soczewica
24.05.03, 09:44
Większej kiszki pod względem scenariusza nie mogli bracia Wachowscy wymyślić.
Jakieś sceny erotyczne, jakieś dyskoteki w Zionie, jakieś przemówienia
Morfeusza... ciuszki niemalże rodem z Walki o ogień, pomieszanej ze
Startrekiem, w zależności od sceny. Masa zbędnych aktorów, zaciemnienie
postaci (wątek miłosny Morfeusza - zupełnie zbędny, Wyrocznia okazuje się
programem - bez sensu), zbyt dużo seksu, kiczowate sceny miłosne pomiedzy Neo
a Trinity, dziwny moment, kiedy uzdrawia ją gmerając w ciele - nosz kurde,
Zbigniew Nowak, ręce które (ka)leczą. Reklamowana Monika Bellucci ogranicza
się do kilku zaledwie scen, eee.
Moim typem Matriksa dwójki jest agent Smith (and me too!), nieodmiennie
śmieszny, i dwa blonmd-pudle (ochrona facecika z bodajże francuskim
akcentem), przenikające przez ściany.
Sceny pościgu miodzio, ale oglądając film miałam wrażenie, jakby spec od
efektów specjalnych wyprodukował przypadkiem masę tychże efektów, zlepił je
ze sobą i puścił na ekrany, okraszając słabym scenariuszem, napisanym chyba
przez sprzątaczkę braci Wachowskich.
Ale na trzecią część czekam. Może to chwyt reklamowy - btw, cały film to
jedna wielka reklama (pół godziny reklam przed filmem, a potem - dyskretny
heineken, telefony komórkowe, motocykle, brakowało jeszcze metek od Diesla),
ale mam ochotę zobaczyć co jeszcze wymyślą.
soczewica