Dodaj do ulubionych

Czy moglabys byc "ta trzecia"?

28.05.01, 19:40
Znam kogos, kto sie na to zdecydowal. Ma puste weekendy i zyje w konspiracji.
Niezla matnia!
Obserwuj wątek
    • muma Re: Czy moglabys byc 29.05.01, 01:14
      Dokładnie! Jest o tym w ostatnich "Wysokich obcasach". I zgadzam się z tamtym
      listem.
      Jeśli małżeństwo trwało odpowiednio długo, są dzieci, to ojciec takiej rodziny
      pozostanie nim do końca życia, choćby tego nie chciał. Więcej - pozostanie
      mężem swojej byłej żony! Bydlakiem, krzywdzicielem, ale mężem. Bo bycie
      rodziną, to stan faktyczny, a nie formalny.
      Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? Są
      to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych panów,
      pożal się Boże.
      • hollow Re: Czy moglabys byc 29.05.01, 11:00
        muma napisał(a):

        > Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? Są
        > to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych panów,
        > pożal się Boże.

        i na dodatek wierza im, ze opuszcza swoje zony... naiwnosc kobiety nie zna granic.
        pozdrawiam, hollow
        • Gość: trzecia Re: Czy moglabys byc IP: 195.94.222.* 29.05.01, 11:36
          Byłam trzecią, ale tylko dla seksu. Faktem jest, że sytuacja z czasem staje się
          coraz bardziej nieręczna, bo ile można rozmawiać o seksie i o pracy? Ale nie
          żałuję, bo seks był NIEDOOPISANIA!
          • mario2 Re: Czy moglabys byc 29.05.01, 12:05
            Gratulule nie tylko sexu ale i szczerosci. Nie karzda z pan stac na takie
            wyznanie. Nota bene, facet umawiajacy sie z mezatka tez jest tym trzecim! Mysle
            ze nie ma w tym nic nieludzkiego
            Pozdrawiam
            Mario
            • Gość: kasia Re: Czy moglabys byc IP: *.tele2.pl 06.08.01, 14:51
              nieludzkiego nie, ale chyba trzeba byc zupelnie pozbawionym egoizmu. Dzielic
              sie z kims jeszcze? A wyrzuty sumienia? Chyba, ze to tak silne uczucie ze
              klapki na oczy, itp...?
          • Gość: daria Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.05.01, 18:14
            Czesto starsi faceci DUZO wiecej potrafia w dziedzinie
            seksu niz mlodzi. A ze zazwyczaj sa zonaci... Mnie
            jednak nie odpowiadalaby rola trzeciej bo potrzebuje
            miec faceta na wylacznosc i predzej czy pozniej
            doszloby do konfliktu.
            • Gość: trzecia Re: Czy moglabys byc IP: 195.94.222.* 30.05.01, 09:21
              Wierzę Ci, ale sa kbiety które potrafią oddzielić sferę emocji od seksu (tak
              jak faceci), więc te nie mają problemu z wyłącznością i tymi sprawami. Właśnie
              takie kobiety nie robią problemu z bycia trzecią, tylko dcydują się na uczciwy
              i jasny układ pod tytułem “umawiamy się na niesamowity seks” i cieszą się tym
              (mając oczywicie inne “życie osobiste”)
              • mario2 Re: Czy moglabys byc 30.05.01, 12:38
                Wlasnie , zycie jest zbyt krotkie , zeby z niego nie
                korzystac. Zamykanie sie za parawanem zbudowanym z
                pseudomoralnosci niesamowicie ogranicza. Dlaczego,
                choc na krotka chwile nie dac szczesliwosci i czuc sie
                szczesliwym? Ale to kwestia indywidualnych wyborow.
                Pozdrawiam
              • caty Re: Czy moglabys byc 30.05.01, 14:04
                Gość portalu: trzecia napisał(a):
                Jedno pytanko;jak bys sie czula wiedzac,(fakt)ze jestes ta pierwsza,ale oprocz
                Ciebie jest jeszcze ta trzecia,a moze i czwarta? Pozdrawiam.
                > Wierzę Ci, ale sa kbiety które potrafią oddzielić sferę emocji od seksu (tak
                > jak faceci), więc te nie mają problemu z wyłącznością i tymi sprawami. Właśnie
                > takie kobiety nie robią problemu z bycia trzecią, tylko dcydują się na uczciwy
                > i jasny układ pod tytułem “umawiamy się na niesamowity seks” i cies
                > zą się tym
                > (mając oczywicie inne “życie osobiste”)

                • Gość: trzecia odpowiadam IP: 195.94.222.* 30.05.01, 14:57
                  Nie będę pisać banałów typu “facet, który jest ze mną nie potrzebuje innej
                  kobiety”. To fakt, ale ja o czym innym. Otóż facet, który nie potrafi ukryć, że
                  ma kochankę, to osoba mówiąc deliaktnie - mało rozgarnięta (frajer) . Ja nie
                  mogę wiedzieć takich rzeczy! Jeśli się dowiem, to facet spada na drzewo. Wiem,
                  że to ogromna niekonsekwencja z mojej strony, ale nikt nie powiedział, że mam
                  być konsekwentna.
                  • Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 15:01
                    to nie tylko niekonsekwencja - to rowniez oklamywanie siebie samej.
                    • Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 15:20
                      Czy możesz rozwinąć swoją mądrą myśl?
                      • Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 15:33
                        Zgadzasz sie na to, ze bedziesz zdradzana, pod
                        warunkiem, ze twoj partner bedzie to robil dyskretnie.
                        Jak to nazwiesz?
                        • Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 15:44
                          Przecież o tym napisałam wcześniej. To nie jest samookłamywanie się. Ludzie są
                          tylko ludźmi, naprawdę lepiej być przygotowanym na różne rzeczy, niż żyć
                          ideałami i później rozbić sobie o nie głowę. Choć oczywiście ideały są piękne,
                          z czym się zgadzam w 100%.
                          • Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 16:02
                            Gdybys chciala byc rzeczywiscie przygotowana na "rozne
                            rzeczy", to bys byla przygotowana na ew.
                            zdrade partnera. A piszesz, ze jedyna reakcja na jego
                            zdrade byloby spuszczenie go na drzewo. To
                            najlatwiejsze wyjscie, chyba ze nie traktuje sie
                            zwiazku powaznie. I nie ma zamiaru go ratowac. Gdyby
                            mnie zdradzila zona, nie powiedzialbym jej - spadaj na
                            drzewo. Za bardzo ja kocham.
                            • Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 16:08
                              a co byś zrobił?
                              • Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 16:13
                                Jestem przygotowany na to, ze ludzie nie sa idealni i
                                dlatego dopuszczam mozliwosc zdrady, choc nie
                                chcialbym tego na sobie doswiadczyc. Ale tez nie
                                uwazam, ze zdrada to koniec swiata.
                                Co bym zrobil? Probowalbym naprawic to co zostalo
                                zepsute w naszych relacjach - rowniez z mojej winy.
                                NIe widzialbym tu winy tylko jednej strony. Jest zbyt
                                wiele rzeczy ktore nas lacza, by zdrada - choc jest
                                bardzo bolesna - mogla to wszystko zniszczyc. (Chyba
                                ze oczywiscie zdradzajaca powiedzialaby zdecydowanie,
                                ze ma juz doisc tego zwiazku.)
                                • Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 16:19
                                  Bardzo ładnie napisałeś i szanuję to. Ja uważam jednak, że NIE ZAWSZE JEST
                                  NASZA WINA, że inni nas zdradzają.
                                  • Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 16:36
                                    Moze i nie zawsze, ale mysle ze warto sie zastanowic tez nad swoja postawa - moze dzieki takiej
                                    "samoanalizie" daloby sie zapobiec nastepnym kryzysom?
                                    • Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 16:44
                                      Oby tak było. Na pewne sprawy nie mamy jednak wpływu, chyba przyznasz mi rację.
                                      Z tego, co piszesz, wnioskuję, że nigdy nie zdradziłeś i nawet Ci taka myśl
                                      przez głowę nie przeszła? Chciałabym mieć takiego faceta ;)
                                      • Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 17:50
                                        Dzieki za komplement, ale sprawa jest prosta: po prostu kocham swoja zone i wspolnie staramy sie,
                                        zeby to uczucie trwalo. Pozdrawiam:)
                                        • sara Re: odpowiadam - do trzeciej 31.05.01, 08:26
                                          A wracajac do pytanka - moze jestem staroswiecka, ale mysle,ze to uklad bardzo
                                          niezdrowy. Zawsze ktos cierpi - jesli konspira jest skuteczna - cierpi trzecia.
                                          Jesli sprawa sie wyda - rani rodzine. Oczywiscie , pzry zalozeniu, ze mowimy o
                                          jakiejs relacji glebszej niz czysta fizjologia, pt " wszystko mi jedno z
                                          ktorym, byle seks byl NIE-DO-OPISANIA"
                                          • Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 31.05.01, 09:01
                                            1. Uważam, że jeżeli reguły gry są proste i uczciwe, trzecia nie cierpi, bo
                                            przecież nie chodzi jej o trwały związek.
                                            2. Jeśli nie wiesz, to musisz mi uwierzyć na słowo, że seks NIE-DO-OPISANIA to
                                            nie jest czysta fizjologia!!!!
                                            • Gość: AGA Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.01, 10:55
                                              Nie wiem czy tak do końca jest się w stanie zdecydować czy być,czy nie być "tą
                                              trzecią".Ja nie chciałam nigdy nią być i próbowałam do tego nie dopuścić ale
                                              nie poradziłam sobie.Jeśli się kocha i ma uczucie,że jest to potencjalnie
                                              najważniejsza miłość w życiu,to trudno znaleźć siły aby to w sobie zwalczyć.Nie
                                              pozwolę nigdy,żeby ona się dowiedziała,bo nie chcę krzywdzić nikogo,a swoje
                                              małżeństwo podtrzymuję sztucznie,bo mój mąż woli być ze mną chociaż wie,że
                                              wszystko się skończyło.W tej sytuacji nie przeszkadza mi to i jakoś tak łatwiej
                                              jest znieść chwile bez tego,którego kocham.
                                            • sara Re: odpowiadam - do trzeciej 02.06.01, 10:54
                                              Jesli nie wiesz, to musisz mi uwierzyc na slowo, ze NIE-DO-OPISANIA jest
                                              prawdziwe kochanie sie.
                                              • sara powyzsze bylo do trzeciej 02.06.01, 10:55
                                                • Gość: trzecia Re: odpowiadam IP: 195.94.222.* 06.06.01, 16:12
                                                  Nie wysilaj się, wiem co to znaczy.
                        • Gość: Xena Re: odpowiadam - do trzeciej - do Odp IP: 212.160.239.* 10.08.01, 21:23
                          To se nazywa czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.
            • Gość: Michal Re: Czy moglabys byc IP: *.246.88.200.Dial1.NewYork1.Level3.net 31.05.01, 10:48
              Zgadzam sie.....
              • muma odp na post trzeciej... 31.05.01, 23:38
                ɭ. Uważam, że jeżeli reguły gry są proste i uczciwe, trzecia nie cierpi, bo
                >przecież nie chodzi jej o trwały związek.

                Zawsze chodzi o trwały związek. Jeśli trzecia dobrze wie, że nie ma szans na
                to, że kochanek rzuci dla niej żonę (często tak jest), wtedy udaje, że jej nie
                zależy na trwałym związku. Jednak zawsze pozostaje frustracja, problem z
                pogodzeniem się, że jest się tą trzecią właśnie i tylko trzecią...
                Przykro mi, ale takie "trzecie" wzbudzają we mnie jedynie pogardę pomieszaną ze
                współczuciem - łamią sobie życie na własne życzenie i jeszcze w dodatku
                okrywają się hańbą...
                • Gość: ramzes;) a jakby zadac to pytanie inaczej... IP: *.dip.t-dialin.net 31.05.01, 23:40
                  czy moglbys byc tym trzeciem??


                  ramzes;)
                • Gość: trzecia Re: odp na post trzeciej... IP: 195.94.222.* 01.06.01, 09:11
                  muma napisał(a):

                  > ɭ. Uważam, że jeżeli reguły gry są proste i uczciwe, trzecia nie cierpi, bo
                  > >przecież nie chodzi jej o trwały związek.
                  >
                  > Zawsze chodzi o trwały związek. Jeśli trzecia dobrze wie, że nie ma szans na
                  > to, że kochanek rzuci dla niej żonę (często tak jest), wtedy udaje, że jej nie
                  > zależy na trwałym związku.
                  Odpowiem na swoim przykładzie: wierz mi, że ja nie chciałabym być żoną faceta, z
                  którym miałam romans. Z różnych względów. Tak więc naprawde nie zawsze trzecia
                  liczy na trały związek, może być tak, że po prostu cieszy się dobrum seksem.
                  Nie ma tu żadenj frustracji, może nawet jest zadowolenie z tego, że w pewnej
                  sferze jestem lepsza od żony.

                  PRPrzykro mi, ale takie "trzecie" wzbudzają we mnie jedynie pogardę pomieszaną ze
                  >
                  > współczuciem - łamią sobie życie na własne życzenie i jeszcze w dodatku
                  > okrywają się hańbą...

                  To twoje zdanie. Łamią sobie życie? Hańba? Cóż, trudno to skomentować…

                  • Gość: Kasia Re: odp na post trzeciej... IP: *.wielopole.sdi.tpnet.pl 01.06.01, 12:03
                    Trzecie kawałki układanki nie powinny istnieć. Godzenie się na taki układ
                    to samookaleczanie i dużo cierpienia dla innych. Fakt, że często "małżeńskie"
                    połówki niczego się nie domyślają, ale wtedy jest to jeszcze bardziej poniżej
                    pasa. Bo najgorszą rzeczą na świecie, którą można zrobić innej osobie, to
                    udawać że jest OK.
                    Nie wyobrażam sobie romansiku/miłości z facetem i oszukiwania Jego żonki,
                    choćby nie wiem jaką była suką/idiotką/brzydulą/kurką domową i choćby to miał
                    być ten jeden gość na całe życie. To sfera, gdzie kompromisy są zakazane.
                    • Gość: AGA Re: odp do Kasi IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.01, 13:31
                      Całkowicie się z Tobą zgadzam i zawsze tak myślałam.Właściwie myślę tak nadal i
                      co z tego,skoro okazało się,że w ogóle nie znam siebie.Przez całe dotychczasowe
                      życie bez problemu odrzucałam propozycje facetów żonatych i nieżonatych(bo mam
                      męża)motywując to Twoimi słowami.Przychodziło mi to zwiększą lub mniejszą(bo
                      kilka razy facet był naprawdę super)i powoli popadałam w coś w rodzaju
                      samouwielbienia dla swojej cnoty/wierności/wspaniałomyślności...Potem nagle
                      pojawił się on i zrobiłam to samo,co zwykle-"NIE itd...".Myślałam,że będzie jak
                      zawsze i wtedy okazało się,że...nie jest"jak zawsze".Czas mija,a ja
                      wariuję/umieram i nie wiem co jeszcze.Czekałam,bo może minie.Czekałam
                      miesiąc,dwa,rok i nie udało mi się.Jestem teraz szczęśliwa chociaz przez
                      chwilę.Wiem,że to całkowity bezsens ale jestem.Staram się nie myśleć co
                      będzie.Po prostu okazało się,że nie znam siebie i tak naprawdę jestem po prostu
                      wredną suką.Tyle na ten temat.PS.Oczywiście w tej sytuacji wolę,że jego żona
                      nic nie wie i nie dopuszczę,żeby kiedykolwiek się dowiedziała,bo uważam że tak
                      jest lepiej w tym całym nieszczęściu.
                      • sara Re: odp do Agi 01.06.01, 16:33
                        Aga, jakos tak dobrze i prawdziwie to napisalas. Kazdego moze trafic taki
                        strzal, lecz to jest chyba wlasnie szczescie przez lzy, czasem dane nam jako
                        jedyne. Nie sposob z tym walczyc, to troche poza nasza kontrola, lecz zarazem
                        dobrze miec swiadomosc, ze to rowniez straszny pech, moze nawet nieszczescie,
                        ze wlasnie tak masz przezywac swoja milosc. Jestes empatyczna i myslaca, mam
                        nadzieje, ze kolejne uczucie bedzie nieuwiklane. Pozdrawiam.
                  • sara Re: odp na post trzeciej... 01.06.01, 12:07
                    Tak więc naprawde nie zawsze trzecia
                    >
                    > liczy na trały związek, może być tak, że po prostu cieszy się dobrum seksem.
                    > Nie ma tu żadenj frustracji, może nawet jest zadowolenie z tego, że w pewnej
                    > sferze jestem lepsza od żony.

                    To zbyt pochopny wniosek. Po prostu jestes odmianą i tyle. Dla faceta, ktorego to
                    kreci za chwile bedziesz gorsza od innej, ktora bedzie odskocznia od ciebie.
                    • Gość: Nina Re: odp na post trzeciej... IP: 213.77.91.* 01.06.01, 13:15
                      Związki z trzecią, trzecim z reguły są potępiane, ale kto powiedział, że musimy
                      dokonywać zawsze poprawnych (w oczach innych) wyborów. Ja dwukrotnie byłam tą
                      trzecią i tego nie żałuję, ale zawsze sprawa była jasna - nie wolno burzyć
                      związków. Mnie najbardziej kręcą rzeczy zakazane i tajemnicze. Ale pragnę
                      podkreślić, że na tego typu dylematy nie ma jednoznacznej odpowiedzi i nie
                      należy też z góry potępiać takich związków - czasami są one piekne i dają nam
                      siłę do życia.
                      • Gość: AGA Re: odp do Niny IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.01, 13:53
                        Zgadzam się z Tobą całkowicie.
                        • Gość: trzecia Re: odp do Niny IP: 195.94.222.* 01.06.01, 14:30
                          Ja też!
                          • muma Re: odp do Niny 02.06.01, 01:20
                            Racjonalizacja... i tyle...
                            • Gość: Nina Re: IP: 213.77.91.* 02.06.01, 11:19
                              Związek małżeński jest wielką sztuką kompromisów, nie zawsze mąż to ten
                              najwspanialszy kochanek. Dlatego też nie należy kategorycznie odmawiać sobie
                              kilku chwil szczęścia - ale w takich układach należy być bardzo ostrożnym.
                              I nie zawsze układ pozamałżeński musi oznaczać seks. Pozdrawiam.
                      • Gość: |Melisa Re: odp na post trzeciej... IP: 10.9.33.* 19.06.01, 17:38
                        Ja tez sie zgadzam!!!
                  • Gość: Jurek Re: odp na post trzeciej... IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:51
                    Ambita to ty nie jesteś....(tytusek@frugo.pl)
            • Gość: Jurek Hola, hola, bez przesady.... IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:37
              • Gość: Jurek Cd Hola, hola, bez przesady.... IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:48
                ... Wcisnąłem "enter" zdeczka za wcześnie. Ludzie, zrozumcie, Angarzując się w
                związek z kimś żonatym ranicie go. Niszczycie rodzinę w której on jest, jego,
                miłość, nawe słabą do żony, krzywdzicie jego dzieci. Postawcie się jego
                sytuacji, a dojdziecie do wniosku, że srogo mu przyjdzie zapłacić za te chwile
                uciechy. Jeśli o tym powie żonie, to do końca życia będzie się bał, że ona mu
                nie ufa, o ile tak nie jest. Jeśli jej nie powie, to do końca życia będzie miał
                wyrzyty sumienia, poniewarz ukrywa to przed osobą, która jest (przynajmniej
                powinna) być w jego rzycia najwarzniejsza. Jeśli się z nią rozstanie, to bardzo
                gratuluję, właśnie pogrzebałyście do końca to, co on kiedyś budował z mozołem
                przez kilka lat. Kobiety, przestańcie traktować, własne piękno jako środek do
                niszczenia innym życia i spojrzyjcie trochę dalej niż zaspokajając swoje własne
                potrzeby.
                • Gość: trzecia Re: Cd Hola, hola, bez przesady.... IP: 195.94.222.* 06.06.01, 16:07
                  Naprawdę wierzysz w to co napisałeś? Przecież to jest przerażajace. Wnioskuję z
                  tego, że facet, który angażuje sie w romans, robi to, bo jest
                  ubezwłasnowolniony. Wszystkiemu wina jest jego kochanka.
        • Gość: Kasia Re: Czy moglabys byc IP: 158.75.50.* 18.07.01, 09:06
          jestem trzecią, nie liczę na nic - tylko na miłość. Jest mi fantastycznie, nie
          odczuwam: znużenia, przesytu w związku. Wiecznie czekająca, tęskniąca i
          nieopisanie szczęśliwa kiedy słyszę domofon, albo zgrzyt klucza w zamku. Siedzę
          nie w gównie (jak niektórzy tu piszą) a w poziomkach, a kiedy na głowę spadają
          mi pierwsze kropelki deszczu (goryczy albo tęsknoty nie do zniesienia) - po
          prostu krzyczę, że mi źle - nie milczę. A On naprawde nie musi używać
          niewiadomo jakich środków, żeby było mi lepiej. Nie trzeba na nas wydawać
          tysięcy i karmić nas głupimi słówkami. My po prostu kochamy i oczekujemy tego
          samego w zamian. Żyję tak od trzech lat i nie zamienię tego na nic. I nie chcę,
          żeby zostawił wszystko to co kocha, wiem jaka mogłaby wtedy być nasza miłość,
          jak mogłaby rozkwitnąć, ale nie za taką cenę. Nie warto. Czasem lepiej pozostać
          przy tym co się ma niż stawiać to na szali z czymś co jest cenniejsze - bo może
          okazać się zbyt cenne i za dużo nas kosztować. Nieszcześliwe Kochanki! Mówcie
          swoim ukochanym, że jesteście nieszczęśliwe! Mówcie! Oni na prawdę potrafią
          zmienić dużo niewielkim nakładem. Mój potrafił :-)
        • Gość: kubus Re: Czy moglabys byc IP: 134.65.209.* 18.07.01, 14:57
          hollow napisał(a):

          > muma napisał(a):
          >
          > > Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować?
          > Są
          > > to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych pan
          > ów,
          > > pożal się Boże.
          >
          > i na dodatek wierza im, ze opuszcza swoje zony... naiwnosc kobiety nie zna gran
          > ic.
          > pozdrawiam, hollow
          hehehehe
          smieszne naprawde
          same stereoptypy....
          jestem zona, mama, kochanka
          "on" jest kilka lat mlodszy , i od roku jest nam super. dajemy sobie wiele ciepla , milosci i sexu
          w najlepszym wydaniu pewnie przyjdzie taki moment ze trzeba bedzie to skonczyc ale nie
          zaluje, bylo i jest swietnie i nikt nie cierpi.
          Mysle, ze jestesmy tego rodzaju ludzmi ktorym taki zwiazek jest niezbedny do zycia, ta
          odrobina adrenaliny, sekret, temperatura..... piekna rzecz :)
      • Gość: joasia Re: Czy moglabys byc IP: *.tenbit.pl 02.06.01, 19:24
        > Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? Są
        > to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych panów,
        > pożal się Boże.

        a czy rozumiesz wogole w takim razie co to jest milosc ?
        bo mnie sie wydaje ze w tym kontekscie chyba nie

        jestem 10 lat mlodsza od niego i jestesmy razem 2 lata on ma zone i dwojke dzieci
        bynajmniej nie chodzi o sex to juz za dlugo
        wydaje mi sie ze chodzi o milosc
        Mnie wystarcza to co mam i niegdy nie prosilam by ja zostawil
        bo wiem ze nie zrobilby tego, bo nie wiem czy ona by sobie nie poradzila
        (jak? nigdy nie pracowala poswiecila sie dla dzieci cale jej zycie to ta rodzina)
        wiem ze go kocham i godze sie na taki uklad
        Nigdy nie spotkalam kogos takiego jak on chociaz probowalam szukac - nadal to
        robie : )
        bo cierpie na samotnosc
        ale wiem ze to co mam jest piekne i zaden mezczyzna nie da mi tyle ile on mi
        daje i ile dal. Kazdy z nowych mezczyzn w moim zyciu przyrownywany jest do niego
        i zawsze wypadaja na niekorzysc
    • Gość: hal Re: Czy moglabys byc IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.01, 18:37
      ja,też byłm tą " trzecą " już nie jesteśmy razem.Bylśmy uczciwi, oboje
      wiedzieliśmy , że to co nas spokało to miłość . Byliśmy jdnak oboje bardzo
      odpowiedzialni, za nasze rodziny , nie chcieliśmy nikogo krzywidzić .
      Jednocześnie marzyliśmy o domu , dzieciach . W końcu trudna decyzja, byliśmy
      już wtedy razem dwa lata . To była świadoma decyzja . Powiedzieliśmy w domu -
      wszystko , zostawiliśmy nasze domy , zabezpieczyliśmy finansowo rodziny . (
      dobrze zarabiamy - mamy wolne zawody ) Wynajliśmy mieszkanie , byliśmy
      szczęśliwi - kilka dni . Potem jego żona próbowała popełnić samobójstwo (
      uważam , że to tylko była taka gra ) Załamał się wrócił do domu . Jego żona
      godziła się , żeby nadal się ze mną spotykał ale żeby zstał w domu . Nie
      umieliśmy już tak żyć . Rozstaliśmy się . To był najtrudniejszy okres w moim
      życiu . Mineło już od tego czasu przeszło dwa lata . Kochamy się nadal . Mąż
      chciał żebyśmy zamieszkali znowu razem. Sama nie wiem dlaczego się zgodziłam,
      było mi wszystko jedno. Czasem mam od niego sygnał , że kocha . Żyję bez sensu.
      Moje małżeństwo to fikcja . Gdyby nie praca , to nie wiem co bym zrobiła .
      Ostatnio mam romans z z młodszym o 8 lat mężczyzną . Całkowicie bez snsu , nie
      jestem zaangażowana .
      Co dalej , nie wiem . Mam 40 lat on 42 - czy mamy jeszcze szansę . Czy jeszcze
      będziemy mieli odwagę . On , żeby podjąć decyzję , ja żeby mu zaufać . Wiem
      jedno , to jest człowiek z którym chciałabym się zestarzeć .
      Trudno tak żyć , czekać codziennie - tylko na co a jednak , gdybym mogła cofnąć
      czas , nigdy nie chciałabym skreślić tego z mojego życia
      • sara Re: Czy moglabys byc do hal 03.06.01, 19:35
        Bardzo ci wspolczuje. Jestes uczciwa osoba, wiem , ze brzmi to jakby nie tak,
        pusto, banalnie i niemodnie, ale to jest ogromna wartosc.
        Moim zdaniem masz szanse jeszcze ulozyc sobie zycie, ale moze z kims innym.
        Pomysl, ze jego zona tez chce sie z nim zestarzec, znam to uczucie. A jakos tak
        to sie plecie, ze na cudzym nieszczesciu nie da sie zbudowac nic sensownego.
        Przychodzi mi do glowy kiczowata "Pestka", cos w tym jest.
        Chcialbym napisac ci cos pozytywnego, lecz wiem, ze wszystko zabrzmi plyciutko
        i bedzie niczym na tle twojego cierpienia. Pozdrawiam cie serdecznie i zycze
        ulozenia sobie zycia szczesliwego.
      • sarastro Re: Czy moglabys byc 03.06.01, 23:49
        Znam z opowiadań mojej matki taki przypadek, jeszcze
        sprzed wojny: otóż o pewną bardzo biedną pannę starał
        się niezbyt bogaty rzemieślnik. Ona wraz ze swoją
        matką długo go zwodziły, twierdziły rózne wymyślone
        rzeczy o jej domniemanym bogactwie. Kawaler ów
        zdecydował się w końcu na ślub, jednak przed drzwiami
        kościoła, przed samym ślubem, panna młoda nie
        wytrzymała i wyznała panu młodemu, że wszystkie
        informacje o jej domniemanym bogactwie są zmyślone.
        Spodziewała się, że on ucieknie, zrezygnuje. On jednak
        złożył przysięgę ślubną. Potem, pytany dlaczego
        (zauważcie, że dla niego sprawa majątku panny miała
        fundamentalne znaczenie) się nie wycofał,
        odpowiedział: kiedy los zaprowadził mnie na ślubny
        kobierzec, to gdyby nawet w tym momencie okazało się,
        że moja wybranka jest krową, ożeniłbym się z nią. To
        sprawa honoru.

        Zasadniczo zgadzam się z powyższą postawą. Owszem,
        czasem zachowanie się w ten sposób może być trudne,
        jednak jeśli już się ma żonę/męża, dzieci itd, to nie
        czas wtedy na "prawdziwą" miłość. Mierzi mnie takie
        mówienie w tym kontekście: "Moje małżeństwo było
        pomyłką" itp. Trzeba zachować minimum przyzwoitości.
        Rozumiem, że serce nie sługa. Jednak przysięga
        małżeńska jest święta. Kto się jej sprzeniewierza -
        daje o sobie świadectwo. I nie jest to świadectwo
        pozytywne.
        • sarastro do Sary... 03.06.01, 23:54
          Droga Saro! Przepraszam za podobny nick. Słowo honoru,
          że to sprawa czysto przypadkowa. Długo nie było okazji
          na tę zamianę, ale teraz, po kilkudniowej absencji
          jest chyba dobry moment. Mam nadzieję, że to nikogo
          nie urazi, a nie będziesz musiała nikomu wyjaśniać, że
          Sarastro, to w ogóle super mężczyzna :-)))
          • sara Re: do sarastro 04.06.01, 19:24
            Hej sarastro, masz spox nicka. Zauwazylam cie juz wczesniej i poczatkowo
            wietrzylam podstep, ale krotko. :) Twoja wypowiedz, powyzej, tez mi sie
            spodobala. Zycie jest wystarczajaco skomplikowane, i nie trzeba gmatwac go
            jeszcze bardziej, a jakies minimum zasad pozwalaja tego uniknac. Pozdrawiam.
    • agatag Re: Czy moglabys byc 04.06.01, 00:38
      Nigdy w życiu nie ruszyłam (i nie przypuszczam, żeby mogło się to zmienić)
      faceta, z którym związana jest już inna kobieta i pojąć nie mogę, dlaczego
      niektóre z nas to robią. Nie wolno krzywdzić innych, do diabła! Powiadają: nie
      czyń drugiemu, co tobie niemiłe - niech "trzecie" postawią się na miejscu
      żon!!! Miłość - jasne - silne uczucie, ale można nad nim zapanować. Jeśli
      zacząłby mnie adorować żonaty pan, po prostu posłałabym go do diabła - li i
      jedynie w imię żeńskiej solidarności. Nie żal mi "trzecich" - wiedziały w co
      się pakują. Żal mi "pierwszych", które rzadko zasługują na cierpienie.
      • sarastro agatag... 04.06.01, 22:44
        Znam jedną agatag. Lubi Umberto Eco, Alfę Romeo i rowery górskie :-)))
    • Gość: Iza Re: Czy moglabys byc IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.06.01, 22:51
      W chwili obecnej,mając chłopaka,spotykam się z żonatym mężczyzną.Łączą nas
      tylko sprawy łóżkowe.Mój chłopak też jest cudowny w łóżku.Teraz mi to się
      podoba,nie wiem jak będzie w przyszłości.Zobaczymy.
      • Gość: Jurek Re: Czy moglabys byc IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:52
        A może spróbowałbyś zobaczyć terz, jak będzie w pryszłości i wybiec trochą
        dalej w myśleniu niż wieczorne łóżko...(tytusek@frugo.pl)
    • Gość: Bryony Re: Czy moglabys byc IP: 195.12.12.* 19.06.01, 01:50
      Tak, moglabym, a nawet bylam. To znaczy - teraz bym nie mogla i bardzo sie
      ciesze, ze juz nie jestem. To wcale nie jest takie proste, poradzic sobie z
      taka sytuacja. Czlowiek jest strasznie pokreconym zwierzeciem, dobrowolnie sie
      skazuje na takie tortury - mnie sie wtedy wydawalo, ze zrobilam to zupelnie
      dobrowolnie, dopiero teraz widze, ze po prostu brakowalo mi kogos, kto by mnie
      zrozumial, przytulil itp. I o ile bardzo latwo jest mowic o naiwnosci mlodych
      dziewczat (ja mialam wtedy 20 lat) z pozycji 'niebycia ta trzecia', ale mnie
      zajelo 3 lata, zeby sobie z tym poradzic. Caly czas mialam swiadomosc, ze on
      absolutnie sie dla mnie nie rozwiedzie, ale ja go kochalam bezgranicznie i
      dlatego wielkodusznie rozumialam i akceptowalam jego milosc do coreczki i jego
      (ciezarnej wlasnie) zony. W ogole rozumialam i akceptowalam fakt, ze on kocha
      dwie kobiety (bo ze kochal mnie, bylo oczywiste, prawda?) I nawet zaczela do
      mnie dochodzic swiadomosc, ze prawdopodobnie bede skazana na takie zycie do
      ,nie wiadomo kiedy'. Tylko w pewnym momencie zaczelam sie budzic w nocy z
      powodu koszmarow i generalnie popadac w depresje, bo meczylo mnie poczucie
      winy, w stosunku do jego zony, ktora przeciez kiedys byla moja przyjaciolka. I
      naprawde zazdroszcze kazdemu, kto by sie mnie w tej chwili zapytal:'To po co to
      w ogole zrobilas?' - tak moze powiedziec tylko osoba, ktora nigdy nie znalazla
      sie w podobnej sytuacji. Ale ja juz w ogole o tym nie mysle. Pewnego dnia sie
      obudzilam i nagle wszystko ze mnie opadlo - wszelkie uczucia: wzgledem jego,
      jego zony, czy dzieci, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmialo. Tylko jakos
      nie mam ochoty sie nawet zastanawiac nad tym, czy to dobrze jak kobieta nie
      wie, ze jest zdradzana, czy mozna byc ta trzecia tylko dla seksu i tym
      podobnymi rzeczami. Przezylam wystarczajaco duzo, zeby uwazac podobne kwestie
      za zupelnie nieistotne: jestem szczesliwa, ze one juz mnie nie dotycza.
      • Gość: joasia Re: Czy moglabys byc IP: 212.160.128.* 19.06.01, 10:41
        .. a ja byłam żoną, tą wredną suką, przy której on nie wiadomo z jakiego powodu
        tkwił.. wracał do domu i był świetnym mężem i ojcem, mówił mi, że mnie kocha,
        że jesteśmy jednością, że nigdy mnie by nie opuścił, całował mnie i głaskał...
        ciekawa jestem co mówił tej trzeciej?.....że jestem wredna/brzydka/mściwa, że
        mamy dziecko?

        Odszedł do tej czwartej......
        • Gość: Nina Re: Czy moglabys byc IP: 213.77.91.* 19.06.01, 10:59
          Nie wiedzieć czemu wszyscy piszą o tej trzeciej a co z tymi trzecimi - przecież
          takie układy też istnieją, że ona mężatka ma romans a nawet opuszcza swojego
          męża rodzinę. Przecież takie sytuacje są wyborem dwojga ludzi a nie jakiś aktem
          przymusu. Z większości wpowiedzi wynika, że to kobieta kusi i rozbiją, ale do
          diabła czy facet się na to nie godzi, czy on nie ma swojego rozumu, przecież
          może powiedzieć nie, jest wolny poglądowo. pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: inna Iza Re: Czy moglabys byc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.01, 11:28
        Słuchajcie, wszystkie trzecie! Czy to tak trudno postawić się w sytuacji
        żony, która dowiaduje się, że jest zdradzana, albo chociażby to przeczuwa?
        Albo w końcu dowiaduje się, że była pomyłką? Nigdy nie byłabym "trzecią", ze
        zwykłej ludzkiej przyzwoitości!
        • Gość: Melisa Re: Czy moglabys byc IP: 10.9.33.* 19.06.01, 17:41
          Bo nikt Cie nie chcial!
          • Gość: giga Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.01, 20:09
            co za "inteligentne" podsumowanie... przeczytaj sobie ksiazke o tych
            trzecich..jest dostepna w ksiegarniach. Byc ta trzecia to robienie sobie
            krzywdy na wlasne zyczenie. No chyba, ze chodzi tylko o seks. Ale tylko dla
            seksu warto wiklac sie w glupie historie?
            • Gość: Melisa Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.01, 22:16
              Warto!!!!
              • Gość: inna Iza Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.06.01, 15:16
                Melisa - zdaje się, że CIEBIE NIE CHCIAŁ ŻADEN PORZĄDNY CHŁOPAK, tylko znudzony
                stary, żonaty facet. Znam taką jedną - była trzecia, odbiła kobiecie starego,
                brzydkiego, grubego i łysego, żeby tylko wyjśc za mąż, bo nie miała nikogo
                innego, a teraz go zostawia z dzieckiem i wyjeżdża z kochankiem na wakacje.
                SAMO DNO.
                • Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.ipartners.pl 03.07.01, 18:18
                  I włąsnie dzięki takim kobietom jak Ty rozpada się moje małżeństwo. Jeszcze
                  tylko parę tygodni. A dlaczego? Bo mój głupi mąż myślał, że kwiatki na łące u
                  sąsiada pachną ładniej! Gucio! Nie tylko nie pachną..... a na dodatek szybciej
                  więdną. Teraz to on jest zagubiony, bo nie ma do czego wracać.... Nie
                  pozwoliłam sobie na takie traktowanie i wolę być do końca życia samą niż mieć
                  świadomość, że mój partner życiowy kocha się z inną kobietą, innej mówi czułe
                  słówka i przytula. Dziewczyny wyrywające żonatych facetów zastanówcie się nad
                  swoim postępowaniem. Niszczycie szczęście innych ludzi, innych kobiet..... jak
                  byście się czuły w roli żony....
                  • Gość: Rozbita Re: Czy moglabys byc IP: *.regionet.pl 03.07.01, 20:36
                    Ex-żono, i ja wolałabym byc sama do końca życia niż wybaczyć zdradę. Jakoś nie
                    mogę uwierzyć ze można kochać osobę którą się zdradza. Byłam "trzećią". Byłam
                    młoda, głupia, pozbawiona wyobrażni i nie widziałam dalej poza koniec własnego
                    nosa. Nie byłam świadoma tego co naprawdę robię. Był odpowiedni światopogląd
                    (hipisi, wolna miłość i te sprawy), i przede wszystkim miałom problemy ze sobą
                    z własną osobowośćią(czego ne będę tu dokładnie analizować). To było NAPRAWDĘ
                    tylko dla seksu, nie powiem, było ekscytujące. Jego żona się dowiedziała
                    (kochanka nie igła), ja po kilku mieśiącach skończyłam ten romans a oni się
                    rozwiedli, zdaje mi się ze on miał problemy z widywaniem się ze swoim
                    synkiem.Czy czuję się winna? No cóż sądzę że gdyby nie ja, on i tak znalazłby
                    sobie inną kochankę (to do Jurka)Kto szuka ten znajdzie. Nie ma co obwiniać
                    tylko tych trzecich. Ja jednak gorzko płacę za tamto, najzwyczajniej na swiecie
                    nie jestem w stanie zaufać mężczyźnie, i w swoim związku cierpię katusze, w
                    pewnym sensie wydaje mi się że powinno mnie spotkać to samo co zrobiłam jego
                    żonie.
                    KASIA- zgadzm się z tobą, najgorsze co ludzie mogą sobie zrobić to udawać ze
                    wszystko jest OK. Nieszczerość jest gorsza niż sama zdrada, osoba zdradzana
                    musi miec prawo do podiecia decyzji, co chce z tym faktem zrobić i jak
                    ustosunkowac sie do zdrady.
                    HAL - dlatego bardzo cię podziwiam, wiem że bardzo cierpisz, ale przynajmniej
                    nie musisz sobą gardzic.
                    W życiu nie zawsze da się uniknąc cierpienia, ale na pewno da sie uniknac dna.
                    Pozdrawiam wszystkich.
                  • Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do Melisy i eks-zony IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.01, 23:43
                    Gość portalu: ex-żona napisał(a):

                    > I włąsnie dzięki takim kobietom jak Ty rozpada się moje małżeństwo.
                    Jak to jest, ze odpoweidzialnosc za rozpad naszych zwiazkow z taka latwoscia zrzucamy na innych.
                    Malzenstwa nie rozpadaja sie z dnia na dzien - na to sie pracuje latami.
                    Jeszcze
                    > tylko parę tygodni. A dlaczego? Bo mój głupi mąż myślał, że kwiatki na łące u
                    > sąsiada pachną ładniej! Gucio! Nie tylko nie pachną..... a na dodatek szybciej
                    > więdną. Teraz to on jest zagubiony, bo nie ma do czego wracać.... Nie
                    > pozwoliłam sobie na takie traktowanie i wolę być do końca życia samą niż mieć
                    > świadomość, że mój partner życiowy kocha się z inną kobietą, innej mówi czułe
                    > słówka i przytula.
                    Popieram, nie wyobrazam sobie, by ktos kto mial byc dla mnie oparciem zrobil mi tak ogromna krzywde i
                    odzyskal moje zaufanie.
                    Dziewczyny wyrywające żonatych facetów zastanówcie się nad
                    > swoim postępowaniem. Niszczycie szczęście innych ludzi, innych kobiet..... jak
                    >
                    > byście się czuły w roli żony....
                    Bede sie upierac, ze to nie ta trzecia niszczy szczescie innych ludzi. Jezeli doszlo do zdrady, to tego
                    szczescia dawno juz nie bylo. Ta trzecia oczywiscie wchodzi w czyjes zycie bez pozwolenia, czego robic
                    nie nalezy, ale robi to na czyjes zaproszenie. Najczesciej mezczyzny. I to on ponosi odpowiedzialnosc, a
                    przynajmniej wieksza jej czesc, za bol jaki powoduje.
                    Drogie panie, wykazmy wobec siebie nieco wiecej solidarnosci. Obwiniajac te trzecia zamiast wlasnego
                    meza po prostu usilujemy przerzucic ciezar winy na kogos obcego, bo takim kims latwiej gardzic. Nasi
                    mezowie / partnerzy nie sa ubezwlasnowolnieni. Przeciez nie wiazemy sie z dziecmi, tylko z doroslymi
                    ludzmi, ktorzy rzekomo odpowiadaja za swoje czyny.
                    A swoja droga zawsze mowi sie, ze to zona dowiaduje sie ostatnia. Cos mi sie wydaje, a wiem, o czym
                    ,mowie, ze zona wie prawie od poczatku, tylko sama sie oszukuje, ze jakos to bedzie. niestety nikt nie
                    oszuka nas skuteczniej niz my sami...
                    Pozdrawiam serdecznie i zycze sily, szczegolnie tym poranionym, bez wzgledu na to, ktory wierzcholek
                    trojkata stanowia.
                    Monika
                    • Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc -do Moniki IP: *.ipartners.pl 04.07.01, 09:44
                      Gość portalu: Monika napisał(a):


                      Jak to jest, ze odpoweidzialnosc za rozpad naszych zwiazkow z taka latwoscia zr
                      zucamy na innych.
                      Malzenstwa nie rozpadaja sie z dnia na dzien - na to sie pracuje latami.

                      Masz rację, tylko moje małżeństwo trwało trochę ponad trzy lata więc gdzie to
                      pracowanie latami? Rozpadło się, bo któreś z nas nie potrafiło poradzić sobie z
                      problemami, które się nad nami gromadziły. Nie umiał mi powiedzieć, że nie jest
                      na tyle silny by poradzić sobie z otaczającymi nas przeciwnościami losu. Nie
                      mówił mi, wolał zwierzać się jej. A więc zdrada emocjonalna, nie tylko fizyczna.
                      A przecież małżeństwo to wspólna droga także naprzekór losowi, to wzajemne
                      wspieranie się, a ja nie jestem jasnowidzem, by wiedzieć wszystko co się kryje w
                      duszy drugiego człowieka. Tak trudno rozmawiać z własną żoną...?

                      > Bede sie upierac, ze to nie ta trzecia niszczy szczescie innych ludzi. Jezeli d
                      > oszlo do zdrady, to tego
                      > szczescia dawno juz nie bylo. Ta trzecia oczywiscie wchodzi w czyjes zycie bez
                      > pozwolenia, czego robic
                      > nie nalezy, ale robi to na czyjes zaproszenie. Najczesciej mezczyzny. I to on p
                      > onosi odpowiedzialnosc, a
                      > przynajmniej wieksza jej czesc, za bol jaki powoduje.

                      Oczywiście, że winny jest facet. To on nie potrafi powiedzieć NIE, kiedy sytuacja
                      i okoliczności sprzyjają temu by zapomnieć się w ramionach innej kobiety. Tym
                      bardziej, ze kobieta ta jak najbardziej godzi się na to by być jego zapomnieniem.


                      > Drogie panie, wykazmy wobec siebie nieco wiecej solidarnosci. Obwiniajac te trz
                      > ecia zamiast wlasnego
                      > meza po prostu usilujemy przerzucic ciezar winy na kogos obcego, bo takim kims
                      > latwiej gardzic. Nasi
                      > mezowie / partnerzy nie sa ubezwlasnowolnieni. Przeciez nie wiazemy sie z dziec
                      > mi, tylko z doroslymi
                      > ludzmi, ktorzy rzekomo odpowiadaja za swoje czyny.

                      Do dzisiaj śmiem wątpić, czy mój mąż wogóle dorósł do tego żeby zawierać związek
                      małżeński, skoro w obliczu błachych problemów (może błache były dla mnie nie dla
                      niego? ) od razu ucieka się do pocieszania w obięciach innej. Nie mniej jednak ta
                      "trzecia" jest równie winna jak on. Winni są oboje. Bo nie zważając na
                      konsekwencje decydują się na ten krok.

                      A co do oszukiwania się, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Za wszelką cenę
                      wmawiałamy sobie, ze to tylko moja wyobraźnia. Ja pierwsze symptolmy zauważyłam
                      rok wcześniej. Tylko z braku dowodów ... mój mąż .... nie wiem ile miał kobiet
                      podczas trwania naszego jakże krótkiego małżeństwa i nie wiem na jakiej stopie
                      się z nimi spotykał, ale do tej ostatniej mam 100% pewność i ... tu już nie
                      mogłam się oszukiewać, że nic się nie dzieje. Ona była na tyle zdesperowana (może
                      zakochana), że ośmieliła się do mnie zadzwonić i kazać mi odczepić się od
                      własnego męża, bo oni się kochają. To niech teraz się kochają do woli. Ciekawe,
                      czy też będzie tak fajnie jak było za plecami nic nie wiedzącej żonki.
                      Pozdrawiam.
                      • Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do esk-zony IP: 157.25.119.* 04.07.01, 11:53

                        Gość portalu: ex-żona napisał(a):

                        > Gość portalu: Monika napisał(a):
                        >
                        >
                        > Jak to jest, ze odpoweidzialnosc za rozpad naszych zwiazkow z taka latwoscia zr
                        > zucamy na innych.
                        > Malzenstwa nie rozpadaja sie z dnia na dzien - na to sie pracuje latami.
                        >
                        > Masz rację, tylko moje małżeństwo trwało trochę ponad trzy lata więc gdzie to
                        > pracowanie latami? Rozpadło się, bo któreś z nas nie potrafiło poradzić sobie z
                        >
                        > problemami, które się nad nami gromadziły. Nie umiał mi powiedzieć, że nie jest
                        >
                        > na tyle silny by poradzić sobie z otaczającymi nas przeciwnościami losu. Nie
                        > mówił mi, wolał zwierzać się jej. A więc zdrada emocjonalna, nie tylko fizyczna
                        > .
                        Jak dla mnie zdrada emocjonalna jest gorsza od fizycznej. Co prawda nie jestem w stanie uwierzyc w tlumaczenia typu: "to byl tylko seks, kochanie", ale, czysto teoretycznie rozwazajac, jednorazowy skok w bok byc moze bylby dla mnie do przelkniecia, natomiast na pewno nie moglabym odzyskac zaufania do kogos, kto prowadzil drugie zycie z kims oprócz mnie.
                        > A przecież małżeństwo to wspólna droga także naprzekór losowi, to wzajemne
                        > wspieranie się, a ja nie jestem jasnowidzem, by wiedzieć wszystko co się kryje
                        > w
                        > duszy drugiego człowieka. Tak trudno rozmawiać z własną żoną...?
                        >
                        To nie powinno byc trudne, ale doswiadczenie uczy, ze czasami latwiej rozmawiac z kims obcym, niestety. Jest to dosyc obrzydliwe, ale tak to wyglada.
                        > > Bede sie upierac, ze to nie ta trzecia niszczy szczescie innych ludzi. Jez
                        > eli d
                        > > oszlo do zdrady, to tego
                        > > szczescia dawno juz nie bylo. Ta trzecia oczywiscie wchodzi w czyjes zycie
                        > bez
                        > > pozwolenia, czego robic
                        > > nie nalezy, ale robi to na czyjes zaproszenie. Najczesciej mezczyzny. I to
                        > on p
                        > > onosi odpowiedzialnosc, a
                        > > przynajmniej wieksza jej czesc, za bol jaki powoduje.
                        >
                        > Oczywiście, że winny jest facet. To on nie potrafi powiedzieć NIE, kiedy sytuac
                        > ja
                        > i okoliczności sprzyjają temu by zapomnieć się w ramionach innej kobiety. Tym
                        > bardziej, ze kobieta ta jak najbardziej godzi się na to by być jego zapomnienie
                        > m.
                        >
                        >
                        > > Drogie panie, wykazmy wobec siebie nieco wiecej solidarnosci. Obwiniajac t
                        > e trz
                        > > ecia zamiast wlasnego
                        > > meza po prostu usilujemy przerzucic ciezar winy na kogos obcego, bo takim
                        > kims
                        > > latwiej gardzic. Nasi
                        > > mezowie / partnerzy nie sa ubezwlasnowolnieni. Przeciez nie wiazemy sie z
                        > dziec
                        > > mi, tylko z doroslymi
                        > > ludzmi, ktorzy rzekomo odpowiadaja za swoje czyny.
                        >
                        > Do dzisiaj śmiem wątpić, czy mój mąż wogóle dorósł do tego żeby zawierać związe
                        > k
                        > małżeński, skoro w obliczu błachych problemów (może błache były dla mnie nie dl
                        > a
                        > niego? ) od razu ucieka się do pocieszania w obięciach innej.
                        Blahosc problemow zalezy, niestety od punktu widzenia. Mnie dwa lata temu zostawil facet, za ktorego mialam wyjsc za maz (i to on pierwszy wyszedl z pomyslem wspolnego zycia). Co prawda nie zostawil mnie dla innej, ale zrobil to w momencie kiedy wszystkie zawirowania mielismy juz za soba i moglo byc tylko lepiej , a przynajmniej mnie sie tak wydawalo. No i wtedy sie wlasnie dowiedzialam, ze on juz nie ma sily i juz mu sie nie chce. Moral z tego taki, ze nigdy nie wiadomo, co dla kogo jest problemem.
                        Nie mniej jednak
                        > ta
                        > "trzecia" jest równie winna jak on. Winni są oboje. Bo nie zważając na
                        > konsekwencje decydują się na ten krok.
                        >
                        > A co do oszukiwania się, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Za wszelką cenę
                        > wmawiałamy sobie, ze to tylko moja wyobraźnia. Ja pierwsze symptolmy zauważyłam
                        >
                        > rok wcześniej. Tylko z braku dowodów ... mój mąż .... nie wiem ile miał kobiet
                        > podczas trwania naszego jakże krótkiego małżeństwa i nie wiem na jakiej stopie
                        > się z nimi spotykał, ale do tej ostatniej mam 100% pewność i ... tu już nie
                        > mogłam się oszukiewać, że nic się nie dzieje. Ona była na tyle zdesperowana (mo
                        > że
                        > zakochana), że ośmieliła się do mnie zadzwonić i kazać mi odczepić się od
                        > własnego męża, bo oni się kochają. To niech teraz się kochają do woli. Ciekawe,
                        >
                        > czy też będzie tak fajnie jak było za plecami nic nie wiedzącej żonki.
                        > Pozdrawiam.

                        Podejrzewam, ze wcale im nie bedzie fajnie. On sie znudzi, bo sprawa straci posmak owocu zakazanego, a chyba najbardziej mu odpowiadalo, ze ma do kogo wracac (wybacz szczerosc).
                        Nasuwa mi sie jeszcze jedna mysl. Przyjmijmy, ze facet zostawia swoja zone / stala partnerke i wiaze sie z ta trzecia. Jaka ona ma pewnosc, ze za jakis czas nie wykreci jej tego samego numeru - przeciez raz juz potrafil.
                        Pozdrawiam serdecznie, trzymaj sie.
                        Wiem, ze to truizm, ale facet naprawde na Ciebie nie zaslugiwal i lepiej, ze stalo sie to po trzech, a nie po dziesieciu latach malzenstwa.
                        • Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc -do Moniki IP: *.ipartners.pl 04.07.01, 13:53
                          Dzięki za słowa wsparcia. Czytając Twoje słowa o Twoim byłym facecie, i ...
                          zobaczyłam siebie. Mój mąż powiedział dokładnie to samo, że nie ma już siły. A
                          przecież właśnie wychodziliśmy na prostą i tak napradę mogło być już tylko
                          lepiej. Ale.... To że na mnie nie zasługiwał powtarzam sobie już od dłuższego
                          czasu i pomaga. Nauczyłam się go nie kochać.
                          Dzięki jeszcze raz.
                          • Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do eks-zony IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.01, 19:50
                            Ciesze sie, ze jestes w nienajgorszej formie - przynajmniej tak wynika z tego, co piszesz. Mam jeszcze
                            jedno, chyba nie niedyskretne pytanie. Czy Ty tez uslyszalas, ze on na Ciebnie nie zasluguje, czy tylko
                            moj byly wyglaszal takie madre zdania? Ja go jeszcze, glupia, przekonywalam, ze wcale nie prawda i
                            jakis rok mi zajelo, zeby sie z nim zgodzic. Od tej pory wyznaje zasade, ze jezeli facet twierdzi, ze na
                            mnie nie zasluguje, to pewnie wie co mówi.
                            mam nadzieje, ze masz wokol siebie ludzi, ktorzy pomagaja Ci stanac na nogi - moja przyjaciolka
                            przywracala mnie do swiata zywych (nie przesadzam) przez bity rok i chyba nigdy jej nie przestane
                            dziekowac, bo sama nie dalabym sobie rady.
                            Pozdrawiam serdecznie i polecam sie w razie czego.
                            Monika
    • Gość: walcząca Re: Czy moglabys byc IP: 212.33.64.* 04.07.01, 09:07
      Przyłączę się do dyskusji, choć nie jestem tą trzecią, ale są "szanse" że mogę
      się nią stać. Jestem młodą mężatką, w małżeństwie jest różnie, ale ogólnie
      bilans jest dodatni. Kocham swego męża i wiem że on mnie również, a to że
      czasami trudno się porozumieć, to chyba jest normalne w związku dwojga ludzi, z
      których każdy ma własną osobowość. Trudno wymagać od drugiej osoby absolutnego
      podporządkowania.
      Zatem wyszłam za mąż, skończyłam studia i podjęłam pracę. I tu spotkałam Jego.
      Jest to znajomy jeszcze z lat dzieciństwa, dużo starszy ode mnie, a skąd się
      znamy? Kiedy ja miałam "pare" lat i jego córka miała "pare" lat razem bawiłyśmy
      się lalkami. Potem wyjechał za granicę razem z rodziną i tak to było. Teraz
      kiedy się spotkaliśmy było zabawnie. On nie mógł uwierzyć że z takiego
      dzieciaczka coś takiego wyrosło, a ja nie mogłam oderwać od niego oczu. Lekko
      posiwiał i chodzi w eleganckich garniturach ... Kiedy się spotykamy w pracy
      czuję, że coś się dzieje, te spojrzenia, rozmowy, uśmiechy, gesty ... Sama
      dziwię się sobie, że on wywołuje we mnie taką masę róznych odczuć. Wiem, że
      gdyby nadarzyła się sprzyjająca okazja stałoby się coś czego możemy potem
      żałować. Np. jak spotkamy się w windzie mam ochotę po prostu rzucić sie na
      niego. Wiem, że kocham swego męża i nie chcę go zranić. Może to dziwnie brzmi
      kocham męża, a tu tyle uczuć do innego faceta. Ale wierzcie mi to jest coś w
      rodzaju chemii, przyciągania i wiem że byłby to wielki błąd gdybym dała sie
      temu ponieść. Chwila rozkoszy może poplątać mi i jemu życie. Rozum i serce mówi
      mi że nie warto, ale "coś" nie pozwala zobojętnieć. Znam i szanuję Jego żonę i
      córkę. Nie chce rozbic mu rodziny, która należy do raczej udanych. Zaczęłam go
      unikać, ograniczyłam nasze kontakty do minimum, ale nie wiem co z tego będzie.
      Mam nadzieję że jakoś uda się to przezwyciężyć dla naszego wspólnego dobra nie
      krzywdząc innych.
      • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do Ex-żony IP: *.regionet.pl 04.07.01, 12:06
        Dlaczego niby meżczyzna nie potrafi powiedziec NIE.
        Zdolnosc mowienia nie nie zalezy od plci, lecz od
        sily charakteru. Moze wiec powinnas sie cieszyc ze
        uwolnilas sie od tego slabego pozbawionego charakteru
        czlowieka wmiare wczesnie, i nie zmarnowalas sobie
        calego zycia lecz tylko kilka lat mlodosci, a cale
        zycie jeszcze przed toba. Wiem ze to brzmi okropnie
        bo na pewno go kochalas ale on nie byl wart twojej
        milosci.
        W raporcie Polityki podano wyniki badań w których 83%
        mężczyzn przyznało sie do zdradzenia żony. Tak więc
        prawdopodobieństwo ze kobieta nie zostanie zdradzona
        jest niewielkie. W jakiej sytuacji znajduje się więc
        współczesna kobieta:
        Swiadomość ze prawie na pewno zostanie sie zdradzoną
        + kontrola płodności + zmieniające się normy
        kulturowe + w wielu wypadkach niezależność
        ekonomiczna kobiety.
        Czego my więc od siebie oczekujemy? Jest chyba
        oczywiste że kobieta próbuje się przystosować do
        takiej sytuacji. Każdy organizm żywy musi
        przystosować się do otoczenia żeby przeżyć. Nie
        obwiniajmy wiec "Trzecich".
        Prosze mnie zle nie zrozumiec, ja nie jestem za
        wiarołomstwem czy rozwiązłością, ale dlaczego
        ciężarem utrzymywania ogniska rodzinnego ma byc
        obarczana kobieta: ta pierwsza, trzecia, czy z innym
        numerkiem?

        • Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc do Sylwi IP: *.ipartners.pl 04.07.01, 14:05
          Gość portalu: Sylwia napisał(a):

          > Dlaczego niby meżczyzna nie potrafi powiedziec NIE.
          > Zdolnosc mowienia nie nie zalezy od plci, lecz od
          > sily charakteru. Moze wiec powinnas sie cieszyc ze
          > uwolnilas sie od tego slabego pozbawionego charakteru
          > czlowieka wmiare wczesnie, i nie zmarnowalas sobie
          > calego zycia lecz tylko kilka lat mlodosci, a cale
          > zycie jeszcze przed toba. Wiem ze to brzmi okropnie
          > bo na pewno go kochalas ale on nie byl wart twojej
          > milosci.

          Też to sobie powtarzam, że całe życie przede mną. A on, skoro jeszcze taki
          niezdecydowany, zbyt dziecinny by towarzyszyć mi w życiu, jeśli mam mieć przy
          sobie kogoś kto nie będzie potrafił nikomu odmówić tylko własnej żonie potrafi
          się postawić, to wolę być sama i sama borykać się tylko ze swoimi problemami a
          nie jeszcze dźwigać jego kłopoty. I do tego szarpać sobie nerwy.

          > Prosze mnie zle nie zrozumiec, ja nie jestem za
          > wiarołomstwem czy rozwiązłością, ale dlaczego
          > ciężarem utrzymywania ogniska rodzinnego ma byc
          > obarczana kobieta: ta pierwsza, trzecia, czy z innym
          > numerkiem?

          Tylko dlaczego mam pogodzić się z tym, ze mój partner musi mnie zdradzać bo takie
          są statystyki. Jak chce mieć harem to niech zmieni wyznanie i kraj
          zamieszkiwania, pochodzenie (no tak ale tego zminić się nie da). Jeśli chce mieć
          wiele kobiet to niech nie zakłada rodziny składając przysięgę, że będzie wierny
          jednej. A utrzymanie ogniska rodzinnego - co to za rodzina, kiedy ludzie się
          zdradzają na prawo i lewo, kiedy prowadzą podwójne życie, kiedy nie ma zaufania,
          kiedy nie potrafią już ze sobą rozmawiać, bo tak naprawdę nie ma oczym... To już
          nie jest rodzina i właściwie nie ma czego utrzymywać.

          A mój ex nie zasługiwał na moje zaufanie i uczucie.
          Pozdrawiam i dzięki za słowa optymizmu co do szansy na lepszy związek w
          przyszłości. Mam nadzieję, że uda mi się zaufać.

          • Gość: kuba Re: Czy moglabys byc do Sylwi IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 04.07.01, 14:50
            Zaraz, chwila, spokojnie z tymi statystykami. Nie jestem co prawda żonaty i nie
            wiem, jaki bede miał stosunek do zdrady, będąc z żoną np. po 10 latach
            małżeństwa, ale ja nie dopuszczam ze swojej strony żadnej zdrady. I nie jestem
            jakimś tam aniołkiem-wyjątkiem, owszem mam kumpli, którzy zdradziliby "z
            miejsca", ale mam też żonatych kolegów, którzy są szczęśliwi i nic im do
            szczęścia nie brakuje.
            83% - dużo, czy mało? Nie wiem. Ale wydaje mi się, że wybierając osobe, z ktora
            bedziemy zyc, wiemy czy można jej ufać. Jasne, jesteśmy tylko ludźmi i nigdy
            nie wiadomo, w jakich sytuacjach się znajdziemy, więc zawsze pozostaje jakiś
            znak zapytania. Ale opinia: wszyscy faceci zdradzają - jest deliktanie mówiąc -
            uogólnianiem...
            A co do tych wszystkich trzecich: ciekawe, czy ktoś taki zdaje sobie sprawę, że
            może za cenę swoich przyjemności i egoizmu np. zrujnowac życie jakiejś rodziny
            - niczemu niewinnych dzieci? Ciekawe, czy w ogóle myslicie o konsekwencjach?
            • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do kuby IP: *.regionet.pl 04.07.01, 18:53
              Gość portalu: kuba napisał(a):

              > Zaraz, chwila, spokojnie z tymi statystykami. Nie
              jestem co prawda żonaty i nie
              >
              > wiem, jaki bede miał stosunek do zdrady, będąc z żoną
              np. po 10 latach
              > małżeństwa, ale ja nie dopuszczam ze swojej strony
              żadnej zdrady. I nie jestem
              > jakimś tam aniołkiem-wyjątkiem, owszem mam kumpli,
              którzy zdradziliby "z
              > miejsca", ale mam też żonatych kolegów, którzy są
              szczęśliwi i nic im do
              > szczęścia nie brakuje.
              > 83% - dużo, czy mało? Nie wiem. Ale wydaje mi się, że
              wybierając osobe, z ktora
              >
              > bedziemy zyc, wiemy czy można jej ufać. Jasne,
              jesteśmy tylko ludźmi i nigdy
              > nie wiadomo, w jakich sytuacjach się znajdziemy, więc
              zawsze pozostaje jakiś
              > znak zapytania. Ale opinia: wszyscy faceci zdradzają
              - jest deliktanie mówiąc -
              >
              > uogólnianiem...

              Ciesze sie ze tak mowisz, i chcialabym zeby tak bylo.


              > A co do tych wszystkich trzecich: ciekawe, czy ktoś
              taki zdaje sobie sprawę, że
              >
              > może za cenę swoich przyjemności i egoizmu np.
              zrujnowac życie jakiejś rodziny
              > - niczemu niewinnych dzieci? Ciekawe, czy w ogóle
              myslicie o konsekwencjach?

              A co do tych wszystkich zdradzajacych żon i mężów:
              ciekawe czy ktoś taki zdaje sobie sprawe ze za cene
              swojej przyjemności i egoizmu mogą zrujnowac życie
              WŁASNEJ rodziny, niczemu niewinnych własnych dzieci,
              KTORYCH PRZECIERZ POWINNI ZA WSZELKA CENE CHRONIC, BO
              SA BEZBRONNE I NIE MOGA LICZYC NA NIKOGO TYLKO NA
              RODZICOW,? Ciekawe czy wogole mysla o konsekwencjach.

              pozdrawiam

              • Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do Kuby IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.01, 19:41
                Jezeli jestes tym samym Kuba, ktory w kilku miejscach tego forum dzielil sie juz swoimi pogladami
                na zycie, to na wypadek gdybys nie przeczytal mojego komentarza przy temacie Czego kobiety
                oczekuja od mezczyzn chcialabym powtorzyc, ze dobrze robi swiadomosc, ze jeszcze sa tacy faceci.
                Moc pozdrowien
                Monika
                • Gość: kuba Re: Czy moglabys byc -do Kuby IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 05.07.01, 12:15
                  Gość portalu: Monika napisał(a):

                  > Jezeli jestes tym samym Kuba, ktory w kilku miejscach tego forum dzielil sie ju
                  > z swoimi pogladami
                  > na zycie, to na wypadek gdybys nie przeczytal mojego komentarza przy temacie Cz
                  > ego kobiety
                  > oczekuja od mezczyzn chcialabym powtorzyc, ze dobrze robi swiadomosc, ze jeszcz
                  > e sa tacy faceci.
                  > Moc pozdrowien
                  > Monika

                  No to chyba o mnie. Dzięki Monika, czytałem komentarz. To chyba jestem idealny,
                  bo właśnie nie umiem wbić gwoździa, a z żarówką tez ciężko...
              • Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do kuby IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 10:38
                Ale dlaczego od razu tak "z grubej rury"? Może "skok na bok" to nie jest
                całkiem OK, ale czy czysto fizyczna, jednorazowa przygoda, pod warunkiem że się
                tej trzeciej niczego nie obiecuje i stawia sprawę jasno, nie musi powodować
                krzywdzenia dzieci, rozpadu małżeństwa, itd. To brzmi obłudnie, ale u facetów
                często tak jest, że to wcale nie znaczy że się swojej żony nie kocha. Jest to
                po prostu uleganie swoim zwierzęcym pociągom. Niektórzy mogą sie opanować,
                niektórym trudniej. Chodzi tylko o to, że by nie był to związek "na boku"
                powiązany z zaangażowaniem emocjonalnym którejkolwiek ze stron
                • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 10:53
                  i nie miał byś nic przeciwko temu żeby twoja żona cie
                  tak jednorazowo zdradzała bez zaangażowania
                  emocjonalnego?
                  • Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 11:35
                    Pewnie bym trochę przeszkadzało. Znaczyło by to chyba, że nie do końca się
                    spełnia ze mna w łózku. Najgorzej, jeżeli robiła by to jawnie, nie zwracając
                    uwagę na mnie, na otoczenie. Znaczyło by to, że w ogóle ja nie obchodzi co
                    czuję. Jezeli byłby to wyskok typu "przystojny kelner na wakacjach", który
                    starała sie ukryć, a którym dowiedział bym się jakims dziwnym przypadkiem, to
                    jakoś bym to przeżył. Mógłbym potraktować to nawet z pewna dawką humoru na
                    temat temperamentu mojej żony - w końcu to on byłby tym wykorzystanym kawałkiem
                    mięsa. Czasami zresztą dobrze jest wiedzieć, że żona innym też się podoba.

                    Tak dla wyjaśnienia - jestem zonaty od trzech lat, nie zdradziłem, chociaż
                    przyznam się, ze nie raz miałem na to ochotę (okazji tez nie brakowało)
                    • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 13:12
                      To rozsądne i trzyma sie kupy co piszesz. Ale to mi
                      nasowa myśl jak różni sa ludzie ich charaktery,
                      potrzeby i oczekiwania. Dobrze by było gdyby sie
                      jakoś rozsądnie dobierali, tak zeby mieli podobne
                      podejście również do spraw seksu. Albo przynajmniej
                      znali sie pod tym wzgledem, ale do tego to potrzebna
                      jest dobra komunikacja, szczerość i zaufanie.
                      Jednak rozumiesz że gdy inna kobieta jest dla ciebie
                      cudowna tylko pod wzgledem seksualnym, to moze to byc
                      krzywdzace dla żony, bo znaczy że żona cie pod tym
                      wzgledem nie do końca zadowala.(to odnosząc sie do
                      twojego innego posta)
                      Pozdrawiam
                      • Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 14:14
                        Gość portalu: Sylwia napisał(a):

                        > To rozsądne i trzyma sie kupy co piszesz. Ale to mi
                        > nasowa myśl jak różni sa ludzie ich charaktery,
                        > potrzeby i oczekiwania. Dobrze by było gdyby sie
                        > jakoś rozsądnie dobierali, tak zeby mieli podobne
                        > podejście również do spraw seksu. Albo przynajmniej
                        > znali sie pod tym wzgledem, ale do tego to potrzebna
                        > jest dobra komunikacja, szczerość i zaufanie.
                        > Jednak rozumiesz że gdy inna kobieta jest dla ciebie
                        > cudowna tylko pod wzgledem seksualnym, to moze to byc
                        > krzywdzace dla żony, bo znaczy że żona cie pod tym
                        > wzgledem nie do końca zadowala.(to odnosząc sie do
                        > twojego innego posta)
                        > Pozdrawiam

                        Nie uważam, żebyśmy się jakoś szczególnie niedobrali, ani w żadnym wypadku nie
                        żałuje swojeogo wyboru. Wydaje mi się, że na ogół jak się kochamy to zadowalamy
                        się wzajemnie, czyli jakościowo jest zupełnie OK . Tylko że ja chętnie bym to
                        robił o wiele częściej... Nie jest jakoś tragicznie pod tym względem, po prostu
                        żona ma trochę mniejszy temperament, szczególnie od czasu jak urodziła nam się
                        córeczka. Czyli odpada możliwość dobrania się pod tym względem przed ślubem - to
                        się niestety zmienia. Nie wiem, może jestem trochę zwierzak :-)

                        Poza tym słyszałem, że po 40 u mężczyzny libido spada, u kobiety wzrasta. Ciekawe
                        co będzie wtedy? :-)
                        • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 15:12
                          Nie chodziło mi o temperament seksualny, tylko o samo
                          podejście do tych spraw, czyli żeby żona należała do
                          tych kobiet(a na pewno jest ich sporo) które też
                          przyjmą z poczuciem humoru fakt że ich partner gdzieś
                          na wczasach z seksowna kelnerka...Każdy mierzy swiat
                          własną miarą, ja nie mogłabym zdradzić kogoś kogo
                          kocham, dlatego uznałabym ze ktoś kto mnie zdradził
                          nie kocha mnie.

                          czasami mecza mnie takie fantazje, że tez chyba
                          jestem troche zwierzak...(twoja zone pewnie tez
                          czasem mecza)
                          pozdrawiam
                          • Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 17:29
                            nie sądzę że ją męczą, właściwie bym chciał żeby trochę bardziej była
                            zwierzakiem...

                            ale i tak jest bardzo kochana
      • Gość: mika Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.01, 00:46
        Myślałam, że tylko mnie to spotkało. dzięki, naprawdę dzięki za to wyznanie.
        Też mam męża, bardzo fajnego, jest mi z nim świetnie. I też pojawił się On.
        Trwa to już ponad pół roku, te myśli niesutanne, budzę się z nim, zasypiam z
        nim w głowie, cos okropnego. Wcale nie jest lepiej, chociaż spotykamy się raz
        na miesiąc w miejscach publicznych. On ma żonę, ale też tak odjechał. Walczymy
        z całych sił żeby nic się nie stało, ale to jakaś beznadzieja. Mam depresję jak
        smok, nawet zaczęłam brać prochy. Jeden dzień bez rozmowy telefonicznej chociaż
        30 s jest absolutnie nie do przeżycia. Ale walczymy i jak na razie nie
        wyszliśmy poza uścisk dłoni. mam nadzieję, że dalej nic się nie stanie. napisz
        co u ciebie!
    • Gość: mark Re: Czy moglabys byc IP: *.*.*.* 05.07.01, 05:55
      Przyznam ze z zapartym tchem przeczytalem wszystkie wpisy - pozwolcie Panstwo
      ze podziele sie moim zdaniem. Na poczatek wyjasnienie; mam 42 lata, zonaty od
      17, dzieci w w ieku 16 i 12. Pobralismy sie po bardzo (nawet szokujaco)
      krotkiej znajomosci. Wielka milosc? Teraz nazywam to "wielkim zauroczeniem", bo
      prawdziwa milosc przyszala pozniej. W pierwszym roku zdradzalem na potege; dwie
      stale przyjaciolki jeszcze z czasow kawalerskich (vide krotki okres znajomosci
      przed slubem), a z racji pracy (wowczs firmy polonijne), rozjazdow i aparycji
      (ja sie nie chwale - probuje dojsc do punktu), nigdy nie mialem problemow z
      okazjami i ich wykorzystaniem. Dlaczego?

      Gość portalu: Sylwia napisał(a):

      > Dlaczego niby meżczyzna nie potrafi powiedziec NIE.
      > Zdolnosc mowienia nie nie zalezy od plci, lecz od
      > sily charakteru

      Przepraszam ale nie zgadzam sie. Mezczyzna podchodzi do tego bardziej
      fizjologicznie, mam nawet wrazenie, ze jest to pozostalosc z instynktu
      mysliwego. Zdrada liczy sie od momentu zaangazowania uczuciowego. Dlatego tez
      powiedzenie ze zdrada jest dokonana tylko przez kobiete, a nigdy przez
      mezczyzne, ma pewne podstawy emocjonalne; kobieta najpierw oddaje serce a potem
      cialo - u mezczyzny jest odwrotnie.
      Co do dalszych losow mojego malzenstwa, to moja zona nigdy sie nie dowiedzala o
      tych "przygodach", po roku wyjechalismy z kraju, zaczelismy budowac nasze zycie
      za oceanem i... od 16 lat jej nie zdradzilem. Nie ze nie mam okazji, czy moj
      instynkt mysliwego sie stepil - absolutnie, po prostu moja zona pomogla wydobyc
      ze mnie moja dojrzalosc, jest to prawdziwa milosc i nie bardzo widze siebie z
      kims innym, nawet przez noc...Nasze malzenstwo jest jej dzielem...

      Pozdrawiam - mark
      • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do MARKA IP: *.regionet.pl 05.07.01, 10:47
        Gość portalu: mark napisał(a):

        >
        >
        >
        >
        > Przepraszam ale nie zgadzam sie. Mezczyzna podchodzi
        do tego bardziej
        > fizjologicznie, mam nawet wrazenie, ze jest to
        pozostalosc z instynktu
        > mysliwego. Zdrada liczy sie od momentu zaangazowania
        uczuciowego. Dlatego tez
        > powiedzenie ze zdrada jest dokonana tylko przez
        kobiete, a nigdy przez
        > mezczyzne, ma pewne podstawy emocjonalne; kobieta
        najpierw oddaje serce a potem
        >
        > cialo - u mezczyzny jest odwrotnie.


        Nie napisałes tu oczywiscie nic nowego, meżczyzni
        często podaja ten argument, dla mnie jest to czysta
        racjonalizacja, po prostu usprawiedliwianie sie przed
        sobą. To świetny pomysł wymyślić sobie teorie która nam
        pozwala bez skrupułow i wyrzutów sumienia robic
        najgorsze swiństwa. Tyle że takich teorii to sobie może
        wymyślić również kobieta na pęczki, to kwestia
        wyobraźni. Zresztą przyznając sie że rządzą tobą
        instynkty, sam podważasz siłe swego charakteru. Kobieta
        też ma instynkty, a różne podejście do mowienia NIE to
        proces kulturowy, a nie biologiczny. Pogląd że kobieta
        nie może uprawiać seksu bez zaangażowania emocjonalnego
        jest po prostu ZACOFANY(gdybyś przeczytał dokładnie
        wszystkie posty to byś o tym wiedział), a stwierdzenie
        że tak naprawde to tylko kobieta zdradza, mężczyzna zaś
        własciwie nie to czysty szowinizm. Gratuluję
        naprawde.)))

        I jeszcze jedno. Zawsze mnie dziwiły takie poglądy jak
        twoje, bo jest w nich albo wielka niekonsekwencja, albo
        jeszcze wieksza podłość. Z jednej strony twoje skoki w
        bok to czysta fizjologia, traktujesz swoje partnerki
        niemal jak gumowe lalki, z drugiej jesteś przekonany że
        kobieta to tak bez uczuć nie może. Nie sądzisz że w tej
        sytuacji w najpodlejszy sposob krzywdziszłeś swoje
        seksualne partnerki które MUSZA być w tobie zakochane,
        gdy tymczasem one sa dla ciebie jedynie przedmiotem
        zwierzecej chuci? A może bez uczuć to nie może tylko
        twoja żona? Jak ta teoria fajnie sie wije żebyś tylko
        ty mogł wyjść na swoje.
        Przepraszam ciebie to już nie dotyczy, to tokie ogolne
        dywagacje na temat.
        Napisałeś jednak coś pieknego i jednocześnie bardzo
        prawdziwego:
        > C to prawdziwa milosc i nie bardzo widze siebie z
        > kims innym, nawet przez noc...
        >
        Też sądze że tylko w imie prawdziwej miłości potrafimy
        bez trudu dochować wierności.
        Z małżenstwami zaś jest różnie, twoja żona też
        teoretycznie mogła nie być taka nie uswiadomiona co do
        twoich zdrad. Byłeś przystojny, może miałeś kase i
        perspektywy na przyszłość, opłacało jej sie mimo
        wszystko z tobą zostać, ostatecznie też mogła sie
        zabawić gdy ty byłeś w rozjazdach.

        pozdrawiam

        • Gość: Sabina Re: Czy moglabys byc do Mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 11:27
          Mirku, szczerze cię proszę wytłumacz mi jak ty to
          robisz. Jak możesz kochając własną żonę tulić,
          całować i może mówić że jest cudowna obcej kobiecie.
          Jak możesz robić coś o czym wiesz że jest krzywdzące
          dla osoby którą kochasz. Jak możesz mimo wszystko
          narażac się na to że stracisz w ten sposób osobę
          którą kochasz. I na koniec: przypadkowe skoki w bok
          to jednak niebezpieczeństwo zarażenia sie AIDS. Jak
          możesz narazać osobę która kochasz na to ze zarazisz
          ja tak strasznym wirusem. Jak możesz okłamywać osobe
          którą kochasz? Od dawna mnie nurtuje taka postawa,
          jesli możesz bardzo prosze o odpowiedz.Sabina
          • Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do Mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 11:45
            Po pierwsze, jak na razie tego nie zrobiłem.
            Po drugie, nie mowiłbym innej kobiecie żadnych kłamstw. Mogłbym mówić, ze jest
            cudowna w kontekście seksu, ale zo to ma wspólnego z miłością?
            Z AIDS możesz miec rację, ale czy prezerwatywa nie jest wystarczającym
            zabezpieczeniem? Ryzyko w kontaktach heteroseksulanych jest i tak o wiele
            mniejsze, z prezerwatywą jest raczej zupełnie znikome.
        • Gość: Wojt Re: Czy moglabys by IP: *.*.*.* 05.07.01, 11:28
          podoba mi sie ta polemika, tez jestem zonaty, i mam pewne problemy z zona
          natury seksualnej, ja chce kochac sie, ona mniej, ale zgadzam sie z pogladem ze
          facet ma w sobie cos ze zwierzaka i inaczej pojmuje sprawy seksualne,
          uwazam rowniez, ze kocham swoja zone, ale gdyby zdarzyla sie okazja to sadze ze
          bym ja wykorzystal, tylko dla urozmaicienia lub wyrownania niedosytu w
          malzenstwie, ktore jest czyms wiecej niz tylko seksem i jezeli w tej kwestii
          jest mniejsze porozumienie to powinienem, w zgodzie ze swoim sumieniem nadrobic
          straty emocjonalne, jednak zalezy mi na dlugotrwalym malzenstwie i robienie
          skokow na bok musi byd zwiazane z absolutna dyskrecja, tak aby jak wiele osob
          podkreslalo nie niszczyc zycia zonie, dzieciom, itd
          to jest tak, w zyciu kazdy daje rozne rady, a czlowiek powinien wybrac czy
          zrobic to co jest zgodne z jego postawa, charakterem, potrzebami,
          INFO dla KOBIET,
          jezeli moja zona potrzebowala by tego samego, ale z innym facetem, to przeciez
          jak bym sie nie dowiedzial to nie moglbym zalowac, a poza tym zawsze sobie
          wyobrazalem jak to jest w taki luznym zwiazku,gdzie bez ukrywania raz on, a raz
          ona czerpia korzysci z zycia,
          jak to mowia live fast and die young, a z drugiej strony milosc, wiernosc i
          uczciwosc malzenska, trzeba wybrac jaki konsensus
          pozdrawiam wszystkich rozdartych, ktorzy podobnie jak ja nie wiedza do konca co
          wybrac
          • Gość: Sylwia Re: Czy moglabys by do Wojta IP: *.regionet.pl 05.07.01, 12:56
            Nie sądze żeby istniał jeden słuszny sposób na życie.
            Prawde mówiąc czasem wydaje mi sie że takie wolne
            związki gdzie każdy bez ukrywania korzysta do woli z
            życia, są najdoskonalsze, szczególnie w chwilach
            zwątpienia, gdy w moim związku żle sie dzieje, gdy
            mam chęc na odmiane w sferze seksu, albo gdy zaczynam
            uswiadamiać sobie że zaczynam nudzić swojego
            mężczyzne. W życiu kieruje sie jedną nadrzendna
            zasadą : realizuje siebie i swoje pragnienia nie
            krzywdządz przy tym innych. To ma związek również z
            dochowaniem wierności sobie.
            Ale nie rozumiem podejścia: jak nie bede wiedział to
            mi nie bedzie żal. Ze sam nie wiesz, to nie zmienia
            faktu ze zona przezywala rozkosz, to niesamowite
            intymne przezycie z innym meżczyzną. Zresztą czy tu
            można coś ukryć? Są tak zwane sygnały podprogowe,
            które omijając swiadomość trafiaja prosto do
            podswiadomości: obcy ledwo uchwytny zapach na skórze
            żony, prawie niezauważalna zmiana zachowania,
            spowodowana namacalna obecnością innego mezczyzny w
            jej wspomnieniach. Ty ją całujesz a ona myśli: tamten
            robił to troch w inny sposób. Na poziomie
            podswiadomosci wiesz ze cie zdradziła, dręczy cie to
            a nawet nie wiesz co.
            Zresztą tak jak pisałam w swoim pierwszym liście,
            może by było lepiej gdybyśmy wszyscy dali sobie luzu
            i czadu, cofajac sie do poziomu prymitywnych plemion.
            Ale czy to nie byłby regres cywilizacyjny?

            pozdrawiam i życze trafnych decyzji.
          • Gość: mark Pozdrowienia... IP: *.*.*.* 06.07.01, 03:55
            ...dla Sylwi...

            ..."Nie napisałes tu oczywiscie nic nowego, meżczyzni
            często podaja ten argument...stwierdzenie
            że tak naprawde to tylko kobieta zdradza, mężczyzna zaś
            własciwie nie to czysty szowinizm"...

            Wcale nie jestem zaskoczony tym "szowinizmem" - czesto zastepuje "nie rozumie
            meskiej logiki". Roznice w sposobie myslenia mezczyzny i kobiety probowali
            wyjasnic i filozofowie i naukowcy. Ci pierwsi napisali tomy, ci ostatni oparli
            to na roznicy w ilosci testosteronu i adrenaliny. Moim zdaniem dosyc powiedziec
            ze "kobiety sa z Wenus a mezczyzni z Marsa". Zgadzam sie natomiast z tym, ze
            moze niezbyt dokladnie sie okreslilem;

            ..."Pogląd że kobieta
            nie może uprawiać seksu bez zaangażowania emocjonalnego
            jest po prostu ZACOFANY"...

            Tu masz racje; rownouprawnienie weszlo nawet do lozka (nie posadzaj mnie znowu
            tutaj o szowinizm - jestem za!), z tym ze mysle, ze gdyby "Titanic" topil sie
            dzisiaj, polowa emancypantek by krzyczala ze kobiety pierwsze, bo slaba plec.
            To jednak jest juz zupelnie inny temat.
            Co do mojej zony..."ostatecznie też mogła sie zabawić gdy ty byłeś w
            rozjazdach"...to tu wyznaje ta sama zasade co Wojt; "czego oczy nie widza -
            sercu nie zal" i bardzo mi sie podoba wypowiec trzeciej z tego forum;

            ..."Otóż facet, który nie potrafi ukryć, że ma kochankę, to osoba mówiąc
            deliaktnie - mało rozgarnięta (frajer) . Ja nie mogę wiedzieć takich rzeczy!
            Jeśli się dowiem, to facet spada na drzewo. Wiem, że to ogromna niekonsekwencja
            z mojej strony, ale nikt nie powiedział, że mam być konsekwentna"...

            Oczywiscie mam tutaj na mysli obie strony (rownouprawnienie).
            Sylwia - prosze nie zrozum mnie zle - ja na prawde nie jestem zadnym ladakiem.
            Przeszedlem rozne okresy w zyciu, jadlem chleb z roznych piecow i przekonalem
            sie ze nic w zyciu nie jest pewne. To ze mam tolerancyjne podejscie do sprawy
            trzecich, nie przeszkadza mi byc bardzo dobrym ojcem i wiernym mezem. Mialem w
            zyciu szczescie ze trafilem na kobiete, z ktora potrafilem sie uzupelnic.
            Zajelo to troche czasu, pracy i duzo dobrej woli obojga, ale sie oplacalo.

            Pozdrawiam wszystkich - powodzenia - mark
          • Gość: mark ...i jeszcze raz pozdrowienia... IP: *.*.*.* 06.07.01, 04:53
            ...dla Wojta...

            W sprawie ..."urozmaicienia lub wyrownania niedosytu w malzenstwie"...

            ...to pozwol ze opowiem Ci pewna historie. Otoz pare lat temu mielismy z zona
            problem. Wiesz jak to jest w zyciu - cos nie idzie dokladnie tak jak
            zaplanowales i nagle wszystko inne tez wali Ci sie na glowe. Nawet gdy
            zaczynalismy rozmawiac na inne tematy, konczylo sie na problemie. Nie, nie
            klocilismy sie, ale oboje bylismy znuzeni - trwalo to ladne kilka miesiecy.
            Pewnego dnia wyszedlem z biura wczesniej, kupilem kwiaty (pierwsze od bardzo
            dlugiego czasu) i poszedlem po zone. Nie musze Ci opisywac jej miny - totalne
            oslupienie. Poszlismy na kolacje a pozniej do baru. Minelo troche czasu zanim
            doszla do siebie, ale w barze bylismy jak na naszej pierwszej randce! Stawalem
            na szczytach swojej elokwencji i poczucia humoru, a ona smiala sie i spuszczala
            oczy jak siedemnascie lat temu. Przypomnielismy sie sobie i to co nas do siebie
            przyciagnelo. Kilka dni pozniej, wracam z pracy a otwiera mi drzwi - kompletnie
            inne uczesanie, szalowy kolor inny makijaz. Wiedzialem, ze bylo to tylko dla
            mnie, a gdy w koncu udalo mi sie podniesc szczeke z podlogi, to...no, dobrze ze
            dzieci nie bylo w domu...
            Problem zrobil sie dziwnie mniejszy i stosunkowo latwo dalismy sobie z nim
            rade, za to wypady do barow, knajpek, pubow, klubow itd, itp zrobily sie dla
            nas czyms bardzo waznym i "naszym"...

            ... a co do..."mam pewne problemy z zona natury seksualnej, ja chce kochac sie,
            ona mniej"...

            ...to jedynie jak moge to skomentowac, to tak, ze znajdujac ta trzecia,
            wejdziesz w cos, co jest zwiazkiem, a to moze miec wplyw na Twoja rodzine.
            Kazdy telefon w domu bedzie Cie bolal, bo nigdy nie bedziesz wiedzial czy to
            kolega do syna, czy "zyczliwy(a) do zony. Nie chce rozpetywac tutaj wojny, ale
            domy publiczne, to byly na prawde potrzebne instytucje - nie byloby tylu
            rodzinnych tragedii.

            Pozdrawiam wszystkich - powodzenia - mark


        • Gość: kuba Re: Czy moglabys byc do MARKA IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 05.07.01, 12:10
          Gość portalu: Sylwia napisał(a):

          To świetny pomysł wymyślić sobie teorie która nam
          > pozwala bez skrupułow i wyrzutów sumienia robic
          > najgorsze swiństwa.


          Zgadzam się w 100%. Ok, pokusy są i zawsze będą. I przed kobietami i mężczyznami.
          My mężczyźni tacy jesteśmy, że mając u boku piękną kobietę i tak, chociażby
          odruchowo, obejrzymy się za inną. Tylko pozostaje tutaj kwestia wyboru, co z tym
          zrobimy dalej. Miłość i życie z inną osobą, to moim zdaniem, między innymi
          umiejętność trzymania na wodzy swoich emocji, przede wszystkim w tych trudnych
          chwilach. Właśnie wtedy, gdy przychodzi kryzys po kilku latach małżeństwa, kiedy
          minęło pierwsze zauroczenie, kiedy nawet nie masz ochoty wracać do własnego domu.
          No i co, czy za każdym razem, kiedy masz kryzys w domu, zamierzasz się naiwnie
          usprawiedliwiać i uciekać od swoich problemów w jakies romanse?
          A jakiekolwiek usprawiedliwanie przed sobą zdrady przypomina mi dziecinne (bez
          obrazy) usprawiedliwianie alkoholika, dlaczego wypił kieliszek. Każdy pretekst i
          usprawiedliwienie jest dobre...
          • Gość: mark ...i specjalne pozdrowienia dla kuby! IP: *.*.*.* 06.07.01, 05:06
            Zycze Ci na prawde szczescia w zyciu - wyglada, ze jestes dobrym czlowiekiem i
            na nie zaslugujesz, pamietaj jednak, ze malzenstwo to sa dwie osoby, a nie
            tylko Ty i to co TY bedziesz chcial, nie zawsze bedzie najwazniejsze...
    • Gość: kathy Re: Czy moglabys byc IP: 195.117.174.* 05.07.01, 12:05
      Nie, chociaż raz omal się w to nie uwikłałam.Na szczęście w porę się
      opamiętałam. Miałam 20 lat on 10 więcej i żonę. Nie kochali się już, jego żona
      była materialistką, niezbyt sympatyczną osobą (to nie była moja opinia, ja za
      słabo ją znałam, by ją oceniać), nie mieli dzieci ( ona nie chciała, według
      niego). Nie kochałam go, ale niesamowicie mnie pociągał fizycznie! Tak, że z
      mojej strony byłby to czysty seks. Nie wiem jak to sie stało, ale zrezygnowałam
      z niego. Niedługo potem zakochałam się w chłopaku, który teraz jest moim mężem
      i jest nim od lat 15.
      Co do tamtego, to jego małżeństwo się rozpadło po 2 latach, mam satysfakcję, że
      nie ja się do tego przyczyniłam. Ciężko byłoby mi żyć z poczuciem winy.
    • Gość: Ala Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 12:25
      Byłam "tą trzecią" i być może znów będę...
      Jest mi ciężko, nie mam komu się zwierzyć, chociaż potrzebuję się wygadać.
      Powodem, dla którego się zdecydowałam, są problemy z poczuciem własnej
      wartości, brak wsparcia ze strony np. matki. Nie chcę kreować się na ofiarę,
      ale wydaje mi się, że sama nie jestem w stanie poradzić sobie z tym wszystkim,
      co determinuje moje zachowanie, na psychoterapeutę mnie nie stać, a koleżanek
      nie chcę odstraszać ani zajmowac im czasu - nie mam osoby, która chciałaby mi
      poświęcić swoją uwagę.
      Druga sprawa: zanim "poszłam z żonatym" nie rozumiałam, dlaczego jakikolwiek
      żonaty mężczyzna ma być dla mnie "nietykalny" (taki przekaz, choc nie wprost,
      dostałam od matki).Czy żonaty nie jest myslącym człowiekiem i nie powinien
      decydować sam, co chce zrobić, a co nie i liczyć się z konsekwencjami swoich
      decyzji? Lubiłam więc drażnić co poniektórych "zajętych" niewinnymi flircikami.
      W końcu jeden z nich uparł się na tyle, że mnie "przeleciał". Chciałam tego, bo
      byłam "starą dziewicą" do tego z temperamentem i lubiącą seks.
      Był to jednak - myslę - również romans "emocjonalny", dużo rozmawialiśmy, ja
      zakochałam się w nim. Jemu też podobał się seks ze mną (być może z żona mial
      mniej okazji - mają małe dziecko). Strasznie mnie denerwowalo, że nalegał
      na "schadzki" - ja starałam się nic na nim nie wymuszać. Po ok. 2 mies,
      jego "samowolki" żona zaczeła go kontrolowac. Zadzwoniła do mnie, pytając, jaką
      rolę zamierzam spełniac w ich małżeństwie - powiedziałam jej, zeby problemy
      dotyczace jej męża wyjaśniła sobie najpierw właśnie z nim.
      On o swojej żonie wyrażał się w większości pozytywie, jeśli czasami opowiadal o
      jakichś nieporozumieniach , to takim tonem, jakby chciał zrobic mi przyjemność.
      Byłam zazdrosna i bardzo do niego przywiązana, nie wybrażałam sobie swojej
      egzystencji bez niego -ale zerwałam.
      Romans trwał pół roku.
      Obecnie poznalam innego napalonego żonatego (nie ma małych dzieci, ale jego
      żona jest po ciężkiej chorobie) i znowu w to brnę. Ten jednak przynajmniej
      narazie stwierdził, że do uległości zmuszać mnie nie będzie, sam może też się
      waha...Lubię go i szanuję, odpowiada mi w łóżku, ale "taakiej miłości" jak
      poprzednia z tego nie będzie...
      Po co to wszystko piszę? Chciałabym, żeby "zdradzane mężatki" zauważyły, że "te
      trzecie" nie są bezwstydnymi rozpustnicami, a nierzadko są wykorzystywane przez
      ich wspaniałych mężów (no i dobrze im tak, skoro się daja no nie?). Kochankom
      zaś radzę, żeby starały się nie łudzić, że to normalne uczucie
    • Gość: super do walczacej, miki i Ali IP: *.gazeta.pl 07.07.01, 00:26

      dziewczyny!
      Uciekajcie, kiedy jest jeszcze szansa

      uklad, w ktory wchodzicie bardzo Was pokaleczy
      bardzo
      I - kiedy mowie o ucieczce - nie chodzi mi juz nawet o odpowiedzialnosc za rodzine jego i Wasza
      (choc w ostatecznym rozrachunku, to pewnie jest najwazniejsze)
      chodzi o to, ze to, w co sie ladujecie Was moze zmiazdzyc
      zareczam, ze jest potezniejsze od Was

      Mika pisze, ze nie wyobraza sobie dnia bez telefonu od swego kochanka
      bez 30 sekund rozmowy z nim
      A ja mysle, ze to musi ja potwornie bolec: 23 godziny 59 minut i 30 sekund potwornego bolu na dobe
      strasznie bola kosci, okropnie bola miesnie - i nie jest to przenosnia - to naprawde boli
      i do tego Twoje wlasne mysli Cie oszalamiaja
      nie mozesz sie skupic
      nie mozesz pracowac
      nie mozesz opanowac drzenia rak
      pocisz sie
      placzesz
      boisz sie, ze sie wyda
      ze wszyscy sie dowiedza
      a najbardziej boisz sie tego, ze juz nigdy wiecej nie zadzwoni
      ze juz Cie zostawil

      w pracy
      seks byle gdzie, ktory wydaje Ci sie najwspanialszym doznaniem
      nie myslisz o tym, ze to upokarzajace
      nawet Ci to do glowy nie przyjdzie
      calym cialem pragniesz tych kilku minut w jakims ciemnym kacie
      zaryzykujesz dla nich wszystkim
      snia Ci sie te chwile po nocach
      i nie dopuszczasz do siebie mysli, ze mowi o Was cala firma
      wydaje Ci sie niemozliwe, ze wszyscy widza, co sie dzieje

      w domu
      co chwila zamykasz sie w lazience, ukrywasz sie w piwnicy i czekasz na swoja codzienna dawke:
      30 sekund rozmowy, najczesciej krotki SMS
      przemykasz codzien obok swoje drugiej polowy
      do siebie szepczesz, ze jestes szmata
      jemu mowisz, ze coraz masz wiecej zadan w pracy, ze z tego wynika zmeczenie i nerwowosc
      i marzysz o tym, by dluzej spac,
      bo wtedy nie trzeba byc w domu
      nie trzeba rozmawiac
      nie trzeba patrzec w oczy
      nie trzeba byc tu
      mozna byc tam

      zastanowcie sie, ile bedzie trwac powrot do zycia z takiego stanu
      i nie lodzcie sie, ze da sie to policzyc w tygodniach, czy w miesiacach
      kiedy wreszcie zrozumiecie, ze spadacie w waska, czarna, gleboka dziure
      moze sie okazac, ze nie ma nikogo, kto jest w stanie Was z tego wyciagnac
      bedziecie mialy duzo szczescia, jesli ktos Wam poda reke i wyciagnie z tego bagna
      moze wlasnie maz
      jesli to wytrzyma

      uciekajcie
      szkoda Was
      • Gość: Smok Re: do walczacej, miki i Ali IP: *.regionet.pl 07.07.01, 10:31
        Bzdury.))))))))))
        Wszystko co powinnyscie zrobić, to zdystansować sie
        do wlasnych uczuc, troche zrownowazenia, dzialac
        zimno i sprawnie.
        Bierzcie przyklad z mezczyzn.
        • Gość: kathy Re: do walczacej, miki i Ali IP: 195.117.174.* 09.07.01, 07:45
          Gość portalu: Smok napisał(a):

          > Bzdury.))))))))))
          > Wszystko co powinnyscie zrobić, to zdystansować sie
          > do wlasnych uczuc, troche zrownowazenia, dzialac
          > zimno i sprawnie.
          > Bierzcie przyklad z mezczyzn.


          Ale wzorzec!
    • Gość: Mu! trzecia a moze lepiej 'a trois' ? IP: *.wiedza.icu.pl 09.07.01, 17:47
      sara napisał(a):

      po co konspira i rozwody a nie lepiej 'a trois' ? znaczy one dwie (w tym zona) i
      ja jeden ;-), jak sie zmacze to one sie zajmuja soba a ja mam uczte dla oczu ...

      > Znam kogos, kto sie na to zdecydowal. Ma puste weekendy i zyje w konspiracji.
      > Niezla matnia!

      • Gość: AGA Re: Do Walczacej i Miki IP: *.oknet.com.pl 17.07.01, 12:23
        Nie zapanujecie nad tym dziewczyny.Z tego co obie napisalyscie jest bardzo
        niedobrze.Przechodzilam to samo i walczylam dlugo.Najpierw 5 lat samego
        zauroczenia i udawania,ze nic sie nie dzieje.On jest porzadnym (wiem,ze to
        dziwnie brzmi) facetem wiec nie robil podchodow,a ja nie dopuszczalam mysli,ze
        kiedykolwiek bylabym zdolna do zdrady(a juz w ogole z zonatym).Niemniej jednak
        bylo COS i kazde z nas nosilo to w podswiadomosci.Potem on mial chwile slabosci
        i przyznal sie,ze to COS istnieje.Nie wiedzialam co robic,bo sadzilam,ze nigdy
        do tego nie dojdzie i nie przygotowalam sie psychicznie.Powiedzialam "nie" i
        dalej walczylam.Trwalo to 10 miesiecy ale nie dalam rady.Teraz jestesmy razem
        chociaz kazde z nas ma rodzine.Nie wyobrazam sobie zebym mogla czuc cos
        podobnego do innego mezczyzny i nie chodzi o sex czy o chemie. Pisze to po
        to,zeby wam uswiadomic,ze nie zapanujecie nad tym jesli nie zerwiecie
        kontaktu.Na moim przykladzie widac,ze nie da sie.Jest jedna szansa - milosc do
        meza.Zdarza sie,ze ten trzeci jest tylko zauroczeniem i chemia.Wtedy mozna
        przeczekac i samo mija,a meza kocha sie dalej.W innym przypadku pozostaje to co
        mam ja - uwiklanie w bolesny zwiazek bez przyszlosci,bezustanne mysli o tym ze
        nie ma usprawiedliwienia dla takiego postepowania.
        • Gość: walcząca Re: do AGI IP: *.man.bialystok.pl 17.07.01, 14:55
          Cieszę się, choć to dziwnie brzmi, że ktoś przeżywa coś podobnego. Wiem to
          wszystko o czym piszesz, ale nie jest proste w realizacji np. zerwanie
          wszystkich kontaktów (razem pracujemy). Po za tym ostatnio przez miesiąc był On
          na urlopie, nie chciało mi się chodzić do pracy, a jednoczesnie cieszyłam się
          że moge spokojnie pracować. W końcu wydawało mi się że hormony sie uspokoiły. Z
          mężem spędzaliśmy fajne chwile i wogóle wszystko zdawałoby się że jest ok. Ale
          on w końcu wrócił z urlopu, opalony... i chyba dalej już nie musze pisać.
          Wszystko rozpoczęło się od nowa...
    • Gość: kd Re: Czy moglabys byc IP: *.gazeta.pl 17.07.01, 11:39

      ja nie
      • Gość: lala Re: Czy moglabys byc - do walczacej IP: *.gazeta.pl 17.07.01, 16:13

        walczaca - jesli jestes WALCZACA, to sobie poradzisz. Wierze w Ciebie.
        • Gość: kuba Re: Czy moglabys byc IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 17.07.01, 16:56
          Ludzie, po co Wam to wszystko?
          Ja nie chcę już nikogo krytykować, jezeli sumienie Wam na to pozwala, to Wasza
          sprawa, ale po co te wszystkie powikłania, brnięcie w nieszczęśliwą miłość?
          Każdy jest spragniony miłości, ale czy trzeba jej właśnie szukać wsród cudzych
          mężów i żon? To jakaś moda, czy co? Nie ma już wolnych kobiet i mężczyzn, z
          którymi można być szczęśliwym?
          Powiecie: miłość nie wybiera. A trochę wybiera, bo jak ja miałem propozycje
          romansów z żonatkami, to spierniczałem, gdzie pieprz rośnie, bo bałem się, że
          jedno się w drugim zakocha i co wtedy?
          Ja rozumiem: on wolny, ona wolna, są razem - coś nie wyszło, jest koniec, jest
          ból.
          Ale przecież takie zagmatwane związki niemal w 100% nie kończą się dobrze.
          Zawsze ktoś cierpi. Więc po co zaczynać?
          • Gość: AGA Re: Do Kuby IP: *.oknet.com.pl 18.07.01, 09:01
            Gdzies tam wczesniej w tym watku jest moja wypowiedz na temat, o ktorym
            piszesz.Ja tez "spierniczalam", bo nie byly mi potrzebne komplikacje w zyciu i
            nie chcialam komplikowac go innym.Udawalo sie doskonale,bo byly to zauroczenia
            i po chwili rozterek mijaly.Najwazniejsze,to nie zakochac sie.Nigdy nie wiesz
            Kuba co spotka cie w zyciu.Czasem mozna uciec,a czasem nie.Ktos wczesniej
            napisal(nie wiem czy akurat przy tym watku),ze mezczyzna najpierw idzie do
            lozka,a potem ewentualnie sie zakochuje a kobieta odwrotnie.Sam widzisz,ze
            Tobie jako mezczyznie latwiej jest uniknac zaangazowania-wystarczy,ze
            zapanujesz nad popedem i nie pojdziesz z kandydatka do lozka(troche
            uproscilam).Kobieta musi walczyc i z uczuciem i z tym,ze ukochanego mezczyzne
            pragnie.Czasem to ponad sily i nie zawsze jest mozliwosc uciec.Rozumiem Cie
            jednak,bo zawsze myslalam tak jak Ty.Problem w tym,ze nie bylam wystawiona na
            PRAWDZIWA pokuse i nie wiedzialam,ze sobie z tym nie poradze.Teraz juz nigdy
            nie mowie "nigdy" bo czlowiek sprawdza sie przez cale zycie i robi rzeczy,o
            ktorych myslal,ze nigdy nie zrobi.Wszystko zalezy od okolicznosci i od sily
            charakteru. Ja jestem widocznie slaba, a sumienie o ktorym piszesz... Sumienie
            nie pozwala i to jest dodatkowy gwozdz do trumny. Mam nadzieje Kuba,ze w Twoim
            zyciu nie wydarzy sie nic,co kaze Ci zdawac taki egzamin.Pozdrawiam.
            • Gość: kuba Re: Do Agi IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 18.07.01, 12:02
              No, z tym mechanizmem zakochiwania się, to rzeczywiście małe uproszczenie.
              Powiem tylko, że nie mierzyłbym wszystkich mężczyzn tą samą miarą...
              Wiesz, może rzeczywiście sytuacja, w której byłem, nie jest dokładnym
              odzwierciedleniem tego, o czym piszemy, ale też już troszkę przeszedłem i nie
              jest to tak, że tylko sobie teoretyzuję.
              Ja kochałem do nieprzytomności, nie widziałem nic poza nią, ale wiedziałem, że
              z takich, czy innych powodów, jest już za późno. Może o tyle było mi łatwiej,
              że wiedziałem, że sprawa jest zamknięta i nie pozostawało nic innego, jak tylko
              to przecierpieć. I minęło jakieś półtora roczku, zanim zacząłem znowu widzieć
              świat...
              Żeby było smieszniej (albo tragiczniej), za drugim razem, z inną kobietą, która
              kochałem, to ja podjąłem decyzję o tym, że nasz związek nie ma szans. A decyzja
              chyba nie była najłatwiejsza, skoro to ona po kilku miesiącach kogoś sobie
              znalazła (to jej obecny mąż, którego bardzo szanuję), a ja znowu przez jakiś
              roczek nie mogłem się pozbierać.
              Tak więc chyba nie piszę o czymś, czego w jakims stopniu nie doświadczyłem.
              Wiesz, myślę że nie można pisać, że coś jest ponad siły, właśnie dlatego, że
              nigdy nie wiemy, czy i kiedy będziemy musieli zdawac taki egzamin, czy tego
              chcemy, czy nie.
              Ja przechodziłem przez to dwa razy i dosłownie modlę się, żeby to już się nigdy
              nie powtórzyło, bo na to nie ma innej rady, jak tylko przeczekać i
              przecierpieć.
              A wracając do ninijszego wątku, powstaje pytanie, czy nie lepiej własnie uciec
              od razu od związku skazanego na niepowodzenie, żeby mniej cierpieć?
              Ja powiem szczerze - jakbym miał do wyboru, przeżyc jeszcze raz piekne chwile z
              ukochaną, mając świadomośc tego jak to się skończy, to bym dał sobie spokój. Za
              bardzo bolało.
              Nie, nie uważam, że jesteś słaba. Wydaje mi się, że na miłość nie ma mocnych i
              nie ma tu twardzieli, a ci którzy tak mówią, prawdziwie nie kochali. Ale nie
              uwazam też, że przez to nie mozna przejść.
              Nie chcę, żeby moja opinia była taka ponura. Ja, pomimo jakichś tam problemów,
              jestem optymistą, wciąż patrzę z nadzieją w przyszłość i wiem, że jeśli mi to
              szczęście pisane, to go zaznam.
              Sie zobaczy...
              Pozdrowionka!
              • Gość: AGA Re: Do Kuby IP: *.oknet.com.pl 18.07.01, 13:09
                Nie chce zebys pomyslal,ze jestem wscibska albo cos w tym rodzaju ale czy z
                tymi kobietami,ktore kochales laczylo cie tylko uczucie,czy bylo miedzy wami
                cos wiecej?Rozumiem,ze zadna z nich nie byla mezatka ale skoro nie byly to
                dlaczego uwazales,ze nalezy z tych zwiazkow zrezygnowac? Dlaczego te zwiazki
                nie mialy przyszlosci? Moze warto bylo walczyc... Moze niepotrzebnie sie
                poswiecales.Nigdy nie miales takiego uczucia? Kazde zakonczenie zwiazku jest
                cierpieniem ale kiedy milosc rozkwita i trwa - to jest piekne i do tego zawsze
                warto wracac. Mysle,ze kazdy kto pakuje sie w taki zwiazek swiadomie,czy
                podswiadomie musi zdawac sobie sprawe,ze to sie dobrze nie skonczy ale potrzeba
                przezycia chociaz kilku cudownych chwil jest moze warta pozniejszego bolu.
                Na koniec anegdotka: Moja sw.pamieci babcia zapytala kiedys swoja mloda synowa
                (moja mame)"Mireczko,czy ty masz kochankow?" moja mama wielce oburzona
                zaprzeczyla. "Biedactwo,to cy bedziesz wspominac na stare lata..." wzruszyla
                sie babcia.:-))Pozdrowienia.
                • Gość: Monika Re: Do AGI i Kuby IP: 157.25.119.* 18.07.01, 15:17

                  Gość portalu: AGA napisał(a):

                  > Nie chce zebys pomyslal,ze jestem wscibska albo cos w tym rodzaju ale czy z
                  > tymi kobietami,ktore kochales laczylo cie tylko uczucie,czy bylo miedzy wami
                  > cos wiecej?Rozumiem,ze zadna z nich nie byla mezatka ale skoro nie byly to
                  > dlaczego uwazales,ze nalezy z tych zwiazkow zrezygnowac? Dlaczego te zwiazki
                  > nie mialy przyszlosci? Moze warto bylo walczyc... Moze niepotrzebnie sie
                  > poswiecales.Nigdy nie miales takiego uczucia? Kazde zakonczenie zwiazku jest
                  > cierpieniem ale kiedy milosc rozkwita i trwa - to jest piekne i do tego zawsze
                  > warto wracac. Mysle,ze kazdy kto pakuje sie w taki zwiazek swiadomie,czy
                  > podswiadomie musi zdawac sobie sprawe,ze to sie dobrze nie skonczy ale potrzeba
                  >
                  > przezycia chociaz kilku cudownych chwil jest moze warta pozniejszego bolu.
                  > Na koniec anegdotka: Moja sw.pamieci babcia zapytala kiedys swoja mloda synowa
                  > (moja mame)"Mireczko,czy ty masz kochankow?" moja mama wielce oburzona
                  > zaprzeczyla. "Biedactwo,to cy bedziesz wspominac na stare lata..." wzruszyla
                  > sie babcia.:-))Pozdrowienia.
                  Anegdotka jest piekna. Brawo dla babci za poczucie humoru.

                  A swoja droga, wszyscy tutaj teoretyzujemy, bez wzgledu na nasze wczesniejsze doswiadczenia. W zyciu jest niestety tak, ze wcale sie tak wiele nie uczymy na bledach i z uporem maniaka powtarzamy stare, szczegolnie jezeli chodzi o uczucia.Tego sie nie da wykalkulowac, a jezeli ktos potrafi na chlodno podchodzic do kwestii swoich uczuc, to chyba cos z kims takim niedobrze. Najlepszy dowód, Kuba, ze sam dlugo dochodziles do siebie po zakonczonych zwiazkach. Nie zycze Ci, zeby jeszcze kiedys cos takiego Cie spotkalo, bo tez znam ten bol i wiem, jak dlugo wraca sie potem do swiata zywych, ale mylisz sie sadzac, ze w zderzeniu z prawdziwym uczuciem jakiekolwiek zdroworozsadkowe argumenty maja znaczenie.
                  Mozna sobie do upojenia wmawiac, ze nastepnym razem bede madrzejszy/a, a potem i tak to wszystko bierze w leb. I widocznie tak ma byc - przynajmniej ja sie tym pocieszam.
                  Pozdrawiam
                  Monika
                  • Gość: kuba Re.... do Moniki i Agi IP: *.pl 18.07.01, 21:36
                    Jasne, że zgadzam się, że uczucie "nie wybiera" i spada często jak grom z
                    jasnego nieba, z dnia na dzień.
                    To jest oczywiste, a co więcej jak najbardziej wspaniałe.
                    Ale nie mogę się zgodzić i będe bronił swojego zdania "ręcyma i nogami"
                    że jest jakaś krótka chwila, kiedy sobie na to pozwalamy.
                    Dla mnie czyjaś żona, czy kobieta, to rzecz święta. I nie jest ważne, czy tylko
                    mi się podoba, czy nie moge o niej przestać mysleć po nocach. Nie jest moja i
                    już, a jak sobie z tym poradzę to mój problem. I nie ma żadnego wytłumaczenia,
                    że jak ją kocham, to mogę sobie na coś pozwolić.
                    Czy to, że się zakochałem, ma być dla mnie usprawiedliwieniem do romansu z
                    mężatką? W ten sposób, wszystko można usprawiedliwić. I właśnie dlatego, żeby
                    się od takiej sytuacji ustrzec, uciekam od takich związków, gdzie pieprz
                    rośnie, żeby się nie zaangażować. Przyznam, że byłem w podobnej sytuacji
                    (pracowaliśmy w małym banku inwestycyjnym) i poważnie rozważałem zmianę pracy.
                    Sorry, ale żona - rzecz święta - nie ruszać, a czy i jak się zaangazowałem -
                    mój problem, mój ból.
                    Jeszcze raz powtarzam, nie chcę z nikim dyskutować o tym, czy sercem można
                    rządić. Nie, nie da się.
                    Ale tez nie zgadzam się, że w imię miłości i "potrzeby przeżycia kilku pięknych
                    chwil" (AGA) można sobie pozwolić na działania, które choć nie muszą, ale
                    zawsze mogą wyrządzić krzywdę osobom trzecim. Dla mnie to jest egoizm.

                    PS. Aga, zmówię dziś "zdrowaśkę" za Twoją babcię, ale ja wolałbym wspominać na
                    stare lata szaleństwa ze swoją żoną, a nie z czyjąś...
                    • Gość: AGA Re: do Kuby IP: *.oknet.com.pl 19.07.01, 08:27
                      Masz racje.Wszystko to prawda.Tez mowie zdrowaski za moja babcie.Dla mnie
                      smutne jest to ze z moim mezem nie mam sznsy na przezycie pieknych chwil.
                    • Gość: walcząca Re: Re.... do Kuby IP: *.man.bialystok.pl 19.07.01, 08:47
                      Jak sie skończyło z tą kobietą w "małym banku inwestycyjnym" ? Jeżeli zgodnie z
                      Twoimi zasadami o których piszesz ("czyjaś żona, czy kobieta, to rzecz święta"
                      etc.)to bardzo podziwiam Twoją dyscyplinę wewnętrzną.
                      Jeśli chodzi o mnie, również wydawało mi się że moim życiem kierują wpojone w
                      dzieciństwie, w okresie dorastania zasady, normy itp. Słysząc o różnych
                      zdradach, związkach pozamałżeńskich, jako młoda dziewczyna, nastolatka, byłam
                      oburzona. Wówczas sądziłam że jeden jedyny książe z bajki na całe życie. Ale
                      życie jest brutalne - pozwolę sobie użyć takiego słowa. Chciałabym mieć tyle
                      uporu co ty, aby postępować godnie. Obecnie targają mną różne uczucia i nie
                      wiem czy będę potrafiła wytrwać w postawie "że czyjś mąż, rzecz święta".
                      • Gość: Pani2 Re: Re.... do Kuby i nie tylko IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 10:52
                        Od jakiegoś czasu już zauważam pewną właściwość. Mężczyzna jest lojalny wobec
                        drugiego mężczyzny, jeśli kobieta która mu się pdoba jest zajęta, on to uważa
                        za oczywiste by dać sobie spokój. Jak powiedział Kuba - Żona, kobieta innego
                        faceta to rzecz świeta (jestem pełna szacunku dla Ciebie Kubo właśnie za taką
                        postawę). Kobieta, jak się zakocha, jeśli upatrzy sobie faceta, który jej się
                        podoba - dla niej nie ma znaczenia, ze jest żonaty, czy zajęty, Ona kocha i to
                        jest najważniejsze, a czy przy tym krzywdzi innych (żonę, inną kobietę) to już
                        nie ma znaczenia, Ona kocha i to jest priorytet. A przecież "serce nie sługa".

                        I za to Was Panowie cenię, za lojalność wobec siebie, bo tego o Paniach
                        powiedzieć nie można.
                        Pozdrawiam.
                        • Gość: Monika Re: Re.... do Kuby i nie tylko i do Pani2 IP: 157.25.119.* 19.07.01, 11:32

                          Gość portalu: Pani2 napisał(a):

                          > Od jakiegoś czasu już zauważam pewną właściwość. Mężczyzna jest lojalny wobec
                          > drugiego mężczyzny, jeśli kobieta która mu się pdoba jest zajęta, on to uważa
                          > za oczywiste by dać sobie spokój. Jak powiedział Kuba - Żona, kobieta innego
                          > faceta to rzecz świeta (jestem pełna szacunku dla Ciebie Kubo właśnie za taką
                          > postawę). Kobieta, jak się zakocha, jeśli upatrzy sobie faceta, który jej się
                          > podoba - dla niej nie ma znaczenia, ze jest żonaty, czy zajęty, Ona kocha i to
                          > jest najważniejsze, a czy przy tym krzywdzi innych (żonę, inną kobietę) to już
                          > nie ma znaczenia, Ona kocha i to jest priorytet. A przecież "serce nie sługa".
                          >
                          > I za to Was Panowie cenię, za lojalność wobec siebie, bo tego o Paniach
                          > powiedzieć nie można.
                          > Pozdrawiam.

                          Jestem pod wrazeniem sily charakteru Kuby, oby nie musiala byc wystawiana na probe. Co do meskiej lojalnosci, to zawsze chylilam przed nia czola, ale chcialam zwrocic uwage na cos jeszcze. Bardzo to chwalebne, ze mezczyzni (podobno) z marszu daja sobie spokoj jezeli kobieta, ktora sie zainteresowali jest juz "czyjas". Tyle, ze ci sami mezczyzni (moze z wyjatkiem Kuby i paru innych, ktorych znowu nie tak wielu - dla jasnosci - nie jestem sarkastyczna) nie zawahaja sie przed romansem z kobieta wolna. Wtedy odpada problem lojalnosci wobec innego faceta. Ale zawsze pozostaje problem nielojalnosci wobec "tej pierwszej".
                        • Gość: daragusi Re: Re.... do Kuby i nie tylko IP: 192.168.1.* / *.atlas.com.pl 19.07.01, 11:52
                          Gość portalu: Pani2 napisał(a):


                          >
                          > I za to Was Panowie cenię, za lojalność wobec siebie, bo tego o Paniach
                          > powiedzieć nie można.
                          > Pozdrawiam.

                          Wydaje mi się, że nie można generalizować w takich sprawach. Jestem kobietą a
                          pomimo to jestem lojalna wobec innych kobiet. Jeśli spodoba mi się lub nawet
                          zakocham się w mężczyźnie, który jest żonaty lub jest w stałym związku z inną i
                          dowiem się o tym, to od razu się usuwam. Nie jest to łatwe ale po paru
                          przepłakanych nocach przechodzi i mogę z powrotem żyć tak jak wcześniej. Tylko
                          szkopół tkwi w tym, że nie zawsze kobiety dowiadują się, że obiekt ich
                          zainteresowania jest już zajęty. Bo jeśli nie mają wspólnych znajomych, to jedyne
                          informacje o ich życiu uzyskują od nich samych. A jeśli facet ma ochotę na romans
                          to przecież nie przyzna się do tego, że ma żonę czy że spotyka się z inną
                          kobietą. I czasami kiedy w końcu dowiadują się o tym (często nie od nich a przez
                          przypadek) jest już za późno na bycie lojalną w stosunku do innych Pań.
                          Pozdrawiam
                          Agusia
                      • Gość: kuba Re: Re.... do Kuby IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 19.07.01, 13:31
                        Gość portalu: walcząca napisał(a):

                        > Jak sie skończyło z tą kobietą w "małym banku inwestycyjnym" ?

                        Ano, żeby wszystko wyjaśnić, poszliśmy pewnego dnia na piwo, bardzo miło i
                        deliktanie pogadaliśmy. Powiedziałem jej, że moja dziewczyna (bajeczka, byłem
                        wolny), raczej średnio byłaby zadowolna z naszych spotkań, a ja z drugiej strony
                        nie chciałbym pewnego pięknego dnia miec przyjemnośći wymiany poglądów z jej
                        mężem...
                        No i dopóki tam pracowałem, pozotaliśmy przy dobrych stosunkach koleżeńskich.
                        I powiem szczerze. To naprawde była bardzo atrakcyjna kobieta i widząc, jak na
                        korytarzach w firmie inni faceci ślinili się na jej widok, czasami jakiś tam głos
                        mówi mi: "Ej frajerze, mogłeś se zaszaleć...". Rzeczywiście, byłoby co wspominac
                        wnukom...
                        A z tą siła charakteru wcale bym nie przesadzał. Nie wiem, czy to aż taki powód
                        do podziwiu. Dla mnie to po prostu normalne i nawet nie warto nad tym aż tak
                        rozwodzić. Uważam, że jak ma mi byc dana ta prawdziwa miłość i szczęście, to
                        trzeba w życiu postępować uczciwie i już.
                        Ja sam mam wsród moich kumpli takich, któzy z miejsca zaangazowaliby się w jakiś
                        romans, nie biorąc pod uwage konsekwencji. Ale są też i tacy, dla których nie ma
                        mowy o żadnych, nawijmy to, skomplikowanych związkach i także nie czuja się z
                        tego powodu ani wyróżnieni, ani pokrzywdzeni.
                        • Gość: ula Re: do Kuby IP: *.hartford-11-12rs.ct.dial-access.att.net 03.08.01, 04:26
                          Gość portalu: kuba napisał(a):

                          ...
                          > A z tą siła charakteru wcale bym nie przesadzał. Nie wiem, czy to aż taki powód
                          do podziwiu. Dla mnie to po prostu normalne i nawet nie warto nad tym aż tak
                          > rozwodzić. Uważam, że jak ma mi byc dana ta prawdziwa miłość i szczęście, to
                          > trzeba w życiu postępować uczciwie i już.
                          > ...Ale są też i tacy, dla których nie ma mowy o żadnych, nawijmy to,
                          skomplikowanych związkach i także nie czuja się z tego powodu ani wyróżnieni, ani
                          pokrzywdzeni.

                          Kuba, a ja mysle ze Ty i Tobiepodobni mozecie sie czuc wyroznieni bo jestescie
                          jak wspaniale wyszlifowane wysokokaratowe diamenty obok ktorych nie sposob
                          przejsc nie zauwazywszy ich niezwyklej wartosci - ta wartoscia jest nic innego
                          tylko Twoja i Tobiepodobnych uczciwosc i charakter opierajacy sie na wewnetrznym,
                          mocnym systemie wartosci, ktorego moga wam pozazdroscic wiecznie niedojrzali
                          piotrus panowie i te dziewczatka zadowalajace sie byle czym, czyli bycie tymi
                          trzecimi. Jak wszystkim wiadomo piotrusiem panem i pania mozna byc w kazdym
                          wieku, majac nawet i 100 lat.
                          WIEC KUBECZKU MOZESZ BYC Z SIEBIE NAPRAWDE DUMNY i powinienes przekazywac te
                          swoja wewnetrzna sile tak czesto jak tylko jest to mozliwe piotrusiom panom - oby
                          wiecej bylo Kubopodonych diamentow w tym zbiorowisku szarych, marnych i
                          nijakich "gruzow" mocjonalnych ...
                          Kuba a moze by was, diamenciki, sklonowac? moze wtedy byloby na swiecie mniej
                          nieszczescia ?
                          Aha i jestem jeszcze ciekawa jak sie ''szlifuje" ludzki charakter zeby powstal
                          taki szlachetny "diament" jak TY? Czy Ty sie taki urodziles czy tez jest w tym
                          zasluga twoich rodzicow, babc, dziadkow, nauczycieli ...a moze i jedno i drugie i
                          jeszcze cos innego ...czy mozesz mi to jakos wytlumaczyc? prosze ....
                          pzdr srdcz
                          pelna podziwu dla Twojego charakteru - Ula
    • Gość: praga Re: Czy moglabys byc IP: *.gazeta.pl 25.07.01, 17:14
      jestm ta trzecia i mi z tym dobrze
      nie zabierajcie mi go
      • Gość: ula Re: Czy moglabys byc IP: *.hartford-03-04rs.ct.dial-access.att.net 02.08.01, 06:08
        sparafrazuje twoja wypowiedz -
        jestem ta pierwsza i dobrze mi z nim nie zabieraj mi go doputy nie jest
        legalnie wolny...
        ...jak ci moze byc dobrze kiedy dostajesz jakies nedzne resztki jego uwagi i
        czasu??
      • Gość: Nela Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.08.01, 13:31
        Jesteś egoistką, Praga!

        Przez chwilę postaw się w sytuacji, jakbyś była pierwsza i od razu Ci
        przejdzie. Pomyśl sobie, czy chciałabyś być zdradzaną żoną i jak wtedy byś się
        czuła jako kobieta.

        Mam nadzieję, że zrozumiesz co robisz, zanim rozwalisz związek ludzi, którzy
        bądź co bądź czują do siebie to COŚ, skoro ze sobą są. A Ty ... jesteś między
        nimi zbędna, jesteś jak piąte koło u wozu, które albo kiedyś odpadnie, albo
        stanie się użytecznym zapasem. Zastąpi to koło które jest już nie potrzebne...
        Ale wiesz co? Kiedyś znów może być tak że koło zapasowe zastąpi właściwe, a Ty
        staniesz się ... niepotrzebna.

        I nawet jeśli nie chcesz wiązać się z tym człowiekiem na stałe, jeśli on nie
        chce sie wiązać z tobą i jest wam obrze, to zapewniam Cię, że jego żonie
        napewno nie jest dobrze w tym układzie...

        I z racji tego, że ja sama ustąpiłam miejsca mojemu kołu zapasowemu, i wiedząc,
        że to koło zapasowe zostało także wyrzucone na śmietnik, po samozużyciu,
        pozdrawiam Cię i życzę byź zmądrzała i przejrzała na oczy nim będzie na to za
        późno.
        • mario2 Re: Czy moglabys byc do Neli 03.08.01, 12:26
          Gość portalu: Nela napisał(a):

          > Jesteś egoistką, Praga!

          Nie jest egoistka, tylko kobieta szukajaca i pragnaca szczescia- jak kazdy z nas!
          >
          > Przez chwilę postaw się w sytuacji, jakbyś była pierwsza i od razu Ci
          > przejdzie. Pomyśl sobie, czy chciałabyś być zdradzaną żoną i jak wtedy byś się
          > czuła jako kobieta.


          przepraszam, ale czy bycie zona (lub ta pierwsza) to od razu gwarancja na
          dozgonne wzgledy meza. Jesli nie potraficie go utrzymac przy sobie, jesli
          przychodzi on do domu i oczekuje go tylko zrzedzenie i narzekania - nie jest
          dziwnym, ze zaczyna szukac ostoi gdzie indziej. Hej- zdradzane pierwsze-
          zastanowcie sie ilez moze byc waszej winy w tym, ze Wasz facet was zrdadza!
          >
          > Mam nadzieję, że zrozumiesz co robisz, zanim rozwalisz związek ludzi, którzy
          > bądź co bądź czują do siebie to COŚ, skoro ze sobą są. A Ty ... jesteś między
          > nimi zbędna, jesteś jak piąte koło u wozu, które albo kiedyś odpadnie, albo
          > stanie się użytecznym zapasem. Zastąpi to koło które jest już nie potrzebne...

          Jakiz to zwiazek, w ktorym trzeba uzywac kol zapasowych. Uwazam, ze prawdziwszy
          jest ten zwiazek z kochana ale niezarejestrowana kobieta. Bo ten pierwszy juz
          dawno sie rozpadl, lub nie daje szans na samorealizacje.
          Gdyby ona byla zbedna- nie zostala by kochanka zonatego faceta. Widac on jej
          potrzebuje.

          > Ale wiesz co? Kiedyś znów może być tak że koło zapasowe zastąpi właściwe, a Ty
          > staniesz się ... niepotrzebna.

          W duzej mierze zalezy to od niej. Od jej metod postepowania z facetem. Od
          instynktu i inteligencji, ktora powinna sie kierowac!
          >
          > I nawet jeśli nie chcesz wiązać się z tym człowiekiem na stałe, jeśli on nie
          > chce sie wiązać z tobą i jest wam obrze, to zapewniam Cię, że jego żonie
          > napewno nie jest dobrze w tym układzie...

          Wlasnie- jeszcze raz. Pytanie brzmi CZY JEMU JEST DOBRZE Z ZONA KTORA ZDRADZA?
          Gdyby mu bylo dobrze, nie potrzebowalby szukac erzacow. Nie potrzebowalby szukac
          szczescia gdzie indziej, majac je w domu!!!
          >
          > I z racji tego, że ja sama ustąpiłam miejsca mojemu kołu zapasowemu, i wiedząc,
          > że to koło zapasowe zostało także wyrzucone na śmietnik, po samozużyciu,
          > pozdrawiam Cię i życzę byź zmądrzała i przejrzała na oczy nim będzie na to za
          > późno.

          A moze jest to dla niej wlasciwa droga. Nie wszystkie Twoje doswiadczenia, musza
          stac sie automatycznie doswiadczeniami Pragi!

          Pozdrawiam

          Mario

          P.S. Nieslychanie latwo jest radzic i krytykowac, nie zastanowiwszy sie nad
          przyczyna rzeczy. Nie okradajcie ludzi ze zludzen. Nie okradajcie ludzi ze
          szczescia- chocby tylko chwilowego!

    • Gość: zła Re: Czy moglabys byc IP: *.punkt.pl 03.08.01, 15:30
      o kurde, oczy mnie bolą, tyle tutaj tego... i ile krytyki..ile żalu...
      a łatwiej by było napisać że takie własnie jest to nasze życie.
      Przedstawiłam się Wam jako Zła, dopisze niemoralna..Zawsze byłam trzecią- z
      wyboru, teraz jestem pierwszą ale też ...trzecią, druga, czwarta...
      Ktoś , chyba Wojtek ( nie pamiętam) zastanawiał się jak to jest w luźnym
      związku. Ja w takim własnie jestem i to jestem szczęśliwa.a że mąż siedzi
      obok , pisze : oboje jestesmy szczęsliwy. tak trafiło się nam, że oboje lubimy
      adrenalinę, o jakiej pisały trzecie, oboje jestesmy maniakami sexu, oboje
      lubimy ciągłe zmiany, ciepło itd Co nie oznacza że nie dajemy sobie tego
      wzajemnie, ale...no właśnie, nie umiemy być tylko z sobą , nie umiemy odrzucać
      pokus. jest cudownie, bo nie musimy kłamać, bo zdecydowaliśmy się na luźny
      ale szczery związek. jak długo może to trwać- 3 lata za nami, przed nami
      ile..coż, nie wiem pewnie zbyt długo nie, przecież nie będę pokazywac wszystkim
      pomarańczowej skórki, może urodze drugie dziecko itd itp. czerpię ile się da z
      życia, co nie oznacza że krzywdzę. Pierwsze, bez urazy,ale warto niekiedy
      zastanowić się nad soba , nad swym związkiem,a nie oczerniać trzeciej, tylko
      dlatego że istnieje. Nie musi być nią s..,nieczuła, głupia,naiwna,a może być to
      wartościowa kobieta pełna klasy i radości zycia. O wreszcie- radośc życia, tego
      właśnie wam życze wszystkie pierwsze. To przyciąga jak lep i pewnie przyciągnie
      mocniej waszych mężów.Nie chcę krytykowac "pierwszych", wiernych swym mężom i
      oczekujących tego samego ale nie mogę spokojnie czytać jak rzuca się kamieniami
      w trzecie. Są czestokroć mniej wyrachowane niż Wam drogie panie wydaje się
      przepraszam że się rozpisałam, nie będę zawracać Wam głowy. pozdrawiam
      serdecznie
      27-letnia zła a moze normalna , bo nie jest obłudna...
      pa
      • Gość: Maxio Re: Czy moglabys byc IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 03.08.01, 16:05
        Gość portalu: zła napisał(a):

        > o kurde, oczy mnie bolą, tyle tutaj tego... i ile krytyki..ile żalu...
        > a łatwiej by było napisać że takie własnie jest to nasze życie.
        > Przedstawiłam się Wam jako Zła, dopisze niemoralna..Zawsze byłam trzecią- z
        > wyboru, teraz jestem pierwszą ale też ...trzecią, druga, czwarta...
        > Ktoś , chyba Wojtek ( nie pamiętam) zastanawiał się jak to jest w luźnym
        > związku. Ja w takim własnie jestem i to jestem szczęśliwa.a że mąż siedzi
        > obok , pisze : oboje jestesmy szczęsliwy. tak trafiło się nam, że oboje lubimy
        > adrenalinę, o jakiej pisały trzecie, oboje jestesmy maniakami sexu, oboje
        > lubimy ciągłe zmiany, ciepło itd Co nie oznacza że nie dajemy sobie tego
        > wzajemnie, ale...no właśnie, nie umiemy być tylko z sobą , nie umiemy odrzucać
        > pokus. jest cudownie, bo nie musimy kłamać, bo zdecydowaliśmy się na luźny
        > ale szczery związek. jak długo może to trwać- 3 lata za nami, przed nami
        > ile..coż, nie wiem pewnie zbyt długo nie, przecież nie będę pokazywac wszystkim
        >
        > pomarańczowej skórki, może urodze drugie dziecko itd itp. czerpię ile się da z
        > życia, co nie oznacza że krzywdzę. Pierwsze, bez urazy,ale warto niekiedy
        > zastanowić się nad soba , nad swym związkiem,a nie oczerniać trzeciej, tylko
        > dlatego że istnieje. Nie musi być nią s..,nieczuła, głupia,naiwna,a może być to
        >
        > wartościowa kobieta pełna klasy i radości zycia. O wreszcie- radośc życia, tego
        >
        > właśnie wam życze wszystkie pierwsze. To przyciąga jak lep i pewnie przyciągnie
        >
        > mocniej waszych mężów.Nie chcę krytykowac "pierwszych", wiernych swym mężom i
        > oczekujących tego samego ale nie mogę spokojnie czytać jak rzuca się kamieniami
        >
        > w trzecie. Są czestokroć mniej wyrachowane niż Wam drogie panie wydaje się
        > przepraszam że się rozpisałam, nie będę zawracać Wam głowy. pozdrawiam
        > serdecznie
        > 27-letnia zła a moze normalna , bo nie jest obłudna...
        > pa


        Chylę czoło!!! To było to!!! Podsumowanie tej całej gadaniny, o wszystkim o
        niczym, nie czytałem wszystkich postów bo nie dałbym rady, ale widzę że mamy to
        bardzo ilość "moralnie czystych". Czegoś nie rozumiem w tym wszystkim, jeśli
        tylko ktoś chce się dobrze zabawić i czerpać radość, a przy tym robi to tak że
        nie krzywdzi drugiej osoby to do cholery w czym problem???
        Ja niedługo legalizuję swój związek, i musiałem odwiedzić kościół, pytanie które
        zadał mi ksiądz wręcz mnie rozśmieszyło: "Co Pan sądzi o ludziach którzy niszczą
        swoje związki i spotykają sie z innymi partnerami dla seksu, a nawet o zgrozo!
        wprowadzają osoby trzecie czy nawet pary do swoich związków?"
        Cóż mogłem odpowiedzieć? To ich sprawa, nie potępiam ich. Odpowiedź chyba go nie
        zadowoliła, pokręcił głową...może nie da mi ślubu? :)))

        Pozdrawiam serdecznie złą i mężą, i wszystkich którzy cieszą się życiem!!!
        • Gość: Soonia Re: Czy moglabys byc IP: *.regionet.pl 03.08.01, 19:56
          Ok Zła, jeśli zgodziliscie sie razem z mężem na taki układ, jesteście szczerzy
          wzgledem siebie i skoro was to uszczęsliwia, to jest to wręcz idealne
          rozwiązanie, tylko zazdrościć bo większość ludzi nie potrafiło by być
          szczęsliwym w takim układzie ja też mam zupełnie inne potrzeby. Tylko ty jako
          trzecia wchodzisz w związki które nie są takie otwarte, małżonkowie okłamują
          sie i krzywdzą, ale to już ich sprawa i sami muszą dojść do porządku z swoim
          małzenstwem i ze sobą, nie mogą liczyć na ciebie: trzecią.
          Może Trzecie i Trzeci spełniają dobrą rolę pomagając rozpaść się tym nieudanym,
          i tak martwym małzenstwom.) (wybaczcie jesli napisałam głupote, z mojej strony
          to troche teoretyzowanie, tak sie tylko zastanawiam)

          Twoja,Zła i Maxia wizja radosci życia jest mi zupełnie obca, ja również czerpie
          mnustwo radości z życia, bez zdradzania, bycia trzecią, a jak mi jest potrzebne
          troche adrealiny to skacze na spadochronie(a nie w bok), spinam sie po
          skałkach, lub wybieram sie na samotny spacer w głąb lasu.
          Taki wolny związek(choć pozornie rozwiązuje wiele zasadniczych problemów)wydaje
          mi sie uniemożliwia zaistnienie prawdziwej głębokiej miłości.

          Ja nie widze w twoim życiu niczego złego(może troche trudno mi uwierzyć), tyle
          że jestem zupełnie odmienna i zupełnie czego innego potrzebuje do szczęścia i
          radości życia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje że mój partner jest podobny
          jeśli chodzi o podejście do tej sprawy, raczej do Kuby niż do Twego męża czy
          Maxia.
          Maxio a jak ty zamierzasz nie krzywdzić swojej przyszłej żony?

          pozdrawiam wszystkich
    • Gość: ,,,^..^, Re: Czy moglabys byc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.01, 10:57
      bylam przez 4 miesiace.. potem mialam bycta pierwsa a teraz jestem nikim
      • Gość: Iza Re: Czy moglabys byc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.01, 11:21
        Tak trudno było przewidzieć, że zostaniesz "nikim"?
        • Gość: AGA Re: Jestem IP: *.oknet.com.pl 11.08.01, 11:58
          Wszystkie cnoty mile Bogu
          maleja w mych oczach i bledna...
          Posiadam jedna...
          Juz tylko jedna - KOCHAM Cie... moj wrogu.

          Wszystko ma swoj koniec ale warto to sprawdzic, moze...

          Jestem szczesliwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka