martusia_1980
13.08.07, 17:28
Pisze ten wątek aby się wreszcie do kokoś wygadać, wyrzucić z siebie to i tamto.
Na studiach poznałam pewną dziewczynę, zostałyśmy koleżankami, lubiłam ją
bardzo. Z czasem zauważałam, że ona zaczęła zazdrościć mi lepszych ocen i
chłopaka. Zawsze mówiła, że mam fajnego i przystojnego chłopaka i że ona też
by takiego chciała. Obie w jednym czasie broniłyśmy magistra, ona obroniła na
ocenę dobrą a ja na bardzo dobrą, widać było w niej zazdrość, że ja znowu
okazałam się lepsza. Zawsze zachwalała mojego chłopaka, pytała kiedy
zaręczyny, ślub – „kibicowała” nam. Ona należy do niezbyt atrakcyjnych
dziewczyn, miała jednego chłopaka ale na bardzo krótki okres czasu, jednym
słowem miała pecha w miłości, umawiała się na tzw. randki w ciemno, poznawała
chłopaków na czacie i się z nimi umawiała, niestety za każdym razem kończyło
się tylko na jednej randce po której następował definitywny koniec nowo
zawartej znajomości. Jak dowiedziała się o naszych zaręczynach złożyła nam
„nietypowe” życzenia, które brzmiały „życzę wam 50 lat szczęścia, bo więcej
wam nie potrzeba”. Piszę „nietypowe” bo z reguły życzy się 100 lat a ona
życzyła nam połowę tego. Starała się pokazać, że cieszy się na wieść o naszych
planach ale powiedziała mi że zazdrości mi że już mamy termin ślubu a ona
jeszcze nawet faceta nie ma. Rok temu poznała chłopka, zakochała się w nim,
zostali parą i dopiero z nim w wieku 26 lat straciła dziewictwo. W tym czasie
w moim małżeństwo zaczęło się psuć, a jej związek zaczął rozkwitać. Sytuacja
się odwróciła – gdy mi się w życiu układało to jej nie do końca a teraz jej
się dobrze wiedzie a mi nie. Czasami myślę sobie, że ona nam w głębi sercu źle
życzyła i jej zazdrość przyniosła pewne efekty, tak jakby jakieś fatum rzuciła
na moje życie, bo teraz jej się układa a mi nie. Tyle lat mi zazdrościła, że
aż karty się odwróciły i jej się widzie a mi nie za dobrze. Ja straciłam pracę
a ona znalazła wymarzoną, moje małżeństwo przeżywa poważny kryzys a ona się
zaręcza. A ostatnio spytała mnie że strasznie się dziwuje że wyszłam za mąż
akurat za tego chłopaka a nie innego. Przecież tyle lat mi go zazdrościła, tak
go zachwalała, podziwiała jaki on miły, przystojny i zaradny a teraz nagle
dziwuje się. A ona mnie krytykuje i zachwala swoje życie jak to jej dobrze w
pracy i z jej chłopakiem. Czuję wewnętrzną złość bo uważałam ją za inną osobę,
a ona tym czasem chełpi się moim nieszczęściem i pokazuje jaka to ona jest
szczęśliwa itd. A przecież jak ona tyle lat ubolewała nad tym że jest samotna
ja ją podtrzymywałam na duchu że prędzej czy później znajdzie swoją drugą
połówkę, nigdy nie pokazywałam jej że ja jestem lepsza bo mam faceta. Niedawno
mówiła mi że boi się zaręczyn i ślubu bo nie chce mieć takiego małżeństwa jak
ja, że uczy się na moich błędach itd. powiem szczerze że taka jej gadanina
sprawiała mi przykrość. Raptem 2 tygodnie temu tak mówiła a dziś przesłała mi
wiadomość jaka ona to szczęśliwa bo się zaręcza. Przyznała się, że sama
powiedziała swojemu chłopakowi, że chciałaby już pierścionek. Czuję wewnętrzną
złość, bo jak już pisałam zawsze mogła na mnie polegać, nigdy nie pokazywałam
jej ani nie mówiłam ani nie sugerowałam, że jest ode mnie gorsza itd. Zawsze
mogła liczyć na moje wsparcie. A ona teraz jak wie, że mi się małżeństwo nie
układa krytykuje mnie, mojego męża i ciągle mówi że dzięki mnie ona będzie
mądrzejsza bo nie będzie powielała moich małżeńskich błędów. Ciągle pokazuje
jaka ona to szczęśliwa. Czuję, że ona cieszy się z mojego nieszczęścia. Ja
teraz potrzebuję bliskości innej osoby, wsparcia takiego jak kiedyś ona
potrzebowała i ja przy niej byłam. A teraz ona ma mnie daleko gdzieś. Czuję
się odrzucona i samotna