Dodaj do ulubionych

Przyjaźń.

08.07.07, 10:25
Na forum zwróciły ostatnio moją uwagę wątki dotykające problemu przyjaźni - w
jednym facet ma dylemat, czy przyjacielowi powiedzieć, że jego narzeczona
pracuje w agencji, w drugim kobieta zastanawia się, czy przyjaciółce
powiedzieć, że mąż ją zdradza. W obydwu (mocno zresztą od siebie różnych)
przypadkach pojawiło się sporo rad w stylu "nic nie mów, to ich życie, nie
mieszaj się".
Zastanawiam się skąd takowa obojętność, nawet w stosunku do osób, których
uznaje się za przyjaciół. Nie chciałabym mieć takich "przyjaciół", co z
wygodnictwa i dla własnego spokoju wolą się "nie mieszać".
Obserwuj wątek
    • deodyma Re: Przyjaźń. 08.07.07, 10:26
      mnie sama rowniez to zastanawia.
    • strange_one Re: Przyjaźń. 08.07.07, 10:42
      Bo ludzie nie wiedzą, że prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko i działa mimo
      wszystko !!! Takie małe zobowiązania które zostały usunięte z dzisiejszej
      przyjaźni XXI wieku ;/
      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:36
        strange_one napisał:
        > Takie małe zobowiązania które zostały usunięte
        > z dzisiejszej przyjaźni XXI wieku ;/

        Jak widać nie do końca, co mnie cieszy :).
    • summerlove Re: Przyjaźń. 08.07.07, 10:51
      Popieram Xtrin.
      Ja też bym chciała żeby przyjaciółki powiedziały mi o czymś takim gdyby się
      zdarzyło. Od tego są przyjaciele żeby się mieszać, pomagać, a nie patrzeć
      obojętnie.
      • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:03
        TY byś chciała. A może twoja przyjaciółka by nie chciała? Pomyślałaś o takiej
        możliwości?
        • summerlove Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:06
          Pomyslałam i rozmawiałam o tym z moimi przyjaciółkami. One też by chciały więc
          nie ma problemu. gdyby któraś z nas się o czymś dowiedziała to powie i już.
          • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:20
            O, właśnie. Dobrze, że sobie to uzgodniłyście. Bo czasami taką "pomocą" można
            komus życie złamać. Ja wcale nie jestem pewna, czy chciałabym o czymś takim
            wiedzieć.
            • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 13:48
              czyli wolalabys zeby caly czas Twoj facet np przyprawial Tobie rogi
              i oczywiscie z Toba swietnie sobie zyl, jak gdyby nigdy nic??
              • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:22
                A może tak się da? :) Ludzie nie są monogamiczni, ani kobiety, ani mężczyźni.
                Seks z jedną osobą lekko powszednieje po jakimś czasie. Taka jest prawda,
                chociażby nie wiem, jak bardzo byśmy sobie wmawiali, że jest inaczej. Myślę, że
                tak naprawdę jednorazowe zdrady są powszechne. Znacznie bardziej niebezpieczne
                są romanse. Ale seks bez zaangażowania uczuciowego to tylko seks.
                • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:17
                  czyli rozumiem ze Ty tak robisz, albo bedziesz robila
                  a i jak Twoj ukochany tak zrobi, to bedzie ok??
                  a ja mysle ze nie musi powszedniec
                  ale zeby bylo caly czas fajnie, to musi dwoje chciec
                  chciec cos zmieniac, urozmaicac
                  dla mnie nie ma czegos takiego jak jednorazowy skok w bok
                  albo jestem z jedna, albo z zadna
                  • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:19
                    konrado80 napisał:
                    > dla mnie nie ma czegos takiego jak jednorazowy skok w bok
                    > albo jestem z jedna, albo z zadna

                    Jak ja lubię, jak facet tak mówi... :)
                    • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:21
                      hmm, ze niby tak tylko mowie??
                      jestem przeciwny zdradzie, a taki skok na sam seks, to dla mnie tez zdrada
                      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:25
                        konrado80 napisał:
                        > hmm, ze niby tak tylko mowie??
                        > jestem przeciwny zdradzie, a taki skok na sam seks, to dla mnie tez zdrada

                        Oj, absolutnie nie chciałam sugerować, że tak tylko mówisz! Chciałam pochwalić! :)
                        • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:29
                          ta minka na koncu, mowila co innego :P
                          • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:45
                            To był szczery uśmiech!
                            Więcej się nie uśmiecham :(.
                            • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:53
                              nie no, tak to myy sie bawic nie bedziemy
                              usmiech prosze ;)
                              • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:02
                                konrado80 napisał:
                                > nie no, tak to myy sie bawic nie bedziemy
                                > usmiech prosze ;)

                                Żebyś się znowu doszukiwał w nich ukrytych podtekstów? Nie ma!
                                ;)
                                • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:02
                                  zalezy jakich :))
                    • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:58
                      > Jak ja lubię, jak facet tak mówi... :)

                      I czasami na mówieniu się kończy :) W końcu skądś się bierze taki duży odsetek
                      ludzi, którzy mają za sobą przynajmniej jednorazową zdradę.
                      • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:02
                        czasami, a raczej u niektorych :)
                        • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:07
                          Raczej u całkiem sporej części.
                          • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:10
                            no coz, nie znam tej sporej czesci, znam kilka osob
                            • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:12
                              No widzisz, a ja na przykład wiem o takich, co może nie zdradzili, ale
                              przynajmniej poczynili kroki ku temu, tylko nie wyszło.

                              A poza tym też nie możesz wiedzieć na pewno, czy ktoś kogoś zdradza, czy nie.
                              Musiałbyś towarzyszyć tej osobie 24 godziny na dobę.
                      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:02
                        qw994 napisała:
                        > I czasami na mówieniu się kończy :)

                        Dobrze więc wiedzieć, że jeżeli się skończy to o tym się dowiemy :).

                        > W końcu skądś się bierze taki duży odsetek
                        > ludzi, którzy mają za sobą przynajmniej jednorazową zdradę.

                        71% statystyk zostało wyssanych z palca :).
                        • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:09
                          > 71% statystyk zostało wyssanych z palca :).

                          Xtrin, myśl sobie, co chcesz :) Jak ja pierwszy raz przeczytałam wyniki tych
                          badań, też byłam w lekkim szoku. Ale tak po prostu jest i koniec.
                  • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:54
                    > czyli rozumiem ze Ty tak robisz, albo bedziesz robila
                    > a i jak Twoj ukochany tak zrobi, to bedzie ok??

                    Nie wiem, co ja bym zrobiła i co by było, gdyby. Mówię tylko, że różnie może
                    być między ludźmi, w zależności od tego, jakie są między nimi relacje, uczucia,
                    umowy.



                    > a ja mysle ze nie musi powszedniec
                    > ale zeby bylo caly czas fajnie, to musi dwoje chciec
                    > chciec cos zmieniac, urozmaicac

                    Ale ciągle jest to ta sama osoba. Co można urozmaicać przez 20 lat?



                    > dla mnie nie ma czegos takiego jak jednorazowy skok w bok
                    > albo jestem z jedna, albo z zadna

                    Pożyjemy, zobaczymy... :)
                    • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:02
                      wiele rzeczy, wystarczy chciec ;)
                      • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:10
                        > wiele rzeczy, wystarczy chciec ;)

                        Czasami samo "chcenie" nie wystarczy.
            • summerlove Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:47
              qw994 napisała:

              > O, właśnie. Dobrze, że sobie to uzgodniłyście. Bo czasami taką "pomocą" można
              > komus życie złamać. Ja wcale nie jestem pewna, czy chciałabym o czymś takim
              > wiedzieć.



              właśnie dlatego lepiej wiedzieć i ustalić od razu ;))
              • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:56
                Oczywiście. Ja wiem, że gdyby moje przsyjaciółki usłyszały coś takiego ode
                mnie, nie mogłyby mieć do mnie wielkiego żalu. Bo wiem, że chcą wiedzieć.
        • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:35
          qw994 napisała:
          > TY byś chciała. A może twoja przyjaciółka by nie chciała?
          > Pomyślałaś o takiej możliwości?

          Przyjaciół powinno się chyba znać na tyle, by wiedzieć o nich takie rzeczy.
          • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:06
            Teoretycznie tak. Teoretycznie.
            • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:51
              qw994 napisała:
              > Teoretycznie tak. Teoretycznie.

              Jeżeli tylko teoretycznie to też jest to tylko teoretyczna przyjaźń.
              • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:57
                Nieprawda. Ja na przykład ze swoją przyjaciółką omówiłam tę kwestię po LATACH
                znajomości. Wcześniej po prostu nie przyszło nam do głowy, żeby o tym rozmawiać.

                Xtrin, rozumiem, że wierzysz w taką super szczerość. Ale to może mieć
                nieprzewidziane następstwa. Na przykład takie, że przyjaciółka wróci do
                wiarołomcy, który oczywiście w tym momencie będzie cię nienawidził i zrobi
                wszystko, żeby was rozdzielić. Oczywiście - w tym momencie napiszesz, że to nie
                była prawdziwa przyjaźń. W takim razie jesteś idealistką. Ja - realistką.
                Zwłaszcza, że sama ten temat przerobiłam.
                • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 13:42
                  qw994 napisała:
                  > Nieprawda. Ja na przykład ze swoją przyjaciółką omówiłam
                  > tę kwestię po LATACH znajomości. Wcześniej po prostu nie
                  > przyszło nam do głowy, żeby o tym rozmawiać.

                  Nie trzeba o tym rozmawiać wprost przecież.

                  > Xtrin, rozumiem, że wierzysz w taką super szczerość.

                  Tak, wierzę w to, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa czy
                  przemilczenia. Na krótką metę może bardzo boleć, ale w szerszym rozrachunku
                  zawsze wychodzi na lepsze. Pojęcie tego co jest lepsze, a co gorsze jest
                  niezwykle subiektywne. Prawda jest obiektywna.

                  > Oczywiście - w tym momencie napiszesz, że to nie była prawdziwa przyjaźń.
                  > W takim razie jesteś idealistką. Ja - realistką.

                  Jestem jak najbardziej realistką, bo wielokrotnie to przerabiałam. Mam
                  przyjaciółkę, której żaden z partnerów mi się nie podobał, poza tym jednym,
                  który nie odpowiadał jej :). Za każdym razem mówiłam jej wprost o tym, nigdy nie
                  kryłam się z moją do nich niechęcią, ona przyjmowała to do wiadomości i robiła
                  swoje. Nie obawiałam się, że to zniszczy naszą przyjaźń, choć jeden z nich
                  bardzo się o to starał, np. rozsiewając różne plotki o mojej osobie, starając
                  się blokować nasze spotkania itp. Za każdym razem kończyło się tak samo: "miałaś
                  rację". Oni odchodzili, ja zostałam.

                  Ale nie o tym mowa. Pytanie "powiedzieć czy nie" miało być tylko wstępem do
                  szerszych rozważań o prawie przyjaciela do mieszania się do "cudzego życia".
                  Takowa szczerość jest tylko jednym ze sposobów.
                  • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:32
                    > Nie trzeba o tym rozmawiać wprost przecież.

                    Owszem, trzeba. Tutaj nie ma miejsca na domysły. Bo można się bardzo pomylić.



                    > Tak, wierzę w to, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa czy
                    > przemilczenia. Na krótką metę może bardzo boleć, ale w szerszym rozrachunku
                    > zawsze wychodzi na lepsze. Pojęcie tego co jest lepsze, a co gorsze jest
                    > niezwykle subiektywne. Prawda jest obiektywna.

                    A ja wcale nie jestem pewna, czy wychodzi na lepsze. Co by mi przyszło z tego,
                    że powiedziałabym koleżance, że widziałam jej męża z jakąś panienką? Ja zawsze
                    myślę o konsekwencjach, i to szerokich. Gdyby moja koleżanka miała dziecko z
                    tym facetem, to na 99% bym jej nie powiedziała. Ze względu na dziecko. Świat
                    nie jest czarno-biały, niestety.


                    > Jestem jak najbardziej realistką, bo wielokrotnie to przerabiałam. Mam
                    > przyjaciółkę, której żaden z partnerów mi się nie podobał, poza tym jednym,
                    > który nie odpowiadał jej :)

                    No wiesz, to taka troche "lajtowa" sytuacja. Ja na przykład weszłam w otwarty
                    konflikt z facetem przyjaciółki, po tym, jak otwarcie popierałam jej decyzję
                    odejścia od niego i pomogłam w wyprowadzce (na jej prośbę). Ona rzecz jasna do
                    niego wróciła. Naprawdę nie chciałabym być drugi raz w takiej sytuacji.
                    • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:43
                      qw994 napisała:
                      > A ja wcale nie jestem pewna, czy wychodzi na lepsze. Co by mi przyszło
                      > z tego, że powiedziałabym koleżance, że widziałam jej męża z jakąś panienką?

                      To, że wiedziałaby, że jest zdradzana?

                      > Ja zawsze myślę o konsekwencjach, i to szerokich.

                      Ja także. I chwilowy ból spowodowany zdradą wydaje mi się konsekwencją o wiele
                      mniejszą niż uświadomienie sobie po latach małżeństwa, że wyszliśmy za sku..ela.

                      > Gdyby moja koleżanka miała dziecko z tym facetem, to na 99% bym jej nie
                      > powiedziała. Ze względu na dziecko.

                      A nie lepiej jej powiedzieć ZANIM będzie mieć z nim dziecko?

                      > Świat nie jest czarno-biały, niestety.

                      I może właśnie dlatego lepiej wiedzieć na czym się stoi.
                      Poza absolutnie skrajnymi przypadkami (np. w stosunku do osoby umierającej) nie
                      jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, gdzie lepiej nie znać prawdy.

                      > No wiesz, to taka troche "lajtowa" sytuacja. Ja na przykład weszłam w otwarty
                      > konflikt z facetem przyjaciółki, po tym, jak otwarcie popierałam jej decyzję
                      > odejścia od niego i pomogłam w wyprowadzce (na jej prośbę). Ona rzecz jasna do
                      > niego wróciła. Naprawdę nie chciałabym być drugi raz w takiej sytuacji.

                      Przerabiałam. Ja moją przyjęłam pod swój dach. Nie musiała o to prosić. I
                      pomogłam się spakować, gdy do niego wracała. O to też prosić nie musiała.
                      • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:06
                        > To, że wiedziałaby, że jest zdradzana?

                        I co by jej ta wiedza dała? Przede wszystkim mnóstwo bólu. Ale OK, popieram, że
                        powinno się powiedzieć. Ale nie zawsze.



                        > Ja także. I chwilowy ból spowodowany zdradą wydaje mi się konsekwencją o wiele
                        > mniejszą niż uświadomienie sobie po latach małżeństwa, że wyszliśmy za
                        sku..ela

                        To w takim razie 40% facetów to sk... . Bo podobno tyle właśnie jest
                        zdradzających. Co najmniej raz. Takie są realia.



                        > A nie lepiej jej powiedzieć ZANIM będzie mieć z nim dziecko?

                        A jak się wcześniej o tym nie wiedziało?



                        > I może właśnie dlatego lepiej wiedzieć na czym się stoi.
                        > Poza absolutnie skrajnymi przypadkami (np. w stosunku do osoby umierającej)
                        nie
                        > jestem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, gdzie lepiej nie znać prawdy.

                        A ja jestem w stanie sobie wyobrazić :)



                        > Przerabiałam. Ja moją przyjęłam pod swój dach. Nie musiała o to prosić. I
                        > pomogłam się spakować, gdy do niego wracała. O to też prosić nie musiała.

                        Ale co? Fajnie ci było, jak ona potem do niego wróciła, a między tobą a jej
                        facet była wrogość? Fajnie było, jak potem ona ciebie kopnęła w zadek? Bo w
                        moim przypadku tak właśnie było. Oczywiście potem wszystko wróciło do normy,
                        ale to wszystko było naprawdę bardzo nieprzyjemne. Dlatego właśnie pięć razy
                        bym się zastanowiła, czy powiedzieć, czy nie. Rozpatrzyłabym to z każdej
                        możliwej strony. A nie tylko ze strony "prawda ponad wszystko".
                        • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:36
                          qw994 napisała:
                          > I co by jej ta wiedza dała? Przede wszystkim mnóstwo bólu.
                          > Ale OK, popieram, że powinno się powiedzieć. Ale nie zawsze.

                          Ja nie upieram się, że zawsze. Osobiście chciałabym wiedzieć ZAWSZE. No, może
                          niekoniecznie chciałabym, by mnie o tym na łożu śmierci informowano. Nie wiem
                          jak po jego śmierci, czy wolałabym żyć pięknymi wspomnieniami czy napluć na jego
                          grób. Ale chyba jednak to drugie.
                          Rozumiem jednak, że nie wszyscy tak mają, jestem świadoma tego, że życie czasami
                          przerasta najśmielsze wyobrażenia i być może w jakiejś sytuacji byłoby to złe.
                          Choć zapewne - jako wyznawczyni wyzwalających właściwości prawdy - mniej takich
                          sytuacji zobaczę niż Ty.

                          Wrócę jednak uparcie do tematu wątku. Tu nie chodzi o to czy mówić czy nie, ale
                          czy mamy prawo mieszać się w życie przyjaciół. W takowej sytuacji - czy argument
                          "nie powinno się mieszać" jest zasadny. Moim zdaniem absolutnie nie. Że mogą
                          pojawić się inne argumenty przeciwko powiedzeniu prawdy - zgodzę się, mogą. Ale
                          TEN jest głupi. Prawo mamy, możemy co najwyżej uznać, że w danym momencie lepiej
                          z niego nie korzystać. Czy może - skorzystać w inny sposób.

                          > To w takim razie 40% facetów to sk... . Bo podobno tyle właśnie jest
                          > zdradzających. Co najmniej raz. Takie są realia.

                          Realia realiami, a statystycznie koń i jeździec mają po trzy nogi.
                          To, że 40% mężczyzn zdradza nie oznacza, że zdrada naszego jest mniej bolesna.
                          To, że sąsiad jest sku..synem nie umniejsza naszego sku..syństwa.

                          > Ale co? Fajnie ci było, jak ona potem do niego wróciła, a między tobą a jej
                          > facet była wrogość? Fajnie było, jak potem ona ciebie kopnęła w zadek? Bo w
                          > moim przypadku tak właśnie było. Oczywiście potem wszystko wróciło do normy,
                          > ale to wszystko było naprawdę bardzo nieprzyjemne. Dlatego właśnie pięć razy
                          > bym się zastanowiła, czy powiedzieć, czy nie. Rozpatrzyłabym to z każdej
                          > możliwej strony. A nie tylko ze strony "prawda ponad wszystko".

                          Ludzie są różni i różne są ich reakcje. I różne doświadczenia różnie na nas
                          wpływają. To przykre, że Ty masz akurat takie doświadczenia, ale nie oznacza, że
                          zawsze takowa sytuacja się tak skończy.
                          Jak po raz kolejny zadzwoniła do mnie becząc do słuchawki, że ją uderzył to co
                          miałam robić? Dalej się "nie mieszać" i czekać, aż będę mogła ją w szpitalu
                          odwiedzać? Zapowiedziałam, że jak się u mnie nie pojawi ze szczoteczką do zębów
                          w przeciągu pół godziny to tam jadę i mu mordę rozwalę.
                          • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:44
                            > Realia realiami, a statystycznie koń i jeździec mają po trzy nogi.
                            > To, że 40% mężczyzn zdradza nie oznacza, że zdrada naszego jest mniej bolesna.
                            > To, że sąsiad jest sku..synem nie umniejsza naszego sku..syństwa.

                            Owszem, ale mnie chodziło troche o co innego. Że zdrady są bardziej powszechne,
                            niż się większości ludzi wydaje. I może nie warto robić z tego tragedii.



                            > Ludzie są różni i różne są ich reakcje. I różne doświadczenia różnie na nas
                            > wpływają. To przykre, że Ty masz akurat takie doświadczenia, ale nie oznacza,
                            ż
                            > e
                            > zawsze takowa sytuacja się tak skończy.

                            Ale jest taka możliwość. I to mi wystarczy, żeby się głęboko zastanowić, co z
                            taką wiedzą powinnam zrobić. A powiedziałabyś na przykład przyjaciółce, która
                            byłaby w ciąży? Bo ja nigdy w życiu.



                            > Jak po raz kolejny zadzwoniła do mnie becząc do słuchawki, że ją uderzył to co
                            > miałam robić? Dalej się "nie mieszać" i czekać, aż będę mogła ją w szpitalu
                            > odwiedzać? Zapowiedziałam, że jak się u mnie nie pojawi ze szczoteczką do
                            zębów
                            > w przeciągu pół godziny to tam jadę i mu mordę rozwalę.

                            Ale wróciła do niego, prawda? Jeśli kobieta jest do tego stopnia ofiarą swojego
                            faceta, to twoje włączenie się w to w niczym nie pomoże.
                            • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:57
                              qw994 napisała:
                              > Owszem, ale mnie chodziło troche o co innego. Że zdrady są bardziej
                              > powszechne, niż się większości ludzi wydaje.
                              > I może nie warto robić z tego tragedii.

                              A może wręcz przeciwnie? Może są tak powszechne właśnie dlatego, że nie robi się
                              z tego tragedii?

                              > Ale jest taka możliwość. I to mi wystarczy, żeby się głęboko zastanowić,
                              > co z taką wiedzą powinnam zrobić.

                              Temat tyczy się tego, czy mamy prawo ją wykorzystać, a nie w jakich sytuacjach
                              powinniśmy to robić.

                              > A powiedziałabyś na przykład przyjaciółce, która
                              > byłaby w ciąży? Bo ja nigdy w życiu.

                              Zależy od szeregu czynników, nie sposób oceniać tak "na sucho".

                              > Ale wróciła do niego, prawda?

                              Wróciła. On uświadomił sobie (na trochę), że nie ma jej danej "na zawsze" i
                              przez jakiś czas było lepiej. Ale gdy tylko się pogorszyło (wciąż nie zbliżając
                              się nawet do poprzedniej sytuacji) to zostawiła go na dobre.

                              > Jeśli kobieta jest do tego stopnia ofiarą swojego faceta,
                              > to twoje włączenie się w to w niczym nie pomoże.

                              A co ma pomóc? W takich przypadkach często jedyną szansą takiej kobiety jest
                              właśnie ingerencja z zewnątrz. Akurat przypadek mojej przyjaciółki był "lajtowy"
                              w porównaniu z innymi, a takich innych znam (choć nie z tak bliska) kilka, gdzie
                              kobietę wręcz wołami trzeba było odciągać od katującego ją męża. Oczywiście, to
                              nic nie pomoże, jeżeli ona sama nie uświadomi sobie swojej sytuacji. Ale czasami
                              aby było to możliwe potrzeba nią wstrząsnąć. Nie mieszając się i czekając, aż
                              poprosi o pomoc w pewnym momencie możemy sobie uświadomić, że nie ma już kto o
                              ową pomoc prosić.
                              • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 20:08
                                > A może wręcz przeciwnie? Może są tak powszechne właśnie dlatego, że nie robi
                                się
                                > z tego tragedii?

                                Nie, po prostu ludzie są tylko ludźmi. I zdradzają. Gdyby robiono z tego
                                tragedie, to obawiam się, że większość związków by nie przetrwała.



                                > Temat tyczy się tego, czy mamy prawo ją wykorzystać, a nie w jakich sytuacjach
                                > powinniśmy to robić.

                                Ale jedno łączy się z drugim. Ja osobiście nie uważam się za kogoś w rodzaju
                                siły wyższej, która ma decydować o losie najbliższych mi osób. Bo wykorzystanie
                                tej wiedzy tak się właśnie kończy. Nie chciałabym mieć na sumieniu rozbicia
                                rodziny, bo uważałam za stosowne donieść o zdradzie.


                                > Zależy od szeregu czynników, nie sposób oceniać tak "na sucho".

                                Szczerze mówiąc, nie wiem, jakie czynniki bierzesz pod uwagę :) Bo ja kobiecie
                                w ciąży bym nie powiedziała nigdy. To byłoby po prostu okrucieństwo.



                                > Wróciła. On uświadomił sobie (na trochę), że nie ma jej danej "na zawsze" i
                                > przez jakiś czas było lepiej. Ale gdy tylko się pogorszyło (wciąż nie
                                zbliżając
                                > się nawet do poprzedniej sytuacji) to zostawiła go na dobre.

                                No to widocznie miała mimo wszystko mnóstwo silnej woli i samozaparcia, bo
                                opisywanej przeze mnie sytuacji rozstania i powroty następowały co najmniej
                                kilkakrotnie. Aż w końcu powiedziałam - koniec. Nie mieszam się w to.



                                > A co ma pomóc? W takich przypadkach często jedyną szansą takiej kobiety jest
                                > właśnie ingerencja z zewnątrz.

                                Ale nie przyjaciół, tylko psychologów.
                                • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 20:31
                                  qw994 napisała:
                                  > Nie, po prostu ludzie są tylko ludźmi. I zdradzają. Gdyby robiono z tego
                                  > tragedie, to obawiam się, że większość związków by nie przetrwała.

                                  No zaraz... ponoć zdradza 40%, więc większość jednak by przetrwała.
                                  I większość jak widać daje rady powstrzymać swoje żądze, nie jest to więc poza
                                  ludzkimi możliwościami. Być może więc, gdyby nie trywializowano tak sprawy, to
                                  zdrad byłoby 20%? To dwa razy mniej dylematów w stylu rozważanego. Czyż nie warto?

                                  > Ale jedno łączy się z drugim. Ja osobiście nie uważam się za kogoś
                                  > w rodzaju siły wyższej, która ma decydować o losie najbliższych mi osób.
                                  > Bo wykorzystanie tej wiedzy tak się właśnie kończy. Nie chciałabym mieć na
                                  > sumieniu rozbicia rodziny, bo uważałam za stosowne donieść o zdradzie.

                                  Nie obrażaj się - jak ktoś tutaj wcześniej - o takie pytanie, ale jak słyszysz,
                                  że sąsiad pierze żonę i dzieci to już czujesz się siłą wyższą, czy też nie
                                  reagujesz?

                                  > Szczerze mówiąc, nie wiem, jakie czynniki bierzesz pod uwagę :) Bo ja kobiecie
                                  > w ciąży bym nie powiedziała nigdy. To byłoby po prostu okrucieństwo.

                                  Nie chciałabym nigdy znaleźć się w takiej sytuacji i wolę sobie tego nie
                                  wyobrażać. W pierwszej kolejności dałabym w mordę facetowi.

                                  > Ale nie przyjaciół, tylko psychologów.

                                  Tyle tylko, że ktoś do tego psychologa musi zaprowadzić. Rzadko kiedy są w okolicy.
                                  • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 21:06
                                    > No zaraz... ponoć zdradza 40%, więc większość jednak by przetrwała.

                                    Ale ludzie rozstają się też z innych powodów.



                                    > I większość jak widać daje rady powstrzymać swoje żądze, nie jest to więc poza
                                    > ludzkimi możliwościami. Być może więc, gdyby nie trywializowano tak sprawy, to
                                    > zdrad byłoby 20%? To dwa razy mniej dylematów w stylu rozważanego. Czyż nie
                                    war
                                    > to?

                                    Szczerze mówiąc, wątpię w to :) Chyba że za zdradę groziłoby ukamienowanie, jak
                                    w Arabii Saudyjskiej.



                                    > Nie obrażaj się - jak ktoś tutaj wcześniej - o takie pytanie, ale jak
                                    słyszysz,
                                    > że sąsiad pierze żonę i dzieci to już czujesz się siłą wyższą, czy też nie
                                    > reagujesz?

                                    Sorry, sytuacja zagrożenia zdrowia i życia to nieco inna kwestia.



                                    > Nie chciałabym nigdy znaleźć się w takiej sytuacji i wolę sobie tego nie
                                    > wyobrażać. W pierwszej kolejności dałabym w mordę facetowi.

                                    A ja w pierwszej kolejności zamknęłabym buzię na kłódkę :) Wiesz o tym, że
                                    okres ciąży łączy się z większą szansą zdrady przez faceta?


                                    > Tyle tylko, że ktoś do tego psychologa musi zaprowadzić. Rzadko kiedy są w
                                    okol
                                    > icy.

                                    No, zgadzam się. Ale w takiej sytuacji bez pomocy z zewnątrz się nie obejdzie.
                                    • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 21:19
                                      qw994 napisała:
                                      > Ale ludzie rozstają się też z innych powodów.

                                      No ok, ale też nie każdy, kto "zrobi tragedię" się rozstanie.

                                      > Szczerze mówiąc, wątpię w to :)

                                      A ja nie wątpię w to, że podejście "ot, ludzka natura" jest odpowiedzialne za
                                      przynajmniej część zdrad.

                                      > Sorry, sytuacja zagrożenia zdrowia i życia to nieco inna kwestia.

                                      A przyjaciółka to ktoś więcej niż sąsiadka. Zresztą pewnie też reagowałabyś w
                                      przypadku kradzieży czy kilku innych przypadkach, które nie są zagrożeniem życia
                                      i zdrowia.
                                      Jak widać Twoja zasada nie brzmi "nie ingerować", a "ingerować tylko, gdy
                                      zagrożenie przekroczy pewien próg". Różnica więc "jedynie" w definicji tego progu.

                                      > A ja w pierwszej kolejności zamknęłabym buzię na kłódkę :) Wiesz o tym,
                                      > że okres ciąży łączy się z większą szansą zdrady przez faceta?

                                      Tym gorzej to o nich świadczy.
                                      • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 21:45
                                        > No ok, ale też nie każdy, kto "zrobi tragedię" się rozstanie.

                                        Dlatego właśnie uważam, że nie zawsze warto wiedziec o zdradzie. Bo zdrada
                                        zmienia związek na zawsze. Nawet jak ludzie ze sobą zostają.



                                        > A ja nie wątpię w to, że podejście "ot, ludzka natura" jest odpowiedzialne za
                                        > przynajmniej część zdrad.

                                        Może i ciebie "ludzka natura" kiedys dopadnie? :)



                                        > A przyjaciółka to ktoś więcej niż sąsiadka. Zresztą pewnie też reagowałabyś w
                                        > przypadku kradzieży czy kilku innych przypadkach, które nie są zagrożeniem
                                        życi
                                        > a
                                        > i zdrowia.
                                        > Jak widać Twoja zasada nie brzmi "nie ingerować", a "ingerować tylko, gdy
                                        > zagrożenie przekroczy pewien próg". Różnica więc "jedynie" w definicji tego
                                        pro
                                        > gu.

                                        Ale rozmawiamy o konkretnej sprawie.



                                        > Tym gorzej to o nich świadczy.

                                        Nie świadczy lepiej czy gorzej, tak po prostu jest.
                                        • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 22:38
                                          qw994 napisała:
                                          > Dlatego właśnie uważam, że nie zawsze warto wiedziec o zdradzie. Bo zdrada
                                          > zmienia związek na zawsze. Nawet jak ludzie ze sobą zostają.

                                          Zdrada zmienia związek nawet, jeżeli jedna strona o tym nie wie.

                                          > Może i ciebie "ludzka natura" kiedys dopadnie? :)

                                          Wysoce wątpliwie. Ale jeżeli to podejmę tego wszelakie konsekwencje.

                                          > Ale rozmawiamy o konkretnej sprawie.

                                          Tzn. której? Bo wiele ich się tutaj przewinęło.
                                          Prawda jest taka, że sytuacja nigdy nie jest do końca obiektywna i jasna. Nawet
                                          ta z katowaną sąsiadką.
                                          "Aj tam, to porządny chłop jest. Ino jak sobie popije to czasem uderzy, ale to
                                          krzywdy nie zrobi, siniaki w dwa dni zejdą. Chłop wiadomo, czasem sobie ulżyć
                                          musi. A tera go do kryminału biorą, bo paniusia sobie uwidziała, że lepiej wi
                                          jak u nas ma być. I kto tera dzieciaki wyżywi?"
      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:38
        summerlove napisała:
        > Od tego są przyjaciele żeby się mieszać, pomagać, a nie patrzeć obojętnie.

        Dokładnie tak moim zdaniem jest. Dlatego tak dziwi mnie podejście niektórych.
        Dla nich najwyraźniej przyjaźń to takie lepsze koleżeństwo - można pogadać,
        można się spotkać, ale zawsze na dystans. Wiele moim zdaniem tracą :).
    • kadfael Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:06
      Powiem tak. W pierwszym wątku sie nie odzywałam, bo wg mnie facet jest
      wyjątkowo obrzydliwy i wart tyle samo co ta panna, więc mnie to mierzi.
      W drugim wątku się wypowiedziałam.
      Każda sytuacja jest inna i trzeba ją oceniać indywidualnie-wg swojej wiedzy na
      temat przyjaciela, całej sprawy itd. W pierwszym przypadku-czyli zagrożenie, że
      przyjaciel wyjdzie za prostytutkę pewnie bym powiedziała. Ale w drugim -
      powiedzenie o zdradzie męża dziewczynie chorej na depresję - absolutnie nie!
      Nie znaczy to, że sprawe bym tak zostawiła-nie wiem pogadałabym z jej mężem, ją
      wspierala i namawiała na leczenie...trudno to tak powiedzieć ad hoc.
      Jedno wiem- jestem juz na tyle "stara", iż wiem, że proste powiedzielenie się
      swoja wiedzą nie zawsze jest dla tego przyjaciela najlepsze. To wymaga naprawdę
      porządnego namysłu i rozwagi i choćby wyobrażenia sobie, co może przynieść mój
      czyn w przyszłości.
      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:31
        Założyłam nowy wątek, by nie wnikać w szczegóły tamtych dwóch spraw, jak
        napisałam wcześniej - znacznie się od siebie różniących. W obydwu wystąpiły inne
        czynniki wpływające na ocenę sytuacji. W jednym sama postawa kolesia i możliwość
        wydania go przed żoną, w drugim depresja kobiety i powierzenie sekretu w
        tajemnicy. Ale obydwie sprawy łączą właśnie przyjaźń i odpowiedzialność, jaką
        przed przyjaciółmi mamy. I w obydwu pojawiły się takie same głosy "nie rób nic,
        nie twoja sprawa, nie twoje życie", bez względu na okoliczności.

        A sama piszesz, że co prawda w drugim przypadku nie powiedziałabyś przyjaciółce
        prawdy, ale COŚ byś zrobiła. Metody są zależne od sytuacji, ale sam fakt
        działania, gdy widzimy, że przyjaciołom dzieje się źle powinien być oczywisty.
        Jak widać dla niektórych nie jest.
        • kadfael Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:38
          Zgadzam sie z Tobą. Trzeba zrobić coś. Ale to coś zależy od sytuacji. Ktos kto
          umywa ręce na pewno nie jest przyacielem. Ale pamietaj jedno-to jest tylko
          forum, sprawy tu przedstawiane znany tylko bardzo pobieżnie. I moim zdaniem o
          wiele więcej zła może przynieść doradzenie komuś żeby powiedział osobie chorej
          na depresję o zdradzie męża niż powiedzenie żeby sie nie wtrącał. Naprawdę
          trzeba uważać co sie radzi. Nawet na forum.
          • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:57
            kadfael napisała:
            > Ale pamietaj jedno-to jest tylko forum, sprawy
            > tu przedstawiane znany tylko bardzo pobieżnie.

            Oczywiście. Ale już po takim pobieżnym przedstawieniu sprawy niektórzy mówią
            "nic nie rób, nie mieszaj się, nie twoje życie". Oni nie muszą znać szczegółów,
            dla nich żadna sytuacja nie jest odpowiednia i żadna metoda dobra. Umyć ręce i
            spokojnie przyglądać się. Dla mnie nie ma to nic wspólnego z przyjaźnią.

            > I moim zdaniem o wiele więcej zła może przynieść doradzenie
            > komuś żeby powiedział osobie chorej na depresję o zdradzie
            > męża niż powiedzenie żeby sie nie wtrącał.

            Śmiem wątpić. Niewątpliwie powiedzenie jej może wyrządzić sporo zła, ale
            niepowiedzenie tyle samo lub więcej. Pozatem sprawa nie sprowadza się do
            powiedzieć / nie powiedzieć, ale do zrobić cokolwiek / nie zrobić nic.
            I wreszcie - jeżeli nie ma się żadnej rozsądnej rady to lepiej nie dać żadnej
            niż głupią.
            • kadfael Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:00
              jeżeli nie ma się żadnej rozsądnej rady to lepiej nie dać żadnej
              niż głupią.
              A to niewątpliwie:) ale chyba za dużo wymagasz od tego forum
            • qw994 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:09
              > > I moim zdaniem o wiele więcej zła może przynieść doradzenie
              > > komuś żeby powiedział osobie chorej na depresję o zdradzie
              > > męża niż powiedzenie żeby sie nie wtrącał.
              >
              > Śmiem wątpić. Niewątpliwie powiedzenie jej może wyrządzić sporo zła, ale
              > niepowiedzenie tyle samo lub więcej.

              Sorry, ale ja powiedzenie o zdradzie męża osobie chorej na depresję uważam za
              skrajną głupotę i nieodpowiedzialność. Chyba że chcesz mieć na sumieniu czyjeś
              samobójstwo.
              • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:56
                Nie widzę sensu w rozważaniu tej samej kwestii w dwóch wątkach.
    • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 11:54
      Wydaje mi sie, ze nigdy nie bylas w takiej sytuacji i to co piszesz to
      jest "cwiczenie na sucho". Jest czyms zupelnie innym rozmyslanie o
      potencjalnej, teoretycznej sytuacji, a czym innym faktyczna sytuacja.
      ja przezylem to i nigdy, nawet wrogowie nie zrobie czegos takiego. Nie polece z
      jezorem i nie zrobie takiej "przyslugi". Jest to jedna z najgorszych rzeczy
      jaka mozna przezyc gdy "przyjaciel" przylazi i opowiada o czyms co jest
      najbardziej intymna rzecza jaka mamy...
      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:03
        Bardzo mi przykro, że masz złe doświadczenia z "przyjaciółmi", ale chyba
        nadmiernie rzutuje to na Twoją ocenę wszystkich wokół.
        Otóż wyobraź sobie, że z bardzo bliska znam sytuację, gdzie nawet nie
        przyjaciele, a rodzina zrobili wielką aferę w związku ze zdradą małżonka, o
        której żona doskonale wiedziała. I choć nigdy owej rodziny nie lubiła, choć
        mierziła ją owa sytuacja, a cała sprawa została załatwiona w sposób paskudny, to
        nigdy nie miała pretensji o to, że powiedzieli. Wręcz - pomimo obrzydliwej
        metody - ociepliły się jej stosunki z nimi, bo w jakiś sposób stanęli po jej
        stronie. Wiedząc i nic nie robiąc daliby wyraz poparcia dla niego.
        • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 12:10
          Pamietaj o jednym.. taka "przysluga" jest stawianiem pod sciana... To jest
          wlasnie najgorsze w tym wszystkim.. Gdy sie dowiadujesz o zdradzie na podstawie
          wlasnych obserwacji to masz wiecej czasu na przemyslenie tej sytuacji, na
          dostosowanie sie do niej. Gdy mowi Ci to partner to jadnak znajdujesz sie w
          miare "konfortowej" sytuacji wlasnego podworka. Gdy robi to inna osoba to
          dzieje sie to w bardto ktorkiem czasi i do tego dochodzi wstyd i upodlenie.
          Nagle w ciasu jednej seksundy zalamuje sie calusienki swiat, wszystko w co sie
          wierzy i przy tym wszsytkim wiesz, ze wie o tym cale otoczenie (lub jego czesc)
          co tez doluje i pogarsza sytuacje... W takim momencie trzeba byc bardzo mocna
          osoba aby sie nie zalamac. Mnie sie to udalo., ale tylko dlatego, ze jestem
          wystarczajaco mocny, ale i tak niewiele brakowalo abym sie zalamal
          • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 13:23
            Czasami postawienie pod ścianą jest konieczne, nie oceniaj proszę wszystkiego
            tylko i wyłącznie z perspektywy własnej sytuacji. Tam takie, gdzie właśnie
            postawienie pod ścianą było zbawienne, znam też takie, gdzie nic nie dało. To są
            bardzo indywidualne kwestie.

            Ale nie o tym mowa. Wątek nie tyczy się tego, czy mówić przyjacielowi o
            zdradzie, a już absolutnie nie tyczy się tego, czy mówić o tym kobiecie w
            depresji. Tyczy się tego, czy i w jakim stopniu mamy prawo ingerować w życie
            przyjaciół. Moim zdaniem mamy i to dość znaczne. I nie do końca pojmuję
            upodlenie i wstyd o jakich piszesz. Przyjaciel to osoba, której się nie
            wstydzimy, która może wiedzieć o nas wszystko. I której ufamy na tyle, że wiemy,
            iż nie powiedziała o tym nikomu więcej, więc nie ma mowy o tym, że "całe
            otoczenie wie". Chyba, że wiedziało o tym wcześniej i nie od niego, a wtedy tym
            bardziej powinien on nam o tym powiedzieć, bo lepiej dowiedzieć się od
            przyjaciela niż kogokolwiek innego.
            • xtrin Errata 08.07.07, 13:24
              xtrin napisała:
              > Tam takie, gdzie właśnie

              "Znam takie", nie "tam takie" :).
    • konrado80 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 13:38
      ale tak samo jest w kazdej moznaby powiedziec
      dziedzinie naszego zycia w tym kraju
      byl watek o ojcu, ktory zneca sie nad zona
      ale dzieci, rodzina i sasiedzi boja sie odezwac
      bo uwazaja ze tak jest prosciej
      tak samo w przyjazni, lepiej nic nie mowic
      bo lepiej niech dowie sie od kogos innego
      lub sama/sam zauwazy
      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 14:16
        konrado80 napisał:
        > ale tak samo jest w kazdej moznaby powiedziec dziedzinie naszego zycia w tym
        > kraju byl watek o ojcu, ktory zneca sie nad zona ale dzieci, rodzina i sasiedzi
        > boja sie odezwac bo uwazaja ze tak jest prosciej tak samo w przyjazni, lepiej
        > nic nie mowic bo lepiej niech dowie sie od kogos innego lub sama/sam zauwazy

        Tak niestety jest i przeraża mnie ta obojętność.
        Z jednym jednak w tym poście się nie zgodzę. Z tym "w tyk kraju". Nie sądzę, by
        był to narodowy problem, raczej ogólnoludzki.
    • kontik_71 Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:15
      Prosze odpowiedz mi na jedno, jedyne pytanie.

      Kto daje nam prawo do decydowania co jest lepsze dla innej osoby i na jakiej
      podstawie mamy prawo di takich decyzji?
      • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:23
        kontik_71 napisał:
        > Kto daje nam prawo do decydowania co jest lepsze dla innej osoby

        Nie zawsze nawet wiemy co jest lepsze dla nas samych. Obiektywnie w wielu
        przypadkach jest to nie do ocenienia. Powinniśmy kierować się własnym zdrowym
        rozsądkiem, to wystarczy.

        > i na jakiej podstawie mamy prawo di takich decyzji?

        Na podstawie zaufania, jakim obdarza nas przyjaciel.
        • tarnopolis Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:27
          :))))
          Zaufanie zaufniem. A słyszałaś, że prawda może czasem zabić?
          Lepiej czasem zamilknąć, niż w imie zasad okrutnie kogoś doświadzczyć.
          Są pewne granice w mówieniu prawdy, szczególnie przyjaciołom. Ważne też jest
          wyczucie chwili- coś co jednego dnia może zabić, innego już nie robi wrażenia.
          • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:32
            Yh... powtórzę... temat nie tyczy się mówienia prawdy, a wtrącania w cudze życie...
            • tarnopolis Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:34
              Jeśli mam kogoś zranić - to się nie wtrącam. W ogóle się nie wtrącam, jak nie
              muszę, chyba, że mnie o to wyraźnie poproszą. Nie mam licencji na mówienie
              prawdy- zwłaszca jak ona jest bolesna..
              • konrado80 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:37
                ale tak czy innaczej dowie sie ten ktos o tym, tylko ze wtedy moze byc jeszcze
                gorzej, wtedy moze wyjsc, ze Ty wiedziales, ale nic z tym nie zrobiles...
                wtedy ten ktos skrzywdzony, zauwazy jakich ma przyjaciol...
                • tarnopolis Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:39
                  Jeśli wie, że moja PRAWDA może zabić- to wybacz ale jej bliskiej osobie nie
                  wyjawię, poczekam.
                  • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:45
                    tarnopolis napisała:
                    > Jeśli wie, że moja PRAWDA może zabić- to wybacz ale jej
                    > bliskiej osobie nie wyjawię, poczekam.

                    Poczekasz na co? Aż zabije ją ktoś inny, przy okazji jeszcze torturując?
                    • tarnopolis Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:55
                      xtrin napisała:

                      > tarnopolis napisała:
                      > > Jeśli wie, że moja PRAWDA może zabić- to wybacz ale jej
                      > > bliskiej osobie nie wyjawię, poczekam.
                      >
                      > Poczekasz na co? Aż zabije ją ktoś inny, przy okazji jeszcze torturując?

                      Dla Twej wiadomości: czasem prawda od bliskiej osoby może zaboleć bardziej, niż
                      od kogoś obcego.
                • kontik_71 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:41
                  I to daje ci prawo do wtracânia sie w czyjez zycie? I to mowisz ty, ktory
                  agresja reaguje na wszelka, nawet w dobrej wierze mowiona, krytyke?
                  • konrado80 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:45
                    znasz mnie ze wiesz jak reaguje??
                    juz mowilem, ze nie znasz mnie
                    i powiem jeszcze raz, swoje rady
                    zachowaj dla siebie, swoich dzieci i znajomych
                    • kontik_71 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:48
                      Na forum jestes takim jakim sie sam pokazujesz... a obraz twoj jest wlasnie
                      taki jaki opisalem. Twoj wybor jak sie innym przedstawiasz...

                      I znowu masz tendencje do agresji...
                      • konrado80 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:52
                        super facet kontik sie odezwal, buhahaha
                        wez mnie czlowieku nie rozsmieszaj
                        zajmij sie lepiej swoim zyciem, rodzina
                        a nie bedziesz tutaj ocenial innych
                        • kontik_71 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:54
                          buhaha...
                          • konrado80 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:55
                            no nie rob mi tego, napisz cos jeszcze o mnie
                            • kontik_71 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 15:00
                              nie mam zamiaru zabierac ci cennego czasu przeznaczonego na szukanie
                              przyjaciolki ktora bedzie na ciebie czekala az wrocisz do Polski...
                              Idz chlopie poluj to moze i jakis seks ci sie trafi i zdobedziesz nowe
                              doswiadczenia... :)
                              • konrado80 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 15:18
                                hehe, nie boj, jak zechce, to bede mial
                                wiec nie mow mi co mam robic i gdzie isc
              • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:45
                tarnopolis napisała:
                > Jeśli mam kogoś zranić - to się nie wtrącam.

                A jeżeli "niewtrącenie się" może zranić jeszcze bardziej?

                > W ogóle się nie wtrącam, jak nie muszę, chyba, że mnie o to wyraźnie poproszą.

                I takowej pasywności totalnie nie rozumiem.
                Jak zobaczysz na ulicy rannego to też nie będziesz się wtrącał, chyba, że Cię o
                to wyraźnie poprosi? Nieumiejętna pomoc też w końcu może zabić.
                • kontik_71 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:47
                  Xtrin, ni espodziewalem sie po Tobie takiej metody prowadzenia dyskucji...
                  Porownywanie wtracanie sie do czyjegos zycia w imie subiektywnego pojecia dobra
                  i prawdy, a sytuacji zagrozenia zycia jest naduzyciem i populizmem
                  • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 15:10
                    To nie ja wyskakiwałam z tekstami, że "prawda zabija".
                • tarnopolis Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 14:51
                  Kobieto, ile Ty masz lat ,że się w taką demagogię bawisz????
                  13?
                  Dla Twej wiedzy- jak widzę na ulicy jak ktoś zasłabnie dzwonię po pogotowie.
                  Jak widzę, że rzeczy które wypowiem mogą komuś złamać życie- to się zamykam i
                  czekam na lepszy czas.
                  Jak widzę, że prawda jest konieczna i może pomóc- to ją mówię.
                  Wiesz co to jest zasada decorum, czli stosowności?
                  Z takim podejściem do życia, że trzeba każdemu walić prawdę między oczy, niby
                  to dla jego DOBRA, to Ty będziesz miała kupę wrogów a nie przyjaciół.

                  • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 15:12
                    A Ty ile masz lat, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem? 7?
                    • tarnopolis Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 15:24
                      xtrin napisała:

                      > A Ty ile masz lat, że masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem? 7?

                      Jeżeli ktoś pisze jak potrącony- owszem mam problem ze zrozumieniem logiki
                      wypowiedzi. Tak jest w tym przypadku.

                      Dyskusja z Tobą nie ma sensu, ale życzę wielu zadowolonych z żywota znajomych,
                      bo tym, którzy mają jakoweś problemy ze względu na ich niby to DOBRO i swoje
                      poczucie misji, jesteś gotowa jeszcze wbić gwóźdź do trumny w imię rzekomej
                      pomocy.

                      EOT.
                      • xtrin Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 15:30
                        Ponownie smutno westchnę nad nieumiejętnością czytania. I przy okazji nad
                        bezsensowną agresją.
                        Żegnam.
                  • qw994 Re: Pytanie do XTRIN 08.07.07, 19:15
                    > Jak widzę, że rzeczy które wypowiem mogą komuś złamać życie- to się zamykam i
                    > czekam na lepszy czas.

                    Mam dokładnie takie samo zdanie.
                  • tengoku77 Tarnopolis pozdrawiam!! 08.07.07, 19:27
                    Zgadzam się z tym, co piszesz! Właśnie o to chodzi.. Niestety Xtrin widzi to
                    inaczej.. Cóż..
                    • tarnopolis Tengoku77 pozdrawiam równeż :) 08.07.07, 19:46
                      Wiesz, ja dobrze wiem jak potrafi zaboleć prawda wypowiedziana przez tzw
                      przyjaciela ( w tym wypadku kobietę) nie w porę, potrafi dobić. Pojawia się też
                      natrętna myśl, czy ktoś kto tak nie szanuje uczuć drugiej osoby- przyjaciela
                      jest naprawdę przyjacielem? W moim przypadku, życie tę osobę zweryfikowało- pod
                      postacią wypełniającej swój obowiązek dla MOJEGO DOBRA służbistki kryła się-
                      jak sądzę- zwyczajnie zazdrosna osoba.
                      Kilka razy przyjaciele (obu płci) prawdy mi natomiast oszczędzili w tym
                      momencie, kiedy wiedzieli, że to źle zniosę. I za to im jestm bardzo wdzięczna.
                      Nie wszystko można przyjąć "na klatę" od razu...
                      Czasem nawet nigdy...
                      • tengoku77 :))) 08.07.07, 19:56
                        Mi los jak na razie oszczędził takich sytuacji.. ze strony Przyjaciół..
                        Rodzina (ta nieco dalsza) nie była jednak na tyle 'miła'.. Donosy i wyssane z
                        palca kłamstwa.. 'podkładanie świni'.. Pobawiłam się w głupią blondynkę (bez
                        obrazy..) i udałam, że nie wiem.. ale zakłuło..
                        Ludzie potrafią dać w kość.. A co gorsza wielu nie szanuje uczuć innych, dba
                        tylko o swój komfort psychiczny.. Strasznie krótkowzroczna 'polityka'.
                        Czasem lepiej milczeć.. zwłaszcza, gdy wiemy, że Ktoś źle to zniesie......
                        • xtrin Re: :))) 08.07.07, 19:58
                          tengoku77 napisała:
                          > Rodzina (ta nieco dalsza) nie była jednak na tyle 'miła'..
                          > Donosy i wyssane z palca kłamstwa.. 'podkładanie świni'..

                          Nie o tym przecież mowa...
                          • tengoku77 Re: :))) 08.07.07, 21:15
                            A co było napisane przed tym???? Dżizzzz..
                        • tarnopolis Re: :))) 08.07.07, 20:07
                          Wiesz, ja generalnie mam fart do ludzi, ale był taki okres w mym życiu, że
                          zaprzyjaźniałam się o wiele łatwiej niż teraz - to i jakieś dziwne osoby mi się
                          raz czy drugi przytrafiły.:)
                          Nigdy nie było u mnie jakiś krańcowych sytuacji typu zdrady itp, ale i rzeczy o
                          mniejszym kalibrze też potrafią zaboleć, gdy się o nich informuje w złym
                          momencie- dlatego sądzę, że prawdziwy przyjaciel milczy i wspiera, a potem
                          (ewentualnie) gdy już człowiek jest silniejszy, mówi co było i jak. Nie można
                          być okrutnym nawet w dobrej wierze.

                          Zgoda między nami pełna:)
                          • tengoku77 Re: :))) 08.07.07, 21:33
                            Tia.. Ja też mam farta do ludzi i to nie byle jakiego :))) a Rodziny się nie
                            wybiera.. Nic to..
                            A co to znaczy 'zaprzyjaźniałam się o wiele łatwiej niż teraz'? Szybciej
                            nazywałaś te osoby Przyjaciółmi?
                            Ważne, żeby mieć wyczucie w relacjach międzyludzkich (strasznie górnolotnie to
                            zabrzmiało hihihi).. Nie wszystko można powiedzieć tak beznamiętnie, bo COŚ
                            WIEM.. i nie każdemu.. To wymaga nauki, doświadczenia, ale.. da się z czasem
                            wyczuć co powiedzieć, a z czym wstrzymać się..

                            • tarnopolis Re: :))) 09.07.07, 10:00
                              Właśnie, szybciej nazywałam przyjaciółmi i mniej podejrzliwa byłam co do ich
                              intencji.;)
                              Teraz nie ma tak łatwo;)
                              • tengoku77 Re: :))) 09.07.07, 14:18
                                tarnopolis napisała:

                                > Właśnie, szybciej nazywałam przyjaciółmi i mniej podejrzliwa byłam co do ich
                                > intencji.;)
                                > Teraz nie ma tak łatwo;)

                                No właśnie.. To jest najczęściej popałniany błąd.. Ludzie tak bardzo chcą mieć
                                wielu przyjaciół, a o tych prawdziwych trudno.. Lepszy jeden dobry niż wielu
                                byle jakich.. :)
    • kookardka Re: Przyjaźń. 08.07.07, 15:08
      Znam kilka osób, którym taka informacja oszczędziałby kilku
      koszmarnych lat trwania w chorym układzie ... jak z nimi rozmawiam,
      to są rozżalone, że nikt im wcześniej nie powiedział ...
      • rapsodiagitana Re: Przyjaźń. 08.07.07, 15:44
        Ja sobie tego nie wyobrażam. Załóżmy, że wiem, że facet zdradza moją
        przyjaciółkę. I mam jej nie mówić? Rozmawiać z nią i normalnie i milczeć? Jak
        np. opowiada, jak to jej facet ją kocha, ale jest taki strasznie zapracowany i
        zawsze późno z pracy wraca biedaczek, jak planuje ślub, jak mówi np. "gdyby on
        mnie zdradził, to natychmiast bym odeszła, nienawidzę zdrady"... Takie
        hipotetyczne sytuacje. Takich są miliony, bo z przyjaciółmi rozmawia się często
        i o różnych rzeczach. I co? Uśmiechać się? Przytakiwać? Jakie są granice
        hipokryzji? I gdzie tu przyjaźń?
        • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 15:55
          rapsodiagitana napisała:
          > jak mówi np. "gdyby on mnie zdradził,
          > to natychmiast bym odeszła, nienawidzę zdrady"...

          A jak jeszcze powie "jakbym się dowiedziała, że mnie zdradza, to bym się chyba
          zabiła" to już absolutnie nie możemy jej powiedzieć, oczywiście dla jej własnego
          dobra.
          :)
    • tengoku77 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:22
      To nie jest obojętność Xtrin.. Nie warto mieszać się w czyjeś życie..
      Można rozmawiać, jesli Przyjaciel/Przyjaciółka spyta o swoją połowicę, o zdanie
      na Jego/Jej temat, ale nie należy wychodzić z inicjatywą samemu.. Efekt może
      być taki, że Oni się pogodzą, a Ty stracisz Przyjaciela/Przyjaciółkę..
      Ja nie potrafiłabym skarżyć na kogoś.. o kim na dobrą sprawę nie miałabym
      większego pojęcia..
      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:49
        Kilka postów wcześniej ktoś podawał przykład: wiesz, że facet przyjaciółki ją
        zdradza. Ona opowiada Ci, jaki to wspaniały ma związek, jaki to on jest cudowny,
        czuły, wierny... i co wtedy? Słuchasz i potakujesz? Uśmiechasz się cynicznie?
        • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:56
          Nie.. przeciez nie bedziemy sie meczyli z wlasnym sumieniem.. wiec walimy
          prosto z mostu "twoj facet to dziwkarz!!" i po pewnym czasie idziemy spokojnie
          do domu z uczuciem spelnienia misji.. Miej nadzieje, ze nigdy Cie to nie
          spotka... ani z pozycji sluchajacej ani z mowiacej osoby
          • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 17:59
            Ah, ci cudowni męczennicy, przyjmujący na swoje barki brzemię prawdy...
            A później chowający głowę w piasek.
            • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:19
              Glowe w piasek? Prosze rozwin to stwierdzenie... Zamieszakalabys z przyjaciolka
              aby byc przy niej przez calusienki czas i to bez wzgledu czy to jest jeden
              dzien czy tez rok? Czy zwinelabys sie do domu do swojego zycia?
              • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:20
                kontik_71 napisał:
                > Glowe w piasek? Prosze rozwin to stwierdzenie... Zamieszakalabys z przyjaciolka
                > aby byc przy niej przez calusienki czas i to bez wzgledu czy to jest jeden
                > dzien czy tez rok? Czy zwinelabys sie do domu do swojego zycia?

                Zamieszkałabym.
                • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:22
                  Taaa... juz to wiedze, jak rzucasz cale swoje zycie, z praca wlacznie aby byc
                  caly czas przy przyjaciolce..
                  NIe rozwinelas stwierdzenia " Glowe w piasek?"
                  • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:28
                    kontik_71 napisał:
                    > Taaa... juz to wiedze, jak rzucasz cale swoje zycie,
                    > z praca wlacznie aby byc caly czas przy przyjaciolce..

                    No i zadajesz pytanie, po czym jak uzyskasz niepasującą Ci odpowiedź to ją
                    odrzucasz. Gdzie w tym sens?
                    Jeżeli tylko byłoby to możliwe (miałybyśmy za co żyć) to tak, rzuciłabym pracę i
                    zajęła się nią.

                    > NIe rozwinelas stwierdzenia " Glowe w piasek?"

                    A jak inaczej nazwać takową pasywność? Wiem, ale nie powiem, nie chcę się
                    mieszać, nie będę się narażać, nie chcę brać odpowiedzialności...
                    • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:36
                      Ile masz lat jesli wolno spytac?
                      • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:52
                        kontik_71 napisał:
                        > Ile masz lat jesli wolno spytac?

                        Spytać wolno, ale to nie oznacza, że uzyska się odpowiedź.

                        Jakie to ma znaczenie? Twoje pytanie o to co JA bym zrobiła jest pozbawione
                        jakiegokolwiek znaczenia w dyskusji, bo w grę wchodzi ogrom indywidualnych
                        czynników, które zaburzają obraz. Zapewne założyłeś, że nie mogłabym sobie na to
                        pozwolić ze względu na moją prywatną sytuację i zamierzałeś wykorzystać to jako
                        "argument" w dyskusji. I pudło, bo akurat sytuację mam taką, że pozwolić bym
                        sobie na to mogła.
                        • kontik_71 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:54
                          Z czystej ciekawosc pytalem...
                          Nie interesuje mnie to jaka Ty masz sytuacje.. bo ona teraz jest taka a za rok
                          moze byc inna wiec nie ma to wiekszego znaczenia w tej dyskusji...
                          • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:01
                            kontik_71 napisał:
                            > Nie interesuje mnie to jaka Ty masz sytuacje.. bo ona teraz jest taka a za rok
                            > moze byc inna wiec nie ma to wiekszego znaczenia w tej dyskusji...

                            Wszelakie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w przeciągu roku niewiele się ona
                            zmieni. A że jest to bez znaczenia - pełna zgoda. Tylko po cóż w takim razie
                            było to pierwsze pytanie?
          • rapsodiagitana Re: Przyjaźń. 08.07.07, 18:34
            > wiec walimy
            > prosto z mostu "twoj facet to dziwkarz!!" i po pewnym czasie idziemy spokojnie
            > do domu z uczuciem spelnienia misji..

            Serio żadne opcje pomiędzy czymś takim a milczeniem i ukrywaniem prawdy nie
            przychodzą Ci do głowy?

            Dobrze, że się z Tobą nie przyjaźnię. Gdybym się dowiedziała po dłuższym czasie,
            że mój facet ma kogoś na boku, a przyjaciółka o tym wie od dłuższego czasu - to
            bym najpierw się wściekła, że pozwoliła mi robić z siebie idiotkę tyle czasu
            ("ojej, mój chłopak jest taki kochany, tak mnie kocha tylko ja się dla niego
            liczę") a potem kopnęła w tyłek mocno i zerwała kontakty. Bo to współudział w
            zbrodni, nieuczciwość i hipokryzja. Już bym nie umiała zaufać. I kto wie, czy
            nie byłabym jeszcze bardziej wściekła niż na faceta.

            Aaa, i różnica między szkodliwym donosem, a interwencją przyjaciela jest taka,
            że ktoś z zewnątrz faktycznie może postawić zdradzaną osobę w niefajnej
            sytuacji. Może mieć jakąś złośliwą satysfakcję, trudno dociec rzeczywistych
            intencji, nie pomoże w niczym, umyje ręce od sprawy, może jeszcze puścić plotkę
            dalej. Jeśli cos takiego robi prawdziwy przyjaciel/przyjaciółka, to wiadomo, że
            można liczyć na dyskrecję, pomoc, wsparcie, współczucie, wyrozumiałość, brak
            oceniania i nacisku. Mam wrażenie, że masa ludzi tutaj tego nie rozumie... i
            dlatego tak się obrusza. Widać faktycznie utożsamia przyjaźń z długotrwałą
            znajomością.
            • tengoku77 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:06
              Różni ludzie różnie reagują. A w takich sprawach należy być dyplomatą..
        • tengoku77 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 19:03
          Mylisz dwie sprawy. Lecenie do Przyjaciółki i opowiadanie Jej plotek nt. Jej
          Lubego (nie sprawdzonych) z fałszywym przytakiwaniem.. To raz.. A dwa, w takich
          przypadkach trzeba mieć pewność.. i chyba najpierw lepiej porozmawiać z tym,
          kto zdradza a nie od razu biec do Przyjaciółki.. Zresztą.. Jedno czy drugie
          byłoby ingerencją w czyjeś zycie.. A to nie zawsze jest dobre i pomocne..

          • rapsodiagitana Re: Przyjaźń. 08.07.07, 20:46
            Kurczę, ingerencja w czyjeś życie to jest, jak się leci do kogoś i mówi: "musisz
            z nim zerwać, bo zdradza". dobry przyjaciel takiego nacisku nie będzie wywierał,
            tylko w jakiś sposób postara się uchronić bliską osobę przed popełnieniem błędu.
            Ja nie mówię, że zawsze trzeba reagować tak samo. Ale w życiu bym nie potrafiła
            patrzeć, jak ktoś buduje swoje życiowe plany na całkowicie mylnych przesłankach.
            Jeśli przyjaciółka postanowi nic z tym nie robić - to trudno. Ale przynajmniej
            decyduje świadomie.

            Zresztą - nic nie mówiąc, też "ingerujemy w czyjeś życie". Kryjemy czyjeś
            kłamstwa. Plączemy się we własne. Nie umiemy już szczerze radzić w sprawach
            osobistych (bo bierzemy pod uwagę "tajny" czynnik zdrady). Być może
            uniemożliwiamy tej bliskiej osobie ułożenie sobie życia. Bo np. pozostając
            wierna, odrzuca szansę na jakąś szczęśliwą miłość? A kiedy facet odejdzie za
            jakiś czas, albo ona się zorientuje sama we wszystkim - będzie już za późno? Czy
            pozostaniemy ze swoim czystym sumieniem, jeśli facet-dziwkarz zarazi naszą
            przyjaciółkę jakimś choróbskiem poważnym? Jesteśmy niewinni, bo "nie
            ingerowaliśmy"? "Nie wtrącaliśmy się"?

            Inaczej - głównym problemem osoby, która zdradza, jest to, żeby zdrada nie
            wydała się przed drugą połówką. I co? Okazuje się, że głównymi sojusznikami w
            tej sprawie są bliscy osoby zdradzanej, na nich można polegać, nic nie powiedzą,
            żeby broń Boże krzywdy nie zrobić. Może nawet jak będzie trzeba, to posłużą
            jakimś alibi :>
            • xtrin Re: Przyjaźń. 08.07.07, 20:53
              rapsodiagitana napisała:
              > Inaczej - głównym problemem osoby, która zdradza, jest to, żeby zdrada nie
              > wydała się przed drugą połówką. I co? Okazuje się, że głównymi sojusznikami
              > w tej sprawie są bliscy osoby zdradzanej, na nich można polegać, nic nie
              > powiedzą, żeby broń Boże krzywdy nie zrobić. Może nawet jak będzie trzeba,
              > to posłużą jakimś alibi :>

              No właśnie. Milcząc w pewien sposób wyrażamy poparcie dla strony zdradzającej.
              A jeżeli wszystko się kiedyś wyda, to osoba zdradzona będzie nie tylko mieć
              poczucie zdrady partnera, ale i przyjaciół.
            • tengoku77 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 21:44
              Jak pisałam, trzeba mieć tzw. mocne dowody zdrady.. i chyba jednak najpierw
              porozmawiać z tym, który zdradza..
              Ludzie zbyt często swoją tzw. 'niedźwiedzią' przysługą.. ranią bliskie osoby..
              • rapsodiagitana Re: Przyjaźń. 08.07.07, 22:20
                No też tak uważam. Ale dyskusja jest o tym, czy ingerować, czy nie, w takim
                przypadku. To przecież jasne, że sposób działania jest zawsze zależny od
                okoliczności. Ja uważam, że trzeba działać, a bierność i milczenie są zdradą
                zaufania.
                • tengoku77 Re: Przyjaźń. 08.07.07, 22:43
                  A co ja napisałam? :)
                  Oczekujesz odpowiedzi 'tak' lub 'nie', a takiej nie ma.. Nie tam, gdzie
                  potrzebne jest wyczucie..

                  • rapsodiagitana Re: Przyjaźń. 08.07.07, 23:00
                    ech, nie oczekuję. Po prostu wracam do tematu wątku. Polemizuję generalnie z
                    opinią, że nigdy nie należy się wtrącać w cudze życie, tylko siedzieć cicho i
                    biernie patrzec. Jak tak nie uważasz, to OK - ale jest tu całkiem sporo ludzi,
                    którzy mają taką właśnie definicję przyjaźni. Co jest dość przerażające.
                    • tengoku77 Re: Przyjaźń. 09.07.07, 07:51
                      :) czasem to warto zrobić 'okrężną' drogą.. tak jakby.. zacząć od osoby, która
                      zawiniła.. czasem lepiej odpuścić.. a czasem..

    • marinko5 zawsze nalezy sypac 08.07.07, 19:01
      zawsze nalezy sypac
      wtedy wszyscy na okolo sa uprzedzeni ze peplasz
      wiec nikt nie spowiada sie tobie z tajemnic
      i masz spokoj
      nic nie kusi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka