albo bierze to co chce albo olewa) czy cos jeszcze nowego mi
                  wymysli. glupie to uczucie taka wielka niewadoma, jakis bezczas.
                  ten tydzien zlecial mi nie wiem kiedy - i tak zreszta jeszcze troche na pewno
                  bedzie - od telefonu do telefonu, od spotkania do spotkania, itd itd...
                  nie wiem zbyt wielu rzeczy - wiem tylko jedno: z pustego to i salomon nie
                  naleje.
                  jutro wieczorem zdam wam relacje co i jak tu u mnie.
                  (jakbym pisala wczesniej to pewnie znaczy ze mnie olal i wlasnie sie wam zale i
                  potrzebuje wsparcia...)
                  wiecie co - jednak jak mozecie i chcecie to mozecie trzymac kciuki o moja sile
                  i jakby tego nie nazwac 'madrosc' a jego... eh... wiecie o co mi chodzi bo za
                  dobrze wiecie czego chce i jak postepuje... :(
                  ewentualnie - nie dziekuje zeby nie zapeszyc.
                  • borzenka1 Re: wracanie do siebie 31.03.07, 23:43
                    akkknes, jestes wielka poetka. Czytam cie od kilku dni i to porusza. Nas
                    wszystkich to porusza, ktorzy kochalismy. Niesiesz w sobie te milosc, te
                    wiare,dla mnie niesiesz w sobie czlowieczenstwo. taki z ciebie czysty czlowiek w
                    tym swiecie pozerow, twardzielcow. Nie zaciskasz zebow, nie ma w tobie msciwosci
                    czy checi manipulacji. Daja Ci tu rady zranieni, ktorzy juz nie chca "dac sie
                    nabrac". Niech sobie robia co chca. A ty jestes soba i za to cie cenie.
                    Cokolwiek zrobisz, jestes wielka. To nie on ciebie stworzyl taka, jak jestes. On
                    cie nie rozpoznal aniele.
                    • akkknes do borzenki1 01.04.07, 13:07
                      nie jestem poetka, to naprawde tak jest u mnie - to nie jest zadna telenowela
                      ani zaden film - tylko cholera moja codziennosc!
                      nie chce nic robic na zlosc czy go oszukiwac bo to nie jest taki czlowiek, poza
                      tym kurde naprawde chce z nim byc. podejrzewam ze jeszcze troche wody w wisle
                      uplynie zanim mi sie pozmienia zycie....
                      • akkknes Re: do borzenki1 01.04.07, 13:13
                        kurde borzenka twoj wpis jest bardzo mily - fajnie uslyszec ze nie jest sie
                        kretynka i ze ktos to docenia i widzi ze to co robisz nie jest takie
                        beznadziejne.
                        zeby jeszcze on mi tak powiedzial... :(
                  • ilums Re: wracanie do siebie 01.04.07, 04:32
                    Witam Akkknes
                    Cos co mi sie nasunelo po tym co napisalas:
                    "ma zaraz po swietach urodziny"
                    dla mnie perfekcyjna sytuacja-na jutrzejszej rozmowie w ogole nie dopusc do
                    ogladania filmow-od razu powiedz: "Czesc, wszystko przemyslalam i jestes wolny-
                    zegnaj". Nawet mu do domu nie daj wejsc, a potem z okazji urodzin nie rob
                    poprostu nic-faceta zezre... a jesli sie jutro nie pojawi a potem bedzie
                    wydzwanial to odbierz i powiedz: Nie przyszedles czyli bylo to dla mnie
                    jednoznaczne z koncem, pa. No i oczywiscie zlej jego urodziny!!!!
                    Do Madziuuulki: Odpusc sobie!!! Mam wrazenie, ze on w jakis sposob Cie kocha
                    ale nauczyl sie ze jestes na kazde jego palcem skinienie-a teraz musi dostac
                    pozadnego kopa, zeby w sobie znow odkryc milosc do Ciebie.... Jesli uda Ci sie
                    go rzucic, to nie pzwol mu wrocic przynajmniej ze 2-4 miesiace-musi poczuc, ze
                    nie zartujesz..no i przez te 2-4 miesiace kontakt minimalny a najlepiej wcale!!!
                    A teraz WAs obie podlamie-latwo napisac cos takiego-ale wykonac to juz
                    prawdziwy majstersztyk-wiem po sobie:) ale jakos wykonuje swoj plan-albo sie
                    staram, ale kazdego dnia boje sie ze pekne:(((
                    A co do bozenki-chyba nie do konca bym sie zgodzil-ja sie troche w swoim zyciu
                    przejechalem i moze teraz probuje jakos to wszystko analizowac i starac nie
                    popelniac bledow-i staram sie kozystac z rad formumowiczow-jak np katusicy czy
                    Mariusza.Jesli odebralas to za osobista docinke to od razu przepraszam, bo jest
                    tu masa forow, gdzie ludzie skupiaja nie sie na problemie autorki a na
                    wzajemnym wrzucaniu sobie-a ja nie mam ochoty toczyc jakiejs walki, bo i po co.
                    Pozdrawiam wszystkich-Akkknes napisz jak bylo!!!
                    Madziuuunia-napisz jak sie trzymasz.
                    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 01.04.07, 11:46
                      Zostałam wczoraj nazwana dziwką. Mój ukochany zapytał, komu dałam dupy. A
                      wszystko przez to, że wieczorem poszłam na spacer z przyjaciółką i wypiłam jedno
                      piwo, którym się trochę podchmieliłam i napisałam kilka smsów o treści, że wiem,
                      że mu na mnie od dawna nie zależy.Po 3 latach bym się takiej reakcji po nim
                      nigdy nie spodziewała. I nie wiem co mam zrobić... obraził się, mówi, że stracił
                      do mnie całkowicie zaufanie. A ja nie pozwoję obrzucać się błotem.
                      Chyba zaczynam dojrzewać do pewnej decyzji. Niedługo będziemy wszyscy się
                      nawzajem pocieszać:)
                      Ilums, jak Ci idzie?
                      Akknes, napisz jaką decyzję podjęłaś.
                      Madziu, co u Ciebie? Lepsze samopoczucie?
                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 12:23
                        Witam wszystkich..... wiecie ten moj mnie dzsiaj uprzedzil....zadzwonilam do
                        niego a on byl jakis nieprzyjemny...czulam ze cos jest nie tak..po sknczonej
                        rozmowie zpayatlam co sie dzieje..to napsial ze mi pozniej napisze. .... no i
                        napisal .. Napisal ze znow ma takie same watpliwosci jak kiedys..ze watpi w to
                        czy miedzy nami bedzie dorbze...i watpi w swoje uczucia do mnie.... Nie msuze
                        wam mowic jak sie czuje bo to oczywiste...zlamane serce po raz drugi przez tego
                        samego faceta;(:(:( Napisalam mu ze rozumiem ze zrywa ze mna...napisal ze nie
                        hcce jeszcze podejmowac decyzji ze musi sie zastanowic.... Napialam mu ze ma
                        czas do czwartku do naszego spotkania jelsi postanowi skonczyc ten zwiazek to
                        musi wiedziec ze juz nigdy nei worce do niego i nie bede chciala miec z nim
                        kontaktu zadnego.... No wiec nie odpisal ale mysle ze w czwartek to sie juz
                        zupelnie zakonczy. Jestem w rozpaczy...czuje sie strasznie zraniona.... Juz
                        dawno czulam sie niekochana przez niego teraz to sie tylko potwierdzilo....
                        Szaleje tu... znowu dalam sie wpuscic w maliny.. i tak jak akknes robilam
                        nadzieje na lepsze jutro a tak naprawde tracilam czas z\na zludzenia zamiast o
                        nim zapomniec definitywnie.....Zycie jest podle...a najgorsze jest to ze jest
                        ono podle nie dla tych osob dla ktorych powinno:(:(:(:(
                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 12:28
                        leze w lozku i wyje w poduszke....ja piernicze jak to boli:( Nie mam sily sie
                        ruzac.... Chyba pelne z żalu za chwile;( Nie wierze ze mnie to znow
                        spotyka..poprostu nei wierze.......zyc sie odechciewa na maxa;(
                        • 30_letni Re: wracanie do siebie 01.04.07, 12:31
                          Nie dam rady przeczytac wszystkiego. Facet mowi, ze Cie kocha, ale nie jest
                          pewien czy chce z Toba byc?
                          • akkknes do 30_letni 01.04.07, 13:05
                            jesli chodzi o mnie to niestety on mi otwarcie nie powiedzial ze kocha...
                            a z tym ze nie jest pewien czy chce ze mna byc to tak to dobrze zrozumiales -
                            on nie wie co bedzie jutro musi pozalatwaic pare swoich spraw zawodowych i
                            wtedy bedzie mial ewentualnie zapewnie czas dla mnie...
                            • 30_letni Re: do 30_letni 01.04.07, 13:12
                              Akkknes, mezczyzni nie roznia sie od kobiet az tak bardzo. Pomysl sama w jakiej
                              sytuacji powidzialabys facetowi, ze nie jestes pewna, potrzebujesz czasu itp.
                              Zakladam, ze nie zrobilas mu nic zlego /np. zdrada/, wiec nie idzie tu o jego
                              nadwyrezone zaufanie.
                              • akkknes Re: do 30_letni 01.04.07, 13:18
                                nie, no on mi sie zaklina ze zdrady nie bylo...
                                30letni sluchaj jak on chce miec nagle kolezanki (przez 2 lata raz jedyny raz
                                poszedl spotkac sie z kolezanka z podsawowki na kawe!) to niech je ma, ale
                                niech potrafi odroznic kolezanke od dziewczyny i miec swiadomosc pewnych
                                prawidlowosci jakie rzadza sie w zwiazkach... ja mu nie zabraniam nie
                                zabranialam i nie mam zamiaru komukolwiek zabraniac - ok, spoko, kazdy ma swoje
                                towarzystwo i jest dobrze. do czasu - wiesz przez 3 dni do mnie nawet nie
                                napisal smsa, moje telefony odrzucal a po tych 3ech dniach mowi mi ze poszedl z
                                marysia kupic majtki albo na wodke... no sorry w tym ten jeden facet rozni sie
                                strasznie od kobiet, ja mu w zyciu takiego numeru nie odwalilam.

                                ale jesli mam byc szczera to nie rozumiem co chcesz powiedziec: 'Pomysl sama w
                                jakiej sytuacji powidzialabys facetowi, ze nie jestes pewna, potrzebujesz czasu
                                itp.' <-
                                • 30_letni Re: do 30_letni 01.04.07, 13:27
                                  Nie zrozumialas. Jesli sie facet zastanawia, to cos jest nie tak. Chyba, ze
                                  lubi duzo myslec dla samego myslenia :) Powody tego niezdecydowania sa zwykle
                                  takie same jak u kobiet. Albo go porzadnie zranilas, zawiodlas jego zaufanie,
                                  albo nie chce sie wiazac, albo chodzi o inna, albo zwyczajnie nie czuje bluesa
                                  przy Tobie.
                          • akkknes news 2 01.04.07, 13:10
                            ze tak to ujme - zapowiedzial sie ze bedzie niedlugo.

                            nie powiem mu ze dobra przemyslalam i jest wolny, zadnego dvd nie bedzie itd bo
                            tego po prostu nie dam rady zrobic :( na razie staram sie trzymac ale kurrrrrde
                            we wtorek bedzie 2lata od naszej pierwszej randki... zal mi tylek sciska tylko
                            tyle powiem

                            jak juz bedzie PO to wam zdam relacje - trzymajcie kciuki...
                            • 30_letni Re: news 2 01.04.07, 13:16
                              Moja rada: nie mow wiele, tylko sluchaj. Zaloz sobie na poczatku rozmowy, ze to
                              co Ty chcesz mu powiedziec, powiesz nastepnym razem. Przyda Ci sie troche
                              dystansu i wiedzy. Przygotuj sobie pare zdan podtrzymujacych rozmowe, ale nie
                              rob krokow ostatecznych. Bede trzymal kciuki i zagladal na Twoj watek.
                              Powodzenia :)
                              • akkknes Re: news 2 01.04.07, 13:18
                                nie wiem czy jeszcze kiedys bedzie nastepny raz...
                                • 30_letni Re: news 2 01.04.07, 13:31
                                  Od Ciebie zalezy czy bedzie. Daj mu sie wygadac. Kobiety zwykle maja z tym
                                  problem i lubia konczyc za nas rozpoczete zdanie. Chca nas tym popchnac dalej
                                  najlepiej w kierunku ostatecznego rozwiazania :)
                                  • akkknes Re: news 2 01.04.07, 13:57
                                    jezu zeby on chcial sie wygadac... ale on nie on wyznaje zasade ze lepiej
                                    niektore sprawy jest przemyslec i dlatego np jakbym nie pytala czemu polazl z
                                    maryska po gacie albo czemu przy niej odrzuca moje telefony to bysmy byli
                                    razem...
                                    • akkknes Re: news 2 01.04.07, 13:59
                                      w tej sytuacji o ktorej tu pisze niestety zbyt wiele NIE zalezy ode mnie - ej
                                      przeciez mowie ze wystarczy ze on powie ze ok chce to ja sie zgadzam itd wiec
                                      to nie jest tak ze duzo ode mnie zalezy. gdyby duzo ode mnie zalezalo to teraz
                                      pewnie jechalabym z nim na dzialke grilla rozpalac... :(
                                      • aniek666 Re: news 2 01.04.07, 21:30
                                        "Każdego dnia rodzą się nowe kłamstwa. Najgorsze to te, które powtarzamy sobie
                                        przed snem, szepczemy je w ciemności powtarzając, że jesteśmy szczęśliwi, że on
                                        jest szczęśliwy, że możemy się zmienić, albo że on zmieni zdanie. Wmawiamy
                                        sobie, że możemy żyć z własnymi grzechami, że możemy żyć jeszcze z nim. Każdej
                                        nocy przed snem okłamujemy się w rozpaczliwej nadziei, że rano to wszystko okaże
                                        się prawdą."

                                        Marry Allice Young
                                        ("Gotowe na wszystko" ;P )


                                        nie okłamuj się już dłużej akknes, udowodnij sobie, że tak naprwdę potrafisz być
                                        silna... nie mów, że nie będziesz umiała, że 'jesteś za miękka' - człowiek jest
                                        zdolny do wszystkiego! bo jeśli naprawdę się zmobilizujesz, to wierzę, że uda ci
                                        się przełamać, wyrwać z tego chorego uczucia i.. go raz na zawsze go spławić.

                                        wybacz szczerość, ale myślę, że...

                                        tak naprawdę wszystko od ciebie zależy, ale wmawiasz sobie, że tak nie jest,
                                        żeby uniknąć odpowiedzialności, żeby powiedzieć potem "wcale nie chciałam do
                                        niego wracać, nie panowałam nad tym, to nie zależało ode mnie". chyba musisz w
                                        końcu przestać tak robić, uwierzyć w siebie - i wszystkim tutaj, że ten związek
                                        nie ma sensu. trzymam za ciebie kciuki.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 17:20
      akkknes koniecznie mow co i jak ..gdy juz bedzie po wszystkim!!!! Jestem bardzo
      ciekawa;) u mnie humorek torche sie poprawill...tak sam z siebei...ale to chyab
      dlatego ze z natury jestem bardzo wesola osoba i ciezko mnie zasmucic;):):)
      Dobra powiedzcie co robic bo ja si eciiagle zastanawiam..ten moj ma jutro
      urodziny mam zlozyc mu te zyczenia???? postanowilam ze ni ebede sie odzywac puki
      on sam tego nie zorbi ale chyba te zyczenia trzeba zlorzyc prawda???? Wiecie jak
      zerwal ze mna za piewszym razem to zachowywalam sie jak histeryczka...plakalam
      blagalam zeby worcil...łkalam do telefonu zeby worcil do mnie...robilam z siebie
      tandetna idotke...upokorzylam sie niezle.....mialam tego siwadomosc ze robie z
      siebie desperacka wariatke juz.... No ale bylam w ropaczy...hehe teraz juz tak
      nie robie...nie jest wart takich upokorzen to raz:) a dwa poprostu zmadrzalam:0
      bede milczec...nie bed eokazywac bolu i cierpien..bede obojetna na cala
      sytuacje..nawet jesli pierwszy zerwie ze mna to udam ze mnie to nie obchodzi az
      tak bardzo zeby sie pzrejac..Myslice ze dorbze zorbie??????? Jak byscie
      postapili - ale tak szczerze subiektywnie jak bysic ebyli na moim miejscu - a
      wiadomoz etakei decyzje latwe nie sa gdy sami musimy decydowac:)
      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 01.04.07, 17:31
        ja nie wiem jakbym zrobił, dlatego, że podjąłem już decyzję o zachowaniu.
        Postanowiłem olewać, kompletnie, totalnie. Nie składałem życzeń na dzień
        kobiet, nie zamierzam składać życzeń na święta itp. Za dużo we mnie żalu i
        złości żebym odzywał się do niej. Tak jak pisałem dzwoniła do mnie i wysyłała
        smsy. Zauważyłem, że po prostu nie jestem przygotowany na jakąkolwiek rozmowę z
        tą kobietą. Zupełnie nie jestem przygotowany. Wolę się zupełnie odciąć bo tak
        mi jest łatwiej niż gdybym z nią w tym momencie zaczął jakąkolwiek konwersację.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 01.04.07, 17:38
          wiesz tylko ze jestesmy w dwoch roznych sytuacjach....ja jeszcze jestem z tym
          swoim chlopakiem teoretycznie....dlatego chyba wypada te zyczenia
          zlorzyc.....czekam na jego reakcje bo pierwsza nie odezwe sie. To bardzo trudne
          ale nie mam wyjscia...milczeni e jest jak zloto musi dac mu do zorzumienia ze ja
          tak latwo nie przychodze......
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 01.04.07, 20:37
            A jemu wypada Ciebie tak traktować, zwodzić?

            Akkknes, po tym, co napisałaś o swoim ex... nie warto z nim być. On Ciebie po
            prostu nie kocha... takich rzeczy nie robi się ukochanej osobie!
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 01.04.07, 20:38
            Madzia, nie składaj mu życzeń. Ani mi się waż:]
            • ilums Re: wracanie do siebie 01.04.07, 22:20
              Ale sie wszystkim sypie....Nie dowierzalem jak czytalem co sie u Was
              powyrabialo-bo u mnie jest tak samo:((((
              Nie pisz do niego Madziu... Pewnie on potem bedzie udawal obrazonego i ten stan
              moze potrwac nawet kilka miesiecy-ale prosze wez sie w garsc i przestan robic
              cokolwiek-wiem, ze Cie boli i bedzie jescze dlugo bolec:(
              To samo bym radzil kaktusicy-zlej tego goscia-a przynajmnie udaj ze zlalas i
              jak taki fifaraszka jest to niech sobie teraz pocierpi bez Ciebie-chyba po tym
              co Ci powiedzial zasluzyl na pozadny zimny prysznic-a nawet jestem zdania ze
              napewno na niego zasluzyl
              A teraz odpowiadam co u mnie-ano do dupy. Dzis o 8 jest show "Amazing race"
              ktorego epizod rozgrywa sie w Polsce. Wszyscy znajomi dzwonia zeby poinformowac
              zebym ogladal-a ona...Ano otoz ona-wielka ksiezna-milczy jak grob... ale ja tez
              nie zamierzam sie odzywac-wytrwalem miesiac to i jeszcze troche wytrwam.
              A tak na serio to oddalbym wszystko, zeby moc obejrzec ten program przytulony
              do niej!!!!
              Trzymajcie sie wszyscy!!!!
              • akkknes jak bylo 02.04.07, 09:43
                nie bylo happy endu
                na poczatku szlo wszystko ok
                potem jak zaczelismy rozmawiac to nawet nervosol mi nie pomogl
                on darl sie tak i rzucal takim miesem ze moja mama juz chciala wchodzic do mnie
                na pietro bo tak glosno bylo
                nie bede pisac o wszystkim bo to zbyt ponizajace i przykre
                po prostu cos we mnie peklo
                on mi nagle mowi ze wie ze albo marysia albo ja - i ze ktoras musialby skasowac
                on dalej nie ma pewnosci ze to maryska przysyla mi te smsy (a ja ja mam)
                poza tym jak zobaczylam u niego na tapecie w telefonie jej zdjecie to ja juz w
                sumie stracilam ochote na rozmowe
                i mam w dupie tlumaczenia ze po prostu zdjecie jest ladne
                nie chce sluchac ze ona jest ladna i ze powinna byc modelka - bo jesli on mowi
                to mi to jej tez wiec ona wie na czym stoi
                oczywiscie mam przestac o niej mowic dziewczynka - a jak o pol japonce z klasy
                maturalnej moge mowic? przeciez nie 'przyjaciolka'!!!!
                co z tego ze on mi kaja sie ze zadna juz go tak szybko nie pokocha
                co z tego ze on mi mowi ze jak przestane dzwonic prosic blagac plakac zebrac
                itd to bedzie super
                co z tego ze marysia jako kolezanka mowi mu ze ma grzybice pochwy i sie nia
                zarazila na basenie (hhahahhhahaa czyli ze polowa polski ma grzybice?) kiedy w
                momencie jak ja mowie ze ide zrobic bo jednak jej sie ta grzybica nie zrobila z
                dnia na dzien to on mnie popycha i mowi 'spier...' i ucieka z przystanku?
                wiecie co ja juz nie bede olewac, nie bede ignorowac, nie bede czekac.
                wczoraj cos we mnie peklo, cos sie wypalilo...
                hm z pustego to i salomon nie naleje
                hmmm wystarcza 3 sekundy
                moja wielka milosc pierwsza prawdziwa milosc skonczyla sie wczoraj i to nie
                jest zart
                boli jak nie wiem co, wczoraj ostro sie zryczalam, dostalam gigantyczne kazanie
                od rodzicow...
                i nie robi to na mnie wrazenia ze on potem jak juz sie uspokoi i w ogole
                potrafi zadzwonic do mnie w srodku nocy i tak ladnie opowiadac o mnie i o nim
                nie w perspektywie smsa z ktorego wniosek jest taki ze przestal myslec glowka
                na rzecz glowy - i generalnie jak przestal to zaczal mnie zlewac
                i nie ma znaczenia ze nie nie nie nas laczyly inne sprawy problemy radosci itd
                i dopiero lozko
                dziewczyny to juz koniec tej historii
                to nie byla bajka to nie jes film to jest moje zycie
                moje zycie ktore musze zaczac budowac na nowo
                nie wiem moze pozniej bede w stanie wam opowiedziec wiecej
                na razie chce wypelnic sobie kazda minute zeby nie myslec o tym co nie potrzeba
                czas piec mazurki i trzymac sie w wielkanoc gdy jego miejsce przy stole bedzie
                puste...
                • nutopia akkknes 02.04.07, 09:50
                  nie wiem o co chodzi bo nie śledzę tego wątku, ale trzymaj się:)
                  • akkknes Re: akkknes 02.04.07, 11:04
                    dzieki nutopia :)
                    na razie idzie zgodnie z twoim zyczeniem - najgorzej bedzie jutro kiedy bedzie
                    dwuletnia rocznica pierwszej randki - nie wiem czy kiedykolwiek uda mi sie
                    zapomniec ta date, a jeszcze jutro bede przechodzila dokladnie tam gdzie byla
                    ta pierwsza wspolna kawa :(
                    • borzenka1 Re: akkknes 02.04.07, 11:42
                      Akkknes, trzymaj sie. jestesmy z toba. Chlopaka poniosly nerwy, ale fakt, ze
                      pieprzyl glupoty i ty mialas prawo sie zdenerwowac. On chyba najpierw robi, a
                      potem mysli. czas wszystko pokaze, moim zdaniem rozne rzeczy moga sie jeszcze
                      zdarzyc. meczylam sie z podobnym facetem 1,5 roku. W koncu mi sie odechcialo i
                      powiedzialam, zeby robil co chce. I taki niesmak mi pozostal, ale chyba nie
                      przestalam go jeszcze kochac.Ale pewnie kiedys mi przejdzie. Najwazniejsze, ze
                      twoja rodzina i przyjaciele sa z Toba. Wypelniaj sobie czas, by o tym nie myslec.
                      Na tym polega zycie, ze sa wzloty i upadki. To ciezkie doswiadczenie Cie czegos
                      nauczylo. Bedziesz madrzejsza na przyszlosc..., albo nie... Ale swoje teraz
                      wycierpisz, niestety. I w koncu to przejdzie.
                      • akkknes Re: akkknes 02.04.07, 12:09
                        wiesz najgorsze jest to ze caly czas a juz po tym wczorajszym nie potrafie go
                        znienawidziec!! tak bym chciala zeby jakas zlosc czy cos we mnie chociaz
                        zakielkowaly a tu nic...
                        w swietle tego co wczoraj powiedzial i zrobil stracilam wiare i sens w ludzkie
                        odruchy w to ze wszystko mozna zmienic.
                        cos we mnie peklo, nie poznaje sama siebie - to boli, cholernie boli, to nie
                        jest bol fizyczny ze wezme tabletke i przejdzie. ale z kazda godzina wiem ze
                        podjelam sluszna decyzje - sluszna dla mnie. jesli ten czlowiek czuje cos do
                        mnie, jesli mu choc troche zalezy to wiem (i w to to nawet wierze) ze cos z tym
                        zrobi. i on i ja wiemy ze ja nie pstrykne palcami i sie nie odkocham w sekunde
                        wiec troche czasu jeszcze ma. moje uczucia sie nie zmienia z kierunkiem wiatru,
                        reszta zalezy od niego.
                        a to ze on mi mowi ze teraz to wie ze nikt go tak szybko i tak mocno nie
                        pokocha - no to juz nie moj problem. czas zaczac podchodzic do pewnych spraw na
                        zimno - ja tez mam swoje zycie.
                        wiem ze to dziwnie brzmi ale na razie po prostu jeszcze nie do konca zdaje
                        sobie sprawe z tego co jest - nie wszystko do mnie doszlo :(
                        • kaktusica6 Re: akkknes 02.04.07, 15:02
                          Akkknes... wybacz mi, że Ci to powiem, ale NARESZCIE. Nareszcie o nim zapomnisz,
                          zaczniesz żyć, będziesz szczęśliwa, znajdziesz sobie kogoś, kto Cię będzie
                          szanował i prawdziwie kochał. Jego zachowanie świadczy tylko o jednym - jest
                          palantem i nie ma sensu tracić na niego ani chwili! Nie był Ciebie wart.
                          I to jest prawdziwy happy end, wiesz? Przez niego tylko byś cierpiała... ktoś,
                          kto tak traktuje drugą osobę zasługuje tylko i wyłącznie na pogardę. Po co Ci
                          złość? Niech będzie Ci obojętny. Nie odbieraj tylko teraz telefonów, nie
                          odpisuj, nie gadaj, zakończ już to. Wystarczająco duzo się wycierpiałaś.
                          Trzymaj się, jesteśmy wszyscy z Tobą:*

                          Ilums... to wcale nie jest takie łatwe... nie wiem co mam robić. Odzywam sie do
                          niego normalnie, dopóki nie wróci do miasta (wyjechał na kilka dni...). Jak
                          wróci - szykuje nam się poważna rozmowa, bo wszystko, totalnie wszystko się
                          sypie. W tamten sobotni wieczór nie wyrobiłam, coś we mnie pękło, alkohol (nawet
                          ta odrobina) mnie ośmielił i powiedziałam mu, że to strasznie boli, jak mnie
                          zlewa... byłam rozżalona, zapłakana i trochę pijana, plątały mi sie literki, bo
                          prawie nie widziałam, co pisze... no i on pomyślał, że się strasznie schlałam...
                          po chwili zadzwoniłam i usłyszałam to, co usłyszałam... byłam wtedy w takim
                          stanie, że zaczęłam go przepraszać i prosić o drugą szansę... rano się obudziłam
                          i co? i "matko, co ja zrobiłam! to on powinien prosić o przebaczenie!". Na razie
                          udaję, że jest wszystko OK. Jutro/pojutrze sobie pogadamy... tylko wciąż za
                          bardzo nie wiem, co zrobić, bo to mu się zdarza pierwszy raz, a jesteśmy ze
                          sobą 3 lata.
                        • borzenka1 Re: akkknes 02.04.07, 15:05
                          No i dobrze, dlaczego mialabys go znienawidziec, wydaje mi sie, ze to nie w
                          Twoim stylu. Tak jak mowisz, jesli on cos czuje, to cos z tym zrobi. Ciezko mi
                          bylo uznac, ze czasami trzeba poczekac. I nawet jak sie w srodku przewalaja
                          lawiny i rozne inne kleski zywiolowe uczuc, to co mozna samemu z tym zrobic?
                          najwyzej poplakac sobie. Ta druga osoba musi to czuc, bo inaczej nie ma "nas".
                          Gdzies slyszalam, ze kochac, to dawac wolnosc. Cos w tym jest, ale to trudne do
                          wykonania. Ogladalas film "Frida"?. Albo "Blizej"- ten mi pomogl w trudnych
                          chwilach. Akkknes, jestes dzielna dziewczyna!
                          • akkknes Re: akkknes 02.04.07, 15:11
                            gowno prawda nie jestem dzielna
                            jestem do niczego
                            siedze i rycze bo zdaje sobie sprawe z tego co sie stalo
                            boze po co mi to bylo??????????????????
                            • kaktusica6 Re: akkknes 02.04.07, 15:29
                              Co Ci po co było? Miłość? Żeby zaznać trochę szczęścia. Rozstanie, żeby docenić
                              szczęście i zdobyć doświadczenie. Twoje o niego zabiegi po to, żebyś zrozumiała,
                              że nie prowadzi takie zachowanie do niczego...
                              Jesteś bardzo dzielna! I pamiętaj, że nie ma tego złego, co by na dobre nie
                              wyszło:) Teraz czekam, aż za jakiś czas wpadniesz tu i napiszesz "ludzie!
                              Zakochałam się!":)
                              • akkknes Re: akkknes 02.04.07, 16:34
                                nie wiem, moze po co mi bylo to o jedno zdanie za duzo? moze gdybym zacisnela
                                zeby kolejny raz, moze gdybym nie chciala zeby on poczul choc namiastke tego co
                                ja czuje, moze gdyby mi tak nie zalezo, moze gdybym nie podchodzila do tego tak
                                powaznie, moze gdybym olala to wszystko trzy miesiace temu... boze dopiero
                                teraz mam watpliwosci... moze gdybym wczoraj sie zacisnela sama w sobie to dzis
                                byloby calkiem inaczej, moze to wszystko ulozyloby sie inaczej? moze bysmy sie
                                w koncu zeszli? moze naprawde by nam sie udalo? moze bysmy byli pierwszymi
                                ktorzy dokonali niemozliwego? moze wszystko potoczyloby sie inaczej i teraz
                                bylo juz na zawsze inaczej? milion pytan i zadnych odpowiedzi... jeszcze ta
                                perspektywa jutrzejszej daty pierwszej randki, przejscia obok miejsca w ktorym
                                wszystko sie zaczelo to mnie tak dobija. nie ma juz tej kawiarni, nie ma tam
                                juz tej paskudnej kawy ktora wtedy pilismy, jest za to takie same slonce, taka
                                sama pogoda, 'powietrze pachnie takim samym nonsensem jak wtedy kiedy poznalam
                                ciebie'...
                                z jednej strony jestem z siebie poniekad dumna ze w koncu cos z tym zrobilam,
                                co z tego ze to raczej wyszlo mimochodem, grunt ze w koncu cos ruszylo... a z
                                drugiej strony mam do cholery taka nadzieje, ze on teraz cos z tym zrobi!! bije
                                sie sama z myslami, jedna zla mysl przeganiam dwiema jeszcze gorszymi. niby
                                wiem ze teraz bedzie juz tylko lepiej ale wiem ze to wcale nie jest
                                latwiejsze...
                              • ilums Re: akkknes 02.04.07, 16:39
                                Taka sobie dziwna sprawa, bo zaden z nas nie jest slepy i widzi co sie dzieje-
                                ale nie w swoich zwiazkach. Potrafimy sobie doradzac: nie rob tego, czy tamtego
                                a zrob to-a jesli chodzi o nas samych i naszze zwiazki to tacy bezradni
                                jestesmy:/
                                Trzymaj sie Akkknes-nie pociesze Cie niestety tym razem(zreszta chyba zadko
                                moje rady byly dla Ciebie pocieszajace-wiec bede soba)ale sprobuje tez i nie
                                zalalmac. Bedzie Ci teraz okropnie ciezko-w moim przypadku np. najgorsze sa
                                pierwsze 3 miesiace: Zawsze mimo iz powinienem sie uwalniac od bylych to je
                                glorifikowalem, po jakis 6-8miesiacach nie wadomo skad przychodzila nienawisc-
                                ale taka sztuczna bo w glebi duszy to ciagle je kochalem. A po niecalym poltora
                                roku wszystko odpuszczalo i przestawalem kochac-taki glupi schemat mam. A teraz
                                jestem na samym poczatku bo minal dopiero miesiac-no i oczywiscie jestem w
                                fazie myslenia-ona jest cudowna, niesamowita, inteligentna, sliczna-i moglbym
                                tak w nieskonczonosc, bo prawda jest ze ona taka jest!!!!!!!!!!!!!!!!
                                • akkknes Re: akkknes 02.04.07, 16:47
                                  nie, no ja nie mowie ze ten moj jest idealny. dalej widze to co wczesniej, sa
                                  pewne rzeczy ktorych nie da sie u niego zmienic i trudno bo takiego go
                                  pokochalam. przeszadzaly mi czasami te sprawy no ale ja tez nie jestem idealna.
                                  tu juz nie chodzi o pocieszenie, kurde ja wiem ze to jest teraz moj czas i ze
                                  to tylko ode mnie zalezy jak ten czas wykorzystam. wiem jednak ze jesli tego
                                  wczorajszego nazwijmy go incydentu nie bylo to dalej bym czekala nie wiem na
                                  co... wiec z tej jednej strony wiem ze to co sie stalo jest wzglenie ok - bo
                                  tak jak mowilam cos ruszylo... ale z tej drugiej strony - mam do siebie taki
                                  zal ktorego nie da sie opisac. przesrane mam i tyle - bo i tak zle i tak
                                  niedobrze... musze po prostu uwierzyc ze teraz bedzie mi latwiej lzej wygodniej
                                  lepiej... tylko najpierw musze to sobie wmowic. do swiat to jakos zleci wiesz
                                  latanie kolo swiat nie bedzie zbytnio kiedy pomyslec. wiem ze fatalnie bedzie w
                                  swieta - bo spojrze na to 'jego' miejsce i mi wszystko sie przypomni, i to z
                                  nadwiazka. ehhh popaprane to moje zycie.
                                  a tez dowiedzialam sie dopiero teraz jak niektore dorosle czyli powazne decyzje
                                  bola... bo bola strasznie.
                                  wiesz juz nie powinno byc we mnie bezsilnosci i nadziei - a ja ciagle czekam az
                                  on cos zrobi. cos w sensie wiesz jakim :(
                                • ilums Re: akkknes 02.04.07, 16:47
                                  tez zawsze mam milony pytan i zadreczam sie w nieskonczonosc-ale w koncu to
                                  ustaje!!! Mowisz ze moze gdybys przestala sie odzywac 3 miesiace temu to by
                                  bylo inaczej-wiesz jak on Cie kocha to mozei nie jest za pozno jak sie
                                  przestaniesz odzywac teraz i za jakis czas on odnajdzie ta milosc-tak jak bylo
                                  w przypadku Mariusza-on walczyl dluzej od Ciebie bo 8 miesiecy i po 1,5misiacu
                                  milczenia jego ex zaczela walczyc. Wiec skorzystaj z jego przykladu i moze on
                                  za kilka miesiacy zawalczy,ale przestan PROSZE robic w koncu cokolwiek. Wiem,
                                  ze jest ciezko nic nie robic bo ja sam wlasnie to robie-ale ludze sie zarazem
                                  ze jak w przypadku Mariusza ona w koncu sie przelamie i znow bedzioemy
                                  razem!!!! Trzymaj sie Akkknes
                                  A tak a propos to chetnie bym sie dowiedzial co u Ciebie Mariusz, Madzia i
                                  katusica????? Trzymajcie sie!!!!
                                  • kaktusica6 Re: akkknes 02.04.07, 16:53
                                    Co u mnie? Dno. Odstawiłam kalms i wyje od rana. Żyć nie umierać. Przeczytaj to,
                                    co tam kilka postów wcześniej napisałam... Jestem w kropce, a w głowie żal...
                                    A u Ciebie co tam?
                                    • ilums Re: akkknes 02.04.07, 16:59
                                      Przeczytalem-i widze ze nie ciekawie:(((
                                      U mnie tez do dupy-sam juz nie wiem co o tym wszystkim myslec, bo nie oparlem
                                      sie i weekend w nocy przejzdzalem kolo jej chaty i wiem ze spedzila caly
                                      weekend w domu sama co jest prawie nie mozliwe w jej wykonaniu-i nie wiem co
                                      myslec o tym: czy ona mysli, czy teskni, czy poprostu dala sobie weekend na
                                      przlezenie w lozku i ogladanie filmow.Nie cce na sile sie ludzic, ze siedzi tam
                                      wpatrzona w moje zdjecia bo moge sobie tylko narobic glupiej nadzieji i moze
                                      jezcze bardziej bolec://// Czyli jesli strescic wszystko w jednej frazie to
                                      jest do dupy!!!!!!!!! Boli strasznie!!!!!!!!!
                                  • akkknes Re: akkknes 02.04.07, 16:56
                                    na razie naprawde nic nie robie. i to wyzwala we mnie moje male paranoje... ze
                                    moze on znowu czeka az ja cos zrobie pierwsza...
                                    z drugiej strony wiem ze ma asa w rekawie w postaci marysi wiec wcale nie musi
                                    sie teraz nudzic.

                                    naprawde jak ktos porownuje ciebie i druga dziewczyne to tak jakbys dostal w
                                    twarz. co z tego ze on mi powie ze ja tez ladna jestem, ze jestem madra, ze cos
                                    tam, ze oh bo ja go pokochalam... ale to nie moje zdjecie ma na telefonie, nie
                                    o mnie mowi ze powinnam zostac modelka... podejrzewam ze takich rzeczy jest
                                    jeszcze milion. takie przyrownywanie naprawde boli.
                                    gdybym jeszcze byla jakas wybrakowana czy cos... a tamta ma ohydne paznokcie,
                                    lyka ksanaks, na iprezach zlewa sie do upadlego, no i jeszcze ta grzybica...
                                    oprocz tego przysyla mi smsy z netu... boze to jest podle... ja dla niego
                                    zawsze jak z gazetki bylam... i nie pamietam kiedy powiedzial ze ladnie
                                    wygladam. jej daje zolty czerwony zielony i fioletowy a mi szary. co z tego ze
                                    mi powiedzial wczoraj ze chce mi dawac pomaranczowy... jak wie ze albo jedna
                                    albo druga... no to jak dla mnie wg jego obliczen ja jestem gorsza...
                                    ch.....wo uslyszec od kogos kogo sie kocha z kim sie bylo w smutku i radosci
                                    przez dwa lata takie cos :(((
                                    • ilums Re: akkknes 02.04.07, 17:06
                                      poboli jeszcze troche akkknes ale musisz przestac sie odzywac-to on sam w koncu
                                      musi zauwazyc ze ta druga to wcale nie taki super product i powolutku musi sie
                                      przekonac co stracil-a Ty musisz dbac o siebie i nadal ladnie wygladac.
                                      Pamietasz reklame mastercard gdzie bylo: Manicure-50zl, nowe uczeanie 120zl,
                                      salon spa 70zl.... potem laska idzie na impreze i jest tam jej byly i na dole
                                      ekranu byl podpis: blysk pozadania w oku bylego-bezcenne... Zrob to dla niego i
                                      dla siebie i byc fajna laska i niech zobaczy co stracil osiol jeden!!!!!a wtedy
                                      moze go ku..ca w koncu strzeli i zauwazy.... no i daj sobie czas bo tego
                                      zrobic sie nie da w ciagu dni-wg mnie potrzeba miesecy
                                      • mariuszbednarczyk Re: akkknes 02.04.07, 17:37
                                        u mnie bez zmian. Nie wpisuję się za bardzo na forum ponieważ u mnie nic się
                                        nie dzieje. Do ilumsa: moja była nie zawalczyła o mnie. Po prostu wysłała kilka
                                        smsów i zadzwoniła parę razy. Ja to olałem, ponieważ nie jestem przygotowany na
                                        rozmowę z nią i nie mam na razie zamiaru się z nią kontaktować. W tym momencie
                                        ona już do mnie nie pisze i nie dzwoni. Nie mam o to absolutnie do niej żadnych
                                        pretensji. Ja poszedłem na całość po prostu tzn. chce o niej zapomnieć poprzez
                                        całkowite odcięcie się od niej. No i to wszystko w temacie.
                                    • aniek666 Re: akkknes 02.04.07, 17:55



                                      to jest chyba najbardziej podłe zachowanie faceta - jak cię porównuje do innej.
                                      wiem, bo mój eks, jak jeszcze było niedługo po naszym rozstaniu - ja oczywiście
                                      starałam się być zupełnie obojętna, pozwalałam żeby opowiadał mi o swoim życiu
                                      towarzyskim, żeby myślał, że mnie to wogóle nie rusza - to mi opowiadał o swojej
                                      dawnej miłości. gadał coś w stylu "ona jest po prostu idealna/doskonała/cudowna
                                      i ja muszę o nią zawalczyć...muszę jeszcze raz spróbować... ple ple ple..."

                                      myślałam że mnie ku*wica trafi z zazdrości, trzęsłam się przed tym monitorem,
                                      choć oczywiście udawałam, że "dobrze ci życzę", że "przynajmniej ty sobie życie
                                      fajnie ułożysz", itp.

                                      tak mi spadła po tym samoocena, że głowa boli. dziewczyna jest płaska, ma krzywy
                                      nos i koszmarną twarz, w dodatku jest sporo wyższa od niego, co śmiesznie
                                      wygląda, ale to ona zostaje obsypana toną komplementów. ale podobno dla niego ma
                                      idealny charakter, jest taka dobra, grzeczna i delikatna... przy okazji jest
                                      pie*rzoną, strasznie konserwatywną katoliczką, a ja 'tylko' ateistką (bez obrazy
                                      dla wyznawców wszelakich religii)

                                      więc naprawdę akknes, nie przejmuj się, oni chyba najwyraźniej zawsze tak
                                      robią... niby mówił mi jakieśtam komplemenciki (mądra, ładna - dokładnie) ale
                                      tak naprawdę to w życiu nie usłyszałam, że jestem 'doskonała', czy coś... może
                                      już twarzą w twarz nie mają odwagi tak kłamać, tej 'doskonałej' pewnie w życiu
                                      też tak nie powie. (ale przy mnie to sobie może pomarzyć/powymyślać;P)

                                      już ja mu pokaże 'gorszą', jak mnie zobaczy na ulicy silną, pełną życia,
                                      wyleczoną z tego związku, zadbaną i... nie zwracającą na niego uwagi;)
                                      • akkknes aniek 02.04.07, 18:01
                                        zazdroszcze ci takiego sposobu myslenia...
                                        ja nie mowie ze maryska jest brzydka- dla mnie po prostu jest beznadziejne
                                        robic sobie samemu zdjecia... cale sesje... chwalic sie grzybica pochwy... i w
                                        ogole twierdzic ze to ze na sluchawce jest L to znaczy ze to jest rozmiar
                                        sluchawki... no bo o rozmiarze R nie slyszalam...

                                        on mi tez nie mowi ze ona jest idealna - tylko ze mu sie 'po prostu podoba'

                                        ale mam takie same uczucia jak ty jak mi to mowi
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 17:41
      Witajcie.... akknes mialam wczoraj w sercu nadzieje ze Ci si epowiedzie...ale
      jak widac my wszyscy jestesmy jacys naznaczeni bo nikomu sie nie udaje..... bach
      i nie ma. Wiesz ja mysle ze etraz zaczniesz postepowac jak nalezy... zawezmiesz
      si eza siebie i zadecydujesz mocno w sobie " nie chce go kochac!!! chce o nim
      zapomniec" ... " nie myslec nie myslec nie mylsec" Musisz to zorbic dla
      siebie!!!! a moge ci zagwarantowac jedna rzecz...jak on zauwazy ze ty go
      lewasz...ze Ty juz zrezygnowalas to sam przyleci...ebdzie chcial worcic do
      ciebie....a wteyd odmow raz...jak bedzi esie staral to wiesz;) wtedy juz zrobisz
      jak zehccesz;) Jestem pewna ze jak go zignorujesz i pokazesz ze jestes wiecej
      warta niz on...ze mozesz miec kazdego i on nie jest calym swiatem to sobie
      pomysli " kurcze jaka ja fajna babke stracilem" Pomysl o tym....................
      a co do mnie.... no to zlozylam zyzcenia temu mojemu i odpisal " dziekuje" super
      cvo?? nie ma co jest niezly w swojej powsciagliwosci...... Czuje sie dobitnie
      kurde... czekam do czwartku a do tego czasu wiecie ile mam mysli?? ze np. pewnie
      nie przyjedzie...ze nawet mnie nei powiadomi o rozstaniu...ze sie sam nie
      odezwei....ze mnie rzuci i nawet nie poinformuje o tym...ze to koniec bedzie...
      strasznie sie boje;( nie chce tego...umre w srodku tam jak mnie znow
      zostawi:(:(:( dorba jestem, niedawno pisalam tu ze to ja go zosatwei a teraz
      meczarnie pzrechodze bo nie chce sie rozstawac. jednego mozeci ebyc pewnie...bo
      to jzu sobie obiecalam ze jelsi mnie rzuci to zanic wswieci ejuz sie nie odezwe
      i nei worce do niego.......... Napisalam mu o tym ze jesli zadecyduje odejsc to
      musi si eliczyc z tym ze odchdozi beze mnie...na zawsze. Ze nie worce chodzby
      nie wiem jak bolalo... mysle ze dotarlo do niego. tak wiec moje Slonca co
      robimy????? byleby nie myslec o tym wsyzsktim..........
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 17:51
        Wybaczcie mi... nie potrafię nic napisać poza tym, że mi przykro, ze wam też,
        kochani, się nie układa... jutro może skrobnę coś więcej, dziś... dowiedziałam
        się właśnie, że obrzucam go obelgami (bo napisałam, że musi wyrosnąć z wyzywania
        i ranienia tak bliskiej osoby)... nie wiem, co robić, nagle tyle się tego żalu
        nazbierało;(
        • akkknes Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:02
          oj kochana wiem co to znaczy jak szala wagi leci w dol...
          jak sie nagle tak nazbiera...
          naprawde cie rozumiem - tego sie nie da opisac, nie?
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:19
            nie da... jakbym chciała... piszę teraz list do niego. Bo powiedzieć niektórych
            rzeczy nie dam rady. Poprosiłam go o to samo... szkoda, że do tego doszło,
            kiedyś umieliśmy rozmawiać... niech już będą wakacje, zaczniemy spędzać ze sobą
            więcej czasu, może wtedy się ułoży... było dobrze, może nie cudownie, ale
            dobrze... miesiąc temu się zaczęło. Wiadomość, że uważa się za kogoś bardziej
            inteligentnego i zdolnego, że on coś osiągnął, a ja nic... skończyły się
            komplementy i czułe słówka, rozmowy do rana... i tyle przykrości się nazbierało.
            Za bardzo dusiłam to w sobie, za bardzo.
            Dziękuję Wam, że jesteście...
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:07
          Slonce spokojnie!!!! opanuj swoje emocje i zal.... Wiem doskonale co tam etraz
          sobie czujesz:( biedactwo... wiedz ze to nie Ty jestes winna.....to on ma
          problem z soba. teraz to sie obraz!!! i czekaj az on zacznei cie przepraszac.
          twedy w sobote to ty go blagalas o wybaczenie wiesz jak on urosl w takim
          momnecie/? poczul si ejak Pan i wladca....teraz zamiana rol!!!!! badz silna i
          nie daj sie omotoc mu!!!! ja wiem to cholernie ciezkie nie pzrejmowac si ebo
          sama wczoraj caly dzien lezalam w lozku i wylam jak glupia......... ale zawezmij
          sie w sobie...idz gdzies...zrob cos... Kurde gdybym tam byla z Toba to bym cie
          napewno pocieszyla;) bo ja taka fajna babka jestem:0 mowie Ci:):):)
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:23
            Kochana jesteś babeczka:* Dzięki:*
            Nie obrażę się. Jutro/pojutrze rozmowa. A po niej... zobaczymy. Albo się
            wszystko zmieni, zaczniemy się starać, albo żegnam pana. I choć będzie mnie
            błagał o powrót (już raz go zostawiłam, jak mnie szarpał w kłótni...) to nie ma
            przebacz. Nie będę więcej cierpieć...
            ;(
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:28
              Oj tak!!!! durga szansa mu sie nie nalezy!!! Jelsi ten moj w czwartek mnie
              zosatwi to tez juz na zawsze....nie worce do niego na bank. Bede miala to w
              tylku i tyle..przynajmniej postaram sie miec;) Trzymaj si emocniutko!! ebdzie
              odrbze. Damy rade;) drugi raz bledu juz nie popelnimy i tyle;) jak mnie zostawi
              to ok jego strata bo ja jestem extra i tyle a on nie jest:) On sobie mylsi ze
              jest Panem wszechmogacym..ze wszystko od niego zalezy..ze to on jest boski i
              najlepszy pdo kazdym wzgledem. Mniemanko ma osobie jak jakis krol.....tak wiec
              zdziwi sie gdy zobaczy ze ja juz go nei bede chciala......oj bardzo sie
              zdziwi...buziaczki
              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:42
                Oj zdziwi się... powodzenia kochana, trzymam kciuki za Ciebie! I za nas
                wszystkich, za Akkknes, Mariusza, Ilumsa:) W kupie raźniej, wiecie?
                • akkknes Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:59
                  kaktusica6 napisała:

                  > Oj zdziwi się... powodzenia kochana, trzymam kciuki za Ciebie! I za nas
                  > wszystkich, za Akkknes, Mariusza, Ilumsa:) W kupie raźniej, wiecie?

                  WIEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          • aniek666 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 18:34


            wiesz, tylko też nie zawsze ma sens robienie sobie nadzieii typu "ignoruj go, to
            będzie cierpiał i zobaczy jak to jest". ja jak mojego zaczęłam ignorować - to
            była dla mnie katastrofa - bo on kompltnie to olał!

            jak normalnie codziennie ze sobą pisaliśmy, nawet już po odejściu, (wiecie,
            pierwszy facet, to zachowuje się kontakt, naiwnie wierzy się, że można się potem
            jeszcze 'przyjaźnić', phi..) to nagle postanowiłam nie pisać, wiecie, żeby
            zwrócić na siebie uwagę...

            nie pisałam dzień. dwa dni. tydzień. dwa tygodnie, a on nawet się nie kapnął
            chyba, że to dlatego, że mam do niego żal! on po prostu zupełni to zlał!
            załamałam się!

            ja myślałam że jak do niego nie napiszę, to on się odezwie, a tu nic! zupełnie
            jakby chciał powiedzieć "nie piszesz? no trudno."

            no i w ten sposób ja też zaczęłam go zlewać. tak mnie to wkurzyło, ta kompletna
            ignorancja, ten kompletny brak szacunku, zainteresowania, niczego w stylu "hej,
            co się stało, dlaczego nie chcesz rozmawiać?"... że postanowiłam już wyleczyć
            się z chorobliwego sprawdzania komórki co trzy minuty.

            . . . to mi dało do zrozumienia, że choćbym nie wiem jak go ignorowała, i
            zbywała, czy przeciwnie - choćbym nie wiem jak go błagała i płakała - to on już
            podjął decyzję i najwyraźniej ja mu 'wiszę':/

            niezbyt miła świadomość, że ktoś, kto jeszcze niedawno z tobą był, teraz nawet
            nie ma ochoty odrobinę zawalczyć, choćby spytać "co się stało". ale cóż,
            uświadomił mi przynajmniej (choć w niezbyt miły sposób), że najwyraźniej cały
            świat nie kręci się wokół mojej osoby;P

            • akkknes Re: wracanie do siebie 02.04.07, 19:00
              boze aniek ile ty masz w sobie optymizmu...
              tez taka kiedys bylam :(
              ale juz nie smieje sie jak kiedys...
              • aniek666 Re: wracanie do siebie 02.04.07, 19:16

                hej akknes, nie myśl sobie, że mi było tak łatwo jak się wydaje;) to, że teraz
                potrafię swobodnie o tym rozmawiać wynika tylko i wyłącznie z tego, że ten
                okres, który ty aktualnie przechodzisz, ja mam od niedawna ZA sobą. zawsze
                łatwiej mówić o czymś takim, jak już się uwolnisz i będziesz w stanie spojrzeć
                na sprawę z dystansu. myślisz, że ja nie przechodziłam przez taką męczarnie, jak
                ty? jasne, że przechodziłam, jak WSZYSCY;)

                przecież to zupełnie nierealne, żebyś teraz, nagle, z dnia na dzień odzyskała
                dawny wigor i optymizm! jesteś świeżo po rozstaniu, dopiero co skończyłaś etep w
                życiu, który był dla ciebie ważny, trudno oczekiwać cudów... zawsze jest czas na
                żal i ból.


                ...ważne tylko, żeby udało ci się ten czas możliwie skrócić - co wcale nie jest
                łatwe, ale jednak osiągalne.

                zobaczysz, gdy minie dostatecznie dużo czasu znowu będziesz się śmiała jak
                kiedyś, wierzę w to...
      • akkknes ad tematu 02.04.07, 17:58
        no nie wiem czy tak wroci jak sie odetne, on jest z
        tych 'innych' 'nieksiazkowych'
        na razie caly dzien nie napisalam nawet smsa... zobaczymy... wieczorem ide
        zapalic swiatelko symbolicznie jp2 wiec pewnie wieczorem tez bedzie cisza...
        byc moze zobaczy cos, ide z kolegami o ktorych jest strasznie zazdrosny, a ze
        kolega jest fotografem i na bank bedzie strzelal zdjecia... to zaloze w swojej
        proznosci sodniczke i plaszczyk a nie dzinsy i trampki... przy nim nigdy nie
        nosilam kiecek... postaram sie nawet wysilic i usmiechnac do zdjecia...
        wiem mariusz ze to nie bedzie kwestia dni... byc moze z kazdym dniem kiedy bede
        cos robila juz z mysla o sobie a nie o nim to samo mi przejdzie...
        na razie ciagle staram sie zapelniac sobie kazda chwile bo nawet jak obieralam
        ziemniaki i sie zapomnialam i zaczelam myslec to wylam nad tym zlewem jak
        glupia...
        naprawde jest mi glupio ze moja rodzina musi byc bohaterem tej tragikomedii...
        szkoda ze i mnie ktos zaangazowal bez castingu i mojej checi do tej roli!!! :(
        • kaktusica6 Re: ad tematu 02.04.07, 19:25
          Nie pisz mu nic, zupełnie nic, nigdy już...
          jednak łyknęłam te tabletki. Zaczynają działać powoli. Rozmowa wyznaczona na
          czwartek... trzymajcie kciuki za pomyślne rozwiązanie... na razie nie wiem,
          które z rozwiązań będzie pomyslne, czy bycie, czy niebycie razem...;(
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 02.04.07, 22:37
      Hej wszyscy!!! gdzie jestescie?? czyzbyscie zatracili sie w zalu??? chodzcie tu
      do mnie bo mi samej zle;(:(:( jak wasze sprayw dzisiaj? jak sie trzymacie?? ja
      zorbilam rundke rowerem i sie zgrzalam:0 za to endorfiny chyba we mnie si
      eodezwlay bo stan deprywacji tak jakby maleje;):):)
      • ilums Re: wracanie do siebie 03.04.07, 05:07
        Witam chlopcy i dziewczeta:)
        A ja mam dzis jakis dziwny humor:) Chyba dobrze:)
        Hej katusica-dzieki za pozdrowienia-pewnie ze w kupie razniej!!!! Tylko ze Wy
        nigdy nie chcecie pisac o tej poze co ja-tylko sie wlozkach wylegujecie:) Choc
        dzis w przerwie trafilem na akkknes... Jestes dzielna dzewczynka akkknes i masz
        sie do niego nie odzywac-a kiecka i fotki to super pomysl!!!
        Wspominalem ,ze dzis mam dziwny humor wiec dziwny zart pozwole sobie zastosowac-
        Madziu zaz droszcze Ci-ludzilem sie, ze to ja bede na Twoim miejscu, ale
        niestety to Ty jestesta szczesciara i napisalas 400 wpis:))))
        A tak poztym to zrobielm dzis rzecz niemozliwa-az wyjsc z podziwu niemoge ajkie
        sobie zajecia wymyslam, zeby o niej zapomniec-mianowicie jestem totalny imbecyl
        jesli chodzi o naprawe samochodow-pewnie mialbym porblem ze zmiana kola-a dzis,
        doszedlem co jest nie tak, ze szyba mi sie nie opuszcza-pokupilem czesci i
        wszystko wymienilem bez jakiejkolwiek pomocy-dla mnie to nielada wyczyn i
        pzwolilo mi to zapomniec na jakies kilka godzin!!!! Czyli wychodzi z tego ze
        jakossie trzymam-czego i Wam kochani zycze!!!!!!
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 11:40
      ojjjj hehe wybacz mi ten niecny czyn:) nawet nie zwrocilam uwagi ze mialam 400
      wpis;) ale zobacz ty tez jestes w niezlej pozycji:) zaczales kolejna liste;):):)
      hehe czyz to nie super???:) u mnie bez zmian..siedze sobie i mysle i pzrejmuje
      si ejak zawsze...a ten ktos nie interesuje si ekontaktem ze mna i nie psize i
      nie dzowni.... Powoli zaczynam akceptowac ta sytuacje...czekam tylko do srody
      wieczor zeby sie dowiedziec juz osttaecznie wszystkiego.... wiem ze mnie
      zostawi..no coz..tylko po co to tak pzredluza/?? tego nei rozumiem.... Ale musze
      byc silna i ze stoickim spokojem to przyjac...:( pozdrawiam was mocno mocno:)
      trzymajcie sie;)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 16:25
      Akkknes co u ciebie??? jak sobie dajesz rade??? cos si ezmienilo?? mam nadzieje
      ze nie pisalas do niego ani nie dzwonilas....mam tez nadzieje ze jesli on to
      zorbil to zlalas to przynajmniej z dwa razy....... wytrwalosci zycze i usmiechu!!!
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 03.04.07, 19:08
        Madziu, mi też jest źle... chyba nam wszystkim;/ Ale cóż, co ma być, to będzie,
        nie ma co się zadręczać... i na pewno nie ma tego złego, co by na dobre nie
        wyszło, więc podnieśmy wszyscy głowy do góry;] Kto wie, może czeka na was (nas?)
        ta druga połówka, która wkrótce się pojawi? Mi się pojawił nowy problem... a
        raczej dwa... przez to wszystko, te kłótnie z moim facetem (którego kocham, on
        mnie też) zbliżyłam się z takim moim jednym kolegą... zbliżyłam w sensie jak
        najbardziej psychicznym;] Tzn. strasznie go lubie, udowodnił mi, że jest
        wspaniałym człowiekiem i wspaniałym przyjacielem (któremu zalezy na szczęściu
        przyjaciółki - moim:))... no i zaczęłam się zastanawiać, czy ja przypadkiem się
        nie zauroczyłam... tylko, że facet mnie totalnie nie pociąga fizycznie, tylko
        czuje jakieś takie pokrewieństwo dusz, czy coś... nie wiem.
        Poza tym spotkałam się dziś z moim ukochanym, wyszłam po niego na dworzec...
        posiedzieliśmy trochę, pogadaliśmy (on zdał mi relację z wyjazdu) no i
        wróciliśmy do domu... jutro mam do niego jechać i odbędziemy tą rozmowę... boje
        się, ale po dzisiejszym dniu (było naprawdę miło) staram się myśleć
        pozytywnie... może uda nam się naprawić to, co się zepsuło ostatnio... oby.
        Akknes, Ilums, Mariusz jak się trzymacie? Madziu? Lepszy humorek?:) Najwyraźniej
        jutro obie przezyjemy swój sądny dzień:) Życzmy sobie happy endu:) w sensie, że
        cokolwiek się stanie, żeby to było dobre rozwiązanie:)
        • akkknes wtorkowo 03.04.07, 20:02
          no wiec tak... wczoraj sobie poszlam - i po 22ej dzwoni mi komorka - myslalam
          ze to mama sie martwi gdzie sie szlajam... a to moja milosc 'czec gdzie jestes'
          no to mu powiedzialam ze nie moge teraz gadac. wrocilam do domu, wszystko
          robilam najwolniej jak sie dalo w koncu do niego oddzwonlam - i jak przez dwa
          miesiace ten moj mial zepsuta wibracje i dzownek w komorce tak nagle po drugim
          sygnale odebral (a wczesniej dodzwonic sie do niego bylo duzym problemem). i on
          mowi po dwoch minutach poczekaj to ja do ciebie oddzownie a ja mu powiedzialam
          ze o nie, jestem padnieta i zmarznieta i ide spac. a jak mu jeszcze dodalam ze
          chyba na majowke do krakowa pojade z tymi kolegami moimi o ktorych jest
          zazdrosny to powiedzial tylko chlodno ze jak jestem zmeczona i ide spac to on
          tez. powiedzialam mu dobranoc i sie rozlaczylam. modlilam sie zeby usnac jak
          najszybciej zeby sie nie poryczec bo serce pekalo, wcale nie bylam z siebie
          dumna.
          dzis oczywiscie przechodzilam obok tej slynnej kawiarni w ktorej dwa lata temu
          pilismy kawe... i dopiero po czasie uswiadomilam sobie ze ja minelam...
          teraz dopiero wlaczylam kompa, patrze na gadu wiadomosc od niego sprzed paru
          godzin czy jestem - bo on ciagle nie moze rozkminic ze co drugi wtorek jestem
          na uczelni - wiec oddzwaniam, rowniez na ten telefon gdzie i dzwiek i wibracja
          nie dziala - a on mi mowi ze pogadamy pozniej bo teraz czeka na MOJEGO tate bo
          moj tata odstawil mi niezly numer i pojechal po moje rzeczy do niego.
          jestem w szoku, bo on zapytal czy ja spakowalam jego rzeczy ale do cholery ja
          nie wiedzialam ze moj tata tam pojedzie :(
          bozeeee

          caly dzien wmawiam sobie ze jesli cos ma z tego byc to bedzie.
          ze jesli on cos do mnie czuje to za jakis czas sam cos zrobi.
          ze to byly dwa lata wazne tez dla niego.

          tylko jak mowil ze czeka na mojego tate to slyszalam tam jakis glos, damski
          glos... maria?? czyzby mojemu tacie bylo pisane ja poznac??
          tak jak caly dzien jakos sie trzymalam - a chodzilam wsciekla caly dzien,
          ciagle ktos albo cos mnie wkurza - ale teraz widze moj demon przeszlosci
          odezwal sie.

          dzis 'magda m' - przynajmniej bede mogla sobie poplakac w spokoju... tak sobie
          tylko mysle ostatnio - od kiedy przefarbowalam wlosy i schudlam wszyscy mowia
          ze wygladam jak 'magda m'... i czy do cholery mi tez sie uda? bo ja wiem ze
          magda kocha piotra i ze oni beda razem. ze tyle sie stalo ale wroca do siebie...

          eh zle mi sie zrobilo
          taka smutniawka jakas...
          trzymaj sie dziewczyno, trzymaj, badz twarda i silna, badz, bo dasz rade...
          przeciez co cie nie zabije to cie wzmocni... prawda???
          • madziuuunia Re: wtorkowo 03.04.07, 20:09
            akknes ...oby nie zabilo:(:(:(:(
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:06
          Kaktusico.....Boze ja umieram z bolu:( Wlasnie mi powiedzial ze ma metlik w
          glowie....i to duzy..ze ma metlik co do mnie i co do swoich uczuc..... rozmawial
          tlyko chwil ebo poweidzial ze si ez kims umowil na spacer........ nie wiecie jak
          etraz placze....jak umieram... nie widze tej przyszlosci juz swietlano...chyba
          sie zalamie.....:(
          • akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:08
            madzia wydaje mi sie ze wiem co czujesz

            popatrz pisze tu ciagle - nie zalamalam sie, nie lykam prozaku, nie leze u
            czubkow... troche zgaslam, troche placze, troche smutno, ..., ale jestem!!
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:11
              akkknes tylko ze to juz bedzie naprawde koniec...2 lata pieknej milosci......
              wsyzskto pojdzie gdzies, bo jemu si eodechcialo.... Tak bardzo go kocham i nie
              moge tego pzrezyc wiesz???? poprostu nie moge.....A wiesz co jest najgorsze???
              ze chce go blagac o to zeby zostal ze mna..ale nie rozbie tego...oj
              nie.....jesli nie umre to znaczy ze kiedys bedzi edorbze w naprawde mnie to
              wzmocni...... jelsi nie umre:(
              • akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:27
                madzia, naprawde wydaje mi sie ze wiem co czujesz - ja tez mam za soba dwa lata
                i tez to nie mnie sie odechcialo... tez kocham i tez czasami mysle ze nie moge
                tego przezyc. z tym ze ja blagalam. i wiesz co mi to dalo... :(((
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:33
                  alez ja tez blagalam.......tez blagalam.....i po czasie worcill a etra znzow
                  odchodzi:(:(:( drugi raz nie bede go prosic....ale ten bol jest nie do
                  zniesienia....Teraz przezywam to wszystko drugi raz...wyobrazasz to sobie???
                  drugi raz jestem w tym samym miejscu.....az nie wierze ze dalam sie w to
                  wszystko wciagnac..... Wies zteraz on mnie juz tylko zlewa...nawet nie odpisuje,
                  nie chce niczego wyjasniac....juz po wszysktim z jego strony.....wyobrazasz
                  sobie jak sie czuje??? ja piernicze czuje sie olana zlekcewazona.... zraniona
                  ..wszystko to po raz drugi........ szczerze to nei wiem co poczne..przede mna
                  caaly miesiac samotnosci w domu ( ucze si edo matury) od rana do pozna jestem
                  sama w domu...calkiem sama.... rozpacz rozpacz i rozpacz....jestem bliska
                  zrobienia sobie krzywdy.....bardzo bliska, bo starcilam sens swojego
                  zycia...stracilam wszystko. Wiare i nadzieje w milosc....nie wierze ze spotka
                  mnie cos pieknego...porpsotu nie wierze...a teraz najchetniej to bym zasnela i
                  nigdy sie nie obudzila.....to tak boli....tak starsznie boli.....Nie moge sobie
                  z tmy poradzic....porpstu nie moge.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:02
                    madzia, ja tez przed matura mialam zawod milosny - w porownaniu z tym co teraz
                    przechodze to byl pikus tak na marginesie. tez nie wyobrazalam sobie doroslego
                    zycia bez niego. jak to ja mam pojsc na studia i to bez niego?
                    poszlam na studia i po pierwszej sesji jak mnie amor rabnal... to za jakis czas
                    pewnie zaczne go przeklinac za to co mi wtedy zrobil.
                    caly swiat zamienia sie w pyl, co?
                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 20:46
                  w tym momnecie zastanaiwam ssie jak ja sobie poradze z samotnoscia??? no
                  jak..... boje sie ze jestem za stara na poznawanie kogos nowego...ze to juz nie
                  wydjzie.....:( tak sie boje starsznie przyszlosci...:( nie potrafie zyc w
                  samotnosci....poprostu nie dam rady tak zyc;( Nie poznam pewnie zadnego
                  wartosciowego mezczyzny i bede stara panna cale zycie..... Nie wierze w to
                  wszystko co si estalo dzisiaj...poprostu nie iwerze ze durgi raz to samo mnie
                  spotkalo......:(
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:04
                    kochana, ja jestem 3lata po maturze!! ja zaraz studia koncze i to ja powinnam
                    plakac... na razie jestem wsciekla na tate... sama bym sobie poradzila.
                    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:27
                      wiesz ja durgi raz pisze mature bo poproawiam wynik zeby dostac sie na
                      medyczna....postanowilam to zorbic dzieki niemu....namowil mnie zebym
                      probowala....i co?? zostalam sama jak palec teraz...daleko od wszysktich. kazdy
                      dzien spedzam w domu.... samiutenka..msuze szukac motywacji do nauki a on
                      jeszcze mnie dobija tym......umrzec mi sie chce...nie chce mi sie juz tej
                      medycyny tej matury..niczego... Wiesz ja juz kilka razy w zyciu mialam zawod
                      milosny..i to nie maly al eten jest niesamowity....oddalam mu cala siebie...
                      calutka..... tak bardzo mnie zauroczyl ze myslaam ze to wlansie ten..oddalam mu
                      si ecialem i duchem, sadzilam ze juz zostaniemy razem...bylam tego wrecz pewna..
                      i co??? i bum skonczylo sie...bol niesamowity..cuepienie ogromne..ale ponoc
                      zycei toczy si edalej???? ehhhh nie wierze juz w nic...zadna piekna romnatyczna
                      milosc...w nic nie wierze;(
                      • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:40
                        Boże dziewczyny!!! Przestańcie się wspólnie nakręcać bo naprawdę zaraz jakieś
                        samobójstwa będą!! Przestańcie się nakręcać!!! Co do pytania co u mnie to bez
                        zmian. U mnie już się nic nie dzieje ponieważ ja żadnego kontaktu z byłą nie
                        mam i nie wiemn co mam Wam pisać. Tylko proszę, nie nakręcajcie się bo to się
                        źle skończy.
                    • qw994 Re: wracanie do siebie 03.04.07, 21:42
                      > na razie jestem wsciekla na tate... sama bym sobie poradzila.

                      Chyba powinnaś raczej mu podziękować, że w końcu wziął sprawy w swoje ręce. Ty
                      od 3 miesięcy sobie nie radzisz.
                      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 03.04.07, 22:06
                        Popieram Mariusza! Skończcie z tym wzajemnym nakręcaniem i dołowaniem! Nikt
                        jeszcze z miłości nie umarł, najwyżej z zadręczania samego siebie... Te
                        rozstania tylko was wzmocnia, stworzą z was prawdziwe, silne kobiety, które
                        wiedzą, czego chcą. Na drugi raz też nie popełnicie tych samych błędów i
                        wszelkie oznaki niechęci ze strony Waszych facetów będziecie zwalczać w zarodku.
                        Będziecie teraz silniejsze i mądrzejsze o te właśnie doświadczenia. Głowa do
                        góry:) Wszystkie jesteśmy młode, jak nie ten to inny:) Tego kwiatu jest pół
                        światu:) A jak nie, to zamieszkamy jako 3 stare panny i też będziemy szczęśliwe;]
                        Akkknes, nie dzwoń do niego i nie odbieraj jego telefonów. NIGDY WIĘCEJ no niego
                        nie dzwoń. Dobra?
                        Madziu, nie przejmuj się... to i tak by się stało... on musi odejść, dla Ciebie
                        nie ma z nim przyszłości, własnie Ci to pokazał! Nie wart jest Twojej miłości i
                        tyle. Olej i ciesz się życiem... przeciez po każdej burzy przychodzi słońce,
                        prawda? To teraz też, za miesiąc, dwa przyjdzie:) Cham jest tylko, ze robi Ci
                        coś takiego przed maturą... Skup się na niej i dostań się na medycynę, pokaż mu
                        na co Cie stać! 3mam kciuki!:)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 03.04.07, 22:36
      No dobra juz spokoj :):):) koniec nakrecania;) musialam sie wypisac porzadnie:)
      jest mi lepiej..... zdalam sobie sprawe ze to koniec..i tzreba zapomniec o nim
      jak najszybciej.....po prostu.....pozdraiwam was
      • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 01:06
        Przepraszam was kochani ale u mnie jest troche pozniej jak u was, wiec ja mam
        ciagle dzien i ja tez musze sie wypisac bo dzis dostaje sam ze soba szalu-a
        potem postaram sie juz negtywnie nie nakrecac. Jaki numer dzis odwalilem to nie
        bedziecie ze mnie dumni-a w zasadzie to chcialbym, zebyscie mi skopali dupe-a
        zwlaszcza akkknes ktorej sam nieraz kopalem. Ale do rzeczy-bylem dzis na
        zajeciach-gdzie oczywiscie byla tez ksiezna latino... ten biczes dokladnie wie
        jak mnie rozgrywac i jak mna sterowac tak jak malym samochodziciem z radiem...
        byla taka mila-tak sie usmiechala, a na koniec dodala, ze nie moze byc na
        nastepnych zajeciach-to mnie tak uklulo ze jej tydzien nie zobacze, ze cale
        moje racjonalne myslenie schowalem w kieszen. Oczywiscie po zajeciach
        zadzwonielm do niej chcac wypytac czemu jej nie bedzie-i moze nawet
        zaproponowac podwozke(bo tak nieraz robilismy przedtem)ale nie odebrala-i teraz
        boli jak sto kutasow-ku.. zyc mi sie nie chce-w robocie latalem do kibla
        udajac ze cos mam z oczami i mi lzawia, a tak naprawde to rycze jak maly
        dzieciak.
        A zabawne dla mnie jest to, ze jak ona sie spoznia to nawet jakby sie nie
        pijawila to bym przezyl-ale ten komunikat ze jej nie bedzie caly weekend podala
        w takiej formie ze mnie rozlozylo:(((( a teraz chwila szczerosci: Wiecie co-
        zawsze to moje zycie milosne to do pizdy bylo!!!!!!!!!!!!! Zeby przechodzic
        przez to samo bagno trzeci raz-to glupiemu by sie znudzilo, a ja w nie slepo
        brne.... Nie mam tez zielonego pojecia co robic dalej-mialbym ochote zadzwonic
        albo napisac ale mam tez juz dosyc ponizania sie-ja wrecz tarzam w blocie przed
        nia i nic to nie daje:///////////// I siedze zamkniety w czterech scianach i
        rycze i rycze i rycze i jakos ukojenie nie chce przyjsc-taka sobie ch..owke
        dzis mam
        Przepraszam kochani za wulgaryzmy-ale inaczej juz nie moglem-za duzo bolu zeby
        go dusic w sobie...Brakuje mi prawdziwych Polskich przyjaciol, zeby pogadac!!!
        • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 04:37
          Mojego niezbyt madrego postepowania ciag dalszy...
          Po poprzednim napisaniu stwierdzilem, ze nie moge sie zamykac w chacie bo
          zwariuje-no i poszedlem pojezdzic samochodem-gdzie oczywiscie wyladowalem-pod
          jej domem-ktos mi powinien za to palnac w leb...no ale stalo sie. Zaparkowalem
          samochod ulice dalej i poszedlem pieszo sie upewnic czy wzrok mie nie myli ze
          ona w domu siedzie po raz kolejny-oj tak kochani-jezdze tam srednio co drugi
          dzien sprawdzac czy jest-no i zawsze siedzi sama w domu-nie wiem co o tym
          sadzic???? Ale nie ludze sie juz ze o mnie mysli-to juz akurat do mnie dotarlo,
          ze NIE. Kontynujac moaj historie z przejazdzka-gdy wsiadlem do samochodu, moja
          ksiezniczka nie chciala odpalic(tak jakos kobiety ostanio nie chca ze mna
          wspolpracowac)...Meczylem sie z lachonem jednym z pietnascie minut i
          przelecialo mi przez mysl-skoro jestem rzut beretem od "mojej milosci" to moze
          poprosic o przejazdzke do domu???? No i zgadnijcie co zrobilem??? No i sie
          mylicie:)-jakims cudem sie powstrzymalem i nie zadzwonile-choc mnie tam
          nosilo...a po jakis 3 minutach jak podjalem, mam nadzieje, trafna decyzje, moja
          ksiezniczna nr2 odpalila:)
          Mimo iz strazsnie boli to ciesze sie ze sie nie kajalem po raz drugi dnia
          dzisiejszego i ze do niej nie zadzonilem-jak ja znam to by nawet nie odebrala i
          znow byloby gorzej...
          Sorry "kochani/niekochani" za drugiego okropnie dlugiego posta!!!!
          Trzymajcie sie-wpadne jutro
          • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 04.04.07, 08:09
            Ilums a gdzie Ty przebywasz jeśli można wiedzieć? Opisz (jeśli oczywiście masz
            ochotę) co tam porabiasz. Co do dziewczyny to oczywiście setny raz nie będę Ci
            pisał, że musisz być silny. Ja to olałem jeśli chodzi o moją byłą. Po co mam z
            nią rozmawiać i ryzykować, że wkur.... się po tej rozmowie. Lepiej nie gadać i
            ewentualnego ryzyka unikać.
            • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:10
              W stanach-na florydzie, w Jacksonville. Piekne i troche nudne miasto-ale samo w
              sobie przysporzylo mi tyle bolu, ze czasami mam juz dosc!!!Najgorsze to jest ze
              Polakow to tu poiczyc na palcach jednej reki mozna i nie ma nawet z kim po
              naszemu pogadac-a latynosow to masa-i to mi wiecznie o niej przypomina:/
              Dalem dupy z tym wczorajszym telefonem-ale coz zrobic. Od wczoraj zaczalem od
              nowa liczyc czas kiedy sie nie odzywam-czyli na koncie mam juz jedna dobe-ale
              sukces
              • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:25
                Aha! Pytales jeszcze co tu pporabiam-nigdy nie lubilem gadac o kasie i nigdy
                nie polubie chyba-wiec odpowiem na to pytanie tylko raz i nie chce wracac do
                tego tematu. Przylecialem do stanow jak wiecie uciekajac od poprzedniej
                milosci...a najlatwiej bylo mi dostac wize jako au pair(opiekunka do
                dzieciakow) i nadal nim jestem-ale zarazem jestem tego typu czlowiekiem, ze w
                milosci to nigdy nie moge odnalezsc szczescia, ale w zarabianiu kasy to nigdy
                problemu nie mam. Okazalo sie, ze mam dwie pasje na ktorych mozna to robic
                fajne siano-mianowicie projektowanie ogrodow i fotografia wiec znajduje sobie
                ludzi ktrym projekuje i wykonuje ogrody, a od czasu do czasu trafi misie fuha-
                strzelanie fotek na roznych imprezach-moja pasja nr 2 wciagnela mnie bardziej i
                zapisalem sie tutaj na mase kursow, zeby obyc sie ze slownitwem fotograficznym
                bo od wrzesnia 2008 chce isc tu na studia-ale najpierw daje sobie jeszcze rok
                na odlozenie kasy. To tak tyle co tu robie-czyli prawie non stop zajety
                jestem:) ale oni maja tu taki styl zycia i poprostu sie dososowalem.
                Trzymajcie sie
              • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:28
                hahahahhaha, czyli już jedną dobę wytrzymałeś. Ja wytrzymałem już prawie 50
                dni. Mi zawsze po pijaku włącza się chęć zadzwonienia. Znalazłem na to sposób w
                postaci nie zabierania ze sobą telefonu. Nie mam telefonu - nie ma
                wydzwaniania. Rano zawsze na kacu chwalę siebie, że tego telefonu nie wziąłem.
                Śmieszne to jest, ale skuteczne. Co do miejsca gdie mieszkasz to chyba latynosi
                są lepsi niż stada murzynów. Nie jestem rasistą, ale murzyni w dużych grupach
                wydają się groźni.
                • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 14:38
                  tylko tacy sie wydaja(chodzi mi o murzynow) a tak naprawde to tez spoko ludzie
                  sa. Mam tu jedna czarna koleznke i wiesz tego nawet sie niezauwaza ze ona ma
                  inny kolor skory-a do tego jest zabawna i w ogole... Ja mam to szczscie
                  wygladac jak typowy amerykanin, do tego jeszcze udalo mi sie pozbyc naszego
                  akcentu w rozmawianiu-ale czasami jak mnie ktos wku.. na imprezie lub w pubie
                  to lubie sobie wlaczyc nasze "r" bo brzmi to im jakbym byl rosjaninem a oni sie
                  ruskow boja-a teraz sobie wyobraz ze nieprzyjemnych sytuacji mialem tu juz
                  kilka-i wszystkie z bialasami... ale jak juz mowilem, talent do zarabiania
                  pieniadzy i do bycia cwaniakiem to zawsze mialem-ale do kobiet-to nie bardzo-
                  takie zycie!!!!
                  • mariuszbednarczyk Re: wracanie do siebie 04.04.07, 15:27
                    no nie można umieć wszystkiego. Każdy facet chciałby umieć zarabiać kasę, być
                    trochę cwaniakiem i żeby kobiety leciały na niego. to by było za piekne. Na
                    stałe wyjechałeś do stanów? nie obraź się, że tak wypytuję, ale zawsze to
                    fajnie poczytać jak ktoś żyje w innym miejscu świata.
                    • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 15:42
                      Czy na stale-tego niestey nie wiem!!! jak tu przylecialem to bylem pewnein ze
                      po roku stad spadam-wszystko mnie tu denerwowalo-Ci ludzie na nim sie nie znaja
                      i mozna im taki kit cisnac ze az milo...Wiec bylem zdecydowany, ze po roku
                      wracam i zaczynam walke o moja ex od nowa. Ale po jakis 5 miesiacach obudzilem
                      sie z mysla, ze to fajny kraj jest-wszystko jest takie latwe-no a po co sobie
                      cale zycie utrudniac. Wiec poki co mam w glowie, ze za rok chce isc tu na
                      studia-a potem pstrykac fotki do playboya:)))Na szczescie tez odkochalem sie w
                      mojej ex nr2 wiec poza przyjaciolmi, tymi najprawdziwszymi na swiecie, to juz
                      mnie nic do polski nie ciagnie. No moze nasze sliczne, inteligentne kobiety;)
                      Wiem tez, ze za jakis czas moge sie obudzic i powiedziec sobie-hej, juz nie
                      kocham latynoskiej ksiezniczki i wtedy moze sie okazac, ze to bardziej ona mnie
                      tu trzymala niz cos innego???? Wiec jak widzisz-nic nie jest pewne.
                      Mozesz tez smialo pytac- chetnie podziele sie swoimimi doswiadczeniami.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 18:33
      zosatwil mnie.....sama.... nawet nie chcial o tym mnie pinformowac.. no ale
      nacisnelam go i poweidzial ze nie przyjedzie..... napsialam mu zegnaj i tyle....
      mam zal...mam ogromny zal. Wiceice ze byl tutaj niedawno i mi powiedzial ze nie
      zostawi mnie juz?? ze wynagrodzi mi wszysktie cieprienia jakei pzreszalm???
      super .... teraz to widze....dzieki niemu znow musze pzrezywac najwiekszy w
      zyciu bol;(.... przynajmniej jestem juz konsekwenta i powiedzialam ze nie ma
      mozliwosci powrotu...przynajmniej tyle nie?? teraz wiem ze musze o nim
      zapomniec...musze zaczac zyc innym zyciem ..inaczej..bez niego;( To boli jak
      przypomne sobi ewszystkie chwile...dociera do mnie to ze nigdy juz tego nie
      pzrezyje..nie z nim:( serce mi sie rozpada wlasnie.... wiecie jakie to
      uczucie..bardzo dorbze wicie.Cholera ze tez ja dalam sie drugi raz wpakowac w
      to:( tak mnie skrzywidzil...Boze.... wiecie co mu napsialam>??? napsialam mu ze
      dorbze poznac si ena kims tak jak ja teraz na nim... ze jego zachowanie
      posiwadczylo ile jest wart....napewno nie mnie!!! napsialam zegnaj, milego
      zycia...i koniec:( teraz dajcie mi sile zebym przezyla ten okres.... bo umieram...
      • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 18:47
        Dobrze wiem Madziu co czujesz:/// i nie zazdroscimy-takich chwil, tych takich
        paskudnych, bolacych bedzie w Twoim zyciu jeszcze masa, sama pewnie widzials
        moje wczorajsze wpisy-jak juz jest cos w miare dobrze to potem bol potrafi
        wracac ze zdwojona sila:(((( Ale na szczescie im dalej jestesmy w czasie
        odkrytycznego zdarzenia to bol powraca z mniejsza czestotliwoscia-jak
        powiedzial bodajze Stachura "dajcie czasowi czasi zeby mogl plynac" a co za tym
        idzie pracowac na nasz korzysc. Podoba mi sie to, ze mialas odwage do niego
        napisac i sama to zerwac, bo w przyszlosci moze to poskutkowac tym, ze on znow
        bedzie nad toba latal bo sie ocknie co stracil-a wtedy Ty bedziesz na wygeranej
        pozycji. Ale teraz niestey musisz sie zamknac w sobie i przebolec. Nie pisac,
        nie dzwonic i nie robic nic co zwiazane z nim... bo kazdy odchyl , jak moj
        wczorajszy tel do ex moze spowodowac powrot bolu-a tego Ci nie zycze!!!!
        Wiem, ze latwo mowic-ale skoncentruj sie na tym zeby dobrze zdac mature i idz
        przez zycie dalej-bron boze mi sie teraz zatrzymac. Marzysz o medycynie to
        powalcz o to-a za jakis czas on bedzie wiedzial ze stracil inteligentna
        dziewczyne!!! No i nie zapominaj o dbaniu o siebie-moze to pusto brzmi, ale juz
        raz sie odwolywalem do reklamy mastercard i to dziala "blysk w oku bylego-
        bezcenne" Trzymaj sie Madziu!!!! Widzialem ze swoj wlasny watek zalozylas-zaraz
        wejde i sprawdze co tam sie wyrabia:) i najwyzej ustawie tych ludzi do pionu
        jak Ci zle radza:)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:01
          Ilmus dziekuje ci za wsparcie;) pewnie ze juz nie odezwe sie do niego...nie
          potrzeba mi wiecej bolu !! bede silna babka ... juz wszystko wyrzucialm i
          skasowalam jego gg i nume rtelefonu. od razu elpiej. nawet nie zamizrem pzrestac
          dbac o siebie:) bede dbala i bede sie uczyla..zajme si etylko soba...a on niech
          zaluej ze mnie stracil bo jestem bardzo wartosciowa osoba i on nie zalsuzyl na
          to wszystko co dla niego zorbilam i dalam..... Wiesz szkoda tylko ze to 6 raz
          jestem wykolowana..mialam nadzieje ze ta 6 milosc bedzie szczesliwa.
          Wczesnijesze trway po 3 - 8 misiecy to fakt ale bolalo to jak sie konczyly...ta
          trwala 2 lata ..bylo pieknie..ale znow si eskonczylo. teraz musze byc tylko
          silna i wierzyc w dobry los. Ilmus zobaczysz ze kiedys to si enam
          wynagrodzi...Obiecuje ci ze bedzie dobrze!!! Bedziemy jeszcze szczesliwi...
          Prosze ci epostaraj sie nie robic tego wszysktiego co robisz... widze ze
          walczysz sam z soba zeby je nie zaczepic... ale daj sobie spokoj. Dobrz eby bylo
          zebyscie sie nie widywali ale to chyba niemozliwe cio??? zycze ci
          jaknajlepiej.... ide na serial sie odstresowac;) pozdraiwam:)
          • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:24
            Zuch dziewczynka jestes-i takiej wlasnie odpowiedzi po Tobie oczekiwalem!!!!!!!!
            Troche mnie wmurowalo jak napisalas ze to juz szosty frajer Cie wystawil-a ja
            tu rozplakuje sie ze przechodze przez moje bagno trzeci raz-szczerze to mnie
            troche wystraszylas:) ale jest OK...a co do tego, ze los nam wszystko
            wynagrodzi to jakos mam dziwna tego pewnosc, ze jak zrealizujemy nasze marzenia-
            ty pani doktor, a ja pan wileki fotograf:) to ze te wszystkie osoby ktore na
            las polozyly lahe to sie zaczna w jakis niedwuznaczny sposob odzywac-a wtedy my
            bedziemy na gorze!!!! A co do tego,zeby sie z nia nie widywac to masz racje-
            narazie jest to niemozliwe-nie zuce szkoly z jej powodu-i wiem, ze ona tez nie
            bo ma niezly ubaw sterujac mnac i mnie meczac-widze to po niej!!!!! Na
            zajeciach maska wesolutkiej slodkiej dziewczynki a po-wyrahowna i wredna w
            kazdym calu-jakby ktos jej nie znal to bylby pewnein, ze rozmawia na zmiany z
            dwiem roznymi osobami. Szkola konczy sie 22maja wiec jeszcze troche sie mna
            pobawi:/// Teraz tylko musze zapanowac nad jezdzeniem pod jej dom-a to bedzie
            podwojnie trudne bo mieszka w slicznej okolicy do ktorej docieralem nieraz
            zanim jeszcze sie znalismy.... Nie raz to sie nawet usmiechnalem do siebie bo:
            okolica w ktorej mieszka jest jedna z moich ulubionych w tym miescie i bylem
            pod jej domem nieraz przed poznaniem jej-do tego jeszcze poplynalem sobie do
            meksyku zanim ja poznalem...i wiele takich roznych zeczy...a jak ja poznalem to
            tak jakby byla ostanimm elementem ukaldanki laczacym wszytstkie moje
            wczesniejsze doswiadczenia zwiazane z nia i stanami-takie jakioes dziwne
            fatum?????
            • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:28
              jedno mnie jesszcze zastanawia-co sie dzieje z akkknes?????????
              Bo aktorzy drugoplanowi(czyli my) przejeli jej serial i teraz to my tu gramy
              glowne skrzypce:)
              Odezwij sie co tam u Ciebie akkknes-to Ty nas stworzylas:)
              A co tam jeszcze u kaktusicy bym sie chetnie dowiedzial!!!
              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 04.04.07, 19:58
                Ilums... rozumiem te chwile słabości... jak się kocha... to jest strasznie
                ciężkie;/ Dlatego podziwiam Was wszystkich, że się tak dzielnie trzymacie:) W
                szczególności Madzię, która jest chyba najodważniejsza z nas!:) Zaraz przyjdzie
                do mnie koleżanka na piwo i need for speeda;], więc się streszczam, dłużej
                napiszę jutro:)
                Cóż, była dziś ta rozmowa... poszła całkiem spoko, wyjaśniliśmy sobie wiele,
                obiecaliśmy poprawę... ja mam panować nad sobą i nie nakręcać się niepotrzebnie,
                nie obrażać się, on ma być bardziej czuły i ma walczyć ze swoją chytrością
                (szlag mnie z tym trafia, że np. nie kupi mi głupiego batona, jak jestem głodna
                i nie mam kasy...) i zaczać panować nad swoimi słowami:)
                Mam nadzieję że się uda:) Z czarnej rozpaczy mam teraz rózowe okulary na nosie:)
                A Wam, kochani powiem to, co powiedziała moja koleżanka swojemu facetowi, jak ją
                zostawił, myslę, że w waszych przypadkach to ma również zastosowanie:) "nigdy
                nie pociągniesz mnie na dno, bo dno jest dla takich, jak ty":) to chyba z
                jakiejś tandetnej piosenki, ale co tam;]
                Akkknes? Jak tam zyjesz?
                Stworzyliśmy tu sobie takie kółko terapeutyczne:D
                A, Madziu, słuchaj jeszcze... dorzucę coś od siebie:) "Dla sku..synów nie mamy
                litości";] Możesz mu to napisać, jak się odezwie:*
                • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 20:05
                  "nigdy nie pociagniesz mnie na dno, bo dno jest dla takich jak Ty" -ale super
                  tekst!!!! Czasami to sie zastanawiam skad ludzie biora takie teksty???
                  Trzymaj sie tez kaktusica i milego seansu zycze!!!

                  A akkknes sie obrazila na nas ze jej watek rozwlalmy:) -zartuje sobie...mam
                  nadzieje, ze u Ciebie wszystko ok!!!
                  Ja musze juz spadac ale pewnie wejde jeszcze zobaczyc co uWas jak juz bedziecie
                  spali-skontrolowac wasze sny:)
                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 04.04.07, 20:13
                    Moje sny są dziwne, więc się nie przestrasz:) Powodzenia!
                    Mi też się podobał:) Niby taki prosty, a niezły...:) No, tylko mi tam nie
                    jeździj do niej znowu! Może ona widzi Cię w tym samochodzie i dla tego się tak bawi?
                    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 20:23
                      Dobra robie sobie terapie z 8 letnia kuzynka;):) hehe nawet bede z nia spala i
                      ja przytuala mocno mocno..... kurcze ciezko mi jak jasna dupa no ale co
                      tam..trzeba byc silnym;):)":) hehe nei wiem za co wy mnie tak podziwiacie??:) to
                      byla wlasciwie jego decyzja...wiedzial ze jesli nie przyjedzie to bedzi eto juz
                      koniec koncow...tak wiec to on zadecydowal o tym ze si eskonczylo... a ja
                      musialam slowa dotrzymac i dotrzymam. napewno juz sie nie obejrze za
                      nim...zreszta on jest 500 km ode mnie;) nikle prawdopodobienstwo spotkania:)
                      Moze jak sie wylecze z tego bolu to bede w stanie sie z nim spotkac...ale
                      napewno nie teraz;) Ilmus Ty mi tam nie swruj i nigdzie nie jedz....jak chcesz
                      to pogadaj ze mna;) ja i tak nie mam co robic;):):) kaktusica ja wierzylam ze
                      Tobie sie uda;0 trzymam kciuki zeby slowa chlopak dotrzymal:) ale wszystko
                      jeszcze si eokaze rpawda??? a akkknes cos zamilka i nie wiem dlaczego...moze
                      tyle sie u niej dzieje ze nie ma zcasu powiedziec co i jak....Kurzce jak ja bym
                      chciala wymazac wspomnienia i te uczcucia z siebie wyrzucic... grrrrrr a ten
                      twoj cytat kaktusiaca to chyba sobie na opis dam hehe;0 zabojczy:)
                      • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 21:49
                        Czesc spiochy!!! Siedze w bibliotece i tak jakos nie moge sie skupic na
                        lekturach wiec postanowilem sprawdzic wasze sny:)
                        Hej tez tak macie dziewczyny i Mariusz, ze osoby na ktorych Wam kompletnie nie
                        zalezy zwracaja na was uwage-a ten jeden jedyny osobnik za ktorego zycie byscie
                        oddali kladzie na Was lache?????
                        Bo ja tak niestety mam-do tego jeszcze dziwi mnie jedno-zachowuje sie jak
                        typowy cham i chyba nim jestem, do tego tak jak britney ogolila glowe na lyso
                        po kevinie tak ja po mojej latino ksiezniczce i wygladam jak kawal scierwa-a
                        laski...ano laski-jak sie woze samochodem, albo spaceruje z aparatem po plazy
                        to same podchodza i zagaduja-czyy paparazzi jestem albo jakis profesjonalny
                        fotograf, albo widze jak na mnie patrza jak siedze w samochodzie-nic juz ku..
                        z tego nie rozumiem... Ostanio nawet jak zawiozlem chlopakow na trening
                        soccer'a to laska podchodzi i mi streszcza swoje zycie, ze sie z mezem
                        rozwiodla i ze teraz ona lesba jest i wypytuje co wieczorami robie-no boze
                        drogi...wieczorami to ja rycze w poduszke wiec sie wszystkie ode mnie
                        odpieprzyc prosze!!!!!Bo ja nawet przystojny nie jestem!!!!
                        • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 21:52
                          a z tym, zeby do niej pod dom nie jezdzic to macie racje!!! Jakos musze sie w
                          sobie przemoc i zaprzestac tego procederu:)
                          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:02
                            Ilmus zabardzo nie zobaczysz jakie sny mamy bo ich nie ma;P:P:P jeszcze.....
                            dopiero jest 22;):):) hehe..Ej nie badz chamem dla innych bo to Ci sie moze
                            jeszcze zwrocic... wiesz o tmy ze tak jest. Sluchaj ja tez mam adortaorow....
                            jeden to mi zyc nie daje..ale co z tego jak ja kocham kogos innego....wiadomo ze
                            tak jest...i to bardzo czesto:) Ty no ciesz sie ze masz tyle adoratorek;0
                            przynajmniej ciekawie jest i nie masz czasu myslec i ryczec tyle. ja wlasnie
                            natknelam sie na nasze zdjecia..i az mi sie w glowie zakrecilo.... poplakalam
                            sie niezle...cisnie mnie tam w srodku i boli mocno... Ide sie kopnac moze;)
                            Ilmus wez sie za siebei!! skoncz z ta baba..ona nei jest warta..jakas kretynka z
                            niej bo robi ci niezla jazde..pokaz ze masz ja gleboko w tylku..zobaczysz ze
                            efekt bedzie murowany..panna od razu zmieni swoje zachowanie..sam sie
                            przekonasz. Tylko pokaz ze ci nie zalezy....zacznij z innymi laskami gadac a nie
                            z nia...naweet na nia nie patrz!!!!! zobaczysz ze to wiele da.
                            • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:16
                              Dzieki Madziuuu
                              A z tymi fotkami-to ja nawet nie otwieram folderow gdzie sa jej fotografie, bo
                              wiem co za meksyk sie stanie...wiec wole juz nie ryzykowac!!!!
                              A co do bycia cwaniakiem-nie lubie jak mnie ludzie za takiego odbieraja-wiec
                              jestem w fazie zapuszczania wlosow(nawet kupilem z piec czapek zeby lysine
                              przykryc:))-nigdy tez nie lubilem jak ludzie postrzegaja kogos przez pryzmat
                              samochodu, czy innych fajnych bajerow jakie tten czlowiek posiada-dlatego
                              zawsze tez zakochuje sie w kobietach ktore wydaja mi sie inteligentne i nie
                              dbaja o to!!!! No a potem cierpie!!!!Tez mi sie juz marzy kapiel bo goraco mamy
                              jak jasny gwint-teraz siedze w klimatyzowanym pomieszczeniu, ale zaraz bedzie
                              trzeba isc przez miasto gdzie jest 27stopni celsjusza:) Ale staram sie nie
                              narzekac bo slonce pomaga mi tez utrzymywac jakotaka rownowage psychiczna:)
                              A wiesz co mnie w Tobie zadziwia-wiele osob na roznych forach sie wypowiada-o
                              20 lat to szczeniara jest-a Ty swooimiwypowiedziami i radami wdowadniasz ze tak
                              wcale nie jest i ze majac 20 mozna byc dosiwaczonym bardziej jak niejeden
                              40latek... Trzymaj sie Madziu!!!!
                              • ilums Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:23
                                ...no i coagle mam zaplakane polprzymkniete oczy co w polaczeniu z moja supre
                                obecnie fryzura daje wtglad jakbym byl wiecznie na cos zly!!!!
                                Nic na to nie poradze-musze zaczekac ze 3 tygodnie!!!!
                                Jeszcze raz dzieki Madziu-ja musze uciekac!!!!
                                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 22:44
                                  to chyba trafiales na jakies niedojrzale gowniary skoro mowisz ze 20 lat to
                                  szczeniary bez doswiadczen:0 zdziwil bys sie jakbys poznal mnie tak naprawde i
                                  wiele innych moich kolezanek ktore maja jeszcze lepsz epodjscie do zycia niz
                                  ja... Wiesz co mi ciezko jest zorzumiec o czym ty mowisz z tymi
                                  samochodami...jak mozna leciec na cos takeigo??? mnie sie to w glowie wogole nie
                                  miesci ...no ale ok:) wiesz ja zawsze stronilam od takich chlopakow co maja
                                  "fure i komore" bo powiem ssczerze ze boje sie takich gosci to raz a dwa jak dla
                                  mnie to pustaki ktorzy podniecaja sie tym co tam maja...oczywisce nie obraz i
                                  nie pomysl ze mam takie zdanie o Tobie hihi;) hehe ciesze sie milo sie
                                  rozczarowales co do szalonych 20:P:P:P a ile Ty masz latek jelsi mozna
                                  wiedziec..Musze sie jakos wyleczyc z tego bolu i chyba troche przystopowac z
                                  dawaniem milosci ..... zawsze chcialam poznac kogos na kogo przeleje wszystkie
                                  uczucia, uszczesliwie i wogole marzyla mi sie ogromna milosc....Kurw.... jaka
                                  jestem wsciekla ze mi znowu nie wyszlo....dalam mu wszystko...cala siebie,
                                  posiwecilam wszystko....on byl zawsze na pierwszym miejscu...zawsze dla niego
                                  wszystko.... kurcze i co?? zerojakies wdziecznosci..zero szacunku...kompletnie
                                  nic.... mam nadzieje ze mje lzy i bol kieyds do niego wroca....Ilmus ja tobie
                                  zycze jak najlepiej.... i trzymaj sie mocno .... Kurcze i nie placz juz bo nie
                                  warto..... przetrzymaj to i nie placz. zajmij sie swoja pasja i nie daj sie tej
                                  lasce. Zobaczysz ze spotkasz jeszcze jakas wartosciowa kobiete ktora da ci to na
                                  co zaslugujesz i czego potrzebujesz.... Cierpliwosci troszke i napewno bedzie
                                  dorbze;) ja sai epostaram zapomniec o tej mojej milosci.... bede sie starac....
                                  zaczne si epowaznie uczyc i dostane sie na medycyne....pokaze mu na co mnie
                                  stac... niech zal mu tylek sciska ze stracil taka babeczke jak ja;):) pozdraiwam
                                  mocniutko!!!
                              • madziuuunia Re: wracanie do siebie 04.04.07, 23:11
                                wiesz a jelsi chodzi o cwaniakowanie to wazne jest zebys sam o sobi enie myslal
                                ze jestes cwaniaczkiem i tyle. Co cie obchodza inni...wazne jest czy tak sie
                                czujesz i czy tak postepujesz. Ja nie znam zadnych cwaniaczkow..no bo z zadnymi
                                nawet nie zaczynalam znajomosci, wiem ze nie warto. Zteszta co tu duzo pisac;)
                                cwaniak to ktos dla kogo na pierwszym mijescu jest kasa i rzcezy
                                materialne...nic poza tym. A pzreciez patzrac na to co przezywasz widac ze licza
                                sie uczucia..liczy sie serce i milosc. Nie jestes zandym cwaniakiem;) masz pasje
                                i dusze wiec nie pzrejmuj sie tym ze ktos cie zle postzrega widocznie temu komus
                                brakuje obiektywnosci skoro nie widzi takich rzeczy:) kurcze nie rozumiem lasek
                                ktore leca n akase...nie rozumiem...no gdybym teraz miala kase na wszystko,
                                gdybym mogla robic co zechce i wydawac ile hcce...to bylabym bardzo
                                nieszczelsiwa....jejuuu patzrac na to co stracilam pieniadze nie maja zadnej
                                wartosci....zadnej. dobzre ze wybralam medycyne bo przynajmniej nie bede
                                pracowac po to zeby zarabiac tlyko zeby byc szczesliwa i spelniona... Inaczej
                                sobie tego nie wyobrazam. Patrzac na moje szczescie w milosci to jakbym chocdzia
                                do nundej pracy w biurze i chodzila tylko po to zeby zarabiac to bym si echyba
                                pochlastala .... przynajmniej jeden dobry wybor....pozdraiwam mocno mocno
                                mocno:) glowa do gory!!! nie placz tam i nie zadreczaj sie, ona nie jest
                                warta!!!! nie jest!!!!
                                • ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 05:26
                                  Do Madzi- DZIEKI DZIEKI DZIEKI -juz dawno nikt mi tak nastroju nie poprawil jak
                                  Ty-ja tez nienawidze ludzi, ktorzy patrza tylko przez pryzmat portfela-ale
                                  niestety swiat jest zapchany takimi ludzmi-ciekawe czy oni potrafiliby sie
                                  zakochac w kims bez kasy-chyba nie:/// Smutne, bo tylu wartosciowych ludzi im
                                  umyka a zadaja sie nieraz z takimi chamami, ze az strach... widzialem nie raz
                                  jak taki fifaraszka traktuje kobiete i jak zarazem ona sama mu pozwala, zeby
                                  nie zatracic swojego materialengo szczescia-szkoda gadac!!!
                                  A co do wieku to mam 26 i dobrze mi z tym-choc czasami mnie deneruje ze
                                  pierwsze wlosy na klacie zaczynaja mi rosnac:))))))))))))ale da sie
                                  przezyc:))))))
                                  Jak zauwazylas mam swietny humor-chyba jest spowodowany tym, ze po raz pierszy
                                  pojechalem w drugi koniec miasta, zeby mi nie odwalilo i nie pojechac pod jej
                                  dom-no i sie w koncu udalo-choc mialem kilka chwil slabosci:( Boje sie tylko,
                                  zeby jutro jakiegos glupiego numeru nie odwalil i zeby znow bol nie wrocil-ale
                                  postaram sie kontrolowac i postepowac zgodnie z Twoimi radami!!! A teraz, po
                                  uprzednim skontrolowaniu waszych snow umykam spac!!!! Trzymajcie sie
                                  kochani/niekochani
                                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 05.04.07, 12:22
                                    A ja wariatka siedze i tłumaczę z ang na pol medyczny protokół do badań dla
                                    mamuśki:D Czy ktoś jest w stanie mi powiedzieć co może chociaż w przybliżeniu
                                    znaczyć "Oral Isotretinoin"?
                                    A tak odwołując się do tematu...:)
                                    Widzę, że sobie nieźle radzicie:) Cieszę się bardzo:) Madziu, Ilums... wiecie,
                                    płacz naprawdę pomaga, trzeba uwalniać te emocje, nie można dusić tego w
                                    sobie... Ilums, a nie myślałeś, żeby zamiast jeździć samemu w samochodzie po
                                    mieście pójść do ludzi, do jakiekoś baru, poznać może kogoś nowego? Spróbować
                                    żyć nadzieją, że znajdziesz kogoś lepszego, kto będzie Ciebie wart? Bo ta
                                    dziewczyna nie jest na pewno! Lubi się Tobą bawić, a to jest po prostu podłe i
                                    obrzydliwe...
                                    Tym, co ludzie mówią, to się nie przejmuj, bo nie warto... Jakbym miała się
                                    przejmować, to bym już w wariatkowie wylądowała. Trzeba żyć, dla siebie:]
                                    Jak już wszyscy mówimy o swoim wieku, to ja mam 19:) I maturka w tym roku...
                                    Takie życie.
                                    Wiecie... jak się nie daje znaleźć pomocy i wsparcia wśród bliskich, to trzeba
                                    go szukać wśród nieznajomych... Fajnie, że je znaleźliśmy:)
                                    Akkknes, co u ciebie? Zaczynam się niepokoić...
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 14:38
                                      eh, ja sie rozchorowalam po tej akcji ze spodnica!! :) kolejny dzien probuje
                                      zatamowac gile :(
                                      a nie bylo mnie tez dlatego, ze staram sie zajmowac sobie cale dnie, kazda
                                      godzine i minute! wczoraj nawet kompa nie wlaczalam.
                                      a co u mnie? moja milosc dzwonila do mnie wczoraj, nawet powiedzial zebym
                                      wracala MU do zdrowka - szok, co? poza tym dzwonil tez do mnie dzien wczesniej
                                      umowic sie na ogladanie filmow - ale zgodnie z prawda (bo zlosliwosci ciagle
                                      nie moge sie nauczyc!) powiedzialam ze teraz nie mam czasu.
                                      nie powiem ze jest mi latwo, staram sie jednak nie myslec za duzo...
                                      wracam do lozka.
                                      • ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:02
                                        Witam i chcialem was przeprosic-a chodzi mi mianowicie o jena rzecz ktora
                                        wczoraj powiedzialem. Jednak najpierw musze Wam cos wyjasnic: Jak studiowalem w
                                        Polsce to na jednych zajeciach babka z psychologi nam wytluaczyla, ze czasami
                                        trzeba popchnac czlowieka, zeby powiedzial cos glupiego, cos co jest nawet
                                        sprzeczne z jego pogladami-a on potem broniac swojego "ja" bedzie w to branal i
                                        udowadnial, ze to co powiedzial jest prawda mimo iz sam w to nie wierzy... Otoz
                                        ja nigdy nie bylem cwaniakiem i nigdy nim nie bede-wczoraj palnalem cos takiego
                                        i jako ksiazkowy przyklad brnalem w to coraz bardziej-mam natomiast ta
                                        umiejetnosc, ktora kiedys moj przyjaciel nazwal "umiejetnosc traktowania
                                        cwaniaka po cwaniacku" ale sam z siebie nigdy taki niebywam.
                                        Na szczescie mialem te zajecia z psychologii kiedys i wiem, ze bylo to
                                        podyktoqane jakimis zewnetrznymi czynnikami, ze powiedzialem taka glupote-az mi
                                        glupio teraz:) wiec przepraszam!!!!
                                        Fajsko, ze akkknes sie odezwala-i fajnie tez, ze go zwodzisz-tak jakby...
                                        bedzie dobrze-zobaczysz!!!!
                                        U mnie dzis tez jest jest znacznie lepiej-nawet noc przespalem bez problemow-
                                        tylko ze se obudzilem pol godziny przed alarmem i mysli wrocily-ale beda wracac
                                        jeszcze dlugo:((((
                                        Tez sie ciesze ze Was tu na tym forum odnalazle-bo poza mailami od znajomych to
                                        najchetnie wcodze tu zobaczyc co tam u Was!!!!
                                        Dzieki kaktusico za rade-amierzam wlasnie tak postapic jak mowilas.
                                        Trzymajcie sie-dzis "szczesliwy" dzien-zajecia bez latino ksiezniczki:/
                                    • ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:10
                                      sprawdzilem te slowa i nie mam zielonego pojecia???? "oral" to cos z ustami
                                      bedzie-pewnie ustnie, do ustnie albo cos w ustach-ale to dugie slowo to scisle
                                      medycznie jest://// Szkoda ze nie pomoglem-hej a moze sprawdzic w jakims
                                      slowniku lacinskim bo to drugie slowo tak wlasnie po kacinie mi pobrzmiewa????
                                      Zobacze czy cos znajde
                                      • ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:28
                                        Niestety nic mi sie nie rzucilo w oczy co moglo by przypominac ten zwrot:(((
                                        Mam nzdieje, ze jakos obejdzie ten problem!!!!
                                        Pozdrawiam
                                    • ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 16:35
                                      Mam pytanie-jak chcecie to odpowedzcie, a jak nie to sie zmuscie i tez
                                      odpowiedzcie:)))))) Wyjasnilo sie po ile mamy lat-no nie wiemy ile ma Mariusz?
                                      ale jeszcze jedno mnie ciekawi-co oznaczaja i skad sie wziely wasze nick'i-
                                      niektorych sie domyslam: jak "mariusz.bednarczyk"... to chyba Twoje imie i
                                      nazwisko???z Madzia tez nie widze problemow, ale nie mam zielonego skad
                                      pochodzi, lub co oznacza "akkknes", "kaktusica6" a juz rozwala mnie "ilums"-kto
                                      mogl wymyslic cos tak durnego i co to znaczy-upss to ja:)))))
                                      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:03
                                        Ja bo lubię kaktusy, tak wyszło:) Po prostu mój nick, którego używam zawsze i
                                        wszędzie był tu chyba zajęty, więc na szybko coś wymyśliłam:) A na imię mam
                                        Magda:) A Twój skąd?
                                        Trudno co do tego wyrażenia, po prostu to jest jeden z punktów, no i za nic w
                                        świecie nie udało mi się go nigdzie znaleźć... ale to nie szkodzi, to ma być tak
                                        mniej więcej, żeby mama zrozumiała o co chodzi w jej badaniach.
                                        Dziś będzie fajny dzień. Trzymajmy się wszyscy mocno:)
                                        Akkknes, dobrze,że napisałaś. Zlewaj go tak, w ogóle nie podnoś telefonu jak
                                        widzisz, że to on! I nie spotykaj się z nim, niech spada. A najlepiej to wyślij
                                        mu smsa w stylu "odczep się ode mnie", może zrozumie:) No i zdrowiej koniecznie,
                                        zdrowiej NAM:)
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:14
                                          oj kaktusica, nie umiem go zlac, nie odbierac jak wiem ze to on - ja tesknie za
                                          jego glosem, i nawet jak dzwoni tylko po to, zeby zapytac jak sie czuje i nasza
                                          rozmowa trwa 15sekund to czuje ze od razu jest mi lepiej. pewnie ze nie spiewam
                                          mu piesni dziekczynnych za to ze dzwoni czy pisze, rozmawiam z nim normalnie.
                                          pewnie ze mam w ciagu dnia momenty ze chce mu napisac cos w stylu k... kocham
                                          cie i nie umiem bez ciebie normalnie zyc, ale to akurat jestem w stanie
                                          powstrzymac. jeszcze.
                                          kazdego dnia przekonuje sie tez, ze to czego mnie nauczyl - ze wszystko moze
                                          sie zdarzyc w najmniej spodziewanym momencie.
                                          nie wiem co bedzie za godzine, co bedzie jutro a co za tydzien.
                                          wiem zaraz sa swieta, wiem ilu bedzie gosci i co trzeba przygotowac, wiem co
                                          mam ogarnac do szkoly, co musze zrobic w pracy, itd - takie przyziemne rzeczy
                                          pojmuje, ale tego co bedzie ze mna w kontekscie jego - nie wie chyba on sam.
                                          byc moze jeszcze nie raz gorzko zaplacze, nie raz zatesknie, nie raz pewnie
                                          tez sie usmiechne - oczywiscie chcialabym sie tylko smiac i tylko do niego. ale
                                          to jest zycie, nie bajka. sa tez sprawy ktorych nie przeskocze.
                                          nauczylam sie przez ostatnie dni patrzec na swiat realnie, zdjelam te moje
                                          rozowe okularki. troche smutniej sie zrobilo i nawet chlodniej na swiecie, ale
                                          swiat nie nalezy do mnie...
                                          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:53
                                            A właśnie, że nie masz racji. Świat nalezy do Ciebie. Twój świat jest tylko i
                                            wyłącznie Twój i możesz sobie z nim zrobić, co tylko zechcesz, rozumiesz? Nikogo
                                            nie możesz zmusić do niczego, możesz jedynie posterować sobą tak, żeby wyszło na
                                            Twoje. Niestety Twój były pokazał Ci już, że nie jest wart Ciebie, ani Twojej
                                            miłości.
                                            Zrozum jedno. Lepiej pocierpieć ten miesiąc, dwa, trzy i miec spokój, zapomnieć,
                                            niż cierpieć przez rok, czy może całe życie codziennie słysząc jego głos, który
                                            będzie to wszystko odświerzał...
                                            • akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 18:12
                                              wiesz co, jakis miesiac albo i dluzej temu ktos mi powiedzial ze nie bede ta
                                              pierwsza jedyna na swiecie co mi sie uda drugi raz wejsc do tej samej rzeki i
                                              spokojnie nia plynac... bo ja bylam przekonana ze mi sie uda...
                                              wczoraj mi sie to przypomnialo.
                                              dlatego dzis tez wiem, ze swiat nie jest moj, ja moge nim niby rzeczywiscie
                                              robic co chce, ale to tylko takie niby... widzisz ja nie umiem tak naprawde tak
                                              naprawde posterowac swiatem tak, zeby zachowac siebie i byc soba... nie w tej
                                              sytuacji... a ze ta sytuacja jest dla mnie naprawde szalenia wazna to juz inna
                                              sprawa...
                                              pewnie ze kiedys latwiej mi bedzie ze cierpialam ile tam czasu ale nie lat...
                                              ale kiedy ja to zrozumiem?
                                        • ilums Re: wracanie do siebie 05.04.07, 17:59
                                          hej hej hej-dziewczeta nie kloccie sie, bo zrobi nam sie watek jak jeden z
                                          wielu gdzie ludzie sobie tylko wrzucaja... Szanuje Twoja decyzje akkknes, ze
                                          chcesz tu byc anonimowa-no i szczerze mowiac to faktycznie mam ten Twoj watek
                                          uciekl troche od tematu-ale z drugiej strony-ja tez przezywam teraz pieklo-za
                                          pol godziny jade na zajecia i dalbym wszystko, zby moc na nia popatrzec-a jej
                                          nie bedzie!!!!!!! a jak sobie zaczynamy pisac o tak zwanej dupie marynii to tak
                                          jakby zaczyna sie myslec o innych rzeczach-ale rozumiem Twoj punt widzenia...i
                                          szczerze to czekalem kilka dni kiedy Ty w koncu mi dokopiesz bo ja Ci wiele
                                          razy dokopywalem-ale chcialem dobrze.
                                          A co do watku to znam go calego-a wlaczylem sie w dyskusje gdzy juz nie
                                          wytzrymywalem ze soba!!! I nawet pomaga!!!!

                                          A do kaktusicy: dzieki Magda, ze sie za mna wstawilas!!!!:)

                                          A teraz wyjasnienie nick'u:

                                          I- I
                                          L- love
                                          U- "U" czyli "you"
                                          M- imie mojej eks od ktorej ucieklem do stanow
                                          S- nazwisko mojej eks,
                                          Jak zeralismy to postanowilem nie zmieniac nick'u bo ja mam takie same inicjaly
                                          jak ona i postanowilem, ze bede kochal siebie:)
                                          A co najzabawniejsze-ksiezna latino, tez da sie wpasowac w te inicjaly:)Chyba
                                          dawno temu sobie proroczy nick wymyslilem:)

                                          A na imie mam Michal

                                          Jeszcze raz dzieki kaktusica!!!!

                                          Aha! moze zle ujolem to co Ci napisalem akkknes-czasami mi glupoty wychodza-ale
                                          nie chcialem, zle. Wiem, ze Cie strasznie boli i oddalabys wszystko za chwile z
                                          nim-mam dokladnietak samo!!!!!!!!!
                                          Lece na zajecia
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 05.04.07, 18:15
                                            ilums, ja nie chcialam ci dokopac bo to nie jest w moim stylu...
                                            sluchaj, na codzien w zyciu pewnie zdarza mi sie i swiadomie i podswiadomie
                                            robic cos na zlosc, byc zlosliwa itp ale nie tutaj - tu, gdzie poniekad jestem
                                            zalezna od ludzi ktorzy mi odpisuja... powtarzam ze napisalam tu, zeby z
                                            zewnatrz moc zbudowac sobie oslonke ze jestem twarda silna i nikt mnie juz nie
                                            zlamie. tutaj moge sobie poryczec, powiedziec co mnie boli, jak jest... dlatego
                                            nie chce zeby ktos wiedzial o mnie za duzo.
                                      • akkknes do ilums 05.04.07, 17:08
                                        hej, posluchaj - ja nikogo nawet 'jakby' nie zwodze - mowie ze jest mi ciezko,
                                        ze staram sie zapelniac sobie kazda chwile, nie myslec, itd - to znaczy ze tak
                                        jest, nie jestem taka ze pstrykne palcami i sie odkocham, nie. pokochalam go
                                        ponad dwa lata temu i kocham nadal, widac tak musialo mi sie ulozyc w zyciu, bo
                                        wiem ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. kocham go i jestem tego pewna, nie
                                        kocham tego jak np mnie przytulal, kocham to, ze to on to robil. dzis po pewnym
                                        czasie moge sobie szczerze odpowiedziec ze kocham nie jakies tam momenty, a
                                        czlowieka - razem z tym co mi sie w nim podobalo, co w nim uwielbialam, jak i z
                                        tym, czego nie lubilam.
                                        wiec prosze nie pisz, ze go 'zwodze' nawet w kontekscie 'jakby'

                                        a po drugie - prczytaj ten watek od poczatku do konca, bo moze tego nie
                                        czytales - pisze tutaj od pewnego czasu nie po to, zeby poszerzyc kregi swoich
                                        znajomosci. pisze tutaj, bo tu jest mi latwiej napisac o tym co sie dzieje niz
                                        mowiac to moim bliskim, przyjaciolom, czasami latwiej jest napisac komus
                                        calkiem obcemu niz najblizszemu przyajcielowi. i dlatego tutaj sie otwieram ,
                                        nie placze w rekaw rodzicom czy jakos tak. sluchaj, to jest temat 'wracanie do
                                        siebie' gdzie chcialam i chce nadal ulzyc troche sobie i jesli moge pomoc
                                        komus, a nie poznawac nowych ludzi. zaczynajac tu watek nie pisalam ani skad
                                        jestem, ani kim jestem, itd i nie pytalam tez o to ludzi, ktorzy mi pomagali.
                                        nie interesuje mnie ani ile ktos ma lat, ani co robi w zyciu, ani jaka religie
                                        wyznaje. jesli ktos mi tu odpisywal to wiem ze robil to bo mial jakis pomysl do
                                        tej sytuacji a nie dlatego ze tez ma niebieskie oczy.
                                        mam nadzieje ze to uszanujesz - bo wchodzac w ten watek chce przeczytac co ktos
                                        mysli calkiem z zewnatrz o tym co robie, jak ten ktos to widzi, a nie to zeby
                                        przeczytac ile ktos ma lat - bo wiek plec zawod bla bla bla itd nie ma tu
                                        najmniejszego znaczenia.
                                        sadze, ze ci ludzie, ktorzy tu pisza chca mi jakos pomoc a nie dowiedziec sie
                                        ile mam wzrostu... dzieki.
                                        • kaktusica6 Re: do ilums 05.04.07, 17:13
                                          Akkknes... niepotrzebnie go atakujesz, naprawdę... Myslę, że nie miał nic złego
                                          na myśli.
                                          Ale no cóż, jesli Cię to drażni... przepraszam bardzo, jesli rozwalam Ci wątek
                                          pisząc też o sobie. Więcej nie będę.
                                          • akkknes Re: do ilums 05.04.07, 17:16
                                            nie, nie o to chodzi.
                                            kaktusica - mnie nie obchodzi ile masz np lat - dla mnie wazne jest to co
                                            piszesz, bez wzgledu na to co robisz, ile masz doswiadczenia itd, rozumiesz?
                                            dla mnie tu na forum nie licza sie pewne kwestie, liczy sie to, co mi piszecie -
                                            bo przeciez bez tych wpisow popelnilabym jeszcze wiecej glupot.
                                            ale fajniej wejsc i poczytac w temacie... to jest forum, nie klub gdzie moge
                                            podejsc do kogos, kto odpowiada mi fryzura czy butami. tylko o to mi chodzilo.
                                            nie mialam zamiaru nikogo atakowac, po prostu poki udalo mi sie gila zatamowac
                                            i mam dwie rece wolne od chusteczek pisze to co chce napisac - poki mam
                                            mozliwosc :)
                                            • kaktusica6 Re: do ilums 05.04.07, 17:26
                                              No tak, Ciebie to nie obchodzi, rozumiem. Ale zrozum też, że np. Ilumsa może to
                                              obchodzić. I nie po to, żeby potem gadać, że o tak to ma mało doświadczenia to
                                              jest be i mówi głupoty. Dopóki nie zmieni to podejścia, na przez pryzmat
                                              wieku/płci/zawodu itp. to co w tym złego, że będziemy wiedziec o sobie troche
                                              więcej? Tego własnie nie rozumiem...
                                              • ilums Re: do ilums 05.04.07, 18:05
                                                Lece na zajecia
                                                Trzymajcie sie dziewczeta...wieczorem wpadne sprawdzic w jakich humorach
                                                zakonczylismy dzien-ja wczoraj mialem paskudny wiec dzis moze byc kolej kogos
                                                innego:)
                                              • akkknes Re: do ilums 05.04.07, 18:20
                                                kaktusica6 napisała:

                                                > No tak, Ciebie to nie obchodzi, rozumiem. Ale zrozum też, że np. Ilumsa może
                                                to
                                                > obchodzić. I nie po to, żeby potem gadać, że o tak to ma mało doświadczenia to
                                                > jest be i mówi głupoty. Dopóki nie zmieni to podejścia, na przez pryzmat
                                                > wieku/płci/zawodu itp. to co w tym złego, że będziemy wiedziec o sobie troche
                                                > więcej? Tego własnie nie rozumiem...

                                                no wlasnie chodzi o to, ze 'zeby potem gadac...' - kaktusica, odpisujac mi
                                                pierwszy raz na moj watek pomyslalas, ze bedziemy tu pisac miesiac? ja myslalam
                                                ze moze tydzien to maks, potem kazdy to oleje... a ze to jest forum, tu kazdy
                                                moze sobie zarowno i zbudowac swoj swiat jak i pisac cos bardzo szczerego to ja
                                                nie chce zeby ktos wiedzial. wiem ze moja milosc ma ochote sprawdzic co tu
                                                pisze i dla niego nie bedzie duzym problemem zorientowac sie juz po samym nicku
                                                ze ja to ja. poza tym latwiej jest czasami pisac o rzeczach waznych 'obcym' -
                                                obcym, ktorzy patrza na to z boku, ktorym mozna napisac wszystko jak jest i nie
                                                musiec znosic potem ich spojrzenia na codzien, przed ktorymi mozna sie otworzyc
                                                tak szeroko jak przed nikim...
                                                • madziuuunia Re: do ilums 05.04.07, 20:50
                                                  akkknes jesli moge Ci cos poradzic to oderwij sie od tego faceta...zakoncz
                                                  wszystko - to radzi obiektywna osoba...a teraz tak calkiem szczerze to wiesz co
                                                  ja bym zorbil ana Twoim mijescu????? czujac to co ty czujesz....ja bym jeszcze
                                                  troche go pomeczyla udawala ze mi nie zalezy a gdy bym widziala ze on zabiega o
                                                  mnie to pewnie brnelabym w to i pozwolila worcic do siebie....napewno bym tak
                                                  zorbila bo ....kocham. Rob to co czujesz ok??? czasami to ejst lepsze wyjscie z
                                                  sytuacji niz robienie czegos zgodnie z rozumem co jest na sile. Powiem Ci
                                                  Akkknes ze ja po pierwszym roztsaniu robilam tak jak Ty - wiesz o tym...ale gdy
                                                  worcilismy do siebie gdy zobaczylam jak to teraz wyglada...gdy poczulam sie
                                                  lekcewazona, niekochana i niepotrzebna i gdy zobaczylam ze wiele nie starcilam w
                                                  momnecie kolejnego tozstania to latwiej to przechodzi. Zobaczysz ze jelsi
                                                  worcicie do siebie to bedziesz miala pelny obraz tego jak naprawde wyglada to
                                                  wszystko. moz ebyc super a moze byc tak jak u mnie.....wtedy mysle ze oczka Ci
                                                  sie otworza i bedzie ci latwiej. Ja musiaalm worcic do bylego zeby pzrekonac sie
                                                  ze naprawde jego slwoa zapewnienia i on sam sa niewiele warte. Wez to do
                                                  serca!!! pozdraiwam mocniutko
                                                  • akkknes Re: do ilums 05.04.07, 21:42
                                                    hm madziunia... madrze piszesz... ale ja nie chce wchodzic w nic, co chocby z
                                                    nazwy laczylo sie z jakas proba, zabawa, jakims manipulowaniem itd.
                                                    robie teraz to co czuje - a czuje, ze jesli mamy byc razem to chocby swiat sie
                                                    walil, bedziemy. wiem tez, ze on nie potrzebuje mojego blagania plakania
                                                    starania itd calych tych trzech miesiecy - bo on i bez tego byl tego w stu
                                                    procentach pewien. byl mnie w calosci pewny.
                                                    wiec wiem ze jesli ma z tego cos wyjsc, to on mi jeszcze pokaze co potrafi. nie
                                                    chce go bronic, ale wiem ze jak mu sie pouklada, jak sie przyzwyczai juz do tej
                                                    nowej pracy to bedzie inaczej. on jest porywczy, niespokojny, mowi i dopiero
                                                    potem mysli, przy tym jest strasznie pewny siebie, i wierzy ze duza kasa
                                                    zalatwia wszystko... wiem ze to dziecinne, on od zawsze ma problem z rodzicami,
                                                    ja np jak cos jest nie tak to moge ze wszystkim uderzyc do rodzicow, on tego
                                                    poczucia pomocy od rodzicow nie ma. sam tez na to zapracowal, ale...
                                                    go nie chce meczyc, nie chce tez mu nazwijmy to ulatwiac - bo raz juz mi
                                                    przeszla przez glowe taka mysl - ze czemu ja mam znikac z jego zycia,
                                                    odchodzic, ustepowac drogi?
                                                    nie chce go popychac, namawiac, ani nic z tych rzeczy bo wczesniej czy pozniej
                                                    to obrociloby sie przeciwko mnie.
                                                    widze ze ostatnie dni troche go zmienily - kiedy nie ma tego poczucia ze siedze
                                                    w domu i czekam... to jest tak jak pisaliscie, wiem.
                                                    ale to nie jest tak, ze on od razu rzuca wszystko i jest tylko dla mnie, nie...
                                                    on po prostu potrafi tak powiedziec zeby nie powiedziec - cos przemilczy,
                                                    czegos niedopowie i niby ok.
                                                    nie wiem teraz jestem pewna ze jakby chcial to ja oczywiscie zgodze sie i bede
                                                    najszczesliwsza na swiecie. ale nie wiem co by byly gdyby on naprawde chcial
                                                    wrocic. mysle ze wszystko bym wybaczyla i zapomniala, ale zycie lubi platac
                                                    figle...
                                                    z drugiej strony wiem ze jesli byloby tak jak on mowi - ze gdyby sie troche
                                                    postarac to z tego byloby cos naprawde fajnego - wiem ze tak by bylo. wiem,
                                                    jestem pewna, ze gdybym ja przystopowala z pewnymi sprawami a on zrobilby pare
                                                    innych rzeczy to naprawde byloby jak w bajce. tego akurat jestem najpewniejsza.
                                                    ale co z tego, skoro to, ze on teraz na dniach jest taki jak jest - nie wiem co
                                                    bedzie jutro. on sam nie wie.
                                                    nie chce dac mu poczucia ze znikam, ze mu uciekam. bo to nie byloby szczere. ja
                                                    mu nie uciekam, ja naprawde robie wszystko zeby on pomyslal. nie chce byc
                                                    czyims przeciwienstwem, jakims krysztalem - bo to tez obrociloby sie przeciwko
                                                    mnie. fajnie jest jak ktos wazny dla ciebie dzwoni i pyta jak sie czujesz bo
                                                    wie ze chorujesz - a jak bylam ostatnio chora jakis miesiac temu, bralam takie
                                                    antybiotyki ze nie wiedzialam co sie dzieje nawet nie zapytal jak sie czuje.
                                                    wiec to ze dzis i wczoraj w ogole pamietal ze jestem chora jest dla mnie
                                                    wielkim plusem - a najgorsze jest w tym to, ze wiem, ze nie moge tej jednej
                                                    rzeczy odebrac jako dobrej monety, bo narobie sobie niepotrzebnie bog wie
                                                    jakich nadziei... :( i to jest przygnebiajace.
                                                  • kaktusica6 Re: do ilums 05.04.07, 22:47
                                                    Po pierwsze - nie miałam zamiaru się z nikim kłócić:) Obie z Akkknes to wiemy,
                                                    nie?:)
                                                    Po drugie... cóż... ciężkie to życie... Musisz być dzielna i jednak spróbować
                                                    poudawać trochę niedostępną, wiesz? Rozumie, że chcesz być fair, ale też, z
                                                    drugiej strony... on po prostu będzie czuł, że jesteś na tacy, a to już mniej
                                                    pociąga, jak tzw. zakazany owoc, prawda? Popieram to, co napisała Madzia... Rób
                                                    to, co Ci serce mówi... ale nie to serce porzucowe, które podpowiada, żebyś go
                                                    prosiła itp. I mysle, że jeslibyś dała mu taki sygnał, że uciekasz, to mogłoby
                                                    go to po prostu zmobilizować do określenia samego siebie... bo to wygląda tak,
                                                    że jemu jest teraz tak wygodnie. No i możliwe, że testuje własnie tą Marysię,
                                                    czy jak jej tam... zastanów się... i nie uciekaj od zmian. widzę u Ciebie
                                                    podobny syndrom, który i w mojej głowie się pojawia:) Czyli po prostu wmawiasz
                                                    sobie, że nie jesteś w stanie, że nie możesz, szukasz potwierdzenia i argumentów
                                                    za tym, żeby czegoś po prostu nie zrobić, bo się tego boisz, bo to byłoby bardzo
                                                    trudne... Spróbuj jednak. Może znajdziesz w sobie tą siłę:) Jesteś naprawdę
                                                    dzielna, wiesz?
                                                  • ilums Re: do ilums 06.04.07, 02:31
                                                    Witaj akkknes-przy calym szacunku do Twojej osoby, mam dziwne uczucie, ze sama
                                                    sie oklamujesz:((((( i zgadzam sie w 100% z obiema Magdami!!!!! Wyobraz sobie,
                                                    ze jak zaczynalismy z ksiezna latino to tez nie bylem pewien czy to jest to-raz
                                                    nawet jak zadzwonila to jeden z dzieciakow podsluchiwal i potem sie spytal
                                                    czemu plakala(oczywiscie sie wsieklem, ze podsluchiwal)...a plakala bo mialem
                                                    jej dac wieczorem odpowiedz czy bedziemy razem czy nie! Kochalem, ja od
                                                    poczatku, ale na poczatku staralem sie myslec rozsadkiem a nie sercem i sie
                                                    wahalem czy to ma sens-oboje z innych krancow swiata i z innych kultur. a teraz
                                                    za taki telefon oddalbym wszystko-a ona poprostu wie, ze ma sobie czekac bo ja
                                                    szaleje za nia.... Sprobuj wiec sobie odczekac a on sie wscieknie za Toba-mi np
                                                    juz nic nie przeszkadza ze inne kultury czy inne takie bajery!!!! Odrzuc zdrowo
                                                    rosadkowe myslenie ktore nakazuje Ci nie okalmywac go bo taka jest Twoja natura-
                                                    zrob to dla Twojegop serca i przetrzymaj go troche-a on bedzie sie co jakis
                                                    czas odzywal i wkoncu bedziez wiedziec ze to ta milosc!!!!! A to, ze sie tak
                                                    wymadrzam na Twoim formu to wcale nie znaczy, ze sam nie popelniam bledow-dzis
                                                    nie bylo jej na zajeciachm-i mimo iz wszystko i wszyscy mi mowili nie jedz do
                                                    niej-to ja jak zwykle bylem madrzejszy... zawiozlem jej notatki,wlozylem do
                                                    skrzynki na listy i napisalem sms: Czesc(tu jej imie). Podrzucilem Ci notatki,
                                                    z dzisiejszych zajec-sa w skrzynce na listy. Wesolych swiat wielkanocnych:)

                                                    Jak to skomentujesz-dokladna odwrotnosc tego co sam Ci radze... Nic oczywiscie
                                                    nie odpisala i czuje sie tak cholernie pusty w srodku:///// i znow trzeba
                                                    zaczac liczyc czas nie odzywania sie od poczatku!

                                                    Dobrej nocy Wam zycze!!!
                                                  • ilums Re: do ilums 06.04.07, 02:51
                                                    A jeszcze jedno mi sie przypomnialo...Wiesz-o czym sobie nie pomysle, zeby jej
                                                    pomoglo mnie nie zapomniec czyli zeby jej mnie przypominalo to spelnia sie
                                                    odwrotnie. Dzis jak bylem zawiesc jej notatki to sobie pomyslalem-o 2 ulice
                                                    dalej stoja 2 takie samochody jak ja mam i bedzie jej to mnie przypominac.
                                                    Wjezdzam na swoja ulice i ktos wolno sie toczy takim samochodem jak ona ma-az
                                                    mi serce przystanelo,ze to moze ona-ale sie mylilem:/// Wniosek z tego taki-jak
                                                    Cie kocha to nawet drobne pierdulki nie pozwola mu o Tobie zapomniec-a nie ma
                                                    co na sile mu serwowac jakis innych rzeczy, ktore beda mialy na celu
                                                    przypominanie o sobie. Wiem, wiem, wiem....wymadrzam sie jakbym byl lepszy:) To
                                                    tak na tyle na dobranoc kochani/niekochani:)
                                                  • kaktusica6 Re: do ilums 06.04.07, 09:36
                                                    Ilums, chcesz kopa za takie numery?
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 11:22
      Ilums bardzo madry post:) hehe wyciagnelam z niego pare rad dla siebie....no ale
      widze ze slaby jestes starsznie. Po co to robisz?? gluptasie sam dorbze wiesz ze
      to ci nie pomoze a wrecz odwrotnie!!!! Mowiles ze tzreba zlewac wiec
      zlewaj...wiecej zyskasz zlewajac niz robiac takie numery. Dobrze o tym wiesz
      wiec sie powstrzymaj!!!! idz na plaze...idz gdzies ze znajomymi...zajmij sobie
      ten swoj czas i nie jezdzij tym cholernym samochodem???? czy to az taka
      przyjamnosc jezdzic i jezdzic ...w samotnosci na dodatek??? zajmij sie wkoncu
      soba i na jakis czas zapomnij o niej.Wiesz jesli ona jest z innej kuiltury to
      kurcze nasze rady moga tez nie skutkowac bo u nich jakos inaczej moze byc w tych
      sprawach....zreszta nei wiem, nie znam sie. Wracajac do mnie to czuje sie prawie
      dorbze;) jak wiecie rano mam zawsze rozsypke i wyje w poduszke..a dzisiaj dalam
      sobie rade!! nawet wstalam z usmiechem. Wiadomo ze czuje pustk ei bezsnes
      swojego wstawania i zycia... no ale zorbilam to pzremoglam sie...zorbilam osbi
      emaseczke .. nalozylam maske na wlosy.... wtarlam balsam ujedrniajacy i jakos mi
      sie humorek poprawil tez:):):) A biorac twoja rade Ilums... to mysle ze jesli
      ten moj cos czuje to ebdzie tak jak mopwisz..kazda mala rzecz bedzi emu mnie
      przypominac i wtedy moze zacznie sie zglaszac do mnie. Ale podswiadomosc mowi mi
      ze tak nie ebdzie:) a nawet jelsi bedzie to.... ja worcic nei moge
      juz...niestety. na chwile obecna to chcialabym,.....bardzo bym chaial ale chyba
      z uplywem czasu ta chec we mnie zgasnie co?? bylo by superancko. teraz odeczekam
      miesiac dwa.....on poczuje czym jest samotnosc... nie ebdzi emial kochajacej
      cieplej madzi.... zobaczymy co bedzi erobil.... pozdraiwam was mocniutko
      Kochani!!!!!
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 15:52
        Madziu, to super, trzymaj tak dalej!:) Bo widzę, że dobrze Ci idzie:) Po tym,
        jak Cię traktował chcesz dalej znim być? Poprzypominaj sobie czasem co złego
        robił, jak do siebie nie pasowaliście itp. i wbij sobie do głowy, że bez niego
        będziesz szczęśliwsza,że znajdziesz sobie kogoś 100razy lepszego i będzie cudownie:)
        I to samo chyba bym radziła Ilumsowi... żebyś spróbował zapomnieć o nie, odciąć
        się, nie jeździć pod jej dom! Ani nam się waż tam pojechać jeszcze raz;]
        Wesołych świąt:)
      • timbunia wracanie do siebie 06.04.07, 19:03
        witajcie,
        to ja chyba wezmę udział w kolejnym odcinku. Napiszę w skrócie - po 6 latach i
        kilku latach mój mężczyzna zaczął mieć wątpliwości. Mamy po 28 lat.
        Planowaliśmy zakup mieszkania i wspólne zamieszkanie. Wszystko zaczeło się pod
        koniec lutego. Zauwazyłam u niego zmiane zachowania już wczesniej, ale myślałam
        że to przez pracę, stres. A on po prostu zaczął się odsuwać. No i aczęły sie
        jazdy. prosiłam, błagałam, ryczałam.... czego ja nie robiłam - sprzeczalismy
        się coraz częściej. On sie zaciął, mówi że nie wie co czuje, że sie wypaczył.
        wtedy zajrzałam, do tego wątku. Dałam mu czas do końca marca - na wyciszenie
        emocji, przemyslenie spraw - nie widzielsmy się ponad 2 tygodnie, nawet sie do
        siebie nie odzywaliśmy. myślałam, że to pomoże, ale jak ię okazało nie pomogło.
        19 marca wysłalam mu smsa, że ja już podjęłam decyzję co do naszego zwiazku, ze
        mam własne życie i ze musi sobie uświadomić, ze dalsze życie bedzie wymagało
        zmian. Jak się okzasało tego smsa zinterpretował opacznie, ja tylko chciałam mu
        dać czas na zastanowienie się. 30 marca puściałam mu strzałę, przypominając o
        terminie. no i wysłał smsa, ze nasze drogi rozchodza sie bezpowrotnie (myslał
        że ja już w swoim smsie postanowiłam odejsć). Wkurzyłam się trochę, bo chociaż
        powinniśmy porozmawiać i powinien mi to powiedzieć w 4 oczy - tm bardziej ze
        przez cały związek wszystko sobie mówiliśmy i bylismy zawsze szczerzy. Chyba
        wymusiłam na nim rozmowę w zeszły wtorek, wreszcie twarza w twarz. Chciałam ,
        zeby było miło - stwierdziłam, że próbuje zawalczyć. Zrobiłam koszyk piknikowy,
        chciałam wyciągnąc go do łazienek. Bał sie cokolwiek ode mnie wziąć.
        Powiedziałam mu wszsytsko on też, co mu przeszkadzało. Ale niestety nie
        powiedział wprost czy to koniec, czy nie - nie wiem czy bał się mnie zranić.
        Powiedziałam mu że jeśli się boi to ja rozumiem. ale niech mnie nie zwodzi.
        Powiem wam że nie wiem w co wierzyc, czy rzeczywiscie, że nie wie, czy ze się
        boi. Pozostały nam sprawy mieszkania które mieliśmy zakupić - napisał mi raz że
        może jak uda sie tą umowę zerwać to coś sie zmieni, ale niczego nie obiecuje. W
        srodę się widzieliśmy byliśmy w agencji nieruchomosci. Zaprosiłam go do
        mieszkania, choć widzę że nie chciał. i zaczełam go kokietować, skradłam parę
        buziaków przytuliłam się - we mnie nadzieja urosła, ale jak mu to powiedziałam.
        To on na to, że żałuje ze przez te 6 lat nie byłam taka wesolutka jak teraz :(
        i ze właściwie to jest bez uczuc, więc to na nim wrażenia nie robi. Ze docenia
        ze sie tak staram i ze chciałby tą skorupę skruszyć co ma w sobie -
        bezuczuciową. Ale teraz nic nie czuje. sprawe z mieszkaniem ruszyliśmy w niego
        nadzieja, ze sie ciezaru pozbędzie wskoczyła - czuje sie winnny wobec mnie
        moich rodziców. Spotkaliśmy sie jeszcze w czwartek na chwilę przyjechał jeszcze
        krótko gadaliśmy o nas. jak zwykle nie wie, nie czuje. Ja odchodze od zmysłow,
        ryczę, wydzwaniałam do niego co 5 minut, zawsze był mi najbliższy, był mi
        przyjacielem najwiekszym, miłością. Różnuliśmy się nieco poglądami, on chciał
        szybciutko rodzinę, ja chcałam troszkę poczekać - kończyłam studia, chciałam
        popracować - ustabilizowac sobie sytuację finansową i mieszkaniową.
        Mieszkaliśmy oddzielnie przez te 6 lat. w czwartek złożył mi życzenia
        swiąteczne, ścisnęłam go za rękę i znów wróciłow szytsko tęsknota. Wczoraj
        przeczytała artykuł o rozstaniach polecany gdzie w którychmś watku.
        Postanowiłam i sobie dac czas. Chyba wolę żeby nadzieja we mnie umarła. Od
        wczorajszego spotkania nie dzwonię do niego, pewnie będziemy sie widywać
        tylkow sprawie mieszkania. Mam nadzieję, ze sie zreflektuje, ale z drugiejn
        strony nie chcę miec nadziei jeśli wszystko pójdzie ku gorszemu. Żyję w
        niebycie, walczę o każda chwilę. Walczę z pokusą zadzwonienia do niego i
        wyżalenia się. Nie wiem czy robię słusznie.... jest mi bardzo ciężko. Ale wiem
        że tak muszę - moze kiedys jeszcze zaświeci dla mnie słońce. Modle sie o to...
        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 20:39
          Walcz dalej z tymi pokusami, może facet zrozumie cos... A jak nie, to przecież
          jesteś jeszcze młoda, znajdziesz kogoś innego:)
        • timbunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:02
          no i stało się. cały dzień byłam silna, a własnie znalazłam wspólne zdjecie -
          rozbeczłam się...
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:04
            Spal! Już,natychmiast!
            :)
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 20:27
      Boze.....ludzie....ja zaraz umre z zalzu i rozpaczy....wiecie co sie stalo??
      dowiedzialam sie calej prawdy....jest inna....inna dziewczyna.... Wl;asnei sie
      dowiedzialam ze on mnie zdradzal. Gadalam z nia i doiwedizalam ze sie spotykali,
      jej na nim bardzo zalezy...i nei hcce go starcic i on tak samo........ Boze jak
      to boli:(:(:( jestemw rozsypce...zalacme....placz nic nie daje...czuje sie
      potwornie...tak jakby juz nic w zyciu na mnie nie czekalo:(:(:( Jest mi
      starsznie zle i smutno....starsznie starsznie starsznie..... Powiedzial mi ze
      juz danwo chcial ze mna zerwac bo juz danwo mnie nie kochal....a nei hccial tego
      robic bo nie hccial mnie miec na sumieniu...nie chcial zebym sobie czegos nie
      zorbila. Z tamta dziecwzyna wiele go laczy .... aja z nia rozmaiwalam i zyczylam
      im wszysktiego dobrego bo oto wspaniala osoba.....i Gdzi etu
      sprawiedliwosc/?????? on bedzie szczesliwy..a ja nie:(.... jemu szczescie juz
      sie usmiechnelo a mi nie....:( nie ma sprawiedliwosci...jest tylko bol i lzy:(:(:(
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 20:38
        Nie, nie nie i jeszcze raz NIE. Jest sprawiedliwość na tym świecie. I do Ciebie
        szczęście się uśmiechnie, NA PEWNO będziesz szczęśliwa z kimś, kto będzie Ciebie
        kochał, kto będzie Cię szanował i kto będzie Ci wierny. Madziu... strasznie mi
        przykro,że tak wyszło... wyobrażam sobie, co musisz czuć... ale takie jest już
        życie. Po prostu to nie był TEN, on ma inne przeznaczenie, Ty inne. Teraz masz
        już pewność, że nie wróci. I bardzo dobrze! Skoro facet zdradza, to nie ma dla
        niego żadnej litości, żadnego zrozumienia. Ktoś, kto zdradza nie zasługuje na
        jakikolwiek szacunek, rozumiesz? To, że on tak postąpił oznacza, że jest byle
        kim. I tamta dziewczyna nie ma pewności (i nigdy jej mieć nie będzie), że on jej
        też nie zacznie zdradzać z inną, jak się mu znudzi. Najwyraźniej trafiłaś na
        niehonorowego typa, niewartego ani jednej Twojej łzy.
        Trzymaj się kochana mocno, wiem, że to wszystko dla Ciebie trudne... Ale
        pamiętaj, że szczescie czeka na Ciebie tuż za rogiem:) Jeszcze znajdziesz
        właściwego faceta dla Ciebie:)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:11
          wyplakalam juz oczy...nie mam juz czym plakac wiec nie bede....najbardziej boli
          mnie to ze on bedzie szczesliwy teraz...bo ta dziecwzyna jest naprawde
          fajniutka;( i wiem ze da mu szczescie..a ja??? a ja nie dosc ze bede sama to
          jeszcze bede cierpiec i bolec za nim.....powiedzal ze juz danwo chcial
          zerwac...ze juz dawno mnie nie kochal....a nie chccial mnie miec na
          sumieniu....czul sie juz wolny wiec ldatego zaczal z Ta druga krecic:( bol jest
          ogromny....nie do pzrezycia....kaktusico nie wiem co orbic....nie wiem co mam z
          soba robic......:( czuje sie okropnie bezznadziejnie...bez szans na pzrezycie
          chocby dnia...:( cos starsznego:(
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 21:34
            Madziu!
            Fajniutka się może wydawać, ale nie wiesz, co siedzi w niej w środku (sadystka,
            pedofilka, nekrofilka, morderczyni)! Poza tym, nawet jesli da mu szczeście...
            Pamiętaj o tym, że Ty też mu dałaś. A on się zachował jak ostatni DUPEK. Nie
            bolej za nim, bo za takim dupkiem nie ma co boleć, rozumiesz? Tak, jak on
            postąpił, to się nie postępuje. Jak się z kimś jest, to się jest. Jak się nie
            kocha, to się odchodzi, a nie udaje, robi nadzieje i kręci za plecami. Tak
            postępują najwięksi tchórze i gó..arze...
            Pamiętaj o tym, o najwazniejszym! Ty jesteś mądrą, wspaniąłą, dojrzałą
            dziewczyną! Mówi to osoba całkowicie obiektywna, na podstawie Twoich
            wypowiedzi:) Bedziesz sama tyle czasu, na ile sobie pozwolisz:)
            Zajmij się czymś, zacznij się uczyć, wpadnij w wir pracy, idź do koleżanki się
            wypłakać, nie siedź sama, albo zacznij grać na komputerze w jakąś super
            wciągającą gre, która pomoże Ci rozładować emocje (jakies wyscigi samochodowe
            np.). Idź do klubu, potańcz, może kogoś poznasz:) Nie załamuj się, nie
            rozmyślaj... Staraj się zapomnieć i nie żałuj jego, bo nie był Ciebie wart!
            • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 22:34
              z tzw perspektywy czasu to cos ci poradze... albo przynajmniej sie postaram.
              pocieszanie, dobre rady, przytulanie itd nie wiele tak naprawde pomagaja - nie
              zaleznie jak to bedzie szczere i prawdziwe a jednoczesnie potrzebne. kazdy musi
              to sam w sobie przetrawic. dopiero jak zrozumiesz wszystko na chlodno zacznie
              sie meksyk...
              ja w sumie od stycznia wiem o marysi a od jakiegos 1,5 miesiaca zyje przez jej
              pryzmat. na poczatku bylo mi z tym strasznie: no bo jak to jakas gowniarka
              lepsza ode mnie? moze mu z nia byc lepiej? najpierw mialam w glowie milony
              pytan na ktore za wszelka cene chcialam znac odpowiedz. i jak mi wszyscy
              radzili zebym nie pytala to ja nie, upieralam sie i chcialam wszystko wiedziec.
              myslalam ze jak tak do bolu poznam prawde to poboli mocno ale krotko.
              dzis dalej nie znam tych odpowiedzi ale te pytania powoli zapominam.
              najpierw tesknilam i czulam ze bez niego uschne. e lepiej - czulam ze usycham.
              potem byly jakies tam krotkie chwile poprawy, lapalam wiatr w plecy, potrafilam
              nawet dwa trzy dni nie plakac, moglam z powrotem sie malowac (bo wczesniej
              mialam tak zapuchniete oczy ze nie dawalo rady), potrafilam sie nawet
              usmiechnac albo cos zjesc.
              a potem nagle, z nienacka, dowiadywalam sie czegos - zreszta calkiem
              przypadkiem, od niego - co mnie z dwukrotna sila dobijalo.
              o niczym innym nie myslalam, o nikim innym nie myslalam. bylam pewna ze mi jako
              jedynej na swiecie uda sie zrobic cos co nigdy nikomu sie tak naprawde nie
              udalo. wierzylam, ze to moje ponizanie przyniesie efekt, wtedy nawet nie
              wiedzialam ze tak sie szmace, ze dla niego moje placze, moje rzucanie
              wszystkiego i jechanie godzine do niego bo akurat wlaczyl komorke wiec jest w
              domu, moje prosby itd sa niczym. on to po prostu zlewal, lecial na kolejna bibe
              albo spotkanie z maryska.
              kublem lodowatej wody byla tapeta w jego komorce. nie wiem co wtedy we mnie
              peklo, co sie stalo, czy po prostu za duzo juz przeszlam, za wiele
              wycierpialam, czy najzwyczajniej w swiecie dotarla do mnie prawda. prawda,
              najprawdziwsza. nie ma nas. jestem ja i gdzies tam on.
              dobrze ze powoli, naprawde malutkimi kroczkami przez ten caly czas zmienialam
              moje zycie, moje przyzwyczajenia. kiedys 300ta abonamentowych minut
              wyczerpywalam w tydzien, co dzien pisalam sto smsow, nie usnelam bez rozmowy z
              nim i to takiej przynajmniej pol godziny. dzis pierwszy raz od dwoch lat
              zostaly mi jakies minuty z abonamentu. ide spac o ktorej chce i nie biore ze
              soba do lozka telefonu. nagle potrafie zadzwonic do znajomych i pierwsza
              zapytac czy idzie ktos na browarka! to jeszcze tydzien temu bylo nie do
              pomyslenia. juz potrafie nie rzucac wszystkiego na 1szy sygnal dzwonka i
              odebrac bo to moze on dzwonic.

              co z tego ze wczoraj wieczorem dzownil i gadalismy ponad godzine i tym razem
              wzielam telefon do lozka? co z tego ze dzis gadalam z nim juz z 5razy? co z
              tego ze potrafi zapamietac ze jestem chora? co z tego, ze nagle potrafi odebrac
              telefon ktory nie ma dziwieku i wibracji? ze potrafi oddzwonic jak widzi
              nieodebrane polaczenie? to jest najgorsze wiecie...? bo co ja z tego mam? tak
              metafizycznie albo namacalnie? nie mam z tego nic. mam jedno - jedno co wiem,
              czego jestem pewna, w co wierze: ze jesli nasze drogi maja sie kiedys zejsc, to
              tylko dlatego ze on sie 'wysili'. jesli mimo i pomimo wszystko mamy byc razem
              to on musi sam cos zrobic. latwo mi jest to teraz pisac, tak na chlodno i bez
              emocji, co? zupelnie jak nie ja, nie? a tak naprawde az boje sie pomyslec co
              bedzie w niedziele jak usiade do sniadania. i modle sie zeby jutro przy
              skladaniu mu zyczen nie poprosic go zeby przyjechal w poniedzialek. w
              poniedzialek chyba chcial zebysmy sie znowu umowili na dvd - ja o tym pamietam,
              mam to ciagle w glowie, ale twardo nic nie przypominam. pewnie pekne za pare
              dni... a on tez na pewno pamieta tylko mnie sprawdza :(
              a bo ja mialam cos tu radzic... chyba mi nie wyszlo. to jest moj przyklad, ja
              wiem ze kazdy jest inny nie mozna tu nic wrzucac do kupy i jednego worka, ale
              moze komus to pomoze. tu i tak pewnie brakuje opisania pewnych kwestii, czegos
              dokladniej wytlumaczonego...
              mi naprawde pomogolo to forum. nie jakies pamietniki, plakanie w rekaw tacie
              czy mamie albo przyjaciolkom a forum - tu moglam sobie wszystko napisac, a
              oprocz tego ktos jeszcze to czytal i mi odpisywal - pomoglo. ja nie mowie ze
              dzien dwa czy tydzien. jest kwiecien a schody zaczely sie w styczniu.
              boli do dzis, boli jak usypiam i jak wstaje, jak siedze w wannie i ogladam tv,
              jak sie maluje i jestem na zakupach - boli ciagle. bogu dzieki jest wiosna,
              jest troche slonca, sa swieta wiec jest troche zamieszania. jutro wieczorem
              usiade, pomaluje paznokcie i bede miala czas dla siebie - wszystko co mam
              zrobic bedzie przygotowane. i wiem ze tak naprawde chwile smutku dopadna mnie
              jutro. ja ciagle zyje tym, ze on chce poogladac te dvd, ciagle czekam, kazdego
              dnia sobie o tym przypominam i to mnie trzyma, pogania, daje przetrwac kolejny
              dzien. w poniedzialek wszystko zwiazane ze swietami sie skonczy, znowu zacznie
              sie zwykle zycie, on nie bedzie mial pewnie troche czasu, w weekend praca... i
              minie kolejny tydzien jak sie z nim nie bede widziala. poplacze pewnie jeszcze
              troche, poczekam chocbym sobie wmawiala ze mam to gleboko gdzies.

              wesolych swiat.

              aaaha, najwazniejsze - wczoraj podal mi numer swojej sluzbowej komorki! ja
              wiem, dla kogos to bez znaczenia, ale wiem ile dla niego znaczy ta praca, wiem
              jak sie zaklinal ze nie poda jej nikomu ze znajomych zeby nie bylo ze w czasie
              spotkania z klientem bedzie mu dzwonic...
              • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:01
                ah, tak jeszcze finalizujac moje wywody - wlasnie skonczylismy gadac...
                fajna gadka, niby o zupie slupie, troche sie posmialismy a wiecie co zabolalo?
                jedno zdanie 'uu kotek bateria mi pada' najgorsze jest to ze powiedzial to bez
                ironii, zlosliwosci, cynizmu ani nic z tych rzeczy - igielka w moje serducho.
                potrafil tez od razu oddzwonic z drugiego telefonu ze mu bateria calkowicie
                jednak padla
                no i badz tu madry czlowieku :(
                • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:09
                  Jezu... A możesz mi powiedzieć, po co ty z nim w ogóle rozmawiasz? Szczęśliwsza
                  przez to jesteś?
                  Jak ze mną facet zerwał dla innej, to pierwsze, co mu powiedziałam, to to, żeby
                  nie ważył się ze mną kontaktować. Pod żadnym pozorem. I wyszło mi to na zdrowie.
                  • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:12
                    i co bylas tak twarda nie ssalo cie od srodka i w ogole nie wazne jak bardzo
                    zajmowalas sobie czas to nie odbieralas jak dzwonil i sama tez nigdy nie
                    zadzwonilas?
                    ps on z nia nie jest
                    • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:18
                      Nigdy do niego zadzwoniłam, ani on do mnie. I całe szczęście.
                      • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:20
                        nie wiem, nie rozumiem jak mozna sobie jednego dnia powiedziec ze sie
                        rozstajemy i po jakims tam czasie wspolengo bycia ani razu nie zadzwonic do
                        siebie juz nigdy nigdy...
                        nie zalowalas?
                        • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:25
                          > nie wiem, nie rozumiem jak mozna sobie jednego dnia powiedziec ze sie
                          > rozstajemy i po jakims tam czasie wspolengo bycia ani razu nie zadzwonic do
                          > siebie juz nigdy nigdy...

                          Można, bo tak się tylko przedłuża męczenie się. Co mi po tym, ze mną
                          porozmawia? Jaki w tym cel?



                          > nie zalowalas?

                          Czego? :)
                          • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:28
                            no tego ze sie skonczylo, nie myslalas o tym, czemu sie skonczyly i ze jakby to
                            wszystko inaczej sie potoczylo to teraz tez byloby inaczej?
                            • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:31
                              Teraz absolutnie nie żałuję, że się skończyło, w ogóle o tamtym facecie nie
                              myślę.
                              • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:31
                                ciekawe jak bedzie u mnie
                                • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:33
                                  Tak samo. Gwarantuję. Pod warunkiem, że wreszcie przestaniesz się z nim
                                  kontaktować.
                                • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:35
                                  Akkknes, popieram qw, wiesz o tym... naprawdę powinnaś się odciąć od niego,
                                  mniej byś cierpiała...
                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:36
                                    powiem wam szczerze, czerwieniac sie i bijac sie w piers: boli, boli strasznie,
                                    boli cholernie, boli kur.... ale mimo wszystko jest mi dobrze ze go mam.

                                    wiem wiem wiem jest mi tak do momentu zwatpienia albo do czasu jak ulozymy
                                    czytaj on sobie zycie na nowo
                                    • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:41
                                      Rzeczywiście, jest ci tak dobrze, że założyłaś wątek, w którym ciągle wylewasz
                                      żale :)
                                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:46
                                        ten watek jest potzrebny nam wszystkim...... nie tylko akkknes wylewa zale
                                        swoje..my takze... Ciekawi mnie tylko kieyd zacznei sie ten momnet ze ja bede
                                        pisalal mniej i mniej i mnije...az wkoncu zapomne pisac o mojej sytuacji i
                                        zaczne pisac o jakiejs nowej:(
                                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:47
                                        aha akkknes jelsi moge ci powtorowac to kure....sko boli!!!!!!! do cholery jak
                                        cholera cholernie mnie to cholera boli!!!!!!!!!! szkoda ze placz nie
                                        pomaga.....wogole to czuej sie jak w kolku rozancowym...hehe:) taki zarcik
                                      • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:52
                                        dobra ... na dzisiaj jestem tak zdruzgotana i zaplakana ..ze nie mam sily pisac
                                        madrych rzeczy..ide sie pzrespac...jak wstane to wam napsize jak si eczuej i co
                                        u mnie. Jakby nie bylo to wesolych swiat dziewczynki:)
                                        • qw994 Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:54
                                          Wesołych! :)
                                          Nie bardzo wiem, co mam właściwie ci powiedziec, bo i tak nie pocieszę. Ale to
                                          minie, zobaczysz.
                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 06.04.07, 23:44
                                    tak akkknes zakoncz to...... ja dzisiaj jestem wsumie nie do myslenia....czuje
                                    sie gorzej niz wszystko na swiecie;( napsial mi smsa z pzreprosinami napsial ze
                                    nigdy nie zalowal i nie bedzie zalowal ani jednej sekusny spedzonej ze mna, bylo
                                    mu ze mna cudownie i byl ssczesliwy...przeprasza mnie za wszystko co zle
                                    powiedzial bo nie powinien byl niektorych slow wypowiedziec....napisal tez ze
                                    etraz chce juz ulozyc sobie zycie na nowo i byc szczesliwy z kims innym. Nigdy
                                    mnie nie zdradzil gdy myslal o mnie..a ta dziewczyne poznal na interneci ei
                                    spotkal sie znia no i...zaiskrzylo miedzy nimi:( zabolalo to co
                                    napsial.......:( Napsial tez ze zyczy mi poznania kogos przy kim siegne nieba:(
                                    Boze dziecwzyny wiecie ze umieram??? ta dziecwzyna jeszcze mi napisala ze juz go
                                    nikomu nie odda.....takie bzdety...przykre slowa same..nie bede znia gadax bo
                                    sie zaplacze;(:(:( ani z nim. Poprosil zebysmy si erozstali w dobrych
                                    stisunkach..czyli co sumienie sobie oczyscil i jest wg niego ok...a ja pzrezywam
                                    meczarnie pzrez niego;( Powiedzial ze uczucie w nim wygaslo juz
                                    poprostu....pzrestal kochac...ta odelglosc zniszczyla wszystko..... wiecie
                                    momnetami mysle ze to ja zawwinilam:( zle zlrbilam...to moja wina....:( Jeju
                                    dziecwzyny jak to boli....nie wyobrazam sobie zyci ateraz w samotnosci...:(
                                    minie czas...zapomne o nim...i co potem?? pustka...ja i samotnosc;( boje sie
                                    tego..boje sie starsznie...... nie chce byc sama..tak abrdzo nei chce. Nie
                                    potrafie zyc bez kogos... Nie wiem jak ja sie tego naucze. te dwa lata byly dla
                                    mnie czyms naprawde wyjatkowym i nagle bach rozmylo sie....zakonczenie brutalne
                                    i bolesne....:(:(:(:( nei wiem jak zyc...no nei wiem. Bylo juz dorbze ale ta
                                    wiadomosc zwlail amnie z nog dzisiaj...to wszystko ...zniszczylo mnie;( dzis
                                    chcialabym zasnac i sie juz nie obudzic........
                                    • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 00:10
                                      Madziu, biedactwo... nawet nie mysl o tym, żeby się nie budzić, my tutaj
                                      będziemy czekać na wiadomość od Ciebie...:) Masz dopiero 20 lat... czyli jeszcze
                                      co najmniej 40 na poznanie kogoś wyjątkowego:)
                                      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 00:11
                                        Zakończ to, akkknes... nie masz jego, tu jest problem...
                                        • ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 06:17
                                          I znow same zle wiesci-tym razem od Was dziewczeta:(((( Ja jakos sie trzymam i
                                          za Wasza rada w koncu odpuscilem-jakies glupie jezdzenie pod jej dom-to nic a
                                          nic nie dawalo i nie da!!!! a tylko powodowalo, ze czulem sie paskudnie...do
                                          tego mialem fatalna ostrania noc bo budzilem sie ze sto razy i sprawdzalem czy
                                          nie lezy przy mnie:(((( Taka lekka ch..owka:///
                                          Ale nie o sobie chcialem to napisac wiec przechodze do rzeczy:
                                          Madziuuuu-wiem co czujesz-moja pierwsza wielka milosc, jak sie okazalo poznala
                                          kogos na necie i zadecydowala, ze to juz nie to-a w zasadzie to ja jej
                                          powiedzialem, zeby zrobic sobie przerwe, bo widzialem, ze sie oddalamy. Ludzlem
                                          sie, ze jak zateskni to bedzie znow jak wczesniej-a ona wolnosc wykorzystala w
                                          calkiem inny sposob-a mianowicie, zeby juz bez skrepowania byc z netowa
                                          miloscia:(((((Amialem wtedy 20lat-taka mala analogia do Twojej sytuacji://// Oj
                                          odbolalem to mocno-ale po 1,5roku przeszlo-a po nastepnym pol roku moglem z nia
                                          gadac jak z normalnym kumplem i nawet sie zastanawialem-co ja w niej
                                          widzialem????? Przeciez tylko pupe ma ladna:)))))
                                          Wiec Madziuuu, jedyne co teraz moge Ci poradzic-to zmuszaj sie do jedzenia-bo
                                          ja schudlem okolo 10 kg i wygladalem jak smierc-w ogole moj organizm nie
                                          przyjmowal zadnych posilkow-a co do bolu, jak juz wspominalem pana
                                          Stachure "dajmy czasowi czas, zeby mogl plynac. Musi uplynac duzo czasu zanim
                                          bol zelzeje-ale masz moje slowo, ze w koncu on ustapi!!!!!
                                          Trzymaj sie Madziuuu!!!!!!!!!!

                                          Dzieki kaktusica za kopa!!!!!!!!!!!
                                          Poskutkowalo:) tzn moze nie do konca, bo nie moge powiedziec ze sie jakos
                                          swietnie czuje-ale juz nie jezdze:) i mam nadzieje, ze wytrwam w tym-a na
                                          zajeciach postaram sie byc funny i moze z czasem i we mnie bol zelzeje?????????
                                          Aha... i jeszcze gratuluje 500 wpisu:)

                                          A akkkknes w kolo o tym meksyku i zapomniec mi nie daje:)))) Tak sobie zartuje,
                                          ale za razem jest w tym watku wiele tematow, ktore sa splotem mojej przeszlosci-
                                          ta cala sytuacja z Madzia o ktorej pisalem przed chwila, albo to, ze twoj ex ma
                                          jakas kolezanke Marysie-chcesz zgadnac jakie bylo imie moje drugiej ex-chyba
                                          juz wiesz!!!! A tak w ogole to chcialbym Cie pochwalic: pamietam Twoje pierwsze
                                          wpisy, zamin sie jeszcze wlaczylem do pisania z Wami to sledzilem wszystko!!!!
                                          Bylas tak uparta na spotykanie sie z nim i pisanie, ze czasami to mnie az
                                          cholera brala na Ciebie-nie wazne kto by Ci co mowil to Ty swoje-a odkilku dni
                                          Twoje wpisy sa bardziej stanowcze i takie jakby nie Ty-Pogratulowac.... a
                                          zarazem widac tu ladnie jak na dloni jak czas zmieniaTwoje podejscie do
                                          wszystkiego-daj sobie jeszcze z miesiac, dwa, a zupelnie spojrzysz na wszystko
                                          inaczej!!!!
                                          A teraz nie pozostalo mi nic innego kochani/niekochani jak zlozyc Wam zyczenia
                                          z okazji swiat wielkiej nocy... A bede Wam zyczyl tego co i sobie-czyli dobrze.
                                          Zycze Wam, zebyscie w koncu odnalezli swoje milosci i to niezaleznie czy beda
                                          te o ktore wspolnie walczymy teraz czy moze calkiem nowe-ale najwazniesze, zeb
                                          to byly milosci z wzajemnoscia, oddaniem i wszystkimi tymi kochanymi
                                          rzeczami!!!! Trzymajcie sie!!!!
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 10:12
      witajcie wszyscy....nie spalam calutka noc:( nie moglam:( ....wiecie tego sie
      nei da opisac wjakim ja jestem stanie....mysl eo wszystkim..przypominam sobie
      kazde jego cieple slowo i slysze jak mowi to do niej....:( Boze jakie to
      trudne...lezalam tam wczoraj i nie moglam z siebei nic wydobyc... nie moglam sie
      ruszyc... tak sciskalo mnie w gradle mocno i bylo tak niedorbze ze ....ze cos
      starsznego;( Nie mam sily plakac...jestem nie do zycia. Do tego ten debil
      wlamaml sie na moje gg i pozmienial hasla...nie mam gg dzieki niemu;(
      cukierkowo... Ilums jak ja bym chciala zeby bylo tak jak mowisz..zeby to minelo.
      Ale kurcze jaki zbieg okolicznosci ze pzrechodzilisym to samo w wieku 20
      lat.....On rowniez poznal kogos na necie...i zaczal sie spotykac z nia. mnie
      powiedzial ze nie czuje juz do mnie nic i tyle...i papap ja teraz bede z
      Asia:(:(:( myslicie ze na cudzym nieszczesciu mozna zbudowac szczescie?????
      zawsze myslalam ze nie a tu widze..ze chyba sie myslilam:(:(:( Nie wiem jak
      przezyje kolejny dzien...nei wiem.... Nie wiem jak ebdzi eetraz wygladalo moje
      zycie... czuej sie taka ciezka w srodku, ciagle widze ich razem..ciagle widze
      jak mnie tulil i mowil do mnie "moja zonka, moja slicznotka..moja pysia..moja
      malutka, tak mi z Toba dorbze, jestem szczesliwy" a etraz wiem ze powie to do
      niej.....cos...okropnego:(:(:( wylewam tutaj te zale i pewnei macie juz
      dosyc....przepraszam was ale czuje sie tak cholernie starsznie zle ze nie wiem
      co zorbic ze soba..wstalam rano z taka bezsilnoscia i bolem w sercu ze az
      zaczelam sie zastanwiac czy ja kiedykolwiek wyjde z tego...czy nie popadne w
      depresje i nie bede musiala byc leczona....to boli starsznie boli...
      • lady284 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 10:33
        czytam sobie tak wasz wątek i pozwolę coś wtrącić...
        madziuunia ja to znam z innej perspektywy, facet który zakochał się we mnie
        chciał odejść od dziewczyny z którą był 2 lata (tak mniemam) nie mieliśmy
        okazji właściwie poznać się bo przy każdym spotkaniu przypadkowym bądź nie była
        taka chemia że nie byliśmy w stanie prowadzic normalnych rozmów, jestem zapewne
        starsza od was ale akurat w tych sprawach wszyscy zachowujemy się tak samo:)
        Ona się dowiedziała przypadkiem, on musiał podjąć decyzję i tu mój błąd -
        chciał do mnie przyjechać a ja powiedziałam że sama przyjadę za parę dni, w
        ciągu tych paru dni oni się zeszli... Podejrzewam, że wyjechali za granicę,
        uciekł byle dalej stąd:) A ja?, mi pozostał ból, który od 2 m-cy wcale nie
        zelżał jak mi się na początku wydawało, staram się zapomnieć, umawiać z innymi
        ale, widocznie trudno spotkać kogoś kto idealnie wpasuje się w Twoje
        wyobrażenia:) może nie bolało by tak gdyby nie było tej chemii...Jaki wniosek?
        Nauczyłam się jednego, żeby nie oddalać od siebie szczęścia i pilnować tego co
        jest. Wystarczyło żebym powiedziała: "przyjeżdżaj" a nie dawała czasu na
        zastanowienie dla niego czego naprawdę chce..teraz z perspektywy wiem, że to
        była głupota z mojej strony ....
        Teraz wiem, że trzeba kuć żelazo póki gorące.
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 10:39
          jestes jak ta dziewczyna do ktorej on odszedl.....tylko ze ona ma to szczescie i
          beda razem....do mnie nei worci. On mieszka tam gdzie ona a ja ...500 km od
          nich..tak wiec dla mnie to juz prawdziwy koniec:(..... to co jest teraz we
          mnie...tego sie opisac nie da, ten zal smutek i potworny bol na sercu i w gardle
          p...to mnie policzkuje co chwile i sprowadza na ziemie....ach jak cudownie jest
          zyc.....:(:(:( dostalam chyba najgorsza wersje jakiej moglam sie
          spodziewac...nie dosc ze odszedl, pzrestal kochac to ..jeszcze zakochal sie w
          innej i bedzie szczelsiwy...a ja jak taka siertoa bede plakac za nim cierpiec i
          pewnie nic dobego mnie jzu nie spotka w zyciu....:( tak to teraz widze;(
          • lady284 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 11:06
            Przeważyła odległość i bliskość tej drugiej osoby,zarówno w Twoim jak i moim
            przypadku, faceci już tacy są, że trudno im wytrzymać bez głaskania po główce,
            teraz zajmij się sobą, na razie u twojego ex i tej nowej to chemia, coś
            nowego... może być cudownie albo z czasem gorzej niż było między wami, takie
            życie, w mojej opowieści "oni" muszą się borykać z tym że jednak ona nie była
            dla niego najważniejsza i to jest zadra na ich związku.może przetrwają a może
            nie, może będą ze sobą dla wygody tak jak dotychczas bo ja tak to widzę. Gdyby
            on ja kochał to by o mnie nie myślał. A my madziuunia nie powinnyśmy się tym
            zajmować tylko tym co jest przed nami:)
            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 11:15
              wiem Lady.... ale ja mam taki starch w sobie ze nic dobrego mnie juz nie spokta.
              Oni buduja szczescie na mouim cierpieniu....i to jest im wybaczone;( nie zycze
              nikomu zle...ale sama tez chcialabym zaznac szzcescia...o ten zwiazek walczylam
              pol roku.....:( wszystko leglo w gruzach, nie smialam myslec ze on mnie zostawi
              dla innej.... teraz ich do siebie ciagnie ale mam nadzieje ze ta dziewczyna
              bedzie bardziej stanowcza niz ja i zorbi z nim porzadek gdy tylko zacznie
              pokazywac rogi. Mnie teraz boli to ze to sa ich pozcatki i wiem jaki on potrafi
              byc kochany i wspanialy. Boli mnie swiadomosc tego co jej mowi...Pokazuje sie z
              najlepszej strony..a ona si ezauroczy i bedzie tak jak ze mna ze nie potrafilam
              odejsc wtedy gdy powinnam. ja wiem ze sa dobre strony tego wszysktiego bo on
              potrafil mnei bardzo zle potraktowac....nie jestem osoba pamietliwa i nie
              pamietam juz tego ale mam swiadomosc ze duzo tego bylo....mam nadzieje ze ona
              nie poleci na jego piekne oczy i buzie tak jak ja..... bo jest uroczy....to
              fakt:( strasznie mi przykro..a etraz dom pelen gosci a ja??... a ja chodze po
              katach i wycieram lzy zeby nikt nie widzial:( porazka mojego zycia...ogromna
              porazka....dalabym wszystko zeby to zmienic i miec w sobie optymizm... a Tobei
              lady powiem ze czuje ze spotk acie szczescie..facet cie wystawil, widocznie tak
              mialo byc bo nie byl ciebie wart wiesz??? nie mow ze tzreba kuc zelazo puki
              gorace....nie mow tak bo gdyby mu na tobie zalezalo to by zostal nie oszukujmy
              sie.... poprostu nie jest wart..... I predzej czy pozniej to pewnie ich zwiazek
              i tak sie rozleci bo to jzu tak jest....
              • lady284 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 13:32
                jasne, masz rację, a teraz zacznij myśleć o tym co możesz zrobić dla siebie,
                nie wiem, zrób plany, jakiś wyjazd np. ...na kurs językowy, coś co sprawi Ci
                przyjemność i przyniesie profity w przyszłości...ja pewnie bym tak zrobiła (
                jestem trochę szalona i zdarzały mi się fajne escapady) ale mam dobrą pracę i
                szkoda by było:).. coś co pozwoli Ci otrząsnąć się z tego i mieć inne
                priorytety niż rozmyślanie i rozstrząsanie tego co się stało....i pamiętaj dwa
                razy do tej samej rzeki się nie wchodzi - tak na wszelki wypadek:) a teraz
                wracaj myślami do Świąt:) wszystkiego dobrego:) pozdr.
                • akkknes Re: wracanie do siebie 07.04.07, 14:59
                  hm, ok kaktusica i qw musze wam przyznac racje - nie jest mi dobrze,
                  rzeczywiscie, macie racje. nie mam go. mam namiastke, najgorsze co moze dostac
                  ktos kto kocha. mam pare rozmow, pare smsow, jakies krotkie i rzadkie
                  spotkania...
                  ale mnie dalej ciagnie do niego, lece do niego jak cma do swiatla, i nie wiem
                  jak to ubrac w slowa i zobrazowac - w momencie gdy mam to troche
                  zainteresowania od niego, to mimo ze staram sie to ukryc i nie wiem czy mi
                  wychodzi - to czuje jakby mi ktos skrzydla dorobil!
                  ilums - ja dalej czekam na te spotkania, na te obiecane dvd... i wiem ze nie
                  powinnam, ze po co mi to, ze moge wam tu pisac ze sa mi one obojetne - ale
                  wcale nie sa mi obojetne, chce ich i czekam na nie z niecierpliwoscia...
                  dzis ciagle staram sie zajac czyms, byle przeciagnac chwile kiedy zadzwonie do
                  niego z zyczeniami. chcialabym mu zyczyc dobrze, bo zycze mu tego, chcialabym
                  sie wtedy nie poplakac... chcialabym mu powiedziec bez emocji, z taka jakby
                  uwaga na przyszlosc ze zycze mu, zeby nikt nigdy za niego nie podjal decyzji.
                  pewnie stchorze i bede mu zyczyc wesolych swiat, sciemnie cos z zajaczkiami i
                  barankami i radosna atmosfera... a potem sie rozrycze i powiem ze w drugi dzien
                  swiat nie mam konkretnych planow i ze czekam...
                  chcialabym zeby bylo juz rano, kiedy bedzie zamieszanie i trzeba bedzie
                  wszystko robic jak robocik, zeby ze wszystkim zdazyc.
                  teraz mam czas wolny, nie mam juz nic w sumie do roboty, powinnam sie zajac
                  jakimis pie..mi. a zeby nie myslec i zeby czas szybciej plynal, wezme
                  ksiazke i poczytam cos do referatu na uczelnie :( super swieta nie? byle do
                  jutra...
                  • ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 15:12
                    Nie przejmuj sie akkknes tym co czasami pisze-bo ja tez ciagle czekam, ciagle
                    sprawdzam telefon milion razy i ciagle ja kocham najbardziej na
                    swiecie!!!!!!!!!!!!!!! Ale w koncu powolutku, pomalutku zaczynam nad soba
                    panowac-nad swoimi odruchami, bo wiem, ze "my" to juz nie "my" i pewnie juz
                    nigdy nie bedzie mi dana tak nas nazwac:(((((((((( To prawda-takie nijakie te
                    swieta-ale co mamy poradzic.... Ktoregos dnia nawet mi mysl przleciala przez
                    glowe, ze chcialbym miec juz 87 lat cale zycie za soba i polozyc sie ten ostani
                    raz do lozka i sie nie obudzic, ale tak sie nie da-musze przezyc cale zycie w
                    normalnym tempie i wszysko przecierpiec po raz kolejny jak juz dwukrotnie mi
                    sie udalo...
                    Madziuuu-trzymaj sie, naprawde sie trzymaj, bo niestety nic innego Tobie i nam
                    wszystkim nie pozostalo-wiesz co mi strasznie pomaga-to ze moge sobie wpasc na
                    to forum i sprawdzic co tam u Was i napisac do Was-bo macie ten sam problem i
                    mozecie mnie zrozumiec, wysluchac a czasami tez doradzic.
                    Dzieki akkknes za zalozenie tak trafnego watku!!!!!
                    • ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 15:15
                      jeszcze jedno do Madzi-wyjdz do ludzi, to z czasem zacznie pomagac-na poczatku
                      beda Cie draznic jak cholera ale potem powolutku pomalutku bedzie ciut
                      lepiej...Zapisz sie na jakies kursy, albo cos w tym stylu-ja wlasnie siedze na
                      zajeciach z fotografii i staram sie skupic na mojej drugiej milosci:) ale
                      szczerze-i tak o niej mysle, ale jakby jest lepiej!!!!!bo to jedne z zajec
                      gdzie jej nie ma
                    • akkknes Re: wracanie do siebie 07.04.07, 15:18
                      uwierz mi, wcale nie chcialam zakladac tu watku...
                      wylam po prostu z rozpaczy, rodzice wkroczyli do akcji, przyjaciele wiedzieli
                      co u mnie, bylo picie, na sile wychodzenie, zajmowanie czasu, myslenie i
                      wszystko inne co mialoby mi pomoc.
                      i w koncu napisalam tu, siedzac na forum i czekajac na telefon. od niego.
                      ale jesli komus pomaga, to ja sie ciesze. mi tez jest latwiej, kiedy juz cos
                      najpierw tu napisze i potem moge o tym spokojnie porozmawiac z przyjaciolka, bo
                      juz to nie dosc ze komus napisalam, to jeszcze ubralam w slowa wiec zawsze to
                      latwiej. chociaz swoja droga, ciagle chcialabym, zeby ten watek tu nigdy nie
                      powstal, a przynajmniej zeby nie byla jego autorka :( kocham go i juz.
                      • borzenka1 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 16:16
                        Akkknes, trzymaj sie. Nie przejmuj sie, czy inni mysla, ze to jest dobre czy
                        zle, rob jak Ci serce kaze. Bo to tylko Ty sama z tym wszystkim pozostaniesz, z
                        poczuciem ze zrobilas tak, jak sama potrzebowalas albo nie. Nie wiem, raz udalo
                        mi sie tak odciac zupelnie, zerwac kontakt i potem kilka lat co i rusz mialam
                        watpliwosci, czy dobrze zrobilam. A ostatnio nie moge sie odciac i brne dalej,
                        mimo, ze przyjacoilki mi mowia, zeby go olac. I nie wiem co jest lepsze. I to i
                        to to moje wlasne zycie, ja tylko ponosze tego konsekwencje. A co do zawracanie
                        glowy znajomym to przeciez tez pozwalam sobie glowe zawracac - od tego sa
                        przyjaciele, nie? Na te Swieta zycze Ci, aby na Ciebie zstapil pokoj. Pogodz sie
                        ze soba, ze kochasz. To jest piekne i rzadkie. Pa
                        • akkknes borzenka 07.04.07, 18:07
                          borzenka, ty mnie jeszcze tylko przy zyciu trzymasz.
                          wszyscy mi mowia osraj, i ja wiem ze mowia to szczerze, bo pewnie rzeczywiscie
                          najlatwiej byloby mi zapomniec.
                          dostalam wlasnie swiateczny prezent od przyjeciela, i tak mi sie jakos
                          nostalgicznie zrobilo, takie wzruszenie mnie ogarnelo... zadzwonilam do mojego
                          kochanego i mu mowie o tym prezencie, bo ten prezent to od artysty wiec nie
                          kazdy go zrozumie, on ze mna akurat widzial jego sztuke.
                          boze dusilam w sobie zeby mu nie powiedziec sluchaj przyjedz, w swieta bliscy
                          musza byc razem, kocham cie i chce te swieta spedzic z toba, a od swiat liczac
                          wszystkie pozostale dni mojego zycia tez...
                          bedzie dzwonil do mnie pozniej, zloze mu zyczenia, ale nie czuje zeby bylo mi
                          dane powtorzyc mu je osobiscie, przytulic i pocalowac.
                          serce mi kaze czekac rozum nie i to jest najgorsze - bo wiem, ze jak poczekam
                          to moge miec wszystko, ale wiem tez, ze moge nie miec nic i tak naprawde tylko
                          stracic moj czas, moje marzenia plany i nadzieje.
                          borzenka, tak bym chciala byc spokojna ale moj spokoj byl wtedy gdy bylam z
                          nim - moze to tracic banalem, ale naprawde, kiedy go mialam obok, czulam sie
                          taka pewna siebie, odwazna i w ogole :( a teraz wszystko sie skonczylo.
                          pogodzilam sie z tym ze go kocham jakis czas temu, jakis czas temu gdy mu
                          powiedzialam ze bede czekac mimo ze on mi wcale nie kaze.
                          co z tego ze to ze kocham jest piekne i rzadkie, skoro nie moge tego
                          doswiadczac, nie moge tego czuc?
                          • ilums Re: do Was 07.04.07, 19:12
                            To teraz z lekko innej beczki-bedzie tez o milosci-ale do przyjaciol, ojczyzny
                            i rodziny... Jestem w miejscu gdzie polakow prawie nie ma, jutro bedzie
                            pierwszy dzien od miesiaca kiedy odezwe gebe po naszemu,bo zadzonie do rodzicow
                            z zyczeniami i do przyjaciol, ktorzy jak wiem z autopsji beda sie swietnie
                            bawic... a tutaj, nawet sie nie swietuje wielkanocy. Nie czuc wcale atmosfery,
                            nikt sie do niczego nie przygotowwuje, nie piecze, nie gotuje czy specjalnie
                            nie sprzata. No i te swieta tutaj sa tylko jutro, a poniedzialek to kolejny
                            normalny dzien...ale oni tu maja tak ze wszystkimi swietami-no moze swieto
                            dziekczynienia jakos bardziej sie odczuwa-a reszta przechodzi niezauwazona!!!
                            A ja jednak pamietam, ze mamy wielkanoc:) i ze u nas pod tym wzgledem duzo
                            lepiej!!!:)
                            Trzymajcie mi sie wszyscy -kochani/niekochani

                            Aha!!! A wiecie co???? Akkknes to mnie nie lubi:)))) Tak sobie zartuje-chyba
                            lubie Ci tak lekko dokuczac-ale nie bierz tego do siebie!!!! :) Trzymaj sie
                            akkknes-rozumiem Cie w 100% mimo iz czasami na to nie wyglada
                          • kaktusica6 Re: 07.04.07, 19:23
                            Słuchajcie, chciałabym Wam życzyć spokojnych świąt, tego, żebyście je dobrze
                            spędzili, żeby te kilka dni Was umocniło duchowo i chociaż trochę ukoiło ból. I
                            życzę Wam szczęścia. To na całe życie.
                            Akkknes... oszukujesz sama siebie, cały czas. Widzisz przecież, że Twoje obecne
                            zachowanie nie przynosi żadnego skutku... Pora chyba spróbować innej taktyki,
                            nie? Udowodniłaś już nam, że jesteś silna, więc spróbuj wykrzesać z siebie
                            jeszcze trochę... To nie chodzi o to, ze najłatwiej jest zapomnieć, bo właśnie
                            zapomnieć jest najtrudniej! Walczysz już tyle miesięcy... I żadnych skutków.
                            Poza bólem w sercu i cierpieniem... Czy Ty naprawdę chcesz przezyć tak swoje
                            życie? Na nadziejach, krótkich telefonach, kiedy Twój ex próbuje jak to by było
                            z Maryśką? A jak mu nie wyjdzie z nią, albo się mu znudzi, to może i wróci do
                            Ciebie... a potem spotka inną i tak przez nastepne ile lat? 10? 20? 30? Chcesz tego?
                            • kaktusica6 Re: 07.04.07, 19:31
                              Madziu, trzymaj się... po prostu się trzymaj i staraj się być z ludźmi. Nie mysl
                              o tym, co on jej mówi, sama się przekonałaś, że to tylko puste słowa. Odsuwaj od
                              siebie takie myśli. Wszystko Ci się jeszcze ułoży:)
                              Ilums, jak tam Twoje zmagania?
                              Szkoda, że za oceanem nie możesz czuć tych świąt... u mnie jutro cała rodzinka
                              (poza moją znienawidzoną babciąi jej córką z mężem i dzieciakami:P), dziś dużo
                              pieczenia, mięska, ciasta, a ja zakuwam do matury;] co za rozkosz;] Więc święta
                              chyba spędzamy podobnie - nieświątecznie:)
                              Aha, wczoraj znów musiałam przysięgać, że go nie zdradziłam... obiecałam sobie,
                              że to ostatni raz, więcej przysięgac nie bedę, on sam musi mi zaufać...
                              No i jestem bezbożna, bo nie poszłam do kościoła (to rewelacja z dziś).
    • timbunia Re: wracanie do siebie 07.04.07, 19:48
      Witajcie ludziska,
      ja tak sobie samotnie, świątecznie dzisiaj piszę. Dzień o dziwo minął mi nawet
      spokojnie, pojechałam z rodzicami do babci w plener - spacerowałam po lesie. I
      o dziwo dzis nie chce mi się beczeć. Niestety wracając do Warszawy gula w
      gardle narasta. Teraz czeka mnie samotna nocka na dyżurze w pracy. ale mam film
      na dvd moze jakos przezyję.
      Ściskam wszystkich świątecznie i na pewno jeszcze będziemy szczęśliwi w życiu.
      • ilums Re: wracanie do siebie 07.04.07, 20:34
        Akkknes sluchaj kaktusicy...bez urazy ale Bozenka daje Ci tylko zludne nadzieje-
        popieram kaktusice i Madzie i zawszer bede w ich obzie bo sam to juz przezylem
        kilka krotnie i wiem,ze najlepiej jest w koncu odpuscic...Owszem, jak czytam
        wpisy bozenki to czje sie usprawiedliwony w mim glupim walczeniu o nia-ale
        zaraze wiem, jaka ona potrafi byc uparta i jaka jest ksiezniczka i moja cala
        walka daje dokladnie odwrotne efekty!!!!
        Pytasz kaktusico co tam u mnie???? Jakos leci-nie bede oszukiwal,ze nie
        chcialbym jakiegos znaku zycia od mojej ex-bo chcialbym i to bardzo!!!!!!! ale
        zarazem w kncu sie chyba przelamalem i juz postanwlielm nie jezdzic i jakos to
        przetrzymac ... w ogole nie robic nic!!! A czy mi sie uda zobaczymy za jakis
        miesiac, moze dwa-ale chcailbym napisac, ze sie udalo i ze bol zaczyna
        ustepowac...tzn chcialbym napisac cos innego-i wy dokladnie wiecie co-ale
        powoli pzestaje sie ludzic, ze jeszcze cos da sie z tego wszystkiego wykrzesac:
        ((((
        Kaktusiatko-trzymaj sie zeby cie rodzinka z rownowagi nie wyprowadzila:))) A co
        tam Twojego ugryzlo z ta zdrada???? Niiech lepiej zacznieCi ufac!!!!
        Timbunia-trzymaj sie i nie ogladaj mi czasem romantycznych komedii!!!!
        Ide spac, bo wieczorem chce wyjsc gdzies-codzi mi z do klubu, pubu, a jestem
        padniety po zajeciach
        Wpadne jeszcze potem!!!!
        Aha! Madzia masz nam regularnie znaki zycia dawac!!!!!!!!!!!!!!-
        zrozumiano!!!!!!!!! no bo kto z nami bedzie akkknesowe forum rozwalal:))))
        PS. chcialbym ktoregos dnia zapomniec tu wejsc i napisac-bo bolu juz nie
        bedzie!!!!!
        • borzenka1 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 21:55
          hej, Ilums. Ja nie wiem, czy Ty walczysz o nia czy z soba samym w tej chwili.
          Moze spytaj sie jakiegos meksykanskiego kumpla, jak to w ich kulturze wyglada
          walka o kobiete? Moze macie rozne oczekiwania, ty sie zachowujesz jak wobec
          Polki, ona jak wobec swojego ziomka. Moze przez to cale nieporozumienie. Wiesz
          jaki jest ich ideal mezczyzny? ale jesli sie kocha, cierpi sie niezaleznie od
          kultury pochodzenia. Ja nikogo tu nie mamie. Czasami czas przynosi
          niespodzianki, przezylam niejedna (taa, mam jakies sto lat, hehe). Tylko nie
          wiem po co sobie wmawiac, ze uda sie zapomniec? jak sie ma zapomniec, to samo
          przyjdzie. Wisly kijem nie zawrocisz;)
          A tak jeszcze chcialam Ci napisac, ze niejedne swieta przezylam daleko od
          bliskich i wiem jakie to do d.py. Jutro o Tobie pomysle przy dzieleniu sie
          jajkiem, badz pewny! Trzymaj sie sloneczko nasze!
          Akkknes, co ma byc to bedzie, ale kto to powiedzial, ze bedzie zle? Nikt nic nie
          wie. Wiec masz prawo do nadziei tak samo, jak inni do czarnowidztwa. Amen.
          Mokrego dyngusa!
        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 07.04.07, 23:53
          Ilums... nie wiem, coś sobie wymyślił... chodzi cały czas o to, że poszłam na
          spacer z koleżanką, jak on wyjechał i wymyslił sobie, że się schlałam i go
          zdradziłam. I teraz stracił niby zaufanie do mnie. Zwariuję... a dziś kolejna
          akcja, tego dla mnie już po prostu za wiele! Wiecie co dziś zrobił? Wyzwał mnie
          od bezbożnych i oszukańczych i stwierdził, ze się coraz bardziej kompromituę w
          jego oczach i że mocno go skrzywdziłam. A czemu? Bo nie poszłam na żadną z mszy
          Triduum Paschalnego. Podobno jest mu wstyd. A moim zdaniem to jest moja prywatna
          sprawa, czy pójdę do kościoła, czy nie. On mi na to, że to no będzie sobie
          decydował czy i kiedy pójdzie do pracy i że nie bedę mu mogła mówic, że jest
          nieodpowiedzialny. I że on stwierdza fakty!
          Moja odpowiedź? Napij się zimnej wody i przemyśl, co robisz. Wyłączony telefon.
          Oto doskonały, skuteczny przepis na wyleczenie dziewczyny z miłości do siebie.
          Szlag mnie zaraz trafi, ale do wtorku się nie odezwę. Nawet może i telefonu nie
          włączę. Domowego nie odbiorę, rodzice są uprzedzeni - dla niego mnie nie ma.
          dość tego.
          To się wyżaliłam...
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 00:32
            Co do tej zdrady... wiesz co ilums? to mnie strasznie dziwi... bo ja nawet z nim
            nie chcę narazie uprawiać seksu... i on mi taki tekst, że dałam dupy... no
            zadziwia mnie facet. Rozumiesz to?
            • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 01:12
              Chyba wiem co mu na watrobie lezy-on chce Cie takimi gadkami przymusic do
              seksu...ale zastrzegam sobie, ze to sa tylko moje domysly i moge byc dalkeko od
              prawdy... Przepraszam, tez za taka bezposredniosc. A tak poza tym to wydaje mi
              sie, ze dobrze zrobilas, ze chcesz go przetrzymac kilka dni-jak juz wiesz ja
              mysle podobnie jak TY i jestem zwolennikiem troche nie poodzywania sie!!!!

              Dzieki Bozenka za trafne rady-mimo iz masz sto lat to ciagle wiesz jak to
              wszytsko dziala:) Wiesz-nawet na to nie wpadlem, ze ona moze byc z innej
              kultury i tam sie moze inaczej kobiety zdobywac-niestety zarazem nie mam
              zadnego latrynoskiego kumpla zeby sie zapytac-wiec bede to musial robic po
              naszemu... Chcialem kiedys porozmawiac z jej siostra, ale byla uprzedzona o nie
              odzywaniu sie do mnie bo ignorowala smsy i telefony:((( wiec odpuscilem.

              Jeszcze raz zycze nam wszystkim milosci z okazji tych swiat!!!!

              Jak Madziuuunia sie nie odezwie przez nastepnych kilka dni to przestane ja
              lubic!!!!!
              • mamab26 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:13
                I kolejne setki wpisów ,a efekty marne...
                Za wyjątkiem Mariusza oczywiście :)

                Proponuję wbić sobie do główek hasło :
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!
                CO MNIE NIE ZABIJE ,TO MNIE WZMOCNI !!!!


                I proszę mi się tu nie dołować ,tylko na łowy wyruszyć!
                Może gdzieś tam czeka na Was ktoś fajny ,a wy tu lamenty urządzacie :P
                Bo jeśli ex nie jest tym/tą właściwą ,to możecie zaprzepaścić okazję na
                poznanie swojej drugiej ,prawdziwej połówki...
                No rozumiem popłakać troszkę ,ale żeby aż tyle czasu? :DDD

                Przesyłam pozytywne świąteczne fluidy i smacznego jajka życzę!

                pzdr.wesoło i świątecznie
                • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:20
                  Dzieki mamab26!!!:)
                  Tez zycze wesolych swiat!!!!
                • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:27
                  Aha!!! Mamab-my sie wcale nie uzalamy-my poprostu chcemy pobic rekord w
                  najdluzszym watku i w czasie jaki mozna go stworzyc... Elimodeli i calej ekipie
                  aktorskiej napisanie 555 wpisow zajelo przeszlo poltora roku-a my chcemy to
                  zrobic w 1,5miesiaca i udowodnic ze jestesmy debesciaki:))) No a oczms przeciez
                  musimy pisac!!!:)
                  Taki zart sobie pozwolilem zastosowac:)
                  Pozdrawiam kochani/niekochani!!!
                  • mamab26 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 02:50
                    ilums napisał:

                    > Aha!!! Mamab-my sie wcale nie uzalamy-my poprostu chcemy pobic rekord w
                    > najdluzszym watku i w czasie jaki mozna go stworzyc... Elimodeli i calej
                    ekipie
                    >
                    > aktorskiej napisanie 555 wpisow zajelo przeszlo poltora roku-a my chcemy to
                    > zrobic w 1,5miesiaca i udowodnic ze jestesmy debesciaki:))) No a oczms
                    przeciez
                    >
                    > musimy pisac!!!:)
                    > Taki zart sobie pozwolilem zastosowac:)
                    > Pozdrawiam kochani/niekochani!!!


                    A coż ja innego robię ,jak nie pomagam w pobiciu rekordu :DDD

                    Ja też kiedyś ,dawno temu byłam w takiej sytuacji i teraz już jestem bogatsza
                    przynajmniej o to jedno doświadczenie...
                    Wiem jedno -kocha to wróci.Ale MUSI mieć czas ,żeby zatęsknić.I to szybciej
                    może nastąpić ,niż Wam się wydaje...
                    A jak ma zatęsknić ktoś ,komu ciągle przypomina się o swojej osobie?

                    Jednakże ten czas do namysłu dany drugiej osobie nie musi oznaczać wcale dla
                    Was jakiejś ascezy życiowej.A może okaże się ,że zapomnicie za czym/kim
                    tęsknicie ,bo ktoś inny zamieszka w waszym serduszku...

                    W każdym bądź razie spokoju ducha życzę
                    A reszta sama się ułoży
                    • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 06:47
                      > Ja też kiedyś ,dawno temu byłam w takiej sytuacji i teraz już jestem bogatsza
                      > przynajmniej o to jedno doświadczenie...
                      > Wiem jedno -kocha to wróci.Ale MUSI mieć czas ,żeby zatęsknić.I to szybciej
                      > może nastąpić ,niż Wam się wydaje...
                      > A jak ma zatęsknić ktoś ,komu ciągle przypomina się o swojej osobie?
                      >
                      > Jednakże ten czas do namysłu dany drugiej osobie nie musi oznaczać wcale dla
                      > Was jakiejś ascezy życiowej.A może okaże się ,że zapomnicie za czym/kim
                      > tęsknicie ,bo ktoś inny zamieszka w waszym serduszku...

                      Szczerze-po tym co napisala mamab ma co do jej osoby mieszane uczucia, a
                      dlaczego???? bo sa to najmadrzejsze slowa jakie tu padly od poczatku tego
                      watku...a moje mieszane uczucia co do Coiebie to dlatego, ze... po co nas
                      trzymalas tak dlugo:))))
                      Zarty sobie znow stroje-a tak na serio to powtorze jeszcze raz-SUPER MADRA
                      MYSL!!!!
                      I ja dzis zamierzalem ja zastosowac-tzn wyszedlem do ludzi, wyszedlem w miejsce
                      gdzie nigdy nie bylismy razem i bylem pewnien, ze spedze jakos ten wieczor bez
                      niej... wychodzac z lokalu, zobaczylem ja na parkingu... ale idac za Twoja rada
                      i rada, ktora padala tu juz nie raz-zacialem sie w sobie i poszedlem w inna
                      strone... Jestem pewnien ze mnie nie zauwazyla, bo byla w swietnym humorze, na
                      szczescie dla mnie byla tylko z siostra a nie z zadnym gosciem, bo pewnie
                      swieta bym przeryczal-boze jaka tez ona sliczna jest!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                      A teraz znow lekko mi bije palma, bo mam ochote napisac, zadzwonic, albo
                      pojechac do niej-ale dam jej czas na zatesknienie... jakies 15 sekund
                      jeszcze:))) Znow glupi zart... Poprostu bede czekal!!!a moze przy okazji poznam
                      kogos innego-ale nie chce, bo ten schemat przerobilem po moich poprzednich ex i
                      skrzywdzilem tylko 2 niewinne dziewczyny, ktore potem plakaly....
                      Dzieki mamab za pomoc w probie bicia rekordu:)
                      • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 06:53
                        No kochani/niekochani... jeszcze 30 wpisow i wygralismy:))))) Krew teraz w
                        akkknes sie pewnei gotuje bo ja z jej watku sobie olimpiade robie-ale akkknes,
                        czasmi w naszym bolu musimy sie tez rozerwac:)
                        Ja spadam spac-nawet w dobrym humorze bo mojego aniolka widzialem i wiem, ze
                        sie nie wozi z jakimis gosciami...ale sie nie ludze,bo moze kogos ma-ale suma
                        sumarum i tak mam humor lepszy...

                        Nie przezrec mi sie tylko:)
                        • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 07:59
                          mamab - jesteś wielka!:)
                          Ilums, myslisz, że jak on mówi, że jestem bezbożna, bo do kościoła nie poszłam
                          to chce seksu? Czy o tych zdradach? Nie wiem, może.... Ale ja się i tak nie
                          dam;] Dziś też się nie odezwę. A co. Ciężko, ale dam radę:)
                          Wesołych Świąt!
                          Madziu, pissz!!!
                          Akkknes, Ty też!
                          Ja już jestem przeżarta;P
                          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 11:03
                            Witajcie!!!!! nie sadzilam ze ktos tu za mna sie stesknil:) u mnie sie az tyle
                            dzialo z tym kretynem ze nie bylam w stanie sie ruszyc lduzie.....chodzilam do
                            kosciola zeby odetchnac a pozniej przyejchala moja przyjaciolka i pyszne winko
                            skonsumowalysmy..... no i kaca teraz lecze od rana...w kosciele myslalam ze
                            bombe zorbie ale wytrzymalam:):) hehe a etraz do zrcezy...no wiec moj piekny ex
                            tak starsznie mnie upokorzyl i zjechal ze nie moglam wytrzymac... zaczelo sie od
                            tago ze jego "nowa" naskoczyla na mni ze jestem klamczucha i woogle okropna bo
                            daje opis zeby Kubusia wkurzyc..... nie wiedzialam o co jej chodzi ale
                            zablokowala mnier wiec nie zdazylam sie dowiedziec. ta swinia jej bajki
                            naoopowiadala i przedtawila wszystko inaczej niz bylo...NO TOOOOOOOO tak sie
                            wkurzylam ze zjechalam go z gory na dol.... napsialam wszystko co o nim
                            mysle....wiecie co mi odpisal??? zaczal ze mnie syzdzic i nabijac sie i psial ze
                            nie jestem niczego warta...ze sama ejstem sobie winna bo gdybym sie nie
                            zmienila TO ON BY MNIE JESZCZE KOCHAL...... napisal mi ze zlauje kazdej minuty
                            ktroa pzrez te 2 lata starcil na mnie....napsial ze jestem typowa kwoka z bazaru
                            ktora tylko gdacze i mowi niepzremyslne bzdury.... tylko maly problem bo ja juz
                            danwo doszlam do pewnych wnioskow co do niego wiec wiedzialam co pisze.... na
                            kazde moje slowa znaigrywal sie.... obrazil moja mame...powiedzial ze jestesmy
                            siebie warte ,..takei same. Powiedzial ze ejstem dla niego zerem,gownem...ze
                            bede sama bo nie zalsuzylam..a On jest pewien ze ebdzie szczesliwy.....:( Tak
                            mnie to ruszylo ze ....ze nic mu nie napsialam juz:(... zorbil ze mnie idiotke
                            ..kretynke....wariatke... obrazil i zniewazyl starsznie. ja mu powiedzialam
                            prawde o nim...ktora padala nie tylko z moich ust ale tez z ust wszystkich
                            ktorzy go znaja....Bezczelny typ...egoista...Powiedzial mi ze on mnie nie
                            zdradzil....i nei zorbil zadnej krzywdy i to moja chora wyobraznia... JA SOBI
                            EWYMYSLILAM ZDRADE......wg niego on juz byl wtedy wolny...tylko kurde zapomnial
                            mnie o tym powiadomic ze jest WOLNY.... zgnoil mnie ladnie...najgorsze jest
                            teraz to:( ze:( ja:( naprawde czuje sie winna teraz;( czuje ze sama sobie to
                            zgotowalam....bo powiem wam szczerze ze pzrechodze ciezki okres..... poprawiam
                            mature i od sierpnia siedze dzien w dzien sama w domu...mozna dostac juz kota
                            ... naprawde nie radzilam sobi z tym..jescze on mi dokopywal wiec jak ja moglam
                            sie nei zmienic>??? no ale to mu wsytarczylo zebym mieala problemy i zeby
                            pzrestac kochac...kopnal mnie w najtrudniejszym dla mnie okresie.....i jeszcze
                            powiedzial ze sama jestem sobie winna...... GDYBYM SIE NEI ZMIENILA TO BY MNIE
                            DALEJ KOCHAL...... oh Boze;( myslalam ze poznalam innego czlowieka.... on wogole
                            nie poczuwa si edo winy..sadzi ze jest ok i wlasnie on bedzie szczesliwy....a ja
                            nie..... wciaz powtarzal ze moje slowa to bezmyslny niepzremyslany belkot...na
                            wszystko tak odpowiadal..... Ludzie etraz juz wiem jaki on jest.....Boze;( teraz
                            widze z jakim niedojrzalym typem bylam... On nei rozumie czym jest milosc, nie
                            rozumie ze kochac to nie tylko dobre strony ale tez zle.... tzreba kochac
                            czlowkeia w kazdej chwili...a gdybym zachorowala/? na raka/? albo noge mi
                            ucieli?? teraz jestem pewna ze by mnie zostawil bo pzreciez zmienilam sie
                            prawda????? nie wolno tak robic.... kochac to znaczy byc z kims na dobre i na
                            zle...a nie kochac tylko za dobre cechy i za dobre wspolne pzrezycia...on tego
                            nie rozumie i teraz sie o tym pzrekonalam. zawsze myslalam ze jest inaczej.....
                            ciezko mi..ale dam sobie rade...boze juz schudlam 5 kg... w pare dni...nawet nie
                            zauwalylam..dzisiaj sie ubralam i wssyscy zaczeli patzrec na mnie ze wszystko
                            wisi....porazka..to chyba pzrez te nerwy i lzy bo staralam sie jesc
                            normalnie.... katastrofa z tym facetem. teraz moj cel to zpaomniec o tym gnojku
                            i wogole sie nie kontaktowac ani z nim ani z jego NOWA mioloscia......boli mnie
                            to ale msuze miec wiare i sile. Mam nadzieje na lepsze jutro.... kiedys spotkam
                            kogos kto zasluzyl na mnie..no moje oddanie i milosc. On tego nie docenil wiec
                            niech teraz spada... Oby ta dziecwzyna nauczyla go zycia, zeby kiedys gorzko
                            pozalowal co zorbil...oby...
                            • mamab26 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 15:27
                              Wiesz Madziu ,z reguły daleka jestem od osądzania innych ,szczególnie jeśli
                              danej osoby nie znam.
                              Ale jeśli choć 10 procent jest prawdy w tym ,co piszesz ,to sama sobie
                              odpowiedz na pytanie :
                              -czy on jest tego wart?

                              Bo przyznam Ci się ,że takiego gada to nie miałam "przyjemności" spotkać na
                              swojej drodze...

                              >.... obrazil moja mame...powiedzial ze jestesmy
                              > siebie warte ,..takei same. Powiedzial ze ejstem dla niego zerem,gownem...ze
                              > bede sama bo nie zalsuzylam..

                              Czy po takich słowach możesz mieć jeszcze jakieś ciepłe uczucia dla niego?
                              Bo ja bym gościa znienawidziła w jednej sekundzie...Co za (sorry ale muszę )
                              debil!Jak śmie się czepiać Twojej mamy.Co to jest jego koleżanka?

                              Zawsze powtarzam ,że warto dać drugą szansę.Że są sytuacje w życiu ,kiedy
                              człowiek się pogubi i sam nie wie czego chce.Że człowiek jest tylko człowiekiem
                              i nie zawsze jest różowo.

                              Ale nigdy nie pozwólcie sobą pomiatać.Nikt nie zasługuje na to ,żeby usłyszeć
                              to ,co Ty usłyszałaś.Można się przecież rozstać kulturalnie ,bez wyzwisk i
                              innych takich...
                              A to ,co reprezentuje sobą ten koleś ...No żałosny jest poprostu i chyba bardzo
                              zakompleksiony ,że aż tak rozpaczliwie próbuje się dowartościować Twoim
                              kosztem...

                              Szkoda życia marnować dla takiej kanalii ,bo na świecie jest naprawdę sporo
                              fajnych ludzi.Na poziomie ,a nie takich prostaczków ,którzy nawet odejść z
                              honorem nie potrafią.

                              Piszesz:
                              >...... napisal mi ze zlauje kazdej minuty
                              > ktroa pzrez te 2 lata starcil na mnie

                              Mogłaś mu odpowiedzieć ,że bardzo Ci przykro z tego powodu i że jest skończonym
                              idiotą ,skoro tyle czasu się męczył w tak nieudanym związku.
                              Powiedz mu ,że żal Ci go ,bo nie zdaje sobie sprawy z własnej głupoty...

                              A zresztą szkoda marnować czas ,bo do tego pokroju ludzi ,to z reguły nie udaje
                              się trafić.

                              Mam tylko nadzieję ,że jesteś "wyleczona" z tej miłości
                              Ja w każdym razie bardzo Ci tego życzę

                              Pozdrawiam
                              • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 17:20
                                Witam wszystkich...
                                Kaktusico-nie mam zielonego pojecia co i jak jest z tym Twoim gosciem-nie znam
                                go i nie moge tak do konca powiedziec o co mu chodzi???? Sama go znasz
                                najlepiej i pewnie domyslasz sie co on ma na mysli mowiac te wszystkie rzeczy o
                                zdradzie, o kosciele i inne takie tam-a swoja droga to jeszcze nie spotkalem
                                goscia, ktory tak na sile by do kosciola ciagnal....
                                Hej Madziuuu-widze, ze typek ostro pojechal... Ale po kiego grzyba ta jego
                                jeszcze wypisuje do Ciebie-nie widze w tym zdnego celu-ale widze jedno-sa
                                strasznie niedojrzali i sami nie wiedza czego chca... Ty juz nam udowodnilas,
                                ze masz swoje priorytety zyciowe, ktore sa calkiem madre i ich sie trzymaj...a
                                poki co musi teraz odbolec. Troche glupi numer tez Ci wycial, ze zakonczyl to
                                przed maturami bo teraz bedzie Ci jeszcze ciezej-ale tez nie oszukujmy sie-czy
                                jest dobry okres na zerwanie-chyba nie???
                                Ja dwa poprzednie razy zostalem porzucony jesienia-a jesien w Polsce jest taka
                                depresyjna-do tego jeszcze zblizaly sie swieta, sylwester i wiele takich
                                imprez, ktore musialem odbebnic w zalu sam, udajac ze sie super bawie...ale
                                bylo minelo:)
                                A co tam u akkknes-jak Ci sie kontakt z bylym uklada-bo zakladam, ze takowy
                                jest!!!
                                Trzymajcie sie wszyscy!!!!!kochani/niekochani

                                P.S. Zeby nie bylo, ze narzekalem na jesien w Polsce-to nic nie znaczy...Nadal
                                kocham Polske i zawsze bede ja nosil w moim sercu!!!!!!!!!
                                • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 18:36
                                  nie wiem czyejstem wyleczona... chyba nie. Boli mie to co sie tsalo i ciazy na
                                  sercu...najgosze jest ze zaczynam sie poczuwac do winy..ze chybanaprawde
                                  musialam byc az tak zla ze jemu to przeszkadzalo i pzrestal kochac...Snuje sie
                                  meidzy ludzmi ze swoimi myslami, ciezko mi....najgorsze dla mnie jest to ze wiem
                                  iz czeka mnie okres samotnosci...ciezko mi to ebdzi ezniesc, bo nie cieprie
                                  tego. Nie znasze patzrec z zalem na inne pary..nie cierpie czuc pustke i bezsens
                                  w sobie.... co to za zycie jak nie ma sie kogo kochac...Moze to glupie to moje
                                  myslenie, ale takjest:( On juz sobie uklada zycie z nia... i pewnie bedzie
                                  szczesliwy a ja?/ ja bede takjak mi powiedzial ...sama...
                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 18:40
                                    Przestań się przejmować słowami jakiegoś niedorozwiniętego szczeniaka. Krzyżyk
                                    mu na drogę i ch... w dupę. Wielkie zero.
                                  • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 18:42
                                    Madziuuu-pod zadnym pozorem nie probuj obwiniac siebie, bo tylkos sie wpedzisz
                                    w jakies badziestwo....


                                    A tak poza tym to zyc mi sie nie chce-od pol godziny rycze i przestac nie moge:
                                    (((((((((
                                    • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:13
                                      swieta swieta a wy tu siedzicie?? :)))))))
                                      no wiec tak - po pierwsze, co mi od razu zepsulo dzisiejszy dzien - sluchaj
                                      ilums jak chcesz sobie bic rekord we wpisach to spadaj nie tylko spac!!!
                                      sluchaj chlopie, nie wiem co ty robisz i jak bardzo ci sie nudzi, ale zrozum w
                                      koncu do cholery ze nie zalozylam sobie watku na forum zeby bic jakies debilne
                                      rekordy! guzik mnie obchodzi ile komus zajelo zdobycie wg ciebie najwiekszej
                                      ilosci wpisow!! raz ci to juz mowilam, powtorze jeszcze jeden ale juz ostatni -
                                      odwal sie ze swoim biciem rekordu z czyms, co dla mnie jest wazne, jest dla
                                      mnie czyms na ksztalt miejsca gdzie moge ulzyc swojej psychice, uciec od
                                      problemow i zajac czyms mysli!! rozumiesz, to nie jest brazylijska telenowela,
                                      to jest MOJE ZYCIE i nie zycze sobie po prostu zebys w jakikolwiek sposob mial
                                      z niego frajde!! chcesz bic jakies swoje dziecinne rekordy to ok, bij, ale
                                      zaloz sobie swoj watek, jezdzij po SWOIM zyciu, SWOICH problemach, SWOICH
                                      sprawach!! a od moich - jak najdalej!! a przede wszystkim to sie zdecyduj czego
                                      chcesz bo raz tu piszesz jak to placzesz i jezdzisz pod dom swojej bylej, a
                                      zaraz piszesz ze w sumie to rzeczywiscie czas to olac... jesli ja kochasz to ja
                                      kochaj a nie jak choragiewka zmieniaj zdanie. sluchaj uczucia to nie klocki
                                      lego, ze mozesz wybudowac zamek i go potem zburzyc.

                                      kontynuujac - z moja miloscia gadalam wczoraj, jest zakatarzony gorzej ode
                                      mnie, ale chcialby sie ze mna spotkac w swieta. i jesli jutro mu bedzie lepiej
                                      ma podjechac. no poniewaz nie wiem jak mu bedzie czy pil ciepla herbatke i
                                      zamknal okno na noc - wiec nie wiem jak mu bedzie, z jednej strony to twardy
                                      facet a z drugiej jak kazdy facet jak kichnie to juz lecialby po antybiotyk :))
                                      chcialabym zeby przyjechal, ale nie wiem jak bedzie - nie wiem tez jak
                                      zareaguja na to rodzice...
                                      u mnie swiatecznie, od rana goscie dopiero teraz wyszli, ja jestem padnieta,
                                      spalam zdecydowanie za krotko, a polecialam rano do koscila i caly dzien
                                      modlilam sie zeby nie walnac glowa w stoł w jajka z majonezem :) marze tylko o
                                      wannie i lece spac.
                                      oczywiscie ze mam watpliwosci - czy np teraz spi czy ozdrowial i pojechal do
                                      niej, oczywiscie ze mi rosnie cisnienie, bo mam nadzieje, ze wieczorem jakos
                                      sie odezwie, i ze powie ze tak tak bedzie jutro... oj chcialabym zeby
                                      przyjechal naprawde!!
                                      wszystkim majacym dola polecam dzis 'nigdy w zyciu' na tvnie - znam ten film na
                                      pamiec, ogladalam go milion razy, ale stenka w nim tak przekonujaco pokazuje ze
                                      kazdemu komu cos nie wyszlo moze sie udac... eh wyje zawsze na tym filmie jak
                                      glupia, ale warto ;)
                                      z nadzieja na jutrzejszy lany poniedzialek w wykonaniu mojego kochanego i ze
                                      ilums w koncu zrozumie po co pisze sobie tutaj na tym forum ide do wanny :)
                                      pozdrawiam swiatecznie
                                      • qw994 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:24
                                        > chcialabym zeby przyjechal, ale nie wiem jak bedzie - nie wiem tez jak
                                        > zareaguja na to rodzice...

                                        Na miejscu twoich rodziców to bym go psami poszczuła.
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:27
                                          na szczescie nie mamy psa ;)
                                          wiem jakie zdanie na ten temat maja moi rodzice, wiem tez ze oni wiedza (maslo
                                          maslane...) ze jesli sprawi mi to radosc to nie skomentuja tego... po prostu
                                          przemilcza :(
                                          • qw994 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:32
                                            Wielka szkoda, ja chyba nie milczałabym na ich miejscu, tylko pogoniłabym
                                            delikwenta. Raz a dobrze.
                                            • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:42
                                              moi rodzice wiedza ze on nie jest moja fanaberia, wiedza ile przeszlam i przez
                                              co przeszlam, i nie popieraja moich dzialan, mojego myslenia i w ogole... ale
                                              wiedza ze nie powiem sobie stop i nie przestane nagle go kochac, tesknic za
                                              nim, chciec z nim byc. wiedza ze jestem z tych tzw honorowych i ze jak cos to
                                              potrafie sie wkurzyc i ujac duma, ale sami widza, ze jestem zdeterminowana.
                                              wiem ze jest im przykro ze to ja, ze pierwsza corka, ktora zawsze byla godna
                                              przykladu tak zagmatwala sobie zycie.
                                      • ewas151 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 19:55
                                        Hej. Czytam Twój wątek od samego początku i zawsze ciekawie zaglądam co sie
                                        wydarzyło od ostatniego wpisu. Rozumiem Cię bardzo i nawet nie wiesz jak bardzo
                                        jestem w podobnej sytuacji, ale nie o sobie chce tu pisać.
                                        Wiem z doświadczenia, że takie spotykanie sie i pisanie, rozmowy nawet po 1,5
                                        godz, i wszystko związane z tym byłym najukochańszym to jest świetna sprawa.
                                        Uskrzydla i świat wydaje sie piękniejszy, i nawet to całe rozstanie nie jest az
                                        takie złe w tym momencie. Ale pamietaj, tylko w tym momencie. Na drugi dzień,
                                        po paru godzinach przychodzi ten cały smutek, dlaczego?, jeśli jest tak fajnie,
                                        tak dobrze nam sie rozmawia i on jest taki miły, dlaczego? nie możemy być razem.
                                        I z własnego doświadczenia mówie Ci, że jeśli przetrwasz tylko pare dni bez
                                        tych smsów, bez rozmów, bedzie lepiej i każdego dnia lepiej. Jeśli wyjdziesz
                                        już na prosta, każdy jego telefon, każde spotkanie zburzy ten Twój spokój.
                                        Naprawde, wiem że to bardzo ciężkie, ale spróbuj sie naprawde z nim nie
                                        kontaktować, nawet ten jutrzejszy dzień odpuść sobie. Na pewno bedzie fajnie,
                                        ale pamiętaj że tylko na chwile. Postaraj sie, bo za pare miesiecy zostanie z
                                        Ciebie tylko wrak człowieka. I jeszcze jedno. Czy uważasz,że człowiek, który
                                        tak prawde mówiąc sam nie wie czego chce, sam nie potrafi sie określić, czego
                                        chce od Ciebie, od życia, w przyszłości bedzie potrafił stworzyć prawdziwą
                                        rodzine? Pisząc prawdziwa rodzina mam na myśli, człowieka, który w pewnym
                                        momencie życia, np 2 lata po ślubie, kiedy będą już dzieci nie powie nagle, z
                                        dnia na dzień "żegnaj gienia świat sie zmienia", bo nie będzie potrafił sam
                                        stwierdzic czego chce. Wydaje mi sie że takie jego zachowanie właśnie świadczy
                                        o takim problemie. Naprawde, lepiej teraz niz potem.
                                        • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:01
                                          ewas, ja wiem, ja to wszystko wiem!! ja to wszystko naprawde mam juz
                                          przedyskutowane, przemyslane, przeplakane... kazdy z tych 'gorszych'
                                          scenariuszy... ja wiem, ze to nie rokuje na przyszlosc, wiem ze to wyglada
                                          beznadziejnie... ze to pare godzin, ze potem jest codzienne zycie.
                                          ale mnie te pare godzin, te spotkania, te rozmowy, te smsy i w ogole tak
                                          ciesza, tak napedzaja... przed chwila sobie uswiadomilam ze tak naprawde to
                                          niedlugo wszystko sie rozwiaze - jemu konczy sie umowa na darmowe minuty do
                                          mnie i nie dostanie juz takiego abonamentu, wiec pewnie go nie przedluzy.
                                          domowki brak, a na komorke nie da sie gadac po dwie trzy godziny dziennie.
                                          jesli cos ma z tego byc - bedzie. wierze w to strasznie, upieram sie przy tym i
                                          wiem ze tak bedzie - jesli cos ma z tego byc, to juz bedzie inaczej. jesli nic
                                          z tego nie bedzie to koniec umowy na komorke wyjasni wszystko...
                                          • ewas151 Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:10
                                            To dobrze, to bardzo dobrze że chociaż tyle wiesz. I bardzo Ci życze żebyś
                                            doszła do takiego stanu, w jakim ja już jestem. Bardzo dużo mnie to kosztowało
                                            cierpienia i wmawiania sobie, ale już jest lepiej. Teraz już wiem, że każdy sms
                                            i rozmowa i spotkanie to jest burzenie tego, co budowałam sama np przez tydzień.
                                            Pozdrawiam i życze powodzenia.
                                            • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:14
                                              no wiesz, po takim czasie w koncu musialam do jakiegos wniosku dojsc ;)
                                              a tak naprawde to dalej chcialabym dojsc do takiego stanu: ze wszystkim ktorzy
                                              mi mowili ze nie ma sensu moge pokazac jezyk i powiedziec ze dzis juz tyle
                                              spraw jest niewaznych...
                                              teraz jest ok, bo jestem w swiatecznym nastroju i w ogole czekam az on mi powie
                                              ze podjedzie i zje te moje ciasta ktore pieklam (ale tym razem zadne z nich nie
                                              jest jego ulubionym! postep!) - gorzej bedzie jak wyjde z wanny a on ciagle nie
                                              oddzwoni :(
                                          • timbunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:16

                                            to ja po ciuchutku sobie też coś napiszę. Ciężko mi ogromnie, przynajmniej
                                            świadomość, że gdzieś są osoby które wiedzą jaki to ból - pozwala jakoś żyć.
                                            wczoraj na dyzurze rozmawiałam z koleżanką generalnie miło było, ale
                                            opowiedziałam mi jedną historię. rozmawiała z kolegą, kolega w długim związku,
                                            mówi, że już właściwie nic nie czuje, ale jest z dziewczyną bo to jej zalezy.
                                            Bo ona się stara, a jemu to wisi... Powiem wam że nie rozumiem, czemu osoby
                                            które cos szczególnego kiedys dzieliło, tak się krzywdzą. Nie rozumiem mojego
                                            J. czemu nie potrafi powiedzieć mi wprost ceo jest grane. Czy sie boi czy
                                            naprawdę nie wiem. Czy to ja muszę być tak cholernie rozsądna, wyrozumiała...
                                            bo mam nadzieję, albo chcę kulturalnie załatwić sprawę???
                                            • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:38
                                              laski to maja przesrane, nie? bo to my z reguly sie staramy ;P nie no facet tez
                                              jak chce to potrafi...
                                              dobra, moja milosc ma jutro podjechac, uhhhh az boje sie powiedziec o tym
                                              rodzicom... :( 3majcie kciuki zeby nie powiedzieli zebym go przyjela przed
                                              klatka :/
                                              • qw994 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 01:23
                                                Ja będę trzymać kciuki, żeby ci właśnie to powiedzieli.
                                      • ilums Re: wracanie do siebie 08.04.07, 20:59
                                        Dzieki za slowa otuchy akkknes
                                        W piekny sposob pokazalas mi na ile znasz sie na ludziach-to ze staram sie
                                        czasami byc wesolym i ciagle nie uzalac nad soba to w jakis sposob mi pomaga-bo
                                        juz nie wytrzymuje z moimi myslami i ta samotnoscia.... IO wcale nie zmieniam
                                        mysli jak choragiewka-ciagle ja kocham i jeszcze dlugo bede kochal i nawet
                                        zielonego pojecia nie masz przez jaki bol przechodze i jakie wojny mam w glowie-
                                        co robic dalej i w ogole czy coskolwiek robic.... i tak w kolo-myslelm, ze na
                                        Twoim forum zostane zrozumiany-tak sie nie stalo:(
                                        Ale mimo wszystko zycze Wam wszystkim dobrze kochani/niekochani
                                        A zwlaszcza kaktusicy, Madziuni i Mariuszowi... i Tobie akkknes tez-bo wiem jak
                                        to boli
                                        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 21:38
                                          akkkbes prosze cie...odpusc juz sobie.. po co ta klotnia i ublizanie
                                          Ilumsowi???Pzreciez on zartuje z tym rekordem...i zauwaz nie tylko o twoim zyciu
                                          tu psizemy...Ty zalozylas watek..ale historie tworzymy my wszyscy....nie tylko
                                          na Twoich wpisach nam zlaezy ale na ogole.... a z drugiej strony jelsi jego
                                          cieszy fakt ze bijemy rekordy to dlaczego zabierac mu ta ucieche/? ja wiem ze to
                                          ejst smutny watke...ale chcac nie chcac dotyczy nas...no i wiadomo ze ebdziemy
                                          na nim pisac puki nam si enie znudzi...bijac lub nie rekordy...daj juz spokoj. I
                                          nie pisz o nim ze jest jak choragiewka bo Ty tez jestes jelsi juz... najpeirw
                                          plakalas ..pozniej niby bylas twarda i chcialas byc obojetna...teraz
                                          znow....niby cie poszarpal i poklocil sie z Toba i mial to byc koniec..a jednak
                                          nie... widzisz sama wyciagnij wnioski.. ja juz nie ebde Ci mowic co masz
                                          orbic...bo i tak zorbisz po swojemu..ja bym go kopnela w tylek za jedna traka
                                          akcje z poszarpaniem....narazie chlopcze i tyle....jak chce niech sie
                                          stara...ale musialby sie dlugo postarac o mnie.... (gdybym byla na Twoim miejscu)
                                          a jelsi chodzi o mnie..to walcze z bolem nadal...staram sie bcy dzielna...no ale
                                          coz nie potrafie.... chce plakac ale tzrymam lzy na wodzy...staram sie smiac i
                                          ogladac same smieszne bajki..to pomaga.... Co jakis czas kluje mnie to ze o oni
                                          teraz pisza do siebie...ze on jej czule slowa mowi..a niedlugo bedzie cos
                                          wiecej..kluje to starsznie ale msuze to przezwyciezyc....mam nadzieje ze jeszcze
                                          spotkam kogos wartym mojej milosci...chyba tak glupi sie ludze nie??......
                                          • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 22:47
                                            madziunia, klotni i ublizania to ty jeszcze chyba nie widzialas.
                                            ani razu nie napisalam, ze mojego kochanego przestalam kochac, ze zmienily sie
                                            moje uczucia wzgledem niego; to, ze jestem twarda sie nie zmienilo - a chyba
                                            ludzkie i normalne jest, ze chce byc w swieta z osoba ktora kocham i fajnie ze
                                            on tez chce byc wtedy ze mna?
                                            a ilums jest jak choragiewka, bo raz pisze jaki jest niby twardy i co robi na
                                            zajeciach a zaraz pisze jak to lzy za nia wylewa - tak robi facet? i jeszcze
                                            odpisuje mi ze wlasnie pokazalam ze sie nie znam na ludziach - a gdzie ja do
                                            cholery napisalam ze sie znam?? jakbym sie znala, to w zyciu nie przyszloby mi
                                            nawet do glowy wchodzic na forum i pytac co mam robic?
                                            wiem ze najlatwiej jest radzic kopnij w tylek - tylko rady radami, zycie
                                            zyciem, nie? czytalam twoje inne watki...
                                            wiem ze prawda w oczy kole, ale NIGDY nie powiedzialam ze zaczynam zlewac moja
                                            milosc; pisalam ze chcialabym byc twarda i to co sobie przemyslalam chcialabym
                                            wcielic w zycie, ale nie umiem. aha i on nigdy mnie nie poszarpal - ani ja do
                                            niego ani on do mnie z przemoca nie wyskakiwalismy.
                                            a koniec bedzie wtedy jak sie poddam - a nie napisalam ze sie poddaje, oddaje
                                            walke, wypinam tylek i ukladam sobie zycie na nowo.
                                            sluchaj watek jest wszystkich, spoko, ale ja mam zamiar tu pisac póki jest o
                                            czym i póki mi pomaga a nie dlatego zeby bic rekordy! z tego co wiem to trolle
                                            nie sa ulubiencami forum...

                                            powtorze jeszcze raz zeby bylo wiadomo: watek zalozylam zeby moc sie wyzalic,
                                            poradzic, dostac po glowie za to co ewidentnie robie zle, a pochwale za to co
                                            dobrze, zeby sobie ulzyc pisaniem. nie po to zeby wyprawiac nie wiadomo jakie
                                            cuda-wianki...
                                            • madziuuunia Re: wracanie do siebie 08.04.07, 23:49
                                              Przeciez kazdy doskonale wie po co zakladalas ten watek, niestety dotyka on nas
                                              wszysktich....i jesli Ty juz nie ebdzies zmiala z zcego si ezalic to inni beda
                                              to robic....tu jest grupka osob ktora nawazjem sie wspiera....te rekordy to
                                              tylko zasrty pzreciez.... to mile ze nasz watke sie rozwija i mozemy si
                                              ewpsierac i mile jest to ze to tak wyglada. Mnie tez cieszy fakt ze jest go
                                              coraz wiecej ..tak jak Ilmusa.... nie widze nic zlego w tmy ze on sie cieszy tmy
                                              ze watek robi sie coraz lduzzszy... a tym bardziej nie widze podstaw zebys
                                              mowila o nim jako o trollu.... wyzalic sie zawsze tutaj mozesz...ale po co
                                              naksakiwac na innych. Tobie jest zle..nam tez....my nie mamy swoich polowek na
                                              siweta..nie mamy niczego, tez chcemy zeby oni byli..ale oni nie beda... i tylko
                                              pozosatje nam cieszyc sie z Toba tym co masz...ta wspaniala swiadomosc ze jutro
                                              go zobaczysz....a nastepnego dnia lub i nawet tego samego on moze pojsc do
                                              M..... piekne co??? wg mnie Akkknes to ty si ejuz meczysz na sile. Rozumiem ze
                                              chcesz byc dobra, kochajaca i ciepla...ale pamietaj ze to jest facet...ktory
                                              zrnail twoje uczucia, manipulowal... Mysel ze puki co nie zorbisz z tym nic do
                                              czasu az wyleje sie na ciebie kubel zimnej wody. Tak jak ja tego potzrebowalam
                                              zeby wkoncu zrezygnowac tak pewnie i Ty.... To smieszne zjego strony ze tak
                                              zwodzi cie i nic konkretnego nie ustala..... No nie macie czasu zeby za soba
                                              zatesknic..on nie ma... bo ciagle maci ekonakt ze soba.... zastanow sie czy mu z
                                              czasem to nie obrzydnei... ja bym go przetrzymala, pamietaj ze jak kocha to
                                              worci ...to si esprawdza- wtedy bylabys pewna...a tak...wyobrazasz sobie ten
                                              ziwazek????? wiesz gdy bylam na Twoim miejscu i gdy walczylam o to zeby worcil
                                              nie sadzilam ze ebde pzrezywac cos tak srarsznego jak niepewnosc i lek....balam
                                              sie ze on znow mnie zostawi..ze znow bedzi emial watpliwosci...balam sie i
                                              sluszne bo znow to zorbil..... no ale..kazdy musi to sam pzrezyc zeby zorzumiec
                                              pewne sprawy. Zycze ci jaknajlepiej...obys nie ciepriala wiecej
                                              • akkknes Re: wracanie do siebie 08.04.07, 23:53
                                                tak naprawde wcale mnie nie cieszy ze jest tu coraz wiecej ludzi ktorzy nie
                                                wiedza czy wracac czy nie... bo to jest po prostu smutne, po tym co przeszlam
                                                nie zycze tego nikomu.
                                                wiem ze moj kochany nie pojedzie do maryski, wiem po co przyjezdza do mnie - sa
                                                swieta. powiedzial mi to, a obecnie z moim podejsciem do sprawy jest to
                                                normalne. ja nie chce zeby on zatesknil - bo tak naprawde co przy nastepnym
                                                zlym momencie bede miala czekac az znowu zateskni i tak rozwiazywac nasze
                                                problemy?? jesli mamy byc razem to bedziemy, reszta bedzie nie wazna i w to
                                                naprawde wierze od jakiegos czasu.
                                                • mamab26 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 01:13
                                                  Miałam się tu już nie odzywać ,bo klimat jakis nie teges się zrobił...

                                                  Ale dobra-napiszę.

                                                  Przeszłam dokładnie to samo co Ty.
                                                  No może z jedna ,ale bardzo ważną różnicą.

                                                  Mój M. przez 4 lata bycia razem NIGDY mnie nie zranił, nie skrzywdził ,nie
                                                  sprawił świadomie przykrości.
                                                  Był świetnym chłopakiem i nie było nawet JEDNEJ rzeczy ,do której mogłabym się
                                                  przyczepić i która mogłaby źle wróżyć na przyszłość.
                                                  Mówię tu o sprawach ważnych ,bo wiadomo ,że kłótnie się zdarzały.Ale o pierdoły.
                                                  ZAWSZE mogłam na niego liczyć i NIGDY mnie nie zawiódł.

                                                  Pewnego dnia powiedział mi o swoich wątpliwościach .Że sam nie wie ,czego
                                                  chce ,że nie wie czy mnie kocha , że ma wątpliwości co do naszej wspólnej
                                                  przyszłości...
                                                  "Nie kocham cię " ,nie powiedział mi nigdy.

                                                  W pierwszej chwili pomyślałam ,że to żart.Ale on nie żartował...
                                                  A potem był najgorszy miesiąc w moim życiu.
                                                  Czas ,kiedy gotowa byłam wszystko mu obiecać ,byle tylko był ze mną.
                                                  Bo wiedziałam ,że on jest tego wart.
                                                  Dzwoniłam ,płakałam i błagałam o spotkanie.
                                                  I cały czas miałam w pamięci te cudowne 4 lata.
                                                  Nawet nie miałam jednej rzeczy ,za którą mogłabym go znienawidzić...

                                                  A potem nagle ,w ciągu kilku godzin ,cała miłość jakby ze mnie wywietrzała.
                                                  Poczułam ,że nie zniosę tego dłużej.
                                                  Że jeśli nie odetnę się od niego ,to zwariuję.
                                                  Przyjażń mnie nie interesowała.Dla mnie życie jest czarno-białe.
                                                  Albo kocham ,albo nie.
                                                  Albo on mnie kocha i chce ze mną być ,albo niech spada na drzewo ,a znajomość
                                                  koleżeńską wsadzi sobie głęboko w d..ę :P

                                                  Zadzwoniłam.
                                                  Ostatni raz.
                                                  Żeby sie pożegnać i poprosić ,aby nigdy więcej do mnie nie dzwonił.
                                                  Żeby zapomniał o moim istnieniu ,bo na przyjaźń z mojej strony liczyć nie może

                                                  Wiesz ,minęło już 7 lat od tamtych dni ,a ja nadal pamiętam tą przeraźliwą
                                                  pustkę.
                                                  Ten milczący telefon i to uczucie,że już nigdy się do niego nie przytulę.
                                                  Że to już nie jest mój kochany M.
                                                  Że nic już nie będzie tak,jak dawniej...
                                                  Pamiętam to wszystko ,jakby się działo wczoraj.

                                                  Ale dziś ,patrząc na to wszystko z perspektywy lat ,wiem ,że ta "izolacja" to
                                                  najlepsze ,co mogłam wtedy zrobić.

                                                  Bo skoro jesteśmy teraz razem ,to dlatego ,że on przekonał się ,co tak naprawdę
                                                  do mnie czuje.
                                                  I zrobił to sam ,a nie pod moją presją.
                                                  Nie został ze mną z litości ,czy dlatego ,że mnie tak bardzo na tym zależało.
                                                  Jestem jego żoną ,bo SAM tego chciał.

                                                  Posyłając go w diabły ,paradoksalnie przyciągnęłam go do siebie.
                                                  Dając mu spokój ,dałam mu szansę ,żeby zatęsknił.
                                                  Chociaż w tamtym czasie byłam przekonana ,że to koniec.
                                                  Nawet przez myśl mi nie przeszło ,że on będzie chciał znów być ze mną.

                                                  Ale warto było ,bo dziś jestem pewna jego uczuć.
                                                  Że ożenił się ze mną bo naprawdę tego chciał .
                                                  I nie chodzi o to :

                                                  > ja nie chce zeby on zatesknil - bo tak naprawde co przy nastepnym
                                                  > zlym momencie bede miala czekac az znowu zateskni i tak rozwiazywac nasze
                                                  > problemy??

                                                  tylko ,że jaką masz pewność ,że on za rok ,za dwa znowu nie będzie miał tych
                                                  wątpliwości?

                                                  Ja też gwarancji nie mam ,ale wiem jedno -ja sobie dam radę psychicznie bez
                                                  niego.Bo już raz mi się udało
                                                  A Ty?
                                                  • timbunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 11:56
                                                    Bardzo mnie wzruszyłaś tym co napisałaś. JA własnie to przeżywam, po 6 latach
                                                    pozornie szczęśliwego związku, nadeszły wątpliwości z jego strony. Odcięłam się
                                                    po miesiącu walki, błagania... Wiem, że muszę na powrót nauczyć się żyć sama,
                                                    nie liczę na cud, że do mnie wróci - może to nie jest mężczyzna dla mnie. Nie
                                                    wiem co mi przyniesie przyszłość, ale już się ze sobą pogodziłam. Nadal boli,
                                                    choć to dopiero czwarty dzień bez kontaktu z nim. Ale z dnia nadziej jest
                                                    inaczej, może nie lżej, ale wewnętrzy spokój i optymizm powraca wraz z
                                                    rozwijającą się wiosną. Będzie jak będzie - ja sobie poradzę i tylko to się
                                                    liczy.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:04
                                                    nooo dziewczyny ja tez od tygodnia, nawet jak nie mam z nim kontaktu przez
                                                    ktorys dzien to i tak nagle z powrotem umiem usnac!! za to mozecie mnie
                                                    chwalic. boze, czemu tak jest, ze niektorzy nie maja takich problemow? po co
                                                    tak cierpiec? czy naprawde lepiej by bylo gdybym byla pozbawiona uczuc, zimna
                                                    jak lod?? :(
                                                  • qw994 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:06
                                                    Inni nie mają takich problemów, bo umieją powiedzieć sobie "stop". Ty tego nie
                                                    potrafisz.
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:22
                                                    naucze sie
                                                    ale nie obiecuje ze dzis :P
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:05
                                                    Mnie rowniez ta hisotria wzruszyla i uzekla..... piekne zakonczenie. i teraz
                                                    iwdze swoj blad...bylam zbyt nachalna zbyt zdesperowana...zaluje tego co
                                                    wyprawailam..ale z durgiej strony gdybym tego nie zorbuila to bym sie nie
                                                    przekonala ze moj facet to dran.... poprostu.... 6 lat to starsznie duzo...a ja
                                                    tu placze nad 2... heh chyba tutaj to trzeba tylko czasu...on jest wybawca,
                                                    leczy rany i bol... tylko on zaden inny srodek...no i to forum pomaga.. ja tak
                                                    gleboko gdzies chcialabym worcic do niego pomimo tego ze oklamal ze
                                                    opuscil....ale to minie..wkocnu uczucia wygasna a ja zorzumiem ze to byla
                                                    swinia podla...bo zorbil mi chamstwo jakich wiele na tym swiecie.... ja chcialam
                                                    byc uczciwa i bylam a on ...no coz... zdrada to zdrada... moze nie tak od razu
                                                    bo to tylko "zaczynanie znajomosci" z jego strony ale zawsze to zdrada duchowa....
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:22
                                                    madziunia, na pewno bedzie ci lzej jak bedziesz sobie pisac ze on jest draniem?
                                                    bo mi to nawet nie chcialo przez usta przejsc... nie latwiej przetrawic to w
                                                    sobie i tak jak ja po prostu zrozumiec ze no nie wyszlo...? przezciez przez te
                                                    dwa lata nie byl takim draniem, nie?? ja tez strasznie chcialabym wrocic, zeby
                                                    znowu byc z nim, i ze nie musiec juz przez to przechodzic... ale nie chce
                                                    myslec o czlowieku ktorego kocham z ktorym tyle mnie laczylo i w ogole ze jest
                                                    draniem... chcialam tak o nim pomyslec, powiedziec, napisac bo myslalam ze to
                                                    mi pomoze - a to wcale nie tak. nie wiem dopiero pare dni normalnie dzialam i
                                                    moze sie myle, ale ani raz przez ten caly czas nie chcialam nawet tak o nim
                                                    myslec :/
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:25
                                                    znaczy chcialam ale nie wychodzilo
                                                  • madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:51
                                                    akkknes ale on jest draniem....zdradzil mnie....nie powiedzial ze zrywa tylko
                                                    sbie zdradzal. Nie poczuwa sie do winy, twierdzi ze on sie czul juz
                                                    wolny...tylko ze zapomnial mnie o tmy poinformowac...tak wiec nie jest draniem??
                                                    jest draniem i to bardzo podlym bo zorbil mi wielkei chamstwo, zaigral z moich
                                                    uczuc..wysmial moje lzy i cieprienia.... smieje sie razem z nia ze ja taka
                                                    cieprietnica wielce ejstem.... naigrywa sie ze mnie rozumiesz/?? bawi go to ze
                                                    ja cierpei , onnie rozumie co to znaczy bo tego jeszcze nie poczul, nie wie co
                                                    to znaczy cierpiec z bolu nieszczesliwej milosci. Jets egoista ktory mysli tylko
                                                    o swoim dobru...no kurcze zdradzac, nic nie czuc..... i nawet nie powiedziec ze
                                                    to koniec/?? trzymal mnie w niepewnosci jak jakas kretynke....sadzil...ze ja sie
                                                    domysle sama ze to koneic i on tego mowic nie musi.Wiesz moglabym go jeszcze
                                                    gorzej wyzwac ale nei chce.... pzrez 2 lata roznie bylo, nie zawsze bylo
                                                    pieknie.... i ejstem tego swiadoma.. Ni ebyl dla mnie zly ale innych traktowal
                                                    po chamsku, drwil i nieszanowal innych ludzi...myslalam ze mnie to nie spotka z
                                                    jego strony ale mylilam sie....spotkalo. ja sie ciesze ze z nim juz nei ejstem i
                                                    to bardzo si eciesze... zrujnowal by mi zycie...akkknes.... to bylaby udreka. on
                                                    by plywal , co port to inna... klalaml by mnie cale zycie, wykorzystywal by moja
                                                    milosc i slabosc...nie raz pewnie podniosl by na mnie glos i wyzwal. NIe sznauje
                                                    rodzicow, do mamy odzywa si ejak do smiecia - sama slyszlama, ale nie zwracalam
                                                    na to zbytniej uwagi wtedy... do czasu az mnie etz zaczal tak traktowac...jak
                                                    sluzaca ktroa jest tylko zeby byc. Nie dabl o mnie nie troszczyl sie...wsciekal
                                                    sie jak bylam chora albo jak cos sobie zorbilam...na wsyzstko lał z gory...tak
                                                    wiec sama zobacz chyba dorbze si estalo ze mnie zostawil??? na sam konic jeszcze
                                                    udowodnil jaki jest zdradzajac mnie...czy ktos taki jest wart mojej milosci???
                                                    nie.... on ma tylko wyglad...nic poza tym. I teraz to wiem. tamta dziewczyne
                                                    zabajeruje ale zczasem mysel ze ona sie pzrekona tak jak ja... ze on za wiele
                                                    wart nie jest....i moge z czystym sumieniem powiedziec ze jest raniem . jasne ze
                                                    mi przykro i ze ciezko mi wogole sie przystosowac do tego....no ale co mam
                                                    robic/? plakac za nim?? za kims kto nie zalsuzyl na moje lzy?? kto mnie wysmiewa
                                                    ze plazce?? wybacz ale nie..nie chce byc znim, nie chce go znac juz...Kiedys
                                                    moze porozmaiwamy....i wtedy bede miala ta satysfakcje ze juz nie msuze sie
                                                    znim meczyc.... teraz jestem sama i fakt ten boli mmnnie okropnie.Boje sie ze
                                                    dlugo bede sama i nie dam rady. No ale skads sile brac tzreba .... u ciebie jest
                                                    inazcej i szzcerze to rozumiem....jestes miekka i kochasz..tak wiec nie dziwie
                                                    ci sie. On jest mily wiec brakuje ci stanowczosci. Odetniesz si edopiero wtedy
                                                    gdy zafunduje ci jakies swinstwo.... a tak to ebdzie cie ciagnac do niego
                                                    dlugo.... ale wiesz spokojnie..jakis pzrelom niedlugo zajdzie...albo to sie
                                                    skonczy albo zacznie.... oby sie zaczelo na nowo....i w dobrym kierunku
                                                    rozwijalo, tego ci zycze akknes....
                                                  • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:02
                                                    mamab26, dla mnie tez jest albo czarne albo biale - albo jestesmy ze soba i
                                                    pewne sprawy sie nie licza, albo nie jestesmy ze soba w ogole... ale kurna, sa
                                                    swieta, jakby nie chcial to bez wysilania powiedzialby ze jedzie do rodziny i
                                                    ja nie mialabym zadnych podstaw sie przyczepiac. a on chce przyjechac do mnie.
                                                    nie do kolegow, nie do maryski, a do mnie - ja wiem ze to nie jest zaden
                                                    sukces, ale to jest wazne, co? wczoraj napisalam, ze jesli cos ma z tego byc to
                                                    to, ze konczy mu sie zaraz umowa na komorke nic nie zmieni. chociaz z drugiej
                                                    strony wlasnie mi wpadlo do glowy, ze to wlasnie bedzie moment, kiedy on cos
                                                    zauwazy jak nie bedzie dlugasnych rozmow ze mna? ja mowie - podchodze do tego
                                                    moze nie na zimno, ale nie obiecuje sobie po dzisiejszym spotkaniu nic. bo wiem
                                                    ze nagle jedne swieta nie zmienia wszystkiego. ciesze sie jak dzieciak,
                                                    pewnie :) ale ciesze sie tez dlatego ze przyjezdza bo po ostatnim spotkaniu
                                                    rozstalismy sie w beznadziejnej sytuacji. dzis nie bedzie nerwosolku, bo nie
                                                    mam zamiaru pytac go nawet czy przemyslal i chce do mnie wrocic. jak bedzie
                                                    chcial, to sam mi to powie, nie? mamab26 marze niezmiennie o tym, zeby i u mnie
                                                    wszystko skonczylo sie tak jak u ciebie... chcialabym tego. dobrze ze mi to
                                                    jednak napisalas, bo to wazne. moj kochany uwaza ze nigdy nigoko nie kochal,
                                                    wiec to tez zmienia postac rzeczy - on mowi a nawet mowil od poczatku jak sie
                                                    poznalismy i nie bylismy razem, ze mozna sie przywiazac ale nie kochac, i on mi
                                                    ciagle powtarza ze jest do mnie bardzo przywiazany... :( wiem nie jest to
                                                    optymistyczne.
                                                    wiem tez ze niedlugo, naprawde szybko zrobie to co ty. odetne sie - i na razie
                                                    troche sie ciesze, ze pewnie spowoduje to koniec umowy jego komorki, ze to nie
                                                    na mnie bedzie ten ciezar. tylko ze ja juz nie licze happy end - jesli on
                                                    bedzie, to strasznie sie uciesze, zaskoczy mnie to.
                                                    zazdroszcze ci.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 12:54
      Nie wiem czy ten post sie wyslala wiec powtarzam :
      akkknes ale on jest draniem....zdradzil mnie....nie powiedzial ze zrywa tylko
      sbie zdradzal. Nie poczuwa sie do winy, twierdzi ze on sie czul juz
      wolny...tylko ze zapomnial mnie o tmy poinformowac...tak wiec nie jest draniem??
      jest draniem i to bardzo podlym bo zorbil mi wielkei chamstwo, zaigral z moich
      uczuc..wysmial moje lzy i cieprienia.... smieje sie razem z nia ze ja taka
      cieprietnica wielce ejstem.... naigrywa sie ze mnie rozumiesz/?? bawi go to ze
      ja cierpei , onnie rozumie co to znaczy bo tego jeszcze nie poczul, nie wie co
      to znaczy cierpiec z bolu nieszczesliwej milosci. Jets egoista ktory mysli tylko
      o swoim dobru...no kurcze zdradzac, nic nie czuc..... i nawet nie powiedziec ze
      to koniec/?? trzymal mnie w niepewnosci jak jakas kretynke....sadzil...ze ja sie
      domysle sama ze to koneic i on tego mowic nie musi.Wiesz moglabym go jeszcze
      gorzej wyzwac ale nei chce.... pzrez 2 lata roznie bylo, nie zawsze bylo
      pieknie.... i ejstem tego swiadoma.. Ni ebyl dla mnie zly ale innych traktowal
      po chamsku, drwil i nieszanowal innych ludzi...myslalam ze mnie to nie spotka z
      jego strony ale mylilam sie....spotkalo. ja sie ciesze ze z nim juz nei ejstem i
      to bardzo si eciesze... zrujnowal by mi zycie...akkknes.... to bylaby udreka. on
      by plywal , co port to inna... klalaml by mnie cale zycie, wykorzystywal by moja
      milosc i slabosc...nie raz pewnie podniosl by na mnie glos i wyzwal. NIe sznauje
      rodzicow, do mamy odzywa si ejak do smiecia - sama slyszlama, ale nie zwracalam
      na to zbytniej uwagi wtedy... do czasu az mnie etz zaczal tak traktowac...jak
      sluzaca ktroa jest tylko zeby byc. Nie dabl o mnie nie troszczyl sie...wsciekal
      sie jak bylam chora albo jak cos sobie zorbilam...na wsyzstko lał z gory...tak
      wiec sama zobacz chyba dorbze si estalo ze mnie zostawil??? na sam konic jeszcze
      udowodnil jaki jest zdradzajac mnie...czy ktos taki jest wart mojej milosci???
      nie.... on ma tylko wyglad...nic poza tym. I teraz to wiem. tamta dziewczyne
      zabajeruje ale zczasem mysel ze ona sie pzrekona tak jak ja... ze on za wiele
      wart nie jest....i moge z czystym sumieniem powiedziec ze jest raniem . jasne ze
      mi przykro i ze ciezko mi wogole sie przystosowac do tego....no ale co mam
      robic/? plakac za nim?? za kims kto nie zalsuzyl na moje lzy?? kto mnie wysmiewa
      ze plazce?? wybacz ale nie..nie chce byc znim, nie chce go znac juz...Kiedys
      moze porozmaiwamy....i wtedy bede miala ta satysfakcje ze juz nie msuze sie
      znim meczyc.... teraz jestem sama i fakt ten boli mmnnie okropnie.Boje sie ze
      dlugo bede sama i nie dam rady. No ale skads sile brac tzreba .... u ciebie jest
      inazcej i szzcerze to rozumiem....jestes miekka i kochasz..tak wiec nie dziwie
      ci sie. On jest mily wiec brakuje ci stanowczosci. Odetniesz si edopiero wtedy
      gdy zafunduje ci jakies swinstwo.... a tak to ebdzie cie ciagnac do niego
      dlugo.... ale wiesz spokojnie..jakis pzrelom niedlugo zajdzie...albo to sie
      skonczy albo zacznie.... oby sie zaczelo na nowo....i w dobrym kierunku
      rozwijalo, tego ci zycze akknes....
      • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 14:31
        madzia, nie chce teraz cie pocieszac bo wiem ze tak naprawde nic nie
        pocieszy... wiesz co mnie rodzice nauczyli bardzo waznej rzeczy - dopoki za
        reke nie zlapalas nie masz dowodow. nie zlapalas za reke jak bzykal na boku,
        nie wiem jaki jest twoj facet, ale z paroma mialam juz doczynienia, mam paru
        baaardzo dobrych przyjaciol - faceci czasami lubia powiedziec tak zeby
        zabolalo. facet nie pozwala sobie na plakanie tygodniami i wspominanie -
        chociaz wyjatki sie zdarzaja. to jest dla nich takie dojeb..e na koniec, a zeby
        miala. nie mowie teraz tu o moim przypadku, mowie ogolnie. nie chce bronic tego
        twojego, nie chce bronic tej lalki z ktora on teraz jest. ale pomysl - po
        pierwsze laska ma nie po kolei w glowie, skoro pisze do ciebie - przeciez to
        absurd, bo za jakis czas bedziesz po prostu smiala sie z jej glupoty,
        zobaczysz! po drugie najwazniejsze - nie da sie, po prostu nie da sie zbudowac
        szczescia na nieszczesciu!! nie zycze nigdy nikomu w takich przypadkach zle,
        ale i tak bedzie zle. zamki z piasku, ktore zmyje morze, zobaczysz. to boli,
        naprawde boli, jestem w koncu w podobnej sytuacji wiec jestem w stanie to
        zrozumiec wiesz. musisz ale to wcale nie musi byc juz dzis ogarnac sie.
        zobaczyc pozytywy tej sytuacji i zrozumiec ze na jednej porazce nie konczy sie
        zycie, a taka porazka moze byc w konsekwencji tylko sukcesem. jesli macie byc
        razem, bedziecie, i to bez znaczenia czy taka laska pojawi sie w jego zyciu czy
        jakis facet w twoim. rozumiesz? jesli gdzies jest ulozone tak, to tak bedzie,
        trzeba tylko pocierpiec i sie naczekac... taki fajny pezent - niespodzianka,
        nie wiesz co jest w srodku. zyskasz cos albo cos czego sie nie spodizewasz.
        mozesz zyskac faceta ktorego juz znasz albo takie doswiadczenie zyciowe ze
        hohoho... nie bede pisala zebys przestala plakac, myslec itd bo wiem ze tak sie
        nie da. ale trzeba sie kiedys ogarnac. ja sie ogarnialam dlugo, ale dalej czuje
        co czulam, dalej wiem co chce. ale jednoczesnie mam swoje zycie, swoje plany.
        wczoraj sie nie poryczalam, ale jego nie bylo ze mna przy stole przeciez. i
        tylko jeden raz dziadek zapytal mnie na ucho czemu jestem taka smutna. i nie
        zaczelam mu plakac w rekaw ze tak bardzo tesknie i w ogole tylko powiedzialam
        ze tak wyszlo ale ze sie wylize. i gleboko w to wierze... mimo ze dalej kocham
        i nie wiem na czym stoje... :(
        • doroslajuz Re: wracanie do siebie 09.04.07, 15:29
          Zastanawialam sie dlugo, czy opisac swoja historie.
          Coz, moze pomoze....
          Bylam z nim 5 lat, "cos sie stalo" i sie odstalo..
          Sielanka,swawole,milosc taka na zawsze.
          Cud, jedyni na swiecie.
          Zaczelo sie walic, klopoty,finansowe
          rowniez,czemu nie, to w koncu zycie.
          Caly okres"bycia" mieszkalismy razem,
          caly. On byl moja rodzina.
          Ja pierwsza podjelam decyzje o rozstaniu.
          Zrobilam to...bo bylam odwazniejsza, slabsza...
          nie wiem, ktos musial to zrobic.

          Bycie bez niego bylo pieklem, koszmarem,
          bylo tragedia. Nie radzilam sobie kompletnie,
          palilam,pilam,sluchalam muzy destruktywnej(a jakze),
          przeszlam kazdy etap "odwyku" Praca,zycie,obowiazki
          byly koszmarem.Dzis,gdy o tym mysle...to
          nie chce myslec!

          I teraz: nie zaniechalam kontaktu,
          przyjaciele mowili musisz, a ja nie,
          szukalam tego jak tlenu.
          Bez niego nie moglam nawet oddychac.

          On oddychal, a jakze,calym soba....
          innymi pannami rowniez..
          Mialam tego swiadomosc, mimo to
          bylam na kazde skiniecie,bylam "lekarstwem na cale zlo
          tego swiata" Wysluchiwalam-sama nie bedac, pomagalam-samej
          nawet nie proszac,dbalam-bedac zaniedbywana,
          kochalam sie z nim-bedac pieprzona (przepraszam za)
          I tak 2LATA!!

          Pol roku temu,cos "stalo mi sie w glowe"
          otworzylam te swoje otepione oczeta,
          i wiedzialam,ze nie dam rady powiedziec,
          nie znajde sily twarza w twarz, napisalam e-mail'a
          Ogolnie, aby poszedl do diabla.Ze mam dosc, ze nie zaluje
          ze powiedzialam, ze kocham, ale nie chce go wiecej widziec.
          Nigdy!
          Niech wyparuje z mojego zycia,teraz!
          Niech nie dzwoni,nie pisze,nie oddycha w moim kierunku!

          Minelo okolo 6 miesiecy od tego listu,
          razem 2.5 roku jak nie jestesmy razem.
          2 tyg temu mialam telefon, ze
          kocha, ze zrozumial,ze tylko ja,ze sie zabije,
          ze swiat nie ma sensu beze mnie,ze wie jak mnie skrzywdzil
          i jak mnie krzywdzil przez ten czas.
          Ze chce miec dom ze mna, ze chce miec dzieci,
          i psa i kota.
          Ze ja jestem Ta Kobieta.On juz wie,zrozumial.
          Powiedzial,ze sam nie wie czego szukal majac To przy
          wlasnym boku.Ze Kocha!!I wiele wiele innych.
          Pol roku,po zerwaniu,po totalnym braku kontaktu!
          b
          Teraz ja. Uczciwie.
          Euforia!Szczescie,Radosc.
          Gdybym mogla,kupilabym bilet w tej sekundzie
          i poleciala do niego, co ja gadam,
          ja prawie samolotu nie potrzebowalam!!
          Dzien dwa-myslenie
          Dzien kolejny i nastepne-wiecej myslenia
          Tydzien minal.
          Nie!
          Zrozumialam,ze pomylilam wspomnienie o
          uczuciu z uczuciem,ktore powinno byc w sercu aby wrocic.
          To fakt, nadal kocham,
          ale juz nie na tyle aby wybaczyc.
          Bez zadnej filozofi, bez chorej satysfakcji,
          poprostu juz nie.
          Nie moge znalezc w sobie sily na zapomnienie koszmaru
          przez jaki przeszlam, nie wybacze.
          Zadzwonilam,i zyczylam mu wszystkiego co najlepsze
          i mimo,ze mam 36 lat, jestem sama,on mnie kocha?
          ja jego,mysle ze tez....ale juz nie, poprostu nie.
          Nie umiem, nie wiem jak...
          Doszlam do wniosku, ze pierwszy raz od dawna
          wpomoge sie mozgiem,serce w odstawke.
          Mialam to szczescie "wyjsc"z domu w ktorym Rodzice sie kochali
          i kochaja. Dostalam smsa od Ojca nie tak dawno:
          "Jak ja kocham Ta Kobiete!(Mame),bardziej z kazdym dniem"
          Sa to ludzie grubo po 60tce!
          i tak mysle, czy ja rozumy pogubilam!?
          Mam dobre wzorce, co ja wyrabiam!?
          I sms Ojca:"dziecko,zrobisz co chcesz,
          ale ja powiem co chce, nie chce widziec,
          tak bardzo nie chce, jak usychasz"
          Ja tez juz nie chce.
          Powiedzialam czlowiekowi, ktorego kochalam,
          ze kazdy ma prawo zrozumiec,
          • at0mic Re: wracanie do siebie 09.04.07, 15:48
            Smutna historia, ale chyba z happy-endem... Podziwiam za madrosc i odwage :)
            Chcialbym ich miec chociaz maly skrawek tego ile ma Osoba powyzej :)
          • doroslajuz Enter zbyt szubko 09.04.07, 16:06
            • doroslajuz Tak dla przykladu 09.04.07, 16:57
    • doroslajuz Re: wracanie do siebie 09.04.07, 15:42
      Zastanawialam sie dlugo, czy opisac swoja historie.
      Coz, moze pomoze....
      Bylam z nim 5 lat, "cos sie stalo" i sie odstalo..
      Sielanka,swawole,milosc taka na zawsze.
      Cud, jedyni na swiecie.
      Zaczelo sie walic, klopoty,finansowe
      rowniez,czemu nie, to w koncu zycie.
      Caly okres"bycia" mieszkalismy razem,
      caly. On byl moja rodzina.
      Ja pierwsza podjelam decyzje o rozstaniu.
      Zrobilam to...bo bylam odwazniejsza, slabsza...
      nie wiem, ktos musial to zrobic.

      Bycie bez niego bylo pieklem, koszmarem,
      bylo tragedia. Nie radzilam sobie kompletnie,
      palilam,pilam,sluchalam muzy destruktywnej(a jakze),
      przeszlam kazdy etap "odwyku" Praca,zycie,obowiazki
      byly koszmarem.Dzis,gdy o tym mysle...to
      nie chce myslec!

      I teraz: nie zaniechalam kontaktu,
      przyjaciele mowili musisz, a ja nie,
      szukalam tego jak tlenu.
      Bez niego nie moglam nawet oddychac.

      On oddychal, a jakze,calym soba....
      innymi pannami rowniez..
      Mialam tego swiadomosc, mimo to
      bylam na kazde skiniecie,bylam "lekarstwem na cale zlo
      tego swiata" Wysluchiwalam-sama nie bedac, pomagalam-samej
      nawet nie proszac,dbalam-bedac zaniedbywana,
      kochalam sie z nim-bedac pieprzona (przepraszam za)
      I tak 2LATA!!

      Pol roku temu,cos "stalo mi sie w glowe"
      otworzylam te swoje otepione oczeta,
      i wiedzialam,ze nie dam rady powiedziec,
      nie znajde sily twarza w twarz, napisalam e-mail'a
      Ogolnie, aby poszedl do diabla.Ze mam dosc, ze nie zaluje
      ze powiedzialam, ze kocham, ale nie chce go wiecej widziec.
      Nigdy!
      Niech wyparuje z mojego zycia,teraz!
      Niech nie dzwoni,nie pisze,nie oddycha w moim kierunku!

      Minelo okolo 6 miesiecy od tego listu,
      razem 2.5 roku jak nie jestesmy razem.
      2 tyg temu mialam telefon, ze
      kocha, ze zrozumial,ze tylko ja,ze sie zabije,
      ze swiat nie ma sensu beze mnie,ze wie jak mnie skrzywdzil
      i jak mnie krzywdzil przez ten czas.
      Ze chce miec dom ze mna, ze chce miec dzieci,
      i psa i kota.
      Ze ja jestem Ta Kobieta.On juz wie,zrozumial.
      Powiedzial,ze sam nie wie czego szukal majac To przy
      wlasnym boku.Ze Kocha!!I wiele wiele innych.
      Pol roku,po zerwaniu,po totalnym braku kontaktu!

      Teraz ja. Uczciwie.
      Euforia!Szczescie,Radosc.
      Gdybym mogla,kupilabym bilet w tej sekundzie
      i poleciala do niego, co ja gadam,
      ja prawie samolotu nie potrzebowalam!!
      Dzien dwa-myslenie
      Dzien kolejny i nastepne-wiecej myslenia
      Tydzien minal.
      Nie!
      Zrozumialam,ze pomylilam wspomnienie o
      uczuciu z uczuciem,ktore powinno byc w sercu aby wrocic.
      To fakt, nadal kocham,
      ale juz nie na tyle aby wybaczyc.
      Bez zadnej filozofi, bez chorej satysfakcji,
      poprostu juz nie.
      Nie moge znalezc w sobie sily na zapomnienie koszmaru
      przez jaki przeszlam, nie wybacze.
      Zadzwonilam,i zyczylam mu wszystkiego co najlepsze
      i mimo,ze mam 36 lat, jestem sama,on mnie kocha?
      ja jego,mysle ze tez....ale juz nie, poprostu nie.
      Nie umiem, nie wiem jak...
      Doszlam do wniosku, ze pierwszy raz od dawna
      wpomoge sie mozgiem,serce w odstawke.
      Mialam to szczescie "wyjsc"z domu w ktorym Rodzice sie kochali
      i kochaja. Dostalam smsa od Ojca nie tak dawno:
      "Jak ja kocham Ta Kobiete!(Mame),bardziej z kazdym dniem"
      Sa to ludzie grubo po 60tce!
      i tak mysle, czy ja rozumy pogubilam!?
      Mam dobre wzorce, co ja wyrabiam!?
      I sms Ojca:"dziecko,zrobisz co chcesz,
      ale ja powiem co chce, nie chce widziec,
      tak bardzo nie chce, jak usychasz"
      Ja tez juz nie chce.
      Powiedzialam czlowiekowi, ktorego kochalam,
      ze kazdy ma prawo zrozumiec,ja zrozumialam,
      ze juz nie.

      I pytanie,byc moze powinno brzmiec nie "czy wracaja"
      bo wracaja, tylko"czy przyjmujemy?"

      Wiecie, latwiej jest wrocic, trudniej jest przyjac.
      Tak sobie mysle.

      Tyle ze mnie, nigdy nie umialam pisac, poza tym gdzies"po drodze"
      kliknelam enter w polowie tych wypocin, wybaczcie.
      Teraz wlacze sobie muzyke, przy ktorej "znieczulalam"
      sie wczesniej, dzis jest znowu pieknym kawalkiem
      do posluchania, bez bolu, bez alku, ale z papieroskiem i kawka.

      Dacie rade, wczesniej czy pozniej, dacie rady.
      I dziewczyny i chlopaki.
      • mamab26 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 17:48
        Parę rzeczy mi się nasunęło po przeczytaniu Twojego posta.

        Przede wszystkim trzeba odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie ,jak wyglądał
        związek PRZED zerwaniem.
        Jeśli już wtedy coś było nie tak ,coś szwankowało ,to nie rokuje dobrze na
        przyszłość.
        Trzeba bardzo krytycznie i z dystansem ocenić ,czy w ogóle warto ,czy z tego
        może coś dobrego wyniknąć.
        To trudne ,ale nie niemożliwe.

        Bo całkiem możliwe ,że w momencie porzucenia zaczynamy idealizować partnera i
        jesteśmy gotowi wybaczyć mu największe głupoty.Byleby tylko być razem...
        Ale to na dłuższą metę się nie sprawdza.

        doroslajuz- w Twoim przypadku myślę ,żę wszystko mogło się potoczyć inaczej.
        Gdybyś to ,co zrobiłaś pół roku temu ,zrobiła zaraz po zerwaniu.
        Tak mi się przynajmniej wydaje...

        Pozdrawiam
        • akkknes Re: wracanie do siebie 09.04.07, 18:53
          oczywiscie ze sobie idealizuje, buduje swoja utopie - jak np z tym, ze
          oddalabym wszystko byle znowu byc razem, ze zapomne o tym co bylo, ze nigdy nie
          wroce do pewnych tematow... bleeee pewnie ze tak tak tak byle znowu byc razem!
          a przeciez tak naprawde nigdy nie bylam w takiej sytuacji wiec nie wiem co bym
          zrobila - i czy naprawde byloby tak kolorowo.
          ale mimo wszystko chcialabym, bardzo bym chciala chociaz sprobowac...
        • doroslajuz Re: wracanie do siebie 09.04.07, 19:39
          doroslajuz- w Twoim przypadku myślę ,żę wszystko mogło się potoczyć inaczej.
          > Gdybyś to ,co zrobiłaś pół roku temu ,zrobiła zaraz po zerwaniu.
          > Tak mi się przynajmniej wydaje...


          mamab26, oczywiscie,ze tak.
          moja opowiescia potwierdzam tych,ktorzy
          proponuja zerwanie kontaktow,jest to
          zrobienie miejsca na przemyslenia....
          a tak,sami doprowadzamy do"zmeczenia materialu",
          i po tych szarpaniach,to juz nawet niejednokrotnie
          nie ma do czego wracac.
          Ale autorka calego watku musi sama dojsc do
          wnioskow, my mozemy tylko poopowiadac o swoich
          doswiadczeniach.
          Wiem,ze gdybym od razu zakonczyla tak, jak
          bylo w pierwotnym stanie-zero kontaktu, dzis
          bylibysmy razem. Tak jak i teraz moglibysmy byc...
          ale ja juz nie chce, nie umiem.
          On juz nie moj, ani ja jego.
    • madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 20:48
      hmm... bardzo ciekawa historia, choc pewnie bolesna... w chwili obecnej
      wybaczylabym wszystko .... tak poprostu...wybaczylabym, ale wiem ze on nawet nie
      hcce mnie znac juz.... traktuje mnie jak smiecia wiec co tu si eludzic duzo.
      jest mi przykro...:( przykro mi ze tak nieprzyjemnie to sie zakobczylo. Psulo si
      eod stycznia i zakonczylo sie teraz... takim endem....:( bol pzreszywa moje
      serce, staram sie radzic ze soba ale jestem coraz slabsza...coraz wiecej mam
      smutnych chwil.. spotkanie z przyjaciolka tylko mnie rozczula bo mowie o tym i
      to coraz bardziej boli. takie uswiadamianie sobie tych krzywd nie pomaga
      zapomniec tylko rani coraz mocniej. Przynajmniej zauwazam tyle ze nie jest wart
      moich zmartwien. On nigdy nei pzrezyl takich cieprien i takiego bolu wiec
      ...smieje sie i naigrywa etraz ze mnie...dla niego to smieszne..bo nie koch ai
      nie cierpi. Nie mam zlau do niego...tylko zadre w sercu ze tak mi zorbil;( fakt
      ze zorbil mi pieklo nie pomaga w zapominaniu o nim tylko podsyca moje
      cieprienia:( akkknes jestes jeszcze w dobrej stytuacji...bo masz nadzieje i cos
      z tego moze byc...a ja?? coz ..mam tylko siwadomosc ze musze zapomniec o tym
      czloweiku. Nie chce go wyzywac juz, nie chce sie wyrazac jakos niesttosownie o
      nim...nie mam sily o nim juz myslec. Czuje ze on bedzie szczesliwy mimo tego co
      mi zorbil.... i zbuduje szczesice z nia.... na moich lzach i cieprieniu zbuduja
      szczescie. W sercu mam nadzieje ze codziennosc ich pzrerosnie....ze jego oblicze
      szybko sie otworzy i on pokaze jej ze nie jest taki promyczek jak jej si
      ewydaje. Tak mi przykro....wyobrazam sobie co tam robia..co on jej mowi...:(:(:(
      boli bardzo. Chce nie myslec chce...ale nie moge. Powtarzam sobie ze msuze byc
      dzielna i silna ale nie moge.
      Wiecie powiem wam ze gdy nie wiedzialam o tym ze jest z NIĄ to bylo mi milion
      razy latwiej, nie myslalam o nim...efektywnie zapominalam o nim...a ta sytuacja
      zwalila mnie z nog....nie chce sie poddac...chce byc silna...ale brakuje mi sil.
      Nie bede rozpamietywac tych chwil.... nie chce. dzisiaj znalazlam jego
      pizame..plakalam w nia jak dziecko...tulilam i plakalam...bolalo , szkoda ze nie
      ulzylo.... wciaz cos mi pzrypomina go....bol wraca i serce ledwo stuka...:(
      zazdroszcze tym ktorzy czuja juz spokoj ducha i sa uwolnieni z tego piekla....
      boje sie ze nie dam rady..ze to si enie skonczy...boje sie ze on bedzie chcial
      kiedys worcic a ja wtedy sie nie opre;(:(:( boje sie...to jak ta niespodzianka o
      ktorej mowisz akknes... tylko ze ja wiem iz powort nie ma sensu, boje sie ze
      uczucia wezma gore wtedy. No ale zawsze jest to 90% szans ze on tego nie
      zorbi;):):) trzeba zapomniec.....postaram sie.....trzymajcie sie!!!
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 21:53
        Akkknes. Wybacz, ale aż mnie szlag trafia, jak czytam to, co piszesz. To
        przeciez nie ma sensu! Tyle osób przytacza Ci historie, historie ich życia... i
        co? Czy Ty masz dalej klapki na oczach? Po prostu aż mną telepie, wiesz? Tyle
        osób, tyle historii, tyle niezbitych faktów, że ta metoda jest najlepszą metodą
        dla Ciebie na przetrwanie tego rozstania... a Ty dalej swoje, jak mała
        rozkapryszona dziewczynka, która myśli, że ona wie najlepiej... Przepraszam za
        te słowa, ale nie mogę już wytrzymać. Wcoraj miałam kolejny przykład na to, że
        tzw. odcięcie się jest najlepszym sposobem. Na wszystko. Mój facet nie wytrzymał
        dnia, dzwonił do mnie kilka razy prosząc o rozmowę. Zrobiłam bład, że od razu
        zgodziłam się rozmawiać. Obrzucił mnie błotem. Usłyszałam, że tylko jemu na mnie
        zależy, że nikt mnie nigdy nie pokocha, że jak go zostawię, będę sama zawsze.
        Znów usłyszałam, że jestem źródłem jego nieszcześć i że życzę mu źle.
        Powiedziałam tylko,że mnie wyleczył z miłości i że powinien iść do psychologa. I
        na tym koniec z rozmową. Do wieczora przepraszał mnie i błagał o wybaczenie.
        Mówił, że zrozumiał, że postąpił okropnie, że to nieprawda, co mówił, że jestem
        jedyna itp. Na razie jesteśmy pogodzeni, choć mnie to wszystko wciąż boli. Z
        decyzją o rozstaniu czekam do połowy lipca, jak już skonczą się stresy ze
        studiami. I łudzę się, że coś się zmieni, a jak nie to wiem co zrobię... jestem
        młoda, całe życie przede mną.
        Chciałabym, żebyś i Ty, akkknes, doszła do takiego wniosku. I jeśli myślisz, że
        on jest powietrzem, a Ty bez powietrza żyć nie możesz - znajdź sobie inne
        źródło, trochę innego powietrza. I odetnij się od niego, bo tak to do końca
        życia będziesz sama, będziesz cierpiała! Bo jemu jest tak wygodnie, ma Cie na
        każde zawołanie, wie, że jesteś, że kochasz, że wybaczysz. Zrozum wreszcie...
        Znowu niepotrzebnie wjeżdżasz na ilumsa, on przecież tylko żartował... nie
        musisz się na ludziach wyżywać, naprawdę...
        Madziu, popieram Cię, Twój były jest draniem i to takim z najgorszego rodzaju. W
        ten sposób nie traktuje się żadnego człowieka, tym bardziej kogoś, kogo się
        kiedyś kochało. Dlatego uważam, że mój też jest draniem... Pamiętaj, że nie da
        się zbudować szczęścia na cierpieniu innego człowieka. To się zawsze w koncu
        zemści. W pewnym momencie ta dziewczyna, kiedy przejdzie jej zaślepienie,
        zacznie się zastanawiac, jak on mógł tak z Toba postąpić, obgadywać Ciebie,
        zgnoić... i zacznie się zastanawiać, czy jej też kiedyś czegoś takiego nie
        zrobi. Gwarantuję Ci to. Poza tym nikt nie jest w stanie udawać całe życie, a
        kiedy pierwsze zauroczenie minie, dziewczyna zobaczy z kim jest... on nigdy nie
        będzie szczęśliwy, jeśli nie dorośnie. Ale to przecież nie o to chodzi... Nie
        myśl Madziu o nim, tylko o sobie... Że Ty napewno będziesz szczesliwa,
        znajdziesz swoją drugą połówkę i będziesz żyć pełną parą:) Wkrótce Ty też
        uwolnisz się od tych uczuć i myśli. I nigdy, przenigdy nie wracaj do takiego
        człowieka.
        Ilums, co u Ciebie?:)
        • madziuuunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 22:09
          kaktusiaca:):):) dzieki za cieple slowa;) jelsi chodzi o Ilmusa to mysle ze on
          nie chce si etu udzielac bo pisal na moim wtaku "pocieszcie mnie" a tutaj
          nie...wiec chyba sie zrazil ..... a wracajac do twojej sprawy kaktusico..to ja
          mysle ze chyba czas zakonczyc ten zwiqzek..nie uwazasz???? on sie nie zmieni,
          ...moze byc tylko gorzej wiesz o tym. teraz prz najblizzszym jakism zdazreniu
          albo zerwij albo tak zamilknij na jakis zcas zeby go szlag trafil i zeby poczul
          ze moze cie starcic.....masz siwetne podjescie do sprawy wiec wierze ze zorbisz
          dobzre;0 Mi bardzo pomagaja wasze slow ai w tmy momenci epraiw enie mysle o
          swojej sytuacji.... wiem ze ten KTOS nie jest wart mojej milosci, on nie
          dojrzal do niej...popostu nie dojrzal, nie rozumie ze ludzi kocha si etakze za
          zle cechy nie tlyko za dobre. On mnie kochal tylko za to ze jesy ok, ze j
          ajestem taka i siaka..a jak zaczelam miec porblemy ze soba to on nagle pzrestal
          kochac, bo przeciez si emzienilam.... wnioski mam z tego zwiakzu bardzo
          mocne...i wiele mni eucza. Nie worce do niego bo tylko sie unieszczesliwie. Wiem
          ze teraz bedzi emi lepiej, bez niego..... przyjedzie czas ze bedzi emi latac to
          czy on istnieje, nie ebdzi emnie obchdozilo to ze on m akogos...i nie bedzi
          emnie obchodizlo to czy los sie na nim zemscil....teraz zycze mu zeby zalowal
          ale za jakis czas bede miala to gdzies. Jest mi ciezko ale dzieki wam pzrezywam
          mile chwile ktore daj ami sile zmagac sie z bolem;) wytrzymam zorbie to dla
          siebie. Z nim nigdy sie nie skontaktuje i nie odezwe. Nie potrzebuje znajomosci
          z kim stakim jak on. Nie bedzie mna pomiatal nigdy , teraz niech sobi epomiata
          nia;) ide sie odprezyc:):) dorbanoc;* Ilmus mow jak tam sie czujesz!!!!! byleby
          lepiej.... a akkknes powinna wyciagnac wnioski z tego co napsiala kaktusica, ja
          sie pod tym podpisuje..po czesci, bo tak naprawde niewiadomo co u niej si edzieje...
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 09.04.07, 23:24
            Wiesz, problem polega na tym, że ja też nie jestem wodec niego w porządku...
            Naprawdę nie jestem, wiele razy go raniłam, czasem nieświadomie, ale jednak...
            Należę do osób z bardzo silnym chrakterem, jestem egoistką, choć dla niego
            zrobiłabym wszystko (dotychczas...), to czesto zdarzało mi się myśleć i
            postępować w zaborczy, samolubny i złośliwy sposób... Zawsze są dwie strony
            medalu... Prawie zawsze:) Muszę soę po prostu nad tym wszystkim zastanowić,
            zaczać też pracować nad sobą... Gdybym wiedziała, że na 100% się nie zmieni to
            juz dawno by go przy mnie nie było... Tu się własnie mój egoizm pojawia;] Nie
            będę na byle kogo sobie życia marnować...;] Ale tutaj widzę, ze od czasu, kiedy
            zaczynaliśmy... on się bardzo zmienił na korzyść, dużo nad sobą pracuje... więc
            mam dylemat... pożyjemy, zobaczymy:)
            Ty się kochana trzymaj cieplutko i nie myśl o nim i o tym, co Ci zrobił, bo on
            nie jest wart ani jednej Twojej myśli, ani jednej Twojej łzy.
            Wiecie co? Uwielbiam Was i to forum... nikt mi tak nie pomaga:)
    • prisilla Re: wracanie do siebie 09.04.07, 22:16
      podobno recepta na zapomnienie jest kolejny facet...
      • timbunia Re: wracanie do siebie 09.04.07, 22:44
        Nie to nie jest lekarstwo. Można wtedy pochopnie porównywać byłego do
        terażniejszego, a to może źle rzutowac na związek.
        Podziwiam was wszystkim za siłę, choć wiem że bolesna jest. Niestety wiem, ze
        roztsać się jest ciężko. Ja przez święta nie odzwywałam sie do swojego J. ale
        nie wiem co to będzie po świętach - niestety do póki sprawy mieszkania nie
        załatwię odciąć sie nie mogę od niegi kompletnie.
        Tak sobie myślę o moim związku i choc nie mam praktycznie rzadnych ale, to
        jednak przypominam sobie, że on lubił jak jest wszystko ok, ja usmiechnięta i
        wesoła - a jak juz było źle, miewałam dołki to już się źle robiło. I to mi
        nawet wypomniał ostanio, przez ten dramatyczny miesiąc, ze wiecznie smutna i ze
        on tak nie mógł - bo on wesoło musi mieć.
        Dziwne mi minął, ale popadłam w apatię, nie potrafie się cieszyć - usta się
        śmieją, ale w środku kompletna pustka. czuję sie taka bezuczuciowa-moze to
        reakcja obronna organizmu - ale dziwnie mi z tym.
        Na koniec powiem - trudne związki trzeba skończyć, nie wolno dać się zwodzić
        partnerowi za nos. Odcięcie się to własciwie jedyna dobra droga.
        • ilums Re: wracanie do siebie 10.04.07, 01:33
          Witam po krotkiej przerwie
          Wiesz akkknes-powinnas zaryzykowac i sie odciac, bo co jak za miesiac on Ci
          przyjdzie i powie, ze wybiera Marysie...zlamie Ci serce i to okropnie-a tak za
          miesiac bedziez juz o te 30 dni silniejsza i blizej do wyleczenia!!! A moze
          wlasnie dzieki temu, ze odetniesz sie to on za miesiac zamiast oswiecic Cie ze
          chce Marysie to samotnosc da mu wiele do myslenia i wybierze znow Ciebie-czego
          Ci szczerze zycze bo wiem co przechodzisz.
          A najlepszym przykladem na to ze chwila odpoczynku jest kazdemu porzebna jestem
          ja-szlag mnie trafil jak zle odszyfrowalas moej wpisy o tym ze niby jakis
          rekord mamy bic-postanowilem sie troche wyciszyc i przemyslec, bo napewno bylo
          i w tym troche mojej winy, bo powinienem wazyc slowa...ale suma sumarum lubie
          Twoj watek, bo wszystcy sie juz tu troche znamy i jest taka prywatnosc, bo jak
          ktos spoglada na iklosc wpisow to go odstrasza i nie czyta calosci i tylko raz
          kiedys pojawia sie ktos nowy i latwiej to wszystko ogarnac-wie sie co komu
          radzic, bo sie go w jakis sposob zna...
          Takze akkknes, blagam Cie odetnij sie od niego-ja do mojej ex przestalem dawac
          znaki zycia w czwartek i jakos ciagne, mimo iz jest ciezko....
          Trzymaj sie-tego Ci zyczy czlowiek pol mezczyzna, ktory sobie teraz dumnie
          powiewa na wietrze jak choragiewka:))))))

          Witam Madziuuuuuu i kaktusico-przenioslem sie do Madziiii watku-nie mamy co
          prawda okolo 600 wpisow, ale jakos powoli sie rozkrecamy:))))
          Pozdrawiam wszystkich kochanych/niekochanych
    • timbunia Re: wracanie do siebie 10.04.07, 07:51
      Nastał nowy poranek, tak jak wczoraj było ok. Dzis znowu mam ochotę ryczeć, ból
      wrócił - dwa razy gorszy. Nie wiem jak wytrzymam i kiedy to przejdzie. Czuję
      się głupia i beznadziejna. czemu miłość tak boli.
      • doroslajuz Re: wracanie do siebie 10.04.07, 09:18
        "czemu miłość tak boli"

        Czy jestes pewna,ze to milosc boli cie teraz?

        Ja, gdy zrozumialam,czym tak naprawde byl ten bol,
        z czego wynikal,co go napedzalo,zobaczylam jak
        "pieknie" bylam uzalezniona od mezczyzny,
        jak wielki i absolutny byl jego wplyw na moje zycie,
        wszelkie dzialania byly zalezne od jego obecnosci
        przy mnie, byly tak naprawde zalezne ode mnie(powinny przynajmniej),
        ale jego obecnosc sprawiala, ze "dzialalam".
        Chore.
        Kiedy przemyslalam, okazalo sie, ze to nie milosc boli,tylko
        zal,rozczarowanie,zlosc,duzo wolnego czasu tez zaczelo bolec.
        Tak bylo w moim przypadku. Bo milosc nie boli, tylko wyobrazenia
        bledne na jej temat. Czesto,gdy dochodzi do konfrontacji
        prawdy i uludy, maja miejsce starcia, w przypadku nas
        przeklada/lo sie to wlasnie na placz,zal i beznadzieje.
        Tak sobie mysle, ze tak wyglada kazdy proces myslowy, w ktorym
        zaczynamy "cos" rozumiec, w ktorym "wszystko" zaczyna sie ukladac
        w calosc-fakt,jeszcze nie logiczna,ale powoli,powoli...
        Czesto dobre i piekne rodzi sie w bolach,o ile nie zawsze....
        • akkknes Re: wracanie do siebie 10.04.07, 13:21
          ok, czas na mnie - powiem najbardziej spokojnie jak potrafie:
          k...a, no a jak sie odetne i ch..j z tego bede miala?
          przeciez wtedy dopiero ja i moja psychika padniemy od pytania pt co by bylo
          gdybym sie nie odciela??
          doroslajuz, ilums, madzia, kaktusica - no co ja wtedy zrobie???
          co zaloze sobie nowy watek 'potrzebuje leczenia zamknietego?'
          kur... nie tylko milosc boli, boli zycie ogolenie... :(((((((((((((((
          • ilums Re: wracanie do siebie 10.04.07, 14:11
            To teraz ja: Po czesci sie powtorze!!!!
            A co jak on Cie oswieci: Hej akknes-jestes super kolezanka-ale jakos zakochalem
            sie w Marysi-wtedy przejdziesz obok tego bez zalu i wszytko bedzie ok????????
            Nie wydaje mi sie bo widze w jakim stanie jestes teraz!!!!!!!!! A uwierz mi-
            jesli teraz obawiasz sie zakladu zamknieteo to postaraj sobie tylko wyobrazic
            co sie stanie jak on Ci powie, bylo milo ale sie skonczylo-ide do Marynii!!!
            Wtedy to nawet zaklad zamkniety Ci nie pomoze!!!!
            Spytaj Madziiii co ona teraz przechodzi, a ja sam mialem podobnie gdy sie
            dowiedzialem, ze moja wielka milosc ma sobie kogos na boku-zreszta teraz tez
            nie jest latwiej bo domyslam sie ze sie rozstalismy bo ona ciagle eksa
            kocha.... Wiec zostan ta taka eks, ktora on bedzie zawsze kochal i wez sie w
            koncu odetnij!!!!!!!!!!!!!!!
            • akkknes Re: wracanie do siebie 10.04.07, 14:18
              ale ja nie chce byc eks ktora byla i juz jej nie ma...
              ja chce byc eks ktora jednak jest kims wiecej niz eks...
              nie wiem co bedzie jak on mi ktoregos dnia powie dobra spadaj, nie wyobrazam
              sobie takiej chwili po prostu!! nie mysle o tym choc wiem ze tak moze byc.
              kur........aaaaaaa ja chce zeby on wrocil
              • ilums Re: wracanie do siebie 10.04.07, 15:04
                Ok akkknes-to odpowiedz mi jeszcze na jedno pytanie-do ktorej eks bedzie mu
                latwiej wrocic-do tej do ktorej odkryl, ze ja kocha i teskni za nia jak
                szalony, czy do tej ktora mu sie zbrzybla swoim milusinskim zachowaniem i ma
                jej po dziurki w nosie???
                Wszystkie Twoje reakcje i wpisy moglbym przypisacidentycznie do mnie po 2
                wilekiej milosci-tez bylem taki uparty a recepte jak ja zdobyc mialem pod nosem-
                ale walczylem z uporem maniaka i nic to nie dalo... A wiesz jak zostalismy
                para??? Poznalismy sie, zostalismy przyjaciolmi, potem ja sie zakochalem i jej
                o tym powiedzialem... odsunela sie na chwile ale dalej udawawalismy przyjaciol
                az w koncu po jednej z rozmow napisalem jej-ze ja juz tak dluzej nie potrafie,
                bo sie mecze-ja ja kochalem a ona sie tylko dobrze bawila!!! Po niecalym
                tygodniu odkryla, ze mnie tez kocha i przyleciala z placzem, ze chce byc ze mna
                itd... I masz kolejny dowod na to ze przerwa dziala!!!
                Akkknes ja wiem, ze Ty glupia nie jestes-Ty tylko jestes slepo zakochana!!! I
                cokolwiek wybierzesz to tylko Ty sama bedziesz musiala ponosic tego
                konsekwencje!!!!
                • akkknes Re: wracanie do siebie 10.04.07, 15:15
                  piierwszy raz w zyciu cos takiego mi sie zdarza i co mam zapomniec??
                  ku...a przeciez tak sie nie da!!
                  a co bedzie jak ja nawet odpuszcze a on nie przybiegnie?? bo stwierdzi ze jak
                  ja olalam i ulozylam sobie moje zycie na nowo to on powie ze nie bedzie sie
                  wpychal???????????? no powiedz mi to do cholery bo ja zrobie wszystko byle byc
                  znowu z nim.
                  • akkknes nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:12
                    hmmm caly dzien mysleeeee
                    sluchajcie a jakby tak spotkala sie z nim teraz na dniach na gruncie jak
                    najbardziej nautralnym nie u mnie czy u niego
                    i powiedziala jak najbardziej stanowczo i bez nerwow - sluchaj kotku kocham cie
                    i byc moze przez ten caly czas zle robilam zle podchodzilam zle myslalam i w
                    ogole zle ale biorac pod uwage ze kazdy popelnia bledy... chce byc z toba i
                    robilam wszystko zebys znowu byl ze mna, chcialam i chce... ale powiedz mi po
                    polsku wyraznie i powoli czy ty do cholery jasnej chcesz byc ze mna? po co byly
                    te wszystkie kwiatki, te telefony, te spotkania i te dvd?? jestem wobec ciebie
                    szczera i nie opowiadalam ci bajek jak mi bylo bez ciebie dobrze... powiedz mi
                    po prostu po co bylo to wszystko? czy to ma jakis sens? ukryty sens ktory ma
                    byc niespodzianka czy ciosem w serce?? bo jesli ty sie ciagle wahasz i
                    chcialbys i nie, to sie zdecyduj i mi powiedz - bo ja moge czekac w
                    nieskonczonosc jesli tylko mi zagwarantujesz ze mam na co czekac... jesli
                    robiles to wszystko bo tak wypadalo, bo nie mialas nic innego do roboty, bo sie
                    przyzwyczailes to mi to powiedz, powiedz, powiedz niech boli ale ja chce
                    wiedziec co sie dzieje. ja mam dosyc zmieniania planow bo a moze zadzwonisz a
                    moze przyjedziesz a moze wcale nie. powiedz mi to.
                    niech on mi to powie do cholery!!!!!!! co z tego ze caly poprzedni tydzien sie
                    trzymalam, ze bylam twarda jak dzis mi wszystko sie sypie z rak, jest czwarta a
                    ja nie wiem kiedy mi zlecial caly dzien?? siedze i sie martwie czy wzial leki,
                    czy przygotowal sobie wszystko do pracy... jak on z takim katarem pojdzie w
                    ogole jutro do pracy... oczywiscie robie wszystko by siedziec w zasiegu
                    telefonu zeby na wszelki wypadek nie wyjsc z domu...
                    boze mam taki dolek psychiczny, znowu piec milionow pytan bez odpowiedzi...
                    siedem razy powtorzylam sobie wszystko co mi radza wszyscy na okolo, osiem razy
                    odpowiedzialam na to swoim upartym tokiem myslenia...
                    no i teraz jeszcze to - cholera, a jak on mi powie spadaj na drzewo? to co
                    bedzie? co nie bedzie juz spotkan, telefonow, smsow, dvd i w ogole??
                    obronie sie i jemu o tym nie powiem? pojde do pracy i co?
                    jesli on nie wroci jak nawet odsune sie na bok?
                    ja wiem ze sa ludzie ktorzy wracaja do siebie po pol roku milczenia, wiem....
                    ale przeciez ja nie wytrzymam takiego pol roku...
                    albo moze chociaz umowic sie z nim, powiedziec to co tu napisalam i dac mu max
                    tydzien na zastanowienie sie? i przez ten tydzien zniknac, udawac ze mnie nie
                    ma i dopiero po tygodniu uslyszec to co on ma do powiedzenia??
                    co???????????
                    • timbunia Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:21
                      Ja powiem tak, bo w podobnej sytuacji jestem. Nie ma sprawiedliwości..!!!!
                      Porzucani są na przegranej pozycji, nie mają praw, nic im sie nie nalezy. i
                      albo się z tym godzisz albo nie. Myślisz ze ja bym nie chciała od swojego J.
                      usłyszeć konkretnej deklaracji???? może lepiej by mi było sie naprawdę oderwać.
                      ale błagałam, prosiłam - nie jest w stanie sie z deklarować, mimo że przez 6
                      lat byliśmy szczerzy i zawsze mu powtarzałam, ze niezaleznie od sytuacji wolę
                      wiedzieć, ze jest źle - a teraz co guzik. Szczerość i uczciwość poszły sobie
                      jedna stroną. A ja wychodzę na idiotke, błagajac o spotkanie o zlitowanie, zeby
                      powiedział czy mam szansę. Nie wiem dlaczego to robi, ale wiem, ze nie zniosę
                      takiego traktowania. Trudno będę skrzywdzona, z poczuciem żalu - ale
                      rpzynajmniej zrobię coś żeby zachowac resztki honoru odetnę się... Co z tego ze
                      kocham tez cąłym sercem, i wszystko bym oddała by otrzeźwiał. Ale nic nie mogę-
                      tylko się odciąć. Tylko tak sobie moge pomóc. i tobie tez to radzę
                      • akkknes Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:24
                        no cholera nie umiem no!! ;(((((
                        • ilums Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 16:55
                          Oceniam Twoj pomysl na dwa z minusem!!!!!!! Wiem-wredny jestem, znam cala
                          sytuacje i caly watek bardzo dobrze i wiesz co on Ci odpowie: "Nie wiem. No i
                          wiesz szare jest jakies takie rozowe, a rozowe zolte-a w ogole kolory teczy
                          takie jakies nieteczowe sa". Akkknes na milosc boska wez sie w koncu otrzasnij
                          i przeczytaj czasami swoje posty-one juz sensu nie maja...co ty gadasz, ze
                          chcesz mu dac tydzien na przemyslenia...i ten tydzien Cie zabije. Wyznaczanie
                          jakie durnych granic nic nie daje!!!!!!!!!!! Wiem jak Ci ciezko bo sam mam to
                          samo-organizm mam tak oslabiony, ze co chwila mi leci krew z nosa, nie jem,nie
                          spie a najlepiej wyhodzi mi plakanie i myslenie o niej-ale ku.. ja juz sie
                          poddalem i od czwartu sie nie odzywam, bo to nie mialo sensu
                          zadnego!!!!!!!!!!!!!!
                          Zaluje tylko,ze dzis znow ja bede widzial, bo bol znow wroci z takim
                          nasileniem, ze az sie boje co to bedzie po zajeciach://// ale bede musial jakos
                          przetrwac-to ona juz zadecydowala o nas i ja tu juz nic nie mam do gadania-i
                          daj tez temu swojemu zadecydowac-nie pchaj go do zadnych decyzji, bo nawet jak
                          go popchniesz do powrotu to on znow moze Cie kopnac-to MUSI byc scisle jego
                          decyzja!!!!!!!!!!!!!! Ocknij sie prosze!!!!!!!
                          • timbunia Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 19:10

                            a ja własnie dziś palnęłam kolejną głupotę. zadzwoniłam do niego. i wygarnęłam
                            wszystko i wyciągnęłam wyznanie - że mnie nie kocha. na początku mówił że nic
                            nie czuje, ale ja pytam czy mnie nie kocha - a on na to czy to nie to samo.
                            Kurcze NIE. dlatego już chyba po raz ostani się popłakałam, kocham, ale męczyć
                            się nie będę... DOSC JUŻ!!!! Nie będę się do niego odzywać na ile sił mi
                            starczy. I Akkknes mówię ci pozbądź sie złudzeń. Nic nie zdziałasz choćbyś nie
                            wiem jak chciała - a przeciągasz nie uniknione. Ja dzięki forum uniknełam
                            większych błędów, choć ciągle głupstwa robię - jak ten telefon dziś.
                            Dostałam kopa w d.... boli, ale przynajmniej wytrzeżwiałam. Jaśli kiedykolwiek
                            będzie chciał cos uzyskać - to będzie musiał pewne rzeczy zrozumieć. JEsli nie
                            to jego strata, całe serce byłam w stanie mu ofiarować.
                            Powiedział że Jjutro zadzwoni, juz to widzę - tylko w sumie po co jak nie
                            zadzwoni z przeprosinami.
                            Dziś sobie uswiadomiłam, że on cały czas widzi moją winę, że to ja się
                            przyczyniłam. A jego wina taka, że mógł mieć inne przekonania - ale chyba na
                            tym to polega ze ludzie różni są i się na wzajem akceptują. Jeśli on nie widzi
                            swoich błędów, jak ja widzę swoje to nic nie poradzę. Będzie mnie bolało,
                            jeszcze długo....................trudno
                          • akkknes Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 19:22
                            ilums i co z dnia na dzien od czawrtku liczac odkochales sie??
                            bo ja nie rozumiem...

                            nie wiem czy on mi powie ze nie wie... nie wiem, ale moze gdybym tak sprobowala
                            stanowczo i bez emocji?? nieee rzeczywiscie, masz racje... to bez sensu...
                            tu nie chodzi o to, ze ja mam oslabiony organizm - bo ja wbrew pozorom jestem
                            silna, ja wam tu nie pisalam, ale ja czekam na operacje... ja w maju ide pod
                            noz i beda mnie ciac... ja wam tu juz nie pisalam ze jak ostatnio bylam w
                            szpitalu to bylo w walentynki, wrocilam jakos kolo obiadu i dzownie do niego,
                            zeby przyjechal bo juz jestem - a jeszcze dzien wczesniej obiecywal ze tak tak
                            bedzie... a on mi powiedzial ze nie ze nie przyjedzie bo to nie jest nasz
                            swieto... a ja juz w sumie nie chcialam swietowac walentynek tylko to ze jestem
                            juz w domu... tak naprawde daje sobie rade i wiem ze co mnie nie zabije to mnie
                            wzmocni, ja naprawde duzo juz przeszlam w tym tylko roku choc mamy dopiero
                            kwiecien... pomijam juz to ze moj organizm od tych lekow ktore teraz przyjmuje
                            jest totalnie osabiony, wiec ja nie biore juz pod uwage tego, ze mam spadek
                            formy, ze boli glowa, ze cos nie tak sie cuzje, bo ja juz zle sie czuje juz
                            pare miesiecy ale teraz profesor powiedzial ze nic mi juz nie zaszkodzi i
                            ewentualnie moze tylko byc cud wiec lykam te prochy choc po nich leze i
                            zdecham. ja nie pamietam tak naprawde kiedy ostatnio dobrze sie czulam :( ale
                            staram sie jak moge ciagnac to co zaczelam, nie odpuszczam ani w szkole ani w
                            pracy. a jak on mi jeszcze powiedzial ze czasami robie z siebie ofiare to juz w
                            ogole wzielam to sobie do serca i chocby mi flaki mialy popekac to i tak
                            pokazuje ale juz sama sobie jaka jestem twarda. ilums ja naprawde nie chce juz
                            sie uzalac sama nad soba, ja bym chciala tak naprawde zaczac zyc na nowo... od
                            poczatku! ja bym chciala miec znowu spokojne zycie, jego przy sobie, i kurna
                            czuc ta pieprzona pewnosc ze coby sie nie dzialo to mam jego i ze moze mi nie
                            pojsc w szkole czy w pracy to on bedzie i przytuli.
                            a co z tego ze caly poprzedni tydzien trzymalam sie twardo i ostro wmawialam
                            sama sobie ze jest ok, jak dzis jeden dzien jak on jest chory i pewnie lezy w
                            lozku i naprawde spi - to ja mam przeczucie ze obok niego jest 'najlepsza
                            pielegniareczka swiata' w postaci marysi? i chocby tak nie bylo i pewnie nie
                            jest (bo go za dobrze znam) to jednak to glupie uczucie, ze spi tam sam, ze nie
                            dzwoni i nie pyta ile gripeksow moze jeszcze lyknac, ze ma wyciszony telefon i
                            ja moge sobie dzwonic w nieskonczonosc... co z tego ze zadzwonil rano, pogadal
                            nawet cos milego, jak teraz spi i ma mnie w dupie a ja siedze i znosze jajko ze
                            zlosci, bezsilnosci, smutno i niepewnosci?
                            boze, ja naprawde nie jestem ulomna, koncze ostatni semestr w szkole, dostaje
                            stypendium naukowe, w weekendy pracuje czesto i cala dobe, nie jestem jakas
                            brzydka, dbam o siebie, w tajemnicy przed lekarzem co jakis czas ide poskakac
                            na aerobiku, mam tyle znajomych i jakos nikt nie mowi ze jestem glupia, umiem
                            sie zachowac, no ja nie wiem co jest ze mna nie tak... boze gdyby nie ta
                            maryska - nie dosc ze z grzybica pochwy (sic!) to jeszcze ma powygryzane
                            pazury, nie wiadomo czy ja dopuszcza do matury, tata co prawda siedzi ciagle za
                            granica ale jak jest tutaj to ja leje, brat bez skrepowania wali konia przy
                            gosciach bez zamykania drzwi, ona nie odroznia nawet lewejs sluchawki mp3!! no
                            powiedzcie mi w czym ja z nia tak przegrywam? bo ona to do wszystkiego
                            podchodzi na luzie i co ma byc to bedzie. k...wa nie umiem podchodzic do
                            egzaminu bez gadania pol dnia ze na bank obleje, albo udawac ze mnie nie wkurza
                            jak on nie odbiera pol dnia telefonu a wlasnie tym telefonem mielismy sie
                            umowic na weekend na przyklad. to nie ja zawsze bylam zmeczona, ale on zawsze
                            wolal sie przytulic i w domu poogladac dvd, a nagle mu imprez zabraklo i tylko
                            ona byla pod reka, mi nie mogl juz powiedziec sluchaj chodz do klubu, nie?? ja
                            juz nie czytam moich postow, bo jest mi po prostu czasami wstyd przed sama
                            soba - przeciez kazdy normalny czlowiek stracilby juz ochote na wszystko na
                            moim miejscu, poslalby w diably takiego czlowieka... dlatego tak sie wkurzam o
                            to co kto robi, jak wyglada albo ze jakies chore rekordy tu sie bije. bo ja nie
                            mowie juz moim rodzicom co sie dzieje, przyjaciolkom czy przyjaciolom tez nie -
                            bo zaraz mnie pocieszaja ze to nie ma sensu i jedyne co to sie odciac. a ja nie
                            chce tego. chyba na wlasne zyczenie buduje sobie moj wlasny wyimaginowany swiat
                            marzen - i w tym swiecie szukam iskierek, ktore ogrzewaja mnie...
                            wiecie co mnie najbardziej dobija? ze jest dzis wtorek, jest 19ta a ja bede
                            wszystko robila tak, zeby zrobic to co musze jak najwolniej - bo oprocz tego ze
                            dzis bez wyrzutow sumienia bede mogla poryczec na magdzie m., to ciagle daje mu
                            szanse zeby sie obudzil i oddzwonil. jutro bedzie to samo. za dwa dni to
                            znajomi nie wytrzymaja i sami po mnie podjada, w piatek to samo, a w weekend do
                            pracy. a ja wszedzie i tak bede co chwila, nerwowo sprawdzac telefon. wmowilam
                            sobie, ze o dopoki on ma te darmowe minuty do mnie to bedzie ok a dopiero potem
                            jak to umrze smiercia wymuszonego bezkontatku to i mi bedzie latwiej... taaa...
                            ladnie sobie kombinuje, co? boze sama sie juz motam w tych moich myslach,
                            dobrze ze jutro juz szkola, i trzeba bedzie ostro myslec to przynajmniej na
                            wykladach bede myslec o czyms innym...

                            ilmus tak na marginesie to to dwa z minusem to w jakiej skali? bo wiem na
                            studiach to to juz nie zdaje, ale w liceum pamietam ze niektorzy modlili sie
                            jeszcze o to dwa na szynach.... :))))
                            • kaktusica6 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 20:08
                              O matko. Akkknes... to jest pomysł do d.! Albo i gorszy. Nigdy, przenigdy nic
                              takiego nie rób! Wybij to sobie z głowy, a jak nie to ja Ci mogę to wybić! Nie
                              próbuj. Ty wiesz, czego powinnaś spróbować. Powinnaś się odciąć. Tak, Ty tego
                              nie chcesz. Wmawiasz sobie, że tak jest najłatwiej, że chcesz być fair... ale
                              doskonale wiesz, że to nieprawda! Wszyscy to wiemy. Ty się po prostu boisz tego
                              wyjścia. Boisz się, że nie dasz rady, że okaże się, że jesteś za słaba. Boisz
                              się, że on to totalnie zleje i sam się nie odezwie. Ale jesli tak zrobi to ch.j
                              z nim! Otwórz oczy. Kogo chcesz na siłę uszczęśliwić? Jego? On jest cały happy,
                              maryska pielęgnuje, imprezuje, Ty nadskakujesz, jakas inna koleżanka czułe
                              słówka szepcze, zyć nie umierać. Odpowiedz sobie na pytanie, czy chcesz tak żyć?
                              Z tą świadomością, że jakaś gó..ara głaszcze Twojego ukochanego? I że od ma Cię
                              gdzieś? Że on ma gdzieś Twój stan, Twoje uczucia, Twoje szczęście? Jemu na tym
                              nie zależy! Gdyby było inaczej, zachowywałby się inaczej. Albo jeszcze o tym nie
                              wie. I dzięki Tobie i Twojemu uporowi oczywiście nigdy się nie dowie, że jestes
                              wyjątkowa, bo będzie Ciebie miał zawsze pod ręką, na każde zawołanie. Wiesz...
                              kiedyś, jak miałam te 13 lat kupowałam sobie Twista. I pamiętam taką historię z
                              tych głupich listów... dziewczyna pisze, że miała takiego kolegę. Zawsze był
                              przy niej, zapraszal do kina, na imprezy, nosił torby, pomagał itp. Trwało to
                              prze rok czy ileśtam. I pewnego razu koleś przestał. Zniknął z jej życia. I jaki
                              problem ma dziewczyna? Właśnie się zorientowała, że go kocha, że zrobiłaby dla
                              niego wszystko. I jak ona ma go odzyskać?
                              Ja Ci kochana tego nie zmyślam. Naprawdę coś takiego było, własnie mi się
                              przypomniało. I myślę, że Twój ex będzie miał to samo... Kiedy Ty postawisz go
                              przed aktem dokonanym... Myślę, że tak właśnie będzie. Z ręką na sercu.
                              Rozumiem, że to dla Ciebie jst trudne. Ale czy nie trudniejsze będzie życie jako
                              czyjś podnóżek? Bo to z siebie własnie robisz niestety...
                              A nie mogłabyś tak jak jedna z kobiet, które tu wcześniej pisały - wysłać mu
                              maila? żeby dał Ci spokój, że masz dość, że kochasz, ale tego znosić dłużej nie
                              będziesz? Niech Ci to nawet koleżanka napisze i wyśle, jeśli Ty nie potrafisz...
                              To jest najlepsze wyjście, natrudniejsze dla Ciebie, ale najlepsze. Bo pozwoli
                              Ci być szcześliwą.
                              Czasem też myślę sobie, że Ty jego wcale nie kochasz, wiesz? Takie mam
                              wrażenie... Bo gdybyś kochała, zrobiłabyś wszystko, żeby go odzyskać... A
                              odcięcie się od niego jest jedynym wyjściem. Zresztą sama chyba widzisz, że
                              Twoje obecne metody nie skutkują wcale.
                              Dam Ci dobrą radę na telefon. Jak wychodzisz, zostawiaj go w domu. Kup sobie
                              kartę, zeby on nie miał numeru, a żebys miała jakiś kontakt ze światem. Pozwoli
                              to Ci się wyluzować:)
                              Powiem Ci tak... zaufaj rodzicom i przyjaciołom. I tym tutaj obcym osobom. No
                              spójrz na to obiektywnie. Tyle osób radzi Ci (dobrze!!!) to samo, tyle osób daje
                              Ci TYLE przykładów, że to skutkuje... a Ty dalej swoje... Chyba on rzeczywiście
                              musi odejść do maryśki albo innej kaśki, zośki, żebyś zrozumiała.... tylko, że
                              wtedy naprawdę możesz się załamac i wylądować w zakładzie;/ Obyś zmądrzała
                              zawczasu i sie od niego odcięła... Trzymam kciuki za Ciebie i Twoją odwagę:)
                              • kalamazoo1 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 22:08
                                tak to czytam wszystko od paru dni i w koncu pomyslalem, ze pare slow napisze w
                                koncu. wiekszosc z tych historii jest taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaka sama. ja
                                juz tez to przerabialem i wydaje mi sie, ze troche to juz zrozumialem.
                                zrozumialem, ze tu nic do rozumienia nie ma. odrzuceni szukaja w tym calym
                                syfie jakies logiki, ze jest tak bo tak. nic z tego. to tylko oni probuja
                                tlumaczyc sytuacje i znajdowac argumenty, ktorych potem sie trzymaja jak tonacy
                                brzytwy. z drugiej strony- odrzucajacych - zadnych podtekstow i logicznych
                                przemyslen nie ma. w wiekszosci przypadkow oni kreca sie juz kolo kogos innego,
                                sa zauroczeni i to jest dla nich najwazniejsze. nie ma nic poza tym. a juz
                                napewno nie ma dotychczasowego partnera. on juz sie nie liczy. napisalem
                                zauroczeni, nie zakochani, bo ta pierwsza faza to wlasnie zauroczenie, wysoka
                                chemia, stany odurzenia emocjonalnego. po jakims czasie to sie utrwali i
                                przeksztalci w milosc cokolwiek to jest lub - co zdarza sie czesto - rozpadnie
                                sie przy pierwszych zyciowych dylematach i problemach. ale to juz was,
                                odrzuconych, interesowac nie powinno. wtedy zwykle zdarzaja sie powroty, bo sie
                                okazalo ze to kurcze takie fajne nie bylo jak mialo byc. moja byla juz zona tez
                                tak miala. byli stworzeni dla siebie, bzdury w stylu dwie polowki jablka czy
                                jakies takie dyrdymaly. bylo fajnie az gach dostal to co chcial. jak juz bylo
                                po sprawie, moja ex uslyszala od niego ze jest najgorszym czlowiekiem jakiego
                                spotkal w zyciu. ironia zycia. ale nie o tym mialo byc. milosc to podobno
                                chemia. jestem biochemikiem i troche w to wierze. pod wplywem przyjemnych
                                odczuc nasze organizm wytwarza zwiazki chemiczne (cos jak hormony), ktore
                                dzialaja na nas w ten sposob ze odczuwamy przyjemnosc. milosc to taka
                                przyjemnosc bycia z tym i tym gosciem/babka. przez lata bycia razem nasz
                                organizm przyzwyczaja sie do obecnosci we krwi tych hormonow przyjemnosci. one
                                troche dzialaja jak narkotyki. uzalezniamy sie od nich i w okresie rozstania
                                odczuwamy ich glod. u naszych partnerow ich wydzielanie juz od jakiegos czasu
                                wygaslo, u nas ciagle trwa. do czego zmierzam. leczenie z odrzucenia to troche
                                jak walka z uzaleznieniem alkoholowym czy narkotycznym. albo kompletnie
                                odetniesz zrodlo bodzcow (tu kontakty z bylym/byla) albo bedziesz trwac w
                                stanie uzaleznienia. tak czy siak zrobisz bedzie bolez, ale przy zerwaniu
                                kontaktow masz szanse, ze po jakims czasie bedzie lepiej. nie oszukujmy sie,
                                nie po dniu, tygodniu, miesiacu. moze nawet pare lat. oczywiscie bol bedzie
                                malal, ale kiedys przejdzie. juz na zawsze pewne rzeczy pozostana w naszej
                                glowie, ale po jakims czasie bedzie mozna ocenic czy ten zwiazek mial cokolwiek
                                ze szczesciem wspolnego. ja sie postanowilem odciac od samego poczatku. trudne
                                bo pracujemy w jednym budynku. poza tym jak cokolwiek sie zlego u ex to walila
                                do mnie. wiedziala, ze zawsze moze na mnie liczyc. byla na tyle beszczelna, ze
                                starala sie leczyc z kopniaka od gacha wlasnie u mnie. bylo ciezko, ale
                                podnosze sie po dlugich dwoch latach. nie ma zludzen. choc ciagle boli, nie ma
                                mowy o zadnym powrocie, nawet gdyby lezala u progu. nie ze zlosliwosci, nie z
                                checi odegrania sie, po prostu jest to juz dla mnie inna osoba.
                                odejscia/rozstania wszystko jest dla ludzi. ale trzeba miec odwage i
                                przyzwoitosc zeby po sobie posprzatac. niestety wiekszosc opisanych tu historii
                                ma te same cechy, odchodzacy sa tu strasznymi egoistami. mysla tylko o sobie.
                                nie czekajcie na zadne decyzje, przemyslenia. trzeba zaczac isc do przodu choc
                                na poczatku bedzie wiecej krokow w tyl. oni zadnych decyzji nie podejma. nie sa
                                zdolni. trzymaja was na uwiezi z premedytacja bo wiedza ze macie dla nich tyle
                                uczuc. wykorzystuja wasza slabosc. widze tu trzy powody, wszystkie paskudne: 1.
                                nie sa pewni czy to nowe zadziala i warto miec drzwi otwarte, 2. drecza ich
                                wyrzuty spaprania komus zycia i chca wygladzic stosunki by ich samopoczucie
                                bylo lepsze, 3. czegos im w tym nowym brakuje, jeszcze nie wszystko dostaja to
                                co mialy z wami.
                                wasz los jest juz tylko w waszych rekach. kazdy jest troche slaby. ale wasz
                                honor i samoopoczucie odnosnie siebie zalezy od ruchow ktore podejmiecie
                                dzisiaj. wazne zeby mozna spojrzec w lustro bez czerwienienia. chcecie uslyszec
                                od nich to co chcecie uslyszec. a oni tego juz nie powiedza. powodzenia i do
                                przodu.
                                • kaktusica6 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 22:26
                                  Bardzo mądre słowa... osobiście dziękuję z całego serca za nie:)
                                  • akkknes Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 22:39
                                    ok, od poludnia on sie do mnie nie odezwal, ja kolo 16ej dzwonilam ale nie
                                    odbieral - nie doszukuje sie w tym maryski ale tego ze ma ten swoj telefon
                                    zepsuty, telefon sluzobowy wylaczony ma od dwoch dni.
                                    przesiedzialam swoje w wannie, obejrzalam magde m., przemyslalam - ok, nie
                                    dzwonie, nie pytam jak sie czuje, zreszta jutro pewnie pojdzie juz do pracy i
                                    wlaczy telefon co dla mojego swietego spokoju bedzie znaczylo ze nie umarl od
                                    tego kataru :)
                                    jak bedzie chcial cos ode mnie to ma namiar, ja od rana do nocy jestem w
                                    szkole, po szkole ide spac i byle przezyc kolejny dzien... jak cos ma z tego
                                    byc to bedzie, jak to juz mowilam caly zeszly tydzien...
                                    mam nadzieje, ze jak bede tu cos wam pisac to tylko wiadomosci zmierzajace ku
                                    lepszemu ogolnie pojetemu...
                                    jakby mnie nie bylo jakis czas to znaczy ze po prostu jestem zajeta,
                                    posprzedawalam mysli byle gdzie, zeby nie myslec...
                                    trzymajcie kciuki za kazdy kolejny moj dzien
                                    sorry za dzisiejszy spadek formy
                                    • mp_781 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 23:02
                                      Witam jako nowa na forum dołożę inne zapytanie: jesteśmy razem 11 lat, zaczęło
                                      się psuć 2 miesiące temu poznał koleżankę, a w zasadzie siostrę swojego kolegi
                                      zaczął odwozić ją do domu wieczorami, bo ma daleko a jej faceta nie było w
                                      kraju, po 2 miesiącach wyszedł zdenerwowany z pracy, a dodam żę prowadzimy
                                      wspólnie firmę i wieczorem oświadczył mi że coś do siebie poczuli z koleżanką,
                                      ale oboje zdecydowali się wrócić do swoich partnerów. W związku z tym odbyli
                                      jeszcze całonocną rozmowę i on wrócił do domu po czym oświadczył że bardzo mnie
                                      kocha, żałuje że do tego doszło i będzie się starał. Tamtej znajomości nie
                                      zerwał, twierdzi że są kolegami, ale między nami zaczęło się psuć na całego, on
                                      twierdzi że nie może wybaczyć sobie tego co mi zrobił, i że jak ja mogę z nim
                                      nadal być? Teraz eż pojechał do niej do pracy (jest barmanką) a ja siedzę w
                                      domu ogłupiała i nie wiem co dalej, wyjścia ze znajomymi to kiepski pomysł, bo
                                      wszystkich mamy wspólnych, mieszkam w małym miasteczku więc na imprezy sama też
                                      nie mam jak wyskoczyć i nie mam pojęcia jak z tego wybrnąć??
                                      • kaktusica6 Re: nowy pomysl ocencie 11.04.07, 10:38
                                        Cóż... chyba musisz postawić mu ultimatum, wiesz? Albo przestaniesz się totalnie
                                        z nią kontaktować, albo się rozstajemy... Wiem, że to musi być ciężkie dla
                                        Ciebie, ale przecież nie chcesz żyć tak, jak teraz, ze świadomością, że Twój
                                        facet spedza czas z inną. Niech wybierze, albo ona, albo Ty. Jak wybierze Ciebie
                                        - zakaz jakichkolwiek kontaktów z tamtą. Nawet jak ma daleko - niech poprosi
                                        brata! I musisz być twarda, zimna i nieprzystępna, nie odpowiadać na żadne
                                        czułości... niech rzeczywiście poczuje wyrzuty sumienia, zrób mu piekło, żeby
                                        nigdy, przenigdy już nie wpadł na taki pomysł. Ty cierpiałaś, to niech on teraz
                                        cierpi. Wiesz, czemu on tak mówi? Żebyś zaprzeczała, mówiła, że nie, że go
                                        kochasz itp. Odsuń go od siebie, niech powalczy o wasz związek. Powodzenia życzę:)
                                    • kalamazoo1 Re: nowy pomysl ocencie 10.04.07, 23:26
                                      wiesz akn szkoda mi ciebie bo wiem przez co przechodzisz. niewiele ci mozna
                                      pomoc bo pewne rzeczy musisz zrozumiec sama. wiem jak bolesne jest
                                      uswiadomienie sobie jestem sama/sam. ale to jest fakt. jego juz nie ma. dotrze
                                      to do ciebie pewnego pieknego dnia, kiedy przeciagniesz sie we wlasnym lozku i
                                      powiesz do siebie ze zdziwieniem, wlasciwie to czego jak chce, jest mi dobrze.
                                      musisz sobie tylko pomoc. ja do swojej nie dzwonilem, nigdy, ale moj blad
                                      polegal na tym, ze odbieralem od niej telefony. z czasem coraz rzadziej, z
                                      czasem przestalem odpisywac na maile. ja tez popelnialem bledy, widze je z
                                      perspektywy czasu. ale wiem, ze zrobilem w ramach przyzwoitosci wszystko co
                                      moglem by to ocalic. ale moge z satysfakcja powiedziec, bez wmawiania sobie
                                      mozesz byc z siebie dumny. tak jak napisalem, wsztystkie te historyjki
                                      obrazkowe sa podobne. ile ja juz to razy slyszalem od roznych ludzi w podobnej
                                      sytuacji do twojej, zostanmy przyjaciolmi. tu jest caly klucz, odchodzacy czuje
                                      sie zle, nawet najgorszy palant ma troche wyrzutow. nie czyni go to
                                      szlachetnym, bo to sa wyrzuty, ktore jemu/jej w zyciu przeszkadzaja. czysty
                                      wyrachowany egoizm nawet w tym. to im przeszkadza, IM, ciebie tam nie ma. to
                                      przeszkadza im pojsc na piwo i sie dobrze bawic. troche im przeszkadza, nie
                                      duzo, ale zawsze lepiej zeby tego troche wogole nie bylo. przeszkadza IM to
                                      nawet wtedy jak leza z nowa panna w lozku, bo przez ten ulamek sekundy maja
                                      zmacony spokoj jak przypomna sobie twoja zaplakana twarz. to jest troche tak
                                      jak ze spoleczenstwem amerykanskim. jak przyjechalem do stanow na poczatku
                                      uprzedzono mnie, ze podczas dyskusji, spotkan nie nalezy poruszac drazliwych
                                      tematow, ktore wprowadzaja dyskomfort u rozmowcy. tak samo z twoim BYLYM. on
                                      chce miec spokoj w glowie, pozbyc sie tej malej muchy ktora sie kreci wsrod
                                      calego egoistycznego smiecia w jego mozgu. do pelni szczescia potrzebuje tylko
                                      uslyszec od ciebie ze jest w porzadku tak jak jest. ale to jest znowu tylko dla
                                      niego. to kolejny objaw egoizmu, megaegoizmu. to on chce ci zabrac, dla siebie,
                                      znowu cos dla siebie. pisze ci to bo wszystkie symptomy mi na to wskazuja.
                                      staraj sie wziasc w garsc, nie dzwon dzien, drugi, trzeci, pozniej bedzie
                                      lepiej. kazda kolejna rozmowa/spotkanie bedzie cie uziemiac na pare nastepnych
                                      dni. i znowu zacznie byc lepiej. i wtedy kolejny blad, telefon, mail i znowu
                                      rozbicie na pare dni. wiem jak trudno nie odebrac telefonu od ukochanej osoby.
                                      buduj pancerz dziewczyno. bedziesz miala jeszcze paredziesiat gorszych lub
                                      tragicznych dni. ale zacznie byc wiecej tych dobrych. ja tez pare miesiecy
                                      spedzilem na krawezniku palac papieros za papierosem. teraz juz tam nie
                                      przesiaduje i pale dla czystej przyjemnosci.
                                      poza tym zalozylas ten temat. badz odpowiedzialna i chociaz przeczytaj co ci tu
                                      ludzie pisza. a jak juz tego czytac nie chcesz, oswiadcz to oficjalnie to nie
                                      bedziemy sie produkowac.
                                      nie wiem czy masz jakies zainteresowania. jak nie to sobie cos znajdz. wiem, ze
                                      latwo powiedziec, ale ja mam prawo, bo przez to pieklo przeszedlem. moje
                                      megahobbi to fotografia i podroze z fototematem. gdy przechodzilem przez to
                                      wszystko, nagle przestalo mnie cokolwiek interesowac, zawislem na jednym
                                      temacie, nic poza tym nie bylo wazne. teraz jest lepiej powoli powoli wracam do
                                      mojego aktywnego zycia. duzo podrozuje (sam - to duza sztuka), fotografuje.
                                      mieszkam na pustyni w stanie Utah i moja wielak pasja to przyroda zachodniej
                                      czesci ameryki. odbudowuje sie i jestem madrzejszy o pare obserwacji z zycia.
                                      staraj sie wziasc w garsc. ale uciekaj od myslenia o nim all this time. setka
                                      osob ci dobrze radzi. jego szacunek, ktory jest warunkiem jakichkolwiek uczuc
                                      do ciebie, mozesz zdobyc tylko szanujac siebie. zrobisz jak chcesz, ale uwazaj
                                      zebys za rok nie obudzila sie dokladnie w tym samym miejscu.
                                      pozdrowienia
                                      wojtek
                                      • ilums cos we mnie peklo!!!!!!!! 11.04.07, 02:49
                                        Po tym co dzis odwalila to cos we mnie peklo..Kocham ja jak szalony i jeszcze
                                        dlugo bede ale juz mam dosc ponizania sie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                                        Bylismy na zajeciach-jak zwyle sie spoznila... no i jak juz usiadla to
                                        wykladowczyni spytala czy ma materialy-potwierdzila, po czym odwrocila sie do
                                        mnie i chlodno rzucila: Aha dzieki. Ku.. rychlo w czas-zawiozlem jej te
                                        materialy w czwartek, a ona z obrazeniem ze je miala i mogla sie przygotowac mi
                                        rzuca w twarz...

                                        Potem bylo roznie,raz lepiej raz gorzej. Ale co znow odwalila... w domu
                                        zatsnawialem sie czy jej troche nie podniesc cisnienia i czy nie poopowidac,
                                        ze w weeekend wielkanocny, ktory spedzilem glownie na ryczeniu, to ze mialem
                                        super ubaw z przyjaciolmi-ale stwierdzilem, ze nie ma sensu-nie mam ochoty cos
                                        klamac czy byc msciwy i grac na jej uczuciach-a co ona zrobila??? Dokladnie to
                                        o czym ja myslalem-rozplywala sie jaki to miala cudowny weekend w gronie super
                                        przyajciol. nie mam zielonego pojecia czy zrobila to zeby mnie wku..c i zagrac
                                        sobie moimi uczuciami czy go z kims spedzila i nie klamala, ze sie dobrze
                                        bawila-I JUZ SZCZERZE, GOWNO MNIE TO OBCHODZI!!!!!!!!!
                                        Potem przed cala grupa grala mila i nawet gadala ze mna i sie usmiechala
                                        kokieteryjnie, jak to ona potrafi-zachecony tym narysowalem jej mapke nowego
                                        meksykanskiego lokalu jaki znalazlem i postanowilem dac po
                                        zajeciach....Zagadnalem ja juz na korytarzu,jak wychodzilismy z zajec, a ona z
                                        chlodem w glosie rzucila: Czego!!!! No to mi sie wszystkiego odechcialo-ale
                                        dalem jej ta mapke, spytala o nazwe-odpowiedzialem i powiedzialem, ze moze
                                        zabrac tam znajomych, po czym powiedzialem czesc.

                                        Wiecie kochani/niekochani-juz mam dosc-nie zamierzam tam wiecej jezdzic i robic
                                        juz nic-a w szczegoolnosci z siebie idoty. Mam do ku.. dooooooosc-nic takiego
                                        nie zrobilem, zeby tak po mnie jechala!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Ja sie wykanczam a ona
                                        czerpie satysfakcje.
                                        Nie bede klamal, ze jej nie kocham, bo kocham-ale zarazem nienawidze ksieznej
                                        jednej!!!!!!!!!!!!!! MAM TO JUZ WSZYTSKO KU.. GDZIES!!!!!!!!!!!

                                        No troche mi lepiej jak sie wypisalem:)
                                        A tak swoja droga to timbunia miala dzis podbna akcje:)
                                        Jak juz wspominalem kilka razy-to forum jest jakby synteza moich wczesniejszych
                                        zyciowych doswidczen..i tu znow odwoluje sie do akkknes: ja po mojej pierwszej
                                        wielkiej milosci tez bylem w szpitalu i mialem operacje-myslisz, ze mnie jakos
                                        wsparla- NIE-a operacje mialem jakis tydzien po zerwaniu. W sumie tych
                                        wszystkich operacji w moim zyciu to mialem chyba ze 14 i one mi jakos nie
                                        pomogly w odzyskaniu-ale pomimo bolu zwiazanego z zerwaniem i przechodzeniem
                                        przez wzystko samemu to sobie poradzilem-i teraz tez sobie poradze!!!!!!!! Znow
                                        mam jakas sile!!!!!!! Oby ja tylko utrzymac w sobie!!!!!!!!

                                        Witam kalamazoo-masz swietne hobby-takie jak ja:) Do tago jestesmy na tym samym
                                        kontynencie-a i widze, ze doswiaczenia z kobietami mamy podobne:) No i
                                        nieskromnie napisze, ze piszesz tez madrze ta jak ja:)))))))))))))))

                                        No i osoba za ktora tessknilem-czesc Kaktusica6!!!! Milo Cie znow zobaczyc!!!!
                                        Co tam u Ciebie sie wyrabia???? Napisz male conieco!!!! Jeszcze mi tu tylko
                                        Madziuni brakuje-nie wiesz co tam u niej???? Lece stprawdzic na jej watek!!!

                                        Trzym sie akkknes
                                        • timbunia 1 dzień ..... 11.04.07, 09:06

                                          No własnie pierwszy dzień jest dzisiaj, jeszcze nie wiem czego. Wiem, że
                                          wczoraj to była już gehenna. Po telefonie, jeszcze smsowałam z już nie moim J.
                                          Chyba cały czas mam nadzieję. Wysłalam mu smsa po raz ostani, że dziękuje mu za
                                          wspólne chwile, i że na zawsze będę jego, ale że pozwalam mu z miłości odejść.
                                          Kolejna głupota, bo on napisał, ze zawsze wiem, jak go wzruszyć, że będzie miał
                                          mnie w pamięci. a ja szczerze mówiąc chciałam usłyszeć, nadal chcę usłyszeć coś
                                          innego. Całą noc przeryczałam, usnęła utulona żałością. A niesttey przyśnił mi
                                          się on w sytuacji jak gdyby nigdy nic. Obudziłam się zdezorientowana. Ledwno
                                          wstałam do pracy. Kocham i jeszcze długo będę. po wczorajszym dniu wiem że tak
                                          nie mogę... rozdrapywać na nowo wciąż ran, to gorsze niż jesli pogodzę się ze
                                          stratą.
                                          Nie uzyskam nigdy odpowiedzi na pytanie dlaczego tak się stało, co źle
                                          zrobilismy - nawet jesli bym znała odpowiedzi to przecież nic to nie zmieni
                                          czasu nie cofnę.
                                          Współczuję wszystkim którzy muszą to przezywać, ja patrzyłam raptem kilka
                                          miesięcy temu jak mojej kolezance z pracy rozwala się z powodu faceta małżeńtwo
                                          po 10 latach. Została sama z dwójką dzieci. To jest dopiero koszmar.
                                          pozostanę z moim bólem, żalem, miłoscią - nic mi od zycia sie nie nalezy - może
                                          kiedyś obudze się i będe szczęśliwa na powrót.

                                          Pisanie na forum mi pomaga, czytanie też - coś nas łączy na swój sposób.
                                          chyba zaczne pisać sobie codziennie, aż któregoś dnia spojrze z dystansem.
                                          Ściskam wszystkie zbolałe serduszka bardzo mocno.
                                          • madziuuunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 09:58
                                            mp 781!!!!!: jesli moge Ci cos poradzic... to powiem tak. Wiem ze 11 lat to
                                            kawal czasu,zdaje sobie sprawe ze za nic w swiecie nie chcec tego starcic,
                                            alee.... badz teraz konsekwentna.Nie tracac go mozesz mu pokazac ze moze cie
                                            starcic , jak?? odseparuj sie od niego, powiedz mu zegnaj!!!nie odbieraj
                                            teleofnow ani nie pisz, nie konaktuj sie pzrez jakis czas. Wez to na rozum,
                                            jelsi facet cie kocha to zorbi wszystko zebys worcila. Potzreba wam czasu,
                                            takiej przerwy w ktorej on przemysli , zateskni, zorzumie il ejestes warta. Cos
                                            takiego jest bardzo ciezkie do zorbienia ale na Twoim miejscu bedac i majac
                                            takie dosiwadczenie jakie mam to powiedzialabym mu ze mam dosc, ze nie chce go
                                            nrazie widziec. Zranil Cie, nadszarpnal twoje zaufanie i to mocno. Ok zorzumial
                                            ze tak nie moze, ale to go nie zwalnia do tego ze etraz musi sie baaardzo
                                            stasrac o ciebie. Proponuje ci teoretycznie uwolnic si eod niego i czekac na
                                            skutek, gwarantuje ze jesli jestes dla niego wazna,sznauje cie i kocha to zorbi
                                            wszystko zebys wybaczyla. Ale musisz dac mu sie wykazac. W obecnej chwili on wie
                                            ze jestes, ma pewnosc ze pomimo tego co zorbil bedziesz jego wiec mysli sobie"
                                            co mi tam...kurcze ona i tak ebdzie ze mna wiec nie bede sie staral niczego
                                            naprawiac" Nie pzrekreslaj tych 11 lat ale pozwol mu si ewystraszyc, niech
                                            poczuje ze moze cie starcic na zawsze....i badz konsekwenta NIE ODZYWAJ SIE TAK
                                            Z MIESIAC a pozniej gdy on juz udowodni swoja milos cpowoli worccie do siebie.
                                            Mezczyzna nigdy nie moze byc pewien kobiety. hehe teraz to ja madra ejstem bo
                                            swoje pzresalm... no ale chce wam dorbze radzic;)
                                            akkknes!!!! : Ty puki nie przezyjesz prawdziwego rozczarowania (takiego jak
                                            Ilmus) to bedziesz si etrzymac tego goscia...po czesci ci si enie widziw ebo
                                            rozumiem twoje uczucia a po czesci nie rozumiem dlaczego pozwalasz zeby to tyle
                                            czasu trwalo. Wiesz akkknes wkoncu nastapi pzrelom, zapewne bedzie tak ze on do
                                            tej maryski pojdzie...badz gotowa na to. A czy dasz rade??? DASZ!!!!! ja jestem
                                            taka kochanica jak ty, wrazliwa i starsznie przezywajaca nawet jak mysz lezy
                                            niezywa...tak wiec jestem orzykladem ze mozna to zniesc , a nwet mozna odnalezc
                                            szczescie w zyciu. Kochana mi minelo pare dni od tej traumy i jakos daje rade,
                                            wiadomo ze nie ma dnia od chwilowych smutkow i lez...ale staram sie bcy tak
                                            silna jak tylko potraife, nie dam gnojowi satysfakcji ze mnie niszczy i bede
                                            silna. dam rade, spelnie swoje marzenia a po drodze odnjade szczescie.
                                            Cierpienie z milosci to naprawde cos okropnego, cos tragicznego ale takie
                                            cieprienie uszlachetnia czlowieka zmienia go.... Akkknes nie boj sie tego...tym
                                            bardziej ze to minie. Kochana wiesz zcego Ty si eboisz??? boisz sie 1 fazy ktora
                                            jest po roztsaniu a wiesz ile ona trwa tak naprawde?? 2 tyg do 2 miesiecy - jest
                                            to "oderwanie" wtedy czujemy sie zagubieni i samotni,duzo placzemyczujemy ze nie
                                            ma dla nas nadzieji,w sercu ciagly bol,brak apetytu, bolesne wspomnienia i
                                            tesknota. Trudno nam wyobrazic sobie sczesliw PRZYSZLOSC. oDCZUWAMY POKUSE ZEBY
                                            WORCIC DO PARTNERA- U ciebei to trwa juz 3 miesiace a wiesz czemu?? bo sama na
                                            to pozwalasz...moje rady na przretrwanie tej fazy sa takie - Nalezy plakac i
                                            smucic sie tak czesto jak przychodzi na to ochota.Jaesli stlumimy w sobie
                                            zal,wiecej czasu bedzie musilao uplynac,nim wreszcie minie.......Nalezy byc
                                            zajetym i spedzac czas z przyjaciolmi....nalezy zadbac o cialo. Im qwiecej
                                            bedziemy odpoczywac,dorbze sie odrzywiac i cwiczyc tym lepiej bedziemy czuc si e
                                            fizycznie a to pomoze zachowac nam psychiczna stabilizacje.Unikaj alkoholu i
                                            duzych dawek cukru poniewac to poglebia tylko wrazliwosc i depresje. i
                                            najwazniejsze... NIE PSEDZAC CZASU NA ROZMOWACH I SPOTKANIACH Z BYLYM!!! Kiedy
                                            bedizemy czuc si esamotni lub przerazeni ogarnie nas pokusa by skontaktowac sie
                                            z bylym ...tak jak u ciebie.Ni erob tego!Dajcie sobie wzajemnie pzrestrzen by
                                            dokladnie zorzumiec z kim sie rozstaliscie.Im czesciej bedziesz si ekontkatowac
                                            tmy dlzuej potrwa ten pierwszy etap.Jelsi ebdziesz chcial apozan ckolejne etapy
                                            wychodzenia z tego to daj znac, z checia napsize....pzrestarzegaj tych zasad a
                                            dasz sobie rade!!!!
                                            timbunia!!!! pzreczytaj co napsdialam o pierwszej fazie...jesli bedziesz chciala
                                            poczytac o nastepnych daj znac to ci je opiszze. Ja czuje ze u mnie po 7 dniach
                                            mij at apeirwsza faza....kurcze jestem tak zawzieta ze nei dam sie...bedzie
                                            dorbze Sloneczko, wiem jak starsznie ejstes rozzalona i okryta bolem...starsznie
                                            ci wpsolczuje i rozumiem to- sama pzrechodzilam to wczoraj pzred wczoraj....sen
                                            nie pomagal.Budzilam sie ze lzami w ocach i bulemw sercu takim ze
                                            umeiralam...coinnego jak on powiedzial skonczmy to bo chce byc sam...a co innego
                                            jak dowiedzialam sie iz klamal mnie bo tak naprawde poznal inna...Moj bol wtedy
                                            mnie az pzrerazil...to okropne uczucie tak si ezaiwesc...nie chce go kochac nie
                                            chce go znac..nie chce miec nigdy wiecej do czynienia z tmy klamca..to
                                            pewne...Gwarantuje ci ze mienie czas i staniesz na nogi..ja od dzisiaj walcze o
                                            swoej szczescie. Od dzisiaj nie uzalam sie!!!! juz naet nie gadam o tym jak to
                                            boli....poprostu to analizuje i widze jego bledy, sam ewady i bledy....ciesze
                                            sie ze to sie skonczylo, ze uwolnilam sie. Bol byl i jest potworny ale coraz
                                            lepiej potrafie go zniesc... nawet usnmiecham sie i szukam sensu zycia;) Moge ci
                                            polecic czytanie jakis ciekawych ksiazek,ogladanie tv i ...pisanie tutaj..forum
                                            jest jak terapia mnei pomogla rewelacyjnie;)
                                            Ilmus!!!: jestes wrazliwym i dobrym chlopakiem, masz dobre serce jak mniemam
                                            zauwazyc;) pomysl czy nie zalsugujesz na szczescie?? zalsugujesz i z pewnosci
                                            aje spotkasz;):):) ja w to wierze :) Potzrebowales takiego pzrelomu..wktorym ona
                                            odslonila twarz, to tak jak ja i moj byly...zorbil mi kaszane i otowrzylam oczy
                                            zdalam sobie spawe ze z kims takim nie bede. A teraz pomysl czy ona naprawde
                                            jest taka idealna i wpsaniala/?? nie iwerze...ktos wpsanialy i idealny nie
                                            traktuje innych jak gowna..jak smieci...heh jest chyba tylko ladna a reszta to
                                            typowe babskie i chamskei zachowanie. Ona mysli ze jest naj.... to si
                                            epomyslila. Sa piekne kobiety ktore moja tez serce i dobro w nim. Ona jest pusta
                                            dziewucha ktora mysli tylko o sobie a nie ma kultury bo Ciebie potrafi tak
                                            potraktowac. pomysl chcesz byc z taka dziewczyna?? ktora innych ma za nic???
                                            ktora jest dwulicowa?? gra przy innych a tak naprawde jest bezczelna baba bez
                                            krzty wdziecznosci za cokolwiek?? ONA MYSLI ZE JEJ SIE TO NALZEZY CO ROBISZ...
                                            rozzczaruj ja;) Ilmus zaslugujesz na super babke i tak aznajdziesz. postanow ze
                                            chcesz zapomnieco tej wariatce, ona jeszcze po dupi edostanie za takie mszczenie
                                            sie. Nie wolno tak robic, ni wolno byc takim ordynarnym i wrednym dla drugiego
                                            czlowieka...dla niewinnego czlowieka. Nie mysl juz o niej nie pzrejmuj sie nai
                                            bo nie zalsuguje na twoje serce i twoje mysli...Nie jest nic warta....jak dl
                                            amnie to zepsuta dziewucha ktora mysli ze kazdy powinien lezec u jej
                                            stop....tera zkolej na Ciebie, nie gadaj z nia..a jak na zajeciach sie do ciebie
                                            odezwie to tez warknij "CZEGOO????" niech jej mina zrzednie.... rozejrzyj sie
                                            Ilmus jaki swiat jets piekney ile jest ludzi godnych poznania....nie ma sensu
                                            rozmyslac nad ta baba... ona nie jest tego wrta!!! do ciebie niedlugo szczescie
                                            sie usmiechnie a bol w sercu mienie. Zobaczysz ze mienie..zostanie blizna ktora
                                            ktos ci tak rozmasuje ze juz jej nawet widac nie ebdzie;) obiecuje;)
                                            • kaktusica6 Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 10:57
                                              Madziu, dobrze napisane:)
                                              Akkknes, weź sobie to do serca... naprawdę, dobrze Ci radzę, nie czekaj na takie
                                              rozczarowanie, jakie przeżyła Timbunia i Ilums, szkoda Ciebie, Twojego życia i
                                              szczęścia. Madzi już się udało, jestem z niej dumna;]
                                              Timbunia... co zrobić, takie życie, grunt, że nie masz z nim dzieci... staraj
                                              się szukać plusów w tej całej sytuacji i wyjdź do ludzi...
                                              Ilums... chyba własnie tego potrzebowałeś, żeby się od niej uwolnić! Przykro mi,
                                              że trafiłeś na taką jędzę, która wie, jak skutecznie odstraszyć od siebie tak
                                              uczuciowego faceta jak Ty. Musisz leczyć się z tej miłości, co zrobić innego...
                                              Ona Ciebie nigdy nie kochała, leczyła się Tobą z miłości do tamtego... grunt, że
                                              tego zaprzestała, tu ma plusa... ale reszta to wielki minus i pamiętaj o tym!
                                              Uwolniłeś się od jędzy i tyle. Teraz będziesz szcześliwy:)
                                              • madziuuunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 11:01
                                                kaktusica a co u ciebie??? jak sie czuejsz??? mam nadzieje ze jestes twarda!!!
                                                nie daj sie dziewczyno manipulowac uczuciowo. On etraz chce pokazac jaki jest
                                                super chlopak, nie zwracaj uwagi na to. Niech si etroche pomeczy i postara o
                                                ciebie. Jelsi mu az tak zalezy to wkoncu sie zmieni a jelsi nie....no to
                                                trudno,sam sobie iwienien bedzie. Takiej dziecwzyny juz nie znajdzie;)
                                                wytrwalowsci i sily zycze;)
                                                • kaktusica6 Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 11:11
                                                  On też wie, że takiej dziewczyny już nie znajdzie, zwłaszcza, że dwie poprzednie
                                                  też go w duupę kopnęły:P Obie po miesiącu, ja wytrzymałam 2,5 roku i nie wiem,
                                                  czy nie mam dość, choć go kocham... ale czuję, że coraz mniej... Stara się,
                                                  produkuje, aż śmiać mi się chce z tych jego zapewnień, że kocha, że uwielbia, że
                                                  jestem jedyna, że nie mam się czego bać, że zrobi wszystki itp. Dziwne tylko, ze
                                                  jakoś nie wierzę...
                                                  Ale życie jest piękne:) Trzymam się, zaraz siadam do nauki, mnie też w końcu
                                                  maturka czeka... ech, będzie dobrze:)
                                                  • timbunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 11:56

                                                    ciężko mi dobrze, że jestem w pracy i mam ludzi w około. niestety boli widzę
                                                    pary na ulicach, boli jak własnie się dowiedziałam że kolega z pracy bierze
                                                    ślub, koleżanka inna także. mam cały czas nadzieję, że mój J. sie opamięta. tym
                                                    bardziej, ze wyznanie o nie kochaniu z niego wydusiłam. Chyba wciąż sie łudzę,
                                                    że to tylko wątpliwości - skoro ma do mnie sentyment to moze to miłość. ale nie
                                                    wiem, tez bym chciała, zeby skońćzyło sie wszystko happy endem, żeby po czasie
                                                    milczenia wrócił i powiedział, że życ beze mnie moze. Ale nie wiem czy warto
                                                    taką nadzieją życ. nie wiem czy na to siły mam...
                                                  • timbunia Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 17:58
                                                    Ja własnie wróciłam do domu, w pracy mam roześmiane towarzystwo - więc miło mi
                                                    dzień upłynął, jednak przebywanie wśród ludzi ma swoje działanie - przynajmniej
                                                    chwilowe. Dlatego pewnie póki co zadomowię się na forum. jest mi jakos lepiej
                                                    gdy napiszę co czuję i myślę - nawet jeśli nikt tego nie przeczyta. przez cały
                                                    dzień starałam się być stanowacza nie dzwonić, niestety miałam mały kryzys, ale
                                                    na szczeście miałam komu o tym powiedzieć. Nestety rana sie nieco otworzyłam,
                                                    gdyż J. przysłał mi smsa z zapytaniem ja mi minał dzionek? Nie wiem po co to
                                                    zrobił, mnie przez chwilę słabo się zrobiło - wystarczy ze z drgnienie, serca
                                                    reaguję na każde drgnienie telefonu - pewnie jeszcze długo będę. troszkę mi tym
                                                    smem popsuł szyki - odpisałam jak najbardziej neutralnie potrafiłam. a potem
                                                    głupia wysłalam innego smsa z zapytaniem jak on spędza dzień, następnym razem
                                                    niech mi ręka uschnie. wiem że jedyna droga do "wyzdrowienia" to brak kontaktu.
                                                    On się pewnie nie zmieni, nie będę sobie nadziei robić. Choć czuję, że teraz
                                                    mogłabym mu wszystko wybaczyć, gdyby tylko zechciał. Ale obrałam już rogę nie
                                                    będę z niej schodzić. Będzie mi cieżko, ale przynajmniej wiem że robię słusznie.

                                                    Dziękuję Wam wszystkim - w kupie zawsze raźniej.

                                                    Uśmiechnełam sie dziś pierwszy raz od wielu dni stojąc na peronie - do
                                                    słonecznka :)
                                              • ilums Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 16:01
                                                dziekuje!!!! Teraz doczytalem dalej i tak jak w przypadku Madziii zastanawia
                                                mnie skad Wy kobietki taka sile w sobie bierzecie???? Ale jestescie super
                                                kochane!!!!!!!!!!!!!!!
                                            • ilums Re: 1 dzień ..... 11.04.07, 15:58
                                              Dziekuje Madziuuu:)
                                              A swoja droga to skad Ty bierzesz tyle sily i madrosci zyciowej????????????

                                              Tez mialem fatalna noc-budzilem sie co jakies pol godziny i potrem nie moglem
                                              zasnac-a co mi sie snilo to lepiej nie gadac-wszystkie eks, ktore kochalem-
                                              jedna po drugiej... Moj organizm chyba chcialmi pokazac ze jesli umialem
                                              zamknac drzwi po tamtych to i po tej tez dam rade, wiec juz sie zawziolem i
                                              pojade zgodnie z Twoja rada-juz mam dosc kajania sie!!!!! Bo pza tym, ze ja
                                              kochalem jak szalony to nic zlego nie zrobilem!!!!

    • jackblack24 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 11:05
      Witam, wszystkich :)
      Od pewnego czasu śledzę ten wątek bo właśnie przeżywam to co wy :(
      Postanowiłem napisać bo już momentami sobie z tym wszystkim nie radzę :(
      Byliśmy ze sobą 7 lat, wiadomo jak to w życiu raz gorzej raz lepiej, ale od
      stycznia tego roku zaczęło się wszystko sypać :( Zerwała ze mną bo zauroczyła
      się w koledze z pracy, chodziłem, prosiłem i wróciliśmy do siebie na początku
      marca. Dokładnie od 6ego marca byliśmy razem, starałem się jak mogłem, ona
      zerwała kontakt z kolegą :/ fakt faktem przez marzec usłyszałem parę razy że nie
      wie czy dobrze robi że jesteśmy razem, raz mówiła że kocham a czasem że nie wie
      co czuje ale było naprawdę ok, miałem już jakieś nadzieje. A tu ciach w
      poniedziałek świąteczny wyskoczyła z tekstem że naprawdę nie wie co jest między
      nami. To jej powiedziałem że jak dotrze do niej co jest między nami to niech się
      skontaktuje bo stwierdziłem że dość dziwne aby po tylu latach nie wiedzieć co
      się czuje bo ja mimo tego wszystkiego, tego całego łażenia cały styczeń i luty
      za nią i proszenia, kocham Ją tak mocno ;( Także 2 miesiące miałem łażenia i
      proszenia się (oj nie raz czułem sie poniżany przez nią), później miesiąc
      względnego spokoju i bycia razem a teraz znowu się zaczyna. Przez to wszystko
      schudłem 5 kilo, spać po nocach nie mogę i męczy mnie to :( Wczoraj się
      spotkaliśmy bo chodzimy na tańce, zacząłem z nią rozmawiać o tym wszystkim czy
      to nic dla niej już nie znaczy no to zaczęła się awanturować że przez tyle lat
      jej nie doceniałem, a tak naprawdę serce bym jej oddał, już nie chciała iść na
      tańce ale jakoś na spokojnie zacząłem z nią rozmawiać i poszliśmy. Na zajęciach
      już widziałem że coś jej nie pasuje, że próbuje mnie sprowokować do kłótni ale
      się nie dałem. Na pożegnanie pocałowałem ją to zaraz było że nie powinienem jej
      całować to ją na odchodne lekko klepnąłem w tyłeczek i się tylko uśmiechnąłem.
      Ja już nie wiem co mam o tym sądzić, tuż przed świętami a dokładnie w czwartek
      pojechałem do domu a ona przyszła do mojego mieszkania zabrać kilka swoich
      rzeczy i sobie pstryknęła 2 fotki aparatem. Wczoraj jej powiedziałem że ładne
      fotki to stwierdziła że specjalnie dla mnie już nie wiem co o tym myśleć.
      Z jednej strony zgadzam się z wami że chyba jednak powinienem się odciąć aby
      zobaczyła jak to jest jak nie ma mnie na każdą swą prośbę ale z drugiej strony
      obawiam się że stracę z nią kontakt a ona naprawdę wiele dla mnie znaczy.
      Wczoraj strasznie mnie męczyło udawanie tylko kolegi :( Ciągle chodzi mi po
      głowie, myślałem że po wczorajszym będzie mi dziś łatwiej ale nie jest, boli
      mnie to wszystko okrutnie. Ciągle płakać mi się chce :( Postanowiłem że do
      soboty się z nią nie skontaktuję ale czy wytrzymam. W sobotę się mamy spotkać bo
      miała mi pomóc przygotować prezentację, zobaczymy co to będzie. Tak cholernie
      mnie boli to jak wracam do domu i jestem sama bo tak zazwyczaj z nią wracałem,
      tak mnie boli nawet spanie samemu bez niej, bez jej zapachu, dotyku, bliskości
      :( Gdzieś w głębi serca nadal liczę na nas mimo tego wszystkiego, mimo że jestem
      na przegranej pozycji jak każdy porzucony. Po tylu latach boję się że nie będę
      potrafił zaufać innej bo ją widzę jako tą z którą chciałem spędzić resztę życia,
      ona też się tak deklarowała. Jeszcze w grudniu rozmawialiśmy o ślubie w 2008
      roku, a teraz jest tylko ta cholerna pustka :(
      • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 11:28
        Wiesz... jak to się mówi... co ma wisieć nie utonie, prawda? Rozumiem, że jest
        Ci ciężko, ale jednak spróbuj tego odcięcia i udawaj, że wszystko jest u Ciebie
        OK. Zastanów się, jak to było przez te 7 lat, jak ją traktowałeś na początku,
        jak ją traktowałeś później... cóż, niestety prawda jest taka, że większość
        facetów nie potrafi okazywać swojej miłości w taki sposó, w jaki kobieta tego
        pragnie i potrzebuje... wiem to z doświadczenia:) Na razie powiedz jej, że ją
        kochasz nad życie, ale niech ona się zdeklaruje i zdecyduje, Ty masz dość
        płaszczenia się i nie chcesz mieć z nią kontaktu. Niech sie określi... jeśli
        sama o Ciebie nie zawalczy, to co zrobić... i tak by odeszła, taka jest prawda,
        szukałąby tylko zaczepki do kłótni i zostawienia Ciebie... takie są kobiety,
        niestety. Nie daj jej się poniżać, nie pozwól, żeby to ona panowała nad Tobą, bo
        jak juz zazna tej władzy, to nie odpuści;/ Jeśli nie będzie chciała z Tobą być,
        jesli już nigdy sięnie odezwie - szukaj innej... Wierzę szczerze, że na każdego
        czeka ta druga połówka i jesli ta akurat nie pasuje, to trzeba znaleźć inną:) A
        jeśli wróci, to porozmawiaj z nią szczerze, czego ona oczekuje od Ciebie,
        poczytaj też w wątku "pocieszcie mnie" Madziuni, jak to się ilums zachowywał -
        większość kobiet uznałaby go za ideał:) Romantyzmu mu nie brak, to fakt, pogadaj
        z nim, może udzieli Ci jakichś cennych wskazówek:) Z punktu widzenia kobiety
        powiem Ci, ze kobieta potrzebuje komplementów (byle szczerych i nie w nadmiarze,
        tak jeden na 2 dni;]), chce czuć, że tej drugiej połówce zalezy i chce to też
        słyszeć!:) Poza tym od czasu do czasu jakaś niespodzianka, kwiaty, zaproszenie w
        jakieś ciekawe miejsce zrób jej sesję zdjęciową, jesli lubi swoje fotki itp. Po
        prostu dziewczyna chyba poczuła taką rutynę, stąd ten nowy kolega z pracy...
        odpoczynek od siebie, potem powiew świerzości i będziecie szczęśliwi, tak
        myślę:) A jeśli tym wzgardzi to znaczy, ze nie jest tego warta... Spróbuj też
        troszkę wzbudziś w niej zazdrość, ale nie w formie, że to niby ją zdradzasz,
        tylko coś delikatniejszego, ale tak,zeby poczuła:)
        Powodzenia:)
        • jackblack24 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:13
          dziękuje kaktusica6 za słowa lekkie otuchy :)

          Zdaję sobie sprawę z tego że przez 7 lat nie zawsze zachowywałem się jakby sobie
          ona życzyła, ale od momentu powrotu w marcu zacząłem się starać zmieniać i
          widziałem że jej się to podoba tylko też słyszałem że pewnie długo to nie potrwa
          i że znowu będę się tak zachowywał jak dawniej :( Faktycznie muszę jej pokazać
          że się nie będę uginał bo już wczoraj widziałem że jak się nie dałem sprowokować
          to nie wiedziała co począć :) Nie mam tylko pomysłu jak mógłbym wzbudzić w niej
          zazdrość :(
          • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 13:28
            Nie masz jakiejś siostry/kuzynki, której ona nie zna? Tak, żeby Ciebie z nią
            zobaczyła w kobiecym towarzystwie, ale żeby to był ktoś z rodziny, żeby potem
            nie było cyrku, że ją zdradzasz, a żeby na pierwszy rzut oka ukłuło:) No
            własnie... ten strach przed tym, że on znowu zacznie się zachowywać jak kiedyś
            jest we wszystkich kobietach... sama właśnie jestem w takiej sytuacji... Staraj
            się i pokaż, że to juz na zawsze... nie uginaj się, na zaczekpi odpowiadaj w
            stylu "i tak Cię kocham i masz rację zawsze kochanie, daj mi buzi":D w końcu jej
            się znudzi... byle tylko takie słowa nie padały tylko wtedy, kiedy ona się
            będzie złościć:)
            • jackblack24 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 14:02
              siostry nie mam i a kuzynki zna ale coś się pomyśli ;) no nic muszę się czymś
              konstruktywnym zająć bo to myślenie mnie wykończy :(
              • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 11.04.07, 18:09
                Hm... A masz jakiegoś kolegę z długimi włosami?:)
                To żarty, wybacz:)
                Ewentualnie jakiś znajomy może Ci wysłać smsa o miłosnej treści (jeśli ona czyta
                Twoje smsy czasami), potem mógłbyś powiedzieć, że to kolega się pomylił, czy
                coś:) Rozmowa z koleżanką z pracy też jest wskazana. Rozmowa o pracy, bez
                podtekstów, najlepiej na oczach ukochanej... Każda kobieta jest zazdrosna jak
                jej facet chociażby rozmawia z inną, gwarantuję:)
                Jak masz jakieś hobby to zajmij się tym hobby:) Albo wyjdź na imprezę/do
                baru/pubu gdziekolwiek... A jeśli każda z tych opcji odpada - kup sobie puzzle
                10 000 elementów i układaj, gwarantuję, ze tak się skupisz, że nie będziesz
                myślał o niczym innym:)
                • ilums Re: wracanie do siebie 11.04.07, 23:45
                  kaktusica-mega pomysl-puzzle 10 000 elementow-o malo nie peklem ze smiechu...
                  Skad Ty bierzesz takie teksty!?!?!?!?!?!
                  Ja sobie raz kupilem 3 tys i nie przebranalem przez las, ktory mial okolo
                  tysiaca-wszystko bylo w jednym kolorze to tak jak sprobowac ulozyc puzzzle
                  tysiac elementowe do gory nogami... poddalem sie od tamtej pory i juz puzzli
                  nie ukladam-a tak to lubilem:)

                  MEGA POMYSL!!!!!!:)))))))))))))
                • jackblack24 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 00:34
                  no do puzzli to ja cierpliwości nie mam ;)
                  • kaktusica6 Re: wracanie do siebie 12.04.07, 17:24
                    Ilums, biorę takie pomysły z tąd, że jak mój mnie wkurzył to zawsze ukladałam:)
                    I to tak skupia, że hoho!:D
                    Jack, spróbuj:) No, nawet 2000, też są niezłe:) Szukaj takich, co będą miały
                    dużo różnych budunków, kwiatków, wyróżniających się fragmentów, a jak najmniej
                    nieba:) Najlepsze rą ravensburgera:)
                    Jak się trzymasz?:)
                    • ilums Re: wracanie do siebie 12.04.07, 17:59
                      popieram-najlepsze sa ravensburgera!!!!!!!!!:)
      • timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:05
        ja mam identyczne odczucia co do swojego zwiazku. boję sie odciać, bo boję się
        straty. ale jak nie spróbuję to się nie dowiem. niestety ryzykujesz, ze ją
        stracisz tak czy siak - albo narzucaniem sie jej, albo gdy zamilkniesz i ona po
        prostu będzie miała swoje życie. Ale taki już los porzucanych - sprawiedliwości
        nie ma. Ja też kocham, życie bym oddała za niego i teraz i wczesniej w trakcie
        związku. ale jak sie okazuje nie traktowałam go odpowiednio przez cały ten
        czas, nie czuł się męzczyzną przy mnie - choc zawsze byłam szczera i na
        szczerosc liczyłam. i myślałam ze wszystko zawsze sobie wyjasnialiśmy, nie wiem
        czyja wina. niestety spotykając się z byłymi jątrzymy ranę. nigdy nie zaznamy
        spokoju - to wiem, choć serce mnie nie słucha. tylko głowa jako tako pracuje.
        nie wiem czy czas pomoże, w tej chwili wydaje mi sie to nie możliwe. ale
        próbować trzeba żyć dalej. a siłą nic nie zdziałaś - z resztą widzisz na
        przykładzie akknes..
        • timbunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:06
          dodatm tylko ze mnie też to spotkało po prawie 7 latach i wspólnych planach na
          życie - w realizacji był zakup mieszkania.
          • madziuuunia Re: wracanie do siebie 11.04.07, 12:54
            timbunia ... otrzasnij sie!!! jestes zdesperowana teraz, ale zmus sie do tego
            aby jakos zajc sobie czas. Daj mu teraz sporo czasu na pzremyslenia. Jelsi Cie
            kocha to zobaczysz ze zorzumi ei worci. Byl tutaj juz opisywany przyklad kiedy
            jedna Pani byla chyb a w 6 tenim zwiakzu i tez stalo si ecos takiego.... prosila
            go miesiac..blagala plakala..az wkoncu dala spokoj, zadzwonila i powiedziala ze
            nie chce wiecej sie znim kontaktoac...minal czas...a on zorzumial ze ja
            kocha..od tego wydarzenia minelo chyba 7 lat a oni sa malzenstwem. To przyklad
            na to ze chyba takei oddalenie si ebardziej poplaca niz nachalnosc i nadmiern
            amilosc z waszej strony. Naprawde wiem co mowie jelsi chodz o kwestie oddalenia
            sie. Taka nadmiern amilosc...zabija prawdziwa milosc. Daj sobie spokoj narazie.
            Jelsi macie worcic do siebei to worcicie, Ale nie mozesz byc ta co czeka tylko
            teraz zacznij swoje nowe zycie. Nie oczekujac powrotu moze zdarzyc sie
            niespodzianka;0 On nagle poworci...moze to byc za pol roku..a moze za miesiac.
            Tylko dajcie sobie czas!!!!!! Jak ta druga polowka ma zatesknic jak wy ciagle o
            sobie przypominaci ei chcecie wbudzic na nowo uczucia??? nie da si etak. Jelsi
            jestescie ludzmi rozsadbymi a naprawde kochacie to wytrzyamcie!!! mowicie ze dla
            milosci mozecie zorbic wszystko ...to kurcze dlaczego tak ciezko wam dac spokoj
            tej durgiej polowie???? jelsi kochacie ...pozwolcie odejsc a to wam
            zaowocuje!!!!!!!! Nie ma lepszego ywjscia jak tylko sie odizolowac i pokazac ze
            jest sie stanowczym. Pokazcie ze bez "niego" daci erade. Oni etraz sa pewni
            waszej milosci i tego ze na pstryknieci ejestescie....po co wam to???
            SZACUNEK!!!!!! opamietajcie sie i dzialajcie - nie nie robiac wlasnie. Zbierzci
            esily i wierzcie ze ebdzie dobrze. jestem z wami i zorbie wszystko zeby was
            pzrekonac. Nie okazujcie slabosci tylko pokazcie ze jestescie warci wiecej niz
            danej osoby. A ten ktos sobi ewkoncu dojdzi edo tego czy chce powrotu czy nie.
            Jelsi nie worci to sprawa jasna - i tak to by si eskonczylo. narzucajac sie nic
            nie zdzialacie atylko odepchniecie ta druga osobe.... tak to juz jest niestety.
            • ostatnia2 Re: wracanie do siebie do wszystkich 11.04.07, 16:36
              Witam
              Przeczytalam wszystkie Wasze wpisy. Boli, wiem, przeżyłam i przezywam jeszcze.
              Wszystko o czym piszecie to prawda, bo prawdziwy jest bol, prawdziwe jest
              cierpienie, tesknota, wszystko co przezywacie jest prawdziwe. Ale w tym
              wszystkim nie jest najwazniejsze czy on/ona wroci. Nie. Na poczatku tak, ja tez
              gotowa bylam oddac wszystko, zrobic wszystko, bo brakowalo mi go jak powietrza,
              co wiecej bylam pewna ze to on jest moim powietrzem i jak go nei bedzie to
              przestane oddychac. Najwazniejsze jestescie Wy same dla siebie, zawsze. Mozna
              blagac, prosic, plakac, ale zastanowcie sie czy gdyby takim sposobem udalo sie
              wam odzyskac "ich" to czy Wam samym byloby z tym dobrze, z poczuciem ze wrocil
              nie dla Was a z powodu Waszych łez? Pomyslcie, czy blaganiem, wydzwanianiem nie
              doprowadzicie sie same do tego, ze przestaniecie siebie szanowac, ze same
              stracicie poczucie wlasnej wartosci, ze doprowadzicie sie do stanu, ze ktos nie
              bedzie z Wami, dla samych Was, ale z litosci, wyrzutow sumienia? To chyba
              jeszcze gorsze. Wiele z Was zostało oszukanych, okłamanych, zdradzonych. Czy z
              takimi ludzmi chcecie byc? Czy gdy minelaby euforia powrotu nie frustrowaloby
              Was wieczne zastanawianie sie czy to sie nie powtorzy? A w wiekszosci tak by
              bylo, miesiac miodowy a potem rok ch... (przepraszam za wulgaryzmy). Moze wiele
              z Was powie, ze lawto mi mowic, ale w cale nie latwo, ogromnie trudno. Mi
              zajelo wiele czasu zeby wrocic do "swiata zywych", doslownie i w przenosni. Ja
              tez zostalam z pytaniami bez odpowiedzi, tez probowalam walczyc, tez zalamal mi
              sie swiat, a raczej ktos mi go zniszczyl. I to bylo najgorsze, uswiadomienie
              sobe, ze to jest chore, ze tworze swoj swiat na kims,a nie z kims, a potem ten
              ktos odchodzi wiec nie ma swiata. Wiekszosc z opisanych tu sytuacji to
              takie "toksyczne" milosci i nie bede sie wypowiadac na temat
              toksycznych "polowek", bo to co robia jest ich problemem, ale Wy zawsze macie
              wybor, pchac sie w to dalej czy nie. Bolec bedzie w obu przypadkach, ale w
              drugim bedzie bolec krocej. Wiem, ze najtrudniejsze to sie odciac, ale wazne,
              aby sobie to postanowic, nie raz sie nie uda, nie raz napiszecie smsa,
              zadzwonicie i co? Czy nie gorszym bolem jest to, ze nie odbierze,nie odpisze?
              Trune, ale probujcie, wyjdzcie do sklepu i zostawcie telefon, na poczatku na
              dwie godziny i badzcie dumne z siebie, jezeli Wam sie uda. Placzcie ile sie da,
              najlepiej komus w rekaw. Piszecie o znajomych, przyjaciolach, nie odsuwajcie
              ich, bo oni Was nie zostawili. I nie przekreslam tu zadnych powrotow, nie mowie
              ze to przegrana sprawa, ale jestem przekonana, ze nikt z Was nie bylby teraz na
              taki powrot gotowy. To tak jak z nowym zwiazkiem, potrzebna jest chwila
              samotnosci, wyciagniecia wnioskow z tego co bylo, przezycia i zamkniecia tego
              co sie stalo, by moc zaczac cos od nowa. Uwierzcie, ze najgorsze co mozna
              zrobic to "klin klinem". Nieopatrznie mozecie kogos bardzo skrzywdzic, kogos,
              kto moze cierpiec potem tak jak Wy teraz. Na to wszystko trzeba jednak czasu,
              czasami bardzo duzo czasu, ale niech to bedzie Wasz czas, czas dla Was, na
              dotarcie do siebie, a nie do "nich". Niezdrowa milość jest jak choroba, z
              której tzreba sie wyleczyć.
              Co do rad "olej go/ja" sa trudne do wykonania, ale dzialaja, nawet jak nie
              na "nich" to na Was. Dadza poczucie, ze sie da, ze umiecie same oddychac, isc,
              zrobic, a z czasem i sie usmiechac i najwazniejsze - ze jestescie silne, a taka
              swiadomosc jest potrzebna kazdemu. Zycze Wam i sobie tez sily, zeby wszystkie
              dobre rady wcielac w zycie i nie lamac sie, jak cos sie nie uda.
              • ilums o dwoch takich... 11.04.07, 17:04
                Czesto tu pisalem do akkknes, do Mariusza czy do innych osob-ale tym razem
                postanowilem napisac o pewnych dwoch osobach...

                Mamy tu na tym watku dwie osoby, ktorych wpisy jak czytam to nie dowierzam!!!!
                Sa tak dojrzale w swoich opisach, ze wiekiem wskazywalyby na osoby okolo 50, do
                tego jeszcze sa tak kochane, ze czasami to sie zatsanawiam jak takie dwie
                dziewczyny moga miec problemy z facetami-jedna facet zostawil w paskudny
                sposob, a druga nadal nie do konca wie co jest grane????? Ale obie sie nie
                poddaja i ida doprzodu!!! A do tego jeszcze za wszelka cene chca pomoc nam.
                Jak mi nie wierzycie to otworzcie pierwszy lepszy z rzedu wpis kaktusicy czy
                Madziuniiii a sie przekonacie!!!!!!
                Dzieki dziewczyny, ze jestescie-mi juz pomoglyscie niesamowicie duzo!!!!!!!!!!!
                • timbunia Re: o dwoch takich... 11.04.07, 17:50
                  i dzięki takim osobom łatwiej się wygrzebać.
              • akkknes Re: wracanie do siebie do wszystkich 12.04.07, 22:21
                dzieki
                dopiero jak dzis jeszcze raz przeczytalam zrozumialam sens
                madre slowa
                musisz byc madra laska... nie tak jak ja...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka