Gość: Kocianna
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
06.05.03, 13:57
Wypłakuję się tu, bo odkąd mieszkam w tym mieście i skończyłam studia,
wszyscy moi znajomi się jakby pod ziemię zapadli...
Jestem mianowicie prawie szczęśliwą mężatką. Prawie, bo nie zupełnie wszystko
jest idealne w tym związku (jak to w każdym). Nieidealny, że się
eufemistycznie wyrażę, stał się seks.
Prośbą i groźbą zaciągnęłam męża do seksuologa, jedynego w okolicy, który
obsługuje zarówno branżową, jak i regionalną kasę chorych. Pan doktor
najpierw wręczył nam wizytówkę swojego prywatnego gabinetu, czym od razu
zraził mojego męża do siebie. Po drugiej wizycie przepisał mu viagrę. Mąż
pochwalił się mamusi, która na niego nakrzyczała, że Viagra jest dla
staruszków, a poza tym rozwala serce i wątrobę. Wróciłam do doktora sama,
myśląc, że może bez viagry też dam sobie radę, tym bardziej, że problem męża
jest najprawdopodobniej natury psychicznej. Doktor natomiast doradził mi trzy
rzeczy: rozwód, kochanek albo wibrator.
I co ja mam biedna robić?