fabrizio_meoni
04.05.08, 02:57
Byłem z ukochaną. Najwspanialszą kobietą na ziemi. Wtedy wszystko wydawało sie
boskie, mądre i piękne. Potem trochę wyblakło aż do momentu rozstania. Po
rozstaniu wróciłem do starych nawyków, do kumpli, łażenia niewiadomogdzie,
spraw ogólnie banalnych. Nie mam teraz tak naprawdę nic. Czuję pustkę
wewnętrzną. Nie potrafię załapać najprostszych radości z życia. Chciałbym się
nimi dzielić. Z kimś, z Nią. Wiadomo - rozstania są trudne, potem się
zapomina, jednak ja nie potrafię, nie mam nikogo z kim mógłbym podzielić się
rannym kwileniem ptaszka, zielonością liścia na drzewku, liszką chodzącą po
moim spodniu. Są osoby próbujące pomóc- szacunek dla nich za to - ale mimo ich
starań pogrążam się coraz bardziej, mimo rozsądku, który mówi, że chyba dobrze
się stało skoro nie potrafiliśmy dać sobie tego, czego potrzebowaliśmy. Na sto
dwadzieścia procent wolałbym paść gdzieś w lesie i zostać uznanym za padłego
niż mieć świadomość, ze Zawiodłem, i że Nie Ma Już Nas.
Stąd pytanie płynie - nie wiem co działać - jak obronić się przed
nieuniknionym? w sensie - samotnością, strachem przed odrzuceniem, wszystkim.
ok pewnie zlejecie temat, jednak chciałem się podzielić.
Fabri.