selica
20.04.08, 18:18
Wczoraj, ni stąd ni zowąd odezwał się do mnie mój były. Trzy lata od
rozstania, dwa się nie widzieliśmy, a on dzwoni na luzaku i pyta,
czy mam jeszcze karton z jego rzeczami, który u mnie zostawił. Tak
się składa, że mam, więc pyta, czy może wpaść po niego. Mówię, że
ok, bo to w końcu jego rzeczy. Umówiliśmy się na wtorek, ale dziś
zadzwonił znowu, czy może jednak przyjechać po to dzisiaj. No i się
zgodziłam, nie wiem, kurczę, czy dobrze zrobiłam. Może powinnam była
mu powiedzieć, że trzeba to było zrobić dwa lata temu, a teraz to
niech się goni... No nic, miał wpaść o 18, czyli się spóźnia. Nie
dziwi mnie to akurat, bo znam go dobrze. Tylko zaczęłam się teraz
tak stresować, że chyba go nie wpuszczę, jak zadzwoni... Fak,
normalnie trzęsą mi się łapy. Sama nie wiem dlaczego! Po co ja się
głupia zgodziłam?