bupu
02.01.08, 15:57
Pewien facet oznajmił stanowczo że daje sobie spokój ze związkami
męsko-damskimi, albowiem za dużo podróżuje. Służbowo, dodajmy. I nawet gdy on
biedny spotka jakąś fajną laskę, to i tak zaraz przecież wyjeżdża w zupełnie
inny koniec świata, a wiszenie na telefonie jest do bani.
Po zastanowieniu stwierdzam że w kategorii "najżałośniejsza wymówka" ten pan
wysuwa się niniejszym na pozycje czołowe. A wiem co mówię, bowiem niejedną
żałosną wymówkę w życiu słyszalam i niejednej sama użyłam. No bo, rozumiem że
to o czym on mówi mogłoby być pewną przeszkodą, ale tak, powiedzmy w
szesnastym stuleciu. No rozumiem, wtedy podróż, dajmy na to z Gdańska do
Warszawy trwała dniami i trzeba się było od zbójów i dzikiego zwierza opędzać,
a co dopiero mówić o dłuższych dystansach, posłaniec zaś z listem czasami
docierał do adresata, a czasami nie. Natomiast obecnie związek z kimś bardzo
mobilnym to wyłacznie kwestia determinacji obu stron. Są telefony, internet,
samoloty... Można to wszystko zorganizować, tyle że Pan Mobilny musialby w
swój napięty kalendarz wpisac również ową kobietę z którą się wiąże, zamiast
usiłować ciągnąć związek telefonicznie. Nie mówiąc już o tym że ten dany
dżentelmen spokojnie mógłby pracować nieco mniej, bez uszczerbku dla własnej
kariery.
A co wy o tym sądzicie?