ana9942
16.08.07, 15:08
Historia jak z parodii... ale napiszę, zobaczę co Wy na to.
Jestem studentką, pracuje zarabiam bardzo dobrze i mam świetną
posadę w biurze... mój chłopak jak z bajki we wrześniu zaręczyny a
wkrótce wymarzony ślub... Można powiedzieć że mam wszystko potrzebne
mi do szczęścia. Dojeżdzam 70km do pracy do Warszawy troche to
męczące...ale idzie się przyzwyczaić... Ja i mój Kochany dostaliśmy
propozycję zamieszkania w Warszawie... Osiedle piękne, mieszkanko z
pięknym zielonym patio obok pachnący las cóż chcieć więcej i to
zaledwie za cenę czynszu - wiadomo po znajomości...
Każdy by pobiegł bez zastanowienia a ja,,, Choć jestem dorosła,
samodzielna nie mogę odciąć się od pompowiny...Moi rodzice nawet nie
chcą słyszeć że zamieszkamy razem bez ślubu, to że będziemy już po
zaręczynach nie ma dla nich znaczenia. Pochodzę ze wsi a tam żyję
się inaczej, wszyscy-wszystkich znają, obgadują... Rodzice
powiedzieli mi, że nie mogli by nawet iść do kościoła bo czuli by
spojrzenia innych, że śmieli by się z nich że tak wychowali córkę...
Ja tak nie umiem , nie rozumiem tej wiejskiej mentalności.
Ja wiem że to nasza szansa,,,ale jak można zdradzić uczucia
Rodziców. To będzie ciężkie,, nie wiem co robić...
Boję się że moja przeprowadzka przerwie tę nić, która jest między
nami, że będą się mnie wstydzić...