Dodaj do ulubionych

Dzielenie sie kosztami w malzenstwie

27.03.07, 14:15
Hej! Chcialam zapytac mlode mezatki i nie tylko, jak to jest z dzieleniem sie
kosztami. Wkrotce wychodze za maz, poniewaz pracuje na umowe o dzielo, czasem
pieniedzy mam wiecej, czasem mniej, przyszly maz ma stala, dobrze platna
prace. Od roku mieszkamy razem - dzielimy sie kosztami pradu, czynszu.
Ostatnio rozmawialismy o tym, jak to bedzie po slubie. Moj narzeczony chce by
byly osobne konta, bo jak mowi, jego rodzice maja wspolne i "ojciec nie moze
nawet kupic prezentu mamie bez jej wiedzy". Zaproponowalam konto wspolne, na
ktore co miesiac wkladalibysmy jakas sumke z przeznaczeniem na swiadczenia,
wydatki jedzeniowe etc. Ale caly czas sie zastanawiam - czy jak pojawi sie
dziecko, to tez bedziemy sie dzielic kosztami jego utrzymania??? Moj przyszly
stwierdzil, ze tak. Robi sie jakas paranoja. U mnie w domu glowna zywicielka
rodziny jest mama, ojciec ma swoje grosze, ale wiekszosc rzeczy oplaca mama,
stad moj brak wzorca i pytanie do Was. Bede wdzieczna za rady, co zrobic z tym
fantem.
P.S. NIe sprawdzilam, czy byl juz taki watek, z gory przepraszam!
Obserwuj wątek
    • ebi3 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:23
      moim zdaniem wspolne konto to najlepsze rozwiazanie:) nie wyobrazam sobie
      inaczej!
      bedzie dzidzius i co?? Ty kupisz pieluchy a on np zupki???
      • ewelina23-20 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:24
        ebi3 napisała:

        > moim zdaniem wspolne konto to najlepsze rozwiazanie:) nie wyobrazam sobie
        > inaczej!
        > bedzie dzidzius i co?? Ty kupisz pieluchy a on np zupki???
        • ebi3 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:25
          nie, nie nie
          moim zdaniem skoro sie jest malzenstwem to kasa powinna byc wspolna!
          ale of kors pozwalam Ci na odmienne zdanie Krejzolko heh
          • ewelina23-20 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:26
            ebi3 napisała:

            > nie, nie nie
            > moim zdaniem skoro sie jest malzenstwem to kasa powinna byc wspolna!
            > ale of kors pozwalam Ci na odmienne zdanie Krejzolko heh
            • ebi3 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:28
              a no to trzeba bylo tak od razu sesesesese
              • ewelina23-20 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:30
                ebi3 napisała:

                > a no to trzeba bylo tak od razu sesesesese
            • nerri Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 16:10
              Bo to trzeba baby tak jak ja załatwić:D Konto wspólne jest,konto własne każdy
              też ma...z tym, że ja mam kartę do wspólnego,swojego i jego konta:D A on do
              wspólnego:D

              A tak na marginesie...nie widzę się w związku,notującą co i ile ktoś na coś
              dał.I dzielącą na pół co do grosza każdy rachunek z marketu;)
              • szczesliwaanka77 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 09:09
                Witam u mnie jest tak: ja mam swoje konto a mój mąż ma swoje firmowe
                ale na życie i różne wydatki oddaje mi pieniądze żebym wpłacała na swoje i
                kupuje co chcę i co trzeba do domu on do tego się nie miesza :)Sam tak
                zaproponował i jest ok:)
    • genoveva Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:35
      Nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tym 'dzieleniem się wydatkami', bo niby
      jak to miałoby wyglądać ? On ma na pół czynszu, Ty tylko na 1/4, to co
      zapłacicie 3/4? Co do oddzielnych kont, to też mamy oddzielne, z tym że
      jesteśmy oboje upoważnieni (na krzyż) do nich.
      • novinka1 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 14:38
        Dzielimy sie dokladnie po polowie. Jak cos kupujemy do mieszkania (w stylu
        szafy) - tez kazde daje polowe. Jak jedziemy na wakacje - to tez po polowie itd.
        Poki co nie doplacam tylko za benzyne w jego samochodzie. A wy, genoveva oprocz
        tych kont oddzielnych macie jedno wspole, czy jak? Jak placicie np za mieszkanie?
        • genoveva Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 15:29
          Obowiązuje zasada, że pieniądze są wspólne, a odrębne konta są dla zachowania
          prywatności. Ja nie analizuję transakcji na jego koncie, a on na moim. Czynsz i
          w ogóle większość opłat zazwyczaj opłacane sąz mojego konta, ale mąż coś tam mi
          regularnie przelewa. Mogę również iść do banku i sama sobie przelać, poza tym
          mam kartę do bankomatu i kredytową.
    • coresack Rozdzielność majatkowa 27.03.07, 14:57
      proponuję tez zawrzeć umowę o rozdzielności majatkowej, nie ma nieporozumień że ktoś do czegoś nie doklada albo ze jedno haruje na drugie,
      czysto
      przejżyście
      :-)
    • grogreg Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 15:02
      Dzielic sie?
      Generalnie z Zona mamy tylko wspolne pieniadze. Tak samo bylo w malzenstwach
      naszych rodzicow.
      • trypel Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 15:11
        Proste rozwiazanie. Kazde ma swoje konto i jest jedno wspolne na ktore kazde
        wplaca np 1500 pln miesiecznie. Za 3000 utrzymywany jest dom a reszte kazde ma
        dla siebie. Zreszta w sytuacji extremalnej kiedy jedno zarabia np 5x wiecej niz
        drugie to w razie rozwodu dlaczego majatek ma isc 50/50? wiec rowniez
        rozdzielnosc...
        • iwonesik Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 15:50
          My dzielimy sie wydatkami po połowie, na stałe opłaty, jedzenie, wydatki na
          dziecko, wakacje, zakupy sprzętu do domu . To co zostaje odkładamy sobie, on
          pali, więc przeznacza na to, ja kupuje sobie jakiś ciuch, kosmetyk itp.
        • baba06 Re: to się nazywa nowoczesne małżeństwo 27.03.07, 15:53
          a jak będziesz w ciąży,urodzisz dziecko i pojdziesz na urlop, mąż będzie ci
          placił pensję? to bardzo ciekawe, a jak idziecie do restauracji to każdy płaci
          za siebie?

          u nas pieniądze są wspólne,każdy ma dostęp do kont, karty kredytowe i możliwośc
          korzystania z nich
          • novinka1 Re: to się nazywa nowoczesne małżeństwo 27.03.07, 16:03
            Nie, jak juz sie zdarzy ze idziemy do restauracji to on placi. No chyba, ze
            idziemy na pizze, to wtedy co jakis czas ja place, ale glownie on.
            • silic Re: to się nazywa nowoczesne małżeństwo 27.03.07, 16:04
              A tego w małżeństwie czy poważniejszym związku nie rozumiem.
              Wy idziecie do restauracji a on płaci...
          • grogreg Re: to się nazywa nowoczesne małżeństwo 27.03.07, 17:07
            Obawiam, sie zo to juz inna generacja. Dla nich malzenstwo to taki uklad
            finasowo prawny.

            • coresack czystość zasad 27.03.07, 20:30
              niektórzy to chyba nie zakapowali....
              tu chodzi o czystość zasad i sytuacji a nie o inną generację.
              Na wspólne utrzymanie razem jak najbardziej razem, ale jest coś takiego jak prywatność nawet w związku, nie kazdy chce sie tłumaczyć 2 osobie ze wszystkiego.
              1 konto wspólne na które łożymy wspólnie i z którego utrzymujemy dom (rachunki,czynsz jedzenie etc.)
              każde ma swoje własne konto z którego się nie musi tlumaczyć, jedno zaczyna chorować, zachodzi w ciążę, opiekuje się dzieckiem - no to nie ma przeproś drugie tyra wtedy za i na dwoje.
              Jasność i czystość zasad a nie
              "misu kocham cię jestem cały/cała twoja...."
              tylko potem nieszczęśny/nieszczęsna spłaca długi "kochanego" misia :-)
              jak małżeństwo to tylko z rozdzielnością
              nie chcesz no to krótka piłka - NIE

              • maretina Re: czystość zasad 27.03.07, 21:20
                dziecko tez rozdzielisz? za okres, kiedy matka siedzi z nim w domu albo zrywa
                noce zaplacisz? za pranie, sprzatanie i gotowanie tez?
                nie ma to jak wygodnie sie urzadzic. gdyby jeszcze polska byla krajem, gdzie
                kobiety zarabija na takim stanowisku co facet tyle samo kasy....
                • coresack Re: czystość zasad 28.03.07, 10:20
                  stuku puku
                  zalecam glęboki oddech i opanowanie emocji
                  dziecka nie zamierzam rozdzielać ale koszt jego utrzymania - Tak
                  sprzątanie i gotowanie - nie bo robimy to po równo (o poshe tak umiem sprzatać i gotować i korona z glowy z tej racji mi nie spadnie)
              • maialina1 coresack 28.03.07, 08:58
                COresack,
                jestes zonaty?
                • coresack Re: coresack 28.03.07, 10:16
                  A w czym rzecz?W racjonalnym,uczciwym i czystym podejściu do sprawy?
                  Jak rownouprawnienie to po calości ;-)
                  • maretina Re: coresack 28.03.07, 15:01
                    coresack napisał:

                    > A w czym rzecz?W racjonalnym,uczciwym i czystym podejściu do sprawy?
                    > Jak rownouprawnienie to po calości ;-)

                    pewnie. zatem niech facet karmi piersia, wstaje w nocy do dziecka itd. to
                    glupota. malzenstwo polega na uzupelnianiu sie.
                    • coresack Re: coresack 28.03.07, 15:12
                      no pewno że tak, uzupelnianie się bezdyskusynie, ale tu jest mowa o finansach a nie uzupelnianiu się. Rosądny i odpowiedzialny czlowiek w okresie gdy 2 osoba nie moze pracować sam weźmie na siebie caly ciężar utrzymania ferajny, co nie kłóci sie z rozdzielnościa majatkową
              • owocoskala Re: czystość zasad 30.03.07, 11:52
                zachodzi w ciążę, opiekuje się dzieckiem - no to nie ma przeproś drugie
                > tyra wtedy za i na dwoje.
                Jaaasne bo pewnie to które siedzi z dzieckiem to nie tyra? tak muślą ci którzy
                z dzieckiem nie siedzieli. Znam wiele kobiet które wolą wrócić do pracy niż
                tyrać przy dziecku.... Jeśli jest tu jakiś prawnik to pewnie wytłumaczy to
                lepiej ale z tego co wiem przychody uzyskane w małżeństwie są wspólne, chyba ze
                jest rozdzielność majątkowa. Nie ma co przyzwyczajać męża że płacisz ze zwoich
                na pewne rzeczy bo jako kobieta jesteś na straconej pozycji kiedy przyjda
                dzieci. Dobrze że myslisz o tym teraz bo pewne rzeczy trudno zmienić w trakcie
                trwania zwiążku. teoretycznie z małżeństwie można wydać bez zgody współmałżonka
                do chyba 300 zł czy coś. U nas wspólnie akceptuje się każdy większy wydatek.
                > tylko potem nieszczęśny/nieszczęsna spłaca długi "kochanego" misia :-)
                Teraz współmałżonek musi podpisywać kredyty itd, więc jak chce to się nie
                zgodzi.
                • coresack Re: czystość zasad 30.03.07, 13:19
                  nie przecze że opieka nad dzieckiem jest ciężka.
                  Tak wynagrodzenie za pracę wchodzi w sklad majatku wspólnego, chyba że poszli wcześniej po rozum do głowy i podpisali umowę o rozdzielności majątkowej.
                  Nie do 300 zł a każdy z malżonkow moze SAMODZIELNIE zarządzać majatkiem wspólnym, tak jest potrzebna zgoda do dokonania pewnych czynności (dotyczące wspolnej nieruchomości i darowizn z majątk uwspolnego).
                  Kredytów wspólmalżonek nie musi podpisywać ale banki wprowadziły taki zwyczaj i uwierz mi że sporo kobiet o niczym nie wiedzących po fakcie splaca dlugi kochanego misia co się ulotnił i zostawił po sobie dlugi.....
                  "Ale ja przecież nic nie wiedziałam...."
                  no cóż - bywa
        • grogreg Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 17:07
          Prosze Cie tylko o jedno. Nie staraj sie o prace w poradni malzenskiej.
    • frying.pan Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 16:00
      Najlepszym rozwiazaniem jest odkladanie co miesiąc konkretnej ilosci pieniedzy
      na wspolne wydatki - na mieszkanie, jedzenie, pieluchy, whiskasa itp. ;) Może
      to być dodatkowe konto, a może być to sloik na lodówce do którego wkladacie
      forse w dniu wypłaty - kwestia gustu. A na prywatnym koncie zostaje reszta do
      wlasnej dyspozycji kazdego z Was.
    • kaatrin Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 16:19
      Mysle, ze w zgranym malzenstwie nie ma miejsca na rozliczanie sie na zasadzie
      50-50 czy 75-25. Oczywiscie, sa ekstremalne przypadki - np moja kumpela jest
      shopoholiczka i maz musial odciac jej dostep, boby poszli z torbami. W
      normalnym malzenstwie nie uwazam, zeby to bylo wlasciwe rozwiazanie.
      Szczegolnie kiedy z czegos trzeba zrezygnowac. Np. kobieta rezygnuje z lepiej
      platnej, ale wymagajacej poznych godzin pracy dla dobra dziecka - i co? Maz
      zarabia 3 razy wiecej, kupuje sobie rozne rzeczy a ona ledwo wiaze koniec z
      koncem i ubiera sie na szmatach? Albo facet ktory nie robi kariery w Warszawie
      tylko zostaje w np. Kaliszu na gorszej pozycji bo zona ma prace badawcza na
      uczelni i nie moze sie przeprowadzic? Malzenstwo zawieramy bo chcemy byc
      RAZEM. To zyjmy razem a nie jak wspollokatorzy.

      Warto ustalic zasady, jesli mamy wspolne konto. Np my mamy sume, powyzej ktorej
      mamy sie skonsultowac z druga polowka w sprawie zakupu - nie poprosic o
      pozwolenie, ale skonsultowac. Na takie rzeczy jak prezenty mozna ustalic
      kwote "na osobiste wydatki" ktora sobie wydajemy kazdego miesiaca. Jednak u
      nas nie jest to jakims problemem.
    • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 16:29
      Nie wyobrażam sobie jednego, wspólnego konta. Nie chodzi o tłumaczenie się z
      wydatków, tylko po prostu z odrobiny prywatności. On nie musi wiedzieć, ile
      wydałam na jego prezent. A jak jest wspólne, to co? Trzeba kombinować z kasą,
      żeby nie zauważył, ze mu coś kupujecie? Ja ostatnio kupiłam mojej chorej
      siostrze perfumy na pocieszenie. On też nie musi o tym wiedzieć.

      My mamy dwa osobne, jedno wspólne. Oboje pracujemy i co miesiąc przelewamy pewną
      sumę na wspólne, z którego kasa idzie na rachunki, jedzenie, imprezy, kino itd.
      Kiedy ja nie pracowałam przez trzy miesiące, on na wspólne przelewał więcej.
      Ostatnio on miał problemy finansowe - ja na wspólne przelałam dużo więcej. A tak
      czasami mamy przyjemność z tego, że wydaje się, że na coś nas nie stać, a tu się
      okazuje że druga połówka zaoszczędziła trochę więcej i może zasponsorować. NO
      ale to się sprawdza u nas, u kogoś innego wcale nie musi.
      • maretina Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 22:25
        powalil mnie argument" on nie musi wiedziec ile wydalam na jego prezent".
        zenujace.
        • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 11:36
          Co w tym takiego żenującego? Ostatnio kupiłam mu gacie za 85 zeta, bo mi się
          niesamowicie podobały. On by to uznał za rozpustę zapewne (bokserki za 40 zł to
          już rozpusta), a ja mogę sobie oczy chociaż nacieszyć. I to jest żenujące? No to
          współczuję.
          • bri Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 11:59
            Ja sobie nie wyobrażam małżeństwa z oddzielnymi finansami. Nie wyobrażam sobie
            np. pojechać na droższe wakacje sama dlatego, że mojego męża na takie nie stać
            itp. Wszystko co mamy jest wspólne, mamy jedno wspólne konto i zasadę nie
            komentowania wydatków drugiej strony nawet jeśli któreś z nas czasem przesadzi.
            Przy większych kwotach ustalamy po prostu czy nas w tym miesiącu na to stać czy
            nie.

            A prywatność w takiej sytuacji nie jest żadnym problemem. Wystarczy, że na
            początku miesiąca pieniądze na moje prywatne wydatki wypłacę sobie gotówką.
            Mogę za nie kupić prezent dla męża, 16 par niebieskich rajstop czy co mi innego
            do głowy przyjdzie i nikt nie będzie wiedział gdzie i za ile.
            • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:07
              Nigdy nie chce mi się wypłacać pieniędzy. Robię to bardzo rzadko, wolę płacić
              kartą - mniej zachodu. Czym się różni to, że jak dostanę pensję, to 90%
              przelewam na konto wspólne, a 10% zostawiam na prywatnym od twojego wypłacania
              pieniędzy? No bo ja właśnie tego nie rozumiem. Totalnie nie kontroluję kasy
              fizycznej, gubię ją, wsadzam gdzie popadnie. No wolę konto i tyle :)
              I jeszcze - ja kupuję mnóstwo rzeczy na allegro (prezenty, rajstopy itp). To
              jest dopiero komplikowanie sobie życia, heh - wypłacić kasę, żeby iść i ponownie
              ją wpłacić :) No ale to mój przypadek i u nas się sprawdza w 100%. Nigdy nie
              było najmniejszej kłótni o kasę (a w przypadku moich rodziców - wspólne konto,
              kłótnie są wiecznie)
              • bri Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:19
                Dobrze jeśli to Wam odpowiada i jeśli jest to jedynie rozwiązanie formalne -
                czyli tak naprawdę wszystkie pieniądze są wspólne tyle, że na oddzielnych
                kontach.

                Jeśli dobrze zrozumiałam nie odmówiłabyś pomocy mężowi gdyby stracił pracę i
                odwrotnie?
                • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:42
                  Jeśli się odmawia pomocy, gdy się razem mieszka, to chyba to nie jest związek,
                  prawda? Jak napisałam wcześniej - gdy ja nie miałam pracy przez 3 miesiące, to
                  on mnie wtedy utrzymywał. Jak ostatnio on miał problemy finansowe i narobił
                  sobie długów, to ja poświęciłam swoje 2000 tysiące długo zbierane i mu dałam. I
                  żyliśmy ze wspólnych normalnie (z tym, że tylko ja przelewałam, bo jego pensja
                  w całości szła na spłatę).
                  Ja po prostu lubię mieć pod kontrolą swoje wydatki. I nie lubię mieć pod
                  kontrolą jego wydatków na bzdety. I oboje nie lubimy gotówki i bankomatów
                  (chociaż raz na jakiś czas trzeba wypłacić knajpowo-weterynaryjne)
                  • michalinna2 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:44
                    dirgone napisała:

                    > Jeśli się odmawia pomocy, gdy się razem mieszka, to chyba to nie jest związek,
                    > prawda? Jak napisałam wcześniej - gdy ja nie miałam pracy przez 3 miesiące, to
                    > on mnie wtedy utrzymywał. Jak ostatnio on miał problemy finansowe i narobił
                    > sobie długów, to ja poświęciłam swoje 2000 tysiące długo zbierane i mu dałam.
                    I
                    > żyliśmy ze wspólnych normalnie (z tym, że tylko ja przelewałam, bo jego pensja
                    > w całości szła na spłatę).
                    > Ja po prostu lubię mieć pod kontrolą swoje wydatki. I nie lubię mieć pod
                    > kontrolą jego wydatków na bzdety. I oboje nie lubimy gotówki i bankomatów
                    > (chociaż raz na jakiś czas trzeba wypłacić knajpowo-weterynaryjne)

                    Zgadzam sie z tobą w 1000%. Tak własnie według mnie powinno to wyglądać.
                    Pomagac ale nie porzyczać na zasadzie jak niepracowałeś dałam ci 1000 to mi go
                    wisisz.
                  • owocoskala Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 30.03.07, 12:05
                    > Ja po prostu lubię mieć pod kontrolą swoje wydatki. I nie lubię mieć pod
                    > kontrolą jego wydatków na bzdety.
                    No ale jakby się zadłużył na więcej poszedł do kasyna czy na wyścigi, przecież
                    i tak prawnie ty za to odpowiadasz więc chyba lepiej kontrolować zanim będziesz
                    spłacać czyjeś długi?
                    I oboje nie lubimy gotówki i bankomatów
                    > (chociaż raz na jakiś czas trzeba wypłacić knajpowo-weterynaryjne)
                    Musicie być bardzo młodzi i nie zdążyliście sie przyzwyczaić do normalnych
                    pieniędzy. Mnie osobiście irytują osoby kupujące soczek za 1,5 zł i płacace
                    kartą. Często przelew się opóźnia, trzeba czekać w kolejce, to irytujące dla
                    innych.
    • maretina Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 21:15
      nie umialabym funkcjonowac w takim modelu rodziny. tyle samo kasy na wydatki...
      ok, ale zaloze sie, ze wiekszosc obowiazkow domowych i zwiazanych z dzieckiem
      spadnie na Ciebie. zplaci ci za to maz? jesli nie niech wynajmie gosposie i
      opiekunke na czs, kiedy Ty bedziesz potrzebowala odsapnac od dzieck i domu!
      • wielo-kropek Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 02:55
        maretina napisała:

        > nie umialabym funkcjonowac w takim modelu rodziny. tyle samo kasy na
        wydatki...
        >
        > ok, ale zaloze sie, ze wiekszosc obowiazkow domowych i zwiazanych z dzieckiem
        > spadnie na Ciebie. zplaci ci za to maz? jesli nie niech wynajmie gosposie i
        > opiekunke na czs, kiedy Ty bedziesz potrzebowala odsapnac od dzieck i domu!
        Przerazasz mnie kobieto. Az sie wierzyc nie chce ze takie sa. Radze ci nie
        byc zona zadnego, bo byc oplacana za uslugi, czy prace wykonane w malzenstwie
        to jest kontrakt a nie wspolzycie malzenskie. Kontrakt czysto zarobkowy w
        tym twoim wydaniu, czyli maz ma placic, jak szef placi za wykonane uslugi.
        Ciekawe czy ty bys kasy, co jest twoja raczej choroba.
        • maretina Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 07:58
          nie martw sie o moje malzenstwo. mamy jedno konto i oboje wykonujemy wszystkie
          prace domowe. nie jestem tez sama w obowiazkach macierzynskich. mnie
          przerazaja "malzenstwa", ktore sie rozliczaja z kazdej zlotowki a gro prac
          domowych i rodzicielskich spoczywa na kobiecie. jak dzielic to wszystko po
          rowno. kasa to nie wszystko.
          • wielo-kropek Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 18:53
            Wcale sie nie martwie o twoje malzenstwo. O zadne sie nie martwie, bo to nie
            do mnie nalezy. Ja nie wchodze w czyjes malzenskie sprawy. Wydaje sie ze to
            ty wiesz wiecej o czyichs malzenstwach niz oni sami. Jak sie inni dziela
            pracami domowymi i czy, to nie powinno ciebie interesowac raczej, bo to
            ich , a nie twoja sprawa. Czasami moze jest tak ze kobieta nie chce zeby maz
            np. naczynia zmywal. Nie chce zeby jej gosposie oplacal, czy nianke, pomimo iz
            on by chcial, bo ona czulaby sie z tym zle. No i twoje pisanie o placeniu
            kobiecie (zonie) za prace domowe wyszly poza moje przecietnosci, bo ja nie
            pojmuje funkcjonowania normalnego malzenstwa na takiej zasadzie. Ty mowisz
            np. "jak dzielic to wszystko po rowno". A ja mowie ze w malzenstwie sie nie
            dzieli, bo malzenstwo jest jednoscia. W malzenstwie wszystko sie ma po rowno i
            czuje sie rownym partnerem, choc jak sama wiesz, ze znanych powodow -innym.

            • ally23 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 20:25
              Czasami moze jest tak ze kobieta nie chce zeby maz
              >
              > np. naczynia zmywal. Nie chce zeby jej gosposie oplacal, czy nianke, pomimo iz
              > on by chcial, bo ona czulaby sie z tym zle.


              No nie, ubawiłam się:)
              Nie znam ani jednej kobiety, które by nie chciała aby mąż naczynia zmywał, albo
              opłacał gosposie i ona miałaby lżej. Oczywiście lepiej sie zarobic.
              To nie jest zlośliwośc, tylko spostrzezenie.
              • wielo-kropek Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 20:34
                Z tym zmywaniem naczyn chodzilo o zmywanie z wyliczeniem, czyli pol na pol, bo
                jak nie to niedobrze bedzie sie dzialo w ich domciu. Oczywiscie zadnej
                kobiecie nie bedzie przeszkadzalo jesli czas od czasu maz zmyje naczynia
                majac ochote i czas na to. Ogolnie kazda lubi zobaczyc "dobroc" meza z
                tejstrony, wiem o tym, ale zobaczyc a wymagac ponad wszystko by to robil jest
                wiekla tu roznica. Niestety ale czasem niejedna ktora nie pracuje, zajmuje
                siedomem, poprostu nie pozwoli zeby jej maz zmywal naczynia kiedy wroci z pracy
                i ona wie ze on potrzebuje odpoczac. Z gosposia tez roznie bywa. Niejedna
                marzy o takiej i nie ma. Inna moglaby ja miec a nie chce. Wszystko zalezy od
                rodzaju i typu kobiety.

                > Czasami moze jest tak ze kobieta nie chce zeby maz
                > >
                > > np. naczynia zmywal. Nie chce zeby jej gosposie oplacal, czy nianke, pomi
                > mo iz
                > > on by chcial, bo ona czulaby sie z tym zle.
                >
                >
                > No nie, ubawiłam się:)
                > Nie znam ani jednej kobiety, które by nie chciała aby mąż naczynia zmywał,
                albo
                > opłacał gosposie i ona miałaby lżej. Oczywiście lepiej sie zarobic.
                > To nie jest zlośliwośc, tylko spostrzezenie.
                • ally23 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 21:39
                  oczywiscie, tutaj masz rację.
                  wymaganie scisle: pol na pol jest bez sensu, wszystko zalezy od sytuacji.
                  pozdrawiam
                • owocoskala Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 30.03.07, 12:14
                  Ogolnie kazda lubi zobaczyc "dobroc" meza z
                  > tejstrony, wiem o tym, ale zobaczyc a wymagac ponad wszystko by to robil jest
                  > wiekla tu roznica. Niestety ale czasem niejedna ktora nie pracuje, zajmuje
                  > siedomem, poprostu nie pozwoli zeby jej maz zmywal naczynia kiedy wroci z
                  pracy.
                  Dlatego że tylko on pracuje na dom, a dzieci są np podrośnięte i ona chce
                  właśnie dołożyć się swoja pracą na rodzinę.
        • owocoskala Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 30.03.07, 12:07
          > Przerazasz mnie kobieto. Az sie wierzyc nie chce ze takie sa. Radze ci nie
          > byc zona zadnego, bo byc oplacana za uslugi, czy prace wykonane w malzenstwie
          > to jest kontrakt a nie wspolzycie malzenskie. Kontrakt czysto zarobkowy w
          > tym twoim wydaniu, czyli maz ma placic, jak szef placi za wykonane uslugi.
          > Ciekawe czy ty bys kasy, co jest twoja raczej choroba.
          Chyba nie do końca zrozumiałaś ją i krytukujesz niepotrzebnie.
    • al1984 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 21:23
      czesc!u mnie zawsze bylo tak,ze skaladalismy sie na jedzenie i ja kupowalam
      srodki chemiczne a moj maz oplacal prad,gaz itd i oprocz tego kazdy z nas sam
      placil swoja rate i telefon,od kiedy mamy dziecko i ja dostaje pieniadze z
      wychowawczego,to ja utrzymuje syna(maz mu kupuje co mu tylko wpadnie w rece,a
      ja kupuje mu niezbedne rzeczy,tzn jedzenie,herbatki,deserki itd.) a mnie
      utrzymuje maz.
    • sirionna Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 21:55
      czytam i oczom nie wierze. jak to ludzie potrafia sobie zycie komplikowac...
      trzy konta na rodzine? skladanie sie na budyn dla dziecka?

      u nas jest od zawsze wspolna kasa. kontem zawiaduje ja. ja pilnuje wszystkich
      rachunkow i platnosci. chlop tez ma karte i tyle ile mu potrzeba (benzyna,
      papierosy ...) wyciaga, informujac mnie o kwocie. wieksze inwestycje uzgadniamy.


    • starykawaler_jarek_k Jak chcesz mieć chłopa w domu, to płać i nie marud 27.03.07, 22:14
      Jak chcesz mieć chłopa w domu, to płać i nie marudź.
      Bachory wykarmią dziadkowie... .
    • ania.silenter Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 27.03.07, 22:16
      Mamy trzy konta, jedno było moje sprzed ślubu (mąż jest pełnomocnikiem czyli
      sobie wypłaca jak potrzebuje), drugie jest męża też sprzed ślubu (ja jestem
      pełnomocnikiem), a trzecie wspólne:). Jak się dzielimy kosztami? Jak u mnie
      skończą się pieniądze to bierzemy z pensji małża:). Jak potrzeba pieluchy kupić
      to się kupuje z tej pensji, która jeszcze jest;). A kasa nam się szybko kończy
      bo budujemy dom:).
      pozdrawiam
      • ania.silenter żeby było śmieszniej-formalnie mamy rozdzielność 27.03.07, 22:20
        majątkową:)- dla banków. A w praktyce - jak napisałam wyżej. Teraz mam ambitny
        plan zaoszczędzić z pensji(!!!) na pokrycie dachu (16 tys. nie nasze:(). Trzeba
        będzie zacisnąć pasa przez pół roku:((((.
        pozdrawiam
        • styga.gdy Re: żeby było śmieszniej-formalnie mamy rozdzieln 27.03.07, 22:38
          My mamy jedno konto, mało tego jedną kartę :) :) :) Wnioskuję,że co niektórzy z
          was penie by się wytłukli ze swoimi współmałżonkami żyjąc po naszemu
          • goska35 Re: żeby było śmieszniej-formalnie mamy rozdzieln 28.03.07, 10:06
            Dokładnie tak samo jest u mnie. I żyjemy, i funkcjonujemy i mamy się dobrze.
            Jak czytam o tych kontach to dosłownie oczom i zmysłom nie wierzę. :)
    • ppg7 To konkubenat nie dał ci rozwiązania? 27.03.07, 22:42
      Zapytaj jeszcze raz konkubenta
      • uyu Re: To konkubenat nie dał ci rozwiązania? 28.03.07, 01:59
        To nie malzenstwo - to umowa handlowa. To nie maz - to kontrahent.

        Cudow nie ma - budzetem nie moze rzadzic 5 osob. Mamy jedno wspolne konto, ale
        ja trzymam kase, bo to ja od zawsze (maz kiedys byl strasznie zapracowany)
        robilam zakupy i placilam faktury itp. Kazde z nas ma karte bankowa i wie ile
        moze wybrac na swoje prywatne cele. Nikt nikogo nie kontroluje.
        Co to za malzenstwo bez odrobiny zaufania w dodatku w sprawach tak przyziemnych
        (choc dosc jednak istotnych) jak pieniadze?
        • wielo-kropek Re: To konkubenat nie dał ci rozwiązania? 28.03.07, 02:26
          No wlasnie. Wspolne lozko, wspolny seks, wspolny kot i dziecko, a pieniadze
          osobne. Jak dla mnie to sie w glowie nie miesci zeby rozdwajac malzenska
          kase. Zle bym sie z tym czul gdybym mial odosobnione pieniadze od zony. Jak
          dla mnie to by oznaczalo ze nie traktuje jej jako zone, ale raczej jak
          przyjaciolke. Zona wplaca i bierze z konta tyle ile chce, czyli ile jej jest
          potrzeba. Ja dokladnie taksamo. Nikt nikogo nie sprawdza kto na co wydal.
          Nigdy nie wiemy ile mamy dokladnie pieniedzy, bo to nas nie interesuje (wiemy
          zawsze w przyblizeniu ile ich jest, mamy kilka kont) Mamy pelne zaufanie do
          siebie pod tym i nie tylko tym wzgledem.
    • gad_forumowy Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 02:46
      Oddzielne konta i jeżeli facet zarabia sporo więcej od Ciebie i na dodatek regularnie, to głównie on powinien ponosić koszty utrzymania rodziny, a Ty od czasu do czasu coś dorzucisz. Reszta Twoich pieniędzy z umów o dzieło powinna być dla Ciebie.
      • wielo-kropek Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 03:01
        A jakby tak odwrocic te twoja wersje i zmienic ten regularny wiekszy zarobek,
        czyli kiedy kobieta zarabia regularnie wiecej. Kto wtedy powinien utrzymywac
        rodzine? Czyzby ona?
        • maretina Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 08:03
          powiem tak: po cholere wam slub? i tak bedziecie zyc kazde sobie? po co tworzyc
          fikcje literacka?
    • maialina1 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 08:52
      My np. mamy wspolne konto i nie liczymy kto ile na nie wplacil. Zresztą
      zarabiamy mnie wiecej tyle samo, ale to nie ma znaczenia. Na poczatku
      malzenstwa ja zarabialam duzo mniej, i wkladalam te moje marne zarobki do
      wspolnego worka :)
      Tyle jesli chodzi o oplaty.
      Codzienne zakupy robie ja i nie informuje meza o tym ile na nie wydalam,
      natomiast kiedy chce sobie kupic cos ekstra ;) jakies buty albo jakies ubranie,
      ktore uwazam ze jest drogie, to zawsze sie jednak meza pytam.
    • sloncezaoknem Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 10:19
      My mamy jedno wspólne konto - ja pracuję dorywczo, mąż ma stałą pracę.
      Wszystkie nasze pieniądze wpłacamy na to jedno konto i każde z nas korzysta bez
      ograniczeń. Wydatków drobnych nie konsultujemy ze sobą, a wydatki większe
      (czyli mniej więcej od tysiąca zł) omawiamy. Co prawda, nie jesteśmy
      małżeństwem z długim stażem (niedługo 1 rocznica), ale jak na razie ten system
      funkcjonuje bez zarzutu. A co do prezentów - mój mąż jest akurat takim typem,
      który uwielbia zasypywać mnie kwiatami i prezentami i jakoś wspólne konto nie
      jest tu przeszkodą.
      • rosen_rot Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 11:19
        Mamy wspólne konto (zupełnie nie wyobrażam sobie dzielenia na "moje" i "twoje",
        czy porównywania wkładu pracy - zresztą według jakich kryteriów???).Razem
        ustalamy sumę pieniędzy na "własne wydatki" w każdym miesiącu i w ramach tej
        sumy robimy zakupy bez konsultowania się z drugą stroną. Decyzje o większych
        wydatkach czy inwestycjach podejmujemy wspólnie. Nigdy(od kilkunastu lat:))nie
        mieliśmy z tym problemów.
    • justysialek Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 10:56
      Mamy jedno wspólne konto, dwie karty - więc kazdy ma swobodny dostęp.
      Najpierw chciałabym zaznaczyć, że nie twierdze, że jest to jedyne dobre
      wyjście - kazdy wybiera formę dogodną dla niego. Chę jednak obalić kilka
      zarzutów dotyczących tego rozwiązania.

      Jak kupujemy sobie prezenty, to wyciągamy kasę z konta i płacimy gotówką.
      Proste. Wtedy druga osoba, nawet jak ma wyciąg z konta, to nie wie ile i gdzie
      wydaliśmy na prezent, ani kiedy. Do tego nie są potrzebne oddzielne konta.
      Nie rozliczamy się z wydanych pieniędzy. Oboje jesteśmy odpowiedzialni, ufamy
      sobie. Jeszcze się zdarzyło, żeby któreś straciło pieniądze na głupoty, albo
      wydało niepotrzebnie dużą sumę.
      Co jakiś czas sprawdzamy stan konta i dzięki temu każdy wie, ile może wydać w
      tym miesiącu. Większe wydatki, a często i mniejsze planujemy razem. Jednak nie
      jest to jakiś przymus spowiadania się. Po prostu rozmawiamy o tym, czego
      potrzebujemy, tak jak rozmawiamy o innych rzeczach.

    • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 11:57
      Powaliło mnie to, że osoby, które mają wspólne konto, traktują te z kilkoma jako
      "rozliczanie się co do złotówki". Mi nie przeszkadza, że ktoś ma wspólne - jak
      komuś tak dobrze, to proszę bardzo.

      Powyżej zostałam nazwana żenującą, bo nie chcę czasami, żeby mój partner
      wiedział, że chcąc mu sprawić przyjemność spłukałam się do reszty z własnej
      kasy. Teraz od kilku miesięcy zbieram na kolejkę dla niego - wydatek koszmarny,
      wziąć ze wspólnego konta bym na pewno nie mogła (kochanie - wezmę 1000 zł, ale
      nie powiem ci na co), ale tę niespodziankę mu w końcu zrobię, bo wiem, że
      szczęśliwy niesamowicie. I dlatego właśnie jestem żenująca! Łał, cóż za
      romantyzm, miłość i poświęcenie!

      I chociaż mamy trzy konta, to właśnie to wspólne jest główne - z niego jest
      opłacane wszystko, a nasze własne to na własne wydatki. I jakoś nie jest to
      problem (szczególnie w inteligo,heh). Jak ktoś lubi mieć wspólne, to jego sprawa
      i ok. Ja bym się czuła głupio kontrolując finansowo mojego niemęża (chociaż
      wgląd w jego konto mogę mieć zawsze, kiedy chcę. no ale nie wglądam, bo po co -
      lubię niespodzianki). Teksty typu "jesteście pazerni", "dusigrosze" i "takiemu
      związkowi wróżę szybki koniec" itd są po prostu poniżej krytyki.
      • bri Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:15
        To, że się ma wspólne konto nie oznacza, że się kogoś kontroluje. U nas
        rachunkami zajmuje się mąż, ja nawet nie oglądam wyciągów. On może sprawdza na
        co ja wydaję i gdzie, nie wiem. Nigdy nie krytykował żadnych moich wydatków.

        De facto Ty masz więcej kontroli bo mąż nie ma możliwości wejść na pieniądze na
        Twoje prywatne wydatki, które masz na oddzielnym koncie. Jak się ma jedno konto
        trzeba ufać, że żadne nie bedzie tak samolubne, żeby wydać wszystko wg własnego
        widzimisię pozbawiając rodzinę środków od życia.
        • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:34
          On też może wejść na moje, co za problem ? Zna hasła wszystkie. A nie wchodzi,
          bo nie ma potrzeby. Pamiętników moich też nie czyta, chociaż leżą na wierzchu.
          Większość kasy mamy na wspólnym, na nim też oszczędności wspólne. Po prostu tak
          nam jest wygodniej.
          Mój wyciąg wygląda jak totalny poszarpaniec, bo ja milion razy przelewam sobie
          pieniądze z miliona subkont, zdrapka mi się wyczerpuje bardzo szybko.Jestem taka
          "porządnicka", że lubię sobie porozdzielać konta na "bzdety", "ciuchy",
          "kosmetyki" itd.W banku pewnie mają niezły ubaw z tego :) Na wspólnym takie
          rzeczy odpadają, bo mój luby ma jedno subkonto "oszczędności" i to i tak dla
          niego dużo.
          • bri Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:37
            Uuu, widzę, że Ty masz większy problem ;)
          • michalinna2 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:39
            Bo najważniesze to zaufanie, jeśli ono znika znika z wiązek.
    • michalinna2 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:37
      Ja ze swoim facetem w zasadzie się nie dziele, co za tym idzie mamy wspólną
      kasę. Myślimy o rozdzielności majątkowej, ale wyłącznie ze względu na
      prowadzenie działalności,kredyty itp. Trafiłam na osobę odpowiedzialną i jest
      ok. Do szału doprowadzają mnie rozmowy moich starych typu: kupiłem żarcie na
      obiad jestes mi winna 250zł., to idiotyczne...
      • dirgone Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:45
        Jeżeli są kłótnie o pieniądze, to wspólne czy oddzielne tu nic nie zmienia.
        Jeśli jest zaufanie, to właśnie każdy może mieć i po pięćdziesiąt kont.
      • kachaa17 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 28.03.07, 12:59
        a my mamy dwa oddzielne konta, ja swoje a mąż swoje ale pieniądze są wspólne.
        Nie ma takich sytuacji, że mąz np. cos kupuje i mówi, masz mi oddać połowę. Po
        prostu któreś z nas bierze pieniądze z bankomatu, kładzie w domu i oboje z tego
        korzystamy.
    • anisia25 Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 30.03.07, 11:35
      Boze ludzie, jak to czytam to mi normalnie trampki z nóg spadają! Żyjecie w
      jednym, wspólnym gospodarstwie domowym, śpicie w jednym lóżku i dzielicie się
      kosztami na pół???? A co jeśli facet zarabia więcej? Kobieta nie ma na swoje
      wydatki???
      Ja to mam dobrze, mój narzeczony uważa, że to facet powinien zarobić na dom i
      zapewnić żonie i dzieciom godziwe życie, a to, co zarobię ja mam na swoje
      wydatki: ubrania, przyjemności, oszczędności. Mój facet zaprasza mnie do
      eleganckich restauracji, rozpieszcza i mówi, że nie wyobraża sobie aby mogłobyć
      inaczej. Mam dostęp do wszystkich jego kont, ale nigdy nie wezmę pieniędzy bez
      informowania go (choc on uważa, że niepotrzebnie). Za to ja odwdzięczam się w
      inny sposób: dbam o to, aby w domu była świetna atmosfera, aby mój ukochany
      czuł się kochany i doceniony. Jezu drogi, iść z mężem na pizze i zapłaćić za
      swoją połowę? Koszmar.
    • tezromantyczka Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 30.03.07, 11:38
      My mamy wspólne konto już teraz, przed ślubem. Nie wyobrażam sobie rozliczania
      się co do grosza z partnerem. Każde z nas bierze z konta tyle, ile potrzebuje i
      nie ma problemu.
    • bitch.with.a.brain Re: Dzielenie sie kosztami w malzenstwie 30.03.07, 14:01
      w moim niemałżeńskim ale bardzo trwałym związku przyjęlismy rozwiazanie: co
      miesiąc składamy się na wydatki domowe - oplaty, jedzenie i inne takie. Poza tym
      każdy ma własne pieniądze i samodzielnie nimi dysponuje.Ja niei nteresuję się
      ile on ma na koncie,na co wydał itp. On nie wnika w moje finanse.Mieszkamy razem
      3,5 roku i ten system świetnie się sprawdza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka