justysialek
26.04.07, 12:19
5 maja przeprowadzam się z mojego ukochanego miasta do dużo mniejszego,
oddalonego o 60 km.
Chodzi o prace męża.
Muszę więc zostawić całą rodzinę i znajomych, znane i ulubione miejsca i
zacząć od początku w nowym miejscu.
Dotąd jakoś sobie radziłam z tą myślą, ale teraz, kiedy wszystko
zaklepane...jestem w rozsypce. Zupełnie sie nie spodziewałam, że aż tak będę
to przeżywać. I nie chodzi tu tylko o rozłąkę z rodziną (z którą jestem
bardzo związana) ale ogólnie o strach przed niewiadomą, szukanie nowej pracy
i niestety o utratę pewnych zalet związanych z mieszkaniem w dużym mieście.
Wiem, że teraz mnóstwo ludzi przeprowadza się zagranicę i jakoś sobie radzą,
a mnie martwi te 60 km. Ale mnie martwi...
Pocieszcie mnie jakoś, ci którzy przeżyli takie przeprowadzki. Jak sobie
radziliście, co wam pomogło przetrwać początki?