sara 28.05.01, 19:40 Znam kogos, kto sie na to zdecydowal. Ma puste weekendy i zyje w konspiracji. Niezla matnia! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
muma Re: Czy moglabys byc 29.05.01, 01:14 Dokładnie! Jest o tym w ostatnich "Wysokich obcasach". I zgadzam się z tamtym listem. Jeśli małżeństwo trwało odpowiednio długo, są dzieci, to ojciec takiej rodziny pozostanie nim do końca życia, choćby tego nie chciał. Więcej - pozostanie mężem swojej byłej żony! Bydlakiem, krzywdzicielem, ale mężem. Bo bycie rodziną, to stan faktyczny, a nie formalny. Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? Są to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych panów, pożal się Boże. Odpowiedz Link Zgłoś
hollow Re: Czy moglabys byc 29.05.01, 11:00 muma napisał(a): > Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? Są > to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych panów, > pożal się Boże. i na dodatek wierza im, ze opuszcza swoje zony... naiwnosc kobiety nie zna granic. pozdrawiam, hollow Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: Czy moglabys byc IP: 195.94.222.* 29.05.01, 11:36 Byłam trzecią, ale tylko dla seksu. Faktem jest, że sytuacja z czasem staje się coraz bardziej nieręczna, bo ile można rozmawiać o seksie i o pracy? Ale nie żałuję, bo seks był NIEDOOPISANIA! Odpowiedz Link Zgłoś
mario2 Re: Czy moglabys byc 29.05.01, 12:05 Gratulule nie tylko sexu ale i szczerosci. Nie karzda z pan stac na takie wyznanie. Nota bene, facet umawiajacy sie z mezatka tez jest tym trzecim! Mysle ze nie ma w tym nic nieludzkiego Pozdrawiam Mario Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Re: Czy moglabys byc IP: *.tele2.pl 06.08.01, 14:51 nieludzkiego nie, ale chyba trzeba byc zupelnie pozbawionym egoizmu. Dzielic sie z kims jeszcze? A wyrzuty sumienia? Chyba, ze to tak silne uczucie ze klapki na oczy, itp...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daria Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.05.01, 18:14 Czesto starsi faceci DUZO wiecej potrafia w dziedzinie seksu niz mlodzi. A ze zazwyczaj sa zonaci... Mnie jednak nie odpowiadalaby rola trzeciej bo potrzebuje miec faceta na wylacznosc i predzej czy pozniej doszloby do konfliktu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: Czy moglabys byc IP: 195.94.222.* 30.05.01, 09:21 Wierzę Ci, ale sa kbiety które potrafią oddzielić sferę emocji od seksu (tak jak faceci), więc te nie mają problemu z wyłącznością i tymi sprawami. Właśnie takie kobiety nie robią problemu z bycia trzecią, tylko dcydują się na uczciwy i jasny układ pod tytułem “umawiamy się na niesamowity seks” i cieszą się tym (mając oczywicie inne “życie osobiste”) Odpowiedz Link Zgłoś
mario2 Re: Czy moglabys byc 30.05.01, 12:38 Wlasnie , zycie jest zbyt krotkie , zeby z niego nie korzystac. Zamykanie sie za parawanem zbudowanym z pseudomoralnosci niesamowicie ogranicza. Dlaczego, choc na krotka chwile nie dac szczesliwosci i czuc sie szczesliwym? Ale to kwestia indywidualnych wyborow. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
caty Re: Czy moglabys byc 30.05.01, 14:04 Gość portalu: trzecia napisał(a): Jedno pytanko;jak bys sie czula wiedzac,(fakt)ze jestes ta pierwsza,ale oprocz Ciebie jest jeszcze ta trzecia,a moze i czwarta? Pozdrawiam. > Wierzę Ci, ale sa kbiety które potrafią oddzielić sferę emocji od seksu (tak > jak faceci), więc te nie mają problemu z wyłącznością i tymi sprawami. Właśnie > takie kobiety nie robią problemu z bycia trzecią, tylko dcydują się na uczciwy > i jasny układ pod tytułem “umawiamy się na niesamowity seks” i cies > zą się tym > (mając oczywicie inne “życie osobiste”) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia odpowiadam IP: 195.94.222.* 30.05.01, 14:57 Nie będę pisać banałów typu “facet, który jest ze mną nie potrzebuje innej kobiety”. To fakt, ale ja o czym innym. Otóż facet, który nie potrafi ukryć, że ma kochankę, to osoba mówiąc deliaktnie - mało rozgarnięta (frajer) . Ja nie mogę wiedzieć takich rzeczy! Jeśli się dowiem, to facet spada na drzewo. Wiem, że to ogromna niekonsekwencja z mojej strony, ale nikt nie powiedział, że mam być konsekwentna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 15:01 to nie tylko niekonsekwencja - to rowniez oklamywanie siebie samej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 15:20 Czy możesz rozwinąć swoją mądrą myśl? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 15:33 Zgadzasz sie na to, ze bedziesz zdradzana, pod warunkiem, ze twoj partner bedzie to robil dyskretnie. Jak to nazwiesz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 15:44 Przecież o tym napisałam wcześniej. To nie jest samookłamywanie się. Ludzie są tylko ludźmi, naprawdę lepiej być przygotowanym na różne rzeczy, niż żyć ideałami i później rozbić sobie o nie głowę. Choć oczywiście ideały są piękne, z czym się zgadzam w 100%. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 16:02 Gdybys chciala byc rzeczywiscie przygotowana na "rozne rzeczy", to bys byla przygotowana na ew. zdrade partnera. A piszesz, ze jedyna reakcja na jego zdrade byloby spuszczenie go na drzewo. To najlatwiejsze wyjscie, chyba ze nie traktuje sie zwiazku powaznie. I nie ma zamiaru go ratowac. Gdyby mnie zdradzila zona, nie powiedzialbym jej - spadaj na drzewo. Za bardzo ja kocham. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 16:08 a co byś zrobił? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 16:13 Jestem przygotowany na to, ze ludzie nie sa idealni i dlatego dopuszczam mozliwosc zdrady, choc nie chcialbym tego na sobie doswiadczyc. Ale tez nie uwazam, ze zdrada to koniec swiata. Co bym zrobil? Probowalbym naprawic to co zostalo zepsute w naszych relacjach - rowniez z mojej winy. NIe widzialbym tu winy tylko jednej strony. Jest zbyt wiele rzeczy ktore nas lacza, by zdrada - choc jest bardzo bolesna - mogla to wszystko zniszczyc. (Chyba ze oczywiscie zdradzajaca powiedzialaby zdecydowanie, ze ma juz doisc tego zwiazku.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 16:19 Bardzo ładnie napisałeś i szanuję to. Ja uważam jednak, że NIE ZAWSZE JEST NASZA WINA, że inni nas zdradzają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 16:36 Moze i nie zawsze, ale mysle ze warto sie zastanowic tez nad swoja postawa - moze dzieki takiej "samoanalizie" daloby sie zapobiec nastepnym kryzysom? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 30.05.01, 16:44 Oby tak było. Na pewne sprawy nie mamy jednak wpływu, chyba przyznasz mi rację. Z tego, co piszesz, wnioskuję, że nigdy nie zdradziłeś i nawet Ci taka myśl przez głowę nie przeszła? Chciałabym mieć takiego faceta ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: odp Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gazeta.pl 30.05.01, 17:50 Dzieki za komplement, ale sprawa jest prosta: po prostu kocham swoja zone i wspolnie staramy sie, zeby to uczucie trwalo. Pozdrawiam:) Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: odpowiadam - do trzeciej 31.05.01, 08:26 A wracajac do pytanka - moze jestem staroswiecka, ale mysle,ze to uklad bardzo niezdrowy. Zawsze ktos cierpi - jesli konspira jest skuteczna - cierpi trzecia. Jesli sprawa sie wyda - rani rodzine. Oczywiscie , pzry zalozeniu, ze mowimy o jakiejs relacji glebszej niz czysta fizjologia, pt " wszystko mi jedno z ktorym, byle seks byl NIE-DO-OPISANIA" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam - do trzeciej IP: 195.94.222.* 31.05.01, 09:01 1. Uważam, że jeżeli reguły gry są proste i uczciwe, trzecia nie cierpi, bo przecież nie chodzi jej o trwały związek. 2. Jeśli nie wiesz, to musisz mi uwierzyć na słowo, że seks NIE-DO-OPISANIA to nie jest czysta fizjologia!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: odpowiadam - do trzeciej IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 31.05.01, 10:55 Nie wiem czy tak do końca jest się w stanie zdecydować czy być,czy nie być "tą trzecią".Ja nie chciałam nigdy nią być i próbowałam do tego nie dopuścić ale nie poradziłam sobie.Jeśli się kocha i ma uczucie,że jest to potencjalnie najważniejsza miłość w życiu,to trudno znaleźć siły aby to w sobie zwalczyć.Nie pozwolę nigdy,żeby ona się dowiedziała,bo nie chcę krzywdzić nikogo,a swoje małżeństwo podtrzymuję sztucznie,bo mój mąż woli być ze mną chociaż wie,że wszystko się skończyło.W tej sytuacji nie przeszkadza mi to i jakoś tak łatwiej jest znieść chwile bez tego,którego kocham. Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: odpowiadam - do trzeciej 02.06.01, 10:54 Jesli nie wiesz, to musisz mi uwierzyc na slowo, ze NIE-DO-OPISANIA jest prawdziwe kochanie sie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odpowiadam IP: 195.94.222.* 06.06.01, 16:12 Nie wysilaj się, wiem co to znaczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Xena Re: odpowiadam - do trzeciej - do Odp IP: 212.160.239.* 10.08.01, 21:23 To se nazywa czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michal Re: Czy moglabys byc IP: *.246.88.200.Dial1.NewYork1.Level3.net 31.05.01, 10:48 Zgadzam sie..... Odpowiedz Link Zgłoś
muma odp na post trzeciej... 31.05.01, 23:38 ɭ. Uważam, że jeżeli reguły gry są proste i uczciwe, trzecia nie cierpi, bo >przecież nie chodzi jej o trwały związek. Zawsze chodzi o trwały związek. Jeśli trzecia dobrze wie, że nie ma szans na to, że kochanek rzuci dla niej żonę (często tak jest), wtedy udaje, że jej nie zależy na trwałym związku. Jednak zawsze pozostaje frustracja, problem z pogodzeniem się, że jest się tą trzecią właśnie i tylko trzecią... Przykro mi, ale takie "trzecie" wzbudzają we mnie jedynie pogardę pomieszaną ze współczuciem - łamią sobie życie na własne życzenie i jeszcze w dodatku okrywają się hańbą... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ramzes;) a jakby zadac to pytanie inaczej... IP: *.dip.t-dialin.net 31.05.01, 23:40 czy moglbys byc tym trzeciem?? ramzes;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: odp na post trzeciej... IP: 195.94.222.* 01.06.01, 09:11 muma napisał(a): > ɭ. Uważam, że jeżeli reguły gry są proste i uczciwe, trzecia nie cierpi, bo > >przecież nie chodzi jej o trwały związek. > > Zawsze chodzi o trwały związek. Jeśli trzecia dobrze wie, że nie ma szans na > to, że kochanek rzuci dla niej żonę (często tak jest), wtedy udaje, że jej nie > zależy na trwałym związku. Odpowiem na swoim przykładzie: wierz mi, że ja nie chciałabym być żoną faceta, z którym miałam romans. Z różnych względów. Tak więc naprawde nie zawsze trzecia liczy na trały związek, może być tak, że po prostu cieszy się dobrum seksem. Nie ma tu żadenj frustracji, może nawet jest zadowolenie z tego, że w pewnej sferze jestem lepsza od żony. PRPrzykro mi, ale takie "trzecie" wzbudzają we mnie jedynie pogardę pomieszaną ze > > współczuciem - łamią sobie życie na własne życzenie i jeszcze w dodatku > okrywają się hańbą... To twoje zdanie. Łamią sobie życie? Hańba? Cóż, trudno to skomentować… Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: odp na post trzeciej... IP: *.wielopole.sdi.tpnet.pl 01.06.01, 12:03 Trzecie kawałki układanki nie powinny istnieć. Godzenie się na taki układ to samookaleczanie i dużo cierpienia dla innych. Fakt, że często "małżeńskie" połówki niczego się nie domyślają, ale wtedy jest to jeszcze bardziej poniżej pasa. Bo najgorszą rzeczą na świecie, którą można zrobić innej osobie, to udawać że jest OK. Nie wyobrażam sobie romansiku/miłości z facetem i oszukiwania Jego żonki, choćby nie wiem jaką była suką/idiotką/brzydulą/kurką domową i choćby to miał być ten jeden gość na całe życie. To sfera, gdzie kompromisy są zakazane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: odp do Kasi IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.01, 13:31 Całkowicie się z Tobą zgadzam i zawsze tak myślałam.Właściwie myślę tak nadal i co z tego,skoro okazało się,że w ogóle nie znam siebie.Przez całe dotychczasowe życie bez problemu odrzucałam propozycje facetów żonatych i nieżonatych(bo mam męża)motywując to Twoimi słowami.Przychodziło mi to zwiększą lub mniejszą(bo kilka razy facet był naprawdę super)i powoli popadałam w coś w rodzaju samouwielbienia dla swojej cnoty/wierności/wspaniałomyślności...Potem nagle pojawił się on i zrobiłam to samo,co zwykle-"NIE itd...".Myślałam,że będzie jak zawsze i wtedy okazało się,że...nie jest"jak zawsze".Czas mija,a ja wariuję/umieram i nie wiem co jeszcze.Czekałam,bo może minie.Czekałam miesiąc,dwa,rok i nie udało mi się.Jestem teraz szczęśliwa chociaz przez chwilę.Wiem,że to całkowity bezsens ale jestem.Staram się nie myśleć co będzie.Po prostu okazało się,że nie znam siebie i tak naprawdę jestem po prostu wredną suką.Tyle na ten temat.PS.Oczywiście w tej sytuacji wolę,że jego żona nic nie wie i nie dopuszczę,żeby kiedykolwiek się dowiedziała,bo uważam że tak jest lepiej w tym całym nieszczęściu. Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: odp do Agi 01.06.01, 16:33 Aga, jakos tak dobrze i prawdziwie to napisalas. Kazdego moze trafic taki strzal, lecz to jest chyba wlasnie szczescie przez lzy, czasem dane nam jako jedyne. Nie sposob z tym walczyc, to troche poza nasza kontrola, lecz zarazem dobrze miec swiadomosc, ze to rowniez straszny pech, moze nawet nieszczescie, ze wlasnie tak masz przezywac swoja milosc. Jestes empatyczna i myslaca, mam nadzieje, ze kolejne uczucie bedzie nieuwiklane. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: odp na post trzeciej... 01.06.01, 12:07 Tak więc naprawde nie zawsze trzecia > > liczy na trały związek, może być tak, że po prostu cieszy się dobrum seksem. > Nie ma tu żadenj frustracji, może nawet jest zadowolenie z tego, że w pewnej > sferze jestem lepsza od żony. To zbyt pochopny wniosek. Po prostu jestes odmianą i tyle. Dla faceta, ktorego to kreci za chwile bedziesz gorsza od innej, ktora bedzie odskocznia od ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nina Re: odp na post trzeciej... IP: 213.77.91.* 01.06.01, 13:15 Związki z trzecią, trzecim z reguły są potępiane, ale kto powiedział, że musimy dokonywać zawsze poprawnych (w oczach innych) wyborów. Ja dwukrotnie byłam tą trzecią i tego nie żałuję, ale zawsze sprawa była jasna - nie wolno burzyć związków. Mnie najbardziej kręcą rzeczy zakazane i tajemnicze. Ale pragnę podkreślić, że na tego typu dylematy nie ma jednoznacznej odpowiedzi i nie należy też z góry potępiać takich związków - czasami są one piekne i dają nam siłę do życia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: odp do Niny IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 01.06.01, 13:53 Zgadzam się z Tobą całkowicie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nina Re: IP: 213.77.91.* 02.06.01, 11:19 Związek małżeński jest wielką sztuką kompromisów, nie zawsze mąż to ten najwspanialszy kochanek. Dlatego też nie należy kategorycznie odmawiać sobie kilku chwil szczęścia - ale w takich układach należy być bardzo ostrożnym. I nie zawsze układ pozamałżeński musi oznaczać seks. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: |Melisa Re: odp na post trzeciej... IP: 10.9.33.* 19.06.01, 17:38 Ja tez sie zgadzam!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jurek Re: odp na post trzeciej... IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:51 Ambita to ty nie jesteś....(tytusek@frugo.pl) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jurek Cd Hola, hola, bez przesady.... IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:48 ... Wcisnąłem "enter" zdeczka za wcześnie. Ludzie, zrozumcie, Angarzując się w związek z kimś żonatym ranicie go. Niszczycie rodzinę w której on jest, jego, miłość, nawe słabą do żony, krzywdzicie jego dzieci. Postawcie się jego sytuacji, a dojdziecie do wniosku, że srogo mu przyjdzie zapłacić za te chwile uciechy. Jeśli o tym powie żonie, to do końca życia będzie się bał, że ona mu nie ufa, o ile tak nie jest. Jeśli jej nie powie, to do końca życia będzie miał wyrzyty sumienia, poniewarz ukrywa to przed osobą, która jest (przynajmniej powinna) być w jego rzycia najwarzniejsza. Jeśli się z nią rozstanie, to bardzo gratuluję, właśnie pogrzebałyście do końca to, co on kiedyś budował z mozołem przez kilka lat. Kobiety, przestańcie traktować, własne piękno jako środek do niszczenia innym życia i spojrzyjcie trochę dalej niż zaspokajając swoje własne potrzeby. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: trzecia Re: Cd Hola, hola, bez przesady.... IP: 195.94.222.* 06.06.01, 16:07 Naprawdę wierzysz w to co napisałeś? Przecież to jest przerażajace. Wnioskuję z tego, że facet, który angażuje sie w romans, robi to, bo jest ubezwłasnowolniony. Wszystkiemu wina jest jego kochanka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Czy moglabys byc IP: 158.75.50.* 18.07.01, 09:06 jestem trzecią, nie liczę na nic - tylko na miłość. Jest mi fantastycznie, nie odczuwam: znużenia, przesytu w związku. Wiecznie czekająca, tęskniąca i nieopisanie szczęśliwa kiedy słyszę domofon, albo zgrzyt klucza w zamku. Siedzę nie w gównie (jak niektórzy tu piszą) a w poziomkach, a kiedy na głowę spadają mi pierwsze kropelki deszczu (goryczy albo tęsknoty nie do zniesienia) - po prostu krzyczę, że mi źle - nie milczę. A On naprawde nie musi używać niewiadomo jakich środków, żeby było mi lepiej. Nie trzeba na nas wydawać tysięcy i karmić nas głupimi słówkami. My po prostu kochamy i oczekujemy tego samego w zamian. Żyję tak od trzech lat i nie zamienię tego na nic. I nie chcę, żeby zostawił wszystko to co kocha, wiem jaka mogłaby wtedy być nasza miłość, jak mogłaby rozkwitnąć, ale nie za taką cenę. Nie warto. Czasem lepiej pozostać przy tym co się ma niż stawiać to na szali z czymś co jest cenniejsze - bo może okazać się zbyt cenne i za dużo nas kosztować. Nieszcześliwe Kochanki! Mówcie swoim ukochanym, że jesteście nieszczęśliwe! Mówcie! Oni na prawdę potrafią zmienić dużo niewielkim nakładem. Mój potrafił :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kubus Re: Czy moglabys byc IP: 134.65.209.* 18.07.01, 14:57 hollow napisał(a): > muma napisał(a): > > > Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? > Są > > to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych pan > ów, > > pożal się Boże. > > i na dodatek wierza im, ze opuszcza swoje zony... naiwnosc kobiety nie zna gran > ic. > pozdrawiam, hollow hehehehe smieszne naprawde same stereoptypy.... jestem zona, mama, kochanka "on" jest kilka lat mlodszy , i od roku jest nam super. dajemy sobie wiele ciepla , milosci i sexu w najlepszym wydaniu pewnie przyjdzie taki moment ze trzeba bedzie to skonczyc ale nie zaluje, bylo i jest swietnie i nikt nie cierpi. Mysle, ze jestesmy tego rodzaju ludzmi ktorym taki zwiazek jest niezbedny do zycia, ta odrobina adrenaliny, sekret, temperatura..... piekna rzecz :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joasia Re: Czy moglabys byc IP: *.tenbit.pl 02.06.01, 19:24 > Nie rozumiem kompletnie tych "trzecich". Jakie pobudki mogą nimi kierować? Są > to często kobiety znacznie młodsze od swych kochanków - podtatusiałych panów, > pożal się Boże. a czy rozumiesz wogole w takim razie co to jest milosc ? bo mnie sie wydaje ze w tym kontekscie chyba nie jestem 10 lat mlodsza od niego i jestesmy razem 2 lata on ma zone i dwojke dzieci bynajmniej nie chodzi o sex to juz za dlugo wydaje mi sie ze chodzi o milosc Mnie wystarcza to co mam i niegdy nie prosilam by ja zostawil bo wiem ze nie zrobilby tego, bo nie wiem czy ona by sobie nie poradzila (jak? nigdy nie pracowala poswiecila sie dla dzieci cale jej zycie to ta rodzina) wiem ze go kocham i godze sie na taki uklad Nigdy nie spotkalam kogos takiego jak on chociaz probowalam szukac - nadal to robie : ) bo cierpie na samotnosc ale wiem ze to co mam jest piekne i zaden mezczyzna nie da mi tyle ile on mi daje i ile dal. Kazdy z nowych mezczyzn w moim zyciu przyrownywany jest do niego i zawsze wypadaja na niekorzysc Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hal Re: Czy moglabys byc IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.01, 18:37 ja,też byłm tą " trzecą " już nie jesteśmy razem.Bylśmy uczciwi, oboje wiedzieliśmy , że to co nas spokało to miłość . Byliśmy jdnak oboje bardzo odpowiedzialni, za nasze rodziny , nie chcieliśmy nikogo krzywidzić . Jednocześnie marzyliśmy o domu , dzieciach . W końcu trudna decyzja, byliśmy już wtedy razem dwa lata . To była świadoma decyzja . Powiedzieliśmy w domu - wszystko , zostawiliśmy nasze domy , zabezpieczyliśmy finansowo rodziny . ( dobrze zarabiamy - mamy wolne zawody ) Wynajliśmy mieszkanie , byliśmy szczęśliwi - kilka dni . Potem jego żona próbowała popełnić samobójstwo ( uważam , że to tylko była taka gra ) Załamał się wrócił do domu . Jego żona godziła się , żeby nadal się ze mną spotykał ale żeby zstał w domu . Nie umieliśmy już tak żyć . Rozstaliśmy się . To był najtrudniejszy okres w moim życiu . Mineło już od tego czasu przeszło dwa lata . Kochamy się nadal . Mąż chciał żebyśmy zamieszkali znowu razem. Sama nie wiem dlaczego się zgodziłam, było mi wszystko jedno. Czasem mam od niego sygnał , że kocha . Żyję bez sensu. Moje małżeństwo to fikcja . Gdyby nie praca , to nie wiem co bym zrobiła . Ostatnio mam romans z z młodszym o 8 lat mężczyzną . Całkowicie bez snsu , nie jestem zaangażowana . Co dalej , nie wiem . Mam 40 lat on 42 - czy mamy jeszcze szansę . Czy jeszcze będziemy mieli odwagę . On , żeby podjąć decyzję , ja żeby mu zaufać . Wiem jedno , to jest człowiek z którym chciałabym się zestarzeć . Trudno tak żyć , czekać codziennie - tylko na co a jednak , gdybym mogła cofnąć czas , nigdy nie chciałabym skreślić tego z mojego życia Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: Czy moglabys byc do hal 03.06.01, 19:35 Bardzo ci wspolczuje. Jestes uczciwa osoba, wiem , ze brzmi to jakby nie tak, pusto, banalnie i niemodnie, ale to jest ogromna wartosc. Moim zdaniem masz szanse jeszcze ulozyc sobie zycie, ale moze z kims innym. Pomysl, ze jego zona tez chce sie z nim zestarzec, znam to uczucie. A jakos tak to sie plecie, ze na cudzym nieszczesciu nie da sie zbudowac nic sensownego. Przychodzi mi do glowy kiczowata "Pestka", cos w tym jest. Chcialbym napisac ci cos pozytywnego, lecz wiem, ze wszystko zabrzmi plyciutko i bedzie niczym na tle twojego cierpienia. Pozdrawiam cie serdecznie i zycze ulozenia sobie zycia szczesliwego. Odpowiedz Link Zgłoś
sarastro Re: Czy moglabys byc 03.06.01, 23:49 Znam z opowiadań mojej matki taki przypadek, jeszcze sprzed wojny: otóż o pewną bardzo biedną pannę starał się niezbyt bogaty rzemieślnik. Ona wraz ze swoją matką długo go zwodziły, twierdziły rózne wymyślone rzeczy o jej domniemanym bogactwie. Kawaler ów zdecydował się w końcu na ślub, jednak przed drzwiami kościoła, przed samym ślubem, panna młoda nie wytrzymała i wyznała panu młodemu, że wszystkie informacje o jej domniemanym bogactwie są zmyślone. Spodziewała się, że on ucieknie, zrezygnuje. On jednak złożył przysięgę ślubną. Potem, pytany dlaczego (zauważcie, że dla niego sprawa majątku panny miała fundamentalne znaczenie) się nie wycofał, odpowiedział: kiedy los zaprowadził mnie na ślubny kobierzec, to gdyby nawet w tym momencie okazało się, że moja wybranka jest krową, ożeniłbym się z nią. To sprawa honoru. Zasadniczo zgadzam się z powyższą postawą. Owszem, czasem zachowanie się w ten sposób może być trudne, jednak jeśli już się ma żonę/męża, dzieci itd, to nie czas wtedy na "prawdziwą" miłość. Mierzi mnie takie mówienie w tym kontekście: "Moje małżeństwo było pomyłką" itp. Trzeba zachować minimum przyzwoitości. Rozumiem, że serce nie sługa. Jednak przysięga małżeńska jest święta. Kto się jej sprzeniewierza - daje o sobie świadectwo. I nie jest to świadectwo pozytywne. Odpowiedz Link Zgłoś
sarastro do Sary... 03.06.01, 23:54 Droga Saro! Przepraszam za podobny nick. Słowo honoru, że to sprawa czysto przypadkowa. Długo nie było okazji na tę zamianę, ale teraz, po kilkudniowej absencji jest chyba dobry moment. Mam nadzieję, że to nikogo nie urazi, a nie będziesz musiała nikomu wyjaśniać, że Sarastro, to w ogóle super mężczyzna :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: do sarastro 04.06.01, 19:24 Hej sarastro, masz spox nicka. Zauwazylam cie juz wczesniej i poczatkowo wietrzylam podstep, ale krotko. :) Twoja wypowiedz, powyzej, tez mi sie spodobala. Zycie jest wystarczajaco skomplikowane, i nie trzeba gmatwac go jeszcze bardziej, a jakies minimum zasad pozwalaja tego uniknac. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
agatag Re: Czy moglabys byc 04.06.01, 00:38 Nigdy w życiu nie ruszyłam (i nie przypuszczam, żeby mogło się to zmienić) faceta, z którym związana jest już inna kobieta i pojąć nie mogę, dlaczego niektóre z nas to robią. Nie wolno krzywdzić innych, do diabła! Powiadają: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe - niech "trzecie" postawią się na miejscu żon!!! Miłość - jasne - silne uczucie, ale można nad nim zapanować. Jeśli zacząłby mnie adorować żonaty pan, po prostu posłałabym go do diabła - li i jedynie w imię żeńskiej solidarności. Nie żal mi "trzecich" - wiedziały w co się pakują. Żal mi "pierwszych", które rzadko zasługują na cierpienie. Odpowiedz Link Zgłoś
sarastro agatag... 04.06.01, 22:44 Znam jedną agatag. Lubi Umberto Eco, Alfę Romeo i rowery górskie :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re: Czy moglabys byc IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.06.01, 22:51 W chwili obecnej,mając chłopaka,spotykam się z żonatym mężczyzną.Łączą nas tylko sprawy łóżkowe.Mój chłopak też jest cudowny w łóżku.Teraz mi to się podoba,nie wiem jak będzie w przyszłości.Zobaczymy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jurek Re: Czy moglabys byc IP: *.acn.waw.pl 06.06.01, 15:52 A może spróbowałbyś zobaczyć terz, jak będzie w pryszłości i wybiec trochą dalej w myśleniu niż wieczorne łóżko...(tytusek@frugo.pl) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bryony Re: Czy moglabys byc IP: 195.12.12.* 19.06.01, 01:50 Tak, moglabym, a nawet bylam. To znaczy - teraz bym nie mogla i bardzo sie ciesze, ze juz nie jestem. To wcale nie jest takie proste, poradzic sobie z taka sytuacja. Czlowiek jest strasznie pokreconym zwierzeciem, dobrowolnie sie skazuje na takie tortury - mnie sie wtedy wydawalo, ze zrobilam to zupelnie dobrowolnie, dopiero teraz widze, ze po prostu brakowalo mi kogos, kto by mnie zrozumial, przytulil itp. I o ile bardzo latwo jest mowic o naiwnosci mlodych dziewczat (ja mialam wtedy 20 lat) z pozycji 'niebycia ta trzecia', ale mnie zajelo 3 lata, zeby sobie z tym poradzic. Caly czas mialam swiadomosc, ze on absolutnie sie dla mnie nie rozwiedzie, ale ja go kochalam bezgranicznie i dlatego wielkodusznie rozumialam i akceptowalam jego milosc do coreczki i jego (ciezarnej wlasnie) zony. W ogole rozumialam i akceptowalam fakt, ze on kocha dwie kobiety (bo ze kochal mnie, bylo oczywiste, prawda?) I nawet zaczela do mnie dochodzic swiadomosc, ze prawdopodobnie bede skazana na takie zycie do ,nie wiadomo kiedy'. Tylko w pewnym momencie zaczelam sie budzic w nocy z powodu koszmarow i generalnie popadac w depresje, bo meczylo mnie poczucie winy, w stosunku do jego zony, ktora przeciez kiedys byla moja przyjaciolka. I naprawde zazdroszcze kazdemu, kto by sie mnie w tej chwili zapytal:'To po co to w ogole zrobilas?' - tak moze powiedziec tylko osoba, ktora nigdy nie znalazla sie w podobnej sytuacji. Ale ja juz w ogole o tym nie mysle. Pewnego dnia sie obudzilam i nagle wszystko ze mnie opadlo - wszelkie uczucia: wzgledem jego, jego zony, czy dzieci, jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmialo. Tylko jakos nie mam ochoty sie nawet zastanawiac nad tym, czy to dobrze jak kobieta nie wie, ze jest zdradzana, czy mozna byc ta trzecia tylko dla seksu i tym podobnymi rzeczami. Przezylam wystarczajaco duzo, zeby uwazac podobne kwestie za zupelnie nieistotne: jestem szczesliwa, ze one juz mnie nie dotycza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joasia Re: Czy moglabys byc IP: 212.160.128.* 19.06.01, 10:41 .. a ja byłam żoną, tą wredną suką, przy której on nie wiadomo z jakiego powodu tkwił.. wracał do domu i był świetnym mężem i ojcem, mówił mi, że mnie kocha, że jesteśmy jednością, że nigdy mnie by nie opuścił, całował mnie i głaskał... ciekawa jestem co mówił tej trzeciej?.....że jestem wredna/brzydka/mściwa, że mamy dziecko? Odszedł do tej czwartej...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nina Re: Czy moglabys byc IP: 213.77.91.* 19.06.01, 10:59 Nie wiedzieć czemu wszyscy piszą o tej trzeciej a co z tymi trzecimi - przecież takie układy też istnieją, że ona mężatka ma romans a nawet opuszcza swojego męża rodzinę. Przecież takie sytuacje są wyborem dwojga ludzi a nie jakiś aktem przymusu. Z większości wpowiedzi wynika, że to kobieta kusi i rozbiją, ale do diabła czy facet się na to nie godzi, czy on nie ma swojego rozumu, przecież może powiedzieć nie, jest wolny poglądowo. pozdrawiam serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inna Iza Re: Czy moglabys byc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.01, 11:28 Słuchajcie, wszystkie trzecie! Czy to tak trudno postawić się w sytuacji żony, która dowiaduje się, że jest zdradzana, albo chociażby to przeczuwa? Albo w końcu dowiaduje się, że była pomyłką? Nigdy nie byłabym "trzecią", ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Melisa Re: Czy moglabys byc IP: 10.9.33.* 19.06.01, 17:41 Bo nikt Cie nie chcial! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: giga Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.01, 20:09 co za "inteligentne" podsumowanie... przeczytaj sobie ksiazke o tych trzecich..jest dostepna w ksiegarniach. Byc ta trzecia to robienie sobie krzywdy na wlasne zyczenie. No chyba, ze chodzi tylko o seks. Ale tylko dla seksu warto wiklac sie w glupie historie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Melisa Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.01, 22:16 Warto!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inna Iza Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.06.01, 15:16 Melisa - zdaje się, że CIEBIE NIE CHCIAŁ ŻADEN PORZĄDNY CHŁOPAK, tylko znudzony stary, żonaty facet. Znam taką jedną - była trzecia, odbiła kobiecie starego, brzydkiego, grubego i łysego, żeby tylko wyjśc za mąż, bo nie miała nikogo innego, a teraz go zostawia z dzieckiem i wyjeżdża z kochankiem na wakacje. SAMO DNO. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc -do Melisy IP: *.ipartners.pl 03.07.01, 18:18 I włąsnie dzięki takim kobietom jak Ty rozpada się moje małżeństwo. Jeszcze tylko parę tygodni. A dlaczego? Bo mój głupi mąż myślał, że kwiatki na łące u sąsiada pachną ładniej! Gucio! Nie tylko nie pachną..... a na dodatek szybciej więdną. Teraz to on jest zagubiony, bo nie ma do czego wracać.... Nie pozwoliłam sobie na takie traktowanie i wolę być do końca życia samą niż mieć świadomość, że mój partner życiowy kocha się z inną kobietą, innej mówi czułe słówka i przytula. Dziewczyny wyrywające żonatych facetów zastanówcie się nad swoim postępowaniem. Niszczycie szczęście innych ludzi, innych kobiet..... jak byście się czuły w roli żony.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Rozbita Re: Czy moglabys byc IP: *.regionet.pl 03.07.01, 20:36 Ex-żono, i ja wolałabym byc sama do końca życia niż wybaczyć zdradę. Jakoś nie mogę uwierzyć ze można kochać osobę którą się zdradza. Byłam "trzećią". Byłam młoda, głupia, pozbawiona wyobrażni i nie widziałam dalej poza koniec własnego nosa. Nie byłam świadoma tego co naprawdę robię. Był odpowiedni światopogląd (hipisi, wolna miłość i te sprawy), i przede wszystkim miałom problemy ze sobą z własną osobowośćią(czego ne będę tu dokładnie analizować). To było NAPRAWDĘ tylko dla seksu, nie powiem, było ekscytujące. Jego żona się dowiedziała (kochanka nie igła), ja po kilku mieśiącach skończyłam ten romans a oni się rozwiedli, zdaje mi się ze on miał problemy z widywaniem się ze swoim synkiem.Czy czuję się winna? No cóż sądzę że gdyby nie ja, on i tak znalazłby sobie inną kochankę (to do Jurka)Kto szuka ten znajdzie. Nie ma co obwiniać tylko tych trzecich. Ja jednak gorzko płacę za tamto, najzwyczajniej na swiecie nie jestem w stanie zaufać mężczyźnie, i w swoim związku cierpię katusze, w pewnym sensie wydaje mi się że powinno mnie spotkać to samo co zrobiłam jego żonie. KASIA- zgadzm się z tobą, najgorsze co ludzie mogą sobie zrobić to udawać ze wszystko jest OK. Nieszczerość jest gorsza niż sama zdrada, osoba zdradzana musi miec prawo do podiecia decyzji, co chce z tym faktem zrobić i jak ustosunkowac sie do zdrady. HAL - dlatego bardzo cię podziwiam, wiem że bardzo cierpisz, ale przynajmniej nie musisz sobą gardzic. W życiu nie zawsze da się uniknąc cierpienia, ale na pewno da sie uniknac dna. Pozdrawiam wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do Melisy i eks-zony IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.07.01, 23:43 Gość portalu: ex-żona napisał(a): > I włąsnie dzięki takim kobietom jak Ty rozpada się moje małżeństwo. Jak to jest, ze odpoweidzialnosc za rozpad naszych zwiazkow z taka latwoscia zrzucamy na innych. Malzenstwa nie rozpadaja sie z dnia na dzien - na to sie pracuje latami. Jeszcze > tylko parę tygodni. A dlaczego? Bo mój głupi mąż myślał, że kwiatki na łące u > sąsiada pachną ładniej! Gucio! Nie tylko nie pachną..... a na dodatek szybciej > więdną. Teraz to on jest zagubiony, bo nie ma do czego wracać.... Nie > pozwoliłam sobie na takie traktowanie i wolę być do końca życia samą niż mieć > świadomość, że mój partner życiowy kocha się z inną kobietą, innej mówi czułe > słówka i przytula. Popieram, nie wyobrazam sobie, by ktos kto mial byc dla mnie oparciem zrobil mi tak ogromna krzywde i odzyskal moje zaufanie. Dziewczyny wyrywające żonatych facetów zastanówcie się nad > swoim postępowaniem. Niszczycie szczęście innych ludzi, innych kobiet..... jak > > byście się czuły w roli żony.... Bede sie upierac, ze to nie ta trzecia niszczy szczescie innych ludzi. Jezeli doszlo do zdrady, to tego szczescia dawno juz nie bylo. Ta trzecia oczywiscie wchodzi w czyjes zycie bez pozwolenia, czego robic nie nalezy, ale robi to na czyjes zaproszenie. Najczesciej mezczyzny. I to on ponosi odpowiedzialnosc, a przynajmniej wieksza jej czesc, za bol jaki powoduje. Drogie panie, wykazmy wobec siebie nieco wiecej solidarnosci. Obwiniajac te trzecia zamiast wlasnego meza po prostu usilujemy przerzucic ciezar winy na kogos obcego, bo takim kims latwiej gardzic. Nasi mezowie / partnerzy nie sa ubezwlasnowolnieni. Przeciez nie wiazemy sie z dziecmi, tylko z doroslymi ludzmi, ktorzy rzekomo odpowiadaja za swoje czyny. A swoja droga zawsze mowi sie, ze to zona dowiaduje sie ostatnia. Cos mi sie wydaje, a wiem, o czym ,mowie, ze zona wie prawie od poczatku, tylko sama sie oszukuje, ze jakos to bedzie. niestety nikt nie oszuka nas skuteczniej niz my sami... Pozdrawiam serdecznie i zycze sily, szczegolnie tym poranionym, bez wzgledu na to, ktory wierzcholek trojkata stanowia. Monika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc -do Moniki IP: *.ipartners.pl 04.07.01, 09:44 Gość portalu: Monika napisał(a): Jak to jest, ze odpoweidzialnosc za rozpad naszych zwiazkow z taka latwoscia zr zucamy na innych. Malzenstwa nie rozpadaja sie z dnia na dzien - na to sie pracuje latami. Masz rację, tylko moje małżeństwo trwało trochę ponad trzy lata więc gdzie to pracowanie latami? Rozpadło się, bo któreś z nas nie potrafiło poradzić sobie z problemami, które się nad nami gromadziły. Nie umiał mi powiedzieć, że nie jest na tyle silny by poradzić sobie z otaczającymi nas przeciwnościami losu. Nie mówił mi, wolał zwierzać się jej. A więc zdrada emocjonalna, nie tylko fizyczna. A przecież małżeństwo to wspólna droga także naprzekór losowi, to wzajemne wspieranie się, a ja nie jestem jasnowidzem, by wiedzieć wszystko co się kryje w duszy drugiego człowieka. Tak trudno rozmawiać z własną żoną...? > Bede sie upierac, ze to nie ta trzecia niszczy szczescie innych ludzi. Jezeli d > oszlo do zdrady, to tego > szczescia dawno juz nie bylo. Ta trzecia oczywiscie wchodzi w czyjes zycie bez > pozwolenia, czego robic > nie nalezy, ale robi to na czyjes zaproszenie. Najczesciej mezczyzny. I to on p > onosi odpowiedzialnosc, a > przynajmniej wieksza jej czesc, za bol jaki powoduje. Oczywiście, że winny jest facet. To on nie potrafi powiedzieć NIE, kiedy sytuacja i okoliczności sprzyjają temu by zapomnieć się w ramionach innej kobiety. Tym bardziej, ze kobieta ta jak najbardziej godzi się na to by być jego zapomnieniem. > Drogie panie, wykazmy wobec siebie nieco wiecej solidarnosci. Obwiniajac te trz > ecia zamiast wlasnego > meza po prostu usilujemy przerzucic ciezar winy na kogos obcego, bo takim kims > latwiej gardzic. Nasi > mezowie / partnerzy nie sa ubezwlasnowolnieni. Przeciez nie wiazemy sie z dziec > mi, tylko z doroslymi > ludzmi, ktorzy rzekomo odpowiadaja za swoje czyny. Do dzisiaj śmiem wątpić, czy mój mąż wogóle dorósł do tego żeby zawierać związek małżeński, skoro w obliczu błachych problemów (może błache były dla mnie nie dla niego? ) od razu ucieka się do pocieszania w obięciach innej. Nie mniej jednak ta "trzecia" jest równie winna jak on. Winni są oboje. Bo nie zważając na konsekwencje decydują się na ten krok. A co do oszukiwania się, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Za wszelką cenę wmawiałamy sobie, ze to tylko moja wyobraźnia. Ja pierwsze symptolmy zauważyłam rok wcześniej. Tylko z braku dowodów ... mój mąż .... nie wiem ile miał kobiet podczas trwania naszego jakże krótkiego małżeństwa i nie wiem na jakiej stopie się z nimi spotykał, ale do tej ostatniej mam 100% pewność i ... tu już nie mogłam się oszukiewać, że nic się nie dzieje. Ona była na tyle zdesperowana (może zakochana), że ośmieliła się do mnie zadzwonić i kazać mi odczepić się od własnego męża, bo oni się kochają. To niech teraz się kochają do woli. Ciekawe, czy też będzie tak fajnie jak było za plecami nic nie wiedzącej żonki. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do esk-zony IP: 157.25.119.* 04.07.01, 11:53 Gość portalu: ex-żona napisał(a): > Gość portalu: Monika napisał(a): > > > Jak to jest, ze odpoweidzialnosc za rozpad naszych zwiazkow z taka latwoscia zr > zucamy na innych. > Malzenstwa nie rozpadaja sie z dnia na dzien - na to sie pracuje latami. > > Masz rację, tylko moje małżeństwo trwało trochę ponad trzy lata więc gdzie to > pracowanie latami? Rozpadło się, bo któreś z nas nie potrafiło poradzić sobie z > > problemami, które się nad nami gromadziły. Nie umiał mi powiedzieć, że nie jest > > na tyle silny by poradzić sobie z otaczającymi nas przeciwnościami losu. Nie > mówił mi, wolał zwierzać się jej. A więc zdrada emocjonalna, nie tylko fizyczna > . Jak dla mnie zdrada emocjonalna jest gorsza od fizycznej. Co prawda nie jestem w stanie uwierzyc w tlumaczenia typu: "to byl tylko seks, kochanie", ale, czysto teoretycznie rozwazajac, jednorazowy skok w bok byc moze bylby dla mnie do przelkniecia, natomiast na pewno nie moglabym odzyskac zaufania do kogos, kto prowadzil drugie zycie z kims oprócz mnie. > A przecież małżeństwo to wspólna droga także naprzekór losowi, to wzajemne > wspieranie się, a ja nie jestem jasnowidzem, by wiedzieć wszystko co się kryje > w > duszy drugiego człowieka. Tak trudno rozmawiać z własną żoną...? > To nie powinno byc trudne, ale doswiadczenie uczy, ze czasami latwiej rozmawiac z kims obcym, niestety. Jest to dosyc obrzydliwe, ale tak to wyglada. > > Bede sie upierac, ze to nie ta trzecia niszczy szczescie innych ludzi. Jez > eli d > > oszlo do zdrady, to tego > > szczescia dawno juz nie bylo. Ta trzecia oczywiscie wchodzi w czyjes zycie > bez > > pozwolenia, czego robic > > nie nalezy, ale robi to na czyjes zaproszenie. Najczesciej mezczyzny. I to > on p > > onosi odpowiedzialnosc, a > > przynajmniej wieksza jej czesc, za bol jaki powoduje. > > Oczywiście, że winny jest facet. To on nie potrafi powiedzieć NIE, kiedy sytuac > ja > i okoliczności sprzyjają temu by zapomnieć się w ramionach innej kobiety. Tym > bardziej, ze kobieta ta jak najbardziej godzi się na to by być jego zapomnienie > m. > > > > Drogie panie, wykazmy wobec siebie nieco wiecej solidarnosci. Obwiniajac t > e trz > > ecia zamiast wlasnego > > meza po prostu usilujemy przerzucic ciezar winy na kogos obcego, bo takim > kims > > latwiej gardzic. Nasi > > mezowie / partnerzy nie sa ubezwlasnowolnieni. Przeciez nie wiazemy sie z > dziec > > mi, tylko z doroslymi > > ludzmi, ktorzy rzekomo odpowiadaja za swoje czyny. > > Do dzisiaj śmiem wątpić, czy mój mąż wogóle dorósł do tego żeby zawierać związe > k > małżeński, skoro w obliczu błachych problemów (może błache były dla mnie nie dl > a > niego? ) od razu ucieka się do pocieszania w obięciach innej. Blahosc problemow zalezy, niestety od punktu widzenia. Mnie dwa lata temu zostawil facet, za ktorego mialam wyjsc za maz (i to on pierwszy wyszedl z pomyslem wspolnego zycia). Co prawda nie zostawil mnie dla innej, ale zrobil to w momencie kiedy wszystkie zawirowania mielismy juz za soba i moglo byc tylko lepiej , a przynajmniej mnie sie tak wydawalo. No i wtedy sie wlasnie dowiedzialam, ze on juz nie ma sily i juz mu sie nie chce. Moral z tego taki, ze nigdy nie wiadomo, co dla kogo jest problemem. Nie mniej jednak > ta > "trzecia" jest równie winna jak on. Winni są oboje. Bo nie zważając na > konsekwencje decydują się na ten krok. > > A co do oszukiwania się, to zgadzam się z Tobą całkowicie. Za wszelką cenę > wmawiałamy sobie, ze to tylko moja wyobraźnia. Ja pierwsze symptolmy zauważyłam > > rok wcześniej. Tylko z braku dowodów ... mój mąż .... nie wiem ile miał kobiet > podczas trwania naszego jakże krótkiego małżeństwa i nie wiem na jakiej stopie > się z nimi spotykał, ale do tej ostatniej mam 100% pewność i ... tu już nie > mogłam się oszukiewać, że nic się nie dzieje. Ona była na tyle zdesperowana (mo > że > zakochana), że ośmieliła się do mnie zadzwonić i kazać mi odczepić się od > własnego męża, bo oni się kochają. To niech teraz się kochają do woli. Ciekawe, > > czy też będzie tak fajnie jak było za plecami nic nie wiedzącej żonki. > Pozdrawiam. Podejrzewam, ze wcale im nie bedzie fajnie. On sie znudzi, bo sprawa straci posmak owocu zakazanego, a chyba najbardziej mu odpowiadalo, ze ma do kogo wracac (wybacz szczerosc). Nasuwa mi sie jeszcze jedna mysl. Przyjmijmy, ze facet zostawia swoja zone / stala partnerke i wiaze sie z ta trzecia. Jaka ona ma pewnosc, ze za jakis czas nie wykreci jej tego samego numeru - przeciez raz juz potrafil. Pozdrawiam serdecznie, trzymaj sie. Wiem, ze to truizm, ale facet naprawde na Ciebie nie zaslugiwal i lepiej, ze stalo sie to po trzech, a nie po dziesieciu latach malzenstwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc -do Moniki IP: *.ipartners.pl 04.07.01, 13:53 Dzięki za słowa wsparcia. Czytając Twoje słowa o Twoim byłym facecie, i ... zobaczyłam siebie. Mój mąż powiedział dokładnie to samo, że nie ma już siły. A przecież właśnie wychodziliśmy na prostą i tak napradę mogło być już tylko lepiej. Ale.... To że na mnie nie zasługiwał powtarzam sobie już od dłuższego czasu i pomaga. Nauczyłam się go nie kochać. Dzięki jeszcze raz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do eks-zony IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.01, 19:50 Ciesze sie, ze jestes w nienajgorszej formie - przynajmniej tak wynika z tego, co piszesz. Mam jeszcze jedno, chyba nie niedyskretne pytanie. Czy Ty tez uslyszalas, ze on na Ciebnie nie zasluguje, czy tylko moj byly wyglaszal takie madre zdania? Ja go jeszcze, glupia, przekonywalam, ze wcale nie prawda i jakis rok mi zajelo, zeby sie z nim zgodzic. Od tej pory wyznaje zasade, ze jezeli facet twierdzi, ze na mnie nie zasluguje, to pewnie wie co mówi. mam nadzieje, ze masz wokol siebie ludzi, ktorzy pomagaja Ci stanac na nogi - moja przyjaciolka przywracala mnie do swiata zywych (nie przesadzam) przez bity rok i chyba nigdy jej nie przestane dziekowac, bo sama nie dalabym sobie rady. Pozdrawiam serdecznie i polecam sie w razie czego. Monika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: walcząca Re: Czy moglabys byc IP: 212.33.64.* 04.07.01, 09:07 Przyłączę się do dyskusji, choć nie jestem tą trzecią, ale są "szanse" że mogę się nią stać. Jestem młodą mężatką, w małżeństwie jest różnie, ale ogólnie bilans jest dodatni. Kocham swego męża i wiem że on mnie również, a to że czasami trudno się porozumieć, to chyba jest normalne w związku dwojga ludzi, z których każdy ma własną osobowość. Trudno wymagać od drugiej osoby absolutnego podporządkowania. Zatem wyszłam za mąż, skończyłam studia i podjęłam pracę. I tu spotkałam Jego. Jest to znajomy jeszcze z lat dzieciństwa, dużo starszy ode mnie, a skąd się znamy? Kiedy ja miałam "pare" lat i jego córka miała "pare" lat razem bawiłyśmy się lalkami. Potem wyjechał za granicę razem z rodziną i tak to było. Teraz kiedy się spotkaliśmy było zabawnie. On nie mógł uwierzyć że z takiego dzieciaczka coś takiego wyrosło, a ja nie mogłam oderwać od niego oczu. Lekko posiwiał i chodzi w eleganckich garniturach ... Kiedy się spotykamy w pracy czuję, że coś się dzieje, te spojrzenia, rozmowy, uśmiechy, gesty ... Sama dziwię się sobie, że on wywołuje we mnie taką masę róznych odczuć. Wiem, że gdyby nadarzyła się sprzyjająca okazja stałoby się coś czego możemy potem żałować. Np. jak spotkamy się w windzie mam ochotę po prostu rzucić sie na niego. Wiem, że kocham swego męża i nie chcę go zranić. Może to dziwnie brzmi kocham męża, a tu tyle uczuć do innego faceta. Ale wierzcie mi to jest coś w rodzaju chemii, przyciągania i wiem że byłby to wielki błąd gdybym dała sie temu ponieść. Chwila rozkoszy może poplątać mi i jemu życie. Rozum i serce mówi mi że nie warto, ale "coś" nie pozwala zobojętnieć. Znam i szanuję Jego żonę i córkę. Nie chce rozbic mu rodziny, która należy do raczej udanych. Zaczęłam go unikać, ograniczyłam nasze kontakty do minimum, ale nie wiem co z tego będzie. Mam nadzieję że jakoś uda się to przezwyciężyć dla naszego wspólnego dobra nie krzywdząc innych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do Ex-żony IP: *.regionet.pl 04.07.01, 12:06 Dlaczego niby meżczyzna nie potrafi powiedziec NIE. Zdolnosc mowienia nie nie zalezy od plci, lecz od sily charakteru. Moze wiec powinnas sie cieszyc ze uwolnilas sie od tego slabego pozbawionego charakteru czlowieka wmiare wczesnie, i nie zmarnowalas sobie calego zycia lecz tylko kilka lat mlodosci, a cale zycie jeszcze przed toba. Wiem ze to brzmi okropnie bo na pewno go kochalas ale on nie byl wart twojej milosci. W raporcie Polityki podano wyniki badań w których 83% mężczyzn przyznało sie do zdradzenia żony. Tak więc prawdopodobieństwo ze kobieta nie zostanie zdradzona jest niewielkie. W jakiej sytuacji znajduje się więc współczesna kobieta: Swiadomość ze prawie na pewno zostanie sie zdradzoną + kontrola płodności + zmieniające się normy kulturowe + w wielu wypadkach niezależność ekonomiczna kobiety. Czego my więc od siebie oczekujemy? Jest chyba oczywiste że kobieta próbuje się przystosować do takiej sytuacji. Każdy organizm żywy musi przystosować się do otoczenia żeby przeżyć. Nie obwiniajmy wiec "Trzecich". Prosze mnie zle nie zrozumiec, ja nie jestem za wiarołomstwem czy rozwiązłością, ale dlaczego ciężarem utrzymywania ogniska rodzinnego ma byc obarczana kobieta: ta pierwsza, trzecia, czy z innym numerkiem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ex-żona Re: Czy moglabys byc do Sylwi IP: *.ipartners.pl 04.07.01, 14:05 Gość portalu: Sylwia napisał(a): > Dlaczego niby meżczyzna nie potrafi powiedziec NIE. > Zdolnosc mowienia nie nie zalezy od plci, lecz od > sily charakteru. Moze wiec powinnas sie cieszyc ze > uwolnilas sie od tego slabego pozbawionego charakteru > czlowieka wmiare wczesnie, i nie zmarnowalas sobie > calego zycia lecz tylko kilka lat mlodosci, a cale > zycie jeszcze przed toba. Wiem ze to brzmi okropnie > bo na pewno go kochalas ale on nie byl wart twojej > milosci. Też to sobie powtarzam, że całe życie przede mną. A on, skoro jeszcze taki niezdecydowany, zbyt dziecinny by towarzyszyć mi w życiu, jeśli mam mieć przy sobie kogoś kto nie będzie potrafił nikomu odmówić tylko własnej żonie potrafi się postawić, to wolę być sama i sama borykać się tylko ze swoimi problemami a nie jeszcze dźwigać jego kłopoty. I do tego szarpać sobie nerwy. > Prosze mnie zle nie zrozumiec, ja nie jestem za > wiarołomstwem czy rozwiązłością, ale dlaczego > ciężarem utrzymywania ogniska rodzinnego ma byc > obarczana kobieta: ta pierwsza, trzecia, czy z innym > numerkiem? Tylko dlaczego mam pogodzić się z tym, ze mój partner musi mnie zdradzać bo takie są statystyki. Jak chce mieć harem to niech zmieni wyznanie i kraj zamieszkiwania, pochodzenie (no tak ale tego zminić się nie da). Jeśli chce mieć wiele kobiet to niech nie zakłada rodziny składając przysięgę, że będzie wierny jednej. A utrzymanie ogniska rodzinnego - co to za rodzina, kiedy ludzie się zdradzają na prawo i lewo, kiedy prowadzą podwójne życie, kiedy nie ma zaufania, kiedy nie potrafią już ze sobą rozmawiać, bo tak naprawdę nie ma oczym... To już nie jest rodzina i właściwie nie ma czego utrzymywać. A mój ex nie zasługiwał na moje zaufanie i uczucie. Pozdrawiam i dzięki za słowa optymizmu co do szansy na lepszy związek w przyszłości. Mam nadzieję, że uda mi się zaufać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re: Czy moglabys byc do Sylwi IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 04.07.01, 14:50 Zaraz, chwila, spokojnie z tymi statystykami. Nie jestem co prawda żonaty i nie wiem, jaki bede miał stosunek do zdrady, będąc z żoną np. po 10 latach małżeństwa, ale ja nie dopuszczam ze swojej strony żadnej zdrady. I nie jestem jakimś tam aniołkiem-wyjątkiem, owszem mam kumpli, którzy zdradziliby "z miejsca", ale mam też żonatych kolegów, którzy są szczęśliwi i nic im do szczęścia nie brakuje. 83% - dużo, czy mało? Nie wiem. Ale wydaje mi się, że wybierając osobe, z ktora bedziemy zyc, wiemy czy można jej ufać. Jasne, jesteśmy tylko ludźmi i nigdy nie wiadomo, w jakich sytuacjach się znajdziemy, więc zawsze pozostaje jakiś znak zapytania. Ale opinia: wszyscy faceci zdradzają - jest deliktanie mówiąc - uogólnianiem... A co do tych wszystkich trzecich: ciekawe, czy ktoś taki zdaje sobie sprawę, że może za cenę swoich przyjemności i egoizmu np. zrujnowac życie jakiejś rodziny - niczemu niewinnych dzieci? Ciekawe, czy w ogóle myslicie o konsekwencjach? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do kuby IP: *.regionet.pl 04.07.01, 18:53 Gość portalu: kuba napisał(a): > Zaraz, chwila, spokojnie z tymi statystykami. Nie jestem co prawda żonaty i nie > > wiem, jaki bede miał stosunek do zdrady, będąc z żoną np. po 10 latach > małżeństwa, ale ja nie dopuszczam ze swojej strony żadnej zdrady. I nie jestem > jakimś tam aniołkiem-wyjątkiem, owszem mam kumpli, którzy zdradziliby "z > miejsca", ale mam też żonatych kolegów, którzy są szczęśliwi i nic im do > szczęścia nie brakuje. > 83% - dużo, czy mało? Nie wiem. Ale wydaje mi się, że wybierając osobe, z ktora > > bedziemy zyc, wiemy czy można jej ufać. Jasne, jesteśmy tylko ludźmi i nigdy > nie wiadomo, w jakich sytuacjach się znajdziemy, więc zawsze pozostaje jakiś > znak zapytania. Ale opinia: wszyscy faceci zdradzają - jest deliktanie mówiąc - > > uogólnianiem... Ciesze sie ze tak mowisz, i chcialabym zeby tak bylo. > A co do tych wszystkich trzecich: ciekawe, czy ktoś taki zdaje sobie sprawę, że > > może za cenę swoich przyjemności i egoizmu np. zrujnowac życie jakiejś rodziny > - niczemu niewinnych dzieci? Ciekawe, czy w ogóle myslicie o konsekwencjach? A co do tych wszystkich zdradzajacych żon i mężów: ciekawe czy ktoś taki zdaje sobie sprawe ze za cene swojej przyjemności i egoizmu mogą zrujnowac życie WŁASNEJ rodziny, niczemu niewinnych własnych dzieci, KTORYCH PRZECIERZ POWINNI ZA WSZELKA CENE CHRONIC, BO SA BEZBRONNE I NIE MOGA LICZYC NA NIKOGO TYLKO NA RODZICOW,? Ciekawe czy wogole mysla o konsekwencjach. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Czy moglabys byc -do Kuby IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.01, 19:41 Jezeli jestes tym samym Kuba, ktory w kilku miejscach tego forum dzielil sie juz swoimi pogladami na zycie, to na wypadek gdybys nie przeczytal mojego komentarza przy temacie Czego kobiety oczekuja od mezczyzn chcialabym powtorzyc, ze dobrze robi swiadomosc, ze jeszcze sa tacy faceci. Moc pozdrowien Monika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re: Czy moglabys byc -do Kuby IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 05.07.01, 12:15 Gość portalu: Monika napisał(a): > Jezeli jestes tym samym Kuba, ktory w kilku miejscach tego forum dzielil sie ju > z swoimi pogladami > na zycie, to na wypadek gdybys nie przeczytal mojego komentarza przy temacie Cz > ego kobiety > oczekuja od mezczyzn chcialabym powtorzyc, ze dobrze robi swiadomosc, ze jeszcz > e sa tacy faceci. > Moc pozdrowien > Monika No to chyba o mnie. Dzięki Monika, czytałem komentarz. To chyba jestem idealny, bo właśnie nie umiem wbić gwoździa, a z żarówką tez ciężko... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do kuby IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 10:38 Ale dlaczego od razu tak "z grubej rury"? Może "skok na bok" to nie jest całkiem OK, ale czy czysto fizyczna, jednorazowa przygoda, pod warunkiem że się tej trzeciej niczego nie obiecuje i stawia sprawę jasno, nie musi powodować krzywdzenia dzieci, rozpadu małżeństwa, itd. To brzmi obłudnie, ale u facetów często tak jest, że to wcale nie znaczy że się swojej żony nie kocha. Jest to po prostu uleganie swoim zwierzęcym pociągom. Niektórzy mogą sie opanować, niektórym trudniej. Chodzi tylko o to, że by nie był to związek "na boku" powiązany z zaangażowaniem emocjonalnym którejkolwiek ze stron Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 10:53 i nie miał byś nic przeciwko temu żeby twoja żona cie tak jednorazowo zdradzała bez zaangażowania emocjonalnego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 11:35 Pewnie bym trochę przeszkadzało. Znaczyło by to chyba, że nie do końca się spełnia ze mna w łózku. Najgorzej, jeżeli robiła by to jawnie, nie zwracając uwagę na mnie, na otoczenie. Znaczyło by to, że w ogóle ja nie obchodzi co czuję. Jezeli byłby to wyskok typu "przystojny kelner na wakacjach", który starała sie ukryć, a którym dowiedział bym się jakims dziwnym przypadkiem, to jakoś bym to przeżył. Mógłbym potraktować to nawet z pewna dawką humoru na temat temperamentu mojej żony - w końcu to on byłby tym wykorzystanym kawałkiem mięsa. Czasami zresztą dobrze jest wiedzieć, że żona innym też się podoba. Tak dla wyjaśnienia - jestem zonaty od trzech lat, nie zdradziłem, chociaż przyznam się, ze nie raz miałem na to ochotę (okazji tez nie brakowało) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 13:12 To rozsądne i trzyma sie kupy co piszesz. Ale to mi nasowa myśl jak różni sa ludzie ich charaktery, potrzeby i oczekiwania. Dobrze by było gdyby sie jakoś rozsądnie dobierali, tak zeby mieli podobne podejście również do spraw seksu. Albo przynajmniej znali sie pod tym wzgledem, ale do tego to potrzebna jest dobra komunikacja, szczerość i zaufanie. Jednak rozumiesz że gdy inna kobieta jest dla ciebie cudowna tylko pod wzgledem seksualnym, to moze to byc krzywdzace dla żony, bo znaczy że żona cie pod tym wzgledem nie do końca zadowala.(to odnosząc sie do twojego innego posta) Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 14:14 Gość portalu: Sylwia napisał(a): > To rozsądne i trzyma sie kupy co piszesz. Ale to mi > nasowa myśl jak różni sa ludzie ich charaktery, > potrzeby i oczekiwania. Dobrze by było gdyby sie > jakoś rozsądnie dobierali, tak zeby mieli podobne > podejście również do spraw seksu. Albo przynajmniej > znali sie pod tym wzgledem, ale do tego to potrzebna > jest dobra komunikacja, szczerość i zaufanie. > Jednak rozumiesz że gdy inna kobieta jest dla ciebie > cudowna tylko pod wzgledem seksualnym, to moze to byc > krzywdzace dla żony, bo znaczy że żona cie pod tym > wzgledem nie do końca zadowala.(to odnosząc sie do > twojego innego posta) > Pozdrawiam Nie uważam, żebyśmy się jakoś szczególnie niedobrali, ani w żadnym wypadku nie żałuje swojeogo wyboru. Wydaje mi się, że na ogół jak się kochamy to zadowalamy się wzajemnie, czyli jakościowo jest zupełnie OK . Tylko że ja chętnie bym to robił o wiele częściej... Nie jest jakoś tragicznie pod tym względem, po prostu żona ma trochę mniejszy temperament, szczególnie od czasu jak urodziła nam się córeczka. Czyli odpada możliwość dobrania się pod tym względem przed ślubem - to się niestety zmienia. Nie wiem, może jestem trochę zwierzak :-) Poza tym słyszałem, że po 40 u mężczyzny libido spada, u kobiety wzrasta. Ciekawe co będzie wtedy? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 15:12 Nie chodziło mi o temperament seksualny, tylko o samo podejście do tych spraw, czyli żeby żona należała do tych kobiet(a na pewno jest ich sporo) które też przyjmą z poczuciem humoru fakt że ich partner gdzieś na wczasach z seksowna kelnerka...Każdy mierzy swiat własną miarą, ja nie mogłabym zdradzić kogoś kogo kocham, dlatego uznałabym ze ktoś kto mnie zdradził nie kocha mnie. czasami mecza mnie takie fantazje, że tez chyba jestem troche zwierzak...(twoja zone pewnie tez czasem mecza) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 17:29 nie sądzę że ją męczą, właściwie bym chciał żeby trochę bardziej była zwierzakiem... ale i tak jest bardzo kochana Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mika Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.01, 00:46 Myślałam, że tylko mnie to spotkało. dzięki, naprawdę dzięki za to wyznanie. Też mam męża, bardzo fajnego, jest mi z nim świetnie. I też pojawił się On. Trwa to już ponad pół roku, te myśli niesutanne, budzę się z nim, zasypiam z nim w głowie, cos okropnego. Wcale nie jest lepiej, chociaż spotykamy się raz na miesiąc w miejscach publicznych. On ma żonę, ale też tak odjechał. Walczymy z całych sił żeby nic się nie stało, ale to jakaś beznadzieja. Mam depresję jak smok, nawet zaczęłam brać prochy. Jeden dzień bez rozmowy telefonicznej chociaż 30 s jest absolutnie nie do przeżycia. Ale walczymy i jak na razie nie wyszliśmy poza uścisk dłoni. mam nadzieję, że dalej nic się nie stanie. napisz co u ciebie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark Re: Czy moglabys byc IP: *.*.*.* 05.07.01, 05:55 Przyznam ze z zapartym tchem przeczytalem wszystkie wpisy - pozwolcie Panstwo ze podziele sie moim zdaniem. Na poczatek wyjasnienie; mam 42 lata, zonaty od 17, dzieci w w ieku 16 i 12. Pobralismy sie po bardzo (nawet szokujaco) krotkiej znajomosci. Wielka milosc? Teraz nazywam to "wielkim zauroczeniem", bo prawdziwa milosc przyszala pozniej. W pierwszym roku zdradzalem na potege; dwie stale przyjaciolki jeszcze z czasow kawalerskich (vide krotki okres znajomosci przed slubem), a z racji pracy (wowczs firmy polonijne), rozjazdow i aparycji (ja sie nie chwale - probuje dojsc do punktu), nigdy nie mialem problemow z okazjami i ich wykorzystaniem. Dlaczego? Gość portalu: Sylwia napisał(a): > Dlaczego niby meżczyzna nie potrafi powiedziec NIE. > Zdolnosc mowienia nie nie zalezy od plci, lecz od > sily charakteru Przepraszam ale nie zgadzam sie. Mezczyzna podchodzi do tego bardziej fizjologicznie, mam nawet wrazenie, ze jest to pozostalosc z instynktu mysliwego. Zdrada liczy sie od momentu zaangazowania uczuciowego. Dlatego tez powiedzenie ze zdrada jest dokonana tylko przez kobiete, a nigdy przez mezczyzne, ma pewne podstawy emocjonalne; kobieta najpierw oddaje serce a potem cialo - u mezczyzny jest odwrotnie. Co do dalszych losow mojego malzenstwa, to moja zona nigdy sie nie dowiedzala o tych "przygodach", po roku wyjechalismy z kraju, zaczelismy budowac nasze zycie za oceanem i... od 16 lat jej nie zdradzilem. Nie ze nie mam okazji, czy moj instynkt mysliwego sie stepil - absolutnie, po prostu moja zona pomogla wydobyc ze mnie moja dojrzalosc, jest to prawdziwa milosc i nie bardzo widze siebie z kims innym, nawet przez noc...Nasze malzenstwo jest jej dzielem... Pozdrawiam - mark Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys byc do MARKA IP: *.regionet.pl 05.07.01, 10:47 Gość portalu: mark napisał(a): > > > > > Przepraszam ale nie zgadzam sie. Mezczyzna podchodzi do tego bardziej > fizjologicznie, mam nawet wrazenie, ze jest to pozostalosc z instynktu > mysliwego. Zdrada liczy sie od momentu zaangazowania uczuciowego. Dlatego tez > powiedzenie ze zdrada jest dokonana tylko przez kobiete, a nigdy przez > mezczyzne, ma pewne podstawy emocjonalne; kobieta najpierw oddaje serce a potem > > cialo - u mezczyzny jest odwrotnie. Nie napisałes tu oczywiscie nic nowego, meżczyzni często podaja ten argument, dla mnie jest to czysta racjonalizacja, po prostu usprawiedliwianie sie przed sobą. To świetny pomysł wymyślić sobie teorie która nam pozwala bez skrupułow i wyrzutów sumienia robic najgorsze swiństwa. Tyle że takich teorii to sobie może wymyślić również kobieta na pęczki, to kwestia wyobraźni. Zresztą przyznając sie że rządzą tobą instynkty, sam podważasz siłe swego charakteru. Kobieta też ma instynkty, a różne podejście do mowienia NIE to proces kulturowy, a nie biologiczny. Pogląd że kobieta nie może uprawiać seksu bez zaangażowania emocjonalnego jest po prostu ZACOFANY(gdybyś przeczytał dokładnie wszystkie posty to byś o tym wiedział), a stwierdzenie że tak naprawde to tylko kobieta zdradza, mężczyzna zaś własciwie nie to czysty szowinizm. Gratuluję naprawde.))) I jeszcze jedno. Zawsze mnie dziwiły takie poglądy jak twoje, bo jest w nich albo wielka niekonsekwencja, albo jeszcze wieksza podłość. Z jednej strony twoje skoki w bok to czysta fizjologia, traktujesz swoje partnerki niemal jak gumowe lalki, z drugiej jesteś przekonany że kobieta to tak bez uczuć nie może. Nie sądzisz że w tej sytuacji w najpodlejszy sposob krzywdziszłeś swoje seksualne partnerki które MUSZA być w tobie zakochane, gdy tymczasem one sa dla ciebie jedynie przedmiotem zwierzecej chuci? A może bez uczuć to nie może tylko twoja żona? Jak ta teoria fajnie sie wije żebyś tylko ty mogł wyjść na swoje. Przepraszam ciebie to już nie dotyczy, to tokie ogolne dywagacje na temat. Napisałeś jednak coś pieknego i jednocześnie bardzo prawdziwego: > C to prawdziwa milosc i nie bardzo widze siebie z > kims innym, nawet przez noc... > Też sądze że tylko w imie prawdziwej miłości potrafimy bez trudu dochować wierności. Z małżenstwami zaś jest różnie, twoja żona też teoretycznie mogła nie być taka nie uswiadomiona co do twoich zdrad. Byłeś przystojny, może miałeś kase i perspektywy na przyszłość, opłacało jej sie mimo wszystko z tobą zostać, ostatecznie też mogła sie zabawić gdy ty byłeś w rozjazdach. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sabina Re: Czy moglabys byc do Mirka IP: *.regionet.pl 05.07.01, 11:27 Mirku, szczerze cię proszę wytłumacz mi jak ty to robisz. Jak możesz kochając własną żonę tulić, całować i może mówić że jest cudowna obcej kobiecie. Jak możesz robić coś o czym wiesz że jest krzywdzące dla osoby którą kochasz. Jak możesz mimo wszystko narażac się na to że stracisz w ten sposób osobę którą kochasz. I na koniec: przypadkowe skoki w bok to jednak niebezpieczeństwo zarażenia sie AIDS. Jak możesz narazać osobę która kochasz na to ze zarazisz ja tak strasznym wirusem. Jak możesz okłamywać osobe którą kochasz? Od dawna mnie nurtuje taka postawa, jesli możesz bardzo prosze o odpowiedz.Sabina Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mirek Re: Czy moglabys byc do Mirka IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 05.07.01, 11:45 Po pierwsze, jak na razie tego nie zrobiłem. Po drugie, nie mowiłbym innej kobiecie żadnych kłamstw. Mogłbym mówić, ze jest cudowna w kontekście seksu, ale zo to ma wspólnego z miłością? Z AIDS możesz miec rację, ale czy prezerwatywa nie jest wystarczającym zabezpieczeniem? Ryzyko w kontaktach heteroseksulanych jest i tak o wiele mniejsze, z prezerwatywą jest raczej zupełnie znikome. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wojt Re: Czy moglabys by IP: *.*.*.* 05.07.01, 11:28 podoba mi sie ta polemika, tez jestem zonaty, i mam pewne problemy z zona natury seksualnej, ja chce kochac sie, ona mniej, ale zgadzam sie z pogladem ze facet ma w sobie cos ze zwierzaka i inaczej pojmuje sprawy seksualne, uwazam rowniez, ze kocham swoja zone, ale gdyby zdarzyla sie okazja to sadze ze bym ja wykorzystal, tylko dla urozmaicienia lub wyrownania niedosytu w malzenstwie, ktore jest czyms wiecej niz tylko seksem i jezeli w tej kwestii jest mniejsze porozumienie to powinienem, w zgodzie ze swoim sumieniem nadrobic straty emocjonalne, jednak zalezy mi na dlugotrwalym malzenstwie i robienie skokow na bok musi byd zwiazane z absolutna dyskrecja, tak aby jak wiele osob podkreslalo nie niszczyc zycia zonie, dzieciom, itd to jest tak, w zyciu kazdy daje rozne rady, a czlowiek powinien wybrac czy zrobic to co jest zgodne z jego postawa, charakterem, potrzebami, INFO dla KOBIET, jezeli moja zona potrzebowala by tego samego, ale z innym facetem, to przeciez jak bym sie nie dowiedzial to nie moglbym zalowac, a poza tym zawsze sobie wyobrazalem jak to jest w taki luznym zwiazku,gdzie bez ukrywania raz on, a raz ona czerpia korzysci z zycia, jak to mowia live fast and die young, a z drugiej strony milosc, wiernosc i uczciwosc malzenska, trzeba wybrac jaki konsensus pozdrawiam wszystkich rozdartych, ktorzy podobnie jak ja nie wiedza do konca co wybrac Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Czy moglabys by do Wojta IP: *.regionet.pl 05.07.01, 12:56 Nie sądze żeby istniał jeden słuszny sposób na życie. Prawde mówiąc czasem wydaje mi sie że takie wolne związki gdzie każdy bez ukrywania korzysta do woli z życia, są najdoskonalsze, szczególnie w chwilach zwątpienia, gdy w moim związku żle sie dzieje, gdy mam chęc na odmiane w sferze seksu, albo gdy zaczynam uswiadamiać sobie że zaczynam nudzić swojego mężczyzne. W życiu kieruje sie jedną nadrzendna zasadą : realizuje siebie i swoje pragnienia nie krzywdządz przy tym innych. To ma związek również z dochowaniem wierności sobie. Ale nie rozumiem podejścia: jak nie bede wiedział to mi nie bedzie żal. Ze sam nie wiesz, to nie zmienia faktu ze zona przezywala rozkosz, to niesamowite intymne przezycie z innym meżczyzną. Zresztą czy tu można coś ukryć? Są tak zwane sygnały podprogowe, które omijając swiadomość trafiaja prosto do podswiadomości: obcy ledwo uchwytny zapach na skórze żony, prawie niezauważalna zmiana zachowania, spowodowana namacalna obecnością innego mezczyzny w jej wspomnieniach. Ty ją całujesz a ona myśli: tamten robił to troch w inny sposób. Na poziomie podswiadomosci wiesz ze cie zdradziła, dręczy cie to a nawet nie wiesz co. Zresztą tak jak pisałam w swoim pierwszym liście, może by było lepiej gdybyśmy wszyscy dali sobie luzu i czadu, cofajac sie do poziomu prymitywnych plemion. Ale czy to nie byłby regres cywilizacyjny? pozdrawiam i życze trafnych decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark Pozdrowienia... IP: *.*.*.* 06.07.01, 03:55 ...dla Sylwi... ..."Nie napisałes tu oczywiscie nic nowego, meżczyzni często podaja ten argument...stwierdzenie że tak naprawde to tylko kobieta zdradza, mężczyzna zaś własciwie nie to czysty szowinizm"... Wcale nie jestem zaskoczony tym "szowinizmem" - czesto zastepuje "nie rozumie meskiej logiki". Roznice w sposobie myslenia mezczyzny i kobiety probowali wyjasnic i filozofowie i naukowcy. Ci pierwsi napisali tomy, ci ostatni oparli to na roznicy w ilosci testosteronu i adrenaliny. Moim zdaniem dosyc powiedziec ze "kobiety sa z Wenus a mezczyzni z Marsa". Zgadzam sie natomiast z tym, ze moze niezbyt dokladnie sie okreslilem; ..."Pogląd że kobieta nie może uprawiać seksu bez zaangażowania emocjonalnego jest po prostu ZACOFANY"... Tu masz racje; rownouprawnienie weszlo nawet do lozka (nie posadzaj mnie znowu tutaj o szowinizm - jestem za!), z tym ze mysle, ze gdyby "Titanic" topil sie dzisiaj, polowa emancypantek by krzyczala ze kobiety pierwsze, bo slaba plec. To jednak jest juz zupelnie inny temat. Co do mojej zony..."ostatecznie też mogła sie zabawić gdy ty byłeś w rozjazdach"...to tu wyznaje ta sama zasade co Wojt; "czego oczy nie widza - sercu nie zal" i bardzo mi sie podoba wypowiec trzeciej z tego forum; ..."Otóż facet, który nie potrafi ukryć, że ma kochankę, to osoba mówiąc deliaktnie - mało rozgarnięta (frajer) . Ja nie mogę wiedzieć takich rzeczy! Jeśli się dowiem, to facet spada na drzewo. Wiem, że to ogromna niekonsekwencja z mojej strony, ale nikt nie powiedział, że mam być konsekwentna"... Oczywiscie mam tutaj na mysli obie strony (rownouprawnienie). Sylwia - prosze nie zrozum mnie zle - ja na prawde nie jestem zadnym ladakiem. Przeszedlem rozne okresy w zyciu, jadlem chleb z roznych piecow i przekonalem sie ze nic w zyciu nie jest pewne. To ze mam tolerancyjne podejscie do sprawy trzecich, nie przeszkadza mi byc bardzo dobrym ojcem i wiernym mezem. Mialem w zyciu szczescie ze trafilem na kobiete, z ktora potrafilem sie uzupelnic. Zajelo to troche czasu, pracy i duzo dobrej woli obojga, ale sie oplacalo. Pozdrawiam wszystkich - powodzenia - mark Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark ...i jeszcze raz pozdrowienia... IP: *.*.*.* 06.07.01, 04:53 ...dla Wojta... W sprawie ..."urozmaicienia lub wyrownania niedosytu w malzenstwie"... ...to pozwol ze opowiem Ci pewna historie. Otoz pare lat temu mielismy z zona problem. Wiesz jak to jest w zyciu - cos nie idzie dokladnie tak jak zaplanowales i nagle wszystko inne tez wali Ci sie na glowe. Nawet gdy zaczynalismy rozmawiac na inne tematy, konczylo sie na problemie. Nie, nie klocilismy sie, ale oboje bylismy znuzeni - trwalo to ladne kilka miesiecy. Pewnego dnia wyszedlem z biura wczesniej, kupilem kwiaty (pierwsze od bardzo dlugiego czasu) i poszedlem po zone. Nie musze Ci opisywac jej miny - totalne oslupienie. Poszlismy na kolacje a pozniej do baru. Minelo troche czasu zanim doszla do siebie, ale w barze bylismy jak na naszej pierwszej randce! Stawalem na szczytach swojej elokwencji i poczucia humoru, a ona smiala sie i spuszczala oczy jak siedemnascie lat temu. Przypomnielismy sie sobie i to co nas do siebie przyciagnelo. Kilka dni pozniej, wracam z pracy a otwiera mi drzwi - kompletnie inne uczesanie, szalowy kolor inny makijaz. Wiedzialem, ze bylo to tylko dla mnie, a gdy w koncu udalo mi sie podniesc szczeke z podlogi, to...no, dobrze ze dzieci nie bylo w domu... Problem zrobil sie dziwnie mniejszy i stosunkowo latwo dalismy sobie z nim rade, za to wypady do barow, knajpek, pubow, klubow itd, itp zrobily sie dla nas czyms bardzo waznym i "naszym"... ... a co do..."mam pewne problemy z zona natury seksualnej, ja chce kochac sie, ona mniej"... ...to jedynie jak moge to skomentowac, to tak, ze znajdujac ta trzecia, wejdziesz w cos, co jest zwiazkiem, a to moze miec wplyw na Twoja rodzine. Kazdy telefon w domu bedzie Cie bolal, bo nigdy nie bedziesz wiedzial czy to kolega do syna, czy "zyczliwy(a) do zony. Nie chce rozpetywac tutaj wojny, ale domy publiczne, to byly na prawde potrzebne instytucje - nie byloby tylu rodzinnych tragedii. Pozdrawiam wszystkich - powodzenia - mark Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re: Czy moglabys byc do MARKA IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 05.07.01, 12:10 Gość portalu: Sylwia napisał(a): To świetny pomysł wymyślić sobie teorie która nam > pozwala bez skrupułow i wyrzutów sumienia robic > najgorsze swiństwa. Zgadzam się w 100%. Ok, pokusy są i zawsze będą. I przed kobietami i mężczyznami. My mężczyźni tacy jesteśmy, że mając u boku piękną kobietę i tak, chociażby odruchowo, obejrzymy się za inną. Tylko pozostaje tutaj kwestia wyboru, co z tym zrobimy dalej. Miłość i życie z inną osobą, to moim zdaniem, między innymi umiejętność trzymania na wodzy swoich emocji, przede wszystkim w tych trudnych chwilach. Właśnie wtedy, gdy przychodzi kryzys po kilku latach małżeństwa, kiedy minęło pierwsze zauroczenie, kiedy nawet nie masz ochoty wracać do własnego domu. No i co, czy za każdym razem, kiedy masz kryzys w domu, zamierzasz się naiwnie usprawiedliwiać i uciekać od swoich problemów w jakies romanse? A jakiekolwiek usprawiedliwanie przed sobą zdrady przypomina mi dziecinne (bez obrazy) usprawiedliwianie alkoholika, dlaczego wypił kieliszek. Każdy pretekst i usprawiedliwienie jest dobre... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mark ...i specjalne pozdrowienia dla kuby! IP: *.*.*.* 06.07.01, 05:06 Zycze Ci na prawde szczescia w zyciu - wyglada, ze jestes dobrym czlowiekiem i na nie zaslugujesz, pamietaj jednak, ze malzenstwo to sa dwie osoby, a nie tylko Ty i to co TY bedziesz chcial, nie zawsze bedzie najwazniejsze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kathy Re: Czy moglabys byc IP: 195.117.174.* 05.07.01, 12:05 Nie, chociaż raz omal się w to nie uwikłałam.Na szczęście w porę się opamiętałam. Miałam 20 lat on 10 więcej i żonę. Nie kochali się już, jego żona była materialistką, niezbyt sympatyczną osobą (to nie była moja opinia, ja za słabo ją znałam, by ją oceniać), nie mieli dzieci ( ona nie chciała, według niego). Nie kochałam go, ale niesamowicie mnie pociągał fizycznie! Tak, że z mojej strony byłby to czysty seks. Nie wiem jak to sie stało, ale zrezygnowałam z niego. Niedługo potem zakochałam się w chłopaku, który teraz jest moim mężem i jest nim od lat 15. Co do tamtego, to jego małżeństwo się rozpadło po 2 latach, mam satysfakcję, że nie ja się do tego przyczyniłam. Ciężko byłoby mi żyć z poczuciem winy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ala Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.07.01, 12:25 Byłam "tą trzecią" i być może znów będę... Jest mi ciężko, nie mam komu się zwierzyć, chociaż potrzebuję się wygadać. Powodem, dla którego się zdecydowałam, są problemy z poczuciem własnej wartości, brak wsparcia ze strony np. matki. Nie chcę kreować się na ofiarę, ale wydaje mi się, że sama nie jestem w stanie poradzić sobie z tym wszystkim, co determinuje moje zachowanie, na psychoterapeutę mnie nie stać, a koleżanek nie chcę odstraszać ani zajmowac im czasu - nie mam osoby, która chciałaby mi poświęcić swoją uwagę. Druga sprawa: zanim "poszłam z żonatym" nie rozumiałam, dlaczego jakikolwiek żonaty mężczyzna ma być dla mnie "nietykalny" (taki przekaz, choc nie wprost, dostałam od matki).Czy żonaty nie jest myslącym człowiekiem i nie powinien decydować sam, co chce zrobić, a co nie i liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji? Lubiłam więc drażnić co poniektórych "zajętych" niewinnymi flircikami. W końcu jeden z nich uparł się na tyle, że mnie "przeleciał". Chciałam tego, bo byłam "starą dziewicą" do tego z temperamentem i lubiącą seks. Był to jednak - myslę - również romans "emocjonalny", dużo rozmawialiśmy, ja zakochałam się w nim. Jemu też podobał się seks ze mną (być może z żona mial mniej okazji - mają małe dziecko). Strasznie mnie denerwowalo, że nalegał na "schadzki" - ja starałam się nic na nim nie wymuszać. Po ok. 2 mies, jego "samowolki" żona zaczeła go kontrolowac. Zadzwoniła do mnie, pytając, jaką rolę zamierzam spełniac w ich małżeństwie - powiedziałam jej, zeby problemy dotyczace jej męża wyjaśniła sobie najpierw właśnie z nim. On o swojej żonie wyrażał się w większości pozytywie, jeśli czasami opowiadal o jakichś nieporozumieniach , to takim tonem, jakby chciał zrobic mi przyjemność. Byłam zazdrosna i bardzo do niego przywiązana, nie wybrażałam sobie swojej egzystencji bez niego -ale zerwałam. Romans trwał pół roku. Obecnie poznalam innego napalonego żonatego (nie ma małych dzieci, ale jego żona jest po ciężkiej chorobie) i znowu w to brnę. Ten jednak przynajmniej narazie stwierdził, że do uległości zmuszać mnie nie będzie, sam może też się waha...Lubię go i szanuję, odpowiada mi w łóżku, ale "taakiej miłości" jak poprzednia z tego nie będzie... Po co to wszystko piszę? Chciałabym, żeby "zdradzane mężatki" zauważyły, że "te trzecie" nie są bezwstydnymi rozpustnicami, a nierzadko są wykorzystywane przez ich wspaniałych mężów (no i dobrze im tak, skoro się daja no nie?). Kochankom zaś radzę, żeby starały się nie łudzić, że to normalne uczucie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: super do walczacej, miki i Ali IP: *.gazeta.pl 07.07.01, 00:26 dziewczyny! Uciekajcie, kiedy jest jeszcze szansa uklad, w ktory wchodzicie bardzo Was pokaleczy bardzo I - kiedy mowie o ucieczce - nie chodzi mi juz nawet o odpowiedzialnosc za rodzine jego i Wasza (choc w ostatecznym rozrachunku, to pewnie jest najwazniejsze) chodzi o to, ze to, w co sie ladujecie Was moze zmiazdzyc zareczam, ze jest potezniejsze od Was Mika pisze, ze nie wyobraza sobie dnia bez telefonu od swego kochanka bez 30 sekund rozmowy z nim A ja mysle, ze to musi ja potwornie bolec: 23 godziny 59 minut i 30 sekund potwornego bolu na dobe strasznie bola kosci, okropnie bola miesnie - i nie jest to przenosnia - to naprawde boli i do tego Twoje wlasne mysli Cie oszalamiaja nie mozesz sie skupic nie mozesz pracowac nie mozesz opanowac drzenia rak pocisz sie placzesz boisz sie, ze sie wyda ze wszyscy sie dowiedza a najbardziej boisz sie tego, ze juz nigdy wiecej nie zadzwoni ze juz Cie zostawil w pracy seks byle gdzie, ktory wydaje Ci sie najwspanialszym doznaniem nie myslisz o tym, ze to upokarzajace nawet Ci to do glowy nie przyjdzie calym cialem pragniesz tych kilku minut w jakims ciemnym kacie zaryzykujesz dla nich wszystkim snia Ci sie te chwile po nocach i nie dopuszczasz do siebie mysli, ze mowi o Was cala firma wydaje Ci sie niemozliwe, ze wszyscy widza, co sie dzieje w domu co chwila zamykasz sie w lazience, ukrywasz sie w piwnicy i czekasz na swoja codzienna dawke: 30 sekund rozmowy, najczesciej krotki SMS przemykasz codzien obok swoje drugiej polowy do siebie szepczesz, ze jestes szmata jemu mowisz, ze coraz masz wiecej zadan w pracy, ze z tego wynika zmeczenie i nerwowosc i marzysz o tym, by dluzej spac, bo wtedy nie trzeba byc w domu nie trzeba rozmawiac nie trzeba patrzec w oczy nie trzeba byc tu mozna byc tam zastanowcie sie, ile bedzie trwac powrot do zycia z takiego stanu i nie lodzcie sie, ze da sie to policzyc w tygodniach, czy w miesiacach kiedy wreszcie zrozumiecie, ze spadacie w waska, czarna, gleboka dziure moze sie okazac, ze nie ma nikogo, kto jest w stanie Was z tego wyciagnac bedziecie mialy duzo szczescia, jesli ktos Wam poda reke i wyciagnie z tego bagna moze wlasnie maz jesli to wytrzyma uciekajcie szkoda Was Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Smok Re: do walczacej, miki i Ali IP: *.regionet.pl 07.07.01, 10:31 Bzdury.)))))))))) Wszystko co powinnyscie zrobić, to zdystansować sie do wlasnych uczuc, troche zrownowazenia, dzialac zimno i sprawnie. Bierzcie przyklad z mezczyzn. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kathy Re: do walczacej, miki i Ali IP: 195.117.174.* 09.07.01, 07:45 Gość portalu: Smok napisał(a): > Bzdury.)))))))))) > Wszystko co powinnyscie zrobić, to zdystansować sie > do wlasnych uczuc, troche zrownowazenia, dzialac > zimno i sprawnie. > Bierzcie przyklad z mezczyzn. Ale wzorzec! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mu! trzecia a moze lepiej 'a trois' ? IP: *.wiedza.icu.pl 09.07.01, 17:47 sara napisał(a): po co konspira i rozwody a nie lepiej 'a trois' ? znaczy one dwie (w tym zona) i ja jeden ;-), jak sie zmacze to one sie zajmuja soba a ja mam uczte dla oczu ... > Znam kogos, kto sie na to zdecydowal. Ma puste weekendy i zyje w konspiracji. > Niezla matnia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: Do Walczacej i Miki IP: *.oknet.com.pl 17.07.01, 12:23 Nie zapanujecie nad tym dziewczyny.Z tego co obie napisalyscie jest bardzo niedobrze.Przechodzilam to samo i walczylam dlugo.Najpierw 5 lat samego zauroczenia i udawania,ze nic sie nie dzieje.On jest porzadnym (wiem,ze to dziwnie brzmi) facetem wiec nie robil podchodow,a ja nie dopuszczalam mysli,ze kiedykolwiek bylabym zdolna do zdrady(a juz w ogole z zonatym).Niemniej jednak bylo COS i kazde z nas nosilo to w podswiadomosci.Potem on mial chwile slabosci i przyznal sie,ze to COS istnieje.Nie wiedzialam co robic,bo sadzilam,ze nigdy do tego nie dojdzie i nie przygotowalam sie psychicznie.Powiedzialam "nie" i dalej walczylam.Trwalo to 10 miesiecy ale nie dalam rady.Teraz jestesmy razem chociaz kazde z nas ma rodzine.Nie wyobrazam sobie zebym mogla czuc cos podobnego do innego mezczyzny i nie chodzi o sex czy o chemie. Pisze to po to,zeby wam uswiadomic,ze nie zapanujecie nad tym jesli nie zerwiecie kontaktu.Na moim przykladzie widac,ze nie da sie.Jest jedna szansa - milosc do meza.Zdarza sie,ze ten trzeci jest tylko zauroczeniem i chemia.Wtedy mozna przeczekac i samo mija,a meza kocha sie dalej.W innym przypadku pozostaje to co mam ja - uwiklanie w bolesny zwiazek bez przyszlosci,bezustanne mysli o tym ze nie ma usprawiedliwienia dla takiego postepowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: walcząca Re: do AGI IP: *.man.bialystok.pl 17.07.01, 14:55 Cieszę się, choć to dziwnie brzmi, że ktoś przeżywa coś podobnego. Wiem to wszystko o czym piszesz, ale nie jest proste w realizacji np. zerwanie wszystkich kontaktów (razem pracujemy). Po za tym ostatnio przez miesiąc był On na urlopie, nie chciało mi się chodzić do pracy, a jednoczesnie cieszyłam się że moge spokojnie pracować. W końcu wydawało mi się że hormony sie uspokoiły. Z mężem spędzaliśmy fajne chwile i wogóle wszystko zdawałoby się że jest ok. Ale on w końcu wrócił z urlopu, opalony... i chyba dalej już nie musze pisać. Wszystko rozpoczęło się od nowa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lala Re: Czy moglabys byc - do walczacej IP: *.gazeta.pl 17.07.01, 16:13 walczaca - jesli jestes WALCZACA, to sobie poradzisz. Wierze w Ciebie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re: Czy moglabys byc IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 17.07.01, 16:56 Ludzie, po co Wam to wszystko? Ja nie chcę już nikogo krytykować, jezeli sumienie Wam na to pozwala, to Wasza sprawa, ale po co te wszystkie powikłania, brnięcie w nieszczęśliwą miłość? Każdy jest spragniony miłości, ale czy trzeba jej właśnie szukać wsród cudzych mężów i żon? To jakaś moda, czy co? Nie ma już wolnych kobiet i mężczyzn, z którymi można być szczęśliwym? Powiecie: miłość nie wybiera. A trochę wybiera, bo jak ja miałem propozycje romansów z żonatkami, to spierniczałem, gdzie pieprz rośnie, bo bałem się, że jedno się w drugim zakocha i co wtedy? Ja rozumiem: on wolny, ona wolna, są razem - coś nie wyszło, jest koniec, jest ból. Ale przecież takie zagmatwane związki niemal w 100% nie kończą się dobrze. Zawsze ktoś cierpi. Więc po co zaczynać? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: Do Kuby IP: *.oknet.com.pl 18.07.01, 09:01 Gdzies tam wczesniej w tym watku jest moja wypowiedz na temat, o ktorym piszesz.Ja tez "spierniczalam", bo nie byly mi potrzebne komplikacje w zyciu i nie chcialam komplikowac go innym.Udawalo sie doskonale,bo byly to zauroczenia i po chwili rozterek mijaly.Najwazniejsze,to nie zakochac sie.Nigdy nie wiesz Kuba co spotka cie w zyciu.Czasem mozna uciec,a czasem nie.Ktos wczesniej napisal(nie wiem czy akurat przy tym watku),ze mezczyzna najpierw idzie do lozka,a potem ewentualnie sie zakochuje a kobieta odwrotnie.Sam widzisz,ze Tobie jako mezczyznie latwiej jest uniknac zaangazowania-wystarczy,ze zapanujesz nad popedem i nie pojdziesz z kandydatka do lozka(troche uproscilam).Kobieta musi walczyc i z uczuciem i z tym,ze ukochanego mezczyzne pragnie.Czasem to ponad sily i nie zawsze jest mozliwosc uciec.Rozumiem Cie jednak,bo zawsze myslalam tak jak Ty.Problem w tym,ze nie bylam wystawiona na PRAWDZIWA pokuse i nie wiedzialam,ze sobie z tym nie poradze.Teraz juz nigdy nie mowie "nigdy" bo czlowiek sprawdza sie przez cale zycie i robi rzeczy,o ktorych myslal,ze nigdy nie zrobi.Wszystko zalezy od okolicznosci i od sily charakteru. Ja jestem widocznie slaba, a sumienie o ktorym piszesz... Sumienie nie pozwala i to jest dodatkowy gwozdz do trumny. Mam nadzieje Kuba,ze w Twoim zyciu nie wydarzy sie nic,co kaze Ci zdawac taki egzamin.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re: Do Agi IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 18.07.01, 12:02 No, z tym mechanizmem zakochiwania się, to rzeczywiście małe uproszczenie. Powiem tylko, że nie mierzyłbym wszystkich mężczyzn tą samą miarą... Wiesz, może rzeczywiście sytuacja, w której byłem, nie jest dokładnym odzwierciedleniem tego, o czym piszemy, ale też już troszkę przeszedłem i nie jest to tak, że tylko sobie teoretyzuję. Ja kochałem do nieprzytomności, nie widziałem nic poza nią, ale wiedziałem, że z takich, czy innych powodów, jest już za późno. Może o tyle było mi łatwiej, że wiedziałem, że sprawa jest zamknięta i nie pozostawało nic innego, jak tylko to przecierpieć. I minęło jakieś półtora roczku, zanim zacząłem znowu widzieć świat... Żeby było smieszniej (albo tragiczniej), za drugim razem, z inną kobietą, która kochałem, to ja podjąłem decyzję o tym, że nasz związek nie ma szans. A decyzja chyba nie była najłatwiejsza, skoro to ona po kilku miesiącach kogoś sobie znalazła (to jej obecny mąż, którego bardzo szanuję), a ja znowu przez jakiś roczek nie mogłem się pozbierać. Tak więc chyba nie piszę o czymś, czego w jakims stopniu nie doświadczyłem. Wiesz, myślę że nie można pisać, że coś jest ponad siły, właśnie dlatego, że nigdy nie wiemy, czy i kiedy będziemy musieli zdawac taki egzamin, czy tego chcemy, czy nie. Ja przechodziłem przez to dwa razy i dosłownie modlę się, żeby to już się nigdy nie powtórzyło, bo na to nie ma innej rady, jak tylko przeczekać i przecierpieć. A wracając do ninijszego wątku, powstaje pytanie, czy nie lepiej własnie uciec od razu od związku skazanego na niepowodzenie, żeby mniej cierpieć? Ja powiem szczerze - jakbym miał do wyboru, przeżyc jeszcze raz piekne chwile z ukochaną, mając świadomośc tego jak to się skończy, to bym dał sobie spokój. Za bardzo bolało. Nie, nie uważam, że jesteś słaba. Wydaje mi się, że na miłość nie ma mocnych i nie ma tu twardzieli, a ci którzy tak mówią, prawdziwie nie kochali. Ale nie uwazam też, że przez to nie mozna przejść. Nie chcę, żeby moja opinia była taka ponura. Ja, pomimo jakichś tam problemów, jestem optymistą, wciąż patrzę z nadzieją w przyszłość i wiem, że jeśli mi to szczęście pisane, to go zaznam. Sie zobaczy... Pozdrowionka! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: Do Kuby IP: *.oknet.com.pl 18.07.01, 13:09 Nie chce zebys pomyslal,ze jestem wscibska albo cos w tym rodzaju ale czy z tymi kobietami,ktore kochales laczylo cie tylko uczucie,czy bylo miedzy wami cos wiecej?Rozumiem,ze zadna z nich nie byla mezatka ale skoro nie byly to dlaczego uwazales,ze nalezy z tych zwiazkow zrezygnowac? Dlaczego te zwiazki nie mialy przyszlosci? Moze warto bylo walczyc... Moze niepotrzebnie sie poswiecales.Nigdy nie miales takiego uczucia? Kazde zakonczenie zwiazku jest cierpieniem ale kiedy milosc rozkwita i trwa - to jest piekne i do tego zawsze warto wracac. Mysle,ze kazdy kto pakuje sie w taki zwiazek swiadomie,czy podswiadomie musi zdawac sobie sprawe,ze to sie dobrze nie skonczy ale potrzeba przezycia chociaz kilku cudownych chwil jest moze warta pozniejszego bolu. Na koniec anegdotka: Moja sw.pamieci babcia zapytala kiedys swoja mloda synowa (moja mame)"Mireczko,czy ty masz kochankow?" moja mama wielce oburzona zaprzeczyla. "Biedactwo,to cy bedziesz wspominac na stare lata..." wzruszyla sie babcia.:-))Pozdrowienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Do AGI i Kuby IP: 157.25.119.* 18.07.01, 15:17 Gość portalu: AGA napisał(a): > Nie chce zebys pomyslal,ze jestem wscibska albo cos w tym rodzaju ale czy z > tymi kobietami,ktore kochales laczylo cie tylko uczucie,czy bylo miedzy wami > cos wiecej?Rozumiem,ze zadna z nich nie byla mezatka ale skoro nie byly to > dlaczego uwazales,ze nalezy z tych zwiazkow zrezygnowac? Dlaczego te zwiazki > nie mialy przyszlosci? Moze warto bylo walczyc... Moze niepotrzebnie sie > poswiecales.Nigdy nie miales takiego uczucia? Kazde zakonczenie zwiazku jest > cierpieniem ale kiedy milosc rozkwita i trwa - to jest piekne i do tego zawsze > warto wracac. Mysle,ze kazdy kto pakuje sie w taki zwiazek swiadomie,czy > podswiadomie musi zdawac sobie sprawe,ze to sie dobrze nie skonczy ale potrzeba > > przezycia chociaz kilku cudownych chwil jest moze warta pozniejszego bolu. > Na koniec anegdotka: Moja sw.pamieci babcia zapytala kiedys swoja mloda synowa > (moja mame)"Mireczko,czy ty masz kochankow?" moja mama wielce oburzona > zaprzeczyla. "Biedactwo,to cy bedziesz wspominac na stare lata..." wzruszyla > sie babcia.:-))Pozdrowienia. Anegdotka jest piekna. Brawo dla babci za poczucie humoru. A swoja droga, wszyscy tutaj teoretyzujemy, bez wzgledu na nasze wczesniejsze doswiadczenia. W zyciu jest niestety tak, ze wcale sie tak wiele nie uczymy na bledach i z uporem maniaka powtarzamy stare, szczegolnie jezeli chodzi o uczucia.Tego sie nie da wykalkulowac, a jezeli ktos potrafi na chlodno podchodzic do kwestii swoich uczuc, to chyba cos z kims takim niedobrze. Najlepszy dowód, Kuba, ze sam dlugo dochodziles do siebie po zakonczonych zwiazkach. Nie zycze Ci, zeby jeszcze kiedys cos takiego Cie spotkalo, bo tez znam ten bol i wiem, jak dlugo wraca sie potem do swiata zywych, ale mylisz sie sadzac, ze w zderzeniu z prawdziwym uczuciem jakiekolwiek zdroworozsadkowe argumenty maja znaczenie. Mozna sobie do upojenia wmawiac, ze nastepnym razem bede madrzejszy/a, a potem i tak to wszystko bierze w leb. I widocznie tak ma byc - przynajmniej ja sie tym pocieszam. Pozdrawiam Monika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re.... do Moniki i Agi IP: *.pl 18.07.01, 21:36 Jasne, że zgadzam się, że uczucie "nie wybiera" i spada często jak grom z jasnego nieba, z dnia na dzień. To jest oczywiste, a co więcej jak najbardziej wspaniałe. Ale nie mogę się zgodzić i będe bronił swojego zdania "ręcyma i nogami" że jest jakaś krótka chwila, kiedy sobie na to pozwalamy. Dla mnie czyjaś żona, czy kobieta, to rzecz święta. I nie jest ważne, czy tylko mi się podoba, czy nie moge o niej przestać mysleć po nocach. Nie jest moja i już, a jak sobie z tym poradzę to mój problem. I nie ma żadnego wytłumaczenia, że jak ją kocham, to mogę sobie na coś pozwolić. Czy to, że się zakochałem, ma być dla mnie usprawiedliwieniem do romansu z mężatką? W ten sposób, wszystko można usprawiedliwić. I właśnie dlatego, żeby się od takiej sytuacji ustrzec, uciekam od takich związków, gdzie pieprz rośnie, żeby się nie zaangażować. Przyznam, że byłem w podobnej sytuacji (pracowaliśmy w małym banku inwestycyjnym) i poważnie rozważałem zmianę pracy. Sorry, ale żona - rzecz święta - nie ruszać, a czy i jak się zaangazowałem - mój problem, mój ból. Jeszcze raz powtarzam, nie chcę z nikim dyskutować o tym, czy sercem można rządić. Nie, nie da się. Ale tez nie zgadzam się, że w imię miłości i "potrzeby przeżycia kilku pięknych chwil" (AGA) można sobie pozwolić na działania, które choć nie muszą, ale zawsze mogą wyrządzić krzywdę osobom trzecim. Dla mnie to jest egoizm. PS. Aga, zmówię dziś "zdrowaśkę" za Twoją babcię, ale ja wolałbym wspominać na stare lata szaleństwa ze swoją żoną, a nie z czyjąś... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: do Kuby IP: *.oknet.com.pl 19.07.01, 08:27 Masz racje.Wszystko to prawda.Tez mowie zdrowaski za moja babcie.Dla mnie smutne jest to ze z moim mezem nie mam sznsy na przezycie pieknych chwil. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: walcząca Re: Re.... do Kuby IP: *.man.bialystok.pl 19.07.01, 08:47 Jak sie skończyło z tą kobietą w "małym banku inwestycyjnym" ? Jeżeli zgodnie z Twoimi zasadami o których piszesz ("czyjaś żona, czy kobieta, to rzecz święta" etc.)to bardzo podziwiam Twoją dyscyplinę wewnętrzną. Jeśli chodzi o mnie, również wydawało mi się że moim życiem kierują wpojone w dzieciństwie, w okresie dorastania zasady, normy itp. Słysząc o różnych zdradach, związkach pozamałżeńskich, jako młoda dziewczyna, nastolatka, byłam oburzona. Wówczas sądziłam że jeden jedyny książe z bajki na całe życie. Ale życie jest brutalne - pozwolę sobie użyć takiego słowa. Chciałabym mieć tyle uporu co ty, aby postępować godnie. Obecnie targają mną różne uczucia i nie wiem czy będę potrafiła wytrwać w postawie "że czyjś mąż, rzecz święta". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pani2 Re: Re.... do Kuby i nie tylko IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 10:52 Od jakiegoś czasu już zauważam pewną właściwość. Mężczyzna jest lojalny wobec drugiego mężczyzny, jeśli kobieta która mu się pdoba jest zajęta, on to uważa za oczywiste by dać sobie spokój. Jak powiedział Kuba - Żona, kobieta innego faceta to rzecz świeta (jestem pełna szacunku dla Ciebie Kubo właśnie za taką postawę). Kobieta, jak się zakocha, jeśli upatrzy sobie faceta, który jej się podoba - dla niej nie ma znaczenia, ze jest żonaty, czy zajęty, Ona kocha i to jest najważniejsze, a czy przy tym krzywdzi innych (żonę, inną kobietę) to już nie ma znaczenia, Ona kocha i to jest priorytet. A przecież "serce nie sługa". I za to Was Panowie cenię, za lojalność wobec siebie, bo tego o Paniach powiedzieć nie można. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Monika Re: Re.... do Kuby i nie tylko i do Pani2 IP: 157.25.119.* 19.07.01, 11:32 Gość portalu: Pani2 napisał(a): > Od jakiegoś czasu już zauważam pewną właściwość. Mężczyzna jest lojalny wobec > drugiego mężczyzny, jeśli kobieta która mu się pdoba jest zajęta, on to uważa > za oczywiste by dać sobie spokój. Jak powiedział Kuba - Żona, kobieta innego > faceta to rzecz świeta (jestem pełna szacunku dla Ciebie Kubo właśnie za taką > postawę). Kobieta, jak się zakocha, jeśli upatrzy sobie faceta, który jej się > podoba - dla niej nie ma znaczenia, ze jest żonaty, czy zajęty, Ona kocha i to > jest najważniejsze, a czy przy tym krzywdzi innych (żonę, inną kobietę) to już > nie ma znaczenia, Ona kocha i to jest priorytet. A przecież "serce nie sługa". > > I za to Was Panowie cenię, za lojalność wobec siebie, bo tego o Paniach > powiedzieć nie można. > Pozdrawiam. Jestem pod wrazeniem sily charakteru Kuby, oby nie musiala byc wystawiana na probe. Co do meskiej lojalnosci, to zawsze chylilam przed nia czola, ale chcialam zwrocic uwage na cos jeszcze. Bardzo to chwalebne, ze mezczyzni (podobno) z marszu daja sobie spokoj jezeli kobieta, ktora sie zainteresowali jest juz "czyjas". Tyle, ze ci sami mezczyzni (moze z wyjatkiem Kuby i paru innych, ktorych znowu nie tak wielu - dla jasnosci - nie jestem sarkastyczna) nie zawahaja sie przed romansem z kobieta wolna. Wtedy odpada problem lojalnosci wobec innego faceta. Ale zawsze pozostaje problem nielojalnosci wobec "tej pierwszej". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daragusi Re: Re.... do Kuby i nie tylko IP: 192.168.1.* / *.atlas.com.pl 19.07.01, 11:52 Gość portalu: Pani2 napisał(a): > > I za to Was Panowie cenię, za lojalność wobec siebie, bo tego o Paniach > powiedzieć nie można. > Pozdrawiam. Wydaje mi się, że nie można generalizować w takich sprawach. Jestem kobietą a pomimo to jestem lojalna wobec innych kobiet. Jeśli spodoba mi się lub nawet zakocham się w mężczyźnie, który jest żonaty lub jest w stałym związku z inną i dowiem się o tym, to od razu się usuwam. Nie jest to łatwe ale po paru przepłakanych nocach przechodzi i mogę z powrotem żyć tak jak wcześniej. Tylko szkopół tkwi w tym, że nie zawsze kobiety dowiadują się, że obiekt ich zainteresowania jest już zajęty. Bo jeśli nie mają wspólnych znajomych, to jedyne informacje o ich życiu uzyskują od nich samych. A jeśli facet ma ochotę na romans to przecież nie przyzna się do tego, że ma żonę czy że spotyka się z inną kobietą. I czasami kiedy w końcu dowiadują się o tym (często nie od nich a przez przypadek) jest już za późno na bycie lojalną w stosunku do innych Pań. Pozdrawiam Agusia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuba Re: Re.... do Kuby IP: 10.1.11.* / 193.41.231.* 19.07.01, 13:31 Gość portalu: walcząca napisał(a): > Jak sie skończyło z tą kobietą w "małym banku inwestycyjnym" ? Ano, żeby wszystko wyjaśnić, poszliśmy pewnego dnia na piwo, bardzo miło i deliktanie pogadaliśmy. Powiedziałem jej, że moja dziewczyna (bajeczka, byłem wolny), raczej średnio byłaby zadowolna z naszych spotkań, a ja z drugiej strony nie chciałbym pewnego pięknego dnia miec przyjemnośći wymiany poglądów z jej mężem... No i dopóki tam pracowałem, pozotaliśmy przy dobrych stosunkach koleżeńskich. I powiem szczerze. To naprawde była bardzo atrakcyjna kobieta i widząc, jak na korytarzach w firmie inni faceci ślinili się na jej widok, czasami jakiś tam głos mówi mi: "Ej frajerze, mogłeś se zaszaleć...". Rzeczywiście, byłoby co wspominac wnukom... A z tą siła charakteru wcale bym nie przesadzał. Nie wiem, czy to aż taki powód do podziwiu. Dla mnie to po prostu normalne i nawet nie warto nad tym aż tak rozwodzić. Uważam, że jak ma mi byc dana ta prawdziwa miłość i szczęście, to trzeba w życiu postępować uczciwie i już. Ja sam mam wsród moich kumpli takich, któzy z miejsca zaangazowaliby się w jakiś romans, nie biorąc pod uwage konsekwencji. Ale są też i tacy, dla których nie ma mowy o żadnych, nawijmy to, skomplikowanych związkach i także nie czuja się z tego powodu ani wyróżnieni, ani pokrzywdzeni. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ula Re: do Kuby IP: *.hartford-11-12rs.ct.dial-access.att.net 03.08.01, 04:26 Gość portalu: kuba napisał(a): ... > A z tą siła charakteru wcale bym nie przesadzał. Nie wiem, czy to aż taki powód do podziwiu. Dla mnie to po prostu normalne i nawet nie warto nad tym aż tak > rozwodzić. Uważam, że jak ma mi byc dana ta prawdziwa miłość i szczęście, to > trzeba w życiu postępować uczciwie i już. > ...Ale są też i tacy, dla których nie ma mowy o żadnych, nawijmy to, skomplikowanych związkach i także nie czuja się z tego powodu ani wyróżnieni, ani pokrzywdzeni. Kuba, a ja mysle ze Ty i Tobiepodobni mozecie sie czuc wyroznieni bo jestescie jak wspaniale wyszlifowane wysokokaratowe diamenty obok ktorych nie sposob przejsc nie zauwazywszy ich niezwyklej wartosci - ta wartoscia jest nic innego tylko Twoja i Tobiepodobnych uczciwosc i charakter opierajacy sie na wewnetrznym, mocnym systemie wartosci, ktorego moga wam pozazdroscic wiecznie niedojrzali piotrus panowie i te dziewczatka zadowalajace sie byle czym, czyli bycie tymi trzecimi. Jak wszystkim wiadomo piotrusiem panem i pania mozna byc w kazdym wieku, majac nawet i 100 lat. WIEC KUBECZKU MOZESZ BYC Z SIEBIE NAPRAWDE DUMNY i powinienes przekazywac te swoja wewnetrzna sile tak czesto jak tylko jest to mozliwe piotrusiom panom - oby wiecej bylo Kubopodonych diamentow w tym zbiorowisku szarych, marnych i nijakich "gruzow" mocjonalnych ... Kuba a moze by was, diamenciki, sklonowac? moze wtedy byloby na swiecie mniej nieszczescia ? Aha i jestem jeszcze ciekawa jak sie ''szlifuje" ludzki charakter zeby powstal taki szlachetny "diament" jak TY? Czy Ty sie taki urodziles czy tez jest w tym zasluga twoich rodzicow, babc, dziadkow, nauczycieli ...a moze i jedno i drugie i jeszcze cos innego ...czy mozesz mi to jakos wytlumaczyc? prosze .... pzdr srdcz pelna podziwu dla Twojego charakteru - Ula Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: praga Re: Czy moglabys byc IP: *.gazeta.pl 25.07.01, 17:14 jestm ta trzecia i mi z tym dobrze nie zabierajcie mi go Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ula Re: Czy moglabys byc IP: *.hartford-03-04rs.ct.dial-access.att.net 02.08.01, 06:08 sparafrazuje twoja wypowiedz - jestem ta pierwsza i dobrze mi z nim nie zabieraj mi go doputy nie jest legalnie wolny... ...jak ci moze byc dobrze kiedy dostajesz jakies nedzne resztki jego uwagi i czasu?? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nela Re: Czy moglabys byc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.08.01, 13:31 Jesteś egoistką, Praga! Przez chwilę postaw się w sytuacji, jakbyś była pierwsza i od razu Ci przejdzie. Pomyśl sobie, czy chciałabyś być zdradzaną żoną i jak wtedy byś się czuła jako kobieta. Mam nadzieję, że zrozumiesz co robisz, zanim rozwalisz związek ludzi, którzy bądź co bądź czują do siebie to COŚ, skoro ze sobą są. A Ty ... jesteś między nimi zbędna, jesteś jak piąte koło u wozu, które albo kiedyś odpadnie, albo stanie się użytecznym zapasem. Zastąpi to koło które jest już nie potrzebne... Ale wiesz co? Kiedyś znów może być tak że koło zapasowe zastąpi właściwe, a Ty staniesz się ... niepotrzebna. I nawet jeśli nie chcesz wiązać się z tym człowiekiem na stałe, jeśli on nie chce sie wiązać z tobą i jest wam obrze, to zapewniam Cię, że jego żonie napewno nie jest dobrze w tym układzie... I z racji tego, że ja sama ustąpiłam miejsca mojemu kołu zapasowemu, i wiedząc, że to koło zapasowe zostało także wyrzucone na śmietnik, po samozużyciu, pozdrawiam Cię i życzę byź zmądrzała i przejrzała na oczy nim będzie na to za późno. Odpowiedz Link Zgłoś
mario2 Re: Czy moglabys byc do Neli 03.08.01, 12:26 Gość portalu: Nela napisał(a): > Jesteś egoistką, Praga! Nie jest egoistka, tylko kobieta szukajaca i pragnaca szczescia- jak kazdy z nas! > > Przez chwilę postaw się w sytuacji, jakbyś była pierwsza i od razu Ci > przejdzie. Pomyśl sobie, czy chciałabyś być zdradzaną żoną i jak wtedy byś się > czuła jako kobieta. przepraszam, ale czy bycie zona (lub ta pierwsza) to od razu gwarancja na dozgonne wzgledy meza. Jesli nie potraficie go utrzymac przy sobie, jesli przychodzi on do domu i oczekuje go tylko zrzedzenie i narzekania - nie jest dziwnym, ze zaczyna szukac ostoi gdzie indziej. Hej- zdradzane pierwsze- zastanowcie sie ilez moze byc waszej winy w tym, ze Wasz facet was zrdadza! > > Mam nadzieję, że zrozumiesz co robisz, zanim rozwalisz związek ludzi, którzy > bądź co bądź czują do siebie to COŚ, skoro ze sobą są. A Ty ... jesteś między > nimi zbędna, jesteś jak piąte koło u wozu, które albo kiedyś odpadnie, albo > stanie się użytecznym zapasem. Zastąpi to koło które jest już nie potrzebne... Jakiz to zwiazek, w ktorym trzeba uzywac kol zapasowych. Uwazam, ze prawdziwszy jest ten zwiazek z kochana ale niezarejestrowana kobieta. Bo ten pierwszy juz dawno sie rozpadl, lub nie daje szans na samorealizacje. Gdyby ona byla zbedna- nie zostala by kochanka zonatego faceta. Widac on jej potrzebuje. > Ale wiesz co? Kiedyś znów może być tak że koło zapasowe zastąpi właściwe, a Ty > staniesz się ... niepotrzebna. W duzej mierze zalezy to od niej. Od jej metod postepowania z facetem. Od instynktu i inteligencji, ktora powinna sie kierowac! > > I nawet jeśli nie chcesz wiązać się z tym człowiekiem na stałe, jeśli on nie > chce sie wiązać z tobą i jest wam obrze, to zapewniam Cię, że jego żonie > napewno nie jest dobrze w tym układzie... Wlasnie- jeszcze raz. Pytanie brzmi CZY JEMU JEST DOBRZE Z ZONA KTORA ZDRADZA? Gdyby mu bylo dobrze, nie potrzebowalby szukac erzacow. Nie potrzebowalby szukac szczescia gdzie indziej, majac je w domu!!! > > I z racji tego, że ja sama ustąpiłam miejsca mojemu kołu zapasowemu, i wiedząc, > że to koło zapasowe zostało także wyrzucone na śmietnik, po samozużyciu, > pozdrawiam Cię i życzę byź zmądrzała i przejrzała na oczy nim będzie na to za > późno. A moze jest to dla niej wlasciwa droga. Nie wszystkie Twoje doswiadczenia, musza stac sie automatycznie doswiadczeniami Pragi! Pozdrawiam Mario P.S. Nieslychanie latwo jest radzic i krytykowac, nie zastanowiwszy sie nad przyczyna rzeczy. Nie okradajcie ludzi ze zludzen. Nie okradajcie ludzi ze szczescia- chocby tylko chwilowego! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zła Re: Czy moglabys byc IP: *.punkt.pl 03.08.01, 15:30 o kurde, oczy mnie bolą, tyle tutaj tego... i ile krytyki..ile żalu... a łatwiej by było napisać że takie własnie jest to nasze życie. Przedstawiłam się Wam jako Zła, dopisze niemoralna..Zawsze byłam trzecią- z wyboru, teraz jestem pierwszą ale też ...trzecią, druga, czwarta... Ktoś , chyba Wojtek ( nie pamiętam) zastanawiał się jak to jest w luźnym związku. Ja w takim własnie jestem i to jestem szczęśliwa.a że mąż siedzi obok , pisze : oboje jestesmy szczęsliwy. tak trafiło się nam, że oboje lubimy adrenalinę, o jakiej pisały trzecie, oboje jestesmy maniakami sexu, oboje lubimy ciągłe zmiany, ciepło itd Co nie oznacza że nie dajemy sobie tego wzajemnie, ale...no właśnie, nie umiemy być tylko z sobą , nie umiemy odrzucać pokus. jest cudownie, bo nie musimy kłamać, bo zdecydowaliśmy się na luźny ale szczery związek. jak długo może to trwać- 3 lata za nami, przed nami ile..coż, nie wiem pewnie zbyt długo nie, przecież nie będę pokazywac wszystkim pomarańczowej skórki, może urodze drugie dziecko itd itp. czerpię ile się da z życia, co nie oznacza że krzywdzę. Pierwsze, bez urazy,ale warto niekiedy zastanowić się nad soba , nad swym związkiem,a nie oczerniać trzeciej, tylko dlatego że istnieje. Nie musi być nią s..,nieczuła, głupia,naiwna,a może być to wartościowa kobieta pełna klasy i radości zycia. O wreszcie- radośc życia, tego właśnie wam życze wszystkie pierwsze. To przyciąga jak lep i pewnie przyciągnie mocniej waszych mężów.Nie chcę krytykowac "pierwszych", wiernych swym mężom i oczekujących tego samego ale nie mogę spokojnie czytać jak rzuca się kamieniami w trzecie. Są czestokroć mniej wyrachowane niż Wam drogie panie wydaje się przepraszam że się rozpisałam, nie będę zawracać Wam głowy. pozdrawiam serdecznie 27-letnia zła a moze normalna , bo nie jest obłudna... pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maxio Re: Czy moglabys byc IP: *.waw-mec.leased-e.ids.pl 03.08.01, 16:05 Gość portalu: zła napisał(a): > o kurde, oczy mnie bolą, tyle tutaj tego... i ile krytyki..ile żalu... > a łatwiej by było napisać że takie własnie jest to nasze życie. > Przedstawiłam się Wam jako Zła, dopisze niemoralna..Zawsze byłam trzecią- z > wyboru, teraz jestem pierwszą ale też ...trzecią, druga, czwarta... > Ktoś , chyba Wojtek ( nie pamiętam) zastanawiał się jak to jest w luźnym > związku. Ja w takim własnie jestem i to jestem szczęśliwa.a że mąż siedzi > obok , pisze : oboje jestesmy szczęsliwy. tak trafiło się nam, że oboje lubimy > adrenalinę, o jakiej pisały trzecie, oboje jestesmy maniakami sexu, oboje > lubimy ciągłe zmiany, ciepło itd Co nie oznacza że nie dajemy sobie tego > wzajemnie, ale...no właśnie, nie umiemy być tylko z sobą , nie umiemy odrzucać > pokus. jest cudownie, bo nie musimy kłamać, bo zdecydowaliśmy się na luźny > ale szczery związek. jak długo może to trwać- 3 lata za nami, przed nami > ile..coż, nie wiem pewnie zbyt długo nie, przecież nie będę pokazywac wszystkim > > pomarańczowej skórki, może urodze drugie dziecko itd itp. czerpię ile się da z > życia, co nie oznacza że krzywdzę. Pierwsze, bez urazy,ale warto niekiedy > zastanowić się nad soba , nad swym związkiem,a nie oczerniać trzeciej, tylko > dlatego że istnieje. Nie musi być nią s..,nieczuła, głupia,naiwna,a może być to > > wartościowa kobieta pełna klasy i radości zycia. O wreszcie- radośc życia, tego > > właśnie wam życze wszystkie pierwsze. To przyciąga jak lep i pewnie przyciągnie > > mocniej waszych mężów.Nie chcę krytykowac "pierwszych", wiernych swym mężom i > oczekujących tego samego ale nie mogę spokojnie czytać jak rzuca się kamieniami > > w trzecie. Są czestokroć mniej wyrachowane niż Wam drogie panie wydaje się > przepraszam że się rozpisałam, nie będę zawracać Wam głowy. pozdrawiam > serdecznie > 27-letnia zła a moze normalna , bo nie jest obłudna... > pa Chylę czoło!!! To było to!!! Podsumowanie tej całej gadaniny, o wszystkim o niczym, nie czytałem wszystkich postów bo nie dałbym rady, ale widzę że mamy to bardzo ilość "moralnie czystych". Czegoś nie rozumiem w tym wszystkim, jeśli tylko ktoś chce się dobrze zabawić i czerpać radość, a przy tym robi to tak że nie krzywdzi drugiej osoby to do cholery w czym problem??? Ja niedługo legalizuję swój związek, i musiałem odwiedzić kościół, pytanie które zadał mi ksiądz wręcz mnie rozśmieszyło: "Co Pan sądzi o ludziach którzy niszczą swoje związki i spotykają sie z innymi partnerami dla seksu, a nawet o zgrozo! wprowadzają osoby trzecie czy nawet pary do swoich związków?" Cóż mogłem odpowiedzieć? To ich sprawa, nie potępiam ich. Odpowiedź chyba go nie zadowoliła, pokręcił głową...może nie da mi ślubu? :))) Pozdrawiam serdecznie złą i mężą, i wszystkich którzy cieszą się życiem!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Soonia Re: Czy moglabys byc IP: *.regionet.pl 03.08.01, 19:56 Ok Zła, jeśli zgodziliscie sie razem z mężem na taki układ, jesteście szczerzy wzgledem siebie i skoro was to uszczęsliwia, to jest to wręcz idealne rozwiązanie, tylko zazdrościć bo większość ludzi nie potrafiło by być szczęsliwym w takim układzie ja też mam zupełnie inne potrzeby. Tylko ty jako trzecia wchodzisz w związki które nie są takie otwarte, małżonkowie okłamują sie i krzywdzą, ale to już ich sprawa i sami muszą dojść do porządku z swoim małzenstwem i ze sobą, nie mogą liczyć na ciebie: trzecią. Może Trzecie i Trzeci spełniają dobrą rolę pomagając rozpaść się tym nieudanym, i tak martwym małzenstwom.) (wybaczcie jesli napisałam głupote, z mojej strony to troche teoretyzowanie, tak sie tylko zastanawiam) Twoja,Zła i Maxia wizja radosci życia jest mi zupełnie obca, ja również czerpie mnustwo radości z życia, bez zdradzania, bycia trzecią, a jak mi jest potrzebne troche adrealiny to skacze na spadochronie(a nie w bok), spinam sie po skałkach, lub wybieram sie na samotny spacer w głąb lasu. Taki wolny związek(choć pozornie rozwiązuje wiele zasadniczych problemów)wydaje mi sie uniemożliwia zaistnienie prawdziwej głębokiej miłości. Ja nie widze w twoim życiu niczego złego(może troche trudno mi uwierzyć), tyle że jestem zupełnie odmienna i zupełnie czego innego potrzebuje do szczęścia i radości życia. Pozostaje mi tylko mieć nadzieje że mój partner jest podobny jeśli chodzi o podejście do tej sprawy, raczej do Kuby niż do Twego męża czy Maxia. Maxio a jak ty zamierzasz nie krzywdzić swojej przyszłej żony? pozdrawiam wszystkich Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ,,,^..^, Re: Czy moglabys byc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.01, 10:57 bylam przez 4 miesiace.. potem mialam bycta pierwsa a teraz jestem nikim Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Iza Re: Czy moglabys byc IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.08.01, 11:21 Tak trudno było przewidzieć, że zostaniesz "nikim"? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AGA Re: Jestem IP: *.oknet.com.pl 11.08.01, 11:58 Wszystkie cnoty mile Bogu maleja w mych oczach i bledna... Posiadam jedna... Juz tylko jedna - KOCHAM Cie... moj wrogu. Wszystko ma swoj koniec ale warto to sprawdzic, moze... Jestem szczesliwa. Odpowiedz Link Zgłoś