polyanna6
07.04.07, 22:10
Od sześciu miesięcy jestem w związku z naprawde cudownym chłopakiem, układa
nam sie wspaniale i właśnie w tym jest problem, bo ja wciąż się zachowuje tak
jakby to wszytsko bylo tylko pięknym snem i kiedyś tzreba bedzie się obudzić.
cały czas czekam na moment kiedy mój ukochany powie "fajnie było, ale nara",
albo wykęci mi jeszcze przy tym jakiś niezły numer. Sęk w tym, że on naprawde
mnie kocha ( chce ze mna zamieszkac ), a ja boje sie w to wszytsko bardziej
zaangazowac, myśląc ze z jego strony moze spotkac mnie cos złego... co gorsza
to w ostatnim czasie z powodu tego mojego irracjonalnego leku wszystko sie
pieprzy, bo on czuje ze ja po pierwsze do konca mu nie ufam , a poz drugie
nie oddaje sie tak bardzo jemu, jak on mi... jak to pokonac?? jak wykrzesac z
siebie choc odrobine zaufania??