negra28
14.05.03, 13:30
Kolejna historyja z mojego lo.
pewnego dnia, a było to zakończenie rekolekcji adwentowych, wieczorem cała
szkoła zebrała sie na uroczystej 3-godz. mszy św., na poczatku której kazda z
nas (miałyśmy na to 3 dni) miała przed ołtarzem powiedzieć od siebie, prosto
z serca, jedno zdanie dla Pana Jezusa tylko przeznaczone. Stałyśmy wszystkie
w kolejce, każda trzyma zapaloną świecę w dłoni. Ja z moją koleżanką pospołu
dostałyśmy nerwowej głupawki, ipso facto, jak również z uwagi na to, że nasza
kolej zblizała sie nieubłaganie, a tu w głowie pustka i nie zanosi się na
nagły i niespodziewany przypływ weny. Tak wiec - zrezygnowane, acz w
wysmienitych humorach, stoimy w kolejce. Przed nami zaś - jako że do wysokich
należałyśmy - stała nasza koleżanka z klasy, Wiśniewska, mała, z burzą
kręconych i niesfornych włosów. Stałam tuż za nią, Ewka, moja koleżanka zaś
za mną. Rozmawiamy, jako ze ona stoi za mną, siłą rzeczy odwracam się co rusz
do niej, trzymając świecę przed sobą. Odwrócona tak dłuzsza chwilę rozmawiam,
śmieję sie, wsrod śpiwewów gregoriańskich, aż tu nagle czuję, ze robi mi się
tam z przodu gorąco. Odwracam się i... widzę Wiśniwską, a raczej jej włosy w
płomieniach. Dostałyśmy z Ewką paroksyzmu śmiechu, ale totalnego. Co ciekawe -
nikt poza nami owego pozaru na głowie koleżanki W. nie zauważył, gdyz
panowało skupienie modlitewne. W przebłysku śwaidomosci szturchnęłam
Wiśniewską:
- Wiśniewska, palą Ci się włosy!!!
Ona na to:
- Dziewczyny, uspokójcie się, to nie jest śmieszne...
Ja razem z Ewką:
- Wiśniewska!!! Palisz się, nie mozemy Cię ugasić!!!
Ona:
- Dziewczyny, to nie jest śmieszne!
Nie wierzyła nam. Nic nie czuła. Kolejka się zbiża do ołtarza w
zastraszającym tempie. W ostatnim momencie ugasiłyśmy ją. Pamiętam tylko
tyle, ze gdy nadeszła moja kolej wydusiłam z siebie, na oczach Siostry
Dyrektor, "Jezu, kocham Cię" pomiędzy kolejnymi parsknięciami...
Pozdrawiam,
Negra