jewel29
28.07.03, 17:24
Mówię o chłopaku (a raczej mężczyźnie - 30 lat), którego poznałam w piątek.
Nie chciałam się z nim umówić, a kiedy wreszcie się zdecydowałam, powtarzałam
sobie w myślach mantrę: 'Boże, spraw, żeby był brzydki i nudny'. Z samochodu
wysiadło tymczasem 195 cm z gęstymi, pięknymi włosami i bardzo ciepłymi,
ciemnobrązowymi oczami. Ładny głęboki głos z lekkim francuskim 'r'. Spokojny,
wyważony, wykształcony, oczytany i wściekle inteligentny. Maniery bez nagany.
Spędziliśmy ze sobą trzy godziny. Odwiózł mnie pod dom, na pożegnanie
przytrzymał dłoń. Po wejściu do domu nie byłam jakoś specjalnie poruszona,
ale im więcej czasu mija od naszego spotkanie, tym więcej o nim myślę.
Chciałabym bardzo, aby się odezwał. Ale ja chyba nie zrobiłam na nim
wielkiego wrażenia. Cholera, zawsze tak: ile razy ktoś wpadnie mi w oko, tyle
razy okazuje się, że jest dla mnie zwyczajnie za dobry, za ładny, za
inteligentny i w ogóle za... Co ja mam ze sobą zrobić? On naprawdę coraz
mocniej nie daje mi spokoju. Napisać? A jeśli napisać to co napisać? Zrobić z
siebie idiotkę? A jak się nie odezwie to wpaść w jeszcze większy dół? A z
drugiej strony jeśli on ma tak samo i też snuje dywagacje, co zrobić i też ma
takie durne rozterki? POMOCY!!!