emily77
28.06.07, 00:09
Czy moje życie się skończyło? Małżeństwo pewnie tak! Teściowa wygnała mnie z
domu ….z trójką maleńkich dzieci. Tak jak zawsze chciała - mąż przywiózł mnie
do matki i oświadczył, żeby teraz ona się nami opiekowała. Czy szukam
pomocy….Czy może to co opowiem bardziej potrzebne jest mi, aby jeszcze raz to
wszystko przemysleć
Moja historia zaczęła się 6 lat temu. Szczęśliwie obroniłam pracę magisterską,
za dwa tygodnie miał być mój ślub….. W wypadku samochodowym zginął mój
narzeczony….. Aby zapomnieć wyjechałam z rodzinnego miasta 500 km na południe
w góry Znalazłam pracę w małej wsi, zamieszkałam w szkole. Pomału w samotności
dochodziłam do siebie. Odwiedzał mnie tylko… listonosz. Zaprzyjaźniliśmy się.
Dużo mi pomagał, rozmawiał wyciągał do ludzi. Nawet nie wiem kiedy się w nim
zakochałam. Za rok wzięliśmy cichy ślub i zamieszkaliśmy u teściów na górce.
Teściowa wydawała mi się aniołem. Pierwszy problem pojawił się gdy mieliśmy
jechać na wakacje. To strata pieniędzy. Drugi – ciąża wysokiego ryzyka. Co to
za baba, żeby całymi dniami leżeć. Kogoś wziął – słyszałam z dołu. Potem mi
oznajmiła że starszego syna urodziła dla ludzi, a mojego męża, aby ją
opiekował. Po jakimś czasie w tajemnicy wszyscy pojechali przepisać
gospodarstwo na męża w zamian za opiekę i utrzymanie. Gdy się o tym
dowiedziałam miałam żal do męża, że za mną takich spraw ze mną nie uzgadnia.
Teściowa nie wytrzymała przyleciała z awanturą, dlaczego wtrącam się w ich
życie. I jak nie wstyd mi tak się wylegiwać, a w polu tyle pracy. Zażądała
spłatu. Nie bardzo wówczas wiedziałam co to jest. Pochodzę z miasta, nie znam
pracy na wsi. Oznajmiłam jej stanowczo, ze mam zawód, z niego utrzymam siebie
i dziecko. W tym dniu z krwotokim w 27 tygodniu ciąży trafiłam do szpitala.
Stan był ciężki i zostałam przewieziona do Krakowa. Przez cesarskie cięcie
urodziłam córkę. Była jak Calineczka, ważyła niecały kilogram. Wówczas sama
nie wiedziałam ile przede mną łez. Nie potrafię tego opowiedzieć nikomu, kto
tego sam nie przeżył, dlatego nie umiem o tym pisać...o mojej bezsilności,
samotności, braku oparcia w mężu…. I tak ogromnym cierpieniu , którego nigdy
wcześniej nie widziałam ... walki o życie, ...tragicznych , pełnych bólu
nocach...wyczerpaniu fizycznym, psychicznym...bezgranicznym smutku...Bóg
pozwolił i wspólnie z moją Calineczką wszystko szczęśliwie przeżyliśmy. Mąż
musiał być w domu i pomagać rodzicom w gospodarstwie. Wróciliśmy do domu.
Teściowie przywitali nas serdecznie, ale za miesiąc gdy mieliśmy jechać do
okulisty do Krakowa teściowa nie pozwoliła wziąć synowi naszego własnego
nowego samochodu, bo jeszcze go nie spłaciliśmy (pożyczyliśmy od teściów 2
tys. zł na samochód). Z dwukilogramowym dzieckiem sto km pojechaliśmy
wysłużonym maluchem. Ciągłe wtrącanie się teściów zaczęło mnie drażnić, coraz
częściej próbowałam z mężem na ten temat rozmawiać. On nie widział problemu,
uznał że przecież wiedziałam ze mieszka z rodzicami. Wtedy postawiłam
ultimatum ja albo matka. Orzekł, żebym nigdy więcej tak z nim nie rozmawiała,
bo zawsze wybierze matkę. W ciągu kolejnych lat urodziłam jeszcze dwóch synów,
pracowałam zawodowo i teściowie opiekowali się dziećmi. Babcia zażądała za
opiekę pensji. Mąż powoli przyzwyczajał się do roli ojca i męża. Dużo pomagał
mi przy dzieciach i w domu. Teściowa przez cały czas buntowała syna, nie
podobało się jej nic, nawet rodzi wtedy gdy najwięcej roboty w polu, wiecznie
krzyczała kto to widział żeby chłop chodził po wsi z wózkiem, kto to widział
żeby baba leżała, a chłop kąpał dziecko(nie obchodziło ją to, że tylko co
wróciłam z dzieckiem ze szpitala do domu, nie zapytała o wnuka, który miał
zakażenie krwi). Nie wspomnę kwestii wychowania dzieci, pory robienia zakupów,
posadzone iglaki w części naszego ogródka (który i tak ciężkim sercem nam
odstąpiła), zeszłoroczny wyjazd na wczasy, no i oczywiście brak spłatu,
którego ode mnie jeszcze nie otrzymała. Mój błąd polegał na tym, że nigdy z
nią na ten temat nie rozmawiałam. Każda jej uwaga wewnętrznie mnie
rozdzierała, a ja spuszczałam głowę i szłam na górę. Niedawno puściły mi
nerwy, teściowa mnie sprowokowała.
Wspólnie z mężem postanowiliśmy wyremontować dom. Mieliśmy trochę oszczędności
wzieliśmy oboje pożyczki, mieliśmy wymieniać okna, dach, siding. Ale
oczywiście moja teściowa!!!! Wszystko bym zniosła tylko jednego nie!!!!
NADAL NIE DAŁAŚ NAM SPŁATY .
Tym dolała oliwy do ognia nie wytrzymałam, zrobiłam awanturę wszystko jej
wygarnęłam to co od lat leżało mi na sercu. A ona nie była mi dłużna. K…. wio
do matki, wynocha z mojego domu. Zabieraj swoje bachory
Jestem u mamy, nie wiem co dalej. Jestem przerażona przede wszystkim swoim
zachowaniem. Jeszcze chwila a mogłabym ją nawet zabić. Kiedy i gdzie wszyscy
popełniliśmy błąd. Mamy dzieci a oni najbardziej cierpią. Bardzo kochają ojca.
Gdzie jest tata zapytał mnie najmłodszy syn. Na drugim końcu Polski u babci.
Czy tak będzie zawsze!?!