11.06.25, 11:59
Z powodu pewnego stołu grzebałam ostatnio w Kalamburce i coś mnie uderzyło. Galopujący merysuizm w najgorszym wydaniu. Wiecie, gdy autorowi wydaje się, że pisze taką absolutnie cudooooooowną postać, gdy naprawdę teorzy odrażające indywiduum, któremu wszystko się udaje, bo autor tak chce.

Najbardziej przerażające jest to, do jakiego stopnia autorka nie dostrzega co naprawdę napisała. Weźmy scenę z przeprowadzką na R5:


Za umiarkowaną opłatą przewieźli oni z Winograd na Roosevelta cały ubogi dobytek i jeszcze pomogli ustawić szafę.
Mieszkanie wydało się Ignacemu brzydkie i obce. Dzwoniące echo wypełniało puste pokoje, a mała Nutria zaczęła nawet popłakiwać, dopytując się, czy tu straszy. Ignacy był w złym humorze. Ku swojemu zdziwieniu przekonał się tego popołudnia, jak bardzo był przywiązany do małego mieszkanka, pierwszego prawdziwego gniazda, jakie uwili sobie z Milą. Teraz chodził po nowym mieszkaniu i wybrzydzał - a to, że podłogi spróch-niałe, a to, że piecyk w łazience rozmamłany i zaraz wybuchnie (nigdy nie wybuchł), a to, że tego mieszkania dawno nie odnawiano, a przecież i ich teraz nie stać na remont takiej ogromnej powierzchni, i że czuje się nabity w butelkę - co w ogóle nie było prawdą. Najokropniejsze było to, że pod koniec swej perory Ignacy zorientował się, poniewczasie, że Gizela, odprawiwszy kolegów, właśnie stanęła w progu mieszkania 78 79 i bez najmniejszych wątpliwości słyszała większość jego uwag.
Spojrzenie, jakie mu rzuciła, było przepełnione pogardą i Ignacy zgodził się w duchu, że słusznie


Zgaduje, że wiem jaka była intencja autorki, pokazać że lokal przy R5 jest taki miły, przytulny i cudowny wyłącznie dzięki Borejkom, a nie sam z siebie. Czego autorka nie zauważyła, to to, jak potwornego, niewdzięcznego bydlaka zrobiła z Ignaca. I jego chwila autorefleksji, gdy się zorientował, że Gizela słyszy, niewiele tu zmienia, bo nie umiał nawet wybąkać "przepraszam".

I tak jest przez całą książkę. Miglance emanują nieuzasadnionym poczuciem wyższości wobec świata, niewdzięcznością wobec Gizeli, są paskiudni, niegrzeczni i odpychający, a autorka tkwi w błogim przekonaniu, że oto stworzyła dwa cuda w aureolach. Jak można do tego stopnia nie widzieć...?
Obserwuj wątek
    • kocynder Re: BorejSue 11.06.25, 12:41
      A to jest, niestety, perspektywa. Już Makuszyński (Kornel) pisał kiedyś, że o osobie ukochanej powiemy "Jak ona ślicznie kopie stół!", a o osobie niekochanej " Jak on się głupio uśmiecha, jak debil". I nie ma to kompletnie nic wspólnego z rzeczywistymi zadami8 i waletami osoby omawianej.
      Z tym, że ad rem masz, oczywiście, rację. BorejSue to typy obrzydliwe, zarozumiałe, bezczelne, a przy tym świętoszkowate i przekonane o własnej idealności.
      • bupu Re: BorejSue 11.06.25, 14:18
        kocynder napisała:

        > A to jest, niestety, perspektywa. Już Makuszyński (Kornel) pisał kiedyś, że o o
        > sobie ukochanej powiemy "Jak ona ślicznie kopie stół!", a o osobie niekochanej
        > " Jak on się głupio uśmiecha, jak debil". I nie ma to kompletnie nic wspólnego
        > z rzeczywistymi zadami8 i waletami osoby omawianej.

        Że autorka jest zakochana w Miglancach to ja się zgadzam, ale... Zważ, że ona tu nie jest obserwatorką, lecz kreatorką. Nie patrzy tylko przez różowe okulary jak Miglance kopią stół, to ona decyduje czy w ogóle kopną. I konsekwentnie dobiera im wyjątkowo parszywe zachowania.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: BorejSue 11.06.25, 12:51
      Teraz jak to czytam to bardziej mnie zastanawia, skąd to zadziwienie nad stanem mieszkania na Roosevelta. Rozumiem że Ignacy mógł tam nie bywać, ale Mila pewnie tak, może nawet i dzieci. Czy normalny człowiek najpierw nie sprawdza nowego mieszkania? Nie dowiaduje się, co i jak? Bo to tak wygląda, jakby pierwszy raz w życiu zobaczyli to mieszkanie. No ludzie! Wkurza mnie brak realizmu.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 11.06.25, 13:00
      Zauważcie, że Ignac, choć ma wyrzuty sumienia, nie przeprasza Gizeli, ani nie próbuje jej w żaden sposób udobruchać. Autorce pewnie się wydawało, że jak dopisze mu wewnętrzną skruchę, to już będzie odpowiednio wybielony i nie było tematu. A to tak nie działa - myśli Ignaca znają tylko czytelnicy, natomiast Gizela (czy jakakolwiek inna postać) nie może wiedzieć, że zięć czuje wobec niej skruchę, póki on tej skruchy otwarcie nie wyrazi. I tak oto Ignacjo wychodzi na egoistycznego buca z deficytem empatii.

      Podobnie było w sytuacji z telewizorem, nasz bohater narodowy jakoś nie idzie potem z kwiatkiem do teściowej i nie próbuje w żaden sposób się wytłumaczyć ze swojego zachowania (choć ma argumenty!). Bo jej uczucia specjalnie go nie obchodzą, a ograniczenie z nią kontaktu jest mu nawet na rękę. Wreszcie nikt nie będzie kwestionował jego geniuszu.
      A Milicja najlepsza, zachowała się jakby wszystkie te przepychanki w ogóle jej nie dotyczyły. Mimo, że odbywają się między JEJ mężem i JEJ przybraną matką. Nie mówię, że musi od razu stawać po którejś ze stron, ale żeby chociaż próbowała jakoś załagodzić sytuację. Wykazać choć odrobinę zaangażowania. A jeśli by nie zadziałało, mogła widywać się z Gizelą bez Ignaca, czasem jej zostawi wnuczki, itd. To nie, wolała ograniczyć kontakt do listów i pozwolić by Borejkówny wyparły z pamięci przyszywaną babcię. Bo na co ona komu.
      • bupu Re: BorejSue 11.06.25, 14:21
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        >
        >
        > A Milicja najlepsza, zachowała się jakby wszystkie te przepychanki w ogóle jej
        > nie dotyczyły. Mimo, że odbywają się między JEJ mężem i JEJ przybraną matką. Ni
        > e mówię, że musi od razu stawać po którejś ze stron, ale żeby chociaż próbowała
        > jakoś załagodzić sytuację. Wykazać choć odrobinę zaangażowania. A jeśli by nie
        > zadziałało, mogła widywać się z Gizelą bez Ignaca, czasem jej zostawi wnuczki,
        > itd. To nie, wolała ograniczyć kontakt do listów i pozwolić by Borejkówny wypa
        > rły z pamięci przyszywaną babcię. Bo na co ona komu.
        >

        Rozumiem, że zakosiła tę kosmiczną latarkę amnezji od Facetów w Czerni? Bo inaczej nie da się wyjaśnić czemu siedemnastoletnia Gabriela myśli o przyszywanej babci "pani Trak".
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 11.06.25, 14:49
          bupu napisała:

          > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
          >
          > >
          > >
          > > A Milicja najlepsza, zachowała się jakby wszystkie te przepychanki w ogól
          > e jej
          > > nie dotyczyły. Mimo, że odbywają się między JEJ mężem i JEJ przybraną mat
          > ką. Ni
          > > e mówię, że musi od razu stawać po którejś ze stron, ale żeby chociaż pró
          > bowała
          > > jakoś załagodzić sytuację. Wykazać choć odrobinę zaangażowania. A jeśli
          > by nie
          > > zadziałało, mogła widywać się z Gizelą bez Ignaca, czasem jej zostawi wn
          > uczki,
          > > itd. To nie, wolała ograniczyć kontakt do listów i pozwolić by Borejkówn
          > y wypa
          > > rły z pamięci przyszywaną babcię. Bo na co ona komu.
          > >
          >
          > Rozumiem, że zakosiła tę kosmiczną latarkę amnezji od Facetów w Czerni? Bo inac
          > zej nie da się wyjaśnić czemu siedemnastoletnia Gabriela myśli o przyszywanej b
          > abci "pani Trak".
          >
          >

          Owszem da się, ale bardzo drastycznie. Mianowicie, zachowaniami analogicznymi do strategii alienacji rodzicielskiej - Milicja mogła celowo nazywać Gizelę "panią Trak" i przedstawiać ją w niekorzystnym świetle, a także pozbyć się wszelkich śladów po niej, unikać wspominania jej i wkurzać się, gdy córki same ją wspominały. Wszystko po to, by wbić młodym do głowy, że to jest obca, nic nie znacząca osoba, z którą nie mają żadnych więzi.
          Pytanie tylko, czy możemy Milę podejrzewać o aż takie świństwo.
          • bupu Re: BorejSue 12.06.25, 17:08
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            >

            > Owszem da się, ale bardzo drastycznie. Mianowicie, zachowaniami analogicznymi d
            > o strategii alienacji rodzicielskiej - Milicja mogła celowo nazywać Gizelę "pan
            > ią Trak" i przedstawiać ją w niekorzystnym świetle, a także pozbyć się wszelkic
            > h śladów po niej, unikać wspominania jej i wkurzać się, gdy córki same ją wspom
            > inały. Wszystko po to, by wbić młodym do głowy, że to jest obca, nic nie znaczą
            > ca osoba, z którą nie mają żadnych więzi.
            > Pytanie tylko, czy możemy Milę podejrzewać o aż takie świństwo.

            To jest lepsza niż KGB w praniu mózgu. KK dzieje się niecałe dwa miesiące po przeprowadzce z Winogradow na R5.
            • tt-tka Re: BorejSue 12.06.25, 17:40
              Byc moze zaczela wczesniej. Np w 1970 (wtedy to ostatni raz widzimy Gizele u borejkow, nb w obliczu zaslabniecia Milicji dzieci zadzwonily po Fele - po ciotke, nie po babcie - a dopiero Fela sciagnela Gizele)

              Byc moze jeszcze wczesniej, po tych pierogach w telewizorze, kiedy to Ygnac praktycznie wyrzucil Gizele z domu

              To do tego 1977 juz by sie dalo zrobic. Mieszkanie jest zamieniane z jakas pania Trak, a nie z babcia Gizela.
          • ciotka.scholastyka Re: BorejSue 02.07.25, 16:29
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

            > Owszem da się, ale bardzo drastycznie. Mianowicie, zachowaniami analogicznymi d
            > o strategii alienacji rodzicielskiej - Milicja mogła celowo nazywać Gizelę "pan
            > ią Trak" i przedstawiać ją w niekorzystnym świetle, a także pozbyć się wszelkic
            > h śladów po niej, unikać wspominania jej i wkurzać się, gdy córki same ją wspom
            > inały. Wszystko po to, by wbić młodym do głowy, że to jest obca, nic nie znaczą
            > ca osoba, z którą nie mają żadnych więzi.
            > Pytanie tylko, czy możemy Milę podejrzewać o aż takie świństwo.

            Nie możemy, doskonale wiedząc, że w czasie trwania akcji KK, gdzie Gabrysia myśli o "pani Trak", Gizeli jeszcze nie było nawet w planach autorki. Oczywiście wina MM, że zrobiła potem taki dziwny pląs kompletnie od czapy, zamiast uczynić panią Trak choćby znajomą Gizeli z kościoła - ale naprawde nie ma sensu dramatycznie pytać, dlaczego Gabrysia myśli o Gizeli per "pani Trak" chwilę po wyprowadzce z Winograd, odpuśćie już to sobie.
            • tt-tka Re: BorejSue 02.07.25, 17:07
              Nie, nie odpuscimy sobie. Skoro "dziewczynki juz jej prawie nie pamietaly" majac odpowiednio 13 i 16 lat w chwili zamiany mieszkan, to najpaskudniejsze przypuszczenia sa uzasadnione.

              I tak tylko przypomne, ze ostatni raz Gizele na Winogradach widzimy w roku 1970, gdy zostala wezwana do zaslablej Mili. Potem juz nie. Dziewczynki w tym 70-tym mialy odpowiednio 10 i 7 lat. W 77 mogly rzeczywiscie myslec o "pani Trak", jesli przez te minionych siedem lat jej nie widzialy
              • ciotka.scholastyka Re: BorejSue 02.07.25, 18:44
                tt-tka napisała:

                > Nie, nie odpuscimy sobie. Skoro "dziewczynki juz jej prawie nie pamietaly" maja
                > c odpowiednio 13 i 16 lat w chwili zamiany mieszkan, to najpaskudniejsze przypu
                > szczenia sa uzasadnione.
                >
                > I tak tylko przypomne, ze ostatni raz Gizele na Winogradach widzimy w roku 1970
                > , gdy zostala wezwana do zaslablej Mili. Potem juz nie. Dziewczynki w tym 70-ty
                > m mialy odpowiednio 10 i 7 lat. W 77 mogly rzeczywiscie myslec o "pani Trak",
                > jesli przez te minionych siedem lat jej nie widzialy

                :D
                Tyle tylko, ze dziewczyny dyskutowały o KK, zastanawiając się, czemuż to Gabrysia w tymże KK myślała o Gizeli „pani Trak”, nie o Kalamburce. O KWIECIE KALAFIORA.

                I TKP wysnuła sobie już zupełnie fantastyczne wnioski, dobrze wiedząc, że w KK Gabrysia NIE MOGŁA myśleć o pani Trak inaczej, niż „pani Trak”. Z powodów wiadomych.

                Ale oczywiście jeżeli chcecie wymyślać takie bzdury, mając do dyspozycji sto tysięcy ton innych rzeczy, których _naprawdę_ i uzasadnienie można się czepiać, to kimże ja jestem, żeby to krytykować. Niech sobie Mila w KK robi krecią robotę i wygryza nieistniejącą wówczas jeszcze Gizelę z pamięci rodziny, dlaczego nie :DDDD Bardo ładny paradoks.
                • ciotka.scholastyka Re: BorejSue 02.07.25, 18:47
                  PS. W Kalamburce Gabrysia NIE myśli o G „pani Trak”, bo wtedy jest to Gizela. Tak tylko przypomnę.
                • bupu Re: BorejSue 02.07.25, 19:02
                  ciotka.scholastyka napisała:


                  > Tyle tylko, ze dziewczyny dyskutowały o KK, zastanawiając się, czemuż to Gabrys
                  > ia w tymże KK myślała o Gizeli „pani Trak”, nie o Kalamburce. O KWIECIE KALAFIO
                  > RA.
                  >
                  > I TKP wysnuła sobie już zupełnie fantastyczne wnioski, dobrze wiedząc, że w KK
                  > Gabrysia NIE MOGŁA myśleć o pani Trak inaczej, niż „pani Trak”. Z powodów wiado
                  > mych.

                  Forumowicze mają pełne prawo rozpatrywać KK i Kalamburke jako części tej samej opowieści, gdyż, na litość wszelkich mozliwych bóstw, takie było zamierzenie autorki. A skoro autorka nie wkomponowała porządnie Kalamburki w całą resztę, to jest to jej potężne brakorobstwo nad którym pastwić się należy. Jak i również snuć hipotezy o sytuacji w świecie przedstawionym, którą to brakorobstwo stworzyło.

                  Tak nawiasem, nie wiemy jak w Kalamburce myśli o Gizeli Gaba, bo jej myśli nie zostały przedstawione tam ani razu.
                  • tt-tka Re: BorejSue 02.07.25, 22:12
                    Tak nawiasem to w zadnym tomie - W ZADNYM - takze pokalamburkowym, ani Gaba, ani inne corki Milicji nie mysla o Gizeli w ogole. Nie i juz.
                    Ktos calkiem nieznany, lub calkiem wypchniety z pamieci. I nie ma co przypominac, ze w KK Gizela jeszcze nie istniala, bo pozniej istniala. Tyle ze nie w swiadomosci Borejkowien.
                    • przymrozki Re: BorejSue 03.07.25, 09:54
                      tt-tka napisała:

                      > Tak nawiasem to w zadnym tomie - W ZADNYM - takze pokalamburkowym, ani Gaba,
                      > ani inne corki Milicji nie mysla o Gizeli w ogole.

                      Gizela pojawia się gościnnie w rozmowie Laury i Róży, gdy Róża zapowiada nazwanie małej Mili Melanią Gizelą, bo, jak twierdzi duża Mila, "nie ma Mili bez Gizeli" (czy coś takiego).

                      O Gizeli chyba też wspomina Józinek, że była to pierwsza właścicielka stołu w kuchni i dawna opiekunka babci (nie pamiętam, czy pada konkretnie słowo "opiekunka", ale Gizela na pewno nie jest opisywana jako krewna, tylko właśnie ktoś tymczasowo sprawujący opiekę).
                      • tt-tka Re: BorejSue 03.07.25, 10:14
                        Laury i Rozy, tudziez Jozinka. Pokolenie, ktore Gizeli nie znalo i nie poznalo. Choc w/w zyla do nastolecia obu panien i mieszkala stosunkowo niedaleko (do 91 lub 92 roku wrecz kilka przystankow dalej).
                        Tak, pada konkretnie slowo "opiekunka", u Jozinka.

                        Niemniej borejkowny, corki Melanii, wnuczki Gizeli nie wspominaja, nie wzmiankuja i nie sa zainteresowane.
                      • bupu Re: BorejSue 03.07.25, 10:39
                        przymrozki napisała:


                        > Gizela pojawia się gościnnie w rozmowie Laury i Róży, gdy Róża zapowiada nazwan
                        > ie małej Mili Melanią Gizelą, bo, jak twierdzi duża Mila, "nie ma Mili bez Gize
                        > li" (czy coś takiego).


                        [i]
                        – Znasz babcię. Jestem pewna, że się nawet wzruszyła, ale okazywać to byłoby nie w jej stylu.
                        – Ten styl się dziedziczy, co?
                        – Ach, i prosiła, żeby wobec tego na drugie imię dziecko miało: Gizela.
                        – Gizela! Dobrze, że nie na pierwsze.
                        – Powiedziała, że nie byłoby kiedyś Mili bez Gizeli i tak ma być nadal.[i]

                        Jak widać to nie Róża pomyślała o Gizeli, tylko Milicja. A nic w tym dialogu nie wskazuje na to, żeby panienki Pyziak wiedziały kim była Gizela i co rodzina jej zawdzięcza.

                        > O Gizeli chyba też wspomina Józinek, że była to pierwsza właścicielka stołu w k
                        > uchni i dawna opiekunka babci (nie pamiętam, czy pada konkretnie słowo "opiekun
                        > ka", ale Gizela na pewno nie jest opisywana jako krewna, tylko właśnie ktoś tym
                        > czasowo sprawujący opiekę).

                        To był stary i naprawdę wielki stół z jasnego drewna, zawsze wyszorowany do czysta, i bardzo przez wszystkich lubiany. Wygodnie się przy nim jadło, wygodnie rysowało, czytało albo gadało. Podarowała go babci jej dawna opiekunka Gizela, która była bardzo dobra i kochana. Czasem, jak Babi o niej mówiła, mimo woli głaskała ten stół, jak człowieka.


                        Pomijam manię opisywania tego stołu jako wyszorowanego, biedny ten mebel i blat jego, ale autorka naprawdę mogłaby czasem sprawdzać co natworzyła wcześniej. Jak, do ciężkiej cholery, Gizela mogła podarować stół z mieszkania Makowskich? Czyli zasadniczo własność Mili?
                        Uff.

                        Wracając do tematu, w obu przypadkach informacje gizelowe pochodzą od Mili, nie od jej córek. One o Gizeli faktycznie nie myślą wcale.
                        • tygrys_dziure_wygryzl Re: BorejSue 03.07.25, 12:12
                          mnie te post-kalamburkowe wspominki Gizeli irytują, bo widzę jakie to jest na siłę wciśnięte
                          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 03.07.25, 12:47
                            tygrys_dziure_wygryzl napisała:

                            > mnie te post-kalamburkowe wspominki Gizeli irytują, bo widzę jakie to jest na s
                            > iłę wciśnięte

                            No, tak jakby Milicja starała się udowodnić, że wcale się na Gizelę nie wypięła i jak najbardziej ją doceniała.
                          • przymrozki Re: BorejSue 03.07.25, 13:00
                            tygrys_dziure_wygryzl napisała:

                            > mnie te post-kalamburkowe wspominki Gizeli irytują, bo widzę jakie to jest na s
                            > iłę wciśnięte

                            Dokładnie tak samo było z Metodym.

                            Ignaś chyba w ogóle nawet nie wiedział, że ma drugiego dziadka, po czym nagle Grzegorz wyjechał z propozycją, żeby na cześć zapomnianego za życia wstępnego nazwać jego prawnuka, dziecko IGSa i Agnieszki.
                        • minerwamcg Re: BorejSue 03.07.25, 13:02
                          "Dawna opiekunka". Stara wierna niania, od dziesięcioleci służąca u hrabiów Makowskich, a potem panienka Melania wychodząc za mąż zabrała ją do siebie i odtąd służyła u księstwa Boreyko, psiakrew.
                    • minerwamcg Re: BorejSue 03.07.25, 12:58
                      To prawda, że w tomach "borejczady" powstałej po "Kalamburce" jakoś Gizela powinna zaistnieć. Bo skoro już została wymyślona, to niech będzie traktowana normalnie, jakby była od zawsze.
    • ako17 Re: BorejSue 11.06.25, 14:47
      bupu napisała:


      > I tak jest przez całą książkę. Miglance emanują nieuzasadnionym poczuciem wyższ
      > ości wobec świata, niewdzięcznością wobec Gizeli, są paskiudni, niegrzeczni i o
      > dpychający, a autorka tkwi w błogim przekonaniu, że oto stworzyła dwa cuda w au
      > reolach. Jak można do tego stopnia nie widzieć...?
      >
      Ta scena jest beznadziejna na tylu poziomach...
      Ja, czytając ją po raz pierwszy, zaczęłam nabierać przekonania, że Ignac nie miał być postacią pozytywną. Co zresztą podejrzewałam od KK.
      Co za przygłup, nie stać cię na remont (a właściwie dlaczego?), to nie bierz mieszkania do remontu.
      Nie wiedziałeś, że jest do remontu? Jakim cudem?
      Oglądałeś je w internecie? I na zdjęciach nie było widać tych wszystkich wad?
    • kooreczka Re: BorejSue 11.06.25, 15:23
      Tutaj przynajmniej jest jakaś samorefleksja.
      IMHO gorszy jest fragment o hordach dziewcząt rzucających się na Ignaca, ktorym on wspaniałomyślnie dawał sobie pomóc. (Nie za bardzo w to wierzę- to nie ten rocznik, żeby chłopa brakowało, a panny z kierunków sfeminizowanych doskonale wiedziały gdzie dopaść studentów z męskich i perspektywicznych kierunków)

      Ogólnie Kalamburka jako projekt przerosła MM zarówno w warstwie faktograficznej jak i psychologicznej i w efekcie popełniła błąd początkujących- nie zdołała przekazać odbiorcom co jej w duszy gra
    • przymrozki Re: BorejSue 11.06.25, 17:53
      A najobrzydliwsze w tym wszystkim jest to, że cały czas jest nam dawane do zrozumienia, że źródłem świetlanej doskonałości Miglanców jest ich urodzenie. Gizela urodziła się szwaczką i szwaczką zostanie, co innego nasza cudowna Calineczna, magiczne dziecię rzucane przez kaprys losu do nizin społecznych, ale od początku przecież przeznaczone do bycia królową elfów.

      A Gizela, cóż Gizela, ona jak pan Gruszka i pan Chrobot, musi umieć znaleźć szczęście w cichym usługiwaniu Kaście Wyższej. Nawet jeżeli wiąże się to ze znoszeniem jej kaprysów, to wciąż jest to dla niej największy zaszczyt. Po prostu Ignacemu wolno i już.
    • hanuszka189 Re: BorejSue 11.06.25, 17:54
      Wiecie jednak, że ta scena powstała tylko i wyłącznie po to, aby być pomostem między "Kalamburką" a KK? W KK jest mowa o starym piecyku, podłogach i nabiciu w butelkę. Nie jest to więc jakikolwiek rys psychologiczny, tylko kolejny przykład "matki w Środzie". I tak samo nieudany.

      Oczywiście, scena jest bez sensu ale trudno na nią patrzeć inaczej, niż jak na apokryf.
      • przymrozki Re: BorejSue 11.06.25, 18:41
        hanuszka189 napisała:

        > Wiecie jednak, że ta scena powstała tylko i wyłącznie po to, aby być pomostem m
        > iędzy "Kalamburką" a KK? W KK jest mowa o starym piecyku, podłogach i nabiciu w
        > butelkę.

        Ale nawet tego nie robi dobrze, bo z KK wynika dokładnie coś odwrotnego niż z tej sceny - w KK stało jak byk, że Borejkowie obiektywnie rzecz biorąc byli nabici w butelkę, ale tego nie zauważali i uważali, że nowe mieszkanie jest lepsze od starego.
        • hanuszka189 Re: BorejSue 12.06.25, 07:45
          przymrozki napisała:

          > Ale nawet tego nie robi dobrze, bo z KK wynika dokładnie coś odwrotnego niż z t
          > ej sceny - w KK stało jak byk, że Borejkowie obiektywnie rzecz biorąc byli nabi
          > ci w butelkę, ale tego nie zauważali i uważali, że nowe mieszkanie jest lepsze
          > od starego.

          To prawda.
        • kocynder Re: BorejSue 14.06.25, 15:38
          A można było napisać, że Borejki zamienili mieszkania z jakąś panią Trak (NIE Z GIZELĄ!) i właśnie Gizela wytyka te piecyki, skrzypiące podłogi i nabicie w butelkę. I nawet dodać, że Ignacy się zaperzył, że wcale nie i że tak im będzie lepiej. Że właśnie nie chcą z jej łaski, że sami...
    • tt-tka Re: BorejSue 11.06.25, 19:05
      Ktosia juz tu nader trafnie to wyrazila - pomyslani jako pieknoduchy okazali sie szpetnoduchami :)

      przy czym ja kalamburke uwazam za twor poroniony i zgola zbedny - jezyjada nic by nie stracila na nieobecnesci tego twora, a i borejki nie wyszliby na az takie bydlo, na jakie wyszli
      • azalia02 Re: BorejSue 11.06.25, 23:32
        Kalamburka ma parę ciekawych rozdziałów, np. ten o czerwcu '56, ale: jest czternastym tomem Jeżycjady. Według kalamburczanej chronologii, Gizela umiera w roku 1998, natomiast akcja KK, w której Borejkowie pojawiają się pierwszy raz, rozgrywa się 20 lat wcześniej. I przez cały ten czas oraz 10 tomów, w których rodzina Borejków pełni rolę wiodącą, o Gizeli nie ma ani słowa (podobnie zresztą, jak o Hannie Borejko). I to jest gorzej niż zbrodnia, to bzdura kompletnie niewytłumaczalna, stawiająca Borejków w wyjątkowo paskudnym świetle. Niechby Gizela wyszła za tego swojego Kazia, niechby zamieszkali w dwupokojowym, komunalnym mieszkanku, ale skoro od KK do TiR włącznie zabrakło dla niej miejsca w fabule, to niechby już tak zostało - pani MM powinna była uśmiercić Gizelę przed akcją KK. Cała ta historia z przemianą bliżej nieokreślonej pani Trak w Gizelę Trak jeszcze pogarsza sprawę, nie wnosząc do fabuły niczego sensownego. Ignac już wcześniej podpadł Gizeli akcją z półmiskiem pierogów i telewizorem i to całkowicie wystarczałoby jako punkt odniesienia w dalszych relacjach między zięciem i teściową. Ostatni jako tako spójny rozdział Kalamburki to rok 1970 (Mila w ciąży, na Wybrzeżu "coś się dzieje", Ignacy podobno w Gdańsku), potem mamy przerwę i dopiero w roku 1977 historię z przenosinami z Winogradów na R5. No i niestety, gdzieś pomiędzy tymi datami Kazio i Gizela powinni byli rozstać się z tym światem, żeby fabuła zachowała spójność, a Borejkowie nie wyszli na bezduszne potwory. Mieszkanie Gizeli i Kazia wróciłoby do zasobów komunalnych (Mila nigdy tam nie mieszkała, nie miałaby do niego prawa), a zamiana WInogradów na R5 odbyłaby się zgodnie z tym, czego dowiedzieliśmy się z KK. A kto był zachwycony metrażem, stiukami i piecami, kto natomiast narzekał na skrzypiące podłogi, o to mniejsza.
        Mila mogłaby odziedziczyć ten stół i inne rzeczy z dobytku adopcyjnej matki i wtedy wzmianki o stole, "przy którym Lubiła siadać Gizela" nie byłyby tak żenujące...
        • tt-tka Re: BorejSue 11.06.25, 23:40
          Niestety nawet te rozdzialy, ktore z akcja pozostalych tomow nie maja nic wspolnego sa dla mnie obrzydliwe. Ta pogarda Miglancow wobec wszystkich wokol, to ohydne wnetrze Ygnaca, te ni w dude, ni w oko sukcesy Milicji i cala wstretna reszta.
          • greta_herbst Re: BorejSue 12.06.25, 12:41
            > Ta pogarda Miglancow wobec wszystkich wokol, to ohydne wnetrze Ygnaca, te ni w dude, ni w oko sukcesy Milicji i cala wstretna reszta.

            Mnie tam zawsze też bardzo uderzało to takie (szalenie płytkie) przylepianie Boreja za każdym razem do "tej dobrej" strony konfliktu politycznego. Co by się nie działo to Ignacy macza w tym palce. Jako co, robiąc co, wnosząc co - nieważne, ważne że on, właśnie, "jest w Gdańsku," na gościnne występy pojechał. (Mila oczywiście nie, mila w ciąży ma siedzieć i myśleć o nim wspierająco, czy coś.) Ważne żeby go tam zahaczyć, żebyśmy nie mieli wątpliwości. No brakowało tylko osłaniania JPII własną piersią przed zamachem.
            • mackakisa Re: BorejSue 12.06.25, 15:39
              A tutaj akurat nie do końca chyba tak było, bo Mila jest pewna że „Ignaś gdzieś tam jest”, w sensie w Gdańsku, tak mówi Feli, a potem się okazuje że Mili się pomyliło i Ignacy był w Olsztynie.
              Aczkolwiek tak, sama idea robienia z Ignaca wojownika o wolność, nie poparta żadnymi cechami charakteru, skłonnościami, irytuje.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 12.06.25, 15:46
                mackakisa napisał(a):

                > A tutaj akurat nie do końca chyba tak było, bo Mila jest pewna że „Ignaś gdzieś
                > tam jest”, w sensie w Gdańsku, tak mówi Feli, a potem się okazuje że Mili się
                > pomyliło i Ignacy był w Olsztynie.
                > Aczkolwiek tak, sama idea robienia z Ignaca wojownika o wolność, nie poparta ża
                > dnymi cechami charakteru, skłonnościami, irytuje.

                A może są podstawy by spekulować, że Ygnac ściemniał z tą swoją wywrotową działalnością?
                Już fakt, że poszedł siedzieć za gazetki o kulturze, jest wystarczająco wątpliwy. To brzmi jak naprędce wymyślona wymówka.
                • mackakisa Re: BorejSue 12.06.25, 15:55
                  W sumie racja, mógł ściemniać. Tylko w takim razie pytanie, za co go aresztowali?
                  • tygrys_dziure_wygryzl Re: BorejSue 12.06.25, 16:17
                    uwierzyłabym, że ktoś mu coś podrzucił, by samego siebie ratować. Ignacy jest taką gapą, że to by przeszło
                  • tt-tka Re: BorejSue 12.06.25, 16:19
                    Sciemnial na bank, albo raczej MM postanowila zrobic z niego bohatera calkiem bez podstaw, gdyz albowiem
                    - nie bylo zadnych gazetek podziemnych poswieconych wylacznie kulturze; mogl sie trafic artykul na ten temat (i ten raczej jako zapchajdziura w sytuacji, gdy nie dotarl inny, wlasciwy)
                    - Ygnac nigdy i nigdzie, gdy jest nam pokazywany, nie interesuje sie niczym poza starozytnoscia i soba, nie angazuje sie w zadna w ogole dzialalnosc
                    - taki calkiem bezmyslny paplacz nadaje sie do konspiry jak ja do baletu (odwrotnie znaczy)

                    Mogli znalezc u niego czy przy nim cos cudzego, jak to gazetke podrzucona przez kogos, Ygnac przesluchiwany na okolicznosc zaczal bredzic po swojemu i wyrok dostal za obraze wladzy - imo wersja najbardziej prawdopodobna
                    • mackakisa Re: BorejSue 14.06.25, 18:53
                      Fakt, bardzo prawdopodobna. Aż można współczuć innym osadzonym - słuchać ględzenia Ignaca - Melepety? Jakby już nie mieli dosyć nieszczęść😞
                      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 14.06.25, 18:58
                        mackakisa napisał(a):

                        > Fakt, bardzo prawdopodobna. Aż można współczuć innym osadzonym - słuchać ględze
                        > nia Ignaca - Melepety? Jakby już nie mieli dosyć nieszczęść😞

                        A to akurat łatwo można rozwiązać - do izolatki go. Na okaz zdrowia i urody Ignac nie wygląda, to by jakoś uszło.
              • greta_herbst Re: BorejSue 12.06.25, 23:00
                > A tutaj akurat nie do końca chyba tak było, bo Mila jest pewna że „Ignaś gdzieś tam jest”, w sensie w Gdańsku, tak mówi Feli, a potem się okazuje że Mili się pomyliło i Ignacy był w Olsztynie.

                Użyłam tego Gdańska jako przykładu na ogólne zjawisko. "Kalamburka" jako montaż scen Prawości Borejków Poprzez Historię Polski była dla mnie jakaś taka męcząca. Chyba przez pewną oczywistość tego wszystkiego.
                • mackakisa Re: BorejSue 14.06.25, 18:51
                  A, w tym sensie. Teraz rozumiem.
            • kocynder Re: BorejSue 12.06.25, 21:21
              Ech, nie znajdę, bo w szukanie jestem słabsza niż astrofizyce (a o astrofizyce wiem tylko, że jest coś takiego i nie chce mieć z tym nic wspólnego!). Kiedyś popełniłam scenkę taką, jak Jęgnac poszedł siedzieć. Że w Bibliotece Raczyńskich znalazł tzw bibułę (nie, nie podziemną gazetkę o kulturze, czyli twór nigdy nie istniejący, a zwykłą "bibułę". Polazł z nią do kogoś, do kogo nie powinien, no i następnego dnia go zawinęli. Ale że to tępe, to ni czorta nie mogli z nim dojść do ładu, więc miał siedzieć dopóty, dopóki nie znajda kogoś, kto go ogarnie. A potem mu podesłali jakiegoś nieco cwańszego oficera prowadzącego, głupek podpisał papiery, że jest OZI i go na kopach wypuścili, niech się z nim dyrekcja Raczyńskich użera, nie oni.
              • greta_herbst Re: BorejSue 12.06.25, 22:54
                > Kiedyś popełniłam scenkę taką

                Pamiętam! Czytałam, bardzo mi się podobało. Młody człowiek obeznany z klasykami totalnie nawinął Ignacemu na te jego słynne uszy że Ignacy teraz jest ważny działacz niepodległościowy i szpieg.
                • kocynder Re: BorejSue 13.06.25, 06:42
                  Gorzej, że on w to uwierzył. I jeszcze przekonał autorkę, że tak jest... ;)
        • bupu Re: BorejSue 12.06.25, 10:10
          azalia02 napisała:

          > Kalamburka ma parę ciekawych rozdziałów, np. ten o czerwcu '56, ale: jest czter
          > nastym tomem Jeżycjady. Według kalamburczanej chronologii, Gizela umiera w roku
          > 1998, natomiast akcja KK, w której Borejkowie pojawiają się pierwszy raz, rozg
          > rywa się 20 lat wcześniej. I przez cały ten czas oraz 10 tomów, w których rodzi
          > na Borejków pełni rolę wiodącą, o Gizeli nie ma ani słowa (podobnie zresztą, ja
          > k o Hannie Borejko). I to jest gorzej niż zbrodnia, to bzdura kompletnie niewyt
          > łumaczalna, stawiająca Borejków w wyjątkowo paskudnym świetle.

          Wątek Gizeli to jest jeden z tych wątków, które każą mi zadać zdumione pytanie jakim cudem autorka nie zdawała sobie sprawy, że robi z Borejkow monstra. Jak, u licha, mogło jej się wydawać że kompletne odrzucenie Gizeli jest w porządku, zwłaszcza po uprzednim przyjęciu licznych darów (mieszkanie jedno i drugie, telewizor, to Gizela daj, a potem kopa w de i papa)? Wychodzi z tego takie wyjątkowo obrzydliwe przekonanie, że ci bez czółek istnieją po to, żeby obsługiwać czółkową elitę. Co poniekąd potwierdza egzystencja tych wszystkich Gruszek, Chrobotow, Jankowiakow i innych doktorów Kowalików, którym się nawet "dziękuję" nie należy.
          • tt-tka Re: BorejSue 12.06.25, 11:04
            Ale to sie doskonale wpisuje w ment(d)alnosc altorki. Matce rodzonej wolno wszystko i do wszystkiego ma prawo, nierodzona - ma byc sluzka jasnie panienki i jej odrzucenie jest czyms oczywistym dla MM, a nie obrzydliwym.

            Porownajcie wy sobie, kulezanki, zachowania Gizeli i Milicji i zobaczcie, jak sa odautorsko komentowane :P
            • subskrybcja Re: BorejSue 12.06.25, 12:59
              tt-tka napisała:

              > Ale to sie doskonale wpisuje w ment(d)alnosc altorki. Matce rodzonej wolno wszy
              > stko i do wszystkiego ma prawo, nierodzona - ma byc sluzka jasnie panienki i je
              > j odrzucenie jest czyms oczywistym dla MM, a nie obrzydliwym.
              >
              > Porownajcie wy sobie, kulezanki, zachowania Gizeli i Milicji i zobaczcie, jak s
              > a odautorsko komentowane :P


              To raz i obieniez Makowskich nie wiadomo kogo. Zgineli wcześnie , przez co pozostali na zawsze rodziną idealną.
              A moze gdyby nie wojna , wychowywaliby Milę, Mila by ich tez nie słuchała, rzucała mokry ręcznik na podłogę, tylko Makowska może niecackałaby sie z Milą jak z przybraną córką, tylko jak własną i krzyknęłaby gówniaro sprzątaj po sobie, Mila by odpysknęła: odczep się ode mnie, póżniej posprzątam....


              Motyw z mieszkaniem obrzydliwy, nie dośc, ze dostali duży metraż w dobrej dzielnicy, to jeszcze Ignacy kręci nosem.
              Tak samo jak kręcił nosem na telewizor, zmywarkę... mam wrażenie, ze to ten typ człowieka, który uważa, ze pieniądze są nieważne, że ci co mają pieniądze sa żli, a biedni sa dobrzy, ale jednocześnie sam chętnie mieszka na przestronnych pokojach, okazuje sie, ze skożysta ze zmywarki ale i z samochodu, a potem chetnie pomieszka w Pulpetowie, a tam przecież za ciężkie pieniądze Florkowie wszystko postawili i dom i pawilony, sady, obory, pasieki....
              Inaczej gniezdziliby się z Pulpetami gdzieś , o zgrozo, w bloku z wielkiej płyty na trzech pokojach. W jednym Florek i Pulpa, w drugim dziewczynki, w trzecim starzy Borejkowie.
              • rozowyteczowiec Re: BorejSue 12.06.25, 20:54
                subskrybcja napisała:


                >
                > To raz i obieniez Makowskich nie wiadomo kogo. Zgineli wcześnie , przez co pozo
                > stali na zawsze rodziną idealną.
                > A moze gdyby nie wojna , wychowywaliby Milę, Mila by ich tez nie słuchała, rzuc
                > ała mokry ręcznik na podłogę, tylko Makowska może niecackałaby sie z Milą jak
                > z przybraną córką, tylko jak własną i krzyknęłaby gówniaro sprzątaj po sobie,
                > Mila by odpysknęła: odczep się ode mnie, póżniej posprzątam....
                >
                >
                W żadnej części Jeżycjady nikt nigdy nie odezwałby się tak do dziecka, może najcięższa patologia. Ale z pewnością nie normalna, inteligencka rodzina!
                Oprócz tego uprasza się o używanie języka na poziomie, do którego aspiruje forum.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 12.06.25, 22:04
                  rozowyteczowiec napisała:

                  > subskrybcja napisała:
                  >
                  >
                  > >
                  > > To raz i obieniez Makowskich nie wiadomo kogo. Zgineli wcześnie , przez c
                  > o pozo
                  > > stali na zawsze rodziną idealną.
                  > > A moze gdyby nie wojna , wychowywaliby Milę, Mila by ich tez nie słuchała
                  > , rzuc
                  > > ała mokry ręcznik na podłogę, tylko Makowska może niecackałaby sie z Mil
                  > ą jak
                  > > z przybraną córką, tylko jak własną i krzyknęłaby gówniaro sprzątaj po s
                  > obie,
                  > > Mila by odpysknęła: odczep się ode mnie, póżniej posprzątam....
                  > >
                  > >
                  > W żadnej części Jeżycjady nikt nigdy nie odezwałby się tak do dziecka, może naj
                  > cięższa patologia. Ale z pewnością nie normalna, inteligencka rodzina!
                  > Oprócz tego uprasza się o używanie języka na poziomie, do którego aspiruje foru
                  > m.

                  Abstrahując od wątpliwego intelektu Bą-ęrejków...
                  Tego typu odzywki przede wszystkim nie przeszłyby w tamtych czasach. Ani słownikowo, ani obyczajowo, bo zarówno gówniarzowanie dziecku, jak i odpyskowywanie rodzicowi to stosunkowo nowe wynalazki. Milicja nie ma pojęcia, jak jej Gizela wtedy folgowała.
                  • ako17 Re: BorejSue 12.06.25, 22:34
                    tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                    Milicja nie ma pojęcia, jak jej Gizela w
                    > tedy folgowała.

                    a no właśnie. I w tym tkwi rzeczy sedno.
                    Mila nie zdaje sobie sprawy czego uniknęła dzięki interwencji Gizeli.
                    Czemu sobie sprawy nie zdaje - nie wiem, ale na jakąś bardzo inteligentną to ona mi nigdy nie wyglądała. Nie roztrząsała tematów bieżących, scenariuszy alternatywnych, nie próbowała rozumieć ani się przeciwstawiać. Po prostu płynęła z prądem, wykorzystując sprzyjające możliwości życiowe. Darowanie mieszkań, ich zamianę traktowała jako coś zupełnie normalnego, jej należnego. Nie widziała obiektywnych trudności ani wysiłku Gizeli. Brała co jej dali, dołączając do tego Ignaca.

                    Tak to widzę.
                    • tt-tka Re: BorejSue 12.06.25, 22:40
                      Brala co jej dali, ale nawet dawac trzeba jej bylo na jej warunkach i klaniajac sie w pas. Vide oswiadczyny Kazia.

                      Boru, od lat marze, zeby ktores dziecko, wnucze czy przyszywany ziec potraktowal starych tak, jak oni traktowali Gizele !
                      • bupu Re: BorejSue 13.06.25, 01:40
                        tt-tka napisała:

                        > Brala co jej dali, ale nawet dawac trzeba jej bylo na jej warunkach i klaniajac
                        > sie w pas. Vide oswiadczyny Kazia.

                        No właśnie o tym piszę. O tym głębokim przekonaniu zarówno Miglancow, jsk i narratora, że im się NALEŻY. Należy im się obsługa klasy niższej bezczołkowej, należy im się mieszkanie, jedno, drugie i trzecie, telewizor i pierogi żeby nimi w ten telewizor pizgnąć. I dziękować nie muszą, bo taka jest natura rzeczy, widział kto, żeby hrabina wdowa w Downton Abbey dziękowała służącemu, że herbatkę podał? No nie, bo taka była natura rzeczy, że klasa obsługująca podawała herbatę klasie obsługiwanej. A w Jezycjadzie klasą obsługiwaną są Miglance z przyległościami, z tym, że oni, w przeciwieństwie do hrabiny wdowy, służbie nie płacą, przywry jedne.
                        • przymrozki Re: BorejSue 13.06.25, 07:33
                          bupu napisała:

                          > A w Jezycjadzie klasą obsługiwaną są Miglance z przyległo
                          > ściami, z tym, że oni, w przeciwieństwie do hrabiny wdowy, służbie nie płacą, p
                          > rzywry jedne.

                          No tutaj jeszcze z różnic, to hrabina wdowa (a także każdy inny beneficjent systemu klasowego) była zasadniczo - w mniej lub bardziej bezpośredni sposób, zależy od sytuacji - właścicielką majątku, a klasa obsługiwana obsługiwała ją nie z poczucia obowiązku i wierności, ale dlatego właśnie, że sama majątku nie miała i mieć nie mogła (albo przynajmniej było to bardzo mało prawdopodobne).

                          Tutaj to klasa obsługiwana jest biedna jak mysz kościelna, a obsługuje ją klasa posiadająca. I o ile Gizela uważała Milę za swoją córkę, więc jej hojność pochodziła z innych rejestrów, to już Mila - i na to mamy zgrabny szereg dowodów - Gizeli nie uważała za matkę, tylko właśnie za jakąś niańkę czy inną służącą z lat dziecięcych, zasługującą na jakiś tam okazjonalny sentyment, ale nic więcej.
                          • greta_herbst Re: BorejSue 15.06.25, 12:29
                            > Mila - i na to mamy zgrabny szereg dowodów - Gizeli nie uważała za matkę, tylko właśnie za jakąś niańkę czy inną służącą z lat dziecięcych, zasługującą na jakiś tam okazjonalny sentyment, ale nic więcej.

                            Tak na marginesie dodam, bo się uduszę, że Mila jest wobec Gizeli paskudna nawet jeśli przyjmiemy, że uważa ją "zaledwie" za niańkę czy służącą z lat dziecinnych.

                            Albowiem w mojej własnej rodzinie dokładnie właśnie taka osoba występowała, niańka, która wychowała jedno pokolenie. I to mimo tego że matka też była, jak najbardziej obecna. Ale niańka sprawowała praktycznie wszystkie obowiązki opiekuńcze. Tak się tam złożyło.
                            I dla tych dzieci ona była po prostu drugą matką, tak jak one były jej dziećmi. Jej wychowankowie ją najnormalniej w świecie kochali, a odwiedzali równie często co własną matkę, z tego prostego powodu że ona z tą moją-przodkinią-pracodawczynią mieszkała już potem do śmierci. Przez długi czas na zasadzie gosposi, prowadząc jej dom, ale mając w tym domu całkiem sporo do powiedzenia, ale potem, kiedy zapadła na dość poważną chorobę, to z kolei ona była pielęgnowana przez pracodawczynię, a kiedy sama pracodawczyni była na tyle stara, że też wymagała opieki, obie były zaopiekowane przez te - w zasadzie - wspólne dzieci.

                            I o tej niańce było w rodzinie tyle samo opowieści, co o matce. Były do niej przywożone nowo narodzone wnuki, i było dokładnie cytowane co na widok kogo ona powiedziała. Pokolenie, które znało ją już tylko jako schorowaną, bardzo sędziwą kobietę rzadko wychodzącą z pokoju, nadal ją znało i było mu dokładnie tłumaczone co to jest za pani i czemu mieszka u babci itd. Następnemu pokoleniu było tłumaczone, czemu chodzimy na taki grób co to jest na nim kompletnie inne nazwisko niż ma ktokolwiek w rodzinie. Ja, dzisiaj, wiem jakie ona podśpiewywała piosenki, jaka była jej ulubiona zupa i jak śmiesznie mówiła na niektóre rodzaje mebli.

                            A Mila? Mila wymazała Gizelę kompletnie, skasowała ją w całości, odebrała Gizeli rodzinę a rodzinie Gizelę, bez żadnego powodu.
                    • subskrybcja Re: BorejSue 15.06.25, 12:39
                      ako17 napisała:

                      > Mila nie zdaje sobie sprawy czego uniknęła dzięki interwencji Gizeli.
                      > Czemu sobie sprawy nie zdaje - nie wiem, ale na jakąś bardzo inteligentną to on
                      > a mi nigdy nie wyglądała. Nie roztrząsała tematów bieżących, scenariuszy altern
                      > atywnych, nie próbowała rozumieć ani się przeciwstawiać. Po prostu płynęła z pr
                      > ądem, wykorzystując sprzyjające możliwości życiowe. Darowanie mieszkań, ich zam
                      > ianę traktowała jako coś zupełnie normalnego, jej należnego. Nie widziała obiek
                      > tywnych trudności ani wysiłku Gizeli. Brała co jej dali, dołączając do tego Ign
                      > aca.
                      >

                      Do końca się to nie zmieniło.
                      Mięwychowała sasiadka, Gizela, potem, gdy Mila była już mężatką z dziećmi, Gizela zamieniła sie z nią na mieszkania, by nie gdniezdzili sie w 6 osob w dwoch małych pokojach w bloku.

                      A 50 lat póżniej na stare lata Mila wraz zmężem, przenosza się do najmłodszej córki Patrycji, gdzie mieszkaja sielsko wśród pól, w domku z ogródkiem, gdzie rosna świeże warzywa, jest miód z ula, mleko od krowy, czereśnnie prosto z drzewa, świeże powietrze i pod bokiem córki, wnuko do pomocy. Borejki mieszkająsobie w przydzielonym pokoju, czytaja książki na swoich łóżkach i patrzą czule na siebie przez okulary obydwoje miło zgarbieni.
                      Mila Gizeli na stare lata nie sprowadziła blisko siebie i nie dogladała jej.

                  • kooreczka Re: BorejSue 12.06.25, 22:40
                    Nie pyskowano, przechodzono do rękoczynów z obu stron.

                    Mili w Kalamburce nie lubię strasznie przez odautorskie uwielbienie dla jej inteligencji i oczytanie przy całkowitej bezobjawowości tychże.

                    Na tle swoich lierackich rówieśnic (weźmy chociażby Judytę Jelonek czy Lilkę Sagowską) Mila jest jest pusta i bierna. No czyta. No i co z tego? Nie ma w niej ani pół własnej myśli- idzie na studia, których nie lubi w czasach, kiedy wcale to nie było oczywiste, jest obsługiwana i nie ma żadnych obowiązków w czasach, kiedy od jej rówieśnic wymagano o wiele więcej wkładu własnego w życie. Jednocześnie ma fumy w nosie i pretensje, że niewolnica śmie znaleźć sobie coś innego w życiu.

                    W PRL owskiej książce byłaby czarnym charakterem
                    • ako17 Re: BorejSue 12.06.25, 22:53
                      kooreczka napisał:

                      > Nie pyskowano, przechodzono do rękoczynów z obu stron.

                      Pogubiłam się, czy mogę prosić o kontekst do powyższego cytatu?
                      • kooreczka Re: BorejSue 12.06.25, 22:56
                        Mało było pyskowania i wyzwisk, więcej przemocy- bo w pewnym momencie dorastające dzieci potrafiły oddać.
                • subskrybcja Re: BorejSue 12.06.25, 22:34
                  rozowyteczowiec napisała:


                  > W żadnej części Jeżycjady nikt nigdy nie odezwałby się tak do dziecka, może naj
                  > cięższa patologia. Ale z pewnością nie normalna, inteligencka rodzina!
                  > Oprócz tego uprasza się o używanie języka na poziomie, do którego aspiruje foru
                  > m.

                  U Lisieckich nawet tak nie było, więc wątpie, by taki opis zaistniał w którymkolwiek tomów. Ani u Kopców, który ponoć byli patologiczni.
                  U Borejków jedyna scena, w której dziecko odostaje ochrzan była, gdy Józinek wrócił pijany do domu i przyłapała go Ida, nietrzeźwego.
                  Bardzo to było teatralne :D
                  • kooreczka Re: BorejSue 12.06.25, 22:54
                    Dla porównania co przed wojną uchodziło za domową awanturę
                    youtu.be/bTvEhOWQP1I?si=Du-JKn4cX1DSXkPd&t=1374
                    (Kwiryna pierwsza bad bitch polskiej literatury młodzieżowej)
                    youtu.be/bTvEhOWQP1I?si=uwnvSE0khO2YN1VM&t=1406
      • figaaga Re: BorejSue 09.07.25, 12:56
        tt-tka napisała:

        > Ktosia juz tu nader trafnie to wyrazila - pomyslani jako pieknoduchy okazali s
        > ie szpetnoduchami :)
        >
        > przy czym ja kalamburke uwazam za twor poroniony i zgola zbedny - jezyjada nic
        > by nie stracila na nieobecnesci tego twora, a i borejki nie wyszliby na az taki
        > e bydlo, na jakie wyszli
        >

        A mi się sam pomysł na tom zakańczający serię i pokazujący "jak to się zaczęło", w układzie cofania w czasie, bardzo podobał. Nawiązania do innych tomów były smaczkami do wytropienia (piecyk z wybuchem, imię Natalii, kłótnia o ścięte włosy Mili itd.) Niestety wątek wykreślenia z życia mamy i sprowadzenia jej do roli pani Trak w okolicznościach jakie nam podano oburza mnie na tyle, że ciężko potraktować Kalamburkę jako uzupełnienie serii, raczej jak jakąś alternatywną rzeczywistości.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 09.07.25, 14:08
          figaaga napisała:

          > tt-tka napisała:
          >
          > > Ktosia juz tu nader trafnie to wyrazila - pomyslani jako pieknoduchy oka
          > zali s
          > > ie szpetnoduchami :)
          > >
          > > przy czym ja kalamburke uwazam za twor poroniony i zgola zbedny - jezyjad
          > a nic
          > > by nie stracila na nieobecnesci tego twora, a i borejki nie wyszliby na a
          > z taki
          > > e bydlo, na jakie wyszli
          > >
          >
          > A mi się sam pomysł na tom zakańczający serię i pokazujący "jak to się zaczęło"
          > , w układzie cofania w czasie, bardzo podobał. Nawiązania do innych tomów były
          > smaczkami do wytropienia (piecyk z wybuchem, imię Natalii, kłótnia o ścięte wł
          > osy Mili itd.) Niestety wątek wykreślenia z życia mamy i sprowadzenia jej do ro
          > li pani Trak w okolicznościach jakie nam podano oburza mnie na tyle, że ciężko
          > potraktować Kalamburkę jako uzupełnienie serii, raczej jak jakąś alternatywną r
          > zeczywistości.

          Przyszło mi teraz do głowy, w jaki sposób ów twór możnaby uratować - autorka mogła na koniec dopisać, jak Milę po tym wszystkim rusza sumienie i jakie są tego konsekwencje. Np. jak dopiero w chwili pogrzebu Gizeli uświadamia sobie, że źle postąpiła i przygniata ją poczucie winy, a także żal, że jest już za późno, by to odkręcić. I moglibyśmy dostać scenę jakiegoś symbolicznego odkupienia win, np. opowiedzenia córkom i wnuczkom o Gizeli, napisania sztuki upamiętniającej ją, może nawet przyznanie się do mieszania w kontaktach z Pyziakiem (de facto izolowania dzieci i wnuków od kolejnej bliskiej osoby). Takie pokorne przyjęcie na siebie konsekwencji swoich czynów i próba zadośćuczynienia za nie ładnie zamknęłyby historię tej postaci i przy okazji wprowadziła do niej jakieś przesłanie. Ale do tego autorka musiałaby być świadoma jak okropną osobę napisała wcześniej. Ech, marzenia...
    • subskrybcja Re: BorejSue 12.06.25, 12:24
      Mila okazała się niewdzięcznicą, gdyby nie Gizela prawdopodobnie wylądowałaby w jakimś przytułku.
      I jest niechlubnym przykładem dziecka, które przysposobione nie jest potem wdzięczne przybranemu rodzicowi.

      Szkoda mi Gizeli, jak je obie z Milą tak porownać, to Gizela miała smutne i ciężkie życie.
      A Mila, chociaż wojenna sierota - całkiem udane, najpierw zaopiekowana przez Gizelę, potem zaraz poznała Ignacego i wkrótce była szanowaną matką 4 córek a potem Babi iluśtam wnucząt.
      Na stare lata ląduje otoczona rodziną w Majątku ziemskim córki i zięcia, owocowy sad za oknem, ser własnej roboty, przyroda, naokoło córki, wnuki.
      Gizela na stare lata stała się panią Trak, która nabiła Borejków w butelkę zamieniając się z nimi na mieszkanie w bloku.
      Jakoś nie było napisane,że w Kk, czy IŚ, czy pózniej otoczona była przybranymi wnukami, Mila i Ignacy chodzili do niej na święta, czy zapraszali ją do domu, a Gizela była otoczona wnuczkami. Nic takiego nie było.

      Wiem, ze to dlatego, ze Kalamburka była napisana później, dlatego słabo sie to klei.
      To już lepiej by ją autorka uśmierciłą przed Kwiatem Kalafiora, albo wysłała za granicę wraz z mężem gdzieś daleko na przykład do Australii, żeby się faktycznie nie odwiedzali, tylko wysyłali do siebie kartki dwa razy do roku.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 12.06.25, 15:13
        subskrybcja napisała:

        > Mila okazała się niewdzięcznicą, gdyby nie Gizela prawdopodobnie wylądowałaby w
        > jakimś przytułku.
        > I jest niechlubnym przykładem dziecka, które przysposobione nie jest potem wdzi
        > ęczne przybranemu rodzicowi.
        >

        I to w czasach, kiedy jeszcze bardzo naciskano na wdzięczność wobec rodziców i m.in. zajmowanie się nimi na starość. Że też pół Poznania nie wzięło Milicji na języki, po tym wszystkim. Zwłaszcza, że Gizela to podwójnie szczególny przypadek, bo adoptowała dziecko sąsiadów, z którego ani brat ani swat, choć nie prosiła się o samotne macierzyństwo.

        > Szkoda mi Gizeli, jak je obie z Milą tak porownać, to Gizela miała smutne i cię
        > żkie życie.
        > A Mila, chociaż wojenna sierota - całkiem udane, najpierw zaopiekowana przez Gi
        > zelę, potem zaraz poznała Ignacego i wkrótce była szanowaną matką 4 córek a pot
        > em Babi iluśtam wnucząt.
        > Na stare lata ląduje otoczona rodziną w Majątku ziemskim córki i zięcia, owocow
        > y sad za oknem, ser własnej roboty, przyroda, naokoło córki, wnuki.
        > Gizela na stare lata stała się panią Trak, która nabiła Borejków w butelkę zami
        > eniając się z nimi na mieszkanie w bloku.
        > Jakoś nie było napisane,że w Kk, czy IŚ, czy pózniej otoczona była przybranymi
        > wnukami, Mila i Ignacy chodzili do niej na święta, czy zapraszali ją do domu, a
        > Gizela była otoczona wnuczkami. Nic takiego nie było.
        >

        Ba, nikt tam jej nie postrzega jako ich babci. W ogóle jako rodziny. I na tej podstawie Milgnace dały sobie prawo do porzucenia jej (niezła ironia losu tak btw, Pyziaka to się czepiają, że się wypiął, a Milunia sama nielepsza).

        > Wiem, ze to dlatego, ze Kalamburka była napisana później, dlatego słabo sie to
        > klei.
        > To już lepiej by ją autorka uśmierciłą przed Kwiatem Kalafiora, albo wysłała za
        > granicę wraz z mężem gdzieś daleko na przykład do Australii, żeby się faktyczn
        > ie nie odwiedzali, tylko wysyłali do siebie kartki dwa razy do roku.

        To mogła być ta pani z Ameryki, która w OwR przysyłała im paczki!
        • mackakisa Re: BorejSue 12.06.25, 15:43
          O właśnie! Gdyby Gizela już jako pani Trak, żona Kazia byłaby potem w Stanach, przysyłałaby potem Borejkom paczki w stanie wojennym, to by się jakoś sklejało. To by jeszcze uzasadniało brak jej obecności w życiu rodziny. A tak… wyszło jak wyszło…
        • rozowyteczowiec Re: BorejSue 12.06.25, 20:55
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


          > To mogła być ta pani z Ameryki, która w OwR przysyłała im paczki!
          >
          >

          A ona nie była z zachodnich Niemiec? Bo nie jestem pewna.
      • przymrozki Re: BorejSue 12.06.25, 18:37
        subskrybcja napisała:

        > To już lepiej by ją autorka uśmierciłą przed Kwiatem Kalafiora, albo wysłała za
        > granicę wraz z mężem gdzieś daleko na przykład do Australii, żeby się faktyczn
        > ie nie odwiedzali, tylko wysyłali do siebie kartki dwa razy do roku.

        Albo niechby wyjechała za Kaziem na drugi koniec Polski, adoptowała trójkę jego małych dzieci z pierwszego małżeństwa, a potem jeszcze urodziła kolejną dwójkę, więc - siłą rzeczy - nie było mowy o codziennym kontakcie z Milą i lepieniu pierogów dla Borejkówien.
        • subskrybcja Re: BorejSue 12.06.25, 21:13
          przymrozki napisała:

          > subskrybcja napisała:
          >
          > > To już lepiej by ją autorka uśmierciłą przed Kwiatem Kalafiora, albo wysł
          > ała za
          > > granicę wraz z mężem gdzieś daleko na przykład do Australii, żeby się fa
          > ktyczn
          > > ie nie odwiedzali, tylko wysyłali do siebie kartki dwa razy do roku.
          >
          > Albo niechby wyjechała za Kaziem na drugi koniec Polski, adoptowała trójkę jego
          > małych dzieci z pierwszego małżeństwa, a potem jeszcze urodziła kolejną dwójkę
          > , więc - siłą rzeczy - nie było mowy o codziennym kontakcie z Milą i lepieniu p
          > ierogów dla Borejkówien.

          A mogła nawet wziąc rozwód i wyjechac do zakonu do Francji, jakby ją tam przyjeli.

          Po prostu jest zgrzyt, bo w Kwiecie Kalafiora jakaś pani Trak - obca osoba, jakaś znajoma może, która zgadała się z Borejkami i zamieniła się z nimi na mieszkania, okazuje sie praktycznie przybraną matką Mili, którą wychowywała od maleńkości.

          I pani Trak, czyli Gizela była starsza od Mili tylko o 18 lat. Czyli w chwili zamiany mieszkań była koło 60ki, myslałam, ze to jakaś staruszka po 80tce, która już nie ma siły palić w piecach.
          Ale nie czepiajmy się wieku, 65 letnia pani Szczepańska na ilustracji- tez bym jej dała koło 80ki. Robrojek w wieku 35 lat był już w bardzo średnim wieku, jakby co najmniej 50kę skończyl. Mama Borejko w KK to już zmęczona i sterana życiem kobieta z siwymi skroniami, a Dmuchawiec, 55letni dziadek Kreski w Opium, jak śpi, to Aurelia mówi, że ładnie śpi i nawet się nie ślini (niczym jakiś staruch). 33letnia Gaba ma "kostium marszczący sie pod oczami" - też jakby już miała wiek mocno średni.
    • ako17 Re: BorejSue 12.06.25, 22:56
      bupu napisała:


      > Mieszkanie wydało się Ignacemu brzydkie i obce. Dzwoniące echo wypełniało puste
      > pokoje, a mała Nutria zaczęła nawet popłakiwać, dopytując się, czy tu straszy.
      > Ignacy był w złym humorze. Ku swojemu zdziwieniu przekonał się tego popołudnia
      > , jak bardzo był przywiązany do małego mieszkanka, pierwszego prawdziwego gniaz
      > da, jakie uwili sobie z Milą.

      Ja tylko delikatnie zapytam - przyznaję, nie pamiętam bardzo treści Kalam - to pierwsze gniazdo, jakie sobie Ignacy uwił z Milą, to małe mieszkanko, to skąd oni mieli?
      • kooreczka Re: BorejSue 12.06.25, 22:58
        Uwili z brudu od którego się lepiło.
      • tt-tka Re: BorejSue 12.06.25, 23:04
        ako17 napisała:


        > Ja tylko delikatnie zapytam - przyznaję, nie pamiętam bardzo treści Kalam - to
        > pierwsze gniazdo, jakie sobie Ignacy uwił z Milą, to małe mieszkanko, to skąd o
        > ni mieli?

        Od Gizeli, rzecz jasna:)
        Wojtczak, wlasciciel oficynki zwraca sie do Gizeli z tym, ze ma przydzial na piekne M4, ale daleko, na Winogradach, a wolalby miec cala oficynke niz dwa mieszkania oddzielnie. No i Gizela zalatwia...

        nb - dwa pokoje z kuchnia i lazienka w nowym budownictwie za pokoj z kuchnia bez lazienki w starym, imo Wojtczak zrobik kiepski interes, za to miglance wysmienity
        • ako17 Re: BorejSue 12.06.25, 23:13
          tt-tka napisała:

          > ako17 napisała:
          >
          >
          > > Ja tylko delikatnie zapytam - przyznaję, nie pamiętam bardzo treści Kalam
          > - to
          > > pierwsze gniazdo, jakie sobie Ignacy uwił z Milą, to małe mieszkanko, to
          > skąd o
          > > ni mieli?
          >
          > Od Gizeli, rzecz jasna:)
          > Wojtczak, wlasciciel oficynki zwraca sie do Gizeli z tym, ze ma przydz
          > ial na piekne M4, ale daleko, na Winogradach, a wolalby miec cala oficynke niz
          > dwa mieszkania oddzielnie. No i Gizela zalatwia...
          >
          > nb - dwa pokoje z kuchnia i lazienka w nowym budownictwie za pokoj z kuchnia be
          > z lazienki w starym, imo Wojtczak zrobik kiepski interes, za to miglance wysmie
          > nity

          Ty, Ciotka, to tak naprawdę było napisane???
          I Ignac kwękał, mimo że nigdy palcem nie ruszył w kierunku zapewnienia rodzinie jakiejkolwiek przestrzeni do życia?
          • tt-tka Re: BorejSue 12.06.25, 23:20
            naprawde

            o gniazdku, ktore Ygnac uwil (wraz ze swa malzonka Mila) bylo jeszcze gdzies, podaj z okazji rozmowy z Frycem - znaczy nie do Fryca mowione, pomyslane przez ygnaca lub napisane przez narratora - i ani slow, ANI SLOWECZKA w myslach, mowie czy uczynkach, ze wszytskie trzy lokumy, Polna, Winogrady i Rusfelta Boreje mialy zrzutem z dzioba Gizeli
            • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 13.06.25, 00:48
              tt-tka napisała:

              > naprawde
              >
              > o gniazdku, ktore Ygnac uwil (wraz ze swa malzonka Mila) bylo jeszcze gdzies, p
              > odaj z okazji rozmowy z Frycem - znaczy nie do Fryca mowione, pomyslane przez y
              > gnaca lub napisane przez narratora - i ani slow, ANI SLOWECZKA w myslach, mow
              > ie czy uczynkach, ze wszytskie trzy lokumy, Polna, Winogrady i Rusfelta Boreje
              > mialy zrzutem z dzioba Gizeli
              >

              Poddaję się. Właśnie straciłam wiarę w ludzkość.
              wali głową w ścianę
              Czy Gizela aby nie przesadziła z tą hojnością? Rozumiem wpomóc młodych przy zdobyciu pierwszego mieszkania, bo dopiero wchodzą w dorosłość, etc. Ale cała reszta to już są jakieś jaja. Ta dwójka dorosłych, zarabiających ludzi wychodzi albo na melepety, które nie umieją niczego samodzielnie załatwić, albo na pasożyty, którym się nie chce, bo wygodniej żyć z jałmużny. Strach pomyśleć co by było, gdyby "pani Trak" nie kiwnęła palcem i zostawiła sprawy mieszkaniowe na ich głowie.
              • bupu Re: BorejSue 13.06.25, 01:42
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

                > tt-tka napisała:
                >
                > > naprawde
                > >
                > > o gniazdku, ktore Ygnac uwil (wraz ze swa malzonka Mila) bylo jeszcze gdz
                > ies, p
                > > odaj z okazji rozmowy z Frycem - znaczy nie do Fryca mowione, pomyslane p
                > rzez y
                > > gnaca lub napisane przez narratora - i ani slow, ANI SLOWECZKA w myslac
                > h, mow
                > > ie czy uczynkach, ze wszytskie trzy lokumy, Polna, Winogrady i Rusfelta B
                > oreje
                > > mialy zrzutem z dzioba Gizeli
                > >
                >
                > Poddaję się. Właśnie straciłam wiarę w ludzkość.
                > wali głową w ścianę
                > Czy Gizela aby nie przesadziła z tą hojnością? Rozumiem wpomóc młodych przy zdo
                > byciu pierwszego mieszkania, bo dopiero wchodzą w dorosłość, etc. Ale cała resz
                > ta to już są jakieś jaja. Ta dwójka dorosłych, zarabiających ludzi

                No przepraszam, Miglancja stara się z całych sił nie zarabiać, rzucając posadę za posadą, aż dwie ich było, obie, zdaje się, załatwione przez Gizelę.
                • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 08:04

                  > >
                  > > Poddaję się. Właśnie straciłam wiarę w ludzkość.
                  > > wali głową w ścianę
                  > > Czy Gizela aby nie przesadziła z tą hojnością? Rozumiem wpomóc młodych pr
                  > zy zdo
                  > > byciu pierwszego mieszkania, bo dopiero wchodzą w dorosłość, etc. Ale cał
                  > a resz
                  > > ta to już są jakieś jaja. Ta dwójka dorosłych, zarabiających ludzi
                  >
                  > No przepraszam, Miglancja stara się z całych sił nie zarabiać, rzucając posadę
                  > za posadą, aż dwie ich było, obie, zdaje się, załatwione przez Gizelę.
                  >

                  Tak, w ciazy Milicja rzuca etatowa prace ze swiadczeniami, zarazem rezygnuje ze zrobienia dyplomu. Druga, w zakladach Gizeli, rzuca takze. Maszyne dziewiarska i zlecenia ze spoldzielni Swit takze zalatwila Gizela.

                  Ygnac robi to, co lubi. Gdy nie ma jeszcze dzieci, gdy ma ich dwoje i gdy ma ich czworo, robi tyle samo za tyle samo. Zmieniona sytuacja zyciowa, zwiekszone wydatki na jego wlasne dzieci to absolutnie nie jego problem.
                  Gdy zrobilo sie ich szescioro w sumie, Ygnac stwierdza, ze "sytuacja go przerosla" i nadal nie robi nic wiecej poza skromnym zarobkowaniem.
                  • tygrys_dziure_wygryzl Re: BorejSue 13.06.25, 08:37
                    Brzmi to jak mokra fantazja lenia który chce robić co chce ale żeby mu za to płacili wystarczająco. Taki mecenat, ale artysta żaden. Ale im się to po prostu należy! Strasznie mnie to irytuje, bo nie znoszę takich pasożytów.
              • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 09:27
                tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


                > Czy Gizela aby nie przesadziła z tą hojnością?

                Przesadzila, i to grubo. Ale rozumiem, ze chciala corce i wnuczkom... i bym sie nie czepiala, gdyby nie okazalo sie koniec koncow, ze ona zadnej corki ani wnuczek nie ma.

                Rozumiem wpomóc młodych przy zdo
                > byciu pierwszego mieszkania, bo dopiero wchodzą w dorosłość, etc. Ale cała resz
                > ta to już są jakieś jaja. Ta dwójka dorosłych, zarabiających ludzi wychodzi alb
                > o na melepety, które nie umieją niczego samodzielnie załatwić, albo na pasożyty
                > , którym się nie chce, bo wygodniej żyć z jałmużny. Strach pomyśleć co by było,
                > gdyby "pani Trak" nie kiwnęła palcem i zostawiła sprawy mieszkaniowe na ich gł
                > owie.

                Coz, siedzieliby w szostke w tym pokoju z kuchnia (baz lazienki) na Polnej az do czasu, gdy tam zaczeto wyburzac, czyli bodaj do naszego tysiaclecia. I moze by im to na dobre wyszlo, ani Gabon nie moglby wisiec na rodzicach przez kolejne polwiecze, ani Ida nie zalegla by sie w piwnicy...

                Wlasnie sobie wyobrazilam, jak Gabon wychodzi za Strybe i idzie mieszkac na Krasickiego, a tam Cyryjek domaga sie porzadku, Metody kpi, opcjonalnie opiernicza, a Elka zdecydowanie stawia granice. Co za slodka wizja.
                • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 13.06.25, 10:32
                  tt-tka napisała:

                  > (...)
                  > Wlasnie sobie wyobrazilam, jak Gabon wychodzi za Strybe i idzie mieszkac na Kra
                  > sickiego, a tam Cyryjek domaga sie porzadku, Metody kpi, opcjonalnie opiernicza
                  > , a Elka zdecydowanie stawia granice. Co za slodka wizja.
                  >
                  >
                  >
                  >

                  Też chcę to zobaczyć! Ciekawe jaka byłaby reakcja Gabonoga, zwłaszcza gdy standardowe drżenie bródki i pypypanie nie zadziała. Może teraz to ona by popoporzuciła?
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: BorejSue 13.06.25, 10:06
      Ciekawe, jak wyglądałaby relacja Mili i Ignacego oraz ich dzieci, gdyby nie zamienili się na mieszkanie.
      Załóżmy, że zostali w tym pokoiku na Polnej, Gizela umarła, pomocy znikąd. No i co? Ignac rozkłada biurko w pokoju i czyta po pracy, a Mila z czwórką dziatek kisi się w kuchni, żeby mu nie przeszkadzać? Miłość miłością, ale warunki życia trochę nas jednak determinują.
      Przypomina mi się książka "Futerał. O urządzaniu mieszkań w PRL", gdzie zawarto opisy, jak sobie radziły liczne nieraz rodziny w mikroskopijnych mieszkaniach bez wygód. Jakie tam kombinacje odchodziły, to głowa mała.
      • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 10:10
        Mila dziatek w kuchni nie miala, gonila je stamtad. Nie mam pojecia, jak by to bylo na Polnej, ale na pe nie tak idyllicznie :)

        rodziny sobie radzily, tylko tam z reguly byla przynajmniej jedna osoba bez maslanych lap i bez piasku w rekawach...
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: BorejSue 13.06.25, 10:23
          tt-tka napisała:

          > Mila dziatek w kuchni nie miala, gonila je stamtad. Nie mam pojecia, jak by to
          > bylo na Polnej, ale na pe nie tak idyllicznie :)
          >
          > rodziny sobie radzily, tylko tam z reguly byla przynajmniej jedna osoba bez mas
          > lanych lap i bez piasku w rekawach...
          >

          Czego metaforą jest piasek w rękawach?
          • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 10:28
            To okreslenie takiego zloba, co reka nie ruszy (ani w pracy, ani w domu), bo mu sie ten piasek z rekawow wysypie :)
            • kocynder Re: BorejSue 13.06.25, 17:08
              Nie znałam, ale podoba mi się!
      • subskrybcja Re: BorejSue 13.06.25, 12:51
        tygrys_dziure_wygryzl napisała:

        > Ciekawe, jak wyglądałaby relacja Mili i Ignacego oraz ich dzieci, gdyby nie zam
        > ienili się na mieszkanie.
        > Załóżmy, że zostali w tym pokoiku na Polnej, Gizela umarła, pomocy znikąd. No i
        > co? Ignac rozkłada biurko w pokoju i czyta po pracy, a Mila z czwórką dziatek
        > kisi się w kuchni, żeby mu nie przeszkadzać? Miłość miłością, ale warunki życia
        > trochę nas jednak determinują.

        Dla Ignasia pieniądze były nieważne, ważniejsze były wartości moralne.
        Gabę opierniczył równo, gdy zapytała, dlaczego w innych rodzinach mają więcej pieniędzy. Odparł coś w stylu, że on umie je zarabiać jedynie uczciwie. wsadził do jednego worka ludzi zamożnych, którzy wzbogacili się uczciwie z tymi, co kradli i robili przekręty.
        Co dziwne, po latach, Klan jest raczej dobrze usytuowany, małżeństwo lekarzy musi być zamożne, ona laryngolog, on chirurg. Gaba profesor i Grzegorz informatyk - nie wmówią mii, że żyją szlachetnie i biednie. Pulpa to już ogólnie na wlościach osiadła i ma wszystko i gospodarstwo i kasę. A Mila - okazuje się, ze zbiła kokosy jaka pisarka sztuk teatralnych (w co tez nie wierzę, ale niech będzie).
        • greta_herbst Re: BorejSue 13.06.25, 14:36
          > nie wmówią mii, że żyją szlachetnie i biednie

          Mi też nie, ale nie przestają próbować. Małżeństwo lekarzy żyje w suterenie, szczytem zbytku profesorki i informatyka jest zmywarka, ekstrawagancka diva i syn przedsiębiorcy jadą w podróż poślubną do Wilna (na jak długo, ktoś pamięta? Bo jeszcze bym zaakceptowała np przeniesienie się na trzy miesiące w ramach ekstrawagancji i fantazji, ale wiadomo). Więc w pewnym sensie Borejki faktycznie trzymają się tej swojej zasady, że pieniądze to zło, i chociaż je mają, to ukrywają jak wstydliwy sekret. :P
          • bupu Re: BorejSue 13.06.25, 14:46
            greta_herbst napisała:

            > > nie wmówią mii, że żyją szlachetnie i biednie
            >
            > Mi też nie, ale nie przestają próbować. Małżeństwo lekarzy żyje w suterenie, sz
            > czytem zbytku profesorki i informatyka jest zmywarka, ekstrawagancka diva i syn
            > przedsiębiorcy jadą w podróż poślubną do Wilna (na jak długo, ktoś pamięta? Bo
            > jeszcze bym zaakceptowała np przeniesienie się na trzy miesiące w ramach ekstr
            > awagancji i fantazji, ale wiadomo).

            Trzy dni, o ile pamiętam.
            • greta_herbst Re: BorejSue 13.06.25, 15:21
              >> jadą w podróż poślubną do Wilna (na jak długo, ktoś pamięta? Bo jeszcze bym zaakceptowała np przeniesienie się na trzy miesiące w ramach ekstrawagancji i fantazji, ale wiadomo).

              > Trzy dni, o ile pamiętam.

              Ha! Czyli dobrze mi się zdawało, właśnie jakiś mizerny weekend mi się kołatał. No ludzie, przecież to jest śmieszne. Laura, zadowalająca się trzema dniami w Wilnie. Litości.
              • przymrozki Re: BorejSue 13.06.25, 15:38
                greta_herbst napisała:

                > Ha! Czyli dobrze mi się zdawało, właśnie jakiś mizerny weekend mi się kołatał.
                > No ludzie, przecież to jest śmieszne. Laura, zadowalająca się trzema dniami w W
                > ilnie. Litości.

                Zadowolić jak zadowolić, nie ma nic złego w radości z krótkiego wypadku do bliskiej zagranicy.

                Ale Laura się zachowywała, jakby jej ofiarowano prezent tak wielki, że aż nie śmiała o nim marzyć.
                • greta_herbst Re: BorejSue 14.06.25, 19:39
                  > Zadowolić jak zadowolić, nie ma nic złego w radości z krótkiego wypadku do bliskiej zagranicy.
                  > Ale Laura się zachowywała, jakby jej ofiarowano prezent tak wielki, że aż nie śmiała o nim marzyć.

                  Masz, oczywiście, rację, ale wydaje mi się że podróże okołoślubne to jest temat dość mocno obrosły w kulturową wagę i znaczenie. A Laura zawsze miała upodobania raczej ekstrawaganckie, i weekend z patrzeniem skąd Sobolewski patrzył na ratusz zupełnie mi do niej nie pasuje. Jeśli już musiało trącić myszką i nawiązywać do lektur szkolnych, to nadal do Laury bardziej pasuje mi leżenie na leżaku i zażądanie, żeby jej Adam przyniósł boskie nenufary. W każdym razie coś z odrobiną sznytu, a przede wszystkim coś z nią w roli głównej, a nie Adammem który ją gdzieś ciąga, jej coś pokazuje i się mądrzy.
              • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 16:14
                Trzy dni, a tak wlasciwie to - no, policzmy. 27 slub, wylatuja 28, wiec czesc tego dnia jest w drodze na lotnisko, na lotnisku, w samolocie, w drodze z lotniska. 29 i 30, ok. 31 wracaja, nb na wlasne wesele, wiec znowu na lotnisko, na lotnisku i tak dalej.
                No super podroz poslubna, lepsza naprawde trudno znalezc lub wymyslec :P
                • przymrozki Re: BorejSue 13.06.25, 17:06
                  tt-tka napisała:

                  > No super podroz poslubna, lepsza naprawde trudno znalezc lub wymyslec :P

                  O, proszę. Cytat.

                  (...) - rzekł Adam - wyruszymy się w podróż poślubną.
                  - Wybieramy się w podróż?!
                  - Tak. To miała być niespodzianka, dlatego przywieźliśmy twoje rzeczy - ale, do licha, nigdy nie wytrzymuję z niespodziankami, zawsze wcześniej je ujawniam, niż chcę.
                  - Niespodzianka?!
                  - Polecimy na trzy dni do Wilna. Pamiętasz, jak chciałaś zobaczyć Ostrą Bramę i Uniwersytet? A ja obiecałem, że zobaczysz? Pokażę ci też, skąd Jan Sobolewski w "Dziadach" patrzył na ratusz.
                  - Adamm! [tak, dwa m, to nie pomyłka - uwaga własna przymrozków]
                  - To będzie pierwszy etap podróży. Bo latem zawiozę cię do Kiejdan. A może i do Nowogródka.
                  - Ach! No, czy ty nie jesteś! - no, czy to nie jest! - no, powiedzcie sami! - rozpromieniona Laura objęła Adama za szyję - Spełniasz wszystkie moje marzenia. A co ja mam zrobić dla ciebie?
                  - Istnieć - odrzekł bez namysłu.


                  I ja wiem, że czyniłam już ten komentarz w jakiejś przeszłej dyskusji, ale są tu wśród forumek osoby, które nie pamiętają świadomie 2009 r. To były złote lata city breaków. Bilet lotniczy do Wilna i z powrotem można było kupić za cenę zbliżoną do kosztu biletu PKP w drugiej klasie z Wrocławia nad morze. Dla niepracujących licealistów czy studentów takie wakacje były tańsze niż Zakopane czy Hel. Laura, która w wieku czternastu lat sama pojechała do Torunia, jako dwudziestolatka mogła sobie odwiedzać Wilno raz na kwartał.
                  • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 17:14
                    W chwili slubu ona ma 25 lat...
                    Oczywiscie, mogla. Ale jakos nie odwiedzila. A Wilno jest piekne, niestety zima zwykle zimne - jeszcze pojechac tam na swieta albo na sylwka to ma sens, nawet na krotko, ale oni omineli jedno i drugie :P

                    PS gdybym miala na Wilno cale dwa dni (i ewentualnie po kawalku dwoch innych), to na pewno nie poszlabym zobaczyc, skad Sobolewski patrzyl na ratusz, to cos bardzo w stylu Pilipiuka podrabiajacego Nienackiego, "pokaze wam to miejsce na zatoce, gdzie w XVII wieku mieszczanie strli sie z najezdzca" :)
                    ale ostatecznie gusta sa rozne i kazdemu jego porno, niech se Larwa w podrozy poslubnej zwiedza carskie areszty...
                    • greta_herbst Re: BorejSue 14.06.25, 19:40
                      > w stylu Pilipiuka podrabiajacego Nienackiego

                      Przepraszam, OT, ale flashbacki mi weszły i nie chcą odejść :D Pilipiuk podrabiający Nienackiego to było dla mnie... przeżycie :D
                    • ako17 Re: BorejSue 14.06.25, 21:42
                      tt-tka napisała:

                      >A Wilno jest piekne, niestety zima
                      > zwykle zimne - jeszcze pojechac tam na swieta albo na sylwka to ma sens, nawet
                      > na krotko, ale oni omineli jedno i drugie :P
                      >
                      jbc, to z mojego doświadczenia w maju (2008) też jest zimne. To Wilno.
                      Urokliwe owszem, ale zimne strasznie.
                  • greta_herbst Re: BorejSue 14.06.25, 19:33
                    > Bo latem zawiozę cię do Kiejdan. A może i do Nowogródka.

                    Wciórności. Ja przepraszam, ale cisną mi się na usta różne wyrazy, te takie co to ojciec po kilka razy.

                    Oznajmia jej, że ją zawiezie, jakby ona była, do stu tysięcy beczek zielonych utopców, szafą. Albo skrzynią starych papierzysk.

                    Dobrze że jej, karwia, nie mówi, że ją wywiezie do Kiejdan. A może i do Nowogródka, nie wie jeszcze. Potem się zastanowi, sprawdzi sobie benzynę, zobaczy czy mu się chce i czy szafa była dość grzeczna i zasłużyła...

                    Ja wiem że to jest jedno słowo, ale w kontekście tego szorowania twarzy i oznajmiania że jemu suknia niepotrzebna...
                    • przymrozki Re: BorejSue 14.06.25, 20:32
                      greta_herbst napisała:

                      > Dobrze że jej, karwia, nie mówi, że ją wywiezie do Kiejdan. A może i do
                      > Nowogródka, nie wie jeszcze.

                      Kibitką. Dla pełnego mickiewiczowskiego doświadczenia.
                    • ako17 Re: BorejSue 14.06.25, 21:19
                      greta_herbst napisała:

                      > > Bo latem zawiozę cię do Kiejdan. A może i do Nowogródka.
                      >
                      > Wciórności. Ja przepraszam, ale cisną mi się na usta różne wyrazy, te takie co
                      > to ojciec po kilka razy.
                      >
                      > Oznajmia jej, że ją zawiezie, jakby ona była, do stu tysięcy beczek zielonych u
                      > topców, szafą. Albo skrzynią starych papierzysk.
                      >
                      > Dobrze że jej, karwia, nie mówi, że ją wywiezie do Kiejdan. A może i do
                      > Nowogródka, nie wie jeszcze. Potem się zastanowi, sprawdzi sobie benzynę, zobac
                      > zy czy mu się chce i czy szafa była dość grzeczna i zasłużyła...
                      >
                      > Ja wiem że to jest jedno słowo, ale w kontekście tego szorowania twarzy i oznaj
                      > miania że jemu suknia niepotrzebna...

                      W zalewie tych wszystkich szokujących bzdur, którymi McD obfituje, na parę lat umknął mi ten wąteczek zabierania Laury przez Adammmma do Wilna.
                      To jest naprawdę tak niedzisiejsze, że chyba nie mam siły się nad tym wytrząsać. Chociaż potencjał, nie powiem, jest.
        • ako17 Re: BorejSue 13.06.25, 15:15
          subskrybcja napisała:

          A Mila - okazuje się, ze zbił
          > a kokosy jaka pisarka sztuk teatralnych (w co tez nie wierzę, ale niech będzie)
          > .
          Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że o finansowym aspekcie Wielkiego Kalania nie za wiele było w książkach.
          • tt-tka Re: BorejSue 13.06.25, 16:17
            ako17 napisała:

            .
            > Mogę się mylić, ale odnoszę wrażenie, że o finansowym aspekcie Wielkiego Kalani
            > a nie za wiele było w książkach.

            Bylo w liscie do Gizeli, ze dzieci juz podrosniete czy tez odchowane, wiec ona nareszcie moze robic to, co chce i jeszcze jej za to placa. I to wszystko. Nigdy sie te pieniadze nie pojawily, w zyciu czy to stada, czy samej Melanii nie odegraly zadnej roli.
            • kooreczka Re: BorejSue 13.06.25, 16:23
              W sumie dopiero na forum dowiedziałam się, że mogły to być konkretne kwoty, zwłaszcza jeśli były tłumaczone (np pozwalające na wykup mieszkania)
              • minerwamcg Re: BorejSue 14.06.25, 19:06
                No więc ja bez przerwy powtarzam, że za honoraria z kalania burków Mila wykupiła R5. Apogeum popularności Amburki to są czasy, kiedy jeszcze można było wykupić mieszkanie od miasta za ułamek wartości.
        • przymrozki Re: BorejSue 13.06.25, 15:18
          subskrybcja napisała:

          > Dla Ignasia pieniądze były nieważne, ważniejsze były wartości moralne.

          Buahahaha. Z Ignacego był taki człowiek zasad, jak z koziego kupra instrument dęty. On, owszem, lubił sobie czasem pobajać o kamiennym łożu krytym skórą, ale tylko samemu leżąc na miękkim łożu z wezgłowiem podnoszonym na pilota, obsługiwany jak cysorz i otoczony wszelkimi luksusami, jakie uważał za przydatne lub przyjemne. Zasady mu się włączały tylko, gdy ktoś inny chciał mieć rzecz przydatną lub przyjemną.
        • kooreczka Re: BorejSue 13.06.25, 16:12
          Dla Ignaca ważny jest święty spokój i pełna obsługa, pierdololo o zasadach ma przykryć jego lenistwo. To nie Beksiński, który w chudych latach odmawiał sobie kawy i papierosów, żeby dzieci miały mięso.

          Gdyby zostali Mila upychałaby dzieci w kuchni, żeby pan tatuś miał gabinecik. O wiele trudniej byłoby ukryć, że Ignac to czarny charakter.
    • tygrys_dziure_wygryzl Re: BorejSue 14.06.25, 13:55
      Może to kwestia mojego rozumienia terminu, ale Mary i Gary Sue to dla mnie postaci które są cudowne bo autor sobie tak życzy i nagina ku temu realia swego dzieła, przez co dla czytelnika te postaci są irytujące, nierealne, płaskie, przewidywalne, etc.
      Tymczasem Mila i Ignac nie są tylko irytujący, oni są wręcz moralnie źli (mówię to ostrożnie, nie jestem w 100% przekonana czy nie za mocno się wyraziłam).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka