bardzometafizyczny
18.05.08, 07:56
Najprawdopodobniej w niedługim czasie wprowadzi się do nas (mnie,
mojego faceta i jeszcze dwu studentów) koleżanka mojego faceta. Po
prostu zwalnia się pokój, a dziewczyna poszukuje.
Nazwijcie mnie głupią, ale niezbyt mi się to podoba. Mój facet jest
w typie "miły i szarmancki dla swoich znajomych" (każda mi powtarza,
że gratuluje mi tak "ułożonego" chłopaka). Tym bardziej zastanawiam
się, czy nie będzie tak, że jak już u nas ta dziewczyna zamieszka,
to zacznę żyć w swego rodzaju trójkącie - co my, to ona itp, bo
przecież mój miły chłopak będzie chciał, żeby nowa dobrze się czuła
u nas.
Dodatkowo dziewczyna nie ma faceta, ma dużo wolnego czasu i lubi
mojego M.
Zdrady się nie boję (paranoja nie doszła aż tak daleko), natomiast
szczerze obawiam się, że nowa zbyt mocno wejdzie w nasze życie, a
tego nie chcę ( i pewno będę osamotniona w tym problemie, bo on ją
lubi, ona jego też, fajnie im się razem gada, więc jedyną
niezadowoloną będę ja).
Mogłabym pogadać z moim facetem, ale jestem pewna, że tylko by mnie
zbeształ, że jestem egoistką, nie chcę pomóc człowiekowi w potrzebie
(wynajmujemy mieszkanie po bardzo konkurencyjnej cenie, a
dziewczynie się nie przelewa), wolę wziąć kogoś z ogłoszenia niż
sprawdzona, fajną osobę. Tyle. Nic bym chyba nie zdziałała.
Nie wiem, no nie chcę jej tu. Niechże się spotykają na uczelni
(studiują razem), niech razem wyjeżdżają na zajęcia terenowe, ale
mój dom to moja twierdza ;) i nie, nie, dziękuję.
Proszę o przyklaśnięcie, zjechanie, cokolwiek, co rozjaśni mi trochę
problem, jak mam to załatwić ( i czy w ogóle mam).