mia17
23.08.07, 19:54
przeczytałam jeden z wątków na FK i szlag mnie jasny trafił ;-/ to nie
pierwszy tego typu post i może dlatego mi się "ulało".
czemu ludzie nie potrafia decenić tego, co mają???? pracy, zdrowia, miłości,
wykształcenia, możliwości????
wiem, że narzekanie to "ludzka rzecz" i że "mądry Polak po szkodzie", ale
przecież czasem wystarczy pomyśleć i stuknąć się trochę w czaszkę.
szlag mnie trafił, bo przeczytałam, ze ktoś tam ma pracę, płatną nienajgorzej,
ale: no właśnie, zawsze są jakieś "ale". a to szef do dupy, a to koleżanki
obgadują, a to nudy, etc.
pensja w wysokości 1.000zł to też nie jest kibel - ludzie pracują za połowę
tego i żyją.
ja od ponad pół roku szukam pracy i jak do tej pory nie udało mi się jej
znaleźć. bardzo chetnie zgodziłabym się na wredne koleżanki i nudę (choć to
kwestia podejścia, bo zawsze można sobie czas zorganizować), żeby zarobić ten
"marny tysiąc". ale póki co nie mam takiej możliwości.
o co chodzi z tym wiecznym malkontenctwem...?? czy naprawdę trzeba stracić
zdrowie, żeby je potem docenić? wylecieć na bruk, aby docenić pracę? w mordę,
no nie wiem....