karin33
14.08.07, 19:52
Dzisiejszy dzień spędziłam w szpitalu w związku z chorobą mojej
babci.5 godzinny pobyt w oczekiwaniu na diagnozę skłonił mnie do
pewnej refleksji.W zasadzie zrobiło mi się bardzo żal i mam poczucie
zupełnej bezradnosci człowieka w niektórych przypadkach.
Siedziałam w poczekalni na ostrym dyżurze obok rodzina pewnego
mężczyzny.Jak się okazało ten pan przyjechał z wypadku, lekarze
jednak nie ukrywali, że stan poważny.Ze zdumieniem patrzylam jak ta
rodzina w skupieniu i pełna nadzieji oczekiwała na wieści.W pewnym
momencie wywiązała się ich rozmowa z lekarzem po czym
wyszli.Stwierdziłam, że pewnie już dobrze z tym panem.
Okazało się, że moja babcia zostaje na obserwacji.Zauważyłam, że na
końcu szpitalnego korytarza-na oddziale intensywnej terapi czeka owa
rodzina.Stan tego pana dramatyczny-reanimacja.Udało się go
uratować.Jednak wysłano do niego księdza z ostatnim namaszczeniem i
udzieleniem wsparcia rodzinie.Ciężko mi opisać dokładny przebieg
rozmowy lekarza prowadzącego oddział z księdzem, jak również ból
tych ludzi.Nie umiem wyjaśnic czemu az tak mnie dotknęła ta
sytuacja.Może nie zwykła postawa tej rodziny, a moze siła tego pana,
który walczy o życie.Nie wiem, ale zobaczcie jak jak łatwo może
zniknąć życie.Jedna chwila, jeden moment.