doloresa
29.01.08, 10:46
W piątek dzika awantura z płaczem i trzaskaniem drzwiami. Potem
przeprosiny, słowa miłości, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze.
Weekend wspaniały - razem w łózku do południa, wspólny spacer,
kolacja u znajomych. Metamorfoza męża - nie stroi fochów, wynajduje
różne sposoby, żeby sprawić mi przyjemność, planuje szybki urlop we
dwoje i takie tam. No i często przytula.
Przez cały weekend żadnych smsów ani sesji na gg. Ani słowa na jej
temat. Wczoraj gadali na gg jakiś czas, akurat siedziałam obok.
Temat rozmowy zupełnie luźny i niezobowiązujący.
Mimo tego wszystkiego czuję, że zeszła ze mnie para...Jestem dosyć
obojętna na miłe gesty, co chwila myślę, że co mi po nich, skoro On
nie zerwał tej znajomości? Może to tylko taka sciema...?
Zamykam się w sobie. Przestaje mnie już to wszystko obchodzić.
Zaczynam sobie organizować czas bez niego (wyjścia z koleżankami,
kino), żebym nie musiała o tym wszystkim myśleć cały czas. Mimo jego
starań zaczynam się oddalać. I próbuję myśleć, że nie ma tego złego,
co by na dobre nie wyszło.