Dodaj do ulubionych

ja mu nie daje, a on mnie zdradza...

09.09.03, 21:18
Tytul to oczywiscie hipoteza, a nie moja sytuacja :-))

Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
zainteresowala mnie taka sytuacja:
Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz na
3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?

Taki temacik wieczorny...

Pozdrawiam,
Dorotka
--------
Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
Obserwuj wątek
    • Gość: Marta Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.pl / 192.168.100.* 09.09.03, 21:30
      To dawaj mu częściej- nie wierzę że nie masz ochoty... jesteś oziębła, albo
      nikt jeszcze dobrze Cię nie poruchał.- wiem ze brutalne, ale szczere.
    • asma1 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 21:30
      dorotka1970 napisała:

      > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne

      Ponoć nic nie bierze sie z niczego - również małe potrzeby, a więc może nasz
      hipotetyczny małżonek zastanowił się dlaczego jego żona reaguje tak a nie
      inaczej? Może należałoby popracować główką, a nie dupką w obcym łóżku (lub
      swoim łóżku z obcą dupką)


    • dorotka1970 Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 21:36
      ... ze zrozumieniem tekstu?

      To nie jest prosba o rade, co kobieta ma zrobic, zeby jej sie bardziej chcialo!
      Pytanie dotyczy zdrady - a w domysle jej usprawiedliwienia przez mezczyzne.

      Rece mi opadly...
      --------
      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • asma1 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 21:39
        dorotka1970 napisała:

        > ... ze zrozumieniem tekstu?
        >
        > To nie jest prosba o rade, co kobieta ma zrobic, zeby jej sie bardziej
        chcialo!
        > Pytanie dotyczy zdrady - a w domysle jej usprawiedliwienia przez mezczyzne.
        >
        > Rece mi opadly...

        A czy w takiej sytuacji można mówić o usprawiedliwianiu się - przecież to nie
        podstwówka, gdzie mozna usprawiedliwić swoją nieobecnośc na lekcji.
        • dorotka1970 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 21:43
          PYTANIE:
          "Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
          to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
          Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?"

          TWOJA ODPOWIEDZ:
          asma1 napisała:
          > A czy w takiej sytuacji można mówić o usprawiedliwianiu się - przecież to
          > nie podstwówka, gdzie mozna usprawiedliwić swoją nieobecnośc na lekcji.

          Chyba dam sobie spokoj z tym watkiem, skoro tak trudno zrozumiec o co
          chodzi...
          --------
          Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
          • asma1 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 21:50
            Wbrew pozorom dobrze rozumiem o co chodzi.
            • dorotka1970 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 21:57
              Asma, nie obraz sie... ale nie chodzi mi o odpowiedz pytaniem, bo to nie jest
              MOJ problem :-)

              Chodzilo mi o analize hipotetycznej sytuacji. Jezeli rozumiesz to fajnie, ale
              jak dotad nie wypowiedzialas sie na temat :-)) Oczywiscie nie musisz...

              I tylko tyle.

              Pozdrawiam,
              Dorotka
              --------
              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
              • asma1 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:10
                dorotka1970 napisała:

                > Asma, nie obraz sie... ale nie chodzi mi o odpowiedz pytaniem, bo to nie jest
                > MOJ problem :-)
                >
                > Chodzilo mi o analize hipotetycznej sytuacji. Jezeli rozumiesz to fajnie, ale
                > jak dotad nie wypowiedzialas sie na temat :-)) Oczywiscie nie musisz...
                >

                Sorry, ale ty tez nie udzieliłas odpowiedzi, w Twoim watku jest przedstawiona
                sytuacja i same pytania. Ale to nic. Być może swoje zdanie zostawiłaś nam na "
                deser". A ja po porostu zaczęłam analizowc sytuacje od początku, czyli dlaczego
                kobieta za mało daje. Twoja prosto opisana sytuacja wcale nie jest taka prosta,
                bo ona nie daje, nie dlatego, ze jej sie tak podoba. Ale OK zostawmy ją w
                spokoju. Przyjżyjmy sie jemu - owszem rozwiązał problem najprościej jak tylko
                mógł- nie dostał tu to poszedł tam i dostał. A co ona ma zrobić z takim za
                przeproszeniem "prostakiem"? Może sobie napluć w twarz, że takiego sobie
                wzięła...
                • dorotka1970 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:32
                  asma1 napisała:

                  > Sorry, ale ty tez nie udzieliłas odpowiedzi, w Twoim watku jest
                  > przedstawiona sytuacja i same pytania.
                  -
                  • asma1 Re: Umiemy......... 09.09.03, 22:46
                    dorotka1970 napisała:

                    > -
                    • dorotka1970 Re: Umiemy......... 09.09.03, 22:55
                      asma1 napisała:

                      > Ja tez badań nie robiłam, ale wydaje mi sie, że jest jakaś przyczyna tego
                      nie dawania (dlatego tez na początku napisałam żeby facet ruszył mózgownicą i
                      > uświadomił sobie dlaczego tak jest)
                      -
                      • asma1 Re: Umiemy......... 09.09.03, 22:57
                        dorotka1970 napisała:

                        > -
                        • dorotka1970 Re: Umiemy......... 09.09.03, 23:02
                          asma1 napisała:

                          > dorotka1970 napisała:
                          >
                          > > -
                          • asma1 Re: Umiemy......... 09.09.03, 23:05
                            dorotka1970 napisała:

                            > > dorotka1970 napisała:
                            >
                            >
                            > Tez "musisz" 3 razy dziennie? :-)) Ale rozumiem, ze radzisz sobie... :-)

                            Problem nie w tym , czy musisz, ale w tym czy chcesz.
                            • dorotka1970 Re: Umiemy......... 09.09.03, 23:13
                              asma1 napisała:

                              > dorotka1970 napisała:
                              >
                              > > > dorotka1970 napisała:
                              > >
                              > >
                              > > Tez "musisz" 3 razy dziennie? :-)) Ale rozumiem, ze radzisz sobie... :-)
                              >
                              > Problem nie w tym , czy musisz, ale w tym czy chcesz.

                              Dlatego "musisz" jest w cudzyslowie... Chyba nie nadajemy na tych samych
                              falach...

                              Dobranocki :-)
                              --------
                              Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
            • Gość: on albo ona Re:Proponuję inną sytuację IP: dell:* / 192.168.0.* 10.09.03, 11:45
              Ona nie daje, a On nie zdradza. Czy jest to możliwe?
            • Gość: on albo ona Re:Proponuję inną sytuację IP: dell:* / 192.168.0.* 10.09.03, 11:45
              Ona nie daje, a On nie zdradza. Czy jest to możliwe?
            • Gość: on albo ona Re:Proponuję inną sytuację IP: dell:* / 192.168.0.* 10.09.03, 11:45
              Ona nie daje, a On nie zdradza. Czy jest to możliwe?
        • julla Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 21:44
          Każda zdradę można jakoś usprawiedliwić, ale nigdy nie jest tak, że ktoś jest
          tylko winny a ktoś tylko niewinny...
          A wracając do pytania, to ja bym chyba zrozumiała, ale jednocześnie nie
          wybaczyła. Taki paradoks, jednak nie chciałabym być z kimś, kto nie czuje się
          dobrze ze mną do tego stopnia, że szuka "uzupełniaczy".
          • dorotka1970 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:00
            julla napisała:

            > Każda zdradę można jakoś usprawiedliwić, ale nigdy nie jest tak, że ktoś
            > jest tylko winny a ktoś tylko niewinny...
            -
            • julla Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:16
              No chyba jednak nie jest za dobrze, jesli hipotetyczny 'on' odczuwa deficyt
              tego "dobrze" i jest na tyle zdeterminowany, że doszło do owej zdrady.
              Próbuję sobie wyobrazić sytuację, że hipotetyczna 'ja' stwierdzam, że nie ma
              sprawy; może sobie mnie spokojnie zdradzac, bo ja nie potrafię się zmusić do
              zmiany na lepsze- i cała ta sytuacja wydaje mi się schizofreniczna, nie wiem
              w jakim kierunku miałoby to ewoluować a na dodatek naprawdę nie wiem, w którym
              momencie zacznę cierpiec okrutnie...
              Chyba więc jednak nie zdecydowałabym się na kontynuację takiego związku, jeśli
              bym nie potrafiła niczego w sobie zmienić.
              Ale, jak wspomniałam wcześniej- zrozumiałabym.

              • dorotka1970 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:34
                julla napisała:

                > No chyba jednak nie jest za dobrze, jesli hipotetyczny 'on' odczuwa deficyt
                > tego "dobrze" i jest na tyle zdeterminowany, że doszło do owej zdrady.
                > Próbuję sobie wyobrazić sytuację, że hipotetyczna 'ja' stwierdzam, że nie ma
                > sprawy; może sobie mnie spokojnie zdradzac, bo ja nie potrafię się zmusić do
                > zmiany na lepsze- i cała ta sytuacja wydaje mi się schizofreniczna, nie wiem
                > w jakim kierunku miałoby to ewoluować a na dodatek naprawdę nie wiem, w
                którym
                > momencie zacznę cierpiec okrutnie...
                > Chyba więc jednak nie zdecydowałabym się na kontynuację takiego związku,
                jeśli
                > bym nie potrafiła niczego w sobie zmienić.
                > Ale, jak wspomniałam wcześniej- zrozumiałabym.

                I rozstalabys sie z nim, nawet gdybys bardzo go kochala? I gdybys wiedziala,
                ze on tez cie kocha?

                --------
                Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                • julla Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:42
                  To na pewno nie jest takie proste, jakby sie moglo wydawać, ale nie wyobrażam
                  sobie, jak mógłby wygladac taki związek, gdyby go tak kontynuować na zasadzie
                  "my się bardzo kochamy, ale zdradzamy"...Dziwny byłby, nie?
                  • dorotka1970 Re: Boszszsz... czy wy nie umiecie czytac... 09.09.03, 22:45
                    julla napisała:

                    > To na pewno nie jest takie proste, jakby sie moglo wydawać, ale nie
                    wyobrażam
                    > sobie, jak mógłby wygladac taki związek, gdyby go tak kontynuować na
                    zasadzie
                    > "my się bardzo kochamy, ale zdradzamy"...Dziwny byłby, nie?

                    Pewnie, ze dziwny. Ale z drugiej strony mysle, ze strona nieusatysfakcjonowana
                    seksualnie bylaby okropnie sfrustrowana... I i tak odbiloby sie to w koncu na
                    zwiazku...

                    --------
                    Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                  • zanka Dorotko! 09.09.03, 22:45
                    zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))
                    • dorotka1970 Re: Dorotko! 09.09.03, 22:53
                      zanka napisała:

                      > zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))

                      To chyba na zimniejszego! :-)

                      --------
                      Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                      • asma1 Re: Dorotko! 09.09.03, 22:55
                        dorotka1970 napisała:

                        > zanka napisała:
                        >
                        > > zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))
                        >
                        > To chyba na zimniejszego! :-)
                        >
                        > --------
                        > Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat

                        Chyba na takiego z którym mogłaby sie "dogadać" i w dzień i w nocy.
                      • wasza_bogini Re: Dorotko! 10.09.03, 18:40
                        > > zona powinna zmienic meza, na bardziej goracego.:::))))
                        >
                        > To chyba na zimniejszego! :-)

                        nie, bo widocznie nie umie jej rozgrzac.
    • tralalumpek Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:04
      zbyt pozno na hipotezy dla mnie i odpowiedzi na filozoficzno-teoretyczne
      pytania
      • asma1 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:07
        tralalumpek napisała:

        > zbyt pozno na hipotezy dla mnie i odpowiedzi na filozoficzno-teoretyczne
        > pytania
        >
        No co ty, właśnie nadchodzi "łóżkowa" pora, a my tu sobie na łóżkowe
        tematy.....
        • tralalumpek Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:09
          asma1 napisała:

          > tralalumpek napisała:
          >
          > > zbyt pozno na hipotezy dla mnie i odpowiedzi na filozoficzno-teoretyczne
          > > pytania
          > >
          > No co ty, właśnie nadchodzi "łóżkowa" pora, a my tu sobie na łóżkowe
          > tematy.....


          no wlasnie, lokowe ale po co ja mamsie zastanawiac nad czyms co jest dla mnie
          tak odlegle jak stad na dalejnizmarsa
          • asma1 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:14
            tralalumpek napisała:

            > no wlasnie, lokowe ale po co ja mamsie zastanawiac nad czyms co jest dla mnie
            > tak odlegle jak stad na dalejnizmarsa
            >
            To dobrze, że dla Ciebie odległe i nie życze Ci tego, ale pogdybać sobie
            można.....
            • tralalumpek Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:18
              asma1 napisała:

              >
              > To dobrze, że dla Ciebie odległe i nie życze Ci tego, ale pogdybać sobie
              > można.....

              asma a co ci daje takie gdybanie?
              filozofowac mozna ale wydaje mi sie ze filozofowanie a rzeczywistosc to dwie
              odlegle rzeczy
              naprawde czasem trudno przewidziec jak sie zachowamy, zwlaszcza w sytuacjach
              tak emocjonalnie delikatnych a zetem mowienie "na zapas" nie ma sensu
      • dorotka1970 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:15
        Tez spadam dobranockowo :-)
        --------
        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
        • asma1 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 09.09.03, 23:18
          dorotka1970 napisała:

          > Tez spadam dobranockowo :-)

          No to pa,pa
          • maniia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 00:50
            Trudno jest podzielic: kocham zone a na boku to tylko seks!
            Ten seks to ryzyko bo moze sie przerodzic w milosc.
    • Gość: renia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.athens.access.acn.gr 10.09.03, 01:46
      dorotka1970 napisała:

      > Tytul to oczywiscie hipoteza, a nie moja sytuacja :-))
      >
      > Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
      > zainteresowala mnie taka sytuacja:
      > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz na
      > 3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
      > bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
      > dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
      > to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
      > Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?
      >
      > Taki temacik wieczorny...
      >
      Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie zdradza
      i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
      sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
      seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
      nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.
      • mickey.mouse Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 07:29
        W kazdym zwiazku ludzie maja jakies potrzeby i oczekiwania, brak zaspokojenia
        ktorych, powoduje braz zadowlenia ze zwiazku. Seks jest jedna z nich. A ilosc
        konsekwencji braku zadowowlenia ze zwiazku moze byc nieograniczona.
      • Gość: Martyna Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.proxy.aol.com 10.09.03, 07:33
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > dorotka1970 napisała:
        >
        > > Tytul to oczywiscie hipoteza, a nie moja sytuacja :-))
        > >
        > > Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
        > > zainteresowala mnie taka sytuacja:
        > > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz
        > na
        > > 3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
        > > bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
        > > dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jes
        > t
        > > to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zl
        > e?
        > > Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?
        > >
        > > Taki temacik wieczorny...
        > >
        > Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie
        zdradza
        > i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
        > sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
        > seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
        > nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.


        Jej nie chodzilo o to gdy ktos nie chce seksu ale o to jak obaj partnerzy
        maja zupelnie odmienne temperamenty seksualne . Problem jest skomplikowany moim
        zdaniem - sama chyba nie potreafie odpowiedziec sobie na to pytanie -chyba
        kazdy przypadek trzeba rozpatrywac indywidualnie bo przeciez rozne sa zwiazki i
        relacje miedzy ludzmi.

      • Gość: Dosia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 10:46
        Gość portalu: renia napisał(a):


        > Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie
        zdradza
        > i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
        > sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
        > seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
        > nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.


        Reniu. Zobaczylam dzis Twoja wypowiedz i mnie przytkalo. Czy ja z samego rana
        musze sie z Toba klocic? :)

        Rozbroilas mnie zupelnie!

        Dlaczego uwazasz, ze jezeli maz Cie zdradza to jest to TWOJA wina, a nie jego,
        skoro to on zdradza? Wyjasnij mi prosze w czym lezy ta Twoja wina? Biedny maz,
        nie dostaje ode mnie, wiec ma prawo szukac na prawo i lewo? I to w dodatku moja
        WINA? A on biedaczek taki nieporadny, slaby i skrzywdzony...

        Zaraz potem REniu mowisz o liczeniu sie z potrzebami meza w sferze seksu. Czy w
        druga strone to nie dziala? Czy przypadkiem maz nie powinien liczyc sie z
        Twoimi potrzebami?

        Mowilysmy na poprzednim watku o wzajemnym SZACUNKU w malzenstwie. I zgodzilysmy
        sie co do zasady. Nie uwazasz, ze maz powinien wykazac sie wyrozumialoscia dla
        Twoich potrzeb, czy ich braku? Tak samo jak Ty dbasz o jego potrzeby on
        powinien dbac i szanowac Twoje? Skoro Ty nie chcesz sie kochac, to on to
        powinien USZANOWAC, a nie szukac sobie zastepstwa i jeszce wine zwalac na
        Ciebie (ach jaki to on pokrzywdzony!). Jak mozesz brac na siebie wine za to, ze
        on nie potrafi utrzymac swojego, przepraszam, ptaszka, w rozporku? Mezczyzni to
        nie sa zwierzeta. Maja instynkt, ale maja tez rozum i poczucie szacunku dla
        kobiety, z ktora sa malzenstwem (chyba, ze takiego nie maja, ale to inna
        historia...). Nad popedem plciowym mozna zapanowac i nie jest to bynajmniej
        szczyt mestwa i poswiecenia.

        Dla mnie malzenstwo, w ktorym maz otwarcie zdradza, dlatego, ze zona mu nie
        daje, a on ma przeciez tzw. Swoje Meskie Potrzeby, to jest NIEPOROZUMIENIE a
        nie malzenstwo.

        Reniu. Trudno mi sie zgodzic z tym co napisalas powyzej. Zgadzam sie z Toba, ze
        kobieta nie powinna spoczac na laurach i mowic mezowi "spadaj bo mi sie nie
        chce", bo to jest nie fair, tylko szukac rozwiazania i starac sie. Ale to samo
        dotyczy drugiej strony. On tez sie powinien starac i akceptowac decyzje zony
        jezeli pomimo wysilku ona nie chce sie kochac. Ale nie zdradzac!

        Aha. Oczywiscie mowiac Ty, Twoj nie odnosze sie bezposrednio do Ciebie i
        Twojego meza - tylko do hipotetycznej Ciebie i hipotetycznego Twojego meza :))
        • Gość: renia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.ath.spark.net.gr 10.09.03, 18:55
          Gość portalu: Dosia napisał(a):

          > Gość portalu: renia napisał(a):
          >
          >
          > > Uwazam, ze w takiej sytuacji byloby calkowicie zrozumiale, ze maz mnie
          > zdradza
          > > i nie mialabym zadnych pretensji do niego, tylko do siebie. Nie wyobrazam
          > > sobie nie liczenia sie z potrzebami meza w sferze seksu. Jak ktos nie chce
          >
          > > seksu to niech nie wiaze sie w jakies zwiazki z definicji laczaze sie
          > > nieodlacznie z seksem i niech nie wymaga wiernosci.
          >
          >
          > Reniu. Zobaczylam dzis Twoja wypowiedz i mnie przytkalo. Czy ja z samego
          rana
          > musze sie z Toba klocic? :)

          Dosiu, komu jak komu, ale Tobie nie moge nie wyjasnic o co mi chodzi, wiec do
          rzeczy. I nie chcialabym sie klocic, bo wierz mi lub nie, klotnie forumowe zle
          wplywaja na moje samopoczucie w realu.


          >
          > Rozbroilas mnie zupelnie!
          >
          > Dlaczego uwazasz, ze jezeli maz Cie zdradza to jest to TWOJA wina, a nie
          jego,
          > skoro to on zdradza? Wyjasnij mi prosze w czym lezy ta Twoja wina?


          Wina moja lezy w tym, ze ja nie respektuje potrzeb mojego meza. Moze
          faktycznie nie napisalam tego wyrzenie i wyszlo tak jak zinterpretowalas, ale
          ja mam na mysli wzajemny szacunek , a nie tylko jednostronny. Jesli ja mam
          ochote na seks raz na trzy miesiace, a moj maz trzy razy dziennie to po prostu
          konieczny jest kompromis. Jesli bedziemy respektowac tylko moje potrzeby i
          kochac sie raz na trzy miesiace, to niby jakim prawem? On musi sobie troche
          odmawiac, ja musze sie troche przymuszac. Nic na to nie poradzimy, ze nam sie
          temperamenty w lozku nie zgraly. Jesli w zaden sposob nie chce nagiac sie do
          jego potrzeb to dlaczego on ma byc mi wierny? Dla niego raz na trzy miesiace
          to bylby celibat, a jakim prawem mam wymagac od mojego meza zycia w celibacie?
          Tak, ze kiedy przestane sypiac z moim mezem i bedziemy sie seksowac cztery
          razy w roku bo mnie sie tak podoba, to moim zdaniem usprawiedliwiony bedzie
          jesli pojdzie w bok. Nie oznacza to, ze zamierzam zmuszac sie do codziennego
          seksu (dla mojego meza najlepiej byloby rano i wieczorem). KOMPROMIS
          obustronny kompromis, jak na wielu innych plaszczyznach zycia , jest
          nieodzownym faktorem do stworzenia udanego zwiazku.

          Dosiu, mam nadzieje, ze wyjasnilam Ci o co mi chodzi, czekam na polemike, co
          nie znaczy, ze chce sie klocic. Pozdrawiam.



          > Aha. Oczywiscie mowiac Ty, Twoj nie odnosze sie bezposrednio do Ciebie i
          > Twojego meza - tylko do hipotetycznej Ciebie i hipotetycznego Twojego
          meza :))

          Ja oczywiscie tez nie mowie o swoim malzenstwie tylko tak hipotetycznie, poza
          tym ta sama sytuacja moze dzialac w druga srone, na innym watku dziewczyny
          narzekaja, ze chlopaki nie chca z nimi sie kochac.


          • Gość: Dosia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 19:12
            No nareszcie sie doczekalam :)

            Reniu. Masz racje. Kompromis to sprawa najwazniejsza. Ale w dalszym ciagu nie
            potrafie zrozumiec, ze moglabys mezowi wybaczyc zdrade tylko dlatego, ze on
            chce sie czesciej kochac a Ty nie.

            Jego zdrada to wszakze pogwalcenie tego kompromisu, ktory jest miedzy Wami.

            Przeciez on zawsze moze powiedziec, ze chcial sie kochac 5 razy dziennie, a
            kompromis przewidywal tylko raz dziennie - to dlaczegoz on nie mialby prawa Cie
            zdradzic i te 4 razy normy wyrobic z inna partnerka?

            Wiec Ty sie zgadzasz na 4 razy dziennie, a on Ci nastepnego dnia przychodzi z
            cizia jedna taka i mowi, ze wlasciwie to on ma potrzebe 6 razy.

            Oczywiscie sytuacja przejaskrawiona, ale wiadomo o co chodzi :)
            • Gość: renia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.ath.spark.net.gr 10.09.03, 19:26
              Gość portalu: Dosia napisał(a):

              > No nareszcie sie doczekalam :)
              >
              > Reniu. Masz racje. Kompromis to sprawa najwazniejsza. Ale w dalszym ciagu
              nie
              > potrafie zrozumiec, ze moglabys mezowi wybaczyc zdrade tylko dlatego, ze on
              > chce sie czesciej kochac a Ty nie.
              >
              > Jego zdrada to wszakze pogwalcenie tego kompromisu, ktory jest miedzy Wami.
              >
              > Przeciez on zawsze moze powiedziec, ze chcial sie kochac 5 razy dziennie, a
              > kompromis przewidywal tylko raz dziennie - to dlaczegoz on nie mialby prawa
              Cie
              >
              > zdradzic i te 4 razy normy wyrobic z inna partnerka?
              >
              > Wiec Ty sie zgadzasz na 4 razy dziennie, a on Ci nastepnego dnia przychodzi
              z
              > cizia jedna taka i mowi, ze wlasciwie to on ma potrzebe 6 razy.
              >
              > Oczywiscie sytuacja przejaskrawiona, ale wiadomo o co chodzi :)

              Dosiu, wierz mi, to nie jest takie prosciutkie. Ja odpisalam na poczatkowy
              post tego watku. A w nim jasno (wydaje mi sie ) chodzilo o sytuacje, w ktorej
              kochamy sie raz na trzy miesiace (czy nawet cztery haha) bo MNIE sie tak
              podoba. I tylko w takiej sytuacji uznalabym, ze zdrada to moja wina. JEstem w
              sytuacji takiej, ze ja faktycznie moglabym raz na miesiac, powiedzmy, a moj
              maz naprawde moglby i chcialby dwa razy dziennie jako norma plus dodatkowe
              numerki wolnymi popoludniami. Oczywiscie tak nie jest, nie jest ani tak jak
              chcialby moj maz, ani tak jak mnie by sie chcialo. Kochamy sie ragularnie,
              mysle, ze srednio to wychodzi 1-3 razy w tygodniu i w tej sytuacji wydaje mi
              sie, ze jestesmy na poziomie rozsadnego kompromisu i zadne zdrady nie wchodza
              w gre. Oboje szanujemy zarowno wzajemnie wlasne potrzeby na omawianym polu
              (walki hehe;))), ale nade wszystko kochamy sie i szanujemy siebie nawzajem i
              nasze malzenstwo, rodzine, którą jesteśmy. I wlasnie przeczytalam Twoje
              pytanie gdzies indziej na tym watku - co w sytuacji fizycznej niemozliwosci,
              choroby, czy czegos takiego (chocby dluzszego wyjazdu) W takiej sytuacji
              rowniez w gre nie wchodza zadne zdrady, ale to nie jest tak, ze ja mu
              zabraniam czy on mnie. Wydaje mi sie ze zbyt powaznie traktujemy siebie
              nawzajem, zeby latac na dupy tylko z powodu , ze jednemu z nas "staje" na
              widok jakiejs laski. Wierz mi, przy calym jego kosmicznym (wg mnie) libido
              moj maz jest dojrzalym, madrym, kochajacym, dobrym czlowiekiem. Nie zdradza
              mnie i ja jego tez nie chcialbym nigdy zdradzic.
    • leeshy Sorry Gregory 10.09.03, 08:56
      Sorry.
      A jakby on jadal raz na tydzien, a Ty bys potrzebowala trzy razy dziennie?
      Porownanie moze glupie, ale jednak podobne.
      Ja tez raczej nie znioslbym takiej abstynencji, a nie po to sie ma zone, zeby
      uprawiac caly czas masturbacje.
      Albo sie rozstancie, albo sie pogodz z sytuacja, albo sprobujcie to zmienic!
      • rose2 Re: Ja sadze tak... 10.09.03, 10:06
        Ludzie powinni sie dobrze poznac przed slubem aby potem nie miec tego typu
        problemow. Wszystko zalezy od tego czy gra sie w otwarte karty czy nie.
        Jesli facet to robi za plecami zony i nie probuje z nia rozmawiac, to dla mnie
        nie ma zadnego usprawiedliwienia. Jesli jednak jakies porozumienie jest, to
        jest to w sprawa danej kobiety czy sie na to godzi czy nie. Nie wiem ale jak Wy
        myslicie ale dla mnie ozieblosc (wszystko jedno czy u kobiety czy mezczyzny)
        jest choroba i mozna to wyleczyc.
    • pajdeczka Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 10:09
      ... interesuje go tylko zaspokojenie własnego popędu i nie bierze pod uwagę
      temperamentu małżonku to od razu dostałby kopa w tyłek. Albo nie - niech daje
      mi wystarczającą ilość forsy i się gździ za pieniądze. No i niech przeprowadza
      po każdym powrocie do domu dezynfekcję w łazience.
      • Gość: Dosia Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 11:22
        Pajdeczko. Swiety post :) Ja bym jeszcze dodala: i niech zalozy na rece
        rekawiczki, bo nie chce, zeby mi czegokolwiek dotykal w domu.

        A tak na serio. Problem jest glebszy. No bo na przyklad wyobrazmy sobie
        sytuacje, wcale nie rzadka, ze zona jest obloznie, smiertelnie chora i nie moze
        sie kochac. Czy w takiej sytuacji zdrady meza (bo on przeciez musi!) maja byc
        usprawiedliwione? Czy to tez wtedy wina kobiety?

        Ogladalam kiedys film dokumentalny o takiej parze, tyle ze sytuacja byla
        odwrotna. To on przykuty byl do wozka inwalidzkiego, a ona kobieta 40 letnia
        byla z nim. Uprawiali zastepcze formy seksu, takze on byl strona aktywna, ale w
        inny sposob. Kobieta powiedziala, ze nigdy w zyciu nie przyszlo by jej na mysl
        zdradzic meza tylko dlatego, ze on nie ma erekcji, a przeciez kazda normalna
        kobieta potrzebuje, przepraszam, rzniecia.

        Dla mnie taka postawa jest godna szacunku. Nie widze powodu dlaczego sytuacja
        odwrotna nie moglaby miec miejsca. Oczywiscie oblozna choroba, czy inwalidztwo
        zony to skrajny przyklad - a jednak w swojej skrajnosci znamienny - gdyz nawet
        w sytuacji gdy uprawienie seksu jest zupelnie wykluczone, mezczyzna powinien
        szanowac zone i trwac przy niej nie szukajac kochanek.

        Tak samo moze dziac sie w zwiazku, gdzie jedyna "niepelnosprawnoscia" kobiety
        jest to, ze ma mniejszy temperament - jezeli malzenstwo nie opiera sie na takim
        wzajmnym szacunku we WSZYSTKICH sferach zycia, to lepiej sie rozstac, bo
        malzenstwo to bycie ze soba na dobre i zle! Nie tylko na dobre...

        Im jestem starsza tym bardziej zaczynam doceniac wartosc czystosci, dziewictwa
        (choc dziewica nie jestem :), wzajemnego poszanowania (chociaz do kosciola
        chodze rzadko... :)). Mysle, ze nauka kosciola w tym wzgledzie to wcale nie
        stek klamstw i glupot. Jezeli malzenstwo ma solidne podstawy w postaci
        wzajemnego szacunku to to nie jest wtedy tylko swistek papieru.
        • asma1 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 11:27

          Brawo Dosia.

          Pozdrawiam.Asma
        • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 11:32
          A co uwazasz na temat ozieblosci? Jesli kobieta lub mezczyzna, potrzebuje seksu
          nie wiecej niz raz na miesiac to moze lepiej wybrac sie do lekarza niz wymagac
          niewiadomo jakich poswiecen od drugiej osoby. Rozmawiamy o osobach zupelnie
          zdrowych fizycznie i przyklady inwalidztwa nijak do tego nie pasuja. Niestety
          ozieblosc i seks to nadal sprawy tabuuuuu.

          Dodam jeszcze, a raczej przypomne, ze wczesniej napisalam iz nie zamierzam
          usprawiedliwiac zdrady.
          • Gość: Dosia Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 11:42
            rose2 napisała:

            > A co uwazasz na temat ozieblosci? Jesli kobieta lub mezczyzna, potrzebuje
            seksu
            >
            > nie wiecej niz raz na miesiac to moze lepiej wybrac sie do lekarza niz
            wymagac
            > niewiadomo jakich poswiecen od drugiej osoby. Rozmawiamy o osobach zupelnie
            > zdrowych fizycznie i przyklady inwalidztwa nijak do tego nie pasuja. Niestety
            > ozieblosc i seks to nadal sprawy tabuuuuu.
            >
            > Dodam jeszcze, a raczej przypomne, ze wczesniej napisalam iz nie zamierzam
            > usprawiedliwiac zdrady.
            >

            Rose. Napisalam powyzej, ze kobieta tez powinna wyczuwac potrzeby meza, i
            starac sie, aby wszystko gralo. Takze nie chodzi mu tu o sytuacje kiedy ona
            mowi: nie chce mi sie, ale tym masz obowiazek to szanowac.

            Poza tym ludzie maja rozna potrzebe seksu i zaden seksuolog nie powie Ci jaka
            jest norma i ze kobieta, ktora chce sie kochac tylko raz na miesiac jest
            oziebla. Ozieblosc to chyba troszke bardziej zlozony problem niz zwyczajnie
            niski temperament.

            • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 11:50
              > Rose. Napisalam powyzej, ze kobieta tez powinna wyczuwac potrzeby meza, i
              > starac sie, aby wszystko gralo. Takze nie chodzi mu tu o sytuacje kiedy ona
              > mowi: nie chce mi sie, ale tym masz obowiazek to szanowac.

              Wyczuwac potrzeby, hmm przeciez to tez zmuszanie sie do czegos na co nie ma sie
              ochoty, tak samo jak wymaganie wstrzemiezliwosci. Zakrawa mi to na mala
              dewocje...

              > Poza tym ludzie maja rozna potrzebe seksu i zaden seksuolog nie powie Ci jaka
              > jest norma i ze kobieta, ktora chce sie kochac tylko raz na miesiac jest
              > oziebla. Ozieblosc to chyba troszke bardziej zlozony problem niz zwyczajnie
              > niski temperament.

              Sa rozni ludzie o roznym temperamencie i nigdy bym nie zwiazala sie z facetem
              bez temperamentu. To chyba jest o wiele mniej skomplikowane rozwiazanie, niz
              pakowanie sie w zwiazek, w ktorym od poczatku bylo wiadomo ze beda problemy. Ja
              to nazywam "widzialy galy co braly".
              A na marginesie, to warto czasem sie przekonac czy ma sie niski temperament czy
              moze jest sie ozieblym. Bo mozna sobie tlumaczyc brak ochoty na seks na rozne
              sposoby, a "przyznanie" sie do tego przed lekarzem to inna bajka.
              • goscia2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 11:53
                ale czemu rozwaza sie to jako maly temperament kontra ozieblosc?
                Przeicez sa rozne apetyty tak samo w jedzeniu jak i w seksie.
              • Gość: Dosia Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 12:10
                Rose. Albo jestes mloda, albo b. naiwna.

                Malzenstwa nie dobieraja sie tylko i wylacznie pod katem seksu ani pod
                katem "widzialy galy co braly". Tak mozna sobie wybierac partnera seksualnego
                na tydzien - po tygodniu jak sie okaze, ze jest nie taki, jaki galy widzialy to
                partner w odstawke.

                Bardzo Ci zycze, zebys nigdy w zyciu sie nie zawiodla co do partnera, zeby
                nigdy w zyciu nie zdarzylo Ci sie, ze super facet z temperamentem, ktorego
                wybierzesz dzis na meza, okaze sie za dwa lata impotentem - czy wtedy tez
                powiesz "widzialy galy co braly"?

                Sprawa okresowej, nazwijmy to, ozieblosci plciowej czyli zmniejszonego
                temperamentu to bardzo skomplikowany problem. Ludzie owszem maja taki, albo
                inny temperament, ale to nie jest przeciez wartosc stala! Ochota na seks czasem
                jest mniejsza, czasem wieksza - wiadomo, praca, dzieci, obowiazki, zmartwienia -
                to wszystko na nas oddzialuje. Dzis mozemy kochac sie sto razy w ciagu dnia,
                jutro moze nas to w ogole nie interesowac. Jaka masz gwarancje, ze jutro sie
                nie obudzisz z tym problemem? I co. Wtedy Twoj maz ma powiedziec - do niczego
                sie nie nadajesz, wiec sobie znajde kochanke?
                • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 14:09
                  Gość portalu: Dosia napisał(a):

                  > Rose. Albo jestes mloda, albo b. naiwna.

                  Mysl sobie co chcesz. Powiem tyle iz mloda bede nawet wtedy gdy bede miec 50+.


                  > Malzenstwa nie dobieraja sie tylko i wylacznie pod katem seksu ani pod
                  > katem "widzialy galy co braly". Tak mozna sobie wybierac partnera seksualnego
                  > na tydzien - po tygodniu jak sie okaze, ze jest nie taki, jaki galy widzialy
                  to
                  >
                  > partner w odstawke.

                  Z mezczyzna idzie sie do lozka gdy sie go dobrze pozna ale niekoniecznie po
                  slubie. Tydzien? Wypraszam sobie
                  >
                  > Bardzo Ci zycze, zebys nigdy w zyciu sie nie zawiodla co do partnera, zeby
                  > nigdy w zyciu nie zdarzylo Ci sie, ze super facet z temperamentem, ktorego
                  > wybierzesz dzis na meza, okaze sie za dwa lata impotentem - czy wtedy tez
                  > powiesz "widzialy galy co braly"?

                  Impotencja to inna bajka droga Dosiu. I to tez mozna wyleczyc, tak mi sie
                  wydaje bynajmniej. A swego wyboru juz dokonalam, dawno temu (mimo iz slubu nie
                  mamy).
                  >
                  > Sprawa okresowej, nazwijmy to, ozieblosci plciowej czyli zmniejszonego
                  > temperamentu to bardzo skomplikowany problem. Ludzie owszem maja taki, albo
                  > inny temperament, ale to nie jest przeciez wartosc stala! Ochota na seks
                  czasem
                  >
                  > jest mniejsza, czasem wieksza - wiadomo, praca, dzieci, obowiazki,
                  zmartwienia

                  A mnie chodzi o to, ze warto czasem porozmawiac ze soba i sprobowac znalezc
                  rozwiazanie. Zaznaczam ze dlugotrwala wstrzemiezliwosc i poswiecanie sie nie
                  jest dla mnie rozwiazaniem tylko, krotkotrwala forma przejsciowa.

                  > -
                  > to wszystko na nas oddzialuje. Dzis mozemy kochac sie sto razy w ciagu dnia,
                  > jutro moze nas to w ogole nie interesowac. Jaka masz gwarancje, ze jutro sie
                  > nie obudzisz z tym problemem? I co. Wtedy Twoj maz ma powiedziec - do niczego
                  > sie nie nadajesz, wiec sobie znajde kochanke?

                  A czy autorka watku napisala, ze to "nie dawanie" to ma byc tymczasowa
                  niedyspozycja, Dorotka miala chyba cos innego na mysli, no ale moze sie myle.
                  • Gość: Dosia Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:21
                    Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.

                    Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
                    zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
                    ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii i
                    dobrej pracy hormonow.

                    a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10 razy
                    dziennie. Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
                    byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
                    bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna. I nie zmienia
                    tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
                    najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
                    szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie chce,
                    ale na nic sie to zdaje. Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
                    wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo to
                    naprawde nie zalezy ode mnie. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj chlopak
                    mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac w
                    sciane z rozpaczy.
                    • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 14:41
                      > Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.

                      Ja sie nie kloce
                      >
                      > Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
                      > zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
                      > ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii
                      i dobrej pracy hormonow.

                      Widzisz, nie musisz sie o mnie martwic, w razie problemow poradze sobie. No i o
                      hormonach wiem akurat bardzo duzo bo sama z nimi walcze.

                      >
                      > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
                      razy

                      O widzisz, a ja jak mialam 23 lata to bylam cnotliwa bo nie moglam znalezc tego
                      odpowiedniego faceta.
                      >
                      > dziennie. Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
                      > byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
                      > bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna.

                      Jasne, ze sie nie zda bielizna bo to piguly zazwyczaj dobijaja, moze warto
                      zmienic na inne (polecam forum o zdrowiu kobiety), a moze warto zrezygnowac.
                      Moze cas na urlop?

                      >I nie zmienia
                      > tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
                      > najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
                      > szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie
                      chce,
                      > ale na nic sie to zdaje. Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
                      > wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo
                      to
                      >
                      > naprawde nie zalezy ode mnie. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj
                      chlopak
                      > mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac
                      w
                      >
                      > sciane z rozpaczy.

                      Wina Twoja raczej nie jest, ale nie mow mi ze nie masz problemu, bo problem
                      masz (wnioskuje z powyzszego opisu). Tak wiec cierpliwosc ma swoje granice.
                      Radze porozmawiac najpierw z ginekologiem, tak szczerze.

                      Dorotka napisala o typowym niedopasowaniu sie partnerow (to moja interpretacja)
                      o tym ze kobieta ma ochote raz na 3-4 miesiace. Jesli na poczatku ochota na
                      seks byla czesciej to na pewno cos jej dolega. Jesli jednak taka juz jest i
                      partner to zaakceptuje a potem robi skoki w bok to raczej w porzadku nie jest.
                      Gorzej sprawa ma sie gdy kobieta udaje goraca kochanke do slubu, a potem ups
                      (lub na odwrot mezczyzna udaje).


                      Dorotko odezwij sie :o)
                      • Gość: Dosia Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:54
                        rose2 napisała:

                        > >
                        > > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
                        >
                        > razy
                        >
                        > O widzisz, a ja jak mialam 23 lata to bylam cnotliwa bo nie moglam znalezc
                        tego
                        >
                        > odpowiedniego faceta.


                        No, no, no - tylko bez moralizatorstwa! :)


                        > Jasne, ze sie nie zda bielizna bo to piguly zazwyczaj dobijaja, moze warto
                        > zmienic na inne (polecam forum o zdrowiu kobiety), a moze warto zrezygnowac.
                        > Moze cas na urlop?
                        >

                        Piguly odstawione od 4 miesiecy - teraz to misio sie nie chce kochac, bo....
                        sie boi...!!!

                        Kurcze, facetowi nie przetlumaczysz, ze jak chce piguly to seks bye, bye. A jak
                        chce seks, to niestety bye, bye piguly ;) Otwarcie tego nigdy nie powiedzial,
                        ale to teraz on sie wykreca od seksu. Madrala :)

                        I zapewniam Cie wiem troszke wiecej o pigulach i hormonach niz pisza na forum
                        kobieta. No ale dosc tych uzewnetrznien :)

                        >
                        > Dorotka napisala o typowym niedopasowaniu sie partnerow (to moja
                        interpretacja)
                        >

                        No widzisz, a moja rozszerzylam troszke. Na te wlasnie okresowe niedomagania
                        jednego z partnerow :)


                        co do reszty to zgadzam sie.
                        • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 15:05

                          > I zapewniam Cie wiem troszke wiecej o pigulach i hormonach niz pisza na forum
                          > kobieta. No ale dosc tych uzewnetrznien :)

                          Nie na forum Kobieta tylko forum Zdrowie Kobiety, wiele ciekawych rzeczy mozna
                          sie dowiedziec, szczegolnie o pigulkach i doswiadczeniach innch kobiet
                          >
                          > >
                          > > Dorotka napisala o typowym niedopasowaniu sie partnerow (to moja
                          > interpretacja)
                          > >
                          >
                          > No widzisz, a moja rozszerzylam troszke. Na te wlasnie okresowe niedomagania
                          > jednego z partnerow :)

                          W zasadzie to wlasnie takie rozszerzenia wprowadzaja zamet w dyskusji. Nie raz
                          nie dwa sie na tym zlapalam.
                          • Gość: Dosia Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 15:55
                            rose2 napisała:

                            >
                            > Nie na forum Kobieta tylko forum Zdrowie Kobiety, wiele ciekawych rzeczy
                            mozna
                            > sie dowiedziec, szczegolnie o pigulkach i doswiadczeniach innch kobiet
                            > >


                            Rose. Ja naprawde nie mam 2 lat, zebys mi tlumaczyla co to jest forum zdrowie
                            kobiety i co mozna na nim znalezc :)

                            • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 16:03
                              A tak sie sklada ze mozna znalezc, moze nie wszystkie posty sa ciekawe i cos
                              wnosza, ale warto pogrzebac.

                              A na marginesie to napisalas "I zapewniam Cie wiem troszke wiecej o pigulach i
                              hormonach niz pisza na forum kobieta" (?????)
                      • dorotka1970 Odzywam sie :-) 10.09.03, 23:19
                        Przyznam, ze mnie zatkalo - ze watek sie tak rozkrecil :-)
                        Twoja interpretacja jest jak najbardziej sluszna, o to mi chodzilo.

                        Pozdrawiam i czytam dalej,
                        Dorotka
                        --------
                        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                        • Gość: Dosia Re: Odzywam sie :-) IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 09:55
                          Dorotko. Po co zaczynasz watek, w ktorym nie mozna dopuscic sie analizy
                          wiekszej ilosci przypadkow niz jeden skrajny zalozony przez Ciebie? W ten
                          sposob ograniczamy sie do dyskusji nad rzeczami, nad ktorymi nie trzeba
                          dyskutowac, bo wszyscy mniej wiecej sie zgodzimy.

                          Wydawalo mi sie, blednie jak teraz widze, ze problem byl troszke glebszy niz
                          tylko po prostu niedopasowanie. Jezeli jednak jest tak jak mowisz, to po co o
                          tym dyskutowac?
                          • dorotka1970 Dosiu, spokojnie... 11.09.03, 20:34
                            Powiem szczerze, ze nie wiem czemu mnie przyatakowalas?
                            Przeciez nikomu nie moge i nie zabraniam dyskutowania o czymkolwiek sie komus
                            podoba. Masz swoj problem, ktory przy okazji tego watku analizujesz. I bardzo
                            dobrze. Czy z tego powodu mam jednak udawac, ze chodzilo mi o cos innego?
                            Watki czasami ewoluuja w najbardziej zadziwiajacy dla autora sposob, ale
                            przeciez jak ktos nie chce to nie czyta :-)
                            Wyluzuj, nikt tu nie jest przeciwko tobia, ani twoim postom :-)
                            --------
                            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                    • olivvka Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 16:40
                      Gość portalu: Dosia napisał(a):

                      > Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.
                      >
                      > Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
                      > zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
                      > ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii
                      i
                      >
                      > dobrej pracy hormonow.
                      >
                      > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
                      razy
                      >
                      > dziennie. Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
                      > byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
                      > bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna. I nie zmienia
                      > tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
                      > najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
                      > szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie
                      chce,
                      > ale na nic sie to zdaje. Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
                      > wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo
                      to
                      >
                      > naprawde nie zalezy ode mnie. Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj
                      chlopak
                      > mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac
                      w
                      >
                      > sciane z rozpaczy.

                      Wybacz, ale muszę w końcu się odezwać, choć starałam się być wstrzemięźliwa w
                      swojej ocenie bardzo długo.

                      Masz droga Dosiu problem, zdecydowanie. Są kobiety i mężczyźni, którzy pracują
                      dużo ciężej od Ciebie, a jednak ich libido utrzymuje się na poziomie nie
                      odbiegającym od wartości średnich. Libido rzeczywiście jest wypadkową wielu
                      rzeczy, jednak winno towarzyszyć człowiekowi ciągle, mając nieznaczne
                      fluktuacje w jedną lub drugą stronę. Pomijam kwestie, gdzie przyczyny
                      somatyczne zmniejszają popęd seksualny. W Twoim przypadku to jednak nie
                      przyczyny somatyczne biorą górę nad Twoim temperamentem, a psychiczne
                      (zmęczenie, stres, brak należytego wypoczynku). Kwalifikuje się taki przypadek
                      do seksuologicznej porady, ewidentnie. Tłumaczenie się przemęczeniem jest
                      tłumaczeniem mało rozsądnym. Twój partner też zapewne pracuje, uczy się, ma
                      wiele innych obowiązków, a jednak starcza mu sił na aktywność seksualną.

                      Na obalenie "teorii" dotyczącej prawidłowości reakcji Twojego organizmu w
                      związku z mało higienicznym trybem życia wspomnę tylko, że w obozach
                      koncetracyjnych, gdzie ludzie walczyli o przeżycie, temperamenty seksualne
                      więźniów nieznacznie tylko odbiegały od przyjętych powszechnie wartości
                      uznanych za średnie. A i rozmnażali się więźniowie dość licznie, gdy już udało
                      im się spotkać z osobami płci przeciwnej.

                      pozdrawiam serdecznie
                      olivvka

                      PS. Zapraszam na Forum Erotica Nova, gdzie takie tematy chętnie są widziane
                      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11113&t=1061454363554&tt=3347
                    • violletta Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 11.09.03, 21:47
                      Gość portalu: Dosia napisał(a):

                      > Nie rozumiemy sie Rose, ale nie bede sie z Toba klocic.
                      >
                      > Zycze Ci aby Twoj obecny chlopak byl sprawny i mial ochote na seks przez cale
                      > zycie na niezmienionym poziomie - jednak zapewniam Cie zycie ma to do siebie,
                      > ze potrafi nas zaskakiwac i nic w nim stale nie jest. Tobie tez zycze energii
                      i
                      >
                      > dobrej pracy hormonow.
                      >

                      Myślę, że o Dosię nie musisz się martwić. Prawda, Dosiu?


                      > a teraz bardziej osobiscie - jak mialam 23 lata mialam ochote na seks i 10
                      razy
                      >
                      > dziennie.

                      Uhh...

                      Teraz nie mam na seks ochoty prawie wcale - wiesz, nie mysle, zeby
                      > byla to moja wina - pigulki od 7 lat, 7 lat pracy na dwa etaty i studiowania
                      > bez ulopu swoje robia - i na nic tu sie zda seksowna bielizna.

                      Szukasz chyba jakiegokolwiek usprawiedliwienia. To nie ma wielkiego znaczenia,
                      wierz mi. Ja mam też taką sytuację: pigułki, praca, studia zaoczne (i ja i
                      mąż), o urlopach nie marzymy juz nawet, i dwoje dzieci jeszcze. I wiesz co?
                      Seksowana bielizna także nam się nie przydaje. A wiesz czemu? Bo i bez tego
                      dodatku Mąż ma na mnie ochotę, choćby to była 2.00 w nocy. A ja? Uwielbiam Go
                      bez męskich stringów...

                      I nie zmienia
                      > tego nawet to, ze moj narzeczony w lozku jest chyba najlepszym, najczulszym,
                      > najcierpliwszym czlowiekiem na swiecie. Rozmawiamy o tym b. duzo. Jest mi go
                      > szkoda, jest mi szkoda samej siebie. Staram sie, wmawiam sobie ze mi sie
                      chce,
                      > ale na nic sie to zdaje.

                      Jest jedna udowodniona teoria, mówiąca o tym, że póki nie spróbujesz, to nie
                      zasmakujesz. Tak więc nie rozmawiaj, nie wmawiaj sobie, nie myśl. Zwyczajnie
                      zacznij czynić, POZWÓL MU ZACZĄĆ. Bo nie wierzę, że skoro masz takiego
                      najczulszego, najcierpliwszego mężczyznę i po jego usilnych dążeniach do
                      wprowadzenia cię w tzw. stan uniesienia, ty leżysz jak kłoda! To chyba
                      oziębłość musiałaby być.

                      Nie wyobrazam sobie jednak, ze moglabym sobie wmowic
                      > wine, ze jaka to ja jestem straszna, ze nie kocham sie z moim chlopakiem, bo
                      to
                      >
                      > naprawde nie zalezy ode mnie.

                      No i jesteś w błędzie. + j.w.

                      Podobnie jak nie wyobrazam sobie, ze moj chlopak
                      > mnie zdradzi. Rozstalabym sie z nim natychmiast, chociazbym miala zeby wbijac
                      w
                      >
                      > sciane z rozpaczy.

                      Teraz nie masz ochoty na seks prawie wcale? To znaczy od 7 lat? I co
                      znaczy "prawie wcale"? Czyżby same pocałunki ci wystarczały? Uważaj, bo jeśli
                      on ma większe potrzeby, to możliwe, że jeśli faktycznie nie zdradzi, to będzie
                      miał obsesję i zacznie zasypywać cię komplementami w stylu "Masz takie ciepłe i
                      wilgotne usta, jak wargi sromowe"...
              • Gość: głos Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... IP: 213.134.136.* 10.09.03, 15:22
                A według ciebie, przepraszam, temperament to jakś wartośc constans.
                Jakie "widziały gały co brały". Skąd ty na przykład mozesz wiedziec ze za
                cztery lata bedziesz miała ochote tak samo jak teraz ???
                • rose2 Re: Jeśli jest na tyle prymitywny, że...... 10.09.03, 15:29
                  gdy z codziennnie zrobi sie raz na pol roku to zglosze sie do lekarza, akurat
                  ochota na seks to cos naturalnego, a jej nagly brak sklania do zastanowienia
                  sie nad trybem zycia na przyklad.
                  A "widzaly galy co braly" nazywam taki przypadek, gdy mezczyzna/kobieta wie o
                  niskim naturalnie niskim temeramencie partnerki/partnera (zupelnie nie
                  pasujacym do wlasnego)a mimo wszystko pcha sie w malzenstwo.
        • olek_m Jest gleboka roznica miedzy fizyczna niemoznoscia 10.09.03, 12:46
          uprawiania seksu i psychiczna.
          Jesli kobieta jest chora, wtedy bycie z nia i bycie wiernym ma sens, jesli
          natomast jest zdrowa i nie czuje takiej potrzeby,
          albo wrecz zachowuje sie jak Pajda, to zaspokajanie swoich potrzeb nie tylko
          przez masturbacje, ale rowniez z inna kobieta ma sens.
          Nie mozna pominac, ze jak mezczyzna jest niezaspokojony, to kobieta mijana na
          ulicy moze mu zawrocic w glowie.

          Co do reszty Twojego postu, o dziewictwie, to mysle, ze niektorzy ludzie
          glupieja jak sie starzeja.
          • Gość: Dosia Re: Jest gleboka roznica miedzy fizyczna niemozno IP: 195.217.253.* 10.09.03, 13:38
            olek_m napisał:


            > Nie mozna pominac, ze jak mezczyzna jest niezaspokojony, to kobieta mijana
            na
            > ulicy moze mu zawrocic w glowie.

            Na kazdym kroku przekonuje sie jak biedni sa Ci mezczyzni. Ach. Goraczka 37 -
            znacie to? Afera z progotowiem w roli glownej. Dziewczyna nie daje - biedaczek
            musi sie zaspokajac raczka, albo kobiety na ulicy zawracaja mu w glowie. No
            biedny po prostu jest. Zwierzatko takie - 1% skora i kosci, 99% instynkt
            pierwotny. Na rozumek miejsca nie ma. Dobrze, ze sie nie rzucaja, przeraszam za
            dosadnosc okreslenia, na suki w rui na ulicy - te pewnie tez im w glowie
            zawracaja jak zona nie daje.

            >
            > Co do reszty Twojego postu, o dziewictwie, to mysle, ze niektorzy ludzie
            > glupieja jak sie starzeja.

            Jakbys sie dwa razy zastanowil to moze byc zrozumial o czym mowie.

            PS. Mam nadzieje, ze nigdy nie bede miala do czynienia z takim facetem.
            • remo29 Re: Jest gleboka roznica miedzy fizyczna niemozno 10.09.03, 14:28

              > Na kazdym kroku przekonuje sie jak biedni sa Ci mezczyzni. Ach. Goraczka 37 -
              > znacie to? Afera z progotowiem w roli glownej. Dziewczyna nie daje -
              biedaczek
              > musi sie zaspokajac raczka, albo kobiety na ulicy zawracaja mu w glowie. No
              > biedny po prostu jest. Zwierzatko takie - 1% skora i kosci, 99% instynkt
              > pierwotny. Na rozumek miejsca nie ma. Dobrze, ze sie nie rzucaja, przeraszam
              za
              >
              > dosadnosc okreslenia, na suki w rui na ulicy - te pewnie tez im w glowie
              > zawracaja jak zona nie daje.
              >

              Jesteś lesbijką, czy starą panną, że pleciesz takie bzdury?
              Wiem, że do wiekszości pań nie docierają proste rzeczy, że wszystko musi mieć
              drugie dno. Problem bierze się stąd, że dla mężczyzn seks brzmi inaczej niż dla
              kobiet. Nie możesz zrozumieć to się tym nie chwal. Naprawdę nie ma czym.
        • olek_m Jest ogromna roznica... 10.09.03, 12:53
          "w sytuacji gdy uprawienie seksu jest zupelnie wykluczone, mezczyzna powinien
          szanowac zone i trwac przy niej nie szukajac kochanek."

          miedzy tym co byc powinno, a tym co jest, szczegolnie w sytuacji, gdy wymaga to
          bohetrstwa.

          Ja mam taka zasade: nie wyglaszam komunalow, na temat tego co powinno sie
          zrobic, do czasu jak sam sie sprawdze w identycznej sytuacji, wtedy moze czuje
          sie w porzadku do pouczania innych.
          • Gość: Dosia Re: Jest ogromna roznica... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:03
            Olek. Jeszcze dwa pytania.

            1. Czy to jest wina kobiety, ze jej sie nie chce? Bo zdaje mi sie to nie dziala
            tak, ze pewnego dnia kobieta stwierdza: niech sie stanie, ze mi sie nie chce,
            pstryk i jej sie nie chce.

            2. Jak zmusic osobe, zeby chcialo jej sie tego, czego jej sie nie chce? Moze
            bic jak stara szkape po bokach?
            • julla Re: Jest ogromna roznica... 10.09.03, 14:17
              Gość portalu: Dosia napisał(a):

              > Olek. Jeszcze dwa pytania.
              >
              > 1. Czy to jest wina kobiety, ze jej sie nie chce? Bo zdaje mi sie to nie
              dziala
              >
              > tak, ze pewnego dnia kobieta stwierdza: niech sie stanie, ze mi sie nie chce,
              > pstryk i jej sie nie chce.
              ***
              Wina czlowieka jest wtedy, gdy nic z tym nie robi, a roszczeniowo oczekuje, że
              druga połowa pogodzi sie z tym bezboleśnie. Jeśli zacznie się szukać dobrego
              rozwiązania, to myślę, że jakies optymalne się znajdzie. Jakiś seksuolog,
              psychoterapeuta- w końcu z czegoś ci ludzie musza żyć.
              Ludzie nie są stworzeni do życia w celibacie, cierpią katusze gdy nie mogą
              realizowac drugiego prawa naturalnego i oczekiwanie od kogoś, że zrezygnuje z
              tej części swojej natury dla paru wzniosłych ideałów- jest chyba jakąś formą
              sadyzmu.

              > 2. Jak zmusic osobe, zeby chcialo jej sie tego, czego jej sie nie chce? Moze
              > bic jak stara szkape po bokach?
              ***
              Może, jeśli się czuje, że seks zupełnie nam nie odpowiada, to po prostu nie
              zawracac komuś głowy małżeństwem?
              A jeśli to przyszło z czasem , to przyczyna jest wtórna, a to oznacza, że do
              wyleczenia.
              A jeśli nie chce się nic z tym robić, to trzeba sie pogodzic z faktem, że
              małzonkowi równiez odechciało się być z nami.
              Choc paskudnie to brzmi, małżeństwo to pewien rodzaj kontraktu z następującymi
              konsekwencjami. Przecież nawet w imię Boga rozwiązuje się małżeństwa
              nieskonsumowane jako te wbrew naturze człowieka. Więc o co chodzi?


              • remo29 Re: Jest ogromna roznica... 10.09.03, 14:31
                I podpisuję się pod twoim postem oburącz. Na tyle pisaniny jedyna trzeźwa
                wypowiedź...
              • Gość: Dosia Re: Jest ogromna roznica... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 14:37
                Czyli proponujesz taki model:

                1. rozwodzimy sie

                a jezeli sie nie rozwodzimy to:

                2. ja mam obowiazek rozumiec jego - on zadnego obowiazku, zeby rozumiec mnie
                (rozumiem, ze z definicji jego potrzeba seksu jest wazniejsza niz moja
                potrzeba "niemienia" seksu - co uprawnia Cie do takiego wartosciowania?). A
                gdzie tu rowne prawa i obowiazki i zwykla godnosc ludzka?

                3. ja mam mu sie oddawac wbrew sobie kiedy tylko on chce, bo nie mam prawa
                odmowic, a on ma prawo "korzystac" ze mnie kiedy chce bo nie musi sie
                powstrzymywac... bo przeciez jego potrzeba seksu jest wazniejsza od mojego
                braku potrzeby? W takiej sytuacji czulabym sie jak gumowa lala, a nie
                dziewczyna, zona, narzeczona...

                Dochodzimy do bardzo smutnego wniosku. W malzenstwie osoba, ktora z powodow
                niezaleznych od siebie (choroba, zmeczenie, czy nawet smierdzacy partner) nie
                czuje potrzeby seksu jest bardzo malo wazna. Bo liczy sie tylko ta osoba, ktora
                seksu potrzebuje. Bardzo to sprawiedliwe :)

                Pozdrawiam :)

                PS. Chyba pojde do tego seksuologa... Albo sie rozejde z moim narzeczonym - po
                co mam sluzyc jako gumowa lala, skoro moge byc sama i zachowac godnosc? chlip,
                chlip.
                • julla Re: Jest ogromna roznica... 10.09.03, 15:41
                  Jezu, Dosia, ale ty armaty wytaczasz!! Troche to wszystko egzaltowane jak na
                  moje oko, ale spróbuję się odnieść:

                  >
                  > 2. ja mam obowiazek rozumiec jego - on zadnego obowiazku, zeby rozumiec mnie
                  > (rozumiem, ze z definicji jego potrzeba seksu jest wazniejsza niz moja
                  > potrzeba "niemienia" seksu - co uprawnia Cie do takiego wartosciowania?). A
                  > gdzie tu rowne prawa i obowiazki i zwykla godnosc ludzka?

                  ***
                  NIKT nie ma obowiązku NIKOGO rozumieć. Można chcieć zrozumieć, ale to naprawdę
                  tylko dobra wola, nieobowiązkowa. Jeśli nikt nie chce nikogo zrozumieć, to po
                  prostu nalezy dać sobie święty spokój nawzajem.
                  Jego potrzeba seksu jest tak samo ważna jak wszystkie inne potrzeby, zarówno
                  Twoje jak i jego. Oboje macie równe prawo do realizowania swoich potrzeb. To
                  powinien być punkt wyjścia. Jesli uważasz, że on powinien uszanować Twój brak
                  ochoty, ty szanuj jego wielką ochotę i nie traktuj go jak bezmózgie zwierzę,
                  jeśli oczywiście uważasz, że on nie powinien Cię traktowac jak zimną rybę.
                  Seks pod przymusem oczywiście nie jest żadną rewelacją, ale naprawdę nie
                  traktuj tego jako zamach na godność ludzką. To jest problem, który należy
                  mądrze rozwiązać, a nie nieść przez życie jak krzyż panski.

                  >
                  > 3. ja mam mu sie oddawac wbrew sobie kiedy tylko on chce, bo nie mam prawa
                  > odmowic, a on ma prawo "korzystac" ze mnie kiedy chce bo nie musi sie
                  > powstrzymywac... bo przeciez jego potrzeba seksu jest wazniejsza od mojego
                  > braku potrzeby? W takiej sytuacji czulabym sie jak gumowa lala, a nie
                  > dziewczyna, zona, narzeczona...

                  ***
                  Jak wyżej. Obie potrzeby są tak samo ważne, jest problem i tyle. Po co tyle
                  krzyku? On nie ma prawa korzystać z ciebie kiedy chce, bo nie jesteś
                  przedmiotem, ale ty rowniez nie masz prawa zakładać mu wiecznie szlabanu jeśli
                  zawarłaś legalny zwiazek małżeński i byłaś w pełni świadoma tego faktu.
                  On przecież czegoś oczekiwał, miał nadzieję na stabilizację swego życia
                  erotycznego w związku z tą przysiegą; może czuć się oszukany.


                  > Dochodzimy do bardzo smutnego wniosku. W malzenstwie osoba, ktora z powodow
                  > niezaleznych od siebie (choroba, zmeczenie, czy nawet smierdzacy partner) nie
                  > czuje potrzeby seksu jest bardzo malo wazna. Bo liczy sie tylko ta osoba,
                  ktora
                  >
                  > seksu potrzebuje. Bardzo to sprawiedliwe :)


                  ***
                  Nie widzę związku z moją wypowiedzią. Nie pisałam o osobach chorych. Ludzie
                  zmęczeni kiedyś w końcu też odpoczną. Śmierdzący może sie wykąpać i popsikać
                  wodą perfumowaną:))
                  Każda osoba się liczy, powtarzam uparcie.

                  >
                  > Pozdrawiam :)
                  >
                  > PS. Chyba pojde do tego seksuologa... Albo sie rozejde z moim narzeczonym -
                  po
                  > co mam sluzyc jako gumowa lala, skoro moge byc sama i zachowac godnosc?
                  chlip,
                  > chlip.

                  ***
                  Och, och, straszne, też się chyba popłaczę.
                  Skoro masz takie podejście do seksu to najlepiej poinformuj narzeczonego juz na
                  starcie. Jeśli jest zdrowym mężczyzną to masz pełne prawo przypuszczać, że jego
                  gospodarka hormonalna działa prawidłowo i biologiczna strona jego natury może
                  cię wprawić nieraz w osłupienie;))
                  Więc jesli najważniejsza jest Twoja Godność...



                  • Gość: Dosia Re: Jest ogromna roznica... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 16:00
                    julla napisała:

                    > > Och, och, straszne, też się chyba popłaczę.
                    > Skoro masz takie podejście do seksu to najlepiej poinformuj narzeczonego juz
                    na
                    >
                    > starcie. Jeśli jest zdrowym mężczyzną to masz pełne prawo przypuszczać, że
                    jego
                    >
                    > gospodarka hormonalna działa prawidłowo i biologiczna strona jego natury
                    może
                    > cię wprawić nieraz w osłupienie;))
                    > Więc jesli najważniejsza jest Twoja Godność...
                    >
                    >

                    Wyobraz sobie, ze go poinformowalam o tym zanim zaczelismy ze
                    soba "chodzic"! :) Chcialam byc szczera. Oczywiscie wtedy to nie mialo dla
                    niego zadnego znaczenia, alez nie bo przeciez nie dla seksu mamy byc ze soba...

                    Ale to nie mial byc watek o moich problemach :)

                    dzieki za dyskusje.
                    • julla Re: Jest ogromna roznica... 10.09.03, 16:08
                      Nie chciałam byc złosliwa...ale tak mi jakoś często to wychodzi samo z siebie:))
                      Oczywiście, że ludzie nie są ze sobą tylko dla seksu, ale bycie ze sobą to
                      nieustanne godzenie sprzecznych interesów (nie tylko łóżkowych) i nie jest
                      łatwo, ale trzeba... Wychodzi to czasem lepiej, czasem gorzej; rzadko idealnie.
                      Pozdr.
              • rose2 Re: Julla! 10.09.03, 14:50
                Nie moge sie z Toba NIE zgodzic... Z ust mi to wyjelas!!!
              • olivvka Re: Julla, brawo!!! 10.09.03, 16:47
                Julla, brawo, brawo, brawo.
                Najrozsądniejszy post w całym wątku.

                pozdrawiam serdecznie i zapraszam na Forum Erotica Nova
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11113&t=1061454363554&tt=3347
                olivvka
            • olek_m Re: Jest ogromna roznica... 10.09.03, 14:43
              Gość portalu: Dosia napisał(a):

              > Olek. Jeszcze dwa pytania.
              Wyobraz sobie, ze jestes mezem takiej Pajdy. Po paru numerkach, ktorych ona nie
              chce, najlepszy maz wyskoczy na ulice szukajac jakiejkolwiek alternatywy.

              Sprobuj z taka pogadac? Nie da sie!
    • losiu4 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 15:00
      dorotka1970 napisała:

      > Ale poniewaz tyle watkow o byciu zdradzonym sie tutaj przewija,
      > zainteresowala mnie taka sytuacja:
      > Wyobrazcie sobie, ze macie bardzo male potrzeby seksualne - powiedzmy raz na
      > 3-4 miesiace (to podobno mozliwe). Maz ma zwyczajny temperament, ale nie
      > bedzie przeciez zony bral sila. A poswiecanie sie w tej sferze nie jest
      > dobrym rozwiazaniem. Ktoregos dnia dowiadujecie sie, ze maz zdradza... Jest
      > to czysty seks, kocha zone, ale nie moze inaczej. Czy mialybyscie mu za zle?
      > Rozstalybyscie sie z nim? Udawalybyscie, ze nic nie wiecie?

      może podam męski punkt widzenia (znaczy mój, a nie ogólnie) - czyli siłą rzeczy
      nie odniosę sie do przedstawionych pytań. Jak dla mnie ciężka sprawa. Jeszcze
      zrozumiałbym, jeśli przed ślubem sprawa byłaby jasno postawiona: wtedy albo bym
      się żenił (jeśli byłbym przekonany że dam radę), albo nie (w przypadku
      przeciwnym). Gorzej, jeśli kobieta postawiła sprawę tak: seks owszem, ale po
      ślubie (dobrze wiedząc jak owo po ślubie ma wg. niej wyglądać), albo udawała że
      sprawia jej to przyjemność, po czym po wyklepaniu formułek robiła swoje. Nie
      wiem jak bym sie zachował. Z początku na pewno próbowałbym coś zmienić, ale
      jeśli taka sytuacja trwałaby długo... naprawdę nie wiem... może i nie
      zdradziłbym, ale leżenie obok kobiety, którą kocham i niemożność okazania tego
      przez współżycie to chyba byłoby ponad moje siły. Wolałbym się przenieść do
      sąsiedniego pokoju. Idąc "do przesadyzmu": odmowa współżycia (o ile druga
      strona nie została o takim typie małżeństwa poinformowana)wg prawa kościelnego
      jest powodem do unieważnienia małżeństwa. A to już coś chyba znaczy

      Pozdrawiam

      Losiu
      • olek_m Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 16:28
        losiu4 napisał:

        > zdradziłbym, ale leżenie obok kobiety, którą kocham i niemożność okazania
        tego
        > przez współżycie to chyba byłoby ponad moje siły. Wolałbym się przenieść do
        > sąsiedniego pokoju.

        Jest jeszcze gorzej. Moze byc tak, ze przeniesienie sie do sasiednego pokoju
        jest uwazane za totalna obraze.
        • losiu4 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 11.09.03, 09:43
          olek_m napisał:

          > losiu4 napisał:
          >
          > > zdradziłbym, ale leżenie obok kobiety, którą kocham i niemożność okazania
          > tego
          > > przez współżycie to chyba byłoby ponad moje siły. Wolałbym się przenieść d
          > o
          > > sąsiedniego pokoju.

          > Jest jeszcze gorzej. Moze byc tak, ze przeniesienie sie do sasiednego pokoju
          > jest uwazane za totalna obraze.

          tak z ciekawości: czyją obrazę?

          Pozdrawiam

          Losiu
    • linkamocwiatru Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 15:25
      Czytam te wasze posty i widze ze tylko Dosia ma pojecie tak naprawde o tym
      problemie.Po pierwsze ludzie sie zmieniaja i ich temperament tez.Dlatego tez
      nie ma zadnej gwarancji ze partner cały czas bedzie seksem jednakowo
      zainteresowany, a zatem argument widziały gały... odpada.Po wtóre - o
      rozstaniu sie w przypadku tych problemów a w ich nastepstwie zdrady nikt kto
      ma rodzine pochopnie nie pomysli.Jezeli zyje sie z kims kilkanascie lat,
      wychowuje dzieci to naprawde w pierwszej kolejnosci mysli sie własnie o
      rodzinie, wówczas skok w bok wybaczyc mozna, ambicje schodza na 2 plan(choc
      nie zawsze).Nieporozumienia w sferze seksu biora sie niekiedy z nieporozumien
      innej natury- cos nie tak w zwiazku, z kolei niezgranie w seksie napedza te
      nieporozumienia na co dzien- kwadratura koła.
      Problem dla znajacych go z autopsji jest szalenie uciazliwy, wiem bo to
      przechodze. Po 14 latach zwiazku moje zainteresowanie seksem objawia sie (tak
      wewnętrznie, naprawde)raz na 3 miesiace, z mezem współzyje czesciej, tzn. raz
      w miesiacu i tylko ja wiem ile mnie kosztuje nastrojenie sie do tego, co
      powinno byc i kiedys było, spontaniczne.Najoprosciej powiedziec- zmien faceta
      bo za długo z nim jestes, itd., ale ja tego nie chce , bo kocham go i tyle.
      Inni faceci nie obchodza mnie wcale.
      On oczywiscie nie rozumiał dlaczego, był podejrzliwy(inny facet pewnie), ale
      mu wytłumaczyłam ze po prostu nie odczuwam potrzeby seksu przez długi
      czas.Walcze z tym poprzez urozmaicanie seksu, pisemka, filmy, nawet działa,
      ale nie zawsze.Jest mi przykro i jestem zła na siebie ze mam taki organizm,
      ale co mam zrobic?
      Rozumiem frustracje meza, ale widze ze jakby sie z tym pogodził, mysle ze mu
      łatwiej bo jest dojrzałym starszym ode mnie facetem, gdyby był moim
      rówiesnikiem zapewne juz by go koło mnie nie było.Wiem ze mnie nie zdradza i
      naprawde jestem mu za to wdzieczna.
      Jezeli myslicie ze wyglada to tak ze on chce, a ja mówie nie,to sie mylicie.
      Ja sie zgodze, ale on i tak wyczuwa ze sie zmuszam- przez tyle lat wie co i
      jak.Woli wcale niz byle jak, nie kazdemu facetowi wystarczaja rozłozone nogi
      (przepraszam za brak elegancji), udawanie z kolei na dłuzsza mete tak bardzo
      meczy ze moze sie tego seksu odechciec na amen- kojarzy sie tylko z fizycznym
      zmeczeniem.Nie chodzi tez o umiejetnosci partnera- to co kiedys sprawiało
      niezapomniana rozkosz, teraz nie działa w ogóle, to mózg rzadzi a nie
      łechtaczka.
      Co do pytania dorotki- taka zdrade wybaczyłabym, choc z ciezkim sercem.
      • rose2 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 15:45
        Jak zwykle ktos o gruszkach a drugi o bananach
        • Gość: Dosia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: 195.217.253.* 10.09.03, 16:27
          Rose. Nieprawda. Latwo jest dyskutowac o czarnym i bialym. Ty interpretujesz
          post doroty tak: czy jezeli faceta nie wpuszcze do lozka to czy mam byc zla jak
          mnie zdradzi - czyli na bardzo plaskiej plaszczyznie.

          Jezeli tak postawisz sprawe to kazdy sie zgodzi, ze takie zachowanie kobiety
          jest nie w porzadku.

          Ja i niektore osoby staramy sie spojrzec na post rozpoczynajacy ten watek
          troszke glebiej.
          • rose2 Re:Jesli masz na to ochote 10.09.03, 17:13
            to rob z siebie cierpietnice, jak sie domyslam masz jakies 30 lat +/- a piszesz
            posty jak "70"-letnia kobieta po "przejsciach". Spojrz prawdzie w oczy, znam
            wiele kobiet starszych od Ciebie, ktore maja wciaz ogromny apetyt na seks. Maja
            kilkoro dzieci, dom i pracuja i nadal jakos nadal sprawia im to przyjemnosc
            (wow i do tego z tym samym facetem). Moze to dar natury i powinny sie z tego
            cieszyc, moze jednak nie bo znam ich wiele. Jesli ochota na seks byla i
            zniknela w tak mlodym wieku to najlepiej jest poszukac porady specjalisty.

            Zycze abys nie "obudzila sie z reka w nocniku".

            Popieram Olivke i Julle!!!
            • Gość: Dosia Re:Jesli masz na to ochote IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:26
              Dzieki Rose. Od razu lepiej sie poczulam...

              Zdrowka zycze duzo :)
            • linkamocwiatru Re:Jesli masz na to ochote 10.09.03, 18:14
              rose2 napisała:

              > to rob z siebie cierpietnice, jak sie domyslam masz jakies 30 lat +/- a
              piszesz
              >
              > posty jak "70"-letnia kobieta po "przejsciach". Spojrz prawdzie w oczy, znam
              > wiele kobiet starszych od Ciebie, ktore maja wciaz ogromny apetyt na seks.
              Maja
              >
              > kilkoro dzieci, dom i pracuja i nadal jakos nadal sprawia im to przyjemnosc
              > (wow i do tego z tym samym facetem). Moze to dar natury i powinny sie z tego
              > cieszyc, moze jednak nie bo znam ich wiele. Jesli ochota na seks byla i
              > zniknela w tak mlodym wieku to najlepiej jest poszukac porady specjalisty.
              >
              > Zycze abys nie "obudzila sie z reka w nocniku".
              >

              Wiesz, równie dobrze mozesz miec pretensje ze ktos w młodym wieku zachorował
              na raka.
              Przeciez to nie jest nasza wola(pisze w imieniu takich kobiet własnie),
              specjalnie tego nie robimy, spadek libido to problem organizmu.A ty wylatujesz
              tu z takimi głupimi tekstami!Nie masz bladego pojecia o co chodzi, a wydaje ci
              sie ze wszystkie rozumy zjadłas.Nie masz z tym problemu to sie ciesz.
              Ludzie są rózni, to ze ty znasz tyle starszych babek zainteresowanych seksem
              nie znaczy ze jest to reguła, zreszta ludzie czesto ubarwiaja swoje zycie
              łózkowe i opowiadają niestworzone rzeczy, a prawda jest inna.
              > Popieram Olivke i Julle!!!
              • Gość: Dosia Re:Jesli masz na to ochote IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:19
                Linko. Ja mysle, ze oliwki to jeszcze b. mlode dziewczyny, ktore dopiero
                rozpoczynaja zycie seksualne i maja bardzo wyidealizowane o nim wyobrazenie.

                Pewnych rzeczy jeszcze nie rozumieja ;)

                Pozdrawiam.
                • olivvka Re:Jesli masz na to ochote 11.09.03, 08:58
                  Gość portalu: Dosia napisał(a):

                  > Linko. Ja mysle, ze oliwki to jeszcze b. mlode dziewczyny, ktore dopiero
                  > rozpoczynaja zycie seksualne i maja bardzo wyidealizowane o nim wyobrazenie.
                  >
                  > Pewnych rzeczy jeszcze nie rozumieja ;)
                  >
                  > Pozdrawiam.

                  Dla ciekawości tylko powiem Ci, iż życie seksualne z partnerem podjęłam dobre
                  11 lat temu. A wcześniej doświadczenia zbierałam na drodze masturbacji.

                  Zapraszam na Forum Erotica Nova. Być może tam znajdziecie wiele odpowiedzi na
                  problemy, które Was dotyczą.

                  pozdrawiam
                  olivvka
          • dorotka1970 Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 23:39
            Gość portalu: Dosia napisał(a):

            > Ty interpretujesz
            > post doroty tak: czy jezeli faceta nie wpuszcze do lozka to czy mam byc zla
            jak mnie zdradzi - czyli na bardzo plaskiej plaszczyznie.

            Dosiu,

            To nie zupelnie tak - w zamysle to mialo byc w miare szczesliwe malzenstwo, z
            wykluczeniem aspektu seksu. Nie chodzi o to, ze ktos jest leniwy, albo chory,
            a wczesniej bylo OK. Przyklad "Linki..." jest tu dosc podobny. Z tym, ze jej
            poradzilabym, zeby sprobowala jakiejs terapii, jezeli wczesniej bylo inaczej.
            Kazdy przechodzi jakies kryzysy w zyciu, moze czasem mozna temu zaradzic
            (czego szczerze zycze).
            Facet w tej hipotetycznej sytuacji nie jest jakims napalonym samcem, ktory nie
            szanuje zony. Zreszta sytuacje mozna by odwrocic - ze to zona ma wieksze
            potrzeby. Nie o to chodzi. Chodzi o to, ze mozna sie pomylic i to co wydawalo
            nam sie do przezwyciezenia, po paru latach wysilkow moze sie okazac zbyt
            trudne... Pomimo milosci.
            Nie wiem czy bylas kiedys po tej drugiej stronie - kiedy rozumowo probowalas
            sobie wytlumaczyc, ze twoj facet PO PROSTU NIE MA OCHOTY, i ze to nie ma z
            toba nic wspolnego? Raz czy dwa to dziala, ale potem mysle, ze mimowolnie
            zaczelabys szukac winy w sobie i czula sie odrzucona...
            Nie dla wszystkich seks jest wazny. Nie jest on najwazniejszy w malzenstwie
            dla wiekszosci (chyba :-). Ale mysle, ze malzenstwo i milosc to jednak wiecej
            niz platoniczna przyjazn...

            Pozdrawiam,
            Dorotka
            --------
            Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
      • olivvka Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 17:09
        linkamocwiatru napisała:

        > Czytam te wasze posty i widze ze tylko Dosia ma pojecie tak naprawde o tym
        > problemie.Po pierwsze ludzie sie zmieniaja i ich temperament tez.Dlatego tez
        > nie ma zadnej gwarancji ze partner cały czas bedzie seksem jednakowo
        > zainteresowany, a zatem argument widziały gały... odpada.Po wtóre - o
        > rozstaniu sie w przypadku tych problemów a w ich nastepstwie zdrady nikt kto
        > ma rodzine pochopnie nie pomysli.Jezeli zyje sie z kims kilkanascie lat,
        > wychowuje dzieci to naprawde w pierwszej kolejnosci mysli sie własnie o
        > rodzinie, wówczas skok w bok wybaczyc mozna, ambicje schodza na 2 plan(choc
        > nie zawsze).Nieporozumienia w sferze seksu biora sie niekiedy z nieporozumien
        > innej natury- cos nie tak w zwiazku, z kolei niezgranie w seksie napedza te
        > nieporozumienia na co dzien- kwadratura koła.
        > Problem dla znajacych go z autopsji jest szalenie uciazliwy, wiem bo to
        > przechodze. Po 14 latach zwiazku moje zainteresowanie seksem objawia sie (tak
        > wewnętrznie, naprawde)raz na 3 miesiace, z mezem współzyje czesciej, tzn. raz
        > w miesiacu i tylko ja wiem ile mnie kosztuje nastrojenie sie do tego, co
        > powinno byc i kiedys było, spontaniczne.Najoprosciej powiedziec- zmien faceta
        > bo za długo z nim jestes, itd., ale ja tego nie chce , bo kocham go i tyle.
        > Inni faceci nie obchodza mnie wcale.
        > On oczywiscie nie rozumiał dlaczego, był podejrzliwy(inny facet pewnie), ale
        > mu wytłumaczyłam ze po prostu nie odczuwam potrzeby seksu przez długi
        > czas.Walcze z tym poprzez urozmaicanie seksu, pisemka, filmy, nawet działa,
        > ale nie zawsze.Jest mi przykro i jestem zła na siebie ze mam taki organizm,
        > ale co mam zrobic?
        > Rozumiem frustracje meza, ale widze ze jakby sie z tym pogodził, mysle ze mu
        > łatwiej bo jest dojrzałym starszym ode mnie facetem, gdyby był moim
        > rówiesnikiem zapewne juz by go koło mnie nie było.Wiem ze mnie nie zdradza i
        > naprawde jestem mu za to wdzieczna.
        > Jezeli myslicie ze wyglada to tak ze on chce, a ja mówie nie,to sie mylicie.
        > Ja sie zgodze, ale on i tak wyczuwa ze sie zmuszam- przez tyle lat wie co i
        > jak.Woli wcale niz byle jak, nie kazdemu facetowi wystarczaja rozłozone nogi
        > (przepraszam za brak elegancji), udawanie z kolei na dłuzsza mete tak bardzo
        > meczy ze moze sie tego seksu odechciec na amen- kojarzy sie tylko z fizycznym
        > zmeczeniem.Nie chodzi tez o umiejetnosci partnera- to co kiedys sprawiało
        > niezapomniana rozkosz, teraz nie działa w ogóle, to mózg rzadzi a nie
        > łechtaczka.
        > Co do pytania dorotki- taka zdrade wybaczyłabym, choc z ciezkim sercem.

        Przestań się umartwiać nad własną seksualną niemocą, tylko rozpocznij terapię w
        gabinecie seksuologa. Twoja niechęć do seksu nie ma prawdopodobnie podłoża
        somatycznego. A więc można przywrócić Twój poziom libido, przy odrobinie dobrej
        chęci z Twojej strony i wydatnej pomocy Twojego partnera.

        pozdrawiam
        olivvka

        PS. Na boga, dlaczego kobiety odczuwające zmniejszony temperament seksualny nie
        próbują z tym nic robić, tylko zaciskają zęby i wciąż myślą, że taki stan jest
        nieodwracalny??? Oziębłość seksualna (bo o niej mowa jeśli Twoje potrzeby
        wynoszą jedno zbliżenie na miesiąc) jest chorobą, którą daje się leczyć z
        niemalże 100% szansą powodzenia!!!
        Doprawdy zdruzgotana jestem czytając takie posty. I płakać mi się chce z powodu
        bezradności innych.
        • rose2 Re: Olivvka 10.09.03, 17:16
          A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
          przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i do
          trumny...
          • rose2 Re: Forumowicze 10.09.03, 17:19
            Nie wiem czy autorka tego watku zrobila to swiadomie czy nie, ale temat "ja mu
            nie daje, a on mnie zdradza" jest wlasnie wyrazem tego jak niektore kobiety
            postrzegaja seks "dawanie", a co z braniem czegos dla siebie?
          • olivvka Re: Olivvka 10.09.03, 17:23
            rose2 napisała:

            > A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
            > przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i do
            > trumny...

            Niestety wiem, zbyt długo już tutaj na Forum jestem (Forum Seksuologia,
            Erotica, Erotica Nova, Kobieta), by tego nie dostrzec. Lepiej marudzić,
            narzekać i udawać że wina nie jest po mojej stronie, niż zacząć myśleć i
            zastanawiać się jak sobie i partnerowi pomóc w walce z własną seksualną
            niemocą.
            A najczęściej jest niestety tak, jak w przypadku Dosi i Linkimocwiatru: nie mam
            ochoty, cierpię, ale widać tak musi być, bo zmęczona jestem i mam cierpiętnicze
            życie.
            To naprawdę smutne, że dojrzali ludzie postępują w tak nierozsądny sposób,
            niwecząc jednocześnie dorobki swych małżeństw, choć być może nie jest to
            widoczne gołym okiem. Ale każde rozchwianie w temperamentach seksualnych
            parterów, prędzej czy później odbija się na jakości całego pożycia
            małżeńskiego. Czy w to tak naprawdę trudno jest uwierzyć?

            pozdrawiam Rose za głos rozsądku:-))
            olivvka

            PS. I mam nadzieję, że zechcesz zajrzeć na Forum Erotica Nova:-)))
            • Gość: Dosia Re: Olivvka IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:40
              Jezu dziewczyny. Jakie Wy jestescie super. Takie ladne, zgrabne i seksualnie
              udane. Chodzicie w seksownej bieliznie, ladnie wypinacie pupy, macie pewnie
              wielokrotne orgazmy, a Wasi mezczyzni mdleja z rozkoszy juz na sam wasz widok.
              Takie jestescie doswiadczone, wyrafinowane i nuda Wam nigdy do lozka nie
              zajrzy.

              Zazdroszcze, zazdroszcze, zazdroszcze!!!!

              Gdzie tam nam do Was! Do piet Wam nie dorastamy. Ech. Niektorzy to maja dobrze
              w zyciu. A mi co pozostaje? Uzalic sie nad soba... Gdybyscie Wy mialy taki
              problem to od razu zabralybyscie sie do roboty i, szast prast, problem
              rozwiazalybyscie - bo przeciez Wam sie takie rzeczy nie przydazaja. Nie bede
              Wam zyczyc zebyscie sie przekonaly jak to jest...

              Ciekawe jestem tylko dlaczego co dziesiaty post na forum zdrowie kobiety
              dotyczy spadku libido???

              Teraz powiem na serio. Nie zycze sobie, zeby jedna z druga szczylowa, ktora o
              seksie ma pojecie takie jak przeczytala w Cosmo, robila mi wyklady na temat
              mojej ozieblosci.

              PS. Droga Oliwko. Jezeli uwazasz, ze ozieblosc ma cokolwiek wspolnego z rzadka
              ochota na seks, to sie najpierw dowiedz o czym mowisz.

              Dziekuje za uwage.
              • olivvka Re: Do Dosi 10.09.03, 17:47
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                > Jezu dziewczyny. Jakie Wy jestescie super. Takie ladne, zgrabne i seksualnie
                > udane. Chodzicie w seksownej bieliznie, ladnie wypinacie pupy, macie pewnie
                > wielokrotne orgazmy, a Wasi mezczyzni mdleja z rozkoszy juz na sam wasz
                widok.
                > Takie jestescie doswiadczone, wyrafinowane i nuda Wam nigdy do lozka nie
                > zajrzy.
                >
                > Zazdroszcze, zazdroszcze, zazdroszcze!!!!
                >
                > Gdzie tam nam do Was! Do piet Wam nie dorastamy. Ech. Niektorzy to maja
                dobrze
                > w zyciu. A mi co pozostaje? Uzalic sie nad soba... Gdybyscie Wy mialy taki
                > problem to od razu zabralybyscie sie do roboty i, szast prast, problem
                > rozwiazalybyscie - bo przeciez Wam sie takie rzeczy nie przydazaja. Nie bede
                > Wam zyczyc zebyscie sie przekonaly jak to jest...
                >
                > Ciekawe jestem tylko dlaczego co dziesiaty post na forum zdrowie kobiety
                > dotyczy spadku libido???
                >
                > Teraz powiem na serio. Nie zycze sobie, zeby jedna z druga szczylowa, ktora o
                > seksie ma pojecie takie jak przeczytala w Cosmo, robila mi wyklady na temat
                > mojej ozieblosci.
                >
                > PS. Droga Oliwko. Jezeli uwazasz, ze ozieblosc ma cokolwiek wspolnego z
                rzadka
                > ochota na seks, to sie najpierw dowiedz o czym mowisz.
                >
                > Dziekuje za uwage.

                Dosiu, ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego Ty się obrażasz, gdy ktoś próbuje Ci
                wskazać właściwą drogę postępowania??? Ja bym się cieszyła, gdyby w obliczu
                moich problemów znalazł się ktoś, kto doradziłby mi jak powinnam się zachować.

                A teraz w kwestii oziębłości, bo zarzucasz mi jakąś niekompetencję:
                --------
                Oziębłość płciowa, Frigiditas sexualis, znaczne osłabienie lub brak popędu
                płciowego, tj.: pociągu fizycznego i psychicznego. Jeżeli dochodzi do stosunków
                płciowych, to bez doznań pozytywnych (cykl reakcji seksualnej).

                Przyczyny: choroby psychiczne, czynniki społeczne, zahamowania, urazy
                psychiczne, nieuświadamiane odrzucenie partnera, alkoholizm, niedorozwój
                narządu płciowego, zaburzenia hormonalne, dewiacje seksualne. Leczenie
                przyczynowe.
                --------
                To tak w skrócie tylko. Jak więc widzisz, oziębłość płciowa nie tylko ma
                cokolwiek wspólnego z rzadką ochotą na seks, ale owa rzadka ochota na seks jest
                głównym objawem oziębłości. Z Twoich postów (choć to diagnoza z pewnością
                bardzo pobieżna) wynika, że w Twoim przypadku można pokusić się o stwierdzenie
                iż zaburzenia mogą nosić znamiona oziębłości seksualnej.

                pozdrawiam
                olivvka

                PS. I naprawdę nie mam zamiaru tutaj niczym Ci dokuczyć, z niczego się
                obśmiewać. Jedynym moim celem jest uświadomienie Tobie problemu, który masz. A
                to co zrobisz, to jest tylko i wyłącznie Twoja sprawa.

                raz jeszcze pozdrawiam
                • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:12
                  Droga Oliwko. Ile masz lat? Pytam z ciekawosci. Wydaje mi sie, ze cos okolo 20,
                  ale nie wiecej.

                  Ozieblosc plciowa wiaze sie z brakiem jakichkolwiek pozytywnych bodzcow w
                  trakcie stosunku. Jest to bardzo skomplikowane zaburzenie i nie ma nic
                  wspolnego z okresowym zmniejszeniem potrzeb seksualnych. O ozieblosci mowimy
                  wtedy gdy brak jakiegokolwiek zadowolenia, gdy wrecz nie moze dojsc do
                  stosunku, bo kobieta nie potrafi sie podniecic, brak jest nawilzenia pochwy -
                  nie ma absolutnie zadnych doznan.

                  Seks raz na miesiac, chciany i nie wymuszony, jest przyjemny i w pelni
                  satysfakcjonujacy nawet dla takich ozieblych jednostek jak ja.

                  Ja nie neguje potrzeby szukania rozwiazania. W zadnym poscie nie napisalam, ze
                  trzeba spoczac na laurach. Przejrzyj moje posty i zobacz.

                  Natomiast dalej pozostaje kwestia co robic w TRAKCIE walki z obnizonym libido.
                  Nawet jak podejme walke to przeciez poprawa nie nastapi w ciagu tygodnia,
                  przyznasz Oliwko? Czy uwazasz, ze Twoj partner moze Cie zdradzic, kiedy Ty
                  przez pol roku walczysz w gabinecie seksuologa?
                  • dorotka1970 Re: Do Dosi 10.09.03, 23:45
                    Gość portalu: Dosia napisał(a):

                    > Nawet jak podejme walke to przeciez poprawa nie nastapi w ciagu tygodnia,
                    > przyznasz Oliwko? Czy uwazasz, ze Twoj partner moze Cie zdradzic, kiedy Ty
                    > przez pol roku walczysz w gabinecie seksuologa?

                    -
                    • Gość: dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:02
                      Czyli dalej upraszczamy problem do analizy?

                      Moze zaraz postawisz sprawe, tak, ze ona mu odmawia dla zasady bo chce mu
                      zrobic na zlosc, w dodatku bije go kablem od zelazka kiedy on ma ochote.
                      Pytanie, czy jak on ja zdradzi to ona ma moze miec pretensje...

                      To przykro mi, ale tu nie ma juz nad czym dyskutowac :)

                      • dorotka1970 Re: Do Dosi 11.09.03, 20:37
                        Gość portalu: dosia napisał(a):

                        > Czyli dalej upraszczamy problem do analizy?
                        >
                        > Moze zaraz postawisz sprawe, tak, ze ona mu odmawia dla zasady bo chce mu
                        > zrobic na zlosc, w dodatku bije go kablem od zelazka kiedy on ma ochote.
                        > Pytanie, czy jak on ja zdradzi to ona ma moze miec pretensje...
                        >
                        > To przykro mi, ale tu nie ma juz nad czym dyskutowac :)
                        >
                        A mnie jest przykro, ze podchodzisz do tego w ten sposob. Klapki na oczach?
                        Twoj problem jest gleboki, a to co inni mysla jest plaskie? Nie uwazam, zeby
                        problem byl mniej powazny od twojego tylko dlatego, ze chodzi o temperament a
                        nie o chorobe...
                        Ale z twoim nastawieniem chyba rzeczywiscie juz nie mam o czym dyskutowac...
                        Wiekszosc ludzi tutaj wydajesz sie traktowac jak wrogow... Przynajmniej takie
                        odnosze wrazenie. Mam nadzieje, ze to tylko kwestia problemu , z ktorym sie
                        borykasz...

                        --------
                        Swiat lubi ludzi, ktorzy lubia swiat
                  • olivvka Re: Do Dosi 11.09.03, 08:54
                    Gość portalu: Dosia napisał(a):

                    > Droga Oliwko. Ile masz lat? Pytam z ciekawosci. Wydaje mi sie, ze cos okolo
                    20,
                    >
                    > ale nie wiecej.

                    Gdybyś dokładnie przeczytała to co pisałam, to nadmieniłam że zdobyłam już
                    wykształcenie (a studiów nie kończy się w wieku 20 lat), a jednocześnie
                    zdążyłam zdobyć doświadczenie. Więc mam z pewnością sporo więcej niż 20 lat.
                    Łatwe do obliczenia.

                    >
                    > Ozieblosc plciowa wiaze sie z brakiem jakichkolwiek pozytywnych bodzcow w
                    > trakcie stosunku. Jest to bardzo skomplikowane zaburzenie i nie ma nic
                    > wspolnego z okresowym zmniejszeniem potrzeb seksualnych. O ozieblosci mowimy
                    > wtedy gdy brak jakiegokolwiek zadowolenia, gdy wrecz nie moze dojsc do
                    > stosunku, bo kobieta nie potrafi sie podniecic, brak jest nawilzenia pochwy -
                    > nie ma absolutnie zadnych doznan.

                    Mylisz się, zdecydowanie mylisz się.
                    Raz jeszcze pozwolę sobie na pokazanie 4-stopniowej skali oziębłości płciowej:
                    Oziębłość płciową się stopniuje w następującej skali:

                    1) odczuwanie potrzeby współżycia, brak orgazmu w większości kontaktów
                    seksualnych, mała satysfakcja ze współżycia,

                    2) mała potrzeba współżycia lub jej brak, anorgazmia, brak satysfakcji ze
                    współżycia,

                    3) anorgazmia, niechęć do partnera, potrzeby seksualne słabe lub ich brak,

                    4) anorgazmia, niechęć do mężczyzn, brak potrzeb seksualnych.

                    To o czym piszesz Ty, a więc:
                    - brak podniecenia,
                    - problemy z nawilżeniem pochwy.
                    to typowe objawy, ale dla dyspaurenii, ale nie oziębłości seksualnej, choć
                    oziębłości seksualnej dyspaurenia także bardzo często towarzyszy.

                    Piszesz: "...O ozieblosci mowimy wtedy gdy brak jakiegokolwiek zadowolenia, gdy
                    wrecz nie moze dojsc do stosunku...". Jak widzisz, znajdując się w pierwszej
                    skali oziębłości płciowej, wcale nie musi dochodzić do wystąpienia całkowitego
                    braku zadowolenia seksualnego. Zadowolenie seksualne może być tylko zmniejszone.

                    > Seks raz na miesiac, chciany i nie wymuszony, jest przyjemny i w pelni
                    > satysfakcjonujacy nawet dla takich ozieblych jednostek jak ja.

                    Chcę zwrócić Ci tylko uwagę na jedną rzecz: o sytuacji wymagającej terapii
                    mówimy wówczas, gdy dochodzi do rozbieżności w seksualnych oczekiwaniach u
                    obojga partnerów w dłuższym okresie czasu. Jeśli Twojego partnera
                    satysfakcjonuje częstość kontaktów seksualnych z jaką je podejmujecie, terapia
                    ani nie jest wskazana ani konieczna. Jeśli natomiast Twój partner sygnalizuje
                    większe potrzeby od Twoich, winniście czym prędzej postarać się unormować tę
                    sferę Waszego życia, choćby poprzez pomoc seksuologa czy psychoterapeuty.


                    >
                    > Ja nie neguje potrzeby szukania rozwiazania. W zadnym poscie nie napisalam,
                    ze
                    > trzeba spoczac na laurach. Przejrzyj moje posty i zobacz.
                    >
                    > Natomiast dalej pozostaje kwestia co robic w TRAKCIE walki z obnizonym
                    libido.
                    > Nawet jak podejme walke to przeciez poprawa nie nastapi w ciagu tygodnia,
                    > przyznasz Oliwko? Czy uwazasz, ze Twoj partner moze Cie zdradzic, kiedy Ty
                    > przez pol roku walczysz w gabinecie seksuologa?

                    Pytasz, co robić w trakcie? Przede wszystkim większość zaburzeń seksualnych
                    wymaga terapii obydwojga partnerów, a nie tylko jednego z nich. Liczyłabym więc
                    na zrozumienie ze strony Twojego partnera. Prawdą jest, że efekty nie
                    przychodzą od razu. Być może koniecznym stanie się leczenie farmakologiczne. To
                    powinien ocenić seksuolog. Myślę, że jeśli Twój partner zdobyłby się na
                    współtowarzyszenie Ci w terapii, to nawet do głowy nie przychodziłoby mu w tym
                    czasie zdradzać Cię. Poza tym od Ciebie też potrzeba odrobinki wysiłku i
                    przekonana jestem, że pierwszą radą seksuologa byłoby nie powstrzymywanie się
                    od jakiejkolwiek aktywności seksualnej (choć seksuologowie stosują doprawdy
                    różne metody terapeutyczne), ale zachęcanie do niej, nawet pod alternatywnymi
                    formami takimi jak: masturbacja, petting, seks oralny etc.
                    "Przyjemnością dla Ciebie może być to, że dajesz przyjemność swojemu
                    partnerowi" - to taka maksyma, którą często seksuologowie wykorzystują i
                    starają się tak pokierować procesem leczenia, by w świadomości oziębłej płciowo
                    osoby wyrobić zachowania altruistyczne. A wtedy to już jest z górki.

                    pozdrawiam serdecznie
                    olivvka
                    • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:15
                      Z calym szacunkiem Oliwko, to co piszesz to stek bzdur, ktore przepisalas z
                      podrecznika, przy czym nie bardzo wiesz o czym wlasciwie mowisz. A prawisz jak
                      ksiadz na kazaniu. A moze znasz to z autopsji? Te kawalki o leczeniu
                      farmakologicznym... Daruj sobie, bo to jest nie tylko smieszne, ale i zenujace.
                      To tak jakbys kazdemu czlowiekowi, ktory ma zly okres w zyciu i drecza go
                      koszmary mowila, ze jest schizofrenikiem.

                      Powiem wiec jeszcze raz. Moje zycie seksualne jest udane. Nie mam problemow,
                      ani z pochwa, ani z niczym innym. Seks z moim zwiazku jest udany. To, ze TOBIE
                      nie miesci sie w glowie, ze mozna sie kochac raz na miesiac nie uprawnia Cie do
                      wystawiania diagnozy o czyjejs, w tym przypadku mojej, ozieblosci. Zwlaszcza,
                      ze mnie nie znasz.

                      To tak jak ja bym napisala, ze norma jest raz w miesiacu, a skoro Ty robisz to
                      3 razy w tygodniu to powinnas isc na terapie bo jestes nadmiernie pobudzona
                      erotomanka.

                      Jeszcze raz powtorze, choc pisalam to juz piec tysiecy razy. Temperament nie
                      jest wielkoscia stala, nie jest staly dla wszystkich ludzi, a u kazdego
                      czlowieka z osobna nie jest staly w czasie. Nie jestes w zaden sposob wladna
                      robic granicy miedzy tym co normalne, a co nie. Co jest normalnym popedem a co
                      oziebloscia. KAZDY LEKARZ SEKSUOLOG POWIE CI, ZE FAKT OKRESOWEGO SPADKU LIBIDO,
                      CZY CZESTOTLIWOSCI STOSUNKOW NIE JEST NICZYM NIENORMALNYM. Norma we wspolzyciu
                      jest zarowno 5 razy dziennie, jak i raz na rok - i zadnej ozieblosci sie nie
                      doszukuj!
                      • olivvka Re: Do Dosi 11.09.03, 10:39
                        Gość portalu: Dosia napisał(a):

                        > Z calym szacunkiem Oliwko, to co piszesz to stek bzdur, ktore przepisalas z
                        > podrecznika, przy czym nie bardzo wiesz o czym wlasciwie mowisz. A prawisz
                        jak
                        > ksiadz na kazaniu. A moze znasz to z autopsji? Te kawalki o leczeniu
                        > farmakologicznym... Daruj sobie, bo to jest nie tylko smieszne, ale i
                        zenujace.
                        > To tak jakbys kazdemu czlowiekowi, ktory ma zly okres w zyciu i drecza go
                        > koszmary mowila, ze jest schizofrenikiem.
                        >
                        > Powiem wiec jeszcze raz. Moje zycie seksualne jest udane. Nie mam problemow,
                        > ani z pochwa, ani z niczym innym. Seks z moim zwiazku jest udany. To, ze
                        TOBIE
                        > nie miesci sie w glowie, ze mozna sie kochac raz na miesiac nie uprawnia Cie
                        do
                        >
                        > wystawiania diagnozy o czyjejs, w tym przypadku mojej, ozieblosci. Zwlaszcza,
                        > ze mnie nie znasz.
                        >
                        > To tak jak ja bym napisala, ze norma jest raz w miesiacu, a skoro Ty robisz
                        to
                        > 3 razy w tygodniu to powinnas isc na terapie bo jestes nadmiernie pobudzona
                        > erotomanka.
                        >
                        > Jeszcze raz powtorze, choc pisalam to juz piec tysiecy razy. Temperament nie
                        > jest wielkoscia stala, nie jest staly dla wszystkich ludzi, a u kazdego
                        > czlowieka z osobna nie jest staly w czasie. Nie jestes w zaden sposob wladna
                        > robic granicy miedzy tym co normalne, a co nie. Co jest normalnym popedem a
                        co
                        > oziebloscia. KAZDY LEKARZ SEKSUOLOG POWIE CI, ZE FAKT OKRESOWEGO SPADKU
                        LIBIDO,
                        >
                        > CZY CZESTOTLIWOSCI STOSUNKOW NIE JEST NICZYM NIENORMALNYM. Norma we
                        wspolzyciu
                        > jest zarowno 5 razy dziennie, jak i raz na rok - i zadnej ozieblosci sie nie
                        > doszukuj!


                        Nie czytasz co piszę, przykro mi z tego powodu.
                        A pisałam wyraźnie: jeśli Twój spadek libido nie jest tylko spadkiem o
                        charakterze incydentalnym i godzi w interesy Twojego małzeństwa, a więc partner
                        wciąż wykazuje dużo większe potrzeby od Twoich, przypadek kwalifikuje się do
                        podjęcia terapii. I tyle w tym temacie.

                        Wybacz, o swoich kompetencjach nie będę przekonywać. Ani miejsce ani czas na to.

                        pozdrawiam
                        olivvka
                        • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:58
                          Terapia z partnerem bo sie nie dogadujecie w lozku nie ma nic wspolnego z
                          oziebloscia! To sa dwie rozne rzeczy.

                          Oliwko raz piszesz o jednym a raz o drugim, po prostu :) Zreszta nie wiem, czy
                          roznica temperamentow, okresowa czy nie, jest wskazaniem do podjecia leczenia,
                          bo niby z czego sie leczyc skoro oboje miescicie sie w normie (czytaj: zadne z
                          Was nie jest ozieble)? :)

                          Przyjme Twoja rade. Jezeli mojemu chlopakowi w dalszym ciagu bedzie
                          przeszkadzalo to, ze ja lubie raz w miesiacu, za to dobrze - to wybierzemy sie
                          do seksuologa. Moze przepisze mi hiszpanska muche ;)
              • olivvka Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi 10.09.03, 17:59
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                >
                > PS. Droga Oliwko. Jezeli uwazasz, ze ozieblosc ma cokolwiek wspolnego z
                rzadka
                > ochota na seks, to sie najpierw dowiedz o czym mowisz.
                >
                > Dziekuje za uwage.

                Dla Twojej wiadomości:

                Oziębłość płciową się stopniuje w następującej skali:

                1) odczuwanie potrzeby współżycia, brak orgazmu w większości kontaktów
                seksualnych, mała satysfakcja ze współżycia,

                2) mała potrzeba współżycia lub jej brak, anorgazmia, brak satysfakcji ze
                współżycia,

                3) anorgazmia, niechęć do partnera, potrzeby seksualne słabe lub ich brak,

                4) anorgazmia, niechęć do mężczyzn, brak potrzeb seksualnych.

                Twoje wypowiedzi sugerują, że być może mamy do czynienia z 2 stopniem
                oziębłości seksualnej w Twoim przypadku (owa chęć stosunku raz na 3 miesiące i
                zmuszanie się do współżycia 1 raz w miesiącu).

                Jak widzisz, oziębłość płciowa występuje z różnym nasileniem.

                pozdrawiam
                olivvka

                PS. Wciąż nieustannie życzę podjęcia rozsądnej decyzji.
                • Gość: Dosia Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:15
                  Ty to jednak powinnas zostac seksuologiem!

                  A co powiesz na seks raz w miesiacu za to za kazdym razem tak jak trzeba, czyli
                  z orgazmem?

                  Podpowiem, nie pasuje do zadnego z powyzszych punktow :))))
                  • olivvka Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi 11.09.03, 08:55
                    Gość portalu: Dosia napisał(a):

                    > Ty to jednak powinnas zostac seksuologiem!
                    >
                    > A co powiesz na seks raz w miesiacu za to za kazdym razem tak jak trzeba,
                    czyli
                    >
                    > z orgazmem?
                    >
                    > Podpowiem, nie pasuje do zadnego z powyzszych punktow :))))

                    Pasuje Dosiu, pasuje, zapewniam Cię. Idealnie pasuje do 1 stopnia w
                    czterostopniowej skali oziębłości płciowej. Orgazm bowiem nie jest jedynym
                    wyznacznikiem satysfakcji seksualnej.

                    pozdrawiam
                    olivvka
                    • Gość: Dosia Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:25
                      Pasuje do pierwszego punktu?

                      Cytat z Twojego postu: odczuwanie potrzeby współżycia, BRAK ORGAZMU w
                      większości kontaktów seksualnych, MALA SATYSFAKCJA ze współżycia,

                      A wiec wyluszcze Ci jeszcze raz lopatologicznie. Moje pozycie seksualne jest
                      dla mnie w PELNI SATYSFAKCJONUJACE i zawsze konczy sie orgazmem, albo nawet
                      dwoma jak bawimy sie pol nocy :)

                      Oliwko. Przyjmij do wiadomosci, ze sa ludzie, ktorzy lubia kochac sie co
                      miesiac, i sprawia im to przyjemnosc, mimo, ze kiedys kochali sie 3 razy w
                      tygodniu. Nie chodzi o ILOSC - chodzi o JAKOSC. Jestem dojrzala kobieta i
                      dojrzalam do takiej formy seksu - rzadziej a lepiej. Lubie miec orgazm za
                      kazdym razem. A nie lubie kochac sie codziennie przez 2 godziny, bo zwyczajnie
                      NIE MAM NA TO CZASU I OCHOTY;)

                      Niesatysfakcjonujace pozycie to dla mnie pozycie wymuszone, niekonczace sie
                      orgazmem - seks tylko dlatego, ze mezowi sie chce, choc ja nie mam na to
                      ochoty. Zapytaj oliwko seksuologa do czego moze prowadzic takie wymuszone
                      kochanie. Chociaz znajac Cie pewnie wiesz juz wszystko.



                      • olivvka Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi 11.09.03, 10:42
                        Gość portalu: Dosia napisał(a):

                        > Pasuje do pierwszego punktu?
                        >
                        > Cytat z Twojego postu: odczuwanie potrzeby współżycia, BRAK ORGAZMU w
                        > większości kontaktów seksualnych, MALA SATYSFAKCJA ze współżycia,
                        >
                        > A wiec wyluszcze Ci jeszcze raz lopatologicznie. Moje pozycie seksualne jest
                        > dla mnie w PELNI SATYSFAKCJONUJACE i zawsze konczy sie orgazmem, albo nawet
                        > dwoma jak bawimy sie pol nocy :)
                        >
                        > Oliwko. Przyjmij do wiadomosci, ze sa ludzie, ktorzy lubia kochac sie co
                        > miesiac, i sprawia im to przyjemnosc, mimo, ze kiedys kochali sie 3 razy w
                        > tygodniu. Nie chodzi o ILOSC - chodzi o JAKOSC. Jestem dojrzala kobieta i
                        > dojrzalam do takiej formy seksu - rzadziej a lepiej. Lubie miec orgazm za
                        > kazdym razem. A nie lubie kochac sie codziennie przez 2 godziny, bo
                        zwyczajnie
                        > NIE MAM NA TO CZASU I OCHOTY;)
                        >
                        > Niesatysfakcjonujace pozycie to dla mnie pozycie wymuszone, niekonczace sie
                        > orgazmem - seks tylko dlatego, ze mezowi sie chce, choc ja nie mam na to
                        > ochoty. Zapytaj oliwko seksuologa do czego moze prowadzic takie wymuszone
                        > kochanie. Chociaz znajac Cie pewnie wiesz juz wszystko.
                        >
                        >
                        >

                        To co miałam Ci do przekazania, już Ci przekazałam.

                        Zdobądź się jednak na szczerą rozmowę z partnerem, a dowiesz się czy i jego
                        satysfakcjonuje współżycie raz w miesiącu. Jeśli tak jest, to życzę Wam obojgu
                        szczęścia. Jeśli natomiast Twój partner nie jest zadowolony z częstotliwości
                        podejmowanych kontaktów seksualnych, to przeczytaj cały wątek raz jeszcze od
                        góry do dołu i wyciągnij właściwe wnioski.

                        pozdrawiam
                        olivvka
                        • Gość: Dosia Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 11:11
                          Oliwko. Napisalam Ci w ktoryms z poprzednich postow, ze mojemu narzeczonemu
                          powiedzialam o swoich upodobaniach seksualnych, a wiec takze o czestotliwosci
                          wspolzycia, jeszcze zanim zaczelismy chodzic ze soba :)

                          Poza tym Oliwko to zupelnie normalne, ze w poczatkowym stadium znajomosci
                          kochamy sie czesciej niz po 10 latach. Prawda? Choc pewnie Ty uwazasz
                          inaczej... Mam nadzieje, ze do konca zycia bedziesz sie cieszyc super seksem.
                          Naprawde Ci tego zycze. Mnie wydaje sie jednak, ze pozycie seksualne, po
                          pierwszym roku znajomosci u wiekszosci par nie wyglada tak rozowo jak u Ciebie.
                          Jest to jednak temat tabu. O tym sie nie mowi. Wszyscy naokolo gadaja jak to im
                          super w lozku itp. itd. Moj chlopak zwierzyl mi sie ostatnio z tego co uslyszal
                          na meskich pogaduchach o zyciu. Byl zadziwiony bo prawie wszyscy faceci
                          powiedzieli, ze maja problemy z zonami/dziewczynami, bo chcieliby sie kochac
                          czesciej, niz zony im "daja". Czyli nie jest to problem odosobnionego
                          przypadku. Czyzby bylo wiecej takich "ozieblych" dziewczyn i zon na swiecie? A
                          moze to Ty jestes jakims super okazem sprawnosci seksualnej? ;)

                          PS. Podobno ostatnie badania wykazuja, ze 60% malzenstw amerykanskich uprawia
                          seks raz do roku.
                          • olivvka Re: Olivvka cz. II - specjalnie dla Dosi 11.09.03, 12:12
                            Gość portalu: Dosia napisał(a):

                            > Oliwko. Napisalam Ci w ktoryms z poprzednich postow, ze mojemu narzeczonemu
                            > powiedzialam o swoich upodobaniach seksualnych, a wiec takze o czestotliwosci
                            > wspolzycia, jeszcze zanim zaczelismy chodzic ze soba :)
                            >

                            Tutaj masz świętą rację: jeśli przyznałaś mu się do swoich niewielkich potrzeb
                            erotycznych i on zgodził się na związek z Tobą, przyjął jednocześnie na siebie
                            zobowiązanie, że nie będzie sobie rościł z tego tytułu pretensji pod Twoim
                            adresem. Oczywiście, o ile wyraziłaś mu to bezpośrednio i wprost, tak by nie
                            mógł tego opatrznie zinterpretować.


                            > Poza tym Oliwko to zupelnie normalne, ze w poczatkowym stadium znajomosci
                            > kochamy sie czesciej niz po 10 latach. Prawda? Choc pewnie Ty uwazasz
                            > inaczej...

                            Nie, nie uważam inaczej, zwłaszcza w obliczu swoich doświadczeń zawodowych,
                            które powodowały, że niemal codziennie stykałam się z podobnymi problemami.
                            Ale stanem pożądanym, a więc takim do którego powinniśmy dążyć jest taki stan,
                            w którym jakość pożycia nie pogarsza się dramatycznie wraz z ilością wiosen,
                            które upływają od czasu poznania się, rozpoczęcia współżycia czy zawarcia
                            związku małżeńskiego.
                            To, że jakość małżeńskiego pożycia spada jest powszechne, choć wcale takim nie
                            musi być!!! Wszystko jest kwestią właściwego podejścia do spraw erotycznych w
                            małżeństwie, umiejętności urozmaicania sobie pożycia, otwartości w rozmowach z
                            partnerem/partnerką o tych sprawach, umiejętności wyrażania sobie uczuć, a
                            przede wszystkim intensywności uczuć do tej drugiej osoby.

                            >Mam nadzieje, ze do konca zycia bedziesz sie cieszyc super seksem.
                            > Naprawde Ci tego zycze.

                            Dziękuję serdecznie. Życzę tego samego, szczerze z całego serca.

                            >Mnie wydaje sie jednak, ze pozycie seksualne, po
                            > pierwszym roku znajomosci u wiekszosci par nie wyglada tak rozowo jak u
                            Ciebie.

                            No wiesz, byłam w kilku związkach emocjonalnych i nie zauważałam, by
                            drastycznie zaledwie po roku znajomości obniżała się jakość naszego intymnego
                            pożycia. Gdybyś wspomniała nie o roku, np. o 10-ciu latach, to wtedy mogłabym
                            przyznać Ci rację, że seks może nie wyglądać tak różowo, ale po roku???

                            >
                            > Jest to jednak temat tabu. O tym sie nie mowi. Wszyscy naokolo gadaja jak to
                            im
                            >
                            > super w lozku itp. itd. Moj chlopak zwierzyl mi sie ostatnio z tego co
                            uslyszal
                            >
                            > na meskich pogaduchach o zyciu. Byl zadziwiony bo prawie wszyscy faceci
                            > powiedzieli, ze maja problemy z zonami/dziewczynami, bo chcieliby sie kochac
                            > czesciej, niz zony im "daja". Czyli nie jest to problem odosobnionego
                            > przypadku. Czyzby bylo wiecej takich "ozieblych" dziewczyn i zon na swiecie?

                            Wiesz, nie docenia się roli seksu w małżeństwie, niestety. Dlatego mężczyzni
                            biorą sobie partnerki o mniejszym temperamencie tłumacząc sobie:
                            - jakoś to będzie,
                            - w przyszłości się ułoży,
                            - ona jest doskonała w tysiącu innych spraw.
                            Później są konflikty, problemy. Z doświadczenia Ci powiem: 70-80% wszystkich
                            małżeńskich konfliktów ma swój początek w małżeńskiej sypialni.

                            Ludzie bezwzględnie powinni dobierać się także na zasadzie podobieństwa
                            seksualnych temperamentów.


                            >A
                            > moze to Ty jestes jakims super okazem sprawnosci seksualnej? ;)

                            Myślę, że jestem kobietą o dość silnie zarysowanej właśnej seksualnej
                            tożsamości. Nie uważam się jednak za jakiś wyjątkowy okaz, bowiem znam
                            dziesiątki innych kobiet, dla których seks jest dość istotną sferą ich życia i
                            nie wyobrażają sobie zmniejszenia swojej aktywności fizycznej.
                            Wraz z upływem lat u kobiety, jej pragnienia nie spadają, a rosną (do czasu
                            klimakterium). Takie jest prawo natury. Częściej więc zaczynam się spotykać z
                            narzekaniami 30-40 letnich kobiet, że ich parterzy nie są już tak sprawni jak
                            niegdyś, niż odwrotnie. Apetyt seksualny 30-40 latek jest w ogóle
                            nieporównywalny z apetytem kobiet nastoletnich czy dwudziestokilkuletnich.

                            >
                            > PS. Podobno ostatnie badania wykazuja, ze 60% malzenstw amerykanskich uprawia
                            > seks raz do roku.

                            Przesadzasz, ostro przesadzasz. Te badania, o których zapewne myślisz,
                            publikowane niedawno (bodajże prowadzone chyba przez instytut Kinseya, nie
                            pamętam dokładnie) obrazowały, że ok. 15-20% małżeństw amerykańskich współżyje
                            sporadycznie, nie częściej właśnie niż raz w miesiącu. Ale...... Amerykanie
                            potraktowali to jako....... problem społeczny!!! Jak widzisz, zaniepokoiło to
                            wszystkich: socjologów, seksuologów, demografów. Bo rzeczywiście jest to
                            poważny problem.

                            pozdrawiam serdecznie
                            olivvka
            • linkamocwiatru Re: Olivvka 10.09.03, 18:32
              olivvka napisała:

              > rose2 napisała:
              >
              > > A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
              > > przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i
              > do
              > > trumny...
              >
              > Niestety wiem, zbyt długo już tutaj na Forum jestem (Forum Seksuologia,
              > Erotica, Erotica Nova, Kobieta), by tego nie dostrzec. Lepiej marudzić,
              > narzekać i udawać że wina nie jest po mojej stronie, niż zacząć myśleć i
              > zastanawiać się jak sobie i partnerowi pomóc w walce z własną seksualną
              > niemocą.
              > A najczęściej jest niestety tak, jak w przypadku Dosi i Linkimocwiatru: nie
              mam
              >
              > ochoty, cierpię, ale widać tak musi być, bo zmęczona jestem i mam
              cierpiętnicze
              >
              > życie.

              W tym czasie gdy akurat zmagam sie z seksualną niemoca jednoczesnie:
              - mam załobe po zmarłym synku
              -maz ma problemy finansowe
              - trace prace
              - 2 lata jestem bezrobotna
              - nie wiem co mnie czeka
              - znajduje prace
              - firma pada i ja z nia
              To sa sprawy absorbujace mnie najbardziej, nie miałam głowy myslec o sprawach
              łózkowych i naprawde zadna cierpietnica ze mnie jak wam sie wydaje.Po prostu
              seks wymaga komfortu, a ja długi czas go nie mogłam zaznac, moze wam toby nie
              przeszkadzało i udane zycie seksualne rekompensowało by wam inne dziedziny ,
              ale nie mnie. To jest przyczyna tego wszystkiego,rzeczywiscie, co tam, nawet
              jak sie płakac chce to trzeba udawac ze wszystko gra.A jak nie ma sie na
              czynsz to nalezy w pierwszym rzedzie na seksuologa wydac, bo to takie wazne.
              Sprawa zycia i smierci.


              > To naprawdę smutne, że dojrzali ludzie postępują w tak nierozsądny sposób,
              > niwecząc jednocześnie dorobki swych małżeństw, choć być może nie jest to
              > widoczne gołym okiem. Ale każde rozchwianie w temperamentach seksualnych
              > parterów, prędzej czy później odbija się na jakości całego pożycia
              > małżeńskiego. Czy w to tak naprawdę trudno jest uwierzyć?
              >
              > pozdrawiam Rose za głos rozsądku:-))
              > olivvka
              >
              > PS. I mam nadzieję, że zechcesz zajrzeć na Forum Erotica Nova:-)))
          • linkamocwiatru Re: Olivvka 10.09.03, 18:21
            rose2 napisała:

            > A to ty nie wiesz ze wiele kobiet ma cierpienie wpisane w geny, to jest
            > przekazywane z pokolenia na pokolenie: byle do zamazpojsia, potem dzieci i
            do
            > trumny...
            Ale to tylko tym zainteresowanym seksem wydaje sie ze zycie bez seksu nie moze
            byc szczesliwe, moze jak najbardziej , czego ty nie jestes w stanie zrozumiec
            • Gość: Dosia Re: Olivvka IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:48
              Linko. Nie tlumacz im. Sa mlode, niedoswiadczone, beztroskie i szczesliwe - i
              trzymajmy kciuki, zeby takimi pozostaly.

              Glowa do gory :)
            • losiu4 Re: Olivvka 11.09.03, 10:21
              linkamocwiatru napisała:

              > Ale to tylko tym zainteresowanym seksem wydaje sie ze zycie bez seksu nie
              moze
              > byc szczesliwe, moze jak najbardziej , czego ty nie jestes w stanie zrozumiec

              owszem, może. Ale na takie życie powinny być zdecydowane OBIE strony. I ani
              Rose, ani Olivvka, ani Dorotka nie powiedziały nic, co by temu zaprzeczało

              Pozdrawiam

              Losiu
              • linkamocwiatru Re: Olivvka 11.09.03, 11:08
                No, jednak napisały, ze takie jak ja to prowadza cierpiętnicze(daleko temu do
                szczescia)zycie i nie robia nic by to zmienic, bo lubia cierpiec, owe zacofane
                matki polki. W tym sensie. Ja sie z tym nie zgadzam- uwazam swoje zycie, mimo
                wielu nieszczesc, przy którym brak seksu jest niczym, za udane, chwile
                szczescia mi sie zdarzaja(bo permanentnie szczesliwych to jednak nie ma), nie
                robimy z mezem z tego powodu tragedii, nie ma awantur o to, ze tego seksu tak
                mało,ale mimo ze ja mogłabym tego stanu nie zmieniac bo nadto mi nie
                przeszkadza dla dobra meza i zwiazku staram sie dazyc do polepszenia jakosci i
                ilosci seksu.Jak wczesniej napisałam maz szczyt swojej seksualnosci ma za soba
                wiec moze dlatego u nas nie ma az takiej tragedii, a od kiedy został ojcem,
                duzo wiecej niz na seksie koncentruje sie na swoim ojcostwie.
                Dlatego tez u nas owe obie strony nie pozostaja w zupełnej rozbieznosci co do
                potrzeb, choc przyznaje ze mezowi chce sie czesciej, co ja rozumiem i staram
                sie dostosowac.
                • losiu4 Re: Olivvka 11.09.03, 11:53
                  linkamocwiatru napisała:

                  > No, jednak napisały, ze takie jak ja to prowadza cierpiętnicze(daleko temu do
                  > szczescia)zycie i nie robia nic by to zmienic, bo lubia cierpiec, owe
                  zacofane
                  > matki polki.

                  jesli Ty czujesz się szczęśliwa prowadząc takie życie i Twój partner równiez -
                  nia ma sprawy. Białe małżeństwa się zdarzają i wcale nie są nieszczęśliwe.
                  Gorzej jeśli Ty podporządkowujesz sobie partnera. To się wczaśniej czy później
                  zemści. Naprawdę nikt Ci tu źle nie życzy, a próbuje znaleźć jakąś
                  radę/zrozumieć. I przedstawia swój pkt. widzenia. To nie jest złe. I ty, i inni
                  cos z tego wyniosa. Oby były to pozytywne wnioski

                  > W tym sensie. Ja sie z tym nie zgadzam- uwazam swoje zycie, mimo
                  > wielu nieszczesc,

                  zauważam jedną rzecz w Twoich wypowiedziach: zawsze na pierwszym miejscu
                  stawiasz siebie, dopiero teraz, kilka linikjemk niżej zauważyłem coś o Twoim
                  mężu (przepraszam, jeśli coś przeoczyłem, bo wątek długi się zrobił)

                  > przy którym brak seksu jest niczym, za udane, chwile
                  > szczescia mi sie zdarzaja(bo permanentnie szczesliwych to jednak nie ma),

                  któż - prócz tych co w niebie już siedzą - jest non stop szczęśliwym?

                  > nie
                  > robimy z mezem z tego powodu tragedii, nie ma awantur o to, ze tego seksu tak
                  > mało

                  zadam pytanie niedyskretne (jeśli nie chcesz, oczywiście nie musisz
                  odpowiadać): czy jesteś na 100% pewna, że Twój mąż tak chciał/chce, czy też się
                  pogodził z zaistniałą sytuacją?

                  >,ale mimo ze ja mogłabym tego stanu nie zmieniac bo nadto mi nie
                  > przeszkadza dla dobra meza i zwiazku staram sie dazyc do polepszenia jakosci
                  i
                  > ilosci seksu.

                  o tototo... cierpiętnicę z siebie w imię dobra związku robisz, co widać, mimo
                  iż się zastrzegasz, że Ci to nie przeszkadza

                  > Jak wczesniej napisałam maz szczyt swojej seksualnosci ma za soba
                  > wiec moze dlatego u nas nie ma az takiej tragedii,

                  jesli pewna jesteś, że tak właśnie jest i zaspokajacie swoje potrzeby w sposób
                  wystarczający - nie ma jak dla mnie problemu

                  > a od kiedy został ojcem,
                  > duzo wiecej niz na seksie koncentruje sie na swoim ojcostwie.

                  będę złośliwy: a co mu innego zostało? jeśli się mylę, szczerze przepraszam

                  > Dlatego tez u nas owe obie strony nie pozostaja w zupełnej rozbieznosci co do
                  > potrzeb, choc przyznaje ze mezowi chce sie czesciej, co ja rozumiem i staram
                  > sie dostosowac.

                  no wreszcie pod koniec postu coś powiedziałaś. Jeśli Wam obojgu taki stan
                  rzeczy odpowiada - nie ma sprawy (wiem, po raz n-ty powtarzam). Tylko co będzie
                  za jakiś czas, gdy się okaże`że diametralnie się myliłaś?

                  Pozdrawiam

                  Losiu

                  PS. naprawdę nie chcę Cię urazić, uwierz, życzę ludziom naprawdę dobrze
                  • linkamocwiatru Re: Olivvka 11.09.03, 16:10
                    losiu4 napisał:
                    > jesli Ty czujesz się szczęśliwa prowadząc takie życie i Twój partner
                    równiez -
                    > nia ma sprawy. Białe małżeństwa się zdarzają i wcale nie są nieszczęśliwe.
                    > Gorzej jeśli Ty podporządkowujesz sobie partnera. To się wczaśniej czy
                    później
                    > zemści. Naprawdę nikt Ci tu źle nie życzy, a próbuje znaleźć jakąś
                    > radę/zrozumieć. I przedstawia swój pkt. widzenia.

                    Wierzę w dobre intencje forumowiczów, więc się nie obrażam, natomiast w wielu
                    aspektach po prostu się nie zgadzam.

                    zauważam jedną rzecz w Twoich wypowiedziach: zawsze na pierwszym miejscu
                    > stawiasz siebie, dopiero teraz, kilka linikjemk niżej zauważyłem coś o Twoim
                    > mężu (przepraszam, jeśli coś przeoczyłem, bo wątek długi się zrobił)

                    Bo przecież chodzi tu o mój stosunek(nomen omen) do sprawy, moje odczucia,
                    itp., to ze nie pisze o męzu nie znaczy ze go pomijam, lekcewaze, absolutnie
                    nie.

                    zadam pytanie niedyskretne (jeśli nie chcesz, oczywiście nie musisz
                    > odpowiadać): czy jesteś na 100% pewna, że Twój mąż tak chciał/chce, czy też
                    się
                    > pogodził z zaistniałą sytuacją?

                    Nie należy do osób spokojnych, ugodowych, godzących się na coś co mu nie
                    pasuje, bo taki tu obraz sie wyłania, biernego i zrezygnowanego faceta, sam ma
                    bardzo wiele problemów na głowie i nie widzę zbytnio objawów niedosytu seksu,
                    po prostu jak juz ten seks sie przydarzy to fajnie, nerwowo było gdy
                    zorientowalismy sie ze okres abstynencji przedłuzył sie do 2
                    miesięcy.Oczywiście wspomina jak to było kiedyś, ja też, ale oboje zdajemy
                    sobie sprawę ze seks kilkanascie lat później to nie to samo co poczatki.


                    o tototo... cierpiętnicę z siebie w imię dobra związku robisz, co widać, mimo
                    > iż się zastrzegasz, że Ci to nie przeszkadza

                    To nie zupełnie tak. Cierpiętnicę robiłabym gdybym napisała-zmuszam sie do
                    seksu z męzem, nie chce, ale musze, zaciskam zęby i udaję. Wygląda to inaczej-
                    wieczór sprzyjajacy, ale ja oczywiscie nie odczuwam potrzeby, chce mi się
                    spac,ale robię wszystko, by jednak tę wolę bozą poczuc- pomaga odrobina
                    alkoholu i pornografia,która spełnia rolę terapeutyczna(seksuolodzy zalecaja)-
                    oczywiscie nie podniecam sie po kryjomu, maz oglada ze mna, a zatem STARAM SIE
                    wzbudzic w sobie zainteresowanie seksem. Gdybym olewała sprawe to nie
                    robiłabym w tym kierunku NIC, prawda?

                    będę złośliwy: a co mu innego zostało? jeśli się mylę, szczerze przepraszam

                    Nie wiem czy masz dzieci, ale mój maz został pierwszy raz ojcem w wieku 45
                    lat, wczesniej dzieci go nie interesowały, i zupełnie zwariował na punkcie
                    córki, naprawdę.Rodzicielstwo odkrywa w nas nowe pokłady uczuc, doznan, które
                    konkurują z innymi, miedzy innymi seksem, cos co do tej pory wydawało się
                    szczytem doznan nagle jakby blaknie, bez seksu mozesz sie obejsc, bez dziecka
                    juz nie. To nie sa oczywiscie substytuty, ale wierz mi ze dziecko, troska o
                    nie moze na jakis czas przycmic inne sprawy, w tym łózkowe.
                    Jemu tez się o tym nie sniło, dzieci postrzegał jako problem i dopiero teraz
                    widzi jak sie mylił.

                    Pzdr.
          • violletta Re: Olivvka 11.09.03, 22:24
            Rose, one przed zamążpójciem to nie mogą, bo nie wypada i dlatego cierpią,
            potem dzieci, praca, pigułki i cierpią, potem lata nie te i nie wypada... i
            cierpią, no a potem to grzech w tym wieku... i cierpią. A jak mąż zdradzi... to
            cierpią, ale wybaczą, bo bo to niby nie ich wina, że maja tak małe potrzeby.
            Tylko gdyby naprawdę czuły, że to nie ich wina, to by nie wybaczyły. I
            cierpią... I jak lakę gumową sobie mąż kupi... cierpią.
            Cierpiętnice, nie?
            • Gość: lola Re: Olivvka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.09.03, 09:22
              Przykro, ze tak masz.ale pamietaj, ze cierpienie uszlachetnia
        • Gość: Dosia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:27
          Oliwko. Moze zostan seksuologiem! Takimi swietnymi radami nas tu obdarzasz...
          • olivvka Re: Do Dosi 10.09.03, 17:29
            Gość portalu: Dosia napisał(a):

            > Oliwko. Moze zostan seksuologiem! Takimi swietnymi radami nas tu obdarzasz...

            Dziękuję za propozycję, ale zdobyłam już wykształcenie. Jeśli Cię to
            interesuje, jestem z wykształcenia socjologiem rodziny, dlatego pozwalam sobie
            w sposób uprawniony zabrać głos w dyskusji.
            Jeśli nie chcesz, nie musisz sobie brać moich rad do siebie. Ja jednak staram
            się coś podpowiedzieć w oparciu o swoją zarówno wiedzę, jak i zawodowe
            doświadczenie. I naprawdę z serca. Ot tylko tyle.

            pozdrawiam
            olivvka
            • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 17:42
              Dziewczyno dowiedz sie najpierw co to jest ozieblosc, a dopiero pozniej
              wyglaszaj madre mysli na forum.
              • losiu4 Re: Do Dosi 11.09.03, 10:25
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                > Dziewczyno dowiedz sie najpierw co to jest ozieblosc, a dopiero pozniej
                > wyglaszaj madre mysli na forum.

                Dosiu, akurat def. oziębłości i jej objawy Olivvka podała kilkukrotnie. I jest
                tak, jak pisze. Nie wiem, czemu próbujesz ją zdyskredytować.

                Pozdrawiam

                Losiu
                • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:27
                  Bo wspolzycie raz w miesiacu, w pelni satysfakcjonujace tj. konczace sie
                  orgazmem i nie tylko NIE JEST OZIEBLOSCIA SEKSUALNA!!!!!!!!!

                  To jest tak jakby ja powiedziala, ze seks 3 razy w tygodniu jest erotomania!
                  • olivvka Re: Do Dosi 11.09.03, 10:45
                    Gość portalu: Dosia napisał(a):

                    > Bo wspolzycie raz w miesiacu, w pelni satysfakcjonujace tj. konczace sie
                    > orgazmem i nie tylko NIE JEST OZIEBLOSCIA SEKSUALNA!!!!!!!!!
                    >
                    > To jest tak jakby ja powiedziala, ze seks 3 razy w tygodniu jest erotomania!

                    To zasięgnij złoto porady seksuologa, skoro czujesz, że ja jestem nieuprawniona
                    do dawania Ci rad i przekonaj się osobiście czy sporadyczna aktywność seksualna
                    nie jest oziębłością seksualną, lub choćby prostą drogą do niej.

                    Jeśli masz życzenie, to służę Ci kontaktami do dobrych seksuologów w Warszawie.

                    pozdrawiam
                    olivvka
                    • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 11:03
                      Oliwko. Sporadyczna aktywnosc seksualna tak samo prowadzi do ozieblosci, jak
                      czesta aktywnosc seksualna prowadzi do dewiacyjnej erotomanii.

                      Pozdrawiam :)
                  • losiu4 Re: Do Dosi 11.09.03, 11:38
                    Gość portalu: Dosia napisał(a):

                    > Bo wspolzycie raz w miesiacu, w pelni satysfakcjonujace tj. konczace sie
                    > orgazmem i nie tylko NIE JEST OZIEBLOSCIA SEKSUALNA!!!!!!!!!

                    wszystko będzie OK, jeśli i Ty i Twój partner jesteście z takiego stanu rzeczy
                    zadowoleni. I nadal nie wiem c to ma do uszczypliwości

                    > To jest tak jakby ja powiedziala, ze seks 3 razy w tygodniu jest erotomania!

                    nie, nie tak, samo, gdyż seks 3x w tygodniu wiele par uprawia i jesli obu
                    stronom to odpowiada, jest OK. Natomiast jeśli Ty, będąc mocniejszą psychicznie
                    osobowaścią, zmuszasz partnera do podporządkowanie się Twoim wymaganiom, to
                    byłoby chyba coś nie tak. I owo "nie tak" odbije się w końcu.. jak nie za rok,
                    to za lat parę...

                    Pozdrawiam

                    Losiu
                    • Gość: Dosia Re: Do Dosi IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 11:42
                      Losiu. Tak samo wiele pare uprawia seks raz w miesiacu co 3 razy na tydzien.
                      Poczytaj sobie statystyki. 3 razy w tygodniu to wedle tych statystyk wyczyn -
                      zdarza sie on zwlaszcza u ludzi w wieku 20-25 lat. NIe jestem w stanie
                      przytoczyc Ci dokladnych danych, ale pamietam, ze jak o tym czytalam bylam
                      zdumiona.

                      W zwiazku z tym, jezeli wspolzycie raz w miesiacu ty uznajesz za mocno
                      podejrzane, to ja tak samo mam prawo uznawac wspolzycie 3 razy w tygdoniu za
                      podejrzane - statystycznie rzecz ujmujac jest mniej wiecej tyle samo par po obu
                      stronach :)
                      • losiu4 Re: Do Dosi 11.09.03, 12:11
                        Gość portalu: Dosia napisał(a):

                        > Losiu. Tak samo wiele pare uprawia seks raz w miesiacu co 3 razy na tydzien.

                        być może. I jesli odpowiada to obu stronom, to OK. Natomiast przyglądnąłem się
                        paru sprawom rozwodowym. Jeden z częstych argumentów: niedopasowanie seksualne.
                        I to wcale nie było udawane

                        > Poczytaj sobie statystyki.

                        nie wierzę statystykom, jeśli nie wiem kto, co i jak badał. A tym bardziej
                        takim tyczącym się intymnej sfery życia człowieka. Wolę obserwację żywych
                        przypadków

                        > 3 razy w tygodniu to wedle tych statystyk wyczyn -
                        > zdarza sie on zwlaszcza u ludzi w wieku 20-25 lat. NIe jestem w stanie
                        > przytoczyc Ci dokladnych danych, ale pamietam, ze jak o tym czytalam bylam
                        > zdumiona.

                        szkoda. Może Olivvki zapytamy, ona najwyraźniej oblatana w temacie jest. I z
                        tego co wyczytałem, wcale nie życzy Ci źle ani nie chce Cię pognębić.

                        > W zwiazku z tym, jezeli wspolzycie raz w miesiacu ty uznajesz za mocno
                        > podejrzane,

                        nigdzie tego nie pisałem. Mówiłem jedynie o kompromisie i niczym więcej

                        > to ja tak samo mam prawo uznawac wspolzycie 3 razy w tygdoniu za
                        > podejrzane - statystycznie rzecz ujmujac jest mniej wiecej tyle samo par po
                        obu
                        > stronach :)

                        tak to jest w zabawach ze statystykami. Jeśli jesteś ciekawa, mogę Ci szybko za
                        pomocą statystyki udowodnić, że np. talent matematyczny silnie zależy od
                        wielkości stopy. Naprawdę.

                        Pozdrawiam

                        Losiu
                        • olivvka Re: Trochę statystyki w tym temacie 11.09.03, 12:19
                          losiu4 napisał:

                          > Gość portalu: Dosia napisał(a):
                          >
                          > > Losiu. Tak samo wiele pare uprawia seks raz w miesiacu co 3 razy na tydzie
                          > n.
                          >
                          > być może. I jesli odpowiada to obu stronom, to OK. Natomiast przyglądnąłem
                          się
                          > paru sprawom rozwodowym. Jeden z częstych argumentów: niedopasowanie
                          seksualne.
                          >
                          > I to wcale nie było udawane
                          >
                          > > Poczytaj sobie statystyki.
                          >
                          > nie wierzę statystykom, jeśli nie wiem kto, co i jak badał. A tym bardziej
                          > takim tyczącym się intymnej sfery życia człowieka. Wolę obserwację żywych
                          > przypadków
                          >
                          > > 3 razy w tygodniu to wedle tych statystyk wyczyn -
                          > > zdarza sie on zwlaszcza u ludzi w wieku 20-25 lat. NIe jestem w stanie
                          > > przytoczyc Ci dokladnych danych, ale pamietam, ze jak o tym czytalam bylam
                          >
                          > > zdumiona.
                          >
                          > szkoda. Może Olivvki zapytamy, ona najwyraźniej oblatana w temacie jest. I z
                          > tego co wyczytałem, wcale nie życzy Ci źle ani nie chce Cię pognębić.
                          >
                          > > W zwiazku z tym, jezeli wspolzycie raz w miesiacu ty uznajesz za mocno
                          > > podejrzane,
                          >
                          > nigdzie tego nie pisałem. Mówiłem jedynie o kompromisie i niczym więcej
                          >
                          > > to ja tak samo mam prawo uznawac wspolzycie 3 razy w tygdoniu za
                          > > podejrzane - statystycznie rzecz ujmujac jest mniej wiecej tyle samo par p
                          > o
                          > obu
                          > > stronach :)
                          >
                          > tak to jest w zabawach ze statystykami. Jeśli jesteś ciekawa, mogę Ci szybko
                          za
                          >
                          > pomocą statystyki udowodnić, że np. talent matematyczny silnie zależy od
                          > wielkości stopy. Naprawdę.
                          >
                          > Pozdrawiam
                          >
                          > Losiu

                          Badania seksuologiczne rzadko bywają miarodajnymi z uwagi na trudność dobrania
                          reprezentatywnej próby. Niestety. Przynajmniej w naszym mocno konserwatywnym
                          kraju. Są jednak one prowadzone przez wiele niezależnych instytucji.
                          Najsłynniejszy jest chyba raport Durexa w tym temacie, choć ja osobiście nie
                          dawałabym mu 100% wiary.

                          Z ostatnio prowadzonych badań (bodajże Starowicz i s-ka) wynika, że Polak
                          średnio odbywa ok. 140 stosunków płciowych rocznie (z tego co pamiętam badano
                          małżeństwa i pary żyjące w trwałych konkubinatach). Wychodzi więc ok 11-12
                          stosunków miesięcznie, czyli ok. 3 stosunków na tydzień. Zbieżne jest to z tym,
                          co opublikował w 2002 roku Durex. Znajdziesz to pod następującym adresem:
                          www.durex.pl/pliki/raport2002.htm
                          Jako Polacy nie należymy do specjalnie aktywnych seksualnie narodów, ale i nie
                          mamy powodów do wstydu.

                          pozdrawiam
                          olivvka
        • linkamocwiatru Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... 10.09.03, 18:19
          olivvka napisała:

          > > Przestań się umartwiać nad własną seksualną niemocą, tylko rozpocznij
          terapię w
          >
          > gabinecie seksuologa. Twoja niechęć do seksu nie ma prawdopodobnie podłoża
          > somatycznego. A więc można przywrócić Twój poziom libido, przy odrobinie
          dobrej
          >
          > chęci z Twojej strony i wydatnej pomocy Twojego partnera.
          >
          > pozdrawiam
          > olivvka
          >
          > PS. Na boga, dlaczego kobiety odczuwające zmniejszony temperament seksualny
          nie
          >
          > próbują z tym nic robić, tylko zaciskają zęby i wciąż myślą, że taki stan
          jest
          > nieodwracalny??? Oziębłość seksualna (bo o niej mowa jeśli Twoje potrzeby
          > wynoszą jedno zbliżenie na miesiąc) jest chorobą, którą daje się leczyć z
          > niemalże 100% szansą powodzenia!!!
          > Doprawdy zdruzgotana jestem czytając takie posty. I płakać mi się chce z
          powodu
          >
          > bezradności innych.

          Dzieki za rade, moze jeszcze podpowiesz ile taki seksuolog liczy sobie za
          wizyte, bo na NFZ to chyba nie ma co liczyc.
          • Gość: Dosia Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 10.09.03, 18:20
            Oliwka zapewne sluzy Ci swoja rada za darmo. I jakie rokowania ma: 100%
            wyleczonych przypadkow!

            Przyjdzie kryska na matyska... :)
    • perotin Skad k...wiecie, czy mozemy zapanowac nad popedem? 10.09.03, 23:19
      No skad? Czy mozna bez seksu pracowac, uczyc sie, koncentrowac... Co z tego, ze
      potrafilbym sie meczyc do konca zycia? Kazcie narkomanowi normalnie
      funkcjonowac (praca, nauka itd) na odwyku, przeciez gosc nie zwierze, ma
      rozum...
    • matrek Przepraszam 11.09.03, 02:11
      ale co to wogole za podejscie ? " Ja - Mu - Nie - Daje " Nie jestem pewny, czy
      chcialbym takiego "dawanego". Seks ktory jest powieceniem, to nie seks - to
      zwykla kopulacja. Seks ma byc obustronna radoscia, a nie przykrym obowiazkiem.
      • losiu4 Re: Przepraszam 11.09.03, 10:26
        matrek napisał:

        > ale co to wogole za podejscie ? " Ja - Mu - Nie - Daje " Nie jestem pewny,
        czy
        > chcialbym takiego "dawanego". Seks ktory jest powieceniem, to nie seks - to
        > zwykla kopulacja. Seks ma byc obustronna radoscia, a nie przykrym obowiazkiem.

        oj, a bo to jedna kobieta tak podchodzi do spraw seksu w związku.. wystarczy
        chociażby ten wątek przeczytać

        Pozdrawiam

        Losiu
        • Gość: Dosia Re: Przepraszam IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 10:28
          Losiu. Wlasnie Ty chcesz sprowadzic seks do kopulacji. Kobieta ma dac, bo Tobie
          sie chce. A jak nie chce dac to znaczy, ze jest oziebla i ma sie leczyc.
          • losiu4 Re: Przepraszam 11.09.03, 11:56
            Gość portalu: Dosia napisał(a):

            > Losiu. Wlasnie Ty chcesz sprowadzic seks do kopulacji. Kobieta ma dac, bo
            Tobie
            >
            > sie chce. A jak nie chce dac to znaczy, ze jest oziebla i ma sie leczyc.

            absolutnie nie. Jestem w tych sprawach za kompromisem i pełną jasnością.
            Pierwsze Twoje posty sugerowały, że ta sfera życia ma być po Twojej myśli.
            Dopiero później c=oś się w Twoich wypowiedziach zmieniło. Mam nadzieję, że to
            na skutek przemyśleń przy czytaniu tego wątku.

            Pozdrawiam

            Losiu
            • Gość: Dosia Re: Przepraszam IP: ACOPWP* / 195.217.253.* 11.09.03, 12:00
              No jasne :) co wiecej - juz zabukowalam sobie wizyte u Lwa Starowicza -
              dziekuje Wam po stokroc!!!! :)
              • losiu4 Re: Przepraszam 11.09.03, 12:17
                Gość portalu: Dosia napisał(a):

                > No jasne :) co wiecej - juz zabukowalam sobie wizyte u Lwa Starowicza -
                > dziekuje Wam po stokroc!!!! :)

                Dosiu, naprawdę sarkazm w tym miejscu jest niepotrzebny. Jeśli uważacie (OBOJE)
                ze swoim partnerem, że jest OK, nie ma sprawy. Jak już napisałem, białe (lub
                prawie białe) małżeństwa sie zdarzają i jeśli obojgu to odpowiada, to co w tym
                złego. Natomiast jesli wiesz/ podejrzewasz że coś jest nie tak, i nie możecie
                sobie dać z tym rady - wizyta u odpowiedniego lekarza (niekoniecznie Lwa -
                Starowicza- któren IMHO zmanierowany się stał) mogłaby pomóc

                Pozdrawiam

                Losiu
        • pajdeczka Re: Przepraszam 11.09.03, 11:09
          losiu4 napisał:

          >> oj, a bo to jedna kobieta tak podchodzi do spraw seksu w związku.. wystarczy
          > chociażby ten wątek przeczytać
          >
          Uważasz Łosiu, że jest to nielogiczne? A dlaczego miałabym szafować, nawet w
          małżeństwie, czymś, za czym mężczyźni szaleją? Pan Bóg ładnie to sobie obmyślił.
          Najpierw kara , a potem nagroda. Bo nam to wystarczy tylko, jak coś ładnego
          kupicie. A wy? Spróbuj się zadowolić kolejnym krawatem.
          Z poważaniem
          • losiu4 Re: Przepraszam 11.09.03, 12:02
            pajdeczka napisała:

            > losiu4 napisał:
            >
            > >> oj, a bo to jedna kobieta tak podchodzi do spraw seksu w związku.. wys
            > tarczy
            > > chociażby ten wątek przeczytać
            > >
            > Uważasz Łosiu, że jest to nielogiczne?

            a czy ja coś takiego napisałem?

            > A dlaczego miałabym szafować, nawet w
            > małżeństwie, czymś, za czym mężczyźni szaleją?

            ejże, Pajdeczko, znam Cię trochę. Ale poważnie (dla innych przestroga): nie
            szafuj, kto Ci każe. Tylko konsekwencje bądź w stanie ponieść

            > Pan Bóg ładnie to sobie obmyślił
            > Najpierw kara , a potem nagroda.

            albo odwrotnie ;))

            > Bo nam to wystarczy tylko, jak coś ładnego
            > kupicie.

            Pajdeczko, sama tego chciałaś. Prześlę Ci wirtualny bukiet kosztujący paręset
            złotych. Dla zadowolenia kobiet wszystko ;))

            > A wy? Spróbuj się zadowolić kolejnym krawatem.

            bleeee. nie lubię krawatów... w ogóle nie lubię strojów oficjalnych. Choruję
            jak muszę się w nie ubierać. Ale jeśli jakiś wygodny strój półsportowy by się
            trafił - czemu by nie ;))

            Pozdrawiam

            Losiu
            • rose2 Re: Zastanawia mnie jeden fakt 11.09.03, 14:28
              Ktoras z forumowiczek przytoczyla tu taki przyklad mezczyzny na wozku
              inwalidzkim, ktory zaspokajal seksualnie swoja zdrowa zone inaczej, no i
              wszystko sie swietnie im ukladalo. Super.

              Takze moje drogie kolezanki :o) Jak to jest z wami, gdy macie jakas
              niedyspozycje (nie z waszej winy przeciez), jak zaspokajacie swego partnera
              seksualnie - czyli w inny sposob :o)

              Czekam tylko na powazne odpowiedzi....
            • pajdeczka Re:Losiu 11.09.03, 14:38
              losiu4 napisał:

              > Pajdeczko, sama tego chciałaś. Prześlę Ci wirtualny bukiet kosztujący paręset
              > złotych. Dla zadowolenia kobiet wszystko ;))

              Miałam akurat coś bardziej konkretnego na myśli, ale, ponieważ w moim wieku nie
              należy za bardzo wybrzydzać to czekam na te kwiaty, nawet wirtualne.

              > Ale jeśli jakiś wygodny strój półsportowy by się trafił - czemu by nie ;))
              >
              Czyli co, mam ci kupić dres Reeboka albo Adidasa za kilkaset złotych?!
              Litości, wirtualnie nie mam takiej możliwości, a z kasą u mnie ostatnio
              kiepsko , bo firma jest w agonii. To może coś innego ci wyślę, też ładnego.
              Swoje zdjęcie np.?
              • losiu4 Re:Losiu 11.09.03, 15:07
                pajdeczka napisała:

                > losiu4 napisał:
                >
                > > Pajdeczko, sama tego chciałaś. Prześlę Ci wirtualny bukiet kosztujący parę
                > set
                > > złotych. Dla zadowolenia kobiet wszystko ;))

                > Miałam akurat coś bardziej konkretnego na myśli, ale, ponieważ w moim wieku
                nie
                > należy za bardzo wybrzydzać to czekam na te kwiaty, nawet wirtualne.

                już poszły. Jeśli ich jeszcze nie masz, podeślę ponownie. Z kosztami - w
                przypadku pieknych dam - się nie liczę

                > > Ale jeśli jakiś wygodny strój półsportowy by się trafił - czemu by nie ;)
                > )

                > Czyli co, mam ci kupić dres Reeboka albo Adidasa za kilkaset złotych?!

                eeeee.. nie, skądze. Wszakże macie coś innego do zaoferowania ;P

                > Litości, wirtualnie nie mam takiej możliwości, a z kasą u mnie ostatnio
                > kiepsko , bo firma jest w agonii. To może coś innego ci wyślę, też ładnego.
                > Swoje zdjęcie np.?

                chętnie, chętnie. Już kiedyś opisałaś, jak mniej więcej wyglądzasz, a ja wielce
                na taki typ urody łasy jestem

                Pozdrawiam

                Losiu
                • mintulu oziębłość.... 11.09.03, 15:29
                  To może ja podam przypadek oziębłości czy też zaburzeń seksualności :
                  od roku nie robię tego,z trzema wyjątkami, które nie były szczególnie przyjemne
                  ani dla mnie ani dla mojego partnera. Wcześniej wszystko układało się dobrze -
                  od codziennych, nawet kilkakrotniew ciągu dnia stosunków po czasem z przerwę
                  tygodniową... bylo nam po prostu ze sobą dobrze, ale...

                  Poznałam kogoś innego, trwało to troche i niestety rozpadlo sie własnie rok
                  temu :(
                  Od tej pory nie jestem w stanie podjąć na nowo tej strefy życia...

                  Owszem są inne sposoby ,którymi staram się rekompensować mężowi, brak
                  normalnego współżycia.

                  Nie miałabym jednak pretensji , gdyby zrobił to z kimś innym ..tak mi się wydaje

                  Czasem brakuje mi ...oczywiście, ale nie jestem w stanie sobie
                  wyobrazić,kogokolwiek prócz tamtej osoby sprzed roku...

                  Smutno mi...:(
                  • olivvka Re: oziębłość.... 11.09.03, 16:15
                    mintulu napisała:

                    > To może ja podam przypadek oziębłości czy też zaburzeń seksualności :
                    > od roku nie robię tego,z trzema wyjątkami, które nie były szczególnie
                    przyjemne
                    >
                    > ani dla mnie ani dla mojego partnera. Wcześniej wszystko układało się dobrze -

                    > od codziennych, nawet kilkakrotniew ciągu dnia stosunków po czasem z przerwę
                    > tygodniową... bylo nam po prostu ze sobą dobrze, ale...
                    >
                    > Poznałam kogoś innego, trwało to troche i niestety rozpadlo sie własnie rok
                    > temu :(
                    > Od tej pory nie jestem w stanie podjąć na nowo tej strefy życia...
                    >
                    > Owszem są inne sposoby ,którymi staram się rekompensować mężowi, brak
                    > normalnego współżycia.
                    >
                    > Nie miałabym jednak pretensji , gdyby zrobił to z kimś innym ..tak mi się
                    wydaj
                    > e
                    >
                    > Czasem brakuje mi ...oczywiście, ale nie jestem w stanie sobie
                    > wyobrazić,kogokolwiek prócz tamtej osoby sprzed roku...
                    >
                    > Smutno mi...:(

                    To rzeczywiście smutne i przykre.

                    Jak niektórzy mówią: serce nie sługa.
                    Cóż więc stoi na przeszkodzie, by zmienić swoje życie i poszukać na nowo
                    własnego szczęścia?

                    pozdrawiam
                    olivvka
                    • mintulu Re: oziębłość.... 11.09.03, 16:27
                      bo... może dlatego ze nie chcę próbować i szukać... tamto samo przyszło i było
                      tak niesamowite, ze nie wierzę ze z kims może tak jeszcze być

                      może ... może ... może...
                      nie wiem :( tak na prawdę to od roku nikt mnie nie pociąga, o nikim nie
                      pomyślałam w seksualnym słowa znaczeniu ...
                      • olivvka Re: oziębłość.... 11.09.03, 16:31
                        mintulu napisała:

                        > bo... może dlatego ze nie chcę próbować i szukać... tamto samo przyszło i
                        było
                        > tak niesamowite, ze nie wierzę ze z kims może tak jeszcze być
                        >
                        > może ... może ... może...
                        > nie wiem :( tak na prawdę to od roku nikt mnie nie pociąga, o nikim nie
                        > pomyślałam w seksualnym słowa znaczeniu ...

                        Pamiętaj jednak o tym, iż by móc dawać szczęście innym, wpierw należy samemu
                        tego szczęścia poszukać i samemu być szczęśliwym. Czasami wymaga to od nas
                        trudnych decyzji.

                        pozdrawiam
                        olivvka
                        • Gość: przypomnienie Re: oziębłość.... IP: *.adsl.interware.hu 11.09.03, 23:50
                          zapomnialas dodac, ze zapraszasz na Forum Erotyka Nova
                          • losiu4 Re: oziębłość.... 12.09.03, 09:00
                            Gość portalu: przypomnienie napisał(a):

                            > zapomnialas dodac, ze zapraszasz na Forum Erotyka Nova

                            po co, skoro Ty przypomniała(e)ś

                            Pozdrawiam

                            Losiu
                            • mintulu Re: oziębłość.... 12.09.03, 09:19
                              A co ja oziębła mam robić na erotice, skoro porad nie szukam jedynie
                              opowiedziałam swoją historię ....
                              Pozdr. dla Was :-)
                              • losiu4 Re: oziębłość.... 12.09.03, 09:29
                                mintulu napisała:

                                > A co ja oziębła mam robić na erotice, skoro porad nie szukam jedynie
                                > opowiedziałam swoją historię ....

                                a poczytaj sobie chociaż, nie dopraszając się o rady. Jeśli czytałaś wypowiedzi
                                Olivvki i Cię zainteresowały, to chyba warto tam zajrzeć (żeby nie było
                                podejrzeń o kryptoreklamę: nie udzielam się na tym forum, chociaż po nazwie
                                sądząc wiadomo o czym ono jest)

                                Pozdrawiam

                                Losiu
                                • mintulu Re: oziębłość.... 12.09.03, 10:03
                                  Może :) Nie bardzo wiem czy chce zmian....tan stan mi się chyba podoba skoro w
                                  nim trwam ;-) A ze czasem jest mi smutno , to chyba każdemu z jakis powodów
                                  czasem bywa...

                                  Pozdrawiam też :-)
                                  • losiu4 Re: oziębłość.... 12.09.03, 10:25
                                    mintulu napisała:

                                    > Może :)

                                    się cieszę :))

                                    > Nie bardzo wiem czy chce zmian....

                                    a kto Ci konieczność zmian wmawia. Zastanów się jeno, bo jak sama piszesz "nie
                                    za bardzo wiesz"

                                    > tan stan mi się chyba podoba skoro w
                                    > nim trwam ;-)

                                    a Jemu?

                                    > A ze czasem jest mi smutno , to chyba każdemu z jakis powodów
                                    > czasem bywa...

                                    w sumie jesień... i pogoda dziś nieszczególna więc co ma być wesoło ;)(chyba że
                                    u Ciebie inaczej jest)

                                    Pozdrawiam i poprawy nastroju życzę

                                    Losiu
                                    • mintulu Re: oziębłość.... 12.09.03, 10:57
                                      losiu4 napisał:

                                      > się cieszę :))

                                      mimo paskudnej pogody się cieszysz :)

                                      > a kto Ci konieczność zmian wmawia. Zastanów się jeno, bo jak sama
                                      piszesz "nie
                                      > za bardzo wiesz"

                                      Dobrze ze mam mało czasu :)) wolnego, bo jak za dużo myślę to same głupoty
                                      wymyślam ;)

                                      a Jemu?

                                      srednio chyba :( ale staram się "bez stosunkowo" zaspakajac jego potrzeby....

                                      > w sumie jesień... i pogoda dziś nieszczególna więc co ma być wesoło ;)(chyba
                                      że

                                      > u Ciebie inaczej jest)

                                      U mnie jest paskudnie i strasznie jestem śpiąca , ale nie królewna ;)

                                      Miłego dnia :)
                                      • losiu4 Re: oziębłość.... 12.09.03, 11:39
                                        mintulu napisała:

                                        > losiu4 napisał:

                                        > > się cieszę :))

                                        > mimo paskudnej pogody się cieszysz :)

                                        a no bo dziś tak jakoś mi się micha sama cieszy :) Czego i Tobie życzę

                                        > > a kto Ci konieczność zmian wmawia. Zastanów się jeno, bo jak sama
                                        > piszesz "nie
                                        > > za bardzo wiesz"

                                        > Dobrze ze mam mało czasu :)) wolnego, bo jak za dużo myślę to same głupoty
                                        > wymyślam ;)

                                        jeśli to TE głupoty, to może myśl więcej ;))

                                        > a Jemu?

                                        > srednio chyba :( ale staram się "bez stosunkowo" zaspakajac jego
                                        potrzeby....

                                        jeśli Wam to wystarcza, czemu by nie

                                        > > w sumie jesień... i pogoda dziś nieszczególna więc co ma być wesoło ;)(chy
                                        > ba
                                        > że
                                        > > u Ciebie inaczej jest)

                                        > U mnie jest paskudnie

                                        jutro ma być lepiej (a mam cichą nadzieję, że już dziś zacznie się poprawiać)

                                        > i strasznie jestem śpiąca , ale nie królewna ;)

                                        to nic, na wszelki wypadek przesyłam :*

                                        > Miłego dnia :)

                                        Nawzajem

                                        Pozdrawiam

                                        Losiu
                                        • Gość: . Re: oziębłość.... IP: *.jgora.dialog.net.pl 15.09.03, 00:03
    • Gość: . Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.jgora.dialog.net.pl 17.09.03, 23:35
    • Gość: . Re: ja mu nie daje, a on mnie zdradza... IP: *.jgora.dialog.net.pl 17.09.03, 23:42
      .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka