eluch_a
05.05.08, 07:48
jakby ktoś chciał doktorat zrobić, służę sugestiami. Teoria nie jest
moja, żeby nie było, ale szalenie mnie się podoba. Diabeł tkwi w tym
bowiem, że połówki dzielą się na kilka podtypów.
1. połówka właściwa - "książę z bajki"; skoro jest jedna, kiepska
szansa, że się na nią trafi jest nikła;
2. połówka sytuacyjna - powiedzmy, że wyjeżdżacie na wakacje do
Katalonii. Spotykacie tam boskiego Enrique - kosmatego barmana w
obcisłych szafirowych stringach, w panierce z olejku i piasku. Ale
ten sam Enrique na Żoliborzu w jesiennym deszczu przypomina wyblakły
tandetny kwiat z plastiku. (mnie zawsze ten typ przypomina wyblakły
tandetny kwiat z plastiku, ale... co kto lubi),
3. połówka modelinowa - spotykasz gościa i myślisz: prawie ideał.
Gdyby tylko lubił Griega i nlosił okulary w zielonych oprawkach. Gdy
będzie mu zależało, wprowadzi niezbędne zmiany. I stanie się
prawdziwą połówką. Ale... modelina przestaje być elastyczna.
Podobnie i nasza połówka. Wypalona ognistą miłością zaczyna si,e
buntować; jeśli żadne nie ustąpi, trzeba iść do papierniczego po
następną porcję modeliny.
4. połówka plastelinowa [ ten typ wymyśliłam sama] -
typowy "zapychacz", w celu zalepienia pustego miejsca po kimś tam.
Na krótko. "Zapychacz doraźny".